Zaburzenia, a nie choroby psychiczne
Zmiana nazewnictwa to jedno z założeń projektu nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, który trafił właśnie do wykazu prac rządu. Archaiczna terminologia ma zostać wyparta nie tylko ze względu na ryzyko stygmatyzacji.
– Środowisko od dawna postulowało zaproponowane zmiany. Te w kwestii nazewnictwa są kluczowe, bo ustawa z 1994 r. wprowadziła pojęcie „osoby chorej psychicznie” i „choroby psychicznej”, które w medycynie nie istnieją; klasyfikacje WHO też jasno mówią o „zaburzeniach psychicznych” – komentuje dla „Rzeczpospolitej” prof. Piotr Gałecki, specjalista psychiatra i praktyk, kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Ważne pojęcia
Jak tłumaczy prof. Gałecki, obecnie w naszych przepisach przyjmuje się, że osoba „psychicznie chora” to ta mająca zaburzenia psychotyczne, czyli halucynacje lub urojenia.
– Tym samym osoba na nie niecierpiąca, ale np. w ciężkim epizodzie depresyjnym i z tendencjami samobójczymi, według przepisów chora nie jest i darmowe leczenie jej nie przysługuje – precyzuje ekspert.
Profesor unaocznia, że taki stan rzeczy prowadził do sytuacji, w których lekarze stawali przed dylematem: albo osobę taką do szpitala przyjąć i później tłumaczyć przed sądem opiekuńczym, do którego może się ona zwrócić, albo literalnie trzymać się przepisów i przyjęcia odmówić, a jeśli popełni ona samobójstwo, to tłumaczyć się przed prokuratorem.
– Dlatego rezygnacja z posługiwania się definicją „osoby chorej psychicznie” i zastąpienie jej pojęciem „osoby z zaburzeniami psychicznymi” są niezmiernie ważne – zwraca uwagę specjalista.
Na archaiczne podejście i nieadekwatne definicje wskazuje też mec. Oktawia Zarzecka, właścicielka kancelarii radcy prawnego. Przewiduje ona, że przy systemowych działaniach na rzecz dostępu do usług psychologicznych i psychoterapeutycznych oferowanych przez specjalistów, nowelizacja wpisuje się w pożądany kierunek zmian.
Rozpoczęcie tych prac pozytywnie postrzega też mec. Karolina Seidel, ekspertka ds. prawa medycznego prowadząca kancelarię adwokacką.
– Teraz oczywiste jest, że każdy pacjent powinien być traktowany indywidualnie, przez pryzmat swoich zaburzeń, a nie wrzucony do jednego wora z napisem „chorzy psychicznie” – komentuje.
Projekt ustawy zakłada też zmianę w przepisach dotyczących stosowania przymusu bezpośredniego, czyli unieruchomienia lub izolacji. Prof. Gałecki przypomina, że przymus taki stosowany jest najczęściej na oddziałach niepsychiatrycznych, np. geriatrycznych, intensywnej terapii czy pooperacyjnych, gdzie u części pacjentów występują choćby zaburzenia świadomości. Wiele szpitali w ogóle nie ma oddziałów psychiatrycznych, a nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się konieczność podjęcia wobec pacjenta takich działań.
– Dzisiaj może o tym zdecydować każdy lekarz, ale po upływie w sumie 16 godzin potrzebna jest już decyzja psychiatry. W konsekwencji dochodzi do sytuacji, kiedy np. w Warszawie z instytutu hematologii pacjenta wiezie się do instytutu psychiatrii i neurologii, bo tam dyżuruje specjalista. Po zmianach przedłużenia będzie mógł już dokonać lekarz każdej innej specjalizacji – tylko po prostu inny niż ten, który wydał pierwszą decyzję – unaocznia profesor.
W tym kontekście mec. Zarzecka przypomina, że lekarzy tej specjalizacji brakuje.
– Wprowadzenie takiego rozwiązania jest zatem odpowiedzią na konieczność podejmowania interwencji związanej z zastosowaniem przymusu bezpośredniego w sytuacjach pilnych, gdy pacjent zagraża życiu i zdrowiu – swojemu i innych osób – uzasadnia.
Policjanci nie zastosują „chwytów”
Mec. Seidel zwraca również uwagę, że zwiększy się rola sądu opiekuńczego przy przyjmowaniu do szpitali psychiatrycznych osób małoletnich – bez zgody przedstawicieli ustawowych lub wtedy, kiedy nie zgadzają się oni ze sobą w tej kwestii. Nowe przepisy mają procedurę znacznie usprawnić.
Zdaniem dr. Jerzego Pobochy, byłego prezesa Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej i biegłego sądowego, założenia do projektu ustawy to wyraz dostosowywania prawa do rzeczywistości, a nie odwrotnie. Podkreśla, że bardzo ważna zmiana dotyczyła będzie kwestii stosowania środków przymusu bezpośredniego przez policjantów, na co zezwala im „ustawa policyjna”.
– Zgodnie z przepisami wezwani na interwencję funkcjonariusze mogą wobec pacjenta używać chwytów, takich jak np. wykręcanie rąk. Niestety niektóre z takich działań miały fatalne skutki, łącznie z nagłymi zgonami, ponieważ u człowieka w psychozie może dojść wówczas do zatrzymania akcji serca. Całe odium spada wówczas na policjantów, mimo że działali zgodnie z prawem – argumentuje były prezes PTPS.
Wskazuje, że zapowiedziana zmiana uniemożliwiająca im stosowanie takich chwytów wobec osób z zaburzeniami psychicznymi to dobry krok.
– Pytanie tylko, jak funkcjonariusze mają rozstrzygnąć, kto na nie cierpi i rozsądzić, jak muszą się zachować – unaocznia jednak dr Pobocha.
Etap legislacyjny: wykaz prac legislacyjnych rządu
Tryb uzupełnienia uzasadnienia wniosku o wstrzymanie wykonania decyzji
Stanowisko WSA w Łodzi
WSA w Łodzi postanowieniem z 24.4.2025 r. odmówił F. P. Z w Z. (dalej: Skarżąca) wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji SKO w Łodzi, w przedmiocie określenia kwoty dotacji wykorzystanej niezgodnie z przeznaczeniem, podlegającej zwrotowi do budżetu województwa. WSA w Łodzi podniósł, że Skarżąca we wniosku ograniczyła się jedynie do gołosłownego stwierdzenia, że natychmiastowe wykonanie ww. decyzji skutkowałoby trudnymi do odwrócenia konsekwencjami w postaci konieczności zakończenia przez nią działalności. Do ww. wniosku Skarżąca nie załączyła żadnej dokumentacji uprawdopodobniającej powyższe. Co za tym idzie, WSA w Łodzi nie miał możliwości porównania obciążenia wynikającego z zaskarżonej decyzji z sytuacją finansową Skarżącej.
Stan prawny
NSA w pierwszej kolejności wskazał, że stosownie do art. 61 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 935; dalej: PostAdmU) wniesienie skargi nie wstrzymuje wykonania zaskarżonego aktu. Sąd może jednak na wniosek skarżącego wydać postanowienie o wstrzymaniu wykonania w całości tego aktu, jeżeli zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków (art. 61 § 3 PostAdmU).
W tym kontekście NSA wyjaśnił, że instytucja procesowa wstrzymania wykonania decyzji jest odstępstwem od generalnej zasady wykonalności ostatecznych decyzji administracyjnych i służyć ma stronie postępowania, chroniąc ją przed negatywnymi skutkami, jakie mogą powstać w wyniku wykonania rozstrzygnięcia. Orzeczenie dotyczące wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji ma charakter fakultatywny, a więc sąd może wstrzymać wykonanie zaskarżonego aktu lub czynności, gdy występują w sprawie przesłanki przewidziane w art. 61 § 3 PostAdmU.
Jak wielokrotne wskazywano w orzecznictwie NSA, przez wyrządzenie znacznej szkody, o której mowa w art. 61 § 3 PostAdmU, należy rozumieć taką szkodę, która nie będzie mogła być wynagrodzona przez późniejszy zwrot spełnionego lub wyegzekwowanego świadczenia, ani nie będzie możliwe przywrócenie rzeczy do stanu pierwotnego. Z kolei przez trudne do odwrócenia skutki, o których mowa w art. 61 § 3 PostAdmU, rozumie się zaś takie prawne lub faktyczne skutki, które raz zaistniałe powodują istotną lub trwałą zmianę rzeczywistości, przy czym powrót do stanu poprzedniego może nastąpić tylko po dłuższym czasie lub przy stosunkowo dużym nakładzie sił i środków.
Uzasadnienie wniosku o wstrzymanie wykonania decyzji
Jednocześnie NSA podkreślił, że obowiązek uprawdopodobnienia ww. okoliczności spoczywa na wnioskodawcy. Oznacza to, że uzasadnienie wniosku musi w sposób przekonujący pokazać konkretne relacje między brakiem wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu a wystąpieniem zagrożenia ziszczenia się ustawowych przesłanek. Argumentacja wniosku powinna więc odnosić się do konkretnych okoliczności, pozwalających stwierdzić, czy są podstawy do jego uwzględnienia.
