Dyskusja o wykreśleniu z kodeksu karnego art. 212 lub choćby złagodzeniu sankcji za pomówienie trwa od lat. Organizacje pozarządowe i media wskazują, że przepis ten jest wykorzystywany jako knebel do tłumienia krytyki, rząd wypłaca odszkodowania w wyniku postępowań przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (na skutek wyroku lub ugody), ale przepisy wciąż nie zostały zmienione. Mimo że konieczność zmian wynika nie tylko z orzecznictwa strasburskiego trybunału, lecz również z zaleceń ONZ (która wskazywała na konieczność wyeliminowania kary pozbawienia wolności za zniesławienie) czy OBWE (która postulowała rezygnację z kryminalizacji tego czynu i całkowite uregulowanie tej kwestii na gruncie prawa cywilnego).

Pomimo tego 58 proc. ekspertów zapytanych w ramach Panelu Prawników „Rzeczpospolitej” jest przeciwnych usuwaniu tego przepisu z kodeksu karnego.

– Pragnę wyraźnie podkreślić – jestem zwolennikiem daleko idącej wolności słowa. W tym również tolerowania wypowiedzi kontrowersyjnych, prowokacyjnych, drażniących różne grupy społeczne czy wchodzących w konflikt z poprawnością polityczną. Sprzeciwiam się też różnorakim próbom cenzurowania wypowiedzi, podejmowanym na poziomie krajowym oraz unijnym. Ale nie oznacza to, że nie dostrzegam problemu nadużywania wolności słowa we współczesnym świecie – mówi dr hab. Krzysztof Koźmiński prof. UW i radca prawny z kancelarii Jabłoński Koźmiński i Wspólnicy.

Jak wskazuje w świecie social mediów, przebodźcowania informacjami, w tym fake-newsami, rozsiewanymi przez patoinfluencerów, pseudoredakcje i samozwańczych dziennikarzy, opluć kogoś, obrzucić błotem, podać nieprawdziwą, a krzywdzącą informację do przestrzeni publicznej jest bardzo łatwo.

– A nigdy wcześniej informacje te nie rozprzestrzeniały się tak szybko. Dlatego choć postrzegam prawo karne jako ostateczną reakcję, nie mam wątpliwości, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach powinno ono, w sytuacjach skrajnych, chronić ofiary, a także społeczeństwo, przed treściami pomawiającymi czy zniesławiającymi – argumentuje ekspert.

Odpowiedzialność cywilna wystarczy

Część pytanych przez nas ekspertów, np. prof. Kamil Zaradkiewicz, sędzia Sądu Najwyższego (z Izby Cywilnej), wskazuje, że wykroczenie poza granice wolności słowa nie powinno być zagrożone sankcją karną. A w pełni wystarczające powinny być instrumenty ochrony cywilnoprawnej.

Tego zdania jest również Hubert Hajduczenia, adwokat z kancelarii DLA Piper.

– Zwolennicy art. 212 KK wskazują, że ochrona wolności słowa nie może mieć pierwszeństwa względem ochrony dobrego imienia czy czci. Stanowisko to z założenia pomija ochronę cywilnoprawną. Oczywiście wymaga ona poprawy, zwłaszcza w zakresie czasu rozstrzygania spraw z tytułu naruszenia dóbr osobistych, zwiększenia kwot zadośćuczynień czy w końcu wprowadzenia tzw. ślepych pozwów. Jednak dalej żądanie przeprosin i zapłaty jest bardziej adekwatne i proporcjonalne niż sankcje prawnokarne – uzasadnia adwokat, który przypomina, że art. 212 KK coraz częściej służy zastraszaniu także jako element tzw. SLAPP-ów.

– Obawa przed sankcjami karnymi i statusem osoby skazanej ma również wywołać efekt mrożący. Widać to zwłaszcza na przykładach spraw dotyczących dziennikarzy piszących o lokalnych władzach. Przyznanie wyłącznie ochrony prywatnoprawnej (którą niewątpliwie należy wzmocnić) z tytułu naruszenia dobrego imienia pozwala zachować odpowiednią proporcję między chronionymi dobrami a wolnością słowa – uważa mec. Hajduczenia.

Iluzoryczna ochrona dobrego imienia

Z postulatem całkowitego usunięcia art. 212 KK zdecydowanie nie zgadza się Maciej Zaborowski, adwokat z kancelarii Kopeć i Partnerzy. Jego zdaniem takie postulaty może formułować ktoś, kto nie ma najmniejszej wiedzy o tym, jak w praktyce wygląda w Polsce ochrona dobrego imienia i czci.

– Już teraz jest ona iluzoryczna. Ofiary hejtu są pozostawione praktycznie same sobie. Istnieją także wyspecjalizowane firmy, które oferują za wynagrodzeniem pisanie nieprawdziwych artykułów w mediach. Procesy cywilne o ochronę dóbr osobistych trwają po pięć-osiem lat, co oznacza, że nie zapewniają żadnej ochrony. Nie wspominając o tym, że mamy całkowity, podkreślę – całkowity, brak odpowiedzialności za podawanie nieprawdy chociażby na takich portalach jak X (dawny Twitter) – tłumaczy mec. Zaborowski. Dlatego jego zdaniem, dopóki nie zostaną wprowadzone skuteczne i szybkie mechanizmy ochrony dóbr osobistych na gruncie cywilnym, mówienie o likwidacji art. 212 KK jest po prostu utopią.

zdjecie

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Zgodnie z propozycjami komisji kodyfikacyjnej

Jednocześnie 58 proc. ankietowanych ekspertów jest zdania, że zniesławienie nie powinno być zagrożone karą pozbawienia wolności.

Warto przypomnieć, że w tym kierunku idą zmiany postulowane przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego. W opracowanych już w ubiegłym roku założeniach proponuje ona pełną depenalizację pomówień niepublicznych oraz dotyczących innych podmiotów niż osoby fizyczne, a także ograniczenie stosowania art. 212 KK do tych przypadków, w których sprawca chce poniżenia pomawianego w opinii publicznej lub narażenia na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.

Zdaniem prof. Krzysztofa Koźmińskiego usunięcie kary pozbawienia wolności z art. 212 KK i ograniczenie sankcji do kary grzywny lub ograniczenia wolności to to dobre, sensowne i proporcjonalne rozwiązanie.

Podobnie uważa dr hab. Tomasz Safjański, prof. Akademii WSB.

– Kara pozbawienia wolności wydaje się zbyt surowa i może wywoływać tzw. efekt mrożący wobec wolności słowa. Wystarczające i bardziej proporcjonalne byłyby kary ograniczenia wolności lub grzywna – sankcje odczuwalne, ale nienaruszające podstawowych praw jednostki w tak radykalny sposób. Penalizacja zniesławienia powinna działać jak policyjny mandat i upomnienie: stanowcze, widoczne, przypominające o granicach, ale nie jak zatrzymanie z kajdankami za wykroczenie drogowe po uprzednim użyciu paralizatora – tłumaczy obrazowo prof. Safjański.

Nieodwracalne skutki pomówienia

Przeciwnego zdania jest Piotr Podgórski z federacji Przedsiębiorcy.pl, który nie znajduje argumentów dla rezygnacji z kary pozbawienia wolności w wymiarze do jednego roku. Zwłaszcza że dotyczy ona tylko typu kwalifikowanego (art. 212 § 2 KK), który penalizuje zniesławienie dokonane za pomocą środków masowego komunikowania.

– Dynamiczny rozwój mediów społecznościowych radykalnie zwiększył zasięg i tempo rozpowszechniania informacji. Pomówienie opublikowane w internecie może w ciągu kilku godzin dotrzeć do setek tysięcy odbiorców, a jego skutki – w postaci utraty reputacji czy społecznego ostracyzmu – są często nieodwracalne – wskazuje radca prawny. – Przewidziana zatem w art. 212 § 2 KK kara pozbawienia wolności do jednego roku wydaje się być miarodajna, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę np. fakt, że za zeznawanie nieprawdy grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności – dodaje. Jego zdaniem kara więzienia ma pełnić funkcję prewencyjną, lecz jej stosowanie powinno mieć charakter ultima ratio. – ETPC w swoim orzecznictwie dopuszcza istnienie sankcji karnych za zniesławienie, wskazując jednak, że kara pozbawienia wolności powinna być stosowana wyjątkowo i z najwyższą ostrożnością. Trybunał nie kwestionuje więc samej możliwości jej przewidzenia w ustawie, lecz bada proporcjonalność jej zastosowania w konkretnej sprawie. Sama jednak możliwość wymierzenia kary pozbawienia wolności do jednego roku wzmacnia ochronę pokrzywdzonych w sytuacjach najbardziej drastycznych, zwłaszcza gdy zniesławienie ma charakter uporczywy, zorganizowany lub motywowany chęcią wyrządzenia poważnej szkody – uważa Piotr Podgórski.

Inna sprawa, że choć 31 proc. ankietowanych negatywnie ocenia pomysł usunięcia z art. 212 KK kary pozbawienia wolności, to nie zawsze dlatego, że są zwolennikami karania więzieniem za słowa. Np. mec. Dariusz Pluta nie zgadza się, bo… jest przeciwnikiem „pudrowania” w ten sposób przepisu.

– W przypadku tak wadliwej normy karnej rzecz nie polega wyłącznie na rodzaju przewidzianej kary czy jej wymiarze. Problemem jest samo skazanie, czyli możliwość, „zgodnie z literą prawa”, uczynienia przestępcą obywatela korzystającego z elementarnych praw podmiotowych, jak wolność słowa, wypowiedzi, krytyki – tłumaczy mec. Pluta.

Podobnie uważa mec. Hajduczenia, który podkreśla, że przecież skazanie na podstawie art. 212 KK na karę bezwzględnego pozbawienia wolności jest bardzo rzadkie, niemal niespotykane.

– Z tego też względu rezygnacja z tej kary będzie miała wymiar przede wszystkim symboliczny, nie zaś praktyczny. Jeśli nie chcemy zrezygnować z art. 212 KK, to związana z nim odpowiedzialność karna powinna się wiązać wyłącznie z umyślnym sformułowaniem nieprawdziwego zarzutu i pomówienia – wskazuje ekspert.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →