W końcu rzeczywisty przełom w orzecznictwie frankowym
Konsumenckie wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej często określane są w Polsce jako „przełomowe”, nawet jeśli nieznacznie tylko rozwijają linię orzeczniczą. Wyrok w sprawie C-902/24 Herchoski przełomem nie został okrzyknięty, choć obie strony sporu frankowego ogłosiły sukces. Tymczasem właśnie to orzeczenie można uznać za przełomowe i to z kilku powodów. TSUE wskazuje w nim bowiem granice chronionych interesów procesowych stron sporu frankowego. Wyrok, jak rzadko który, wyjaśnia mechanizmy prawa unijnego i jego interakcji z prawem krajowym. Potwierdza też ponad wszelką wątpliwość, że rozwiązania przyjęte w przygotowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości ustawie frankowej realizują standard unijny i z wyczuciem wpisują się w standardy ochronne orzecznictwa TSUE. Stawia to w zupełnie nowym świetle ataki na projekt, w których pojawiają się zarzuty przyjęcia perspektywy probankowej.
Czego stronom nie wolno
Wyrok w sprawie C-902/24 jest ważny nie tylko dlatego, że mówi, co stronom wolno, ale przede wszystkim dlatego, że mówi, czego nie wolno. I tak, TSUE stwierdza, że potrącenie wierzytelności banku i konsumenta nie zagraża ochronie konsumenta na tle dyrektywy 93/13 w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Bank powinien mieć prawo do potrącenia, nawet warunkowego, czyli zgłoszonego przez bank, o ile wbrew temu, co twierdzi, sąd uzna, że umowa jest nieważna. Jeżeli jednak bank zgłasza zarzut potrącenia warunkowo, nie należą mu się odsetki od chwili wezwania konsumenta do zwrotu pożyczonych kwot.
Urzeka prostota tego rozwiązania: skoro bank twierdzi, że umowa jest ważna, nie powinien on czerpać korzyści w postaci odsetek wynikających z jej nieważności. Jednocześnie konsument, który sprzeciwia się potrąceniu, po wyjaśnieniach sądu dotyczących skutków nieważności umowy, może działać w złej wierze. Sąd powinien to zbadać i uwzględnić przy orzekaniu o kosztach. I znów jest to proste: jeżeli konsument sprzeciwia się załatwieniu sprawy w jednym postępowaniu (TSUE uznaje mnożenie postępowań za niekorzystne dla konsumenta), wykazując złą wiarę, powinien ponieść proporcjonalną część kosztów, a nie zostać z nich zwolniony.
Co się stronom należy
W największej ogólności omawiany wyrok TSUE potwierdza konieczność zapewnienia skutecznej ochrony konsumenta, wynikającej z prawa UE. Przypomina jednak, że tak jak konsument ma prawo do rzetelnego procesu sądowego (art. 47 Karty praw podstawowych UE), tak prawo to przysługuje również bankowi i to nawet takiemu, w stosunku do którego stwierdzono naruszenie dyrektywy 93/13. Prawo do rzetelnego procesu sądowego ma bronić każdego podmiotu, a spory konsumenckie nie są z niego wyłączone. Wyłączenie zaś potrącenia, które istnieje w prawie krajowym, naruszałoby nieproporcjonalnie prawo banku do skutecznej ochrony sądowej. Zasada równości broni wymaga, aby bank miał możliwość uzyskania zwrotu świadczeń od konsumenta na drodze sądowej, w tym nawet przy wykorzystaniu potrącenia ewentualnego.
Proporcjonalność
Orzeczenie Herchoski dobrze ilustruje działanie zasady proporcjonalności. Prawo UE wymaga, aby ochrona przyznana konsumentowi była skuteczna, nie jest to jednak ochrona absolutna (co TSUE wskazywał już wcześniej) i nie uświęca środków, które konsumenci stosują do jej realizacji. Wykorzystywanie środków procesowych przez konsumenta w złej wierze nie zasługuje w oczach TSUE na aprobatę, co powinno skutkować nie tylko brakiem ich skuteczności (uwzględnieniem zarzutu potrącenia banku), ale również obciążeniem konsumenta częścią kosztów procesu. Jednocześnie TSUE niezwykle mocno podkreśla prawo banku (także banku naruszającego dyrektywę 93/13) do rzetelnego procesu, które zapewnia sądową realizację przysługujących mu uprawnień. Jeśli jednak bank twierdzi, że umowa jest ważna, nie przysługują mu odsetki, wynikające z nieważności umowy.
Rozwiązania krajowe
Krytyka przygotowanego przez MS projektu ustawy frankowej w głównej mierze dotyczy jej rzekomo probankowego charakteru. Ma się on wyrażać wprowadzeniem możliwości potrącenia aż do II instancji. Orzeczenie TSUE rozprawia się z tym mitem lepiej niż jakiekolwiek wyjaśnienia, które można byłoby sformułować na poziomie krajowym. Projekt jest nie tylko w pełni zgodny z wyrokiem Herchoski, ale podnosi też jego standard.
Najważniejsze jest to, że potrącenie (w przeciwieństwie do projektu – również warunkowe) jako mechanizm służący rozliczeniu nieważnej umowy, jest zgodne z prawem UE. Argumenty TSUE na poparcie tego stanowiska powtarzają uzasadnienie projektu – potrącenie dokonane przez bank pozwala na realizację wyroku C-396/24 Lubreczlik. Kładzie to tamę forsowanej przez niektórych koncepcji: dla konsumenta dwie kondykcje, dla banku – jedna (saldo). Co więcej, tak jak projekt MS, także TSUE podkreśla, że w interesie konsumenta jest załatwienie sprawy w jednym postępowaniu, a nie ich mnożenie.
Wyrok potwierdza też prawidłowość stanowiska konsekwentnie prezentowanego przez MS, że konsumentowi odsetki należą się od chwili, kiedy wezwał bank do zapłaty. Wynika to wprost z wyroku C-28/22 Getin, w którym podkreślono, że odsetki za opóźnienie dla konsumenta powinny obejmować okres przedprocesowy. W orzeczeniu Herchoski TSUE aprobuje sposób obliczania odsetek konsumenta sądu odsyłającego, to jest od wezwania do zapłaty, wystosowanego przez konsumenta. I wreszcie, TSUE uznał, że możliwość nieobciążania konsumenta kosztami postępowania spełnia wymogi unijne, ale sąd krajowy, rozstrzygając o kosztach, powinien zbadać, czy sprzeciw zgłoszony przez konsumenta wobec potrącenia banku nie jest przejawem złej wiary. Projekt polskiej ustawy idzie więc dalej niż orzecznictwo TSUE, choć opiera się na tym samym mechanizmie: konsument jest zwolniony z kosztów, o ile nie sprzeciwi się potrąceniu co do zasady.
Wyrok Herchoski wpływa jednak nie tylko na ocenę standardu proponowanego przez projekt ustawy – odczarowuje również debatę dotyczącą spraw frankowych. Nawet bankowi przysługuje więc prawo do rzetelnego procesu (i odzyskania kapitału), konsument może działać w złej wierze (sprzeciwiając się potrąceniu), a tricki procesowe nie mogą przynosić korzyści (odsetek za opóźnienie od ważnej umowy).
Autorka jest pełnomocniczką ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta.
Nadregulacja przy dyskryminacji
Takie obawy są formułowane w związku z konsultowanym obecnie rządowym projektem ustawy o równości płac (o szczegółach rozwiązań w „Rzeczpospolitej” nr 292/2025). Ma on wdrożyć do polskiego porządku prawnego unijne regulacje w tym obszarze. Chodzi o dyrektywę 2023/970 o jawności płac i równości wynagrodzeń, której celem jest wzmocnienie stosowania w praktyce i egzekwowania obowiązującej już zasady równej pensji kobiet i mężczyzn za taką samą pracę.
Prace nad zmianami cały czas trwają i w efekcie rośnie lista obaw związanych z projektowanymi regulacjami (o czym w „Rz” nr 15/2026).
Związki i biznes
Jedną z kontrowersyjnych kwestii jest kolejna definicja rodzaju dyskryminacji, obok już funkcjonujących w kodeksie pracy. Chodzi o przypadki, gdy pracownik ze względu na płeć w połączeniu z inną przyczyną, określoną w art. 183a § 1 KP (np. wiekiem), jest traktowany w porównywalnej sytuacji mniej korzystnie niż jest, był lub byłby traktowany inny zatrudniony (dyskryminacja krzyżowa).
Konfederacja Lewiatan wskazuje w związku z tym na ryzyko nadmiernego rozbudowania i fragmentaryzacji regulacji antydyskryminacyjnych. Jak bowiem przypomina, toczą się prace nad projektem nowelizacji KP, która pojawiła się na początku ubiegłego roku. Przypomnijmy, że propozycja rządu skupia się w głównej mierze na zmianach dotyczących definicji mobbingu, ale znalazły się w niej też modyfikacje dotyczące dyskryminacji. Rząd chce wprost zakazać np. dyskryminacji ze względu na przypisaną, nieprawdziwą cechę (dyskryminacja przez asumpcję) i z powodu związku z inną osobą (dyskryminacja przez asocjację). Teraz proponuje kolejną definicję.
