Łapówkarstwem urzędniczym zajmą się sądy okręgowe
Dziś sądy okręgowe orzekają w pierwszej instancji w sprawach o zbrodnie, a także o występki wymienione w art. 25 § 1 pkt 2 kodeksu postępowania karnego. Resort sprawiedliwości proponuje, by katalog ten rozszerzyć o czyny z art. 228 § 1-5 i 6 KK (sprzedajność osoby pełniącej funkcję publiczną) oraz art. 229 § 1-4 i 5 KK (przekupstwo). Po części jest to realizacja rekomendacji w ramach współpracy z grupą roboczą Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju ds. przekupstwa w międzynarodowych transakcjach handlowych (OECD WGB).
Podczas marcowego posiedzenia wspomnianej grupy w Paryżu zalecono podjęcie działań w celu wyraźnego wskazania w przepisach, iż wszystkie sprawy dotyczące przekupstwa zagranicznych funkcjonariuszy publicznych w międzynarodowych transakcjach handlowych rozpoznawane były w I instancji przez sąd okręgowy.
Wszyscy funkcjonariusze
Resort sprawiedliwości doszedł do wniosku, że do rozpoznawania w I instancji sądom okręgowym powinny być przekazane sprawy korupcji wszystkich funkcjonariuszy, a nie tylko tych zagranicznych. Do sądów tych mają być przekazane wszystkie czyny określone w art. 229 KK, a także korupcji biernej (art. 288 KK).
– Orzekanie o odpowiedzialności za powyższe czyny powinno zostać przekazane sędziom z reguły o większym doświadczeniu zawodowym oraz życiowym, a rozpatrywanie środków zaskarżenia takich wyroków – sądom apelacyjnym – czytamy w uzasadnieniu projektu.
– Podkreślenia wymaga również to, że sprawy o omawiane czyny niejednokrotnie dotyczą funkcjonariuszy publicznych lub osób prowadzących działalność gospodarczą, znanych lokalnie, o silnej pozycji i koneksjach w danych społecznościach lokalnych, czy też lokalnych polityków. Przekazanie takich spraw do właściwości sądów okręgowych zmniejszy możliwość wpływu na rozstrzygnięcia sądów – wskazuje MS.
Projekt likwiduje również niespójność w obrębie 25 § 1 pkt 2 KPK, polegającą na tym, że obecnie sąd okręgowy orzeka w I instancji w sprawach o niektóre przestępstwa przeciwko mieniu, w których wartość przedmiotu przestępstwa przekraczała 200 000 zł (art. 294 KK), a przestępstwa korupcyjne, w których korzyść majątkowa przyjęta (udzielona, obiecana) była wyższa niż 200 000 złotych i nie przekraczała 1 mln złotych, rozpatrywane są w I instancji przez sąd rejonowy.
Jak przekazanie spraw dotyczących przestępstw z art. 288 i 299 KK wpłynie na obciążenie sądów?
Projektodawcy przekonują, że nieznacznie, bo choć wydziały pierwszoinstancyjne w sądach okręgowych zostaną dociążone, to jednocześnie dzięki temu, że w II instancji orzekać będą sądy apelacyjne, to odciążone zostaną wydziały odwoławcze sądów okręgowych.
Są długotrwałe
Spraw dotyczących przestępstw korupcyjnych nie jest dużo. Liczba osób sądzonych w ostatnich pięciu latach za przyjęcie korzyści majątkowej lub osobistej przez osobę pełniącą funkcję publiczną spadła o ponad połowę (z 289 w 2021 r. do 128 w ubiegłym roku). Jeśli zaś chodzi o liczbę osób sądzonych za przekupstwo, to w ostatnich czterech latach wynosi ona średnio 713 osób. Natomiast, co warto podkreślić, często są to sprawy długotrwałe, nierzadko ciągnące się po osiem lat.
– Wszelkie zmiany dotyczące właściwości rzeczowej sądów powinny być wprowadzone bardzo ostrożnie. Osobiście nie słyszałem o jakichkolwiek zastrzeżeniach co do jakości rozpoznawania spraw korupcyjnych w dotychczasowym trybie, a więc przez sądy rejonowe w I instancji. Jeżeli są jednak rekomendacje OECD, to nie będę z tym polemizował – mówi sędzia Rafał Lisak z Sądu Okręgowego w Krakowie.
Jak dodaje, co do zasady sądy okręgowe powinny rozpoznawać sprawy o najpoważniejsze przestępstwa, ponieważ orzekają w nich sędziowie z dłuższym stażem, a więc i większym doświadczeniem.
– Jednak trzeba sobie zdawać sprawę, że o ile rozpoznawanie spraw w sądach rejonowych przebiega dość sprawnie, to sprawy rozpoznawane w sądach okręgowych trwają dłużej, bo często wymagają większego namysłu – wskazuje sędzia. To oznacza, że po przeniesieniu spraw korupcyjnych do sądów okręgowych zapewne będą one dłużej czekać na rozpoznanie, a co za tym idzie czas trwania procesów jeszcze się wydłuży.
Zmiany w Karcie Nauczyciela – Prezydent RP podpisał ustawę
- Ustawa wprowadza zmiany w przygotowaniu do zawodu nauczyciela, w tym w zakresie dokonywania oceny przez dyrektora szkoły, oraz konkretyzuje zadania mentora.
- Skróceniu ulegnie termin dokonania oceny zawodu nauczyciela odbywającego przygotowanie do zawodu.
- Nowelizacja ustawy wprowadza szczegółowe warunki wynagradzania za godziny ponadwymiarowe oraz godziny doraźnych zastępstw, a także zmiany dotyczące nagrody jubileuszowej oraz jednorazową odprawę emerytalną.
Zmiany w procesie przygotowania do zawodu nauczyciela
Ustawa zakłada wprowadzenie dokonywania oceny pracy nauczyciela przez dyrektora szkoły w okresie trwania okresu przygotowania do zawodu nauczyciela po upływie 8 miesięcy do maksymalnie 11 miesięcy włącznie. Jeśli w tym czasie nauczyciel zmienił miejsce zatrudnienia po upływie 3 miesięcy trwania przygotowania w nowym miejscu zatrudnienia – w okresie po upływie 8 miesięcy do maksymalnie 12 miesięcy włącznie. Ponadto po rozwiązaniu lub wygaśnięciu stosunku pracy, przeniesienia do innej pracy lub udzielenia urlopu bezpłatnego w trakcie trwania przygotowania do zawodu nauczyciela, wydłużeniu do 30 dni ulegnie dokonanie oceny pracy nauczyciela przez dyrektora szkoły za okres trwania przygotowania (art. 6a ust. 1da-10c Karty Nauczyciela).
W procesie usamodzielniania do zawodu nauczyciela doprecyzowaniu ulegają również zadania mentora nauczyciela przygotowującego się do zawodu, w tym poprzez umożliwienie nauczycielowi obserwacji prowadzonych zajęć przez mentora oraz omówienie co najmniej 1 godziny na miesiąc w pierwszym roku odbywania przygotowania oraz co najmniej 4 w każdym kolejnym roku przygotowania do zawodu, a także umożliwienie mentorowi obserwowanie zajęć prowadzonym przez nauczyciela przygotowującego się i omówienie z nim tych zajęć na tożsamych zasadach co uczestniczenie oraz omawianie zajęć przez nauczyciela przygotowującego się u mentora (art. 9ca ust. 12 pkt 4 i 5 Karty Nauczyciela).
Skróceniu ulegnie także okres trwania umowy o pracę na czas określony z dwóch lat do roku, umożliwiając zawarcie umowy o pracy na czas określony nauczycielowi początkującemu, który posiada wymagane kwalifikacje (art. 10 ust. 2-3b oraz ust. 7 Karty Nauczyciela).
Ujednolicenie ochrony przedemerytalnej
Ustawa zrównuje udzielanie ochrony przedemerytalnej nauczycieli mianowanych oraz zatrudnionych na czas nieokreślony, co do zakazu ich zwalniania, w przypadku gdy brakuje im nie więcej niż 4 lata do osiągnięcia wieku emerytalnego, jeżeli okres zatrudnienia uniemożliwi uzyskanie prawa do emerytury z osiągnięciem tego wieku, przy czym zakaz ten nie będzie mieć zastosowania w następujących przypadkach:
- uzyskanie przez nauczyciela prawa do renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy;
- rozwiązanie stosunku pracy z nauczycielem w przypadku całkowitej likwidacji szkoły;
- uzyskanie negatywnej oceny pracy;
- częściowej likwidacji szkoły albo w razie zmian organizacyjnych powodujących zmniejszenie liczby oddziałów w szkole lub zmian planu nauczania uniemożliwiających dalsze zatrudnianie nauczyciela w pełnym wymiarze zajęć.
Godziny ponadwymiarowe i godziny doraźne
Ustawa wprowadza nowelizację zasad wykonywania przez nauczyciela pracy w godzinach ponadwymiarowych, które dotyczą szczególnych przypadków wynikających z potrzeb szkoły. Nauczyciel będzie mógł być zobowiązany do odpłatnej pracy w godzinach ponadwymiarowych, przy czym liczba ich nie będzie mogła przekroczyć ¼ tygodniowego obowiązującego wymiaru godzin lekcyjnych.
Ustawa wprowadza również zasady wynagradzania za jedną godzinę ponadwymiarową oraz godzinę doraźnego zastępstwa, określając, iż oblicza się ją jako iloraz, w którym dzielną jest suma przyznanej nauczycielowi stawki wynagrodzenia zasadniczego i dodatku za warunki pracy.
Ustawa wskazuje również, ze wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe przysługuje za przydzielone i zrealizowane godziny zajęć dydaktycznych, wychowawczych lub opiekuńczych, a także że przysługiwać będzie ono w przypadkach, gdy:
- nauczyciel, zamiast przydzielonych godzin zajęć dydaktycznych, wychowawczych lub opiekuńczych, zrealizuje w tym samym dniu przydzielone godziny zajęć opiekuńczych lub wychowawczych uwzględniających potrzeby i zainteresowania uczniów, o których mowa w art. 42 ust. 2 pkt. 2 Karty Nauczyciela;
- niezrealizowanie przez nauczyciela przydzielonych godzin zajęć indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego lub indywidualnego nauczania nastąpi z przyczyn niedotyczących nauczyciela, a nauczyciel będzie gotów do realizacji tych zajęć.
Co do zasady godziny doraźnych zastępstw nie będą mogły być realizowane w czasie, w którym zostały zaplanowane do realizacji przez nauczyciela zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, prowadzone bezpośrednio z uczniami lub wychowankami albo na ich rzecz, chyba że w przypadku gdy z przyczyn dotyczących szkoły w danym dniu nauczyciel nie mógłby zrealizować zajęć wynikających z obowiązującego go tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin zajęć godziny doraźnych zastępstw, będą mogły być realizowane w czasie, w którym zostały zaplanowane do realizacji przez nauczyciela zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, prowadzone bezpośrednio z uczniami lub wychowankami albo na ich rzecz. W takim przypadku nauczyciel będzie realizował godziny doraźnych zastępstw w ramach ustalonego wynagrodzenia (art. 35 ust. 1-1a, 3-3h Karty Nauczyciela).
Nagroda jubileuszowa i odprawa emerytalna
Ustawa dokonuje zmiany w nagrodzie jubileuszowej, poprzez przyznanie nagrody jubileuszowej po 40 lata pracy w wysokości 300% wynagrodzenia miesięcznego, a po 45 latach pracy – w wysokości 400% wynagrodzenia miesięcznego (art. 47 ust. 1 Karty Nauczyciela).
Ustawa wprowadza również jednorazową odprawę dla nauczyciela w związku z jego przejściem na emeryturę, rentę z tytułu niezdolności do pracy lub nauczycielskie świadczenie kompensacyjne w wysokości: po 10 latach pracy – dwumiesięcznego wynagrodzenia, po 15 latach pracy – trzymiesięcznego wynagrodzenia, zaś po 20 latach pracy – sześciomiesięcznego wynagrodzenia. Przy czym jeżeli nauczyciel pozostawał zatrudniony w więcej niż jednej szkole, odprawę otrzyma we wskazanej przez niego szkole jako podstawowe miejsce zatrudnienia. (art. 87 Karty Nauczyciela).
Etap legislacyjny
Ustawa wejdzie w życie 1.9.2025 r., niemniej przepisy dotyczące m.in.: wyższej nagrody jubileuszowej czy jednorazowej odprawy wejdą w życie dopiero 1.1.2026 r.
Nowe przepisy ułatwią postępowania upadłościowe i restrukturyzacyjne
Geneza i główne cele zmian
Obecnie polskie prawo, w tym ustawa z 29.8.1997 r. – Prawo bankowe (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1646; dalej: PrBank) oraz ustawa z 5.11.2009 r. o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 379), nie zawiera przepisów pozwalających na swobodne udostępnianie informacji objętych tajemnicą bankową i zawodową w trakcie postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Ten brak podstawy prawnej prowadzi do licznych problemów interpretacyjnych i spowalnia procesy, utrudniając ustalenie masy upadłościowej. Projektowane zmiany mają rozwiązać tę lukę, zapewniając transparentność i efektywność w celu lepszej ochrony interesów majątkowych wierzycieli. Nowe przepisy dążą do osiągnięcia równowagi pomiędzy koniecznością ujawnienia danych a ochroną tajemnicy bankowej, ograniczając dostęp do informacji jedynie do zakresu niezbędnego dla prowadzenia postępowań.
Kluczowe rozwiązania
- nowe przepisy dotyczące Prawa bankowego – zmiana art. 105 ust. 1 pkt. 2 PrBank pozwoli bankom na ujawnianie informacji syndykowi, nadzorcy sądowemu lub zarządcy, co przyspieszy proces ustalania masy upadłościowej,
- nowe przepisy dotyczące ustawy z 28.2.2003 r. – Prawo upadłościowe (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 614; dalej: PrUpad) – wprowadzona zmiana w art. 178 ust. 5 PrUpad nałoży na SKOK-i obowiązek informowania syndyka o rachunkach upadłego,
- nowe przepisy dotyczące SKOK-ów – dodanie punktów 14b i 14c do art. 9f ust. 1 ustawy z 5.11.2009 r. o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 379; dalej: SpKasyU) umożliwi ujawnienie informacji objętych tajemnicą zawodową syndykowi, nadzorcy sądowemu lub zarządcy,
- nowe przepisy dotyczące ustawy z 15.5.2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1428; dalej: PrRestr) – nowy art. 26a PrRestr zobowiąże banki i SKOK-i do powiadamiania nadzorcy sądowego lub zarządcy o rachunkach dłużnika po obwieszczeniu o otwarciu postępowania,
- przepisy przejściowe – wprowadzono przepisy, które umożliwią stosowanie nowych regulacji także w postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych, które zostały otwarte przed wejściem w życie ustawy, ale wciąż trwają.
Nowe przepisy dotyczące Prawa bankowego
Projekt nowelizacji zmienia art. 105 ust. 1 pkt 2 PrBank, dodając lit. łb i łc, które wprost wskazują na możliwość udostępniania informacji objętych tajemnicą bankową: syndykowi, w zakresie niezbędnym do postępowania upadłościowego, oraz nadzorcy sądowemu lub zarządcy, w zakresie niezbędnym do postępowania restrukturyzacyjnego. Dzięki tej zmianie, banki zyskają podstawę prawną do ujawnienia informacji o rachunkach dłużnika, co ma zasadnicze znaczenie dla ustalenia masy upadłości.
Nowe przepisy dotyczące Prawa upadłościowego
Nowelizacja uzupełnia istotną lukę, wprowadzając do art. 178 ust. 5 PrUpad nowy obowiązek dla spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych (SKOK-ów). Dotychczas brakowało w przepisach wyraźnego zapisu, który nakładałby na SKOK-i obowiązek informowania syndyka o rachunkach upadłego. Ta luka proceduralna często spowalniała postępowania upadłościowe i utrudniała pełną identyfikację aktywów dłużnika.
Nowe przepisy mają zapewnić, że proces ustalania masy upadłości będzie sprawniejszy i bardziej kompletny. Szybszy dostęp do informacji o rachunkach upadłego w SKOK-ach umożliwi syndykowi dokładniejsze zewidencjonowanie majątku dłużnika, co bezpośrednio przełoży się na wyższe zaspokojenie roszczeń wierzycieli. Wprowadzenie tego obowiązku ma na celu usprawnienie całego procesu upadłościowego, czyniąc go bardziej efektywnym i transparentnym.
Nowe przepisy dotyczące SKOK-ów
Projektowana nowelizacja wprowadza zmiany w ustawie o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, aby nadać im takie same uprawnienia i obowiązki jak bankom w kontekście postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych. W tym celu do art. 9f ust. 1 SpKasyU dodano punkty 14b i 14c, które pozwolą kasom na ujawnianie informacji objętych tajemnicą zawodową.
Dzięki temu syndyk, nadzorca sądowy lub zarządca uzyskają możliwość żądania i otrzymywania danych o rachunkach oraz aktywach dłużnika, które znajdują się w SKOK-ach. Ta zmiana ma kluczowe znaczenie dla sprawniejszego przebiegu postępowań, ponieważ zapewnia organom pełniejszy obraz sytuacji finansowej dłużnika, co jest niezbędne do efektywnego ustalenia masy upadłościowej lub restrukturyzacyjnej. Ujednolicenie przepisów pozwoli na sprawniejszą współpracę między organami a SKOK-ami, co ma pozytywny wpływ na szybkość i skuteczność całego procesu.
Nowe przepisy Prawa restrukturyzacyjnego
W projekcie nowelizacji wprowadzono art. 26a do Prawa restrukturyzacyjne, który nakłada na banki oraz spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOK-i) nowy obowiązek. Zgodnie z tym przepisem, po obwieszczeniu postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego, instytucje te będą musiały zawiadomić odpowiednio nadzorcę sądowego lub zarządcę o wszelkich rachunkach bankowych, sejfach i skrytkach, które posiada dłużnik.
Głównym celem tego rozwiązania jest zapewnienie spójności systemowej z przepisami Prawa upadłościowego, a także znaczne ułatwienie organom postępowania zarządzania majątkiem dłużnika od samego początku. Obecny brak regulacji w tym zakresie utrudniał pełną i szybką identyfikację aktywów, co mogło negatywnie wpływać na efektywność całego procesu restrukturyzacji. Dzięki temu nowemu obowiązkowi, organy postępowań będą miały natychmiastowy dostęp do kluczowych informacji finansowych, co przyspieszy i usprawni proces odzyskiwania należności.
Przepisy przejściowe
Wprowadzono przepisy przejściowe, aby nowe regulacje mogły być stosowane również w odniesieniu do postępowań, które już trwają w momencie wejścia ustawy w życie. Zgodnie z art. 5 i art. 6 ustawy, banki i SKOK-i będą miały obowiązek przekazania odpowiednich informacji syndykowi, nadzorcy sądowemu lub zarządcy w terminie 90 dni od dnia wejścia w życie ustawy. To rozwiązanie pozwoli na zwiększenie efektywności również w przypadku długotrwałych, toczących się postępowań.
Nowe przepisy o przewozie towarów niebezpiecznych
Kluczowe zmiany
- Nowy system sprawozdawczości – obowiązek przesyłania sprawozdań dotyczących kontroli drogowego przewozu towarów niebezpiecznych do Komisji Europejskiej zostanie zmieniony z corocznego na dwuletni. Jednocześnie ograniczony zostanie zakres danych, które należy raportować.
- Bezpieczeństwo zaświadczeń ADR – wybór producenta blankietów zaświadczeń ADR będzie dokonywany przez ministra właściwego ds. transportu w trybie zamówienia publicznego. To rozwiązanie ma zwiększyć bezpieczeństwo dokumentów w obliczu aktualnych zagrożeń geopolitycznych.
- Decentralizacja wynagrodzeń – wysokość wynagrodzenia dla członków komisji egzaminacyjnych będzie ustalana przez sejmik województwa, co pozwoli na lepsze dopasowanie do lokalnych warunków rynkowych.
- Wzmocnienie mobilności wojskowej – Szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych zyska uprawnienia do organizowania egzaminów i wydawania zaświadczeń dla żołnierzy i personelu cywilnego sił zbrojnych państw sojuszniczych, także w języku angielskim.
- Usprawnienie procedur – wprowadzenie szeregu poprawek mających na celu usunięcie luk prawnych i ujednolicenie przepisów, m.in. w zakresie wymogów dotyczących egzaminów, kontroli kursów szkoleniowych oraz prowadzenia ewidencji doradców ds. bezpieczeństwa.
Główny cel i geneza zmian
Głównym celem projektowanej nowelizacji jest kompleksowe dostosowanie krajowego prawa do współczesnych realiów, z uwzględnieniem następujących obszarów:
- Wdrożenie przepisów unijnych – implementacja art. 3 decyzji Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1254 z 24.4.2024 r. w sprawie zmiany dyrektyw Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/12/WE, 2009/33/WE i (UE) 2022/1999 oraz dyrektywy Rady 96/67/WE w odniesieniu do niektórych wymogów w zakresie sprawozdawczości w dziedzinach transportu drogowego i lotnictwa (Dz.Urz. UE L z 2024 r. s. 1254).
- Dostosowanie do wyroku TSUE – umożliwienie wyboru producenta zaświadczeń ADR w drodze zamówienia publicznego, zgodnie z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 7.9.2023 r., Komisja Europejska przeciwko Polsce, C-601/21, Legalis.
- Reforma egzaminowania – zmiana przepisów dotyczących egzaminowania kierowców przewożących towary niebezpieczne, w szczególności w zakresie wynagradzania komisji egzaminacyjnych, którego obecne zasady uznano za wadliwe.
- Uporządkowanie przepisów wojskowych – ujednolicenie i doprecyzowanie regulacji dotyczących przewozów towarów niebezpiecznych realizowanych przez Siły Zbrojne, w tym wojska sojusznicze.
- Poprawa precyzji – usunięcie błędów i nieścisłości, w tym niezgodności z międzynarodowymi umowami (ADR, RID lub ADN).
Geneza tych zmian jest wielowymiarowa. Z jednej strony, wynika ona z konieczności bieżącego reagowania na ewolucję prawa UE, co jest naturalnym procesem w ramach członkostwa. Z drugiej strony, zmiany są odpowiedzią na konkretne problemy zidentyfikowane w praktyce, takie jak nieprawidłowości w wypłacaniu wynagrodzeń egzaminatorom czy brak spójności w przepisach dotyczących transportu wojskowego. Wreszcie, nowelizacja ma na celu usunięcie oczywistych, ale istotnych błędów legislacyjnych i merytorycznych, które prowadziły do wątpliwości interpretacyjnych.
