Nowelizacja przepisów o monitoringu w placówkach oświatowych – apel Prezesa UODO

Prezes UODO z pismem do MEN-u

Pismem z 18.6.2025 r. (sygn. DPNT.413.21.2025), skierowanym do Minister Edukacji Narodowej, Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych odniósł się do doniesień prasowych i publicznych zapowiedzi MEN dotyczących planowanej analizy prawnej stosowania monitoringu w placówkach oświatowych. Jednocześnie wyraził prośbę o przekazanie wyników tej analizy oraz o podjęcie prac legislacyjnych, mających na celu nowelizację art. 108a ustawy z 14.12.2016 r. – Prawo oświatowe (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 737; dalej: PrOśw), która reguluje stosowanie środków nadzoru w postaci kamer i rejestracji obrazu na terenie szkół.

Analiza dokonana przez Organ nadzorczy wskazuje, że obecna konstrukcja przepisu budzi liczne wątpliwości co do proporcjonalności, celowości oraz zgodności z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO) i Konstytucją RP, szczególnie w kontekście ochrony prywatności dzieci jako osób szczególnie wrażliwych. Prezes UODO zwraca uwagę, że monitoring wizyjny jest co do zasady formą przetwarzania danych osobowych o wysokim stopniu inwazyjności, a jego stosowanie powinno być wyjątkiem, a nie regułą, ograniczonym do sytuacji, w których nie istnieją inne, mniej ingerujące sposoby zapewnienia bezpieczeństwa uczniów i pracowników szkoły.

Obecnie obowiązujący art. 108a ust. 1 i 2 PrOśw przewiduje możliwość wprowadzenia tzw. „szczególnego nadzoru” przez dyrektora szkoły, pod warunkiem uzgodnienia z organem prowadzącym szkołę oraz po konsultacji z radą pedagogiczną, rodzicami i samorządem uczniowskim. Nadzór ten może objąć teren szkoły, jej otoczenie, a także wybrane pomieszczenia, z wyłączeniem jednak pomieszczeń dydaktycznych, gabinetów pomocy psychologicznej, toalet, szatni i miejsc odpoczynku nauczycieli. Przepis przewiduje wyjątek od zakazu stosowania kamer w tych pomieszczeniach, jeżeli istnieje realne zagrożenie dla bezpieczeństwa, a zastosowane środki techniczne uniemożliwiają identyfikację osób, jednak ten wyjątek w praktyce okazuje się niejednoznaczny i trudny do stosowania.

Ochrona Danych Osobowych – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Potrzeba doprecyzowania przepisów o monitoringu

Prezes UODO w swoim wystąpieniu wskazuje, że brakuje jednoznacznych wytycznych dotyczących warunków stosowania tych wyjątków oraz rodzaju i charakterystyki środków technicznych, które miałyby uniemożliwiać rozpoznanie osób. Zasadne jest zatem, jego zdaniem, rozważenie nowelizacji przepisu poprzez jego doprecyzowanie, zwłaszcza w zakresie definicji „techniki uniemożliwiającej rozpoznanie”, a także poprzez wprowadzenie obligatoryjnego obowiązku przeprowadzenia oceny skutków dla ochrony danych (privacy impact assessment) przed wdrożeniem monitoringu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami RODO, administrator danych musi każdorazowo ocenić, czy wdrożenie konkretnego środka technicznego lub organizacyjnego — jakim jest monitoring — jest proporcjonalne do celów, które zamierza osiągnąć. Dotyczy to w szczególności przypadków, gdy przetwarzanie danych może powodować wysokie ryzyko naruszenia praw i wolności osób fizycznych, jak ma to miejsce w przypadku dzieci uczęszczających do szkół publicznych.

W ocenie Prezesa UODO obecna praktyka stosowania monitoringu w placówkach oświatowych, choć powszechna, nie zawsze jest zgodna z zasadą legalizmu wyrażoną w art. 7 Konstytucji RP, jak również z zasadą minimalizacji danych, celowości i adekwatności, które wynikają bezpośrednio z art. 5 ust. 1 RODO. Organy prowadzące szkoły oraz dyrektorzy placówek często decydują się na instalację kamer bez uprzedniego rozważenia innych, mniej ingerujących rozwiązań. Tymczasem, jak zauważa Organ nadzorczy, sama obecność systemu monitoringu nie zawsze przekłada się na realny wzrost poziomu bezpieczeństwa w szkole, a jego funkcjonowanie powinno być każdorazowo poprzedzone analizą efektywności oraz oceną jego wpływu na prawa osób, których dane dotyczą.

Prezes UODO przypomina również, że kwestia monitoringu była już wcześniej przedmiotem zainteresowania zarówno jego urzędu, jak i Rzecznika Praw Obywatelskich. W 2018 r. opublikowano poradnik „Ochrona danych osobowych w szkołach i placówkach oświatowych”, który zawierał praktyczne wskazówki dla dyrektorów szkół w zakresie zgodnego z prawem wdrażania monitoringu. Równolegle Rzecznik Praw Obywatelskich wielokrotnie zwracał uwagę na brak dostatecznej podstawy prawnej dla tak inwazyjnych środków nadzoru, postulując ich jednoznaczne uregulowanie. Prezes UODO zwrócił uwagę na brak dostępnych publicznie danych dotyczących wyników nadzoru pedagogicznego sprawowanego przez kuratorów oświaty w obszarze kontroli funkcjonowania monitoringu. W swoim piśmie zaapelował o ich udostępnienie oraz o zapewnienie przejrzystości działań organów odpowiedzialnych za nadzór nad szkołami

Na zakończenie wystąpienia Prezes UODO wskazał, że wszelkie działania ingerujące w sferę prywatności, a w szczególności prywatności dzieci, powinny być wdrażane z najwyższą ostrożnością, w sposób zgodny z zasadą proporcjonalności i legalności. Organy odpowiedzialne za tworzenie polityki oświatowej powinny kierować się nie tylko potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa fizycznego uczniów, lecz także obowiązkiem ochrony ich autonomii informacyjnej i intymności. W tym kontekście nowelizacja art. 108a PrOśw jawi się jako konieczny krok w kierunku zrównoważenia obu tych wartości.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Kiedy następuje zajęcie wierzytelności z rachunku bankowego?

Stan faktyczny

W trakcie kontroli przeprowadzonej w 2014 r. Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej w P. stwierdził, że W.D. nie zaewidencjonował odszkodowania uzyskanego od Wojewody za przejęcie na rzecz Skarbu Państwa prawa własności nieruchomości przeznaczonej na cele inwestycji drogowej. Kwota zaległego podatku wynosiła ponad 289 tys. zł. W.D. złożył korektę deklaracji VAT-7, w której uwzględnił podatek należny z tytułu zbycia prawa własności gruntów, a następnie w ciągu kilku miesięcy uiścił prawie całą należność wraz z należnymi odsetkami. Choć do zapłaty pełnej kwoty brakowało zaledwie kilku złotych, podatnik nie zareagował na upomnienie. Wówczas Naczelnik Urzędu Skarbowego w P. wystawił tytuł wykonawczy, a organ egzekucyjny dokonał zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego i wkładu oszczędnościowego w Banku B. oraz Banku C., o czym zawiadomienie zostało doręczone obu bankom (29.12.2014 r. i 30.12.2014 r.) oraz podatnikowi do rąk własnych (24.12.2014 r.).

W 2020 r. W.D. złożył wniosek o stwierdzenie nadpłaty w podatku od towarów i usług w wysokości ponad 289 tys. zł wraz z należnymi odsetkami w kwocie ponad 143 tys. zł. Naczelnik Urzędu Skarbowego w P. odmówił wszczęcia postępowania uznając, że wniosek został złożony po terminie, gdyż zobowiązanie podatkowe w podatku od towarów i usług przedawniło się z upływem 31.12.2019 r. Zgodnie z art. 79 § 2 ustawy z 29.8.1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 111; dalej: OrdPU) prawo do złożenia wniosku o stwierdzenie nadpłaty oraz wniosku o zwrot nadpłaty wygasa po upływie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, chyba że ustawy podatkowe przewidują inny tryb zwrotu podatku. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w P. utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie. W uzasadnieniu rozstrzygnięcia Organ wskazał, że zobowiązanie podatkowe w podatku VAT co do zasady przedawniało się 31.12.2015 r. Jednak bieg terminu przedawnienia został przerwany, na podstawie art. 70 § 4 OrdPU, wskutek zastosowania środka egzekucyjnego, o którym podatnik został zawiadomiony. W konsekwencji Organ stwierdził, że zobowiązanie przedawniło się 31.12.2019 r., czyli przed złożeniem przez W.D. wniosku o stwierdzenie nadpłaty.