„Może to prowadzić do obniżenia czytelności przepisów oraz trudności w ich prawidłowym stosowaniu przez pracodawców i pracowników” – czytamy w stanowisku Lewiatana.
Związkowcy przyznają, że wprowadzane pojęcie ma szczególne znaczenie praktyczne, ponieważ pozwala uwzględnić przypadki, gdy pracownik doświadcza dyskryminacji nie tylko ze względu na płeć, ale też w połączeniu z innym statusem chronionym takim jak niepełnosprawność czy pochodzenie etniczne. Zwracają jednak uwagę, że wielość pojęć i definicji w jednym obszarze może doprowadzić do niejasności czy sporów interpretacyjnych.
Zdaniem OPZZ wprowadzenie definicji dyskryminacji krzyżowej jest krokiem pozytywnym, ale wymagałoby większego doprecyzowania, ponieważ w praktyce pracownik może napotkać trudności w udowodnieniu, że jej doświadczył. Związkowcy wskazują, że projekt nie zawiera szczegółowych wytycznych dotyczących sposobu udowadniania takich przypadków.
Dlatego OPZZ rekomenduje opracowanie odpowiednich dyrektyw dotyczących rozpoznawania i udowadniania dyskryminacji krzyżowej ze szczególnym uwzględnieniem sektora edukacji, w którym kombinacje cech chronionych mogą być szczególnie istotne.
Geneza zmian
Katarzyna Wilczyk, starsza prawniczka w kancelarii Raczkowski, zwraca uwagę, że wprowadzenie odrębnej definicji dyskryminacji krzyżowej wynika z potrzeby prawidłowego wdrożenia dyrektywy unijnej, która wprost posługuje się tym pojęciem i nadaje mu określone znaczenie normatywne.
– Chociaż przepisy KP formalnie pozwalają na ochronę przed dyskryminacją z więcej niż jednej przyczyny, w praktyce najczęściej prowadzi to do analizy każdej przesłanki osobno, co nie zawsze oddaje rzeczywistą sytuację pracownika. Dyskryminacja krzyżowa uwzględnia łączne oddziaływanie kilku cech, z których płeć stanowi punkt wyjścia i pozwala uchwycić wzmocniony charakter nierównego traktowania. Nowa definicja nie rozszerza zatem katalogu cech chronionych, lecz doprecyzowuje sposób oceny dyskryminacji – wyjaśnia ekspertka.
Marcin Frąckowiak, radca prawny z kancelarii Sadkowski i Wspólnicy, potwierdza, że to wymóg unijnych regulacji.
– W preambule dyrektywy czytamy, iż wśród grup, które mogą się spotkać z dyskryminacją krzyżową, są kobiety z niepełnosprawnościami, kobiety o zróżnicowanym pochodzeniu rasowym lub etnicznym, w tym kobiety romskie, oraz kobiety młode lub starsze. Czyli będzie to kwalifikowana postać dyskryminacji, objęta szczególnymi sankcjami – mówi.
Jednocześnie mec. Katarzyna Wilczyk zwraca uwagę na argumenty przeciwko wprowadzaniu dodatkowej definicji.
– Przede wszystkim przepisy KP, oparte na otwartym katalogu przesłanek dyskryminacyjnych i ogólnej zasadzie równego traktowania, już teraz pozwalają chronić pracownika przed nierównym traktowaniem z więcej niż jednego powodu. Ponadto dodawanie kolejnych pojęć może prowadzić do nadmiernego komplikowania przepisów i rozbijania systemu prawa pracy, a w praktyce rodzić wątpliwości, jak odróżnić dyskryminację krzyżową od „zwykłej” dyskryminacji z kilku przyczyn analizowanych osobno – podsumowuje.
Etap legislacyjny: konsultacje
Wdrożenie Data Act w Polsce: UODO postuluje doprecyzowanie kompetencji nadzorczych
- Projekt UC114 koncentruje egzekwowanie DataAct po stronie Prezesa UKE, ograniczając rolę Prezesa UODO do klauzuli „nienaruszania kompetencji”.
- Prezes UODO wskazuje, że art. 37 ust. 3 DataAct przyznaje organom ochrony danych osobowych samodzielne i niezależne kompetencje nadzorcze w zakresie danych osobowych.
- W opinii organu konieczne jest ustawowe doprecyzowanie podziału kompetencji, procedur obsługi spraw „mieszanych” oraz wprowadzenie wiążących mechanizmów współpracy i odpowiedniego finansowania.
Etap legislacyjny i przedmiot regulacji
Projekt UC114 znajduje się na etapie prac rządowych i ma na celu stworzenie krajowych ram instytucjonalnych, proceduralnych i organizacyjnych umożliwiających pełne stosowanie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2854 z 13.12.2023 r. w sprawie zharmonizowanych przepisów dotyczących sprawiedliwego dostępu do danych i ich wykorzystywania oraz w sprawie zmiany rozporządzenia (UE) 2017/2394 i dyrektywy (UE) 2020/1828 (akt w sprawie danych) (Dz.Urz. UE L z 2023 r. Nr 300, s. 2854; dalej: DataAct). Rozporządzenie ustanawia zharmonizowane zasady dostępu do danych oraz ich ponownego wykorzystywania, obejmujące zarówno dane osobowe, jak i nieosobowe generowane przez urządzenia oraz powiązane usługi cyfrowe.
Stan prawny przed projektowaną ustawą nie przewidywał jednolitego modelu nadzoru nad wykonywaniem praw i obowiązków wynikających z Data Act, w szczególności w zakresie wyznaczenia organów właściwych, koordynatora danych oraz trybu rozpatrywania sporów i skarg. Kompetencje Prezesa UODO wynikały dotychczas z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO), natomiast Data Act wprowadza odrębne, uzupełniające podstawy nadzorcze, które – zdaniem UODO – wymagają jednoznacznego przełożenia na poziomie ustawy krajowej.
Projektowany model nadzoru: koncentracja kompetencji po stronie Prezesa UKE
Projekt ustawy UC114 zakłada wyznaczenie UKE jako organu właściwego do stosowania i egzekwowania przepisów DataAct. W tym modelu Prezes UKE miałby pełnić funkcję koordynatora danych w rozumieniu art. 37 ust. 2 DataAct, a także wykonywać zadania związane z certyfikacją podmiotów rozstrzygających spory pozasądowe (ADR), o których mowa w art. 10 ust. 5 tego rozporządzenia. Tym samym projekt koncentruje zasadnicze kompetencje egzekucyjne po stronie jednego organu administracji, odpowiedzialnego za instytucjonalne stosowanie DataAct na poziomie krajowym.
Równocześnie projekt przewiduje przepis, zgodnie z którym ustawa „nie narusza kompetencji Prezesa UODO” w zakresie monitorowania stosowania DataAct w obszarze ochrony danych osobowych. Zdaniem Organu takie sformułowanie ma jednak charakter wyłącznie deklaratywny i nie realizuje standardu wynikającego z rozporządzenia unijnego. Projekt nie określa bowiem ani zakresu właściwości Prezesa UODO w sprawach dotyczących DataAct, ani trybu wykonywania przez ten organ kompetencji nadzorczych, ani też relacji proceduralnych pomiędzy Prezesem UODO a Prezesem UKE w sytuacjach, w których dochodzi do styku przepisów DataAct z regulacjami o ochronie danych osobowych. W konsekwencji model nadzoru oparty na samej klauzuli „nienaruszania kompetencji” nie zapewnia realnych gwarancji ich wykonywania.
Art. 37 ust. 3 DataAct jako samodzielna podstawa kompetencyjna UODO
Kluczowym elementem stanowiska Prezesa UODO jest wykładnia art. 37 ust. 3 DataAct, zgodnie z którym organy nadzorcze odpowiedzialne za monitorowanie stosowania RODO są jednocześnie odpowiedzialne za monitorowanie stosowania DataAct w zakresie ochrony danych osobowych, przy odpowiednim stosowaniu rozdziałów VI i VII RODO. Zdaniem UODO przepis ten przyznaje organom ochrony danych osobowych realne, własne i odrębne kompetencje nadzorcze, które nie mogą zostać zredukowane do roli pomocniczej lub konsultacyjnej wobec innego organu wyznaczonego jako „organ właściwy” do stosowania DataAct.
Prezes UODO podkreśla, że art. 37 ust. 3 DataAct wymaga zapewnienia organom ochrony danych pełnego instrumentarium nadzorczego znanego z RODO, obejmującego zarówno uprawnienia dochodzeniowe, jak i naprawcze oraz sankcyjne. Oznacza to konieczność stworzenia na poziomie krajowym takich ram proceduralnych, które umożliwią faktyczne wykonywanie tego mandatu, a nie jedynie jego formalne potwierdzenie.
Na poparcie tej tezy Prezes UODO powołuje się na stanowisko bawarskiego organu ochrony danych, tj. BayLDA, który wskazał, że w niemieckiej wersji językowej DataAct użyto sformułowania „auch”, jednoznacznie sugerującego rozszerzenie zakresu zadań organów ochrony danych, a nie jedynie ich powtórzenie. Zdaniem BayLDA interpretacja ograniczająca kompetencje DPA wyłącznie do mandatu wynikającego z RODO prowadziłaby do naruszenia standardu niezależności organów ochrony danych, wynikającego z art. 8 ust. 3 KPP oraz utrwalonego orzecznictwa TSUE.
Argumenty porównawcze: Holandia, Niemcy, Słowacja
Stanowisko Prezesa UODO zostało wsparte analizą rozwiązań przyjmowanych w innych państwach członkowskich.
W Holandii wyodrębniono dwa organy właściwe: Autoriteit Consument & Markt odpowiada za stosowanie Data Act, natomiast Autoriteit Persoonsgegevens zachowuje wyłączną właściwość w zakresie danych osobowych. Ustawa holenderska przewiduje ponadto obowiązkowy mechanizm współpracy, obejmujący wymianę informacji oraz możliwość zawarcia i publikacji protokołu współpracy.
Prezes UODO wskazuje również na rozwiązania niemieckie, w których wyraźnie określono centralną rolę Federalnej Agencji ds. Sieci przy jednoczesnym zachowaniu wyłącznej roli Federalnego Pełnomocnika ds. Ochrony Danych i Wolności Informacji w zakresie RODO, oraz na projektowane regulacje słowackie, gdzie organ koordynujący ma obowiązek przekazywania spraw dotyczących danych osobowych do właściwego DPA.
Sprawy „mieszane”: konieczność ustawowego mechanizmu rozdziału kompetencji
Prezes UODO poświęca także uwagę sprawom, w których egzekwowanie DataAct wymaga jednoczesnej oceny zgodności z RODO. W takich przypadkach – zdaniem Organu – niezbędne jest:
- obowiązkowe badanie na wstępnym etapie, czy sprawa dotyczy przetwarzania danych osobowych,
- niezwłoczne przekazanie sprawy lub jej części Prezesowi UODO,
- zawieszenie postępowania prowadzonego przez Prezesa UKE w zakresie objętym oceną Prezesa UODO.
Takie rozwiązanie miałoby zapobiec sporom kompetencyjnym, rozbieżnym rozstrzygnięciom oraz osłabieniu ochrony praw osób, których dane dotyczą.
Współpraca organów jako obowiązek ustawowy
Prezes UODO wskazuje, że art. 37 ust. 5 lit. g DataAct nakłada na państwa członkowskie obowiązek zapewnienia, aby zadania i uprawnienia organów obejmowały współpracę z organami ochrony danych osobowych. Tymczasem projekt UC114 ogranicza się do ogólnej możliwości „zasięgania opinii”, co, w ocenie UODO nie spełnia wymogu efektywnej i wiążącej współpracy.
Organ postuluje wprowadzenie do ustawy:
- obowiązkowych procedur konsultacyjnych,
- mechanizmów wymiany informacji, dokumentów i materiału dowodowego,
- zasad koordynacji postępowań równoległych,
- obowiązku przekazywania spraw w przypadku potencjalnego naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych.
Argumentacja ta została wzmocniona odwołaniem do skutków wyroku TSUE w sprawie C-252/21 Meta Platforms przeciwko Bundeskartellamt, który podkreśla konieczność spójnego stosowania różnych reżimów prawa UE przy poszanowaniu autonomii ochrony danych osobowych.
Zasoby i finansowanie nowych zadań
Odrębną kwestią podniesioną w piśmie jest potrzeba zapewnienia Prezesowi UODO odpowiednich środków finansowych i zasobów kadrowych. Zdaniem Organu realizacja nowych kompetencji wynikających z DataAct nie może odbywać się kosztem dotychczasowych zadań, a ustawodawca powinien uwzględnić ten aspekt na etapie projektowania regulacji.
Znaczenie dla praktyki stosowania prawa
Stanowisko Prezesa UODO wskazuje, że bez ustawowego doprecyzowania modelu nadzoru istnieje ryzyko osłabienia skutecznej ochrony danych osobowych oraz utrudnienia dochodzenia praw przez osoby fizyczne i przedsiębiorców. Projekt UC114 w obecnym kształcie może prowadzić do niejasności kompetencyjnych i rozproszenia odpowiedzialności, co pozostaje w sprzeczności z celem DataAct oraz konstytucyjnym i unijnym standardem ochrony danych osobowych.
Późniejsza rejestracja podatnika zwolnionego nie przywróci prawa do odliczenia VAT z przeszłości
Zgodnie z art. 86 ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), w zakresie, w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Siłą rzeczy, prawo do odliczenia nie przysługuje podatnikom zwolnionym z VAT, np. na podstawie art. 113 ust. 1 VATU (a więc osiągających obrót roczny nie wyższy niż 240 000 PLN). Ale podmioty takie mogą się zarejestrować jako podatnicy VAT czynni, jeśli chcą (a czasem jeśli muszą, np. gdy przekroczą odpowiedni limit obrotu). Jakkolwiek oznacza to dla nich konieczność płacenia VAT (oraz szereg innych niedogodności, jak np. składanie JPK V7, wystawianie faktur), jest też druga strona medalu. Oczywiście, odliczenie podatku naliczonego, w imię świętej zasady neutralności VAT.
Czasem więc „być VAT-owcem” jednak się opłaca. Zwłaszcza, gdy do odliczenia jest spora kwota podatku naliczonego. Dla podmiotów prowadzących działalność jednoosobową i niegenerującą wielkich wydatków, taką pokusę tworzy często faktura związana z leasingiem samochodu. Jeśli jednak podatnik spóźni się z rejestracją na VAT (albo nie zachowa cierpliwości w podpisywaniu umowy leasingu), może wcale z dobrodziejstw neutralności VAT nie skorzystać.
Czego dotyczy sprawa?
Podatnik prowadzi działalność gospodarczą od sierpnia 2023 r. i przez długi czas korzystał ze zwolnienia z podatku VAT na podstawie art. 113 ust. 1 VATU. W maju 2025 r. podatnik zawarł umowę leasingu operacyjnego na nowy samochód przeznaczony do działalności, pierwszą fakturę VAT (opłata wstępna) otrzymał podatnik w tym samym miesiącu. W listopadzie 2025 r. podatnik złożył jednak druk VAT-R, zrzekł się prawa zwolnienia i wystąpił z wnioskiem o rejestrację jako podatnik VAT czynny.
Obecnie, podatnik chce odliczyć podatek VAT z pierwszej i kolejnych faktur leasingu na samochód, który od listopada 2025 r. wykorzystuje do działalności opodatkowanej podatkiem VAT. Powziął jednak wątpliwości, czy takie prawo mu przysługuje w zakresie faktur otrzymanych przed zarejestrowaniem się do celów VAT (a więc w związku z opłatą wstępną z maja 2025 r.).
Stanowisko organu
Dyrektor KIS wydał w sprawie interpretację indywidualną z 26.1.2026 r., 0111-KDIB3-1.4012.818.2025.2.MSO. Organ zauważył, że podatnik jest zobowiązany do rozpoznania prawa do odliczenia podatku naliczonego w momencie nabycia towarów i usług oraz do dokonania ewentualnej korekty tego odliczonego bądź nieodliczonego podatku w przypadku późniejszej zmiany przeznaczenia nabytych towarów i usług lub zmiany sposobu ich wykorzystania. Związek podatku do odliczenia z poszczególnymi rodzajami czynności (opodatkowanymi lub nieopodatkowanymi) ma charakter prognozowany, planowany. Zatem ten związek może się zmienić, przekreślając prawo do odliczenia lub to odliczenie uzasadniając.
W rozpatrywanej sprawie mamy zdaniem Dyrektora KIS do czynienia z sytuacją, w której umowa leasingu operacyjnego na nowy samochód została zawarta w okresie, kiedy prawo do odliczenia podatku naliczonego podatnikowi nie przysługiwało z uwagi na fakt, iż korzystał on w tym czasie ze zwolnienia od podatku na podstawie art. 113 VATU. Został on bowiem czynnym podatnikiem VAT dopiero od listopada 2025 r. w wyniku złożenia druku VAT-R. Zatem dopiero od tego momentu ponoszone przez podatnika wydatki z faktur leasingu są przedmiotem prowadzonej działalności jako czynnego podatnika VAT i będą wykorzystane do czynności opodatkowanych. Nie ulega wątpliwości że do końca października 2025 r. służyły one do wykonywania czynności zwolnionych od podatku na podstawie art. 113 ust. 1 VATU.
Zatem pomimo, że podatnik zmieniał swój status z podatnika zwolnionego na podatnika VAT czynnego to w odniesieniu do wydatków dotyczących leasingowanego samochodu nie można mówić o zmianie sposobu ich wykorzystania z czynności zwolnionych do czynności opodatkowanych (rezygnacja ze zwolnienia i rejestracja jak podatnik VAT czynny). Zmiana statusu na podatnika czynnego nie wpłynie na prawo do dokonania korekty nieodliczonego podatku naliczonego z tytułu faktur leasingu za okresy w których podatnik korzystał ze zwolnienia od podatku na podstawie art. 113 ust. 1 VATU. Odliczenie wydatków z faktur leasingowych w przypadku leasingu operacyjnego odbywa się bowiem na bieżąco (a nie jak przy nabyciu „na własność” – jednorazowo, „z góry”), zatem istnieje możliwość weryfikowania tego odliczania na bieżąco. W momencie zarejestrowania jako podatnika VAT czynnego brak jest zatem możliwości korygowania nieodliczonych kwot podatku naliczonego z faktur leasingu za okresy rozliczeniowe, kiedy leasingowany samochód służył prowadzonej działalności gospodarczej zwolnionej od opodatkowania VAT. Zatem podatnik nie ma prawa do odliczenia podatku VAT z faktury z maja 2025 r.
Komentarz
Wnioskodawca zdawał się szukać możliwości odliczenia VAT na podstawie zasady, zgodnie z którą jeżeli zmiana prawa do obniżenia podatku należnego wynika z przeznaczenia towarów lub usług, wyłącznie do wykonywania czynności, w stosunku do których nie przysługuje prawo do obniżenia podatku należnego, lub wyłącznie do czynności, w stosunku do których takie prawo przysługuje, można dokonać korekty odliczonego VAT za okres rozliczeniowy, w którym wystąpiła ta zmiana. Fiskus uznał jednak, że dokonanie korekty podatku naliczonego, na podstawie wskazanego art. 91 ust. 7c VATU dotyczy podatku naliczonego związanego z nabyciem towaru, natomiast w przypadku leasingu operacyjnego mamy do czynienia ze świadczeniem usług (co jest akurat niezrozumiałe, gdyż przepis ten odnosi się wprost tak do towarów jak i usług). Zatem w momencie ponoszenia wydatków ww. nie istniał obiektywny związek z czynnościami opodatkowanymi. Nie ma znaczenia, że podatnik „miał zamiar” wykorzystywania samochodu do celów opodatkowanych, skoro zarejestrował się jako podatnik VAT czynny dopiero kilka miesięcy po ich poniesieniu.
I tu nasuwa się kilka refleksji: zasadniczo, podatnicy VAT mają prawo do odliczenia VAT naliczonego od wydatków poniesionych przed rejestracją, o ile wykażą związek wydatku z działalnością i spełnią przesłanki dokumentacyjne. Zasada ta dotyczy jednak – jak się okazuje – podmiotów, które w ogóle działalności w momencie ponoszenia wydatku nie ponosiły. Tu zaś podatnik prowadził działalność zwolnioną i to zdaniem Dyrektora KIS wystarczyło do zakwestionowania prawa do odliczenia. Po drugie, ciekawe jakie byłoby podejście, gdyby podatnik poniósł wydatek np. na dwa miesiące przed rejestracją. Wówczas, zasadniczo mógłby próbować czysto technicznie odliczenia VAT „na bieżąco”. Przyjmując logikę organu, nie miałby do tego prawa. Po trzecie wreszcie, wnikliwa lektura interpretacji wskazuje, że podatnik nie ma też prawa do odliczenia podatku z faktur za raty leasingowe wystawiane także od dnia rejestracji! Wierzę, że to jednak wynik literówki organu, powielony z niefortunnie opisanego stanu faktycznego przez wnioskodawcę (tam również jest taka pomyłka), który chyba nie korzystał z profesjonalnego wsparcia przy konstruowaniu opisu (doradcy podatkowi w pierwszym słowie wniosku raczej nie witają się z Dyrektorem KIS, choć ma to swój niezaprzeczalny urok). Jeszcze inna sprawa, co by było, gdyby podatnik nie rejestrował się na VAT z własnej woli, ale w maju 2025 r. np. stracił prawo do korzystania ze zwolnienia z VAT.
Ponad wszystko myślę jednak, że zdaniem organu podatnik zarejestrował się jako podatnik czynny właśnie po to, aby odliczyć podatek naliczony z zapewne wysokiej faktury. Niech więc ta interpretacja będzie swego rodzaju lekcją dla wszystkich, którzy próbują w dość optymalny sposób zarządzać swoją działalnością z podatkowej perspektywy. Wstecznie nie zawsze się da.
Interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 26.1.2026 r., 0111-KDIB3-1.4012.818.2025.2.MSO
NSA o faktycznym wywłaszczeniu. Władztwo planistyczne gminy nie ma charakteru absolutnego
Zarzuty skargi
R.P., A.Ś i B.Z. wniosły skargi do WSA w Warszawie na uchwałę Rady Miasta P. w sprawie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w części bezpośrednio lub pośrednio dotyczącej przeznaczenia zabudowanej nieruchomości, której są współwłaścicielkami. Skarżące wyjaśniły, że należąca do ich rodziny od XIX w. nieruchomość znajduje się przy jednej z głównych arterii Miasta P. Znajdujące się na jej terenie kamienice były wykorzystywane na cele mieszkaniowe, do 2005 r. Miasto P. wymuszało na właścicielach dostarczanie lokali kwaterunkowych. Doprowadziło to do dewastacji budynków, jednak niezbędne remonty nie mogły zostać przeprowadzone, gdyż w kolejnych planach miejscowych wprowadzano zakazy przebudowy i odbudowy budynków, a nawet obowiązek ich likwidacji. W rezultacie jedna z kamienic została rozebrana, druga zaś wkrótce podzieli jej los.
W kolejnych planach poszerzono obszar zamrożony na nierealizowane od lat cele komunalne m.in. drogowe oraz zieleni miejskiej tak dalece, że przebiega on przez istniejącą kamienicę. Możliwość zabudowy została dozwolona jedynie na niewielkim fragmencie nieruchomości, niezdatnym jednak z punktu widzenia ekonomicznego i technicznego na realizację jakiejkolwiek inwestycji budowlanej. Od kilku dekad właściciele nieruchomości nie mogą korzystać z nieruchomości, nie mają możliwości zamieszkania, wynajęcia czy prowadzenia jakiejkolwiek działalności. Skarżące dowodziły, że kolejne działania planistyczne w istocie miały na celu pozbawienie ich prawa własności poprzez zdeprecjonowanie wartości nieruchomości i wykluczenie tych terenów z obrotu rynkowego. Miasto P. dążyło do wykupu atrakcyjnie położonej nieruchomości za ułamek wartości, według stawki jak za niezabudowany zieleniec, pomniejszonej jeszcze o koszt rozbiórki kamienic.
Skarżące wskazały, że od 1990 r. co kilka lat wprowadzany jest nowy plan miejscowy dla Miasta P. W każdym kolejnym organ wprowadzał rozwiązania drastycznie ingerujące w prawo ich własności, prowadząc do naruszenia istoty tego prawa oraz do tzw. wywłaszczenia planistycznego. O chaosie planistycznym, braku elementarnego profesjonalizmu, jakości i zgodności z prawem planowania przestrzennego w Mieście P. dobitnie świadczy fakt, że obydwa ostatnie plany miejscowe dla terenu, na którym położona jest nieruchomość należąca do skarżących, zostały uznane za nieważne w toku kontroli sądowoadministracyjnej.
Odpowiedź organu
Rada Miasta P. wniosła o oddalenie skarg podkreślając, że władztwo planistyczne obejmuje samodzielne ustalenie przez gminę przeznaczenia terenów, rozmieszczenia inwestycji celu publicznego oraz określenie sposobów zagospodarowania i warunków zabudowy. Organ dowodził, że wyznaczenie przewidzianego w planie miejscowym połączenia drogowego jest bezpośrednią kontynuacją działań planistycznych zapisanych zarówno w nieobowiązujących miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, jak również obowiązującego Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Podkreślono, że realizacja tego rozwiązania drogowego doprowadzi do poprawy bezpieczeństwa uczestników ruchu poprzez m.in. urządzenia skrzyżowania typu rondo oraz odsunięcie go od istniejącej ścieżki rowerowej i przejścia dla pieszych. Rada Miasta P. podkreśliła, że ograniczenie planowania połączeń komunikacyjnych jedynie do gruntów stanowiących własność gminy pociągałoby za sobą brak możliwości prowadzenia racjonalnej polityki przestrzennej.
Orzeczenie WSA
WSA w Warszawie oddalił skargi właścicielek nieruchomości. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że zaskarżony plan miejscowy jest bezpośrednią kontynuacją działań planistycznych zapisanych zarówno w nieobowiązujących planach miejscowych, jak również obowiązującego Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, którego ustalenia są wiążące dla organów gminy. W związku z tym za bezzasadne uznano zarzuty o istnieniu „chaosu legislacyjnego” w tym zakresie. W ocenie Sądu to, że plan miejscowy zmieniano kilkukrotnie świadczy o dostosowywaniu poszczególnych rozwiązań do aktualnych planów gminy w tym zakresie. Za racjonalne uznano twierdzenia organu w zakresie planowanych rozwiązań komunikacyjnych.
Sąd podkreślił, że ochrona interesu indywidualnego poprzez ochronę prawa własności nie może mieć charakteru bezwzględnego. Gmina nie może planować realizacji celów komunalnych jedynie na nieruchomościach, których właścicielami byłyby ona sama bądź inne podmioty publicznoprawne. Sąd stwierdził, że uchwalenie planu miejscowego zawsze prowadzi do powstawania konfliktu interesów indywidualnych z interesem publicznym. O przekroczeniu władztwa planistycznego można jednak mówić dopiero wtedy, gdy działanie gminy jest dowolne i nieuzasadnione, co zdaniem Sądu nie miało miejsca w tej sprawie. Jednocześnie Sąd zaznaczył, że w przypadku przeznaczenia terenów na cele publiczne, osobom, które z tego powodu poniosą straty przysługuje odszkodowanie.
Odszkodowanie to nie remedium na bezprawne działania planistyczne
NSA na skutek skargi kasacyjnej R.P. i A.Ś. uchylił zaskarżony wyrok i stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały w części dotyczącej nieruchomości skarżących. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że Sąd I instancji dokonał kontroli zaskarżonej uchwały w sposób powierzchowny, bezkrytycznie przyjmując argumentację organu o kontynuacji rozwiązań planistycznych. Nie zbadano przy tym, czy rozwiązania te nie były bezprawne już od momentu powstania, a uzasadnienie zaskarżonego wyroku całkowicie pomija analizę skumulowanego efektu kolejnych planów miejscowych, które w praktyce doprowadziły do całkowitego pozbawienia skarżących możliwości korzystania z nieruchomości.
NSA stanowczo stwierdził, że odwołanie się przez Sąd I instancji do możliwości dochodzenia roszczeń na drodze cywilnej nie może sanować sytuacji, w której akt planistyczny został uchwalony z rażącym naruszeniem prawa. Instrumenty odszkodowawcze przewidziane w PlanZagospU mają zastosowanie w przypadku legalnych działań planistycznych, które mieszczą się w granicach władztwa gminy i powodują obniżenie wartości nieruchomości. Za niedopuszczalne uznano natomiast traktowanie ich jako środka zaradczego w razie podjęcia przez organy gminy działań bezprawnych. NSA podkreślił, że podstawowym zadaniem sądu administracyjnego jest eliminowanie z obrotu prawnego aktów niezgodnych z prawem, a nie odsyłanie obywateli do zgłaszania roszczeń na drodze sądowej. Postępowanie mające na celu uzyskanie finansowej rekompensaty za skutki bezprawia organu jest z reguły długotrwałe, a jego rezultat nie jest pewny.
Zasada proporcjonalności przy ingerencji w prawo prywatnej własności
NSA stwierdził, że władztwo planistyczne gminy jest jej fundamentalną kompetencją, ale nie ma charakteru absolutnego. Jego granice wyznaczają normy prawne wyższego rzędu, przede wszystkim zaś Konstytucja RP. W rezultacie każda ingerencja w prawo własności musi być oceniana przez pryzmat zasady proporcjonalności. Oznacza to, że stosowane środki muszą być konieczne dla ochrony ważnego interesu publicznego, a ciężary nakładane na jednostkę nie mogą być nadmierne w stosunku do korzyści osiąganych dla dobra wspólnego. W ocenie NSA w przypadku zaskarżonej uchwały w zakresie dotyczącym nieruchomości należącej do skarżących doszło do przekroczeniu granic władztwa planistycznego oraz naruszeniu zasady proporcjonalności i istoty prawa własności. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że działka została podzielona na strefy o różnych, wzajemnie sprzecznych funkcjach (usługowa, drogowa, zieleni), które w praktyce uniemożliwiają jej jakiekolwiek racjonalne zagospodarowanie przez prywatnego właściciela. W części tekstowej planu organ przyznaje nieruchomości funkcję usługową, dopuszczając wznoszenie budynków o znacznej kubaturze, co jednak zostało całkowicie unicestwiona przez część graficzną planu. Wyznaczenie nieprzekraczalnej linii zabudowy w głębi nieruchomości, w odległości niemal 30 metrów od granicy z ulicą, jest faktycznym zakazem realizacji funkcji przewidzianej w tekście planu. Za nadmierne i nieproporcjonalne obciążenie prawa własności oceniono także wieloletnie utrzymywanie rezerwy terenu pod nigdy niezrealizowane cele drogowe.
NSA uznał, że zasada proporcjonalności została w tej sprawie naruszona w sposób rażący i wielowymiarowy, nałożone na skarżące obciążenie ma charakter skumulowany i permanentny. Nie jest to jednorazowe ograniczenie, lecz efekt trwającego od blisko dwóch dekad „zamrożenia planistycznego”, które sprowadziło prawo własności do iluzorycznego tytułu prawnego, pozbawionego kluczowych atrybutów w postaci możliwości korzystania, czerpania pożytków i zabudowy. NSA podkreślił, że stan, w którym właściciel ponosi wszelkie ciężary publicznoprawne bez możliwości jakiegokolwiek racjonalnego zagospodarowania nieruchomości, jest w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka równoznaczny z faktycznym wywłaszczeniem. W ocenie NSA organ nie wykazał jaki konkretny i ważny interes publiczny uzasadniał tak drastyczną ingerencję.
Wyrok NSA z 4.11.2025 r., II OSK 1018/23 , Legalis
Umorzenie postępowania egzekucyjnego z mocy prawa a ostrzeżenia ujawnione w księdze wieczystej
Istota problemu
Sąd posiada ograniczoną kognicję w sprawie z wniosku o wpis w księdze wieczystej. Zgodnie z art. 6268 § 2 KPC, rozpoznając wniosek o wpis, sąd bada jedynie treść i formę wniosku, dołączonych dokumentów oraz treść księgi wieczystej. Powyższe uregulowanie, w połączeniu z przepisami normującymi zagadnienie podstawy wpisu, powoduje niekiedy problemy praktyczne w ekstraordynaryjnych stanach faktycznych. Komplikacje mogą pojawić się chociażby wtedy, gdy określone zdarzenie wywołuje skutki z mocy prawa (ex lege). Wątpliwości tego typu pojawiały się w praktyce postępowań upadłościowych, a dotyczyły ujawnianych w księgach wieczystych ostrzeżeń o toczących się egzekucjach. Chociaż zgodnie z art. 146 ust. 1 ustawy z 28.2.2003 r. – Prawo upadłościowe (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 614; dalej: PrUpad), prawomocne ogłoszenie upadłości powoduje umorzenie postępowania egzekucyjnego z mocy prawa, to nie zawsze na tej podstawie syndyk był w stanie wykreślić wpisane wcześniej do księgi wieczystej (prowadzonej dla nieruchomości, która weszła do masy upadłości) ostrzeżenia o toczącej się egzekucji.
Sąd Najwyższy jednoznacznie wskazał jednak, że skoro w efekcie uprawomocnienia się postanowienia o ogłoszeniu upadłości dłużnika dochodzi do umorzenia postępowań egzekucyjnych z mocy prawa, to dla uwzględnienia wniosku o wykreślenie z księgi wieczystej ostrzeżeń o toczącej się egzekucji nie jest konieczne przedstawienie dokumentu stanowiącego podstawę wpisu w odniesieniu do każdego, konkretnego postępowania egzekucyjnego z osobna. Dzięki temu, obecnie wnioskodawca nie powinien już napotkać przeszkody, domagając się wykreślenia ostrzeżeń o egzekucji w oparciu o odpis postanowienia o ogłoszeniu upadłości dłużnika wraz z potwierdzeniem prawomocności tego orzeczenia.
Uproszczony stan faktyczny
Postanowieniem z 13.11.2019 r. SR w (…) ogłosił upadłość A. Po uprawomocnieniu się postanowienia o ogłoszeniu upadłości, syndyk masy upadłości A zgłosił wniosek o wykreślenie z Działu III księgi wieczystej nieruchomości ostrzeżeń o toczących się egzekucjach. Do wniosku załączył prawomocne postanowienie SR w (…) o ogłoszeniu upadłości A.
Orzeczenia SR i SO
Postanowieniem z 23.03.2021 r. starszy referendarz sądowy w SR w (…) oddalił wniosek. Syndyk wniósł skargę na powyższe postanowienie. Wskutek wniesienia skargi, sprawą zajął się SR w (…), który następnie oddalił wniosek syndyka. SR wskazał w uzasadnieniu, że po myśli art. 6268 KPC, sąd wieczystoksięgowy bada treść wniosku, treść i formę dołączonych do niego dokumentów oraz treść księgi wieczystej. W świetle zaś art. 31 ustawy z 6.7.1982 o księgach wieczystych i hipotece (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 341), wpis w księdze wieczystej może być dokonany na podstawie dokumentu z podpisem notarialnie poświadczonym, o ile przepisy szczególne nie przewidują innej formy dokumentu.
W oparciu o powyższe SR wskazał, że wprawdzie wnioskodawca załączył do wniosku dokument urzędowy w rozumieniu art. 244 KPC, potwierdzający ogłoszenie upadłości A (prawomocne postanowienie sądu), a w związku z prawomocnością tego postanowienia, umarzają się wszystkie postępowania egzekucyjne skierowane do majątku wchodzącego w skład masy upadłości, wszczęte przed dniem ogłoszenia upadłości. Niemniej, sąd wieczystoksięgowy bazuje na dokumentach dołączonych do wniosku, a więc syndyk, żądając wykreślenia ostrzeżeń, powinien przedłożyć prawomocne postanowienia komornika sądowego potwierdzające umorzenie konkretnych postępowań egzekucyjnych.
Od postanowienia SR syndyk wywiódł apelację. SO w (…) oddalił apelację wnioskodawcy. so powtórzył, że w postępowaniu wieczystoksięgowym kognicja sądu jest ograniczona. Nie ma on kompetencji do prowadzenia postępowania dowodowego w celu weryfikacji danych przedstawionych przez wnioskodawcę. W świetle zatem powyższego, wnioskodawca nie przedstawił odpowiednich dokumentów stanowiących podstawę do wykreślenia z księgi wieczystej ostrzeżeń o toczących się egzekucjach (tj. postanowienia komornika o umorzeniu postępowania egzekucyjnego). W oparciu o prawomocne postanowienie o ogłoszeniu upadłości, sąd wieczystoksięgowy nie jest zaś władny ustalić, jakie konkretnie, poszczególne postępowania egzekucyjne, umorzyły się z mocy prawa. Od postanowienia SO wywiedziono skargę kasacyjną.
Postanowienie Sądu Najwyższego
Sąd Najwyższy uwzględnił skargę kasacyjną, uchylił postanowienie SO i przekazał mu sprawę do ponownego rozpoznania. W uzasadnieniu SN wskazał, że błędne było stanowisko SO, wskazujące na konieczność dołączenia przez wnioskodawcę postanowień komornika o umorzeniu określonych postępowań egzekucyjnych, których dotyczył wniosek o wpis (wykreślenie). SN podkreślił, że następujący z mocy prawa skutek – umorzenie postępowania egzekucyjnego w wyniku uprawomocnienia się postanowienia o ogłoszeniu upadłości – dotyczy wszystkich postępowań egzekucyjnych prowadzonych przeciwko upadłemu, a toczących się przed uprawomocnieniem się postanowienia o ogłoszeniu upadłości. W konsekwencji, przedstawienie odrębnego dokumentu stanowiącego podstawę wpisu, do każdego postępowania egzekucyjnego z osobna, nie jest konieczne, aby uwzględnić wniosek o wykreślenie z księgi wieczystej ostrzeżeń o toczącej się egzekucji.
Co więcej, SN zaznaczył, że umorzenie ex lege postępowania egzekucyjnego nie implikuje potrzeby wydania przez komornika sądowego postanowienia w tym przedmiocie. W efekcie, syndyk nie ma podstaw, aby żądać od komornika potwierdzenia umorzenia konkretnych postępowań egzekucyjnych na podstawie art. 146 ust. 1 PrUpad. Gdyby zaaprobować pogląd SO, syndyk mógłby zostać pozbawiony możliwości skutecznego domagania się dokonania wpisu w księdze wieczystej – wykreślenia ostrzeżeń o toczących się egzekucjach skierowanych do nieruchomości.
Komentarz
Postanowienie Sądu Najwyższego zasługuje na aprobatę. Judykat ten rozwiązuje trudności, które w praktyce napotykali syndycy domagający się wykreślenia ostrzeżeń o toczącej się egzekucji z treści księgi wieczystej prowadzonej dla nieruchomości wchodzącej do masy upadłości. Kierunek rozstrzygnięcia należy uznać za trafny – kognicja sądu wieczystoksięgowego nie powinna być ograniczona na tyle, aby obezwładniać możliwość wzięcia pod uwagę skutku zdarzenia (którego wystąpienie potwierdzono stosownym dokumentem), który to występuje z mocy prawa (ex lege). W wymiarze praktycznym, orzeczenie powinno ułatwić obrót nieruchomościami nabytymi w ramach likwidacji masy upadłości (a co za tym idzie, pozytywnie wpłynąć również na samą likwidację). Ostrzeżenia o toczącej się egzekucji będzie można bowiem wykreślić szybciej, po uprawomocnieniu się postanowienia o ogłoszeniu upadłości, bez konieczności oczekiwania na dalsze etapy postępowania upadłościowego.
Postanowienie Sadu Najwyższego z 8.8.2025 r., II CSKP 835/24
Na deepfake’ach zarabiają platformy internetowe
Eksperci są zdania, że konieczność walki z rosnącym w siłę zjawiskiem deepfake’ów – w tym ich najmroczniejszą odmianą, czyli deep porn i porn nude – staje się coraz bardziej paląca. I choć różne są ich podejścia co do sposobów wymuszania na wielkich platformach brania odpowiedzialności za to, co publikują ich użytkownicy, co do jednego się zgadzają: jeśli nie obudzimy się dzisiaj, kiedy tego typu oszustwa dotyczą „tylko” reklamowanych produktów czy zafałszowanych wizerunków pojedynczych osób, jutro zagrożone mogą być wartości demokratycznego państwa.
O tym, w jaki sposób jedno przekłada się na drugie – podczas kongresu ochrony danych i nowych technologii, zorganizowanego przez UODO i Krajową Izbę Radców Prawnych – mówił Maciej Tąkiel, dyrektor innowacji i rozwoju biznesu w kancelarii Greenberg Traurig. Jego zdaniem na widocznym horyzoncie czasowym dostrzec można już zagrożenie erozji zaufania do osób publicznych, biznesu czy polityków.
– Faktyczne badania wskazują na to, że politykowi łatwiej będzie powiedzieć, że coś jest deepfakiem czy fake newsem, niż przeprosić swój elektorat. A ten żelazny od razu uznaje, że wypowiedź została zmanipulowana. Widzimy, jaka polaryzacja nastąpiła na naszej scenie politycznej. Długofalowym więc efektem, moim zdaniem, będzie duży kryzys wiedzy i zaufania do całego systemu – diagnozował ekspert.
Jednak deepfake’i to ryzyko również tu i teraz, bo za ich pomocą można uderzyć w najbardziej intymne sfery życia człowieka, również dziecka. Jak zwracała uwagę Katarzyna Staciwa, koordynatorka ds. badań i rozwoju w państwowej komisji ds. pedofilii, dziś jedno nawet zdjęcie może zostać przerobione w taki sposób, by rozrosło się do rozmiarów kilkusekundowego filmiku. – To skala rażenia, z którą nikt sobie nie poradzi – oceniła. Dlatego też – zdaniem tej ekspertki – powinniśmy skupiać się na przepisach, które nie dopuszczą do tego, aby takie materiały w ogóle ukazywały się w sieci. Ale to platformy muszą ponosić odpowiedzialność za zapobieganie takim zdarzeniom. – To one stworzyły ten świat, tak go wykreowały, zaprosiły dzieci, nie pytając, czy jest on dla nich bezpieczny – mówiła.
– W Europie nie ma systemu, który zobowiązywałby dostawców poszczególnych towarów czy usług internetowych do raportowania przypadków ujawnienia treści, mogącej przedstawiać seksualne wykorzystywanie dziecka. Jedyny taki na świecie obowiązuje w Stanach Zjednoczonych, na podstawie prawa federalnego – podkreślała Katarzyna Staciwa. Jak dodała, tam podmioty z Doliny Krzemowej każdy taki przypadek muszą zgłaszać do lokalnej infolinii. – Ona też publikuje statystyki, które mogą przerażać – zgłoszonych jest 30 milionów takich obrazów, a raporty w większości dotyczą podmiotów spoza Stanów Zjednoczonych – zaznaczała.
Póki co nie zmienia to jednak rzeczywistości, a kolejnym niepokojącym zjawiskiem pozostaje „angażowanie” do fikcyjnych reklam produktów czy usług znanych celebrytów i polityków, co w praktyce sprowadza się do bezprawnego wykorzystywania ich wizerunku. Firmy takie czasem trudno namierzyć, a fake multiplikuje się na kolejnych kanałach społecznościowych. O tym zjawisku również pisaliśmy w „Rz”, kiedy to ofiarami podobnego procederu padli dr Michał Sutkowski i prof. Jerzy Szaflik.
Jako wisienkę na torcie można uznać przywołane podczas debaty – a ujawnione pod koniec ubiegłego roku przez Reuters– wewnętrzne szacunki koncernu Meta, posiadacza m.in. Facebooka i Instagrama, według których 10 proc. jej całkowitych rocznych przychodów będzie miało swoje źródło w reklamach oszustw i towarów zakazanych.
Stanowisko młodszego asystenta sędziego i szybsza droga do awansu
Wstępne założenia projektu ustawy
Początkowo projektodawca zakładał jedynie dokonanie wprowadzenie stanowiska młodszego asystenta sędziego. Na stanowisku tym zatrudniony mógłby student jednolitych studiów magisterskich na kierunku prawo, który ukończył trzeci rok tych studiów, a także ukończył 20 lat. Kandydat musiałby również cechować się nieskazitelnym charakterem oraz być obywatelem polskim i korzystać z pełni praw publicznych i obywatelskich, podobnie jak ma to miejsce w przypadku wymogów stawianych osobom zatrudnionym na stanowisku asystenta sędziego. W pozostałym zakresie projektodawca planował pozostawić w formie niezmienionej dotychczasowe uregulowania odnoszące się do wymogów stawianych przy ubieganiu się o stanowisko na stanowisko asystenta sędziego i starszego asystenta sędziego.
Projektodawca zakłada również uchylenie art. 155ca § 2 ustawy z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 334; dalej: PrUSP), stanowiącego, że do czasu ukończenia stażu asystenckiego asystenta sędziego zatrudnia się na podstawie umowy o pracę na czas określony, z możliwością jej wcześniejszego rozwiązania za dwutygodniowym wypowiedzeniem. W to miejsce proponowano stosowanie w rozwiązywaniu umów o prace z asystentem sędziego w stosunku do wszystkich stanowisk ogólnych przepisów Kodeksu pracy.
W uzasadnieniu do ustawy wskazano, że zmiany mają również na celu wprowadzenie nowych zasad kształtowania wysokości wynagrodzeń asystentów sędziów. Stawki wynagrodzenia zasadniczego dla poszczególnych stanowisk asystenckich zostaną ukształtowane następująco:
- na stanowisku młodszego asystenta sędziego – od 5500 zł do 6500 zł;
- na stanowisku asystenta sędziego – od 6500 zł do 8000 zł;
- na stanowisku starszego asystenta sędziego – od 8000 zł do 9000 zł.
Szersze propozycje zmian po I czytaniu
Po I czytaniu ustawy na sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, a także przeprowadzonej w jej trakcie dyskusji, doszło do modyfikacji projektu ustawy o dodatkowe kwestie. Pierwsza z proponowanych zmian ma charakter techniczny i zakłada zmianę brzmienia art. 149 § 1a PrUSP poprzez dodanie, iż o stanowisko referendarza sądowego może ubiegać się zarówno asystent, jak i starszy asystent sędziego, który był zatrudniony o najmniej 5 lat był zatrudniony przedmiotowych stanowiskach w pełnym wymiarze czasu pracy.
Drugą z propozycji projektodawcy jest poszerzenie katalogu osób, które mogą ubiegać się o stanowisko starszego asystenta sędziego. W dotychczasowym stanie prawnym starszym asystentem sędziego może zostać asystent, który zajmował stanowisko asystenta sędziego przez co najmniej dziesięć lat i uzyskiwał pozytywne okresowe oceny, albo osoba, która złożyła egzamin sędziowski lub egzamin prokuratorski. Projektodawca zakłada z kolei, iż na stanowisku starszego asystenta sędziego będzie mógł być zatrudniony ten, kto zdał egzamin sędziowski, prokuratorski, adwokacki, radcowski albo notarialny, lub uzyskał wpis na listę adwokatów albo wpis na listę radców prawnych albo został powołany przez Ministra Sprawiedliwości na notariusza. Projekt ustawy proponuje również skrócenie czasu awansu na stanowisko starszego asystenta sędziego, osób zajmujących stanowisko asystenta sędziego (lub młodszego asystenta sędziego) z 10 do 7 lat, likwidując przy tym wymóg posiadania pozytywnych ocen okresowych.
Trzecia propozycja zakłada wprowadzenie zmian w zasadach zatrudniania asystenta sędziego, w sposób odmienny niż pierwotne ustalenia projektodawcy. Wedle nowej propozycji, młodszy asystent sędziego miał być zatrudniony na stanowisku młodszego asystenta sędziego – na podstawie umowy o pracę na czas określony nie dłuższy niż 33 miesiące, z kolei asystent sędziego – na podstawie umowy o pracę na czas określony. Ponadto młodszego asystenta sędziego, który kończył wyższe studia prawnicze w Polsce i uzyskał tytuł magistra lub zagraniczne uznane w Polsce, pracodawca musiałby przenieść na stanowisko asystenta sędziego. Projektodawca proponuje dodatkowo wprowadzenie regulacji, zgodnie z którą po ukończeniu stażu asystenckiego albo w przypadku zwolnienia z obowiązku jego odbycia, pracodawca obligatoryjnie zawierałby umowę na czas nieokreślony.
Projektodawca wskazał również, iż młodszy asystent sędziego, który został skreślony z listy studentów, jest zobowiązany o powyższym niezwłocznie powiadomić prezesa sądu. Omawiany projekt ustawy zawiera również propozycję udostępniania prezesom sądów przez podmioty uczelniane informacji w celu weryfikacji statusu studenta w czasie trwania umowy o pracę z asystentem sędziego zatrudnionym na stanowisku młodszego asystenta sędziego (przez dodanie w art. 344 ust. 3 pkt 4e w ustawie z 20.7.2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1571).
Projektodawca precyzuje również, przez dokonanie stosownych zmian, iż tzw. alternatywne dojścia do zawodów prawniczych przez asystentów sędziów, określone w:
- art. 66 ust. 1 pkt 4 lit. a i pkt 5 lit a ustawy z 26.5.1982 r. – Prawo o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1564);
- art. 25 ust. 1 pkt 4 lit. a i pkt 5 lit a ustawy z 6.7.1982 r. o radcach prawnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 499);
- art. 12 § 2 pkt 2 ustawy z 14.2.1991 r. – Prawo o notariacie (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1001);
- art. 174 § 1a pkt 1 ustawy z 28.1.2016 r. – Prawo o prokuraturze (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 390);
- art. 54 ust. 3 pkt 4 ustawy z 15.12.2016 r. o Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1192),
dotyczyć będą asystenta sędziego i starszego asystenta sędziego, jednak nie młodszego asystenta sędziego.
Podczas II czytania projektu ustawy złożono propozycję, by na stanowisku starszego asystenta sędziego mogła być zatrudniona osoba pracująca na stanowisku asystenckim łącznie 4 lata, albo która uzyskała stopień naukowy doktora nauk prawnych. Propozycja ta nie spotkała się jednak z aprobatą komisji Sejmowej.
Etap legislacyjny
Sejm jednogłośnie uchwalił nowelizację ustawy i przekazał ją do dalszego procedowania w Senacie.
Prawo do pełnomocnika dla świadka będzie pozorne
Rzecznik Praw Obywatelskich, Sąd Najwyższy czy Naczelna Rada Adwokacka krytykują rozwiązania proponowane w tzw. „Lex Skrzypek”. Prace nad tą nowelizacją kodeksu postępowania karnego zostały podjęte po śmierci Barbary Skrzypek, sekretarki prezesa Prawa i Sprawiedliwości, która nastąpiła kilka dni po przesłuchaniu przez prokuraturę. Chociaż nie stwierdzono związku pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, był to impuls do wznowienia dyskusji o potrzebie zmian w KPK zmierzających do realnego zapewnienia m.in. świadkom prawa do obecności pełnomocnika w czynnościach podejmowanych z ich udziałem. Od lat takie postulaty były formułowane czy to przez RPO czy NRA.
Możliwość kontroli sądowej
Obecnie, zgodnie z art. 87 KPK, osoba niebędąca stroną może ustanowić pełnomocnika, jeżeli wymagają tego jej interesy w toczącym się postępowaniu. Z tym, że § 3 tego przepisu stanowi, że sąd, a w postępowaniu przygotowawczym prokurator, może nie wyrazić na to zgody, jeżeli uzna, że nie wymaga tego obrona interesów osoby niebędącej stroną. Decyzja prokuratora podlega co prawda zaskarżeniu, lecz zgodnie z art. 302 § 3 KPK nie do sądu, tylko do bezpośrednio przełożonego prokuratora.
Przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt nowelizacji KPK przewiduje dodanie do art. 87 § 4 KPK. Chodzi o to, aby zażalenie na postanowienie w przedmiocie odmowy rozpoznawał sąd (nie później niż przed upływem 7 dni). Jednak zgodnie z projektowanym § 5 tej regulacji do czasu uprawomocnienia się tego postanowienia czynności, w których udział zgłosił jej pełnomocnik, mogą być dokonywane bez jego udziału w „wypadkach niecierpiących zwłoki albo gdy przemawia za tym ważny interes śledztwa”.
Zbyt szeroko otwarta furtka
Zdaniem krytyków, dodanie tych dwóch klauzul generalnych całkowicie rozmontowuje gwarancyjny charakter proponowanej zmiany.
– Z jednej strony kontrola niezależnego organu w postaci sądu jest wprowadzana celem wyeliminowania potencjalnej arbitralności decyzji prokuratora o odmowie dopuszczenia pełnomocnika osoby niebędącej stroną do udziału w postępowaniu, a z drugiej dopuszcza się w projekcie przeprowadzenie czynności procesowych z udziałem osoby niebędącej stroną, która zaskarżyła rozstrzygnięcie o niedopuszczeniu do udziału w postępowaniu pełnomocnika, na podstawie arbitralnej decyzji prokuratora opartej na bardzo ogólnych klauzulach generalnych (wypadek niecierpiący zwłoki, ważny interes śledztwa). Wprowadzone rozwiązanie nie chroni zatem efektywnie przed wadliwymi decyzjami prokuratora – czytamy w opinii Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego.
Z kolei Rzecznik Praw Obywatelskich, prof. Marcin Wiącek wskazuje wprost, że w oparciu o tak skonstruowane wyjątki „prokuratorowi stworzono warunki do natychmiastowego przeprowadzenia czynności bez udziału pełnomocnika osoby niebędącej stroną, niezależnie od prawomocności postanowienia, o którym mowa w art. 87 § 3 KPK”.
Wyjątek nie będzie nadużywany
Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiada, że nie można z góry zakładać, że projektowany art. 87 § 5 KPK będzie stosowany w sposób instrumentalny. – Sytuacja niecierpiąca zwłoki może mieć postać zatrzymania osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa i konieczności rozważenia zastosowania tymczasowego aresztowania, w której może zajść potrzeba przesłuchania świadków, których zeznania zdecydują, czy prokurator wystąpi z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie – tłumaczy Arkadiusz Myrcha, wiceminister sprawiedliwości. Jak dodaje, w takim wypadku nie można zwlekać z przesłuchaniem świadka z uwagi na bieg terminów konstytucyjnych.
– Zgodnie z art. 41 ust. 3 Konstytucji RP każdy zatrzymany powinien w ciągu 48 godzin od chwili zatrzymania być przekazany do dyspozycji sądu, który ma z kolei 24 godziny na wydanie decyzji w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania. Nie da się tego przepisu zawęzić jednak choćby do sytuacji związanych z tymczasowym aresztowaniem, bo wówczas nie objąłby innych sytuacji, w których szybkie działanie jest konieczne. To nieodłączny problem związany ze stosowaniem klauzul generalnych – mówi nam Arkadiusz Myrcha.
RPO proponował zastąpienie przesłanki „ważnego interesu śledztwa” przesłanką „konieczności zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania” oraz zastąpienie określenia „wypadki niecierpiące zwłoki” przesłanką „niemożności przeprowadzenia czynności”, co zdaniem rzecznika obejmowałoby mniejszy zakres uznaniowości prokuratora.
Jednak zdaniem resortu, jest to niezasadne, a przesłanka „konieczności zapewnienia prawidłowego toku postępowania” jest równie niedookreślona. – Dążąc do zagwarantowania prawa do sądu, projektodawca miał na uwadze wynikającą z preambuły Konstytucji RP zasadę sprawności działania instytucji publicznych. Z tej przyczyny projektowane rozwiązania zawierają wyjątki, które pozwolą na zabezpieczenie sprawnego prowadzenia postępowania w tych sytuacjach, w których jest to rzeczywiście konieczne – odpowiada MS.
Brak zakazu dowodowego
Z kolei zdaniem SN poważnym błędem projektodawcy jest też brak zakazu wykorzystania dowodów uzyskanych podczas czynności dokonanych pod nieobecność pełnomocnika w tym specjalnym trybie, w sytuacji, gdy sąd uzna później decyzję prokuratora o odmowie dopuszczenia jego udziału za błędną.
– Nie można jednocześnie twierdzić, że dąży się do zagwarantowania efektywności ochrony interesów procesowych osób niebędących stronami, a zarazem bez żadnych ograniczeń dopuszczać korzystanie z informacji udzielonych przez taką osobę w sytuacji, gdy została ona niezgodnie z prawem pozbawiona prawa do fachowej reprezentacji prawnej – wytyka SN, wskazując jednocześnie, że umożliwienie przeprowadzenia czynności w sytuacji wadliwego pozbawienia danej osoby reprezentacji prawnej, a także wykorzystania owoców takiego naruszenia prawa, stanowić będzie naruszenie elementarnej zasady lojalności procesowej.
Co więcej, jak przypomina RPO, na poziomie konstytucyjnym nadal obowiązuje zakaz tworzenia rozwiązań pozornych, które sprzeciwiają się standardowi lojalności wobec obywatela, obowiązującym na gruncie art. 2 Konstytucji.
Zdaniem SN projektowane przepisy powinny zostać zmodyfikowane. Albo w kierunku zawężenia proponowanych w art. 87 § 5 KPK przesłanek uzasadniających dokonanie czynności pod nieobecność pełnomocnika (uzupełnionych ewentualnie odpowiednim zakazem dowodowym), albo wprowadzenia mechanizmu, który pozwoliłby spór odnośnie udziału pełnomocnika w postępowaniu rozstrzygnąć przed przeprowadzeniem określonej czynności procesowej w toku śledztwa czy dochodzenia.
Etap legislacyjny: konsultacje
Przemysław Rosati
adwokat, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
Proponowana nowelizacja ma charakter pozorny i nie zapewnia zakładanej przez jej autorów funkcji gwarancyjnej. Przede wszystkim decyzja o tym czy dana osoba potrzebuje pomocy profesjonalnego pełnomocnika, powinna być wyrazem suwerennej, indywidualnej i autonomicznej woli tej osoby. Żaden organ państwa, czy to sąd czy prokurator, nie powinien ingerować w to prawo. Zarówno obecne, jak i projektowane przepisy, naruszają dyrektywę w sprawie prawa dostępu do adwokata w postępowaniu karnym, ale przede wszystkim są niezgodne z art. 47 Karty praw podstawowych UE. Dlatego NRA już w ubiegłym roku złożyła w formie petycji projekt nowelizacji art. 87 KPK. Postulowaliśmy w nim wprowadzenie jako zasady – bez wyjątków i żadnych dodatkowych warunków – prawa osoby niebędącej stroną do ustanowienia pełnomocnika, przy jednoczesnym zastrzeżeniu, że niestawiennictwo pełnomocnika na terminie czynności procesowej nie stanowi przeszkody w jej przeprowadzeniu. Nasz projekt przewiduje również, że ani prokurator, ani sąd nie będą uprawnieni do ingerowania w decyzję o ustanowieniu pełnomocnika, co usunie element arbitralności, uznaniowości i nieostrości interpretacyjnej. Szkoda, że nasz apel, skierowany m.in. do Prezydenta RP, nie spotkał się z zainteresowaniem organów posiadających inicjatywę ustawodawczą.
Narodowy Fundusz Zdrowia nie bada naruszenia praw pacjenta
Stan faktyczny
Pacjentka złożyła do Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia skargę, w której zgłosiła nieprawidłowości dotyczące udzielonych jej świadczeń z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. Zarzucała błędne rozpoznanie postawione przez lekarza prowadzącego, wadliwe leczenie, odstąpienie od leczenia skarżącej przez lekarza i cały podmiot, nieprawidłową klasyfikację wizyty/teleporady.
Następnie wniosła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na bezczynność Prezesa NFZ.
W odpowiedzi na skargę na bezczynność Prezes NFZ wskazał, że:
- Fundusz posiada kompetencje do kontroli czy ingerencji w działania podmiotów medycznych tylko w zakresie ustawą przewidzianym i nie są to wszystkie obszary działania tych podmiotów,
- NFZ w trybie skargowym rozpatruje zgłoszenia klientów dotyczące działalności Funduszu oraz świadczeniodawców udzielających świadczeń opieki zdrowotnej ze środków publicznych w zakresie realizacji przez nich świadczeń finansowanych przez płatnika publicznego jakim jest NFZ,
- prawidłowość realizacji świadczeń nie jest oceniona przez Fundusz, lecz może być podnoszona przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej Izby Lekarskiej, a także przez Rzecznikiem Praw Pacjenta – ze skargi wynikało, że do tych instytucji skarżąca również się zgłaszała,
- skarżąca otrzymała na każde swoje pismo niezwłoczną, szczegółową i wyczerpującą odpowiedź.
Rozstrzygnięcie WSA
WSA rozpoznając skargę stwierdził, że:
- wniesienie skargi na bezczynność organu, czy przewlekłe prowadzenie postępowania jest dopuszczalne tylko w takim zakresie, w jakim dopuszczalne jest zaskarżenie do sądu administracyjnego decyzji, postanowienia lub innego aktu lub czynności z zakresu administracji publicznej,
- bezczynność organu zachodzi wówczas, gdy w ustalonym terminie organ nie podjął żadnych czynności w sprawie lub opieszale prowadził postępowanie i pomimo ustawowego obowiązku nie zakończył go wydaniem w terminie stosownego aktu albo nie podjął odpowiedniej czynności.
Pacjentka wniosła do Prezesa NFZ skargę, w której zarzucała naruszenie praw pacjenta, brak rozwiązań systemowych i zaniedbania.
Skarga taka nie jest jednak załatwiana w drodze decyzji. Zastosowanie znajdują przepisy o skargach i wnioskach (art. 221 KPA i następne).
Tryb skargowo-wnioskowy jest trybem:
- jednoinstancyjnym postępowaniem o charakterze uproszczonym,
- zakończonym zawiadomieniem o sposobie załatwienia skargi,
- niepodlegającym kontroli odwoławczej administracyjnej i sądowo-administracyjnej.
Dalej, WSA wyjaśnił, że zgodnie z art. 227 KPA przedmiotem skargi może być w szczególności:
- zaniedbanie lub nienależyte wykonywanie zadań przez właściwe organy albo przez ich pracowników,
- naruszenie praworządności lub interesów skarżących,
- przewlekłe lub biurokratyczne załatwianie spraw.
Skarga powinna być załatwiona bez zbędnej zwłoki, nie później niż w ciągu miesiąca. O sposobie załatwienia skargi zawiadamia się skarżącego. Zawiadomienie nie przybiera formy podlegającej kontroli sądu administracyjnego, wymienionej w art. 3 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 935).
Oznacza to, że sprawa nie należy do właściwości i obszaru badania sądu administracyjnego. Sposób załatwienia sprawy rzutuje na możliwość wniesienia skargi na bezczynność organu w tej sprawie. Skoro organ nie wydaje decyzji lub postanowienia, lecz jedynie informuje o sposobie załatwienia skargi, to WSA nie ma kompetencji do badania, czy doszło do przewlekłości.
W konsekwencji WSA odrzucił skargę jako niedopuszczalną.
Postanowienie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 16.12.2025 r., I SAB/Wa 237/25, Legalis