Korzystne dla pasażerów linii lotniczych stanowisko Trybunału
Stan faktyczny
AD i dwóch innych pasażerów lotniczych kupili w Iberia Líneas Aéreas de España SA Operadora Unipersonal (dalej jako: Iberia) lot z Frankfurtu nad Menem do Panama City (Panama), który odbyli 15.12.2021 r. Ponieważ ich bagaż nie przybył w odpowiednim czasie do Panama City, w tym samym dniu AD zgłosił jego zaginięcie w Iberia. AD poinformował, że jeśli ów przewoźnik nie skontaktuje się z nim później niż 18 grudnia, to zakupią sprzęt zastępczy. Wobec braku odpowiedzi ze strony Iberii zakupili oni ten sprzęt zastępczy. Dopiero po jego zakupie, tj. 20 grudnia, ich bagaż został dostarczony do Panama City.
W pozwie AD zażądał od Iberii zwrotu kosztów sprzętu zastępczego, kosztów podróży i ceny biletów na lot zastępczy. Sąd oddalił ową skargę na tej podstawie, że nie dochowano terminu do wniesienia skargi przewidzianego w art. 31 ust. 2 zd. 2 Konwencji z 28.5.1999 r. o ujednoliceniu niektórych zasad dotyczących międzynarodowego przewozu lotniczego (Dz.U. z 2007 r. Nr 37 poz. 235; dalej: PrzewLotK).
Rozpatrujący apelację Sąd zwrócił się z pytaniem prejudycjalnym, czy art. 31 ust. 2 zd. 2 Konwencji montrealskiej ustanawia bezwzględny termin prekluzyjny i należy go interpretować w ten sposób, że skarga musi zostać wniesiona w ciągu 21 dni od zwrotu bagażu, czy też może ona zostać wniesiona również przed zwrotem bagażu?
Stanowisko TS
Zgodnie z art. 3 ust. 1 rozporządzenia (WE) nr 889/2002 Parlamentu Europejskiego i Rady z 13.5.2002 r. zmieniającego rozporządzenie Rady (WE) nr 2027/97 w sprawie odpowiedzialności przewoźnika lotniczego z tytułu wypadków lotniczych (Dz.Urz. UE L z 2002 r. Nr 140, s. 2), odpowiedzialność przewoźnika lotniczego Unii Europejskiej w odniesieniu do pasażerów i ich bagażu podlega postanowieniom Konwencji montrealskiej, określającym tę odpowiedzialność. Zatem od dnia wejścia w życie Konwencji montrealskiej w odniesieniu do Unii, czyli od 28.6.2004 r., postanowienia tej Konwencji stanowią integralną część porządku prawnego UE, a Trybunał jest właściwy do orzekania w trybie prejudycjalnym w przedmiocie jej wykładni (wyrok TS z 17.2.2016 r., Air Baltic Corporation, C-429/14, Legalis, pkt 22, 23).
W art. 31 Konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów z 23.5.1969 r. (Recueil des traités des Nations unies, vol. 1155, s. 331), która odzwierciedla międzynarodowe prawo zwyczajowe, i której postanowienia stanowią część porządku prawnego Unii, uściślono, że Traktat należy interpretować w dobrej wierze, zgodnie ze zwykłym znaczeniem, jakie należy przypisywać użytym w nim wyrazom w ich kontekście, oraz w świetle jego przedmiotu i celu (wyrok TS z 20.10.2022 r., Laudamotion, C-111/21, Legalis, pkt 22).
Z treści art. 31 ust. 2 zd. 2 Konwencji montrealskiej wynika, że w przypadku opóźnienia w odbiorze bagażu lub ładunku jego odbiorca jest zobowiązany do powiadomienia przewoźnika o swojej skardze najpóźniej w terminie 21 dni od dnia, w którym bagaż lub ładunek zostały oddane do jego dyspozycji. O ile przepis ten ustanawia termin zawity wynoszący 21 dni od daty udostępnienia bagażu na złożenie takiej skargi, o tyle określa on jedynie ostatni dzień terminu, po upływie którego co do zasady nie jest już możliwe skuteczne wniesienie tej skargi. W ocenie TS językowa wykładnia tego przepisu sugeruje, że ta skarga może zostać wniesiona w dowolnym momencie między stwierdzeniem opóźnienia w dostawie bagażu lub ładunku a upływem tego terminu, a więc nawet przed tą datą. Zatem chociaż art. 31 ust. 2 Konwencji montrealskiej nie przewiduje wyraźnie możliwości wniesienia skargi przed datą oddania danego bagażu do dyspozycji, to przepis ten można interpretować w ten sposób, że skargę na jego podstawie można złożyć przed tą datą.
Odnosząc się do kontekstu art. 31 ust. 2 zd. 2 Konwencji montrealskiej, TS stwierdził, że art. 31 ust. 1 Konwencji montrealskiej przewiduje, iż odebranie bagażu rejestrowanego bez wniesienia skargi przez osobę posiadającą tytuł do tego bagażu stwarza wzruszalne domniemanie, że bagaż ten został dostarczony w dobrym stanie i zgodnie z dokumentem przewozowym lub zapisem zawartym w innych środkach określonych w art. 3 ust. 2 tej Konwencji. Tak więc celem skargi takiej jak rozpatrywana w postępowaniu głównym, skierowanej przez pasażera do przewoźnika lotniczego, jest poinformowanie tego przewoźnika o tym, że bagaż rejestrowany nie został dostarczony w dobrym stanie lub zgodnie z dokumentem przewozowym lub zapisem zawartym w innych środkach określonych w art. 3 ust. 2 tej Konwencji (wyrok TS z 12.4.2018 r., Finnair, C-258/16, Legalis, pkt 50), w szczególności w odniesieniu do momentu, w którym miała nastąpić ta dostawa.
Zgodnie z art. 19 zd. 1 Konwencji montrealskiej, „przewoźnik ponosi odpowiedzialność za szkodę wynikłą z opóźnienia w przewozie lotniczym osób, bagażu lub ładunku”. Wynika stąd, że art. 31 ust. 1 tej Konwencji, odczytywany w świetle jej art. 19 zd. 1, należy interpretować w ten sposób, że skarga złożona przez danego pasażera, taka jak ta, która została wniesiona w niniejszej sprawie, ma na celu poinformowanie przewoźnika lotniczego o istnieniu szkody wynikłej z opóźnienia w przewozie lotniczym bagażu lub ładunku (wyrok Finnair, pkt 52). Zatem TS uznał, że z kontekstu, w jaki wpisuje się art. 31 ust. 2 zd. 2 Konwencji montrealskiej, wynika również, że szkoda wynikająca z opóźnienia w przewozie bagażu drogą powietrzną powinna móc zostać zgłoszona przewoźnikowi lotniczemu od chwili, w której dany pasażer dowie się o tym opóźnieniu, a najpóźniej w ciągu 21 dni od dnia, w którym bagaż ten zostanie oddany do jego dyspozycji, przy czym pasażer ten nie musi czekać na oddanie mu do dyspozycji owego bagażu.
Trybunał wskazał, że powyższe stanowisko potwierdza również treść art. 19 zd. 2 Konwencji montrealskiej. Postanowienie to przewiduje, że przewoźnik nie ponosi odpowiedzialności za szkodę wynikłą z opóźnienia, jeśli udowodni, że on sam oraz jego pracownicy i agenci podjęli wszystkie rozsądnie konieczne środki, aby uniknąć szkody, lub że niemożliwe było podjęcie przez nich takich środków.
Sąd odsyłający wskazał, że przekazanie danemu przewoźnikowi skargi dotyczącej opóźnienia w przewozie bagażu przed dniem, w którym dany bagaż zostaje oddany do dyspozycji odbiorcy, może umożliwić temu przewoźnikowi jak najszybsze zebranie dowodów niezbędnych do przedstawienia takiego dowodu i zwolnienie go w ten sposób z odpowiedzialności na mocy tego przepisu.
Trybunał stwierdził, że powyższa wykładnia jest również zgodna z celami realizowanymi przez Konwencję montrealską. Zgodnie bowiem z motywem trzecim tej Konwencji państwa będące jej stronami, świadome „wagi zapewnienia ochrony interesów konsumentów w międzynarodowym przewozie lotniczym i potrzeby sprawiedliwej rekompensaty opartej na zasadzie naprawienia szkody”, postanowiły przewidzieć system nieograniczonej odpowiedzialności przewoźników lotniczych. Taki system oznacza, jak wynika z akapitu piątego tej Konwencji, „sprawiedliwą równowagę interesów” przewoźników lotniczych i pasażerów – wyrok TS z 6.7.2023 r., Austrian Airlines (Pierwsza pomoc medyczna na pokładzie statku powietrznego), C-510/21, Legalis. Tymczasem wykładnia art. 31 ust. 2 zd. 2 Konwencji wykluczająca możliwość wniesienia przez zainteresowanych pasażerów skargi z powodu opóźnienia w przewozie bagażu przed dniem, w którym ich bagaż został im oddany do dyspozycji, naruszałaby tę równowagę, uzależniając dopełnienie formalności wniesienia skargi od dodatkowej przesłanki, która nie jest niezbędna, a która ponadto byłaby sprzeczna z interesami przewoźników.
