Rekomendacje CBA dotyczące beneficjenta subwencji nie są dokumentami urzędowymi

Stan faktyczny

Powódka domagała się zasądzenia na swoją rzecz kwoty odpowiadającej udzielonej pozwanej subwencji finansowej, wypłaconej w ramach programu rządowego „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla Małych i Średnich Firm”.

Uzasadniając żądanie pozwu wskazała, że CBA przekazało negatywną rekomendację w zakresie możliwości umorzenia wypłaconej pozwanej subwencji. Wobec tego, w oparciu o wydaną rekomendację, powódka wydała decyzję określającą kwotę subwencji finansowej podlegającej zwrotowi w całości. Pomimo wniesionego przez pozwaną odwołania, powódka nie dokonała zmiany pierwotnej decyzji.

Pozwana wniosła o oddalenie powództwa w całości.

W toku postępowania CBA poinformowało, że negatywna rekomendacja wynikała z danych przekazanych przez KAS i ZUS oraz z faktu skazania członka zarządu pozwanej za czyn karno-skarbowy.

Stanowisko SR

Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi – Południe w Warszawie w wyroku z 15.12.2025 r., I C 444/25, oddalił wytoczone powództwo w całości.

SR wskazał, że powództwo podlegało oddaleniu albowiem powódka nie wykazała, aby zaistniały okoliczności uprawniające ją do wydania decyzji o zwrocie subwencji względem pozwanej.

Stosownie do zasad polskiego procesu cywilnego, rozkład ciężaru dowodu kształtuje się według ogólnych reguł dowodzenia wynikających z art. 6 KC i art. 232 KPC. Przepis art. 6 KC formułuje podstawową regułę rozkładu ciężaru dowodu w sporze cywilnoprawnym, wskazując przede wszystkim, kogo obciążają skutki niepowodzenia procesu dowodzenia (tak zwany ciężar dowodu w znaczeniu materialnoprawnym). W świetle wynikającej z tego przepisu reguły za prawdziwe mogą być w procesie cywilnym przyjęte jedynie te fakty, które zostały udowodnione przez stronę obciążoną ciężarem ich dowodzenia, zaś pominięte powinny zostać te fakty, które przez stronę obciążoną obowiązkiem dowodzenia nie zostały w sposób należyty wykazane. SR uznał, że nie budzi wątpliwości, że w okolicznościach rozpoznawanej sprawy to powódkę obciążał obowiązek wykazania istnienia roszczenia materialnoprawnego stanowiącego podstawę dochodzonego w tej sprawie żądania zapłaty, jak i jego wysokości.

Materialnoprawną zasadę rozkładu ciężaru dowodu (art. 6 KC) uzupełniają reguły procesowe (w szczególności art. 3 § 1 KPC oraz art. 232 KPC) nakazujące stronom przejawiać aktywność w celu wykazania wszystkich istotnych okoliczności i faktów, z których wywodzą skutki prawne, w szczególności wskazywać dowody. Obowiązek przedstawiania dowodów odnosi się zarówno do przesłanek dotyczących samej zasadności dochodzonego roszczenia, jak i jego wysokości. Niedochowanie powyższych obowiązków skutkuje ryzykiem przegrania procesu przez stronę, którą obciążał ciężar wykazania okoliczności istotnych dla rozstrzygnięcia sprawy.

W zakresie kwestii materialnoprawnych SR podkreślił, że zawarta przez strony umowa podlega reżimowi właściwemu dla umów prawa cywilnego. Oznacza to, że dla oceny roszczenia znajdują zastosowanie nie tylko postanowienia Regulaminu „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju Małych i Średnich Firm”, ale także zasady prawa cywilnego odnoszące się do umów, przy czym SR zauważył, że strony nie korzystały z zasady swobody umów, albowiem pozwana zaakceptowała wzorzec umowy opracowany przez powódkę.

Powódka wywodziła uprawnienie do zwrotu całości udzielonej pozwanej subwencji z faktu, iż § 10 ust. 9 Regulaminu umożliwiał wydanie decyzji określającej wysokość subwencji finansowej podlegającej zwrotowi w całości – w przypadku, w którym istnieje uzasadnione podejrzenie wystąpienia jakiegokolwiek rodzaju nadużyć. W ocenie SR, zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie dał jednakże żadnych podstaw do przyjęcia, aby doszło do jakichkolwiek nadużyć ze strony pozwanej, dotyczących działania niezgodnego z prawem, umową lub regulaminem, które uzasadniałyby prawidłowość wydanej decyzji o zwrocie subwencji.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Negatywne rekomendacje CBA

W zasadzie jedynym dowodem, mającym przemawiać za zasadnością powództwa, był fakt udzielenia przez CBA negatywnej rekomendacji dotyczącej pozwanej. Wątpliwości SR budził fakt, że ani umowa dotycząca subwencji, ani regulamin nie określały szczegółowo pojęcia „uzasadnionego ryzyka nadużyć”, które powinno podlegać ogólnym regułom wykładni oświadczeń woli (art. 65 § 1-2 KC). Jednakże dokonując literalnej wykładni tego pojęcia, uzasadnione ryzyko nadużyć powinno dotyczyć istotnych nieprawidłowości związanych z działalnością podmiotu, który uzyskał wsparcie w postaci subwencji. SR podzielił stanowisko, iż działanie powódki, polegające na wprowadzeniu definicji spornego pojęcia po zawarciu umowy z pozwaną, nie może rodzić negatywnych konsekwencji dla beneficjentów programu i nie może mieć wpływu na umowy już zawarte z beneficjentem przed opublikowaniem komunikatu w tym zakresie. SR podkreślił, że to powódka była autorem wzorca umowy, a zatem ryzyko wątpliwości wynikających z niejasnych postanowień winna ponieść powódka, jako strona, która zredagowała umowę.

Strona powodowa przedłożyła do akt sprawy negatywną rekomendację CBA, z której miało wynikać, że istnieje względem pozwanej ryzyko wystąpienia nadużyć z uwagi na fakt uprzedniego skazania członków zarządu za czyn określony w art. 65 § 2 KKS. Nie figurują oni natomiast w Krajowym Rejestrze Karnym. Zaszła zatem względem nich fikcja prawna, iż nie byli osobami skazanymi prawomocnym orzeczeniem karnym i brak jest podstaw do możliwości uznawania ich za osoby skazane na gruncie prawa karnego materialnego. Drugą podstawą wydania negatywnej rekomendacji miał być fakt wstecznego zgłaszania pracowników do ubezpieczeń społecznych. Jednakże taka okoliczność nie została wykazana na żadnym etapie postępowania. Powódka poprzestała w tym zakresie na przedstawieniu negatywnej rekomendacji CBA, co nie może stanowić samodzielnej podstawy do przyjęcia, że taka okoliczność w rzeczywistości zaistniała.

SR zwrócił uwagę, że negatywne rekomendacje CBA nie mogły stanowić podstawy do dokonania ustaleń faktycznych, że okoliczności przedstawione w dokumentacji tego organu odpowiadały rzeczywistemu stanowi rzeczy, albowiem CBA nie występowało jako organ władzy publicznej w zakresie przyznanych mu ustawą kompetencji. Przedłożone dowody nie posiadały zatem waloru dokumentów urzędowych (art. 244 § 1 KPC), a więc kreujących domniemanie prawdziwości okoliczności w nich stwierdzonych. Jakkolwiek z samej istoty funkcjonowania CBA wynika, że pozyskiwane przez ten organ materiały, jak też sposób działania i pozyskiwania określonych informacji charakteryzują się brakiem pełnej jawności, to powyższe nie może oznaczać, że w postępowaniu cywilnym Sąd zwolniony jest z obowiązku przestrzegania zasad związanych z rozkładem ciężaru dowodu. Brak wskazania innych, jawnych dla stron postępowania dowodów uniemożliwiał zatem pozwanej odniesienie się do sformułowanych przez stronę powodową zarzutów, jak też nie dawał Sądowi możliwości dokonania oceny prawdziwości tychże twierdzeń, co pozostaje w sprzeczności z zasadą jawności postępowania cywilnego (art. 9 § 1 KPC).

SR nie podzielił ponadto stanowiska powódki, iż za zasadnością powództwa przemawiał sam fakt, iż CBA przedstawiło negatywną rekomendację o uzasadnionym podejrzeniu wystąpienia nadużyć i taka informacja uprawniała stronę powodową do wydania decyzji w przedmiocie obowiązku zwrotu całości kwoty udzielonej subwencji. Powódka występując z żądaniem zwrotu przedmiotowej subwencji powinna w sposób jednoznaczny i szczegółowy wykazać, że wystąpiły po stronie pozwanej nadużycia, które zgodnie z regulaminem uprawniały do zwrotu całości sumy subwencji.

Komentarz

Stanowisko SR dotyczące kwalifikacji rekomendacji wydanych przez CBA jako dokumentu prywatnego, w sytuacji, w której CBA w tym zakresie nie występowało jako organ władzy publicznej w zakresie przyznanych mu ustawą kompetencji, uznać należy za w pełni prawidłowe. Zasadnie SR uznał też za niewystarczającą inicjatywę dowodową strony powodowej poprzestanie na powołaniu się na przedmiotowe rekomendacje, z zaniechaniem próby wykazania, że wskazane w nich nadużycia rzeczywiście wystąpiły.

Wyrok SR dla Warszawy Pragi – Południe w Warszawie z 15.12.2025 r., I C 444/25

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Greenwashing jako wyzwanie rynku

Aktualne propozycje zmian ustawodawczych ukazują trwały trend prokonsumencki obejmujący także rynek produktów i usług zrównoważonych. Zmiany w prawie krajowym, wynikające z implementacji dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825 z 28.2.2024 r. w sprawie zmiany dyrektyw 2005/29/WE i 2011/83/UE w odniesieniu do wzmocnienia pozycji konsumentów w procesie transformacji ekologicznej poprzez lepszą ochronę przed nieuczciwymi praktykami oraz lepsze informowanie (Dz.Urz. UE L z 2024 r. s. 825), potwierdzają, iż ochrona konsumentów obejmuje również etap decyzji o nabywaniu produktów w ramach zrównoważonej konsumpcji. Natomiast ostatnie rozstrzygnięcia Prezesa UOKIK są dowodem na to, że przedsiębiorcy stosujący zielony marketing muszą sprawdzać prawdziwość treści przekazu, a posługiwanie się zielonymi hasłami oznacza ich weryfikację.

Zielony marketing – kierunek zmian w prawie unijnym i krajowym

Polski ustawodawca ma jasną wizję kierunku, w jakim ma zmierzać polskie prawo konsumenckie. Projektowana ustawa ma na celu wdrożenie przepisów dyrektywy 2024/825. Celem zmian w ustawie z 23.08.2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 845) jest ochrona konsumentów przed wprowadzeniem w błąd co do twierdzeń dotyczących ekologiczności produktów. Nowe przepisy stanowiące implementację dyrektywy 2024/825 mają zapewnić, aby twierdzenia co do ekologiczności nie wprowadzały w błąd. W tym zakresie mają na celu przeciwdziałać: stosowaniu praktyk wprowadzających konsumentów w błąd, związanych z przedwczesnym starzeniem się towarów, stosowaniu twierdzeń dotyczących ekologiczności (pseudoekologiczny marketing), informowaniu na temat społecznych cech produktów lub działalności przedsiębiorców lub nieprzejrzystych i niewiarygodnych oznakowań dotyczących zrównoważonego charakteru.