Zarzuty skargi

W.D. w skardze przekonywał, że do przedawnienia zobowiązania podatkowego doszło dopiero 31.12.2020 r. Zdaniem skarżącego dla skuteczności środka egzekucyjnego istotny jest nie tylko fakt doręczenia zawiadomienia o jego zastosowaniu, lecz także to, od kiedy środek ten stał się prawomocny. Zatem pomimo doręczenia zawiadomienia o zastosowaniu środka egzekucyjnego w 2014 r., o skutecznym jego zastosowaniu można mówić dopiero od momentu upływu terminu na wniesienie skargi na czynności egzekucyjne. Do 30.7.2020 r. skargę na czynności egzekucyjne organu egzekucyjnego lub egzekutora wnosiło się w terminie 14 dni od dnia dokonania zakwestionowanej czynności egzekucyjnej. W rezultacie kluczowe znaczenie dla ustalenia daty przedawnienia zobowiązania podatkowego ma nie doręczenie Bankowi B. oraz Bankowi C. zawiadomień o zastosowaniu zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego i wkładu oszczędnościowego w ostatnich dniach grudnia 2014 r., a upływ terminu do zaskarżenia zastosowanego przez organ środka egzekucyjnego, do którego doszło w 2015 r. Skarżący twierdził, że w wyniku nieprawidłowego stanowiska Organów podatkowych co do terminu uprawomocnienia się zastosowanego środka egzekucyjnego, Organy nieprawidłowo ustaliły datę przedawnienia zobowiązania podatkowego, a w efekcie również prawa do złożenia wniosku o stwierdzenie nadpłaty.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Orzeczenie WSA

WSA w Poznaniu oddalił skargę W.D. Sąd wskazał, że co do zasady zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Wynikający z art. 70 § 1 OrdPU okres przedawnienia może ulec wydłużeniu na skutek zaistnienia zdarzeń określonych w art. 70 § 2-6 OrdPU, powodujących przerwanie lub zawieszenie biegu terminu przedawnienia. Ustawodawca w art. 70 § 4 OrdPU wskazuje dwie przesłanki przerwania biegu terminu przedawnienia, czyli zastosowanie środka egzekucyjnego i zawiadomienie o tym podatnika. Zawiadomienie umożliwia zobowiązanemu weryfikację działań organów egzekucyjnych, m.in. poprzez złożenia skargi na czynności egzekucyjne. Przepisy ustawy z 17.6.1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 132; dalej: EgzAdmU), w przypadku zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego zobowiązanego wiążą zastosowanie środka egzekucyjnego z chwilą doręczenia bankowi zawiadomienia o zajęciu. Sąd nie podzielił stanowiska skarżącego, że dla skuteczności środka egzekucyjnego, w celu przerwania biegu terminu przedawnienia istotny jest nie tylko fakt doręczenia zawiadomienia o jego zastosowaniu, lecz także okoliczność, kiedy środek ten stał się prawomocny. W konsekwencji Sąd stwierdził, że ustawowy bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w podatku VAT został przerwany wskutek zastosowania środka egzekucyjnego, o którym podatnik został zawiadomiony. Oznacza to, że wniosek podatnika z 29.9.2020 r. o stwierdzenie nadpłaty w podatku VAT oraz zwrot kwoty nienależnie zapłaconych odsetek został złożony już po wygaśnięciu terminu do jego wniesienia.

Stanowisko NSA

NSA oddalił skargę kasacyjną podatnika. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że dokonując wykładni art. 70 § 4 OrdPU, w kontekście zastosowania środka egzekucyjnego w postaci zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego, należy uwzględnić art. 80 EgzAdmU w brzmieniu właściwym dla tej sprawy. Z przepisu tego, również w aktualnie obowiązującym brzmieniu, wynika zaś, że zajęcie wierzytelności z rachunku bankowego jest dokonane z chwilą doręczenia bankowi zawiadomienia o zajęciu. W art. 54 § 1 EgzAdmU zastrzeżono możliwość wniesienia przez zobowiązanego skargi na czynności egzekucyjne organu, jednak wniesienie takiej skargi samo przez się nie wstrzymuje postępowania egzekucyjnego. NSA stwierdził, że przyjęta w administracyjnym postępowaniu egzekucyjnym konstrukcja zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego oznacza, iż zastosowanie środka egzekucyjnego w rozumieniu art. 70 § 4 OrdPU następuje z chwilą doręczenia bankowi zawiadomienia o zajęciu wierzytelności pieniężnej z rachunku bankowego zobowiązanego będącego dłużnikiem organu podatkowego, a okres, w którym ów zobowiązany może zaskarżyć takie zajęcie, nie wpływa na skuteczność samego zajęcia. W konsekwencji, nawet gdyby W.D. skorzystał z takiej skargi, to i tak nie nastąpiłoby automatycznie czasowe zatrzymanie prowadzenia egzekucji. Tym bardziej takie wstrzymanie nie ma miejsca w czasie otwartego terminu właściwego do wniesienia skargi na czynność egzekucyjną.

Art. 70 § 4 OrdPU reguluje przerwanie biegu 5-letniego terminu przedawnienia, o którym mowa w art. 70 § 1 OrdPU, jednocześnie modyfikując sposób określenia początku biegu nowego 5-letniego terminu przedawnienia po jego przerwaniu. Ustawodawca wiąże go bowiem z dniem następującym po dniu, w którym zastosowano środek egzekucyjny. W tej sprawie do zastosowania środka egzekucyjnego w postaci zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego, o którym W.D. został zawiadomiony, a jednocześnie do przerwania biegu terminu przedawnienia, doszło po raz pierwszy w 29.12.2014 r. z uwagi na zajęcie w Banku B. Przedawnienie rozpoczęło na nowo bieg 30.12.2014 r., jednak tego dnia doszło do kolejnego przerwania biegu terminu przedawnienia w związku z zajęciem egzekucyjnym w Banku C. W efekcie od 31.12.2014 r. rozpoczął się na nowo bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w podatku VAT. Termin ten upłynął 31.12.2019 r., zgodnie z art. 12 § 4 OrdPU, zatem wniosek W.D. o stwierdzenie nadpłaty, złożony po tym dniu, nie mógł prowadzić do wszczęcia postępowania w przedmiocie nadpłaty w podatku VAT. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że bez istotnego znaczenia prawnego pozostawało to, jakie były powody złożenia tego rodzaju wniosku. Art. 79 § 2 OrdPU wygasza prawo do złożenia wniosku o stwierdzenie nadpłaty po upływie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, którego on dotyczy.

Wyrok NSA z 14.5.2025 r., I FSK 115/22, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Do SN tylko z profesjonalistą

Co więcej, tego braku czynności procesowej nie konwaliduje następcze przydzielenie skarżącemu pełnomocnika, nawet z urzędu. Krótko mówiąc, musi być on ustanowiony przed skierowaniem pisma do SN.

To sedno najnowszego orzeczenia Sądu Najwyższego, ostrzegającego przed ryzykiem takich zaniedbań, wynikających pewnie z niewiedzy osób odwołujących się do SN.

Zdolność postulacyjna

Kwestia ta wynikła w sprawie o wpis w księdze wieczystej, w której Sąd Rejonowy w Wejherowie odrzucił skargę o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia SR, którą niezadowolony uczestnik skierował do SN. Powodem było to, że nie została ona sporządzona przez kwalifikowanego prawnika. Uczestnik odwołał się do SN, ale zażalenie także sporządził osobiście z wnioskiem o ustanowienie dla niego pełnomocnika z urzędu w postępowaniu zażaleniowym.

Sąd Najwyższy odrzucił to zażalenie bez merytorycznego rozpoznania, przypominając, że zgodnie z art. 87 (1) § 1 kodeksu postępowania cywilnego, w postępowaniu przed SN obowiązuje zastępstwo stron przez adwokatów lub radców prawnych, czyli tzw. przymus adwokacko-radcowski. Oznacza on, że składać pisma (w imieniu stron) i występować przed SN mogą tylko osoby mające tzw. zdolność postulacyjną.

To obowiązkowe zastępstwo dotyczy także czynności procesowych związanych z postępowaniem przed SN, a podejmowanych przed sądem niższej instancji – jak w przypadku zażalenia składanego za pośrednictwem Sądu Rejonowego. Wyjątki od tej zasady są ściśle określone: nie stosuje się przymusu adwokacko-radcowskiego np. w postępowaniu o zwolnienie od kosztów sądowych oraz o ustanowienie adwokata lub radcy prawnego. A także gdy stroną, jej organem lub pełnomocnikiem jest sędzia, prokurator, notariusz albo profesor nauk prawnych.

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

– Uchybienie przymusowi adwokacko-radcowskiemu ma charakter nieusuwalny, w związku z czym zażalenie dotknięte takim brakiem podlega odrzuceniu bez wzywania strony skarżącej do jego uzupełnienia. Brak ten nie może być usunięty przez ustanowienie dla strony skarżącej kwalifikowanego pełnomocnika także z urzędu. Ewentualne uzupełnienie, czy też poparcie przez profesjonalnego pełnomocnika zażalenia, wniesionego przez stronę osobiście, także nie spełnia ustawowego wymagania zachowania przymusu adwokacko-radcowskiego. Z tych względów zażalenie wniesione osobiście przez uczestnika pozbawionego zdolności postulacyjnej podlegało odrzuceniu jako niedopuszczalne – wskazał w konkluzji orzeczenia SN sędzia Dariusz Dończyk.

Przepis jest jasny

– Przepis o przymusie adwokackim jest stosunkowo jasny, ale wiele osób może nie mieć wiedzy o obowiązujących procedurach, więc inicjując sprawę sądową winny zaciągnąć poradę u prawnika, co do tego, w jakim trybie i przy zachowaniu jakich warunków mogą ją prowadzić. Mogą też zwrócić się do sądu przed wniesieniem pozwu, a tym bardziej odwołania do SN, o ustanowienie pełnomocnika z urzędu. Taki pełnomocnik po ustaleniu, że dany środek ma szanse powodzenia, może go złożyć. Po odrzuceniu skargi do SN skarżący może próbować złożyć ją ponownie, już z udziałem prawnika. Pytanie jednak, czy nie minie termin na taką czynność – wskazuje adwokat Roman Nowosielski.

Sygnatura akt: III CZ 147/24

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Artur Grajewski

sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie

Wszelkie pisma adresowane do SN muszą być sporządzone przez fachowego pełnomocnika, z wyjątkiem wniosku o zwolnienie od kosztów sądowych oraz o ustanowienie adwokata lub radcy prawnego. Strona jest o tym informowana w przesyłanych jej pouczeniach sądowych. Są to przepisy bezwzględnie obowiązujące, a pismo złożone przez samą stronę nie podlega procedurze uzupełnienia braków formalnych, lecz zostaje odrzucone, co może wywołać niejednokrotnie negatywne konsekwencje dla strony, jeśli termin na wniesienie środka zaskarżenia przez to zakończy bieg. Tylko wniosek o ustanowienie pełnomocnika z urzędu powoduje przerwanie biegu terminu na wniesienie pisma – zażalenia lub skargi kasacyjnej, który biegnie na nowo od chwili doręczenia odpisu orzeczenia z uzasadnieniem ustanowionemu pełnomocnikowi, albo od doręczenia stronie odpisu postanowienia oddalającego jej wniosek.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Lekarze orzecznicy ZUS pilnie potrzebni

Orzecznictwo lekarskie ZUS jest podstawą dostępu do wielu świadczeń i uprawnień. Główną rolę w systemie odgrywają lekarze orzecznicy.

ZUS zatrudnia obecnie (stan na 31 maja 2025 r.) w orzecznictwie lekarskim 684 medyków w łącznym wymiarze 521 etatów. Przyznaje jednocześnie, że ponad 40 proc. etatów lekarskich jest nieobsadzonych, a w niektórych oddziałach ZUS odsetek ten sięga nawet 75 proc. A problem jeszcze się potęguje. W 2024 r. przeprowadzono 263 rekrutacje, ale udało się zatrudnić lekarzy jedynie w wymiarze 28,6 etatu. Liczba medyków odchodzących z pracy jest większa od tych, których udaje się zatrudnić. Dla przykładu w 2025 r. przyjęto lekarzy w łącznym wymiarze 12,5 etatu, a jednocześnie z pracy odeszło ich w tym okresie dwukrotnie więcej (24,5 etatu).

Problem z każdym rokiem się pogłębia. Liczba zatrudnionych lekarzy orzeczników w latach 2016-2024 zmniejszyła się o 237 etatów, tj. o 31 proc. Na dodatek ponad 60 proc. pracujących w tym zawodzie, to osoby w wieku powyżej 60. roku życia.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Średnio 31 dni

ZUS przyznaje, że skutkiem pogłębiających się od kilku lat trudności w tym obszarze jest stale wydłużający się czas oczekiwania ubezpieczonych na wydanie orzeczenia i tym samym przyznanie świadczenia. Ile dokładnie? Z informacji organu rentowego wynika, że średni czas oczekiwania na wydanie orzeczenia w I kwartale 2025 r. wynosił 31 dni, ale w niektórych oddziałach przekraczał już 60 dni. ZUS nie ma wątpliwości, że konieczne są szybkie zmiany systemowe w tym zakresie, aby zakład mógł realizować zadania ustawowe.

Wydaje się, że rząd ma tego świadomość, dlatego przygotował projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, który znajduje się na etapie prac Stałego Komitetu Rady Ministrów. Przewiduje on m.in. zmianę zasad zatrudniania lekarzy orzeczników. Chodzi głównie o wprowadzenie elastycznych form współpracy. W efekcie lekarze orzecznicy będą mogli wykonywać swoje zadania na podstawie nie tylko umowy o pracę, ale też np. umowy o świadczenie usług. Wybór będzie należał, co do zasady, do nich.

Zmienione mają być też reguły wynagradzania orzeczników. ZUS wskazywał na tę kwestię jako jedną z głównych barier w pozyskiwaniu medyków. Jak tłumaczy, pomimo zainteresowania zadaniami realizowanymi w ZUS, nie do przyjęcia dla wielu kandydatów jest oferowane wynagrodzenie zasadnicze (w porównaniu ze stawkami na rynku). W wielu przypadkach to przyczyna odmowy podjęcia zatrudnienia.

Po wejściu w życie nowych przepisów, wynagrodzenie zasadnicze tych osób (na umowie o pracę) będzie ustalane z zastosowaniem mnożników kwoty przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej w roku poprzednim. Czy taka zmiana będzie w stanie poprawić obecną, katastrofalną sytuację?

– Rzeczywiście, wprowadzenie nowych ustawowych zasad kształtowania wynagrodzeń lekarzy orzeczników może ograniczyć rozbieżności w poziomie ich zarobków względem pozostałych kadr medycznych. Przy proponowanym mnożniku do 2,55 przeciętnego wynagrodzenia (taka maksymalna wartość wynika z projektu rozporządzenia w tej sprawie – przyp. red.), średnie wynagrodzenie zasadnicze orzecznika w warunkach bieżącego roku mogłoby sięgać 20 863 zł brutto miesięcznie. Taka stawka byłaby już atrakcyjna na tle tych oferowanych w podmiotach leczniczych. Przypomnę bowiem, że mediana wynagrodzeń medyków wynosi obecnie ok. 21 tys. zł. Zmiana ta może faktycznie przyczynić się do poprawy sytuacji kadrowej ZUS w zakresie obsadzenia wakatów na stanowiskach lekarzy orzeczników – mówi Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Nie tylko lekarz

Nowe przepisy zakładają też zmiany dotyczące kwalifikacji wymaganych od lekarzy orzeczników. W określonych rodzajach spraw orzeczenia mają wydawać osoby wykonujące samodzielne zawody medyczne, tj. pielęgniarki, pielęgniarze i fizjoterapeuci. – Pozwoli to na efektywniejsze realizowanie funkcji orzeczniczych – dodaje Łukasz Kozłowski.

Oskar Sobolewski z HRK Payroll Consulting też uważa, że proponowane zmiany mogą pomóc w poprawie sytuacji kadrowej. – Należy działać i szukać rozwiązań, bo sytuacja jest bardzo trudna, zarówno biorąc pod uwagę liczbę wakatów, jak i średni wiek lekarzy. Lata zaniechań zrobiły swoje. Potrzebna będzie też szersza kampania wśród medyków, wskazująca, że warunki współpracy z ZUS ulegną zmianie i staną się one bardziej elastyczne i atrakcyjne – podsumowuje.

Z trudnej sytuacji kadrowej zdaje sobie sprawę Katarzyna Kamecka, ekspertka Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Ma jednak obawy związane z powierzeniem funkcji orzeczniczych osobom niebędącym lekarzami.

– Zamiast tego można byłoby zastanowić się nad powierzeniem tych zdań w ramach obowiązków realizowanych na etapie specjalistycznego kształcenia medyków – podsumowuje.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Chętni na kredyt mają być doskonale poinformowani

Liczba zmian wynikających z konieczności implementacji dyrektywy 2023/2225 w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz dyrektywy zmieniającej 2023/2673 o umowach o usługi finansowe zawieranych na odległość jest tak duża, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zamiast projektu nowelizacji obecnej ustawy o kredycie konsumenckim zdecydował się na stworzenie nowego, spójnego aktu o tej samej nazwie.

Zasadniczo bez zmian pozostaną regulacje dotyczące umów kredytowych udzielanych przez SKOK-i, umów pożyczek, umów kredytu w rozumieniu przepisów prawa bankowego, czy kredytów odnawialnych. W istotnej części niezmienny pozostanie zakres wyłączeń spod obowiązku stosowania ustawy o kredycie konsumenckim. Nadal więc ustawa nie będzie miała zastosowania do kredytów udzielanych przez firmy inwestycyjne, kredytów pracowniczych, tzw. hipoteki odwróconej czy konsumenckiej pożyczki lombardowej.

Natomiast w odróżnieniu od obecnego stanu prawnego, przepisy ustawy o kredycie konsumenckim będą miały zastosowanie do umów najmu lub leasingu, jeśli przewidują one obowiązek lub możliwość nabycia przedmiotu umowy.

Co zmieni ustawa

Obecnie ustawę stosuje się tylko do kredytów o równowartości do 75 tys. euro (255 550 zł), natomiast w projekcie nowej ustawy to ograniczenie zniknie, ponieważ zgodnie z dyrektywą 2023/2225 wyłączenie co do zasady powinno dotyczyć tylko umów kredytu zabezpieczonych hipoteką.

– Objęcie zakresem projektowanej ustawy całości konsumenckiego obrotu kredytowego pozwoli uporządkować i zapewnić spójność systemową na rynku kredytów w Polsce – czytamy w uzasadnieniu. W ten sposób zasady udzielania kredytów będą określone wyłącznie w projektowanej ustawie, w ustawie o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami oraz w ustawie o odwróconym kredycie hipotecznym.

Wiele zmian będzie natomiast dotyczyć dozwolonych treści przekazywanych w reklamach. I tak projekt przewiduje (art. 7 i następne) wprowadzenie obowiązkowego ostrzeżenia o tym, że zaciąganie kredytu wiąże się z kosztami, np. poprzez sformułowanie „Uwaga! Pożyczanie pieniędzy kosztuje”.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Reklamy „bez BIK” będą zakazane

Oprócz tego UOKiK postuluje (projekt art. 13) wprowadzenie wyraźnego zakazu reklamy, która będzie sugerować m.in:

Naruszenie tychże reguł może skutkować wydaniem nakazu zaniechania działań reklamowych oraz nałożeniem kary pieniężnej albo dobrowolnym zobowiązaniem przedsiębiorcy do zmiany zachowania w celu wyeliminowania naruszeń. Decyzje Prezesa UOKiK mogą również przewidywać zastosowanie rekompensaty publicznej jako środka usunięcia skutków naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.

Projekt przewiduje również wymóg uproszczenia informacji przedumownych. Najbardziej istotne informacje na temat kredytu powinny się znaleźć na pierwszej stronie formularza informacyjnego (lub na pierwszych dwóch stronach, jeżeli nie jest możliwe przedstawienie tych informacji na jednej stronie w sposób widoczny).

– Bardzo dużym wyzwaniem dla pożyczkodawców będzie spełnienie licznych obowiązków informacyjnych. Przykładowo, gdy przedsiębiorca zawiera z konsumentem umowę o kredyt, zgodnie z którą wysokość stopy oprocentowania kredytu uzależniona jest od wysokości stopy referencyjnej, wówczas będzie on musiał na stronie internetowej czy też w aplikacji mobilnej, podawać bieżące informacje o wysokości tychże stóp referencyjnych. Postawiono na dogłębne poinformowanie klienta o warunkach zawieranej umowy jest działaniem jak najbardziej potrzebnym. Niestety oprócz tego przydałyby się również działania edukacyjne ze strony instytucji takich jak UOKiK, Rzecznik Finansowy czy Komisja Nadzoru Finansowego – zwraca uwagę Anna Jędrasiak, radca prawny z kancelarii Macura, na co dzień doradzająca firmom pożyczkowym oraz tym z sektora FinTech. Jak tłumaczy, wszystkie informacje, nawet tak łopatologiczne jak to, że kredyt wiąże się z kosztami, mogą nie być wystarczające w sytuacji, gdy konsumenci zwyczajnie nie czytają informacji, które są im przekazywane. – Dlatego bez dodatkowych działań edukacyjnych ze strony instytucji państwowej się nie obejdzie – dodaje ekspertka.

Sankcja darmowego kredytu

Zmienią się też sankcje za naruszenia obowiązków informacyjnych przed udzieleniem kredytu skutkujące brakiem konieczności spłaty innych kosztów poza samą kwotą kapitału (tzw. sankcja kredytu darmowego).

– Kluczowa zmiana to rozszerzenie katalogu naruszeń objętych sankcją darmowego kredytu. Najważniejsze wydaje się przy tym wprowadzenie sankcji za brak rzetelnego badania zdolności kredytowej. Choć wydaje się to korzystne dla klientów, w praktyce może prowadzić do zaostrzenia kryteriów udzielania kredytów i utrudnienia do nich dostępu – zwraca uwagę Karolina Marusińska-Bilbin, Partner w kancelarii KMB Legal. – Ustawodawca odchodzi też od obecnie jednolitej sankcji, wprowadzając trzystopniowy mechanizm uzależniony od wagi naruszenia zgodnie z unijną zasadą proporcjonalności.

I tak zgodnie z proj. art. 66 w przypadku naruszenia wymogów, zgodnie z którymi, kredytu udziela się na wniosek konsumenta, który wyraził zgodę w sposób wyraźny i jednoznaczny, a ta zgoda nie może być domniemana (w szczególności przez milczącą zgodę, działanie domyślne lub niepodjęcie działania), wówczas konsument nie będzie zwracał zaciągniętego zobowiązania ani żadnych jego kosztów.

– Tak daleko idąca sankcja będzie z pewnością przeciwdziałać nieuczciwym praktykom w tym zakresie – ocenia mec. Marusińska-Bilbin.

W przypadku mniejszych naruszeń klient będzie spłacał sam kapitał (bez odsetek) albo np. połowę odsetek.

– Wprowadzenie zasady proporcjonalności jest korzystne dla banków, gdyż dotychczas najmniejsze uchybienie obowiązkom informacyjnych skutkowało brakiem obowiązku zwrotu odsetek i kosztów kredytu. Z kolei najczęstsze i obecne dziś w sądach naruszenia pozostaną objęte dotychczasową sankcją przewidującą zwrot tylko kapitału kredytu – dodaje ekspertka.

Etap legislacyjny: konsultacje

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr Marcin Czugan

prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce

Przy analizie projektu ustawy o kredycie konsumenckim należy pamiętać o jego maksymalnej harmonizacji, która znacząco ogranicza projektodawcę krajowego, jak również o tzw. opcjach narodowych, czyli tych elementach, gdzie ustawodawca ma swobodę w określeniu kierunku przepisów. Uważam, że korzystanie z opcji narodowych zawsze powinno znaleźć swoje solidne uzasadnienie praktyczne i uwzględniać odpowiedni balans pomiędzy ochroną konsumentów, a możliwością rozwoju przedsiębiorstw finansowych, które finansują kredytem konsumenckim potrzeby gospodarstw domowych. Pamiętajmy bowiem, że tworzymy wówczas dodatkowe bariery dostępu dla naszych podmiotów, co stawia ich konkurencyjnie w gorszej sytuacji, aniżeli podmioty z innych jurysdykcji, w których z opcji narodowych nie będzie się korzystać. W tym zakresie na uwagę zwracają bardzo szerokie zakazy reklamowania kredytu konsumenckiego czy nałożenie sankcji kredytu darmowego za naruszenie przepisów o ocenie zdolności kredytowej.

Pamiętajmy, że tworzenie przepisów o charakterze sankcyjnym do zapisów materialnoprawnych, które mają wymiar ogólny (jak art. 29 ustawy dotyczący oceny zdolności kredytowej), generuje ogromne ryzyko prawne dla wszystkich kredytodawców kredytu konsumenckiego i może znacząco ograniczyć dostęp do kredytu. Będziemy chcieli również rozmawiać na temat wprowadzonego dla kredytodawców kredytu konsumenckiego zakazu sprzedaży lub oferowania produktów dodatkowych, innych niż usługi finansowe. W ostatnim okresie branża, chcąc odnieść się do uwag i wątpliwości, przyjęła Dobre Praktyki dotyczące dystrybucji usług przez instytucje pożyczkowe, wzmacniając przy tym ochronę konsumentów. Zanim wprowadzi się najradykalniejszy środek, czyli zakaz, warto sprawdzić inne, mniej inwazyjne dla biznesu, rozwiązania. Jesteśmy przygotowani i liczymy na merytoryczny dialog z projektodawcą na temat regulacji, które mają fundamentalne znaczenie dla przyszłości rynku kredytu konsumenckiego w Polsce.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Ubezskutecznienie wyroku alimentacyjnego skargą pauliańską

Stan faktyczny

G.L. oraz B.L. zawarli z bankiem umowę pożyczki lombardowej na kwotę 17 000 000 zł oraz umowę pożyczki na kwotę 3 200 000 zł. Bank wypowiedział umowy i w 2013 r. wystawił przeciwko dłużnikom bankowe tytuły egzekucyjne, a następnie wszczął postępowanie egzekucyjne. W 2015 r. bank zbył powyższe wierzytelności na rzecz funduszu inwestycyjnego.

28.12.2012 r. G.L. zawarł z A.D. umowę w formie aktu notarialnego. G.L. zobowiązał się w umowie m.in. do uiszczania na rzecz małoletniego dziecka ze związku G.L. i A.D., alimentów w kwocie po 15 000 zł miesięcznie. Następnie A.D. wniosła przeciwko G.L. pozew o alimenty na rzecz małoletniej córki H. W pozwie A.D. żądała alimentów po 15 000 zł miesięcznie, tak jak w umowie alimentacyjnej. Dłużnik uznał to powództwo w całości. Sąd Rejonowy nie uwzględnił uznania powództwa, przeprowadził postępowanie dowodowe i wyrokiem z 24.6.2014 r. zasądził od dłużnika na rzecz jego małoletniej córki alimenty w kwocie po 4 400 zł miesięcznie za okres do 1.12.2013 r. oraz po 6 700 zł miesięcznie za okres po tej dacie i na przyszłość (wynagrodzenie zasadnicze GL wyniosło w listopadzie i grudniu 2012 r. kwotę 68 000 zł miesięcznie, zaś w styczniu, wrześniu, październiku i listopadzie 2013 r. kwotę 35 000 zł miesięcznie). Fundusz (nabywca wierzytelności banku) wniósł, w oparciu o art. 527 KC, o uznanie bezskuteczności umowy z 28.12.2012 r. o ustaleniu obowiązku alimentacyjnego ponad kwotę 800 zł miesięcznie z tytułu alimentów na rzecz dziecka. Zażądał również ubezskutecznienia wytoczenia powództwa przez A.L., uznania powództwa przez G.L., a także złożenia przez A.L. wniosku o nadanie klauzuli wykonalności wyrokowi Sądu Rejonowego. Nadto Fundusz domagał się uznania bezskuteczności, ponad kwotę 800 zł miesięcznie, wyroku Sądu Rejonowego z 24.6.2014 r., zasądzającego od dłużnika G.L. na rzecz jego małoletniej córki H.L. alimenty w kwocie po 6 700 zł miesięcznie, lecz następnie cofnął to żądanie.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Orzeczenia SO i SA

SO umorzył postępowanie w zakresie cofniętego roszczenia, a w pozostałej części oddalił powództwo. Po rozpoznaniu apelacji powoda, SA zmienił zaskarżony wyrok w punkcie drugim i trzecim w części ten sposób, że uznał za bezskuteczną wobec powoda umowę ustalenia obowiązku alimentacyjnego z 28.12.2012 r. w zakresie dotyczącym określenia pieniężnego zobowiązania dłużnika G.L. wobec małoletniej córki H.L. ponad kwotę 4 400 zł miesięcznie za okres od 27.5.2013 r. do 30.11.2013 r. oraz ponad kwotę 6 700 zł miesięcznie za okres od 1.12.2013 r., oraz za każdy kolejny miesiąc. SA wskazał, że córka G.L. uzyskała korzyść, ale tylko w zakresie kwot przekraczających wysokość alimentów ustalonych następnie na jej rzecz prawomocnym orzeczeniem sądu z 24.6.2014 r. Dodatkowo podkreślił, że w jego ocenie art. 527 KC nie znajduje zastosowania wobec czynności wytoczenia powództwa. Nie uwzględnił również żądania ubezskutecznienia czynności uznania powództwa przez G.L., a to z tego względu, że sąd, który zasądził alimenty, wydał wyrok nie z uznania, ale przeprowadził postępowanie dowodowe i m.in. w oparciu o dokonane w nim ustalenia orzekł o alimentach. Powód wywiódł skargę kasacyjną od wyroku SA.

Wyrok SN

SN oddalił skargę kasacyjną powoda. W uzasadnieniu podzielił pogląd wyrażony przez SA. W pierwszej kolejności przypomniał zasadność dopuszczalności ubezskutecznienia na drodze skargi pauliańskiej ugody sądowej dotyczącej alimentów. Ugoda sądowa, chociaż ma charakter mieszany – procesowy i materialny – niewątpliwie jest czynnością prawną. Następnie dodał, że zasadniczo dopuszczalne jest również zaskarżenie na podstawie art. 527 KC czynności dłużnika polegającej na uznaniu powództwa o zapłatę. Przytoczył orzecznictwo, w myśl którego uznanie powództwa to dyspozytywna czynność procesowa, która w istocie polega na rezygnacji z obrony procesowej przed żądaniem powoda. Co za tym idzie, czynność ta zawiera zarówno elementy oświadczenia wiedzy, jak i woli, ponieważ wiąże się z przyznaniem okoliczności faktycznych, na których opiera się pozew, oraz wyrażeniem zgody na wydanie wyroku uwzględniającego roszczenie powoda w całości lub w uznanej części. Następnie uwypuklił, że zgodnie z art. 213 § 1 KPC, sąd rozpoznający sprawę jest zasadniczo – z zastrzeżeniem wyjątków wskazanych w ww. przepisie – związany uznaniem powództwa. W takim przypadku sąd wydaje tzw. wyrok z uznania – nie gromadzi materiału dowodowego, nie dokonuje ustaleń faktycznych i nie wyrokuje stosownie do tych ustaleń i adekwatnych unormowań prawa materialnego. Następnie Sąd Najwyższy wyeksponował odmienność stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy. W toku postępowania, w którym ustalono wysokość alimentów na rzecz córki G.L., nie został wydany tzw. wyrok z uznania. SR nie uwzględnił uznania powództwa przez G.L., jednak zainicjował postępowanie dowodowe, dokonał oceny zgromadzonych dowodów, a następnie na ich podstawie ustalił stan faktyczny i wydał wyrok, w którym wprawdzie ustalił alimenty na rzecz córki G.L., jednak dokonał tego niezależnie od uznania powództwa przez G.L.. Wobec tego SN stwierdził, że fundusz domaga się w istocie ubezskutecznienia wyroku sądowego (wyroku, w którym ustalono wysokość alimentów na rzecz córki G.L.), co nie jest możliwie po myśli art. 527 KC, który odnosi się wyłącznie do czynności materialnoprawnych.

Komentarz

Omawiany wyrok SN rozstrzyga kolejne zagadnienie związane z praktyką stosowania actio Pauliana. W uzasadnieniu słusznie – w szczególności z uwagi na brzmienie art. 527 § 1 KC – przyjęto, że niedopuszczalne jest skierowanie skargi pauliańskiej przeciwko wyrokowi sądu powszechnego, bowiem orzeczenie to nie mieści się w desygnatach pojęcia „czynności prawnej dłużnika”. Niemniej, trzeba zwrócić uwagę, że skutkiem powyższego zapatrywania jest stan, w którym ochrona wierzyciela przed ustaleniem zbyt wysokiej, „sztucznej” wysokości świadczeń alimentacyjnych, do których pokrywania zobowiązany będzie jego dłużnik, uzależniona jest od rzetelności prowadzenia postępowania sądowego kończącego się ustaleniem wysokości świadczeń alimentacyjnych (w którym to postępowaniu, w razie działania z chęcią pokrzywdzenia wierzyciela, zarówno domagający się alimentów, jak i zobowiązany, będą dążyć do zmaksymalizowania ich wysokości). Innymi słowy, chociaż z uwagi na obecne brzmienie przepisów trudno nie zgodzić się z kierunkiem rozstrzygnięcia SN, to powyższe eksponuje trudną sytuację wierzyciela (związaną z przyznaniem alimentom pierwszeństwa w egzekucji), którego dłużnik zobowiązany jest do świadczenia alimentów na podstawie wyroku sądu, który nie został wydany z tzw. uznania, a który to został formalnie poprzedzony przeprowadzeniem postępowania dowodowego, dokonaniem na jego podstawie ustaleń faktycznych i oceną merytoryczną sądu.

Wyrok SN z 8.4.2025 r., II CSKP 185/23, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Ustawa o sztucznej inteligencji wciąż w fazie projektu

Ustawa o AI – projektowany zakres regulacji i kontekst unijny

Rządowy projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji (nr druku: UC71) ma za zadanie uregulowanie krajowego stosowania przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (Dz.Urz. UE L z 2024 r. s. 1689; dalej: AI Act). Ustawa ma charakter wykonawczy i wdrożeniowy – jej głównym celem jest ustanowienie struktury organizacyjnej służącej do krajowego egzekwowania unijnego prawa. Przepisy projektowanej ustawy mają obejmować wyznaczenie organów właściwych, ustalenie procedur nadzorczych oraz uregulowanie obowiązków po stronie podmiotów rozwijających i stosujących AI.

W tym miejscu należy jednak wskazać, że proces legislacyjny uległ istotnemu opóźnieniu. Choć AI Act zaczął obowiązywać 1.8.2024 r., a większość jego przepisów, w tym dotyczących systemów wysokiego ryzyka oraz mechanizmów sankcyjnych, ma zacząć być stosowana od 2.8.2025 r., Polska nie przyjęła jeszcze ustawy wykonawczej. Projekt nadal znajduje się na etapie przygotowawczym, a jego formalne wniesienie do Sejmu – według stanu na lipiec 2025 r. – nie nastąpiło. Oznacza to, że istnieje realne ryzyko, iż krajowy system nadzoru nad AI nie zostanie uruchomiony w pełnym zakresie przed wejściem w życie kluczowych przepisów AI Act.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Powołanie Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRiBSI)

Projekt przewiduje utworzenie krajowej struktury wdrożeniowej i nadzorczej, której centralnym elementem ma być Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRiBSI). Komisja ta, jako krajowy organ nadzoru rynku w rozumieniu art. 74 ust. 8 AI Act, zostanie wyposażona nie tylko w kompetencje doradczo-opiniodawcze, lecz także w szereg uprawnień wykonawczych. Do jej zadań należeć będzie m.in. prowadzenie postępowań administracyjnych, wydawanie decyzji i postanowień w indywidualnych sprawach, nakładanie sankcji administracyjnych za naruszenia przepisów oraz koordynacja nadzoru nad systemami sztucznej inteligencji w Polsce. KRiBSI będzie również obsługiwać krajowy punkt kontaktowy, do którego obywatele i podmioty będą mogli kierować zgłoszenia dotyczące naruszeń przepisów AI Act. Ponadto Komisja uzyska kompetencje do opracowywania wytycznych i zaleceń dotyczących stosowania przepisów ustawy, wspierania interpretacji prawa, promowania dobrych praktyk oraz koordynowania testowania innowacyjnych rozwiązań w ramach piaskownic regulacyjnych.

System rozproszonego nadzoru i rola organów sektorowych

W projekcie ustawy przyjęto model rozproszonego nadzoru, oparty na strukturze istniejących organów administracji publicznej. Oznacza to, że nie zostanie utworzony nowy centralny urząd dedykowany wyłącznie nadzorowi nad AI. Zamiast tego odpowiedzialność za egzekwowanie przepisów AI Act ma zostać powierzona organom już funkcjonującym, których kompetencje zostaną rozszerzone o kwestie związane z oceną zgodności, kontrolą i sankcjami wobec systemów AI.

Rozwiązanie to wpisuje się w szerszą tendencję decentralizacji nadzoru technologicznego, jednak – jak zauważa się w analizach legislacyjnych – wymaga nie tylko zmian kompetencyjnych, lecz także istotnego wzmocnienia zasobowego. W przypadku opóźnień we wdrażaniu ustawy oraz braku wystarczającego przygotowania organów sektorowych, może dojść do luki nadzorczej, w której funkcjonujące na rynku systemy AI nie będą podlegały realnej kontroli ani egzekucji zgodności z unijnymi przepisami.

Obowiązki dostawców i użytkowników systemów AI

Projekt przewiduje nałożenie szeregu obowiązków na podmioty dostarczające oraz wdrażające systemy sztucznej inteligencji, w szczególności zaklasyfikowane jako systemy wysokiego ryzyka. Obowiązki te obejmują m.in. konieczność rejestracji w unijnym rejestrze, prowadzenie dokumentacji technicznej, zapewnienie nadzoru człowieka nad systemem, a także monitorowanie skutków jego działania po wdrożeniu. Systemy te muszą zostać zaprojektowane w sposób przejrzysty, możliwy do audytu oraz zapewniający identyfikowalność podejmowanych decyzji.

W projekcie przewidziano również odpowiedzialność po stronie użytkowników – nie tylko w zakresie operacyjnego nadzoru nad systemami, lecz także w odniesieniu do zapewnienia odpowiednich kwalifikacji i przeszkolenia personelu korzystającego z AI. Ustawodawca zakłada, że zgodność systemu z przepisami nie kończy się w momencie jego wdrożenia, lecz wymaga bieżącego zarządzania ryzykiem oraz odpowiedzialnego modelowania procesów decyzyjnych.

Powiązania z systemem ochrony danych osobowych

W kontekście ochrony danych osobowych projektowana ustawa wyraźnie przewiduje ścisłą współpracę z Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Systemy AI bardzo często operują na danych osobowych, nierzadko w sposób zautomatyzowany i oparty na profilowaniu. W świetle rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L 2016 Nr 119, s. 1; dalej: RODO), działania te muszą być poddane szczególnej kontroli, zwłaszcza gdy mogą prowadzić do skutków prawnych lub istotnie wpływać na sytuację osoby fizycznej.

Z tego względu ustawa zakłada obowiązek współdziałania między organami AI a Prezesem UODO, w tym konsultowanie projektów wdrożeń systemów wysokiego ryzyka, które mogą rodzić istotne ryzyko naruszenia prywatności. Ma to zapewnić spójność działań nadzorczych oraz zagwarantować, że zgodność z AI Act nie będzie interpretowana w oderwaniu od istniejących regulacji o ochronie danych.

Sankcje, środki nadzorcze i luka w egzekucji

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje opóźnienie w implementacji przepisów wykonawczych przewidzianych w AI Act. Choć rozporządzenie unijne określa, że przepisy dotyczące systemów wysokiego ryzyka i związanych z nimi sankcji mają być stosowane od 2.8.2025 r., Polska – według stanu na lipiec 2025 r. – nie zakończyła prac nad ustawą krajową. W praktyce oznacza to, że system egzekwowania przepisów, w tym mechanizmy kontrolne i sankcyjne, nie będą gotowe na czas.

Projekt ustawy w obecnym brzmieniu zawiera ogólne odniesienie do sankcji administracyjnych i mechanizmów nadzorczych, jednak ich praktyczne zastosowanie będzie możliwe dopiero po uchwaleniu i wejściu w życie ustawy. Do tego czasu, mimo formalnego obowiązywania AI Act, polskie organy nadzorcze mogą nie dysponować narzędziami do jego egzekwowania. To istotne wyzwanie nie tylko z punktu widzenia efektywności prawa, lecz także ochrony praw obywateli wobec technologii wykorzystywanej przez administrację, pracodawców, czy instytucje finansowe.

Wnioski i perspektywy

Projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji to krok w kierunku uregulowania jednego z najbardziej dynamicznych obszarów współczesnego prawa technologicznego. Niemniej jednak opóźnienia legislacyjne oraz strukturalne wyzwania związane z rozproszonym modelem nadzoru mogą utrudnić skuteczne wdrożenie unijnych standardów w Polsce. Jeżeli ustawa nie zostanie uchwalona i wdrożona przed 2.8.2025 r., realna egzekucja przepisów AI Act może być utrudniona lub niemożliwa, co narazi Polskę na ryzyko niewypełnienia obowiązków wynikających z prawa UE.

Dla sektora publicznego i prywatnego oznacza to konieczność samodzielnego przygotowania się na nowe regulacje – poprzez analizę ryzyk, aktualizację wewnętrznych procedur, przeszkolenie personelu oraz ocenę stosowanych narzędzi AI. W przeciwnym razie, zarówno dostawcy, jak i użytkownicy systemów sztucznej inteligencji mogą zostać zaskoczeni nie tylko nowymi wymogami, lecz także ryzykiem sankcji, gdy krajowy nadzór zostanie ostatecznie ustanowiony.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Karne wydatki mogą być kosztem

Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) wydał ważny wyrok dotyczący prawa do kosztów podatkowych. Po raz kolejny uznał, że kary umowne za nieterminową realizację usług są automatycznie wyrzucone z kosztów uzyskania przychodu firmy, która musi je zapłacić.

Przegrany wyścig

Spór dotyczył kontraktu na usługi serwisowe dla systemu informatycznego. We wniosku o interpretację świadcząca je spółka wyjaśniła, że realizacja usługi była obwarowana terminami. Dotyczyły one czasu reakcji i rozwiązania problemów. Co istotne, umówiła się z kontrahentem, że zapłaci karę umowną za opóźnienia w realizacji usługi. Zgodnie z umową był to 1 proc. miesięcznego wynagrodzenia brutto za każdą godzinę opóźnienia w stosunku do terminów dla czasu reakcji oraz czasu rozwiązania.

Niestety, okazało się, że zamawiający dopatrzył się takich opóźnień. Ustalił, że od 1 grudnia 2017 r. do 31 lipca 2020 r. w przypadku aż 289 zgłoszeń czas reakcji wydłużył się w sumie o ponad 18 tys. godzin. Zamawiający postanowił skorzystać z opcji przewidzianej w umowie. Podliczył spółkę za opóźnienia i zażądał od niej ponad 3,3 mln zł kar umownych.

Spółka starała się kwestionować zasadność ich naliczenia. Broniła się, że w trakcie trwania umowy korzystała z systemu obsługi zgłoszeń zamawiającego, który dawał ograniczone możliwości w zakresie poprawnej klasyfikacji zgłoszeń. Chodziło o priorytet, faktyczną datę rozwiązania i przyczyny problemu. Spółka przekonywała, że przyczyny wielu błędów były niezależne od niej. Problemy wynikały z bardzo dużej złożoności systemu i wolumenu przetwarzanych danych, a także m.in. awarii na poziomie macierzy dyskowych. W przypadku problemów na poziomie infrastruktury liczba przekazywanych zgłoszeń była niemożliwa do obsłużenia przez dostępny zespół serwisowy. Wnioskodawca nie odpowiadał za przyczynę problemu, której konsekwencją była bardzo duża liczba zgłoszeń wymaganych do obsłużenia w krótkim czasie.

Ta argumentacja częściowo przekonała zamawiającego, ale zupełnie rachunku za opóźnienia nie wyzerowała. Ostatecznie kontrahenci porozumieli się co do rozwiązania problemu na przyszłość, a co do samych kar umownych, to zgodzili się na 900 tys. zł. Ale pojawił się problem podatkowy. Spółka zapytała więc fiskusa, czy kara umowna za opóźnienie w świadczeniu usług i realizacji zgłoszeń zgodnie z przyjętymi terminami zapłacona przez nią na rzecz kontrahenta stanowi koszt uzyskania przychodu?

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Naciąganie wyjątku

Fiskus kategorycznie zaprzeczył. Zasłonił się art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT, zgodnie z którym nie uważa się za koszty kar umownych i odszkodowań z tytułu wad dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoki w dostarczeniu towaru wolnego od wad albo zwłoki w usunięciu wad towarów albo wykonanych robót i usług.

W ocenie urzędników wszelkie odszkodowania i kary umowne z wymienionych w tym przepisie tytułów nie mogą zostać zaliczone do kosztów. I to niezależnie, czy są one skutkiem szkody powstałej w następstwie winy czy nie. Wystarczającą przesłanką wyrzucenia wydatku z kosztów w tym przypadku jest wystąpienie odpowiedzialności zobowiązanego za opóźnienie czy zwłokę, która może wynikać z ustawy lub ze stosunku obligacyjnego łączącego strony.

Podatniczka zaskarżyła interpretację, ale w pierwszej instancji przegrała. Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie zgodził się z fiskusem, że sporne należności nie mogą być kosztem skarżącej. Nie miał bowiem wątpliwości, że inna wykładnia prowadziłaby do bezpodstawnego obciążania Skarbu Państwa kosztami związanymi z nieterminowym wykonaniem umów przez firmy, co jest związane z ryzykiem prowadzonej działalności gospodarczej. Jak tłumaczył WSA, skoro prawodawca wprost wyłączył możliwość zaliczenia spornych kar w ciężar kosztów na mocy konkretnego przepisu, tj. art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT, to nie jest dopuszczalne podatkowe ich rozliczanie w oparciu o ogólną zasadę z art. 15 ust. 1 ustawy.

Ostatecznie do diametralnie innych wniosków doszedł jednak NSA. Nie zgodził się, że pojęcie wady należy interpretować szeroko według znaczenia potocznego i kary umowne za opóźnienia w realizacji usług są objęte wyjątkiem z art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT.

Ugruntowana linia

NSA podtrzymał swoją dotychczasową linię orzeczniczą, że na gruncie art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT wyłączeniem objęte są tylko te kary umowne, które są w nim wyraźnie wymienione. W ocenie sądu przepis ten należy interpretować ściśle. I skoro jest w nim odwołanie do kar umownych z tytułu wad towarów czy usług, to należy wykładać je zgodnie z kodeksem cywilnym.

Dlatego gdy chodzi o kary w opóźnieniu w wykonaniu usługi czy realizacji dostawy, to, skoro nie są one wymienione w spornej regulacji, nie są też z automatu wyłączone z kosztów. W konsekwencji, jak tłumaczyła sędzia NSA Aleksandra Wrzesińska-Nowacka, należy je oceniać pod kątem możliwości zaliczenia do kosztów na zasadach ogólnych. Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: II FSK 1357/22

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Maciej Kordalewski

doradca podatkowy, partner w KPI TAX Sp. z o.o.

Komentowana sprawa potwierdza długotrwałe problemy interpretacyjne dotyczące kar umownych w kontekście kosztów uzyskania przychodów. Przepisy regulujące tę materię wielokrotnie już demonstrowały, że generują znaczące rozbieżności w orzecznictwie i praktyce organów podatkowych. Naczelny Sąd Administracyjny słusznie podkreślił, że art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT nie stanowi automatycznego wyłączenia kar umownych z kosztów podatkowych. Każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny przez pryzmat ogólnej definicji kosztu uzyskania przychodów z art. 15 ust. 1 ustawy o CIT, uwzględniającej przede wszystkim związek przyczynowo-skutkowy z osiąganymi przychodami. Praktyka pokazuje jednak, że organy podatkowe stosują art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT nadmiernie ekstensywnie. A to prowadzi zaś do nieuzasadnionego ograniczania prawa podatników do zaliczania uzasadnionych wydatków do kosztów. Dlatego ustawodawca powinien rozważyć precyzyjniejsze uregulowanie tej kwestii, aby wyeliminować obecne niepewności prawne i zapewnić jednolitość interpretacji.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Publikacja protestów wyborczych a dane osobowe – interwencja Prezesa UODO

Stan faktyczny

Pismem z 4.7.2025 r., DKN.5101.195.2025, Prezes UODO zwrócił się do Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego o wyjaśnienia dotyczące publikacji na stronie internetowej SN oraz w serwisie społecznościowym X treści protestów wyborczych, sporządzanych odręcznie przez obywateli. W szczególności zaniepokojenie Organu nadzorczego wzbudziło:

Prezes UODO, powołując się na art. 58 ust. 1 lit. a) i e) rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO), zwrócił się do SN z żądaniem udzielenia odpowiedzi w terminie 14 dni na następujące pytania:

  1. Z jakich powodów na stronie internetowej Sądu opublikowano dokumenty stanowiące zanonimizowaną treść protestów wyborczych, które były sporządzane odręcznie przez obywateli RP, biorąc pod uwagę możliwość identyfikacji osoby na podstawie charakteru pisma?
  2. Czy opracowano i wdrożono procedurę anonimizacji treści dokumentów publikowanych na stronie internetowej oraz w mediach społecznościowych, a jeśli tak – czy uwzględnia ona zasady uniemożliwiające rozpoznanie autora protestu?
  3. Czy w opracowywaniu procedury anonimizacji uczestniczył Inspektor Ochrony Danych, lub czy została ona przez niego zaopiniowana?
  4. Jakie zasady zawarte są w przyjętej procedurze anonimizacji, w szczególności dotyczące okoliczności, sposobu oraz katalogu danych podlegających ukryciu?
  5. Jakie zasady obowiązują w zakresie udostępniania treści zawierających dane osobowe na stronach internetowych oraz w mediach społecznościowych administratora?

Organ oczekuje także dowodów potwierdzających skuteczne zabezpieczenia zapobiegające identyfikacji osób fizycznych.

Stan prawny

Podstawą interwencji Prezesa UODO jest art. 58 ust. 1 lit. a) i e) RODO, który przyznaje organowi nadzorczemu uprawnienie do nakazania administratorowi udzielenia wszelkich informacji niezbędnych do realizacji jego zadań oraz prowadzenia postępowań wyjaśniających. Kluczowe znaczenie mają tu również definicje „danych osobowych” oraz „identyfikowalności osoby fizycznej” (art. 4 pkt 1 RODO).

W świetle orzecznictwa TSUE (np. wyrok z 20.12.2017 r., C-434/16, Nowak, Legalis; z 19.10.2016 r., C-582/14, Breyer, Legalis) oraz krajowych interpretacji, dane umożliwiające zidentyfikowanie osoby bezpośrednio lub pośrednio, nawet w sposób nieoczywisty (np. po charakterze pisma, kontekście treści czy innych cechach dokumentu), uznawane są za dane osobowe.

W tym kontekście protesty wyborcze, mimo że formalnie zanonimizowane (tj. bez wskazania imienia i nazwiska), mogą nadal stanowić dane osobowe, jeżeli możliwe jest ustalenie tożsamości autora dokumentu – np. przez znajomość jego charakteru pisma lub treści pozwalające na jego powiązanie z konkretną sytuacją życiową.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Podsumowanie

Pismo Prezesa UODO w sprawie publikacji protestów wyborczych przez Sąd Najwyższy wpisuje się w szerszy trend zaostrzania standardów anonimizacji dokumentów udostępnianych publicznie. Organy publiczne, w tym sądy, powinny zrewidować swoje praktyki pod kątem ryzyka niezamierzonego ujawnienia danych osobowych w dokumentach pozornie zanonimizowanych. Niewystarczająca anonimizacja może skutkować naruszeniem przepisów RODO i pociągnięciem do odpowiedzialności administratora danych.

Komentarz

Sprawa podniesiona przez Prezesa UODO unaocznia istotny problem związany z publikacją dokumentów procesowych w internecie i mediach społecznościowych, w szczególności w kontekście ich ręcznego charakteru. Nawet w przypadku anonimizacji formalnej (usunięcia danych bezpośrednio identyfikujących), możliwe jest, że cechy indywidualne pisma lub specyfika treści umożliwią identyfikację osoby fizycznej, co oznacza, że dokument nadal podlega reżimowi RODO.

Prezes UODO zasadnie wskazuje na konieczność zapewnienia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych w celu zanonimizowania treści w sposób uniemożliwiający identyfikację osoby, np. przez zastosowanie transkrypcji, rezygnację z publikowania skanów odręcznych dokumentów lub ich cyfrowe „oczyszczenie”. Szczególnie niepokojąca z punktu widzenia ochrony danych wydaje się być publikacja fotografii akt sądowych na platformach społecznościowych, gdzie kontrola nad dalszym rozpowszechnianiem treści jest ograniczona.

Jeśli SN nie wdrożył odpowiedniej procedury anonimizacji lub nie uzyskał opinii Inspektora Ochrony Danych, może narazić się na zarzut naruszenia zasad przetwarzania danych osobowych, w tym zasady minimalizacji i ograniczenia celu (art. 5 ust. 1 lit. b) i c) RODO).

Sprawa ta może również mieć szersze znaczenie dla sądów powszechnych, organów administracji publicznej i innych instytucji publikujących dokumenty pochodzące od obywateli – w tym petycje, skargi, wnioski czy interwencje – które zawierają treści tworzone odręcznie. W każdym z tych przypadków kluczowe będzie ustalenie, czy zastosowane środki techniczne i organizacyjne rzeczywiście eliminują możliwość identyfikacji osoby fizycznej.

Pismo Prezesa UODO z 4.7.2025 r., DKN.5101.195.2025

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Prawo musi sprzyjać megaprojektom

Decyzja urzędnika niskiej rangi w sprawie małego motyla może zablokować wielką inwestycję popieraną przez rząd. To nie fikcja, to prawdziwe przypadki. Na podobne przeszkody zwracają uwagę członkowie Rady Legislacyjnej „Rz”. Wskazują, że nadmiar przepisów, często sprzecznych ze sobą, a także braki fachowej kadry urzędniczej są barierami dla wielkich inwestycji o znaczeniu dla całego kraju. Bo budowa elektrowni jądrowej, portów lotniczych czy kolei dużych prędkości to nie tylko fantazje, ale wręcz konieczność, jeśli Polska chce pozostać w gronie rozwiniętych państw Europy i świata.

Chaos prawny

Członkowie Rady dostrzegają, że dotychczas rządzący próbowali usprawniać różne procedury budowlane czy środowiskowe, tworząc specjalne ustawy dotyczące konkretnych inwestycji. Mamy zatem takie akty o elektrowni jądrowej, Centralnym Porcie Komunikacyjnym oraz kilka innych.

Jednak Rada zgodnie wskazuje, że stworzyło to chaos prawny, bo dla każdego takiego przedsięwzięcia stworzono nieco inne procedury i warunki wydawania decyzji. Dlatego członkowie Rady sugerują, by stworzyć raczej jedną ramową ustawę, która uprości i ujednolici tryb postępowania dla inwestycji o znaczeniu strategicznym. Powinna ona przewidywać wydawanie zintegrowanych pozwoleń dla inwestorów, dotyczących równocześnie spraw budowlanych, środowiskowych i wielu innych.

Eksperci przestrzegają jednak, że sama taka ustawa nie musi rozwiązać problemów z realizacją wielkich inwestycji, jeśli będzie źle skonstruowana lub opacznie stosowana. Jako przykład podają podobną ustawę obowiązującą od trzech dekad w Niemczech.

– Pod rządami tej ustawy budowa lotniska w Berlin-Brandenburg przedłużyła się wielokrotnie, a koszt był znacząco wyższy. Za to inwestycja Tesli w Brandenburgii powstała w 2,5 roku, czyli szybciej niż wiele innych. Tu pomogła sprawność podejmowania decyzji oraz zainteresowanie rządu kanclerz Angeli Merkel – zauważa dr Paweł Kuglarz z Instytutu Allerhanda.

Sugeruje on, że polska ramowa ustawa inwestycyjna mogłaby rozwiązać wiele pojawiających się dziś biurokratycznych problemów, w tym bezwład decyzyjny niektórych organów.

– Wiele inwestycji odwleka się w czasie z powodu niewydawania decyzji przez Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska – mówi dr Kuglarz.

W dyskusji członków Rady wziął też udział Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rz”. Przytoczył on przykład z USA, gdzie też stworzono specjalne prawo, które miało ułatwić budowę fabryki chipów. – Do tej ustawy włączono cały bagaż przepisów socjalnych i równościowych, w wyniku czego procedury wcale się nie uprościły, a inwestycji to zaszkodziło – wspominał Szułdrzyński.

Dobre praktyki

Usprawnieniu złożonego procesu inwestycyjnego mogłoby pomóc też powołanie centralnej instytucji, korzystającej z wiedzy i doświadczenia osób, które już budowały autostrady czy elektrownie. Jest o tym przekonany Marcin Krakowiak, radca prawny i partner w DZP, szef Praktyki Infrastruktury i Energetyki w tej kancelarii. Jego zdaniem taka instytucja do spraw projektów transformacyjnych powinna wykorzystać zasoby już istniejących agend państwowych, jak np. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.

– Agencja dzieliłaby się tymi doświadczeniami z innymi podmiotami, a to pozwoliłoby na upowszechnienie wzorców dla urzędników i całej strony publicznej inwestycji – twierdzi ekspert.

Przyspieszeniu procesu inwestycyjnego, zresztą nie tylko w przypadku wielkich inwestycji, mogłoby służyć też opracowanie kodeksu dobrych praktyk, związanych z realizacją kompleksowych przedsięwzięć. – Warto powołać zespół ekspertów, który by na jego podstawie wspomagał różne organy w podejmowaniu decyzji. Być może taką rolę należałoby przyznać ośrodkom naukowo-badawczym, w których już mamy takich ekspertów – twierdzi dr Paweł Kuglarz.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Rewizja przepisów

Aby usprawnić realizację wielkich projektów (a także tych mniejszych), potrzebne są też zmiany w już istniejących ustawach. Członkowie Rady wskazują tu m.in. przepisy dotyczące ochrony przyrody. Wprawdzie ich cel jest słuszny, ale często bywają one źle rozumiane. Zauważają, że wiele inwestycji zajmuje setki lub wręcz tysiące hektarów, ale gdy na ledwie kilku tych hektarach jest siedlisko chronionego motyla czy chomika – inspektor ochrony środowiska potrafi zablokować całą inwestycję.

– Cenna byłaby też rewizja przepisów dotyczących udziału organizacji społecznych w procedurach związanych z ekologią. Nie można oczywiście odmawiać im udziału, ale niech będą to organizacje reprezentatywne – postuluje Marcin Krakowiak.

Wśród innych pomysłów na usprawnienie inwestycji Rada wskazuje też na zmiany w przepisach o zamówieniach publicznych. Jej eksperci postulują przyznanie Urzędowi Zamówień Publicznych większej niż dziś niezależności. Pojawiła się też propozycja, by urząd ten mógł wydawać wiążące interpretacje przepisów o zamówieniach publicznych. Takie indywidualne interpretacje, podobnie jak w prawie podatkowym, odnosiłyby się do konkretnej sytuacji danego inwestora i zapewniałyby mu pewność, że prawo nie zostanie zastosowane ze szkodą dla niego.

Członkowie Rady podkreślają też, że przyszłe przepisy i praktyka powinny się skupiać na promowaniu polskich firm w kontraktach na krajowe inwestycje, także te największe. Dziś krajowe firmy są głównie podwykonawcami zagranicznych gigantów. Wiedzą wprawdzie, jak budować, ale same nie mają na tyle własnego kapitału i zdolności finansowej, by móc realizować inwestycje o wartości wielu miliardów złotych. Tworzenie takich „narodowych czempionów” zdolnych być głównymi wykonawcami wielkich inwestycji wymaga jednak lat ich rozwoju i to w warunkach sprzyjających zdobywaniu doświadczeń i akumulacji kapitału.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Piotr Podgórski

członek zarządu Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl

Trzeba powiedzieć stanowcze „nie” praktyce uchwalania specustaw dotyczących pojedynczych dużych projektów inwestycyjnych. Powoduje to chaos w systemie prawnym, polegający na niepotrzebnym mnożeniu różnych procedur, co prowadzi do fragmentacji i erozji prawa. Potrzebna jest jedna ramowa ustawa o realizacji inwestycji o znaczeniu strategicznym, która kompleksowo regulowałaby całość spraw związanych z wielkimi przedsięwzięciami. Cenne byłoby też wprowadzenie dla takich przypadków zintegrowanych pozwoleń inwestycyjnych zamiast licznych zgód środowiskowych, pozwoleń budowlanych itp. To znacząco usprawniłoby proces inwestycyjno-budowlany. Postuluję, aby również w innych sprawach, dotyczących nie tylko wielkich projektów, stosować tzw. milczącą zgodę w przypadku braku podjęcia decyzji w terminie określonym przepisami prawa.

Oprócz rozwiązań prawnych konieczne są też intensywne szkolenia dla urzędników zaangażowanych w proces inwestycyjny, a także cyfryzacja całego tego procesu.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Marek Kowalski

przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich

Konieczna jest zmiana pozycji ustrojowej prezesa Urzędu Zamówień Publicznych – zresztą nie tylko z przyczyn związanych z wielkimi inwestycjami. Dziś reprezentuje on wyłącznie stronę zamawiającą, co nie sprzyja polskim wykonawcom. A przecież z realizacji zamówienia publicznego powinni być zadowoleni wszyscy, nie tylko państwo. Stanowisko Prezesa UZP powinno być kadencyjne, a większa rola powinna przypaść Radzie Zamówień Publicznych. Grupuje ona osoby z dużym doświadczeniem, które w praktyce nie jest w pełni wykorzystywane.

Wszelkie zmiany w prawie i praktyce powinny dążyć do wzmocnienia polskich firm budowlanych. Dziś bowiem mają know-how, ale żadna z nich nie dysponuje takim potencjałem finansowym, by zrealizować inwestycje powyżej 1 mld zł. To da się osiągnąć stopniowo, zapewniając coraz większy udział rodzimych przedsiębiorców w realizacji dużych projektów inwestycyjnych. Jednym ze sposobów na to byłoby stosowanie kryterium śladu węglowego. Budowa w Polsce z wykorzystaniem rodzimych firm i surowców oznacza krótsze łańcuchy dostaw i mniej kosztów transportu, a zatem mniejszy ślad węglowy.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr Łukasz Bernatowicz

prezes Związku Pracodawców BCC

Aby w trakcie realizacji wielkich projektów inwestorzy nie byli nieprzyjemnie zaskakiwani biurokratycznymi przeszkodami, należy zmienić dzisiejsze prawo budowlane, które nie przystaje do wielkich projektów. Takie przedsięwzięcia przekraczają swoim zasięgiem granice gmin, powiatów, a nawet województw. Realizacja takich inwestycji wymaga doprowadzenia wody, energii elektrycznej czy budowy dróg. Dlatego cenne byłyby zintegrowane pozwolenia, a także planowanie w skali makro. Można by w polskim prawie wykorzystać elementy standardowych warunków kontraktowych FIDIC. Warto stosować też politykę wspierania polskich inwestorów, by przy tej okazji wykreować rodzimych czempionów rynku budowlanego.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Jacek Cieplak

wiceprezes Pracodawców RP

Kluczowe jest uproszczenie procedur legislacyjnych i administracyjnych w taki sposób, aby możliwe było szybkie i sprawne realizowanie wielkich projektów inwestycyjnych. Obecny model, oparty na specustawach dotyczących poszczególnych inwestycji, nie zdaje egzaminu. Potrzebujemy ogólnych przepisów, które będą skutecznie wspierać realizację różnych typów przedsięwzięć – niezależnie od tego, czy chodzi o elektrownie jądrowe, lotniska czy infrastrukturę drogową. Takie rozwiązania pozwolą znacząco przyspieszyć procesy i zwiększyć udział polskich przedsiębiorców w realizacji kluczowych inwestycji.

Zmiany powinny jednak wykraczać poza samą legislację. Potrzebujemy spójnej, długofalowej strategii państwa w zakresie megaprojektów – odpornej na zmiany polityczne i wspieranej szerokim konsensusem. Dobrym miejscem do jej wypracowania jest Rada Dialogu Społecznego, która łączy rząd, pracodawców i związki zawodowe.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź