Jeszcze skarbówka się ociąga
Dla ochrony bezpieczeństwa państwa różne służby mogą stosować rozmaite techniki operacyjne, w tym podsłuchy i kontrolę zachowania danego obywatela w internecie. Nie mają tu jednak pełnej dowolności, bo we wniosku do sądu i prokuratury o stosowanie takich technik muszą podać m.in. rodzaj narzędzia, za pomocą którego będzie stosowana kontrola operacyjna. Natomiast sąd musi uzasadnić każdą decyzję o zarządzeniu lub przedłużeniu kontroli operacyjnej (albo o braku zgody na takie działania).
Co orzekł Trybunał w Strasburgu
Takie reguły ustanowiono w kilku wydanych pod koniec ub.r. i wiosną tego roku rozporządzeniach dotyczących działania m.in. Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Było to pokłosie wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 28 maja 2024 w sprawie Pietrzak, Bychawska-Siniarska i inni przeciwko Polsce (skargi nr 72038/17 i 25237/18). Trybunał uznał wtedy, że obowiązujący wówczas model kontroli nad działalnością służb uprawnionych do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych narusza prawo do prywatności obywateli.
W wyroku zwrócono uwagę szczególnie na brak skutecznych gwarancji przed arbitralnością oraz ryzykiem nadużyć. W szczególności wytknięto naszemu krajowi brak skutecznych środków odwoławczych pozwalających na weryfikację zasadności takiej kontroli. Sama kontrola sądowa też w ocenie ETPCz nie gwarantowała, że działania służb będą stosowane wyłącznie jako środek konieczny w społeczeństwie demokratycznym.
Prawo do stosowania kontroli operacyjnej ma także Krajowa Administracja Skarbowa. Jednak dotychczas nie wydano rozporządzenia, które by dostosowywało uprawnienia KAS do standardów określonych przez strasburski Trybunał. Chodziłoby o aktualizację rozporządzenia w sprawie dokumentowania kontroli operacyjnej, wydawanego na podstawie art. 118 ust. 18 ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej.
Redakcja „Rzeczpospolitej” zapytała Ministerstwo Finansów o to, czy toczą się prace nad takim rozporządzeniem. Czekamy na odpowiedź resortu.
Trzeba reformować służby
Jak się dowiadujemy, wniosek w tej sprawie do ministra Andrzeja Domańskiego mają złożyć Forum Obywatelskiego Rozwoju i Fundacja Panoptykon. Wspierają je organizacje gospodarcze i zajmujące się prawami człowieka: Amnesty International, HFPC, Polski Instytut Myśli Gospodarczej, Instytut Misesa, Warsaw Enterprise Institute i Fundacja Wolności Gospodarczej.
– Nie ma powodu, dla którego KAS miałby mieć poprzeczkę standardów ustawioną niżej w stosunku do innych służb – powiedział „Rzeczpospolitej” Wojciech Klicki, prawnik Fundacji Panoptykon. Dodaje, że celem podobnych rozporządzeń dla innych służb jest utrudnienie stosowania nielegalnych środków podobnych do słynnego Pegasusa. – Tu chodzi o przejrzystość działania. Takie rozporządzenia bynajmniej nie osłabiają siły działań służb, a w przypadku KAS bynajmniej nie oznaczałyby mniejszej efektywności w zbieraniu podatków – tłumaczy Klicki.
Z kolei Patryk Wachowiec, członek zarządu FOR, zauważa, że KAS zajmuje się najczęściej kontrolami przedsiębiorców, a oni powinni być traktowani przy kontroli operacyjnej tak jak inni obywatele.
– Chcemy zwrócić uwagę Ministra Finansów oraz całego rządu, że zmiana rozporządzeń o kontroli operacyjnej to dopiero pierwszy etap reformy służb specjalnych. Chcemy przypomnieć o wyborczych obietnicach rozliczenia afery z Pegasusem i zreformowania służb specjalnych – mówi Wachowiec.
Co mówią przepisy
Kiedy fiskus może inwigilować obywateli
Dziś skarbówka na podstawie art. 118 ust. 1 i następnych ustawy o KAS ma prawo prowadzić czynności operacyjno-kontrolnych w celu wykrycia, ustalenia sprawców oraz uzyskania i utrwalenia dowodów przestępstw skarbowych i przeciwko obrotowi gospodarczemu. Zgodę na zarządzenie kontroli operacyjnej wydaje Sąd Okręgowy w Warszawie. Może wydać w tej sprawie postanowienie na pisemny wniosek Szefa KAS, złożony po uzyskaniu pisemnej zgody Pierwszego Zastępcy Prokuratora Generalnego – Prokuratora Krajowego.
Fiskus może stosować techniki operacyjne, jeśli ściga osoby podejrzane o przestępstwa, których wartość (np. uszczuplenie podatku) przekracza 50-krotność minimalnego wynagrodzenia za pracę. Obecnie jest to 233,3 tys. zł.
Notariusz odmówił spisania testamentu
Wielowątkowa sprawa trafiła na wokandę Sądu Okręgowego w Opolu po tym, jak notariusz odmówił klientce sporządzenia testamentu, w którym prawo ukraińskie miałoby zostać wskazane jako to, które po jej śmierci byłoby właściwe do rozstrzygania spraw spadkowych. Choć kobieta miała obywatelstwo tylko własnego kraju, wraz z mężem mieszkała w Polsce i wspólnie byli oni właścicielami położonego tutaj mieszkania.
Uznała ona, że swobodę w kluczowej dla niej kwestii pozostawia unijne rozporządzenie w sprawie m.in. przyjmowania i wykonywania dokumentów urzędowych dotyczących dziedziczenia (nr 650/2012). Notariusz oponował jednak wskazując, że ograniczenia niesie jednak umowa polsko-ukraińska o pomocy prawnej i stosunkach prawnych w sprawach cywilnych i karnych, a działanie wbrew niej byłoby sprzeczne z polską ustawą o notariacie. Umowa stanowi bowiem jasno, że prawem właściwym w zakresie dziedziczenia mienia ruchowego jest prawo ukraińskie, zaś mienia nieruchomego – prawo państwa, w którym mienie to jest położone. A w tym przypadku więc – prawo polskie.
Wybór prawa
Klientka nie dawała jednak za wygraną i domagała się, żeby w sprawie wypowiedział się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Notariusz stał zaś na stanowisku, że to on ma rację, kierując się m.in. obowiązującymi wówczas wskazówkami opolskiego sądu, który już raz mierzył się z analogiczną sprawą. Przyznał jednak, że sytuacja, w której prawo jest niespójne – inne dla majątku ruchomego, a inne dla nieruchomości – nie jest korzystna. Jednak przestrzegać go trzeba, a systemowego problemu nie rozwiąże nawet stanowisko TSUE. Udzielone przez Trybunał odpowiedzi na pytania prejudycjalne opolskiego sądu nie przyniosły zresztą żadnego porozumienia w tej spornej sprawie.
Zdaniem notariusza – z uwagi na jej duże znaczenie praktyczne dla obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce – głos powinien zabrać Sąd Najwyższy. SN odmówił jednak odpowiedzi na pytanie prawne, czy umowa polsko-ukraińska pozwala na wybór prawa zgodnie z unijnym rozporządzeniem. Opolski sąd próbował też zwracać się w tej sprawie m.in. do Ministerstwa Sprawiedliwości, jednak resort uznał, że jakiekolwiek jego działanie mogłoby stanowić niedopuszczalną ingerencję w sferę orzeczniczą.
Blokady trzeba uwzględniać
SO w Opolu na placu boju został więc sam i ostatecznie oddalił zażalenie niezadowolonej klientki na odmowę notariusza. Uznał, że to właśnie na nim, jako przedstawicielu swojej profesji, spoczywa ciężar przyjęcia konkretnego stanowiska i kierowania się nim przy redagowaniu aktu notarialnego. Nie może zrzucać z siebie odpowiedzialności i zostawić kwestii oceniania działań dopiero sądowi spadku.
Po długich rozważaniach SO przyznał mu więc rację uznając, że to przede wszystkim umowę polsko-ukraińską należy uznać za dokument regulujący wszystkie kluczowe aspekty. A zatem – zgodnie z unijnym rozporządzeniem – choć obywatel obcego kraju może wybrać prawo ojczyste, w rozpatrywanej sprawie było to niemożliwe z uwagi na „blokadę” w umowie polsko-ukraińskiej. Umowa ma zaś pierwszeństwo nad rozporządzeniem.
Umowa do zmiany
Sąd zauważył jednak, że w wielu aspektach wymaga ona zmian dopasowujących jej przepisy do unijnego rozporządzenia. Niewykluczone też, że powinno się ją w ogóle wypowiedzieć. Wbrew intencjom jej autorów, utrudnia ona bowiem – jak ocenił SO – funkcjonowanie obywateli Ukrainy w Polsce. I to nie tylko w kwestiach, którymi zajmował się on sam, ale też w sprawach opiekuńczych oraz tych dotyczących uznawania i wykonywania orzeczeń. Nie można też zapominać, że oba państwa to też strony licznych konwencji, zaś ich przepisy wewnętrzne są bardziej liberalne niż te zawarte w łączącej je umowie.
Orzeczenie jest prawomocne.