Dalej NSA wskazał, że ustawodawca uzależnił udzielenie ochrony tymczasowej od oceny okoliczności poszczególnych przypadków. Uzasadnienie wniosku musi zatem odnosić się do konkretnych okoliczności świadczących o tym, że w stosunku do strony wstrzymanie zaskarżonej decyzji jest zasadne, a wywody zawarte we wniosku powinny zostać połączone z niezbędnym odwołaniem się do dokumentów źródłowych potwierdzających prezentowaną przez stronę w tym zakresie argumentację (postanowienie NSA z 1.3.2019 r., I OZ 174/19). Strona powinna przekonać sąd o zasadności zastosowania ochrony tymczasowej z art. 61 § 3 PostAdmU. Nie jest wystarczające złożenie samego wniosku z przytoczeniem w jego uzasadnieniu w sposób lapidarny okoliczności, które teoretycznie mogą pojawić się na etapie wykonywania orzeczenia (postanowienie NSA z 17.4.2020 r., II FZ 102/20). Samo powołanie określonych twierdzeń na okoliczności związane z sytuacją materialną skarżącego nie jest wystarczające do uznania, że wniosek spełnia przesłanki z art. 61 § 3 PostAdmU (postanowienie NSA z 3.7.2014 r., II OZ 661/14, Legalis). Sąd musi dysponować wykazanymi, wiarygodnymi faktami pozwalającymi na zastosowanie instytucji wstrzymania wykonania. Przyjęcie za wiarygodne ogólnikowych twierdzeń stron oznaczałoby w praktyce, że każda osoba fizyczna lub prawna mogłaby skutecznie starać się o wstrzymanie zaskarżonego aktu, bez względu na faktyczne okoliczności sprawy (postanowienie NSA z 23.3.2020 r., II FZ 131/20).
Niezależnie od powyższego, NSA podkreślił, iż każda decyzja administracyjna zobowiązująca do uiszczenia należności pociąga za sobą dolegliwość finansową, rodząc określony skutek w finansach zobowiązanego do ich uiszczenia. Nie oznacza to jednak, że zawsze w takiej sytuacji należy zastosować wyjątkowe rozwiązanie prawne, jakim jest ochrona tymczasowa w postępowaniu sądowoadministracyjnym. Okoliczności, takie jak: kwota zadłużenia czy kwota dofinansowania przypadająca do zwrotu nie mogą być postrzegane jako wywołujące niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków.
Rozstrzygnięcie NSA
WSA w Łodzi zasadnie ocenił, że Skarżąca nie wykazała, czy zachodzą przesłanki z ww. przepisu. Brak wiedzy WSA w Łodzi w zakresie rzeczywistej (dającej się zweryfikować) sytuacji majątkowej Skarżącej nie pozwalał na ocenę w ww. zakresie. Jednocześnie nie kwestionuje się, że wykonanie zaskarżonej decyzji może mieć wpływ na finanse Skarżącej, jednakże bez wskazania, jaka jest jej rzeczywista sytuacja majątkowa, WSA w Łodzi nie mógł dokonać pełnej oceny, czy w sprawie zaistnieje niebezpieczeństwo, o jakim mowa w art. 61 § 3 PostAdmU.
Ponadto NSA wskazał, że skutki wykonania decyzji zobowiązującej stronę do zapłaty określonej kwoty pieniężnej są z natury rzeczy odwracalne (postanowienie NSA z 27.10.2016 r., II GZ 1099/16, Legalis). W przypadku uchylenia decyzji, uiszczona należność podlega zwrotowi (postanowienie NSA z 20.12.2011 r., I GZ 217/11, Legalis). Nie jest to bez znaczenia dla oceny wystąpienia przesłanek z art. 61 § 3 PostAdmU.
Odnosząc się z kolei do dokumentacji, którą Skarżąca dołączyła do zażalenia, NSA wyjaśnił, że są to nowe okoliczności podniesione dopiero na etapie postępowania zażaleniowego. WSA w Łodzi nie miał wiedzy na ten temat. Zadaniem NSA nie jest jednak ponowna ocena wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji, uzupełnionego o okoliczności podniesione w zażaleniu, lecz kontrola postanowienia wydanego przez WSA w Łodzi. Wobec tego nie było podstaw, aby odnieść się do ww. nowych okoliczności. NSA podkreślił, że zgodnie z art. 61 § 4 PostAdmU postanowienia w sprawie wstrzymania aktu lub czynności, wydane na podstawie art. 61 § 2 i 3 PostAdmU, sąd może zmienić lub uchylić w każdym czasie, w razie zmiany okoliczności. Gdyby zatem taka sytuacja wystąpiła w rozpoznawanej sprawie, Skarżąca może wówczas przedstawić dokumentację wraz z nowym wnioskiem o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji. Wskazać przy tym należy, że braki wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonego aktu nie mogą być uzupełnione w zażaleniu.
Ze ww. powodów, działając na podstawie art. 184 PostAdmU w związku z art. 197 § 1 i § 2 PostAdmU, NSA oddalił zażalenie.
Komentarz
Na tle stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy NSA wypowiedział się jednoznacznie o możliwości uzupełnienia uzasadnienia wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji administracyjnej i załączenia do niej stosownych dokumentów dotyczących sytuacji finansowej strony skarżącej. NSA podkreślił, że powyższe jest możliwe jedynie w drodze złożenia nowego wniosku o przyznanie ochrony tymczasowej, nie zaś w drodze zażalenia postanowienia w przedmiocie odmowy przyznania takiej ochrony, jak miało to błędnie miejsce w sprawie.
Postanowienie NSA z 8.7.2025 r., I GZ 251/25, Legalis
Rezygnacja z inwestycji wyklucza odszkodowanie za przejętą nieruchomość
Stan faktyczny
W 2013 r., w związku z przejęciem nieruchomości będącej własnością K.G. na cele inwestycji drogowej, Starosta ustalił na rzecz byłego właściciela odszkodowanie w wysokości ponad 4,3 mln zł oraz zobowiązał Wójta Gminy C. do wypłaty tej kwoty. Po trwającym kilka lat sporze sądowym dotyczącym zezwolenia na realizację inwestycji drogowej postępowanie administracyjne w tym przedmiocie zostało umorzone, gdyż inwestor zrezygnował z budowy drogi. W 2020 r. Wójt Gminy C. wystąpił z wnioskiem o stwierdzenie wygaśnięcia decyzji Starosty z 2013 r., a Starosta uwzględnił to żądanie. K.G. wniósł odwołanie, jednak Wojewoda utrzymał w mocy decyzję organu I instancji. W uzasadnieniu decyzji wyjaśniono, że wyeliminowanie z obrotu prawnego decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej spowodowało bezprzedmiotowość decyzji w sprawie ustalenia na rzecz K.G. odszkodowania. Nie doszło bowiem do przejścia z mocy prawa własności nieruchomości na rzecz Gminy C.
Orzeczenie WSA
K.G. wniósł skargę twierdząc, że odszkodowanie mu przysługuje gdyż nieruchomość stanowiąca jego własność została bezprawnie przejęta. WSA w Warszawie oddalił jednak skargę stwierdzając, że na skutek ostatecznego uchylenia decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej i umorzenia postępowania w sprawie, prawo własności działki powróciło do skarżącego. Z akt sprawy wynika, że odszkodowanie ustalone decyzją Starosty z 2013 r. nie zostało wypłacone, a wykonanie tej decyzji jest bezprzedmiotowe.
W przepisach InwDrogPublU kwestia wygaśnięcia decyzji nie została uregulowana, dlatego wydanie takiego rozstrzygnięcia, zgodnie z art. 162 § 1 pkt 1 KPA, uzależnione jest od łącznego spełnienia dwóch przesłanek: decyzja stała się bezprzedmiotowa, a stwierdzenie jej wygaśnięcia albo nakazuje przepis prawa albo leży w interesie społecznym lub w interesie strony. Sąd stwierdził, że organy I i II instancji słusznie wskazały na interesy, zarówno społeczny, jak i Gminy C., które uzasadniają stwierdzenie wygaśnięcia decyzji o odszkodowaniu. W interesie społecznym jest usuniecie stanu niepewności poprzez uporządkowanie sytuacji prawnej w relacjach między inwestorem a skarżącym. W interesie społecznym, ale również strony postępowania – Gminy C., jest też uniknięcie zapłaty nienależnego odszkodowania. Gmina jako jednostka sektora finansów publicznych jest obowiązana wydatkować środki publiczne w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem m.in. zasad efektywności oraz optymalnego doboru metod i środków służących osiągnięciu założonych celów. Gmina C. nie nabyła własności działki należącej w dalszym ciągu do K.G., zatem wyeliminowanie spornej decyzji z obrotu prawnego pozwoli jej na uniknięcie ryzyka niegospodarności w wydatkowaniu środków publicznych.
Odnosząc się do zarzutów skarżącego, że Gmina C. zdewastowała należącą do niego nieruchomość poprzez wyrwanie drzew owocowych i liściastych oraz zdemontowanie mostku wjazdowego z drogi Sąd wskazał, że kwestia roszczeń z tytułu ewentualnych szkód należy do właściwości sądów powszechnych, a nie administracyjnych.
