TSUE: Zarządca to nie konsument
Stan faktyczny
Słowacki spór pomiędzy osobą prawną, która jest zarządcą budynku mieszkalnego (na podstawie umowy o zarządzanie zawartej z właścicielami mieszkań i lokali niemieszkalnych w tym budynku) a Bankiem, dotyczył zawartej przez nich umowy kredytu w celu przeprowadzenia remontu w tym budynku. Sporne postanowienie tej przewidywało pełną autonomię Banku w zakresie zmiany oprocentowania tego kredytu. W trakcie trwania umowy Bank zawiadomił, że zgodnie z tym postanowieniem znacząco podwyższył jej oprocentowanie. Wówczas Zarządca wniósł powództwo o zwrot bezpodstawnego wzbogacenia.
Sąd odsyłający powziął wątpliwości, czy pojęcie „konsument” w rozumieniu art. 2 lit. b) dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.U. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29) obejmuje również osobę fizyczną, która przy zawieraniu, mieszczącej się w zakresie tej dyrektywy, umowy ze sprzedawcą lub dostawcą określonym w art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13/EWG, jest reprezentowana przez osobę prawną, która w ten sposób prowadzi działalność gospodarczą, jeżeli ta osoba fizyczna działa w celu niezwiązanym z jej działalnością handlową, gospodarczą lub zawodową?
Stanowisko TS
Zgodnie z treścią art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG termin „konsument” oznacza „każdą osobę fizyczną, która w umowach objętych tą dyrektywą działa w celach niezwiązanych z jej działalnością handlową, gospodarczą lub zawodową”. Z tego przepisu wynika, że aby dana osoba mieściła się w tym pojęciu, muszą być spełnione łącznie dwie przesłanki, a mianowicie, po pierwsze, musi być osobą fizyczną, a po drugie, musi nie działać w celach zawodowych (wyrok TS z 2.4.2020 r., Condominio di Milano, via Meda, C-329/19, Legalis, pkt 24). W odniesieniu do pierwszej z tych przesłanek TS orzekł już, że pojęcie to ma zastosowanie wyłącznie do osób fizycznych, a zatem osoba prawna zawierająca umowę z przedsiębiorcą nie może być uznana za konsumenta w rozumieniu art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG (wyrok TS z 22.11.2001 r., Cape i Idealservice MN RE, C-541/99 i C-542/99, Legalis, pkt 16 i 17).
Wynika z tego, że zarządca budynku będącego wspólną własnością, będący osobą prawną, który w ramach swojej działalności zawodowej zawiera umowę z przedsiębiorcą, nie może być uznany za konsumenta w rozumieniu tego przepisu, nawet jeśli działa w imieniu i na rzecz osób fizycznych będących współwłaścicielami tego budynku na podstawie zawartej z nimi umowy o zarządzanie. Natomiast TS wskazał, że ta interpretacja nie narusza możliwości uregulowania przez państwa członkowskie, że przepisy o ochronie konsumentów zawarte w dyrektywie 93/13/EWG mają zastosowanie również do umów zawartych przez przedsiębiorcę z podmiotem prawnym, który nie jest objęty zakresem podmiotowym tej dyrektywy (wyrok TS z 2.4.2020 r., Condominio di Milano, via Meda, C-329/19, Legalis, pkt 34).
Trybunał wskazał, że niniejszej sprawie spór dotyczy umowy o kredyt, której stronami są z jednej strony instytucja bankowa, a z drugiej strony podmiot prawny zarządzający nieruchomością we współwłasności. Przy czym sąd odsyłający stwierdził, że podmiotem, który w stosownym przypadku korzystałby z ochrony przewidzianej w dyrektywie 93/13/EWG, jest podmiot prawny działający w ramach swojej działalności zawodowej, nieposiadający statusu konsumenta na mocy słowackiego.
Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału system ochrony ustanowiony w dyrektywie 93/13/EWG opiera się na założeniu, że konsument znajduje się w gorszej pozycji względem przedsiębiorcy, zarówno pod względem siły negocjacyjnej, jak i poziomu informacji, co prowadzi do tego, że konsument akceptuje warunki ustalone uprzednio przez przedsiębiorcę, nie mając możliwości wpływania na ich treść (wyrok TS z 26.3.2019 r., Abanca Corporación Bancaria i Bankia, C-70/17 i C-179/17, Legalis, pkt 49). Jednakże TS podkreślił, że taka sytuacja gorszej pozycji nie występuje, gdy osoby fizyczne, będące współwłaścicielami budynku, przy zawieraniu umowy kredytu na sfinansowanie remontu tego budynku wybrały reprezentację prawną osoby prawnej działającej w ramach swojej działalności zawodowej.
Reasumując TS orzekł, że art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG należy interpretować w następujący sposób, iż termin „konsument” nie obejmuje osoby fizycznej, która przy zawieraniu umowy z przedsiębiorcą lub przedsiębiorstwem w rozumieniu art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13/EWG jest reprezentowana przez osobę prawną działającą w ramach swojej działalności handlowej, gospodarczej lub zawodowej.
Komentarz
W niniejszym postanowieniu TS wskazał na granice pojęcia „konsument”, o którym mowa w przepisie art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG (zob. art. 221 KC). Z postanowienia tego wynika, że ochrona konsumencka wypływająca z tej dyrektywy w związku z abuzywnością (zob. art. 3851 § 1 KC) postanowienia umowy kredytu nie przysługuje w sytuacji gdy osoba fizyczna, która przy zawieraniu objętej zakresem tej dyrektywy umowy z przedsiębiorcą, jest reprezentowana przez osobę prawną prowadzącą działalność gospodarczą.
Uzasadniając swoje stanowisko Trybunał wskazał przede wszystkim na jedną z dwóch przesłanek wymaganych do kwalifikacji podmiotu jako konsumenta w rozumieniu art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG, tj. przesłanki aby dany podmiot był osobą fizyczną. Trybunał uznał, że skoro w niniejszej sprawie żądającym ochrony konsumenckiej jest zarządca budynku mieszkalnego, który zawarł umowę kredytu w imieniu właścicieli lokali w tym budynku i w ten sposób wykonywał swoją działalność gospodarczą, w zakresie której niewątpliwie leży negocjowanie finansowania przebudowy i remontów budynków mieszkalnych, to jest on osobą prawną działającą w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej.
Niezależnie od powyższego jednak należy zaznaczyć, że ochrona konsumencka uregulowana w dyrektywie 93/13/EWG i transponujących ją przepisach krajowych może przysługiwać innym podmiotom niż osoby fizyczne, pod warunkiem, że została ona przewidziana w prawie wewnętrznym danego państwa członkowskiego. Dodatkowo należy podkreślić, że w sprawie Condominio di Milano, via Meda, C-329/19, TS uznał, iż to sądy krajowe mogą zapewnić konsumentom wyższy poziom ochrony konsumenckiej i dokonać wykładni przepisów transponujących dyrektywę 93/13/EWG do prawa krajowego w taki sposób, że ujęte w niej przepisy o ochronie konsumentów mają zastosowanie również do umowy zawartej z przedsiębiorcą przez podmiot prawa taki jak condominio (wspólnota mieszkaniowa, która, chociaż we włoskim prawie nie jest osobą prawną to, uznaje się ją za „autonomiczny podmiot prawa”), nawet jeśli nie wynika to wprost z wykładni językowej przepisów krajowych.
Powyższą wykładnię Trybunału należy stosować interpretując pojęcie „konsumenta” w rozumieniu art. 221 KC.
Postanowienie TS z 25.2.2026 r., Bytové družstvo, C-168/25
Fiskus interesuje się firmami, które nie weszły do KSeF
To nie kontrola, chcemy tylko „towarzyszyć podatnikom w procesie dostosowania się do zmian”. Tak Ministerstwo Finansów odpowiedziało na pytania „Rzeczpospolitej” w sprawie telefonów do przedsiębiorców, którzy nie wystawiają faktur w KSeF. I zapewniło, że na razie nie ma się czego obawiać, bo sankcje za niestosowanie nowego systemu wejdą dopiero w 2027 r.
Telefon z urzędu
Telefon z urzędu skarbowego w sprawie KSeF miał jeden z naszych czytelników. Jest przedstawicielem dużej firmy, która od 1 lutego 2026 r. powinna wystawiać faktury sprzedażowe w nowym systemie. Takich podmiotów jest 5,2 tys. Część z nich nie stosuje się do nowych obowiązków. Z różnych powodów, przede wszystkim dlatego, że nie zdążyły się do nich przygotować. W wypadku firmy czytelnika chodziło akurat o błędną interpretację przepisów.
Dlaczego nie stosujecie KSeF? – zapytał urzędnik. Brzmi groźnie, ale czytelnik przyznaje, że skończyło się na grzecznej rozmowie.
Czy to jakaś szersza akcja? Czy takie rozmowy odbywają się w ramach oficjalnej procedury – czynności sprawdzających albo kontroli? Czy każda firma, która nie wystawia faktur w KSeF – choć ma taki obowiązek – jest proszona o wyjaśnienia? Czy po 1 kwietnia, gdy faktury w KSeF będzie musiało wystawiać 1,4 mln podmiotów, pracownicy urzędów skarbowych także będą dzwonić do tych, którzy nie korzystają z nowego systemu?
O to zapytaliśmy Ministerstwo Finansów. Odpowiedziało, że „prowadzona akcja stanowi element szerszego planu wsparcia przedsiębiorców w przygotowaniu się do wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur. Jej celem jest przede wszystkim wyjście naprzeciw potrzebom podatników oraz towarzyszenie im w procesie dostosowania się do trwających zmian w obszarze obiegu faktur”.
Ministerstwo przekonuje, że podejmowane działania, w tym kontakty telefoniczne, nie mają charakteru weryfikacyjnego ani kontrolnego. „Rozmowy prowadzone są w formule partnerskiej (…) Nie służą sprawdzaniu, którzy podatnicy przystąpili do KSeF, ani egzekwowaniu obowiązków. Ich istotą jest wsparcie informacyjne i praktyczne” – czytamy w odpowiedzi resortu finansów.
Ministerstwo zapewnia też, że „w przypadkach, gdy system nie został jeszcze wdrożony, działania administracji skarbowej koncentrują się na przypominaniu o nadchodzącym obowiązku oraz oferowaniu wsparcia w jego realizacji”.
Co na to doradcy podatkowi? Przede wszystkim zalecają umiar w przekazywaniu firmowych sekretów fiskusowi.
– Z doświadczeń z kontaktów ze skarbówką wynika, że informacje zdobyte w luźnych rozmowach z podatnikami są potem wykorzystywane przeciwko nim – mówi Tomasz Piekielnik, doradca podatkowy, właściciel kancelarii doradztwa podatkowego. Dodaje, że kulturalne kontakty z urzędnikami powinny być standardem. – Nie możemy jednak zapominać, że urzędy skarbowe są od ściągania podatków. Każdy urzędnik jest trybem w opresyjnej machinie i nie łudźmy się, że możemy mu się bezkarnie zwierzać z podatkowych problemów – podkreśla Tomasz Piekielnik.
– Z odpowiedzi Ministerstwa Finansów wyłania się obraz gospodarskiej troski o podatników. Obawiam się jednak, że to tylko retoryka, a grzeczne rozmowy telefoniczne mogą być wstępem do dalszych, bardziej zdecydowanych działań – mówi Piotr Stryjewski, adwokat i doradca podatkowy w kancelarii Paczuski Taudul. Potwierdza, że urzędnicy zbierają informacje o podatnikach w różny sposób, także nieoficjalnie. I nie mają oporów, żeby je potem wykorzystywać.
Na razie nie ma kar
Eksperci potwierdzają, że na razie skarbówka nic nie może zrobić firmom wystawiającym faktury poza KSeF. W 2026 r. nie ma jeszcze za to sankcji (wejdą 1 stycznia 2027 r.). – Widać jednak, że fiskus już się interesuje tymi, którzy nie weszli do KSeF. I niewykluczone, że już trafili na czarną listę – mówi Piotr Stryjewski.
Doradcy podatkowi zwracają też uwagę na to, że urzędnicy szybko zaczęli korzystać z zasobów nowego systemu. – Skoro wiedzą, które firmy nie wystawiają faktur w KSeF, to znaczy, że wszystkie zostały już w jakiś sposób zweryfikowane – wskazuje Tomasz Piekielnik. Przypomina o obietnicach Ministerstwa Finansów, że przy wykorzystywaniu KSeF nie będzie wolnoamerykanki. „Dostęp do danych w KSeF będą mieli tylko nieliczni pracownicy administracji skarbowej po spełnieniu określonych wymagań, zatem dostęp ten będzie reglamentowany i kontrolowany. Pracownik będzie mógł uzyskać dostęp do danych wyłącznie w określonych sytuacjach, w tym w ramach czynności sprawdzających czy kontrolnych, po uzyskaniu zgody przełożonego” – pisał resort finansów w odpowiedzi na pytania Rzecznika Praw Obywatelskich. – Czas pokaże, czy ta obietnica zostanie dotrzymana – mówi Tomasz Piekielnik.
Przypomnijmy, że KSeF to centralna, nadzorowana przez skarbówkę baza faktur. Działa od 1.2.2026 r. Na początku fakturować w KSeF muszą największe firmy (mające sprzedaż brutto za 2024 r. powyżej 200 mln zł, jest ich około 5,2 tys.). Od 1 kwietnia będzie obowiązkowy dla kolejnej grupy (1,4 mln podmiotów). Najmniejsi przedsiębiorcy (miesięczna sprzedaż brutto do 10 tys. zł, jest ich około 550 tys.) muszą stosować KSeF od 1.1.2027 r. Ten terminarz dotyczy obowiązku wystawiania faktur sprzedażowych. Natomiast od 1 lutego wszyscy muszą odbierać w KSeF faktury zakupowe (wystawiane przez największe firmy oraz tych, którzy stosują nowy system dobrowolnie).
Siła dowodowa dziennika budowy: z wpisów nie da się wycofać
Stan faktyczny
WSA w Gdańsku rozpoznał skargę na decyzję Wojewody Pomorskiego w przedmiocie wygaśnięcia decyzji w sprawie pozwolenia na budowę i w wydanym wyroku uchylił zaskarżoną decyzję oraz poprzedzającą ją decyzję Starosty Puckiego.
W sprawie tej Starosta w 2011 r. udzielił skarżącej pozwolenia na budowę budynku rekreacji indywidualnej i tymczasowego zbiornika bezodpływowego na ścieki o pojemności 9,0 m3. Decyzja stała się ostateczna. Pismem z 2025 r. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Pucku (PINB) poinformował Starostę, że w związku z prowadzonym postępowaniem dotyczącym zabudowy na działce ustalono, że od 2017 r. na działce tej nie były prowadzone żadne prace budowlane związane z wydaną przez organ I instancji decyzją. W związku z powyższym PINB zwrócił się z prośbą o wdrożenie postępowania w celu wygaśnięcia na podstawie art. 37 ust. 1 ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418; dalej: PrBud) decyzji o pozwoleniu na budowę z 2011 r., gdyż budowa została przerwana na czas dłuższy niż 3 lata.
Starosta stwierdził wygaśnięcie tej decyzji, a Wojewoda utrzymał ją w mocy. W uzasadnieniu decyzji wskazał m.in. art. 162 § 1 pkt 1 KPA. Stwierdził, że z zebranego w sprawie materiału dowodowego, w tym z dziennika budowy oraz dokumentacji przedstawionej przez PINB wynika, że w sprawie ziściła się przesłanka, o której mowa w art. 37 ust. 1 PrBud, zgodnie z którą decyzja o pozwoleniu na budowę wygasa, jeżeli budowa została przerwana na czas dłuższy niż 3 lata. W niniejszej sprawie organ wziął pod uwagę ustalenia PINB, potwierdzone protokołem, jak również wyjaśnienia inwestorki składane przed organem nadzoru budowlanego, w tym pismo dotyczące przedziałów czasowych prowadzonych robót budowlanych oraz wpisów dokonanych w dzienniku budowy. Zdaniem Wojewody z dokonanych ustaleń wynika, że roboty budowlane objęte pozwoleniem na budowę udzielonym przez Starostę zostały przerwane co najmniej w 2017 roku i do dnia wniesienia odwołania nie były prowadzone.
Wojewoda wyjaśnił, że w przypadku ziszczenia się którejś z przesłanek wynikających z art. 37 ust. 1 PrBud, tj. budowa nie została rozpoczęta przed upływem 3 lat od dnia, w którym decyzja o pozwoleniu na budowę stała się ostateczna lub budowa została przerwana na czas dłuższy niż 3 lata, to decyzja taka wygasa z mocy prawa, a skutek ten jest niezależny od woli organu administracji architektoniczno-budowlanej. Decyzja wydawana w trybie art. 37 ust. 1 PrBud ma charakter deklaratoryjny i jej zadaniem jest potwierdzenie skutków prawnych, które wynikają wprost z ustawy. Norma prawna determinuje te skutki w sposób całkowity. Skutek prawny nie wynika więc z samego aktu deklaratoryjnego, dlatego akt taki obowiązuje ex tunc, tj. od momentu, w którym zaczęła obowiązywać dana norma ustawowa. Od tego czasu do chwili wydania aktu deklaratoryjnego skutki prawne już istnieją, choć są one w pewien sposób „zawieszone” i nie mogą odgrywać pełnej roli w obrocie prawnym. Zatem decyzja Starosty wygasła z mocy prawa, co wynika wprost z ustawy, a zaskarżona decyzja jedynie tę okoliczność potwierdza.
W skardze do WSA skarżąca wyjaśniła, że po 3 latach od rozpoczęcia budowy zaczęła mieć problemy zdrowotne trwające do dzisiaj, które uniemożliwiły jej dalszą budowę i dopilnowanie formalności związanych ze znalezieniem nowego kierownika budowy (poprzedni kierownik budowy zmarł krótko po rozpoczęciu budowy).
Stanowisko WSA
Sąd uznał, że kontrolowana w sprawie decyzja narusza prawa.
Wskazał, że zgodnie z art. 37 ust. 2 PrBud decyzja o pozwoleniu na budowę wygasa, jeżeli budowa nie została rozpoczęta przed upływem 3 lat od dnia, w którym decyzja ta stała się ostateczna lub budowa została przerwana na czas dłuższy niż 3 lata. Termin, o którym mowa w przywołanym przepisie jest terminem prawa materialnego, którego upływ powoduje utratę uprawnień zawartych w przedmiotowym zezwoleniu. Wygaśnięcie powyższej decyzji oznacza więc utratę jej mocy obowiązującej z chwilą zaistnienia pewnego zdarzenia prawnego, jakim w omawianej sytuacji jest upływ czasu, a inwestor prowadzący roboty budowlane na podstawie pozwolenia na budowę, które wygasło, musi być traktowany tak jak osoba wykonująca roboty bez wymaganego prawem pozwolenia na budowę.