Sygnatura akt: II Cz 438/21
Nowy tymczasowy dokument podróży w UE
- Ustawa wdraża jednolity w całej UE tymczasowy dokument podróży, zastępujący dotychczasowe rozwiązania oparte na decyzji Rady z 25.6.1996 r. w sprawie ustanowienia tymczasowego dokumentu podróży (96/409/WPZiB) (Dz.Urz. UE L z 1996 r. Nr 168, s. 4).
- Nowelizacja szczegółowo reguluje procedurę wydawania tymczasowego dokumentu podróży przez konsulów RP, w tym tryb współpracy z państwem obywatelstwa wnioskodawcy, terminy oraz przesłanki wydania dokumentu.
- Wprowadzono jednolite wzory formularza i naklejki personalizacyjne tymczasowego dokumentu podróży, określone w prawie unijnym, co ma zapewnić wysoki poziom bezpieczeństwa i zapobiec fałszerstwom.
Opis wprowadzonych zmian
Kontekst prawny i cel wdrożenia
Dyrektywa Rady (UE) 2019/997 z 18.6.2019 r. ustanawiająca unijny tymczasowy dokument podróży oraz uchylająca decyzję 96/409/WPZiB (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 163, s. 1) uchyliła dotychczas obowiązującą decyzję, na podstawie której państwa członkowskie wydawały tzw. tymczasowy dokument podróży (emergency travel document). Dyrektywa 2019/997/UE ustanowiła ujednolicony, bardziej bezpieczny dokument, którego specyfikacje techniczne i procedury wydawania zostały dostosowane do współczesnych standardów bezpieczeństwa.
Dyrektywa delegowana Komisji (UE) 2024/1986 z 6.5.2024 r. zmieniająca dyrektywę Rady (UE) 2019/997 w odniesieniu do pola przeznaczonego do odczytu maszynowego w unijnym tymczasowym dokumencie podróży (Dz.Urz. UE L z 2024 r., s. 1986) uzupełniła przepisy, zmieniając specyfikację pola przeznaczonego do odczytu maszynowego w tymczasowym dokumencie podróży. Celem tego aktu jest dostosowanie dokumentu do standardów Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (dalej: ICAO), w szczególności dokumentu ICAO nr 9303 dotyczącego czytelności i zabezpieczeń dokumentów podróży.
Nowelizacja z 9.7.2025 r. zapewnia pełną implementację obu dyrektyw i określa zadania konsulów RP w zakresie wydawania tymczasowego dokumentu podróży obywatelom państw członkowskich UE, którzy nie są reprezentowani w państwach trzecich.
Zakres zastosowania i przesłanki wydania tymczasowego dokumentu podróży
W nowelizacji dodano do ustawy z 25.6.2015 r. – Prawo konsularne (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1329; dalej: PrKonsul) nowy rozdział (art. 48a–48m), regulujący tryb postępowania w sprawach tymczasowego dokumentu podróży. Kluczowe przesłanki wydania dokumentu obejmują sytuacje, w których:
- obywatel UE utracił paszport lub inny dokument podróży;
- dokument uległ zniszczeniu;
- państwo obywatelstwa nie jest w stanie w rozsądnym terminie wydać paszportu lub innego dokumentu podróży.
Dokument jest przeznaczony wyłącznie do jednokrotnego użycia i służy powrotowi do państwa obywatelstwa, państwa zamieszkania lub – w szczególnie uzasadnionych przypadkach – do innego miejsca docelowego (np. kraju sąsiadującego, w którym znajduje się ambasada lub konsulat państwa obywatelstwa). Tymczasowy dokument podróży jest co do zasady ważny maksymalnie 15 dni, z możliwością wydłużenia w wyjątkowych okolicznościach.
Procedura konsularna
Nowelizacja precyzuje szczegółowy tryb działania konsula:
- wniosek o wydanie tymczasowego dokumentu podróży składa się na formularzu w języku polskim, angielskim lub francuskim, wraz z osobistym stawiennictwem wnioskodawcy; w wyjątkowych sytuacjach konsul może odstąpić od tego wymogu;
- konsul w terminie dwóch dni roboczych od przyjęcia wniosku zwraca się do państwa obywatelstwa o potwierdzenie danych wnioskodawcy, przesyłając odwzorowania dokumentów i wizerunek twarzy;
- państwo obywatelstwa ma trzy dni robocze na odpowiedź; brak sprzeciwu oznacza zgodę na wydanie dokumentu;
- w nagłych przypadkach, przy wyczerpaniu możliwości kontaktu, konsul może wydać tymczasowy dokument podróży bez uzyskania uprzedniego potwierdzenia danych, informując następnie państwo obywatelstwa o wydaniu dokumentu.
Rozwiązania te zapewniają równowagę między koniecznością szybkości działania a obowiązkiem weryfikacji danych, co ma znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa.
Specyfikacja techniczna i bezpieczeństwo dokumentu
Ustawa przewiduje stosowanie jednolitego w całej UE formularza tymczasowego dokumentu podróży i naklejki personalizacyjnej. Dokument zawiera dane osobowe posiadacza (imię, nazwisko, obywatelstwo, data urodzenia, płeć, wizerunek twarzy) oraz dane dotyczące samego dokumentu i podróży (organ wydający, data wydania, data ważności, numer formularza, miejsce docelowe).
Wszystkie wpisy dokonywane są w formie drukowanej, z dopuszczeniem odręcznej personalizacji wyłącznie w przypadkach siły wyższej. Formularze i naklejki są drukami ścisłego zarachowania, przechowywanymi w miejscach zabezpieczonych przed nieuprawnionym dostępem.
Rozwiązania te odpowiadają unijnym wymogom w zakresie zapobiegania fałszerstwom i nadużyciom, a także zapewniają jednolity standard wizualny dokumentu w całej UE.
Anulowanie i zwrot dokumentu
Osoba, która skorzystała z tymczasowego dokumentu podróży, jest zobowiązana do jego zwrotu do dowolnego konsula RP w celu anulowania (przedziurkowania i przecięcia dokumentu). Możliwe jest także odesłanie dokumentu pocztą. Rozwiązanie to zwiększa elastyczność dla podróżnych i jednocześnie zabezpiecza obrót prawny, eliminując możliwość ponownego użycia dokumentu.
Ochrona danych i przetwarzanie informacji
Nowelizacja wprowadza szczegółowe zasady przetwarzania danych osobowych związanych z tymczasowym dokumentem podróży:
- konsul przechowuje dane maksymalnie przez 180 dni;
- po upływie tego terminu dane są usuwane z rejestrów i brakowane;
- wnioskodawca ma prawo weryfikacji i korekty danych, jeśli w dokumencie pojawią się nieprawidłowości.
Przyjęte rozwiązania skracają okres przechowywania danych względem innych czynności konsularnych, co jest zgodne z dyrektywą 2019/997/UE i zasadą minimalizacji danych w prawie ochrony danych osobowych.
Obowiązki administracyjne i raportowanie
Minister właściwy do spraw zagranicznych zapewnia konsulom blankiety formularzy i naklejek personalizacyjnych oraz nadzoruje ich dystrybucję. Ponadto konsulowie zobowiązani są do prowadzenia ewidencji błędnie spersonalizowanych formularzy i naklejek.
Zgodnie z art. 48n PrKonsul minister przekazuje corocznie Komisji Europejskiej dane dotyczące liczby wydanych tymczasowych dokumentów podróży, obywatelstwa posiadaczy oraz przypadków fałszerstw. Rozwiązanie to wpisuje się w unijny system monitorowania stosowania dyrektywy i ma znaczenie dla bezpieczeństwa dokumentów podróży w całej Wspólnocie.
Etap legislacyjny
Ustawa z 9.7.2025 r. została ogłoszona w Dzienniku Ustaw RP i wejdzie w życie 9.12.2025 r. W tym terminie Polska rozpocznie stosowanie przepisów unijnych dotyczących jednolitego tymczasowego dokumentu podróży. Nowelizacja stanowi pełną implementację dyrektywy 2019/997/UE oraz dyrektywy 2024/1986/UE, zapewniając obywatelom UE jednolite i bezpieczne rozwiązania w zakresie ochrony konsularnej.
Projekt kryminalizacji zjawiska patostreamingu
Najważniejsze założenia nowelizacji:
Projekt zmian w KK zakłada karalność publikowania w internecie treści ukazujących:
- popełnienie przestępstwa umyślnego zagrożonego karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5, przeciwko życiu lub zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece, przestępstwa z użyciem przemocy,
- znęcanie się nad zwierzęciem lub zabicie zwierzęcia,
- naruszenie nietykalności cielesnej prowadzące do poniżenia lub upokorzenia innej osoby;
Karane będzie również publikowanie treści pozorujących wyżej wymienione czyny. Projektodawca wprowadził typ kwalifikowany przestępstwa, w przypadku gdy patostreaming ma na celu osiągnięcie korzyści majątkowej oraz kontratyp, wyłączający odpowiedzialność karną w przypadku działania w obronie społecznie uzasadnionego interesu lub zasługującego na uwzględnienie interesu prywatnego.
Za powyższe czyny przewidziano karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat, a w typie kwalifikowanym – 6 miesięcy do lat 8.
