Brak procedury sprostowania danych w świadectwie pracy po uzgodnieniu płci
Spór dotyczył co prawda danych znajdujących się w rejestrze publicznym prowadzonym przez organ odpowiedzialny za sprawy azylowe, jednak przesądzenia Trybunału mają charakter uniwersalny i odnoszą się również do porządków krajowych w innych dziedzinach, takich jak zatrudnienie, opieka zdrowotna czy edukacja.
Trybunał jednoznacznie wskazał, że prawo do sprostowania przewidziane w art. 16 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L 2016 Nr 119, s. 1; dalej: RODO) obejmuje również dane dotyczące tożsamości płciowej, a brak przepisów krajowych regulujących tryb realizacji tego prawa nie może stanowić uzasadnienia dla jego odmowy, co jest ściśle powiązane z art. 5 ust. 1 lit. d RODO oraz gwarancją realizacji art. 8 ust. 2 zd. 2 Karty prawo podstawowych UE (Dz.Urz. UE C z 2010 r. Nr 83, s. 389). Państwa członkowskie są zobowiązane do pełnego wykonania prawa unijnego, także w odniesieniu do jednostkowych przypadków, które wymagają zapewnienia zgodności danych osobowych z rzeczywistością i z tożsamością osoby, której dotyczą.
Luka w rozporządzeniu w sprawie świadectwa pracy
Na kanwie tego wyroku, Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, pismem z 17.6.2025 r. DPNT.413.24.2025, skierował oficjalne wystąpienie do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w którym zwrócił uwagę na poważną lukę w obowiązującym rozporządzeniu Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 30.12.2016 r. w sprawie świadectwa pracy (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1016; dalej: ŚwiadectwaR). W opinii Prezesa UODO, aktualne brzmienie tego aktu prawnego nie zapewnia osobom fizycznym żadnego trybu umożliwiającego sprostowanie danych osobowych w sytuacji zmiany oznaczenia płci metrykalnej.
Brakuje zarówno przepisów materialnych wskazujących na podstawę takiego działania, jak i norm proceduralnych, które umożliwiałyby pracodawcy dokonanie korekty dokumentu w zgodzie z wolą i statusem prawnym pracownika. UODO uznał, że w świetle orzecznictwa TSUE oraz mającego bezpośrednie zastosowanie RODO, taki stan rzeczy wymaga pilnej interwencji prawodawcy.
Skutki braku regulacji – ograniczenie praw osób transpłciowych
Skutkiem braku odpowiednich regulacji jest sytuacja, w której osoby transpłciowe nie mają faktycznej możliwości sprostowania danych w świadectwie pracy, jeżeli dane te przestały odpowiadać ich aktualnej tożsamości prawnej i faktycznej. W efekcie osoby te zmuszone są do posługiwania się dokumentem, który nie odzwierciedla rzeczywistego stanu prawnego ani społecznego, co naraża je na konieczność wyjaśniania sytuacji życiowej i medycznej w kontaktach z potencjalnymi pracodawcami.
Wielu pracowników i kandydatów do pracy w ogóle rezygnuje z przedstawiania świadectwa pracy, obawiając się niezrozumienia, uprzedzeń lub nieformalnej dyskryminacji. Stanowi to istotne ograniczenie ich szans na rynku pracy, szczególnie w sektorach, w których wymagane jest udokumentowanie wcześniejszego doświadczenia zawodowego. Prezes UODO wskazuje, że sytuacja ta prowadzi do naruszenia prawa do prywatności, zasady równości oraz prawa do skutecznej ochrony danych osobowych.
Brak procedur krajowych nie uzasadnia odmowy realizacji prawa do sprostowania
Trybunał podkreślił, że państwo członkowskie nie może uchylać się od obowiązku wdrożenia prawa do sprostowania danych osobowych przewidzianego w art. 16 RODO, powołując się na brak przepisów szczegółowych w prawie krajowym. Zdaniem TSUE, art. 6 ust. 2 i 3 RODO nie uprawnia państw członkowskich do ograniczenia prawa osoby fizycznej do sprostowania danych, lecz jedynie do jego doprecyzowania w zakresie sposobu jego wykonywania. Przepisy krajowe nie mogą jednak zmieniać zakresu uprawnień wynikających z unijnego rozporządzenia. Trybunał zaznaczył, że brak formalnych procedur uzgodnienia płci nie może być uznany za podstawę do odmowy realizacji prawa do sprostowania danych osobowych. Państwo nie może stawiać przeszkód administracyjnych ani dowodowych, które skutkowałyby faktycznym brakiem możliwości wykonania prawa przysługującego na mocy prawa Unii.
Wątpliwości wokół krajowej praktyki i orzecznictwa
W nawiązaniu do krajowego stanu prawnego, Prezes UODO wskazał na brak przepisów pozwalających na dokonanie korekty świadectwa pracy w wyniku zmiany oznaczenia płci. Nawet najnowsza uchwała Sądu Najwyższego z 4.3.2025 r., III CZP 6/24, Legalis, która dopuściła możliwość zmiany płci w akcie urodzenia w trybie analogii do art. 36 ustawy z 28.11.2014 r. – Prawo o aktach stanu cywilnego (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 594), budzi poważne wątpliwości konstytucyjne i europejskie. Wynika to przede wszystkim z faktu, że skład orzekający został wybrany w sposób niezgodny z konstytucyjnymi i unijnymi standardami niezawisłości sądownictwa.
Z tego powodu orzeczenie Sądu Najwyższego może nie być uznane za wiążące ani skuteczne w świetle wykładni przyjętej przez TSUE i Europejski Trybunał Praw Człowieka. Taki stan prawny prowadzi do niepewności i braku zaufania obywateli do systemu ochrony ich praw, w tym prawa do aktualizacji danych osobowych zgodnie z ich stanem faktycznym i prawnym.
Możliwe wzorce – rozwiązania przyjęte w edukacji
W ocenie Prezesa UODO warto rozważyć przyjęcie analogicznych rozwiązań, jakie zostały już wdrożone w sektorze edukacji. W szczególności chodzi o rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z 27.8.2019 r. w sprawie świadectw, dyplomów państwowych i innych druków (Dz.U. z 2019 r. poz. 1700) – obecnie obowiązuje rozporządzenia Ministra Edukacji i Nauki z 7.6.2023 r. w sprawie świadectw, dyplomów państwowych i innych druków (Dz.U. z 2023 r. poz. 1120) oraz rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 27.9.2018 r. w sprawie studiów (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 2787), które dopuszczają aktualizację danych uczniów i studentów w związku z uzgodnieniem płci. Rozwiązania te, choć ograniczone do sektora oświaty, stanowią praktyczny i skuteczny model, który może zostać przeniesiony na grunt prawa pracy.
Wnioski i rekomendacje
Prezes UODO, działając na podstawie art. 52 ust. 3 ustawy z 10.5.20218 r. o ochronie danych osobowych (t.j. Dz.U. z 1019 r. poz. 1781), zwrócił się do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o rozważenie konieczności nowelizacji rozporządzenia w sprawie świadectwa pracy. W jego ocenie zmiana ta powinna obejmować wprowadzenie procedury umożliwiającej sprostowanie danych osobowych w przypadku uzgodnienia płci, w sposób zgodny z art. 16 RODO i orzecznictwem TSUE.
W szczególności postulowana nowelizacja powinna przewidywać podstawę materialną do sprostowania danych oraz precyzować sposób przedstawienia dokumentów potwierdzających zmianę oznaczenia płci, bez nadmiernego formalizmu i bez konieczności ujawniania informacji o stanie zdrowia czy interwencjach medycznych. Celem zmian powinno być zapewnienie efektywnej ochrony danych osobowych oraz przeciwdziałanie praktykom prowadzącym do wykluczenia lub dyskryminacji osób transpłciowych w miejscu pracy.
Pracodawcy zweryfikują dyplomy ukończenia studiów w zgodzie z ochroną danych
-
Cel projektu – umożliwienie pracodawcom potwierdzania w uczelni danych zawartych w dyplomie ukończenia studiów wydanym w postaci papierowej, w przypadku uzasadnionych wątpliwości co do ich prawdziwości.
-
Problem – obecne normy prawne i stanowisko Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) uniemożliwiają pracodawcom skuteczną weryfikację autentyczności dyplomów bez dobrowolnej zgody absolwenta.