W poddanej sądowej kontroli sprawie podstawą stwierdzenia wygaśnięcia decyzji o pozwoleniu na budowę było ustalenie, że doszło do przerwania robót budowlanych co najmniej w roku 2017. Okoliczność tę organy administracji ustaliły na podstawie zebranego w sprawie materiału dowodowego. Z oświadczenia skarżącej wynika, że w roku 2015 lub 2016 wylano fundament pod budynek i po tych pracach, z uwagi na śmierć kierownika budowy prace przerwano. Stan zdrowia skarżącej oraz sytuacja materialna nie pozwoliły na kontynuowanie robót. W toku prowadzonego postępowania o stwierdzenie wygaśnięcia pozwolenia na budowę organy administracji uzyskały kopię dziennika budowy tej inwestycji. Wynika z niego, że kierownik budowy dokonywał w nim wpisów w okresie od 2016 r. do 2024 r. dotyczących prac budowlanych związanych z robotami ziemnymi, wykonaniem ław fundamentowych i wykonywaniem izolacji. Skarżąca jednakże oświadczyła, że „wycofuje się z ww. wpisów” i jednocześnie podtrzymuje wcześniejszą informację o wstrzymaniu budowy. Jak wskazała wpisy dokonane w dzienniku budowy są nieaktualne i mijają się ze stanem faktycznym.
Zgodnie z art. 47a ust. 1 PrBud dziennik budowy stanowi urzędowy dokument przeznaczony do rejestrowania: 1) przebiegu robót budowlanych oraz 2) zdarzeń i okoliczności zachodzących w toku wykonywania robót budowlanych, mających znaczenie przy ocenie technicznej prawidłowości wykonywania tych robót. Mając na uwadze orzeczenia sądów administracyjnych, w których kwestionowany jest charakter dziennika budowy jako dokumentu urzędowego w ocenie Sądu w składzie orzekającym nie ma podstaw by odstępować w tym przypadku od językowej wykładni przywołanego przepisu. Ustawodawca bowiem wyraźnie zdecydował, że dziennik budowy jest dokumentem urzędowym służącym rejestracji określonych czynności w trakcie procesu inwestycyjnego. To, że nie odpowiada on przesłankom dokumentu urzędowego określonym w art. 76 § 1 KPA nie może stanowić podstawy do zakwestionowania jego charakteru.
Niewątpliwie bowiem między art. 47a ust. 1 PrBud a art. 76 § 1 KPA zachodzi relacja lex specialis derogat legi generali albowiem przepis PrBud jest przepisem szczególnym wobec KPA. Dziennik budowy jest wydawany przez organy administracji (musi być prowadzony zgodnie z przepisami PrBud – zob. art. 47a i n. PrBud; tylko ściśle określone osoby są uprawnione do dokonywania w nim wpisów (art. 47e PrBud) i stanowi on podstawę do weryfikacji czynności podejmowanych w ramach procesu inwestycyjnego, a tym samym podstawę do wydawania odpowiednich decyzji administracyjnych. Jego charakteru jako dokumentu urzędowego nie może zatem podważać to, że nie jest wydawany jako kompleksowo sporządzony („zamknięty”) dokument przez organ administracji. Skoro pochodzi on od organu administracji, a jego uzupełnienia (wpisy) mogą być dokonywanie tylko przez ustawowo określone podmioty w ustawowo określonym trybie, to brak jest podstaw do kwestionowania jego charakteru.
Komentarz
O uchyleniu decyzji w omawianej sprawie zdecydowały kwestie proceduralne. WSA w Gdańsku uznał, że organy administracji błędnie oceniły materiał dowodowy. Dziennik budowy ma charakter dokumentu urzędowego służącego rejestrowaniu przebiegu robót budowlanych i zdarzeń istotnych dla procesu inwestycyjnego. W związku z tym korzysta on z domniemania prawdziwości właściwego dla dokumentów urzędowych. Oznacza to, że osoba kwestionująca treść takiego dokumentu powinna udowodnić, że zawarte w nim informacje są niezgodne z rzeczywistością. Strona postępowania nie może skutecznie „wycofać się” z wpisów dokonanych w dzienniku budowy. Jeżeli pojawiają się wątpliwości co do ich zgodności ze stanem faktycznym, organ powinien je zweryfikować, ale w odrębnym postępowaniu.
Wyrok z 18.2.2026 r., II SA/Gd 797/25, Legalis
Czy warunki zwolnienia dywidendowego mogą być modyfikowane przez umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania?
Sprawa dotyczyła spółki Z. z siedzibą na Cyprze, która wystąpiła o stwierdzenie nadpłaty podatku u źródła pobranego od dywidend wypłaconych jej przez polską spółkę. Zgodnie z ustaleniami organów otrzymane dywidendy były przez wskazaną spółkę transferowane do fundacji w Liechtensteinie, niepodlegającej opodatkowaniu od zysków kapitałowych. Organy podatkowe, a następnie WSA w Lublinie uznały, że Z. nie była rzeczywistym właścicielem (beneficial owner) dywidend, lecz jedynie pośrednikiem w strukturze służącej uniknięciu opodatkowania i odmówiły stwierdzenia nadpłaty.
Status rzeczywistego właściciela
Jednym z kluczowych zagadnień prawnych w sprawie było to, czy zastosowanie zwolnienia z podatku u źródła dla dywidend na podstawie art. 22 ust. 4 PDOPrU wymaga, aby ich odbiorca posiadał status rzeczywistego właściciela (beneficial owner).
Spółka Z. argumentowała, że art. 22 ust. 4 PDOPrU zawiera zamknięty katalog przesłanek zwolnienia. Warunek posiadania statusu beneficial owner nie został w tym przepisie wymieniony – w odróżnieniu od art. 21 ust. 3 pkt 4 PDOPrU, który dla zwolnienia odsetek i należności licencyjnych wymóg taki expressis verbis przewiduje. Zdaniem spółki, zgodnie z zakazem wykładni synonimicznej i prymatem wykładni językowej w prawie podatkowym (art. 84 i 217 Konstytucji RP), wprowadzenie w tej sytuacji dodatkowej przesłanki stosowania zwolnienia pozostawało niedopuszczalne.
Organy podatkowe i WSA w Lublinie zajęły stanowisko przeciwne stwierdzając, iż warunkiem zastosowania zwolnienia dywidendowego jest posiadanie przez odbiorcę płatności statutu jej rzeczywistego właściciela.
UPO Polska-Cypr
NSA, przyznał skarżącej rację, że z polskich przepisów nie da się wyinterpretować, iż warunkiem zastosowania zwolnienia dywidendowego jest posiadanie przez odbiorcę dywidendy statusu jej rzeczywistego właściciela. Równocześnie wskazał jednak na konieczność uwzględnienia art. 22a PDOPrU, nakazującego stosowanie art. 20–22 PDOPrU z uwzględnieniem umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Wskazał, iż angielska wersja UPO Polska-Cypr, która ma znaczenie rozstrzygające w razie rozbieżności między wersjami językowymi, posługuje się w art. 10 ust. 2 pojęciem „beneficial owner”. W konsekwencji – na mocy konstytucyjnej zasady pierwszeństwa ratyfikowanej umowy międzynarodowej przed ustawą (art. 91 ust. 2 Konstytucji RP), zdaniem Sądu, warunki zwolnienia z art. 22 ust. 4 PDOPrU ulegają modyfikacji na skutek przepisów UPO, co prowadzi do uzależnienia stosowania zwolnienia od spełnienia przez odbiorcę dywidendy warunku rzeczywistego właściciela.
NSA wskazał również, iż gdyby nawet wyłożył przepis inaczej, w sprawie należałoby rozważać zastosowanie art. 22c PDOPrU, stanowiącego tzw. małą klauzulę antyabuzywną.
Komentarz
NSA trafnie wskazał, że z art. 22 ust. 4 PDOPrU, przewidującego zwolnienie dla dywidend, stanowiącego implementację dyrektywy IRD nie wynika, iż warunkiem zastosowania tego zwolnienia jest posiadanie przez odbiorcę dywidend statusu rzeczywistego właściciela. Stanowisko to jest coraz mocniej ugruntowane w orzecznictwie NSA.
Równocześnie w analizowanej sprawie NSA błędnie przyjął, że treść warunków z art. 22 ust. 4 PDOPrU ulega modyfikacji ze względu na treść właściwej umowy o przeciwdziałaniu podwójnemu opodatkowania. NSA wadliwie odtworzył bowiem relacje pomiędzy polskimi przepisami podatkowymi a treścią umowy o przeciwdziałaniu podwójnego opodatkowania przyjmując, że treść umowy może wpływać na treść warunków zwolnienia dywidendowego.
Umowy o przeciwdziałaniu podwójnemu opodatkowania mają na celu rozdzielenie kompetencji do opodatkowania pomiędzy państwami. Oznacza to, że wyznaczają one maksymalny poziom opodatkowania, które może być nałożone przez każde z państw stron. W związku z taką funkcją umów prawidłowe zastosowanie przepisów wymaga w pierwszej kolejności dokonania autonomicznej wykładni przepisów krajowych i ustalenia poziomu opodatkowania zgodnie z tymi przepisami. Dopiero w drugiej kolejności stosuje się umowę o przeciwdziałaniu podwójnego opodatkowania, by zweryfikować czy na jej gruncie nie jest wymagane ograniczenie poziomu opodatkowania wynikającego z przepisów krajowych.
Ze względu na opisany wyżej charakter i cel UPO nie sposób przyjąć, iż brzmienie UPO może modyfikować treść norm krajowych, w inny sposób niż ograniczając opodatkowanie należne według tych norm. W efekcie błędna jest teza, że warunki zastosowania zwolnienia z art. 22 ust. 4 PDOPrU mogą być modyfikowane przez treść właściwej umowy o przeciwdziałaniu podwójnemu opodatkowania. Warunkiem zastosowania zwolnienia dywidendowego z art. 22 ust. 4 PDOPrU w odniesieniu do spółek z Cypru nie jest więc posiadanie przez te spółki statusu rzeczywistego właściciela dywidendy.
Nie zmienia to faktu, że w analizowanej sprawie zasadność zastosowania zwolnienia dyrektywowego można było badać, co trafnie dostrzegł NSA, przez pryzmat zakazu nadużycia prawa, którego implementację stanowi art. 22c PDOPrU. Dla wykazania nadużycia na gruncie tego przepisu niewystarczającym jest jednak wskazanie, iż odbiorca dywidendy nie jest jej rzeczywistym właścicielem. Konieczne jest wykazanie, że w sprawie mamy do czynienia ze sztuczną, pozbawioną uzasadnienia gospodarczego strukturą, utworzoną przede wszystkim dla nadużycia prawa, a więc obejścia krajowych przepisów w zakresie podatku u źródła.
Wyrok Naczelnego Sadu Administracyjnego z 28.10.2025 r., II FSK 154/23 , Legalis
Organ administracji publicznej nie ustala samodzielnie spadkobierców zobowiązanego
Stan faktyczny
WSA w Kielcach rozpoznał sprawę ze skargi na decyzję Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego (WINB) w przedmiocie nakazu usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości w budynku i uchylił zaskarżoną decyzję oraz decyzję Organu I instancji.
W sprawie tej WINB utrzymał w mocy decyzję Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Skarżysku-Kamiennej (PINB), w której nakazano następcom prawnym po kilku zmarłych usunięcie stwierdzonych nieprawidłowości w budynku mieszkalnym wielorodzinnym, 3-kondygnacyjnym, murowanym, w terminie do 30.10.2025 r., poprzez wykonanie określonych robót budowlanych.
Przeprowadzona na skutek interwencji w 2024 r. kontrola PINB wykazała, że na ww. działce znajduje się budynek mieszkalny wielorodzinny, 3-kondygnacyjny, murowany, pokryty dachem jednospadowym, podpiwniczony, ze strychem (poddaszem) nieużytkowym. Budynek jest usytuowany w zabudowie zwartej, pomiędzy dwoma budynkami mieszkalnymi, niezamieszkały oraz odłączony od wszystkich mediów. Parter budynku wykorzystywany był jako lokale usługowo-handlowe. Budynek jest w złym stanie technicznym, jest wewnątrz zdewastowany i zagrzybiony. Odpadający tynk ze ściany wschodniej stwarza zagrożenie dla sąsiednich działek. Ponadto wejście do części mieszkalnej nie jest zabezpieczone przed osobami trzecimi.
Obecny w trakcie kontroli sąsiad oświadczył, że budynek jest niezamieszkały i nieużytkowany od kilku lat.
PINB ustalił, że właściciel kontrolowanego budynku zmarł w 2013 r. w Stanach Zjednoczonych. Po zmarłym nie przeprowadzono postępowania spadkowego. Dwie córki odrzuciły spadek po zmarłym ojcu, o czym świadczą załączone do akt sprawy akty notarialne. Według ich twierdzeń zmarły nie pozostawił testamentu. Rodzeństwo zmarłego także nie żyje; spadek po zmarłym bracie nabyła jego żona, córka oraz syn. Ustalono także spadkobierców zmarłej siostry właściciela budynku.
W ocenie WINB Organ I instancji prawidłowo uznał, że w sprawie zachodzą przesłanki z art. 66 ust 1 pkt. 1 i pkt. 3 ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418; dalej: PrBud), w świetle których w przypadku stwierdzenia, że obiekt budowlany jest w nieodpowiednim stanie technicznym, czy też może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi, bezpieczeństwu mienia bądź środowiska, organ nadzoru budowlanego, nakazuje w drodze decyzji usunięcie stwierdzonych nieprawidłowości, określając termin wykonania tego obowiązku. Wydając decyzję na podstawie art. 66 PrBud, organ nie bada przyczyn, z powodu których obiekt zagraża życiu lub zdrowiu, ani kto ponosi za to odpowiedzialność. Wystarczające jest ustalenie, iż obiekt narusza wymagania wynikające z obowiązujących przepisów. Prawie stuletni budynek mieszkalny nie jest utrzymywany w należytym stanie technicznym.
Kierując się treścią art. 61 PrBud, Organ przyjął, że zobowiązanymi w przedmiotowej sprawie będą następcy prawni – spadkobiercy ustawowi po zmarłym, łącznie 5 osób.
Na decyzję WINB zobowiązani wywiedli skargi, zarzucając powyższemu rozstrzygnięciu naruszenie przepisów art. 66 ust. 1 w zw. z art. 61 PrBud oraz art. 6 i art. 97 § 1 pkt. 4 KPA, poprzez samodzielne ustalanie przez Organ I, a za nim Organ II instancji, kręgu spadkobierców po zmarłym właścicielu nieruchomości, a konsekwencji skierowanie zaskarżonej decyzji do osób, które nie są spadkobiercami. Ustalanie kręgu spadkobierców osoby zmarłej, która, gdyby żyła, byłaby stroną postępowania, nie należy do właściwości organów administracji publicznej, lecz do sądów powszechnych w postępowaniu o stwierdzenie nabycia spadku. Organ powinien był więc zawiesić postępowanie na podstawie art. 97 § 1 pkt. 4 KPA do czasu ustalenia kręgu spadkobierców przez sąd cywilny w stosownym postępowaniu o stwierdzenie nabycia spadku. Skutkiem postępowania i wydania decyzji było skierowanie zaskarżonej decyzji do osób niebędących właścicielami nieruchomości.
Stanowisko WSA w Kielcach
WSA uznał, że złożone w sprawie skargi zasługiwały na uwzględnienie.
Wskazał, że w rozpoznawanej sprawie Organy zastosowały art. 66 PrBud. Ustalenia organów na podstawie wyników kontroli i dokumentacja fotograficzna przedmiotowego obiektu wykazały, że odpadające ze ściany wschodniej budynku fragmenty tynku spadają na sąsiednie działki, zagrażając życiu lub zdrowiu ludzi oraz bezpieczeństwu mienia. Nadto wejście do części mieszkalnej nie jest zabezpieczone przed osobami trzecimi. Stwierdzony nieodpowiedni stan techniczny budynku obligował Organ nadzoru do podjęcia działań w trybie art. 66 PrBud.
Kwestią sporną w niniejszej sprawie jest wskazanie skarżących, będących w ocenie organów nadzoru spadkobiercami byłego właściciela budynku, jako podmiotów zobowiązanych do wykonania nakazanych obowiązków. Istota sporu pomiędzy skarżącymi a Organem administracji dotyczyła więc określenia podmiotu zobowiązanego do wykonania obowiązków wynikających z art. 66 PrBud.
Bezspornie po zmarłym nie zostało przeprowadzone postępowanie spadkowe. Jak wskazał NSA w wyroku z 19.12.2014 r., II OSK 1353/13, Legalis, którego pogląd w całości podzielił Sąd orzekający w niniejszej sprawie: Spadkobranie nie jest kategorią prawa administracyjnego, dlatego też organ administracji prowadzący postępowanie administracyjne ma obowiązek żądać udokumentowania następstwa prawnego w prawie przysługującym do nieruchomości. Z art. 1025 § 2 KC wynika domniemanie prawne, że osoba, która uzyskała stwierdzenie nabycia spadku albo poświadczenie dziedziczenia, jest spadkobiercą.
Stosownie do treści art. 1025 KC dokumentem potwierdzającym status spadkobiercy jest postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku albo poświadczenie dziedziczenia. W ocenie Sądu, ustalenie spadkobierców wymaga przedłożenia takich dokumentów. Nie jest zaś możliwe, aby organ samodzielnie ustalił spadkobierców właściciela nieruchomości, nawet gdyby dysponował danymi potencjalnych spadkobierców. Zwłaszcza, że jak wynika z okoliczności niniejszej sprawy, wobec odrzucenia spadku przez dzieci zmarłego, śmierci jego rodzeństwa, odrzucenia spadku przez dalszych spadkobierców oraz z uwagi na to, że termin do odrzucenia spadku w odniesieniu do pozostałych spadkobierców nie minął, a także braku wiedzy odnośnie istnienia testamentu, ustalenie spadkobierców po zmarłym jest procesem wymagającym wielu czynności, do których nie jest uprawniony organ administracji.
Skoro Organ nie dysponował dowodem w postaci jednego z wymienionych dokumentów co do następców prawnych zmarłego właściciela nieruchomości, to nie mógł bezspornie ustalić kręgu osób, które mają prawo uczestniczyć w postępowaniu w charakterze stron, a tym bardziej określić adresatów decyzji. Podmioty i ich obowiązki związane z utrzymaniem i użytkowaniem obiektu budowlanego wskazuje bowiem art. 61 PrBud. Zgodnie z tym przepisem, utrzymywanie i użytkowanie obiektu zgodnie z zasadami, o których mowa w art. 5 ust. 2 PrBud, stanowi obowiązek właściciela lub zarządcy obiektu budowlanego. Zatem nakaz wykonania obowiązków wynikających z art. 66 Prbud należy kierować wyłącznie do podmiotów wymienionych w art. 61 PrBud. Jak wynika z materiału dowodowego, kontrolowany budynek nie ma zarządcy. Aktualnie nie jest również znany jego właściciel, ponieważ nie ma zgodnie z prawem ustalonych spadkobierców, co oznacza, brak możliwości skutecznego nałożenia na nich obowiązków wynikających z art. 66 PrBud.
Powyższe nie oznacza jednak braku możliwości działań organów nadzoru. Stosownie do treści art. 69 PrBud w razie konieczności niezwłocznego podjęcia działań mających na celu usunięcie niebezpieczeństwa dla ludzi lub mienia, lub ingerencji lub naruszeń, o których mowa w art. 66 ust. 1a PrBud, organ nadzoru budowlanego zapewni, na koszt właściciela lub zarządcy obiektu budowlanego, zastosowanie niezbędnych środków zabezpieczających (art. 66 ust. 1 PrBud).
Komentarz
Instytucja dziedziczenia nie należy do sfery prawa administracyjnego. W związku z tym organ administracji prowadzący postępowanie ma obowiązek żądać udokumentowania następstwa prawnego w prawie do nieruchomości. Zgodnie natomiast z art. 1025 § 2 KC istnieje domniemanie prawne, że osobą będącą spadkobiercą jest ta, która uzyskała stwierdzenie nabycia spadku albo poświadczenie dziedziczenia. Pominięcia tych ustaleń nie uzasadnia nagłość sytuacji i konieczność podjęcia działań związanych z zabezpieczeniem złego stanu technicznego budynku. W tym zakresie organ nadzoru budowlanego może także podjąć z urzędu inne działania zabezpieczające.
Wyrok WSA w Kielcach z 19.2.2026 r., II SA/Ke 391/25, Legalis
Żądanie ewentualne powinno zostać rozpoznane przez sąd I instancji
- w analizowanej sytuacji to sąd I instancji powinien rozpoznać żądanie ewentualne i wydać w tym zakresie orzeczenie;
- jeśli sąd II instancji, w wyniku rozpoznania apelacji od wyroku uwzględniającego żądanie główne, uzna to żądanie za niezasadne, to powinien zmienić zaskarżony wyrok, oddalić żądanie główne i oznaczyć zmieniony wyrok jako częściowy, oraz uchylić zawarte w nim rozstrzygnięcie o kosztach procesu;
- sąd II instancji rozpoznaje sprawę w granicach apelacji, w której nie można zaskarżyć więcej niż zostało orzeczone w wyroku, wobec czego sąd II instancji nie może, ani zmienić ani uchylić rozstrzygnięcia względem żądania ewentualnego, bowiem w zaskarżonym wyroku takie rozstrzygnięcie się nie mieści i nie można byłoby go zaskarżyć;
- nawet obowiązujący model apelacji pełnej nie powinien prowadzić do tego, iż to wyłącznie na etapie postępowania odwoławczego, zakres merytorycznego rozpoznania żądania ewentualnego zostanie ograniczony do rozpoznania żądania i rozstrzygnięcia o jego słuszności.
Komentarz
Odsetki w nadmiernej wysokości sprzeczne z zasadami współżycia społecznego
Stanowisko SR i Prokuratora
Sąd Rejonowy nakazem zapłaty w postępowaniu upominawczym nakazał pozwanemu D.G., aby zapłacił powodowi M.S. kwotę 650 zł wraz z odsetkami umownymi w wysokości po 20 zł za każdy dzień opóźnienia, poczynając od 28.9.2007 r. do dnia zapłaty oraz 30 zł tytułem kosztów procesu, w terminie dwóch tygodni od doręczenia nakazu, albo wniósł w tymże terminie sprzeciw.
Prokurator Generalny wniósł skargę nadzwyczajną. Zaskarżonemu orzeczeniu zarzucono m.in. naruszenie ochrony własności oraz ochrony konsumenta jako strony słabszej strukturalnie w stosunkach prywatnoprawnych z przedsiębiorcą. Wskazano także na brak ochrony przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi.
Zarzut dotyczył wydania nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym bez zbadania potencjalnie nieuczciwego charakteru zapisów umowy pożyczki. Z tej umowy wynikało dochodzone zobowiązanie. Podniesiono, że zapisy umowy przewidywały rażąco wygórowane oprocentowanie, nieproporcjonalne do wysokości pożyczki. Oprocentowanie to znajdowało się na poziomie zabronionym przez prawo i w istocie zmierzało do obejścia zakazu lichwy. Wskazano, że postanowienia te istotnie naruszały równowagę kontraktową na niekorzyść pozwanego konsumenta. W tej sytuacji Sąd powinien był skierować sprawę do rozpoznania w postępowaniu zwyczajnym.
Zaniechanie tego obowiązku miało skutkować bezpodstawnym wzbogaceniem strony powodowej. Jednocześnie naruszało prawo do własności D.G. jako konsumenta. Ponadto zarzucono błędne uznanie przez SR, że zachodzą podstawy do wydania nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym. Zdaniem skarżącego sprawa powinna zostać skierowana do rozpoznania na rozprawie. Podkreślono, że z treści pozwu oraz załączonych dokumentów jasno wynikało, iż roszczenie w zakresie żądanych odsetek było oczywiście bezzasadne. Wskazano, że roszczenie to było nieważne na podstawie art. 58 KC. Było bowiem sprzeczne z bezwzględnie obowiązującym przepisem art. 3531 KC oraz z zasadami współżycia społecznego.
W konsekwencji nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym nie powinien zostać wydany. Zdaniem Prokuratora doszło również do naruszenia przepisów art. 359 § 21 KC, art. 359 § 22 KC, oraz 359 § 23 KC, przez ich niezastosowanie i orzeczenie zgodnie z żądaniem pozwu o obowiązku zapłaty odsetek stanowiących 92% w skali miesiąca, podczas gdy wskazane przepisy w brzmieniu obowiązującym zarówno w dacie czynności prawnej, z której wynikał obowiązek zapłaty odsetek umownych, jak i w dacie orzekania przez Sąd, stanowiły, że maksymalna wysokość odsetek wynikająca z czynności prawnej nie może w stosunku rocznym przekraczać czterokrotności wysokości stopy kredytu lombardowego NBP, a jeżeli przekracza tę wysokość, to należą się odsetki maksymalne.
W zarzutach dodano, że odsetki umowne w wysokości 92% miesięcznie i 1123% w stosunku rocznym mają charakter „lichwiarski” i są obiektywnie nieusprawiedliwione oraz mogące realnie spowodować niemożność wykonania zobowiązania przez dłużnika, podczas gdy zarówno jej treść, jak i cel z uwagi na regulacje dotyczące zastrzeżenia odsetek mających charakter „lichwiarski” są sprzeczne z celem i naturą umowy pożyczki, a także z zasadami współżycia społecznego. Wydanie nakazu nie było dopuszczalne.
Stanowisko SN
Sąd Najwyższy uchylił w całości zaskarżony nakaz zapłaty jako nieodpowiadający prawu i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania SR.
Przechodząc do zasadniczych rozważań, SN wskazał, że konfrontacja zaskarżonego nakazu zapłaty z zarzutami skargi nadzwyczajnej, a przyjmując szerszą perspektywę – ze standardami nie tylko demokratycznego państwa prawnego – musi prowadzić do wniosku o bezprawnym charakterze orzeczenia wydanego przez SR. Stopień szkodliwości społecznej skutków, jakie wytworzone zostały w związku z wydaniem i uprawomocnieniem się spornego nakazu zapłaty, pozwala jednoznacznie stwierdzić, jak ważną instytucją dla obrotu prawnego jest skarga nadzwyczajna – art. 89 i n. ustawy z 8.12.2017 r. o Sądzie Najwyższym (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 622).
W niniejszej sprawie bez wątpienia mamy do czynienia z tzw. lichwą. Należy przypomnieć, że na podstawie umowy pożyczki, kwota pożyczki udzielonej pozwanemu wynosiła 500 zł, zaś całkowity koszt pożyczki – 150 zł. Na tę kwotę składają się: opłata przygotowawcza – 75,00 zł, prowizja – 25,00 zł, opłata za obsługę – 50,00 zł. Kluczowe postanowienie przedmiotowej umowy, zawarte § 4 umowy, miało treść: „w przypadku niedokonania zwrotu pożyczki w terminie określonym w § 3 niniejszej umowy, strony ustalają opłatę za opóźnienie w wysokości 20 zł za każdy dzień opóźnienia począwszy od 28.9.2007 r. do dnia zapłaty. Zasądzenie zaskarżonym nakazem zapłaty odsetek na poziomie 20 zł dziennie oznacza, że wynosiły one w stosunku miesięcznym 92% i 1123% w stosunku rocznym. Bezrefleksyjne zasądzenie takich odsetek przez SR naruszyło nie tylko prawo, lecz także elementarne zasady współżycia społecznego.
Ze względu na niesporządzenie uzasadnienia spornego nakazu zapłaty (także już po wniesieniu skargi nadzwyczajnej), niemożliwym jest obecnie poznanie motywów, którymi kierował się Sąd, wydając orzeczenie. Należy jednak zauważyć, że w dacie zawarcia umowy oraz wydania nakazu zapłaty obowiązywał już art. 359 § 21-3 KC, wprowadzający tzw. odsetki maksymalne oraz zasadę, że jeżeli wysokość odsetek wynikających z czynności prawnej przekracza wysokość odsetek maksymalnych, należą się odsetki maksymalne. Przepis ten miał (i nadal ma) moc bezwzględnie obowiązującą. Ich naruszenie przez SR w niniejszej sprawie jest oczywiste. Ponadto powinnością Sądu było skonstatowanie, że rozpatrywane zobowiązanie naruszać może choćby art. 3531 KC, zgodnie z którym strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego.
Sąd Najwyższy powołał się na ugruntowane orzecznictwo, z którego wynika, że umowa pożyczki ze swej natury służy przede wszystkim interesowi pożyczkobiorcy, ale może także pożyczkodawcy zapewniać wymierne korzyści, z reguły w postaci odsetkowej. Umowa w tym względzie nie może być wolna od oceny z zastosowaniem kryteriów, o których mowa w art. 3531 KC. W przeciwnym wypadku mogłoby to bowiem oznaczać przyzwolenie na wypaczenie sensu umowy w aspekcie charakteru stosunku prawnego ukształtowanego tą umową, zarówno z punktu widzenia zasady ograniczenia swobody kontraktowej, jak i granic wykonywania prawa podmiotowego. Zastrzeganie w umowie pożyczki między osobami fizycznymi odsetek w nadmiernej wysokości niemającej uzasadnienia ani w wysokości inflacji, ani w zyskach osiąganych w ramach normalnej, rzetelnie prowadzonej działalności gospodarczej, może być sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
Należy zatem uznać, że wydanie przez SR nakazu zapłaty było niedopuszczalne, a sprawa winna być skierowana do rozpoznania w trybie zwykłym (zasadniczo na rozprawie). SR naruszył swym postępowaniem liczne zasady konstytucyjne, m.in. dyrektywę szczególnej ochrony konsumentów (art. 76 Konstytucji RP), zasadę prawa do sądu (art. 45 Konstytucji RP), a nade wszystko: kluczową klauzulę demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej (art. 2 Konstytucji RP).
Komentarz
Oczywistość zapadłego rozstrzygnięcia budzi wątpliwości co do rzetelności przeprowadzenia przez Sąd I instancji badania oczywistej bezzasadności powództwa. Nawet bowiem przy wstępnej analizie wysokości dochodzonego roszczenia oczywistym wydaje się, że mamy do czynienia z lichwą, czyli sytuacją, w której jedna ze stron zobowiązana jest do świadczenia odsetek w wysokości rażąco wygórowanej, dającej nieusprawiedliwione w świetle całokształtu okoliczności stosunku cywilnoprawnego zyski drugiej ze stron. Takie działanie wykracza poza swobodę umów i rodzi uzasadnione zastrzeżenia w kontekście nie tylko jawnej sprzeczności z normami bezwzględnie obowiązującymi, jak art. 359 § 21-3 KC, ale i świetle ochrony konsumentów oraz zasad współżycia społecznego.
Wyrok SN z 25.2.2026 r., II NSNc 121/24 , Legalis
Spółka poza wykazem, ale pod wpływem sankcji – rola wspólnika objętego restrykcjami
Stan faktyczny
W dniu 17.12.2020 r. Rada Unii Europejskiej umieściła obywatela Białorusi A w wykazie osób fizycznych objętych sankcjami Unii Europejskiej wobec Białorusi, zamieszczonym w załączniku I do rozporządzenia Rady (WE) nr 765/2006 z 18.5.2006 r. dotyczącego środków ograniczających w związku z sytuacją na Białorusi i udziałem Białorusi w agresji Rosji wobec Ukrainy (Dz.Urz. UE L z 2006 r. Nr 134, s. 1), zmienionego rozporządzeniem wykonawczym Rady (UE) 2020/2129, z 17.12.2020 r. w sprawie wykonania art. 8a ust. 1 rozporządzenia (WE) Nr 765/2006 dotyczącego środków ograniczających wobec Białorusi (Dz.Urz. UE L z 2020 r. Nr 426I, s. 1). Następnego dnia dwa litewskie banki zamroziły aktywa litewskiej spółki (dalej: E), argumentując, że 50 % udziałów w tej spółce należy do A. Wówczas E wniosła powództwo do litewskiego sądu w celu uchylenia zamrożenia jej aktywów, twierdząc, że stanowi niezależny podmiot prawny, a zatem nie można domniemywać, że środek w postaci zamrożenia aktywów nałożony na jednego z jej udziałowców powinien obejmować jej fundusze. W toku postępowania litewski Sąd Najwyższy zwrócił się z pytaniami prejudycjalnymi dotyczącymi możliwości zamrożenia funduszy spółki nieumieszczonej w wykazie, w których osoba wymieniona w załączniku I do tego rozporządzenia posiada 50 % udziałów w tej spółce.
Stanowisko TS
Zamrożenie funduszy spółki
Zgodnie z art. 1 pkt 1 lit. b) rozporządzenia Nr 765/2006 pojęcie „fundusze” do celów tego rozporządzenia oznacza aktywa finansowe i każdego rodzaju korzyści, w tym między innymi „depozyty złożone w instytucjach finansowych lub innych podmiotach, salda na rachunkach, długi i zobowiązania dłużne”. Zatem, zdaniem TS, aktywa zdeponowane na rachunkach bankowych spółki mogą stanowić „fundusze” w rozumieniu art. 2 ust. 1 rozporządzenia Nr 765/2006. Z treści tego przepisu wynika, że „zamraża się wszystkie fundusze i zasoby gospodarcze będące własnością, pozostające w posiadaniu, we faktycznym władaniu lub pod kontrolą osób fizycznych lub prawnych, podmiotów i organów określonych w załączniku I”. Trybunał stwierdził, że z samej treści art. 2 ust. 1 rozporządzenia Nr 765/2006 nie wynika, że posiadanie, faktyczne władanie lub kontrola środków finansowych i zasobów gospodarczych musi koniecznie mieć charakter bezpośredni, w taki sposób aby wykluczone zostały sytuacje, w których takie posiadanie, faktyczne władanie lub kontrola byłoby realizowane pośrednio, w szczególności poprzez osobę prawną, podmiot lub organ lub łańcuch osób prawnych, podmiotów lub organów, i że to właśnie te ostatnie muszą koniecznie zostać umieszczone w wykazie zawartym w załączniku I do rozporządzenia Nr 765/2006.
Przeciwnie, z brzmienia tego przepisu można wywnioskować, że dotyczy on różnorodnych stosunków prawnych między osobą, podmiotem lub organem umieszczonymi w wykazie zawartym w załączniku I do rozporządzenia Nr 765/2006 a rozpatrywanymi funduszami i zasobami gospodarczymi, począwszy od najbardziej kompletnego stosunku prawnego, jakim jest stosunek własności, po sytuacje, w których osoba, podmiot lub organ mogą sprawować faktyczną kontrolę nad tymi funduszami i zasobami, i to w sposób bezpośredni lub pośredni. W konsekwencji TS uznał, że z wykładni językowej art. 2 ust. 1 rozporządzenia Nr 765/2006 wynika zatem, że zamrożenie funduszy na mocy tego przepisu obejmuje również fundusze i zasoby gospodarcze spółki nieumieszczonej w tym wykazie, o ile te fundusze i zasoby gospodarcze pozostają w posiadaniu, w faktycznym władaniu lub pod kontrolą osoby fizycznej lub prawnej, podmiotu lub organu umieszczonego w tym wykazie.
Środki ograniczające, takie jak zamrożenie funduszy i zasobów gospodarczych przewidziane w art. 2 ust. 1 tego rozporządzenia, mają na celu zwiększenie presji na reżim Łukaszenki i zmuszenie go do zmiany jego zachowania, w związku z czym umieszczenie nazwisk osób w spornym wykazie było stopniowo rozszerzane na osoby i podmioty czerpiące korzyści z białoruskiego reżimu lub wspierające go, a także podmioty będące w posiadaniu lub pod kontrolą tych osób lub podmiotów. Aby osiągnąć cel realizowany przez środki ograniczające przewidziane w rozporządzeniu Nr 765/2006, konieczne jest zagwarantowanie zarówno efektu zaskoczenia, jak i szybkości, z jaką środki te są nakładane, tak aby nie było możliwe łatwe wykorzystanie luk, które pozbawiałyby te środki ich skuteczności (effet utile).
Posiadanie i kontrola
W rozporządzeniu Nr 765/2006 nie zdefiniowano pojęć „posiadanie” i „kontrola” przez osobę prawną, podmiot lub organ w rozumieniu art. 2 ust. 1 rozporządzenia Nr 765/2006. Trybunał stwierdził, że aby osiągnąć cel realizowany przez środki ograniczające przewidziane w rozporządzeniu Nr 765/2006 konieczna jest szeroka wykładnia pojęć „posiadania” i „kontroli” przez osobę prawną, podmiot lub organ w rozumieniu art. 2 ust. 1 rozporządzenia Nr 765/2006. Środki te powinny być stosowane wobec możliwie najszerszego grona osób, grup lub podmiotów, aby zapobiec ich obchodzeniu. Ponadto, konieczne jest zagwarantowanie zarówno efektu zaskoczenia, jak i szybkości, z jaką środki te są nakładane. Tymczasem w przypadku opóźnienia we wdrażaniu środków ograniczających istnieje ryzyko, że aktywa osoby, której dotyczą te środki, znikną. W związku z tym niezwykle ważne jest zapewnienie, aby wszystkie podmioty, odpowiedzialne za wykonanie rozporządzenia Nr 765/2006, mogły jak najszybciej podjąć decyzję o zamrożeniu funduszy i zasobów gospodarczych, o których mowa. W tym celu konieczne jest oparcie się na jasnych kryteriach, a także, jak zauważyła rzeczniczka generalna w pkt 79 opinii, na pewnych domniemaniach dotyczących wewnętrznej struktury decyzyjnej potencjalnie dotkniętych osób prawnych.
Trybunał orzekł, że art. 2 ust. 1 i 2 rozporządzenia Nr 765/2006 należy interpretować w ten sposób, iż aktywa zdeponowane na rachunkach bankowych spółki, która nie jest umieszczona w wykazie zawartym w załączniku I do tego rozporządzenia, lecz której 50 % udziałów pozostaje w posiadaniu osoby umieszczonej w tym wykazie, należy uznać za fundusze pozostające w posiadaniu lub pod kontrolą tej osoby, a zatem należy je zamrozić w rozumieniu tego przepisu.
Prawo do ochrony
Trybunał orzekł, że prawo Unii należy interpretować w ten sposób, iż spółka nieumieszczona w wykazie zawartym w załączniku I do rozporządzenia Nr 765/2006, której fundusze zostały zamrożone przez podmioty prywatne na podstawie art. 2 ust. 1 rozporządzenia Nr 765/2006, ze względu na to, że domniemywa się, iż fundusze te znajdują się w posiadaniu lub pod kontrolą osoby umieszczonej w tym wykazie, powinna w celu zapewnienia jej prawa do skutecznej ochrony sądowej – mieć możliwość zakwestionowania, w ramach skargi przed organami krajowymi, a następnie, w stosownym przypadku, powództwa przed właściwymi sądami krajowymi, zamrożenia jej funduszy oraz uzyskania jego uchylenia, o ile wykaże, że te fundusze nie pozostają w rzeczywistości w posiadaniu lub pod kontrolą osoby umieszczonej w tym wykazie.
Komentarz
Prezentowana interpretacja Trybunału wpisuje się w zakres działania unijnych sankcji wobec Białorusi, których skuteczność polega na uderzeniu w interesy finansowe osób umieszczonych w wykazie w załączniku I rozporządzenia Nr 765/2006. Z niniejszego wyroku wynika bowiem, że zamrożenie funduszy na podstawie art. 2 ust. 1 rozporządzenia Nr 765/2006 nie ogranicza się wyłącznie do funduszy i zasobów gospodarczych należących do osób, podmiotów lub organów wymienionych w załączniku I do tego rozporządzenia. Zatem wyrażenie „fundusze i zasoby gospodarcze będące własnością, pozostające w posiadaniu, we faktycznym władaniu lub pod kontrolą” w rozumieniu tego przepisu należy interpretować w ten sposób, że obejmuje ono fundusze osoby prawnej, podmiotu lub organu, które same nie są umieszczone w wykazie znajdującym się w załączniku I do tego rozporządzenia, jeżeli ta osoba prawna, ten podmiot lub organ pozostają w posiadaniu lub pod kontrolą osoby, podmiotu lub organ umieszczonych w tym wykazie. Zatem „fundusze i zasoby gospodarcze” osoby fizycznej, które powinny zostać zamrożone, ponieważ osoba ta została wymieniona w wykazie osób fizycznych objętych sankcjami Unii Europejskiej wobec Białorusi, obejmują również aktywa spółki, w której osoba ta posiada 50 % udziałów. Trafnie uznał TS, że należy domniemywać, że posiadanie udziałów w spółce w wysokości 50 % umożliwia temu wspólnikowi nie tylko kontrolę nad tą spółką, ale także nad jej funduszami i zasobami gospodarczymi.
Przy czym TS zaznaczył, że takiej spółce – jeśli wykaże, że te fundusze nie pozostają w rzeczywistości w posiadaniu lub pod kontrolą osoby umieszczonej w tym wykazie – przysługuje prawo do skutecznej ochrony sądowej, w ramach skargi o uchylenie decyzji o zamrożeniu funduszy zarówno przed organami administracyjnymi, jak i przed sądami.
Wyrok TS z 12.3.2026 r., EM System, C-84/24
Korekta VAT od zaliczki po przedawnieniu – rygorystyczne podejście fiskusa
W orzecznictwie sądów administracyjnych ponownie pojawiła się kwestia możliwości korekty rozliczeń VAT w sytuacji, gdy podstawa do takiej korekty powstaje już po upływie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 5.6.2025 r., III SA/Wa 185/25, Legalis, w sprawie skargi S. sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Krajowej Informacji Skarbowej (DKIS) jednoznacznie wskazuje, że termin przedawnienia stanowi sztywną i nieprzekraczalną granicę dla działań zarówno organów podatkowych, jak i samych podatników, w tym również w zakresie prawa do korekty faktur zaliczkowych. Orzeczenie to jest nieprawomocne jednak jest kontynuacją funkcjonującej linii orzeczniczej i ma istotne znaczenie dla przedsiębiorców realizujących długoterminowe projekty i pobierających zaliczki. Wspomniany wyrok jest kolejnym, potwierdzając rygorystyczne podejście fiskusa i sądów do instytucji przedawnienia i jej nadrzędnego charakteru.
Sedno sporu, rozpoznawanego przez WSA w Warszawie, dotyczyło okoliczności, które często towarzyszą wieloletnim inwestycjom, szczególnie w sektorze nieruchomości, czy też transakcjom o odroczonym terminie finalizacji. W 2016 r. podmiot prawny (M. sp. z o.o.), który później został przejęty przez spółkę S. sp. z o.o., otrzymał znaczącą zaliczkę na poczet sprzedaży lokalu użytkowego. Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), zaliczka ta została prawidłowo udokumentowana fakturą VAT ze stawką 23%, a podatek należny od tej kwoty został rozliczony w deklaracji podatkowej za odpowiedni okres rozliczeniowy. Z perspektywy prawa podatkowego, obowiązek podatkowy z tytułu tej zaliczki powstał 20.10.2016 r.
Niestety, jak to często bywa w przypadku długotrwałych przedsięwzięć, umowa przyrzeczona dotycząca sprzedaży lokalu nigdy nie doszła do skutku. Dalsze losy transakcji potoczyły się tak, że w 2022 r., czyli już po znacznym upływie czasu od pierwotnej wpłaty zaliczki, strony zawarły porozumienie, na mocy którego S. sp. z o.o. zobowiązała się do zwrotu pełnej kwoty zaliczki brutto Inwestorowi. Sam zwrot zaliczki nastąpił faktycznie we wrześniu 2024 r.
Elementem stanu faktycznego, który zdeterminował późniejsze rozstrzygnięcie, było to, że zobowiązanie podatkowe powstałe w 2016 r. uległo przedawnieniu z końcem 2021 r. Zgodnie z art. 70 § 1 ustawa z 29.8.1997 r. Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 111; dalej: OrdPU), zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. W przypadku zaliczki z października 2016 r., termin ten upłynął 31.12.2021 r. Zwrot zaliczki nastąpił więc blisko trzy lata po upływie terminu przedawnienia pierwotnego zobowiązania, co w świetle obowiązujących regulacji okazało się być kluczowe w całej sprawie.
Stanowisko podatnika
Spółka wystąpiła o interpretację indywidualną, twierdząc, że w związku ze zwrotem zaliczki i definitywnym brakiem realizacji transakcji powinna mieć prawo do obniżenia podstawy opodatkowania i VAT należnego poprzez wystawienie faktury korygującej i ujęcie jej „na bieżąco”, tj. w okresie dokonania zwrotu środków.
W ocenie podatnika odmowa prawa do korekty prowadziłaby do naruszenia zasady neutralności VAT, skutkując opodatkowaniem czynności, która w rzeczywistości nie została wykonana. Spółka argumentowała również, że taki stan rzeczy tworzy swoistą „pułapkę” dla przedsiębiorców realizujących projekty wieloletnie.
Stanowisko organu interpretacyjnego
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko spółki za nieprawidłowe. Wskazał, że korekta faktury zaliczkowej odnosi się do zobowiązania podatkowego powstałego w okresie otrzymania zaliczki. Skoro zobowiązanie to wygasło z mocy prawa wskutek przedawnienia, brak jest podstaw do jego jakiejkolwiek modyfikacji, także w kierunku zmniejszenia podatku należnego.