Kontekst społeczny i przykłady patostreamingu
Zjawisko patostreamingu budzi ogromne kontrowersje i niepokój społeczny. Polega ono na transmitowaniu w internecie brutalnych, poniżających lub przestępczych zachowań – często nie tylko dla rozrywki widzów, lecz także dla zysku. Z patostreamingu wiele osób uczyniło sobie bowiem sposób zarobkowania. Liczba odbiorców transmisji, tzw. followersów, dochodzi niekiedy do kilku tysięcy, a część z nich wspiera twórców finansowo poprzez darowizny.
O zjawisku patostreamingu zrobiło się głośno w debacie publicznej w związku z szeregiem szokujących incydentów transmitowanych na żywo przez tzw. patostreamerów. W uzasadnieniu projektu ustawy wskazano na kilka szczególnie bulwersujących przypadków, które unaoczniły skalę i brutalność tego procederu.
Jednym z najbardziej drastycznych przykładów była działalność rosyjskiego patostreamera i youtubera Stasa ReeFlaya, który w grudniu 2020 r. transmitował na żywo zmuszanie swojej ciężarnej partnerki do wyjścia na zewnątrz w samej bieliźnie, mimo panujących mrozów. Nawet gdy kobieta straciła przytomność, transmisja nie została przerwana. Według doniesień medialnych widzowie zapłacili za możliwość oglądania tej relacji około 1 tys. dolarów.
Patostreaming nie tylko narusza normy społeczne i moralne, ale często wiąże się z popełnianiem przestępstw na oczach tysięcy widzów – rodzice z Dąbrowy Górniczej transmitowali na żywo znęcanie się nad własnym dzieckiem, co wywołało oburzenie opinii publicznej. Patostreamer Daniel Magical, skazany prawomocnym wyrokiem za pobicie, w jednej z transmisji publicznie pochwalał zabójstwo Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W przypadku niektórych osób dokonujących przestępstw w sieci już zapadły wyroki, np. Rafonix został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata za napaść, znieważenie oraz publiczne pochwalanie przestępstwa, a Gurala oskarżono za nawoływanie do nienawiści, stosowanie gróźb karalnych, namawianie do popełniania przestępstw oraz nakłanianie osób poniżej 15. roku życia do rozbierania się przed kamerą i skazano na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, został również objęty nadzorem kuratorskim i ukarany grzywną.
Problemy w ściganiu patostreamingu
Obecnie patostreaming może wyczerpywać znamiona wielu przestępstw, takich jak np.: przemoc na tle dyskryminacyjnym (art. 119 KK), spowodowanie uszczerbku na zdrowiu (art. 156, 157 § 2 KK), udział w bójce lub pobiciu (art. 158 KK), bezprawne pozbawienie wolności (art. 189 KK), groźba karalna (art. 190 KK), nękanie (art. 190a KK), zmuszanie do określonego zachowania (art. 191 KK), seksualne wykorzystanie małoletniego (art. 200 KK), grooming (art. 200a KK) publiczne prezentowanie treści pornograficznych (art. 202 KK), znęcanie się (art. 207 KK), zniesławienie (art. 212 KK), znieważenie (art. 216 KK), naruszenie nietykalności cielesnej (art. 217 KK), zniszczenie mienia (art. 288 KK). Jednakże dotychczasowe próby egzekwowania prawa w tego typu sprawach napotykały na istotne trudności, co potwierdzają wyniki badań przeprowadzonych w 2019 r. przez firmę Puzzle Research na zlecenie Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę” we współpracy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Wskazano w nich na problemy z prawidłową kwalifikacją prawną prezentowanych zachowań w świetle obowiązujących przepisów, a także trudności w identyfikacji osób występujących w nagraniach lub uczestniczących w transmisjach jako komentatorzy oraz problematykę konfliktu pomiędzy wolnością słowa i artystycznego wyrazu a prawami innych osób.
Projektowane zmiany mają na celu wyeliminowanie tych barier i umożliwienie sprawniejszego reagowania na treści o wysokim stopniu społecznej szkodliwości.
Opinie projektu
Projekt został zaopiniowany przez Państwową Komisję do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15 oraz Sąd Najwyższy. Oba te podmioty zwróciły uwagę na negatywne skutki działań patostreamerów, jednak nie poparły rozwiązań legislacyjnych w zaproponowanym kształcie.
Państwowa Komisja do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15 wskazała, że wprowadzenie art. 255b KK stanowi istotny krok w kierunku ochrony godności i bezpieczeństwa małoletnich w przestrzeni cyfrowej, jednak projekt wymaga przemodelowania. W pierwszej kolejności Komisja zwróciła uwagę na zbyt wąskie rozumienie patostreamingu. Zdaniem komisji regulacja ograniczająca penalizację wyłącznie do przypadków publikowania treści przedstawiających umyślne czyny zabronione karą co najmniej 5 lat pozbawienia wolności i dotycząca tylko wybranych kategorii przestępstw (m.in. przeciwko życiu lub zdrowiu wolności seksualnej rodzinie i opiece) jest niewystarczająca, gdyż treści patostreamingu wykraczają poza ramy tych przestępstw, obejmując treści takie jak samookaleczenia, poniżanie i ośmieszanie osób, również w kontekście pochodzenia etnicznego, niepełnosprawności, tożsamości płciowej czy sytuacji materialnej. Tego rodzaju treści niejednokrotnie nie spełniają kryteriów przestępstw jednak są wysoce szkodliwe społecznie i także zasługują na reakcję karną. Podobne zastrzeżenia dotyczą przestępstw, które zagrożone są karą niższą niż 5 lat.
Wątpliwości wzbudziło również zastosowanie kryterium „prowadzenia do poniżenia lub upokorzenia” przy penalizacji patostreamingu treści związanych z naruszeniem nietykalności cielesnej. W ocenie Komisji, zastosowanie tak subiektywnego kryterium może skutkować trudnościami dowodowymi, arbitralnością ocen i ograniczeniem ochrony ofiar.
Komisja proponuje również zmiany lokalizacji nowego przepisu w strukturze KK, gdyż obecna propozycja budzi wątpliwości z punktu widzenia systematyki tego aktu prawnego.
Krytyczne uwagi do omawianego projektu złożył również Sąd Najwyższy, który wskazał, że uzasadnienie dla wprowadzonej kryminalizacji jest niewystarczające. Zdaniem Sądu Najwyższego w obecnym stanie prawnym zachowania patostreamerów pozostają bez reakcji karnoprawnej i nie ma potrzeby dodatkowej kryminalizacji, jakkolwiek sąd dostrzega, że taka potrzeba może wystąpić w przypadku osób innych niż sprawca przestępstwa utrwalonego na nagraniu. Zdaniem Sądu Najwyższego działanie patostreamerów – przynajmniej w pewnym zakresie – objęty jest gwarantowaną przez Konstytucję RP i EKPCz swobodą ekspresji.
Zastrzeżenia wzbudziła również penalizacja rozpowszechniania nagrań pozorujących popełnienie przestępstwa, które – zdaniem opiniodawcy – mogą prowadzić do nadmiernego ograniczenia swobody wypowiedzi i wyrazu artystycznego. Sąd Najwyższy skrytykował także wysokość sankcji przewidzianej dla typu kwalifikowanego przestępstwa, tj. działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, uznając ją za nieproporcjonalną względem innych regulacji KK.
Podsumowując, Sąd Najwyższy stwierdził, że proponowana kryminalizacja nie została dostatecznie uzasadniona i wymaga pogłębionej analizy pod kątem zasadności oraz proporcjonalności ingerencji prawa karnego. Wskazano również na konieczność uwzględnienia potencjalnych skutków dla określonych grup społecznych, w tym twórców cyfrowych, których działalność może zostać nieumyślnie objęta zakresem nowych przepisów.
Obecnie projekt znajduje się w fazie prac komisji.
„Szon patrol” to nie tylko wybryk
– „Szon patrole” niewątpliwie są przejawem nieakceptowalnego wkraczania w prywatność innej osoby, pewnego rodzaju przemocy psychicznej, i jako takie mogą być podstawą interwencji państwa – uważa prof. UJ Mikołaj Małecki. – Chodzi przede wszystkim o zapobiegnięcie większej tragedii oraz jednoznaczne wytłumaczenie sprawcy, że takie postępowanie nie jest akceptowalne w społeczeństwie – podkreśla karnista.
Prawnicy i eksperci biją na alarm, że szerzący się w mediach społecznościowych trend, polegający na publikowaniu zdjęć „nieodpowiednio” ubranych nastolatek, może być katastrofalny w skutkach. Fotografie krążące w sieci wykonują i zamieszczają prawdopodobnie nastoletni chłopcy, ubrani w odblaskowe kamizelki z nazwą „formacji”, przemierzający ulice i galerie handlowe w poszukiwaniu dziewcząt, które ich zdaniem wyglądają i zachowują się nieprzyzwoicie. Sama nazwa „patroli” to skrót od wulgarnego określenia używanego wobec kobiet. Można jednak przypuszczać, że małoletni ochotnicy nie zdają sobie sprawy, że swoim zachowaniem mogą narazić się na problemy.