Dyrektywa o greenwashingu

W ramach działań Europejskiego Zielonego Ładu przyjęto tzw. dyrektywę o greenwashingu, czyli dyrektywę 2024/825. Jej celem jest ochrona konsumentów poprzez zakazanie wprowadzających w błąd praktyk handlowych, które dotyczą szeroko pojętej ekologiczności. Dyrektywa 2024/825 ma na celu ochronę konsumentów przed nieuczciwymi praktykami handlowymi, których stosowanie uniemożliwia im dokonywanie zrównoważonych zakupów, w szczególności przez zapewnienie: dostępu do dodatkowych informacji na temat wpływu środowiskowego pewnych produktów; ochrony konsumentów przed pseudoekologicznymi praktykami marketingowymi, podejmowania świadomych decyzji zakupowych, ochrony przed praktykami postarzania produktów, czyli przedwczesnego końca eksploatacji towarów, stosowaniem niepewnych i nieprzejrzystych etykiet dotyczących zrównoważonego charakteru i narzędzi informacyjnych w tym zakresie. Powyższe cele zostają zapewnione wskutek zmian w dyrektywie 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 11.5.2005 r. dotyczącej nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów na rynku wewnętrznym oraz zmieniającej dyrektywę Rady 84/450/EWG, dyrektywy 97/7/WE, 98/27/WE i 2002/65/WE Parlamentu Europejskiego i Rady oraz rozporządzenie (WE) nr 2006/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady („Dyrektywa o nieuczciwych praktykach handlowych”) (Dz.Urz. UE L z 2005 r. Nr 149, s. 22) w katalogu praktyk handlowych.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Greenwashing czyli co?

Greenwashing nie posiada legalnej definicji. Tym pojęciem określa się pseudoekologiczny marketing, czyli praktyki tworzenia fałszywego wrażenia na temat wpływu produktu na środowisko lub jego zalet, co może wprowadzać konsumentów w błąd. Regulacje prawne zawierają wymogi w zakresie oferowania zielonych produktów i usług. Przedsiębiorcy są zobligowani w sposób właściwy formułować treści marketingowe oraz oznaczać produkty lub usługi. Praktyki greenwashingu mogą bowiem zostać zakwalifikowane jako nieuczciwe praktyki rynkowe. Zarówno regulacje unijne, jak i krajowe wprowadzają szereg sankcji, które mogą zostać nałożone na przedsiębiorców. Twierdzenia dotyczące ekologiczności mogą być nieprawdziwe i wprowadzać konsumentów w błąd w zakresie rzeczywistego wpływu dokonywanego przez nich wyboru na powstanie korzyści dla środowiska naturalnego, co może naruszać art. 5 ust. 1, art. 5 ust. 2 pkt 1, art. 5 ust. 3 pkt. 2 w zw. z art. 4 ust. 2 ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym i godzić w zbiorowe interesy konsumentów, a przez to może stanowić praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów, o której mowa w art. 24 ust. 2 pkt. 3 ustawy z 16.2.2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów. W ramach sankcji Prezes UOKIK może nałożyć na przedsiębiorcę stosującego greenwashing karę w wysokości do 10% obrotu.

Ekościema pod lupą UOKIK

Greenwashing spotkał się z szybką reakcją ze strony organu antymonopolowego. Pierwsze decyzje, w których Prezes UOKIK postawił zarzuty dotyczące tzw. greenwashingu, zostały wydane w połowie 2025 r. Zarzuty stosowania greenwashingu zostały wówczas postawione czterem spółkom – Allegro Polska, DHL eCommerce Poland, DPD Polska i InPost. Przedsiębiorcy stosowali wówczas hasła „zielona flota”, „zeroemisyjny” czy „neutralny dla środowiska”, które jednak nie opierały się na pełnych danych lub też dotyczyły części działalności przedsiębiorcy. Także przekaz „sadzimy drzewa” nie opierał się na jasnej i zrozumiałej dla konsumentów informacji. W komunikacie UOKiK na temat tych praktyk przedsiębiorców odniesiono się do prawa konsumenta do prawdziwej informacji. Jeżeli przedsiębiorca deklaruje ekologiczną działalność, to musi to znajdować potwierdzenie. Na początku 2026 r. Prezes UOKiK postawił zarzuty spółkom Bolt, Tchibo i Zara (Gra w zielone? Bolt, Tchibo i Zara z zarzutami Prezesa UOKiK, https://uokik.gov.pl/gra-w-zielone-bolt-tchibo-i-zara-z-zarzutami-prezesa-uokik).

Aktywność Prezesa UOKiK ukazuje nie tylko skalę zjawiska pseudoekologicznego marketingu, czyli greenwashingu, ale też potrzebę podjęcia stanowczej reakcji na tego rodzaju działania przedsiębiorców. Powyższe działania organu antymonopolowego potwierdzają, że zielony marketing nie może wprowadzać w błąd. Zapewnienia o pozytywnym wpływie na środowisko muszą być prawdziwe. Odwołania do takich haseł, jak „zeroemisyjne”, „zrównoważone”, „w całości z recyklingu”, nie mogą być wykorzystywane przez firmy dla wyróżnienia prowadzonej działalności czy też oferowanych produktów i usług, jeżeli nie można zweryfikować prawdziwości tych zapewnień. Model konsumenta, nawet świadomego ekologicznie, nie zadziała, gdy zostaje on poddany manipulacjom i jest wprowadzony w błąd.

Intensywne działania legislacyjne – nowa lista zakazanych czarnych praktyk rynkowych

W ramach działań unijnych na rzecz Europejskiego Zielonego ładu przygotowano projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o prawach konsumenta (nr z wykazu: UC111). Projekt jest aktualnie na etapie opiniowania. Zmiany w tych ustawach to oczywiście implementacja dyrektywy 2024/825. Aktualna lista czarnych praktyk zawarta w ustawie o nieuczciwych praktykach rynkowych została rozszerzona o 12 nowych w ramach katalogu tzw. czarnych praktyk rynkowych, nieuczciwych w każdych okolicznościach. Obejmuje ona m.in. umieszczanie oznakowania dotyczącego zrównoważonego charakteru, które nie jest oparte na systemie certyfikacji ani nie zostało ustanowione przez organy publiczne, formułowanie ogólnego twierdzenia dotyczącego ekologiczności, gdy przedsiębiorca nie jest w stanie wykazać uznanej wysokiej efektywności ekologicznej istotnej dla tego twierdzenia. W wyniku ich wprowadzenia przedsiębiorca nie będzie mógł używać ogólnych twierdzeń dotyczących ekologiczności typu: przyjazne dla środowiska, eko-przyjazne, zielone, przyjazne dla natury, ekologiczne, poprawne środowiskowo, przyjazne dla klimatu, łagodne dla środowiska, przyjazne pod względem emisji dwutlenku węgla, efektywne energetycznie, biodegradowalne, oparte na surowcach pochodzenia biologicznego lub podobne, które sugerując lub stwarzając wrażenie wysokiej efektywności ekologicznej, w rzeczywistości nie znajdują potwierdzenia. Uzupełniono także wykaz praktyk wprowadzających w błąd polegających na:

  1. reklamowaniu nieistotnych korzyści dla konsumentów, które nie wynikają z żadnej cechy produktu lub działalności przedsiębiorcy,
  2. formułowaniu twierdzeń dotyczących osiągnięcia w określonym terminie celu ekologicznego, np. w postaci neutralności klimatycznej, redukcji emisji dwutlenku węgla lub podobnego, w sytuacji gdy przedsiębiorca nie może przedstawić planu realizacji takiego celu.

Wprowadzono także wzorem dyrektywy 2005/29 nowe, dotychczas niewystępujące pojęcia „oznakowania o zrównoważonym charakterze produktów” bez potwierdzenia ich uznanym systemem certyfikacji albo przez organy publiczne oraz „ogólnym twierdzeniem dotyczącym ekologiczności” jest każde twierdzenie w formie ustnej lub pisemnej, które nie jest zawarte w oznakowaniu, jeśli jego specyfikacja nie jest podana w sposób jasny i wyraźny za pomocą tego samego środka przekazu (ten sam spot reklamowy, opakowanie produktu, interfejs (art. 2 lit. q)

Co dalej z zielonym marketingiem?

Aktualnym problemem jest nie tylko greenwashing. Przepisy krajowe stanowiące implementację dyrektywy niedługo wejdą w życie. Zresztą Prezes UOKIK doskonale radzi sobie z tymi praktykami, wymierzając kary pieniężne na podstawie przepisów konsumenckich zawartych w ustawie z 16.2.2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1714). Pojawia się pytanie, czy przedsiębiorcy, z obawy przed konsekwencjami, pomimo posiadania zrównoważonej oferty, nie będą zainteresowani jej reklamą. W tym aspekcie chodzi oczywiście o greenhushing, czyli „zieloną ciszę”, jako przemilczanie informacji o korzystnym dla środowiska oddziaływaniu produktów lub usług w celu ochrony przed podejrzeniem stosowania geenwashingu.

Prof. Małgorzata Sieradzka adwokat, właściciel Kancelarii Adwokackiej MSW (www.adwokat-sieradzka.pl), kierownik Katedry Prawa Gospodarczego Publicznego oraz Dyrektor Instytutu Prawa Konsumenckiego na Uczelni Łazarskiego w Warszawie

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Najbliższa szkoła dziecka z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego

Analizowane rozstrzygnięcie

WSA w Szczecinie, po rozpoznaniu na rozprawie 26.2.2026 r. sprawy ze skargi P.N. (dalej: Skarżąca) na czynność Wójta Gminy D. (dalej: Organ) z 1.10.2025 r. w przedmiocie odmowy dowozu niepełnosprawnego dziecka Skarżącej do szkoły:

Stanowisko Organu

W uzasadnieniu stanowiska Organ wskazał, że „szkołą najbliższą”, w rozumieniu art. 39 ust. 4 pkt. 1 ustawy z 14.12.2016 r. – Prawo oświatowe (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1043; dalej: PrOśw), jest szkoła w D., która w pełni może zrealizować zalecenia wynikające z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego syna Skarżącej. Szkoła ta posiada doświadczoną i wykształconą kadrę nauczycielską oraz ma wyposażenie specjalistyczne i gabinety. Do ww. szkoły uczęszczają 64 dzieci z niepełnosprawnościami, w tym 18 z orzeczeniem autyzmu i zespołu Aspergera. Organ rzeczywiście ma obowiązek zapewnić niepełnosprawnemu dziecku bezpłatny transport i opiekę, niemniej jednak do najbliższej szkoły, realizującej zalecenia wynikające z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, co nie wiąże się z wyborem szkoły przez rodziców dziecka. Zatem Gmina nie ma obowiązku organizowania synowi Skarżącej bezpłatnego transportu do szkoły w K. oraz opieki w trakcie przejazdu.

Stan prawny

WSA w Szczecinie wskazał, że zgodnie z art. 39 ust. 4 pkt. 1 PrOśw, obowiązkiem gminy jest zapewnienie uczniom niepełnosprawnym bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu do najbliższej szkoły podstawowej, a uczniom z niepełnosprawnością ruchową, w tym z afazją, z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym – także do najbliższej szkoły ponadpodstawowej, do końca roku szkolnego w roku kalendarzowym, w którym uczeń kończy 21. rok życia. Stosownie do art. 39a ust.1 PrOśw, obowiązki, o których mowa w art. 32 ust. 6 i art. 39 ust. 4 PrOśw, gmina spełnia poprzez zorganizowanie bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu dzieci, młodzieży i uczniów we własnym zakresie, albo poprzez zwrot rodzicom kosztów przewozu dzieci, młodzieży i uczniów oraz rodziców.