-
Projektowana ustawa ma wejść w życie 1.1.2026 r.
Ministerstwo zaproponowało dodanie art. 77a do ustawy z 20.7.2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1571; dalej: PrSzkolWyżN), określającego warunki i sposób składania przez pracodawcę wniosku o potwierdzenie danych zawartych w dyplomie. Wniosek składany na adres do doręczeń elektronicznych uczelni będzie zawierał m.in. dane pracodawcy, dane dyplomu (imię, nazwisko, numer dyplomu), zakres danych do potwierdzenia, wskazanie interesu prawnego oraz oświadczenie o wstępnej weryfikacji dyplomu pod kątem zabezpieczeń. Uczelnia będzie obowiązana udzielić informacji niezwłocznie, nie później niż w terminie 30 dni od złożenia kompletnego wniosku. Informacja będzie opatrzona podpisem zaufanym lub kwalifikowanym podpisem elektronicznym rektora lub osoby upoważnionej. Udzielenie informacji przez uczelnię będzie odpłatne, w wysokości 1% minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Konieczność weryfikacji kwalifikacji
Dotychczas pracodawcy borykali się z problemem skutecznej weryfikacji dyplomów, co wynikało z braku odpowiednich regulacji oraz interpretacji przepisów o ochronie danych osobowych. Zespół ds. deregulacji SprawdzaMY wskazał, że zgodnie ze stanowiskiem Prezesa UODO obecnie prawo nie uprawnia pracodawców do samodzielnego zwracania się do innych podmiotów w celu potwierdzenia prawdziwości dokumentów rekrutacyjnych. Nawet zgoda kandydata na taką weryfikację jest kwestionowana, ponieważ w kontekście rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1) jej dobrowolność może być podważona. Oznaczało to, że mimo prawnego obowiązku zatrudniania osób z odpowiednimi kwalifikacjami, pracodawcy nie mieli narzędzi do ich sprawdzenia, zwłaszcza w zakresie wykształcenia. Chociaż PrSzkolWyżN przewiduje procedurę uwierzytelniania dokumentów, to ma ona zastosowanie przede wszystkim do obrotu prawnego z zagranicą i jest dokonywana na wniosek absolwenta. Obecne normy prawne nie przewidują możliwości uwierzytelniania danych zawartych w dyplomie studiów na potrzeby pracodawców.
Proponowane rozwiązania – nowe narzędzia dla pracodawców
Projekt nowelizacji ustawy ma na celu wypełnienie tej luki poprzez dodanie do PrSzkolWyżN art. 77a. Umożliwi on pracodawcom, w przypadku uzasadnionych wątpliwości co do autentyczności dyplomu, złożenie wniosku do uczelni o potwierdzenie zawartych w nim danych.
Wniosek, który będzie przesyłany elektronicznie na adres do doręczeń elektronicznych uczelni, będzie musiał zawierać szczegółowe informacje: pełną nazwę i adres pracodawcy (lub dane osoby fizycznej prowadzącej działalność), numer REGON, adres do doręczeń elektronicznych, a także dane dotyczące samego dyplomu – imię i nazwisko absolwenta, numer dyplomu oraz konkretny zakres danych wymagających potwierdzenia. Pracodawca będzie musiał również wskazać swój interes prawny i złożyć oświadczenie, pod rygorem odpowiedzialności karnej, o dokonaniu wstępnej weryfikacji zabezpieczeń dyplomu, jeśli takowe istnieją, np. na podstawie norm prawych ustawy z 22.11.2018 r. o dokumentach publicznych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1669).
Uczelnia będzie zobowiązana do niezwłocznego udzielenia odpowiedzi, jednak nie później niż w terminie 30 dni od daty złożenia kompletnego wniosku. Określony termin uwzględnia konieczność zaangażowania różnych jednostek uczelnianych, w tym archiwum, w proces weryfikacji. Informacja zwrotna będzie opatrzona podpisem zaufanym lub kwalifikowanym podpisem elektronicznym rektora lub upoważnionej przez niego osoby, wraz ze wskazaniem jej stanowiska służbowego.
Za usługę potwierdzenia danych uczelnia pobierze opłatę w wysokości 1% minimalnego wynagrodzenia za pracę obowiązującego w dniu złożenia wniosku, a potwierdzenie wniesienia tej opłaty będzie stanowiło załącznik do wniosku.
Korzyści i wpływ nowelizacji
Projektowana regulacja będzie miała znacząco korzystny wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorców będących pracodawcami, którzy uzyskają realną możliwość potwierdzania w uczelni danych zawartych w dyplomie ukończenia studiów pracownika albo kandydata do pracy. Pozwoli to na zwiększenie bezpieczeństwa pracodawców w kontekście zatrudniania osób z wymaganymi kwalifikacjami, a tym samym będzie pozytywnie oddziaływać na rynek pracy i gospodarkę, zwiększając ogólne bezpieczeństwo uczestników obrotu gospodarczego korzystających z usług przedsiębiorców zatrudniających te osoby.
Podatek u źródła – w końcu są objaśnienia ministra finansów
Na oficjalne stanowisko ministra finansów w sprawie podatku u źródła chroniące tych, którzy się do niego zastosują, firmy czekały aż sześć lat (pierwszy projekt objaśnień pojawił się bowiem już w 2019 r.).
– W tym czasie nie tylko zmieniały się przepisy, ale wyraźnie zaostrzyło się stanowisko fiskusa, który coraz częściej wszczynał kontrole i wydawał niekorzystne dla podatników interpretacje. Duże kontrowersje budziły także wyroki sądów. Można powiedzieć, że przedsiębiorcy funkcjonowali w stanie permanentnej niepewności. Dobrze więc, że minister finansów w końcu opublikował swoje oficjalne stanowisko – podkreśla Magdalena Balcerzak-Klich, menedżer w Crido.
Przypomnijmy, że podatek u źródła (WHT) to danina pobierana przez płatnika (polską firmę) od wypłacanych zagranicznemu kontrahentowi należności. Stawka uzależniona jest od rodzaju płatności, maksymalnie wynosi 20 proc. – Można jednak w wielu sytuacjach, choćby na podstawie umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, zastosować niższą stawkę podatku albo (kierując się ustawą o CIT) zwolnienie – mówi Magdalena Balcerzak-Klich.
Przedsiębiorcy chętnie z tych możliwości korzystali, skarbówka postanowiła więc zaostrzyć przepisy i wprowadzić zasadę „pay and refund”. Co to oznacza? Jeśli wszystkie płatności (z określonych w przepisach tytułów) na rzecz jednego kontrahenta przekroczą 2 mln zł rocznie, płatnik musi potrącić podatek od nadwyżki. Potem kontrahent może wystąpić o zwrot daniny. Ma do tego prawo też płatnik, jeśli to on poniósł ciężar ekonomiczny podatku (czyli wpłacił go z własnych środków zamiast potrącać z wynagrodzenia kontrahenta).
Nowe przepisy, które wprowadzały dodatkowe obowiązki w zakresie podatku u źródła, m.in. dla usług niematerialnych (np. reklamowych, księgowych, doradczych) oraz tzw. płatności biernych, takich jak odsetki i opłaty licencyjne, miały wejść w życie od 1 stycznia 2019 r. Były jednak kilka razy przesuwane i ostatecznie obowiązują od 1 stycznia 2022 r. Zostały też złagodzone – ograniczono procedurę poboru podatku u źródła wyłącznie do podmiotów powiązanych, zawężono nowe obowiązki do płatności biernych, np. odsetek i opłat licencyjnych. Mimo to budzą dużo wątpliwości, a jednym z kluczowych zagadnień są zasady stosowania klauzuli rzeczywistego właściciela.
– Chodzi o to, żeby podmiot, któremu wypłacamy przykładowo odsetki czy należności licencyjne, wykorzystywał je na własne cele i nie przekazywał komuś innemu. Musi też faktycznie prowadzić działalność gospodarczą. Wtedy możemy go uznać za rzeczywistego właściciela i zastosować zwolnienie lub niższą stawkę podatku u źródła – tłumaczy Magdalena Balcerzak-Klich. Przykładowo, zgodnie z objaśnieniami warunku rzeczywistego prowadzenia działalności nie spełnia podmiot, który nie posiada wystarczających dla danego typu biznesu zasobów (ludzkich, informacyjnych czy infrastrukturalnych). Brak tych zasobów powoduje bowiem, że nie jest w stanie sprawować ekonomicznego władztwa nad daną należnością. Weryfikując status podmiotu bierze się pod uwagę m.in. takie czynniki jak posiadanie biura, opłacanie bieżących rachunków, zatrudnianie doświadczonego zarządu, dysponowanie kapitałem, powiązania z właścicielami – tłumaczy minister finansów.
– Objaśnienia dość szczegółowo opisują aspekty ustalania statusu rzeczywistego właściciela, w wielu miejscach posługują się jednak nieprecyzyjnymi pojęciami, co może prowadzić do kolejnych wątpliwości i sporów – podsumowuje Magdalena Balcerzak-Klich.
OBJAŚNIENIA
Kto jest rzeczywistym właścicielem należności
Klauzula rzeczywistego właściciela ma przeciwdziałać transgranicznemu unikaniu opodatkowania – podkreśla minister finansów. Wskazuje w objaśnieniach, że rzeczywistym właścicielem jest podmiot, który spełnia łącznie następujące warunki:
- otrzymuje daną należność dla własnej korzyści, w tym samodzielnie decyduje o jej przeznaczeniu i ponosi ryzyko ekonomiczne związane z utratą tej należności lub jej części;
- nie jest pośrednikiem, przedstawicielem, powiernikiem lub innym podmiotem zobowiązanym do przekazania całości lub części należności komuś innemu;
- prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą w kraju siedziby (jeżeli należności są uzyskiwane w związku z działalnością).
Klauzula rebus sic stantibus a umowa ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej
Stan faktyczny
W 2002 r. M.B. spowodował wypadek komunikacyjny, w którym została poszkodowana A.K. Po upływie kilkunastu lat poszkodowana wystąpiła z pozwem przeciwko ubezpieczycielowi sprawcy zdarzenia – Towarzystwu Ubezpieczeń „A.”, domagając się zmiany granicy odpowiedzialności pozwanego z tytułu należnego A.K. odszkodowania do sumy gwarancyjnej wynoszącej ponad 18 mln zł. Zgodnie z art. 3571 § 1 KC, jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę, sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym.
SO w Ł. ustalił granicę odpowiedzialności ubezpieczyciela w stosunku do powódki do kwoty 15 mln zł i oddalił powództwo w pozostałym zakresie. SA w Ł. oddalił apelację strony pozwanej. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że aktualna suma wypłat z umowy ubezpieczenia, której dotyczy polisa, odpowiada kwocie 1,8 mln zł (z dwóch szkód), przy sumie gwarancyjnej w wysokości 2,4 mln zł. Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej spowodowało jednak konieczność przyjęcia zobowiązań do wprowadzenia norm prawnych w wyższym stopniu chroniących ubezpieczonych. Sąd uznał, że walor nadzwyczajnej zmiany stosunków w rozumieniu art. 3571 § 1 KC mają procesy ekonomiczne z okresu po 2004 r., związany z tym wzrost wynagrodzeń i zamożności społeczeństwa prowadzące do wzrostu cen towarów i usług, czego skutkiem był wzrost kwot zasądzanych z tytułu odszkodowań. W późniejszym okresie doszło do stopniowego podnoszenia progów sum gwarancyjnych – z 350 tys. euro aż do 5 mln euro. W rezultacie SA w P. stwierdził, że po stronie powódki powstało roszczenie o ustalenie odpowiedzialność pozwanego do sumy gwarancyjnej wynikającej z art. 23 ustawy z 22.5.2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 367; dalej: UbezpObowU) w zmodyfikowanej wysokości, oparte na art. 189 KPC. Zdaniem Sądu zasadne było jednak obciążenie obu stron skutkami nadzwyczajnej zmiany stosunków, dlatego jako górną granicę odpowiedzialności przyjęto 70% tej sumy gwarancyjnej.
Skarga kasacyjna
Pozwany w skardze kasacyjnej zarzucił niewłaściwe dokonanie waloryzacji sumy gwarancyjnej w umowie ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych przez przyjęcie, że podstawą do dokonania waloryzacji powinna być aktualna wysokość sumy gwarancyjnej w ubezpieczeniu OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, określona przepisami prawa obowiązującymi w chwili orzekania. Jego zdaniem podstawę tę powinna stanowić wysokość szkody określonej na podstawie świadczeń wypłaconych już poszkodowanej oraz świadczeń, których wypłata jest przewidywana w przyszłości, w tym zwłaszcza świadczeń rentowych. W ocenie pozwanego Sądy I i II instancji zaniechały rozważenia interesów stron przez ustalenie nowej wysokości sumy gwarancyjnej na poziomie wielokrotnie przewyższającym wysokość szkody powódki, co w istocie prowadzi do nieobciążenia jej jakąkolwiek częścią ryzyka zmiany stosunków.
Zapewnienie realnej ochrony ubezpieczonego
SN uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania SA w Ł. W uzasadnieniu stwierdzono, że dopuszczalne jest przekształcenie treści stosunku ubezpieczenia przez odpowiednie podwyższenie sumy gwarancyjnej na podstawie art. 3571 § 1 KC. Uzależnione jest to jednak od wykazania, że po powstaniu stosunku prawnego doszło do nadzwyczajnej zmiany stosunków. Sąd wyjaśnił, że stosowanie klauzuli rebus sic stantibus do umów ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej jest niezbędne dla zapewnienia realnej ochrony ubezpieczonego, zwłaszcza wobec zmiany funkcji ubezpieczeń komunikacyjnych w stosunkach społeczno-gospodarczych. Ponadto znajduje to podstawę w art. 22a ust. 2 UbezpObowU, w którym wskazano, że zakład ubezpieczeń, przekazując poszkodowanemu lub uprawnionemu z umowy ubezpieczenia informację o możliwości wyczerpania się sumy gwarancyjnej, informuje jednocześnie o możliwości wytoczenia powództwa do właściwego sądu o ukształtowanie, na podstawie art. 3571 KC, stosunku prawnego wynikającego z umowy ubezpieczenia.
Roszczenie o dalszą wypłatę renty
W ocenie SN wyżej wskazanego stanowiska nie zmienia wejście w życie ustawy z 19.7.2019 r. o szczególnych uprawnieniach osób poszkodowanych w przypadku wyczerpania sumy gwarancyjnej ustalonej na podstawie przepisów obowiązujących przed dniem 1 stycznia 2006 r. (Dz.U. z 2019 r. poz. 1631; dalej: UprOsóbPoszkU). Przed 28.9.2019 r. wyłączną ochronę poszkodowanym zagrożonym wyczerpaniem sumy gwarancyjnej zapewniał art. 22a UbezpObowU, który nie został uchylony i nadal obowiązuje. Należy więc uznać, że celem ustawodawcy nie było zastąpienie uprawnienia poszkodowanego do wystąpienia z powództwem opartym na art. 3571 § 1 KC roszczeniem o wypłatę renty wobec Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego na warunkach określonych w przepisach UprOsóbPoszkU, a stworzenie dodatkowego rozwiązania prawnego zabezpieczającego interes poszkodowanego. SN wyjaśnił, że roszczenie określone w art. 2 UprOsóbPoszkU stwarza kolejne zabezpieczenie dla poszkodowanych, którzy nie uzyskali orzeczenia sądu ustalającego inną wysokość sumy gwarancyjnej niż przyjęta w umowie ubezpieczenia. Roszczenie to umożliwia uzyskanie renty od Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego za okres od dnia wyczerpania sumy gwarancyjnej i umożliwia dalszą wypłatę renty do wysokości sumy gwarancyjnej (łącznie z już wypłaconymi świadczeniami) obowiązującej w chwili zgłoszenia roszczenia o dalszą wypłatę renty. Istotne jest jednak to, że na podstawie art. 3 UprOsóbPoszkU Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zobowiązany jest do wypłaty renty tylko za okresy przypadające po 28.9.2019 r., natomiast za okres wcześniejszy odpowiadają ubezpieczyciele (zob. wyrok SN z 19.9.2023 r., II CSKP 1111/22, Legalis).
Modyfikacja wysokości sumy gwarancyjnej
Przy rozpoznawaniu skargi kasacyjnej powstało zagadnienie prawne budzące poważne wątpliwości związane z kryterium waloryzacji sumy gwarancyjnej określonej w umowie obowiązkowego ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, wynikającej z nieobowiązujących już przepisów przewidujących niższą jej wysokość, niż przepisy obowiązujące w chwili orzekania. W uchwale SN uznał, że wysokość sumy gwarancyjnej dla umów obowiązkowego ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych określona w przepisach obowiązujących w chwili orzekania nie może stanowić jedynego kryterium waloryzacji na podstawie art. 3571 KC (zob. uchwała SN[7] z 15.1.2025 r., III CZP 17/24, Legalis).
SN za zasadny uznał zarzut dotyczący przyjętego przez sądy obu instancji kryterium modyfikacji wysokości sumy gwarancyjnej. Sądy przyjęły bowiem aktualną wysokość sumy gwarancyjnej dla umów obowiązkowego ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, określoną w przepisach obowiązujących w chwili orzekania. W ocenie SN aktualna wysokość sumy gwarancyjnej dla umów obowiązkowego ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych określona w przepisach obowiązujących w chwili orzekania nie może być wykorzystywana automatycznie, stanowiąc jedyne kryterium waloryzacji sumy gwarancyjnej. Równocześnie jednak aktualna wysokość sumy gwarancyjnej nie może być też bezrefleksyjnie pomijana przez sąd. W konsekwencji SN stwierdził, że stosując art. 3571 KC w kontekście modyfikacji wysokości sumy gwarancyjnej, sąd musi mieć na uwadze aktualną wysokość sumy gwarancyjnej i uwzględnić ją odpowiednio do ustalonego stanu faktycznego.
Wyrok SN z 17.4.2025 r., II CSKP 1372/22, Legalis
Niepodjęte depozyty a ochrona danych osadzonych
Wystąpienie Prezesa UODO – sygnał potrzeby pilnej korekty przepisów
Prezes UODO, wykonując uprawnienie wynikające z art. 52 ust. 2 ustawy z 10.5.2018 r. o ochronie danych osobowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1781), skierował do Ministra Sprawiedliwości wystąpienie, w którym zasygnalizował istotne ryzyka związane z obowiązującym stanem prawnym. Przedmiotem interwencji była procedura likwidacji depozytów niepodjętych przez osoby pozbawione wolności. Obecne mechanizmy prawne przewidują bowiem obowiązek publikowania ogłoszeń zawierających dane, które – bezpośrednio lub pośrednio – identyfikują osoby osadzone w aresztach lub zakładach karnych, co w świetle przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L 2016 Nr 119, s. 1; dalej: RODO) stanowi nadmierną ingerencję w ich prywatność i może skutkować poważnymi naruszeniami zasady proporcjonalności przetwarzania danych osobowych.
Organy penitencjarne zobowiązane są do przeprowadzania procedur związanych z likwidacją niepodjętych depozytów zgodnie z ustawą z 18.10.2006 r. o likwidacji niepodjętych depozytów (Dz.U. z 2006 r. Nr 208 poz. 1537; dalej: LikwidNiepDepozU). W przypadku braku możliwości skutecznego doręczenia wezwania do odbioru depozytu osobie uprawnionej, przepisy zobowiązują przechowującą jednostkę do publikacji stosownego ogłoszenia, zarówno na tablicy ogłoszeń, jak i w dzienniku poczytnym lub Biuletynie Informacji Publicznej właściwym ze względu na lokalizację danej jednostki. Zdaniem Prezesa UODO taka procedura, stosowana wobec osób osadzonych, w sposób oczywisty prowadzi do ujawnienia okoliczności ich pobytu w jednostce penitencjarnej, a tym samym do przetwarzania szczególnej kategorii danych osobowych, tj. danych o wyrokach skazujących i czynach zabronionych, w rozumieniu art. 10 RODO.
Luka w systemie prawnym a status jednostek penitencjarnych
Obowiązujące przepisy: art. 79 § 2 KKW oraz rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 8.12.2022 r. w sprawie prowadzenia depozytu przedmiotów wartościowych i środków pieniężnych osób pozbawionych wolności (Dz.U. z 2022 r. poz. 2673), określają jedynie zasady przekazywania depozytów przez osoby skazane, sposób ich przechowywania i zasady ich wydawania. Przepisy te nie regulują jednak kwestii likwidacji depozytów, które mimo upływu ustawowego terminu nie zostały odebrane. W takich przypadkach – co potwierdził Prezes UODO – jednostki penitencjarne stosują LikwidNiepDepozU przewidzianą dla podmiotów sektora finansów publicznych.
Nie budzi wątpliwości, że areszty śledcze i zakłady karne należą do jednostek budżetowych i tym samym są adresatami przepisów wspomnianej ustawy. Jednakże zastosowanie tej regulacji w kontekście osadzonych, którzy nie są w stanie skutecznie odebrać swojego depozytu, często z przyczyn niezależnych od siebie, prowadzi do niezamierzonego efektu – upublicznienia danych osobowych o wrażliwym charakterze, które podlegają szczególnej ochronie prawnej na gruncie prawa unijnego. W związku z brakiem uregulowań szczególnych dostosowanych do realiów funkcjonowania jednostek penitencjarnych, stosowana jest procedura analogiczna do tej przewidzianej dla innych instytucji publicznych – a ta nie uwzględnia ani specyfiki sytuacji osób osadzonych, ani obowiązku zapewnienia im należytej ochrony prywatności.
Publiczne ogłoszenia a zasada minimalizacji danych
W ocenie Prezesa UODO podstawową wartością naruszaną przez obowiązujące procedury jest zasada minimalizacji danych, wyrażona w art. 5 ust. 1 lit. c RODO. Zgodnie z tą zasadą dane osobowe powinny być adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane. Tymczasem publikacja danych w Biuletynie Informacji Publicznej, z której wynika, że dana osoba nie odebrała depozytu pozostawionego w jednostce penitencjarnej, jednoznacznie wskazuje na jej status osadzonego. Taka informacja – nawet jeśli nie zawiera szczegółów wyroku – ujawnia istotny fakt z życia tej osoby, który powinien pozostawać objęty ochroną.
Należy podkreślić, że dane ujawniane w toku takich ogłoszeń dotyczą nie tylko osób skazanych, lecz także tymczasowo aresztowanych, wobec których nie zapadł jeszcze prawomocny wyrok. W rezultacie mechanizm upublicznienia informacji o nieodebranym depozycie może prowadzić do stygmatyzacji osoby, naruszenia jej dobrego imienia oraz negatywnych skutków zawodowych i społecznych. Tym bardziej zasadnym jest postulowanie, aby procedury te odbywały się w sposób niejawny i z zachowaniem szczególnych środków ochrony danych.
Wnioski Prezesa UODO i postulaty legislacyjne
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, oceniając obowiązujące rozwiązania jako nieproporcjonalne, nieadekwatne oraz niezgodne z unijnymi standardami ochrony danych osobowych, zaproponował podjęcie prac legislacyjnych ukierunkowanych na opracowanie odrębnych regulacji dla jednostek penitencjarnych. Nowe przepisy powinny uwzględniać zarówno konieczność likwidacji niepodjętych depozytów, jak i obowiązek ochrony danych osobowych osób, które z różnych powodów nie odebrały pozostawionych środków pieniężnych lub przedmiotów wartościowych.
Zasadniczym celem postulowanych zmian jest wyeliminowanie praktyki upubliczniania danych identyfikujących osoby osadzone, niezależnie od tego, czy są to osoby skazane, czy tymczasowo pozbawione wolności. Zdaniem organu nadzorczego upublicznianie takich informacji nie jest niezbędne do osiągnięcia celu, jakim jest likwidacja depozytu. Alternatywą może być wprowadzenie procedur wewnętrznych przewidujących indywidualne zawiadamianie uprawnionych, bądź prowadzenie specjalnego rejestru dostępnego wyłącznie dla zainteresowanych stron.
Poprzednie działania nadzorcze i szerszy kontekst stosowania ustawy
W swoim wystąpieniu Prezes UODO przypomniał również, że problematyka stosowania art. 6 ust. 5 LikwidNiepDepozU była już przedmiotem zainteresowania organu nadzorczego, jednak dotychczas dotyczyła głównie podmiotów leczniczych. Prezes Urzędu wystąpił w tej sprawie do Ministra Zdrowia, wskazując, że również w tym kontekście publiczne ogłoszenia mogą prowadzić do ujawnienia informacji o stanie zdrowia pacjentów lub fakcie korzystania z usług danej placówki medycznej, co budzi poważne wątpliwości na gruncie art. 9 i 10 RODO (zob. pismo DOL.413.19.2022). Aktualne wystąpienie do Ministra Sprawiedliwości stanowi zatem rozwinięcie wcześniej sygnalizowanego problemu i jest kolejnym krokiem na rzecz zapewnienia jednolitej praktyki przetwarzania danych w sektorze publicznym.
Konkluzje i możliwy kierunek zmian
W świetle przedstawionych analiz należy uznać, że obecne rozwiązania prawne w zakresie likwidacji niepodjętych depozytów przez osoby osadzone wymagają pilnej interwencji legislacyjnej. Procedura oparta na obowiązku publicznego ogłaszania informacji narusza podstawowe prawa jednostki, a w szczególności prawo do prywatności i ochrony danych osobowych. Niezbędne jest opracowanie rozwiązań, które z jednej strony zagwarantują skuteczność postępowań likwidacyjnych, a z drugiej zapewnią poszanowanie praw osób pozbawionych wolności.
Ewentualne prace legislacyjne, jeśli zostaną zainicjowane przez Ministra Sprawiedliwości, mogą stanowić ważny krok w kierunku ucywilizowania procedur likwidacyjnych i ich dostosowania do wymogów RODO oraz standardów ochrony praw człowieka.
Obniżenie limitów KUP dla samochodów do 100 000 zł
Zgodnie z art. 16 ust 1 pkt 4 ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 278; dalej: PDOPrU) nie uważa się za koszty uzyskania przychodów: odpisów z tytułu zużycia samochodu osobowego, w części ustalonej od wartości samochodu przewyższającej kwotę 225 000 zł – w przypadku samochodu osobowego będącego pojazdem elektrycznym w rozumieniu ustawy z 11.1.2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1289) albo kwotę 150 000 zł – w przypadku pozostałych samochodów osobowych. Zgodnie zaś z art. 16 ust. 1 pkt 49a PDOPrU nie są kosztami uzyskania przychodu także dotyczące samochodu osobowego opłaty wynikające z umowy leasingu, najmu, dzierżawy lub innej umowy o podobnym charakterze, z wyjątkiem opłat z tytułu składek na ubezpieczenie samochodu osobowego, w wysokości przekraczającej ich część ustaloną w takiej proporcji, w jakiej ww. kwoty pozostają do wartości samochodu osobowego będącego przedmiotem tej umowy. Analogiczne przepisy obowiązują także na gruncie ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. z 2025 r. poz. 163; dalej: PDOFizU).
Obydwie regulacje w swojej istocie sprowadzają się do ograniczania możliwości podatkowego rozliczenia wydatków samochodowych, w domyśle związanych z samochodami osobowymi wykorzystywanymi do celów wykraczających poza działalność gospodarczą. Podobny mechanizm dotyczy więc zarówno amortyzacji (dla samochodów stanowiących środki trwałe podatnika), jak i korzystania z samochodów na podstawie umów najmu, leasingu itp.
Zasady te ulegną niebawem zmianie. W wielu przypadkach oznaczać to będzie, że możliwość podatkowego rozliczania wydatków samochodowych zostanie znów ograniczona.
Co się zmieni? Emisyjność.
Nowe rozwiązania nadają podatkową preferencję dla pojazdów niskoemisyjnych. Przewidują uzależnienie wysokości limitu amortyzacji od wielkości emisji przez pojazd dwutlenku węgla (CO2). Zaproponowane rozwiązania są korzystniejsze dla pojazdów, które charakteryzują się niską emisją CO2 – poniżej 50 g/km. Wchodząc nieco bardziej w szczegóły, utrzymany na niezmienionym poziomie 225 000 zł zostanie poziom stawki amortyzacji dla pojazdów elektrycznych. Wprowadzona zostanie stała stawka amortyzacji dla pojazdów napędzanych wodorem na poziomie 225 000 zł (dotychczas pojazdy napędzane wodorem traktowane były jak pojazdy inne niż elektryczne – stawka amortyzacji wynosiła 150 000 zł). Tu jednak dobre wieści się kończą, bowiem wprowadzone będą także stawki amortyzacji dla pojazdów uzależnionych od emisji CO2, czyli pojazdów hybrydowych oraz pojazdów spalinowych. Dla pojazdów emitujących > 50 g/km CO2 stawka spadnie do 100 000 zł. Dla pojazdów emitujących < 50 g/km CO2, stawka wynosić będzie nadal 150 000 zł.
Przeliczmy to. Wyobraźmy sobie średniej wielkości sp. z o.o. (niebędącą małym podatnikiem), planującą nabycie floty 10 benzynowych aut osobowych wykorzystywanych przez przedstawicieli handlowych. Katalogowa cena za sztukę to 120 000 zł netto + 23% VAT, co daje łącznie 147 600 zł. Połowa VAT jest do odliczenia, więc dla celów amortyzacji pozostaje wartość 133 800 zł. Dziś całość tej kwoty może zostać zaliczona do kosztów podatkowych (w drodze amortyzacji). Od 1.1.2026 r. podatnik będzie mógł rozliczyć jedynie 75% tej kwoty (tyle wychodzi z ilorazu 100 000/133 800). Oznacza to, że do KUP nie trafi ostatecznie 33 450 zł za każde auto. To realny uszczerbek w wysokości 6 355 zł za auto, a więc 63 550 zł za całą flotę. Rzeczywiście, historyczna obniżka podatków.
Komentarz
Zgodnie z motywacją ustawodawcy wyrażoną w uzasadnieniu do ustawy zaproponowane rozwiązanie wprowadzać ma zachętę dla przedsiębiorców do sukcesywnej wymiany flot pojazdów spalinowych na pojazdy niskoemisyjne. Nie da się ukryć, że ustawodawca dał przedsiębiorcom czas na dostosowanie procesu przechodzenia na transport niskoemisyjny do swoich strategii prowadzenia działalności gospodarczej. Ale wydaje się jednocześnie, że świadomość zmiany ww. przepisów gdzieś się zatarła.
Preferencyjny sposób traktowania pojazdów niskoemisyjnych ma też – zdaniem ustawodawcy – na celu zrównoważenie ich wyższej ceny w stosunku do pojazdów spalinowych. To już czysta demagogia, bo też poza wyjątkowo elitarnym gronem użytkowników pojazdów napędzanych wodorem nikt nic nie zyska. A wielu straci. Tak określone normy emisji wrzucą bowiem do najmniej korzystnego podatkowo worka w zasadzie wszystkie samochody spalinowe i hybrydowe inne niż plug-in. Również te spełniające najnowszą normę EURO 7. Co ważne, do pojazdów wprowadzonych do ewidencji środków trwałych i wartości niematerialnych i prawnych podatnika przed wejściem w życie tych przepisów stosuje się zasady dotychczasowe. Jeśli więc inwestować we flotę niekoniecznie najniżej emisyjną – to teraz.
Elektromobilność jest dziedziną, która rozwija się dynamicznie na całym świecie, wprowadzane są coraz nowsze rozwiązana, które mają na celu przyczynić się do neutralności klimatycznej transportu oraz zwiększenia poziomu ekologii w tym sektorze. Oczywiste jest, że ustawodawca zachęca więc do takich rozwiązań, skoro są one ogólnie rzecz biorąc „lepsze”. To, co znów nas irytuje, to jednak wspomniana już klasyczna demagogia. „Zachęta” do korzystania z floty elektromobilnej polega bowiem na podatkowym obrzydzaniu floty konwencjonalnej. Szkoda, że ustawodawca nie jest na tyle odważny, aby przyznać to wprost. Jak wiadomo, żadnemu Ministrowi Finansów nie przejdzie jednak przez gardło, że „podwyższa podatki”. A jeśli zerkniemy do historycznego OSR, to bez trudu odnajdziemy w nim wskazówkę, że Ministerstwo Finansów liczy na wzrost wpływów budżetowych w związku z nowymi przepisami na poziomie kilkunastu miliardów złotych w skali 6 lat. Czyli chyba jednak nie o neutralność klimatyczną tylko tu chodzi…
Ma być więcej milczących zgód
W niedzielę 13 lipca weszła w życie ustawa zawierająca pierwszy pakiet rozwiązań deregulacyjnych, ułatwiających prowadzenie biznesu (Dz.U. z 2025 r. poz. 769). Przewidziano w niej m.in. mediacje w postępowaniach administracyjnych, zawieranie umów leasingu w formie elektronicznej, ułatwienia w korzystaniu z Małego ZUS Plus, a także tzw. wezwania miękkie do urzędów (bez wszczynania formalnego postępowania).
Następne kilka ustaw deregulacyjnych już podpisał Prezydent. Premier Donald Tusk zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że akcja deregulacyjna będzie kontynuowana jesienią.
Jak się dowiedziała „Rzeczpospolita” w kancelarii premiera, że ze społecznego zespołu Rafała Brzoski wpłynęło do rządu łącznie niemal 500 propozycji zmian ustawowych. Proces deregulacji obudził też inicjatywę po stronie urzędników. Z tego samego źródła wiemy, że poszczególne ministerstwa wysunęły propozycje kilkuset zmian w przepisach. Spółki Skarbu Państwa, zachęcone przez resort aktywów państwowych, nadesłały jeszcze więcej, bo około tysiąca propozycji.
Dyscyplinowanie urzędników
Jakie projekty mają być opracowane w drugiej fazie deregulacji? Ma być rozszerzony zakres spraw rozstrzyganych w urzędach w sposób „milczącej zgody”, tj. załatwienia sprawy po upływie określonego terminu, według życzenia wnioskującego i bez formalnego wydawania formalnej decyzji o zgodzie. Łatwiejsze ma być dochodzenie niespornych należności między kontrahentami i usprawnienie systemu egzekucji, by zapobiegać zatorom płatniczym. Będą też zmiany w prawie pracy: komunikacja między pracownikiem a pracodawcą, także co do warunków pracy, ma się odbywać w formie elektronicznej.
Jak zauważa Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców BCC, postulat rozszerzania „milczącej zgody” już od dawna jest aktualny wszędzie tam, gdzie inwestycje firm zależą od decyzji organów władzy. – Oczywiście nie powinno się tej metody stosować np. w przypadkach postępowań w sprawie lokalizacji i uruchomienia wielkich inwestycji o poważnym wpływie na środowisko i dużym znaczeniu dla gospodarki kraju. Niemniej jednak, gdy chodzi np. o budowę mniejszych obiektów, także stawianych przez przeciętnego Kowalskiego, milcząca zgoda byłaby dobrym rozwiązaniem – ocenia Bernatowicz. Dodaje, że w praktyce taka procedura mobilizuje urzędników do dyscypliny czasowej i nie oznacza automatycznej zgody na wszystko, czego domaga się wnioskujący.
– Jeśli przesłanki do takiej milczącej zgody nie są spełnione, urząd wydaje przecież decyzję odmowną – zauważa ekspert.
W ramach dotychczasowej akcji deregulacyjnej „milczącą zgodę” udało się rozszerzyć tylko na nieliczne procedury. W Sejmie trwają prace nad rządowym projektem wprowadzającym taką zgodę m.in.dla rejestracji znaków identyfikacyjnych producentów butelek miarowych, zawieranie przez producentów i handlowców umów z przedsiębiorcami zajmującymi się obrotem, magazynowaniem lub wytwarzaniem paliw. Osobny projekt przewiduje podobne ułatwienia dla drobnych prac przy obiektach zabytkowych bez naruszania ich historycznej substancji (np. wymiana kabli elektrycznych czy wieszanie tabliczek na ścianach).
Prostsze prawo
W trakcie dotychczasowej akcji deregulacyjnej rząd opracował i zgłosił do Sejmu 66 projektów ustaw, realizujących 125 postulatów zmian. Niektóre z tych ustaw były kolejnymi nowelizacjami tej samej ustawy. Tak stało się np. w przypadku zmian w prawie farmaceutycznym. To spotkało się z zarzutami niektórych prawników i posłów opozycji, że rząd chce osiągnąć efekt propagandowy, chwaląc się wielką liczbą ustaw.
Jednak, jak się dowiadujemy w kancelarii premiera, taki zabieg był świadomy, mimo że nie do końca zgodny ze sztuką legislacyjną. Argumentem za takim rozdrobnieniem projektów była sejmowa praktyka, w której mniejsze projekty udaje się łatwiej uchwalić. Często w takich sprawach łatwiej zorganizować krótkie posiedzenie sejmowej komisji, zabierające jej posłom godzinę zamiast wielogodzinnych obrad nad obszernymi projektami. W efekcie proces tworzenia prawa jest szybszy, choć tworzy efekt – jak to ironicznie nazywają sami rządowi legislatorzy – „mgławicy legislacyjnej”.
Jednak w drugim etapie akcji deregulacyjnej pomysły na zmianę prawa mają być już grupowane w większe projekty, a tempo prac nie będzie już takie błyskawiczne jak dotychczas.
Deregulacja, choć obliczona na eliminację nadmiaru przepisów i uproszczenie różnych procedur, może przynieść w efekcie wzrost objętości uchwalanego prawa. Tym samym jest prawdopodobne odwrócenie zapoczątkowanego w 2024 roku wyraźnego trendu spadkowego. Monitorująca te zjawiska firma audytorsko-doradcza Grant Thornton podaje, że w ub.r. liczba stron nowych aktów prawnych spadła do 14,2 tys., czyli o 58,8 proc. mniej niż w 2023 roku. Ostatnio taki poziom odnotowano 16 lat temu.
Grzegorz Szysz
doradca podatkowy i partner w Grant Thornton
Podatki to bardzo zmienny i skomplikowany obszar prawa, który od dawna wymaga kompleksowego uporządkowania. Niektóre ustawy, jak np. ordynację podatkową czy system podatków dochodowych trzeba wręcz napisać na nowo. Niemniej jednak, przyjęta w ramach deregulacji strategia wielu punktowych zmian może być całkiem skuteczna. W praktyce krótkie ustawy są uchwalane szybciej niż większe nowelizacje. Zdarzało się, że większe projekty bywały wstrzymywane z powodu sporu o mały ich fragment. Gdy spojrzeć na ostatnie działania deregulacyjne rządu, to bardzo cenne są takie zmiany jak zniesienie obowiązku publikowania strategii podatkowych czy ułatwienia działania podatkowych grup kapitałowych. Choć wprowadzano je punktowo, to korzyści dla podatników będą spore.
Projekt zmian w procedurze okazania w postępowaniu karnym
Najważniejsze założenia zmian:
– poszerzenie delegacji ustawowej dla Ministra Sprawiedliwości (działającego w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw wewnętrznych) w zakresie określania sposobu przeprowadzania i dokumentowania przebiegu czynności okazania,
– wprowadzenie obowiązku załączania do protokołu okazania zdjęć osób okazywanych,
– wprowadzenie obowiązku utrwalania przebiegu okazania za pomocą urządzenia rejestrującego obraz lub dźwięk.
Przedstawiany projekt ma charakter fragmentaryczny i dotyczy jednego tylko przepisu Kodeksu postępowania karnego – art. 173 § 4 KPK, jednak z punktu widzenia organów procesowych dosyć istotnego, gdyż dotyczącego delegacji ustawowej dla wydania aktu wykonawczego regulującego przebieg i utrwalanie tak ważnej czynności dowodowej, jaką jest okazanie.
Zasady dokumentowania przebiegu okazania
Obecnie przebieg okazania dokumentuje się protokołem z przesłuchania w związku z okazaniem osoby, jej wizerunku lub rzeczy (art. 143 § 1 pkt 5 KPK), a techniczne warunki tej czynności określa rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 2.6.2003 r. w sprawie warunków technicznych przeprowadzenia okazania (Dz.U. z 2003 r. Nr 104, poz. 981). Celem projektowanej zmiany jest poszerzenie delegacji ustawowej dla Ministra Sprawiedliwości wskazanie w jej treści – oprócz technicznych warunków – także sposobu utrwalenia przebiegu przeprowadzenia okazania, przy uwzględnieniu możliwości odtworzenia jego przebiegu, a tym samym uregulowanie w treści aktu wykonawczego zasad dokumentowania przebiegu okazania.
W uzasadnieniu projektu wskazano na znaczenie nie tylko samej czynności okazania, ale też i protokołu, który służy zachowaniu warunków rozpoznania obiektywnego i zapobiega dyskwalifikacji wartości dowodowej omawianej czynności w toku całego postępowania karnego.
Gwarancje procesowe uczestnika postępowania
W swoim wystąpieniu przed Sejmem uzasadniając projekt ustawy Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Arkadiusz Merke wyjaśniał, że w drodze aktu wykonawczego planuje się usankcjonować już funkcjonującą praktykę organów procesowych polegającą na rejestrowaniu czynności okazania za pomocą urządzeń rejestrujących dźwięk i obraz. Reforma ma na celu wzmocnienie gwarancji procesowych osób uczestniczących w postępowaniu karnym już od pierwszej czynności, poprzez:
– ujednolicenie praktyki i wyeliminowanie różnic w dokumentowaniu procedury okazania przez różne jednostki;
– precyzyjne dokumentowanie przebiegu okazania w przepisach;
– zapewnienie rzetelności przeprowadzanej czynności.
Jednocześnie przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości zapowiedział kolejne zmiany w KPK dostosowujące ten akt prawny do wymogów prawa międzynarodowego w zakresie gwarancji procesowych uczestników postępowania.
Projekt ustawy został skierowany do prac w Komisji Nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach.
Wpis do CEIDG a obowiązek opłacenia składek na ubezpieczenia społeczne
Stan faktyczny
ZUS stwierdził, że R.C. jako osoba prowadząca pozarolniczą działalność gospodarczą podlegał obowiązkowo ubezpieczeniom społecznym: emerytalnemu, rentowym i wypadkowemu od 1.1.1999 r. do 30.4.2008 r. W odwołaniu R.C. zakwestionował tę decyzję w części, w jakiej stwierdzono, że podlega on tym ubezpieczeniom w okresie innym niż od 1.12.2001 r. do 31.12.2006 r. Sąd I instancji oddalił odwołanie R.C., a Sąd II instancji utrzymał zaskarżone orzeczenie w mocy. Sądy oparły się na dowodach z zeznań świadków, zgromadzonych w sprawie dokumentach oraz wyroku SR w K. Z zaświadczenia z CEIDG wynikało, że R.C. od 1991 r. prowadził działalność w ramach spółki cywilnej P., zarejestrowanej w latach 2001-2016, z tym, że od 31.12.2006 r. zaprzestała ona wykonywania działalności. Z pisma Naczelnika Urzędu Skarbowego wynikało natomiast, że R.C. zgłosił się do ubezpieczeń społecznych od 1.1.1999 r. do 30.4.2008 r. jako osoba prowadząca działalność gospodarczą, składał deklaracje podatkowe VAT-7 za lata 2001-2008 z tytułu prowadzenia działalności, a ponadto w tym okresie zatrudniał pracowników. Na mocy prawomocnego wyroku SR w K. R.C. został zobowiązany do zapłaty H.S. – swojemu byłemu pracownikowi zaległego wynagrodzenia za okres od 1.5.2005 r. do 30.4.2008 r. oraz ekwiwalentu za urlopy wypoczynkowe. W wyroku tym sprostowano również wydane H.S. świadectwo pracy w zakresie informacji o dacie ustania zatrudnienia przyjmując, że nastąpiło to 30.4.2008 r.
Zarzuty skargi kasacyjnej
R.C. wniósł skargę kasacyjną twierdząc, że z ustaleń faktycznych poczynionych przez Sądy nie wynika, aby w spornym okresie wykonywał jakiekolwiek czynności we własnym imieniu bądź w celach zarobkowych, co wyklucza możliwość stwierdzenia, by był osobą prowadzącą pozarolniczą działalność gospodarczą. Jego zdaniem Sąd II instancji zupełnie pominął art. 2 ustawy z 2.7.2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2168; dalej: SwobDziałGospU). Skarżący podniósł zarzut naruszenia art. 365 KPC oraz art. 366 KPC przez uznanie, że sentencja wyroku wydanego przez SR w K. jest wiążąca dla sądów orzekających w tej sprawie. W skardze kasacyjnej dowodzono, że sam fakt zatrudniania pracownika, nawet stwierdzony prawomocnym wyrokiem, jest niewystarczający do jednoznacznego przyjęcia, że R.C. prowadził w spornym okresie działalność gospodarczą. Skarżący twierdził, że działał w imieniu i na polecenie swojego brata, a nie w imieniu własnym.
SN nie prowadzi postępowania dowodowego
SN odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania uznając, że skarżący nie wykazał istnienia wskazanej przez siebie przesłanki przesądu, czyli jej oczywistej zasadności. W orzecznictwie przyjmuje się bowiem, że skarga kasacyjna jest oczywiście uzasadniona, jeżeli zaskarżone tą skargą orzeczenie zapadło wskutek oczywistego naruszenia prawa. Pod pojęciem tym rozumie się widoczną, bez potrzeby dokonywania pogłębionej analizy jurydycznej, sprzeczność wykładni lub stosowania prawa z jego brzmieniem albo powszechnie przyjętymi regułami interpretacji. O oczywistym naruszeniu prawa możemy mówić wówczas, gdy orzeczenie jest niewątpliwie sprzeczne z zasadniczymi i niepodlegającymi różnej wykładni przepisami prawa (zob. postanowienie SN z 13.3.2025 r., III USK 278/23, Legalis; postanowienie SN z 8.1.2025 r., II USK 292/24, Legalis). W uzasadnieniu postanowienia wyjaśniono, że SN jako sąd kasacyjny, nie jest sądem powszechnym III instancji, zaś skarga kasacyjna nie jest środkiem zaskarżenia przysługującym od każdego rozstrzygnięcia sądu II instancji kończącego postępowanie w sprawie.
R.C. kwestionował ustalenia faktyczne twierdząc, że zebrane w sprawie dowody powinny doprowadzić do uchylenia decyzji ZUS. Tymczasem ocena, czy zgłoszone zarzuty są zasadne, wiąże się z przedmiotem sporu oraz ustaleniami faktycznymi stanowiącymi podstawę zaskarżonego orzeczenia, którymi SN jest związany. Konsekwencją ograniczeń wynikających z art. 39813 § 2 KPC jest nie tylko brak możliwości przeprowadzenia przez SN w jakimkolwiek zakresie dowodów, lecz także badanie, czy sąd II instancji nie przekroczył granic swobodnej ich oceny. W rezultacie każdy zarzut skargi kasacyjnej, który ma na celu polemikę z ustaleniami faktycznymi sądu II instancji, nawet pod pozorem kwestionowania wykładni lub niewłaściwego zastosowania określonych przepisów prawa materialnego, z uwagi na jego sprzeczność z art. 3983 § 3 KPC jest niedopuszczalny (zob. postanowienie SN z 30.1.2025 r., I CSK 2563/24, Legalis; wyrok SN z 25.6.202 r., II CSK 695/18, Legalis).
Wpis do CEIDG a faktyczne prowadzenie działalności
Zgodnie z art. 13 pkt 4 w zw. z art. 6 ust. 1 pkt 5 SysUbSpołU obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowym, chorobowemu i wypadkowemu podlegają osoby fizyczne prowadzące pozarolniczą działalność w okresie od dnia rozpoczęcia wykonywania działalności do dnia zaprzestania jej wykonywania, z wyłączeniem okresu, na który wykonywanie działalności zostało zawieszone na podstawie art. 36aa SysUbSpołU oraz przepisów ustawy z 6.3.2018 r. – Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 236), a wcześniej SwobDziałGospU.
SN stwierdził, że ocena, czy działalność gospodarcza rzeczywiście jest wykonywana, a więc także czy zaistniała przerwa w jej prowadzeniu, należy do sfery ustaleń faktycznych. Istnienie wpisu do CEIDG nie przesądza o faktycznym prowadzeniu działalności gospodarczej, jednakże wpis ten prowadzi do domniemania prawnego, według którego osoba wpisana do ewidencji, która nie zgłosiła zawiadomienia o zaprzestaniu prowadzenia działalności gospodarczej, jest traktowana jako prowadząca taką działalność i jest zobowiązana do zapłaty składek na ubezpieczenie społeczne (zob. postanowienie SN z 30.1.2025 r., III USK 32/24, Legalis; postanowienie SN z 26.11.2024 r., II USK 2/24, Legalis; wyrok SN z 20.11.2024 r., II USKP 45/23, Legalis).
W ocenie SN skarżący nie wykazał, że pomimo dokonania w 2006 r. w rejestrze przedsiębiorców CEIDG formalnego wpisu o zaprzestaniu prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej, faktycznie nie prowadził działalności gospodarczej. Jak zaznaczono, o zaprzestaniu prowadzenia działalności gospodarczej, powodującym wyłączenie z ubezpieczenia społecznego, decyduje faktyczne zaprzestanie prowadzenia tej działalności, a nie samo złożenie do organu rentowego wniosku o wyrejestrowanie z ubezpieczenia społecznego, jeżeli działalność gospodarcza jest nadal prowadzona. Tylko w przypadku jednoczesnego dokonania zgłoszenia do ZUS i zaistnienia rzeczywistej przerwy w prowadzeniu działalności gospodarczej ustaje obowiązek ubezpieczenia. Decydujące znaczenie dla obowiązku ubezpieczenia ma zatem ustalenie, czy w okresie zgłaszanych przerw w prowadzeniu działalności gospodarczej uległa ona faktycznemu zaprzestaniu (zob. postanowienie SN z 26.11.2024 r., II USK 2/24, Legalis). Zdaniem SN z dowodów zgromadzonych przez Sąd II instancji, szczegółowo omówionych w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku, wynika, że R.C. co najmniej do 30.4.2008 r. działalność taką prowadził, co wiąże się z obowiązkiem zapłaty składek.
Postanowienie SN z 27.5.2025 r., III USK 360/24, Legalis
Projekt nowej ustawy o umowach międzynarodowych – rozszerzenie kompetencji Rady Ministrów
- Zgodnie z założeniami projektu ustawy, Rada Ministrów uzyska nowe kompetencje w zakresie zawieszania, przedłużania i wypowiadania umów międzynarodowych.
- Uregulowane zostaną kwestie tymczasowego stosowania umów międzynarodowych przed ich wejściem w życie.
- Na gruncie projektowanych przepisów wiele dotychczasowych rozwiązań zawartych w rozporządzeniach zostanie przeniesionych do aktu ustawowego, co zwiększy transparentność i systematyczność procedur.
Potrzeba nowej ustawy i analiza stanu obecnego
Ustawa z 14.4.2000 r. o umowach międzynarodowych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 127; dalej: UmowyMiedzynarU) obowiązuje już 25 lat. Pomimo licznych nowelizacji, jej konstrukcja w praktyce okazuje się niewystarczająca, zwłaszcza w sytuacjach wymagających szybkiej reakcji państwa. Przykładem jest procedura zawieszenia Traktatu o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych w Europie w 2024 r. – Polska, w przeciwieństwie do większości państw NATO, nie mogła dokonać zawieszenia w sposób niezwłoczny, co było efektem zbyt rozbudowanej i czasochłonnej procedury. W konsekwencji Polska była przedostatnim krajem sojuszniczym, który formalnie zawiesił jego stosowanie.
Wskazuje się również na rozproszenie regulacji – wiele zasad wynika z rozporządzenia Rady Ministrów z 28.8.2000 r. w sprawie wykonania niektórych przepisów ustawy o umowach międzynarodowych (Dz. U. z 2000 r. poz. 891; dalej: WykUmMiędzR), co zdaniem projektodawców powinno zostać przeniesione do ustawy jako materii zastrzeżonej konstytucyjnie.
Co istotne, zakres projektowanych przepisów oraz ich układ w istotnym stopniu odpowiada przepisom obecnie obowiązującej UmowyMiedzynarU.
Nowe kompetencje Rady Ministrów
W projekcie zaproponowano znaczące rozszerzenie kompetencji Rady Ministrów. Rząd będzie mógł, w formie uchwały, podejmować decyzje w zakresie:
- przedłużania obowiązywania umowy międzynarodowej, która nie zawiera klauzuli o automatycznym przedłużeniu mocy obowiązującej;
- zawieszenia stosowania umowy międzynarodowej albo przywrócenia stosowania umowy międzynarodowej – w całości lub części;
- zgłaszania deklaracji oraz sprzeciwów w ramach funkcjonujących umów międzynarodowych;
- zmiany albo wycofywania deklaracji, zastrzeżeń, sprzeciwów oraz dokonywania ich modyfikacji;
- zakończenia tymczasowego stosowania umowy międzynarodowej (gdy nie wynika ono z jej wejścia w życie).
Ponadto projekt przewiduje, że zgoda na rozpoczęcie negocjacji umowy międzynarodowej – dotychczas udzielana wyłącznie przez Prezesa Rady Ministrów – będzie udzielana, w formie uchwały, przez całą Radę Ministrów. Tym samym Rada Ministrów obejmie kontrolą wszystkie zasadnicze etapy procedury związania Polski umową międzynarodową.
Tymczasowe stosowanie umów międzynarodowych
Nowość stanowi projektowana instytucjonalizacja tymczasowego stosowania umów międzynarodowych przed ich wejściem w życie. Dotychczas polski porządek prawny nie zawierał przepisów kompleksowo regulujących tę materię, co prowadziło do niejednolitych praktyk.
Wprowadzenie przepisów dotyczących tymczasowego stosowania umożliwi elastyczne prowadzenie polityki zagranicznej, szczególnie w sytuacjach, gdy pełna procedura ratyfikacyjna wymaga czasu, a interes państwa wymaga natychmiastowego działania (np. w sytuacjach kryzysowych, sojuszniczych lub w przypadku konieczności zapewnienia ciągłości prawnej).
Rola Ministra Spraw Zagranicznych
Projekt ustawy doprecyzuje obowiązki Ministra Spraw Zagranicznych w zakresie:
- gromadzenia, archiwizowania i rejestrowania umów międzynarodowych;
- kierowania ich do rejestracji w ONZ;
- pełnienia funkcji depozytariusza w umowach międzynarodowych.
Projektowana ustawa w sposób wyraźny określi zakres odpowiedzialności Ministra Spraw Zagranicznych w tych obszarach, co ma zlikwidować dotychczasowe niejasności wynikające z oparcia się na przepisach WykUmMiędzR.
Konsultacje międzyresortowe i porządkowanie procedur
Kolejną projektowaną zmianą o charakterze systemowym jest uszczelnienie i ujednolicenie zasad prowadzenia konsultacji międzyresortowych. Obecnie możliwe jest przeprowadzanie uzgodnień jedynie z wybranymi ministrami, co prowadziło do przypadków nieuwzględniania stanowisk istotnych resortów.
Zgodnie z projektem, wszystkie projekty wniosków o wyrażenie zgody na negocjowanie, podpisanie, ratyfikowanie, zatwierdzenie czy wypowiedzenie umowy będą obligatoryjnie konsultowane z:
- Ministrem Spraw Zagranicznych;
- pozostałymi ministrami oraz
- Prezesem Rządowego Centrum Legislacji.
To rozwiązanie ma zapewnić transparentność i pełne informowanie wszystkich resortów o procedurach prawno-traktatowych.
Zmiany legislacyjne i usunięcie rozporządzeń
Projekt zakłada przeniesienie szeregu dotychczas zawartych w rozporządzeniach rozwiązań (np. dotyczących obowiązków informacyjnych, konsultacji czy wzorów dokumentów) do ustawy. Dzięki temu procedury zostaną zunifikowane i zyskają wyższą rangę legislacyjną. Ma to nie tylko podnieść standard prawny regulacji, ale również ograniczyć ryzyka związane z brakiem formalnego umocowania niektórych dotychczasowych praktyk.
Etap legislacyjny i planowany termin wejścia w życie
Projekt ustawy o umowach międzynarodowych znajduje się na wstępnym etapie rządowych prac legislacyjnych. Zgodnie z informacjami zawartymi w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów, jego przyjęcie przez Radę Ministrów planowane jest na pierwszy kwartał 2026 r. Ustawa po wejściu w życie zastąpi przepisy UmowyMiedzynarU, kompleksowo regulując materię konstytucyjnie określoną w art. 89 ust. 3 Konstytucji RP.