Dostosowanie do prawa Unii Europejskiej i wyroku TSUE
Projekt ustawy, w swoim pierwszym i jednym z najważniejszych punktów, wdraża przepisy art. 3 decyzji 2024/1254. Ta decyzja wprowadza zmiany do dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/1999 z 19.10.2022 r. w sprawie ujednoliconych procedur kontroli drogowego transportu towarów niebezpiecznych (Dz.Urz. UE L z 2022 r. Nr 274, s. 1). Nowelizacja w art. 105 ust. 1 TowNiebPrzewU zmienia częstotliwość przekazywania sprawozdań przez Głównego Inspektora Transportu Drogowego z corocznej na dwuletnią. Ponadto, z zakresu raportowanych danych wyeliminowano wymóg podawania faktycznej lub szacunkowej objętości towarów niebezpiecznych w transporcie drogowym. Ma to na celu uproszczenie i zracjonalizowanie obowiązków sprawozdawczych, bez uszczerbku dla efektywności nadzoru.
Drugą kluczową zmianą, podyktowaną wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 7.9.2023 r. jest wprowadzenie procedury zamówień publicznych na produkcję zaświadczeń ADR. Dotychczasowy system, który wykluczał te dokumenty z reżimu zamówień publicznych, został uznany za niezgodny z Dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/24/UE z 26.2.2014 r. w sprawie zamówień publicznych, uchylająca dyrektywę 2004/18/WE (Dz.Urz. UE L z 2014 r. Nr 94, s. 65). Projektowana ustawa powierza ministrowi właściwemu ds. transportu wybór producenta zaświadczeń w drodze przetargu publicznego. Decyzja ta jest nie tylko wymuszona prawem unijnym, lecz także jest kluczowa ze względu na kwestie bezpieczeństwa narodowego. W obliczu obecnej sytuacji geopolitycznej, zwłaszcza wojny w Ukrainie i działań hybrydowych Rosji oraz Białorusi, zapewnienie najwyższego poziomu zabezpieczenia dokumentów, które uprawniają do przewozu materiałów wysokiego ryzyka (np. materiałów promieniotwórczych), jest priorytetem.
Usprawnienie systemu egzaminowania i poprawa wynagrodzeń
Obecny system egzaminowania kierowców przewożących towary niebezpieczne budzi wiele kontrowersji. Główny problem dotyczy wynagradzania komisji egzaminacyjnej, którego koszt ponosi podmiot prowadzący kurs. To rozwiązanie prowadziło do nadużyć, w tym niewypłacania lub częściowych wypłat wynagrodzeń, a także do braku poszanowania dla pracy członków komisji.
Nowelizacja ma na celu usunięcie tych nieprawidłowości poprzez gruntowną zmianę systemu wynagradzania. Projektowana ustawa przesądza, że wysokość wynagrodzenia członków komisji egzaminacyjnej będzie ustalana przez sejmik województwa w drodze uchwały, będącej aktem prawa miejscowego. Podobne rozwiązanie z powodzeniem funkcjonuje już w systemie egzaminów na prawo jazdy. Wprowadzenie tej zmiany pozwoli na lepsze dostosowanie wynagrodzeń do lokalnych warunków gospodarczych i pokrycie kosztów związanych z dojazdem, które mogą się różnić w zależności od wielkości województwa. Warto zauważyć, że obecne stawki, wynoszące 200 zł dla przewodniczącego komisji i 150 zł dla członka, nie były waloryzowane od ponad 12 lat, podczas gdy przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej znacząco wzrosło.
Wzmocnienie bezpieczeństwa i koordynacji wojskowej
Dotychczasowe przepisy dotyczące transportu towarów niebezpiecznych w Siłach Zbrojnych były niejednolite. Projekt ustawy ma na celu ich doprecyzowanie, w szczególności w kontekście rosnącej liczby żołnierzy wojsk sojuszniczych stacjonujących na terytorium Polski. Jest to odpowiedź na potrzeby zgłaszane przez dowódców sojuszniczych, zwłaszcza z Kanady i Stanów Zjednoczonych, których siły zbrojne nie są stronami umowy ADR.
Nowe przepisy rozszerzą uprawnienia Szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych do organizowania egzaminów i wydawania stosownych zaświadczeń dla żołnierzy oraz personelu cywilnego sił zbrojnych państw sojuszniczych realizujących zadania na terenie Polski. Egzaminy będą mogły być przeprowadzane w języku urzędowym lub w języku angielskim. Zmiana ta jest kluczowa dla realizacji zobowiązań Polski w ramach Unii Europejskiej i NATO, w tym inicjatywy Military Mobility Pledge oraz projektu PESCO Military Mobility. Ujednolicenie transgranicznych procedur transportowych zwiększy zdolności obronne kraju, umożliwiając sprawniejsze i bezpieczniejsze przemieszczanie wojsk na terenie Polski.
Kompleksowa poprawa przepisów i usunięcie luk prawnych
Oprócz głównych filarów nowelizacji, projekt ustawy wprowadza szereg mniejszych, ale istotnych poprawek redakcyjnych i merytorycznych. Mają one na celu ujednolicenie przepisów z międzynarodowymi umowami (ADR, RID, ADN) oraz usunięcie luk prawnych. Przykładowo, projekt precyzuje, że minimalny wiek przystąpienia do egzaminu ADR wynosi 21 lat, aby uniknąć sytuacji, w której kierowca zdaje egzamin w wieku 18 lat, ale zaświadczenie otrzymuje dopiero po latach, tracąc w tym czasie wiedzę. Inne poprawki dotyczą m.in.
- Kwestii egzaminacyjnych – ujednolicenie procedur we wszystkich województwach poprzez wprowadzenie wzorów protokołów egzaminacyjnych, które będą zawierać informacje o wszystkich zdających, zarówno tych z wynikiem pozytywnym, jak i negatywnym.
- Procedur administracyjnych – zmiana terminu zgłaszania kursów z „10 dni” na „co najmniej 10 dni”, co zapewni większą elastyczność. Wprowadzono także obowiązek sprawozdawania kursów, które się nie odbyły, a także obowiązek udostępniania na bieżąco danych o kursie, by umożliwić skuteczne i niezapowiedziane kontrole.
- Ewidencji doradców – wprowadzenie obowiązku ewidencji wszystkich doradców ds. bezpieczeństwa na terenie RP, co umożliwi szybką weryfikację ich uprawnień.
Pytania prejudycjalne estońskiego sądu a ochrona danych w Polsce
Sprawa estońska przed TSUE
Punktem wyjścia jest sprawa TSUE, Rahapesu Andmebüroo, C-222/25, w której obywatel Estonii domagał się od krajowej jednostki analityki finansowej (RAB) informacji o tym, czy jego dane osobowe były przekazywane instytucjom kredytowym lub organom zagranicznym w związku z podejrzeniem prania pieniędzy. RAB odmówiła udzielenia odpowiedzi, powołując się na przepisy estońskiej ustawy AML (RahaPTS), które w sposób ogólny ograniczały prawo dostępu do danych.
Spór doprowadził do skierowania do TSUE pytań prejudycjalnych przez Sąd Najwyższy Estonii. Mają one znaczenie nie tylko dla prawa estońskiego, lecz także dla innych państw członkowskich, w tym Polski, gdzie przepisy AML – ustawy z 1.3.2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 644; dalej: TerroryzmU) i regulacje o ochronie danych budzą podobne wątpliwości.
Pierwsze pytanie dotyczyło, czy działalność jednostki analityki finansowej w całości mieści się w pojęciu „właściwych organów” z dyrektywy 2016/680, a więc podlega wyłączeniu z art. 2 ust. 2 lit. d RODO. Prezes UODO wskazał, że nie każda czynność FIU ma charakter dochodzeniowo-śledczy, co oznacza, że część operacji należy oceniać na podstawie RODO.
Drugie pytanie odnosiło się do odmowy ujawnienia nie tylko danych, ale nawet podstawy prawnej tej odmowy. Taki mechanizm mógłby prowadzić do całkowitej nieświadomości osoby co do faktu przetwarzania jej danych, co – jak zauważył Prezes UODO – podważa istotę prawa do ochrony danych.
Trzecie pytanie dotyczyło oparcia ograniczeń praw jednostki w przepisach krajowych odsyłających do aktów niższego rzędu. Zdaniem Prezesa UODO takie rozwiązanie nie spełnia wymogu jasności i przewidywalności, gdyż ograniczenia praw podstawowych muszą wynikać wprost z ustawy.
Czwarte pytanie koncentrowało się na odsunięciu prawa dostępu aż do czasu usunięcia danych. Prezes UODO uznał, że takie rozwiązanie pozbawia jednostkę realnej ochrony i narusza zasadę proporcjonalności, ponieważ prawo do kontroli sądowej musi istnieć także w okresie przechowywania danych.
Znaczenie dla polskiej ustawy AML
W ocenie Prezesa UODO sprawa ma bezpośrednie znaczenie dla wykładni TerroryzmU. Polskie przepisy nie rozstrzygają jednoznacznie, czy osoby, których dane są przetwarzane przez instytucje finansowe i przekazywane Generalnemu Inspektorowi Informacji Finansowej, mogą korzystać z prawa dostępu do danych na podstawie RODO, czy też zastosowanie mają przepisy wdrażające dyrektywę 2016/680. Brak tej precyzji rodzi ryzyko rozbieżności interpretacyjnych, a w konsekwencji także wątpliwości co do legalności przetwarzania danych w tym obszarze.
Szczególnie krytycznie oceniono art. 66 TerroryzmU, który w odniesieniu do danych gromadzonych w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych (CRBR) wyłącza stosowanie art. 15 ust. 1 lit. c RODO, tj. prawa do informacji o odbiorcach danych. Prezes UODO wskazuje, że tak szerokie wyłączenie może być niezgodne z art. 23 RODO, gdyż obejmuje także osoby, wobec których nie jest prowadzone żadne postępowanie. W ten sposób ustawodawca wprowadził regulację, która wykracza poza ramy dopuszczalnych ograniczeń przewidzianych w prawie unijnym.
Problem CRBR i prawa dostępu do danych
CRBR od początku budził kontrowersje w kontekście ochrony danych osobowych. Ustawodawca przyjął rozwiązanie polegające na szerokiej jawności rejestru i udostępnianiu danych publicznie, co miało służyć przejrzystości obrotu gospodarczego i walce z praniem pieniędzy. Jednocześnie ustawodawca przewidział wyłączenie stosowania jednego z podstawowych uprawnień podmiotu danych – prawa do informacji o odbiorcach danych.
Prezes UODO wskazuje, że takie rozwiązanie budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia zasady proporcjonalności. Zgodnie z art. 52 ust. 1 Karty Praw Podstawowych UE (Dz.Urz. UE C z 2010 r. Nr 83, s. 389; dalej: KPP) wszelkie ograniczenia praw podstawowych muszą być przewidziane ustawą, szanować istotę tych praw i być proporcjonalne do zamierzonego celu. W tym przypadku ograniczenie ma charakter generalny i nie uwzględnia indywidualnej sytuacji podmiotu danych. Jeżeli TSUE w sprawie C-222/25 przyjmie interpretację wzmacniającą prawa jednostki, konieczna może okazać się rewizja art. 66 TerroryzmU.
