Będą duże zmiany w dyscyplinarkach sędziowskich
Jak informowaliśmy przed tygodniem, resort sprawiedliwości finalizuje prace nad projektem, który ma m.in. reformować system postępowań dyscyplinarnych sędziów.
Doniesienia te potwierdziło właśnie oficjalnie ministerstwo, publikując informację o tych przepisach w wykazie prac legislacyjnych rządu. Chodzi o projekt prawa o ustroju sądów powszechnych, który ma wyeliminować niektóre zmiany wprowadzone tzw. ustawą kagańcową, uchwaloną w grudniu 2019 r.
Przypomnijmy, że przeciwko tamtej nowelizacji protestowała duża część środowiska prawniczego, organizując Marsz Tysiąca Tóg. Wprowadzała ona m.in. obowiązek składania przez sędziów oświadczeń o członkostwie w organizacjach społecznych, zakaz kwestionowania skuteczności powołania innego sędziego czy większe uprawnienia rzeczników dyscyplinarnych sędziów. Przepisy te były krytykowane przez Komisję Wenecką i Komisję Europejską, a TSUE orzekł, że są one niezgodne z prawem UE.
– Przedkładana nowelizacja zmierza do wyeliminowania wskazanych powyżej rozwiązań z polskiego porządku prawnego. Uchylane przepisy mogły wywoływać efekt mrożący na sędziach i zniechęcać ich do badania spełnienia wymogów UE oraz państwa prawa dotyczących niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego uprzednio na mocy ustawy. Realna wydaje się obawa wielu sędziów przed wszczynaniem wobec nich postępowań dyscyplinarnych w przypadku zidentyfikowania przez nich potrzeby zbadania, czy inny sędzia został prawidłowo powołany i czy w związku z tym sąd został prawidłowo obsadzony – przekonuje MS.
Projekt resortu zakłada zatem zniesienie zakazu kwestionowania przez sędziów umocowania sądów, trybunałów i konstytucyjnych organów państwowych, jak np. Krajowa Rada Sądownictwa. Proponowane przepisy likwidują też kary dyscyplinarne za ustalanie lub ocenianie przez sąd prawidłowości powołania sędziego i odmowę wykonywania wymiaru sprawiedliwości.
– Należy odnotować, że obawy sędziów o wszczynanie wobec nich postępowań dyscyplinarnych w oparciu o ww. podstawy są realne i oparte na rzeczywistych działaniach rzeczników dyscyplinarnych, bowiem w 2023 r. miało miejsce czternaście spraw dyscyplinarnych, w których wszczęto postępowanie za kwestionowanie skuteczności powołania sędziowskiego – argumentuje resort sprawiedliwości.
Propozycja ministerstwa przewiduje też zniesienie obowiązku składania przez sędziów i prokuratorów pisemnych oświadczeń o członkostwie w stowarzyszeniach, zrzeszeniach czy fundacjach. Sędziowie przez lata alarmowali, że ujawnianie takich informacji i ich publikacja w BIP-ie może stwarzać dla nich wiele różnych zagrożeń.
Proponowane przepisy modyfikują też strukturę sędziowskich sądów dyscyplinarnych. Zniknąć mają wyodrębnione sądy dyscyplinarne I instancji przy sądach apelacyjnych, w których zasiadają osoby wybrane przez ministra. Ich zadania mają przejąć sądy apelacyjne. Trzyosobowe składy orzekające mają być zaś wyłaniane do każdej sprawy spośród wszystkich sędziów danego sądu z wyjątkiem prezesa sądu, wiceprezesów sądu oraz rzecznika dyscyplinarnego.
Projektowana nowela zakłada też odejście od zasady, że rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych i jego dwóch zastępców wybiera arbitralnie minister. Po zmianach mają oni być powoływani przez szefa MS, ale spośród kandydatów wyłonionych przez zgromadzenia ogólne sędziów sądów apelacyjnych. Poza tym to samorząd sędziowski, a nie rzecznik dyscyplinarny sędziów, będzie wybierał zastępców rzecznika działających przy sądach apelacyjnych.
Etap legislacyjny: projekt wpisany do wykazu prac Rady Ministrów
Korekta to za mało – NSA o formalnych granicach zwrotu nadpłaty podatku
Komentarz
Faktura poza KSeF a koszty uzyskania przychodu
Zgodnie z art. 106na ust. 1 i 3 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775: dalej: VATU), fakturę ustrukturyzowaną uznaje się za wystawioną w dniu jej przesłania do Krajowego Systemu e-Faktur. Faktura ustrukturyzowana jest uznana za otrzymaną przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur w dniu przydzielenia w tym systemie numeru identyfikującego tę fakturę.
Faktury ustrukturyzowane staną się od 1.2.2026 r. swego rodzaju rzeczywistością. Tak sprzedażową, jak i zakupową. To rodzi naturalne pytania o wpływ sposobu otrzymywani faktur na ich podatkowe rozliczanie, tak po stronie podatku VAT naliczonego jak i po stronie podatków dochodowych (koszty uzyskania przychodu). Zgodnie z art. 86 ust. 1 VATU, w zakresie, w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych, podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Zgodnie z kolei z art. 15 ust. 1 ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. 279; dalej: PDOPrU), kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 16 ust. 1 PDOPrU.
Przepisy w żaden sposób nie uzależniają wprost możliwości odliczenia VAT albo zaliczenia wydatku do KUP od formy, w jakiej faktura jest wystawiona. To ważne w kontekście KSeF również dlatego, że pomimo ciążących obowiązków nie zawsze faktury będą w ten sposób wystawiane, a więc także otrzymywane. Co począć z taką fakturą? To pytanie ważne nie tylko z punktu widzenia rozliczeń VAT.
Czego dotyczyła sprawa
Podatnik nabywa w kraju różne towary i usługi. Wydatki z nimi związane ponoszone są w celu osiągnięcia lub zachowania albo zabezpieczenie źródeł przychodów podatnika. Spełniają więc definicję kosztów uzyskania przychodów wynikającą z art. 15 ust. 1 PDOPrU (stanowiąc koszt bezpośredni, koszt pośredni lub zwiększając wartość początkową środka trwałego lub wartości niematerialnej i prawnej − w zależności do charakteru wydatku), nie będąc jednocześnie jednym z wydatków wyłączonych z kosztów uzyskania przychodów na podstawie art. 16 PDOPrU.
Ale nadchodzi obowiązkowy KSeF. Od 1.2.2026 r. faktury zakupowe otrzymywane od dostawców krajowych będą objęte obowiązkiem wystawiania faktur ustrukturyzowanych przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur, tj. jako faktury ustrukturyzowane wystawione przy użyciu KSeF. Podatnik obawia się, że niektóre faktury zakupowe wbrew przepisom obowiązującym od 1.2.2026 r. − zostaną wystawione poza KSeF. Oznacza to, że również po 31.1.2026 r., podatnik może dalej otrzymywać faktury zakupowe w postaci papierowej, w postaci elektronicznej, będące fakturami elektronicznymi, innymi niż faktury ustrukturyzowane. Wystawienie faktur bez użycia KSeF i w postaci innej niż faktura ustrukturyzowana może mieć różne przyczyny. Przykładowo, dostawca nie wystawi faktury jako faktury ustrukturyzowanej przy użyciu KSeF, uznając, że nie posiada w Polsce siedziby działalności gospodarczej ani stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej i nie jest w związku z tym, objęty obowiązkiem wystawiania faktur ustrukturyzowanych przy użyciu KSeF. Albo, w okresie przejściowym, tj. od 1 lutego do 1 kwietnia 2026 r., kiedy pewna grupa podatników będzie korzystała ze zwolnienia z obowiązków w zakresie KSeF z uwagi na kryterium przychodowe, dostawcy mogą niewłaściwie określić swój status pod kątem możliwości skorzystania z powyższej preferencji. Nie można także wykluczyć, że wystawienie faktury zakupowej bez użycia KSeF może wynikać z braku wiedzy, świadomości obowiązków wynikających z przepisów VAT, czy też dostępu do wystarczających rozwiązań informatycznych po stronie dostawców, zwłaszcza w pierwszych miesiącach funkcjonowania KSeF.
W takiej sytuacji, powstanie po stronie podatnika wątpliwość odnośnie możliwości zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodów (lub zwiększenia odpowiednio wartości początkowej środka trwałego lub wartości niematerialnej i prawnej w zakresie w jakim wydatek powinien powiększać wartość początkową) w przypadku, gdy faktura zakupowa wystawiona zostanie przez dostawcę bez użycia Krajowego Systemu e-Faktur (jakkolwiek jednak podatnik ma zamiar tak właśnie czynić).
Stanowisko organu
Dyrektor KIS rozstrzygnął sprawę wydając interpretacje indywidualną z 14.1.2026 r., 0111-KDIB1-1.4010.606.2025.2.SH, Legalis. Organ przypomniał, że w przepisach PDOPrU nie przewidziano nowelizacji uwzględniających wejście w życie Krajowego Systemu e-Faktur. Przepisy tej ustawy nie zawierają więc żadnej szczególnej regulacji ograniczającej możliwość zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wydatków udokumentowanych fakturami wystawionymi poza systemem KSeF, w przypadku, kiedy obowiązek wystawienia faktury ustrukturyzowanej przy użyciu KSeF występuje.
Organ przypomniał, że co do zasady obowiązek wystawiania faktur w KSeF wystąpi od 1.2.2026 r. dla przedsiębiorców, u których wartość sprzedaży (wraz z kwotą podatku) przekroczyła w 2024 r. 200 mln zł, od 1.4.2026 r. dla pozostałych przedsiębiorców, przy czym zgodnie z przepisami epizodycznymi, do końca 2026 r. podatnicy obowiązani do wystawiania faktur ustrukturyzowanych będą mogli wystawiać faktury elektroniczne lub faktury w postaci papierowej, jeżeli łączna wartość sprzedaży (wraz z podatkiem) udokumentowana tymi fakturami wystawionymi w danym miesiącu będzie mniejsza lub równa 10 000 zł. Podobnie, do końca 2026 r. podatnicy obowiązani do wystawiania faktur ustrukturyzowanych będą mogli wystawiać faktury elektroniczne lub faktury w postaci papierowej przy zastosowaniu kas rejestrujących i paragony fiskalne uznane za faktury (do 450 zł).
Wracając jednak do brzegu, w zakresie CIT faktura – niezależnie od formy – stanowi podstawowy dowód potwierdzający poniesienie kosztu, który może być uznany za koszt uzyskania przychodu, o ile został on poniesiony w celu osiągnięcia lub zabezpieczenia przychodów. Celem faktury jest przede wszystkim udokumentowanie rzeczywistego przebiegu zdarzeń gospodarczych, zarówno pod względem przedmiotu transakcji, jak i podmiotów biorących w niej udział. Z powyższego wynika, że o prawidłowości faktur wystawianych i otrzymywanych przez podatników powinny decydować przede wszystkim ustalenia, czy dokumenty te potwierdzają rzeczywiste transakcje handlowe między określonymi podmiotami. Podsumowując, w związku z tym, że wprowadzenie KSeF nie spowodowało zmian w PDOPrU, o ile faktury zakupowe będą spełniały wymogi dla faktury w postaci papierowej lub faktury elektronicznej, tj. będą zawierały wszystkie elementy wymagane dla tych dokumentów oraz wszystkie przesłanki warunkujące uznanie poniesionego wydatku za koszt uzyskania przychodu zostaną spełnione, podatnik będzie uprawniony do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wydatków spełniających definicję kosztów uzyskania przychodów wynikającą z art. 15 ust. 1 PDOPrU.
Komentarz
Zgodnie z utrwaloną praktyką, aby dany wydatek mógł zostać zaliczony do kosztów uzyskania przychodu, musi być definitywny, pozostawiać w związku z prowadzoną przez podatnika działalnością gospodarczą, w celu uzyskania lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, nie powinien być wymieniony w art. 16 ust. 1 PDOPrU. Wreszcie jednak, powinien być właściwie udokumentowany. Szczęśliwie, Dyrektor KIS nie twierdzi, że narusza zasadę niewłaściwego dokumentowania wystawienie faktury poza KSeF wbrew obowiązkowi. Taka sytuacja może się zdarzać relatywnie często zwłaszcza w 2026 r., gdy cytując przedstawicieli Ministerstwa Finansów, naruszenia KSeF nie będą sankcjonowane.
Opisana interpretacja wpisuje się w trend podobnych rozstrzygnięć wydawanych przez Dyrektora KIS, także na gruncie VAT. Można więc uznać, że mamy do czynienia z jednolitą linią interpretacyjną. Pytanie tylko, jak do tematu podchodzić będą organy podatkowe analizując indywidualne sprawy.
Ugruntowane stanowisko judykatury w sprawie kredytów frankowych
Przedmiot skargi
Skarżący złożył do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną od wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 14.12.2023 r. Bank podniósł w skardze szereg zarzutów, w tym m.in.:
- błędnego zastosowania art. 3531 KC oraz art. 69 ust. 1 i 2 ustawy z 29.8.1997 r. – Prawo bankowe (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 38; dalej: dalej PrBank) w zw. z art. 58 KC i przyjęcie, że umowa kredytu – przed ewentualną eliminacją jej postanowień uznanych za abuzywne – jest sprzeczna z bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa;
- błędnego ustalenia, iż umowa o dewizowy kredyt mieszkaniowy inwestorski jest nieważna;
- ustalenia, że umowa jest umową kredytu denominowanego, gdy treść, cel i zgodny zamiar stron umowy wskazują, iż był to kredyt walutowy, który miał być wypłacony i spłacany w walucie obcej (CHF), a umowa nie zawierała mechanizmu denominacji, a jedynie na skutek decyzji kredytobiorcy kredyt został wypłacony i był spłacany w polskich złotych, choć mógł być płacony w CHF.
Ponadto skarżący podniósł w treści skargi, że w sprawie występuje istotne zagadnienie prawne, wywołujące w orzecznictwie rozbieżne oceny prawne polegające m.in. na tym, że w sytuacji, w której dodatkowy mechanizm wykonania operacji związanych z umową – posiadający charakter dodatkowej w stosunku do umowy kredytu fakultatywnej usługi kantorowej wymiany walut – w oparciu o tabele kursowe banku, ma charakter fakultatywny, w ogóle może dojść do indywidualnej kontroli pod kątem abuzywności tych postanowień z zastosowaniem reżimu norm prawnych zawartych w art. 3851 § 1 i § 2 KC, art. 3852 KC w zw. z art. 6 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29). Skarżący upatrywał również istotnych zagadnień prawnych w odpowiedzi na pytanie jaki charakter posiada wyrok Sądu w zakresie orzeczonych skutków abuzywności w postaci unieważnienia spornej umowy kredytu (konstytutywny czy deklaratoryjny) w odniesieniu do roszczeń pieniężnych o zwrot nienależnych świadczeń, a w konsekwencji, kiedy powstaje obowiązek rozliczeń stron w związku z unieważnieniem funkcjonującej dotąd umowy kredytu zarówno banku, jak i kredytobiorcy, kiedy stają się wymagalne i czy wymagalność nienależnych świadczeń może powstać przed momentem prawomocnego stwierdzenia przez Sąd nieistnienia stosunku prawnego wynikającego z umowy kredytu.
Stanowisko Sądu Najwyższego
W omawianym orzeczeniu Sąd Najwyższy wskazał, że kwestie związane z abuzywnością umów i ich skutków stanowiły już wielokrotnie przedmiot jego rozważań. Przytoczył też, że postanowienia umowne określające zasady przeliczenia kwoty udzielonego kredytu na złotówki przy wypłacie kredytu oraz spłacanych rat na walutę obcą dają bankowi możliwość swobodnego kształtowania kursu waluty obcej i jako takie stanowią klauzulę abuzywną. Abuzywność może z kolei prowadzić do uznania umowy za nieważną. Konsument może bowiem udzielić następczo wiadomej i wolnej zgody na to postanowienie, i w ten sposób przywrócić mu skuteczność z mocą wsteczną.
SN podniósł również w omawianym orzeczeniu, że niedopuszczalne jest zastępowanie wyeliminowanych postanowień abuzywnych umowy innymi mechanizmami wyliczenia kwot rat kapitałowo-odsetkowych. Natomiast w razie niemożliwości ustalenia wiążącego strony kursu waluty obcej w umowie kredytu indeksowanego lub denominowanego umowa nie wiąże także w pozostałym zakresie. Konsument może jednak złożyć oświadczenie o braku woli potwierdzenia niedozwolonego postanowienia. Od tego momentu rozpoczyna się bieg przedawnienia roszczenia przedsiębiorcy o zwrot świadczeń spełnionych na mocy niewiążącej umowy kredytu. Ponadto oświadczenie to warunkuje wymagalność roszczeń konsumenta o zwrot świadczeń, które sam spełnił, a tym samym możliwość żądania odsetek za opóźnienie. Oświadczenie, nie wymaga również dla swej skuteczności żadnej szczególnej formy, a może być wyrażone przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny.
Komentarz
Należy zgodzić się ze stanowiskiem Sądu Najwyższego, gdyż zarzuty podnoszone przez skarżącego stanowiły już przedmiot rozważań zarówno Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jak i Sądu Najwyższego. W zakresie kwestii odnoszących się do abuzywności postanowień omawianych umów, judykatura prezentuje ugruntowane i jednolite stanowisko. Sąd Najwyższy trafnie podkreślił, że w aktualnym orzecznictwie dominuje pogląd, zgodnie z którym postanowienia umowy kredytu złotowego indeksowanego do waluty obcej określają główne świadczenie kredytobiorcy. Za postanowienia tego rodzaju uznaje się te elementy umowy, które wyznaczają podstawowe świadczenia stron oraz te, które nadają umowie jej charakter, w szczególności obciążając konsumenta ryzykiem zmiany kursu waluty, a tym samym ryzykiem wzrostu kosztów kredytu.
Klauzule indeksacyjne decydują o wysokości świadczenia, definiują charakter umowy, a także przenoszą ryzyko na konsumenta. Nie można nadać im zatem charakteru ubocznego, gdyż w istocie wpływają one na świadczenie główne kredytobiorcy.
Pełny zwrot za odwołany lot – prowizja agencyjna nie przepada
Stan faktyczny
Austriackie stowarzyszenie na rzecz informowania konsumentów wniosło pozew przeciwko przewoźnikowi lotniczemu (dalej: KLM), w przedmiocie zwrotu – w następstwie odwołania lotu – pasażerom lotniczym prowizji zapłaconej przez nich portalowi rezerwacyjnemu biura podróży O. przy zakupie biletów lotniczych na stronie internetowej tego biura podróży. Sąd odsyłający powziął wątpliwości, czy prowizja agencyjna powinna zostać włączona do kwoty zwrotu dokonywanego na podstawie art. 8 ust. 1 rozporządzenia (WE) Nr 261/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z 11.2.2004 r. ustanawiającego wspólne zasady odszkodowania i pomocy dla pasażerów w przypadku odmowy przyjęcia na pokład albo odwołania lub dużego opóźnienia lotów, uchylającego rozporządzenie (EWG) Nr 295/91 (Dz.Urz. UE L z 2004 r. Nr 46, s. 1), w zależności od tego, czy przewoźnik lotniczy wiedział czy też nie o tej prowizji.
Stanowisko TS
Zgodnie z art. 8 ust. 1 lit. a) w zw. z art. 5 ust. 1 lit. a) rozporządzenia Nr 261/2004 w przypadku odwołania lotu przewoźnik lotniczy jest zobowiązany do zapewnienia pasażerom lotniczym pomocy poprzez zaproponowanie im między innymi zwrotu kosztu biletu po cenie, za jaką ten został kupiony, a także, w stosownym wypadku, lotu powrotnego do pierwszego miejsca odlotu (wyrok TS z 12.9.2018 r., Harms, C-601/17, Legalis, pkt 12). Trybunał orzekł już, że treść art. 8 ust. 1 lit. a) rozporządzenia Nr 261/2004 wprowadza bezpośredni związek między pojęciem „biletu” a wyrażeniem „cena, za jaką został kupiony”, przy czym taki bilet może zostać kupiony przez danych pasażerów albo bezpośrednio od przewoźnika lotniczego, albo przez pośrednika takiego jak w szczególności autoryzowany przedstawiciel tego przewoźnika lotniczego, o którym mowa w art. 2 lit. f) rozporządzenia Nr 261/2004 (wyrok C-601/17, pkt 13). Na podstawie treści art. 2 lit. f) rozporządzenia Nr 261/2004 „bilet” stanowi dokument lub odpowiednik w formie innej niż papierowa, w tym w formie elektronicznej, wydany lub autoryzowany przez przewoźnika lotniczego lub przez przedstawiciela autoryzowanego przez takiego przewoźnika. Zdaniem TS z tej definicji wynika, że poszczególne elementy takiego biletu, w tym jego cena, powinny – w przypadku gdy ten bilet nie jest wystawiany przez samego przewoźnika lotniczego – być w każdym razie zatwierdzone przez tego przewoźnika. W związku z tym prowizję agencyjną jako składnik ceny biletu lotniczego należy uznać za konieczną, a zatem „nieodzowną”, aby móc skorzystać z usług proponowanych przez tego przewoźnika lotniczego (wyrok TS z 22.6.2016 r., Mennens, C-255/15, Legalis, pkt 36).
Rzecznik generalny uznał (pkt 19 i 27 opinii), że zakup biletu lotniczego za pomocą pośrednika stanowi „jedną transakcję”, ponieważ prowizja agencyjna stanowi część ceny biletu w rozumieniu art. 8 ust. 1 lit. a) rozporządzenia Nr 261/2004, której pasażer nie może pominąć przy zakupie biletu. W ocenie TS tę prowizję agencyjną pobieraną jako „nieodzowny” składnik ceny biletu lotniczego należy uznać za zatwierdzoną przez przewoźnika lotniczego, a tym samym za podlegającą zwrotowi na podstawie art. 8 ust. 1 lit. a) rozporządzenia Nr 261/2004. Jeżeli bowiem ów przewoźnik lotniczy akceptuje, że pośrednik wystawia i wydaje bilety lotnicze w jego imieniu i na jego rzecz, to można założyć, że owemu przewoźnikowi lotniczemu znana jest praktyka handlowa tego pośrednika polegająca na pobieraniu prowizji agencyjnej od pasażera lotniczego przy zakupie biletu lotniczego, nawet w braku jakiejkolwiek wyraźnej klauzuli umownej przewidzianej w tym celu, tym bardziej że prowizja ta nie jest możliwa do oddzielenia od ceny danego biletu lotniczego.
Trybunał przyjął, że nie można wymagać, aby przewoźnik lotniczy miał wiedzę na temat dokładnej kwoty prowizji agencyjnej, jako warunek skorzystania przez pasażera, którego lot został odwołany, ze zwrotu na podstawie art. 8 ust. 1 lit. a) rozporządzenia Nr 261/2004. Wykładnia polegająca na uzależnieniu zwrotu kwoty zapłaconej przez pasażera lotniczego od uprzedniej wiedzy przewoźnika lotniczego o dokładnej kwocie prowizji agencyjnej, w ocenie TS, mogłaby bowiem prowadzić do tego, że ten przewoźnik próbowałby odmówić zwrotu ze względu na to, że nie został poinformowany o dokładnej kwocie prowizji agencyjnej. W takiej sytuacji ten pasażer mógłby być zmuszony do zwrócenia się przeciwko pośrednikowi w celu uzyskania zwrotu ceny biletu obejmującej kwotę prowizji agencyjnej na podstawie art. 8 ust. 1 lit. a) rozporządzenia Nr 261/2004, co wiązałoby się z ryzykiem, że takie postępowanie opóźni ten zwrot i spowoduje po stronie tego pasażera dodatkowe, a nawet nieproporcjonalne koszty. Trybunał stwierdził, że taki rezultat byłby sprzeczny z celem polegającym na zapewnieniu wysokiego poziomu ochrony pasażerów lotniczych, o którym mowa w motywie 1 rozporządzenia Nr 261/2004, a także z uproszczeniem procedur zwrotu kosztów ustanowionych w tym rozporządzeniu. Ponadto wykładnia ta mogłaby skłonić pasażera lotniczego do rezygnacji z możliwości skorzystania z usług pośrednika i do preferowania rezerwacji bezpośrednio u przewoźnika lotniczego, mimo że cena biletu lotniczego wystawionego przez takiego pośrednika może okazać się dla tego pasażera bardziej atrakcyjna pod względem finansowym.
Reasumując TS orzekł, że art. 8 ust. 1 lit. a) w zw. z art. 5 ust. 1 lit. a) rozporządzenia Nr 261/2004 należy interpretować w ten sposób, iż cena biletu lotniczego, którą należy uwzględnić w celu określenia kwoty zwrotu należnej od przewoźnika lotniczego pasażerowi w przypadku odwołania lotu, obejmuje różnicę między kwotą zapłaconą przez tego pasażera a kwotą otrzymaną przez tego przewoźnika lotniczego, która to różnica odpowiada prowizji pobranej przez podmiot działający w charakterze pośrednika, przy czym nie jest konieczne, by ów przewoźnik lotniczy miał wiedzę na temat dokładnej kwoty tej prowizji.
Komentarz
Bardzo korzystny wyrok dla pasażerów linii lotniczych!
W niniejszym wyroku Trybunał doprecyzował swoje stanowisko w zakresie obowiązku dokonania przez przewoźnika lotniczego zwrotu na rzecz pasażera (którego lot został odwołany) prowizji zapłaconej osobie trzeciej działającej jako pośrednik przy zakupie biletu lotniczego. Trybunał kontynuuje w nim linię orzeczniczą zapoczątkowaną w wyroku w sprawie Harms (wyrok C-601/17), w którym TS uznał, że prowizję agencyjną należy objąć zakresem zwrotu na podstawie art. 8 ust. 1 rozporządzenia Nr 261/2004, chyba że prowizja ta została określona bez wiedzy przewoźnika lotniczego.
Trybunał uznał po pierwsze, że dokonaną u pośrednika rezerwację należy uznać za stanowiącą część jednej transakcji, w ramach której zapłata prowizji jest niezbędnym warunkiem zakupu biletu, a tym samym prowizja pobrana przez pośrednika od pasażera, jako „nieodzowna”, powinna być uznana za „część” ceny zakupu biletu lotniczego. Po drugie, Trybunał przyjął domniemanie wiedzy przewoźnika lotniczego o prowizji pośrednika, z którym współpracuje – powołując się na cel rozporządzenia Nr 261/2004. Należy uznać, że przyjmując to domniemanie Trybunał uwzględnił również, iż przewoźnik lotniczy ma swobodę ukształtowania swoich stosunków z pośrednikiem w taki sposób, aby miał możliwość sprzeciwienia się jego praktykom handlowym. Tym samym wydaje się, że przewoźnik lotniczy może być zwolniony z odpowiedzialności za zwrot prowizji jedynie w sytuacji, gdy pośrednik działa wyłącznie z własnej inicjatywy, bez jakiegokolwiek wiedzy przewoźnika, np. gdy model biznesowy pośrednika opiera się na automatycznym pozyskiwaniu danych ze stron internetowych przewoźników lotniczych bez uzyskania zgody tych ostatnich (wskazywała na ten przykład m.in. Komisja Europejska).
W konsekwencji z przedstawionego wyroku wynika, że w przypadku odwołania lotu pasażer, na podstawie art. 8 ust. 1 rozporządzenia Nr 261/2004, ma prawo nie tylko do zwrotu przez przewoźnika lotniczego ceny biletu, ale także prowizji.
Chociaż niniejszy wyrok został wydany na podstawie rozporządzenia Nr 261/2004, to może się on wpisywać w szerszą koncepcję unijnej ochrony praw konsumenta. Przykładowo Trybunał przeniósł – wypracowaną na przepisach tego rozrządzenia koncepcję szerokiej ochrony praw konsumenta przy cesji wierzytelności konsumenckiej na przedsiębiorcę – na inne obszary umów z konsumentami, co obecnie w polskiej praktyce szczególnie widocznej jest w zakresie cesji praw konsumenta dotyczących sankcji kredytu darmowego. Tym samym należy uważnie obserwować stosowanie przez TS zaprezentowanego w niniejszym wyroku stanowiska w zakresie reguł zwrotu kosztów opłat, w przypadku przedsiębiorców współpracujących z pośrednikami w ramach umów z konsumentami.
Wyrok TS z 15.1.2026 r., Verein für Konsumenteninformation, (Prowizja pobrana przez pośrednika, C-45/24
Nowe wymogi wobec platform internetowych nie wyręczą rodziców
– Warunkiem powodzenia takich rozwiązań jest objęcie nimi całego ekosystemu cyfrowego, a nie wyłącznie największych platform. W przeciwnym razie młodzi użytkownicy mogą przenosić się do mniejszych, słabiej kontrolowanych przestrzeni internetu – uważa Magdalena Bigaj, prezeska Fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa. Zaznacza jednak, że nawet jeśli prawo nie wyeliminuje wszystkich naruszeń, wyznacza ono standardy i jasno komunikuje, jakie praktyki uznajemy za bezpieczne.
Dyskusja na temat granicy wieku, od jakiej nastolatkowie powinni zakładać konta na social mediach, ponownie rozgorzała za sprawą pomysłu klubu Koalicji Obywatelskiej, którego twarzami stali się ministra edukacji Barbara Nowacka i poseł Roman Giertych. Do końca lutego mają oni przygotować projekt ustawy ograniczający możliwość korzystania z nich dzieciom i nastolatkom, które nie skończyły jeszcze 15. roku życia.
Forsujący pomysł politycy wzorują się na rozwiązaniach, które niedawno wprowadzono w Australii, tyle że w wersji light, bo tam dotknęły one osób nieco starszych, tych, które nie skończyły 16 lat. Tym samym Australia stała się pierwszym na świecie krajem wprowadzającym takie obostrzenia i zapowiedziała, że firmy technologiczne, które się do nich nie dostosują, narażą się na wielomilionowe kary.
Zakaz telefonów
Kilka miesięcy temu opinię publiczną dzielił już pomysł zakazywania korzystania smartfonów w szkołach. Jednak według szefowej resortu edukacji, nie rozwiązałby on problemu, bo uczniowie „po godzinach” i tak zasiadaliby do scrollowania. Podczas czwartkowego posiedzenia sejmowej komisji ds. dzieci i młodzieży przedstawiona zostanie zaś informacja na temat wpływu na nie dostępności sociali, komunikatorów czy chatbotów. Jej członkowie będą analizować, czy wprowadzenie ustawowej granicy wieku ma sens.
Już dzisiaj powątpiewa w to wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Jak przypominał w poniedziałkowej rozmowie w Radiu Zet, granica wieku teoretycznie już obowiązuje i wynosi 13 lat (zawierają ją wewnętrzne regulaminy dużych platform), jednak w praktyce nie jest przestrzegana. Jak punktował, jeśli obecnie 9-10-latkom konta zakładają ich rodzice – czy to nieświadomi zagrożeń, bo pozbawieni „kompetencji cyfrowych”, czy po prostu chcący, aby ich dzieci nie były wyalienowane – postulat podnoszenia granicy o dwa lata, to populizm. Eksperci również oceniają, że wszystko rozbije się o kwestię egzekwowania przepisów.
– Debata o ograniczeniu korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci jest dziś konsekwencją wieloletnich zaniedbań w obszarze ochrony najmłodszych użytkowników internetu – uważa Magdalena Bigaj. – Obecny model funkcjonowania usług cyfrowych został zaprojektowany bez realnego uwzględnienia potrzeb rozwojowych dzieci i młodzieży, a odpowiedzialność za bezpieczeństwo w praktyce została przerzucona na rodziców i szkoły. To pokazuje, że interwencja systemowa staje się konieczna – komentuje ekspertka.
Prezeska Fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa mówi jednak jasno: rozmowa o granicy wieku nie powinna sprowadzać się do prostego zakazu. – Kluczowe jest precyzyjne określenie odpowiedzialności po stronie dostawców usług oraz oparcie regulacji na wiedzy naukowej dotyczącej rozwoju dzieci i ich kompetencji cyfrowych – wyjaśnia. I dodaje, że jesteśmy w stanie precyzyjnie uchwycić moment, w którym młoda osoba może już zacząć podejmować świadome decyzje, poruszając się w cyfrowym świecie.
Podobne wątpliwości ma dr Ilona Dąbrowska z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, ekspertka z dziedziny nauk o mediach i mediów społecznościowych. – Choć temat ochrony dzieci w internecie coraz częściej pojawia się w debacie publicznej i jest podnoszony zarówno przez ekspertów, jak i decydentów, to wprowadzenie całkowitego zakazu korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 15. roku życia wiązałoby się z poważnymi barierami prawnymi, technologicznymi i społecznymi – wyjaśnia.
I przyznaje, że tego typu ustawy mogłyby podzielić los tej, która miała wdrażać w naszym kraju unijny Akt o usługach cyfrowych, czyli DSA. Zawetowane niedawno przez prezydenta Karola Nawrockiego regulacje miały zmusić gigantów cyfrowych do reagowania na nielegalne treści. – Ograniczenia związane z internetem zawsze budzą kontrowersje, tak na świecie, jak i w Polsce. Część środowisk wskazuje, że regulacje pomogą chronić użytkowników i przeciwdziałać szkodliwym treściom, inni obawiają się nadmiernej moderacji albo ograniczeń wolności wypowiedzi – zauważa ekspertka.
Realna kontrola
Doktor Dąbrowska podkreśla przy tym, że same przepisy nie wystarczą, jeśli za ich przyjęciem nie pójdzie społeczna akceptacja i pojawienie się narzędzi realnej kontroli. – W Polsce media społecznościowe są powszechnie postrzegane jako naturalny element życia codziennego dzieci i młodzieży, a wielu rodziców traktuje je jako narzędzie kontaktu, edukacji czy rozrywki. W takiej sytuacji istnieje wysokie ryzyko obchodzenia przepisów – zarówno przez dzieci, jak i za milczącą zgodą dorosłych – przyznaje.
Zdaniem ekspertki, przy podobnych rozważaniach rodzi się naturalne pytanie o to, kto byłby karany za łamanie przepisów. – Nakładanie sankcji na rodziny mogłoby budzić kontrowersje i sprzeciw społeczny, natomiast skuteczne karanie platform wymagałoby silnych instrumentów nadzorczych i międzynarodowej współpracy – rozważa.
Mimo tego, dr Dąbrowska nie przekreśla tego samego pomysłu. – Ten kierunek nie jest zły, jednak pozostaję sceptyczna wobec podejścia, które w nadmiernym stopniu przerzuca odpowiedzialność za zachowania dzieci w sieci wyłącznie na ich rodziców – mówi. – Oczekiwanie, że opiekunowie będą w stanie samodzielnie nadążyć za dynamiką platform, mechanizmami algorytmicznymi i stale zmieniającymi się zagrożeniami, jest często nierealistyczne i prowadzi do nierówności w poziomie ochrony dzieci – ocenia.
Jej zdaniem kluczowe jest to, żeby to platformy minimalizowały ryzyka i tworzyły bezpieczne systemy, a także postawienie na edukację medialną i cyfrową. I to zarówno dzieci, jak i rodziców oraz nauczycieli, bo bez krytycznego myślenia i rozumienia mechanizmów, najlepsze nawet przepisy nic nie dadzą. A zatem czeka nas maraton, a nie sprint o jak najszybsze wprowadzenie zakazów.
Łukasz Wojtasik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, specjalista ds. bezpieczeństwa dzieci online przypomina z kolei, że granica 13. roku życia w wewnętrznych regulaminach serwisów wynika z przepisów RODO, które nie uwzględniają specyfiki mediów społecznościowych i rozwoju dzieci.
– Oczywiście z perspektywy platform, wiek im niższy, tym lepszy, bo oznacza więcej użytkowników. Jednak z naszej – jest zupełnie odwrotnie – mówi. – Przeprowadzony przez nas w zeszłym roku sondaż „Sprawdzian 13+” pokazał, że z mediów społecznościowych korzysta już ponad połowa dzieci w wieku 7-9 lat, a jedna czwarta sama publikuje treści – alarmuje ekspert.
Zgadza się z twierdzeniem, jakoby samo podniesienie wieku w przepisach dało niewiele, choć może wpłynąć na część rodziców czy samych nastolatków. – Za tym musi iść zwiększenie świadomości społecznej i realne zobowiązanie platform, żeby ten wiek weryfikowały. To nieprawda, że nie mają do tego skutecznych narzędzi, bo już dzisiaj w UE funkcjonują choćby prototypy elektronicznego dokumentu, który daje taką możliwość. A pomysłów jest więcej – wyjaśnia.
Spóźnione działania
Ekspert przypomina, że tym tematem Fundacja zajmuje się od niemal dwóch dekad, a zatem na bieżąco obserwuje, jakie zagrożenia niesie za sobą rozwój technologii i wprowadzanie każdej nowej funkcji w serwisach społecznościowych.
– Przegapiliśmy moment, w którym media społecznościowe z niewinnych z pozoru serwisów, służących do podtrzymywania znajomości czy dzielenia się codziennością, stały się ogromnymi ekosystemami, obliczonymi na zatrzymywanie nas przy ekranach i monetyzowanie naszej uwagi – ocenia. I konkluduje, że dyskusja na temat zagrożeń czekających w sieci na dzieci musi trwać. Mimo że działania ocenia jako spóźnione.
Pozostaje pytanie, czy platformy w jakikolwiek sposób odpowiedzą na próby wprowadzenia ograniczeń, które – jak można się spodziewać – w niedalekiej przyszłości podejmą zarówno kraje europejskie, jak i spoza UE. Póki co, w połowie stycznia serwis YouTube ogłosił, że wprowadza m.in. mocniejsze mechanizmy rodzicielskiej kontroli. Opiekunowie ustalą limit na przeglądanie przez nastolatków shortsów, a wkrótce mają zyskać możliwość całkowitego blokowania dostępu do „rolek” Pytanie, czy inne serwisy podążą tym tropem.
Eksperci: KSeF jest potrzebny, ale nie wszyscy są na niego gotowi
Chyba raczej na pewno, jeszcze nie wiem, okaże się, zobaczymy 1 lutego – tak na pytanie o to, czy będą wystawiać faktury tylko w KSeF, odpowiadają sprzedawcy w sklepach i na stacjach paliw.
To mniej więcej oddaje stan przygotowań polskiego biznesu do zbliżającej się dużymi krokami księgowej rewolucji. Z różnych badań wynika, że większość przedsiębiorców coś o KSeF słyszała, część się do niego szykuje, niektórzy są już prawie gotowi.
Czy zdążą? Czy urzędnicy dobrze wszystko zorganizowali? Czy w ogóle jest potrzeba wprowadzania systemu, który diametralnie zmieni życie przedsiębiorców? A może należałoby go przesunąć? Nad tym zastanawiali się eksperci Panelu Prawników „Rzeczpospolitej”.
Dobre narzędzie dla fiskusa
Na początek przypomnijmy, że KSeF to nadzorowana przez fiskusa platforma do wystawiania, odbierania i przechowywania faktur. Codziennie mają przez nią przechodzić miliony dokumentów. Ministerstwo Finansów zapewnia, że KSeF uszczelni system podatkowy, zapewni pewność obrotu gospodarczego, usprawni obieg dokumentów i pozwoli trafniej typować podmioty do kontroli. Przeciwnicy mówią o dodatkowych obciążeniach dla firm, niejasnych przepisach, ryzyku wycieku danych i totalnej inwigilacji.
Czy KSeF faktycznie jest potrzebny? Tak uważa 54 proc. naszych panelistów.
– Dzięki KSeF rząd będzie miał bardzo istotny instrument, który pozwoli na ograniczenie nadużyć podatkowych. Daje to większe prawdopodobieństwo wyższych dochodów budżetowych – mówi prof. Mariusz Popławski.
– KSeF jest na pewno potrzebny Ministerstwu Finansów, które widzi w nim olbrzymią bazę danych do analizy. Inną perspektywę mają jednak firmy, które nowego systemu co do zasady nie potrzebują. Przecież już teraz działają w gąszczu wielu przepisów i obowiązków, po co im kolejne? – wskazuje doradca podatkowy Grzegorz Gębka. Podkreśla, że KSeF ma docelowo ujednolicić i uprościć obieg dokumentów.
– Nie zrobi krzywdy przedsiębiorcom, którzy działają zgodnie z prawem. Natomiast będzie problemem dla tych, którzy naruszają przepisy, mam tu na myśli celowe i wręcz przestępcze działania – mówi Grzegorz Gębka.
Obawy dotyczące bezpieczeństwa
Z tezą, że KSeF jest potrzebny nie zgadza się 39 proc. panelistów. Obawiają się przede wszystkim o bezpieczeństwo nowego systemu.
– KSeF bierze na siebie odpowiedzialność za fakturowanie w całej gospodarce. Nie wiem, czy taka centralizacja jest dobrym pomysłem – mówi prof. Rafał Adamus. Wskazuje na ryzyko wystąpienia różnych zdarzeń: awaria, przerwa w dostawie prądu, wyciek danych.
– Uważam, że rozproszenie systemów fakturowania, w tym możliwość wystawiania faktur odręcznych, to elementy bezpieczeństwa. A przecież Polska jest w trakcie wojny w cyberprzestrzeni z innym państwem. Dlaczego KSeF nie może być systemem wtórnie przetwarzającym faktury wystawione w dowolny sposób? – pyta prof. Rafał Adamus.
– Gromadzenie tak potężnej bazy danych w rękach państwa budzi obawy o ochronę prywatności i tajemnicy przedsiębiorstwa. Awaria systemu lub masowa kradzież danych stanowić będzie niebezpieczeństwo dla interesu państwowego – wskazuje dr Michał Bieniak.
– W Polsce jest coraz więcej ataków hakerskich. A po wejściu KSeF wszystkie dane będą w jednym miejscu – zwraca uwagę Sylwia Rzepka, ekspert Stowarzyszenia Księgowych w Polsce.
Jakie są jeszcze argumenty przeciwko KSeF? – Ani sam system, ani przedsiębiorcy nie są przygotowani. Stanowi znaczące obciążenie dla małych i średnich przedsiębiorstw, generując dla nich dodatkowe obowiązki i koszty. Kłóci się to z wcześniejszymi postulatami deregulacji, stanowiąc wręcz ich zaprzeczenie – twierdzi dr Michał Bieniak.
Profesor Rafał Adamus wskazuje, że nowe zasady datowania faktur mogą spowodować w niektórych firmach problemy z płynnością finansową (szerzej pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej” z 9 grudnia 2025 r.).

Terminy wejścia KSeF
KSeF startuje 1 lutego 2026 r. Od tego dnia fakturować sprzedaż w nowym systemie muszą największe firmy. Czyli te, które miały w 2024 r. sprzedaż powyżej 200 mln zł (liczone razem z VAT). Ministerstwo Finansów informuje, że jest ich 4213. Pozostałe firmy muszą wystawiać faktury w KSeF od 1 kwietnia 2026 r. Za wyjątkiem najmniejszych przedsiębiorców, którzy mają sprzedaż brutto do 10 tys. zł miesięcznie. Oni mogą do końca 2026 r. fakturować na starych zasadach (elektronicznie albo w papierze).
Natomiast od 1 lutego 2026 r. przedsiębiorcy muszą odbierać w KSeF faktury zakupowe. Dotyczy to każdego, który współpracuje z dużą firmą – leasinguje samochód, korzysta z internetu i telefonu czy kupuje wyposażenie do biura w hipermarkecie. Przedsiębiorcy muszą więc nauczyć się obsługi nowe- go systemu (pisaliśmy o tym m.in. w „Rzeczpospolitej” z 5 stycznia 2026 r.).
Czy biznes jest gotowy?
„Firmy i administracja nie są odpowiednio przygotowane do wdrożenia KSeF i należałoby przesunąć termin jego wejścia w życie” – z tą tezą zgadza się 31 proc. panelistów „Rzeczpospolitej”.
– Należy wyciągnąć wnioski z ankiet przeprowadzanych wśród przedsiębiorców, zwłaszcza małych firm, których znaczna część deklaruje brak przygotowania do KSeF. Należy też wziąć pod uwagę zgłaszane ostatnio obawy dotyczące należytego zabezpieczenia danych, w tym przed atakami cybernetycznymi – wskazuje prof. Hanna Litwińczuk.
– Obawiam się o możliwości tego systemu. Czy będzie płynnie działał w ostatnim dniu miesiąca o godz. 23.50? Czy będzie dostępny 24 godziny na dobę w Bieszczadach? – pyta prof. Rafał Adamus.
Sylwia Rzepka ze Stowarzyszenia Księgowych w Polsce zwraca uwagę, że Ministerstwo Finansów dopiero w listopadzie 2025 r. udostępniło dostawcom oprogramowania kluczowe komponenty potrzebne do integracji z KSeF. – Zważywszy na tak krótki czas do przygotowania, nie jest realne, aby wszystko poprawnie zadziałało – przewiduje Sylwia Rzepka.
Z kolei 23 proc. panelistów uważa, że urzędy oraz firmy są przygotowane do KSeF i nie trzeba go przesuwać.
– Każda firma, ale również administracja, zatrudnia lub korzysta ze wsparcia informatyków. Oni są w stanie przyszykować dany podmiot do nowego systemu. Odłożenie KSeF w czasie nie spowoduje lepszego przygotowania firm i instytucji. Opóźni tylko wprowadzenie ważnego dla państwa instrumentu – tłumaczy prof. Mariusz Popławski.
Co ciekawe, aż 46 proc. ekspertów zajęło w tej sprawie stanowisko neutralne. I wskazują na różne aspekty.
– Przedsiębiorcy nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat funkcjonowania KSeF. Dzieje się tak z prostego powodu. Modelowy przedsiębiorca musi skupić się na biznesie i niekoniecznie ma czas na wdrażanie kolejnych rozwiązań czy realizację raz po raz nakładanych na niego obowiązków. Stąd też, pomimo szerokiej kampanii informacyjnej, firmy niewiele wiedzą o KSeF. Czy jego przesunięcie coś zmieni? Nie sądzę. To ogromna operacja logistyczna, która zawsze (niezależnie od tego, czy zacznie obowiązywać od 1 lutego 2026 r., czy później) będzie budziła obawy przedsiębiorców i powodowała techniczne problemy – wskazuje Grzegorz Gębka.
Czy odroczenie jest możliwe?
Czy odroczenie jest jednak w ogóle możliwe? Do startu KSeF zostały przecież niecałe dwa tygodnie. A zasady jego funkcjonowania są określone w ustawie.
– Do przesunięcia nowego systemu niezbędna jest więc zmiana ustawy. Szanse na to, że uda się do lutego przejść przez cały proces legislacyjny są minimalne. Ciężko sobie natomiast wyobrazić, że KSeF mógłby zostać przesunięty bez stosownej nowelizacji na podstawie administracyjnej decyzji. Choć z drugiej strony w naszych podatkach różne cuda już się zdarzały – podkreśla Grzegorz Gębka.
Dodaje, że jeżeli okaże się, że nowy system sprawia duże problemy, realne jest przesunięcie terminu dla mniejszych firm, czyli 1 kwietnia. Na to jest jeszcze czas.
Co na to fiskus?
– KseF wchodzi zgodnie z planem – zapewnił na piątkowym spotkaniu z prasą szef Krajowej Administracji Skarbowej Marcin Łoboda. Urzędnicy znają głosy krytyków i niedowiarków, ale są przekonani, że nowy system został dobrze przygotowany i przedsiębiorcy sobie z nim poradzą.
Promocje pod lupą UOKiK. Jak prawidłowo informować o obniżkach cen?
Obowiązek informowania o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką stanowi konsekwencję obowiązywania dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/2161 z 27.11.2019 r. zmieniającej dyrektywę Rady 93/13/EWG i dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 98/6/WE, 2005/29/WE oraz 2011/83/UE w odniesieniu do lepszego egzekwowania i unowocześnienia unijnych przepisów dotyczących ochrony konsumenta (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 328, s. 7). Dyrektywa miała na celu ukrócenie praktyk rynkowych polegających na prezentowaniu pozornych obniżek cen.
Dodany dyrektywą 2019/2161 art. 6a dyrektywy 98/6/WE wprowadził zasadę, zgodnie z którą w każdym ogłoszeniu o obniżce ceny podaje się wcześniejszą cenę stosowaną przez podmiot gospodarczy przez określony okres przed zastosowaniem obniżki ceny, a wcześniejsza cena oznacza najniższą cenę stosowaną przez podmiot gospodarczy w okresie, który nie może być krótszy niż 30 dni przed zastosowaniem obniżki ceny.
Implementacja dyrektywy Omnibus w prawie polskim
Polski ustawodawca dokonał implementacji dyrektywy Omnibus ustawą z 1.12.2022 r. o zmianie ustawy o prawach konsumenta oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2022 r. poz. 2581), która weszła w życie 1.1.2023 r.
Zmiany objęły przede wszystkim ustawę z 9.5.2014 r. o informowaniu o cenach towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 168; dalej: InfCenTiUU). W omawianym aspekcie najważniejsze znaczenie ma art. 4 ust. 1–4 InfCenTiUU, który nakłada na przedsiębiorców obowiązek podawania – obok ceny po obniżce – informacji o najniższej cenie tego towaru lub tej usługi, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. Od tej zasady ustawodawca wprowadził wyjątki. Zgodnie z art. 4 ust. 4 InfCenTiUU, w przypadku towarów, które ulegają szybkiemu zepsuciu lub mają krótki termin przydatności, obok informacji o obniżonej cenie uwidacznia się informację o cenie sprzed pierwszego zastosowania obniżki, z zastrzeżeniem, że terminy, o których mowa w art. 4 ust. 2 i 3 InfCenTiUU, nie mają zastosowania. Ponadto podkreślił, że do reklamy towaru lub usługi wraz z ceną, przepisy art. 4 ust. 1–4 InfCenTiUU stosuje się odpowiednio.
Zarówno z podanych wyżej przepisów. jak i z oficjalnych wyjaśnień Prezesa UOKiK-u wynika, że obowiązek podania najniższej ceny z 30 dni przed obniżką powstaje wszędzie tam, gdzie komunikacja cenowa wywołuje u przeciętnego konsumenta wrażenie uzyskania korzyści cenowej.
W wyjaśnieniach skierowanych do przedsiębiorców Prezes UOKiK-u podkreśla, że informacją o obniżce są komunikaty pisemne, mówione (np. w reklamie radiowej, telewizyjnej), graficzne oraz połączenie tych wariatów, np.:
- posługiwanie się sformułowaniami informującymi o obniżce, np. „okazja (cenowa)”, „promocja”, „wyprzedaż”, „rabat”, „zaoszczędź”, „taniej/korzystniej o…”, „Black Friday”,
- prezentowanie znaku %, w szczególności z konkretną liczbą i znakiem „-”, np. -20%,
- przekreślenie ceny,
- używanie szczególnej kolorystyki, zwłaszcza rzucającej się w oczy, np. czerwonej, żółtej, pomarańczowej,
- zestawienie ceny wyższej z niższą, przed i po obniżce,
- rabaty wynikające z kodu promocyjnego dotyczące konkretnych produktów lub ich grup,
- rabaty dla uczestników programów lojalnościowych (np. subskrybentów newslettera) dotyczące konkretnych produktów lub ich grup.
Podstawowe znaczenie ma perspektywa konsumenta, a nie formalna konstrukcja cenowa przyjęta przez przedsiębiorcę. Nawet brak użycia słowa „promocja” nie wyłącza obowiązków informacyjnych, jeżeli przekaz sugeruje obniżkę ceny.
Praktyka stosowania przepisów – sprawy Zalando i Temu
Prezes UOKiK-u 12.1.2026 r. poinformował o nałożeniu kar za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na platformy sprzedażowe Zalando oraz Temu. Podkreślił, że najniższa cena z 30 dni przed obniżką stanowi obowiązkowy element informacji o obniżce i punkt odniesienia do obliczania wysokości rabatu.
W przypadku Zalando Organ ustalił, że konsumenci korzystający z polskiej wersji serwisu – nawet kilka miesięcy po wejściu w życie nowych przepisów – nie mieli możliwości rzetelnej oceny rzeczywistej skali promocji. Informacja o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką była nieobecna na różnych etapach procesu zakupowego, a także w reklamach emitowanych poza platformą.
UOKiK wspomniał, że również w toku postępowania przedsiębiorca nie wdrożył obowiązków informacyjnych w sposób prawidłowy. Urząd zwrócił uwagę na powtarzające się przypadki modyfikacji najniższej ceny z 30 dni przed obniżką, choć cena sprzedaży produktów nie uległa zmianie. Dzień po dniu oferta wydawała się atrakcyjniejsza, ponieważ przedsiębiorca zmieniał wysokość najniższej ceny z 30 dni przed obniżką. Podnosząc ją, zwiększał wysokość rabatu, choć produkt kosztował tyle samo co wcześniej, a konsument mógł mieć wrażenie większej korzyści. Zabieg ten sprawiał, że oferta wydawała się bardziej atrakcyjna, choć faktyczna cena pozostawała taka sama.
Dodatkowo Zalando prezentowało obniżki względem cen „początkowych” lub „regularnych”, a nie względem wymaganej ceny referencyjnej. Organ zakwestionował także nieprawidłowości związane z udostępnianiem filtru „okazja”.
Prezes UOKiK nałożył na Zalando karę 30 945 000 zł. Decyzja jest nieprawomocna, spółka może złożyć odwołanie do sądu. Wobec spółki prowadzone jest również postępowanie dotyczące nieudzielenia informacji w toku postępowania, co zagrożone jest karą do 3% obrotu.
Natomiast w przypadku Temu analiza UOKiK wykazał, że w polskiej wersji serwisu nie zawsze podawano informację o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką, mimo komunikowania promocji. Braki te występowały niespójnie, np. w zależności od wariantu produktu, miejsca w serwisie, wersji platformy (desktopowej i mobilnej). Zdarzało się. że informacja o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką była podana, lecz w wysokości niezgodnej z rzeczywistością. Organ wskazał m.in. na przypadki zmieniania ceny referencyjnej dzień po dniu przy niezmienionej cenie sprzedaży.
W toku postępowania przedsiębiorca zaniechał kwestionowanych praktyk i ujednolicił sposób prezentowania promocji. Nie wykluczyło to jednak nałożenia kary w wysokości 5 910 900 zł. Decyzja również ma charakter nieprawomocny i spółce przysługuje odwołanie do sądu.
Jak uniknąć błędów w okresie wyprzedaży?
Opisane przypadki potwierdzają, że najniższa cena z 30 dni przed obniżką pełni centralną funkcję informacyjną i obliczeniową, a zastąpienie jej innymi cenami referencyjnymi jest niedopuszczalne. Nawet techniczne lub graficzne elementy prezentacji cen mogą prowadzić do naruszenia przepisów, dlatego nie warto komplikować przekazu.
Z perspektywy obsługi prawnej przedsiębiorców przepisy implementujące dyrektywę Omnibus wymagają dokładnej analizy oraz uwzględniania funkcjonalnej, prokonsumenckiej wykładni omawianych aktów, jak widać konsekwentnie stosowanej przez Prezesa UOKiK-u. Sezon wyprzedaży stanowi szczególny sprawdzian dla zgodności działań marketingowych z przepisami prawa konsumenckiego. Intensyfikacja komunikacji cenowej, wielokanałowe prezentowanie promocji oraz dynamiczne zmiany ofert znacząco zwiększają ryzyko naruszeń. Do złamania przepisów może dojść nawet bez złych intencji sprzedawcy.
Brak związania zaświadczeniem o zgodności inwestycji z planem miejscowym
Stan faktyczny
WSA w Gdańsku rozpoznał sprawę ze skargi na decyzję Wojewody Pomorskiego w przedmiocie sprzeciwu w sprawie zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego i uchylił zaskarżoną decyzję i poprzedzającą ją decyzję Starosty Nowodworskiego, oraz umorzył postępowanie administracyjne.
W sprawie tej decyzją Starosty Nowodworskiego z 2012 r. udzielono Skarżącemu pozwolenia na budowę budynku zakwaterowania turystycznego. Decyzją z 2014 r. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Powiecie Nowodworskim udzielił inwestorowi pozwolenia na użytkowanie. W 2024 r. do Starosty wpłynęło zgłoszenie obejmujące zmianę sposobu użytkowania obiektu budowlanego z budynku zakwaterowania turystycznego na budynek mieszkalny jednorodzinny.
Starosta wniósł sprzeciw od powyższego zgłoszenia. W uzasadnieniu Organ wyjaśnił, iż po przeanalizowaniu treści zgłoszenia oraz sprawdzeniu jego zgodności z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wsi S. stwierdził, że zmiana sposobu użytkowania obiektu budowlanego z budynku zakwaterowania turystycznego na budynek mieszkalny jednorodzinny jest niezgodna z jego zapisami. Dopuszcza się jedynie zamierzenia w postaci obiektu mieszkalno-usługowego lub oddzielnych obiektów – mieszkalnego i usługowego, realizowanych w różnych etapach. Według interpretacji Starosty plan miejscowy przewiduje budowę jednego budynku mieszkalno-usługowego lub jednego budynku mieszkalnego i jednego budynku usługowego. Na przedmiotowej działce znajdują się już budynki mieszkalne. W związku z powyższym, zgodnie z zapisami planu miejscowego brak jest możliwości realizacji kolejnego budynku mieszkalnego na tej samej nieruchomości.
Po rozpatrzeniu odwołania Wojewoda Pomorski utrzymał w mocy zaskarżoną decyzję. W uzasadnieniu Organ odwoławczy wyjaśnił, że materialnoprawną podstawą niniejszego rozstrzygania jest art. 71 ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418; dalej: PrBud).
Wojewoda wskazał, że zmiana sposobu użytkowania obiektu budowlanego jest de facto traktowana jako powstanie obiektu o nowej funkcji, jeżeli ta zmiana wpływa na istotne warunki techniczne i bezpieczeństwo użytkowania, co ma miejsce w niniejszej sprawie. Zmiana sposobu użytkowania nie zawsze wiąże się z robotami budowlanymi, ale zawsze rodzi konsekwencje formalne i prawne.
Wojewoda odnotował również, że zgłoszenie jest niekompletne, bowiem nie dołączono ekspertyzy technicznej wykonanej przez osobę posiadającą uprawnienia budowlane bez ograniczeń w odpowiedniej specjalności, o której mowa w art. 71 ust. 2 pkt. 5 PrBud. Dokument ten należy dołączyć do zgłoszenia w związku z zaniechaniem w obiekcie budowlanym (obecnym budynku usługowym – zakwaterowania turystycznego) działalności zmieniającej warunki bezpieczeństwa pożarowego i higieniczno-sanitarne, w tym wielkość i układ obciążeń tych warunków. Starosta zasadnie jednak odstąpił od wzywania inwestora do uzupełnienia zgłoszenia w tym zakresie z uwagi na naruszenie przez zgłaszaną inwestycję ustaleń obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, co obligowało Organ do wniesienia sprzeciwu. Nałożenie na zgłaszającego obowiązku uzupełnienia zgłoszenia w wymaganym zakresie byłoby niezasadne, gdyż nawet jego uzupełnienie nie zmieniłoby rozstrzygnięcia w tym zakresie.
W sprawie skierowano skargę, kwestionując przede wszystkim to, że zamierzona zmiana sposobu użytkowania obiektu budowlanego narusza ustalenia obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wbrew zaświadczeniu Wójta Gminy, dostarczonemu zgodnie z art. 71 ust. 2 pkt. 4 PrBud.
Stanowisko WSA
Skarga okazała się uzasadniona.
Podstawą sprzeciwu wniesionego przez Starostę było naruszenie przez zamierzoną zmianę sposobu użytkowania obiektu budowlanego ustaleń obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Organy orzekające w sprawie ustaliły, iż zapisy tam zawarte sprzeciwiają się zlokalizowaniu na jednej działce wyłącznie budynków mieszkalnych jednorodzinnych, a dopuszczalna jest jedynie budowa jednego budynku mieszkalno-usługowego lub jednego budynku mieszkalnego i jednego budynku usługowego. Skoro na tej działce znajduje się już budynek mieszkalny, to zamierzenie skarżącego dotyczące kolejnego budynku mieszkalnego uznano za niedopuszczalne. To stanowisko Organów jest w ocenie Sądu błędne.
Skarżący dołączył do wniosku zaświadczenie Wójta Gminy o zgodności planowanego zamierzenia z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W treści decyzji obu instancji brak jakiegokolwiek ustosunkowania się do wzmiankowanego zaświadczenia.
Sąd wskazał, że organy nadzoru budowlanego nie są związane treścią zaświadczenia o zgodności inwestycji z planem miejscowym. W konsekwencji nie oznacza to, aby organy zwolnione były z wyczerpującej oceny tak istotnego dowodu w sprawie. Skoro bowiem ustawodawca w art. 71 ust. 2 pkt. 4 PrBud nałożył obowiązek przedłożenia takiego zaświadczenia wraz z wnioskiem, to orzekające w sprawie organy winny odnieść się do jego treści, czego w niniejszej sprawie nie uczyniły.
Odnosząc się następnie do podstawy wniesionego w sprawie sprzeciwu, WSA wskazał, iż stosownie do § 4 planu miejscowego ustala się, że głównymi funkcjami terenu dla obszaru objętego planem są:
- Funkcja mieszkaniowa;
- Funkcja turystyczno-rekreacyjna;
- Funkcja usług podstawowych;
- Funkcje ochronne, realizowane zgodnie z warunkami, o których mówią ustalenia szczegółowe zawarte w karcie terenu.
Bezsporne jest, iż nieruchomość, na której skarżący zamierza zrealizować zmianę sposobu użytkowania obiektu budowlanego, położona jest na obszarze karty terenu nr X. Bezsporne jest również to, że na tej nieruchomości istnieje już inny budynek o funkcji mieszkaniowej.
Zgodnie z treścią planu teren ten jest przeznaczony pod funkcję mieszkaniowo-usługową, w tym obsługę turystyki (pensjonaty, hotele, wynajem pokoi), handel i gastronomię. Dla obiektów nowych oraz modernizowanych zabudowę można realizować w postaci obiektu mieszkalno-usługowego lub oddzielnych obiektów – mieszkalnego i usługowego, realizowanych w różnych etapach.
Wbrew stanowisku orzekających w sprawie Organów, Sąd, dokonując analizy przywołanych w sprawie przepisów planu miejscowego, doszedł do wniosku, iż dopuszczalnymi na obszarze terenu planu miejscowego są zarówno funkcje mieszkaniowa, jak i usługowa (w tym obsługa turystyki). Z treści planu nie można wywieść obowiązku realizacji na jednej działce obiektu budowlanego o funkcji mieszkalno-usługowej lub oddzielnych budynków – mieszkalnego i usługowego.
Dokonana przez Organy architektoniczno-budowlane wykładnia planu miejscowego prowadzi w istocie do nałożenia na właścicieli nieruchomości położonych w danym obszarze obowiązku świadczenia usług z naruszeniem art. 31 ust. 2, art. 47, art. 64 oraz art. 65 ust. 1 i 2 Konstytucji.
Komentarz
WSA w Gdańsku rozpatrywał skargę na sprzeciw organów administracji wobec zgłoszenia zmiany sposobu użytkowania budynku z obiektu zakwaterowania turystycznego na budynek mieszkalny jednorodzinny. Starosta i Wojewoda uznali, że zmiana ta jest niezgodna z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, który w ich ocenie dopuszczał na jednej działce jedynie zabudowę mieszkaniowo-usługową albo połączenie budynku mieszkalnego i usługowego, a nie kolejny budynek o funkcji wyłącznie mieszkalnej.
WSA uchylił decyzje obu instancji i umorzył postępowanie administracyjne. Sąd wskazał, że choć organy architektoniczno-budowlane nie są formalnie związane zaświadczeniem wójta o zgodności inwestycji z planem miejscowym, to mają obowiązek merytorycznie się do niego odnieść, czego w tej sprawie nie uczyniły. Sam fakt posiadania takiego zaświadczenia wymaga jego oceny jako istotnego dowodu.
Ponadto WSA uznał, że Organy błędnie zinterpretowały zapisy planu miejscowego. Z planu wynika dopuszczalność zarówno funkcji mieszkaniowej, jak i usługowej, bez obowiązku ich łączenia na jednej działce. Przyjęta przez organy wykładnia prowadziłaby do nieuprawnionego ograniczenia prawa własności i swobody działalności gospodarczej, naruszając konstytucyjne prawa właścicieli nieruchomości.
W sprawach budowlanych kwestia wykładni zapisów planu miejscowego nierzadko ma dla nich znaczenie rozstrzygające.
Wyrok WSA w Gdańsku z 3.12.2025 r., II SA/Gd 676/25, Legalis
Odpowiedzialność członków zarządu za nielegalne gry hazardowe online
Stan faktyczny
Spór między NM i OU, działającymi w charakterze członków zarządu maltańskiej spółki prowadzącej kasyno online a TE, mieszkającym w Austrii, dotyczył zwrotu strat poniesionych w związku z uczestnictwem w grach hazardowych online oferowanych przez tę spółkę w Austrii bez koncesji wymaganej na mocy prawa tego państwa członkowskiego.
Austriacki Sąd Najwyższy, do którego NM i OU wnieśli skargę rewizyjną, uważa, że ustalenie jurysdykcji sądów austriackich wymaga przede wszystkim, aby przepis krajowy mogący służyć za podstawę powództwa TE miał zastosowanie zgodnie z rozporządzeniem (WE) Nr 864/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z 11.7.2007 r. dotyczącego prawa właściwego dla zobowiązań pozaumownych (Dz.Urz. UE L z 2007 r. Nr 199, s. 40; dalej: RzymII). W tym kontekście sąd ten powziął wątpliwości co do zakresu wyjątku przewidzianego w art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII.
Stanowisko TS
Zobowiązania pozaumowne wynikające z prawa spółek
Zgodnie z art. 1 ust. 1 RzymII rozporządzenie to stosuje się do zobowiązań pozaumownych w sprawach cywilnych i handlowych, powiązanych z prawami różnych państw. Na podstawie art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII z zakresu jego stosowania wyłączone są jednak „zobowiązania pozaumowne wynikające z prawa spółek i innych jednostek organizacyjnych, posiadających lub nieposiadających osobowość prawną, dotyczące kwestii takich, jak utworzenie – poprzez rejestrację lub w inny sposób, zdolność prawna, ustrój wewnętrzny lub rozwiązanie spółek i innych jednostek organizacyjnych, posiadających lub nieposiadających osobowość prawną, osobista odpowiedzialność organów i wspólników za zobowiązania spółki lub jednostki organizacyjnej oraz osobista odpowiedzialność audytorów wobec spółki lub wobec jej wspólników w związku z badaniem dokumentów rachunkowych”.
Rozpatrywana skarga ma na celu pociągnięcie NM i OU do odpowiedzialności z powodu zarzucanego naruszenia przez spółkę, której są członkami zarządu, nałożonego na każdą osobę przez austriackie prawo zakazu publicznego oferowania gier hazardowych bez posiadania odpowiedniej w tym celu koncesji. W związku z tym – i nie przesądzając o kwalifikacji innych powództw, które mogą zostać wytoczone przeciwko tym członkom zarządu z powodu naruszenia ciążącego na nich obowiązku wobec spółki – TS stwierdził, że pociągnięcie NM i OU do odpowiedzialności z powodu zarzucanego naruszenia ogólnego zakazu oferowania gier hazardowych online bez posiadania w tym celu koncesji nie należy do kategorii zobowiązań pozaumownych wynikających z prawa spółek w rozumieniu art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII. Takie powództwo nie dotyczy bowiem stosunku między spółką a członkami jej zarządu.
Trybunał orzekł, że art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII należy interpretować w ten sposób, iż wytoczone przeciwko członkom zarządu spółki powództwo z tytułu odpowiedzialności za czyn niedozwolony za naruszenie nałożonego przez ustawodawstwo krajowe zakazu publicznego oferowania gier hazardowych bez posiadania w tym celu koncesji nie należy do kategorii zobowiązań pozaumownych wynikających z prawa spółek w rozumieniu tego przepisu.
Miejsce szkody
Zgodnie z zasadą ogólną ustanowioną w art. 4 ust. 1 RzymII prawem właściwym dla zobowiązania pozaumownego wynikającego z czynu niedozwolonego jest prawo państwa, w którym powstaje szkoda, niezależnie od tego, w jakim państwie miało miejsce zdarzenie powodujące szkodę oraz niezależnie od tego, w jakim państwie lub państwach występują skutki pośrednie tego zdarzenia.
Z orzecznictwa TS wynika, że miejscem urzeczywistnienia się szkody jest miejsce, w którym podnoszona szkoda konkretnie wystąpi (wyrok TS z 12.5.2021 r., Vereniging van Effectenbezitters, C-709/19, Legalis, pkt 31). Trybunał wskazał, że po pierwsze, zarzucany czyn niedozwolony polega na naruszeniu interesów TE, które są prawnie chronione poprzez obowiązujący w państwie członkowskim jego zwykłego pobytu zakaz publicznego oferowania uczestnictwa w grach hazardowych online bez posiadania w tym celu koncesji. Po drugie, jak zauważył rzecznik generalny w pkt 61 i 69 opinii, podnoszona przez TE szkoda wystąpiła konkretnie w związku z jego uczestnictwem, z Austrii, w grach hazardowych online oferowanych z naruszeniem zakazu obowiązującego w tym państwie.
W tych okolicznościach TS uznał, że szkoda powstała w Austrii. Biorąc pod uwagę sam charakter gier hazardowych online, który nie pozwala na łatwą lokalizację ich prowadzenia w określonym miejscu fizycznym, Trybunał uznał, że gry te odbyły się w miejscu zwykłego pobytu gracza. Lokalizacja powstania podnoszonej szkody w miejscu zwykłego pobytu gracza, gdzie można uznać, że doszło do uczestnictwa w grach hazardowych online, jest zgodna z celem przewidywalności ponieważ TBM i jej członkowie zarządu mogli racjonalnie oczekiwać, że gdy zaoferują gry hazardowe online osobom zamieszkałym w innym państwie członkowskim, którego wymogi prawne nie były przez nich przestrzegane, osoby te będą uczestniczyć w tych grach hazardowych i w związku z tym doznają naruszenia swoich prawnie chronionych interesów.
Trybunał przypomniał, że prawo wskazane zgodnie z art. 4 ust. 1 RzymII może zostać wyłączone na rzecz prawa właściwego, zgodnie z art. 4 ust. 3 RzymII tego rozporządzenia, jeżeli ze wszystkich okoliczności sprawy wyraźnie wynika, że czyn niedozwolony pozostaje w znacznie ściślejszym związku z państwem innym niż państwo wskazane w art. 4 ust. 1 RzymII. Niemniej jednak, jako przepis stanowiący odstępstwo, powinien on podlegać ścisłej wykładni, a prawo wskazane zgodnie z art. 4 ust. 1 RzymII powinno być wyłączone jedynie wyjątkowo, a mianowicie gdy na podstawie całościowej analizy okoliczności danej sprawy czyn niedozwolony pozostaje w znacznie ściślejszym związku z państwem innym niż to, w którym wystąpiła szkoda, tak aby zagwarantować przewidywalność i pewność prawa.
Chociaż zgodnie z art. 4 ust. 3 RzymII znacznie ściślejszy związek z innym państwem może opierać się w szczególności na istniejącym wcześniej stosunku między stronami, takim jak umowa, pozostającym w związku z danym czynem niedozwolonym, to jednak TS uściślił, że istnienie takiego stosunku nie wystarcza samo w sobie do wyłączenia stosowania prawa właściwego na podstawie art. 4 ust. 1 lub 2 RzymII i nie zezwala na automatyczne stosowanie prawa właściwego dla umowy do odpowiedzialności pozaumownej, ponieważ sądowi orzekającemu w danej sprawie przysługuje pewien zakres swobodnej oceny co do istnienia znaczącego związku pomiędzy zobowiązaniem pozaumownym a państwem, którego prawo reguluje wcześniejszy stosunek między stronami.
Trybunał orzekł, że art. 4 ust. 1 RzymII należy interpretować w ten sposób, iż w ramach powództwa o odszkodowanie z tytułu strat poniesionych w związku z uczestnictwem w grach hazardowych online oferowanych przez spółkę w państwie członkowskim, w którym nie posiadała ona wymaganej koncesji, szkodę poniesioną przez gracza należy uznać za powstałą w państwie członkowskim, w którym gracz ten ma miejsce zwykłego pobytu.
Komentarz
Korzystne dla konsumentów, w tym zwłaszcza graczy online, orzeczenie Trybunału.
Z prezentowanego wyroku wynika, że po pierwsze, rozporządzenie RzymII ma zastosowanie do czynu niedozwolonego, takiego jak naruszenia zakazu publicznego oferowania gier hazardowych bez posiadania odpowiedniej w tym celu koncesji w danym państwie członkowskim, por. m.in. art. 3, 5 i 6 ustawy z 19.11.2009 r. o grach hazardowych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 595). Trybunał uznał tym samym, że art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII, który wyłącza ze swojego zakresu zobowiązania pozaumowne „wynikające z prawa spółek”, nie dotyczy tego rodzaju odpowiedzialność członków zarządu za działania spółki. Po drugie, TS przyjął korzystną dla konsumentów, w tym jak w niniejszej sprawie graczy, wykładnię ogólnej zasady ustanowionej w art. 4 ust. 1 RzymII, która przewiduje, że prawem właściwym dla zobowiązania pozaumownego wynikającego z takiego czynu niedozwolonego jest prawo państwa, w którym powstaje „szkoda”. Trybunał uznał bowiem, że tym prawem jest prawo państwa, w którym ten gracz ma miejsce zwykłego pobytu, a nie przykładowo miejsce, w którym spółka prowadzi rachunek gracza, na którym księguje się wpłaty gracza, wygrane i przegrane, czy też miejsce, z którego spółka i członkowie jej zarządu oferowali gry hazardowe.
Ze względu na charakter prawny rozporządzenia RzymII, w tym jego bezpośredni skutek, również polskie sądy powinny stosować powyższą wykładnię Trybunału.
Wyrok TS z 15.1.2026 r., Wunner, C-77/24