Najbliższa szkoła – definicja pojęcia

WSA w Szczecinie podkreślił, że obowiązek z art. 39a ust. 1 PrOśw ma charakter alternatywny, lecz wybór spełnienia przez gminę jednego z tych obowiązków należy wyłącznie do rodziców dziecka (wyrok NSA z 1.7.2025 r., III OSK 1244/22, Legalis). Najbliższa szkoła w stosunku do miejsca zamieszkania danego dziecka to nie tylko najbliżej geograficznie położona szkoła, ale taka spośród innych szkół, najbliżej położona, która umożliwi dziecku realizację obowiązku szkolnego zgodnie z treścią orzeczenia. Wybór szkoły dla dziecka jest uprawnieniem rodziców, lecz na podstawie ww. przepisu gmina może odmówić dowozu dziecka lub zwrotu kosztów przejazdu dziecka do wybranej przez rodziców placówki, wówczas gdy jej organ wykaże, że nie jest to najbliższa szkoła w stosunku do miejsca zamieszkania dziecka mogąca zapewnić realizację orzeczenia.

W niniejszej sprawie Organ uznał, że szkołą najbliższą dla syna Skarżącej jest szkoła w D., która zrealizuje wytyczne wynikające z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, jest stosownie wyposażona i posiada odpowiednią kadrę pedagogiczną. W ocenie WSA w Szczecinie ww. okoliczności nie są wystarczającymi przesłankami do przyjęcia, iż w sprawie szkoła ta spełni przesłankę „najbliższej szkoły”. Zdaniem WSA w Szczecinie, kwestię tę należy oceniać wyłącznie przez wytyczne wynikające z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego z zachowaniem zasady dobra dziecka.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego

W orzeczeniu syna Skarżącej o potrzebie kształcenia specjalnego wskazano, że rozpoznano u niego zaburzenia rozwoju (autyzm). Chłopiec podejmuje obowiązki szkolne i stara się z nich wywiązywać. Pracuje w wolnym tempie, wymaga kontroli i wsparcia. Ma problemy z koncentracją uwagi i wymaga dodatkowego motywowania. Przy wykonywaniu badania testowego, z entuzjazmem podchodził do zadań, nie zniechęcał się w przypadku trudności, a niepowodzenia traktował z dużym spokojem, bez zbędnej frustracji. Aktualna ogólna sprawność intelektualna syna Skarżącej plasuje się na poziomie inteligencji niższej niż przeciętna. Istotną barierą dla jego funkcjonowania są wynikające z całościowego zaburzenia rozwoju trudności w relacjach społecznych, komunikowaniu oraz umiejętności sprawnego adaptowania się do zmian. Może to zwiększać poziom napięcia, utrudniać dziecku kształtowanie nowych umiejętności edukacyjnych, pozytywne przyjmowanie zmian i możliwość radzenia sobie wśród rówieśników, a tym samym izolować go z otoczenia. W orzeczeniu ujęto zalecenia w postaci m.in.:

Według zespołu orzekającego najkorzystniejszą formą kształcenia specjalnego dla syna Skarżącej jest pobyt w szkole (oddziale) specjalnej, w której przebywa obecnie z uwagi na dobrą adaptację do tej placówki. Kształcenie specjalne może być także realizowane w szkole (oddziale) integracyjnej lub w szkole (oddziale) ogólnodostępnej.

Rozstrzygnięcie WSA w Szczecinie

W realiach rozpoznawanej sprawy, nie można uznać, że „szkołą najbliższą” jest szkoła w D., lecz iż jest nią Zespół Szkół nr […] w K. (tj. dotychczasowa szkoła dziecka), i obowiązkiem Gminy jest zapewnienie synowi Skarżącej bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu do ww. szkoły. Jak bowiem wynika z akt sprawy, w roku szkolnym 2025/2026 syn Skarżącej uczęszcza do […] klasy szkoły podstawowej w Zespole Szkół nr […] w K. Zdaniem WSA w Szczecinie, zmiana otoczenia szkolnego – w świetle wytycznych zawartych w ww. orzeczeniu – wyrządziłaby dziecku szkodę.

Mając na uwadze powyższe rozważania WSA w Szczecinie – na podstawie art. 146 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 143; dalej: PostAdmU) – stwierdził bezskuteczność zaskarżonej czynności. WSA w Szczecinie uznał zasadność uprawnienia dziecka Skarżącej do bezpłatnego transportu i opieki podczas przewozu do Zespołu Szkół nr […] w K. w roku szkolnym 2025/2026. Uprawnienie to wynika wprost z art. 39 ust. 4 pkt. 1 PrOśw, zaś kwestia realizacji ww. uprawnienia pozostaje do uzgodnienia pomiędzy Gminą a rodzicami dziecka z niepełnosprawnością, w tym możliwe jest wystąpienie przez rodziców o zwrot kosztów dowozu dziecka do ww. szkoły.

Komentarz

Na tle stanu faktycznego sprawy WSA w Szczecinie wypowiedział się na temat zasad realizacji jednego z obowiązków gminy, związanego z zapewnieniem transportu z domu do szkoły ucznia niepełnosprawnego. WSA w Szczecinie wskazał, że przedmiotowy obowiązek może zostać zrealizowany na jeden z dwóch sposobów, tj. poprzez zapewnienie środka transportu albo zwrot kosztów transportu. Wybór jednego z dwóch alternatywnych świadczeń należy zaś do rodziców ww. ucznia. Jednocześnie WSA w Szczecinie zaznaczył, że kluczowe jest prawidłowe rozumienie ustawowego pojęcia „szkoła najbliższa”, przez które należy rozumieć szkołę najlepiej dopasowaną do potrzeb ucznia niepełnosprawnego, wskazanych w orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego, nie zaś jedynie szkołę najbliższą pod względem jej położenia, lokalizacji. Świadomości powyższego nie miał zdaje się organ rozstrzygający w sprawie.

Wyrok WSA w Szczecinie z 26.2.2026 r., II SA/Sz 884/25 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Czy wyroki delegowanych sędziów są zagrożone?

Zagadnienie prawne w tej sprawie skierował Sąd Okręgowy w Rzeszowie podczas rozpatrywania apelacji mężczyzny oskarżonego o uporczywe naruszanie praw pracowniczych i narażenie pracownika na utratę życia. W tej sprawie toczyła się wieloletnia batalia prawna, a orzeczenia sądu rejonowego były dwukrotnie uchylane. Tym razem mężczyzna został nieprawomocnie skazany na pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywnę. Rzeszowski sąd okręgowy nie zamknął jednak prawomocnie tej sprawy uznając, że wcześniej Sąd Najwyższy powinien rozstrzygnąć zagadnienie prawne dotyczące delegowania sędziów do sądów wyższej instancji przez ministra sprawiedliwości.

Podważanie orzeczeń

A właśnie taki sędzia – delegowany z sądu rejonowego przez szefa resortu – znalazł się w składzie, który rozpoznaje apelację w tej sprawie. Oskarżony domagał się przeprowadzenia tzw. testu bezstronności tego sędziego, jednak żądanie to zostało odrzucone jako spóźnione. W konsekwencji mężczyzna złożył wniosek o wyłączenie delegowanego orzecznika, ale został on pozostawiony bez rozpoznania. W obu przypadkach oskarżony twierdził, że sędzia ten jest zależny od szefa resortu sprawiedliwości.

Mowa o zapisanej w art. 77 Prawa o ustroju sądów powszechnych możliwość delegowania przez ministra sprawiedliwości sędziego za jego zgodą do pełnienia obowiązków w innym sądzie równorzędnym, niższym, a w szczególnie uzasadnionych wypadkach – także w sądzie wyższym. Sędzia może trafić w ten sposób do innego sądu na czas określony nie dłuższy niż dwa lata albo na czas nieokreślony, a za jego delegowaniem powinny przemawiać potrzeby danego sądu.

Jak się okazuje, rzeszowski sąd okręgowy ma wątpliwości co do prawidłowości tego rozwiązania. Pyta bowiem Sąd Najwyższy , czy udział sędziego sądu rejonowego delegowanego przez ministra sprawiedliwości do sądu okręgowego w składzie rozpoznającym środek odwoławczy narusza prawo i skutkuje tym, że obsada sądu jest nienależyta i tworzy bezwzględną przyczynę odwoławczą? Innymi słowy chodzi o to, czy orzeczenie wydane przez sędziego delegowanego przez ministra sprawiedliwości należy uchylić z uwagi na wadliwy skład sędziowski.

Wpływ na sędziów

W obszernym uzasadnieniu tego zagadnienia rzeszowski sąd wskazał szereg orzeczeń Sądu Najwyższego w sprawach tzw. testów bezstronności sędziego, w których zaliczono delegowanie przez ministra sprawiedliwości do okoliczności będących potencjalną przyczyną „obalenia domniemania niezawisłości sędziego”. Mimo to, w orzecznictwie SN dominuje pogląd, zgodnie z którym nie można a priori przyjmować, że sędzia delegowany przez ministra nie spełnia wymogu niezawisłości, a okoliczność ta nie powinna być samodzielną podstawą do stwierdzenia nienależytej obsady sądu.

Rzeszowski sąd przywołuje też orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE z 2021 r. Chodzi o wyrok, w którym TSUE orzekł, że obowiązujący w Polsce system delegowania sędziów do wyższej instancji jest niezgodny z obowiązującym w UE wymogiem niezawisłości sędziowskiej. Powołując się na to orzeczenie sąd pytający wskazuje, że kształt delegacji sędziowskiej powoduje możliwość wywierania wpływu na sędziego przez ministra sprawiedliwości. Świadczyć o tym ma możliwość odwołania sędziego z delegacji w każdym czasie, brak konieczności uzasadnienia decyzji o odwołaniu, czy brak możliwości zaskarżenia tej decyzji.

Uzasadniając pytanie prawne zwrócono też uwagę, że minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym. – W praktyce sędziowie, zwłaszcza wydziałów karnych, są przez cały czas delegowania istotnie uzależnieni od naczelnego organu prokuratury, jakim jest prokurator generalny. Orzekając niezgodnie z zasadą domniemania niewinności na korzyść oskarżonego będzie sędzia działał niekiedy wbrew oczekiwaniom organów ścigania, licząc się z ryzykiem utraty stanowiska – argumentuje sąd.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Wątpliwe dodatki

Zwraca przy tym uwagę także na zależność finansową, bowiem za delegację do innego sądu sędziowie otrzymują dodatkowe uposażenia w wysokości 12,5 proc. podstawy wynagrodzenia zasadniczego albo 20 proc. tej podstawy. Według rzeszowskiego sądu ten sposób gratyfikacji wzmacnia więź delegowanego sędziego z władzą wykonawczą i jest podobny do rozwiązań funkcjonujących w nieistniejącej już Izbie Dyscyplinarnej, której sędziowie otrzymywali 40 proc. dodatkowego wynagrodzenia.