Zarzuty skargi kasacyjnej
K.G. dowodził, że sporna decyzja nie stała się bezprzedmiotowa, a jej wygaśnięcie nie leży w interesie ani społecznym, ani tym bardziej jego interesie. Z art. 12 ust. 4f w zw. z art. 12 ust. 4 pkt 2 InwDrogPublU nie wynika, że w okolicznościach tej sprawy odszkodowanie z tytułu wywłaszczenia nieruchomości podlega zwrotowi. Własność działki z mocy prawa przeszła na własność Gminy C. co spowodowało, że K.G. przez kilka lat był pozbawiony możliwości swobodnego dysponowania tym terenem. W ocenie skarżącego już ta okoliczność uzasadnia wypłatę mu ustalonego przez organy odszkodowania. Dodatkowo K.G. wskazał, że na skutek zniszczeń dokonanych po wywłaszczeniu, wartość zwróconej mu kilka lat później nieruchomości uległa zmniejszeniu. Dlatego nawet jeśli uznać zasadność zwrotu przyznanego mu odszkodowania, to kwota ta powinna zostać pomniejszona o kwotę równą różnicy wartości nieruchomości określonej na dzień wywłaszczenia i dzień zwrotu.
Odszkodowanie tylko w razie istnienia zezwolenia na realizację inwestycji drogowej
NSA oddalił skargę kasacyjną podkreślając, że InwDrogPublU jest ustawą szczególną zawierającą specyficzne regulacje prawne. Jednym z wyrazów tej odmienności jest fakt, że kompensacja szkody, powstałej na skutek wywłaszczenia, następuje na podstawie decyzji odrębnej od tej, na podstawie której dochodzi do utraty prawa własności nieruchomości. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że wydanie zezwolenia na realizację inwestycji drogowej i ustalenie odszkodowania z tytułu utraty prawa własności nieruchomości, objętej tym zezwoleniem, są prowadzone w odrębnych postępowaniach. Pomimo tego obowiązek wydania decyzji odszkodowawczej uzależniony jest od istnienia w obrocie prawnym decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej. Na skutek umorzenia postępowania administracyjnego w sprawie wydania decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej, nieruchomość będąca własnością skarżącego w rzeczywistości przestała być nieruchomością objętą decyzją o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej.
Przedmiotem decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej jest przede wszystkim wykreowanie uprawnienia inwestora do realizacji inwestycji na określonym terenie. Gdy inwestor rezygnuje ze swojego uprawnienia i jest oczywiste, że decyzja nie zostanie wykonana, wówczas nieruchomość staje się zbędna dla realizacji inwestycji drogowej. W takiej sytuacji nie ma podstaw do przyznania odszkodowanie, które jest przecież pochodną prawa inwestora do realizacji inwestycji. W konsekwencji NSA stwierdził, że skoro Gmina C. wycofała wniosek o zezwolenie na realizację inwestycji drogowej a postępowanie w tym przedmiocie zostało ostatecznie umorzone to następczo odpadła przesłanka do ustalenia odszkodowania za pozbawienie K.G. prawa własności do nieruchomości. Nieruchomość zostanie więc zwrócona skarżącemu w odrębnym postępowaniu administracyjnym.
Skutki bezprzedmiotowości postępowania administracyjnego
NSA wyjaśnił, że skutki bezprzedmiotowości procedowania w kwestii odszkodowania za pozbawienie prawa własności nieruchomości w związku z realizacją inwestycji drogowej uzależnione są od tego, kiedy dojdzie do jej zaistnienia. Jeśli pojawi się w toku postępowania prowadzonego w celu ustalenia wysokości odszkodowania na podstawie art. 12 ust. 4b InwDrogPublU, to postępowanie to należy umorzyć w oparciu o art. 105 § 1 KPA. Jeżeli natomiast, tak jak w tej sprawie, zostanie ujawniona po wydaniu ostatecznej decyzji w przedmiocie ustalenia wysokości odszkodowania, wówczas należały stwierdzić wygaśnięcie tej decyzji na podstawie art. 162 § 1 pkt 1 KPA.
NSA potwierdził stanowisko Sądu I instancji i organów orzekających w sprawie, że stwierdzenie wygaśnięcia spornej decyzji leży w interesie społecznym. Nie da się bowiem z nim pogodzić dalszego utrzymywania w mocy skutków prawnych decyzji ustalającej wysokość odszkodowania za nieruchomość w rzeczywistości nie przejętą na cele realizacji inwestycji drogowej. Inwestycja ta nie została i nie zostanie zrealizowana na skutek uchylenia zezwolenia, a nieruchomość może powrócić do skarżącego. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono też, że z punktu widzenia oceny legalności decyzji stwierdzającej wygaśnięcie decyzji ustalającej wysokość odszkodowania na podstawie art. 12 ust. 4b w zw. z art. 12 ust. 4f InwDrogPublU nie ma znaczenia okoliczność, że w przeszłości przez pewien czas funkcjonowała w obrocie prawnym ostateczna decyzja w przedmiocie zezwolenia na realizację inwestycji drogowej.
Wyrok NSA z 6.6.2025 r., I OSK 1314/22, Legalis
Małoletni jako strona postępowania administracyjnego
Stan faktyczny
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego (dalej: PINB) prowadził postępowanie w sprawie legalności powstania wiaty, w której garażowane były samochody osobowe i jeden dostawczy. Po ustaleniu, że obiekt stanowi samowolę budowlaną organ, w celu umożliwienia legalizacji wiaty, zobowiązał właścicielkę nieruchomości – M.L-Z. do przedłożenia szeregu dokumentów. W toku postępowania M.L-Z. zmarła, a J.Z. – mąż zmarłej i jednocześnie jeden z jej następców prawnych dwukrotnie wniósł o zmianę terminu do złożenia dokumentów. Pomimo uwzględnienia tych wniosków i przedłużenia terminu o kilkanaście miesięcy wymagane dokumenty nie zostały przedłożone PINB, w konsekwencji organ nakazał J.Z. rozbiórkę wiaty.
Organ II instancji uchylił zaskarżoną decyzję w całości i zmienił określenie podmiotu zobowiązanego do dokonania rozbiórki. Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego obowiązek ten nałożył na J.Z. oraz małoletnie córki zmarłej A.Z. i M.Z., które w postępowaniu reprezentuje J.Z. – ich ojciec jako przedstawiciel ustawowy. W uzasadnieniu decyzji za niezasadne uznano zarzuty J.Z., że wiata została wybudowana przed 1.1.1995 r. Z archiwalnych zdjęć satelitarnych zawartych na stronie www.mapy.geoportal.gov.pl oraz zeznań świadków jednoznacznie wynika, że obiekt budowlany powstał po 2008 r. W konsekwencji organ stwierdził, że samowolna budowa podlega regulacjom ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418) i PINB prawidłowo wdrożył procedurą legalizacyjną.
Orzeczenie WSA
WSA w Rzeszowie uchylił decyzje organów obu instancji uznając, że doszło do uchybienia polegającego na niezapewnieniu małoletnim następcom prawnym zmarłej udziału w postępowaniu przed organem I instancji. PINB postanowienia o przedłużeniu terminu do złożenia dokumentów doręczył wyłącznie J.Z. pomijając obowiązek doręczenia małoletnim stronom A.Z. i M.Z. do rąk J.Z. jako przedstawiciela ustawowego. Organ I instancji swoją decyzję skierował wyłącznie do J.Z. doręczając to rozstrzygnięcie również tylko jemu. W ocenie Sądu uchybień tych nie sanował skutecznie WINB poprzez rozszerzenie listy adresatów nakazu rozbiórki o małoletnie A.Z. i M.Z. Działanie organu I instancji pozbawiło bowiem małoletnie udziału w postępowaniu pierwszoinstancyjnym i możliwości ewentualnego podjęcia działań legalizacyjnych. Zdaniem Sądu skoro w postępowaniu przed organem I instancji nie uczestniczyły wszystkie strony, WINB powinien zastosować art. 138 § 2 KPA i uchylić zaskarżoną decyzję oraz przekazać sprawę do ponownego rozpatrzenia PINB. Oceny tej nie zmienia fakt, że w postępowaniu występował samodzielnie ojciec małoletnich, będący ich przedstawicielem ustawowym. Sąd podkreślił, że nakaz ochrony praw małoletnich wyklucza wykładnia celowościową czy funkcjonalną przepisów procesowych zmierzającą do naruszenia gwarancji procesowych dzieci.
Stanowisko NSA
NSA na skutek skargi kasacyjnej WINB uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania WSA w Rzeszowie. NSA uznał, że sposób procedowania PINB w żaden sposób nie świadczy pozbawieniu małoletnich udziału w postępowaniu przed organem I instancji. Z treści pisma, w którym poinformowano J.Z., że wstępuje w miejsce M.L-Z. jako dotychczas zobowiązanej do przedłożenia dokumentów wynika, iż zostało ono skierowane do J.Z. jako do podmiotu występującego w postępowaniu w podwójnej roli. Po pierwsze jako samodzielnej strony – jednego z następców prawnych zmarłej żony, po drugie zaś jako przedstawiciela ustawowego małoletnich J.Z. i M.Z. Wynika to również z obu postanowień o przedłużeniu terminu na przedłożenie dokumentów legalizacyjnych. NSA podkreślił, że w świetle zasad ogólnych postępowania administracyjnego bezpodstawne jest twierdzenie, że doręczenie wskazanych dokumentów w jednej przesyłce zaadresowanej do J.Z. doprowadziło do pozbawienia małoletnich udziału w sprawie i w konsekwencji uniemożliwiło im ewentualne podjęcie działań legalizacyjnych. Zakwestionowanie przez WSA w Rzeszowie sposobu działania organu administracji, w okolicznościach tej sprawy, NSA uznał za przejaw nadmiernego formalizmu będący skutkiem nieuwzględnienia reguł związanych z udziałem małoletnich w postępowaniu administracyjnym.
Małoletni jako strona postępowania administracyjnego
Osoba małoletnia jako posiadająca zdolność prawną może być podmiotem praw i adresatem obowiązków administracyjno-prawnych, w tym związanych z przysługującą małoletnim własnością i wynikających z aktów stosowania prawa budowlanego. Zdolność do samodzielnego działania w postępowaniu administracyjnym jest jednak uzależniona od zdolności do czynności prawnych ocenianych zgodnie z właściwymi regulacjami prawa cywilnego. Małoletni, którzy nie ukończyli 13 roku życia są pozbawieni zdolności do czynności prawnych, natomiast małoletni, którzy przekroczyli ten wiek mają ograniczoną zdolność do czynności prawnych. Z przepisów KC wynika, że sfera samodzielnego działania małoletnich posiadających ograniczoną zdolność do czynności prawnych nie obejmuje przedmiotu postępowania administracyjnego dotyczącego legalizacji zabudowy nieruchomości wykonanej w warunkach samowoli budowlanej. W rezultacie J.Z. i M.Z. nie mogły samodzielnie działać w tym postępowaniu administracyjnym. Przedstawicielem ustawowym J.Z. i M.Z. jest J.Z., który jak wynika z przepisów KRO, był jednocześnie uprawniony i obowiązany do działania w ich imieniu. J.Z. mógł być również jedynym adresatem wszelkich pism w postępowaniu administracyjnym jako przedstawiciel ustawowy małoletnich córek.
Doręczanie korespondencji przedstawicielowi ustawowemu
NSA stwierdził, że z art. 40 § 2 i § 3 KPA nie wynika, iż organy administracyjne miały obowiązek doręczenia przedstawicielowi ustawowemu takiej liczby odpisów pism ile stron reprezentuje. Doręczenie korespondencji przedstawicielowi traktuje się jak doręczenie samej stronie i skutki doręczenia dla stron, w tym pozostających pod jego władzą rodzicielską, powstają już z chwilą odbioru korespondencji. W uzasadnieniu wyroku podkreślono, że dla oceny skuteczności tych czynności bez znaczenia jest okoliczność, iż organ przekazał jedynie jeden egzemplarz pisma, jeśli z jego treści wynika, że dotyczy ona wszystkich spadkobierców jako stron postępowania reprezentowanych łącznie. W konsekwencji nie można twierdzić, że małoletnie zostały pozbawione możliwości udziału w postępowaniu administracyjnym, lub też że doszło do naruszenia zasady dwuinstancyjności. J.Z., łączący w postępowaniu dwie funkcje procesowe – strony i przedstawiciela ustawowego małoletnich J.Z. i M.Z. – miał zapewniony udział w tym postępowaniu i był jego aktywnym uczestnikiem.
Wyrok NSA z 23.4.2025 r., II OSK 842/24, Legalis
Odpowiedzialność inwestora za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy
Stan sprawy
„H.” sp.j. jako podwykonawca wystąpiła z pozwem o zapłatę ponad 174 tys. zł przeciwko inwestorowi – Skarbowi Państwa za wykonane roboty budowlane. SO w W. uwzględnił powództwo, a SA w W. oddalił apelację pozwanego. Pozwany wnosząc skargę kasacyjną powołał się na jej oczywistą zasadność wynikającą z ustalenia, że podstawą solidarnej odpowiedzialności Skarbu Państwa za wynagrodzenie podwykonawcy jest dorozumiane wyrażenie zgody. W orzecznictwie jednomyślnie przyjmuje się, że możliwość wyrażenia dorozumianej zgody uzależniona jest od przedstawienia inwestorowi projektu umowy z podwykonawcą, a co najmniej od zapewnienia możliwości zapoznania się przez inwestora z treścią postanowień tej umowy. Wnoszący skargę kasacyjną dowodził, że nie można przypisać mu nawet dorozumianego wyrażenia zgody. Twierdził, że nie została mu stworzona realna możliwość zapoznania się z postanowieniami umowy istotnymi z punktu widzenia zakresu odpowiedzialności, którą przyjąłby na siebie, wyrażając zgodę na jej zawarcie.
Solidarna odpowiedzialność inwestora z generalnym wykonawcą
Ustawa z 14.2.2003 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustawach (Dz.U. z 2003 r. Nr 49 poz. 408) wprowadziła korzystniejszą dla podwykonawców sytuację prawną, dając im możliwość kierowania roszczeń o zapłatę wynagrodzenia bezpośrednio wobec inwestora, wykonawcy częściowego, a także generalnego wykonawcy. Powodem wprowadzenia tej regulacji do KC była ochrona interesów podwykonawców w przypadku nierzetelności finansowej podmiotu, z którym bezpośrednio zawarli oni umowę na wykonanie części robót. Na podstawie art. 6471 § 5 KC zawierający umowę z podwykonawcą oraz inwestor i wykonawca ponoszą solidarną odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia za roboty budowlane wykonane przez dalszego podwykonawcę. Taka konstrukcja odpowiedzialności inwestora stanowi odstępstwo od generalnej zasady prawa obligacyjnego, zgodnie z którą skuteczność zobowiązań umownych ogranicza się do stron zawartej umowy. Z uwagi na wyjątkowy charakter wprowadzonego rozwiązania art. 6471 KC należy interpretować ściśle, chroniąc usprawiedliwiony interes inwestora, który zostaje obciążony odpowiedzialnością za realizację umowy, której nie jest stroną i na której wykonanie nie ma bezpośredniego wpływu.
Sposób wyrażenia zgody przez inwestora
SN wyjaśnił, że z uwagi na daleko idące skutki wyrażenia zgody przez inwestora, oznaczające jego gwarancyjną odpowiedzialności za zobowiązania wykonawcy z tytuły zapłaty wynagrodzenia podwykonawcy, konieczne jest zapewnienie mu chociażby minimalnej ochrony prawnej. Wyraża się ona w wymogu znajomości okoliczności, które pozwolą inwestorowi oszacować zakres i stopień zagrożenia wynikającego z przyjmowanej odpowiedzialności. Solidarną odpowiedzialność inwestora z generalnym wykonawcą warunkuje więc istnienie pisemnej umowy pomiędzy podwykonawcą a generalnym wykonawcą oraz zgoda inwestora na zawarcie takiej umowy. W uzasadnieniu postanowienia SN wskazał, że zgodę inwestora można uzyskać na dwa sposoby. Pierwszy z nich został uregulowany w art. 6471 § 2 zd. 2 KC. Zgodę inwestora musi poprzedzać przedstawienie mu przez wykonawcę umowy z podwykonawcą lub jej projektu wraz z częścią dokumentacji, po czym inwestor ma 14 dni na wyrażenie swojej woli – zgody lub sprzeciwu. Jeżeli jednak w ciągu tego terminu inwestor nie zgłosi sprzeciwu lub zastrzeżeń, uważa się, że wyraził zgodę na zawarcie umowy. Drugi sposób jest mniej sformalizowany, wystarczy bowiem uzyskanie wiedzy o umowie pomiędzy wykonawcą a podwykonawcą z dowolnego źródła, zarówno przed jej zawarciem, jak i później. Nieistotne jest źródło tej wiedzy, natomiast niezbędne jest, aby umowa została zindywidualizowana. Sposób wyrażenia zgody może więc przybrać różną formę – pisemną, ustną, może ona też nastąpić w sposób dorozumiany, poprzez inne zachowanie, które dostatecznie ujawnia wolę inwestora.
Kluczowe znaczenie ma fakt, że zarówno w przypadku czynnego jak i dorozumianego wyrażenia zgody musi się ona odnosić do zindywidualizowanego podwykonawcy i do określonej umowy o roboty budowlane. Co istotne inwestor nie musi znać treści całej umowy projektu, wystarczy, że znane mu są lub miał możliwość zapoznania się z istotnymi postanowieniami, decydującymi o zakresie solidarnej odpowiedzialności inwestora z wykonawcą za wypłatę wynagrodzenia podwykonawcy. Są to w szczególności postanowienia dotyczące przedmiotu prac, jakie ma wykonać zindywidualizowany podwykonawca, wysokości wynagrodzenia podwykonawcy lub sposobu jego ustalenia. Inwestor musi więc mieć świadomość, na co się godzi (zob. wyrok SN z 6.10.2010 r., II CSK 210/10, Legalis). Na taką wiedzę mogą wskazywać okoliczności trwającego przez dłuższy czas procesu inwestycyjnego np. wiedza o podwykonawcy, o zakresie wykonywanych przez niego robót, udział w negocjacjach mających na celu doprowadzenie do prawidłowego rozliczenia należności powoda za dokonane roboty, gdy z zachowania się tego inwestora w toku inwestycji wynika to, że wykonywanie określonego fragmentu robót przez zindywidualizowanego podwykonawcę było przez niego bezsprzecznie akceptowane (zob. wyrok SN z 30.5.2006 r., IV CSK 61/06, Legalis).
Stanowisko SN
SN odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania uznając, że Sąd II instancji prawidłowo rozważył istotę solidarnej odpowiedzialności skarżącego jako inwestora względem podwykonawcy za zapłatę wynagrodzenia za wykonane roboty budowlane. Sądy obu instancji wyjaśniły wszystkie okoliczności związane ze sposobem realizacji prac budowlanych przez wykonawcę, w tym również powierzeniem ich podwykonawcy. Sądy podkreślały, że pozwany nie tylko tolerował, lecz wręcz akceptował wykonywanie prac przez powoda. Jak ustalono inwestor z racji poprzednio realizowanego przedsięwzięcia, znał istotne i niezbędne szczegóły dotyczące działalności podwykonawcy w zakresie powierzonych mu przez wykonawcę prac. Pozwany wyrażał zgodę na obecność pracowników podwykonawcy na terenie placu budowy, znajdującego się na terenie objętym szczególnymi zasadami bezpieczeństwa. Na żadnym etapie prowadzenia robót budowlanych pozwany nie zabraniał podwykonawcy na realizację ściśle określonych zadań, prowadził z nim rozmowy, co więcej traktował jako równorzędnego partnera rozmów w toczącym się procesie inwestycyjnym. Sądy ustaliły, że Skarb Państwa z inicjatywy podwykonawcy poznał istotne elementy umowy podwykonawczej, a miesiąc później miał realną możliwość zapoznania się z pełną dokumentacją wykonanych przez powoda robót budowlanych. Został mu również doręczony protokół odbioru robót. Skarżący inwestor miał zatem nie tylko „realną możliwość”, lecz przede wszystkim rzeczywistą wiedzę, że to powód był podwykonawcą konkretnych robót budowlanych.
Postanowienie SN z 26.6.2025 r., I CSK 1154/24, Legalis
Prace nad ustawą o asystencji mają ruszyć po wakacjach
– Forsowany przez resort rodziny projekt, który potrzebującym miał zapewniać stałe i profesjonalne wsparcie (tak, aby nie byli oni zdani sami na siebie lub na członków swoich rodzin), utknął na drodze do europejskich standardów i jest on blokowany głównie przez ciągłe uwagi Ministerstwa Finansów – komentuje dla „Rzeczpospolitej” dr Krzysztof Kurowski, przewodniczący Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami.
– Część tych uwag wskazuje na niezrozumienie istoty usługi asystencji osobistej, m.in. ogranicza osobie z niepełnosprawnością wybór realizatora usługi. Mamy zatem próbę dostosowania nowoczesnej usługi do starego myślenia, a nie odwrotnie. Nie sposób też nie oprzeć się wrażeniu, że Ministerstwo Finansów robi wszystko, żeby opóźnić albo całkowicie uniemożliwić wprowadzenie tego projektu – oceniał ekspert.
Przewodniczący Forum Osób z Niepełnosprawnościami przyznał, że obawy te potwierdziła lipcowa wypowiedź premiera Donalda Tuska, który w kontekście finansowania usługi asystencji podkreślał, jak wielkie nakłady Polska przeznacza obecnie na zbrojenia. Później jednak próbował on – jak sam określił – „rozbroić bombę”, przekonując, że prace nad rządowym projektem trwają.
– Ja tylko chciałbym przypomnieć, że w 2023 r., wtedy gdy premier osobiście obiecywał przyjęcie tej ustawy, wojna w Ukrainie już trwała – komentuje dr Kurowski.
We wtorek przed kancelarią premiera odbył się protest pod hasłem walki o prawo do asystencji. Resort rodziny poinformował, że ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk skierowała projekt na stały komitet Rady Ministrów. Ona sama zadeklarowała zaś, że zrobi wszystko, aby jesienią projekt był już w Sejmie.
Swój pomysł na asystencję miał też prezydent Andrzej Duda, jednak szans na rychły koniec prac nad jego projektem ustawy w Sejmie również nie widać.
– Czerwcowe spotkanie komisji w jego sprawie polegało jedynie na porównywaniu go z założeniami projektu rządowego, którego przecież jeszcze nie ma. Ostatecznie nie wiadomo więc, co się w nim znajdzie – mówiła nam w poniedziałek Paulina Malinowska-Kowalczyk, ustępująca doradczyni prezydenta ds. osób z niepełnosprawnościami.
W jej ocenie sytuacja ta jest bardzo niekorzystna dla środowiska osób z niepełnosprawnościami, które czuje się bezsilne.
– To nie jest grupa, która setkami tysięcy wyjdzie na ulice i krzykiem będzie domagała się swoich praw – podkreślała Paulina Malinowska-Kowalczyk.
Kara dla pracodawcy za ignorowanie obowiązków informacyjnych UODO
Stan faktyczny
Decyzja Prezesa UODO z 23.6.2025 r., DKE.561.1.2025, dotyczyła postępowania wszczętego w wyniku skargi osoby fizycznej, byłej pracownicy przedsiębiorstwa prowadzącego działalność gastronomiczną. Skarżąca zarzuciła administratorowi, że przetwarzał jej dane biometryczne, w szczególności – co nie zostało potwierdzone – odciski palców, bez odpowiedniej podstawy prawnej oraz bez spełnienia obowiązku informacyjnego.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez UODO, skarga została zarejestrowana i poddana wstępnej analizie, po której Organ nadzorczy kilkukrotnie zwracał się do Administratora z żądaniami przedstawienia informacji dotyczących celów, zakresu i podstawy prawnej przetwarzania danych biometrycznych. W wezwaniach tych wskazano również na konieczność przedstawienia kopii dokumentacji wewnętrznej, w tym klauzul informacyjnych oraz opisów zabezpieczeń technicznych i organizacyjnych.
Pomimo ponawianych prób kontaktu, Przedsiębiorca nie udzielił żadnej odpowiedzi na wezwania Organu nadzorczego. W konsekwencji Prezes UODO stwierdził, że podmiot naruszył obowiązki wynikające z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO), niezależnie od okoliczności dotyczących legalności samego przetwarzania danych biometrycznych. Kluczowe znaczenie miało nieprzestrzeganie obowiązku współpracy z Organem nadzorczym, który uniemożliwił rzetelne zbadanie sprawy.
Stan prawny
Zgodnie z art. 58 ust. 1 lit. a) i e) RODO, organ nadzorczy ma prawo nakazać administratorowi lub podmiotowi przetwarzającemu udostępnienie wszelkich informacji niezbędnych do realizacji jego zadań oraz zażądać dostępu do danych osobowych i wszelkich informacji potrzebnych do celów kontroli.
W analizowanej sprawie Prezes UODO uznał, że ignorowanie jego wezwań stanowi samodzielne naruszenie RODO, bez względu na to, czy przetwarzanie danych biometrycznych było zgodne z prawem. Brak odpowiedzi pozbawił Organ możliwości przeprowadzenia skutecznego postępowania wyjaśniającego. Tym samym doszło do naruszenia przepisów, które mają kluczowe znaczenie dla funkcjonowania systemu ochrony danych osobowych w Unii Europejskiej.
Organ wskazał, że nałożenie administracyjnej kary pieniężnej jest nie tylko uzasadnione wagą naruszenia, lecz także konieczne z uwagi na prewencyjny charakter sankcji. Podkreślono, że nieudzielenie odpowiedzi było całkowite i uporczywe – Administrator miał realną możliwość ustosunkowania się do żądań Organu, lecz tego nie uczynił.
Wysokość kary ustalono na poziomie 18 941 zł, uwzględniając m.in. skalę działalności Przedsiębiorcy (mikroprzedsiębiorstwo z branży gastronomicznej) oraz charakter naruszenia, które uniemożliwiło ocenę legalności przetwarzania danych szczególnych kategorii, takich jak dane biometryczne. Kara ta mieści się w granicach określonych w art. 83 ust. 5 lit. e) RODO, który przewiduje maksymalny wymiar sankcji za naruszenie obowiązku współpracy z organem nadzorczym.
Wnioski końcowe
Decyzja DKE.561.1.2025 potwierdza, że współpraca z organem nadzorczym jest jednym z kluczowych filarów systemu ochrony danych osobowych. Administratorzy nie mogą pozostawać bierni wobec kierowanych do nich żądań – nawet jeśli uważają, że dane są przetwarzane prawidłowo.
Ukarany Przedsiębiorca z branży gastronomicznej, pomimo niewielkiej skali działalności, został obciążony karą administracyjną za brak reakcji – nie za samo przetwarzanie danych. To istotna lekcja dla wszystkich podmiotów przetwarzających dane osobowe, pokazująca, że milczenie wobec UODO może być kosztowne.
Komentarz
Decyzja DKE.561.1.2025 stanowi czytelny sygnał dla administratorów danych, że nawet milczenie wobec organu nadzorczego może skutkować istotnymi konsekwencjami prawnymi. Brak odpowiedzi na wezwania UODO – nawet jeśli administrator uważa, że przetwarza dane zgodnie z prawem – jest samodzielnym naruszeniem przepisów RODO i może zostać ukarany w oderwaniu od oceny legalności samego przetwarzania.
W praktyce wielu administratorów bagatelizuje znaczenie korespondencji kierowanej przez organ nadzorczy, traktując ją jako wstępne zapytanie o niskim priorytecie. Tymczasem zignorowanie obowiązku informacyjnego może prowadzić nie tylko do nałożenia kary, lecz także do utraty możliwości obrony własnego stanowiska. Jeżeli administrator nie dostarczy informacji, UODO nie jest w stanie ocenić legalności działań, a to oznacza, że automatycznie przyjmuje się naruszenie obowiązków wynikających z art. 58 RODO.
Co więcej, w przypadku danych biometrycznych – jako danych szczególnych kategorii w rozumieniu art. 9 RODO – obowiązki administratora są podwyższone. Wymagana jest nie tylko szczególna ostrożność przy ich przetwarzaniu, lecz także przejrzystość działań i gotowość do ich udokumentowania. Brak odpowiedzi może więc być oceniany jako przejaw świadomego unikania kontroli, co wpływa na zaostrzenie wymiaru kary.
Dla praktyków prawa ochrony danych osobowych decyzja ta stanowi również przykład skutecznego działania UODO w sprawach „drobnych” lub lokalnych – pokazuje, że nawet jednoosobowe firmy z sektora MŚP nie są poza zasięgiem mechanizmów egzekucji przepisów RODO. Organ nie ogranicza swojej aktywności wyłącznie do dużych podmiotów czy instytucji publicznych – każde zgłoszenie traktowane jest poważnie, a współpraca z organem nadzorczym stanowi obowiązek każdego administratora, niezależnie od wielkości działalności.
Na tle dotychczasowej praktyki orzeczniczej UODO decyzja wpisuje się w tendencję do sankcjonowania nie tyle samych uchybień w ochronie danych, co braku transparentności i nieprzestrzegania obowiązków proceduralnych. W poprzednich latach podobne podejście widoczne było np. w decyzjach dotyczących braku odpowiedzi na żądania osób, których dane dotyczą, czy też braku reakcji na skargi pracowników – zwłaszcza w sektorze prywatnym.
Decyzja Prezesa UODO z 23.6.2025 r., DKE.561.1.2025
Nie ma składki zdrowotnej przy sprzedaży auta po leasingu
Potwierdzają to eksperci, potwierdza też Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na pytanie „Rzeczpospolitej”.
Chodzi o zmiany w rozliczeniach składki zdrowotnej, które obowiązują od 1 stycznia 2025 r. Czyli likwidację obowiązku naliczania jej przy sprzedaży wykorzystywanego w firmie majątku. Powszechnie przyjmuje się, że zmiany dotyczą środków trwałych. – Czy składki zdrowotnej nie trzeba płacić także przy sprzedaży samochodu, który po zakończeniu umowy leasingu został wykupiony na prywatne cele i nie jest przecież środkiem trwałym? – pytają czytelnicy.
Jak było w 2024 r.?
Przypomnijmy, że zgodnie z przepisami wprowadzonymi przez Polski Ład przedsiębiorca, który wykupi auto po leasingu i przeznaczy je na prywatne potrzeby, i tak musi rozliczyć jego sprzedaż w biznesie (chyba że zaczeka aż sześć lat). Od dochodu (który jest podstawą opodatkowania na skali i liniówce) zapłaci PIT. Do końca 2024 r. musiał też naliczyć składkę zdrowotną. Potwierdza to np. interpretacja ZUS (nr DI/100000/43/115/ 2025), w której czytamy: „osiągnięty przez przedsiębiorcę dochód z tytułu sprzedaży samochodu ciężarowego rozumiany jako przychód pomniejszony o koszty (kwotę wykupu samochodu z leasingu operacyjnego do majątku prywatnego) powinien stanowić podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie zdrowotne”.
– Jeśli przedsiębiorca wykupił samochód po leasingu za 50 tys. zł i sprzedał go w zeszłym roku za 90 tys. zł, od dochodu z tej transakcji (czyli 40 tys. zł) musiał zapłacić na skali 3,6 tys. zł składki, a na podatku liniowym 1960 zł – wylicza Wojciech Jasiński, doradca podatkowy, menedżer w ATA Tax.
Jak jest w 2025 r.?
Co się zmieniło od 1 stycznia 2025 r.? – Niektórych dochodów nie trzeba już uwzględniać w podstawie wymiaru składki zdrowotnej – mówi Marta Szafarowska, doradca podatkowy, partner w Gekko Taxens. Powołuje się na nowe brzmienie art. 81 ust. 2zd pkt 3 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, który odsyła do ustawy o PIT. – Wynika z niego, że sprzedaż samochodu wykupionego po leasingu na prywatne potrzeby nie wpływa na wysokość składki zdrowotnej – podkreśla Marta Szafarowska.
Potwierdza to Wojciech Jasiński. – Jeśli przedsiębiorca z naszego przykładu sprzedał auto w tym roku, nie musi uwzględniać dochodu przy obliczaniu podstawy wymiaru składki zdrowotnej – wskazuje ekspert.
Co na to Ministerstwo Zdrowia? Jest tego samego zdania. „Przedsiębiorca rozliczający się według skali albo liniowym PIT w podstawie wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne nie uwzględnia dochodu ze sprzedaży samochodu, który był wykorzystywany w działalności gospodarczej na podstawie umowy leasingu operacyjnego, a następnie wykupiony do majątku prywatnego” – czytamy w odpowiedzi na pytanie „Rzeczpospolitej”.
Roczne rozliczenie składki zdrowotnej
Ministerstwo Zdrowia dodaje też, że przedsiębiorca ma prawo skorzystać z możliwości, o której mowa w art. 81 ust. 2ze ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej. O co chodzi? – Przepis ten wskazuje, że przedsiębiorcy mogą wykazać sprzedaż środków trwałych i innych wymienionych składników majątku w rocznym rozliczeniu składki zdrowotnej. Przy sprzedaży środków trwałych może to być niekiedy korzystne, bo wtedy kosztem jest ich niezamortyzowana wartość – mówi Wojciech Jasiński.
Czy będzie korzystne przy sprzedaży samochodu wykupionego po leasingu na prywatne potrzeby? – Będzie, jeśli koszt jest większy niż przychód. Czyli auto zostało wykupione za większą kwotę niż sprzedane – mówi Marta Szafarowska.
– Załóżmy, że przedsiębiorca wykupił samochód za 50 tys. zł i po dwóch latach sprzedał za 40 tys. zł. Jeśli zdecyduje się na uwzględnienie transakcji w rozliczeniu rocznym składki zdrowotnej, strata w wysokości 10 tys. zł obniży dochód z działalności będący podstawą jej wymiaru – tłumaczy Wojciech Jasiński. Dodaje, że wybór sposobu rozliczenia rocznej składki dotyczy wszystkich transakcji z całego roku, czyli nie tylko sprzedaży poleasingowego auta, ale też środków trwałych czy wyposażenia.
– Przedsiębiorcy muszą też pamiętać, że sprzedaż samochodu po leasingu nadal trzeba rozliczyć w PIT, jeśli między pierwszym dniem miesiąca następującego po miesiącu, w którym został wycofany z firmy i dniem jego sprzedaży nie upłynęło 6 lat – podkreśla Marta Szafarowska.
ROZLICZENIA
Ryczałtowcy też nie zapłacą
Zmiany przepisów o składce zdrowotnej wpływają też na rozliczenia ryczałtowców. Przypomnijmy, że są oni podzieleni na trzy grupy, a wysokość składki zdrowotnej zależy od przychodu. W 2024 r. kwoty ze sprzedaży firmowego majątku podwyższały ten przychód. Przez to ryczałtowiec mógł przekroczyć limit, przejść do wyższej grupy i zapłacić większą składkę.
W 2025 r. już tak nie jest. Sprzedaż środka trwałego nie ma wpływu na przychód ryczałtowca warunkujący wysokość składki zdrowotnej. Czy podobnie jest z poleasingowym samochodem? „Również przedsiębiorca stosujący opodatkowanie w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych w podstawie wymiaru składki nie uwzględnia przychodu ze sprzedaży takiego samochodu” – odpowiada Ministerstwo Zdrowia.
Za zdjęcia z dzieciństwa pozew, ale z odszkodowaniem może być trudno
„Sharenting” to termin pochodzący z połączenia angielskich słów „share” (dzielić) oraz „parenting” (rodzicielstwo). Choć jego definicja nie jest ścisła, zwykle przyjmuje się, że nie chodzi o jakiekolwiek udostępnianie wizerunku swojego dziecka, ale o nadmierne jego eksponowanie, bez wiedzy i zgody potomka, nieraz w celach zarobkowych.
– Gdy to nie my, a dziecko staje się pierwszoplanowym motywem tych publikacji, zaczynamy stąpać po gruncie, w którym zasadnie pojawiają się pytania o instrumentalizację dziecka i zagrożenie jego dobra – mówi Piotr Sałagan, adwokat specjalizujący się w prawach dziecka.
Negatywne skutki
Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę wskazuje, że publikowanie zdjęć dzieci w internecie to działanie, które może mieć konsekwencje zarówno w obszarze bezpieczeństwa, jak i rozwoju emocjonalnego dziecka. Treści te bywają też wykorzystywane przez osoby trzecie – nie tylko do cyberprzemocy, ale czasem też w środowiskach przestępczych.
– Kiedy rodzice udostępniają zdjęcia bez zgody dziecka, zwłaszcza z sytuacji intymnych, trudnych czy ośmieszających, mogą nieświadomie naruszać jego poczucie godności i sprawczości. Dziecko uczy się wtedy, że jego emocje i potrzeba prywatności nie są ważne, co może prowadzić do wycofania, wstydu lub trudności w budowaniu relacji – tłumaczy Renata Szredzińska, prezeska FDDS.
Dodaje, że coraz częściej zdjęcia dzieci udostępniane w sieci stają się źródłem hejtu i przemocy rówieśniczej – wyśmiewania za wygląd, minę, strój czy sytuację przedstawioną na zdjęciu.
Nie można oczywiście przesadzać i potępiać rodziców za wrzucanie zdjęć, np. tego, jak ich pociecha gra w piłkę. Natomiast dobrą praktyką jest pytanie o zgodę, a w przypadku bardzo młodych dzieci – skadrowanie zdjęcia tak, by twarz nie była widoczna, lub zakrycie jej (przykładowo „naklejką” z serduszkiem czy słońcem). Problematyczne staje się natomiast wykorzystywanie zdjęć dzieci w celach reklamowych, albo specjalne publikowanie pociech w sytuacjach ośmieszających (tzw. trolling rodzicielski).
Sharenting i prawo
Piotr Sałagan wskazuje, że choć dziecko jako szczególny podmiot praw wymaga szczególnej ochrony, to polski ustawodawca nie wprowadził żadnych regulacji odnoszących się bezpośrednio do zjawiska sharentingu.
Zgodnie z art. 81 prawa autorskiego, rozpowszechnianie wizerunku osoby wymaga jej zgody. O ile obejmuje to dzieci w odniesieniu do osób trzecich, bo zgodę w ich imieniu wyrażają rodzice, to problem pojawia się, gdy to właśnie oni stają się naruszycielami. Mamy do czynienia z pewnym paradoksem, gdyż niektóre portale społecznościowe pozwalają na zakładanie kont od 13. roku życia (również za zgodą rodziców). Nastolatek taki może więc decydować, co udostępnia na swoim profilu, ale nie ma wpływu na to, co udostępnili o nim rodzice. W tej kwestii musi czekać do osiągnięcia pełnoletniości. Ochrona jest więc w pewnym stopniu fikcyjna.
Pewną możliwością jest sprzeciw drugiego z rodziców wobec rozpowszechniania wizerunku przez pierwszego. Przykładem może być tu wyrok SO Warszawa-Praga (sygn. akt VI Ka 1206/16), w którym ojciec został skazany na trzy miesiące ograniczenia wolności za publikację nagiego zdjęcia dwuletniego dziecka bez uzyskania zgody jego matki. Tu jednak sprawa była o tyle łatwiejsza, że nagie zdjęcia można wprost zakwalifikować jako treści nielegalne.
Dr Paweł Litwiński, adwokat specjalizujący się w ochronie danych osobowych, wskazuje, że w wypadku usług społeczeństwa informacyjnego oferowanych bezpośrednio dziecku granica wynosi 16 lat. Podobnie jest np. przy zgodzie na zabieg medyczny.
– A w przypadku zgody na rozpowszechnianie wizerunku młodego człowieka, zupełnie się ją ignoruje Moim zdaniem, granica 18 lat jest dzisiaj zbyt wysoko określona, ale nikt nie pomyślał o tym, by ją w tym przypadku obniżyć. A powinno się to zmienić – 15- lub 16-latek powinien mieć prawo decydować o udostępnianiu swojego wizerunku – tłumaczy ekspert.
Skargi na podstawie RODO
Choć sharenting to względnie nowa praktyka (podobnie jak same social media), to już wkrótce pierwsze jej ofiary zaczną osiągać pełnoletniość. Co mogą wówczas zrobić?
– Wycofać wszystkie zgody na przetwarzanie danych, których rodzic udzielił, skorzystać z prawa do sprzeciwu wobec dalszego ich przetwarzania, a w skrajnych przypadkach z prawa do bycia zapomnianym – tłumaczy Paweł Litwiński. – Warunkiem jest jednak, by dziecko wiedziało, gdzie dane zostały udostępnione i co się z nimi stało. Będzie mogło więc „odkręcić” to, co rodzic zrobił, ale tylko ze skutkami na przyszłość – podkreśla ekspert.
Tymczasem Urząd Ochrony Danych Osobowych od dawna przestrzega przed takimi praktykami i zwraca uwagę, że bezrefleksyjne udostępnianie danych własnych czy bliskich osób prowadzi do utraty kontroli nad tym, kto je przetwarza, i w jakich celach, gdyż są udostępniane dalej kolejnym podmiotom. Wspomniane skargi z RODO należy kierować do podmiotów przetwarzających dane, w tym wypadku – platform internetowych.
Roszczenia i bezprawność
Inną możliwością jest pozew o naruszenie dóbr osobistych, do których należy wizerunek. Roszczenia niemajątkowe w tej kwestii (a więc np. o usunięcie zdjęć) nie przedawniają się, ale problemem może być wykazanie bezprawności naruszenia. Rodzic miał bowiem prawo te zdjęcia opublikować i godzić się na przetwarzanie danych dziecka.
– Jest to jednak przedstawicielstwo ustawowe, które przede wszystkim ma służyć dobru dziecka. Możemy sobie wyobrazić, że publikowanie przez rodzica zdjęć to dobro narusza. Wykorzystywanie zdjęć swojego dziecka w celach marketingowych jest niewłaściwe. Można więc wyobrazić sobie przypadek, gdy rodzic korzysta z wizerunku dziecka w sposób niewłaściwy, a dziecko po osiągnięciu pełnoletniości może domagać się usunięcia tych zdjęć. Trzeba tu jednak wykazać, że działanie rodzica było faktycznie czymś niecodziennym i nadmiernym. Można też dowodzić, że motywem były interesy rodzica, a nie dobro dziecka. Ustawa daje rodzicom dużą władzę, ale nie absolutną – tłumaczy adwokat Dariusz Pluta , specjalista z zakresu ochrony dóbr osobistych.
O ile jednak prawo do kształtowania wizerunku działa wstecz i można domagać się usunięcia takich zdjęć, o tyle ciężko będzie uzyskać za to odszkodowanie pieniężne. Po pierwsze, roszczenia majątkowe przedawniają się na zasadach ogólnych, ale nie wcześniej niż dwa lata po osiągnięciu pełnoletniości. Po drugie, trzeba by wykazać skalę prawdziwej krzywdy spowodowanej przez sharenting. W grę wchodzą też pozwy wobec platform czy innych podmiotów wykorzystujących ten wizerunek, bo mogły one zakładać, że rodzice udzielali zgody w dobrej wierze i mieli do tego prawo.
Działanie platform
Skoro problemem jest udostępnianie zdjęć dzieci w celach zarobkowych, najlepszym rozwiązaniem wydaje się demonetyzacja ich przez platformy społecznościowe. Technicznie jest to możliwe, podobnie jak obecnie pojawienie się pewnych tematów czy wręcz słów w materiale może powodować, że autor nie otrzyma za niego pieniędzy z reklam. Jednak zwykle dotyczy to treści karalnych albo szkodliwych. Żaden przepis nie uznaje zaś za takie „sharentingu”. Art. 28 aktu o usługach cyfrowych stanowi, że dostawcy platform internetowych muszą stosować „odpowiednie i proporcjonalne środki” w celu zapewnienia małoletnim wysokiego poziomu ochrony, bezpieczeństwa i prywatności.
– Raczej nie daje podstaw, by wprowadzić demonetyzację treści zawierających wizerunki dzieci upublicznione w ramach „typowego sharentingu” – mówi dr Dorota Głowacka z Fundacji Panoptykon. – Skoro nie mamy do czynienia z rozpowszechnianiem wizerunku dziecka z naruszeniem prawa, DSA to pozostawia raczej odpowiedzialności samych rodziców. Warto, aby mieli świadomość, jakie wiążą się z tym ryzyka – podkreśla ekspertka.
Monika Horna-Cieślak
rzecznik praw dziecka
Wizerunek dziecka jest jego dobrem osobistym i podlega szczególnej ochronie prawnej – nie stanowi własności ani rodzica, ani żadnej innej osoby czy instytucji. Każde dziecko od chwili urodzenia ma prawo do ochrony swojej prywatności, wizerunku i godności. Rodzice sprawują pieczę nad wykonywaniem praw dziecka, ale nie są uprawnieni do dowolnego decydowania o jego wizerunku – ich działania muszą zawsze służyć najlepiej pojętemu interesowi dziecka i respektować jego podmiotowość. Zarówno polskie prawo, jak i art. 12 Konwencji o prawach dziecka, nakładają na rodziców obowiązek wysłuchania dziecka i uwzględniania jego zdania – stosownie do wieku i stopnia dojrzałości – we wszystkich sprawach, które go dotyczą. Decyzje związane z publikacją zdjęć powinny być podejmowane w dialogu z dzieckiem, z poszanowaniem jego uczuć, granic i zdania. Niezależnie od wieku, powinno być angażowane w te decyzje, a jego sprzeciw – traktowany poważnie.
Kontrola bezpieczeństwa na lotniskach
Stan faktyczny
Belgijska federalna służba publiczna (dalej jako: SPF Intérieur) nałożyła grzywnę na spółkę odpowiedzialną za zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa w porcie lotniczym w Liège (dalej jako: LAS) i dwóch jej pracowników ze względu na to, że LAS nie posiadała wymaganego prawem zezwolenia, a ci pracownicy nie posiadali obowiązkowych poświadczeń. Zdaniem SPF Intérieur naruszyli oni belgijską ustawę dotyczącą prywatnych agencji ochrony.
Poprzez pytanie prejudycjalne Sąd odsyłający dążył do ustalenia, czy LAS i dwaj jej pracownicy, realizujący zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa w porcie lotniczym w Liège (takie jak kontrolowanie dostępu pasażerów do płyty lotniska i przeprowadzanie inspekcji stanowisk), mogli zostać poddani kontroli przez organ inny niż Dyrekcja Generalna Transportu Lotniczego (dalej jako: DGTA), na podstawie ww. ustawy, a następnie mogły na nich zostać nałożone przez ten organ grzywny za nieprzestrzeganie owej ustawy? W sytuacji, gdy tylko DGTA została wyznaczona przez Belgię jako „organ właściwy” w rozumieniu art. 9 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) Nr 300/2008 z 11.3.2008 r. w sprawie wspólnych zasad w dziedzinie ochrony lotnictwa cywilnego i uchylającego rozporządzenie (WE) Nr 2320/2002 (Dz.Urz. UE L z 2008 r., Nr 97, s. 72 ze zm.), odpowiedzialny za koordynację i monitorowanie wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w art. 4 tego rozporządzenia.
Stanowisko TS
Na podstawie art. 9 rozporządzenia 300/2008/WE, jeżeli w danym państwie członkowskim ochroną lotnictwa cywilnego zajmuje się więcej niż jeden organ, to owo państwo członkowskie wyznacza jeden organ, który uznaje się za „organ właściwy”, odpowiedzialny za koordynację i monitorowanie wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w art. 4 rozporządzenia 300/2008/WE. Trybunał stwierdził, że z treści tego przepisu wynika, że nie jest wykluczone, aby w danym państwie członkowskim kilka organów zajmowało się ochroną lotnictwa cywilnego. Dziedzina ta obejmuje – zgodnie z art. 1 ust. 1 akapitem pierwszym w zw. z art. 3 pkt. 2 rozporządzenia 300/2008/WE – działalność w zakresie ochrony lotnictwa cywilnego przed aktami bezprawnej ingerencji zagrażającymi jego bezpieczeństwu. Taką możliwość wyraźnie wskazano ponadto w motywie 12 tego rozporządzenia. Po drugie, w takim przypadku wielości danych organów krajowych państwa członkowskie powinny wyznaczyć „organ właściwy”, który będzie zajmował się koordynacją i monitorowaniem wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w art. 4 rozporządzenia 300/2008/WE. W ocenie TS z treści art. 9 tego rozporządzenia wynika zatem, że właściwy organ, o którym mowa w tym przepisie, różni się od innych krajowych organów mających kompetencje w zakresie ochrony lotnictwa cywilnego tym, iż jest on odpowiedzialny za zapewnienie na szczeblu krajowym koordynacji i monitorowania wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w art. 4 owego rozporządzenia. W konsekwencji, pod warunkiem, że te organy przestrzegają prerogatyw właściwego organu wyznaczonego zgodnie z art. 9 rozporządzenia 300/2008/WE, dotyczących koordynacji i monitorowania wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w art. 4 rozporządzenia 300/2008/WE, TS uznał, iż z językowej wykładni art. 9 nie wynika, że państwo członkowskie musi zapewnić, aby ów organ był jedynym odpowiedzialnym za kontrolę przestrzegania wszystkich aspektów związanych z dziedziną ochrony lotnictwa cywilnego na szczeblu krajowym.
Zgodnie z art. 1 w zw. z motywami 5 i 10 rozporządzenia 300/2008/WE, jednym z celów tego rozporządzenia jest ustanowienie wspólnych zasad w celu ochrony lotnictwa cywilnego przed aktami bezprawnej ingerencji zagrażającymi bezpieczeństwu lotnictwa cywilnego, poprzez ustalenie wspólnych podstawowych norm w zakresie ochrony lotnictwa i mechanizmów monitorowania ich przestrzegania, przy jednoczesnym pozostawieniu państwom członkowskim pewnego zakresu uznania co do sposobów wprowadzania w życie tych wspólnych zasad.
W art. 1 ust. 1 akapicie drugim rozporządzenia 300/2008/WE przewidziano, że rozporządzenie to powinno stanowić dla państw członkowskich podstawę wspólnej wykładni załącznika 17 do konwencji chicagowskiej, ponieważ ta wspólna wykładnia jest drugim celem realizowanym przez owo rozporządzenie, jak wynika z jego motywów 2 i 25. Tymczasem pkt 3.1.2 tego załącznika stanowi jedynie, że umawiające się państwa powinny wyznaczyć właściwy organ w ramach swojej administracji odpowiedzialny za opracowanie, wdrożenie i utrzymanie w mocy krajowego programu ochrony lotnictwa cywilnego, przy czym nie nakłada on na te państwa obowiązku powierzenia ogółu uprawnień w dziedzinie ochrony lotnictwa cywilnego jednemu organowi krajowemu. W ocenie TS z powyższego wynika, że celem rozporządzenia 300/2008/WE nie jest regulowanie podziału obowiązków w państwach członkowskich w zakresie wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w art. 4 rozporządzenia 300/2008/WE, ani tym bardziej zmuszenie tych państw do powierzenia jednemu organowi krajowemu wszystkich obowiązków w zakresie ochrony lotnictwa cywilnego.
Co się tyczy kontekstu, w jaki wpisuje się art. 9 rozporządzenia 300/2008/WE, TS wskazał, że art. 10 ust. 1 tego rozporządzenia stanowi, iż każde państwo członkowskie określa w krajowym programie ochrony lotnictwa cywilnego, który powinno sporządzić, obowiązki w zakresie wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w przywołanym art. 4.
W niniejszej sprawie TS stwierdził, że kontrole, takie jak przeprowadzone przez SPF Intérieur, nie wchodzą jako takie w zakres uprawnień, które powinny być obowiązkowo zastrzeżone dla właściwego organu wyznaczonego zgodnie z art. 9 rozporządzenia 300/2008/WE w zakresie, w jakim mają one na celu nie zapewnienie koordynacji i monitorowania wdrażania wspólnych podstawowych norm w rozumieniu art. 4 tego rozporządzenia, lecz sprawdzenie, czy dane osoby wykonują swoje zadania zgodnie ze szczególnymi wymogami wynikającymi z krajowych uregulowań dotyczących świadczenie usług ochrony przez podmioty prywatne. Otóż, chociaż te uregulowania krajowe i wynikające z nich wymogi można uznać za odnoszące się pośrednio do bezpieczeństwa lotnictwa cywilnego, w sytuacji gdy dane prywatne agencje ochrony i ich pracownicy świadczą usługi w porcie lotniczym, to nie zmienia to faktu, że chodzi tu o uregulowania o charakterze ogólnym, nie tylko związane z ochroną lotnictwa cywilnego, niemające w szczególności na celu wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w art. 4 tego rozporządzenia. Zdaniem TS z powyższego wynika, że w sytuacji gdy organ krajowy, taki jak w niniejszej sprawie SPF Intérieur, jest uprawniony do weryfikacji wypełniania zobowiązań wynikających z takich uregulowań i przeprowadzenia kontroli w tym celu, a nawet nakłada kary pieniężne w przypadku naruszenia, nie można uznać, nawet jeżeli owe kontrole dotyczą działalności wykonywanej w porcie lotniczym, iż organ ten jest odpowiedzialny z tego względu za koordynację i monitorowanie wdrażania owych podstawowych norm w rozumieniu art. 9 rozporządzenia 300/2008/WE.
Trybunał orzekł, że art. 9 rozporządzenia 300/2008/WE należy interpretować w ten sposób, iż nie stoi on na przeszkodzie temu, aby organ inny niż „organ właściwy”, wyznaczony na podstawie tego przepisu był odpowiedzialny za kontrolę, czy osoba prawna prawa prywatnego i jej pracownicy, którzy realizują zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa w krajowym porcie lotniczym, wypełniają zobowiązania wynikające z uregulowań krajowych regulujących świadczenie usług ochrony przez podmioty prywatne.
Komentarz
Ważny wyrok w kontekście interpretacji polskich regulacji prawa lotniczego.
Z niniejszego wyroku wynika, że zgodnie z art. 9 rozporządzenia 300/2008/WE należy wyznaczyć jeden organ, któremu dane państwo członkowskie powierza odpowiedzialność za koordynację i monitorowanie na terytorium kraju wdrażania wspólnych podstawowych norm, o których mowa w art. 4 rozporządzenia 300/2008/WE – tzw. „organ właściwy” (zob. m.in. art. 21 Prawa lotniczego). Jednakże ten organ właściwy nie musi być jedynym organem odpowiedzialnym za monitorowanie przestrzegania wszystkich aspektów związanych z ochroną lotnictwa cywilnego na poziomie krajowym. Tym samym kilka organów może zajmować się w danym państwie członkowskim ochroną lotnictwa cywilnego, a to państwo może wyznaczyć odrębny organ, który będzie odpowiedzialny za zapewnienie przestrzegania krajowych uregulowań dotyczących wykonywania działalności w zakresie świadczenia usług ochrony na lotniskach przez podmioty prywatne.
Wyrok TS z 10.7.2025 r., Liège Airport Security, C-783/23, Legalis