Reasumując TS orzekł, że art. 31 ust. 2 zd. 2 Konwencji montrealskiej należy interpretować w ten sposób, iż skargę z powodu opóźnienia w przewozie bagażu można złożyć przed dniem, w którym dany bagaż został oddany do dyspozycji jego odbiorcy.
Komentarz
Korzystne dla pasażerów linii lotniczych stanowisko Trybunału!
W niniejszym wyroku TS dokonał wykładni językowej, systemowej i celowościowej art. 31 ust. 2 zd. 2 Konwencji montrealskiej. W tym postanowieniu uregulowano termin na złożenie skargi przez pasażera linii lotniczych w związku z opóźnieniem w dostarczeniu jego bagażu. Z wyroku wynika, że pasażer, którego bagaż nie został dostarczony, nie musi czekać na wydanie tego bagażu, aby wnieść skargę z żądaniem odszkodowania. Przy czym musi to zrobić maksymalnie w ciągu 21 dni od daty udostępnienia bagażu. Tylko ten termin 21 dni od dnia zwrotu bagażu ma charakter terminu zawitego.
Wyrok TS z 5.6.2025 r., Iberia (Wcześniejsza skarga), C-292/24
WIBOR? Stało się coś ważnego
Przeczytam państwu kilka medialnych nagłówków z 11 czerwca: „Kredyt z WIBOR-em uczciwy czy nie? Dla banków wyrok TSUE może otworzyć puszkę Pandory”. „Nadchodzi przełom dla kredytobiorców”. „Złoty w opałach”. „Polacy czekają na to, co się wydarzy…”. Co się zatem przełomowego wydarzyło 11 czerwca w Luksemburgu?
Anna Cudna-Wagner: Odbyła się rozprawa przed TSUE. Tylko tyle i aż tyle. Wcześniej nie brakowało głosów, że będzie wyrok. Takie sugestie były nieuprawnione, bo nigdy wyrok TSUE nie zapada w dniu rozprawy. Zwłaszcza jeśli ma zostać wcześniej ogłoszona opinia rzecznika generalnego. W tej sprawie poznamy ją 11 września. Wyroku możemy się zatem spodziewać w grudniu 2025 r. lub w pierwszym kwartale 2026 r.
Michał Romanowski: Coś ważnego się jednak zdarzyło 11 czerwca. Mianowicie pełnomocnik powoda kredytobiorcy zmienił zasadnicze żądanie, które przedstawił. Na etapie powództwa – stąd też te alarmujące nagłówki, które pani redaktor przeczytała – domagał się uznania, że konstrukcja kredytu hipotecznego, gdzie elementem tak zwanej raty odsetkowej jest WIBOR, jest z natury rzeczy nieuczciwa. Na rozprawie powiedział, że on nie kwestionuje wskaźnika WIBOR jako takiego ani jego zgodności z BMR, natomiast kwestionuje rzetelność informacji, które bank przekazywał klientowi. Zatem można powiedzieć, że po rozprawie niesporne jest to, że umowy kredytu hipotecznego oparte na WIBOR-ze są legalne i sam wskaźnik jest wskaźnikiem uczciwym, natomiast istota obecnie zarzutu sprowadza się do tego, czy bank należycie, czy nienależycie wykonał obowiązki informacyjne. To jest bardzo duża zmiana. Z pewną dozą optymizmu powiem, że rynek finansowy może spać spokojnie, dlatego że zasadnicza konstrukcja nie jest już kwestionowana. Bylibyśmy zatem zaskoczeni, gdyby została zakwestionowana na poziomie wyroku TSUE.
Przypomnijmy, co było źródłem sprawy, która trafiła do Trybunału.
A.C.W.: Były to cztery pytania prejudycjalne Sądu Okręgowego w Częstochowie. Sąd zadał je kaskadowo, to znaczy każde kolejne jest zasadne tylko wtedy, jeżeli odpowiedź na wcześniejsze jest niekorzystna dla banku. Jakie są te cztery pytania? Po pierwsze, sąd pyta, czy klauzula odsetkowa mająca konstrukcję WIBOR plus marża w ogóle może być badana na gruncie dyrektywy 93/13 w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Bo sama dyrektywa stanowi, że nie znajduje ona zastosowania, jeśli klauzula umowna stanowi odzwierciedlenie przepisów prawa. Przyjmuje się, że w takim przypadku o uczciwość klauzuli zadbał już ustawodawca.
Drugie pytanie zmierza do stwierdzenia, czy warunek odsetkowy określa główne świadczenie, główny przedmiot umowy kredytowej. Znów, jeśli tak jest, to badamy tylko przejrzystość klauzuli, czy ona jest jasna, zrozumiała. Jeśli klauzula odsetkowa jest przejrzysta, to nie przechodzimy do badania tego, czy zapewnia ona równowagę stron, tj. czy jest uczciwa.
Trzecie pytanie jest o uczciwość: czy taka klauzula WIBOR plus marża gwarantuje równowagę stron? Czwarte natomiast zmierza do uzyskania odpowiedzi, jakie byłyby ewentualne konsekwencje, gdyby taki warunek odsetkowy był nieuczciwy. Czy umowa przekształca się w kredyt ze stałą stopą procentową, czy jak w przypadku franków upada. Przy czym TSUE zdecydował, że podczas rozprawy nie będzie rozważane to ostatnie pytanie i zostaliśmy poproszeni o nieprzedstawianie stanowiska w tej kwestii.
Czy wyrok TSUE jest tu rzeczywiście niezbędny? Czy może polski sąd, jak to czasem bywa, postanowił podrzucić gorący kartofel komuś innemu?
A.C.W.: Myślę, że polski sąd poradziłby sobie. Natomiast taka zwiększona liczba pytań do TSUE nie jest polską specyfiką, ale także sądów włoskich czy niemieckich. Jesteśmy na trzecim miejscu z wynikiem ok. 40 pytań rocznie.
M.R.: Kiedyś narzekaliśmy, że polskie sądy nie zadają pytań do TSUE, być może teraz wahadło przechyliło się w drugą stronę. Pamiętajmy jednak, że każda tego typu sprawa pełni istotną funkcję edukacyjną, jeżeli chodzi o interpretację prawa unijnego. A tę TSUE zakwalifikował jako sprawę o krytycznym znaczeniu dla prawa całej Unii Europejskiej.
A.C.W.: Zazwyczaj sprawy przed TSUE rozpoznaje panel trzech sędziów. Tutaj mamy pięciu sędziów. Już samo to świadczy o jej randze.
M.R.: Bo w istocie zaczynamy sobie zadawać pytania nie tylko o to, czy z domniemania uczciwości korzystają przepisy prawa krajowego, a wtedy dyrektywa nie znajduje zastosowania, ale i czy z takiego domniemania uczciwości korzysta prawo UE. W tej sprawie punktem odniesienia jest tak zwane rozporządzenie BMR. Podczas rozprawy padło pytanie, czy prawodawca europejski, niczym Dr Jekyll i Mr Hyde, raz jest uczciwy, a raz jest nieuczciwy. Bo nie mamy wątpliwości, że dyrektywa 93/13 ma zapewnić uczciwość umów z konsumentami, a w tej sprawie w przypadku rozporządzenia BMR, którego celem – wprost wyrażonym w rozporządzeniu – jest także ochrona konsumentów, rozważamy, czy zapewnia ono uczciwość warunku odsetkowego, który jest zgodny z tym rozporządzeniem. Dlatego możemy mówić o precedensowej sprawie, która ma wpływ nie tylko na Polskę, ale na cały rynek finansowy Unii Europejskiej. Wyraźnie wskazywały na to w swoich stanowiskach Portugalia i Komisja Europejska.
Stanowiska KE, Portugalii, polskiego rządu i państwa jako pełnomocników banku okazały się zbieżne.
M.R.: Byliśmy jak jeden mąż.
A.C.W.: Co do pierwszego pytania prezentowaliśmy stanowisko, że z przepisów prawa zarówno polskiego, jak i europejskiego wynika szersza norma, zgodnie z którą bank oferujący zmienne oprocentowanie musi zastosować model: wskaźnik referencyjny plus marża. Tak też zrobił. Postanowienie umowne, które mówi: WIBOR plus marża, mieści się w tej szerszej normie. Dlatego my uważamy, że tutaj znajduje zastosowanie wyłączenie spod oceny na gruncie dyrektywy 93/13. Dostaliśmy w tym zakresie wsparcie ze strony Polski, ze strony Portugalii, a także Komisji Europejskiej. KE kładła nacisk na to, że rozporządzenie BMR, które w swej treści wskazuje, że jego celem jest także ochrona konsumenta, jest regulacją gwarantująco równowagę i uczciwość. I jeżeli posługujemy się wskaźnikiem w rozumieniu BMR, to badanie tego wskaźnika na gruncie dyrektywy jest wyłączone. To badanie już nastąpiło wcześniej, dokonały go polski Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, ale, co ważne, również Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA). Co do drugiego pytania, my bardzo mocno akcentowaliśmy, że rozporządzenie BMR zmieniło dyrektywę o kredycie hipotecznym, której implementacją jest nasza ustawa o kredycie hipotecznym. I tam wskazano, że należy przekazać konsumentowi nazwę wskaźnika, nazwę administratora oraz konsekwencje zastosowania wskaźnika. I konsumenci to dostali. Bank przekazał informację, co się wydarzy, jeżeli WIBOR wzrośnie do 3, 5, 10, 15 procent.
A jeśli chodzi o uczciwość?
A.C.W.: Wszyscy, z wyjątkiem strony konsumenckiej, zgodnie twierdziliśmy, że jeżeli bank posłużył się modelem wymaganym przez prawo krajowe i europejskie, czyli wskaźnik referencyjny plus marża, to model zgodny z prawem nie może być nieuczciwy. Ponadto jest to model najbardziej powszechny. WIBOR jest wskaźnikiem kluczowym stosowanym w niemalże 100 procentach umów ze zmiennym oprocentowaniem. Jeżeli warunek odsetkowy jest warunkiem powszechnie stosowanym na rynku, to również ta okoliczność świadczy o uczciwości. Te dwa kryteria, tj. to, czy warunek umowny nie stawia konsumenta w mniej korzystnej sytuacji niż model ustawowy oraz powszechność warunku umownego, wynikają z orzecznictwa TSUE, np. w sprawie C-265/22, w której opinię sporządzała rzecznik generalna Laila Medina. Pani rzecznik będzie sporządzała opinię także w naszej sprawie.
M.R.: Rozporządzenie BMR pojawiło się jako odpowiedź na nieprawidłowości, które występowały z LIBOR-em. I stało się takim swoistego rodzaju certyfikatem uczciwości wskaźników referencyjnych, które są objęte tym rozporządzeniem i rozporządzeniem wykonawczym Komisji Europejskiej. I ta certyfikacja, dokonywana w interesie konsumenta, jest wielostopniowa, bo dokonywana przez KNF i ESMA. Drugą kwestią, i o nią będzie się toczył spór, co zresztą wyraźnie zostało podkreślone przez pełnomocnika powoda, jest to, czy konsument powinien dostać wszystkie informacje na temat metody ustalania WIBOR. Bo np. jeżeli idziemy do restauracji i zamawiamy danie, to kucharz ma obowiązek wyjść i pokazać nam wszystko, co przyczyniło się do powstania potrawy, czy wystarczy, jak kelner nam powie, jaką mamy rybkę i skąd ona pochodzi?
A.C.W.: Prawodawca upoważnił określone organy krajowe i europejskie do certyfikowania tych wskaźników oraz do ich kontroli, zdejmując ten ciężar, a raczej odbierając taką możliwość innym organom, w szczególności sądom. Tu mówimy o pewnym podziale kompetencji. Zaznaczę, że wspomniana kontrola odbywa się systematycznie, w przypadku WIBOR co dwa lata. Komunikat w sprawie ostatniej cyklicznej oceny WIBOR, obejmującej okres od grudnia 2022 r. do grudnia 2024 r., został opublikowany przez KNF 29 maja. Komunikat zawierał pozytywną ocenę i potwierdzał, że WIBOR „utrzymuje zdolność do pomiaru rynku oraz realiów gospodarczych, do pomiaru których został ustalony”. Świadczy to o zdatności tego wskaźnika do ustalania oprocentowania w umowach kredytowych.
Zafrapowały mnie słowa prof. Romanowskiego o wycofaniu się pełnomocnika powoda z części pierwotnych żądań. Często się to zdarza podczas rozpraw przed TSUE?
M.R.: Z moich doświadczeń wynika, że nie. Przyznam, że byłem zaskoczony, pozytywnie rzecz jasna. Myślę, że pełnomocnik powoda zmienił taktykę po realistycznym dokonaniu oceny szans. I używając języka sportowego, zrezygnował z walki tam, gdzie jest ona skazana na niepowodzenie.
Jak organ sprawdza kompletność projektu budowlanego?
Stan faktyczny
NSA rozpoznał skargę kasacyjną od wyroku WSA w Gliwicach z 28.6.2022 r. II SA/Gl 199/22, Legalis w sprawie ze skargi na decyzję Wojewody Śląskiego w przedmiocie pozwolenia na budowę i skargę kasacyjną oddalił.
Wcześniej skargę oddalił WSA.
W wywiedzionej skardze kasacyjnej wskazano na naruszenie m.in.:
- art. 35 ust. 1 pkt 3 PrBud poprzez jego błędną wykładnię skutkującą bezzasadnym, nadmiernym ograniczeniem zakresu badania przez organ administracji kompletności projektu budowlanego, co stanowi warunek wydania pozwolenia na budowę,
- art. 35 ust. 3a lit. a w zw. z art. 34 ust. 3 pkt 3 lit. d PrBud w zw. z § 4 ust. 2 pkt 3, § 4 ust. 3 pkt 3 lit. a i § 7 ust. 3 rozporządzenia Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z 25.4.2012 r. w sprawie ustalania geotechnicznych warunków posadawiania obiektów budowlanych (Dz.U. z 2012 r. poz. 463; dalej: WarGeotechObBudR) poprzez ich niezastosowanie w okolicznościach niniejszej sprawy, skutkujące uznaniem, iż organ wydający pozwolenie na budowę nie ma obowiązku weryfikacji, czy projekt budowlany złożony wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę zawiera wymaganą przepisami prawa dokumentację geologiczno-inżynierską, a tym samym – czy jest kompletny.
Stanowisko NSA
NSA skargi kasacyjnej nie uwzględnił.
Wskazał, że wymóg zawarcia w projekcie technicznym, w zależności od potrzeb wynikających ze specyfiki uwarunkowań danego terenu wyników badań geologiczno-inżynierskich oraz geotechnicznych warunków posadowienia obiektów budowlanych, zamieszczony został w art. 34 ust. 3 pkt 3 lit. d PrBud. Natomiast wymóg zawarcia w projekcie architektoniczno-budowlanym opinii geotechnicznej wynika z art. 34 ust. 3 pkt 2 lit. d PrBud. Z upoważnienia zawartego w art. 34 ust. 6 pkt 2 PrBud zostało wydane WarGeotechObBudR.
Zachowanie wymogów określonych w WarGeotechObBudR oceniać należy z uwzględnieniem norm art. 34-35 PrBud. W świetle art. 34 ust. 3 pkt 3 lit. d PrBud, uprawnione jest stwierdzenie, że wyniki badań geologiczno-inżynierskich oraz geotechniczne warunki posadawiania obiektów budowlanych stanowią część projektu budowlanego.
Zamieszczenie w projekcie technicznym wyników badań geologiczno-inżynierskich oraz geotechnicznych warunków posadawiania obiektów budowlanych jest uwarunkowane potrzebami w tym zakresie. Wynika to wprost z określenia „w zależności od potrzeb”. Z normy art. 34 ust. 3 pkt 3 lit. d PrBud należy zatem wywieść wniosek, iż nie jest to obligatoryjny element projektu budowlanego. W konsekwencji, od projektanta zależy zakres i rodzaj wykonanych badań (por. wyrok NSA z 4.7.2019 r., II OSK 757/19, Legalis; wyrok NSA z 17.11.2023 r., II OSK 470/21).
Kompetencji do merytorycznego sprawdzenia przez organ administracji architektoniczno-budowlanej opinii geotechnicznej nie można wywodzić z art. 35 ust. 1 pkt 3 PrBud. Z przepisu tego wynika kompetencja organu do sprawdzenia kompletności projektu budowlanego i posiadania m.in. wymaganych opinii.
W niniejszej sprawie organy administracji architektoniczno-budowlanej nie zakwestionowały kompletności projektu budowlanego. W aktach znajduje się projekt budowlany oraz opinia geotechniczna.
W opinii tej wskazano, że ze względu na przyjętą I kategorię geotechniczną obiektu budowlanego oraz stwierdzony stopień złożoności warunków gruntowych (warunki proste przy sugerowanym sposobie posadowienia), zgodnie z WarGeotechObBudR dokumentacja geotechniczna jest, dla potrzeb oceny geotechnicznej posadowienia przedmiotowej inwestycji wystarczająca i nie zachodzi potrzeba opracowywania dokumentacji geologiczno-inżynierskiej.
W projekcie budowlanym, z powołaniem się na dokumentację zawierającą wyniki badań, określono warunki gruntowe. W projekcie zagospodarowania terenu stwierdzono, że projektowany budynek zalicza się do pierwszej kategorii geotechnicznej. Wskazano, że na terenie inwestycji występują proste warunki gruntowe.
Jest oczywiste, że o zaliczeniu do stosownej kategorii decyduje projektant, który jest odpowiedzialny za wykonywanie funkcji zgodnie z przepisami i zasadami wiedzy technicznej oraz za należytą staranność w wykonywaniu pracy, jej właściwą organizację, bezpieczeństwo i jakość (art. 12 ust. 6 PrBud). W myśl art. 34 ust. 3d pkt 3 PrBud, do projektu zagospodarowania działki lub terenu, projektu architektoniczno-budowlanego oraz projektu technicznego dołącza się oświadczenie projektanta o sporządzeniu projektu zgodnie z obowiązującymi przepisami i zasadami wiedzy technicznej.
Komentarz
W omawianym orzeczeniu NSA już nie po raz pierwszy wskazał na zagadnienie zakresu kompetencji organu architektoniczno-budowlanego do badania kompletności projektu budowlanego. Organ nie może w tym badaniu ingerować w uprawnienia projektanta. Zakres uprawnień organów w postępowaniu o pozwolenie na budowę jest ograniczony treścią art. 35 ust. 1 PrBud oraz art. 35 ust. 4 PrBud. Nie przewiduje się tam możliwości weryfikacji złożonej dokumentacji projektowej ze stanem rzeczywistym. Projekt budowlany ma być kompletny i sporządzony przez wykwalifikowane osoby (art. 35 ust. 1 pkt 3 i pkt 4 PrBud). Za rozwiązania w nim przyjęte odpowiada wyłącznie projektant i to on ponosi pełną odpowiedzialność za wykazanie, że przyjęte rozwiązanie czy przedłożona dokumentacja są uzasadnione rzeczywistymi okolicznościami. Tak wypowiedział się wcześniej NSA w wyroku z 12.4.2023 r., II OSK 1093/20, Legalis.
Wyrok NSA z 14.5.2025 r., II OSK 2502/22, Legalis
Biała lista w Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy
Zgodnie z art. 96b ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 361; dalej: VATU), Szef Krajowej Administracji Skarbowej prowadzi w postaci elektronicznej wykaz podmiotów w odniesieniu do których naczelnik urzędu skarbowego nie dokonał rejestracji albo które wykreślił z rejestru jako podatników VAT oraz zarejestrowanych jako podatnicy VAT, w tym podmiotów, których rejestracja jako podatników VAT została przywrócona. Chodzi rzecz jasna o tzw. „białą listę” podatników VAT, czyli całkiem udane narzędzie Ministerstwa Finansów, w ramach którego – i to za darmo – podatnik może zweryfikować szereg szczegółowych danych swoich kontrahentów (w zasadzie to każdego podmiotu, który ma NIP, nazwę albo numer rachunku bankowego albo REGON). Biała lista jest udostępniana w Biuletynie Informacji Publicznej na stronie podmiotowej urzędu obsługującego ministra właściwego do spraw finansów publicznych w sposób umożliwiający sprawdzenie, w tym automatycznie, czy podmiot znajduje się w wykazie na wybrany dzień, przypadający nie wcześniej niż w okresie 5 lat poprzedzających rok, w którym podmiot jest sprawdzany.
Choć nie jest to najbardziej znany fakt, zgodnie z art. 96b ust. 9 VATU, dostęp do wykazu „białej listy” jest możliwy także za pośrednictwem systemu teleinformatycznego Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Planowane jest jednak dalsze poszerzenie dostępności „białej listy”.
Biała lista w Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy
Instytucja Punktu Informacji dla Przedsiębiorcy określona została w przepisach ustawy z 6.3.2018 r. o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy (t.j. Dz.U. z 2022 r., poz. 541; dalej: CEIDGU). Jest to dostępny na ministerialnych stronach centralny punkt kontaktowy, który ma na celu ułatwienie przedsiębiorcom dostępu do informacji i załatwiania spraw związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Za jego funkcjonowanie odpowiada Ministerstwo Rozwoju i Technologii, a jego celem jest wsparcie przedsiębiorców na każdym etapie – od założenia firmy po jej rozwój i zakończenie działalności. W punkcie można więc zarejestrować działalność gospodarczą, zmienić dane w CEIDG. Ale także – i to z perspektywy niniejszego wpisu najważniejsze – znaleźć szereg danych odnośnie przedsiębiorców różnej maści. Nawet tak szczegółowych jak adres do doręczeń elektronicznych czy informacja o kwalifikacjach zawodowych.
Ale w Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy nie można sprawdzić danych istotnych z punktu widzenia rejestracji VAT. To ma się zmienić. Celem omawianej nowelizacji jest bowiem zapewnienie przedsiębiorcom możliwości weryfikacji w jednym miejscu możliwie jak najszerszego zakresu informacji na temat podmiotów wykonujących działalność gospodarczą. Za pośrednictwem Punktu Informacji dla Przedsiębiorcy możliwe będzie sprawdzenie dla konkretnego przedsiębiorcy on-line i w jednym miejscu informacji czy dany przedsiębiorca został zarejestrowany w wykazie podatników VAT, czy też nie został z niego wykreślony. Dostęp do wykazu umożliwi przedsiębiorcom weryfikację kontrahentów biznesowych, a poprzez weryfikację rachunków bankowych stanowić ma istotny element wspierający procedurę dochowania należytej staranności, która ma istotne znaczenie z punktu widzenia obrony prawa do odliczenia podatku VAT w sytuacjach, gdy w łańcuchu dostaw doszło do oszustwa.
Zmiany w ww. zakresie mają wejść w życie 1.10.2025 r.
Komentarz
Zdaniem projektodawcy, propozycja publikacji informacji z wykazu podatników VAT wraz z danymi przedsiębiorcy wpisanego w CEIDG i KRS, które są możliwe do wyszukania w bazie przedsiębiorców na stronie: biznes.gov.pl, wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców. Stanowi przy tym istotne ułatwienie w prowadzeniu działalności gospodarczej oraz służy zapewnieniu bezpieczeństwa gospodarczego. Projekt zakłada współpracę i wymianę informacji pomiędzy systemami PIP i KAS (MF) w zakresie informacji zawartych w wykazie podatników VAT. Ma pełnić funkcję informacyjną (dostęp z jednego miejsca do takiego samego zakresu danych), przy zachowaniu odrębności tych baz. Szeroki zakres informacji i usług dostępnych za pośrednictwem Punktu Informacji dla Przedsiębiorcy pozwoli nie tylko wygodnie załatwiać sprawy urzędowe, ale także dbać o środowisko i bezpieczeństwo poprzez zmniejszenie liczby spraw załatwianych papierowo i zastąpienie ich usługami on-line. Nie bez znaczenia jest także kwestia zapewnienia bezpieczeństwa obrotu gospodarczego oraz potrzeby obywateli dotyczące możliwości realizacji swoich uprawnień lub obowiązków w sposób najprostszy, on-line. Wprowadzane rozwiązania mają więc mieć pozytywny wpływ na przedsiębiorców – zwłaszcza tych relatywnie najmniejszych (mikro i małych).
„Biała lista” to narzędzie całkiem przydatne. Oczywiście, jego zasadniczy sens istnienia nie ogranicza się tylko do możliwości weryfikacji kontrahentów. Pamiętajmy o numerach rachunków bankowych oraz negatywnych konsekwencjach związanych z zapłatą na rachunek niezawarty w rejestrze. Wracając jednak na pole weryfikacji – to nie jest standard w innych krajach członkowskich, aby istniały tego rodzaju publicznie dostępne rejestry weryfikacji biznesowej. A gdy zestawimy funkcjonalność „białej listy” z bazą VIES to widać przepaść – na korzyść naszego rodzimego rozwiązania. Nieczęsto chwalimy pomysły fiskusa w zakresie uszczelniania systemu podatkowego, ale gdy są ku temu podstawy, warto to robić.
Biznes przytłoczony deregulacją
Nie ma dnia, żeby w wykazie prac legislacyjnych rządu czy na stronie Rządowego Centrum Legislacji nie pojawiły propozycje zmian w prawie, które ułatwiłyby załatwianie spraw przez przedsiębiorców i zwykłych obywateli. Tylko w czasie pisania tego tekstu do wykazu trafiły założenia do projektów trzech ustaw.
Legislacyjna ofensywa
Wiele z tych propozycji jest efektem sugestii ekspertów działających w ramach inicjatywy SprawdzaMY. To społeczny zespół, któremu przewodniczy przedsiębiorca Rafał Brzoska. Premier Donald Tusk zachwalał jakiś czasu temu, że tak masywnej, de facto ustrojowej, zmiany nie było od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. I trudno się z tym nie zgodzić. Akcesja była jednak procesem przygotowywanym latami. Ofensywa deregulacyjna to kwestia ostatnich miesięcy.
– Proces deregulacji jest niezwykle ważny z perspektywy przedsiębiorców. Od lat zmagamy się ze stale rosnącą liczbą obowiązków, zjawiskiem gold-platingu, czyli bardziej rygorystycznego regulowania kwestii objętych prawem UE, niż wymaga to prawo unijne, czy z wdrażaniem nieprzemyślanego, nieprecyzyjnego i szkodliwego prawa. Wpływa to bezpośrednio na konkurencyjność naszej gospodarki. Także inicjatywa SprawdzaMY to znaczący krok na drodze do poprawy sytuacji przedsiębiorców – mówi radca prawny Szymon Witkowski z Pracodawców RP.
I o ile nikt nie podważa zasadności dokonywania zmian, to jednak sposób ich przeprowadzania budzi pewne zastrzeżenia. Już jakiś czas temu Wioletta Żukowska-Czaplicka, ekspertka w sprawach społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich, na łamach „Rz” przyznawała, że firmy zaczynają gubić się w projektach deregulacyjnych, które od pewnego czasu pojawiają się masowo. – Trudno śledzić te wszystkie zmiany, zwłaszcza że każda z nich ma formę odrębnego projektu , co też nie jest najlepszym rozwiązaniem – mówiła.
Teraz do grona sceptyków dołączają inni eksperci.
– Można się w tym wszystkim pogubić, gdyż jest tego sporo. Nie ma dnia, żeby do wykazu prac nie trafiły jakieś założenia zmian w różnych obszarach. Jeszcze zrozumiałe byłoby nowelizowanie kodeksów oddzielnymi projektami. Bowiem zmiana takich aktów uzasadnia zastosowania odrębnej procedery. Nie widzę natomiast sensu wprowadzania jednej czy dwóch modyfikacji jednym projektem – zaznacza Katarzyna Kamecka z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Jak wskazuje, powoduje to konieczność monitorowania wielu różnych projektów.
– Z czego każdy z nich żyje swoim życiem. Jeden może utknąć na Stałym Komitecie Rady Ministrów, drugi zatrzymać się na etapie prac w Sejmie, a w przypadku innego przedłużyć się mogą konsultacje. Taka fragmentaryczność nie sprzyja też przejrzystości procesu legislacyjnego – dodaje.
Zwraca uwagę, że eksperci jej organizacji muszą kontrolować losy właściwie większości tych propozycji, bo one wszystkie w większym lub mniejszym stopniu wpływają na biznes, co jest często trudne do zrobienia.
– Kłopot mają też przedsiębiorcy niezrzeszeni w żadnych strukturach. Działy wsparcia w dużych firmach pewnie jakoś sobie z tym radzą. Ale jeżeli chodzi o małe przedsiębiorstwa, to myślę, że mają z tym problem – mówi Kamecka.
Ekspertka rozumie, że za poszczególne pomysły są odpowiedzialne różne ministerstwa, ale to też potwierdza, że mamy w kraju mocno resortowy klimat. – Nie ma współdziałania rządu jako jednego organu – ocenia. Podkreśla, że przez ostatnie lata narzekaliśmy na nadprodukcję prawa, teraz rząd sam ją nam funduje i to ze zdwojoną siłą.
Firmy lubią stabilność
– Najważniejsza w prowadzeniu biznesu jest stabilność i przewidywalność. Jeżeli firmy zostaną zalane dużą liczbą zmian koniecznych do wdrożenia w krótkim czasie, myślę, że nie spotka się to z dobrym przyjęciem z ich strony. Oczywiście deregulacja polega na zmniejszeniu obciążeń, a nie dokładaniu nowych, ale do wszystkiego trzeba się przygotować, choćby przez zmianę praktyki – przypomina z kolei Katarzyna Lorenc, ekspertka BCC.
W jej ocenie, ważne będzie zatem odpowiednie rozplanowanie procesu wdrażania tych zmian oraz komunikowania ich przez rząd. – Szczególnie dla małych firm takie wsparcie się przyda – dodaje.
Norbert Kusiak z OPZZ przyznaje, że ze względu na to, iż w jednym czasie procedowanych jest wiele projektów, może pojawić się chaos legislacyjny.
– Mamy do czynienia z sytuacją, w której jednocześnie procedowanych jest wiele projektów zarówno rządowych, jak i poselskich. Przykładowo w Sejmie działa komisja deregulacyjna, która też zgłasza swoje propozycje – mówi.
Jak wskazuje, odszukanie konkretnych zmian zgłoszonych w ramach inicjatywy deregulacyjnej wymaga znacznej uwagi i może zatem okazać się wyzwaniem.
– Najlepszym źródłem informacji o zmianach proponowanych przez zespół Rafała Brzoski jest strona Sprawdzamy.pl, na której można odszukać, na jakim etapie procedowania są dane zmiany. Potem oczywiście pozostaje ich śledzenie na stronie Sejmu. Nie jest to na pewno łatwe, ale też nie niemożliwe do zrealizowania – pointuje.
Niejawność nadal nie do zaskarżenia
O korzyściach płynących z jawności postępowań sądowych mało kogo trzeba zapewne przekonywać. Dość powiedzieć, że pozwala ona na wsparcie bliskich podczas procesu, skłania sąd do rzetelnego prowadzenia sprawy, gwarantuje przestrzeganie praw jednostki i buduje zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Wreszcie umożliwia to mediom relacjonowanie nierzadko istotnych społecznie procesów. Dostęp publiczności do postępowań sądowych wynika z konstytucji, która gwarantuje każdemu prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy przez sąd.
Prokurator może więcej
Co do zasady postępowania sądowe są prowadzone przy tzw. otwartych drzwiach. Nie oznacza to jednak, że publiczność może uczestniczyć we wszystkich rozprawach. Kodeks postępowania karnego umożliwia bowiem sędziemu ich zamknięcie w określonych przypadkach. Kiedy?
Zgodnie z art. 360 § 1 KPK sąd może wyłączyć jawność rozprawy w całości albo w części, jeżeli mogłaby ona: wywołać zakłócenie spokoju publicznego, obrażać dobre obyczaje, ujawnić okoliczności, które ze względu na ważny interes państwa powinny być zachowane w tajemnicy, naruszyć ważny interes prywatny. Do wyłączenia jawności procesu karnego może też dojść, jeżeli choćby jeden z oskarżonych nie ukończył 18 lat albo na żądanie osoby, która złożyła wniosek o ściganie.
Co ważne, kodeks nie przewiduje możliwości zaskarżenia postanowienia sądu o wyłączeniu jawności rozprawy karnej. A tak być nie powinno – twierdzi rzecznik praw obywatelskich, który od lat apeluje o zmiany w tym zakresie. Zdaniem prof. Marcina Wiącka, RPO, na postanowienie sądu o wyłączeniu jawności procesu karnego powinno przysługiwać zażalenie do innego równorzędnego składu tego sądu. W jego opinii pozwoli to uniknąć przewlekłości postępowania i będzie zgodne ze standardem konstytucyjnym oraz strasburskim.
W ostatnim wystąpieniu do ministra sprawiedliwości w tej sprawie rzecznik proponuje konkretne zmiany w prawie procesowym, które wprowadzą możliwość zaskarżenia decyzji sądu o wyłączeniu jawności rozprawy.
Prof. Marcin Wiącek wychodzi z propozycją dodania do art. 360 KPK przepisu w brzmieniu: „Od postanowienia o wyłączeniu jawności rozprawy przysługuje zażalenie do innego równorzędnego składu tego sądu”.
To jednak nie wszystko, RPO postuluje też uchylenie art. 360 § 2 KPK. Przepis ten daje prokuratorowi uprawnienie do złożenia wiążącego sprzeciwu wobec wyłączenia jawności. Wtedy rozprawa odbywa się jawnie. Według rzecznika ta regulacja narusza konstytucyjne zasady, równość stron i pozycję sądu jako gospodarza procesu, czyni bowiem z prokuratora podmiot decyzyjny, a sąd jedynie legitymizuje jego decyzję.
Resort sprawiedliwości komentuje
Na ten ostatni postulat Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiedziało pozytywnie. Resort w niedawnym piśmie do RPO wskazał, że krytycznie ocenia wiążący sprzeciw prokuratora wobec decyzji sądu o wyłączeniu jawności, a propozycję uchylenia tego przepisu zawarto w procedowanym projekcie nowelizacji KPK.
Na tym zbieżność stanowisk jednak się kończy. Resort nie widzi bowiem potrzeby zmiany przepisów i wprowadzenia kontroli sądowej postanowień o wyłączeniu jawności rozprawy.
– W ocenie Ministerstwa Sprawiedliwości procedury sądowe nie mogą być nadmiernie skomplikowane, gdyż wpływa to na efektywność postępowania. Proponowana przez RPO zmiana przepisów nie znajduje dostatecznego uzasadnienia i pozostaje w sprzeczności z kierunkami deregulacyjnymi, których celem jest usprawnienie postępowań karnych – twierdzi wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha w piśmie do rzecznika.
Jego zdaniem brak zaskarżalności postanowienia o wyłączeniu jawności rozprawy nie narusza norm konstytucyjnych i konwencyjnych. I wskazuje przy tym, że zasada dwuinstancyjności nie wymaga, aby w każdej kwestii wpadkowej, niemającej charakteru odrębnej sprawy w rozumieniu konstytucji, przysługiwał środek zaskarżenia.
Wiceminister przekonuje też, że potrzeba zmian postulowana przez rzecznika nie wynika z praktyki orzeczniczej.
– Ta ostatnia nie dostarcza przykładów niezasadnego stosowania przez sądy instytucji wyłączania jawności rozprawy w stopniu uzasadniającym wprowadzenie postulowanego przez RPO zażalenia. Można zatem stwierdzić, że praktyka sądowa zaabsorbowała standardy ETPC i nie ma powodów do wprowadzania wzmożonej kontroli postanowień o wyłączeniu jawności rozprawy – stwierdza Myrcha.
Zauważa przy tym, że strona procesu ma prawo przedstawić stanowisko w przedmiocie wyłączenia jawności rozprawy albo wnioskować o zmianę decyzji w tej sprawie. To, zdaniem ministerstwa, pozwala uczestnikowi postępowania na realizację jego prawa do jawnego rozpoznania sprawy.
Resort sprawiedliwości twierdzi przy tym, że wprowadzenie zaskarżalności postanowienia o wyłączeniu jawności rozprawy spowodowałoby wydłużenie postępowań sądowych, a sędziowie musieliby rozpoznawać wnoszone zażalenia kosztem wykonywania innych obowiązków.
– Możliwość wniesienia zażalenia generowałaby bowiem konieczność przerywania lub odraczania rozprawy w celu zagwarantowania stronie środka odwoławczego, który miałby efektywny charakter. Prowadziłoby to do wydłużenia postępowań, co jest zjawiskiem niepożądanym – argumentuje wiceminister.
Bartosz Pilitowski
prezes Fundacji Court Watch Polska
Wprowadzenie zaskarżalności decyzji sądu o wyłączeniu jawności procesu jest potrzebne. Postanowienia o prowadzeniu sprawy za zamkniętymi drzwiami nie zdarzają się może zbyt często, ale kiedy już do nich dochodzi, to ingerują one poważnie w realizację konstytucyjnego prawa do rozpatrzenia sprawy w sposób sprawiedliwy i jawny. W Polsce dochodzi do łamania tego prawa. Dlatego brak kontroli nad taką decyzją sądu, dodajmy uznaniową, jest nie do zaakceptowania.
Mieliśmy nadzieję, że resort sprawiedliwości pod kierownictwem ministra Adama Bodnara odpowie pozytywnie na apel o zmiany w tym zakresie. Niestety przykro się rozczarowaliśmy. Nie zgadzam się z argumentami ministerstwa. Niezaskarżalność wyłączenia jawności oznacza brak kontroli decyzji, które sędziowie podejmują de facto w swojej sprawie. Przecież jawność jest po to, aby ich kontrolować. Uważam też, że postulowana zmiana nie byłaby nadmiernym obciążeniem, ponieważ do wyłączenia jawności dochodzi relatywnie rzadko. Jednak strony i opinia publiczna powinny mieć pewność, że nie nastąpiło to z niewłaściwych powodów.
Możliwość odwołania się do innego składu ma wpływ na zaufanie do sądu i jest w interesie całego wymiaru sprawiedliwości.
Charakter prawny opłaty podwyższonej
Komentarz
Przeprowadzenie wykładu jako przedmiot umowy zlecenia
Stanowisko WSA w Warszawie
ZUS Oddział w Krakowie (dalej: ZUS) zwrócił się do Narodowego Funduszu Zdrowia (dalej: NFZ) o ustalenie obowiązku podlegania E.R. (dalej: Uczestnik) ubezpieczeniu zdrowotnemu z tytułu wykonywania zawartych ze S. w K. (dalej: Skarżący) umów cywilnoprawnych o charakterze umów o świadczenie usług, do których stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu, w okresach: 18.4.2013 r., 24.2.2014 r., 28.11.2014 r. i 21-22.4.2015 r., których przedmiotem było opracowanie materiałów szkoleniowych, a także opracowanie i wygłoszenie autorskich wykładów na szkoleniach i kursach.
Decyzją z 7.11.2023 r. Prezes NFZ, działając m.in. na podstawie art. 66 ust. 1 pkt. 1 lit. e) ustawy z 27.8.2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 146; dalej: ŚOZŚrPubU), utrzymał w mocy decyzję Dyrektora Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ z 26.7.2018 r., stwierdzającą, że Uczestnik podlegał obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego z tytułu ww. umów.
WSA w Warszawie, oddalając skargę na decyzję, wskazał, że zadaniem Uczestnika było wykonywanie czynności faktycznych w postaci przeprowadzenia zajęć na uzgodniony ze Skarżącym temat. Czynności, do których wykonania zobowiązywał się Uczestnik miały prowadzić do rezultatu w postaci przeprowadzenia zajęć dydaktycznych, jednakże w żadnym razie nie były one charakterystyczne dla umowy o dzieło. Zdaniem WSA w Warszawie, wynikały one z podjęcia określonych czynności niewymagających cech indywidualizacji, lecz staranności działania. Nie miały charakteru czynności przynoszących konkretny materialny rezultat. Były one w istocie realizowane w ramach umów starannego działania, mających charakter umów o świadczenie usług, do których stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu. Przedmiotem spornych umów było przekazanie określonej wiedzy, a nie stworzenie dzieła.
Zarzuty Skarżącego
W skardze kasacyjnej zarzucono m.in. naruszenie przepisów prawa materialnego, w szczególności:
- art. 627 KC poprzez błędną wykładnię i uznanie, że charakter ww. czynności sprowadzał się do wykonania pewnych czynności faktycznych w postaci świadczenia usług, a nie wykonania dzieła,
- art. 734 § 1 KC w związku z art. 750 KC poprzez niewłaściwe ich zastosowanie i przyjęcie, że Skarżącego łączyły z Uczestnikiem umowy o świadczenie usług, do których zastosowanie mają przepisy dotyczące umowy zlecenia, podczas gdy prawidłowa ich ocena i zastosowanie powinny prowadzić do wniosku, iż Uczestnik wykonywał umowy o dzieło.
Stan prawny
NSA w pierwszej kolejności wskazał, że zgodnie z art. 66 ust. 1 pkt. 1 lit. e) ŚOZŚrPubU obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego podlegają osoby spełniające warunki do objęcia ubezpieczeniami społecznymi lub ubezpieczeniem społecznym rolników, które są osobami wykonującymi pracę na podstawie umowy agencyjnej lub umowy zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług, do której stosuje się przepisy KC dotyczące zlecenia lub osobami z nimi współpracującymi.
Zatem NSA podkreślił, że w sprawie rozstrzygnięcia wymagało podleganie ubezpieczeniu zdrowotnemu albo niepodleganie temu ubezpieczeniu przez Uczestnika we wskazanych w decyzji okresach, w związku z wykonywaniem przez niego pracy na podstawie zawartych ze Skarżącym umów.
Jak wskazał NSA, do podważenia klasyfikacji umów zmierzają zarzuty naruszenia prawa materialnego, tj.: art. 627 KC i art. 734 KC w związku z art. 750 KC. W myśl art. 627 KC przez umowę o dzieło przyjmujący zamówienie zobowiązuje się do wykonania oznaczonego dzieła, a zamawiający do zapłaty wynagrodzenia. Elementami przedmiotowo istotnymi umowy o dzieło jest określenie dzieła, do którego wykonania zobowiązany jest przyjmujący zamówienie, a także, z uwzględnieniem regulacji art. 628 KC w zw. z art. 627 KC, wynagrodzenia, do którego zapłaty zobowiązany jest zamawiający. Umowa o dzieło jest umową o „rezultat usługi”. Rezultat, o który umawiają się strony, musi być obiektywnie osiągalny i w konkretnych warunkach pewny. Celem umowy o dzieło jest osiągnięcie określonego rezultatu, niezależnie od rodzaju i intensywności świadczonej w tym celu pracy i staranności. Odpowiedzialność przyjmującego zamówienie w wypadku nieosiągnięcia celu umowy jest więc odpowiedzialnością za nieosiągnięcie określonego rezultatu, a nie za brak należytej staranności. Przedmiotem umowy o dzieło, w ujęciu KC, jest więc przyszły, z góry określony, samoistny, materialny lub niematerialny, lecz obiektywnie osiągalny i w danych warunkach pewny rezultat pracy i umiejętności przyjmującego zamówienie, którego charakter nie wyklucza możliwości zastosowania przepisów o rękojmi za wady.
Z kolei art. 750 KC przewiduje, że do umów o świadczenie usług, które nie są uregulowane innymi przepisami, stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu. Istota umowy zlecenia, w świetle art. 734 KC i nast., polega na tym, że przyjmujący zlecenie zobowiązuje się do dokonania określonej czynności prawnej dla dającego zlecenie. Umowę zlecenia zalicza się do zobowiązań tzw. starannego działania, a nie zobowiązań rezultatu. Chociaż sama definicja zakłada dążenie do osiągnięcia określonego rezultatu, jednakże w razie jego nieosiągnięcia, ale jednoczesnego dołożenia wszelkich starań w tym kierunku, przy zachowaniu należytej staranności, zleceniobiorca nie ponosi odpowiedzialności za niewykonanie zobowiązania.
Stanowisko NSA
NSA podzielił pogląd, że przygotowanie wykładu, nawet gdy przekazywana w nim wiedza wykracza poza zwykły poziom i granice programowe oraz jest w sposób indywidualny dostosowywana do potrzeb słuchaczy, nie może stanowić podstawy do przyjęcia, że w takim wypadku mamy do czynienia z dziełem. Jedynie wyjątkowo wygłoszenie wykładu można zakwalifikować jako dzieło, o ile wykładowi można przypisać cechy utworu, a ten warunek spełnia tylko wykład naukowy o charakterze niestandardowym, niepowtarzalnym, wypełniający kryteria twórczego i indywidualnego dzieła naukowego, a nie wykładu polegającego jedynie na wykonywaniu czynności wymagających określonej wiedzy i zdolności do jej przekazania (wyrok NSA z 28.5.2024 r. II GSK 1951/23, Legalis).
Zdaniem NSA stanowisko Skarżącego, że Uczestnik był odpowiedzialny za: (i) zgromadzenie materiałów, (ii) własne przemyślenia, interpretacje i wnioski, (iii) usystematyzowanie wiedzy, (iv) koncepcję przeprowadzenia wykładu, a następnie (v) jego wygłoszenie; dzieło wykonane na podstawie każdej ze spornych umów było jednorazowe, o indywidualnych cechach określonych w temacie wykładu, a rezultat umowy (tj. poszerzenie wiedzy uczestników szkolenia) był z góry określony, obiektywnie osiągalny i subiektywnie pewny, nie zasługuje na aprobatę z uwagi na pominięcie istotnych cechy przedmiotu tych umów i okoliczności ich wykonywania. NSA podkreślił, że o prawidłowym zakwalifikowaniu umowy cywilnoprawnej nie decyduje nazwa umowy czy jej stylistyka, lecz rzeczywisty przedmiot umowy, okoliczności jej zawarcia oraz sposób i okoliczności jej wykonywania, w tym realizowanie przez strony, nawet wbrew postanowieniom umowy, cechy charakterystyczne dla danego stosunku prawnego, które odróżniają zawartą i realizowaną umowę od innych umów cywilnoprawnych.
Podsumowując, NSA wskazał, iż kwalifikacja spornych umów oraz okoliczności ich realizacji do umów o świadczenie usług, do których zastosowanie mają przepisy dotyczące zlecenia, była prawidłowa. Konsekwencją powyższego była poprawna konkluzja, iż z tytułu wykonywania czynności wynikających z tych umów Uczestnik podlegał obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego na podstawie art. 66 ust. 1 pkt. 1 lit. e) ŚOZŚrPubU. WSA w Warszawie zasadnie uznał, że przeprowadzenie wykładu (zajęć dydaktycznych/szkoleniowych) nie nosi cech dzieła w rozumieniu KC. Samo zawarcie w umowach postanowień dotyczących prawa autorskiego czy nazwanie umów umowami o dzieło nie wystarcza do podważenia kwalifikacji tych umów, jako mających za przedmiot określone czynności, a nie ich rezultat.
Mając powyższe na uwadze, NSA – na podstawie art. 184 PostAdmU – oddalił skargę.
Komentarz
Charakterystyka umów o dzieło, w zestawieniu z umowami o świadczenie usług i umowami zlecenia, dla potrzeb ustalenia podlegania obowiązkowemu ubezpieczeniu zdrowotnemu, wielokrotnie była już przedmiotem rozważań NSA. Na gruncie analizowanej spawy NSA wypowiedział się na temat wykładu (o charakterze nie naukowym) i uznał, że jego przygotowanie i wygłoszenie zbliża go do umowy zlecenia, nie zaś umowy o dzieło, ze wszystkimi tego konsekwencjami, zarówno z zakresu KP, jak i ubezpieczeń.
Wyrok NSA z 12.6.2025 r., II GSK 2528/24, Legalis
Konflikt między właścicielami psów – dowód z nagrania telefonem komórkowym
Opis stanu faktycznego
Sprawa dotyczyła zdarzenia, do którego doszło 6.1.2023 r. w Krakowie. M.P. został oskarżony o to, że uderzył pokrzywdzoną, B.G., w twarz, i wykręcił jej palce prawej ręki, w wyniku czego kobieta doznała stłuczenia twarzy i złamania kości śródręcza. Obrażenia skutkowały naruszeniem czynności narządów ciała na czas przekraczający 7 dni, co wypełniało znamiona czynu z art. 157 § 1 KK.
Powyższy czyn był bezpośrednią konsekwencją zdarzeń mających miejsce podczas spaceru z psami. Pokrzywdzona, będąca zawodowym trenerem psów, razem ze znajomymi wyszła na spacer z psami. W tym samym czasie na spacerze znajdował się M.P. wraz z żoną oraz dwoma psami, które w pewnym momencie zostały przez nich spuszczone ze smyczy. Jeden z psów oskarżonego podbiegł do grupy psów prowadzonych przez pokrzywdzoną, przyjmując agresywną postawę. W odpowiedzi pies pokrzywdzonej również zareagował warczeniem. Oceniając sytuację jako potencjalnie niebezpieczną, B.G. wkroczyła pomiędzy psy i stanowczo odsunęła psa oskarżonego nogą. W tym czasie oskarżony pozostawał w oddaleniu, nie miał żadnej kontroli nad swoim psem, przede wszystkim nie zawołał go, nie miał też możliwości powstrzymać go fizycznie. Oskarżony uznał, że pokrzywdzona zaatakowała (kopnęła) jego psa, co wywołało u niego agresję, której wyrazem było kopnięcie psa pokrzywdzonej.
W następstwie powyższych zdarzeń doszło do szarpaniny pomiędzy M.P. i B.G., w wyniku której została ona kilkukrotnie przewrócona, wykręcono jej rękę i doznała złamania kości śródręcza.
Wyrokiem z 6.2.2024 r. SR dla Krakowa-Podgórza uznał M.P. za winnego i wymierzył mu karę grzywny w wysokości 6.000 zł (120 stawek po 50 zł), a także orzekł obowiązek zapłaty na rzecz pokrzywdzonej 3.000 zł tytułem odszkodowania i 3.000 zł jako zadośćuczynienie.
Na skutek wniesionej apelacji Sąd II instancji, wyrokiem z 10.12.2024 r., IV Ka 755/24, uniewinnił oskarżonego, uznając, że działał on w warunkach obrony koniecznej.
Kasacja i stanowisko Sądu Najwyższego
Kasację od tego rozstrzygnięcia wniósł Prokurator Okręgowy w Krakowie, zarzucając m.in. naruszenie art. 7, art. 410 oraz art. 433 § 2 KPK, wskazując na pobieżną i wybiórczą analizę materiału dowodowego oraz pominięcie istotnych nagrań i zeznań świadków. SN przychylił się do tej argumentacji i stwierdził, że SO dokonał dowolnej, a nie swobodnej oceny dowodów, opierając się niemal wyłącznie na wyjaśnieniach oskarżonego i jego żony. SN zauważył, że pokrzywdzona, jako profesjonalny trener psów, interweniowała w celu zapobieżenia konfliktowi między zwierzętami. Tymczasem to oskarżony zareagował impulsywnie, kopiąc psa należącego do pokrzywdzonej. Kopnięcie psa było działaniem nie tylko nieuzasadnionym, lecz także skierowanym pośrednio przeciwko opiekunce zwierzęcia. To właśnie ten akt agresji wobec zwierzęcia pokrzywdzonej był początkiem bezprawnego zachowania oskarżonego i zainicjował eskalację konfliktu.
W ocenie SN ten element zdarzenia został niesłusznie zmarginalizowany przez Sąd odwoławczy. O ile pokrzywdzona, według wszystkich dowodów istniejących w sprawie, odepchnęła psa oskarżonego, by zapobiec eskalacji agresji u psów, to działanie oskarżonego nie miało żadnego racjonalnego wyjaśnienia i było jedynie odwetem za odepchnięcie jego psa. W istocie, to właśnie kopnięcie psa pokrzywdzonej powinno być traktowane jako rozpoczęcie bezprawnego ataku ze strony oskarżonego.
SN skrytykował także sposób interpretacji przez SO materiału wideo z nagrania telefonem komórkowym dokonanego przez pokrzywdzoną. Na próbę sfilmowania zdarzenia oskarżony zareagował uderzeniem pokrzywdzonej i wytrąceniem jej telefonu z ręki. Telefon upadł na ziemię, a w tym czasie uczestnicy zdarzenia nie byli widoczni. Na nagraniu zarejestrowano jednak m.in. wulgarne okrzyki oskarżonego i wołanie jego żony proszącej, aby „przestał” i „odszedł”. Pominięcie tego dowodu rażąco naruszyło zasady swobodnej oceny dowodów oraz art. 410 KPK. Zdaniem SN interpretacja takiego dowodu powinna uwzględniać motywację, którą kierowała się osoba dokonująca tego zapisu. W tym przypadku była nią wyraźne wzburzona pokrzywdzona, która filmowała śpiesznie oddalającego się z miejsca zdarzenia oskarżonego, przedstawiając przy tym swoją wersję zdarzenia. Sąd stwierdził: „Jaki powód miałaby mieć do takiego zachowania, jeżeli nie poczucie pokrzywdzenia i chęć utrwalenia wizerunku sprawcy?”.
Wyrok SO został uchylony, a sprawa wróci do ponownego rozpoznania.
Komentarz
Sąd Najwyższy jednoznacznie uznał, że fizyczny atak na zwierzę towarzyszące człowiekowi, zwłaszcza gdy jest ono pod bezpośrednią opieką właściciela, może być kwalifikowany jako agresja również wobec tej osoby. Takie działanie narusza nie tylko normy ochrony zwierząt, lecz także godzi w poczucie bezpieczeństwa ich opiekunów. W tym kontekście kopnięcie psa może być postrzegane jako akt inicjujący konflikt fizyczny.
Sąd Najwyższy zwrócił też uwagę na znaczenie dla oceny dowodu z nagrania telefonem komórkowym motywacji osoby dokonującej zapisu. W tym konkretnym przypadku SN trafnie zauważył, że pokrzywdzona była „wyraźnie wzburzona”, a jej nagranie służyło zachowaniu obrazu sprawcy. Taka motywacja nie podważa wartości dowodowej, lecz wręcz ją wzmacnia, bo jest typowa dla osoby skrzywdzonej, działającej w odruchu samoobrony dowodowej, a nie z chęci inscenizacji.
Wyrok SN z 23.4.2025 r., III KK 179/25, Legalis
Odrzucenie skargi a uiszczenie wpisu na rachunek innego sądu
Stanowisko WSA w Gorzowie Wielkopolskim
Zaskarżonym postanowieniem z 22.4.2025 r. WSA w Gorzowie Wielkopolskim odrzucił skargę P. z siedzibą w Z. (dalej: Skarżąca) na postanowienie Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Zielonej Górze z 20.1.2025 r. w przedmiocie odmowy wydania zaświadczenia o pomocy de minimis. W uzasadnieniu orzeczenia jako podstawę prawną rozstrzygnięcia podano art. 220 § 3 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 935; dalej: PostAdmU).
Przedstawiając stan faktyczny sprawy, WSA Gorzowie Wielkopolskim wskazał, że w wykonaniu zarządzenia Przewodniczącego Wydziału z 26.3.2025 r. pełnomocnik Skarżącej został wezwany do uiszczenia wpisu sądowego od skargi w kwocie 100 zł w terminie 7 dni od dnia doręczenia wezwania pod rygorem odrzucenia skargi. Korespondencja sądowa została doręczona pełnomocnikowi Skarżącej 28.3.2025 r. Do dnia rozpatrywania sprawy wpis od skargi nie został uiszczony, co w ocenie WSA w Gorzowie Wielkopolskim kwalifikowało do zastosowania sankcji odrzucenia skargi w oparciu o wskazaną na wstępie regulację. Jednocześnie WSA Gorzowie Wielkopolskim wskazał, że z informacji Oddziału Finansowo-Budżetowego tegoż Sądu z 16.4.2025 r. wynika, że do 15.4.2025 r., pomimo upływu terminu zakreślonego w wezwaniu, wpis od skargi nie został uiszczony.
Stanowisko Spółki
Nie zgadzając się z zapadłym orzeczeniem, pismem z 30.4.2025 r., pełnomocnik Skarżącej złożył zażalenie, wskazując na naruszenie przepisów postępowania – art. 58 § 1 pkt. 3 PostAdmU i art. 83 PostAdmU – w stopniu mogącym mieć istotny wpływ na wynik sprawy przez niewłaściwie ich zastosowanie, albowiem Skarżąca nie uchybiła terminowi do uiszczenia wpisu. W uzasadnieniu wskazano, że wpis został uiszczony w terminie wyznaczonym przez WSA w Gorzowie Wielkopolskim, tj. 31.3.2025 r., jednak z powodu błędu (wyboru niewłaściwej opcji w systemie bankowym i skopiowania danych z innego przelewu), środki zostały przekazane na niewłaściwe konto innego sądu. Wskazano, że po otrzymaniu zaskarżonego postanowienia, Skarżąca 30.4.2025 r. dokonała ponownego prawidłowego przelewu na konto właściwego sądu (tj. WSA w Gorzowie Wielkopolskim) z odpowiednim tytułem.
Stan prawny
Rozpoznając zażalenie Skarżącej, NSA w pierwszej kolejności odniósł się do stanu prawnego mającego zastosowanie w przedmiotowej sprawie i wskazał, że stosownie do art. 230 § 1 PostAdmU od pism wszczynających postępowanie przed sądem administracyjnym w danej instancji pobiera się wpis stosunkowy lub stały. Pismami, o których mowa w art. 230 § 1 PostAdmU, są skarga, skarga kasacyjna, zażalenie oraz skarga o wznowienie postępowania (art. 230 § 2 PostAdmU). Z kolei w myśl art. 220 § 1 PostAdmU sąd nie podejmuje żadnej czynności na skutek pisma, od którego nie zostanie uiszczona należna opłata. W tym przypadku przewodniczący wzywa wnoszącego pismo do uiszczenia stosownego wpisu sądowego w terminie 7 dni od dnia doręczenia wezwania, przy czym na mocy art. 220 § 3 PostAdmU w przypadku, gdy rzeczony brak fiskalny dotyczy skargi, bezskuteczny upływ wyznaczonego stronie terminu powoduje odrzucenie środka zaskarżenia.
Stanowisko NSA
Następnie, odnosząc się do poprawności rozstrzygnięcia w przedmiocie odrzucenia skargi, NSA stwierdził, że zaskarżone postanowienie WSA w Gorzowie Wielkopolskim odpowiada prawu. W uzasadnieniu zajętego stanowiska NSA wyjaśnił, że z uwagi na fakt, że Skarżąca wystąpiła ze skargą na rozstrzygnięcie organu odwoławczego bez uiszczenia należnej opłaty, zasadnie została wezwana do jej uregulowania w trybie art. 220 § 1 PostAdmU. Następnie NSA podkreślił, że w rozpatrywanej sprawie okolicznością bezsporną pozostaje, że korespondencja sądowa zawierająca wezwanie do wykonania zarządzenia Przewodniczącego Wydziału, wzywającego do uregulowania zaległego wpisu od skargi, została doręczona pełnomocnikowi Skarżącej 28.3.2025 r., co oznaczało upływ ustawowego terminu do jego uiszczenia 4.4.2025 r. Kolejno NSA zauważył, że bezspornym również w rozpoznawanej sprawie jest to, że wpis od skargi został uiszczony na rachunek bankowy WSA w Warszawie, zamiast na rachunek właściwego w sprawie WSA w Gorzowie Wielkopolskim. W tym kontekście NSA – w ślad za dotychczasowym stanowiskiem NSA prezentowanym w orzecznictwie – wskazał, że wpłaty dokonanej na rachunek bankowy innego sądu, niż sąd wzywający, nie można utożsamiać z wpłatą na rachunek, o którym stanowi art. 219 § 2 PostAdmU (postanowienie NSA z 16.1.2025 r. II GZ 597/24, Legalis).
W ocenie NSA, przytoczone powyżej okoliczności prowadzą do jednoznacznego wniosku, że zarzuty Skarżącej wobec zaskarżonego postanowienia WSA w Gorzowie Wielkopolskim są bezzasadne. Opłata została omyłkowo wniesiona na rachunek innego sądu niż sąd właściwy do rozpoznania sprawy – tj. na rachunek bankowy WSA w Warszawie, a nie WSA w Gorzowie Wielkopolskim, co przyznała sama Skarżąca w treści korespondencji kierowanej do WSA w Gorzowie Wielkopolskim w niniejszej sprawie (kwestia ta nie jest więc przedmiotem sporu w sprawie). Nie można więc uznać, że obowiązek uiszczenia opłaty został skutecznie spełniony. W tej sytuacji WSA w Gorzowie Wielkopolskim zasadnie – w ocenie NSA – odrzucił skargę, gdyż brak formalny w postaci nieuiszczenia wpisu sądowego nie został usunięty w ustawowym terminie. Należność z tytułu opłaty sądowej nie została uiszczona na rachunek WSA w Gorzowie Wielkopolskim, kwota ta nie wpłynęła na rachunek bankowym ww. sądu, a ten nie był zobowiązany (ani uprawniony) do jej poszukiwania na rachunkach bankowych innych wojewódzkich sądów administracyjnych. WSA w Warszawie nie był z kolei zobowiązany do przekazania do sądu właściwego opłaty omyłkowo wniesionej na jego konto bankowe. Tym samym – zdaniem NSA – spełnione zostały przesłanki do zastosowania sankcji z art. 220 § 3 PostAdmU w postaci odrzucenia skargi.
Mając na względzie powyższe, działając na podstawie art. 184 PostAdmU w zw. z art. 197 § 2 PostAdmU, NSA orzekł, jak w sentencji, tj. oddalił zażalenie na postanowienie WSA w Gorzowie Wielkopolskim.
Komentarz
Stan faktyczny ustalony w analizowanej sprawie wskazuje, że brak uiszczenia opłaty od wnoszonego pisma, tj. brak fiskalny, wobec wezwania i bezskutecznego upływu terminu na uzupełnienie wskazanego w nim braku fiskalnego, może prowadzić do negatywnych konsekwencji procesowych dla strony postępowania w postaci odrzucenia skargi. Pomimo oczywistych usprawnień w tym zakresie, takich jak bankowość elektroniczna, przelewy natychmiastowe, zdarzają się błędy, pomyłki, niedopatrzenia w tym zakresie – zarówno wśród stron postępowania, jak i reprezentujących je profesjonalnych pełnomocników. Niemniej jednak – jak jednoznacznie wskazał NSA w analizowanym rozstrzygnięciu – omyłka strony w tym zakresie, skutkująca brakiem terminowego wniesienia opłaty, powoduje daleko idące konsekwencje – odrzucenie skargi. Innymi słowy, nieuzupełnienie w zakreślonym terminie braku fiskalnego skargi obliguje sąd I instancji do odrzucenia skargi, stosownie do art. 220 § 3 PostAdmU (postanowienie NSA z 4.5.2022 r. I FZ 277/21, Legalis). Taka sytuacja miała miejsce w analizowanej sprawie, a rozstrzygnięcie podjęte przez WSA w Gliwicach było – w ocenie NSA – zasadne i prawidłowe.
W orzecznictwie sądowoadministracyjnym wskazuje się na warunek fiskalny skargi. Warunkiem skutecznego wniesienia skargi i podstawą do jej merytorycznego rozpatrzenia przez sąd jest bowiem uiszczenie wpisu sądowego (postanowienie WSA w Bydgoszczy z 23.11.2020 r. I SA/Bd 498/20, Legalis). Stosownie do art. 220 § 3 PostAdmU warunek ten i rygor zarazem został zastrzeżony przez ustawodawcę jedynie do: skargi, skargi kasacyjnej, zażalenia oraz skargi o wznowienie postępowania.
Jednocześnie należy mieć na uwadze, że równoznaczne z nieuiszczeniem wpisu jest jego uiszczenie:
- na rachunek bankowy innego sądu (jak w niniejszej sprawie),
- po terminie (wyrok NSA z 27.4.2022 r. I GSK 737/22, Legalis),
- w nieprawidłowej (tj. niepełnej; niższej niż należna) wysokości (postanowienie NSA z 30.8.2022 r. II GZ 349/22, Legalis).
Postanowienie NSA z 11.6.2025 r., III FZ 264/25, Legalis