Według tego sądu delegowanie sędziów przez ministra może bardziej uderzać w niezawisłość sędziów niż powołanie przez tzw. neoKRS. – Trudno powstrzymać się i od tej refleksji, że jeśli zestawić sytuację sędziego delegowanego przez ministra sprawiedliwości i sędziego powołanego na wniosek KRS, ukształtowanej w trybie ustawy z grudnia 2017 r., to obecny kształt instytucji delegowania sędziego zdaje się prowadzić do większego ryzyka dla bezstronności i niezawisłości sędziego (oceniając jedynie w aspekcie zależności od organu władzy wykonawczej). Stan swoistej zależności sędziego utrzymywany jest bowiem nie tylko na etapie jego wyboru i delegowania (powołania), ale przez cały okres delegacji – stwierdza sąd.

Delegacje do zmiany

Wątpliwości rzeszowskiego sądu, co do zasady, podziela sędzia Piotr Mgłosiek z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków. – Jestem przeciwnikiem opierania systemu sądownictwa na delegacjach sędziowskich, w tym kształcie, w jakim funkcjonują one dzisiaj. Delegowanie sędziów może budzić słuszną wątpliwość stron postępowania co do bezstronności i niezawisłości sędziego. Dlaczego? Choćby dlatego, że minister jest jednocześnie prokuratorem generalnym, który może zarówno podpisać każde pismo procesowe prokuratury, jak i odwołać sędziego z delegacji z dnia na dzień. Co prawda musi to uzasadnić, ale może to być bardzo lakoniczna argumentacja, której sędzia nie może nigdzie zaskarżyć. Przypomnijmy sobie czasy tzw. dobrej zmiany. Minister Zbigniew Ziobro odwoływał z delegacji sędziów, których rozstrzygnięcia mu się nie podobały – mówi sędzia Mgłosiek.

Wskazuje, że od tamtej pory w przepisach niewiele się zmieniło i należałoby je zreformować. – Warto wprowadzić możliwość odwołania się sędziego od decyzji ministra o odwołaniu go z delegacji. Taką skargę powinien rozpatrywać niezależny sąd kontrolując, czy szef resortu miał podstawę do podjęcia takiej decyzji. To zdecydowanie wpłynęłoby na zwiększenie niezależności takiego sędziego od ministra. Poza tym delegacje zawsze powinny być określone czasowo i należałoby ustalić jakiś maksymalny termin ich trwania – wskazuje wrocławski sędzia.

Podkreśla przy tym, że waga delegacji w ostatnim czasie niezwykle wzrosła z uwagi na zablokowane konkursy sędziowskie i dopływ nowej kadry orzeczniczej do sądów. – Takie swoiste oparcie systemu na delegacjach sędziowskich jest niekorzystne. Póki jednak nie ma innej możliwości prowadzenia polityki kadrowej, to warto byłoby tę instytucję maksymalnie uniezależnić – konkluduje sędzia Mgłosiek.

Prace nad zmianami w delegacjach sędziowskich już trwają. Resort sprawiedliwości przygotowuje reformę Prawa o ustroju sądów powszechnych, która m.in. ogranicza możliwość arbitralnego odwołania sędziego z delegacji orzeczniczej. Odwołanie takie będzie możliwe w przypadku orzeczenia wobec sędziego kary dyscyplinarnej albo ustąpienia sędziego. Co ważne, najnowsza propozycja ministerstwa przewiduje także konieczność uzasadnienia każdego odwołania z delegacji oraz możliwość złożenia skargi na taką decyzję do sądu apelacyjnego.

Sygnatura akt: I KZP 1/26

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Jacek Tylewicz

rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Themis

Uważam, że sam fakt delegowania sędziego przez ministra sprawiedliwości do sądu wyższego rzędu nie jest i nie powinien prowadzić do bezwzględnej przyczyny odwoławczej, czyli w rezultacie uchylenia wyroku wydanego z udziałem takiego sędziego. Gdyby uznano, że można skutecznie podważać orzeczenia delegowanych sędziów, to wymiar sprawiedliwości miałby ogromny kłopot, niewykluczone, że nie mniejszy niż ten związany z tzw. neosędziami. Uprawnienie ministra sprawiedliwości do delegowania sędziego zostało ograniczone i jest całkiem zobiektywizowane. Nie podzielam zatem wątpliwości sądu z Rzeszowa, który skierował do SN zagadnienie prawne w tej sprawie. Za absurdalny uważam zarzut dotyczący swoistej zależności delegowanych sędziów od prokuratora generalnego, który jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości. Takie obawy w sytuacji funkcjonującego państwa prawnego są bezprzedmiotowe. Nie zgadzam się też z krytyką dodatków do uposażenia dla delegowanych sędziów. Dlaczego praca w sądzie wyższej instancji ma być wynagradzana jak praca w sądzie niższej instancji? Widzę jednak możliwość poprawy systemu delegowania sędziów, chociażby poprzez wprowadzenie uprawnienia do odwołania się od decyzji ministra o odwołaniu z delegacji.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Pierwszy wniosek o dostęp do danych może być nadmierny, jeżeli służy nadużyciu prawa do odszkodowania

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła sporu pomiędzy niemieckim przedsiębiorstwem optycznym Brillen Rottler GmbH & Co. KG a osobą fizyczną (dalej: TC). W marcu 2023 r. TC, mieszkający w Austrii, zaprenumerował newsletter przedsiębiorstwa, podając dane osobowe przez formularz na stronie i wyrażając zgodę na ich przetwarzanie. Kilka dni później wystąpił z wnioskiem o dostęp do danych na podstawie art. 15 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO).

Brillen Rottler odrzuciła wniosek w terminie miesiąca, uznając go za nadmierny w rozumieniu art. 12 ust. 5 RODO, i wezwała do jego cofnięcia. Po podtrzymaniu żądania i zgłoszeniu roszczenia odszkodowawczego na podstawie art. 82 RODO w kwocie 1000 euro spółka wniosła powództwo o ustalenie braku prawa do odszkodowania.

Przedsiębiorstwo wskazywało, że z relacji, artykułów blogowych i biuletynów adwokackich wynika, iż TC systematycznie kierował do różnych administratorów wnioski o dostęp, a następnie dochodził odszkodowań za rzekome naruszenia RODO. Według spółki schemat działania polegał na zapisaniu się do newslettera, złożeniu wniosku o dostęp i wystąpieniu z roszczeniem.

TC twierdził natomiast, że działał zgodnie z prawem i wykonywał uprawnienie z art. 15 RODO. Zarzucał przedsiębiorstwu bezprawne ograniczenie jego praw i domagał się co najmniej 1000 euro zadośćuczynienia za odmowę udzielenia dostępu do danych.

Stan prawny i pytania prejudycjalne

Sąd powziął wątpliwości co do kilku kwestii i w konsekwencji wystąpił do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi. Zapytał, czy pierwszy wniosek o dostęp może zostać uznany za „nadmierne żądanie” w rozumieniu art. 12 ust. 5 RODO, a więc za przejaw nadużycia prawa. Po drugie, chciał ustalić, czy administrator może oprzeć się na publicznie dostępnych informacjach wskazujących, że dana osoba kierowała podobne wnioski i roszczenia wobec innych administratorów. Po trzecie, sąd zapytał o relację pomiędzy naruszeniem prawa dostępu a odpowiedzialnością odszkodowawczą z art. 82 ust. 1 RODO, w tym o to, czy szkoda może wynikać z samego naruszenia prawa dostępu. Wreszcie zwrócił się o wyjaśnienie, czy utrata kontroli nad danymi albo niepewność co do tego, czy dane były przetwarzane, mogą stanowić szkodę niemajątkową.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Rozważania Trybunału w zakresie art. 12 ust. 5 RODO

Trybunał wskazał, że pojęcie „nadmiernego” żądania nie zostało zdefiniowane w RODO, dlatego jego wykładnia musi uwzględniać brzmienie przepisu, kontekst oraz cele rozporządzenia. Podkreślił, że „nadmierny” ma zarówno wymiar ilościowy, jak i jakościowy, co oznacza, że także pierwszy wniosek o dostęp może zostać uznany za nadmierny.

TSUE zaznaczył, że powtarzalność żądań jest jedynie przykładem, a nie warunkiem zastosowania art. 12 ust. 5 RODO. Jednocześnie przypomniał, że przepis ten stanowi wyjątek od zasady ułatwiania wykonywania praw i powinien być interpretowany zawężająco, choć dopuszcza przeciwdziałanie nadużyciom w świetle ogólnej zasady zakazu nadużycia prawa w prawie Unii.

Trybunał podkreślił, że celem art. 15 RODO jest umożliwienie osobie zapoznania się z przetwarzaniem jej danych i weryfikacji jego zgodności z prawem, a samo formalne spełnienie warunków wniosku nie przesądza o jego zgodności z tym celem.

Odwołując się do koncepcji nadużycia prawa, TSUE wskazał, że konieczne jest wykazanie zarówno elementu obiektywnego (brak realizacji celu regulacji), jak i subiektywnego (zamiar uzyskania korzyści poprzez sztuczne stworzenie warunków). Ocena ta powinna uwzględniać wszystkie okoliczności sprawy.

Trybunał zaznaczył, że możliwość uznania pierwszego wniosku za nadmierny ma charakter wyjątkowy i wymaga wykazania przez administratora, że wniosek został złożony nie w celu realizacji prawa dostępu, lecz w celu nadużycia prawa, polegającego na sztucznym stworzeniu warunków do uzyskania korzyści wynikającej z RODO, w szczególności odszkodowania.

Wśród ważnych okoliczności TSUE wskazał m.in. sposób i cel przekazania danych, krótki odstęp czasu między ich podaniem a wnioskiem oraz zachowanie osoby, w tym ewentualne powtarzalne działania wobec innych administratorów, o ile zostaną potwierdzone dodatkowymi elementami.

Odpowiedzialność odszkodowawcza za naruszenie prawa dostępu

W odniesieniu do art. 82 ust. 1 RODO Trybunał uznał, że przepis ten przyznaje prawo do odszkodowania także za szkodę wynikającą z naruszenia prawa dostępu z art. 15 ust. 1 RODO. Podkreślono, że odnosi się on do szkody poniesionej „w wyniku naruszenia” rozporządzenia i nie ogranicza się wyłącznie do przypadków samego przetwarzania danych. Odmienne podejście prowadziłoby do wyłączenia z ochrony naruszeń praw z rozdziału III RODO, w tym prawa dostępu.

Trybunał powiązał tę wykładnię z motywem 141 RODO, wskazując, że prawa wynikające z rozporządzenia, w tym prawo dostępu, powinny korzystać ze skutecznej ochrony sądowej. W konsekwencji art. 82 ust. 1 RODO ma zastosowanie także do szkód wynikających z naruszenia tego uprawnienia.

Jednocześnie TSUE przypomniał, że samo naruszenie RODO nie rodzi automatycznie prawa do odszkodowania, bowiem konieczne jest wykazanie naruszenia, szkody oraz związku przyczynowego między nimi.

Utrata kontroli nad danymi i niepewność jako szkoda niemajątkowa

Trybunał, odnosząc się do pytania, czy szkoda niemajątkowa może polegać na utracie kontroli nad danymi osobowymi lub niepewności co do ich przetwarzania, odwołał się do dotychczasowego orzecznictwa oraz motywu 85 RODO i potwierdził, że oba te stany mogą stanowić szkodę niemajątkową w rozumieniu art. 82 ust. 1 RODO.

