Automatyczne przyznawanie 800+ od 2027 r.
- Rodzice lub opiekunowie dzieci nie będą już musieli składać corocznych wniosków o świadczenie – będzie ono automatycznie odnawiane.
- Wnioskowanie będzie dotyczyć jedynie jednorazowo na dane dziecko, np. w przypadku jego urodzenia lub powrotu z zagranicy.
- Cyfryzacja procesu znacząco ograniczy koszty obsługi wypłaty świadczenia.
Obecny stan prawny
Świadczenie wychowawcze 800+ jest przyznawane na podstawie ustawy z 11.2.2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1576; dalej: PomWychDzU). Zgodnie z obowiązującymi przepisami świadczenie jest przyznawane na wniosek (art. 13 ust. 1 PomWychDzU) składany jedynie w formie elektronicznej do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. ZUS przyznaje to świadczenie na roczny okres, który trwa od 1 czerwca do 31 maja następnego roku kalendarzowego.
Oznacza to, że rodzice lub opiekunowie muszą co roku, w terminie od 1 lutego do 30 czerwca, ponawiać wniosek o przyznanie świadczenia. Taki stan prawny w rzeczywistości mnoży obowiązki administracyjne obywateli i koszty obsługi po stronie urzędów.
Wniosek składany jednorazowo
Projekt ustawy usprawnia proces przyznawania świadczenia wychowawczego 800+. Znosi obowiązek corocznego składania wniosków na rzecz automatycznego odnawiania tego prawa. Rodzicom lub opiekunom pozostanie jednocześnie możliwość modyfikacji danych we wniosku w razie zmiany sytuacji rodzinnej. Jeśli taka modyfikacja nie nastąpi, to wówczas wniosek będzie przedłużany na podstawie przedstawionych danych.
Jednocześnie nowelizacja pozostawia obowiązek wnioskowania o świadczenie po raz pierwszy na dane dziecko, np. w przypadku jego urodzenia lub powrotu rodziców/opiekunów z dzieckiem z zagranicy.
Projektowane rozwiązanie ma ułatwić dostęp do świadczenia dzięki automatycznemu odnowieniu prawa do świadczenia wychowawczego na podstawie danych posiadanych przez ZUS, który jest realizatorem świadczenia wychowawczego, przy jednoczesnym zachowaniu prawa do modyfikacji danych przez rodzica w przypadku zmiany sytuacji rodzinnej.
Dodatkowo, zgodnie z postulatem Rzecznika Praw Dziecka, projekt doprecyzuje także katalog osób uprawnionych do świadczenia wychowawczego, umożliwiając jego otrzymywanie osobom, które na mocy orzeczenia sądu sprawują bieżącą pieczę nad dzieckiem.
Etap legislacyjny
Obecnie projekt ustawy znajduje się na etapie prac Rady Ministrów, która zakłada jego przyjęcie w II kwartale 2026 r. Rozwiązania będą wymagały podjęcia dodatkowych prac w celu dostosowania do obsługi świadczenia systemu teleinformatycznego ZUS. Jako możliwy termin wprowadzenia nowych przepisów wskazywany jest okres świadczeniowy 2027/28, który rozpocznie się 1.6.2027 r.
Kurator dla pozwanego jest możliwy tylko w ostateczności
To sedno najnowszego orzeczenia Sądu Najwyższego, ważnego dlatego, że sąd często ustanawia kuratora, zwłaszcza dla osób pozwanych. Chodzi bowiem o to, aby sprawa mogła się toczyć, gdyż z chwilą doręczenia pisma kuratorowi doręczenie staje się skuteczne. Rolą takiego kuratora jest przede wszystkim znalezienie uczestnika postępowania, aby osobiście mógł się bronić.
Zgodnie z art. 144 KPC sędzia przewodniczący ustanawia kuratora, jeżeli wnioskodawca uprawdopodobni, że miejsce pobytu strony nie jest znane.
Ta kwestia wynikła w sprawie o zapłatę, w której sędzia sądu rejonowego zarządził doręczenie pozwanemu odpisu pozwu na adres wskazany w pozwie, ale zakończyło się ono tylko awizowaniem przesyłki. Sąd ustanowił więc dla pozwanego kuratora do reprezentowania go w sprawie, choć powód w toku procesu wskazał także inny adres pozwanego.
Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił postanowienie sądu rejonowego, nakazując mu ponowne rozpoznanie sprawy z powodu nieważności postępowania w I instancji.
Sąd okręgowy ustalił, że kurator nie wyjaśnił, jakie konkretnie czynności podjął i na który z dostępnych adresów pozwanego wysłał do niego korespondencję. Ani kurator, ani wcześniej powód nie podjęli także próby kontaktu telefonicznego z pozwanym na przedstawiony przez powoda numer telefonu komórkowego. Z akt wynika natomiast, że przy użyciu tego numeru powód prowadził korespondencję SMS-ową z pozwanym.
Orzeczenie SO zaskarżył powód do SN, ale nieskutecznie. SN wskazał, że ze względu na znaczenie ustanowienia kuratora procesowego dla ważności postępowania, jego ustanowienie może nastąpić, gdy zostały wyczerpane powszechnie dostępne technicznie środki, na podstawie których podjęte czynności poszukiwawcze nie przyniosły pozytywnych rezultatów.
– Ustanowienie kuratora z naruszeniem tych reguł (art. 144 KPC) stanowi szczególny przypadek pozbawienia strony możności działania i tym samym możliwości obrony swoich praw, co powoduje nieważność postępowania – wskazał sędzia Maciej Kowalski.
– To ważne rozstrzygnięcie. Dotyczy bowiem osobistego udziału w sprawie strony zainteresowanej i realnego jej poszukiwania. Kurator ma przede wszystkim obowiązek ją znaleźć i wtedy jego rola się kończy, ale nie zawsze się to uda, i dopiero wtedy może ją zastępować. A ponieważ chodzi o prawa strony do sądu i do obrony jej praw, nie można do jej poszukiwania podejść ot tak, ale solidnie. Obowiązek wskazania adresu drugiej strony ciąży przede wszystkim nie tylko na stronie zainteresowanej w tym wypadku powodzie, ale też na kuratorze – mówi Roman Nowosielski, adwokat.
Sygnatura akt: III CZ 214/25
Prezydenckie weto dla ustawy wdrażającej DSA
Systemowy charakter nowelizacji i jej miejsce w porządku prawnym
Ustawa z 18.12.2025 r. o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw (druk 1757) miała charakter horyzontalny i ustrojowy. Jej zasadniczym celem nie była transpozycja przepisów UE, lecz stworzenie krajowych mechanizmów umożliwiających wykonywanie bezpośrednio rozporządzenia, zgodnie z wymogami art. 49–59 DSA. W tym sensie ustawa pełniła funkcję wykonawczą i organizacyjną, określając kompetencje organów krajowych, tryb ich działania oraz relacje pomiędzy postępowaniami administracyjnymi i sądowymi (por. art. 1 pkt 4–7 nowelizacji).
W stanie prawnym sprzed nowelizacji regulacja odpowiedzialności usługodawców internetowych opierała się przede wszystkim na wyłączeniach odpowiedzialności (tzw. safe harbour) oraz na minimalnych obowiązkach informacyjnych. Brakowało jednolitego modelu nadzoru nad platformami internetowymi, a interwencja organów publicznych w obszar moderacji treści miała charakter pośredni i rozproszony. Ustawa zmierzała do wprowadzenia spójnego systemu regulacyjnego odpowiadającego konstrukcji przyjętej w DSA.
Procedury dotyczące nielegalnych treści i decyzji platform
Jednym z centralnych elementów nowelizacji było wprowadzenie nowego rozdziału 2a (art. 11a–11u) do ustawy z 18.7.2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1513; dalej: ŚwiadUsłElektU), regulującego krajowe procedury wydawania nakazów dotyczących nielegalnych treści oraz decyzji dostawców usług hostingu w zakresie usuwania lub ograniczania dostępu do treści.
Przepisy te przewidywały możliwość wydania decyzji nakazującej podjęcie działań wobec treści uznanych za nielegalne (art. 11c–11f), a także decyzji nakazującej usunięcie ograniczeń nałożonych przez dostawcę usługi hostingu w sytuacji, gdy ograniczenia te zostały zastosowane bez podstawy prawnej lub z naruszeniem przepisów DSA (art. 11g–11j). Jednocześnie decyzje wydawane w tym trybie miały podlegać kontroli sądowej (art. 11r–11u).
Przepisy zakwestionowane przez Prezydenta RP
Zastrzeżenia Prezydenta RP dotyczyły przyjętego w nowelizacji modelu proceduralnego, w którym rozstrzygnięcia organów administracji publicznej w sprawach dotyczących treści internetowych wywoływały bezpośrednie skutki prawne wobec dostawców usług oraz użytkowników, natomiast kontrola sądowa miała charakter następczy i była inicjowana na wniosek strony. W szczególności wskazywano na konstrukcję sprzeciwu wobec decyzji organu, który musiał zostać wniesiony w terminie 14 dni, co – w ocenie Prezydenta RP – nie odpowiada standardowi pierwotnej i efektywnej kontroli sądowej w sprawach dotyczących ograniczania wolności wypowiedzi.
Kolejnym obszarem zastrzeżeń były przepisy dotyczące instrumentów o charakterze egzekucyjnym, w tym rejestru domen internetowych prowadzonego przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (art. 11o–11q). Choć ustawodawca ukształtował ten instrument jako środek subsydiarny, możliwy do zastosowania w razie nieskuteczności innych mechanizmów, Prezydent RP zwrócił uwagę na jego potencjalny wpływ na dostęp do treści w internecie oraz na fakt, że decyzja o wpisie do rejestru podejmowana jest w ramach postępowania administracyjnego, przy następczej kontroli sądowej.
Zastrzeżenia Prezydenta RP odnosiły się również do przepisów regulujących status zaufanych podmiotów sygnalizujących, wprowadzonych w nowych rozdziałach 4a–4c ustawy. W szczególności wskazywano na możliwość finansowania tych podmiotów ze środków publicznych oraz na przyznanie im szczególnej pozycji w systemie zgłaszania treści, co – w ocenie Prezydenta RP – wymagałoby wzmocnionych gwarancji pluralizmu, transparentności i neutralności, zwłaszcza w kontekście wpływu tych podmiotów na praktykę moderowania treści przez platformy internetowe.
Rejestr domen internetowych jako instrument o charakterze subsydiarnym
Nowelizacja przewidywała możliwość prowadzenia przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej rejestru domen internetowych wykorzystywanych do rozpowszechniania nielegalnych treści (art. 11o). Zastosowanie tego instrumentu zostało uzależnione od nieskuteczności innych środków przewidzianych w ustawie, co nadawało mu charakter subsydiarny.
Rozwiązanie to wiązało się z nałożeniem określonych obowiązków na przedsiębiorców telekomunikacyjnych (art. 11p–11q), przy jednoczesnym wyłączeniu rejestru domen spod reżimu dostępu do informacji publicznej (art. 11o ust. 7).
Podział kompetencji pomiędzy organy krajowe
Ustawa wprowadzała jednoznaczny podział kompetencji pomiędzy organy administracji publicznej odpowiedzialne za wykonywanie DSA. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej miał pełnić funkcję koordynatora do spraw usług cyfrowych oraz centralnego punktu kontaktowego w rozumieniu art. 49 DSA (art. 15a–15c). W sprawach naruszeń przepisów DSA wpływających na interesy konsumentów właściwy pozostawał Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (art. 15d), natomiast w odniesieniu do platform udostępniania wideo – Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (art. 15e).
Krajowa Rada do spraw Usług Cyfrowych
Nowelizacja przewidywała również utworzenie Krajowej Rady do spraw Usług Cyfrowych jako organu opiniodawczo-doradczego (art. 15f–15g), wspierającego koordynatora do spraw usług cyfrowych w wykonywaniu zadań wynikających z DSA, w szczególności poprzez wydawanie opinii, rekomendacji oraz ocen funkcjonowania krajowego systemu nadzoru.
Certyfikacja podmiotów wspierających wykonywanie DSA
Projektowane przepisy wprowadzały do polskiego porządku prawnego instytucje certyfikowanych podmiotów pozasądowego rozstrzygania sporów, zaufanych podmiotów sygnalizujących oraz zweryfikowanych badaczy (rozdziały 4a–4c ustawy). Regulacja obejmowała zarówno tryb przyznawania statusu (art. 22a–22h), jak i możliwość jego cofnięcia oraz bieżący nadzór administracyjny.
Odpowiedzialność administracyjna i cywilna dostawców usług pośrednich
Ustawa przewidywała rozbudowany system kontroli, postępowań wyjaśniających oraz sankcji administracyjnych, w tym administracyjnych kar pieniężnych, których maksymalny poziom odpowiadał górnym progom przewidzianym w rozporządzeniu DSA (art. 22zzr ust. 5). Równolegle wprowadzono szczególny reżim odpowiedzialności cywilnej, oparty na koncentracji właściwości sądowej oraz na uwzględnianiu ustaleń wynikających z prawomocnych decyzji organów administracyjnych (art. 22zzm–22zzq).
Stanowisko Prezydenta RP i skutki weta
Prezydent RP odmówił podpisania ustawy, wskazując na istotne wątpliwości konstytucyjne związane z przyjętym modelem kontroli treści internetowych. W szczególności zakwestionował rozwiązania, w których rozstrzygnięcia dotyczące legalności treści podejmowane są w pierwszej kolejności przez organy administracji publicznej, przy jedynie następczej kontroli sądowej inicjowanej przez obywatela. W ocenie Prezydenta RP mechanizm ten nie zapewnia wystarczających gwarancji ochrony wolności słowa oraz prawa do sądu, o których mowa w art. 54 i art. 45 Konstytucji RP, a także stwarza ryzyko nadmiernej reglamentacji wypowiedzi w przestrzeni cyfrowej. Zastrzeżenia objęły również rozwiązania dotyczące statusu zaufanych podmiotów sygnalizujących, w tym możliwość ich finansowania ze środków publicznych.
Skorzystanie z prawa weta skutkuje wstrzymaniem wejścia w życie ustawy oraz przekazaniem jej ponownie do Sejmu. Do czasu ewentualnego odrzucenia weta większością kwalifikowaną albo uchwalenia nowego aktu prawnego krajowe mechanizmy wykonywania DSA pozostają niepełne, a rozporządzenie to stosowane jest bezpośrednio, przy wykorzystaniu dotychczasowych przepisów krajowych. Prezydent zapowiedział jednocześnie gotowość do współpracy przy przygotowaniu nowego projektu ustawy, który zapewni skuteczną ochronę użytkowników, w szczególności małoletnich, przy jednoczesnym zagwarantowaniu prymatu niezależnej i efektywnej kontroli sądowej w sprawach dotyczących ograniczania wolności wypowiedzi.
Więcej wolnego? Biznes na razie nie chce słyszeć o takim rozwiązaniu
Organizacja w swojej petycji zwróciła uwagę, że gdy święto przypada w sobotę, to wtedy każdy zatrudniony może w innym terminie odebrać w zamian dzień wolny. Zasada ta jednak nie obowiązuje w przypadku, jeżeli uroczystość wypadnie w niedzielę. Jak wskazuje fundacja, mimo że sytuacja jest właściwie identyczna dla większości zatrudnionych, to kodeks pracy oba przypadki traktuje zupełnie inaczej. „We wprowadzonym ponad 20 lat temu przepisie jest mowa, że uroczystość przypadająca w innym dniu wolnym niż niedziela obniża wymiar czasu pracy w danym okresie rozliczeniowym. Jak można się domyślać chodziło głównie o sytuacje, gdy ktoś musi pracować podczas święta i w przepisie po prostu zostały uwzględnione wszystkie dni będące formalnie roboczymi”- czytamy w petycji.
Niekorzystny kalendarz
Czasy i przepisy się jednak zmieniły, dlatego organizacja postuluje, żeby pracownicy mogli odbierać wolne niezależnie od tego czy święto wypada w sobotę lub niedzielę, co wydaje się po prostu, w ich ocenie, konsekwentnym rozwiązaniem.
I podaje przykład, że w 2026 r. kalendarz układa się bardzo niekorzystnie dla pracowników. Dni 3 maja i 1 listopada wypadają właśnie w niedzielę, więc święta nie wpłyną na czas, jaki trzeba będzie przepracować. Sytuacja wyglądałaby jednak zupełnie inaczej, gdyby uroczystości przypadły na sobotę, wtedy każdy zatrudniony mógłby odebrać w danym okresie rozliczeniowym dzień wolny, co często miało miejsce w ostatnich latach. „Może warto zastanowić się zatem w czym niedziela jest gorsza od soboty?” – podkreślają autorzy petycji.
Dalej twierdzą też, że w poprzednich latach przepis nie budził kontrowersji, bo od 2022 r. żadne święto nie przypadało w ostatnim dniu tygodnia. Teraz sytuacja wygląda jednak inaczej. Dlatego warto zwrócić uwagę na dosyć osobliwy zapis kodeksu pracy.
Fundacja wskazuje też, że w ostatnich latach raczej nie pojawiały się głosy, że możliwość odbioru wolnego za święto przypadające w sobotę jakoś dezorganizowała działanie firm.
„Gdyby rozszerzyć zasadę na niedzielę, to liczba dni wolnych w każdym roku byłaby zawsze taka sama, co wydaje się sprawiedliwym rozwiązaniem” – przekonuje organizacja.
Jak zaznacza, jej inicjatywa nie oznacza skracania czasu pracy. Chodzi jedynie o wprowadzenie spójnych zasad. „Tym bardziej, że zdarza się przecież, że przez parę lat żadne święto nie wypada w weekend i sytuacja, gdy pracownikom przysługuje cała pula dni wolnych nie jest dużym obciążeniem dla gospodarki”- czytamy w petycji.
Biznes sceptyczny
Fundacja przyznaje jednocześnie, że zmieniając przepisy trzeba brać też pod uwagę różne perspektywy, w tym także opinie pracodawców. Zapytaliśmy ich zatem co myślą o takim rozwiązaniu.
Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewiatan uważa, że nie powinniśmy zwiększać liczby dni wolnych, bo na razie pod kątem choćby produktywności jesteśmy w tyle za krajami Europy Zachodniej. – Obecnie oprócz wolnych (co do zasady) weekendów, są urlopy, święta właśnie i do tego średnio 12 dni na pracownika z tytułu zwolnienia chorobowego, więc ostatecznie pracujemy nieco ponad 200 dni w roku – wylicza ekspert.
W jego ocenie, na tym etapie rozwoju gospodarczego nie powinniśmy jeszcze myśleć o kolejnych wolnych.
Przypomina też o trwających testach dotyczących skrócenia czasu pracy. Chodzi o rządowy pilotaż realizowany pod hasłem: „mniej godzin w firmie, ale to samo wynagrodzenie”.
Oznacza to, że podmioty, które zdecydowały się wziąć udział w rekrutacji do projektu, mogły np. zredukować u siebie liczbę godzin pracy w jednym dniu tygodnia (aby był wolny, np. poniedziałek lub piątek) lub skrócić czas pracy w kilku dniach w tygodniu (w mniejszym wymiarze). Możliwe było też przyznanie dodatkowych dni urlopu.
Pilotaż ma odpowiedzieć na pytanie, czy firmy „stać” na skrócenie czasu pracy. To znaczy, czy są one w stanie zmniejszyć liczbę godzin do przepracowania bez uszczerbku dla efektywności i produktywności.
Katarzyna Kamecka
Polskie Towarzystwo Gospodarcze
Mam wrażenie, że w Polsce i tak mamy stosunkowo dużo dni wolnych od pracy. Konstrukcja odbioru wolnego za święto przypadające w sobotę ma w istocie zrekompensować pracownikom historyczny fakt, że ten dzień – który kiedyś był roboczym – przestał nim być. Jest to więc pokłosie zmiany społecznej. Oczywiście zdarza się, że święto wypada w niedzielę, ale takie sytuacje nie są szczególnie częste. Nie wydaje mi się, aby brak dodatkowego dnia wolnego w takim przypadku oznaczał realne pozbawienie pracowników prawa do wypoczynku. Biorąc pod uwagę to, że prawo pracy w ostatnich latach w wielu obszarach zmienia się na korzyść zatrudnionych, uważam, że pracodawcy po prostu nie zgodzą się na wprowadzenie kolejnych dni wolnych, które musiałyby być dodatkowo uwzględniane w grafikach. Zresztą przy każdym takim pomyśle jest ten sam argument – że generuje on koszty dla gospodarki. I to jest prawda. Obecna sytuacja na rynku pracy również nie sprzyja takim zmianom. Ofert jest mniej, a bezrobocie – zwłaszcza wśród ludzi młodych – rośnie. Wydaje mi się więc, że w tej chwili powinniśmy koncentrować się na innych problemach rynku pracy, zamiast na przyznawaniu kolejnych wolnych. Tym bardziej że niedawno wprowadzono wolną Wigilię. Wydaje się rozsądne, aby takie zmiany realizować stopniowo. Moim zdaniem jest jeszcze za wcześnie na zwiększanie liczby dni wolnych – warto najpierw zobaczyć, jak gospodarka poradzi sobie z już wprowadzonymi rozwiązaniami, odczekać i ewentualnie wrócić do tego tematu w przyszłości. Szczególnie, że dla pracodawców oznaczałoby dodatkowe obciążenia – zwłaszcza przy obecnych kosztach, wolnej Wigilii, dniach wolnych za oddawanie krwi czy planach skrócenia tygodnia pracy. Na tle Europy Polska i tak wypada dość korzystnie pod tym względem.
Prokurator na dyżurze pod telefonem będzie zbyt drogi
Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku w sprawie C-373/24 przesądził, że okres dyżuru pełnionego poza zwykłym czasem pracy prokuratorów należy zakwalifikować jako „czas pracy” w rozumieniu art. 2 dyrektywy 2003/88 dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy. Chodzi zarówno o dyżury pełnione poza zwykłym czasem pracy prokuratorów, który wiąże się z obowiązkową obecnością w miejscu pracy, jak i dyżury pozazakładowe, pełnione w miejscu zamieszkania.
Zdaniem TSUE w okresach dyżuru nałożone na prokuratorów ograniczenia bardzo znacząco wpływają na ich zdolność do swobodnego zarządzania w owych okresach czasem, w którym nie wymaga się od nich świadczenia pracy, oraz do poświęcenia tego czasu własnym sprawom.
Sprawa chorwacka
Wyrok zapadł co prawda w sprawie chorwackiej, jednak w praktyce ma on zastosowanie do porządków prawnych większości państw, w których zasady pracy prokuratorów zostały ukształtowane w podobny sposób.
W Polsce, w odróżnieniu od dyżurów pełnionych w jednostce, dyżury nocne czy weekendowe realizowane w domu nie są wynagradzane. Zgodnie z art. 1515 § 2 kodeksu pracy czasu dyżuru nie wlicza się do czasu pracy, jeżeli podczas dyżuru pracownik nie wykonywał pracy. W ukształtowanej praktyce pozostawianie w gotowości czy np. telefoniczne konsultacje z policjantami, którzy nie są np. pewni, jaką kwalifikację prawną należy zastosować w danym przypadku, nie jest uznawane za wykonywanie pracy.
Wyrok w sprawie chorwackiej jednoznacznie potwierdza, że prokurator jest pracownikiem i należy do niego stosować normy czasu pracy, a także że na gruncie dyrektywy w ciągu doby istnieje tylko czas pracy i czas wolny. Nie ma natomiast żadnych kategorii pośrednich.
Oznacza to, że okresy dyżurów powinny być wliczane do dobowych i tygodniowych limitów pracy. Praktyka jest zupełnie inna. Poza tym art. 99 prawa o prokuraturze stanowi że czas pracy prokuratora jest określony wymiarem jego zadań.
Zdaniem Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury, prowadzi to do sytuacji, w której rzeczywisty czas pracy nie jest w pełni ewidencjonowany w sposób zgodny z dyrektywą. Dlatego związek zaapelował do ministra sprawiedliwości o podjęcie prac legislacyjnych mających na celu dostosowanie definicji czasu pracy prokuratorów do orzeczenia TSUE, wprowadzenie rzetelnego systemu ewidencji czasu dyżurów, a także o bardziej sprawiedliwe rozłożenie obciążeń i wprowadzenie obowiązku pełnienia dyżurów (zarówno aresztowych, jak i zdarzeniowych), przez wszystkich prokuratorów.
Podczas ostatniego posiedzenia Krajowej Rady Prokuratorów, Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk zapowiedział, że będzie rozmawiał z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem na temat zmiany niektórych zapisów Regulaminu Wewnętrznego Urzędowania Powszechnych Jednostek Prokuratury, w celu dostosowania przepisów do orzeczenia TSUE. Zwłaszcza, że ministerstwo pracuje nad projektem zmian tego rozporządzenia, który ma ujrzeć światło dzienne na przełomie stycznia i lutego. Jednak, jak informuje MS, sama zmiana rozporządzenia to może być za mało i konieczna będzie gruntowna reforma przepisów i roli prokuratorów.
Po wyroku TSUE
– Zagadnienie dotyczące dodatkowego wynagradzania prokuratorów jest dość skomplikowane i wymaga analizy szeregu zasad dotyczących wynagradzania zarówno prokuratorów, jak i sędziów. Bo problem, choć w mniejszym stopniu, dotyczy także tej grupy zawodowej. Niewątpliwie polski ustawodawca stanie przed koniecznością dokonania szeregu zmian normatywnych, które mogą oznaczać wyeliminowanie udziału prokuratora w czynnościach procesowych w tych wszystkich wypadkach, w których udział jego może ostatecznie zostać uznany za zbędny – odpowiada Ministerstwo Sprawiedliwości. Chodzi o zmianę nie tylko regulaminu urzędowania, ale także procedury karnej.
Innymi słowy, ustawodawca stoi przed dylematem – albo utrzymujemy dotychczasowe regulacje, w których prokurator dyżuruje pod telefonem i jeździ na każde zdarzenie (co będzie powodowało konieczność rekompensat finansowych za czas dyżurów i zwiększenie liczby etatów w celu ich obsadzenia), albo ograniczamy udział prokuratora do najpoważniejszych zdarzeń i cedujemy więcej obowiązków na policję (która notabene zmaga się z jeszcze większymi problemami kadrowymi niż prokuratura). Pomocne byłoby również stworzenie instytucji koronera, którego funkcje mogłyby sprawować osoby mające kompetencje medyczne i prawne. W przypadkach wielu zgonów, do których są wzywani prokuratorzy, to właśnie koronerzy mogliby dokonywać oględzin zwłok. Prace nad odpowiednią ustawą prowadzi już nawet Ministerstwo Zdrowia, ale ma być ona gotowa w przyszłym roku.
Jak informuje MS, przy utrzymaniu szeregu kosztochłonnych procesowych rozwiązań będzie z kolei istniała konieczność wprowadzenia regulacji, które dadzą podstawę do wypłaty stosownych świadczeń kompensacyjnych za odbyte dyżury.
– Aktualnie wydaje się, że konieczne będzie dokonanie zarówno jednej, jak i drugiej kategorii zmian legislacyjnych – dodaje MS.
Jednak ZZPiPP domaga się, niezależnie od zmiany przepisów, natychmiastowej zmiany praktyki prokuratorskich dyżurów.
– W mojej ocenie na gruncie obowiązujących przepisów prawa pracy oraz uwzględniając wyrok TSUE istnieje podstawa do wypłaty prokuratorom wynagrodzenia za pracę świadczoną w nadgodzinach w ramach dyżuru prokuratorskiego, w tym za samą gotowość – uważa Jacek Skała, prokurator i przewodniczący ZZPiPP.
– Znaczenie wyroku TSUE dla obowiązujących w Polsce regulacji dotyczących czasu pracy oraz pełnienia dyżurów przez prokuratorów jest obecnie przedmiotem analiz – mówi Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.
Szykują się pozwy
– Z całą pewnością prokuratorom przysługuje roszczenie o zadośćuczynienie w związku ze świadczeniem pracy w ramach dyżuru pozazakładowego w związku z naruszeniem norm wypoczynku – mówi Jacek Skała dodając, że związek przygotuje ogólnopolski wzór pozwu dla prokuratorów. – Wolelibyśmy jednak aby sprawa nie musiała oprzeć się o sądy – dodaje Jacek Skała, szef ZZPiPP.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Michał Makowski
Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury
Można odnieść wrażenie, że w prokuraturze generalnie prawo pracy, a już zwłaszcza jego proeuropejska wykładnia, się nie przyjęło. Oprócz kwestii odpłatności za dyżury, od lat nagminnie naruszany jest art. 1515 § 2 KP zd. 2 kodeksu pracy, który wprost stanowi, że czas pełnienia dyżuru nie może naruszać prawa pracownika do odpoczynku. Niestety ze względu na błędną interpretację pojęcia zadaniowego czasu pracy lub z uwagi na braki kadrowe, w wielu jednostkach praktykowane są dyżury tygodniowe, w których prokurator ma pozostawać do dyspozycji 24 h przez siedem dni w tygodniu. Naruszenie prawa do odpoczynku zgodnie z utrwalonym orzecznictwem SN uprawnia do żądania zapłaty zadośćuczynienia na podstawie art. 111 KP oraz art. 23, art. 24 KC i art. 448 KC.
Wyrok TSUE wskazuje na niezgodność art. 1515 § 2 KP zd. 1 kodeksu pracy z prawem wspólnotowym, czego nie można bagatelizować, bowiem naruszenie prawa do odpoczynku stanowić będzie o naruszeniu przepisów o czasie pracy, co może wypełniać znamiona wykroczenia z art. 281 pkt. 5 KP, a to powinno wpływać na wyższe kwoty zadośćuczynienia ze względu na stopień winy. Pomimo że wyrok TSUE wprost nie dotyczy wynagrodzenia za dyżury, to jednak wpływa na interpretację pojęcia czasu pracy, co wiąże się pośrednio z kwestią rekompensaty majątkowej (czasu wolnego) za pełnione dyżury lub godziny nadliczbowe. Wyrok TSUE stanowi istotną wskazówkę, co do ustalenia wysokości zadośćuczynienia, skoro TS zrównał w zakresie pojęcia czasu pracy, tzw. dyżur w miejscu zamieszkania z dyżurem w miejscu pracy, to w świetle wykładni prounijnej, brakuje racjonalnych podstaw, aby art. 1515 § 3 KP nie znajdował zastosowania do dyżuru prokuratorskiego pełnionego w domu, tym bardziej gdy pracodawca organizuje dyżury z naruszeniem prawa do odpoczynku i norm czasu pracy.
dr Małgorzata Szeroczyńska
Lex Super Omnia, Krajowa Rada Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym
Wyrok TSUE nie dotyczy wynagrodzeń za dyżury. Stwierdza on jedynie wprost, że czas dyżuru prokuratora, także tego pod telefonem, jest czasem pracy w świetle prawa unijnego i podlega unijnym regulacjom dotyczącym bezpieczeństwa i higieny pracy. Z tego powodu nie może on przekraczać – razem z czasem dyżuru – maksymalnego tygodniowego czasu pracy, który zgodnie z prawem unijnym wynosi 48 godzin, a także musi być tak zorganizowany, by zapewniać prokuratorowi należyte okresy odpoczynku dobowego i tygodniowego. Zresztą taka interpretacja przepisów była głoszona w nauce od lat i znalazła swój wyraz choćby w komentarzu do ustawy Prawo o prokuraturze Beck z 2021 r. W tym kontekście wyrok ten nie jest nowatorski. Jego znaczenie wynika natomiast z mocy autorytetu TSUE. Bo o ile interpretacja głoszona w nauce w większości jednostek prokuratury się nie przyjęła, to wyroku TSUE nie da się już zignorować. Nie wymaga to zmiany przepisów, choć dla uniknięcia wątpliwości dobrze by było, by reguły te wybrzmiały w regulaminie, a najlepiej w ustawie (są one przygotowywane w projekcie nowej ustawy prokuratorskiej, którą mam zaszczyt i trud współtworzyć). Najważniejsze są kwestie organizacyjne – takie ułożenie grafiku, szczególnie w małych jednostkach, by wszyscy prokuratorzy byli tak samo obciążeni. Natomiast jeszcze raz pragnę podkreślić, że z wyroku TSUE nie wynika obowiązek dodatkowego wynagradzania dyżurów prokuratorów. W przypadku prokuratora nie ma mowy o pracy w tzw. nadgodzinach i jeśli faktycznie zapewnione byłoby poszanowanie norm odpoczynku, to żadne przepisy prawa unijnego nie wymagają, by zostało to zmienione. Czym innym jest pytanie o faktyczną konieczność dokonywania oględzin zwłok przez prokuratora. Stoję na stanowisku, że miejsce prokuratora jest przed sądem. Prokurator nie jest lekarzem, nie jest od stwierdzania zgonu i oględzin zwłok, nie jest technikiem kryminalistyki, nie jest od zabezpieczania dowodów na miejscu przestępstwa. To, że się przyzwyczailiśmy, że taką rolę pełni, nie oznacza, że jest to zasadne. Jednakże zmiana tego wymaga nowelizacji KPK, co zresztą kilka miesięcy temu zostało zgłoszone MS i mam nadzieję, że jest aktywnie procedowane.
KSeF 2.0 a nietransakcyjna wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów
Zgodnie z art. 106ga ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), podatnicy będą obowiązani wystawiać faktury ustrukturyzowane przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur. Zasadniczo, obowiązek wystawiania faktur dotyczy sprzedaży, a ta zdefiniowana jest jako odpłatna dostawa towarów i odpłatne świadczenie usług na terytorium kraju, eksport towarów oraz wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów. Choć obowiązek fakturowania wedle polskich przepisów jest szerszy (dotyczy chociażby także eksportu usług czy dostawy towarów zagranicą), w niniejszym tekście zatrzymamy się przy WDT.
Przez wewnątrzwspólnotową dostawę towarów rozumie się wywóz towarów z terytorium kraju w wykonaniu dostawy towarów na terytorium państwa członkowskiego inne niż terytorium kraju (art. 13 ust. 1 VATU w zakresie klasycznego transakcyjnego WDT). Ale zgodnie z art. 13 ust. 3 VATU, za wewnątrzwspólnotową dostawę towarów uznaje się również przemieszczenie przez podatnika lub na jego rzecz towarów należących do jego przedsiębiorstwa z terytorium kraju na terytorium państwa członkowskiego inne niż terytorium kraju, które zostały przez tego podatnika na terytorium kraju w ramach prowadzonego przez niego przedsiębiorstwa wytworzone, wydobyte, nabyte, w tym również w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, albo sprowadzone na terytorium kraju w ramach importu towarów, jeżeli mają służyć działalności gospodarczej podatnika. Mowa tu o tzw. przemieszczeniu nietransakcyjnym. Może więc istnieć przekonanie, że jakkolwiek jest to (z pewnymi wyjątkami) czynność opodatkowana to jednocześnie nie stanowi ona sprzedaży (skoro dochodzi jedynie do przemieszczenia towaru, a nie do jakiejkolwiek transakcji). Okazuje się, że semantyka może być w takim przypadku zawodna. Ma to znaczenie w kontekście obowiązkowego KSeF, który przecież już za pasem.
Czego dotyczy sprawa
Podatnik to polska spółka, zarejestrowana do celów VAT tak w Polsce, jak i w Niemczech. Podatnik działa w grupie, w której pełni funkcję producenta kontraktowego. W ramach tej funkcji, dokonuje dostaw wyrobów gotowych zasadniczo do innych producentów kontraktowych. W swojej działalności, podatnik przemieszcza także swoje wyroby do Niemiec – trafiają one tam do magazynu, są zeń pobierane w razie zaistnienia zapotrzebowania przez niemiecką spółkę-siostrę.
Podatnik nie stosuje w tym zakresie uproszczenia „przemieszczenie towarów w procedurze magazynu typu call-off stock na terytorium państwa członkowskiego inne niż terytorium kraju”. Dokonuje więc rozliczenia VAT z tytułu wywozu towarów z Polski do składu w Niemczech na zasadach ogólnych, tj. wykazuje je w swojej polskiej deklaracji VAT jako wewnątrzwspólnotową dostawę towarów w ramach własnego przedsiębiorstwa, wskazując numer identyfikacji podatkowej dla potrzeb transakcji wewnątrzwspólnotowych nadany jej w Niemczech. Dzięki temu, podatnik stosuje stawkę VAT 0% dla wewnątrzwspólnotowej dostawy Towarów, o ile warunki jej zastosowania są spełnione. Podatnik dokumentuje przemieszczenie za pomocą dokumentu wewnętrznego, który spełnia warunki do uznania za fakturę w rozumieniu przepisu art. 2 pkt 31 VATU, wskazując m.in. podatnika jako dostawcę, w tym polski numer nadany dla potrzeb transakcji wewnątrzwspólnotowych, podatnika jako nabywcę, w tym niemiecki numer nadany dla potrzeb transakcji wewnątrzwspólnotowych, wartość towarów będących przedmiotem wywozu z Polski do Niemiec w danym okresie, datę przemieszczenia, stawkę VAT 0% itd.
W obliczu nadchodzącego KSeF w swojej wersji obowiązkowej, podatnik nabrał wątpliwości odnośnie określenia, czy będzie on zobowiązany do wystawienia faktury ustrukturyzowanej przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur dokumentującej przemieszczenie towarów z Polski do Niemiec.
Stanowisko organu
Dyrektor KIS wydał w sprawie interpretację indywidualną z 15.12.2025 r., 0112-KDIL1-3.4012.778.2025.1.KM, Legalis. Uznał w niej, że pomimo tego, że w przypadku nietransakcyjnego WDT przemieszczenia towarów dokonuje jeden podmiot, to posiada on dwa odmienne statusy podatnika w różnych państwach członkowskich, co oznacza, że w istocie, w tym specyficznym przypadku, WDT dokonywana jest na rzecz innego podatnika. Z powyższego wynika, że podatnik w przypadku „nietransakcyjnej” WDT występuje jednocześnie jako dokonujący dostawy i nabywca, i aby skorzystać ze stawki 0% musi posiadać właściwy i ważny numer identyfikacyjny dla transakcji wewnątrzwspólnotowych w państwie nabywcy, posiadać dowody wywiezienia towarów z kraju oraz być podatnikiem VAT-UE. Tym samym mamy do czynienia z jednym podmiotem, ale dla celów VAT posiada on odrębny status na terenie różnych państw UE.
Charakter „nietransakcyjnej” WDT wyklucza istnienie sytuacji, w której podatnik – dostawca nie posiada statusu podatnika w państwie członkowskim, do którego dokonuje przemieszczenia towarów. To przemawia również za obowiązkiem wystawienia faktury na podstawie ww. art. 106b ust. 1 pkt 1 VATU. Przyjąć bowiem należy, że „nietransakcyjna” WDT dokonywana jest na rzecz innego podatnika podatku, podatku od wartości dodanej lub podatku o podobnym charakterze. W konsekwencji, z przepisów VATU wynika zdaniem Dyrektora KIS obowiązek wystawienia faktury dla prawidłowego udokumentowania „nietransakcyjnej” WDT, a zatem podatnik, który posiada na terytorium Polski siedzibę działalności gospodarczej oraz dokonuje wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, o której mowa w art. 13 ust. 3 VATU będzie zobowiązany do wystawienia faktury ustrukturyzowanej przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur.
Komentarz
Stanowisko Dyrektora KIS na pierwszy rzut oka jest dość niezrozumiałe. Wszystko przez krajowe przepisy VATU, z których wynika obowiązek wystawienia faktury VAT dokumentującej WDT na rzecz innego podmiotu. W przemieszczeniach nietransakcyjnych nie mamy innego podmiotu, jakkolwiek Dyrektor KIS w omawianej interpretacji nieco gimnastykuje się i twierdzi, że jest inaczej. Musimy jednak pamiętać o tym, że Dyrektywa Rady 2006/112/WE z 28.11.2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE L z 2006 r. Nr 347, s. 1; dalej: VATDyr) kwestię tę reguluje nieco bardziej precyzyjnie. Zgodnie z art. 220 ust. 1 pkt 3) VATDyr, każdy podatnik upewnia się, że faktura została wystawiona przez niego, nabywcę lub usługobiorcę, lub w jego imieniu i na jego rzecz przez osobę trzecią, w przypadku dostaw towarów dokonanych na warunkach przewidzianych w art. 138 VATDyr. A w tym przepisie wymieniono m.in. dostawy towarów, polegające na przemieszczeniu towarów do innego państwa członkowskiego. Prawodawca unijny wyraźnie wskazuje na obowiązek fakturowania również w przypadku tzw. przemieszczenia towarów własnych. Podobne podejście prezentował Dyrektor KIS w interpretacjach wydawanych także bez kontekstu KSeF. Nie można więc mówić w tym zakresie o sensacji.
W świecie KSeF, sytuacja taka prowadzi do groteskowych wniosków. Co prawda system powinien nie odrzucać faktur wystawianych „na samego siebie” – w efekcie bowiem tak w „Podmiot1” jak i „Podmiot2” wskazane będą te same dane (no, prawie te same – inny będzie oczywiście kluczowy w całej historii numer VAT UE). Ciekawe także, czy w takich przypadkach podatnik ma obowiązek udostępnić nabywcy fakturę w sposób z nim uzgodniony, aby uczynić zadość wymogowi z art. 106gb ust. 4 VATU. Uzgodnienie to przecież swego rodzaju dwustronna czynność. Inna sprawa, że jeśli ktoś sam ze sobą się w czymś nie zgadza, nie powinien brać się za dokonywanie niełatwych czynności opodatkowanych VAT (a do takich wbrew pozorom nietransakcyjne WDT należy).
Co za szczęście, że projekt reformy VATDyr znany jako VAT in digital age zniesie opodatkowanie wewnątrzwspólnotowych przemieszczeń towarów i w konsekwencji konieczność posiadania rejestracji VAT w innych krajach UE w takich celach. Musimy na to jeszcze poczekać, mierząc się w międzyczasie z wyzwaniami KSeF.
Miejsce zamieszkania pracownika młodocianego
Stan faktyczny sprawy
Prezydent wnioskiem z 28.10.2025 r. zwrócił się do NSA o rozstrzygnięcie sporu o właściwość pomiędzy nim a Wójtem Gminy, w przedmiocie wskazania organu właściwego do rozpoznania wniosku o dofinansowanie kosztów kształcenia młodocianego pracownika, poprzez wskazanie, że właściwym w sprawie jest Wójt Gminy. W uzasadnieniu wniosku Prezydent wskazał, że pismem z 17.9.2025 r., Wójt Gminy, na podstawie art. 65 § 1 KPA przekazał wniosek A.T., prowadzącego działalność gospodarczą pod nazwą P. (dalej: Przedsiębiorca), o dofinansowanie kosztów kształcenia młodocianego pracownika – B.H. (dalej: Pracownik Młodociany), z tytułu ukończenia nauki zawodu.
Ze złożonego do akt sprawy świadectwa pracy wynika, że Pracownik Młodociany w trakcie zatrudnienia zamieszkiwał na terenie Gminy B., a konkretnie w N. Co prawda, we wniosku o dofinansowanie Pracodawca wskazał R. jako miejsce zameldowania Pracownika Młodocianego, to jednak wiążący jest w sprawie adres zamieszkania młodocianego pracownika, wynikający z umowy o pracę, tam zaś widnieje miejscowość N. w Gminie B. Następnie Prezydent wskazał, że na gruncie art. 122 ustawy z 14.12.2016 r. – Prawo oświatowe (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1043; dalej: PrOśw), okolicznością przesądzającą o właściwości organu jest miejsce zamieszkania młodocianego pracownika. Skoro zatem młodociany pracownik w okresie zatrudnienia zamieszkiwał na terenie Gminy B., to organem właściwym w tej sprawie jest Wójt Gminy B.
W odpowiedzi na wniosek Wójt Gminy wniósł o wskazanie Prezydenta jako organu właściwego do załatwienia sprawy. Wójt Gminy wskazał, że Pracownik Młodociany odbywał przygotowanie zawodowe u Przedsiębiorcy w okresie od 1.4.2023 r. do 31.8.2025 r. Wójt wskazał, że Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza Wielofunkcyjna mieszcząca się w N., w której przebywał młodociany pracownik, nie funkcjonuje na terenie Gminy B. od 2024 r., jednakże faktyczna wyprowadzka wychowanków tej placówki odbyła się wcześniej. Wójt Gminy podniósł, że według jego wiedzy Pracownik Młodociany zamieszkiwał na terenie Gminy B. do 29.4.2024 r. W związku z tym, w jego ocenie, organem właściwym w sprawie jest Prezydent.
Stan prawny
W ocenie NSA w pierwszej kolejności należy odnieść się do stanu prawnego. W kontekście stanu faktycznego sprawy NSA wskazał, że zgodnie z art. 4 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 935; dalej: PostAdmU) sądy administracyjne rozstrzygają spory o właściwość między organami jednostek samorządu terytorialnego i między samorządowymi kolegiami odwoławczymi, o ile odrębna ustawa nie stanowi inaczej, oraz spory kompetencyjne między organami tych jednostek a organami administracji rządowej. Rozstrzyganie sporów polega na wskazaniu organu właściwego do rozpoznania sprawy (art. 15 § 2 PostAdmU). Stosownie do art. 15 § 1 pkt. 4 PostAdmU właściwy w tych sprawach jest NSA.
Spór kompetencyjny
NSA wskazał, że w niniejszej sprawie spór, jaki zaistniał pomiędzy Prezydentem a Wójtem Gminy, jest sporem negatywnym, gdyż żaden z tych organów nie uznaje się za właściwy do rozpoznania wniosku Przedsiębiorcy o przyznanie dofinansowania kosztów kształcenia młodocianego pracownika. Oznacza to, że złożony wniosek jest dopuszczalny.
Wniosek o przyznanie dofinansowania kosztów kształcenia Pracownika Młodocianego został złożony w trybie art. 122 PrOśw, zgodnie z którym pracodawcom, którzy zawarli z młodocianymi pracownikami umowę o pracę w celu przygotowania zawodowego, przysługuje dofinansowanie kosztów kształcenia ze środków Funduszu Pracy. Stosownie zaś do art. 122 ust. 10 PrOśw dofinansowanie przyznaje wójt (burmistrz, prezydent miasta) właściwy ze względu na miejsce zamieszkania młodocianego pracownika, w drodze decyzji, po stwierdzeniu spełnienia warunków określonych w ust. 8.
Dla ustalenia organu właściwego do rozpoznania wniosku o dofinansowanie kosztów kształcenia młodocianego pracownika, konieczne jest ustalenie miejsca zamieszkania młodocianego pracownika w chwili wykonywania przez niego umowy o pracę w celu przygotowania zawodowego.
Miejsce zamieszkana pracownika młodocianego
NSA zauważył, że PrOśw, posługując się pojęciem „miejsce zamieszkania”, nie definiuje go. W związku z powyższym, wychodząc z zasady jednolitości systemu prawa, należy uwzględnić regulację zawartą w Kodeksie cywilnym. Zgodnie z art. 25 KC miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowość, w której osoba ta przebywa z zamiarem stałego pobytu. O miejscu zamieszkania decydują dwa czynniki: zewnętrzny (fakt przebywania) i wewnętrzny (zamiar stałego pobytu). Wyrażenie zamiaru stałego pobytu nie jest czynnością prawną, a tym samym nie wymaga złożenia stosownego oświadczenia woli. Wystarczy więc, że zamiar taki wynika z zachowania danej osoby, polegającego na ześrodkowaniu jej aktywności życiowej w określonej miejscowości. Przy czym zauważyć należy, że samo zameldowanie nie przesądza o miejscu zamieszkania w danej miejscowości, czyli adres zameldowania nie przesądza o miejscu zamieszkania osoby fizycznej. O zamiarze stałego pobytu można mówić wówczas, gdy występują okoliczności pozwalające przeciętnemu obserwatorowi na wyciągnięcie wniosku, że określona miejscowość jest głównym ośrodkiem działalności osoby fizycznej (postanowienie NSA z 6.11.2014 r., I OW 152/14, Legalis).
Ustalenie miejsca zamieszkania pracownika młodocianego
Mając na uwadze realia rozpatrywanej sprawy, NSA podkreślił, że wystąpienie z wnioskiem o rozstrzygnięcie sporu o właściwość musi być poprzedzone dokładnym ustaleniem stanu faktycznego sprawy, co należy do organów administracji. W rozpoznawanej sprawie istotne okoliczności nie zostały jednak w sposób dostateczny wyjaśnione przez pozostające ze sobą w sporze organy. Nie przeprowadzono bowiem postępowania wyjaśniającego, zmierzającego do ustalenia miejsca zamieszkania Pracownika Młodocianego w okresie wykonywania przez niego umowy o pracę.
Z nadesłanych akt sprawy wynika, że w umowie o pracę w celu przygotowania zawodowego, zawartej 31.3.2023 r. pomiędzy Pracodawcą a Pracownikiem Młodocianym, jako adres jego zamieszkania wskazano N., B. Ponadto z umowy tej wynika, że okres kształcenia w zawodzie mechanika pojazdów samochodowych rozpocznie się 1.4.2023 r. i zakończy 31.8.2025 r. W umowie określono też, że przygotowanie zawodowe będzie się odbywało u Przedsiębiorcy, oraz że Pracownik Młodociany będzie realizował obowiązek dokształcania w Niepublicznej Branżowej Szkole I Stopnia w J. Naukę zawodu Pracownik Młodociany ukończył 31.8.2025 r., przystępując do egzaminu czeladniczego w Izbie Rzemieślników i Przedsiębiorców w K. Z wyjaśnień Wójta Gminy wynika natomiast, że w N., do czerwca 2024 r. funkcjonowała Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza Wielofunkcyjna, w której mieszkał Pracownik Młodociany. Według wiedzy Wójta Gminy Pracownik Młodociany zamieszkiwał na terenie Gminy B. do 29.4.2024 r. Miejscowości: J. (miejsce nauki i świadczenia pracy Pracownika Młodocianego w ww. okresie) i N. (miejsce zamieszkania Pracownika Młodocianego do 29.4.2024 r.), oddalone są od siebie o około 90 km. Spełnianie obowiązku szkolnego i świadczenie pracy w znacznej odległości od miejsca zamieszkania nie jest co prawda niemożliwe, ale na pewno utrudnione. Z akt sprawy nie wynika, gdzie zamieszkiwał Pracownik Młodociany od 1.5.2024 r. do 31.8.2025 r., czyli w trakcie trwania umowy o pracę w celu przygotowania zawodowego, którą świadczył w J. Nie ma też pewnych ustaleń co do zamieszkiwania Pracownika Młodocianego w okresie od 1.4.2023 r. do 29.4.2024 r., tj. w okresie gdy już się on uczył i pracował w J.
Rozstrzygnięcie NSA
Powyższe wątpliwości prowadzą zdaniem NSA do wniosku, że w sprawie ww. organy nie ustaliły przesłanki „miejsca zamieszkania młodocianego pracownika”. Dopiero po ustaleniu tej okoliczności, w razie dalszych wątpliwości, gdzie koncentrują się sprawy życiowe Pracownika Młodocianego, wniosek o wskazanie organu właściwego do rozpoznania sprawy byłby uzasadniony.
Dokładne ustalenie stanu faktycznego sprawy należy do organów administracji, a nie do NSA. Brak takich ustaleń powoduje, że wniosek o rozstrzygnięcie sporu jest przedwczesny i jako taki podlega oddaleniu. Niepełne i niejednoznaczne ustalenie stanu faktycznego, dotyczące miejsca zamieszkania Pracownika Młodocianego, nie pozwalają na wskazanie organu właściwego do załatwienia sprawy. Dlatego też brak jest podstaw do rozpoznania wniosku o rozstrzygnięcie sporu. Mając powyższe na uwadze, NSA, w oparciu o art. 15 § 2 PostAdmU w związku z art. 151 PostAdmU, oddalił wniosek.
Komentarz
Na tle stanu faktycznego analizowanej sprawy NSA wypowiedział się na temat okoliczności miejsca zamieszkania pracownika młodocianego, która ma rozstrzygające znaczenie dla wskazania organu właściwego w sprawie wniosku o dofinansowanie kształcenia takiego pracownika. NSA wskazał, że właściwe ww. zakresie są uregulowania KC i ugruntowane orzecznictwo.
Postanowienie NSA z 8.1.2026 r., III OW 87/25, Legalis
Odmowa wydania pozwolenia na budowę, gdy plan miejscowy przewiduje zakaz budowy
Stan faktyczny
WSA w Łodzi rozpoznał sprawę ze skargi na decyzję Wojewody Łódzkiego w przedmiocie odmowy udzielenia pozwolenia na budowę i skargę oddalił.
Decyzja Wojewody utrzymała w mocy decyzję Prezydenta Miasta o odmowie wydania pozwolenia na budowę. Z akt sprawy wynika, że Skarżąca wystąpiła z wnioskiem o udzielenie pozwolenia na budowę 4 budynków „zagrodowych” wraz z niezbędnymi urządzaniami budowlanymi. Prezydent Miasta w uzasadnieniu podjętego rozstrzygnięcia organ wskazał, że zamierzenie objęte wnioskiem zostało określone jako „budowa 4 budynków o przeznaczeniu zagrodowym (…)”. Niezabudowane działki znajdują się na terenie oznaczonym w całości symbolem 3R na rysunku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Organ uznał, że zapisy planu wykluczają aktualnie możliwość lokalizacji nowej zabudowy na terenie 3R. W ocenie Prezydenta Miasta Łodzi, projekt zawiera nieusuwalną wadę i niemożliwe jest dostosowanie wniosku o pozwolenie na budowę do treści miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, co skutkuje całkowitym brakiem możliwości realizacji planowanej inwestycji oraz wydaniem decyzji o odmowie pozwolenia na budowę.
Skarżący wywiedli odwołania, a następnie skargę.
Stanowisko WSA
WSA uznał, że skarga nie jest zasadna.
Sąd wskazał, że zaskarżona decyzja została wydana w oparciu o treść art. 35 ust. 1 pkt. 1 ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418; dalej: PrBud), zgodnie z którym przed wydaniem decyzji o pozwoleniu na budowę lub odrębnej decyzji o zatwierdzeniu projektu zagospodarowania działki lub terenu oraz projektu architektoniczno-budowlanego organ administracji architektoniczno-budowlanej sprawdza zgodność projektu zagospodarowania działki lub terenu oraz projektu architektoniczno-budowlanego z: ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i innymi aktami prawa miejscowego albo decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu w przypadku braku miejscowego planu (…).
Oznacza to, że w przypadku gdy na terenie objętym wnioskiem o udzielenie pozwolenia na budowę obowiązuje plan miejscowy, organ udzielający pozwolenia na budowę ma obowiązek sprawdzenia zgodności rozwiązań przyjętych w projekcie budowlanym z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
Nieruchomość Skarżącego jest zlokalizowana na gruntach ornych oraz zadrzewionych i nie jest zabudowana. W ocenie Sądu takie przeznaczenie nieruchomości Skarżącego w planie miejscowym stanowi kontynuację dotychczasowego sposobu korzystania z nieruchomości oraz odpowiada społeczno-gospodarczemu przeznaczeniu tych terenów.
Dla tej nieruchomości w § 19 ust. 2 planu miejscowego ustalono przeznaczenie podstawowe: tereny rolnicze i przeznaczenie uzupełniające: usługi agroturystyczne, zalesienia, wody powierzchniowe, drogi wewnętrzne, drogi rowerowe, infrastruktura techniczna. W tym zakresie plan miejscowy jednoznacznie dopuszcza jedynie remont i przebudowę istniejącej zabudowy, dopuszczając dodatkowo rozbudowę i nadbudowę istniejącej zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej oraz rozbudowę i nadbudowę istniejącej zabudowy zagrodowej. Jednocześnie, jak wynika z postanowień § 4 ust. 1 pkt 20 planu miejscowego, pod pojęciem zabudowy istniejącej rozumie się budynki istniejące w dniu wejścia w życie planu, a także posiadające w tej dacie prawo do realizacji na podstawie ostatecznej decyzji o pozwoleniu na budowę lub zgłoszenia. Tym samym planowana sporna inwestycja skarżącego niewątpliwie tego warunku nie spełnia. Przewiduje ona bowiem budowę zupełnie nowych budynków, a nie jakąkolwiek modernizację istniejącej struktury (remont, przebudowa, rozbudowa czy nadbudowa).
Nie stanowi samoistnie przekroczenia granic władztwa planistycznego przyjęcie przez radę gminy parametrów i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu innych jeszcze niż wymienione w art. 15 ust. 2 pkt. 6 ustawy z 27.3.2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2024 r., poz. 1130; dalej: PlanZagospU), a pozostających w zgodzie z jej celami oraz istotą planowania przestrzennego (por. wyrok NSA z 18.4.2012 r., II OSK 162/12, Legalis). W jednym z orzeczeń NSA stwierdził, że art. 15 ust. 2 PlanZagospU wskazuje, jakie ustalenia obowiązkowo powinny znaleźć się w planie miejscowym. Nie oznacza to jednak, że brak takich ustaleń zawsze dyskwalifikuje plan, który ich nie zawiera. Należy bowiem podkreślić, że ustalenia określone w art. 15 ust. 2 PlanZagospU powinny odpowiadać stanowi faktycznemu obszaru, dla którego plan jest tworzony. Jeśli okoliczności zastane w terenie nie wymagają dokonania ustaleń, o których mowa w tym przepisie, to plan bez tych ustaleń spełnia wymogi stawiane ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (por. wyrok NSA z 20.4.2016 r., II OSK 1993/14, Legalis). Zatem brak wprowadzenia bezpośredniego zakazu zabudowy na danym obszarze, gdy zakaz takiej zabudowy wynika z innych regulacji planu, jak w niniejszym przypadku, gdy w planie wskazuje się wyłącznie na możliwość remontu, przebudowy, czy rozbudowy, nie może prowadzić do wniosku o niezgodności planu miejscowego z regulacjami ustawowymi.
Na co powoływał się Skarżący?
Za nietrafne WSA uznał powoływanie się przez Skarżącego na wskazane w treści skargi wyroki sądów administracyjnych. Zapadły one w zupełnie innych uwarunkowaniach faktycznych. Innymi słowy, powoływane co do zasady słuszne tezy z uzasadnień tych wyroków zostały zaczerpnięte bez uwzględnienia realiów stanów faktycznych spraw, których dotyczyły. I tak w powoływanym przez Skarżącego wyroku WSA w Warszawie z 25.3.2021 r., VII SA/Wa 305/21, Legalis, w stanie faktycznym sprawy chodziło o zakwestionowanie zgody na dopuszczenie rozbudowy z jednoczesnym zachowaniem istniejących budynków.
Sąd przyjął, że postanowienia planu, co do których stwierdzono nieważność w sposób sprzeczny z innymi regulacjami planu w sposób niedopuszczalny, ograniczały prawa właścicielskie inwestora do robót w obrębie istniejącej zabudowy bez naruszenia istniejącej substancji (mury zewnętrzne, konstrukcja), z dopuszczeniem natomiast jedynie niewielkich przekształceń określonych w ustaleniach szczegółowych. Sąd wskazał, że rozbudowa z istoty swojej zmierza do zmiany gabarytów obiektu budowlanego, a zatem wskazane regulacje wprost sobie przeczyły.
Natomiast w powoływanym w skardze wyroku NSA z 7.5.2024 r., II OSK 2185/23, mieliśmy w praktyce do czynienia z sytuacją, w której związku z ustaloną treścią planu miejscowego skarżący, z uwagi na ustaloną linię zabudowy, na swojej nieruchomości – pomimo zaliczenia jej w całości do terenu zabudowy zagrodowej – nie mógł podjąć działalności inwestycyjnej w sytuacji gdy w planie miejscowym brak było sformułowanego zakazu zabudowy nieruchomości skarżącego. Mieliśmy zatem faktycznie do czynienia z ukrytym zakazem zabudowy z uwagi na wprowadzenie regulacji dotyczącej linii zabudowy w taki sposób, że uniemożliwiało to jakąkolwiek zabudowę nieruchomości skarżącego.
Nie są także zasadne zarzuty naruszenia art. 35 ust. 4 PrBud oraz art. 35 ust. 5 PrBud przez ich błędne zastosowanie. Skoro bowiem, jak ustalono powyżej, inwestycja skarżącego nie spełnia wymogów zgodności z planem miejscowym, to nie sposób mówić o błędnym niezastosowaniu art. 35 ust. 4 PrBud, czy odpowiednio – błędnym zastosowaniu art. 35 ust. 5 PrBud.
Także zarzuty naruszenia art. 140 KC oraz art. 21 ust. 1, art. 31 ust. 1 i art. 64 ust. 1 i 3 Konstytucji RP nie mogły znaleźć uznania Sądu.
Ustalenia planu miejscowego, które wraz z innymi przepisami prawa kształtują sposób wykonywania prawa własności, wyznaczają granice korzystania z rzeczy.
Komentarz
Sąd potwierdził, że gmina, w ramach władztwa planistycznego, może istotnie ograniczyć prawo własności nieruchomości, w tym całkowicie wyłączyć możliwość wznoszenia nowych obiektów, jeżeli wynika to z ustaleń planu miejscowego. Brak wyraźnego zakazu zabudowy w planie nie oznacza dopuszczalności nowych inwestycji, jeżeli z innych jego postanowień jednoznacznie wynika takie wyłączenie.
Wyrok WSA w Łodzi z 2.12.2025 r., II SA/Łd 468/25, Legalis
Odebranie subwencji covidowej jest niemożliwe
To sedno najnowszego orzeczenia Sądu Najwyższego, które może mieć znaczenie dla tysięcy przedsiębiorców w podobnych sytuacjach, z których wielu ma sprawy w sądach. Program tych subwencji był formą pomocy dla przedsiębiorców przez zapewnienie im środków finansowych w trudnym okresie zamrożenia gospodarki spowodowanym pandemią. Przedsiębiorca musiał spełnić określone wymagania, aby otrzymać pomoc.
Kwestia ta wynikła w sprawie, w której Polski Fundusz Rozwoju SA domagał się od właściciela kilku kantorów zwrotu subwencji, jaką uzyskał on w ramach jednej z Tarcz Finansowych w związku z epidemią Covid-19. PFR uznał już po przyznaniu subwencji, że właściciel kantoru nie kwalifikował się do subwencji.
Do tej pory sądy różnie orzekały w takich sprawach. W tej Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił żądanie funduszu, więc ten w skardze kasacyjnej do SN wniósł o rozstrzygnięcie, czy w odniesieniu do działalności kantorowej ustalenie spadku sprzedaży towarów lub usług, obliczonego jako stosunek obrotów (o którym mowa w art. 15g ust. 9 ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem Covid-19 z 2.3.2020 r.), należy wiązać z przychodem w rozumieniu ustawy o podatku dochodowym, czy też z różnicą między ceną sprzedaży waluty a ceną jej zakupu?
SN nie uwzględnił skargi kasacyjnej. Uznał, że wskazana w niej kwestia nie stanowi istotnego zagadnienia dla rozstrzygnięcia tej sprawy, gdyż PFR w istocie domaga się dokonania wykładni uchwały nr 50/2020 Rady Ministrów z 27 kwietnia 2020 r. (określającej szczegóły udzielania subwencji), która nie mieści się w kategorii źródeł powszechnie obowiązującego prawa, gdyż jej postanowienia mają jedynie charakter informacyjny, nie mogą stanowić podstaw decyzji wobec obywateli, a tym samym nie stanowią prawa, które miałby wykładać SN.Fundusz zmierza zaś do uzyskania rozstrzygnięcia odpowiadającego na pytanie o dopuszczalność zawarcia z pozwanym umowy o przyznanie subwencji, którą wykonał, wypłacając środki pozwanemu, a ten użył ich zgodnie z umową.
Z ustaleń niższych instancji wynika z kolei, że pozwany, dokonując rozliczenia z PFR, podał w odpowiednich formularzach dane wynikające z dokumentów księgowych, które stanowiły przychody ze sprzedaży zdefiniowane zgodnie z definicją stosowaną w umowie i regulaminie. W dniu zawarcia przez strony umowy z żadnego z dokumentów regulujących stosunek prawny nie wynikało, że przychód ze sprzedaży należy rozumieć jako spread. W związku z tym bez znaczenia jest to, kiedy PFR stwierdził, że przekazana mu informacja przedsiębiorcy powinna doprowadzić do wydania negatywnej decyzji odnośnie do zawarcia umowy i wypłacenia mu subwencji.
– Skoro powód zawarł z pozwanym umowę, mając pełne rozeznanie w sytuacji pozwanego, i umowę tę wykonał, to nie może skutecznie żądać zwrotu spełnionego na jej podstawie świadczenia – wskazała w konkluzji uzasadnienia orzeczenia sędzia Marta Romańska.
Sygnatura akt: I CSK 2279/25
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Łukasz Chacia
adwokat
Po starcie Tarczy Finansowej w kwietniu 2020 r. PFR zaczął pozywać przedsiębiorców, którzy w jego ocenie składali nieprawdziwe dane we wnioskach o subwencje. Orzeczenie SN jest dla tych spraw przełomowe, gdyż jednoznacznie podważa kluczowe argumenty PFR w tych sprawach. SN wskazał, że nie jest dopuszczalne wsteczne stosowanie nowych reguł udzielania subwencji. Po drugie, fundusz nie ma prawa podważać danych przekazywanych przez przedsiębiorców jedynie dlatego, że po czasie zmienił swoją ocenę. Po trzecie, stwierdził, że uchwała nr 50/2020 Rady Ministrów z 27.4.2020 r., która upoważniała PFR do żądania zwrotu pomocy publicznej, nie jest źródłem powszechnie obowiązującego prawa i nie może kształtować sytuacji prawnej przedsiębiorców – beneficjentów.
Odpowiedzialność podatkowa wspólnika spółki cywilnej a ogłoszenie jego upadłości konsumenckiej
Stan faktyczny
K.K. i W.K. byli wspólnikami spółki cywilnej „R.”, która została rozwiązana na początku 2021 r. Kilka miesięcy później Sąd ogłosił upadłość konsumencką W.K., a postanowieniem z 9.5.022 r. ustalił plan spłaty wierzycieli. 5.10.2021 r. Sąd ogłosił również upadłość konsumencką K.K., a 17.5.2022 r. Syndyk masy upadłości K.K. złożył sędziemu komisarzowi listę wierzytelności. W 2023 r. Naczelnik Urzędu Skarbowego wszczął z urzędu postępowanie podatkowe w sprawie określenia wysokości zobowiązania podatkowego spółki cywilnej „R.” z tytułu pobranego a niewpłaconego w terminie podatku dochodowego od osób fizycznych od dokonanych wypłat wynagrodzeń za poszczególne miesiące 2019 r. i 2020 r. Wszczęto również postępowania w sprawie orzeczenia o solidarnej odpowiedzialności K.K. oraz W.K., jako wspólników spółki cywilnej „R.”, za zaległości podatkowe tej spółki. Korespondencja dotycząca K.K. była prowadzona z Syndykiem masy upadłości. Ostatecznie Naczelnik Urzędu Skarbowego połączył wskazane wyżej postępowania i orzekł o odpowiedzialności podatkowej spółki cywilnej „R.” oraz o solidarnej odpowiedzialności K.K. oraz W.K. jako byłych wspólników rozwiązanej spółki. Nieuregulowane należności obejmowały kwotę ponad 8 tys. zł wraz z odsetkami wynoszącymi ponad 3,4 tys. zł oraz kosztami egzekucyjnymi.
Zarzuty odwołania
W.K. wniósł odwołanie, twierdząc, że odpowiedzialność wspólnika spółki cywilnej za zaległości z tytułu pobranego i niewpłaconego w terminie podatku dochodowego od osób fizycznych od dokonanych wypłat wynagrodzeń powstaje z chwilą powstania zaległości podatkowej podatnika. Zdaniem odwołującego się, skoro zaległości te powstały przed datą ogłoszenia upadłości konsumenckiej, to powinny być zgłoszone do masy upadłości.
Natomiast Syndyk masy upadłości K.K. w odwołaniu stanął na stanowisku, że zobowiązania będące przedmiotem postępowania powinny być zgłoszone do listy wierzytelności. Zdaniem Syndyka wydanie zaskarżonej decyzji niweczy cel postępowania upadłościowego prowadzonego wobec K.K., czyli jej oddłużenie. Za niezrozumiałe uznano postępowanie Organu podatkowego, polegające na niewydaniu decyzji przenoszącej odpowiedzialność za zaległości podatkowe rozwiązanej spółki na jej wspólników, w czasie umożliwiającym zgłoszenie tej wierzytelności do masy upadłości. W ocenie Syndyka przesunięcie momentu powstania wierzytelności na skutek wydania decyzji jest próbą wygenerowania dodatkowych, nieuzasadnionych kosztów, które nie mają pokrycia w masie upadłości – w przypadku K.K., albo uniemożliwią realizację postanowienia sądu w przedmiocie ustalenia planu spłaty wierzycieli – w odniesieniu do W.K.
Stanowisko Organu
Dyrektor Izby Administracji Skarbowej utrzymał w mocy decyzję Organu I instancji. Organ wyjaśnił, że zaległości podatkowe spółki cywilnej „R.” powstały w wyniku niewpłacenia we właściwym terminie Organowi podatkowemu pobranych przez płatnika od zatrudnionych pracowników zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych, wykazanych w deklaracjach PIT-4R za 2019 r. i 2020 r. Organ stwierdził, że wbrew twierdzeniom W.K., zaległości spółki cywilnej nie obciążają z mocy prawa jej wspólników. Dopiero wydanie decyzji o odpowiedzialności podatkowej osoby trzeciej powoduje powstanie zobowiązania podatkowego wobec tej osoby z tytułu zaległości podmiotu pierwotnie zobowiązanego. W ocenie Organu okoliczność, że Sąd ogłosił upadłość W.K., a następnie K.K., nie wyklucza możliwości prowadzenia postępowania podatkowego i wydania decyzji o odpowiedzialności za zobowiązania zlikwidowanej spółki, której wspólnikami były te osoby. Jednocześnie Organ podkreślił, że organ podatkowy nie ma możliwości skutecznego zgłoszenia wierzytelności o takie zaległości w postępowaniu upadłościowym do czasu wydania ostatecznej decyzji ustalającej odpowiedzialność upadłego.
Orzeczenie WSA
Na skutek skargi W.K. i Syndyka masy upadłości K.K., WSA w Warszawie stwierdził nieważność decyzji Organów obu instancji. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że wbrew twierdzeniom zawartym z skardze, wspólnicy nie odpowiadali za zobowiązania spółki z mocy prawa. Odpowiedzialność tę kreuje dopiero decyzja wydana na podstawie art. 115 ustawy z 29.8.1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 111; dalej: OrdPU), a bez tej decyzji nie można stwierdzić, czy i kto ponosić będzie odpowiedzialność subsydiarną. Z przepisów regulujących upadłość konsumencką nie wynika też obowiązek organu podatkowego niezwłocznego wydania decyzji w przedmiocie odpowiedzialności osoby trzeciej, w sytuacji gdy wobec tej osoby wszczęto postępowanie upadłościowe. Organy przyjęły, że prowadzone postępowanie dotyczyło masy upadłości, w sprawie miał zatem zastosowanie art. 144 ust. 1 ustawy z 28.2.2003 r. – Prawo upadłościowe (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 614; dalej: PrUpad). W efekcie przyjęto, że stroną postępowania był Syndyk masy upadłości K.K. i jemu doręczano wszelkie pisma.
W ocenie Sądu, zastosowanie art. 144 ust. 1 PrUpad było nieuprawnione, gdyż postępowanie podatkowe nie dotyczy masy upadłości. Tzw. podstawienie bezwzględne syndyka masy upadłości w postępowaniu administracyjnym następuje wtedy, gdy przedmiotem postępowania jest masa upadłości zdefiniowana w art. 61 oraz art. 62 PrUpad. Masą upadłości jest majątek należący do upadłego w dniu ogłoszenia tej upadłości, zaś zdarzenia późniejsze mają znaczenie tylko o tyle, o ile chodzi o majątek nabyty w toku postępowania upadłościowego. Sąd wyjaśnił, że spornej wierzytelności nie można uznać za wierzytelność „upadłościową”, gdyż jest nią tylko wierzytelność powstała przeciw upadłemu przed ogłoszeniem upadłości. Nie można jej też zakwalifikować jako wierzytelności w stosunku do masy, chodzi tu bowiem o wierzytelności powstałe co prawda po ogłoszeniu upadłości, ale wynikające z czynności syndyka lub z pewnych umów zawartych przez upadłego przed ogłoszeniem upadłości, które pozostają w mocy po tej dacie, np. sprawy o czynsz najmu za czas po ogłoszeniu upadłości. WSA w Warszawie stwierdził, że skoro sporna wierzytelność powstała po ogłoszeniu upadłości, to stroną postępowania w przedmiocie przeniesienia odpowiedzialności powinna była być upadła K.K., a nie Syndyk. W konsekwencji należało uznać, że decyzje wydane w tym postępowaniu zostały skierowane do osoby niebędącej stroną w sprawie.
Stanowisko NSA
NSA oddalił skargę kasacyjną Organu, podkreślając, że prawidłowe określenie strony postępowania jest podstawowym obowiązkiem organu podatkowego. Organy podatkowe błędnie uznały Syndyka masy upadłości K.K. jako jeden z podmiotów legitymowanych do występowania w postępowaniu podatkowym w zakresie długu podatkowego obciążającego byłych wspólników spółki cywilnej. Nie ulega wątpliwości, że odpowiedzialność podatkowa z tytułu pobranego i niewpłaconego w terminie podatku dochodowego od osób fizycznych powstała na skutek wydania konstytutywnej decyzji podatkowej już po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej wobec K.K. W takiej sytuacji wierzytelność organu podatkowego nie ma statusu wierzytelności upadłościowej. Taki dług podatkowy obciążający osobę trzecią nie może być uznany za dotyczący masy upadłości w rozumieniu art. 144 ust. 1 PrUpad. Sporne decyzje były zatem kierowane do osoby niebędącej stroną w sprawie, co uzasadnia stwierdzenie ich nieważności na podstawie art. 247 § 1 pkt. 5 OrdPU.
Wyrok NSA z 28.10.2025 r., III FSK 206/25, Legalis