TSUE przesądza o początku biegu przedawnienia roszczeń banku w sprawach frankowych
Stan faktyczny
W sprawie C‑261/25 w 2008 r. konsumenci zawarli z bankiem umowę kredytu hipotecznego indeksowanego kursem CHF, na podstawie której otrzymali kwotę 460 tys. zł. W sierpniu 2019 r. kredytobiorcy skierowali do banku reklamację, w której podnieśli, że niektóre warunki tej umowy są nieuczciwe, są one bowiem identyczne z brzmieniem klauzul wpisanych do rejestru klauzul niedozwolonych prowadzonego przez Prezesa UOKiK. We wrześniu 2019 r. konsumenci wnieśli do sądu powództwo przeciwko bankowi w celu uzyskania ustalenia nieważności tej umowy i zwrotu kwot zapłaconych w jej wykonaniu wraz z odsetkami za opóźnienie, które to roszczenia zostały uwzględnione wyrokiem z 2023 r. Dnia 1.12.2022 r. bank wytoczył przed Sądem Okręgowym w Warszawie (sąd odsyłający), powództwo przeciwko tym konsumentom, domagając się zasądzenia od nich zapłaty na jego rzecz, tytułem zwrotu kapitału udostępnionego im kredytu, kwoty 460 tys. zł, powiększonej o odsetki za opóźnienie. Kredytobiorcy powołali się na przedawnienie dochodzonej przez niego wierzytelności, twierdząc, że termin przedawnienia, wynikający z art. 118 KC, powinien być liczony od 2008 r., czyli od daty, w której otrzymali oni pożyczony kapitał na podstawie umowy zawartej z tym bankiem, lub od 2014 r., czyli od daty, w której warunki o identycznym brzmieniu jak warunki zawarte w tej umowie zostały wpisane do ww. rejestru. Również w sprawie C‑262/25 konsument powołał się na przedawnienie jego roszczenia z powodów tak jak wyżej.
Sąd odsyłający powziął wątpliwości, czy art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29), art. 47 KPP oraz zasady skuteczności, równoważności, proporcjonalności, pewności prawa i prawa do sądu należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie wykładni sądowej przepisów krajowych, zgodnie z którą bieg terminu przedawnienia roszczenia przedsiębiorcy przeciwko konsumentowi o zwrot świadczeń nienależnych spełnionych na podstawie umowy, która stała się nieważna na skutek zawarcia w niej nieuczciwych warunków umownych, rozpoczyna się od daty, w której konsument zakwestionował względem banku związanie warunkami umowy.
Stanowisko TS
Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TS, na podstawie art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13, warunek umowny, w odniesieniu do którego stwierdzono, że ma nieuczciwy charakter, należy co do zasady uznać za nigdy nieistniejący, tak by nie wywoływał on skutków wobec konsumenta. W związku z tym sądowe stwierdzenie nieuczciwego charakteru takiego warunku powinno co do zasady skutkować przywróceniem sytuacji prawnej i faktycznej, w jakiej konsument znajdowałby się w braku takiego warunku, w szczególności uzasadniając prawo do zwrotu korzyści nienależnie nabytych przez przedsiębiorcę, ze szkodą dla konsumenta, w oparciu o ów nieuczciwy warunek. To samo dotyczy sytuacji, gdy nieuczciwy charakter warunków umowy zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem powoduje nie tylko nieważność tych warunków, lecz również nieważność tej umowy w całości (wyrok TS z 16.4.2026 r., Jangielak, C-752/24, pkt 32, Legalis).
Co się tyczy zasady skuteczności TS uznał, po pierwsze, że polskie orzecznictwo dotyczące roszczeń o zwrot nienależnych świadczeń spełnionych w wykonaniu nieważnych umów uznaje, że termin przedawnienia roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia w większości przypadków rozpoczyna bieg w dniu spełnienia. Tymczasem zgodnie z jednolitym orzecznictwem TS system ochrony konsumenta przewidziany w dyrektywie 93/13 nie znajduje zastosowania, jeżeli konsument się temu sprzeciwia. Tym samym konsument może, po poinformowaniu go przez sąd krajowy, nie podnosić nieuczciwego i niewiążącego charakteru warunku umownego, wyrażając w ten sposób dobrowolną i świadomą zgodę na dany warunek oraz unikając tym samym unieważnienia umowy – wyrok TS z 16.3.2023 r., M.B. i in. (Skutki unieważnienia umowy), C-6/22, pkt 38, Legalis. W konsekwencji, dopóki konsument nie wyraził woli ustalenia nieważności tej umowy, jest wykluczone, by przedsiębiorca dysponował roszczeniem restytucyjnym, w związku z czym termin przedawnienia mający do niego zastosowanie nie może rozpocząć biegu przed wyrażeniem takiej woli.
Po drugie, zdaniem TS, z tego powodu należy wykluczyć, że data wpisu do rejestru klauzul niedozwolonych, klauzul odpowiadających warunkom zawartym w umowie zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem, może zostać przyjęta jako początek biegu terminu przedawnienia roszczenia restytucyjnego przedsiębiorcy. Taki wpis nie prowadzi bowiem sam przez się do nieważności konkretnej umowy. Skutki abuzywności i ewentualnej nieważności umowy ocenia sąd krajowy, uwzględniając wolę konsumenta.
Po trzecie, TS argumentował, że skorzystanie przez przedsiębiorcę z prawa do żądania zwrotu pożyczonego kapitału powiększonego w danym przypadku o odsetki za opóźnienie nie wydaje się praktycznie niemożliwe lub nadmiernie utrudnione, jeżeli mający do niego zastosowanie termin przedawnienia rozpoczyna bieg od dnia, w którym konsument zakwestionował po raz pierwszy przed tym przedsiębiorcą wiążący charakter umowy zawartej przez te strony.
Ponadto, w ocenie TS, takie stanowisko eliminuje ryzyko, na które wskazał sąd odsyłający, powołując się na wyrok z 14.12.2023 r., Getin Noble Bank (Termin przedawnienia roszczeń o zwrot), C-28/22, pkt 70, 72, Legalis, że przedsiębiorca może pozostać bezczynny w oczekiwaniu na upływ terminu przedawnienia wierzytelności konsumenta bez ryzyka przedawnienia jego własnego roszczenia.
Trybunał stwierdził również, że preferowana przez sąd odsyłający wykładnia polskiego prawa jest wsparta zasadą pewności prawa, do której również odnosi się ten sąd, a która – zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TS – zmierza do zagwarantowania przewidywalności sytuacji i stosunków prawnych (wyrok TS z 16.10.2019 r., Agrárminiszter, C-490/18, pkt 35, Legalis). Trybunał stwierdził, że uznanie za początek biegu terminu przedawnienia roszczenia przedsiębiorcy daty, w której konsument zakwestionował po raz pierwszy wiążący charakter umowy zawartej przez te strony, zapewnia przewidywalność wymaganą przez tę zasadę, ponieważ począwszy od tej daty przedsiębiorca jest informowany o woli powołania się przez konsumenta na utrzymywaną nieważność umowy, a zatem może racjonalnie przewidzieć konsekwencje, jakie mogą z niej wyniknąć.
Reasumując, TS orzekł, że art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 w świetle prawa do skutecznej ochrony sądowej zagwarantowanego w art. 47 KPP oraz zasad skuteczności, równoważności, proporcjonalności i pewności prawa należy interpretować w ten sposób, że nie stoją one na przeszkodzie wykładni sądowej przepisów krajowych, zgodnie z którą bieg terminu przedawnienia roszczenia przedsiębiorcy wobec konsumenta z tytułu zwrotu świadczeń nienależnie spełnionych w wykonaniu umowy uznanej za nieważną ze względu na zawarte w niej nieuczciwe warunki rozpoczyna się od dnia, w którym konsument po raz pierwszy zakwestionował wobec przedsiębiorcy wiążący charakter tych warunków i zawierającej je umowy.
Komentarz
Ustalenie początku biegu terminu przedawnienia roszczenia banku jest obecnie kwestią fundamentalną w wielu sporach frankowych. Była ona również przedmiotem kilku wniosków prejudycjalnych do Trybunału, które zostały następnie wycofane. Kwestia była o tyle sporna, że po wyroku TS z 2023 r. w sprawie Getin Noble Bank (Termin przedawnienia roszczeń restytucyjnych), C-28/22, Legalis, nie budziło wątpliwości, że trzyletni bieg terminu przedawnienia (art. 118 KC) roszczenia przedsiębiorcy z tytułu zwrotu nienależnego świadczenia spełnionego w wykonaniu nieważnej umowy powinien rozpoczynać bieg wcześniej niż w dniu, w którym wyrok stwierdzający nieważność tej umowy staje się prawomocny.
Przed sądami wnioskowane były trzy możliwości, a mianowicie po pierwsze, data wypłaty kredytu lub transzy kredytu, po drugie, data wpisu niedozwolonego postanowienia umownego ( art. 3851 § 1 KC) do rejestru klauzul niedozwolonych, lub po trzecie, data, w której konsument zakwestionował po raz pierwszy wobec banku wiążący charakter warunków zawartych w tej umowie. Do tego stanowiska przychylił się również Trybunał uznając, że jest ono zgodne zarówno z dyrektywą 93/13, jak i z wymienionymi zasadami prawa Unii. Trybunał odrzucił dwa pierwsze warianty, wskazując, że nie uwzględniają one prawa konsumenta do podjęcia świadomej decyzji o tym, czy chce powołać się na niewiążący charakter nieuczciwych warunków umownych (niedozwolonym postanowieniem umownym – art. 3851 § 1 KC). Argumentacja Trybunału zawarta w niniejszym wyroku zbieżna jest w dużej mierze z tą przedstawioną w wyrokach w polskich sprawach, w tym rozstrzygniętej w kwietniu sprawie Jangielak, C-752/24, Legalis.
Ponadto należy wskazać, że prezentowany wyrok TS jest również zgodny z uchwałą pełnego składu Izby Cywilnej SN z 25.4.2024 r., III CZP 25/22, Legalis.
Wyrok TS z 2.7.2026 r., Ścierbek, C-261/25 i Drózdzik, C-262/25
Rejestracja wzorów ma być szybsza
Ministerstwo Rozwoju i Technologii we współpracy z Urzędem Patentowym RP (UP) przygotowało projekt nowej ustawy Prawo własności przemysłowej (PrWłPrzem). „Jedną z najistotniejszych zmian wprowadzanych w projekcie jest zmiana systemu rozpatrywania zgłoszeń wzorów użytkowych” – czytamy w uzasadnieniu do projektu.
Chodzi o procedurę uzyskiwania ochrony na wzory użytkowe, czyli nowe rozwiązania techniczne dotyczące wewnętrznej budowy i mechanizmu działania produktu (dla odmiany wzory przemysłowe chronią zewnętrzny kształt produktu – jego design). Dziś „procedura jest długotrwała, a średni czas rozpatrywania zgłoszeń wzorów użytkowych wynosi ponad 2 lata (w 2025 r. – 27 miesięcy, w pierwszym kwartale 2026 r. było to 29,8 miesiąca), co jest niekorzystne z uwagi na fakt, że czas trwania ochrony wzoru użytkowego wynosi 10 lat od daty dokonania zgłoszenia” – przekonują projektodawcy.
Proponują zastąpienie wieloetapowej procedury badawczej, znacznie prostszą procedurą rejestrową. Ma to przyspieszyć proces, a co za tym idzie, umożliwić przedsiębiorcom szybsze rejestrowanie nowych rozwiązań technicznych, a następnie ich wdrażanie w praktyce i czerpanie z nich zysków. Resort wskazuje, że sektory intensywnie korzystające z praw własności intelektualnej odpowiadają za 41,2 proc. polskiego PKB, dlatego ich wspieranie leży w interesie publicznym.
Wentyle bezpieczeństwa
– Środowisko rzeczników patentowych jest przeciwne filozofii przechodzenia z trybu badawczego w kierunku trybu rejestrowego. Jeśli państwo chce wspierać polskich przedsiębiorców, to powinno budować silny, wiarygodny system prawa własności przemysłowej, a nie go rozmiękczać. Wzory użytkowe – jako prawa chroniące rozwiązania techniczne – powinny podlegać merytorycznemu badaniu na etapie udzielania ochrony przez ekspertów UP – komentuje Dorota Rzążewska, krajowy i europejski rzecznik patentowy, radca prawny oraz wspólnik w kancelarii JWP Rzecznicy Patentowi.
Nasza rozmówczyni podkreśla, że prawo z rejestracji wzoru użytkowego wchodzi w skład aktywów przedsiębiorcy, a zatem wpływa na jego wartość rynkową i zdolność do przyciągania inwestorów. Według niej, w interesie zarówno biznesu, jak i państwa leży to, aby prawo chroniące rozwiązania techniczne miało jak najwyższą jakość, a jego trwałość nie była zagrożona.
– We wcześniejszym projekcie ustawy, zaproponowanym w 2022 r. (nieuchwalonym – red.), był pomysł całkowitego przejścia z systemu badawczego wzorów użytkowych na tryb czysto rejestrowy, co mogło stwarzać pole do daleko idących nadużyć. Na szczęście, UP w nowej wersji projektu wprowadził pewne wentyle bezpieczeństwa. Nie wykluczam, że ta propozycja może być ciekawa, wymaga jednak dogłębnej analizy – mówi Bartosz Krakowiak, polski i europejski rzecznik patentowy z kancelarii Polservice, przewodniczący Stowarzyszenia Ochrony Własności Przemysłowej.
Hybryda zgłoszeniowa
Rozmówcy „Rzeczpospolitej” zgadzają się, że rola UP nie może zostać sprowadzona wyłącznie do kontroli formalnej zgłoszeń, czyli badania tego, czy wniosek został poprawnie sporządzony.
– Projekt przewiduje co prawda sporządzanie przez UP sprawozdań o stanie techniki i wstępnych opinii dotyczących nowości wzoru użytkowego, ale w dalszym ciągu może to być niewystarczające, aby zapewnić rzeczywistą selekcję niedopuszczalnych zgłoszeń. Obowiązująca obecnie procedura badawcza jest faktycznie bardziej czasochłonna, ale daje przedsiębiorcom gwarancję wysokiego poziomu zaufania do udzielonych praw. Ograniczenie badania zwiększa ryzyko, że pojawi się podmiot nieuczciwy, który zarejestruje wzór użytkowy analogiczny do już istniejącego, a następnie będzie próbował – w oparciu o takie formalnie udzielone prawo – blokować sprzedaż produktu uczciwego przedsiębiorcy, będącego właścicielem wcześniej zarejestrowanego wzoru użytkowego. To nie tylko generuje spory i koszty, ale także osłabia zaufanie do systemu – ostrzega mec. Rzążewska.
Podobnymi spostrzeżeniami dzieli się Bartosz Krakowiak. – Propozycja wprowadzenia systemu quasirejestrowego i zarazem quasibadawczego wydaje się chybiona. Powstaje bowiem dziwaczna hybryda. Z jednej strony UP ma bowiem badać do pewnego stopnia zgłoszenie wzoru użytkowego i sporządzać sprawozdanie o stanie techniki oraz wstępną opinię, ale bez możliwości polemiki z nimi i bez wcześniejszej publikacji zgłoszenia – mówi.
Dla uczciwych
Zastrzega jednak, że UP, odmiennie niż w wersji z 2022 r., wsłuchał się w głos krytyki i zaproponował rozwiązania chroniące prawa uczciwego przedsiębiorcy.
– W projekcie pojawiają się bezpieczniki, także w ramach postępowania sądowego, np. obowiązek załączenia sprawozdania o stanie techniki do pozwu lub wniosku o zabezpieczenie. W praktyce oznacza to, że ten, kto będzie chciał zablokować działalność konkurenta, powołując się na ochronę wzoru użytkowego, będzie musiał ujawnić szczegóły procesu rejestracji i przynajmniej uprawdopodobnić, że przysługujące mu prawo z rejestracji nie jest obarczone nieważnością – wskazuje mec. Krakowiak.
Nasz rozmówca skarży się, że UP nie daje zainteresowanym szans na dogłębne analizy. – Projekt po 4 latach pracy w zaciszu urzędowych i ministerialnych gabinetów jest kierowany do stosunkowo krótkich konsultacji wraz z samym początkiem sezonu urlopowego. Nie jest to działanie sprzyjające merytorycznemu dialogowi ze środowiskiem praktyków prawa własności przemysłowej – ocenia Bartosz Krakowiak.
Według niego przyspieszenie postępowań zgłoszeniowych można by osiągnąć innymi metodami np., skracając terminy określone w obowiązujących dziś przepisach albo racjonalizując prace UP.
– Jako rzecznik patentowy szłabym raczej w kierunku wzmacniania jakości ochrony wzorów użytkowych niż przyspieszania i upraszczania procedury ich udzielania. Projektowane rozwiązania, choć pozornie probiznesowe, mogą w praktyce doprowadzić do obniżenia wartości i wiarygodności prawa z rejestracji wzoru użytkowego, a tym samym osłabić ochronę realnych innowacji technicznych – konkluduje Dorota Rzążewska.
Etap legislacyjny: konsultacje
Deweloperzy wymuszają na klientach rezygnację z roszczeń
Zdarza się, że deweloper, który z opóźnieniem uzyskał pozwolenie na użytkowanie, mógłby przenosić własność lokali, ale zwleka, chcąc w ten sposób „zachęcić” klientów do odstąpienia od umowy.
– Kalkuluje, że teraz sprzedałby mieszkania drożej, a nowy klient nie oczekiwałby rekompensaty za opóźnienie. Kiedy jednak ta strategia nie przynosi rezultatu, w umowie przeniesienia własności umieszczana jest klauzula o zrzeczeniu się roszczeń. Wielu klientów chce już po prostu zamknąć sprawę i podpisuje umowę. Nabywcy niestety często uznają, że skoro umowa jest zawierana u notariusza, to nie może być tam kontrowersyjnych czy niekorzystnych dla nich postanowień. Praktyka jednak jest inna. Deweloperzy zazwyczaj mają decydujący wpływ na treść umowy – mówi adwokat Adam Rusiłowicz.
– Jestem rozczarowany nie tylko postępowaniem deweloperów, ale i niektórych notariuszy, którzy wspólnie z nimi konstruują umowy, umieszczając w nich np. zapisy o zrzeczeniu się wszelkich roszczeń stron wobec siebie, chociaż jest to klauzula abuzywna albo konstruując postanowienia o karach umownych za opóźnienie w taki sposób, że trudno potem je zastosować w praktyce – dodaje adwokat dr Piotr Terlecki.
Biorą klientów na przeczekanie
Klienci są w trudnej sytuacji i druga strona ma tego świadomość. Zapłacili już większość ceny. Spłacają kredyt, którego raty są wyższe do czasu ustanowienia hipoteki, co zobowiązali się zrobić w umowie kredytowej w określonym terminie.
– Niewywiązanie się z tego daje bankowi prawo do wypowiedzenia kredytu i wystąpienia z żądaniem jego zwrotu w krótkim terminie. Dodatkowo zazwyczaj deweloper już udostępnił im mieszkanie, w którego wykończenie włożyli np. 200-300 tys. zł. Mogą oczywiście odstąpić od umowy, ale stracą pieniądze, włożone w wykończenie lokalu, który zresztą muszą przywrócić do stanu deweloperskiego, co wiąże się z dodatkowymi wysokimi kosztami. Co więcej, wiele osób, licząc na przeprowadzkę do nowego lokalu, pozbywa się poprzedniej nieruchomości i miesiącami „żyją na walizkach”, czekając na uzyskanie pozwolenia na użytkowanie przez dewelopera i uzyskanie prawa własności – dodaje mec. Terlecki.
Dlatego mało kto decyduje się na odstąpienie od umowy, mimo że gdyby deweloper odmówił wypłaty, to pieniądze konsumentowi zwróci Deweloperski Fundusz Gwarancyjny. Ochrona DFG oznacza, że nabywcy, w określonych ustawowo sytuacjach, mają zagwarantowany zwrot wszystkich pieniędzy wpłaconych na poczet zakupu domu lub mieszkania. Jedną z nich jest nieprzeniesienie własności w ustalonym w umowie terminie. Statystyki DFG potwierdzają, że nabywcy rzadko korzystają z tej ścieżki odzyskania pieniędzy. Z informacji przekazanych przez fundusz „Rzeczpospolitej” wynika, że DFG zrealizował za 2025 r. wypłaty na podstawie 21 wniosków, z czego powodem większości jest opisywana przez nas sytuacja.
Lepszy deweloper niż mały
– Formalnie nabywca może pozwać dewelopera do sądu w celu uzyskania tzw. zastępczego oświadczenia woli – czyli przeniesienia własności na mocy wyroku sądu, bez podpisu dewelopera. Jednakże postępowanie takie trwa zazwyczaj kilka lat, a opłata sądowa to aż 5 proc. wartości nieruchomości. Czyli dla nieruchomości wartej osiemset tysięcy złotych koszt samego złożenia pozwu, bez kosztów pełnomocnika, to 40 tys. zł. Deweloperzy o tym wiedzą i to wykorzystują, chociaż przy inwestycjach pod nową ustawą deweloperską nabywcy również mają atut w ręku. Otóż obecnie, nie mniej niż 10 proc. ceny za lokal wypłacane jest deweloperowi z rachunku powierniczego dopiero po przeniesieniu własności – mówi mec. Rusiłowicz.
Co może zrobić nabywca domu czy mieszkania, który znajdzie się w takiej sytuacji?
– Lepiej już podpisać umowę zawierającą narzucone postanowienie dotyczące zrzeczenia się roszczeń wobec dewelopera, a po przeniesieniu własności wystąpić z pozwem przeciwko deweloperowi o kary umowne, rekompensatę czy odszkodowanie, podnosząc, że deweloper narzucił w umowie zrzeczenie się roszczeń. Nie powinno być trudno uzyskać wyrok, w którym sąd zasądzi żądaną kwotę w całości albo w części i uzna to postanowienie za nieskuteczne wobec konsumenta, ponieważ stosowanie klauzul pozwalających uniknąć przedsiębiorcy odpowiedzialności jest zabronione – na ogół stanowią one niedozwolone postanowienia umowne – radzi dr hab. Bartłomiej Gliniecki, prof. UG.
Ekspert dodaje, że choć do opóźnień w realizacji inwestycji i przenoszenia własności dochodzi dość często, to duzi deweloperzy starają się zwykle porozumieć z nabywcą. Proponują kompromisowe rozwiązania w postaci np. zapłaty części kary umownej albo innej formy zrekompensowania nabywcy powstałego opóźnienia. Natomiast mali deweloperzy znacznie częściej odmawiają jakiejkolwiek rozmowy.
– Nie poczuwają się do odpowiedzialności, wychodząc z najczęściej błędnego założenia, że skoro powodem opóźnienia jest np. problem z przyłączem energetycznym, to konsekwencje tego nie mogą ich obciążać. Na szczęście dla ich klientów – mogą, ale gdy się ma takiego partnera po drugiej stronie, pozostaje droga sądowa – dodaje prof. Gliniecki.
Blokowanie treści w internecie. Sejm pyta o ochronę przed sądem
Po prezydenckim wecie rząd rozdzielił przepisy dotyczące DSA na dwa projekty. Pierwszy dotyczy przede wszystkim właściwości organów, w tym prezesa UKE jako koordynatora ds. usług cyfrowych oraz części instytucjonalnej. Drugi obejmuje procedury blokowania i odblokowywania treści w internecie. Choć posłowie zajmowali się w czwartek wieczorem w Sejmie pierwszym z nich, dyskusja objęła także ochronę użytkowników i kontrolę sądową.
Potrzebna szybka procedura
Problem polega na tym, że projekt proceduralny przewiduje krótkie terminy na etapie administracyjnym – m.in. dwa dni na przekazanie sprzeciwu wraz z aktami do sądu. Nie daje jednak podobnej gwarancji tempa po wejściu sprawy na drogę sądową. Projekt przewiduje dwie instancje i skargę kasacyjną, a zatem postępowanie, które w założeniu ma przebiegać szybko, w praktyce może potrwać latami.
Posłowie opozycji podnosili podczas debaty, że propozycje Ministerstwa Cyfryzacji – mimo zmian po prezydenckim wecie, które do pewnego stopnia ocenili pozytywnie – nadal nie dają wystarczających gwarancji dla wolności słowa i szybkiej ochrony użytkowników.
Bartłomiej Pejo z Konfederacji przekonywał, że obywatel, którego wpis lub konto zostaną zablokowane przez platformę internetową, może co prawda pójść do sądu, ale w praktyce oznacza to wydanie pieniędzy na prawnika i oczekiwanie „miesiącami, często niestety latami”, podczas gdy np. wybory się kończą albo firma ponosi straty, a usunięta treść traci znaczenie. – Potrzebujemy szybkiej procedury sądowej, krótkich terminów, skutecznego zabezpieczenia roszczenia i możliwości natychmiastowego nakazania przywrócenia treści albo konta – podkreślił.
Poseł Konfederacji pytał też wprost, dlaczego w projekcie nie przewidziano rozwiązania, które określił jako „szczególna, szybka procedura sądowa”, pozwalająca na natychmiastowe zabezpieczenie roszczenia i przywrócenie bezpodstawnie usuniętej treści. Dopytywał też, czy przedsiębiorca odcięty od klientów, dziennikarz pozbawiony możliwości publikowania albo kandydat zablokowany w trakcie kampanii wyborczej mają czekać miesiącami na odpowiedź i prawomocny wyrok. – To nie jest skuteczna ochrona. To jest fikcja ochrony – ocenił Pejo.
Podobne wątpliwości zgłaszał Dariusz Stefaniuk z PiS, który wskazywał, że zgodnie z nową propozycją dotyczącą DSA to nadal urząd, a nie sąd, ma być pierwszym arbitrem w sprawach treści w internecie. Zwracał także uwagę na rolę prezesa UKE, zaufanych podmiotów sygnalizujących, dostęp badaczy do danych platform i Krajową Radę ds. Usług Cyfrowych, pytając: „Gdzie są realne bezpieczniki?”. Do problemu szybkiej kontroli sądowej nawiązywali też inni posłowie prawicy. Maciej Małecki z PiS mówił, że obywatel nie ma możliwości szybkiego odwołania się od decyzji urzędników, a Kazimierz Choma z PiS pytał, jaka jest „szybka ścieżka sądowa”, w ramach której obywatel lub instytucja mogliby odwołać się od decyzji urzędnika.
Bezpieczeństwo w sieci
Dariusz Standerski, wiceszef resortu cyfryzacji, odpowiedział jednak, że część tych pytań dotyczy innego przedłożenia. Wskazał, że omawiany projekt obejmuje wyznaczenie organów oraz procedury dotyczące m.in. zaufanych podmiotów sygnalizujących i organów pozasądowego rozstrzygania sporów, natomiast procedury blokowania i odblokowywania treści znajdują się w odrębnym projekcie. – To nie ta ustawa, to nie dzisiaj – podkreślił Standerski.
Projekty wdrożenia w Polsce DSA – jak podkreślają przedstawiciele resortu cyfryzacji – mają na celu zagwarantować bezpieczeństwo w sieci, a nie dotyczyć pracy sądów, co jest poza zakresem MC. Poza tym samo wpisanie do ustawy krótkiego terminu na rozpoznanie sprawy nie gwarantuje realnego przyspieszenia postępowań, w sytuacji gdy polski wymiar sprawiedliwości jest w kryzysie. Rządzący deklarują jednocześnie otwartość na dialog i zmiany w toku prac sejmowych, np. na różnicowanie procedur w zależności od rodzaju czynu zabronionego czy rozszerzenie katalogu spraw objętych krajową procedurą. Podkreślają jednak, że postulaty opozycji muszą być realne i możliwe do wpisania w obowiązujący system prawa.
Sprzeciw i skarga
Problem odnosi się przede wszystkim do projektowanego art. 11p., a dodawanego do ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, czyli do przepisu regulującego sprzeciw od decyzji prezesa UKE albo przewodniczącego KRRiT oraz dalszą kontrolę sądową.
Przepis ten zakłada, że organ, który wydał decyzję, ma przekazać sprzeciw sądowi powszechnemu wraz z aktami postępowania w terminie dwóch dni od jego otrzymania. Sąd rozpoznaje następnie sprawę w trybie postępowania nieprocesowego, przy czym projekt przewiduje także dalszą kontrolę instancyjną. Od postanowienia sądu drugiej instancji co do istoty sprawy oraz od postanowień kończących postępowanie w przedmiocie odrzucenia sprzeciwu lub umorzenia postępowania ma przysługiwać skarga kasacyjna.
Etap legislacyjny: przed pierwszym czytaniem w Sejmie
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Paweł Litwiński
adwokat, specjalista prawa nowych technologii, partner w kancelarii Barta Litwiński
Nie widzę tego w kategoriach władzy państwa nad obiegiem treści w internecie, bo treści, które będą objęte ewentualnymi nakazami prezesa UKE, są i tak nielegalne, a ten stan nielegalności wynika z obowiązujących od dawna regulacji. Mówimy więc o ewentualnym blokowaniu treści nielegalnych, czyli egzekwowaniu tego, co już wynika z przepisów. Kluczowa gwarancja jest moim zdaniem tylko jedna – szybka ścieżka odwoławcza. W projekcie przewidziano krótkie terminy w postępowaniu, na przykład dwa dni na przekazanie akt przez prezesa UKE do sądu, ale nie ma żadnej gwarancji, że sąd szybko rozstrzygnie sprawę. Jeżeli uwzględnimy dwie instancje i skargę kasacyjną, to w obecnym stanie polskiego sądownictwa mówimy o latach postępowania. A przecież mamy tzw. tryb wyborczy, który – jak pokazuje praktyka – jest szybki i działa. Nie rozumiem, dlaczego tutaj nie wprowadza się podobnego rozwiązania. Na papierze wszystko wygląda dobrze, ale pospolitość skrzeczy.
Czy można wstrzymać wykonanie decyzji o stwierdzeniu nieważności?
Stan faktyczny i przebieg sprawy
NSA oddalił zażalenie skarżącego na postanowienie WSA w Warszawie odmawiające wstrzymania wykonania decyzji Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego (GINB) oraz poprzedzającej ją decyzji Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego (WINB). W praktyce oznacza to, że ochrona tymczasowa nie została udzielona, a sama decyzja nieważnościowa pozostaje wykonalna w toku dalszego postępowania sądowoadministracyjnego.
Sprawa trafiła do sądu administracyjnego na tle decyzji GINB, utrzymującej w mocy decyzję WINB. Przedmiotem obu tych rozstrzygnięć było stwierdzenie nieważności wcześniejszej decyzji Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego (PINB).
Ta pierwotna decyzja PINB nakładała na właściciela obiektu określone obowiązki związane z przedłożeniem zamiennego projektu zagospodarowania działki, projektu architektoniczno-budowlanego zamiennego oraz oceny technicznej dotyczącej wykonanych robót. Następnie organy wyższej instancji wyeliminowały tę decyzję z obrotu prawnego w drodze stwierdzenia jej nieważności.
Skarżący, zaskarżając decyzję GINB do WSA w Warszawie, równolegle wniósł o wstrzymanie wykonania zarówno decyzji GINB, jak i poprzedzającej ją decyzji WINB. Argumentował, że brak ochrony tymczasowej będzie prowadził do dalszego narastania negatywnych skutków związanych z użytkowaniem obiektu, który według samych organów nadzoru budowlanego nie powinien być użytkowany. Wskazywał przy tym nie tylko na możliwy uszczerbek majątkowy, lecz także na szkody niemajątkowe: ingerencję w spokojne korzystanie z nieruchomości, mir domowy i ochronę przed uciążliwościami.
WSA w Warszawie odmówił jednak wstrzymania wykonania decyzji. Na to postanowienie skarżący wniósł zażalenie do NSA. W zażaleniu szeroko kwestionował prawidłowość decyzji GINB i przebieg postępowania administracyjnego, a końcowo podnosił również, że Sąd I instancji błędnie zinterpretował przesłanki z art. 61 § 3 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 143; dalej: PostAdmU).
Uzasadnienie NSA: ratio decidendi
Rdzeń rozstrzygnięcia NSA jest dwuczłonowy. Po pierwsze, sąd przypomniał konstrukcję ochrony tymczasowej z art. 61 PostAdmU. Wniesienie skargi co do zasady nie wstrzymuje wykonania aktu. Wstrzymanie jest wyjątkiem i wymaga wykazania niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody albo spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. NSA podkreślił, że ciężar wykazania tych przesłanek spoczywa przede wszystkim na skarżącym, choć ocena może opierać się także na aktach sprawy.
Po drugie, i to jest sedno sprawy, nie każdy akt administracyjny nadaje się do wykonania w znaczeniu relewantnym dla art. 61 § 3 PostAdmU. NSA wyjaśnił, że wykonanie aktu to doprowadzenie, dobrowolnie albo w drodze przymusu, do stanu zgodnego z jego treścią. Dlatego ochrona tymczasowa może dotyczyć tylko takich aktów, które wywołują materialnoprawne skutki w sferze obowiązków lub uprawnień strony.
Na tym tle NSA przyjął, że decyzja stwierdzająca nieważność innej decyzji „jako taka nie posiada właściwego przedmiotu wykonania”, bo jej istotą jest wyłącznie pozbawienie bytu prawnego wcześniejszego aktu. Jednocześnie Sąd zastrzegł, że nie oznacza to automatycznie wyłączenia ochrony tymczasowej w każdej takiej sprawie. Jeżeli bowiem decyzja, której nieważność stwierdzono, kreowała dla strony konkretne prawa albo obowiązki, to decyzja nieważnościowa może pośrednio oddziaływać na sytuację prawną strony. Wtedy – wyjątkowo – możliwe jest rozważanie wstrzymania jej wykonania, ale tylko przy wykazaniu konkretnych, bezpośrednich następstw w postaci szkody lub trudnych do odwrócenia skutków.
W tej konkretnej sprawie NSA uznał jednak, że taki związek nie został wykazany. Sąd podzielił ocenę WSA, że skutkiem wyeliminowania z obrotu prawnego decyzji PINB będzie możliwość prowadzenia przez organ powiatowy postępowania naprawczego na podstawie właściwych przepisów prawa budowlanego. To jednak jest postępowanie odrębne od postępowania nieważnościowego.
Z tego założenia wynika najważniejszy wniosek praktyczny z omawianego postanowienia: z samej możliwości wszczęcia lub prowadzenia przyszłego postępowania naprawczego nie można jeszcze wyprowadzać twierdzenia, że jego przyszły i nieznany wynik stanowi skutek wykonania zaskarżonej decyzji nieważnościowej. Innymi słowy, skarżący próbował powiązać potencjalne konsekwencje późniejszego, osobnego postępowania z aktualnym wnioskiem o wstrzymanie wykonania decyzji stwierdzającej nieważność. NSA nie podzielił tej argumentacji.
Sąd wyraźnie rozgraniczył więc skutki samej decyzji nieważnościowej oraz skutki ewentualnych przyszłych decyzji wydanych w ponownym postępowaniu naprawczym. Dopiero to odrębne postępowanie może ewentualnie wywołać wobec skarżącego skutki odpowiadające art. 61 § 3 PostAdmU. Nie można jednak przesądzać tego wcześniej, w ramach incydentalnego postępowania o wstrzymanie wykonania decyzji nieważnościowej.
NSA odniósł się też do argumentu, że organ „już realizuje skutki” decyzji nieważnościowej przed zakończeniem kontroli sądowej. Ten wątek również nie przekonał Sądu. NSA zaakcentował, że zgodnie z zasadą z art. 61 § 1 PostAdmU wniesienie skargi nie blokuje wykonania zaskarżonego aktu. Skoro więc organ – po wydaniu ostatecznej decyzji eliminującej wcześniejszy akt z obrotu – podejmuje dalsze działania zgodnie z obowiązującym stanem prawnym, to samo to nie tworzy jeszcze przesłanki do wstrzymania wykonania.
Istotny fragment uzasadnienia dotyczy także granic kognicji sądu na etapie wniosku o ochronę tymczasową. NSA wyraźnie podkreślił, że sąd rozpoznający wniosek o wstrzymanie wykonania nie ocenia legalności zaskarżonej decyzji. Nie bada więc, czy rzeczywiście istniały podstawy do stwierdzenia nieważności, ani czy postępowanie administracyjne było prowadzone prawidłowo. Te kwestie należą do rozpoznania skargi co do meritum. Z tego względu rozbudowane zarzuty skarżącego dotyczące naruszeń KPA, skierowane przeciwko samej decyzji GINB, pozostawały w znacznej mierze poza zakresem rozpoznania w postępowaniu zażaleniowym dotyczącym odmowy wstrzymania wykonania.
Na co uważać
Największe ryzyko procesowe polega tu na błędnym zidentyfikowaniu przedmiotu szkody. Jeżeli strona opisuje negatywne konsekwencje, które wynikają nie z wykonania zaskarżonej decyzji, ale z możliwych działań organu w odrębnym postępowaniu, wniosek o wstrzymanie może upaść już na poziomie konstrukcyjnym. Drugie ryzyko to mieszanie dwóch porządków argumentacji: argumentów o niezgodności decyzji z prawem oraz argumentów o potrzebie czasowego wstrzymania jej wykonania.
NSA wyraźnie rozdziela te kwestie. Na etapie ochrony tymczasowej nie wystarczy przekonywać, że decyzja jest wadliwa. Trzeba wykazać konkretną, aktualną i bezpośrednią szkodę albo trudne do odwrócenia skutki wynikające z jej wykonania.
Orzeczenie przypomina także o ostrożnym podejściu do argumentu „organ już wykonuje decyzję”. Sam fakt, że po decyzji ostatecznej organ podejmuje dalsze czynności zgodne z jej skutkiem prawnym, nie jest jeszcze równoznaczny z powstaniem przesłanek z art. 61 § 3 PostAdmU. Aby taki argument mógł zadziałać, z uzasadnienia musiałby wynikać wyraźny i bezpośredni związek między wykonaniem zaskarżonego aktu a konkretnym uszczerbkiem po stronie wnioskodawcy. W tej sprawie NSA takiego związku nie dostrzegł.
Komentarz
Dla uczestników sporów administracyjnych, w szczególności w sprawach budowlanych i inwestycyjnych, omawiane postanowienie NSA pokazuje, że wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji nieważnościowej wymaga bardzo precyzyjnego wykazania bezpośredniego skutku tej właśnie decyzji. Nie wystarczy wskazać, że po jej wydaniu może dojść do wszczęcia kolejnych postępowań, a ich rezultat może być niekorzystny.
W praktyce oznacza to, że:
- trzeba oddzielić skutki decyzji już wydanej od ryzyk związanych z przyszłymi rozstrzygnięciami w innych postępowaniach,
- zarzuty co do wadliwości samej decyzji administracyjnej nie zastąpią wykazania przesłanek ochrony tymczasowej.
Orzeczenie potwierdza też, że jeżeli realne zagrożenia pojawią się dopiero na etapie nowego postępowania naprawczego, to właśnie rozstrzygnięcia zapadające w tamtym postępowaniu mogą stać się przedmiotem odrębnej kontroli instancyjnej i sądowej, wraz z możliwością złożenia nowego wniosku o wstrzymanie wykonania.
Postanowienie NSA z 28.5.2026 r., II OZ 544/26 , Legalis
Koszty usunięcia wad nie przesądzają o wysokości odszkodowania
Sąd Apelacyjny w Szczecinie przedstawił SN postanowieniem z 22.3.2024 r., I AGa 82/22, zagadnienie prawne do rozpoznania. Zmierzał do ustalenia, czy odszkodowanie za szkodę będącą skutkiem nienależytego wykonania umowy o roboty budowlane, może być ustalone w świetle art. 471 KC w zw. z art. 363 KC i z art. 361 § 2 KC jako równowartość nieponiesionych przez wierzyciela kosztów czynności celowych dla usunięcia wad świadczenia wykonawcy, lecz niewykonanych w dacie zamknięcia rozprawy. W związku z tym, czy wskazany przez powoda sposób ustalenia wysokości odszkodowania w powiązaniu z faktami przytaczanymi dla uzasadnienia dochodzonego roszczenia, stanowi element wyznaczający granice podstawy faktycznej powództwa i jako taki wiąże sąd rozstrzygający o żądaniu odszkodowania. W szczególności, czy hipotetyczny koszt naprawy można uznać za szkodę w majątku inwestora, zwłaszcza że koszty te nie zostały jeszcze poniesione. Sprawa dotyczyła odszkodowania za wadliwie wykonane roboty izolacyjne ścian i podwalin fundamentowych budynku.
Stanowisko SN
SN w pierwszej kolejności potwierdził, że przedstawione do rozstrzygnięcia zagadnienie jest niejednolicie ujmowane w judykaturze. SN odniósł się do sposobu (metody) ustalenia wysokości odszkodowania w powiązaniu z faktami przytaczanymi dla uzasadnienia dochodzonego roszczenia oraz ustalenia, czy stanowi element wyznaczający granice podstawy faktycznej powództwa i jako taki wiąże sąd rozstrzygający o żądaniu odszkodowania. W tym celu wskazał na swoje wcześniejsze orzeczenia, m.in. wyrok z 24.4.2024 r., II CSKP 135/24, Legalis, w którym podkreślono, iż podstawa faktyczna powództwa (causa petendi) rozumiana jest jako zespół faktów przytoczonych przez powoda dla uzasadnienia dochodzonego pozwem żądania (art. 187 KPC). Z powyższego wynika, po pierwsze, że podstawę faktyczną powództwa wyznaczają jedynie fakty wskazujące na szkodę rozumianą jako wadę budowlaną obiektu. Po drugie, metoda wyceny stanowi składową podstawy prawnej wyrokowania.
Nie stoi zatem na przeszkodzie, aby sąd przyjął inną metodę wyceny wartości szkody, bez konieczności modyfikacji podstawy faktycznej powództwa. SN potwierdził, że w przypadku, gdy podstawa faktyczna żądania pozwu zostaje oparta o wycenę kosztorysową to opiera się ona na twierdzeniu o fakcie wady budynku oraz twierdzeniu, że wymaga ona naprawy (co jest związane z określonymi kosztami). Zdaniem SN twierdzenia te nie wykluczają się i tym samym twierdzenia powoda wyznaczające podstawę faktyczną powództwa zmierzającego do uzyskania odszkodowania obliczonego metodą kosztorysową obejmują także twierdzenia co do faktów uzasadniających zasądzenie odszkodowania wyliczonego metodą różnicową. Przyjęcie powyższego pozwala sądowi zmienić metodę wyceny wartości szkody z kosztorysowej na dyferencyjną bez zmiany podstawy faktycznej powództwa.
SN zajął się także zagadnieniem metody ustalania wysokości odszkodowania. Przypomniał, iż w sprawach roszczeń wobec ubezpieczyciela z tytułu szkód komunikacyjnych przyjmuje się, że odszkodowanie ustalone metodą kosztorysową stanowi swoistą „restytucję pieniężną”, czyli odszkodowanie w miejsce przewidzianego w art. 363 § 1 KC naprawienia szkody przez „przywrócenie stanu poprzedniego”. Jednak w piśmiennictwie zauważa się niedoskonałość tej metody. Jako przykład SN wskazał ustalanie odszkodowań z tytułu ubezpieczenia budynków rolniczych na podstawie ustawy z 22.5.2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 783). W takim wypadku dyskusyjna jest zwłaszcza metoda ustalania wysokości odszkodowania w przypadku budynku, którego właściciel nie zamierza odbudować.
Metoda kosztorysowa jest dopuszczalna i stosowana w sprawach szkody wynikłej z nienależytego wykonania umowy o roboty budowlane. W orzecznictwie za przeważające należy uznać stanowisko, że rozmiar odszkodowania należnego w związku z wadliwym wykonaniem obiektu na podstawie umowy o roboty budowlane może zostać ustalany w oparciu o kosztorys przyszłych wydatków poszkodowanego wymaganych w celu usunięcia wadliwości.
Wybór metody odszkodowania
W razie szkody polegającej na nienależytym wykonaniu zobowiązania ustalenie szkody powinno polegać na porównaniu rzeczywistego stanu świadczenia (przedmiotu świadczenia) ze stanem zakładanym zgodnie z umową. Szkoda natomiast powstała przez wadliwe wykonanie obiektu budowlanego wynika z porównania faktycznego stanu wykonanego obiektu ze stanem, jaki byłby w przypadku należytego wykonania zobowiązania. Odnosząc się do metody ustalenia odszkodowania SN zauważył potrzebę uwzględnienia także natury szkody. Jeżeli szkoda ma dla poszkodowanego definitywny charakter to polega ona na obniżeniu się wartości majątku (danego składnika mienia). Jeżeli jednak skutki zdarzenia szkodzącego wymagają usunięcia, szkoda wyraża się w konieczności poniesienia niezbędnych wydatków na usunięcie skutków szkodzących. Wybór metody odszkodowania oznaczałby konieczność prawidłowego ustalenia wysokości „odpowiedniej sumy pieniężnej” w rozumieniu art. 363 § 1 KC. SN potwierdził, iż nie można zaakceptować automatyzmu w zakresie pojęcia „odpowiedniej sumy pieniężnej”, co nie powinno polegać na przyjmowaniu w każdym wypadku kosztów przywrócenia stanu poprzedniego.
W zależności od przyjętej metody – kosztorysowa lub dyferencyjna należałoby dokonać innych ustaleń. I tak przy przyjęciu metody dyferencyjnej – w razie szkody spowodowanej nienależytym wykonaniem zobowiązania należałoby, przyjmując metodę dyferencyjną, w pierwszej kolejności ustalić wartość świadczenia, gdyby zobowiązanie było wykonane należycie. W następnej kolejności należałoby ustalić wartość przedmiotu świadczenia z uwzględnieniem wady. Wówczas różnica pomiędzy tymi wartościami stanowiłaby „wartość szkody”. SN przypomniał, iż żadna z tych metod nie wynika wprost z przepisów prawa. Natomiast wybór odpowiedniej metody powinien zostać poprzedzony ustaleniem, czy szkoda ma postać utrwaloną i definitywną. Jeżeli tak, to zdaniem SN właściwe jest stosowanie metody dyferencyjnej ustalania wartości szkody. Jeżeli szkoda nie jest definitywna, a dla usunięcia skutków zdarzenia szkodzącego konieczne jest faktyczne usunięcie wadliwości, powstaje pytanie, czy poszkodowany powinien mieć możliwość dochodzenia odszkodowania odpowiadającego kosztom naprawy. Wreszcie SN wyspecyfikował też sytuacje, gdy istota uszczerbku nie jest definitywnie „ustabilizowana” i nie jest przesądzone, czy nastąpi jego usunięcie, a przede wszystkim czy jest konieczne. W związku z powyższym SN postanowieniem z 15.4.2025 r., III CZP 44/24, Legalis, przedstawił składowi powiększonemu zagadnienie prawne do rozpoznania.
SN w uchwale z 13.5.2026 r., III CZP 25/25, Legalis, odnosząc się do metody kosztorysowej wskazał, iż jej stosowanie do ustalenia odszkodowania za nienależyte wykonanie umowy o roboty budowlane mogłoby prowadzić do bezpodstawnego wzbogacenia poszkodowanego. Wynika to z tego, że szacowane koszty naprawy mogą okazać się niedokładne, a poszkodowany może nie wykonać prac wykazanych jako podstawa wyliczenia wysokości szkody.
Zdaniem SN stosowanie metody kosztorysowej może w praktyce oznaczać oparcie na hipotetycznych kosztach naprawy, a zatem bez ich faktycznego poniesienia. W sprawach dotyczących robót budowlanych należałoby zastosować metodę dyferencyjną, a nie wyłącznie opartą na kalkulacjach kosztorysowych. SN potwierdził, że odszkodowanie za szkodę wynikłą z nienależytego wykonania zobowiązania z umowy o roboty budowlane nie może zostać ustalone jako równowartość kosztów usunięcia tych wad.
Przyjęcie przez SN w uchwale z 13.5.2026 r., III CZP 25/25, Legalis, że odszkodowanie za szkodę wynikłą z nienależytego wykonania umowy o roboty budowlane nie może być automatycznie utożsamiane z hipotetycznymi kosztami naprawy (tzw. wyceną kosztorysową), zmienia zasady dochodzenia naprawienia wyrządzonej szkody. W razie zidentyfikowania wad robót budowlanych nie wskazuje to automatycznie, iż wada techniczna oznacza szkodę, a także to, że koszt przyszłej naprawy nie zawsze odpowiada realnemu uszczerbkowi. Zdaniem SN w ramach dochodzenia odszkodowania za wady robót budowlanych twierdzenie o wysokości (nieponiesionych) kosztów usunięcia wad nie może być uznane za udowodnienie szkody. Powyższe rozstrzygnięcie SN wpisuje się w dotychczasowe orzecznictwo w kierunku rewizji koncepcji restytucji pieniężnej w polskim prawie cywilnym, co zapoczątkowane zostało uchwałą z 11.9.2024 r., III CZP 65/23, Legalis, dotyczącą szkód komunikacyjnych.
Uchwała Składu Siedmiu Sędziów SN – Izba Cywilna z 13.5.2026 r., III CZP 25/25 , Legalis
Nowe zasady opieki nad najmłodszymi. Zdjęcia dzieci pod większą ochroną
Najważniejsze zmiany
- Wprowadzenie punktu opieki dziennej jako nowej formy opieki nad dziećmi do lat 3.
- Utworzenie nowego rejestru instytucji opieki, obejmującego żłobki, kluby dziecięce, punkty opieki dziennej i osoby zatrudnione w tych placówkach.
- Doprecyzowanie standardów opieki, kwalifikacji opiekunów i zasad ich doszkalania.
- Wprowadzenie nowych wymagań dotyczących żywienia, dostępu do wody i placów zabaw.
- Zakaz publicznego udostępniania wizerunku dziecka przez placówkę, nawet za zgodą rodzica.
Uwagi ogólne
Projekt zmienia ustawę z 4.2.2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 798; dalej OpDzieciU). Projektodawca wskazuje, że rozwój sieci żłobków i klubów dziecięcych musi być połączony z poprawą jakości opieki. W uzasadnieniu podkreślono, że na koniec 2025 r. nadal 760 gmin pozostawało bez instytucji opieki nad dziećmi do lat 3. Jednocześnie dominującą rolę odgrywa sektor niepubliczny, a opieka sprawowana przez dziennych opiekunów ma niewielki udział w ogólnej liczbie miejsc.
Projekt ma więc charakter organizacyjny, jakościowy i kadrowy. Z jednej strony porządkuje formy opieki i rejestry, z drugiej wzmacnia wymagania wobec podmiotów prowadzących placówki oraz osób pracujących z dziećmi.
Punkt opieki dziennej
Najważniejszą zmianą systemową jest utworzenie punktu opieki dziennej. Ma to być miejsce, w którym opieka nad dziećmi w wieku do lat 3 będzie sprawowana przez dziennych opiekunów. Rozwiązanie zastępuje dotychczasowy model, w którym dzienny opiekun był jednocześnie osobą sprawującą opiekę i formą organizacyjną.
Zmiana ma ułatwić zapewnienie zastępstwa w razie choroby, urlopu lub czasowej nieobecności dziennego opiekuna. W praktyce nie będzie trzeba wykreślać jednej osoby z wykazu i wpisywać innej tylko dlatego, że w danym miejscu opiekę czasowo przejmuje zastępca. Ma to także zapewnić ciągłość korzystania ze świadczenia „aktywnie w żłobku”.
Dzienny opiekun będzie mógł sprawować opiekę nad nie więcej niż pięciorgiem dzieci. Jeżeli będzie pracował wspólnie z osobą wspomagającą, limit wzrośnie do ośmiorga dzieci. Gdy w grupie znajduje się dziecko poniżej pierwszego roku życia, dziecko z niepełnosprawnością albo dziecko wymagające szczególnej opieki, limity będą niższe.
Standardy, kwalifikacje i pozycja opiekunów
Projekt wzmacnia wymagania wobec osób pracujących w żłobkach, klubach dziecięcych i punktach opieki dziennej. Opiekun będzie musiał spełniać określone wymagania kwalifikacyjne oraz odbyć szkolenie z udzielania dziecku pierwszej pomocy. Przewidziano także 30-godzinne szkolenie z zakresu standardów opieki.
Nowelizacja ma również podnieść prestiż zawodu opiekuna. Projekt przewiduje m.in. płatny czas wolny na podnoszenie kwalifikacji zawodowych, ochronę opiekuna na zasadach przewidzianych dla funkcjonariuszy publicznych oraz legitymację opiekuna małego dziecka. Legitymacja ma być powiązana z możliwością korzystania z 33% ulgi na przejazdy środkami publicznego transportu zbiorowego.
Projekt zakłada także ustanowienie 4 kwietnia Dniem Opiekuna Małego Dziecka. Z tą datą ma być powiązana możliwość przyznawania nagród za szczególne osiągnięcia i zaangażowanie w opiekę nad najmłodszymi dziećmi.
Żywienie, woda i place zabaw
Nowe przepisy mają uporządkować wymagania dotyczące żywienia dzieci. Żłobek, klub dziecięcy i punkt opieki dziennej będą musiały zapewnić dzieciom nieograniczony dostęp do wody pitnej. Żłobki i kluby dziecięce będą ponadto zobowiązane do zapewnienia wyżywienia zgodnego z wymaganiami żywieniowymi dla danej grupy wiekowej.
Projekt przewiduje również możliwość dostarczania przez rodzica gotowych posiłków dla dziecka wymagającego szczególnej diety ze względów zdrowotnych. W przypadku dzieci karmionych mlekiem kobiecym żłobek lub klub dziecięcy ma zapewnić możliwość przechowywania i podania odciągniętego mleka, a w razie potrzeby także miejsce do karmienia piersią.
Dodatkowo projekt wprowadza obowiązki dotyczące przebywania dzieci na świeżym powietrzu. Nowo tworzone żłobki mają posiadać plac zabaw, a kluby dziecięce mają zapewniać dzieciom dostęp do takiego miejsca. W przypadku punktów opieki dziennej przewidziano dostęp do miejsca do prowadzenia zajęć na powietrzu.
Zakaz publikacji wizerunku dziecka
Istotną zmianą jest zakaz publicznego udostępniania przez podmiot prowadzący żłobek, klub dziecięcy lub punkt opieki dziennej wizerunku dziecka objętego opieką. Zakaz ma obowiązywać nawet wtedy, gdy rodzic wyrazi zgodę na publikację.
Nie będzie to dotyczyć sytuacji, w której wizerunek dziecka stanowi jedynie szczegół całości, takiej jak zgromadzenie, krajobraz lub impreza publiczna. Zakaz nie obejmie też udostępniania wizerunku dziecka wyłącznie rodzicom dzieci objętych opieką w tej samej placówce.
W uzasadnieniu wskazano, że celem tej regulacji jest ochrona prywatności i bezpieczeństwa najmłodszych dzieci. Projektodawca odwołuje się także do ryzyka trwałego cyfrowego śladu i wykorzystywania zdjęć dzieci do celów promocyjnych placówek.
Nowy rejestr i terminy wejścia w życie
Projekt przewiduje utworzenie nowego rejestru instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3. Rejestr ma objąć dane o żłobkach, klubach dziecięcych, punktach opieki dziennej, osobach zatrudnionych w tych instytucjach oraz dziennych opiekunach prowadzących działalność na własny rachunek.
Zasadniczy termin wejścia w życie ustawy określono na 1.1.2028 r. Część przepisów ma jednak obowiązywać wcześniej, m.in. po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia, od 1.1.2027 r. oraz od 1.9.2027 r. Od 1.4.2028 r. mają wejść w życie niektóre regulacje dotyczące legitymacji opiekuna małego dziecka i ulg przejazdowych.
2.7.2026 r. odbyło się I czytanie nowelizacji na posiedzeniu Sejmu. Następnie dokument skierowano do Komisji do Spraw Dzieci i Młodzieży oraz Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.
Pełnomocnik skarcony za błędy AI
To jedno z pierwszych orzeczeń, w których Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) tak jednoznacznie odnosi się do coraz powszechniejszego zjawiska wykorzystywania narzędzi sztucznej inteligencji w pracy prawników.
Na pierwszy rzut oka sprawa dotyczyła pobocznej kwestii procesowej. Konkretnie chodziło o odmowę wstrzymania wykonania decyzji fiskusa w zakresie VAT zaskarżonej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Łodzi. W lutym 2026 r. sąd odmówił skarżącemu uwzględnienia wniosku o udzielenie takiej ochrony tymczasowej na czas procesu. Doszedł bowiem do przekonania, że nie wykazano przesłanek, które uzasadniałyby wstrzymanie wykonania decyzji. Pełnomocnik podatnika nie dawał za wygraną. Złożył zażalenie na postanowienie WSA. Domagał się jego uchylenia i wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji do czasu rozpoznania skargi.
NSA zażalenia nie uwzględnił. Jego argumentację uznał za lakoniczną i ogólnikową. Zdaniem składu orzekającego skarżący nie dowiódł, by ziściła się którakolwiek z przesłanek do przyznania zabezpieczenia.
Halucynacje AI
Na koniec NSA odniósł się jeszcze do jednej kwestii – wykorzystania AI w piśmie z zażaleniem. Sąd nie miał bowiem cienia wątpliwości, że zostało ono sporządzone przy pomocy sztucznej inteligencji. Świadczą o tym jednoznacznie widoczne ślady tzw. halucynacji AI. Z przywołanych przez pełnomocnika skarżącego postanowień NSA żadne bowiem nie odzwierciedla realnego orzecznictwa. NSA zauważył, że powołane postanowienia w rzeczywistości nie tylko zostały wydane w innych datach niż podane przez pełnomocnika skarżącego, ale też żadne z nich nie dotyczyło procedury spornego wstrzymania wykonania. Ponadto NSA wytknął profesjonaliście, że stanowisko zażalenia – i rzekomo cytowanych postanowień – jest sprzeczne z ugruntowanymi poglądami orzecznictwa dotyczącego tego, na kim ciąży obowiązek wykazania zasadności wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji. W przekonaniu sądu to również silnie wskazuje na korzystanie ze sztucznej inteligencji, która stara się przewidzieć, jak zaspokoić potrzeby i oczekiwania osoby korzystającej z oferowanych przez nią możliwości.
NSA krytyczny w ocenie
Sąd nie kwestionował, że dostrzega rosnące zainteresowanie społeczne możliwościami oferowanymi przez sztuczną inteligencję. Coraz powszechniejsze staje się korzystanie z narzędzi AI przy formułowaniu różnego rodzaju wypowiedzi, począwszy od wiadomości e-mail do bardziej skomplikowanych wniosków, esejów itp. Co więcej, zdaniem sądu należy się spodziewać, że korzystanie przez skarżących z AI zacznie być coraz częściej odczuwalne również w praktyce orzeczniczej, w tym sądów administracyjnych.
Niemniej NSA podkreślił, że nader krytycznie należy ocenić bezrefleksyjne korzystanie z narzędzi AI przez zawodowego pełnomocnika przy sporządzaniu pism procesowych składanych w imieniu mocodawcy do sądu. Wątpliwości budzi etyczny wymiar takiego działania. Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę to, że zawodowy pełnomocnik pobiera wynagrodzenie za świadczone przez siebie usługi prawne, a jego mocodawca ma prawo oczekiwać, że sporządzane pisma procesowe będą spełniały najwyższe wymogi profesjonalizmu. Jak tłumaczył NSA, trudno dopatrzyć się takiego profesjonalizmu, jeśli działanie zawodowego pełnomocnika w istocie sprowadza się do wykorzystania narzędzi AI, które są – w tym samym stopniu – dostępne osobom niewykonującym zawodów prawniczych. Postanowienie jest prawomocne.
Sygnatura akt: I FZ 104/26
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Dariusz Malinowski
doradca podatkowy, partner w KPMG
Stanowisko NSA wydaje się bardzo dobitne, ale też adekwatne do okoliczności. Oczywiście narzędzia sztucznej inteligencji są coraz powszechniejsze, także w pracy prawników. Nie zmienia to jednak faktu, że AI jest tylko narzędziem, które może ułatwić pracę adwokata, radcy prawnego czy doradcy podatkowego, ale go nie zastąpi. I rację ma NSA, że korzystanie z AI bez weryfikacji to brak profesjonalizmu. Trudno sobie przecież wyobrazić, że profesjonalista, którego nierzadko wspierają niedoświadczeni aplikanci czy asystenci, po prostu wyśle przygotowane przez nich pismo do sądu bez czytania i sprawdzenia. Podobnie jest z „wytworami” AI. Przy czym nie jest to tylko kwestia etyki, ale głównie odpowiedzialności zawodowej. Przypadek, którego dotyczy komentowane orzeczenie NSA powinien być przestrogą dla każdego profesjonalnego pełnomocnika. Nie tylko bowiem potwierdza, że sądy idą z duchem czasu i są wyczulone na stosowanie AI. Pokazuje też, że korzystanie ze sztucznej inteligencji bez głowy to gotowy przepis na katastrofę. Gdyby przecież sprawa dotyczyła zasadniczego sporu podatkowego – nierzadko o grube setki tysięcy czy nawet miliony złotych – halucynacje AI okazałyby się bardzo kosztowne.
W postępowaniu działowym sąd jest związany orzeczeniem ustalającym krąg spadkobierców
Stan faktyczny
W 2024 r. SR w W. zakończył postępowanie mające na celu podział spadku po małżonkach E.M. i M.S. W trakcie postępowania ustalono, że E.M. i M.S. przez wiele lat żyli w nieformalnym związku, zaś związek małżeński zawarli w 1981 r., na kilka dni przed śmiercią M.S. Małżonkowie nie zdążyli zgromadzić majątku objętego wspólnością małżeńską. E.M. zmarła w 1988 r. Spory co do składników pozostawionego przez E.M. i M.S. majątku, tego komu mają przypaść poszczególne jego składniki oraz kto jest spadkobiercą trwały od 1981 r. Ostatecznie w 1996 r. zapadło postanowienie stwierdzające, że spadek po M.S. nabyła żona E.M. i córka A.P. po 1/2 części, zaś postanowieniem z 2013 r., sprostowanym w 2021 r., sąd stwierdził, że spadek po E.M. nabyły jej dzieci: córki A.P. i I.R. oraz syn J.M., po 1/3 części każde z nich. Co istotne I.R. w 2016 r. uzyskała sądowe ustalenie ojcostwa M.S.
Głównymi składnikami spadku po E.M. i M.S. były budynek mieszkalny i zabudowania gospodarcze, stanowiące odrębny od gruntu przedmiot własności. Natomiast gospodarstwo rolne M.S., z wyłączeniem budynków, zostało przejęte na rzecz Skarbu Państwa w zamian za rentę. Sąd zaliczył do spadku równowartość darowizn, wynoszących w sumie 130 tys. zł., poczynionych przez zmarłego na rzecz A.P. Działu spadku dokonano poprzez przyznanie A.P. prawa własności budynku mieszkalnego, którego wartość oszacowano na 302 tys. zł, natomiast własność budynków gospodarczych, uznanych za prawa bez wartości, przypadła I.R. Dodatkowo SR w W. zasądził od A.P. na rzecz I.R. spłatę w kwocie ponad 259 tys. zł.
Związanie orzeczeniem o stwierdzeniu nabycia spadku
SO w W. w większości uwzględnił apelację A.P. zmniejszając spłatę na rzecz I.R. do 72 tys. zł. W uzasadnieniu orzeczenia wyjaśniono, że kluczowe znaczenie w sprawie ma fakt, że w 1996 r. zostało wydane postanowienie SR w W. w przedmiocie stwierdzenia nabycia spadku po M.S. Pomimo tego, że I.R. uzyskała później prawomocny wyrok potwierdzający jej pokrewieństwo ze spadkodawcą, czyli ustalenie ojcostwa, to brak było podstaw do zaliczenia jej do grona spadkobierców M.S. Sąd ustalił bowiem, że nie wszczęto postępowania na podstawie art. 679 KPC. Przepis ten daje możliwość zmiany prawomocnego postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku w razie przeprowadzenia dowodu, że spadek w całości lub w części nabyła inna osoba niż wskazana w tym postanowieniu. W takiej sytuacji sąd spadku stwierdza nabycie spadku zgodnie z rzeczywistym stanem prawnym. Wniosek o wszczęcie takiego postępowania może zgłosić każdy zainteresowany. Jednak I.R. przyznała, że po uzyskaniu w 2016 r. orzeczenia o ustaleniu ojcostwa M.S. nie wystąpiła z taką inicjatywą. SO w W. stwierdził, że wynikający z art. 681 KPC obowiązek stwierdzenia nabycia spadku w postępowaniu działowym nie obejmuje procedowania we wskazanym trybie szczególnym. Postanowienie z 1996 r. stwierdzające, że spadek po M.S. nabyła żona E.M. i córka A.P., z pominięciem I.R., wiąże zatem sądy orzekające w sprawie o dział spadku na podstawie art. 365 § 1 KPC w zw. z art. 13 § 2 KPC, co wyłącza możliwość określenia grona spadkobierców w sposób odmienny.
Na co wpływa darowizna od spadkobiercy?
Sąd za błędne uznał zaliczenie do spadku przez SR w W. równowartości darowizn przekazanych A.P. przez spadkodawcę. Jak wyjaśniono, ustawowy wymóg uwzględnienia darowizn w sytuacji, gdy dział dokonywany jest pomiędzy dziedziczącymi z ustawy małżonkiem i zstępnymi, to operacja rachunkowa, która w żaden sposób nie rzutuje na skład spadku. Zgodnie z art. 1039 KC, jeżeli w razie dziedziczenia ustawowego dział spadku następuje między zstępnymi albo między zstępnymi i małżonkiem, spadkobiercy ci są wzajemnie zobowiązani do zaliczenia na schedę spadkową otrzymanych od spadkodawcy darowizn oraz zapisów windykacyjnych. Reguły tej nie stosuje się, jeśli z oświadczenia spadkodawcy lub z okoliczności wynika, że darowizna lub zapis windykacyjny zostały dokonane ze zwolnieniem od obowiązku zaliczenia. Zaliczeniu na schedę spadkową nie podlegają drobne darowizny zwyczajowo w danych stosunkach przyjęte. SO w W. stwierdził, że wbrew temu, co wynika z orzeczenia Sądu I instancji, na podstawie art. 1039 KC nie dochodzi do podważenia darowizny. Obdarowany nadal pozostaje beneficjentem przysporzenia, nie można zatem uzyskanych przez niego korzyści zaliczać do podlegającej podziałowi masy spadkowej. W rezultacie Sąd stwierdził, że wartość darowizn uzyskanych od ojca przez A.P. nie wpływa na skład masy spadkowej, tylko na zakres rozliczeń pomiędzy A.P. a I.R.
Sąd z urzędu ustala, kto jest spadkobiercą
I.R. wniosła skargę kasacyjną, powołując się na jej oczywistą zasadność. W ocenie skarżącej nie było podstaw do wydania rozstrzygnięcia w przedmiocie działu spadku, skoro w toku postępowania wystąpiły zmiany dotyczące kręgu spadkobierców po M.S. SN odmówił jednak przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania. W uzasadnieniu postanowienia wyjaśniono, że w postępowaniu o stwierdzenie nabycia spadku rola sądu jest determinowana wynikającym z art. 670 KPC ustawowym obowiązkiem działania z urzędu. Obowiązek ten oznacza, że sąd powinien ustalić pełny krąg spadkobierców ustawowych, ewentualne istnienie testamentu i jego ważność, sprawdzić, czy nie zachodzą negatywne przesłanki dziedziczenia, ustalić czy w skład spadku wchodzi gospodarstwo rolne i komu przypadło w drodze dziedziczenia. W tym kontekście, po stronie sądu istnieje także obowiązek, aby ustalić na podstawie dostępnych instrumentów, czy wcześniej w sprawie nie toczyło się już jakiekolwiek postępowanie (postanowienie SN z 18.6.2025 r., II NSNc 69/24, Legalis).
Związanie sądu twierdzeniami wniosku dotyczy tylko osoby spadkodawcy, a w pozostałym zakresie sąd spadku orzeka w ramach wyznaczonych normami prawa materialnego oraz wynikami przeprowadzonego postępowania dowodowego, z urzędu badając kto jest spadkobiercą. Jeżeli sąd uzna, że zgłoszone dowody nie są wystarczające dla wypełnienia obowiązków wynikających z art. 670 KPC może nałożyć na wnioskodawcę i uczestników określone obowiązki dowodowe (uchwała SN z 24.10.2001 r., III CZP 64/01, Legalis). W rezultacie na podstawie art. 677 § 1 KPC sąd może stwierdzić nabycie spadku przez spadkobierców, choćby były nimi inne osoby niż te, które wskazuje wnioskodawca oraz uczestnicy postępowania. Art. 670 KPC nie zwalnia jednak uczestników z obowiązku wykazywania inicjatywy dowodowej co do faktów, z których wywodzą skutki prawne (postanowienie SN z 31.10.2024 r., I CSK 3451/24, Legalis) i w żadnym razie nie uchyla ciężaru dowodu w znaczeniu materialnym (postanowienie SN z 20.9.2024 r., I CSK 2326/23, Legalis).
Skutki prawomocnego ustalenia kręgu spadkobierców
SN stwierdził, że kluczowe znaczenie ma okoliczność, iż Sąd II instancji orzekał o dziale spadku w sytuacji gdy w 1996 r. zapadło prawomocne orzeczenie o ustaleniu kręgu spadkobierców po M.S., w którym wskazano E.M. i A.P. Jak podkreślono, prawomocne orzeczenie wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, lecz również inne sądy oraz inne organy państwowe i organy administracji publicznej, a w wypadkach w ustawie przewidzianych także inne osoby. Postanowienie z 1996 r. jest zatem wiążące również dla sądów rozpatrujących sprawę o dział spadku i nie mogły one z urzędu stwierdzić, że I.R. jest spadkobierczynią M.S.
SN zaznaczył, że w art. 679 KPC ustawodawca przewidział szczególny sposób zmiany postanowienia o ustaleniu kręgu spadkobierców, wyłączając w tym zakresie możliwość wznowienia postępowania (postanowienie SN z 15.1.2016 r., I CSK 1079/14, Legalis). Art. 679 § 1 KPC ma charakter wyjątkowy, umożliwia bowiem zmianę prawomocnego orzeczenia. Ustawodawca wprowadził w związku z tym restrykcyjne ograniczenia, dotyczące podstawy i terminu do zgłoszenia takiego wniosku (postanowienie SN z 11.12.2025 r., I CSK 2841/25, Legalis). Uczestnik postępowania poprzedzającego postanowienie o stwierdzenie nabycia spadku, może domagać się zmiany tego postanowienia tylko wówczas, gdy żądanie opiera na podstawie, której nie mógł powołać w tym postępowaniu. Termin na wniesienie takiego wniosku wynosi zaś rok od dnia, w którym uzyskał tę możność. Co istotne przez uczestnictwo w postępowaniu o stwierdzenie nabycia spadku, w rozumieniu art. 679 KPC, należy rozumieć formalny udział w postępowaniu, a nie stopień aktywności, bierność czy nawet całkowitą bezczynność zainteresowanego występującego w sprawie (postanowienie SN z 4.2.2000 r., II CKN 740/98, Legalis). SN stwierdził, że I.R. brała udział zarówno w toczącym się w 1982 r. postępowaniu o stwierdzenie nabycia spadku po M.S., jak i w postępowaniu o zmianę tego orzeczenia zakończonym postanowieniem z 1996 r. Wyrok ustalający ojcostwo M.S. wobec I.R. uprawomocnił się w 2016 r., zatem roczny termin z art. 679 § 1 in fine KPC upłynął. SN podkreślił, że zachowanie tego terminu nie zależy od zachowania sądu, ale wyłącznie od zachowania uprawnionej osoby. W skardze kasacyjnej jednoznacznie przyznano, że wniosek z art. 679 KPC nie został złożony.
Postanowienie SN z 22.4.2026 r., I CSK 3295/25, Legalis
Sztuczna inteligencja z etykietą
W świecie, w którym zdjęcie, nagranie głosu czy tekst nie są już oczywistym dowodem autentyczności, coraz większe znaczenie ma prosta informacja: czy dana treść została stworzona przez człowieka, czy wygenerowana albo zmieniona przez sztuczną inteligencję, a w określonych przypadkach – czy przeszła ludzką kontrolę redakcyjną.
Zadaniem ogłoszonych przez Komisję Europejską kodeksów postępowania jest wsparcie w prawidłowym stosowaniu przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828, czyli aktu w sprawie sztucznej inteligencji (Dz.Urz. UE L z 2024 r., s. 1689; dalej: AIAct). Chodzi nie tylko o formalną zgodność z prawem, lecz także o zaufanie odbiorców. Użytkownik powinien wiedzieć, kiedy ma do czynienia z treścią wygenerowaną lub zmodyfikowaną przez AI w przypadkach wskazanych w AIAct, zwłaszcza wtedy, gdy taka treść może wpływać na jego decyzje, emocje albo ocenę rzeczywistości.
10.7.2025 r. Komisja Europejska opublikowała Kodeks postępowania w zakresie AI ogólnego przeznaczenia, przygotowany w ramach mechanizmu przewidzianego w art. 56 AIAct. Dokument ten ma pomóc przedsiębiorcom w wypełnianiu obowiązków spoczywających na dostawcach modeli sztucznej inteligencji ogólnego przeznaczenia na mocy aktu w sprawie sztucznej inteligencji, wspierać działania związane z przejrzystością, prawem autorskim (art. 53 AIAct) oraz bezpieczeństwem w zarządzaniu ryzykiem systemowym w przypadku najbardziej zaawansowanych modeli AI ogólnego przeznaczenia (art. 55 AIAct).
Kolejnym krokiem Komisji Europejskiej było ogłoszenie 10.6.2026 r. Kodeksu postępowania w zakresie przejrzystości treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Dokument odpowiada więc na pytanie, jak w praktyce wdrażać art. 50 AIAct, który zacznie być stosowany 2.8.2026 r. Przepis ten przewiduje obowiązki przejrzystości dla dostawców i podmiotów stosujących niektóre systemy AI. W praktyce chodzi o to, aby użytkownik albo odbiorca treści wiedział, że rozmawia z systemem AI albo że oglądany obraz, słuchane nagranie czy czytany tekst zostały wygenerowane lub zmodyfikowane przez sztuczną inteligencję.
Podobnie jak kodeks ogłoszony w 2025 r., także ten dokument nie jest obowiązkowy. Ma jednak znaczenie praktyczne, ponieważ podpowiada, jak oznaczać treści tworzone lub modyfikowane przez AI. Dotyczy to zwłaszcza deepfake’ów oraz niektórych tekstów publikowanych w sprawach ważnych dla opinii publicznej. Kodeks próbuje więc odpowiedzieć na pytanie, które będzie coraz częściej wracać w praktyce: kiedy odbiorca powinien zostać poinformowany, że dana treść została wygenerowana albo zmieniona przez AI?
Kto ma oznaczać treści AI
Kodeks rozróżnia dwie grupy adresatów. Pierwszą grupą są dostawcy, czyli podmioty tworzące i udostępniające narzędzia AI. To oni odpowiadają m.in. za techniczne oznaczanie treści w sposób możliwy do odczytania przez maszyny oraz za zapewnienie ich wykrywalności jako treści wygenerowanych lub zmanipulowanych przez AI.. Drugą grupą są podmioty stosujące, czyli ci, którzy korzystają z systemów AI i publikują efekty ich działania. W ich przypadku chodzi przede wszystkim o widoczne dla odbiorcy etykietowanie deepfake’ów oraz określonych tekstów wygenerowanych lub zmodyfikowanych przez AI.
Te dwa poziomy muszą ze sobą współpracować. Wydawca, firma czy organizacja nie oznaczy skutecznie treści, jeżeli narzędzie, z którego korzysta, nie zapewnia odpowiednich funkcji technicznych. Z drugiej strony nawet dobre rozwiązania techniczne nie wystarczą, jeżeli podmiot publikujący treść nie poinformuje odbiorcy w sposób jasny i zrozumiały.
Deepfake, tekst publiczny i kontakt z systemem AI
Komisja zwraca szczególną uwagę na trzy sytuacje. Pierwsza to deepfake’i, czyli obrazy, nagrania audio lub wideo wygenerowane albo zmodyfikowane przez AI w taki sposób, że mogą sprawiać wrażenie prawdziwych. To jeden z najbardziej wrażliwych obszarów, ponieważ deepfake może naruszać dobra osobiste, reputację przedsiębiorcy, prawa konsumentów, a nawet wpływać na proces wyborczy.
Druga sytuacja dotyczy tekstów wygenerowanych lub zmienionych przez AI, które są publikowane w celu informowania opinii publicznej o sprawach leżących w interesie publicznym. Nie chodzi więc o każdą notatkę, szkic czy roboczy tekst przygotowany z pomocą AI. Znaczenie ma to, czy tekst trafia do publicznego obiegu, czy dotyczy spraw ważnych społecznie, oraz czy został sprawdzony przez człowieka.
Trzecia sytuacja to kontakt użytkownika z chatbotem lub innym interaktywnym systemem AI. Jeżeli człowiek rozmawia z automatem, powinien o tym wiedzieć. Inaczej odbiera się komunikat, gdy wiadomo, że pochodzi z systemu AI, a inaczej, gdy użytkownik sądzi, że rozmawia z konsultantem, lekarzem, urzędnikiem, prawnikiem albo przedstawicielem firmy.
Ikona AI jako wspólny język oznaczania treści
Komisja Europejska zaprezentowała również zestaw ikon, które mogą być używane do oznaczania treści generowanych przez AI. Ich stosowanie jest również dobrowolne, ale sam obowiązek oznaczania wynikający z AIAct już taki nie jest. Można wybrać inną formę komunikatu, ale trzeba zapewnić, aby odbiorca otrzymał jasną i rozpoznawalną informację. Zaproponowany przez Komisję zestaw ikon ma pomóc w ujednoliceniu praktyki. Przygotowane zostały m.in. ikona „AI” dla deepfake’ów, a także oznaczenia „AI GENERATED” dla treści w pełni wygenerowanych przez AI oraz „AI MODIFIED” dla treści zmodyfikowanych z użyciem AI. Czym innym jest zdjęcie w całości wygenerowane przez model AI, a czym innym autentyczne zdjęcie istotnie zmienione przez AI, na przykład przez podmianę twarzy osoby publicznej.
W praktyce największe znaczenie będzie miała nie sama ikona, lecz kontekst jej użycia. Komisja podkreśla, że oznaczenie powinno być czytelne i zauważalne najpóźniej w chwili pierwszego kontaktu odbiorcy z treścią. Nie powinno być ukryte pod kolejną warstwą interfejsu ani znikać po pobraniu lub udostępnieniu treści. Jeżeli ikona ma rzeczywiście chronić użytkownika, musi w dostrzegalny sposób towarzyszyć treści.
Czy każda treść AI musi być oznaczona?
AIAct nie nakłada ogólnego obowiązku oznaczania wszystkiego, co powstało przy pomocy AI. Obowiązki koncentrują się na określonych przypadkach, w których ryzyko wprowadzenia w błąd jest szczególnie istotne. Dotyczy to przede wszystkim deepfake’ów oraz określonych tekstów informujących opinię publiczną o sprawach leżących w interesie publicznym.
Istnieją też wyjątki i ograniczenia. W przypadku treści ewidentnie artystycznych, kreatywnych, satyrycznych, fikcyjnych lub podobnych obowiązek przejrzystości powinien być realizowany tak, aby nie zakłócać odbioru dzieła. Z kolei w odniesieniu do tekstów wygenerowanych lub zmienionych przez AI obowiązek ujawnienia nie ma zastosowania, jeżeli treść przeszła proces ludzkiej kontroli lub redakcji, i jeżeli osoba fizyczna albo prawna ponosi odpowiedzialność redakcyjną za publikację.
Kodeks jest dobrowolny, ale nie oznacza to, że temat można odłożyć na później. Obowiązki przejrzystości z art. 50 AIAct zaczną być stosowane od 2.8.2026 r. Podmiot, który będzie stosował kodeks, może zyskać bardziej przewidywalną ścieżkę wykazywania zgodności z AIAct. Sygnatariusze kodeksu będą mogli powoływać się na przewidziane w nim środki, co powinno ograniczyć obciążenia administracyjne i zwiększyć pewność prawną. Natomiast podmioty wybierające inne rozwiązania będą musiały wykazać, że są one odpowiednie.
Dostawcy i podmioty stosujące generatywne systemy AI mogą przystąpić do kodeksu zgodnie z instrukcją opublikowaną przez Komisję Europejską na jej stronie internetowej.