Jednocześnie wskazał, że osoba dochodząca odszkodowania musi wykazać, iż rzeczywiście poniosła taką szkodę oraz że stanowi ona uszczerbek odrębny od samego naruszenia RODO. Samo twierdzenie o obawie wywołanej utratą kontroli nad danymi nie jest wystarczające, a w przypadku powoływania się na ryzyko przyszłego nadużycia danych sąd powinien ocenić, czy obawa ta jest uzasadniona w konkretnych okolicznościach.

Trybunał podkreślił również, że związek przyczynowy może zostać przerwany, jeżeli to zachowanie samej osoby stanowiło decydującą przyczynę szkody, w szczególności gdy dane zostały przekazane w celu sztucznego stworzenia podstaw do dochodzenia roszczeń z art. 82 ust. 1 RODO.

Teza rozstrzygnięcia

W sentencji wyroku Trybunał orzekł, że pierwszy wniosek o dostęp do danych osobowych może zostać uznany za „nadmierny” w rozumieniu art. 12 ust. 5 RODO, jeżeli administrator wykaże, z uwzględnieniem wszystkich istotnych okoliczności sprawy, że wniosek ten został złożony nie po to, by zapoznać się z przetwarzaniem danych i sprawdzić jego zgodność z prawem, lecz z zamiarem nadużycia. Ponadto, stwierdził, że art. 82 ust. 1 RODO przyznaje prawo do odszkodowania za szkodę wynikającą z naruszenia prawa dostępu przewidzianego w art. 15 ust. 1 RODO. Trybunał, uznał także, że szkoda niemajątkowa może obejmować utratę kontroli nad danymi osobowymi lub niepewność co do tego, czy dane były przetwarzane, o ile szkoda ta została rzeczywiście poniesiona, a zachowanie samej osoby nie stanowiło decydującej przyczyny jej powstania.

Wyrok w sprawie Brillen Rottler porządkuje dwie kwestie. Po pierwsze, Trybunał nie podważył znaczenia prawa dostępu z art. 15 RODO jako podstawowego narzędzia kontroli przetwarzania. Po drugie, dopuścił możliwość obrony administratora przed instrumentalnym korzystaniem z tego prawa, przy spełnieniu wysokich wymagań dowodowych.

W praktyce oznacza to, że administrator nie może automatycznie utożsamiać niewygodnego lub szybkiego wniosku z nadużyciem. Wyrok nie daje podstaw do rutynowego odrzucania żądań z art. 15 RODO, lecz wymaga wykazania, że rzeczywistym celem wniosku nie była realizacja prawa dostępu.

Rozstrzygnięcie ma znaczenie także w sporach dotyczących roszczeń z art. 82 RODO. Wynika z niego, że naruszenie prawa dostępu może stanowić podstawę odpowiedzialności, ale nie zwalnia z obowiązku wykazania szkody i związku przyczynowego.

W efekcie administrator może wyjątkowo odmówić realizacji pierwszego wniosku, jeżeli wykaże nadużycie z uwzględnieniem wszystkich istotnych okoliczności sprawy, natomiast osoba, której odmówiono dostępu, może dochodzić odszkodowania tylko wtedy, gdy rzeczywiście poniosła szkodę i nie spowodowała jej własnym działaniem.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Niewielu może się starać o lokal od gminy. Czy to się zmieni?

Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowuje reformę budownictwa komunalnego. Proponowane zmiany znalazły się w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie kodeksu cywilnego. Jedną z najważniejszych zmian jest wprowadzenie ustawowego kryterium dochodu dla osób, starających} się o przydział mieszkania komunalnego. Dzisiaj jest to kompetencja gmin, które samodzielnie określają górną granicę dochodu gospodarstwa domowego po przekroczeniu której nie można się ubiegać o mieszkanie komunalne. Z raportu GUS „Gospodarka mieszkaniowa i infrastruktura komunalna 2024 r.” wynika, że średni miesięczny dochód uprawniający do starania się o lokal komunalny to 3087 zł w gospodarstwie jednoosobowym i 2226 zł na osobę w gospodarstwie wieloosobowym.

Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii, odpowiedzialny w rządzie za mieszkalnictwo ocenia przyjęte progi, przynajmniej przez część gmin, jako oderwane od wskaźników wynagrodzeń i pozwalające im sztucznie skracać kolejki po mieszkania.

– Zapewniamy samorządom rekordowe finansowanie dla mieszkalnictwa, ułatwienia w dostępie do gruntów, ale chcemy otworzyć szerzej dostęp do mieszkań komunalnych, niż robią to obecnie gminy, które kryterium dochodowym i metrażowym ograniczają do nich mieszkańcom dostęp. Czym innym jest mieszkanie socjalne, a czym innym komunalne – tłumaczy wiceminister Tomasz Lewandowski.

Dlatego w projekcie zaproponowano, że wysokość dochodów, uprawniających do ubiegania się o najem komunalny nie będzie mogła być niższa niż 80 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarstwie jednoosobowym i 60 proc., w przeliczeniu na osobę, w gospodarstwie wieloosobowym.

Kto powinien określać progi?

Związek Powiatów Polskich uważa, że wskazane progi dochodowe są rażąco wysokie.

„Przy odniesieniu do przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w danym województwie dochód uprawniający do ubiegania się o lokal gminny może w przypadku czteroosobowego gospodarstwa domowego przekraczać nawet 20 tys. zł miesięcznie” – czytamy w opinii ZPP do projektu ustawy. Dodatkowo, zdaniem ZPP, w projekcie znalazł się błąd legislacyjny.

– Sformułowanie „nie może być niższa niż” wyznacza dolną granicę kryterium dochodowego, podczas gdy mieszkaniowy zasób gminy służy zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych osób o niskich dochodach. Kryterium dochodowe powinno zatem wyznaczać górną, a nie dolną granicę dochodu – pisze ZPP.

Podobnie jak ZPP uważa Związek Miast Polskich.

– Doceniamy, jak dużo robi minister Lewandowski w tym obszarze. Doceniamy duże wsparcie, które dostajemy, ale będziemy prosili resort, by zostawił nam autonomię. Co z tego, że np. dwa tysiące rodzin ustawi się teraz po sto mieszkań komunalnych. To byłoby tworzenie iluzji dostępności. My już konkurujemy o mieszkańców mieszkaniami. Wiemy, że w naszym interesie jest ich budowanie i remontowanie, ale to nie jest ten czas, by tak szeroko otwierać do nich dostęp, bo jest ich za mało – mówi Marek Wójcik, ekspert ds. legislacji ZMP.

Na ryzyko rozszerzenia grupy formalnie uprawnionych do ubiegania się o najem z zasobu gminy w warunkach ograniczonego zasobu komunalnego wskazuje też Unia Metropolii Polskich i postuluje pozostawienie samorządom decyzji o kryteriach dochodowych.

– Projektowane wprowadzenie minimalnych progów dochodowych, powiązanych z przeciętnym wynagrodzeniem w województwie stanowi de facto centralizację polityki mieszkaniowej i nie uwzględnia realnych różnic w kosztach życia i dochodach na poziomie lokalnym. W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której na przykład w jednym województwie te same progi obejmą zarówno duże miasta metropolitalne, jak i znacznie tańsze rynki lokalne, co zaburza racjonalne kierowanie wsparcia mieszkaniowego – mówi Karolina Kopyra z UMP.

Krzysztof Kukucki, prezydent Włocławka i poprzednik Tomasza Lewandowskiego na stanowisku wiceministra rozwoju i technologii, nie jest rażony wysokością progów, ale uważa, że ich ustalenie powinno pozostać kompetencją gmin.

– Rolą państwa jest stworzyć realną alternatywę dla zaciągnięcia kredytu hipotecznego na wiele lat i z tego punktu widzenia dobrze, żeby wiele osób mogło się ubiegać o mieszkanie od miasta. We Włocławku podzieliliśmy nasz zasób na trzy kategorie. Od socjalnej po taką, w której wymagamy, by dochód w gospodarstwie na osobę nie był niższy niż trzy tysiące złotych. To są nowe mieszkania w dobrym standardzie dedykowane młodym ludziom z dziećmi, a wymagany dochód minimalny ma być gwarancją dla gminy, że najemcę stać na opłaty. Uważam, że państwo daje nam pieniądze z budżetu na budowę tych mieszkań, więc może też wymagać, ale powinno pozostawić, jak najwięcej decyzji w samorządzie, bo my najlepiej wiemy, jak kształtować u siebie politykę mieszkaniową – mówi prezydent Kukucki.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Dla kogo mieszkanie?

Pozostawienie samorządowcom prawa do ustalania progów dochodowych popierają eksperci Instytutu Rozwoju Miast i Regionów.

– To jest ich kompetencja i państwo nie powinno im jej zabierać. A jeśli już musi do tego dojść, to powiążmy kryteria dochodowe nie z przeciętnym wynagrodzeniem w województwie, ale ze średnim w danej miejscowości. Niech to będzie np. 60 proc. średniego wynagrodzenia. Przyjęcie tak wysokich, jak w projekcie, progów dochodowych uważam za jeden z fundamentalnych błędów reformy mieszkalnictwa komunalnego – mówi Hanna Milewska-Wilk, współautorka opinii IRMiR do projektu.

– Dostrzegam problem niepodnoszenia progów dochodowych przez część gmin, które 10 lat temu ustaliły je na poziomie ówczesnej minimalnej emerytury i do dziś nie zmieniają, żeby nie razić długą kolejką oczekujących na mieszkanie komunalne. Pamiętajmy jednak, że sytuacja gmin jest bardzo zróżnicowana. Jedne mają kilka mieszkań, a inne, jak Szczecin czy Wałbrzych mają ich bardzo dużo. Generalnie ściana zachodnia, gdzie państwo przejęło poniemieckie kamienice i gdzie nie ma problemu roszczeń, ma tych mieszkań w stosunku do liczby ludności dużo – dodaje ekspertka.

Zapewnia, że rozumie dobre intencje projektodawcy, który chce szerzej otworzyć dostęp do najmu komunalnego i zdjąć z niego etykietkę mieszkań dla osób najsłabiej uposażonych, ale gminy nie są do tego przygotowane. Jeśli w kolejce po mieszkanie (komunalne i socjalne) od gminy „stoi” dziś ok. 120 tys. gospodarstw, które spełniają dzisiejsze, dużo niższe kryteria dochodowe, to jak będzie wyglądała ta kolejka po przyjęciu nowelizacji ustawy, która spowoduje, że w wielu gminach, w ocenie IRMiR, większość mieszkańców zyska prawo do mieszkania komunalnego.

Co będzie z TBS-ami i SIM-ami?

IRMiR zwraca też uwagę na problem, który może stworzyć przyjęcie ministerialnej propozycji. Chodzi o wpływ tego rozwiązania na Towarzystwa Budownictwa Społecznego i Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe.

– Jaki będzie sens rozwijania tego budownictwa, które z założenia jest dedykowane osobom o wyższych dochodach, niż uprawniające do mieszkania od gminy, skoro większość jej mieszkańców będzie miała prawo do mieszkania komunalnego, choć w niedającej się określić perspektywie czasowej – stwierdza Hanna Milewska-Wilk.

Czy można inaczej „rozładować” kolejkę po mieszkanie od gminy, gdzie czynsz za metr kw. powierzchni użytkowej waha się od 2 zł do 13 zł? Zdaniem IRMiR nie da się tego zrobić bez reformy zasiłków mieszkaniowych, w ten sposób, by więcej osób mogło je otrzymywać i wykorzystać do opłacenia czynszu w każdym segmencie rynku, także prywatnym. Nie da się też znacząco poprawić dostępności mieszkań bez uwzględnienia podmiotów rynkowych, ich możliwości budowy, posiadanych gruntów, opcji udziału w finansowaniu i zarządzaniu.

Taki wniosek wypływa też z raportu na temat dostępnych mieszkań w Polsce autorstwa PwC Polska. Mieszkanie dostępne to takie, którego koszt pochłania od 30 do maks. 40 proc. domowego budżetu. PwC diagnozuje, że pomimo rosnącej liczby gospodarstw domowych (14,3 miliona w 2023 r.), jedynie około 3,5 proc. nowych lokali mieszkaniowych rocznie mieści się w dostępnym zakresie czynszów dla grup o umiarkowanych dochodach, podczas gdy pozostała część przeznaczona jest na własność lub wynajem o wysokiej marży. Dla wielu osób oferty sektora prywatnego, PRS i od deweloperów, pozostają nieosiągalne cenowo. Modele takie jak SAN i TBS zaspokajają mniej niż 10 proc. popytu. Z raportu PwC Polska wynika, że nie da się zbudować adekwatnego do potrzeb zasobu mieszkań dostępnych bez zachęt dla sektora prywatnego.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Generatywna AI a prawa autorskie – Parlament Europejski o przywracaniu równowagi

Sprawozdanie nie jest aktem prawnym, który w wiążący sposób może zmieniać przepisy UE, ale w praktyce wyznacza kierunek zmian dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790 z 17.4.2019 r. w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym oraz zmiany dyrektyw 96/9/WE i 2001/29/WE 2019/790 (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 130, s. 92); tzw. dyrektywy DSM – pokazuje, jak Parlament Europejski postrzega relacje między firmami technologicznymi a podmiotami praw autorskich.

Problem prawny i etyczny

Od końca 2022 r. generatywna AI rozwijała się szybciej niż refleksja regulacyjna. Firmy technologiczne trenują modele AI na ogromnych zbiorach danych, obejmujących również utwory chronione. Twórcy i wydawcy zadają pytania o ich prawa i wynagrodzenie. Liczne badanie potwierdzają, że do „treningu” sztucznej inteligencji wykorzystywane są np. utwory pisarzy czy dziennikarzy, zasadne jest więc pytanie, jakie przepisy dają im podstawę do tego, by sprzeciwić się takiej praktyce lub zażądać zapłaty.

Ochronę własności intelektualnej przewiduje Karta Praw Podstawowych UE (Dz.Urz. UE C z 2010 r. Nr 83, s. 389; dalej: KPP). Zgodnie z art. 17 ust. 1 KPP: „Każdy ma prawo do władania, używania, rozporządzania i przekazania w drodze spadku mienia nabytego zgodnie z prawem. Nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba że w interesie publicznym, w przypadkach i na warunkach przewidzianych w ustawie, za słusznym odszkodowaniem za jej utratę, wypłaconym we właściwym terminie. Korzystanie z mienia może podlegać regulacji ustawowej, w zakresie w jakim jest to konieczne ze względu na interes ogólny”. Natomiast art. 17 ust. 2 KPP potwierdza, że własność intelektualna również podlega tej ochronie.

Sprawozdanie Axela Vossa (niemieckiego deputowanego do PE, polityka i prawnika) wyraźnie przypomina, że rozwój technologii nie może odbywać się z pominięciem zasad zapisanych w prawie Unii Europejskiej. Jednocześnie dokument nie ignoruje potrzeb firm technologicznych i konieczności wspierania europejskiej AI oraz budowania suwerenności technologicznej.

Raport podtrzymuje zasadę human authorship. W świetle orzecznictwa TSUE prawem autorskim chroniona jest wyłącznie twórczość będąca wyrazem własnej intelektualnej działalności człowieka. Treści wygenerowane tylko przez system AI nie korzystają z tej ochrony.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Wyjątek powinien być interpretowany wąsko

Obecnie wielu dostawców AI opiera prawo do trenowania modeli na art. 4 dyrektywy 2019/790, wprowadzającym wyjątek dotyczący zwielokrotnień i pobrań utworów oraz innych przedmiotów objętych ochroną do celów eksploracji tekstów i danych, które zgodnie z art. 2 dyrektywy 2019/790 definiuje się jako „zautomatyzowaną technikę analityczną służącą do analizowania tekstów i danych w postaci cyfrowej w celu wygenerowania informacji”. Raport wskazuje, że przepis ten nie został sformułowany z myślą o uregulowaniu konkretnych praktyk związanych z trenowaniem AI ani nie miał takiego celu.

Zdaniem sprawozdawców „należy ustanowić ramy prawne dla generatywnej AI poprzez wprowadzenie specjalnego wyjątku od wyłącznych praw do zwielokrotniania i pobierania, odrębnego od wyjątku przewidzianego dla eksploracji tekstów i danych w art. 4 dyrektywy 2019/790 w sprawie stosowania praw w przypadku udostępniania treści w środowisku cyfrowym, lub poprzez rozszerzenie zakresu tego przepisu, tak aby wyraźnie obejmował on trenowanie generatywnej AI, które obecnie nie jest objęte tym przepisem”.

Kolejnym problemem są trudności związane z możliwością zastosowania przez twórców prawa do rezygnacji (klauzula opt-out) i sprawdzania, czy prawo to jest respektowane. Dlatego oprócz ustandaryzowanej, możliwej do odczytu maszynowego formy rezygnacji, powinni mieć oni również możliwość zarejestrowania takiej rezygnacji w scentralizowanym rejestrze, zarządzanym np. przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO).

Kontroli ma sprzyjać ujednolicenie reguł oraz założenie, że wszyscy dostawcy AI wprowadzający produkty lub oferujący usługi w UE, niezależnie od miejsca ich siedziby i miejsca, w którym nastąpiło wykorzystanie treści chronionych, powinni jednolicie stosować europejskie przepisy dotyczące praw autorskich i pokrewnych.

Warto zaznaczyć, że wyjątek dotyczący eksploracji tekstów i danych, przewidziany w art. 4 dyrektywy 2019/790, nie obejmuje prawa do publicznego udostępniania ani do podawania do publicznej wiadomości, co jest ważnym argumentem w sporach pomiędzy firmami technologicznymi a twórcami i wydawcami.

Transparentność – od postulatu do mechanizmu prawnego

Najbardziej wyrazistym elementem raportu jest postulat pełnej przejrzystości – dostępu do informacji nie w formie ogólnego opisu zbiorów treningowych, lecz w postaci rzeczywistej możliwości ustalenia, jakie treści zostały wykorzystane. Dziś twórca często nie ma narzędzi, by sprawdzić, czy jego utwór znalazł się w zbiorze treningowym. Bez tej wiedzy dochodzenie roszczeń staje się iluzoryczne.

Co więcej, pojawia się koncepcja domniemania, że jeżeli dostawca AI nie wywiązuje się z obowiązków przejrzystości, wszelkie odpowiednie utwory chronione prawem autorskim lub inne przedmioty chronione zostały wykorzystane do celów trenowania. To istotna zmiana logiki sporu. Ciężar dowodu przesuwa się w stronę firmy technologicznej.

Sektor prasy i pluralizm informacji

W omawianym dokumencie wyraźnie wybrzmiewa troska o wydawców. Sprawiedliwe wynagrodzenie za korzystanie z treści chronionych prawem autorskim i prawami pokrewnymi stanowi podstawę europejskiego przemysłu kreatywnego, a wykorzystywanie utworów jako danych treningowych dla generatywnych modeli AI bez wynagrodzenia powoduje zaburzenie konkurencji.

Generatywna AI, zwłaszcza zintegrowana z wyszukiwarkami, może tworzyć produkty konkurencyjne wobec publikacji prasowych. Robi to błyskawicznie, ponieważ korzysta z tego, co zostało już zebrane i opracowane przez człowieka. Poza aspektem nierównowagi ekonomicznej, istnieje także ryzyko selektywnego przetwarzania treści i faworyzowania określonych źródeł. Pozostawienie tego bez kontroli zagraża pluralizmowi i demokracji. Dlatego tak ważny jest postulat jasnych norm jakości dla modeli generatywnych oraz konieczności zapewnienia widoczności źródeł.

Między ochroną a rozwojem

Twórcy raportu nie pozostawiają złudzeń: stuprocentowo dobre rozwiązanie nie istnieje.

Rozwój generatywnej AI zderza się z konstrukcją prawa autorskiego, która powstała w innej rzeczywistości technologicznej. Jak respektować prawa twórców i jednocześnie nie doprowadzić do osłabienia europejskich firm technologicznych? Jedno jest pewne: przepisy nie mogą być interpretowane contra legem, ponieważ to prowadzi do niepewności prawa, a w takich warunkach rozwój biznesu i ochrona konkurencji są wątpliwe. Przyjęcie sprawozdania zapewne nie zakończy dyskusji, może jednak wyznaczyć kierunek w stronę kompromisu.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Skarbówka zmienia interpretacje w sprawie kar umownych

Przepisy w sprawie rozliczania kar umownych nie zmieniają się od lat. Ewoluują za to poglądy skarbówki. Oto przykład: na początku lutego fiskus wydał negatywną interpretację, w połowie marca zmienił ją na pozytywną.

Wystąpiła o nią spółka z o.o. działająca w branży energetycznej. Zajmuje się realizacją specjalistycznych kontraktów, m.in. montażem systemów zasilania awaryjnego oraz świadczeniem usług serwisowych i gwarancyjnych. Jej kontrahentami są duże podmioty gospodarcze i instytucje.

Kilka lat temu zawarła umowę na dostawę, montaż, konfigurację i uruchomienie systemu zasilania awaryjnego. Została wykonana prawidłowo, co potwierdza podpisany przez obie strony protokół. Doszło jednak do sporu o obowiązki gwarancyjne. Chodziło o to, czy okresowe przeglądy systemu powinny być wykonywane jako świadczenia nieodpłatne w ramach wynagrodzenia ryczałtowego, czy też jako odrębne, odpłatne usługi serwisowe.

Kontrahent naliczył kary umowne za opóźnienie w wykonaniu obowiązków gwarancyjnych (brak przeglądów) i dochodził ich zapłaty. Sprawa trafiła do sądu, który stanął po stronie zamawiającego. Uznał, że odmowa przeprowadzenia nieodpłatnych przeglądów spowodowała opóźnienie w wykonaniu obowiązków gwarancyjnych. Nakazał uiszczenie kar umownych wraz z odsetkami za opóźnienie, a także zwrot kosztów procesu (także z odsetkami).

Wszystkie te zobowiązania zostały przez spółkę uregulowane. Czy może je zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów?

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Spółka twierdzi, że tak. Podkreśla, iż kara umowna z tytułu opóźnienia w wykonaniu obowiązków gwarancyjnych nie jest wymieniona w negatywnym katalogu kosztów. Przypomnijmy, że znajduje się on w art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT. Przepis ten wyłącza z kosztów kary umowne z tytułu:

Zapłacona kontrahentowi kara dotyczy wyłącznie opóźnienia w wykonaniu obowiązków gwarancyjnych, nie było zarzutów co do jakości robót i urządzeń – wskazuje spółka. Nie mieści się więc w katalogu określonym w wymienionym przepisie. Czy spełnia ogólne warunki rozliczenia w kosztach? Tak, ponieważ ma związek z działalnością gospodarczą – twierdzi spółka. Podkreśla, że ponoszenie ryzyka kontraktowego, w tym naliczenia kar za opóźnienie w wykonaniu części świadczeń, jest immanentną cechą działalności na rynku dużych kontraktów infrastrukturalnych. Zapłacone kwoty są więc konsekwencją prowadzenia biznesu w tej branży i zawarcia umowy, której celem było uzyskanie przychodu.