Organ podkreślił materialnoprawny charakter przedawnienia, które powoduje definitywne wygaśnięcie zobowiązania podatkowego.
Rozstrzygnięcie WSA w Warszawie
WSA w Warszawie oddalił skargę podatnika, w pełni podzielając argumentację DKIS. Sąd wskazał, że przedawnienie, o którym mowa w art. 70 § 1 OrdPU, stanowi jedną z form wygaśnięcia zobowiązania podatkowego i prowadzi do jego usunięcia z obrotu prawnego.
WSA odwołał się do utrwalonego orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego, w tym do uchwały siedmiu sędziów NSA z 29.6.2009 r., I FPS 9/08, Legalis, a także do wyroku NSA z 17.9.2024 r., I FSK 104/21 oraz I FSK 522/21, Legalis oraz wyroku NSA z 13.3.2014 r., I FSK 500/13, Legalis. Z orzeczeń tych wynika jednoznacznie, że po upływie terminu przedawnienia nie jest możliwe podejmowanie czynności wpływających na wysokość zobowiązania podatkowego – niezależnie od tego, czy miałoby to prowadzić do zwiększenia, czy do obniżenia podatku.
Sąd nie podzielił argumentu, jakoby art. 29a ust. 13 VATU pozwalał na dokonanie korekty „na bieżąco” w oderwaniu od instytucji przedawnienia. Przepis ten reguluje moment ujęcia korekty, lecz nie znosi materialnoprawnych ograniczeń wynikających z wygaśnięcia zobowiązania.
WSA w Warszawie oddalił skargę, w pełni podzielając stanowisko DKIS. Argumenty spółki o naruszeniu konstytucyjnych zasad czy zasad neutralności VAT zostały odrzucone. Sąd wskazał, że przepisy unijne zezwalają państwom członkowskim na wprowadzanie terminów przedawnienia, a ich stosowanie ma na celu zapewnienie pewności prawa. Sąd uznał, że brak możliwości korekty zobowiązania, które wygasło, nie narusza zasad neutralności i skuteczności, a termin przedawnienia stanowi sztywną ramę czasową dla działań zarówno organów, jak i podatników.
Znaczenie praktyczne orzeczenia
Komentowany wyrok potwierdza rygorystyczne podejście sądów administracyjnych do instytucji przedawnienia w VAT. Dla podatników realizujących projekty długoterminowe oznacza to, że:
- zwrot zaliczki po upływie terminu przedawnienia skutkuje trwałą utratą prawa do odzyskania VAT,
- neutralność VAT ustępuje w takich przypadkach zasadzie pewności prawa,
- ryzyko podatkowe związane z zaliczkami powinno być uwzględniane już na etapie planowania i realizacji inwestycji.
Komentarz
Podsumowując, wyrok III SA/Wa 185/25 WSA w Warszawie wzmacnia stanowisko organów podatkowych i sądów administracyjnych, że termin przedawnienia zobowiązania podatkowego jest granicą ostateczną, po której przekroczeniu, nawet w przypadku zwrotu zaliczki z powodu niedojścia transakcji do skutku, podatnik traci prawo do korekty VAT.
W realiach obrotu gospodarczego oznacza to konieczność aktywnego zarządzania terminami przedawnienia – nie tylko z perspektywy kontroli podatkowych, lecz także potencjalnych korekt. W przypadku znaczących zaliczek pięcioletni termin powinien być traktowany jako jeden z kluczowych parametrów ryzyka podatkowego projektu.
Wyrok III SA/Wa 185/25 to kolejny sygnał, że w przypadku zaliczek „czas działa na niekorzyść” podatnika.
Sądy konsekwentnie traktują przedawnienie jako instytucję materialnoprawną, która zamyka podatkowy okres rozliczeniowy. Praktyczny problem polega na tym, że w VAT zaliczka tworzy obowiązek podatkowy i realny wypływ gotówki do urzędu już na starcie projektu, podczas gdy ryzyko niedojścia transakcji do skutku materializuje się nierzadko po wielu latach. Jeśli moment zwrotu zaliczki wypadnie po przedawnieniu – VAT staje się kosztem.
Przy dużych zaliczkach należy traktować termin przedawnienia jak parametr finansowy projektu i monitorować go tak samo jak kamienie milowe inwestycji.
Wyrok WSA w Warszawie z 5.6.2025 r., III SA/Wa 185/25 , Legalis
Frankowicze mają więcej czasu?
Prawo Unii Europejskiej nie dopuszcza takiej wykładni prawa krajowego, że konsument może powoływać się przed sądem na konsekwencje prawne stwierdzenia nieważności umowy kredytu jedynie w ustawowym terminie przedawnienia, jeżeli w tym dniu nie wiedział lub nie był w stanie powziąć wiedzy o nieuczciwym charakterze danego warunku umownego – wynika z czwartkowego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Trybunał Sprawiedliwości UE rozstrzygnął sprawę węgierskiego kredytobiorcy przeciwko bankowi o stwierdzenie nieważności umowy kredytu i zwrot zapłaconych mu kwot na podstawie wadliwej umowy. Ustawowy termin przedawnienia na Węgrzech jest pięcioletni, a w Polsce od kilku lat wynosi sześć lat, licząc od dnia zawarcia umowy.
Pytanie węgierskiego sądu do TSUE dotyczyło tego, od kiedy liczyć bieg terminu przedawnienia roszczenia konsumenta. Chodziło o to, czy należy brać pod uwagę, że konsument może przez jakiś czas nie wiedzieć, że jego umowa jest wadliwa i ma roszczenie do banku o wypłacenie mu uiszczonych na podstawie wadliwej umowy spłat.
W uzasadnieniu wyroku TSUE wskazał, że konsument ma mniejsze możliwości negocjacyjne i gorszą wiedzę w porównaniu do banku, a okresy, na jakie udzielane są kredyty hipoteczne, są długie. W efekcie stosowanie (sztywnego) terminu przedawnienia mogłoby stanowić nadmierne utrudnienie w korzystaniu z prawa przez konsumenta.
Po drugie, z wyroku TSUE wynika, że prawo UE stoi na przeszkodzie, aby przy określeniu momentu rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia uwzględniać dzień, w którym krajowy Sąd Najwyższy orzekł w przedmiocie nieuczciwego charakteru warunków umów konsumenckich lub w którym TSUE dokonał wykładni dyrektywy konsumenckiej. Nie można bowiem wymagać od przeciętnego konsumenta dostatecznie uważnego i regularnego zapoznawania się z orzeczeniami krajowego SN i by na podstawie tego ustalał, czy warunki jego umowy są nieuczciwe. – Ta zasada dotyczy także wyroków TSUE, tym bardziej że nie wypowiada się on w przedmiocie nieuczciwego charakteru poszczególnych warunków, zostawiając tę ocenę sądowi krajowemu – wskazał TSUE.
Sygnatura sprawy: C-679/24
Henryk Walczewski
sędzia sądu frankowego w Warszawie
Wyrok TSUE promuje zasady trudne do pogodzenia z realiami procesu sądowego. Terminy przedawnienia to prawo krajowe, sąd jest nim związany, a dyrektywa konsumencka nie przewiduje stanowienia terminów osobnych dla konsumentów. Sąd może ustalać tylko daty otwierające okres przedawnienia wskazany w ustawie. Za radą TSUE konsument powie sądowi, że podpisując w banku umowę, nic nie wiedział i niczego nie rozumiał – podczas gdy z umowy i załączników przez niego podpisanych wynika coś innego. Proces o kredyt walutowy staje się niepoważny, jako pojedynek na cytaty z orzeczeń sądowych. W tej niepewności pewne są tylko ugody – zazwyczaj przyznają kredytobiorcom wszelkie korzyści.
Marcin Szymański
adwokat
Rozstrzygnięcie jest istotne dla konsumentów w Polsce, gdyż powinno ukrócić praktyki banków, które twierdzą, że zwłaszcza od wyroku w sprawie Dziubaków z 3 października 2019 r. konsumenci powinni wiedzieć, że zamieszczone w ich umowie postanowienia są abuzywne.
W świetle tego wyroku TSUE sąd krajowy będzie musiał teraz badać, kiedy konkretnie konsument dowiedział się o abuzywności postanowienia w jego umowie, co w wielu wypadkach będzie korzystne dla frankowiczów domagających się od banku zwrotu spłaconych mu świadczeń na podstawie nieważnej umowy, gdyż przedłuży termin przedawnienia ich roszczeń.
Wojciech Wandzel
adwokat
TSUE wskazał, że nie można od konsumenta wymagać ciągłego śledzenia orzecznictwa i automatycznie przyjmować, że powinien był wiedzieć o przysługujących mu roszczeniach z chwilą wydania przez SN czy TSUE orzeczenia prowadzącego do nieważności umowy. TSUE podkreślił jednak, że bank powinien mieć możliwość wykazywania, od kiedy konsument wiedział lub powinien wiedzieć o swoich roszczeniach, jak również, że sytuacja taka może mieć miejsce, jeśli orzeczenia prowadzące do nieważności umów były głośne. W przypadku polskich umów kredytu walutowego wyrok TSUE w sprawie p. Dziubak był bardzo szeroko nagłośniony przez media, co oznacza, że polscy kredytobiorcy frankowi wiedzieli o przysługujących im roszczeniach najpóźniej w październiku 2019 r. i od tego czasu należy liczyć termin przedawnienia ich roszczeń.