Błędy implementacji dyrektywy 2016/680
Kolejnym problemem wskazanym przez Prezesa UODO jest niepełna implementacja dyrektywy 2016/680 w polskiej ustawie z 14.12.2018 r. o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1206; dalej: OchrDanychZwPrzestU). Ustawa ta przewiduje wyłączenia spod swojego stosowania w niektórych obszarach, co w praktyce ogranicza kompetencje Prezesa UODO jako organu nadzorczego. Może to prowadzić do sytuacji, w której osoby, których dane są przetwarzane w ramach działań organów publicznych związanych z przeciwdziałaniem przestępczości, mają ograniczone możliwości skutecznej ochrony swoich praw. Prezes UODO podkreślił, że dyrektywa 2016/680 kładzie szczególny nacisk na niezależność organu nadzorczego i zapewnienie osobom fizycznym prawa do skutecznych środków ochrony prawnej. Brak pełnego wdrożenia tych wymogów w polskim systemie prawnym budzi wątpliwości co do zgodności krajowych regulacji z prawem unijnym. Niezależność organu nadzorczego nie jest przy tym jedynie formalnym wymogiem, lecz gwarancją realnej ochrony jednostki w obszarach, gdzie ryzyko nadużyć jest szczególnie wysokie
Orzecznictwo TSUE jako punkt odniesienia
Stanowisko Prezesa UODO nie ogranicza się do analizy prawa krajowego i unijnego, lecz szeroko odwołuje się do orzecznictwa TSUE. W wyroku z 30.4.2024 r., La Quadrature du Net, C-470/21, Legalis, TSUE zwrócił uwagę, że ocena dopuszczalności przetwarzania danych przez organy publiczne musi uwzględniać przede wszystkim cel przetwarzania i konieczność zapewnienia proporcjonalności ingerencji w prawa podstawowe.
Z kolei w wyroku z 22.11.2022 r., Luxembourg Business Registers, C-37/20 i C-601/20, Legalis, TSUE wskazał, że wszelkie ograniczenia praw jednostki muszą być przewidziane w sposób jasny i precyzyjny w ustawie oraz spełniać wymogi proporcjonalności i zapewniać odpowiednie gwarancje przeciwko nadużyciom.
W wyroku z 24.2.2022 r., Valsts ieņēmumu dienests, C-175/20, Legalis, TSUE zaakcentował konieczność zapewnienia osobie, której dane dotyczą, realnej możliwości dochodzenia swoich praw i poddania działań organu kontroli sądowej. Orzeczenia te łącznie pokazują, że na gruncie art. 7, 8 i 47 KPP standardy ochrony danych osobowych nie dopuszczają całkowitego pozbawienia jednostki ochrony prawnej, a każde ograniczenie musi być szczegółowo uregulowane i podlegać niezależnej kontroli.
Konieczność zapewnienia sądowej kontroli
Na tle powyższych rozważań Prezes UODO podkreśla, że odsunięcie w czasie możliwości skorzystania z prawa dostępu, aż do momentu usunięcia danych, jak to przewidują przepisy estońskie, jest niezgodne z prawem unijnym. PUODO zauważa przy tym, że również w Polsce należałoby zagwarantować odpowiednie mechanizmy kontroli sądowej, aby uniknąć podobnych ryzyk.
Ochrona praw jednostki nie może być iluzoryczna. Nawet jeżeli względy bezpieczeństwa lub interes publiczny uzasadniają ograniczenia, to muszą one mieć charakter czasowy, proporcjonalny i podlegać kontroli sądu lub niezależnego organu. Brak takiej kontroli prowadzi do naruszenia istoty prawa do ochrony danych osobowych i prawa do prywatności gwarantowanych w KPP.
Potrzeba nowelizacji przepisów krajowych
Z perspektywy polskiego porządku prawnego stanowisko Prezesa UODO w sprawie C-222/25 wskazuje na trzy kluczowe obszary wymagające interwencji legislacyjnej. Po pierwsze, zmiany wymaga TerroryzmU, w której brak jest jasnego rozgraniczenia, w jakim zakresie prawa podmiotów danych wynikają z RODO, a w jakim z przepisów implementujących dyrektywę 2016/680. Po drugie, konieczna jest rewizja przepisu art. 66 TerroryzmU dotyczącego CRBR, który wyłącza stosowanie prawa do informacji o odbiorcach danych i narusza zasadę proporcjonalności. Po trzecie, poprawy wymaga OchrDanychZwPrzestU, która wadliwie wdrożyła dyrektywę 2016/680, w szczególności poprzez art. 3 OchrDanychZwPrzestU ograniczający stosowanie ustawy w niektórych obszarach, co skutkuje zawężeniem kompetencji organu nadzorczego i ograniczeniem praw jednostki.
Podsumowanie
Sprawa C-222/25 nie jest jedynie estońskim problemem – jej rozstrzygnięcie przez TSUE może przesądzić o konieczności zmian w polskim systemie prawnym. Stanowisko PUODO pokazuje, że obecne przepisy dotyczące AML i ochrony danych w działalności organów ścigania zawierają luki i potencjalne niezgodności z prawem unijnym. Udział Polski w postępowaniu prejudycjalnym daje szansę nie tylko na wyjaśnienie zakresu stosowania RODO i dyrektywy 2016/680, lecz także na zainicjowanie zmian legislacyjnych, które wzmocnią prawa jednostki i zapewnią zgodność krajowych regulacji z unijnymi standardami ochrony danych.
Zapomoga na wypadek trudności życiowych dla doktorantów
- Nowe świadczenie dla doktorantów – w formie zapomogi, która ma być wypłacana w trudnych sytuacjach życiowych.
-
Ograniczenia i zasady – zapomoga będzie mogła być przyznana nie więcej niż dwa razy w roku. Zasady jej przyznawania będą ustalane przez podmioty prowadzące szkoły doktorskie w porozumieniu z samorządem doktorantów.
-
Bezpieczeństwo finansowe budżetu państwa – proponowane rozwiązanie jest bezkosztowe z punktu widzenia budżetu państwa, ponieważ nie wiąże się ze zwiększaniem dotacji na świadczenia dla studentów.
-
Minimalizacja obciążeń – nowy system ma zminimalizować dodatkowe obowiązki regulacyjne i organizacyjne dla uczelni oraz innych podmiotów prowadzących szkoły doktorskie, np. instytutów naukowych PAN.
Nowe świadczenie będzie finansowane ze środków własnych podmiotów prowadzących szkoły doktorskie, a nie ze środków publicznych przeznaczonych na pomoc materialną dla studentów, co ma zapewnić szybką i skuteczną pomoc bez dodatkowego obciążenia dla budżetu państwa oraz bez komplikowania istniejącego systemu pomocy materialnej. Inicjatywa ta jest ukłonem w stronę społeczności doktoranckiej, która od momentu reformy systemu sygnalizowała potrzebę elastycznego mechanizmu wsparcia w sytuacjach losowych.
Główny cel i geneza zmian
Głównym celem projektowanej ustawy jest przyznanie podmiotom prowadzącym szkoły doktorskie możliwości wypłacania zapomóg doktorantom, którzy znaleźli się przejściowo w trudnej sytuacji życiowej. Świadczenie to ma stanowić realną i szybką formę wsparcia w wyjątkowych okolicznościach, które mogłyby utrudniać, a nawet uniemożliwiać kontynuowanie pracy naukowej i funkcjonowanie w społeczności akademickiej.
Nowa regulacja stanowi uzupełnienie reformy, która wprowadziła w życie nowy model kształcenia – szkoły doktorskie. Funkcjonujące od 1.10.2019 r. szkoły doktorskie zastąpiły wcześniejszą formę studiów doktoranckich, znacząco poprawiając status materialny doktorantów. Wprowadzono powszechny system stypendialny, z którego każdy doktorant otrzymuje stypendium w wysokości co najmniej 37% minimalnego wynagrodzenia profesora. Pozytywny wynik oceny śródokresowej podnosi tę kwotę do co najmniej 57% minimalnego wynagrodzenia profesora.
Poprawa statusu materialnego uzasadniała likwidację dotychczasowego systemu zapomóg. Jednakże, w pierwszych latach funkcjonowania nowego modelu, środowisko naukowe coraz częściej zwracało uwagę na potrzebę przywrócenia mechanizmu wsparcia w sytuacjach losowych. Taka forma pomocy jest kluczowa w obliczu nieprzewidzianych trudności, które mogą dotknąć doktorantów i wpłynąć negatywnie na ich badania oraz osobiste funkcjonowanie.
Zapomoga dla doktorantów jako sieć bezpieczeństwa
Wprowadzenie szkół doktorskich z powszechnym systemem stypendialnym było istotną zmianą jakościową, znacząco poprawiającą sytuację finansową doktorantów. Wprowadzenie stypendium w wysokości 3 466,9 zł miesięcznie przed oceną śródokresową oraz 5 340,9 zł po ocenie śródokresowej stanowiło stabilne i przewidywalne źródło dochodu, znacznie wyższe niż dawne zapomogi dla studentów, których średnia wysokość wynosi ok. 2 304 zł (świadczenie jednorazowe).
Dotychczasowe wsparcie finansowe dla doktorantów koncentrowało się na specyficznych okolicznościach, takich jak niepełnosprawność (dodatkowe 30% stypendium) czy okresy związane z rodzicielstwem, w których stypendium jest wypłacane bez wliczania tego czasu do czteroletniego okresu pobierania świadczenia. Jednakże, jak zauważano, zdarzają się sytuacje losowe, które nie są ujęte w tych przepisach. Nagła choroba, wypadek, pożar czy inne zdarzenie, które przejściowo stawiając doktoranta w trudnym położeniu, mogło uniemożliwić mu kontynuowanie pracy badawczej i normalne funkcjonowanie.
Właśnie w takich przypadkach, nowa zapomoga ma działać jako sieć bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę dane Głównego Urzędu Statystycznego z 2022 r., w systemie studiów doktoranckich jedynie 2,81% uczestników było uprawnionych do zapomogi. Ta statystyka sugeruje, że potencjalna grupa beneficjentów zapomóg w szkołach doktorskich będzie niewielka, co czyni to rozwiązanie wysoce efektywnym i dostosowanym do realnych potrzeb, a nie do masowego systemu wsparcia.
Dlaczego „ze środków własnych”?
Projekt ustawy celowo przewiduje finansowanie zapomóg ze środków własnych podmiotów prowadzących szkoły doktorskie. Takie podejście jest podyktowane szeregiem argumentów, które mają na celu zapewnienie, że nowe rozwiązanie będzie efektywne, bezkosztowe dla budżetu państwa i nie obciąży administracji.
Przyjęcie rozwiązania odmiennego, czyli włączenie zapomogi do istniejącego systemu pomocy materialnej dla studentów, wiązałoby się z poważnymi konsekwencjami:
Z perspektywy podmiotów prowadzących szkoły doktorskie, nowa regulacja ma być realizowana bez konieczności zatrudniania dodatkowych osób. W przypadku uczelni, wypłata zapomóg będzie możliwa z wykorzystaniem procedur już obowiązujących wobec studentów, co znacznie uprości proces.
Granice uczniowskiej wolności
Konieczność „przyjęcia właściwej pozycji do nauki”, zobowiązanie nauczycieli do „stałej formacji umysłu i ducha”, zaś uczniów do dbałości o estetykę przyborów szkolnych, a także ustalenie kryterium akceptacji przez klasę jako jedno z tych składających się na ocenę z zachowania. To tylko niektóre z przykładów „statutowego absurdu roku”, które w ostatniej edycji konkursu organizowanego przez Stowarzyszenie Umarłych Statutów, walczyły o tytuł najbardziej bezsensownego zapisu z odmętów szkolnych regulacji. Zwycięzcą okazał się jednak ten pozwalający dyrektorowi na ograniczenie korzystania z praw uczniów.
W 2023 r. w konkursie „doceniono” zaś zapisy przewidujące kary statutowe za udział ucznia we „wszelkiego rodzaju pokazach ciała”, obowiązek noszenia określonego stroju z okazji dnia papieskiego, konieczność uzyskania zgody dyrektora na udział np. w korepetycjach i ryzyko skreślenia z listy wychowanków bursy za podjęcie pracy zarobkowej. Konkurs tamtym razem wygrał jednak zakaz przebywania poza domem bez opieki rodziców po godz. 22.
Interwencja RPO
Choć lektura większości z tych propozycji może wywołać uśmiech oraz uzasadnione wątpliwości, co do powodzenia we wcielaniu ich w życie, warto pamiętać, że dla części uczniów nieprzestrzeganie absurdalnych nawet zasad to ryzyko ponoszenia realnych konsekwencji, np. obniżenia oceny z zachowania. I mimo że przywołane przykłady wydają się nietypowe, pewne niejasności wokół szkolnych statutów pozostają niezmienne. A jedną z nich jest ta dotycząca swobody w kwestii uczniowskiego stroju.
Warto pamiętać, że prawo oświatowe pozwala dyrektorowi na wprowadzenie za ich pomocą obowiązku noszenia na terenie szkoły jednolitego stroju, czyli tzw. mundurka. W placówkach, gdzie takiego obowiązku nie ma, zasady określa właśnie statut – i kwestia ta bywa kością niezgody między szkołą a jej wychowankami.
W sprawie zbyt daleko idącej, zdaniem uczniów, ingerencji w ich wygląd, z początkiem 2023 r. u kuratorów interweniował już rzecznik praw obywatelskich. W płynących z całej Polski skargach podnosili oni bowiem, że za „nieodpowiedni” ubiór, makijaż, manicure, farbowanie włosów czy kolczykowanie ciała w ich szkołach grożą kary i tzw. punkty ujemne, a te – w konsekwencji – mogą przełożyć się na końcoworoczną ocenę z zachowania.
Worek bez dna
Komentując to zjawisko, radca prawny Arkadiusz Chmielowski zwracał uwagę na granice swobody w sposobie formowania szkolnego statutu. A te – według mecenasa – przebiegają tam, gdzie mowa jest już o wyglądzie ucznia, a nie jego stroju. – Dlatego zabranianie makijażu, piercingu i tatuaży w mojej ocenie może być uznane za zbyt daleko idące – oceniał.
Kolejnym przyczynkiem do nieporozumień bywają nieostre pojęcia, jakimi posługuje się szkoła. Jeśli bowiem w statucie zawrze ona zakaz noszenia „nietypowych” ubrań czy fryzur, w praktyce może się okazać, że to, co „nietypowe” dla nauczyciela, dla ucznia takie być już nie musi. Jeśli w grę wejdzie dodatkowo tzw. konflikt pokoleń czy charakterystyczna dla nastolatków potrzeba wyrażania siebie również przez wygląd zewnętrzny, trudno będzie uzyskać porozumienie.
RPO – podobnie jak mec. Chmielowski – dostrzegł, że przepisy ustawy jasno odnoszą się tylko do kwestii ubioru na terenie szkoły. Zauważył jednak, że ta sama ustawa de facto umożliwia potraktowanie statutowych „obowiązków ucznia” jak worka bez dna, co w praktyce umożliwia piętrzenie kolejnych wymagań. Rzecznik doszedł więc do popartego praktyką stosowaną w części placówek wniosku, że jeśli w statucie zawrą one np. zakaz farbowania włosów, noszenia bluz z kapturem czy dredów, podopieczni do tych reguł muszą się stosować.
Pokazać siebie
Kuratoria o interwencje w podobnych sprawach proszą też rzecznicy praw ucznia, aktywiści oraz organizacje, takie jak Stowarzyszenie Umarłych Statutów, Fundacja na rzecz Praw Ucznia i Stowarzyszenie dO!PAmina Lab. Chodzi właśnie o sytuacje, kiedy naruszenie wewnętrznych szkolnych zasad kończy się dla uczniów właśnie nałożeniem kar – punktów ujemnych lub w konsekwencji nagany.
Iga Kazimierczyk, prezeska Fundacji „Przestrzeń dla edukacji” – komentując interwencję rzecznika – oceniła, że jeśli sposób ubierania młodych ludzi nie narusza praw innych, nie nawiązuje do symboli czy znaków zakazanych polskim prawem, to nikomu nie powinien on przeszkadzać.
– Są w momencie swojego życia, w którym jednym ze środków wyrazu – świadczącym o stanowieniu o sobie jako o człowieku – jest właśnie sposób ubierania się. Ubiór to najłatwiej dostępne narzędzie do tego, by budować siebie, wyróżnić się, pokazać siebie jako inną od reszty osobę. Jeśli dorośli w bezrefleksyjny sposób próbują ingerować w te kwestie, to ograniczają dojrzewającym ludziom prawo do rozwoju – oceniała ekspertka. I przypomniała oczywistą prawdę, że przemawianie do nastolatków z pozycji silniejszego nie tylko nie zachęca ich do dialogu, ale wręcz mobilizuje do działania wbrew.
Oceny dorosłych uczniów
Kolejnym powracającym pytaniem jest to, dotyczące sytuacji uczniów już pełnoletnich. Czy można wymagać od nich dyscypliny takiej, jak od ich młodszych kolegów? Oczekiwać całkowitego podporządkowania się szkolnym regułom? Odpowiedź również nie jest jednoznaczna – i ten problem także dostrzegł RPO.
Wystarczy przytoczyć kwestię dostępu do informacji o uczniowskich ocenach. Stosując się do przepisów ustawy o systemie oświaty, wszystkie te bieżące i klasyfikacyjne, czyli śródroczne, roczne oraz końcowe są jawne zarówno dla samego zainteresowanego, jak i jego rodziców. Wszystkim z tego grona mogą być też udostępniane do wglądu, podobnie jak sprawdzone i ocenione prace pisemne oraz dokumentacja związana z egzaminami klasyfikacyjnymi i poprawkowymi. W praktyce sprowadza się to do sytuacji, w której pełnoletni uczniowie mogą założyć rodzinę i firmę, na własne nazwisko wynająć mieszkanie, a także przerwać naukę w szkole, ale z pozbawieniem dostępu do wykazu szkolnych ocen swoich rodziców mają już problemy. Nie ma też gwarancji, w jaki sposób dyrektor podejdzie do próby o nieudostępnianie informacji. Wątpliwości, co do takiego stanu rzeczy miał nie tylko RPO, ale też generalny inspektor ochrony danych osobowych. Część ekspertów pozbawianie pełnoletnich osób możliwości zastrzegania informacji dotyczących ich osiągnięć w nauce, postrzega wręcz jako sprzeczne z konstytucją i Europejską Konwencją Praw Człowieka.
Mogą rzucić szkołę
Co ciekawe, w szkołach dla dorosłych, branżowych II stopnia i policealnych takiego problemu nie ma – dorośli uczniowie decydują sami. Rozbieżny sposób traktowania różnych grup krytycznie oceniał m.in. Daniel Sjargi, prawnik ze Stowarzyszenia Umarłych Statutów. Do organizacji zgłaszają się bowiem uczniowie niezgadzający się na zastany porządek szkolnego świata. – Na szczęście coraz więcej szkół dostrzega, że ze względu na ochronę danych osobowych i pełną zdolność do czynności prawnych, którą przecież mają już pełnoletni uczniowie – teoretycznie mogący wypisać się ze szkoły – uszanowanie ich woli jest kluczowe – oceniał na łamach „Rzeczpospolitej”. Jak wyjaśniał, część placówek po prostu wprowadza system zastrzeżeń, czyli w praktyce – udostępnia dane, póki nie sprzeciwi się temu sam zainteresowany uczeń.
Brak poszanowania niektórych praw ucznia pod koniec 2023 r. szkołom wytknęła też Najwyższa Izba Kontroli. Jak ustaliła, w części ze sprawdzanych placówek (choć trzeba zauważyć, że była to zbyt mała „próbka”, aby móc wyciągać generalne wnioski) dopuszczano możliwość obniżenia not za „nieodpowiedni” wygląd, co w praktyce oznaczało, że uczeń farbujący włosy albo malujący paznokcie (lub siebie) nie miał szans na uzyskanie wzorowej lub bardzo dobrej oceny z zachowania (zwiększało się zaś ryzyko otrzymania tej nieodpowiedniej). Izba podzieliła jednak punkt widzenia RPO: przepisy oświatowe wymagają określenia w statucie obowiązków w zakresie przestrzegania zasad ubierania się uczniów na terenie szkoły, ale to nie dotyczy szeroko pojętego wyglądu.
ZUS wyręczy przedsiębiorcę w rozliczaniu składek
Niedawno ZUS przedstawił sprawozdanie z realizacji przepisów o rencie wdowiej, która weszła w życie na początku tego roku, a pierwsze wypłaty ruszyły w lipcu. Dwie główne przyczyny odmowy to zbyt wysoka kwota świadczenia aktualnie wypłacanego (powyżej trzykrotności kwoty najniższej emerytury) oraz nabycie prawa do renty rodzinnej po zmarłym małżonku wcześniej niż 5 lat przed osiągnięciem powszechnego wieku emerytalnego. Szczególnie ta druga przesłanka wzbudza sporo kontrowersji. Planowane są w najbliższym czasie zmiany w tym zakresie?
Limit świadczeń w zbiegu był od początku obecny w projekcie obywatelskim. Dlaczego? Bo podstawowym celem renty wdowiej jest zapobieżenie degradacji ekonomicznej gospodarstw emerytów wskutek śmierci współmałżonka. Gdy umiera osoba najbliższa, zawsze następuje zmiana sytuacji finansowej gospodarstwa domowego. Zmiana ta jest jednak różna: jeśli ktoś pobiera wysoką emeryturę, np. 10 tys. zł, mniej dotkliwie odczuwa utratę świadczenia zmarłego małżonka. Dlatego ustawa wprowadza maksymalną wysokość emerytury i renty rodzinnej, które można łączyć na zasadzie renty wdowiej. Z kolei wymóg owdowienia nie wcześniej niż 5 lat przed osiągnięciem powszechnego wieku emerytalnego to miara tego, jak długo utrzymują się konsekwencje ekonomiczne śmierci zmarłego małżonka. Inaczej jest wtedy, gdy mąż lub żona umiera 12 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego, bo wtedy wdowiec lub wdowa może jeszcze poprawić swoją sytuację ekonomiczną. Inaczej jest natomiast, gdy śmierć następuje bezpośrednio przed osiągnięciem wieku emerytalnego. O poprawę własnej sytuacji ekonomicznej jest już wtedy bardzo trudno. Rozumiem poczucie rozczarowania, gdy owdowienie nastąpiło niewiele przed ustawowymi 5 latami, np. 6 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Takiego rozwiązania w pierwotnej wersji projektu, pod którym my jako Lewica zbieraliśmy podpisy, rzeczywiście nie było.
Więc może warto to zmienić?
To nie jest takie proste. Nawet w takim wariancie ustawa wywołuje bardzo duże skutki finansowe. To jeden z największych projektów socjalnych tego rządu. W tym roku wydamy na niego ponad 4 mld zł, w kolejnym 8 mld zł, a jeszcze w następnym nawet 14 mld zł. Wdrożenie tych zmian wymagało kompromisów z ministrem finansów. I ten warunek 5 lat nim jest. Mogę dzisiaj zapowiedzieć, że w 2028 roku usiądziemy i zastanowimy się, czy możemy podwyższyć procent drugiego świadczenia z 25 proc. na więcej oraz dokonamy całościowego przeglądu przesłanek przyznania renty wdowiej. Ten przegląd jest obowiązkiem ustawowym i na pewno będzie on okazją do dyskusji o zmianach w rencie wdowiej.
Nie rozważaliście państwo zastąpienia obowiązku pozostawania we wspólności małżeńskiej przesłanką prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego? Otworzyłoby to osobom żyjącym w nieformalnych związkach prawo do skorzystania z renty wdowiej.
Renta wdowia nie jest nowym świadczeniem, tylko regułą zbiegu emerytury oraz renty rodzinnej. I właśnie warunki nabycia tego drugiego świadczenia są kluczowe. Dzisiaj nie możemy nabyć prawa do renty rodzinnej po osobie, z którą prowadziliśmy wspólne gospodarstwo domowe, a która nie była małżonkiem lub inną osobą wskazaną w ustawie emerytalnej, z reguły członkiem rodziny. Jako Lewica byśmy bardzo chcieli, żeby to świadczenie było nabywane także po partnerze czy partnerce. Takie zmiany przygotowała Katarzyna Kotula w przepisach wprowadzających ustawę o związkach partnerskich. Przyjęcie tych regulacji problem by rozwiązało.
Wysokie wydatki powodują też wypłaty tzw. groszowych emerytur. ZUS informuje o dużym wzroście cen za przekazy pocztowe od tego roku, co tylko potęguje problem. Pracujecie nad jego rozwiązaniem?
Są emerytury wypłacane w wysokości dwóch groszy osobom, które pracowały w życiu przez jeden dzień. Takich świadczeń nie jest dużo, natomiast rzeczywiście koszty ich obsługi znacząco przekraczają samą ich wysokość. Zgadzam się, że to jest nieracjonalne. Będziemy chcieli zaproponować rozwiązanie, które zakładałoby, że te najniższe świadczenia byłyby wypłacane nie co miesiąc, a co kwartał.
Ale takie osoby zachowywałyby status emeryta?
Tak. Z nim wiążą się liczne uprawnienia, jak choćby prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Rodzinom tych emerytów po ich śmierci przysługuje prawo do zasiłku pogrzebowego i renty rodzinnej. Emeryci groszowi mogą też otrzymać trzynastkę i czternastkę.
Pytanie, czy zasadnie?
Uważam, że tak. Nie są to świadczenia ubezpieczeniowe, a mają charakter socjalny. My nie planujemy żadnych zmian w przepisach, które je regulują.
Nie obawiacie się wystąpienia zjawiska tzw. turystyki emerytalnej? Obecne zasady powodują też, że obywatel np. Niemiec, po jednym dniu pracy w Polsce też otrzyma to świadczenie po osiągnięciu naszego wieku emerytalnego.
Nie obserwujemy takich sytuacji. Wiem, że takie historie budzą emocje, ale ryzyko ich wystąpienia jest naprawdę marginalne i wydaje mi się, że nie są warte interwencji legislacyjnej.
Zdecydowaliście się zrealizować pomysł tzw. wakacji składkowych, ale z moich rozmów z przedstawicielami przedsiębiorców wynika, że oni najbardziej czekają na zmiany w wypłacie wynagrodzenia chorobowego. Kiedy mogą się ich spodziewać?
Ministerstwo rodziny odrobiło pracę domową: przygotowaliśmy projekt przepisów, który przewiduje wypłatę zasiłku chorobowego przez ZUS od pierwszego dnia niezdolności do pracy. Zaproponowaliśmy przy tej okazji rozmowę o tym, czy nie nadszedł już czas, aby nieco podnieść sam zasiłek chorobowy. Dzisiaj wynosi on – z wyjątkami – 80 proc. podstawy wymiaru. Jakiś czas temu zrezygnowaliśmy z progu 70 proc. dla zwolnień szpitalnych, więc chcieliśmy przy tej okazji zastanowić się, czy świadczenie, które pobieramy podczas zwolnienia, nie mogłoby być wyższe. Projekt, zresztą w kilku wariantach, skierowaliśmy do Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów. Jesteśmy po dwóch dłuższych dyskusjach w tych sprawach na jego posiedzeniach. Do końca kadencji mamy 2,5 roku, więc jest jeszcze sporo czasu na podjęcie tego tematu. Natomiast decyzja, kiedy to nastąpi, pozostaje poza resortem rodziny. Tu kluczowe jest stanowisko Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów oraz ministra finansów i gospodarki, to on w końcu uzupełnia deficyt w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Natomiast – od początku o tym mówiliśmy – aby wdrożyć taki projekt, należy w pierwszej kolejności przeprowadzić reformę orzecznictwa lekarskiego w ZUS oraz zwolnień chorobowych. I na tym się obecnie koncentrujemy. Myślę, że jeszcze w tym miesiącu projekt tej reformy może zostać przyjęty przez rząd i skierowany do Sejmu.
Wracając jeszcze do kwestii wypłaty wynagrodzenia chorobowego, wspomniał pan o różnych wariantach tego rozwiązania. Co konkretnie proponujecie?
Analizowaliśmy różne warianty: od takiego, który dotyczy wszystkich płatników, do takiego, który obejmuje mniejsze podmioty. W żadnym z wariantów nie przewidywaliśmy podwyższenia składki chorobowej i to się nie zmieni. Ona wynosi obecnie 2,45 proc. i tyle powinno zostać.
Z raportów ZUS dotyczących absencji chorobowej wynika wzrost liczby zaświadczeń lekarskich jednodniowych. Czy aby zaradzić temu problemowi resort rozważa np. rozwiązanie polegające na braku odpłatności za krótkoterminowe zwolnienia?
W żadnym wypadku. Niezdolności do pracy mają różne przyczyny i są też takie, które trwają jeden czy dwa dni. Nie jest to jednak równoznaczne z nieprawidłowym korzystaniem z L4. Mogę zatem zapewnić, że żadnych zmian na niekorzyść ubezpieczonych nie planujemy.
W rewizji KPO zrezygnowaliście z oskładkowania wszystkich zleceń, na rzecz rozszerzenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy do przekształcania pozornych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Dlaczego?
Nowa propozycja będzie skuteczniej oddziaływać na to, jak funkcjonuje rynek pracy. Cały czas mamy do czynienia ze zjawiskiem zatrudniania osób do pracy podporządkowanej na podstawie umów cywilnoprawnych. Chcemy temu zjawisku przeciwdziałać, bo jest to nie tylko niezgodne z prawem, ale psuje też rynek pracy. Dzisiaj inspektor pracy może skierować do pracodawcy wystąpienie lub wydać mu polecenie, aby zatrudnił daną osobę w stosunku pracy, a nie na umowie cywilnoprawnej. Te środki są niewiążące dla pracodawcy. Inspektor może też wytoczyć na korzyść zleceniobiorcy powództwo o ustalenie istnienia stosunku pracy. Środek ten stosuje się rzadko, gdyż z punktu widzenia inspekcji wiąże się z dużym nakładem pracy, a nie zawsze kończy się powodzeniem. Stąd pomysł nadania inspektorom uprawnienia do przekształcania stosunku cywilnoprawnego w umowę o pracę w drodze decyzji administracyjnej. Planujemy też wzmocnienie PIP polegające na większej elektronizacji postępowań kontrolnych. Będzie łatwiej i inspektorom, i pracodawcom.
Nie obawiacie się państwo, że nowe uprawnienia mogą spowodować lawinę spraw w sądach, w których pracodawcy będą podważać decyzje inspektorów? Stany faktyczne w takich sprawach są często skomplikowane.
Mamy gwarancję prawa do sądu w konstytucji. Ona obejmuje możliwość zainicjowania kontroli decyzji administracyjnej. Decyzja inspektora będzie ingerować w stosunki cywilnoprawne i stosunki pracy, więc przewidziane będzie odwołanie od niej do sądu powszechnego. Odpowiadając na pytanie: nie obawiamy się lawiny spraw w sądach z tego tytułu. Dzisiaj też pracodawca może się odwołać od decyzji inspektorów w różnym zakresie i sądy nie są tymi sprawami mocno obciążone.
Na jakim etapie są prace nad tym rozwiązaniem?
Złożyliśmy wniosek o wpis do wykazu prac legislacyjnych rządu (we wtorek założenia do projektu pojawiły się w wykazie – przyp. red.) Następnie projekt zostanie skierowany do uzgodnień międzyresortowych, konsultacji i opiniowania.
ZUS pochwalił się niedawno na naszych łamach, że rząd dał zielone światło dla wdrożenia tzw. jednolitego pliku ubezpieczeniowego (JPU). To prawda?
Tak. Pracujemy nad projektem ustawy, skierowaliśmy właśnie wniosek o wpis do wykazu prac legislacyjnych rządu. Proces wdrożenia JPU potrwa kilka lat. Chcemy, żeby przebiegał w dwóch etapach: najpierw udostępnimy go samozatrudnionym, a potem – wszystkim płatnikom. Idea jest taka, żeby zrezygnować ze wszystkich dokumentów rozliczeniowych na rzecz JPU. Płatnik będzie przekazywał wyłącznie te dane, których ZUS nie ma i nie może ich pozyskać z innych źródeł. Obliczenie należnych składek zostanie przesunięte z płatnika na organ rentowy, który wystawi dokument do zapłaty i który od razu odeśle nas do bankowości elektronicznej.
Czy w tym roku jest szansa na zrealizowanie tego rozwiązania choćby dla tych najmniejszych płatników?
Nie ma. To jest bardzo duże przedsięwzięcie od strony legislacyjnej i technicznej. W docelowym modelu chcielibyśmy, aby ZUS zaciągał dane z programów kadrowo-płacowych płatników składek. Sam proces legislacyjny zaplanowaliśmy na rok, czyli do przyszłych wakacji. Koniec wdrożenia pod względem technicznym przewidujemy na koniec 2030 roku, a dla mniejszych płatników – na początek 2028 roku.
To nowe narzędzie będzie obejmowało składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne?
Chcielibyśmy, żeby tak było. Na pewno będą to składki na ubezpieczenia społeczne. Zobaczymy, jak uda się ze składką zdrowotną. To jest właściwość resortu zdrowia i NFZ, ale liczę na to, że uda się to zintegrować.
Na podpis prezydenta czeka ustawa o czerwcowych emerytach z lat 2009-2019. Ostatecznie jednak przepisy, które trafiły do Sejmu i zostały przyjęte przez parlament nie przewidują wyrównania wysokości ich świadczeń za minione lata. Dlaczego?
Wyrównanie musi być zawsze zakotwiczone w art. 77 ust. 1 konstytucji. Przewiduje on prawo do naprawienia szkody wyrządzonej przez niezgodne z prawem działanie państwa. Tą ustawą rozwiązujemy problem wysokości świadczeń osób, które przechodziły na emeryturę w czerwcu. Z niezgodnym z prawem ustaleniem wysokości emerytury mamy do czynienia w dwóch przypadkach. Po pierwsze, gdy podstawa prawna ustalenia tej wysokości jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Po drugie, gdy ZUS nieprawidłowo stosuje przepisy, ustalając prawo do świadczenia i jego wysokość. Tymczasem w przypadku emerytur czerwcowych nie spełniła się żadna z tych przesłanek. Źródłem problemu był przepis ustawy emerytalnej, zgodnie z którym jeżeli wysokość emerytury była ustalana w czerwcu, kwota składek poddana ostatniej waloryzacji rocznej nie podlegała dodatkowym waloryzacjom kwartalnym. A to często oznaczało niższe, nawet o kilkanaście proc., świadczenie. Przepisy dotyczące zarówno wskaźnika, jak i schematu waloryzacji nie zostały zakwestionowane ani przez Trybunał Konstytucyjny, ani też przez sądy. Są one zgodne z konstytucją. ZUS zastosował je prawidłowo. Kwestia emerytur czerwcowych nie jest problemem prawnym, tylko faktycznym. W określonych warunkach gospodarczych, które wystąpiły w konkretnych latach, ten wskaźnik i schemat waloryzacji zareagował niekorzystnie dla ubezpieczonych. Jednak wcale tak nie musiało być. W świetle analiz ekonomicznych, które przeprowadziliśmy w ministerstwie, przy tym wskaźniku i schemacie waloryzacji możliwy był taki scenariusz, choć nie był bardzo prawdopodobny, że przejście na emeryturę w czerwcu nie byłoby niekorzystne. Ziściłby się on w przypadku deflacji i niskiego przypisu składek na ubezpieczenie emerytalne. Wtedy ten czerwiec nie byłby aż tak zły, jak okazał się w latach 2009-2019. Z tych powodów nie powstało tu prawo do naprawienia szkody. Dlatego nie widzimy przestrzeni do wyrównania. Natomiast chcemy potraktować równo wszystkich emerytów czerwcowych, to znaczy, żeby wobec każdej takiej osoby mogła być zastosowana zasada, że ustala się jej emeryturę tak jak w maju, jeżeli jest to dla niej korzystniejsze.
To prawda, że konstytucyjność wspominanego przepisu nie została zakwestionowana. Ale czy nie chcieliście państwo po prostu wynagrodzić ludziom faktu, iż często nieświadomie wpadali w niekorzystny schemat?
Uważamy, że równe potraktowanie emerytów czerwcowych polega na tym, że każdy z nich ma prawo do emerytury tak, jakby przeszedł na nią w maju. Sens tego mechanizmu, który zaproponowaliśmy, jest taki sam, jak tego, który w odniesieniu do emerytów czerwcowych przyjęto w 2021 r. i w 2020 r.
Czyli kwestie finansowe nie zaważyły na braku wyrównania dla tej grupy?
Każda zmiana w systemie emerytalnym, czy szerzej w prawie ubezpieczeń społecznych, wywołuje skutki finansowe. Rząd i minister, który przygotowuje projekt ustawy, muszą brać je pod uwagę. Co więcej, jesteśmy zobowiązani do ich obliczania, bo musimy przygotować ocenę skutków regulacji na potrzeby rządowego procesu legislacyjnego. Dlatego oczywiście analizujemy poszczególne rozwiązania także w takim kontekście. Natomiast w tym przypadku po prostu poruszamy się w przestrzeni wyznaczonej przez konstytucję i przepisy prawa.
Ale to nie są jedyne rozwiązania, na które czekają seniorzy. Kiedy wcześniejsi emeryci z innych roczników niż 1953 mogą spodziewać się zakończenia prac nad projektem, który rozwiązuje ich problem?
Jeżeli chodzi o sprawę emerytów wcześniejszych, którym pomniejszono kapitał do emerytury powszechnej o kwoty wcześniej pobranych świadczeń, to sprawa jest trudna i złożona. Są to osoby w korzystniejszej sytuacji niż większość świadczeniobiorców. Po pierwsze, przynależą one do nowego systemu emerytalnego, ale mogły skorzystać z możliwości przejścia na emeryturę wcześniejszą zgodnie z zasadami starego systemu. Są one z reguły bardziej korzystne.
Po drugie, miały możliwość przejścia na emeryturę po emeryturze. Patrząc z perspektywy konstytucyjnej, ryzyko emerytalne ziszcza się tylko raz i ono zostało zrealizowane w przypadku tych osób przez przejście na wcześniejsze świadczenie. Możliwość przechodzenia kilkakrotnie na emeryturę to wybór ustawodawcy. Konstytucja tego nie gwarantuje. Przejście na emeryturę wcześniejszą przez długi czas nie miało wpływu na kapitał, na podstawie którego obliczana była emerytura powszechna. W efekcie dochodziło do absurdu: im dłużej ktoś pobierał emeryturę wcześniejszą, tym większa była jego emerytura powszechna, ponieważ kapitał do niej nie był pomniejszany, a przeciwnie – rósł, bo był corocznie waloryzowany. W 2012 r. tę ostatnią regułę zmieniono – i słusznie, co zresztą rekomendował Sąd Najwyższy, a nie zakwestionował tego Trybunał Konstytucyjny. Zrobiono to jednak dość niefortunnie, bo wprowadzono bardzo krótkie vacatio legis, które naruszyło zasadę zaufania obywateli do państwa. Niekonstytucyjność w tym przypadku polegała na tym, że część osób została zaskoczona konsekwencjami swojego wyboru: w chwili, gdy decydowały się przejść na emeryturę wcześniejszą, nie wiedziały, że będzie miało to wpływ na wysokość ich emerytury powszechnej, a w konsekwencji – że nie zawsze przejście z emerytury wcześniejszej na emeryturę powszechną będzie korzystne lub tak sprzyjające, jak się tego spodziewały.
Tu dochodzimy do clou problemu, tj. w jaki sposób zrekompensować tym osobom źle skonstruowane vacatio legis?
Kobiety z rocznika 1953 zostały pokrzywdzone w sposób absolutnie skandaliczny, ponieważ na kilka miesięcy przed przejściem na emeryturę powszechną dowiedziały się, że kapitał przy jej obliczeniu zostanie im pomniejszony o uprzednio pobrane świadczenie wcześniejsze. W efekcie nawet gdyby postanowiły zawiesić prawo do emerytury wcześniejszej, to te kilka miesięcy z czysto ekonomicznego punktu widzenia nic by w zasadzie nie zmieniło. Jednak element zaskoczenia tym skutkiem w innym stopniu dotyczył np. osób, które dowiedziały się o tym 6 lat przed osiągnięciem powszechnego wieku emerytalnego. Gdyby taka osoba zdecydowała się zawiesić emeryturę wcześniejszą, miałoby to olbrzymi wpływ na to, jak wygląda jej świadczenie w powszechnym wieku. Dlatego musimy dostosować sposoby łagodzenia tego źle ukształtowanego vacatio legis do wielkości szkody, która tym osobom została wyrządzona, i tego, czy i w jakim zakresie realnie miały one wpływ na zmianę swojej sytuacji. Projekt jest też trudny pod względem finansowym: kosztuje więcej niż emerytury czerwcowe. W tym wariancie, który mamy teraz, to jest pół miliarda złotych rocznie.
Kiedy przepisy zostaną przyjęte przez rząd?
Projekt jest w tej chwili w uzgodnieniach międzyresortowych, konsultacjach publicznych i opiniowaniu. Planujemy, że przepisy wejdą w życie od połowy 2026 r., a proces legislacyjny zakończymy pod koniec bieżącego roku. Już teraz jednak wiem, że zajdą w nim pewne zmiany.
Jakie?
Prawdopodobnie poszerzymy katalog uprawnionych o rocznik 1960. Okazało się bowiem, że jeśli ktoś wcześniej zaczął niektóre prace, to również – pobierając emeryturę wcześniejszą – mógł odczuć niekorzystne skutki przepisów z 2012 r.
Ten katalog, mam wrażenie, może być problematyczny. Nie obawiacie się, że pominięte roczniki będą go kwestionować przed sądami?
My chcemy wyłapać wszystkich wcześniejszych emerytów, którzy mogli odczuć negatywne skutki błędnego ukształtowania vacatio legis ustawy z 2012 r., a jednocześnie nie należą do grupy, która miała kilkanaście lat na decyzję o zawieszeniu emerytury wcześniejszej. To było kryterium, którym się posługiwaliśmy. Na pewno w rządowym procesie legislacyjnym będziemy się jeszcze dokładnie przyglądać zakresowi podmiotowemu tej ustawy.
Dr hab. Sebastian Gajewski jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Dopłata do czterodniowego tygodnia pracy z podatkiem
Pracodawco, dołącz do pilotażu skróconego czasu pracy – zachęca Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Kusi przedsiębiorców dofinansowaniem – może to być nawet 20 tys. zł na jednego pracownika (a na firmę maksymalnie 1 mln zł). Okazuje się jednak, że część tej kwoty trzeba będzie oddać fiskusowi.
– Dofinansowanie jest dla firmy przychodem, od którego trzeba zapłacić podatek – mówi Izabela Leśniewska, doradca podatkowy w kancelarii Alo-2. Wskazuje, że zgodnie z regulaminem programu pilotażowe projekty będą finansowane ze środków rezerwy Funduszu Pracy. – Do takiej dopłaty nie pasuje żadne z podatkowych zwolnień – podkreśla ekspertka.
KIS potwierdza
Potwierdza to Krajowa Informacja Skarbowa. Przyznaje, że dofinansowania z Funduszu Pracy są firmowym przychodem.
– Nie można zastosować wyłączenia z art. 12 ust. 4 pkt 14 ustawy o CIT. Regulacja ta stanowi, że do przychodów nie zalicza się otrzymanych w ramach rządowych programów nieodpłatnych świadczeń, rzeczy lub praw. Dofinansowanie jest poza dyspozycją tego przepisu – tłumaczą konsultanci. Ich zdaniem, nie zastosujemy też zwolnienia z art. 17 ust. 1 pkt 47 ustawy o CIT, który mówi o dotacjach otrzymanych z budżetu państwa. – Dofinansowanie z Funduszu Pracy nie jest uznawane za taką dotację. Tak wynika z dotychczasowych interpretacji w podobnych sprawach – wskazuje KIS.
Podobnie jest w PIT. – W momencie otrzymania dofinansowania przedsiębiorca będzie musiał wykazać przychód. Żadne ze zwolnień, które są w art. 21 ustawy o PIT, do tego przychodu nie pasuje. Od dofinansowania trzeba będzie więc zapłacić podatek, dotyczy to zarówno przedsiębiorców na skali lub stawce liniowej, jak i ryczałtowców – tłumaczą konsultanci z KIS.
Jak ten podatek wyliczyć i ile wyniesie? – Dofinansowanie trzeba dodać do innych przychodów i wyliczyć dochód (przychód minus koszty). Od tego dochodu firmy zapłacą 9 albo 19 proc. CIT. Przedsiębiorcy na skali PIT odprowadzą 12 albo 32 proc. podatek, liniowy to 19 proc. Z kolei na ryczałcie podatek liczymy od przychodu (bez odliczania kosztów), w tym wypadku stawka wynosi 3 proc. – tłumaczy Izabela Leśniewska.
Ekspertka dodaje, że przedsiębiorców uratowałoby rozporządzenie ministra finansów o zaniechaniu poboru podatku. Przyznają to też konsultanci KIS. – Dopóki nie ma takiego rozporządzenia albo objaśnień czy interpretacji ogólnej, nasze stanowisko nie może być inne – podkreśla Krajowa Informacja Skarbowa.
Ministerstwo Finansów najwyraźniej jednak nie ma jeszcze poglądu w tej sprawie. Nie odpowiedziało bowiem na wysłane przez naszą redakcję w poniedziałek pytanie.
Niektórzy zapłacą też składkę zdrowotną
Ale podatek to nie wszystko. – Przedsiębiorcy na skali i liniówce zapłacą dodatkowo składkę zdrowotną – podkreśla Izabela Leśniewska. Przykładowo, przedsiębiorca, który jest na liniowym PIT, od dofinansowania w wysokości 40 tys. zł (na dwóch pracowników) musi odprowadzić 7,6 tys. zł podatku i 1 960 zł składki. Na skali w pierwszym progu w sumie (podatek i składka) zapłaci 8,4 tys. zł, w drugim progu 16,4 tys. zł.
A na ryczałcie? Tu wysokość składki zdrowotnej zależy od wszystkich przychodów i od tego, w której grupie znajduje się przedsiębiorca. – Załóżmy, że ryczałtowiec ma około 270 tys. zł przychodu rocznie. Dostanie dofinansowanie na dwóch pracowników w wysokości 40 tys. zł. To spowoduje przejście do trzeciej grupy i oznacza, że w rozliczeniu rocznym będzie musiał dopłacić ponad 7,3 tys. zł składki zdrowotnej. Do tego jest 1,2 tys. zł podatku – wylicza Izabela Leśniewska.
– Jak widać, pokaźną część tego, co dostaniemy od państwa, od razu będziemy musieli mu oddać – podsumowuje ekspertka. Dodaje, że podatku i składki zdrowotnej od dofinansowania nie muszą obawiać się jedynie firmy rozliczające się w formie karty podatkowej.
PILOTAŻ NIE DLA WSZYSTKICH
Jakie są warunki programu
Wnioski o udział w pilotażowym programie skróconego czasu pracy można składać do 15 września 2025 r. Kluczowe warunki uczestnictwa to:
- prowadzenie działalności przez co najmniej 12 miesięcy przed dniem złożenia wniosku,
- zatrudnianie przynajmniej 75 proc. kadry na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę,
- objęcie projektem minimum 50 proc. pracowników,
- utrzymanie zatrudnienia na poziomie nie niższym niż 90 proc. stanu początkowego, określonego we wniosku,
- utrzymanie wynagrodzeń pracowników biorących udział w projekcie na poziomie nie niższym niż obowiązujący w dniu rozpoczęcia jego realizacji, przez cały okres jego trwania,
- brak pogorszenia warunków pracy i płacy pracowników objętych projektem.
Administrator odpowiada za wyciek danych
Stan faktyczny
KSSiP została powiadomiona przez Komendę Główną Policji o pojawieniu się w Internecie danych osobowych powiązanych z jej platformą szkoleniową. Po przeprowadzeniu kontroli ustalono, że pochodzą one z kopii bazy danych wykonanej przez „T.” sp. z o.o. w tracie prac testowych nowej platformy. W zgłoszeniu przesłanym Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych (dalej: PUODO) KSSiP wskazała, że naruszenie dotyczyło ponad 50 tys. osób, w tym: sędziów, prokuratorów, kuratorów zawodowych, wykładowców, urzędników sądów i prokuratury. Ujawnione dane to m.in.: imię i nazwisko, adres e-mail, nazwa użytkownika, numer telefonu, jednostka, wydział, a także dane o charakterze technicznym takie jak: adres IP, data pierwszego i ostatniego logowania, hasło. W przypadku ponad 44,5 tys. osób naruszenie dotyczy także ujawnienia numeru PESEL. Po wykryciu nieprawidłowości administrator podjął działania skutkujące usunięciem danych z publicznego portalu. Dezaktywowano dotychczasowe hasła informując użytkowników o konieczności ich zmiany przy logowaniu do nowej platformy. Stwierdzając wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osób, których dane dotyczą, KSSiP rozesłał drogą mailową stosowną informację do wszystkich narażonych na to osób.
Postępowanie administracyjne
PUODO stwierdził, że art. 24 ust. 1 RODO nakłada na administratora danych obowiązek wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, aby przetwarzanie odbywało się zgodnie z RODO, a jednocześnie tak by móc to wykazać. Administrator musi przy tym uwzględnić charakter, zakres, kontekst i cele przetwarzania oraz ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwie i wadze. Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że „T.” sp. z o.o. nie była informowana o charakterze podejmowanych czynności, wykonując je w ramach wsparcia technicznego. Do naruszenia ochrony danych doszło więc wskutek braku zrozumienia przez administratora roli, jaką pełni w relacji z podmiotem przetwarzającym. Za całość operacji związanych z wykonaniem kopii bazy danych i przekazaniem jej do serwera docelowego, odpowiedzialna był KSSiP, która nie podjęła wystarczających działań sprawdzających bezpieczeństwo przetwarzania, tak przed rozpoczęciem migracji danych, jak i po jej zakończeniu. Weryfikacji tej dokonano dopiero w dniu stwierdzenia naruszenia. Zdaniem PUODO świadczy to o rażącym zaniedbaniu obowiązków KSSiP i naruszeniu art. 32 ust. 1 i ust. 2 RODO.
Wymierzając administracyjną karę pieniężną w maksymalnej dopuszczalnej wysokości, czyli kwocie 100 tys. zł organ wziął pod uwagę w szczególności: kategorie danych osobowych, których dotyczyło naruszenie ochrony danych osobowych, charakter i wagę naruszenia przy uwzględnieniu liczby poszkodowanych osób, czas trwania naruszenia, nieumyślny charakter naruszenia oraz wysoki stopień odpowiedzialności administratora. Ustalając wysokość kary Prezes UODO uwzględnił również działania podjęte przez administratora w celu zminimalizowania szkody poniesionej przez osoby, których dane dotyczą. Organ uznał jednak, że nałożona kara i tak jest niewspółmiernie niska do skali i wagi naruszenia z perspektywy przepisów RODO.
Zarzuty skargi
KSSiP wniósł skargę dowodząc, że to „T.” sp. z o.o. jako podmiot przetwarzający nie wdrożyła właściwych środków technicznych i organizacyjnych pozwalających na zapewnienie bezpieczeństwa bazy danych podczas przenoszenia z jednej udostępnianej przez siebie lokalizacji do drugiej takiej lokalizacji. KSSiP uznała, że dochowała wymaganej staranności powierzając świadczenie usług, w tym zlecając migrację bazy danych, podmiotowi, który zawodowo wykonuje takie czynności i legitymuje się posiadaniem dokumentów potwierdzających znajomość zasad i technik zabezpieczenia informacji w technikach informatycznych. Zdaniem skarżącej do naruszenia doszło na skutek błędu pracownika „T.” sp. z o.o., który polegał na umieszczeniu tymczasowej kopi bazy danych w katalogu publicznym, a następnie nieusunięciu tego pliku. KSSiP kwestionował też wysokość nałożonej kary.
Stanowisko WSA
WSA w Warszawie oddalił skargę KSSiP uznając, że bezsprzecznie doszło do naruszenia art. 32 ust. 1 i 2 RODO. KSSiP zdecydowała, że po zakończeniu procesu migracji żadna kopia bazy danych nie powinna pozostać, jednak nie sprawdziła, czy czynność ta została wykonana. To administrator decyduje o celach i sposobach przetwarzania i to on w pierwszej kolejności odpowiada za bezpieczeństwo danych. Nawet jeśli w wyniku błędu pracownik „T.” sp. z o.o. nie usunął wykonanej kopii bazy danych, to na administratorze nadal ciążył obowiązek weryfikacji, czy lokalizacja, w której umieszczono te dane zapewnia bezpieczeństwo ich przetwarzania.
WSA w Warszawie uznał też, że wbrew twierdzeniom KSSiP, ustalenie, czy wyciek danych nastąpił w wyniku błędu pracownika „T.” sp. z o.o., czy też na skutek innych czynników, nie było ani przesądzające ani nawet wymagane do wydania decyzji. Dokonując oceny działalności administratora organ ustalił jakie procedury zostały złamane i jakie przepisy naruszono. Było to wystarczające do ustalenia odpowiedzialności KSSiP, a nie „T.” sp. z o.o., gdyż to rolą administratora było zapewnienie bezpieczeństwa w procesie przetwarzania danych osobowych.
Orzeczenie NSA
NSA oddalił skargę kasacyjną. W uzasadnieniu wyjaśniono, że ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, iż to administrator nie podjął wystarczających działań mających na celu zweryfikowanie bezpieczeństwa środowiska przetwarzania przed rozpoczęciem działań migracyjnych i po ich zakończeniu. W uzasadnieniu wyroku podkreślono, że odpowiednie na gruncie art. 32 ust. 1 RODO środki techniczne i organizacyjne mające zapewnienie bezpieczeństwa, to nie środki skuteczne w każdym przypadku, a takie, których dochowanie mogło być w dacie i okolicznościach dostępu do danych osobowych, obiektywnie wymagane od danego podmiotu. Decydując się na nieangażowanie podmiotu przetwarzającego w proces migracji i nieudzielenie pełnych informacji o podejmowanych czynnościach i oczekiwanych rezultatach, administrator nie upewnił się, że przetwarzane dane osobowe są odpowiednio zabezpieczone. Weryfikacji tej administrator podjął się dopiero w dniu stwierdzenia naruszenia, co stanowi o naruszeniu przez KSSiP art. 32 ust. 1 i 2 RODO.
NSA podkreślił, że administrator ponosi odpowiedzialność także za działanie osób i podmiotów od siebie zależnych, przy pomocy których przetwarza dane osobowe. W realiach niniejszej sprawy jest to o tyle istotna kwestia, że do wycieku danych osobowych doszło nie na skutek ingerencji osoby trzeciej, a w efekcie niezastosowania należytych środków technicznych i organizacyjnych przy migracji danych. Niedopełnienie tych obowiązków skutkowało pobraniem kopii bazy danych przez nieznane i nieuprawnione osoby, co stanowi o naruszeniu przez KSSiP zasady poufności wyrażonej w art. 5 ust. 1 lit. f) RODO. Za nietrafne uznano twierdzenia KSSiP, że dla oceny odpowiedzialności administratora za naruszenie danych konieczne było wyjaśnienie co dokładnie było przyczyną wycieku danych. NSA podzielił stanowisko Sądu I instancji i PUODO, że organ dokonuje oceny działalności administratora przez pryzmat obowiązujących przepisów, a ustalony stan faktyczny pozwalał na przypisanie odpowiedzialności za wyciek danych osobowych KSSiP. Nie ma więc znaczenia, czy doszło do tego w wyniku błędu pracownika „T.” sp. z o.o., czy też na skutek innych czynników.
W uzasadnieniu podkreślono, że w świetle art. 32 ust. 1 RODO korzystanie przez KSSiP w procesie przetwarzania danych osobowych ze wsparcia profesjonalnego podmiotu przetwarzającego, nie powoduje przeniesienia odpowiedzialności z administratora na podmiot przetwarzający w zakresie obowiązków ciążących na nim na mocy przepisów RODO, w tym zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych. Przyjęcie odmiennej interpretacji przepisu prowadziłoby do błędnego wniosku, że w momencie zawarcia umowy powierzenia danych osobowych, administrator zostaje wyłączony spod przepisów RODO zobowiązujących go do zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzanych danych.
NSA za prawidłowe uznał także określenie wysokości kary. Pomimo tego, że faktycznie organ wymierzył skarżącej karę pieniężną w maksymalnej dopuszczalnej wysokości to wziął pod uwagę okoliczności łagodzące odpowiedzialność, w tym działania podjęte przez administratora w celu zminimalizowania szkody poniesionej przez osoby, których dane dotyczą. PUODO zasadnie uznał jednak, że obniżenie kary z uwagi na okoliczności łagodzące, zostało zastąpione przez bardziej korzystne dla KSSiP ustawowe ograniczenie wysokości kary do 100 tys. zł. Zdaniem NSA kara w maksymalnej wysokości, w tej sprawie jest i tak niewspółmiernie niska do skali i wagi naruszenia z perspektywy regulacji RODO.
Wyrok NSA z 12.6.2025 r., III OSK 1394/22, Legalis