Przejaw demoralizacji
Jak zaznacza prof. Małecki, już samo nagrywanie kogoś w miejscu publicznym może zostać zakwalifikowane jako wykroczenie, polegające na zakłóceniu porządku publicznego lub złośliwym niepokojeniu. – Jeśli mówimy o „zorganizowanej” akcji, użyciu specjalnych kamizelek, a więc afiszowaniu się w wyraźnym celu pokrzywdzenia innej osoby, jest to wykroczenie przeciwko spokojowi publicznemu i ochrona galerii handlowej ma podstawy do interwencji – precyzuje profesor. I radzi, aby w takich sytuacjach wezwać policję. Dodaje jednak, że w skrajnych przypadkach można mówić nawet o uporczywym nękaniu prowadzącym do naruszenia cudzej prywatności (choć zastrzega, że za takie trudno uznać jednorazowe, incydentalne nagrywanie).
Z kolei mec. Maciej Ślusarek z kancelarii SKP dodaje, że publikowanie materiałów przedstawiających osoby w sposób mający na celu ich ośmieszenie, znieważenie lub poniżenie może też wypełniać znamiona przestępstwa zniesławienia, o którym mowa w art. 212 kodeksu karnego, a w przypadku, gdy publikacja ma charakter obraźliwy, wulgarny lub poniżający, może również stanowić przestępstwo zniewagi, określone w art. 216 KK.
Jak przypominają eksperci, zgodnie z przepisami kodeksu karnego, co do zasady ponosi ją osoba, która ukończyła 17 lat. Jednakże, w przypadku osób młodszych, zastosowanie mają szczególne regulacje zawarte w ustawie o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich.
– Zgodnie z tą ustawą o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, odpowiedzialność za czyny karalne może być przypisana również osobom, które ukończyły 13 lat, ale nie przekroczyły 17. roku życia. Wówczas prowadzone jest wobec nich postępowanie w sprawach o czyny karalne, które może skutkować zastosowaniem środków wychowawczych, leczniczych lub poprawczych przez sąd rodzinny – wskazuje mec. Maciej Ślusarek.
W praktyce oznacza to, że wobec osób nieletnich, które ukończyły 10 lat, w zależności od wieku sprawcy, rodzaju czynu oraz stopnia jego szkodliwości społecznej, możliwe jest zastosowanie różnorodnych środków – od upomnienia, przez obowiązek przeproszenia pokrzywdzonego, aż po umieszczenie w zakładzie wychowawczym.
Dzieje się w socjalach
Problem już od sierpnia sygnalizują psychologowie szkolni, zarówno z małych miejscowości, jak i stołecznych placówek. Jak obrazuje Patryk Hałajczak, przewodniczący warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i praktyk pracujący w przedszkolu oraz szkołach podstawowych i ponadpodstawowych, działalność „szon patroli” szczególnie uderza w dziewczyny po podstawówkach, które ze stygmą muszą zaczynać naukę w nowych placówkach.
– Nie chcą do nich chodzić, bo do sieci trafiają ich zdjęcia, publikowane oczywiście bez ich zgody i często opatrzone obraźliwymi komentarzami – alarmuje ekspert. Przypomina przy tym, że poczucie wstydu i odrzucenia w skrajnych przypadkach może prowadzić do tragicznych skutków. A taka forma ataku – może być szczególnie bolesna dla tych, którzy już zmagają się z problemami i mają za sobą np. pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
Zdaniem specjalisty w takim zachowaniu nie sposób nie dostrzec cienia ideologii i narracji skrajnie mizoginistycznej.
– Same dzieci – o ile nie wiedzą, jakie są ich źródła – przejmują język i schematy zachowań, utrwalających dyskryminację kobiet – ocenia. I zastrzega, że najgorsze, co w takiej sytuacji można zrobić, to zbagatelizować problem. Szkoła powinna dać jasny sygnał, że na podobne zachowania nie ma zgody – również po lekcjach. Patryk Hałajczak przyznaje jednak, że walka z hejtem w mediach społecznościowych z przyczyn oczywistych jest bardzo trudna. – Rodzice często nie mają pojęcia, co się tam dzieje, sprawcy bywają nieuchwytni, a wiele zjawisk przenosi się do podziemia. Jednak trzeba pamiętać, że są one jedynie narzędziem do stosowania przemocy, a jej przyczyna leży gdzieś indziej – zauważa.
Mechanizm łatwego ulegania trendom tłumaczy też prof. Marek Konopczyński z Uniwersytetu w Białymstoku i Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk. Jak podkreśla, dla osób w wieku „patrolujących”, czyli w momencie uspołeczniania, kluczowy jest tzw. mechanizm naśladownictwa.
– Działalność takich grup kojarzy mi się z akcjami tzw. obrońców granicy, czyli narodowców, którzy dają sobie prawo do decydowania, kto jest prawdziwym Polakiem, a kto nie. Podobnie też się ubierają w kamizelki odblaskowe z napisami i podobnie zachowują – uważa profesor. Jego zdaniem w Polsce niestety rośnie w siłę kulturowy trend nacjonalistyczny, uwidaczniający się między innymi właśnie w takim zachowaniu nastolatków. – To przejaw wiary w ideologię szerzoną nie tylko przez konserwatywny odłam narodowców, ale również przez Kościół, wyznaczający rolę kobiety jako jednostki podporządkowanej, skromnej i nieprowokującej. Nasuwa się też skojarzenie z tzw. strażnikami rewolucji islamskiej, tropiącymi nieobyczajne zachowania kobiet – argumentuje ekspert.
Według prof. Konopczyńskiego, takiego postępowania nie da się już uznać za zwykły hejt internetowy, bo należy je kwalifikować jako przemoc rówieśniczą. Dawanie sobie prawa do pilnowania „porządku obyczajowego” i piętnowania dziewcząt, uznaje on zaś za zjawisko skrajnie niebezpieczne. – Jeśli młodym ludziom się to podoba, to znaczy, że uspołeczniają się oni w sposób nieprawidłowy, a ich socjalizacja będzie opierała się na piętnowaniu osób, które im się nie podobają. Konsekwencje mogą być przerażające – przewiduje. Jakie? Zdaniem eksperta, następne akcje mogą być wymierzone przeciwko osobom o innym kolorze skóry czy orientacji seksualnej. Profesor uważa, że bez edukacji samo karanie sprawców nie przyniesie efektu, a jedyne, co „zyskać” może na tym społeczeństwo, to kolejne niebezpieczne osoby w jego szeregach.
Grożą konsekwencje
Jak mówi mec. Maciej Ślusarek, działania podejmowane przez tzw. Szon patrole naruszają nie tylko dobra osobiste osób uwiecznionych na zdjęciach (prywatność, wizerunek, dobre imię), lecz także godzą w ich podstawowe prawa i wolności zagwarantowane w konstytucji.
– Osoby poszkodowane w wyniku bezprawnego rozpowszechnienia ich wizerunku, naruszenia dobrego imienia i prywatności mają prawo dochodzić od naruszyciela szeregu roszczeń przewidzianych przez obowiązujące przepisy prawa cywilnego. Przede wszystkim mogą żądać natychmiastowego zaprzestania dalszych naruszeń, w tym usunięcia opublikowanych materiałów oraz powstrzymania się od ich dalszego rozpowszechniania – wylicza ekspert.
Jak dodaje, ponadto poszkodowany ma prawo domagać się zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę, która może przejawiać się m.in. w poczuciu upokorzenia, stresie czy utracie poczucia bezpieczeństwa. – W sytuacji, gdy w wyniku bezprawnego działania doszło również do powstania szkody majątkowej (np. utraty możliwości zarobkowania czy kosztów leczenia psychologicznego), osoba poszkodowana może dochodzić również odszkodowania – wskazuje mec. Ślusarek, który podkreśla, że odpowiedzialność za szkodę na podstawie przepisów kodeksu cywilnego, może ponosić osoba, która ukończyła 13 lat. W przypadku osób młodszych, odpowiedzialność cywilną za wyrządzoną szkodę ponoszą ich opiekunowie.
Jesteśmy panami swojego wizerunku
Ale to nie wszystko. Jak dodaje mec. Dariusz Pluta z kancelarii Małecki Pluta Dorywalski Wiegner, już sama publikacja fotografii bez zgody zainteresowanej osoby, jest naruszeniem prawa (w przypadku dzieci potrzebna jest zgoda rodziców lub opiekunów prawnych). – Warto pamiętać, że w przypadku publikacji wizerunku osoby bez jej zgody, w pierwszej kolejności trzeba brać pod uwagę to, czy ten wizerunek jest rozpoznawalny, co oznacza, że można przedstawioną na zdjęciu zidentyfikować – mówi mec. Dariusz Pluta, zastrzegając, że nie dotyczy to wizerunku osób publicznych czy utrwalenia danej postaci jako element tła.
Inaczej rzecz się przedstawia, gdy ktoś sam publikuje jakiś swój wizerunek, który jest następnie przedmiotem komentarza.
– Świadoma publikacja swojego zdjęcia w internecie zakłada swoistą zgodę na poddanie się pod ocenę innych użytkowników sieci. Jednak nawet w takich sytuacjach, kiedy komentarze są wulgarne lub stanowią zniewagę, to wówczas mamy do czynienia z przemocą słowną, która w żaden sposób nie jest chroniona. Natomiast mogą się pojawiać komentarze krytyczne, niezawierające elementu wulgarności czy znieważenia, lecz będące oceną tego, co zostało upublicznione. Przykładowo, jeśli rówieśnik zobaczy roznegliżowane zdjęcie swojej koleżanki, np. na Instagramie i zwróci jej uwagę w sposób nieuwłaczający godności, to nie wykluczam, że takie zachowanie byłoby dopuszczalne, bo dzieci też mają prawo do krytyki – zastrzega mec. Pluta.
Jak dodaje, dzieci w ocenach w stosunku do swoich rówieśników, potrafią być brutalne, komentując ubiór, wagę, poziom sprawności etc.
– Tak było, jest i pewnie będzie, natomiast to od dorosłych zależy, jak będą na to reagować. Nie tylko dlatego, że zgodnie z kodeksem cywilnym odpowiadają oni za działania swoich dzieci na podstawie przepisów o tzw. winie w nadzorze, to oni będą ponosić ewentualne konsekwencje działań podejmowanych na drodze cywilnoprawnej. Chodzi mi też o odpowiedzialność dorosłych jako społeczeństwo czy jako twórcy prawa, które nie nadąża za wyzwaniami współczesnego świata, którego uczestnikami są dzieci.
Prawnik przypomina, że przepisy restrykcyjnie ograniczają dostęp małoletnich do alkoholu, tytoniu, e-papierosów, napojów energetycznych, a nawet solariów. Jednocześnie dostęp do narzędzi świata cyfrowego, które z jednej strony mogą narazić ich na krzywdę, a z drugiej umożliwiać jej wyrządzenie, jest praktycznie niemalże nieograniczony.
– Problem w tym zaczynamy dostrzegać dopiero wtedy, kiedy wybucha jakieś spektakularne niepokojące zjawisko. Może więc trzeba poważnie pomyśleć nad jakąś formą skutecznej regulacji ograniczającej dostęp do sieci dla nieletnich – wskazuje adwokat.
Korzystanie z dowodów nielegalnych w centrum debaty legislacyjnej
- Najważniejszą zmianą jest niedopuszczalność przeprowadzania i wykorzystania dowodu uzyskanego za pomocą czynu zabronionego.
Aktualne brzmienie i główne zarzuty
Obowiązujące od 2016 r. brzmienie art. 168a KPK przewiduje, że dowodu nie można uznać za niedopuszczalny wyłącznie dlatego, że został uzyskany z naruszeniem prawa, chyba że nastąpiło to w wyniku czynu zabronionego polegającego na zabójstwie, umyślnym spowodowaniu uszczerbku na zdrowiu lub pozbawieniu wolności. W praktyce oznacza to szerokie otwarcie na wykorzystanie w procesie karnym dowodów zdobytych nielegalnie, np. poprzez bezprawny podsłuch, nieuprawnione przeszukanie czy nielegalny monitoring.
Jak wskazano w uzasadnieniu do projektu ustawy, rozwiązanie to od początku spotykało się z szeroką krytyką doktryny i środowisk prawniczych, które podkreślają, że narusza ono fundamentalne gwarancje procesowe stron, podważa zaufanie do państwa prawa i może wręcz zachęcać organy ścigania do obchodzenia przepisów.
Na tle obowiązującego od 2016 r. przepisu swoje wątpliwości zgłosiły zarówno Rzecznik Praw Obywatelskich, jak i Krajowa Rada Sądownictwa. RPO zarzucał art. 168a KPK niezgodność m.in. z art. 2, art. 7, art. 31 ust. 3, art. 40, art. 42 ust. 2, art. 45 ust. 1, art. 47 i art. 51 ust. 2 i 4 Konstytucji RP, podkreślając, że dowody zdobyte bezprawnie nie mogą być podstawą sprawiedliwego procesu. KRS wskazywała dodatkowo na naruszenie art. 32 ust. 1, art. 174 i art. 178 ust. 1 i 2 Konstytucji RP – przez przyznanie waloru dowodowego materiałom uzyskanym za pomocą czynu zabronionego.
Projektodawcy przypomnieli, że Trybunał Konstytucyjny miał przesądzić o konstytucyjności analizowanego przepisu (sprawy K 27/16 oraz K 30/16, rozpoznawane łącznie w sprawie K 27/16), jednak nie doszło do merytorycznego rozstrzygnięcia zarzutów, co pozostawiło problem w zawieszeniu. W konsekwencji art. 168a KPK nadal obowiązuje w obecnej formie, a wątpliwości konstytucyjne pozostają aktualne.
Uzasadniając projekt, rząd przyznał, że obecna regulacja art. 168a KPK jest nie do pogodzenia z konstytucyjnymi standardami ochrony praw jednostki. Zastrzegł jednocześnie, że proponowany przepis nie może być traktowany jako tama dla legalnych czynności operacyjnych. Zachowanie zgodne z regułami, nawet jeśli prowadzi do zagrożenia bądź naruszenia dobra prawnego, nie może być uznane za bezprawne.
Kierunek postulowanych zmian wpisuje się w szerszą tendencję umacniania gwarancji procesowych w polskim prawie karnym – tak, aby proces karny był nie tylko skuteczny w wykrywaniu i karaniu sprawców, lecz także sprawiedliwy i zgodny z konstytucyjnymi standardami ochrony praw jednostki.
Etap legislacyjny
Projekt został skierowany do I czytania.
Jak korzystać z KSeF 2.0: uprawnienia i ich nadawanie
Zgodnie z art. 106ga ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), podatnicy są obowiązani wystawiać faktury ustrukturyzowane przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur (oczywiście, w praktyce od 1.2.2026 r. albo od 1.4.2026 r.). Rzecz w tym, że nie każda osoba fizyczna będzie mogła takie faktury wystawiać (oraz odbierać je lub mieć do nich dostęp). Niezbędne będzie odpowiednie przygotowanie techniczne. Dlatego też przepisy wykonawcze określają po pierwsze rodzaje uprawnień do korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur, po drugie sposoby nadawania oraz odbierania uprawnień do korzystania z KSeF (wraz z wzorem zawiadomienia o nadaniu oraz odebraniu tych uprawnień) a po trzecie sposoby uwierzytelniania podmiotów korzystających z KSeF, a także wymagania techniczne dla tych sposobów uwierzytelniania. Ten ostatni wątek rozwiniemy w innym tekście, tu skupiając się na dwóch pierwszych.
Rodzaje uprawnień KSeF
Pierwszym uprawnieniem jest uprawnianie do nadawania oraz odbierania uprawnień do korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur. Posiada je sam podatnik albo osoba fizyczna wskazana przez podatnika (także przez grupę VAT lub jednostkę nadrzędną JST lub organ egzekucyjny w okolicznościach art. 106c VATU). Uprawnienia ww. posiadać może także osoba fizyczna wskazana przez osobę fizyczną posiadającą uprawnienie do nadawania i odbierania uprawnień do korzystania z KSeF. Możliwe jest więc w tym zakresie coś na kształt „dalszego pełnomocnictwa”.
Drugim uprawnieniem jest uprawnienie do wystawiania lub dostępu do faktur ustrukturyzowanych (i faktur offline24, wystawianych w czasie niedostępności lub awarii KSeF). Posiada je sam podatnik albo osoba fizyczna wskazana przez podatnika (także przez grupę VAT lub jednostkę nadrzędną JST lub organ egzekucyjny w okolicznościach art. 106c VATU). Uprawnienia takie uzyskać może także osoba fizyczna wskazana przez osobę fizyczną posiadającą uprawnienie do nadawania i odbierania uprawnień do korzystania z KSeF. A także podmioty wskazane przez podatnika (jednostki podrzędne JST, grupę VAT itd.) lub osoby fizyczne wskazane przez te podmioty. A wreszcie podmiot upoważniony do wystawiania elektronicznych faktur ustrukturyzowanych (który zapewnia komunikację elektroniczną w ramach sieci Peppol, zarządzanej przez stowarzyszenie OpenPEPPOL).
Trzecim uprawnieniem jest uprawnienie do wystawiania faktur przez nabywcę towarów lub usług w ramach tzw. samofakturowania (art. 106d VATU). Posiada je wskazany przez podatnika nabywca towarów lub usług oraz podmioty uprawnione przez tego nabywcę do wystawiania faktur ustrukturyzowanych.
Czwartym (i ostatnim) rodzajem uprawnienia jest uprawnienie do wystawiania faktur RR. Posiadać je będzie nabywca produktów rolnych lub usług rolniczych wskazany przez rolnika ryczałtowego.
Sposoby nadawania uprawnień
No dobrze, tylko jak ww. uprawnienia nadać? To również wynika z przepisów wykonawczych (ściślej rzecz biorąc na dziś dzień z ich projektu). Zasadą ogólną jest, że nadawanie oraz odbieranie wszystkich ww. uprawnień do korzystania z KSeF jest dokonywane za pomocą oprogramowania interfejsowego, w sposób określony w specyfikacji tego oprogramowania, po weryfikacji posiadanych uprawnień. Wymaga ono podania NIP podatnika oraz odpowiednich danych podmiotu, któremu uprawnienie jest nadawane. Dla podmiotów innych niż osoby fizyczne będzie to NIP, nazwa i dane unikalnie powiązane z certyfikatem kwalifikowanej pieczęci elektronicznej podmiotu. W przypadku osób fizycznych będzie to NIP lub PESEL, względnie data urodzenia (dla osób bez NIP i PESEL), imię i nazwisko, numer i seria dowodu osobistego lub innego dokumentu potwierdzającego tożsamość osoby fizycznej wraz z krajem jego wydania (dla tych bez NIP i PESEL), danych unikalnych powiązanych z certyfikatem kwalifikowanego podpisu elektronicznego osoby fizyczne. Niezbędne będzie także wskazanie rodzaju uprawnienia.
Osobne dane wymagane są dla uprawnień związanych z samofakturowaniem oraz faktur RR. Tu przykładowo, nadanie oraz odebranie uprawnień do korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur przez rolnika ryczałtowego wymaga złożenia oświadczenia, o którym mowa w art. 116 ust. 3 VATU. Nadanie oraz odebranie uprawnień do wystawiania faktur VAT RR przez nabywcę produktów rolnych lub usług rolniczych wskazanego przez rolnika ryczałtowego wymaga podania numeru identyfikacji podatkowej (NIP) i nazwy nabywcy produktów rolnych lub usług rolniczych oraz numeru identyfikacji podatkowej (NIP) rolnika ryczałtowego. Z kolei nadawanie oraz odebranie uprawnień podmiotowi upoważnionemu do wystawiania elektronicznych faktur ustrukturyzowanych wymaga podania nazwy podmiotu lub imienia i nazwiska osoby fizycznej oraz ich unikalnego identyfikatora w sieci Peppol.
Są to kwestie techniczne, w które wchodzić szczegółowo nie będziemy. Bardzo ważne jest jednak to, że podatnicy inni niż osoby fizyczne, nieposługujący się pieczęcią elektroniczną nie mogą nadać uprawnień ot tak. W tym przypadku, nadawanie lub odbieranie uprawnień do korzystania z KSeF jest dokonywane przez złożenie zawiadomienia o nadaniu lub odebraniu uprawnień do właściwego naczelnika urzędu skarbowego. Chodzi o formularz ZAW-FA. Można je złożyć papierowo, ale także elektronicznie lub przez e-urząd. Zawiadomienie o nadaniu lub odebraniu uprawnień, zawiera podpis podatnika lub podmiotu, który nadaje lub odbiera uprawienie, lub podmiotu reprezentującego. Co ważne, w ten sposób do korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur może być uprawniona jedna osoba fizyczna. Będzie ona oczywiście w stanie dalej udzielać stosownych uprawnień innym podmiotom – przez interfejs. Będzie też mogła być odwołana przez złożenie kolejnego ZAW-FA. Trzeba taką osobę wybrać więc roztropnie, bo będzie ona w ulu KSeF królową matką.
Komentarz
Wielkiej rewolucji względem poprzedniej wersji przepisów nie doświadczamy. Ważne są niuanse (np. odstąpienie od wyłącznie papierowej formy ZAW-FA). Pewna część zmian odzwierciedla także zmiany legislacyjne KSeF (np. załącznik ustrukturyzowany albo poszerzony tryb offline24). To dość ważne – okazuje się, że aby wystawiać faktury poza KSeF (offline, offline24 czy awaria) niezbędne będą uprawnienia. Można to rozumieć tak, że nie będzie możliwości wystawienia takiej faktury przez osobę (podmiot), która nie uzyskała stosownego umocowania.
Certyfikat uprości procedury zamówień publicznych
Certyfikacja wykonawców to nowy instrument w zamówieniach publicznych umożliwiający weryfikację podmiotową. Dzięki niej zmniejszy się liczba obowiązków związanych ze składaniem przez wykonawców dokumentów w toku postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Uzyskają oni urzędowe potwierdzenie spełniania określonych wymogów podmiotowych warunkujących udział w takim postępowaniu. Pomimo fakultatywnego charakteru nowych rozwiązań, mogą one wpłynąć istotnie na uproszczenie i ułatwienie procedur zamówieniowych.
Rodzaje certyfikatów
Wykonawca będzie mógł uzyskać dwa rodzaje certyfikatów w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego – certyfikat potwierdzający brak podstaw do wykluczenia z postępowania („certyfikacja niepodlegania wykluczeniu”) oraz zdolność do należytego wykonania zamówienia („certyfikacja zdolności wykonawcy”). Pierwszy certyfikat ma służyć do wykazania braku podstaw wykluczenia wykonawcy z postępowania na dostawy, usługi i roboty budowlane, a drugi przeznaczony będzie do potwierdzenia spełniania warunków udziału w postępowaniu – art. 112 ust. 2 ustawy z 11.9.2019 r. Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1320; dalej: PrZamPubl).
W pierwszym z powyższych przypadków potwierdzone zostanie to, że wykonawca nie podlega wykluczeniu z postępowania na podstawie PrZamPubl, oznacza to także stosowanie przepisów dotyczących procedury tzw. self-cleaningu (art. 4 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych). Wykonawca może ubiegać się o certyfikat potwierdzający brak przesłanek do wykluczenia z postępowania zawartych w art. 108 ust. 1 pkt 1 – 5 PrZamPubl (art. 4 ust. 1 pkt 1 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych).
Potwierdzenie może obejmować też fakultatywne przesłanki, wówczas certyfikat ma potwierdzić brak podstaw do wykluczenia wykonawcy z postępowania na podstawie art. 108 ust. 1 pkt 1-5 PrZamPubl oraz wybranych przez wykonawcę podstaw wykluczenia, o których mowa w art. 108 ust. 2 PrZamPubl lub art. 109 ust. 1 pkt 1-5 lub 7-10 PrZamPubl (art. 4 ust. 1 pkt 1 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych). Potwierdzenie braku istnienia podstaw wykluczenia z postępowania o udzielenie zamówienia obejmuje również weryfikację pozostawania wykonawcy w okresie wykluczenia na podstawie art. 111 pkt 1–6 PrZamPubl (ust. 2 art. 4 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych).
W przypadku podstaw wykluczenia, o których mowa w art. 108 ust. 1 pkt 5 lub art. 109 ust. 1 pkt 8–10 PrZamPubl, potwierdzeniem braku istnienia podstaw wykluczenia z postępowania o udzielenie zamówienia nie są objęte zdarzenia będące podstawą wykluczenia, zaistniałe w postępowaniu o udzielenie zamówienia, w którym wykonawca ubiega się o udzielenie zamówienia. Zgodnie z art. 22 ust.1 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych jednostka certyfikująca może udzielić certyfikacji, pomimo wystąpienia przesłanek wykluczenia z art. 108 ust. 1 pkt 1, 2, 5 lub art. 109 ust. 1 pkt 2-5 i 7-10 PrZamPubl.
Nie odmawia się udzielenia certyfikacji niepodlegania wykluczeniu mimo niepotwierdzenia braku istnienia tych podstaw wykluczenia, o ile wykonawca wnioskował o objęcie ich zakresem certyfikacji, w przypadku gdy udowodni on podmiotowi certyfikującemu, że spełnił określone przesłanki. Jednak podmiot certyfikujący ocenia, czy podjęte przez wykonawcę czynności są wystarczające do wykazania jego rzetelności, uwzględniając wagę i szczególne okoliczności czynu wykonawcy. Jeżeli podjęte przez wykonawcę czynności nie są wystarczające do wykazania jego rzetelności, odmawia się udzielenia certyfikacji niepodlegania wykluczeniu, wraz z podaniem uzasadnienia faktycznego i prawnego.
Brak przesłanki proporcjonalności
Jednostka certyfikująca dokonuje oceny wyjaśnień wykonawcy, w szczególności czy podjęte przez wykonawcę czynności, są wystarczające do wykazania jego rzetelności, uwzględniając wagę i szczególne okoliczności czynu wykonawcy. Uznanie przez jednostkę certyfikującą wyjaśnień i udzielenie certyfikacji pomimo spełnienia się przesłanek wykluczenia wiąże wszystkich zamawiających. Warto wskazać, iż w procedurze certyfikacji niepodlegania wykluczeniu w ramach badania przesłanek self-cleaningu brakuje przesłanki proporcjonalności.
Drugi rodzaj certyfikatu, o który może ubiegać się wykonawca potwierdza spełnienie warunków udziału w postępowaniu, czyli posiadanie przez wykonawcę odpowiednich zasobów, doświadczenia, kwalifikacji czy potencjału technicznego umożliwiających należyte wykonanie zamówienia publicznego. Zgodnie z art. 5 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych dotyczy to zdolności do występowania w obrocie gospodarczym, uprawnień do prowadzenia określonej działalności gospodarczej lub zawodowej, sytuacji ekonomicznej lub finansowej oraz zdolności technicznej lub zawodowej.
Wykonawca, w przypadku certyfikacji zdolności, wskazuje zdolność do należytego wykonania zamówienia na roboty budowlane, dostawy lub usługi, która ma być potwierdzona certyfikacją, a także określa np. sposób spełnienia zdolności, w przypadku gdy dotyczy ona zakresu, o którym mowa w art. 112 ust. 2 pkt 1 i 2 PrZamPubl, sposób spełnienia zdolności i jej poziom, w przypadku gdy zdolność ta dotyczy zakresu, o którym mowa w art. 112 ust. 2 pkt 3 PrZamPubl.
Postępowanie w sprawie udzielenia certyfikacji
Proces certyfikacji przeprowadzany będzie przez niezależne od zamawiającego wyspecjalizowane podmioty. Wszczęcie postępowania następuje na wniosek wykonawcy ubiegającego się o wydanie certyfikatu. Podstawą jest umowa z podmiotem, który posiada akredytację Polskiego Centrum Akredytacji (PCA), a w przypadku certyfikacji niepodlegania wykluczeniu należy do sektora finansów publicznych lub jest jednoosobową spółką Skarbu Państwa (art.14 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych). Certyfikacji zdolności wykonawcy udzielają podmioty certyfikujące akredytowane zgodnie z procedurą udzielenia akredytacji podmiotom certyfikującym. Wykonawca składa wniosek, który powinien zawierać określone elementy (art. 16 ust. 2 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych). Ustawa określa, że procedura certyfikacji wykonawców zamówień publicznych powinna być przeprowadzona przez podmiot certyfikujący w terminie 30 dni od dnia zawarcia umowy, chyba że strony umowy ustalą inny termin (art. 20 ust. 1 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych).
W toku procedury certyfikacji, podmiot certyfikujący bada sytuację wykonawcy w zakresie objętym wnioskiem o certyfikację. Zakończenie procedury certyfikacji oznacza zawiadomienie wykonawcy przez podmiot certyfikujący o udzieleniu bądź o odmowie udzielenia certyfikacji. Procedura certyfikacji rozpoczyna się z dniem zawarcia umowy. Podstawy do odmowy certyfikacji w przypadku certyfikacji niepodlegania wykluczeniu będą dotyczyły braku potwierdzenia istnienia podstaw wykluczenia wykonawcy z udziału w postępowaniu w zakresie objętym procedurą. Jeśli certyfikacja dotyczy zdolności wykonawcy to odmowa będzie dotyczyła niepotwierdzenia posiadania przez wykonawcę zdolności do należytego wykonania zamówienia, w zakresie objętym procedurą certyfikacji. Podmiot certyfikujący wraz z odmową udzielenia przekazuje wykonawcy uzasadnienie faktyczne i prawne swojej decyzji.
Certyfikat w formie elektronicznej
Wykonawca, w terminie 21 dni od dnia doręczenia mu zawiadomienia o odmowie, będzie mógł złożyć zastrzeżenia. Podmiot certyfikujący jest zobowiązany do rozpatrzenia zastrzeżeń w terminie nie dłuższym niż 14 dni od dnia ich wniesienia przez wykonawcę. Ponowna odmowa certyfikacja oznacza dla wykonawcy negatywne zakończenie procedury (art. 23 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych). Certyfikacja jest udzielana, zgodnie z żądaniem wykonawcy, na okres od roku do 3 lat, licząc od dnia jej udzielenia (Art. 7 ust. 1 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych). Zgodnie z art. 24 ust.1 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych po udzieleniu certyfikacji wykonawca otrzymuje certyfikat, który wydawany jest w postaci elektronicznej, w języku polskim, a na wniosek wykonawcy dodatkowo w jednym z języków powszechnie używanych w handlu międzynarodowym (art. 24 ust. 4 ustawy o certyfikacji wykonawców zamówień publicznych).
Wydane certyfikaty są zamieszczane w ogólnodostępnej i bezpłatnej Bazie Danych o Certyfikacji Wykonawców Zamówień Publicznych. Gromadzone w niej dane dotyczą certyfikatów, które są ważne, utraciły ważność lub ich ważność została zawieszona. W bazie znajdują się informacje o wykonawcach ubiegających się o udzielenie certyfikacji i podmiotach certyfikujących.
Warto na koniec dodać, że wykonawca nieposiadający certyfikatu będzie mógł wykazać brak podstaw wykluczenia z postępowania lub spełnianie warunków udziału w postępowaniu w dotychczasowy sposób.
Trybunał Konstytucyjny dla apolitycznych prawników
Obsada Trybunału Konstytucyjnego systematycznie się kurczy. Jeszcze w grudniu, po zapowiadanym odejściu Krystyny Pawłowicz i zakończeniu kadencji sędziego Michała Warcińskiego, skład TK zmniejszy się do dziewięciu osób, a liczba wakatów urośnie do sześciu. To zaś oznacza, że Trybunał utraci możliwość sformowania pełnego składu, do którego potrzebny jest udział co najmniej 11 sędziów. To z kolei grozi brakiem możliwości rozpatrywania tak istotnych spraw, jak zbadanie zgodności z konstytucją ustawy przed jej podpisaniem przez prezydenta czy umowy międzynarodowej przed ratyfikacją. Co prawda TK stwierdził niekonstytucyjność przepisów ustanawiających kworum pełnego składu, ale wyrok ten, jak wszystkie inne w ostatnim czasie, nie został opublikowany.
Coraz więcej wakatów
Problemów z pełnym składem można byłoby uniknąć, gdyby Sejm systematycznie obsadzał pojawiające się w Trybunale Konstytucyjnym wakaty sędziowskie. Koalicja rządząca, nie chcąc legitymizować działań obecnego TK, konsekwentnie nie zgłasza kandydatów na sędziów, a kandydatury wysuwane przez PiS nie uzyskują odpowiedniej większości głosów. Jeśli te działania będą kontynuowane, to jesienią 2026 r. w TK nieobsadzonych będzie osiem miejsc, czyli ponad połowa składu.
Takie postępowanie rządzących krytycznie oceniają prawnicy. Jak niedawno informowaliśmy, zdecydowana większość uczestników Panelu Prawników „Rzeczpospolitej” uważa, że sędziów TK należy jak najszybciej wybrać. Eksperci wskazują, że nieobsadzanie wakatów nie tylko nie przywraca legitymacji temu organowi, ale może pogłębiać instytucjonalną stagnację i chaos. Póki co rząd nie proponował wyboru nowych sędziów TK, choć z obozu rządzącego płyną sygnały wskazujące, że scenariusz ten jest coraz śmielej brany pod uwagę.
W tym kontekście jednak złowrogo brzmieć mogą słowa wypowiedziane przez prezydenta Karola Nawrockiego, który zgodnie z przepisami odbiera ślubowanie od sędziów TK wybranych przez Sejm.
– Nie będę awansował ani nominował tych sędziów, którzy godzą w porządek konstytucyjnoprawny RP. A będę promował, awansował i nominował tych sędziów, którzy porządek konstytucyjnoprawny RP zgodnie z konstytucją i ustawami przyjętymi przez polski parlament i podpisanymi przez pana prezydenta respektują – zapowiedział prezydent w swoim pierwszym orędziu.
Nie można dalej czekać
Co oznacza ta deklaracja głowy państwa w kontekście sytuacji w TK?
Według konstytucjonalisty dr Tomasza Zalasińskiego potwierdza to formułowane przez niego już wcześniej na łamach „Rzeczpospolitej” obawy. – Próba jednoczesnego wyboru większości sędziów Trybunału pod koniec kadencji obecnego parlamentu zwiększa ryzyko powtórzenia się sytuacji z 2015 r., kiedy prezydent Andrzej Duda odmówił przyjęcia ślubowania od prawidłowo wybranych sędziów – wskazuje ekspert.
Zauważa, że rola głowy państwa w procesie obsadzania wakatów sędziowskich w TK odróżnia się od procedury powoływania sędziów sądów powszechnych i SN, gdyż sędziów TK wybiera Sejm.
– Niestety przykład sprzed dekady i nocne zaprzysiężenie sędziów dublerów wskazują, że prezydent może wykorzystać te swoje uprawnienia ustawowe do obstrukcji procesu wyboru sędziów TK. Uważam takie prawdopodobieństwo za bardzo wysokie. Dlatego proces wyboru sędziów powinien być w sposób idealnie zgodny z konstytucją, a żadna ze stron politycznego sporu nie może mieć poczucia, że przejęła większość w TK. W obecnej, szczególnie trudnej sytuacji politycznej, Trybunał powinien odzyskać rolę niezależnego arbitra, który będzie strzegł praworządności, praw i wolności jednostki, rzetelności procesu legislacyjnego niezależnie od kolorytu sprawujących władzę – twierdzi dr Zalasiński.
Według niego konsekwencje takiego postępowania prezydenta byłyby destrukcyjne dla polskiego ustroju i pogłębiłyby zapaść, w której znalazł się Trybunał.
– Konfrontacja sił politycznych, którą obecnie obserwujemy, rodzi olbrzymie ryzyko powstania „drugiego pokolenia” sędziów dublerów w Trybunale Konstytucyjnym, co doprowadzi w efekcie do całkowitego upadku idei kontroli konstytucyjności prawa w Polsce. Prezydent Nawrocki może ten proces naprawić, może też doprowadzić do jego skrajnej destrukcji – mówi dr Zalasiński.
Podziela jednak pogląd, że Sejm powinien obsadzić wakaty w Trybunale niezwłocznie, a na sędziów wybrać osoby, które zarówno swoim dorobkiem zawodowym, jak i postawą nie dadzą prezydentowi podstaw do jakichkolwiek wątpliwości dotyczących ich zaprzysiężenia.
TK nie dla zasłużonych dla partii
Z tym stanowiskiem zgadza się prof. Maciej Gutowski z UAM w Poznaniu. – Po latach politycznych nominacji do TK posłowie powinni w końcu wybrać na sędziów topowych polskich prawników z ekstraklasy prawniczej. Odpaść powinni działacze partyjni, którzy formalnie jedynie są prawnikami oraz znajomi po wymęczonych doktoratach lub habilitacjach – mówi prof. Gutowski.
Zwraca przy tym uwagę, że zgodnie z obowiązującym prawem sędzia TK powinien wyróżniać się wiedzą prawniczą spośród spełniających wymogi niezbędne do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego. Jak podkreśla, zwłaszcza w ostatnich latach wymogi te były pomijane, a do Trybunału trafiały przede wszystkim osoby zasłużone dla partii.
Profesor Gutowski zaznacza też, że z prawnego punktu widzenia prezydent nie ma w procesie obsadzania TK żadnych prerogatyw. Po prostu odbiera ślubowanie. Zastrzega jednak, że naruszenie dokonane w 2015 r. przez Andrzeja Dudę może rodzić pewne ryzyko jego powtórzenia w przyszłości i powołania kolejnych sędziów dublerów.
Słowa prezydenta niczym przestroga
– Czy prezydent Nawrocki zdecyduje się na to? Tego nie wiem, jednak jego buńczuczne zapowiedzi mogą sugerować, że jest takie ryzyko. Byłyby to jednak działania całkowicie niezgodne z prawem. Jego wypowiedź starałbym się więc potraktować jako przestrogę i skłonić Sejm do wyboru sędziów TK spośród rzeczywiście najlepszych, apolitycznych prawników w kraju. Taki wybór przysłużyłby się sądowi konstytucyjnemu, mógłby prowadzić do jego częściowej naprawy oraz minimalizowałby ryzyko obstrukcji zaprzysiężenia wybranych sędziów przez prezydenta.
dr Maciej Pach
Katedra Prawa, Konstytucyjnego UJ
Dostrzegam realne niebezpieczeństwo tego, że prezydent Karol Nawrocki, jeszcze bardziej konfrontacyjny wobec obecnego rządu, niż jego poprzednik, odmówi odebrania ślubowania od sędziów TK, których wybierze obecny Sejm. Byłoby to oczywiście całkowicie niezgodne z konstytucją, ponieważ prezydent nie jest organem uczestniczącym w procedurze wyboru sędziów Trybunału. Prezydent organizuje jedynie ceremonię zaprzysiężenia. Jeżeli jednak ten scenariusz się spełni to wybrani sędziowie nie będą mogli podjąć obowiązków sędziowskich. To, po pierwsze, uniemożliwi Trybunałowi orzekanie w pełnym składzie, do sformowania którego potrzebne jest kworum 11 sędziów. Po drugie, nie mniej ważne, doprowadzi do powtórki z 2015 r., kiedy prezydent Andrzej Duda nie odebrał ślubowania od prawidłowo wybranych sędziów i zaprzysiągł tzw. sędziów dublerów. Z tym, że obecnie może to być większa fala nieprawidłowo powołanych sędziów, co pogłębi upadek Trybunału Konstytucyjnego. Mimo tego ryzyka Sejm powinien skończyć z niekonstytucyjną praktyką blokady wyboru nowych sędziów Trybunału i obsadzić wakujące stanowiska. Do Trybunału powinni trafić wybitni eksperci prawa konstytucyjnego, którym nie można zarzucić zbliżenia z jakąkolwiek opcją polityczną. A takich prawników można bez trudu znaleźć. Pytanie tylko, czy będą oni chcieli orzekać w Trybunale zarządzanym przez Bogdana Święczkowskiego.
KSeF 2.0: systemowy tryb offline, czyli faktura ze wsteczną datą
Zgodnie z art. 106na ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), fakturę ustrukturyzowaną uznaje się za wystawioną w dniu jej przesłania do KSeF. Podatnicy muszą więc rozróżniać datę wygenerowania faktury ustrukturyzowanej, datę przesłania jej do KSeF oraz datę wystawienia faktury, wskazaną w jej treści (w słynnym już polu P 1). Takie rygorystyczne podejście zakłada więc daleko idącą dyscyplinę podatników. Oto bowiem idąc tym tropem nie można już wystawić faktury ze skuteczną „datą wsteczną”, chociażby system finansowo-księgowy technicznie dopuszczał taką możliwość (merytorycznie naganną i niezgodną z przepisami, żeby nie było wątpliwości, proszę Państwa). Wysyłka faktury do KSeF stać się miała zdarzeniem obiektywnym, jeśli miała miejsce np. 16.6.2026 r. to nie może być to 15.6.2026 r.
Prawda?
Być może nie do końca. Jedną z najdalej idących modyfikacji KSeF 2.0 jest wprowadzenie trybu offline24 w swojej rozszerzonej formie. Z zasady, data wystawienia faktury ustrukturyzowanej (w trybie „online”) wskazana przez podatnika w polu P 1 powinna być zgodna z datą przesłania faktury do KSeF. Jeśli daty te różnić się będą od siebie (w praktyce, data wystawienia jest wcześniejsza) to prymat nadany został właśnie dacie wskazanej w polu P 1.
Tryb offline24 „w systemie”
Zgodnie z projektowanym art. 106nda ust. 1 VATU, podatnicy będą mogli wystawiać nie tylko faktury ustrukturyzowane, ale także faktury w postaci elektronicznej, zgodnie ze wzorem udostępnionym przez Ministerstwo Finansów. Niezwłocznie, nie później niż w następnym dniu roboczym po dniu wystawienia, trzeba będzie jednak przesłać taką fakturę do KSeF w celu przydzielenia numeru identyfikującego. Opisywane w niniejszym tekście rozwiązanie polega na czyś innym. Przewiduje je nowy art. 106nda ust. 16 VATU, zgodnie z którym za fakturę offline24 uznaje się także fakturę wystawioną jako ustrukturyzowaną, jeżeli data jej przesłania do KSeF jest późniejsza niż data wystawienia faktury z art. 106e ust. 1 pkt 1 VATU.
Datą wystawienia faktury jest data wskazana na fakturze (jak w fakturze offline24). Zmiana statusu na offline24 następuje jedynie „w systemie”. Resort finansów wskazuje, że dzięki temu data wystawienia faktury będzie zawsze zgodna z datą wskazaną w treści faktury. Jednocześnie, dla nabywcy nie spowoduje to zmiany skutków – nabywca otrzymuje ten dokument wyłącznie w systemie KSeF, chyba że nabywcą jest podmiot, który nie posługuje się numerem identyfikacji podatkowej na potrzeby wystawienia faktury i jest podmiotem innym niż zarejestrowany na potrzeby podatku (np. konsument lub podmiot zagraniczny lub podmiot korzystający ze zwolnienia w procedurze SME dla transakcji dokumentowanej tą fakturą).
Podatnik jest obowiązany pobrać z Krajowego Systemu e-Faktur certyfikat umożliwiający potwierdzenie tożsamości wystawcy przy wystawianiu faktury offline i oznaczenie tej faktury kodem QR. Przepis ten nie znajduje jednak bezpośredniego zastosowania w opisywanym przypadku, co dziwić nie może, skoro faktura jest w istocie wystawiana w sposób ustrukturyzowany, tyle, że później niż wynika to z daty wystawienia.
Komentarz
Omawiane rozwiązanie nie jest zbyt jasne. Ale czytając przepisy wprost można dojść do wniosku, że o ile systemy fakturowe umożliwiają ingerencję w treść faktury także co do pola wystawienia, może być stosowane powszechnie. Przykładowo, 16.6.2026 r. podatnik może wysłać do KSeF fakturę z datą 15.6.2026 r. i będzie ona uznana za wystawioną w terminie. Zasada ta nie działa w drugą stronę – jeśli (z jakiegoś względu) data wystawienia będzie późniejsza (np. 20.6.2026 r.) to datą wystawienia będzie data wysyłki do KSeF.
Tak wystawiona faktura nie może być przekazywana w sposób uzgodniony kontrahentowi przed wysyłką do KSeF. Każda zwizualizowana faktura musi zostać oznaczona kodem QR, nawet jeżeli nie zakładamy, że odbiorca będzie go skanował. Tu jednak o wizualizacji przed wysyłką do KSeF nie może być mowy, bo faktura „powstanie” od razu jako ustrukturyzowana i będzie wysłana do KSeF w dniu wygenerowania (choć z datą wcześniejszą). Chyba, że faktura taka będzie przekazywana podmiotom „spoza KSeF” (np. konsumentom). Wówczas należy ją oznaczyć kodem QR ale znowu – wydaje się, że może to mieć miejsce dopiero po wysyłce do KSeF.
W praktyce mamy więc w KSeF do czynienia z różnego rodzaju sytuacjami „nadzwyczajnymi”. Tryb offline24 (faktura elektroniczna przesyłana do KSeF jako ustrukturyzowana „dzień po”), tryb offline (niedostępność systemu), a także tryb awaryjny KSeF (7 dni na wysyłkę faktury do KSeF) oraz awaria całkowita (fakturowanie bez wysyłki do KSeF). Opisywane rozwiązanie mieści się gdzieś między dwoma pierwszymi, stanowi jednak osobny tryb i w zasadzie nie jest to tryb awaryjny (bo zakłada fakturowanie KSeF w czasie rzeczywistym). Jednak tak wystawione faktury ustrukturyzowane będą „systemowo” uznawane za offline24, co jednak nie ma „systemowo” większego znaczenia. Z pewnością jednak rozwiązanie to komplikuje życie podatnikom (choć oczywiście na swój sposób je także ułatwia) i utrudnia gładkie wdrożenie KSeF. Clue to rozróżnienie daty wystawienia faktury (P 1) od daty uznania faktury za wystawioną (data wysyłki do KSeF).