Podobne argumenty spółka przedstawiła w kwestii pozostałych wydatków. Wskazała m.in., że spór sądowy miał bezpośredni związek z prowadzoną przez nią działalnością, a jego celem była ochrona jej interesów majątkowych.

Co na to fiskus? Na początku lutego nie zgodził się na rozliczenie kosztów. Podkreślił, że w prawie podatkowym pojęcie „wadliwości” należy rozumieć szerzej niż w prawie cywilnym. „Odnosi się do każdego przypadku nienależytego wykonania obowiązków dłużnika wynikających ze stosunku obligacyjnego, za które ponosi on odpowiedzialność, niezależnie od tego, czy odpowiedzialność ta oparta jest na zasadzie winy czy na zasadzie ryzyka (…) Oznacza to, że opóźnienie w wykonaniu przeglądów gwarancyjnych, za które dłużnik ponosi odpowiedzialność, może stanowić wadę wykonanych robót lub usług w rozumieniu art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT” – czytamy w interpretacji. Skarbówka nie zgodziła się też na rozliczenie w kosztach pozostałych wydatków.

Spółka zaskarżyła interpretację do sądu. I co się okazało? Po niecałym tygodniu od złożenia skargi fiskus przyznał jej rację. Szef Krajowej Administracji Skarbowej zmienił interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej i stwierdził, że spółka może rozliczyć wydatki w kosztach. Niestety, nie poznamy motywów jego rozstrzygnięcia. Szef KAS poinformował tylko, że stanowisko spółki jest prawidłowe i że „odstępuje od uzasadnienia prawnego tej oceny” (zmiana interpretacji nr 0114-KDIP2-2.4010.599.2025.3.RK).

Najwyraźniej jednak nie jest to jednorazowy wyskok fiskusa, ponieważ kilkanaście dni wcześniej także zmienił niekorzystną dla firmy interpretację. Sprawa była podobna, dotyczyła kary za opóźnienie w wykonaniu usługi (zmiana interpretacji nr 0114-KDIP2-2.4010.531.2025.3.AS).

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Lepiej nie ruszać sześćdziesiony

Instytucję tzw. małego świadka koronnego wprowadzono do polskiej przestrzeni prawnokarnej w kodeksie karnym z 1997 r., a następnie w kodeksie karnym skarbowym z 1999 r. Cele, jakie ustawodawca chciał osiągnąć przy wykorzystaniu tego instrumentu prawnego niejako siłą rzeczy powodowały narastanie kontrowersji wokół art. 60 § 3 i 4 KK oraz art. 36 § 3 KKS.

Narzędzie do walki z przestępczością

W procesie karnym nadal kluczową rolę odgrywają tzw. osobowe źródła dowodowe w postaci zeznań świadków lub wyjaśnień podejrzanych. W przypadku tzw. małego świadka koronnego mamy do czynienia z bezpośrednim uczestnikiem przestępstwa, co powoduje, że może on być źródłem wartościowego materiału dowodowego. Na podstawie art. 7 kodeksu postępowania karnego w polskiej procedurze karnej obowiązuje zasada swobodnej oceny dowodów, która umożliwia uznanie wyjaśnień małego świadka koronnego za wystarczający dowód do oskarżenia. Niemniej jednak, o ile to możliwe, należy bardzo skrupulatnie weryfikować ujawniane przez takiego sprawcę informacje.

W uzasadnieniu do projektu KK wskazano, że celem wprowadzenia tzw. małego świadka koronnego było rozbicie solidarności grupy przestępczej. Podkreślić należy, że jest to istotne narzędzie do walki z przestępczością, w tym szczególnie jej zorganizowaną formą. Wprowadza bowiem do środowiska przestępczego element nieufności, także przed popełnianiem przestępstw. Jego wykorzystanie jest szczególnie istotne przy najgroźniejszych przestępstwach, takich jak: terroryzm, produkcja i obrót narkotykami, handel żywym towarem, oszustwa podatkowe, handel bronią i materiałami rozszczepialnymi. Są to zazwyczaj przestępstwa „bez ofiar”, gdzie nie będzie można liczyć na depozycje procesowe ze strony pokrzywdzonych, a wprowadzenie w strukturę grupy zorganizowanej funkcjonariusza „pod przykryciem” jest niepewne. W takich przypadkach, bez skorzystania z informacji przekazanych przez osobę współdziałającą w popełnianiu czynów zabronionych, pozyskanie materiału dowodowego jest mocno utrudnione, a nierzadko niemożliwe.

W doktrynie podnosi się, że mały świadek koronny może dostarczyć wartościowy dowód, którego czasami nie można zastąpić żadnym innym. W bogatym orzecznictwie dotyczącym tej instytucji prawnej zaleca się jednak szczególną ostrożność w ocenie tego typu dowodów.

Wskazana ostrożność w ocenie zeznań

W wyroku z 11.10.2012 r., II AKa 253/12, Legalis, Sąd Apelacyjny w Warszawie stwierdził, że pomówienia tzw. małego świadka koronnego, który chce skorzystać z dobrodziejstwa art. 60 § 3 KK poprzez współpracę z organami ścigania, są pełnowartościowymi dowodami, jeżeli spełniają odpowiednie warunki. Przede wszystkim dowód taki powinien podlegać szczególnej, wnikliwej i ostrożnej ocenie ze strony sądu I instancji, który powinien zbadać, czy tego rodzaju pomówienie jest konsekwentne i stanowcze, czy jest zgodne z doświadczeniem życiowym oraz logiką wypadków, czy znajduje potwierdzenie w innych dowodach.

Z kolei w wyroku z 18.12.2014 r., II AKa 274/14, Legalis, Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że relacje współsprawcy spodziewającego się skorzystania z nadzwyczajnego złagodzenia kary w oparciu o art. 60 § 3 KK muszą być oceniane z zachowaniem wszystkich reguł dokonywania oceny dowodów, a więc w sposób wszechstronny, obiektywny, całościowy, z poszanowaniem naczelnych zasad procesu karnego, w tym także według treści art. 5 KPK. Ważną wskazówkę odnośnie do interpretacji art. 60 § 3 KK podał też Sąd Apelacyjny w Łodzi w wyroku z 28.2.2001 r., II Aka 240/00, Legalis, w którego uzasadnieniu stwierdzono, że dla zastosowania dobrodziejstwa obligatoryjnego, nadzwyczajnego złagodzenia kary „nie wystarcza przyznanie się do winy i złożenie choćby najobszerniejszych wyjaśnień. Przyznanie się oskarżonego do winy stanowi okoliczność łagodzącą, wpływającą na wymiar kary, natomiast do zastosowania przepisu art. 60 § 3 KK muszą, poza przyznaniem się do winy, być spełnione dodatkowe przesłanki. Jeżeli okoliczności podane w wyjaśnieniach oskarżonego, przyznającego się do winy, nie dostarczają informacji stanowiących pomoc dla organów ścigania ani też nie przyczyniają się do rozbicia grupy przestępczej, to nie zasługują aż na nadzwyczajne złagodzenie kary, gdyż nie wyczerpują warunków określonych w art. 60 § 3 KK”.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Potwierdzenie nie zawsze jest możliwe

Warto też przytoczyć stanowisko Sądu Apelacyjnego w Krakowie, który w orzeczeniu z 4.2.2014 r. (sygnatura akt: II AKa 148/13) stwierdził, że „nie można wymogu potwierdzenia pomówienia innymi dowodami rozumieć w ten sposób, że wszystkie okoliczności podane przez pomawiającego muszą znajdować potwierdzenie w innych dowodach. Taka interpretacja byłaby nielogiczna, bo oznaczałaby założenie a priori niewiarygodności pomówienia, skoro za prawdziwe mogłoby ono zostać uznane tylko wówczas, gdy zostało potwierdzone w całości innymi dowodami. Kłóciłaby się też taka interpretacja z sensem instytucji nadzwyczajnego złagodzenia kary z art. 60 § 3 KK, bo możliwość jej zastosowania ograniczałaby się do takich tylko sytuacji, w których pomówienie mogłoby zostać potwierdzone innymi dowodami, a to – jak wynika z praktyki sądowej, nie zawsze jest możliwe”.

Dokonując oceny wyjaśnień małego świadka koronnego trzeba pamiętać, że jego procesowa postawa obarczona jest poważnym ryzykiem kierowania gróźb karalnych wobec niego i jego najbliższych, których realność spełnienia jest wysoka. W wyroku z 19.11.2013 r., II AKa 321/13, Legalis, Sąd Apelacyjny w Gdańsku słusznie uznał, że „sąd ma obowiązek sięgnąć po profity z tego przepisu, ponieważ sprawca, mimo ewentualnych gróźb i obaw, zrywa ze środowiskiem przestępczym i umożliwia pociągnięcie jego członków do odpowiedzialności karnej”.

Będzie mniej chętnych do współpracy

Na stronie internetowej Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP 30 stycznia 2026 r. opublikowano dokument zatytułowany „Dlaczego nie należy zmieniać art. 60 par. 3 KK (…)”. W dokumencie przypomniano obecny kształt art. 60 § 3 KK, zgodnie z którym na wniosek prokuratora sąd stosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet może warunkowo zawiesić jej wykonanie w stosunku do sprawcy współdziałającego z innymi osobami w popełnieniu przestępstwa, jeżeli ujawni on wobec organu powołanego do ścigania przestępstw informacje dotyczące osób uczestniczących w popełnieniu przestępstwa oraz istotne okoliczności jego popełnienia. Biuro Prawne Związku dalej wskazuje, że zgodnie z uchwaloną przez Sejm 23 stycznia 2026 r. ustawą o zmianie kodeksu postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw art. 60 § 3 KK miałby treść: „sąd stosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet może warunkowo zawiesić jej wykonanie w stosunku do sprawcy współdziałającego z innymi osobami w popełnieniu przestępstwa, jeżeli ujawni on wobec organu powołanego do ścigania przestępstw informacje dotyczące osób uczestniczących w popełnieniu przestępstwa oraz istotne okoliczności jego popełnienia”. Następnie autorzy dokumentu zadają, jak się wydaje, retoryczne pytanie: które z dwóch zaprezentowanych rozwiązań jest lepsze dla celów postępowania karnego?

Poszukując odpowiedzi na tak postawione pytanie odnoszą się do słusznej konstatacji, że instytucja tzw. małego świadka koronnego opisana w obowiązującym stanie prawnym dostarcza prokuratorowi niezwykle użytecznego narzędzia do ścigania najpoważniejszych form przestępczości. Szereg argumentów przedstawionych przez autorów opinii zasługuje na aprobatę, zwłaszcza z punktu widzenia praktyków, którzy na co dzień zmagają się z najpoważniejszymi przejawami przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Podejrzany rozważający ewentualność podjęcia decyzji o nawiązaniu współpracy w warunkach art. 60 § 3 KK niewątpliwie w pierwszej kolejności będzie zainteresowany możliwościami sprawczymi prokuratora. Jak wyżej zasygnalizowano, jego decyzja z reguły obarczona jest wysokim ryzykiem dla niego i jego najbliższych. Gdy nie będzie miał pewności, że tylko od prokuratora zależy kształt przyszłej kary, zapewne będzie dużo mniej skłonny do nawiązania współpracy.

Gruszki na wierzbie

W postanowieniu z 20.11.2013 r., II KK 184/13, Legalis, Sąd Najwyższy wskazał, że „składający wyjaśnienia, chcąc skorzystać z obligatoryjnego nadzwyczajnego złagodzenia kary na podstawie art. 60 § 3 albo § 4 KK musi być lojalnym procesowym współpracownikiem organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości”. W przypadku pozbawienia prokuratora możliwości realnego wpływu, już w toku postępowania przygotowawczego, na zastosowanie w trakcie wyrokowania wskazanych przepisów osłabi u podejrzanego postulowaną przez SN lojalność, gdyż nie będzie on miał żadnej gwarancji, że w bliższej, a z reguły dalszej, perspektywie sąd będzie respektował jego ustalenia z prokuratorem. Sąd może np. uznać, że świadek mógł jednak bardziej pójść na współpracę i nie zasługuje, aby nabyć status małego świadka koronnego.

Nie można dziwić się podejrzanemu, że chce mieć zagwarantowaną pewność otrzymania kary nadzwyczajnie złagodzonej. Mając na uwadze powyższe, rację mają związkowcy, twierdząc, że odebranie prokuratorowi realnego wpływu na zastosowanie art. 60 § 3 KK i przeniesienie ciężaru w tym zakresie do wyłącznej kompetencji sądu, znacznie osłabi wolę osób podejrzanych do nawiązania współpracy z organami ścigania w myśl zasady: prokurator obiecuje mi gruszki na wierzbie, bo i tak decyzja, czy będę miał status małego świadka koronnego należy do sądu, co jawi się jako zdarzenie przyszłe i niepewne.

Autor jest prokuratorem Prokuratury Regionalnej w Krakowie, członkiem Fundacji SPRZYMIERZENI z GROM.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Nowe obowiązki dla instalacji przemysłowych

Cel projektowanych zmian

Zasadniczym celem projektowanej regulacji jest pełna implementacja dyrektywy 2024/1785/UE oraz zasadnicze wzmocnienie funkcji prewencyjnej systemu pozwoleń zintegrowanych, uregulowanego w art. 201-218 ustawy z 27.4.2001 r. – Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 647; dalej: PrOchrŚrod). Ustawodawca zmierza do zwiększenia normatywnej roli konkluzji BAT, o których mowa w art. 204 PrOchrŚrod, a także do ograniczenia uznaniowości organów przy ustalaniu warunków pozwoleń zintegrowanych.

Istotnym elementem projektowanych zmian jest również powiązanie dopuszczalnych poziomów emisji z rzeczywistymi możliwościami technologicznymi instalacji. W praktyce oznacza to odejście od modelu, w którym dopuszczalne wartości emisji ustalane były często na poziomie maksymalnym dopuszczonym przez konkluzje BAT, bez pogłębionej analizy możliwości osiągnięcia niższych poziomów emisji.

Zakres projektowanych zmian

Projekt obejmuje kompleksową przebudowę wybranych elementów systemu pozwoleń zintegrowanych. Zmiany dotyczą w szczególności przepisów definiujących podstawowe pojęcia (art. 3 PrOchrŚrod), regulacji odnoszących się do stosowania najlepszych dostępnych technik i ustalania poziomów emisji (art. 204-207 PrOchrŚrod), a także przepisów określających zakres wniosku o wydanie pozwolenia zintegrowanego (art. 208 PrOchrŚrod). Projekt przewiduje również wprowadzenie nowych obowiązków związanych z zarządzaniem środowiskowym oraz rozszerzenie przesłanek udzielania odstępstw od wymagań wynikających z BAT.

Sektor publiczny – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Szczegółowy zakres zmian

Nowe i zmienione definicje

Projekt przewiduje modyfikację przepisów art. 3 PrOchrŚrod poprzez rozszerzenie zakresu definicji legalnych, w szczególności definicji najlepszych dostępnych technik (BAT). Dotychczas definicja ta koncentrowała się przede wszystkim na aspektach technologicznych oraz ekonomicznych związanych z eksploatacją instalacji. Po zmianie ustawodawca wprost wskazuje, że ocena BAT powinna uwzględniać również wpływ instalacji na zdrowie ludzi oraz klimat.

Zmiana ta ma istotne znaczenie interpretacyjne, ponieważ prowadzi do rozszerzenia zakresu obowiązków zarówno po stronie organu wydającego pozwolenie, jak i prowadzącego instalację. Oznacza to konieczność uwzględnienia szerszego kontekstu środowiskowego przy ocenie stosowanych technologii.

Wzmocnienie roli BAT i zasad ustalania emisji

Projekt w sposób zasadniczy modyfikuje sposób stosowania art. 204 PrOchrŚrod, który stanowi kluczową podstawę ustalania warunków emisyjnych w pozwoleniu zintegrowanym. W stanie prawnym obowiązującym przed zmianą organ wydający pozwolenie był zobowiązany do uwzględnienia konkluzji BAT, jednak przepisy nie nakładały wprost obowiązku szczegółowego uzasadnienia wyboru konkretnego poziomu emisji w ramach przedziałów BAT-AEL. W praktyce prowadziło to do sytuacji, w których dopuszczalne poziomy emisji ustalane były na poziomie zbliżonym do wartości maksymalnych, bez pogłębionej analizy potencjału technologicznego instalacji.

Projektowane przepisy wprowadzają jakościową zmianę tego modelu poprzez nałożenie obowiązku przeprowadzenia szczegółowej analizy technicznej i ekonomicznej, obejmującej możliwość osiągnięcia wartości z dolnego zakresu BAT-AEL. Organ będzie zobowiązany nie tylko do wskazania, że instalacja spełnia wymagania wynikające z konkluzji BAT, lecz także do wykazania, dlaczego przyjęty poziom emisji został określony na danym poziomie, a nie na poziomie niższym.

W konsekwencji zmienia się charakter decyzji administracyjnej – z aktu opartego na ogólnej zgodności z BAT na decyzję wymagającą szczegółowego uzasadnienia technicznego i środowiskowego. Prowadzi to do zwiększenia standardu kontroli sądowo-administracyjnej oraz ograniczenia uznaniowości organów. Jednocześnie po stronie prowadzących instalacje pojawia się obowiązek przedstawienia bardziej rozbudowanych analiz technologicznych już na etapie postępowania administracyjnego.

Odstępstwa od wymagań BAT

Projektowane zmiany w zakresie art. 204 ust. 5-7 PrOchrŚrod znacząco doprecyzowują przesłanki udzielania odstępstw od wymagań wynikających z najlepszych dostępnych technik. W dotychczasowym stanie prawnym regulacje te miały charakter ogólny i pozostawiały organowi szeroki zakres uznania.

Po zmianie wprowadzony zostaje obowiązek przeprowadzenia szczegółowej analizy kosztów i korzyści, obejmującej zarówno koszty dostosowania instalacji do wymogów BAT, jak i potencjalne korzyści środowiskowe wynikające z zastosowania bardziej rygorystycznych rozwiązań. Ponadto organ będzie zobowiązany do uwzględnienia lokalnych uwarunkowań środowiskowych, co oznacza większe zindywidualizowanie decyzji.

Dodatkowo projekt przewiduje możliwość stosowania odstępstw w sytuacjach nadzwyczajnych, takich jak zakłócenia dostaw energii lub surowców. Rozwiązanie to ma charakter wyjątkowy i podlega istotnym ograniczeniom, w tym obowiązkowi szczegółowego uzasadnienia oraz kontroli czasowej.

Wniosek o wydanie pozwolenia zintegrowanego

Projekt wprowadza istotne zmiany w art. 208 PrOchrŚrod, rozszerzając zakres informacji wymaganych we wniosku o wydanie pozwolenia zintegrowanego. W stanie prawnym przed zmianą przepis ten określał katalog danych o charakterze przede wszystkim technicznym, obejmujących opis instalacji, jej parametrów oraz przewidywanego oddziaływania na środowisko.

Po nowelizacji katalog ten zostaje znacząco rozbudowany i obejmuje również elementy analityczne oraz prognostyczne. Wnioskodawca będzie zobowiązany do przedstawienia m.in. szczegółowej analizy emisji, charakterystyki stosowanych technologii w kontekście BAT, opisu systemów monitorowania oraz informacji dotyczących planowanych modernizacji instalacji.

Zmiana ta prowadzi do przekształcenia wniosku o wydanie pozwolenia zintegrowanego w dokument o znacznie większym stopniu złożoności, wymagający zaangażowania specjalistycznej wiedzy technicznej i środowiskowej. W praktyce może to skutkować wydłużeniem procesu przygotowania dokumentacji oraz zwiększeniem kosztów po stronie inwestora, ale jednocześnie umożliwi organowi bardziej pogłębioną ocenę oddziaływania instalacji na środowisko.

System zarządzania środowiskowego

Projekt wprowadza obowiązek wdrożenia systemu zarządzania środowiskowego dla instalacji objętych pozwoleniem zintegrowanym, co stanowi jedną z najdalej idących zmian systemowych. W dotychczasowym stanie prawnym przepisy PrOchrŚrod nie przewidywały jednolitego obowiązku wdrażania takiego systemu, a jego stosowanie wynikało najczęściej z dobrowolnych standardów (np. ISO 14001) lub wymogów korporacyjnych.

Po zmianie obowiązek ten uzyskuje charakter normatywny i będzie powiązany bezpośrednio z warunkami pozwolenia zintegrowanego. Oznacza to, że brak wdrożenia lub niewłaściwe funkcjonowanie systemu zarządzania środowiskowego może stanowić podstawę do wszczęcia postępowania administracyjnego, w tym do cofnięcia lub zmiany pozwolenia.

System zarządzania środowiskowego będzie musiał obejmować nie tylko bieżący monitoring emisji, lecz także identyfikację i ocenę ryzyk środowiskowych, planowanie działań naprawczych oraz wdrażanie mechanizmów ciągłego doskonalenia. W praktyce oznacza to przesunięcie ciężaru odpowiedzialności z reakcji na naruszenia na ich wcześniejsze zapobieganie, co wpisuje się w prewencyjny charakter prawa ochrony środowiska.

Reakcja na sytuacje kryzysowe

Projekt wprowadza również nowe regulacje umożliwiające czasowe odstępstwa od standardowych wymagań środowiskowych w sytuacjach nadzwyczajnych. W stanie prawnym przed zmianą brak było wyraźnych przepisów regulujących takie przypadki.

Po nowelizacji ustawodawca dopuszcza możliwość wprowadzenia odstępstw w sytuacjach kryzysowych, przy jednoczesnym wprowadzeniu mechanizmów kontrolnych, takich jak obowiązek uzasadnienia oraz ograniczenia czasowe. Rozwiązanie to ma na celu pogodzenie potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego z koniecznością ochrony środowiska.

Etap legislacyjny

Projekt ustawy znajduje się na etapie prac legislacyjnych i ma zostać przyjęty przed terminem implementacji dyrektywy 2024/1785/UE, tj. do 1.7.2026 r.

Z uwagi na zakres proponowanych zmian oraz ich wpływ na funkcjonowanie instalacji przemysłowych, regulacja ta będzie miała istotne znaczenie dla praktyki stosowania prawa ochrony środowiska w Polsce.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź