Praca w innym państwie UE a preferencyjne zasady emerytalne

Stan faktyczny

BD pracował jako górnik w kopalni głębinowej położonej w Karwinie (obecnie Republika Czeska) od 1976 r. do 1995 r. Zgodnie z krajowym prawem zawody były klasyfikowane w zależności od stopnia ryzyka i uciążliwości. Praca górnika w kopalni głębinowej była objęta kategorią I, która uprawniała do emerytury po ukończeniu 55. roku życia, pod warunkiem posiadania 25-letniego stażu pracy, z czego 15 lat pracy pod ziemią w kopalni głębinowej. W 1992 r. przyjęto nowe przepisy, które przewidywały zniesienie od 31.12.1992 r. kategoryzacji zawodów, utrzymując prawa nabyte do 2016 r. W dniu 31.12.1992 r. Czeska i Słowacka Republika Federacyjna przestała istnieć, z tym dniem Republika Czeska uchyliła przepisy przewidujące kategoryzację zawodów, ale w Słowacji kategoryzacja została zniesiona dopiero w 1999 r.

BD wniósł o przyznanie emerytury na Słowacji, ale słowacka instytucja zabezpieczenia społecznego uznała, że nie może on domagać się emerytury na korzystniejszych zasadach, przysługującej osobom, które wykonywały pracę górnika w kopalniach głębinowych przez okres 15 lat, ponieważ w dniu 31.12.1992 r., kiedy to w Republice Czeskiej zniesiono kategoryzację zawodów, BD przepracował jako górnik w kopalni głębinowej nieco ponad 14 lat.

Słowacki Najwyższy Sąd Administracyjny powziął wątpliwości co do wykładni art. 51 ust. 1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) Nr 883/2004 z 29.4.2004 r. w sprawie koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego (Dz.Urz. UE L z 2004 r. Nr 166, s. 1).

Stanowisko TS

Przepis art. 87 ust. 2 rozporządzenia Nr 883/2004 stanowi, że do celów określenia praw do świadczeń uwzględnia się każdy okres ubezpieczenia, zatrudnienia, pracy na własny rachunek lub zamieszkania spełniony przed datą stosowania tego rozporządzenia na terytorium tego państwa członkowskiego. Trybunał potwierdził, że okoliczność, iż rozpatrywane okresy składkowe poprzedzają wejście w życie rozporządzenia Nr 883/2004, a także przystąpienie państw, w niniejszym przypadku Republiki Słowackiej i Republiki Czeskiej, do Unii Europejskiej, nie stoi na przeszkodzie stosowaniu tego rozporządzenia do sytuacji takiej jak rozpatrywana w postępowaniu głównym (wyrok TS z 22.1.2015 r., Balazs, C-401/13, Legalis, pkt 31, 32).

Trybunał wskazał, że treść art. 51 ust. 1 ak. 1 rozporządzenia Nr 883/2004, m.in. w wersji francuskiej i polskiej, sugeruje, że zasada sumowania, o której mowa w tym przepisie, ma zastosowanie albo w przypadku wykonywania zawodu podlegającego we właściwym państwie członkowskim szczególnemu systemowi zabezpieczenia społecznego, albo w przypadku gdy ustawodawstwo tego państwa członkowskiego uzależnia prawo do niektórych świadczeń od spełnienia okresów ubezpieczenia w ramach określonej pracy lub działalności na własny rachunek, bez wymogu, by ta działalność podlegała jakiemukolwiek szczególnemu systemowi. Natomiast w innych wersjach językowych tego przepisu, np. w języku niemieckim, wydaje się wskazywać, że stosowanie tego przepisu zakłada we wszystkich przypadkach, że rozpatrywane rodzaje działalności i zawody podlegają we właściwym państwie członkowskim szczególnemu systemowi.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TS sformułowania użytego w jednej z wersji językowych unijnego przepisu nie można traktować jako jedynej podstawy jego wykładni lub przyznawać mu w tym zakresie pierwszeństwa względem innych wersji językowych.

Co się tyczy ogólnej systematyki rozporządzenia Nr 883/2004, TS wskazał, że art. 6 tego rozporządzenia, zawarty w jego tytule I, zatytułowanym „Przepisy ogólne”, ustanawia ogólną zasadę sumowania okresów. Zgodnie z tą zasadą, i o ile nie postanowiono inaczej, właściwa instytucja państwa członkowskiego, którego ustawodawstwo uzależnia nabycie praw do świadczeń od spełnienia okresów ubezpieczenia, zatrudnienia, pracy na własny rachunek lub zamieszkania, jest zobowiązana do uwzględnienia równoważnych okresów spełnionych na podstawie ustawodawstwa innego państwa członkowskiego, tak jak gdyby zostały one ukończone na podstawie ustawodawstwa, które stosuje.

Ta ogólna zasada sumowania okresów została skonkretyzowana i uzupełniona, w odniesieniu do emerytur, w art. 51 rozporządzenia Nr 883/2004, którego ust. 1 gwarantuje w szczególności, że osoby, które wykonywały pracę uprawniającą je do określonych świadczeń emerytalnych, nie tracą prawa do tych świadczeń wyłącznie z tego powodu, że skorzystały ze swobody przemieszczania się, przenosząc wykonywanie tej pracy do innego państwa członkowskiego. Trybunał uznał, że ten przepis ma zastosowanie w każdym przypadku, gdy w państwie członkowskim właściwym do przyznania świadczenia emerytalnego istnieją specyficzne dla niektórych zawodów lub rodzajów działalności przepisy dotyczące ustalania wysokości emerytury, w tym również w przypadku braku szczególnego systemu zabezpieczenia społecznego formalnie odrębnego od systemu powszechnego.

Trybunał zaznaczył, że rozporządzenie Nr 883/2004 zmierza, jak wynika z jego motywu 4, nie do ustanowienia wspólnego systemu zabezpieczenia społecznego, a jedynie do zapewnienia koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego państw członkowskich, pozostawiając tym państwom kompetencje w zakresie organizacji swoich systemów, pod warunkiem że wykonują one tę kompetencję z poszanowaniem prawa UE, a w szczególności przyznanej wszystkim obywatelom Unii swobody przemieszczania się i pobytu na terytorium państw członkowskich. Z orzecznictwa TS wynika, że o ile prawo Unii nie wymaga, aby korzystanie przez pracownika ze swobody przepływu było neutralne pod względem zabezpieczenia społecznego, o tyle poszanowanie art. 45 i 48 TFUE wymaga jednak, aby pracownicy z innych państw członkowskich nie byli stawiani w gorszej sytuacji w porównaniu z pracownikami, którzy wykonują lub wykonywali swoją działalność w całości w danym państwie członkowskim (wyrok TS z 14.3.2019 r., Vester, C-134/18, Legalis, pkt 32, 33). W tym kontekście TS stwierdził, że nie ma znaczenia, czy państwo członkowskie właściwe do przyznania świadczenia emerytalnego ustanowiło szczególny system zabezpieczenia społecznego formalnie odrębny od systemu powszechnego, czy też postanowiło przyjąć zbiór przepisów dla określonych rodzajów działalności lub zawodów w ramach systemu powszechnego. Takie różnice stanowią bowiem jedynie odzwierciedlenie wyborów organizacyjnych i finansowych systemów zabezpieczenia społecznego, które mogą się znacznie różnić w poszczególnych państwach członkowskich.

Trybunał stwierdził, że w niniejszej sprawie słowackie ustawodawstwo przewidywało, w odniesieniu do rozpatrywanego okresu, przepisy emerytalne specyficzne dla pracy górnika głębinowego. Jednocześnie okresy przepracowane przez BD w Republice Czeskiej dotyczyły właśnie tej działalności. W związku z tym, zdaniem TS, z zastrzeżeniem ustaleń, których powinien dokonać sąd odsyłający, okresy te należy uwzględnić.

Reasumując, TS orzekł, że art. 51 ust. 1 ak. 1 rozporządzenia Nr 883/2004 należy interpretować w ten sposób, iż przewidziany w nim specyficzny mechanizm sumowania okresów ma zastosowanie zarówno wtedy, gdy państwo członkowskie właściwe do przyznania świadczenia emerytalnego ustanowiło szczególny system zabezpieczenia społecznego formalnie odrębny od systemu powszechnego, obejmujący niektóre zawody lub działalności, jak i w przypadku gdy to państwo członkowskie, nie ustanawiając takiego szczególnego systemu, zastrzega pewne korzyści w ramach przyznawania takiego świadczenia dla określonej kategorii osób, które spełniły okresy ubezpieczenia w ramach wykonywania określonego zawodu lub określonej działalności.

Komentarz

W niniejszym wyroku Trybunał dokonał korzystnej, również dla polskich pracowników, wykładni art. 51 ust. 1 ak. 1 rozporządzenia Nr 883/2004. Wynika z niej, że ten przepis ma zastosowanie nie tylko w przypadku, gdy ustawodawstwo państwa członkowskiego właściwego do przyznania świadczenia emerytalnego ustanawia szczególny system zabezpieczenia społecznego, ale również, szerzej, gdy ustawodawstwo to, jak w niniejszej sprawie słowackie prawo, wiąże pewne szczególne korzyści z wykonywaniem określonej działalności.

Chociaż niniejsza sprawa ma charakter transgraniczny: czesko-słowacki, to ze względu na charakter prawny interpretowanego aktu, a mianowicie rozporządzenia, powinna być ona uwzględniona odpowiednio przez polskie sądy i organy rozstrzygające w podobnych sprawach, w tym ZUS. Rozporządzenie Nr 883/2004 jest bowiem bezpośrednio stosowane we wszystkich państwach członkowskich UE. Zatem polscy pracownicy, którzy pracowali nie tylko w Polsce, ale w innych państwach członkowskich UE w warunkach szczególnych (np. w górnictwie), powinni mieć uwzględnione te zagraniczne okresy pracy przy ustalaniu emerytur.

Wyrok TS z 21.5.2026 r., Sociálna poisťovňa (Emerytura górnika pracującego w kopalni głębinowej), C-717/24

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Orzeczenie przez sąd ponad żądanie powoda jako przesłanka nieważności postępowania

Stan faktyczny

W 2007 r. J.D. i A.D. zawarli Bankiem „A”. umowę kredytu denominowanego we franku szwajcarskim. Rok później strony umowy podpisały aneks, na mocy którego ustalono, że kredyt denominowany został udzielony w złotych w kwocie stanowiącej równowartość 167 tys. franków. W 2014 r. Bank „A”. wypowiedział umowę kredytu i wystawił bankowy tytuł egzekucyjny, z którego wynikało, że J.D. i A.D. są zobowiązani do zapłaty ponad 505 tys. zł. Do tego czasu kredytobiorcy tytułem spłaty kredytu wpłacili na rzecz kredytodawcy łącznie ponad 137 tys. zł.

J.D. i A.D. wystąpili z powództwem, jako podstawę prawną wskazując art. 415 KC oraz art. 361 KC. Powodowie twierdzili, że ponieśli szkodę w związku z zawarciem umowy o kredyt hipoteczny oraz aneksu do tej umowy. W pozwie domagali się zasądzenia od Banku „A”. ponad 661 tys. zł wraz z odsetkami, czyli kwoty stanowiącej sumę wpłat na poczet umowy oraz kwoty pozostającej jeszcze do zapłaty. J.D. i A.D. dodatkowo żądali ustalenia nieważności umowy wraz z aneksem, a także zasądzenia od Banku „A”. 8 tys. zł, czyli kwoty, którą pozwany uzyskał z tytułu różnicy kursu kupna i sprzedaży franka szwajcarskiego w związku z ustalanymi jednostronnie kursami.

Orzeczenia sądów powszechnych

SO w W. zasądził od pozwanego banku na rzecz J.D. i A.D. na zasadach wspólności majątkowej małżeńskiej 137 tys. zł wraz z odsetkami, oddalając powództwo w pozostałym zakresie. Sąd I instancji uznał, że powodom nie przysługuje wobec pozwanego roszczenie odszkodowawcze, gdyż nie wykazali poniesienia szkody ani jej wysokości. Zdaniem Sądu, szkody nie można utożsamiać ani z kwotą zapłaconą przez powodów na rzecz pozwanego, ani z kwotą, której zapłaty żąda pozwany. SO w W. uznał natomiast, że umowa kredytu jest nieważna ze względu na jej sprzeczność z art. 3531 KC, jak również zamieszczenie w umowie niedozwolonych postanowień umownych. W konsekwencji stwierdzono, że kwota wskazana przez Bank „A”. jako pozostająca do spłaty, w rzeczywistości nie istnieje. Ze względu na nieważność umowy kredytu pozwany został zobowiązany do zwrotu kwoty wpłaconej przez J.D. i A.D.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Na skutek apelacji wniesionej przez Bank „A”., SA w W. uchylił wyrok SO w W. ponad kwotę 8 tys. zł wraz z odsetkami i w tym zakresie postępowanie umorzył, oraz oddalił apelację w pozostałej części. W ocenie Sądu II instancji powodowie wnieśli o zasądzenie od pozwanego nienależnego świadczenia, zatem orzeczenie przez Sąd I instancji w tym zakresie było niedopuszczalne i stanowiło naruszenie art. 321 KPC. SA w W. przyznał, że przy uwzględnieniu roszczenia możliwe jest przyjęcie innej podstawy prawnej niż wskazana przez powoda. Do naruszenia art. 321 KPC dochodzi jednak wówczas jeśli zmiana podstawy prawnej wymaga zupełnie innego rozumienia okoliczności faktycznych stanowiących podstawę powództwa. Powodowie wystąpili z dwoma odrębnymi żądaniami o zapłatę, przy czym pierwsze zostało skonstruowane jako odszkodowawcze, a podstawą faktyczną drugiego była abuzywność postanowień umowy kredytowej, na skutek zastosowania przez pozwanego różnych kursów kupna i sprzedaży waluty obcej. Uznanie za niezasadne roszczenia odszkodowawczego sprawiało, że nie było możliwości zasądzenia w ramach oddalonego żądania zwrotu kwoty nienależnego świadczenia. Za prawidłowe SA w W. uznał natomiast zasądzenie 8 tys. zł wraz z odsetkami, gdyż kwota ta była objęta drugim roszczeniem zgłoszonym przez powoda. Czerpanie korzyści wynikającej z różnicy między kursami kupna i sprzedaży waluty stosowanymi przez Bank „A”. uznano za nieuczciwe.

Zakres związania zarzutami apelacji

J.D. i A.D. wnieśli skargę kasacyjną zarzucając naruszenie art. 321 § 1 KPC przez błędne przyjęcie, że mieli obowiązek wskazania podstawy prawnej swojego żądania. Kwestionowali również uznanie, że zasądzenie świadczenia przez Sąd I instancji na innej podstawie niż wskazana przez powodów oznacza wyjście poza granice żądania. Kolejny zarzut dotyczył niedopuszczalnego wyjście poza granice apelacji i uznanie, że doszło do naruszenia art. 321 § 1 KPC, podczas gdy zarzut taki nie został podniesiony w apelacji. SN przyznał rację kredytobiorcom i uchylił wyrok SA w W. w części niedotyczącej różnic kursowych przekazując mu sprawę do ponownego rozpoznania.

W uzasadnieniu orzeczenia podkreślono, że z mającej moc zasady prawnej uchwały SN wynika, iż sąd II instancji rozpoznający sprawę na skutek apelacji nie jest związany przedstawionymi w niej zarzutami dotyczącymi naruszenia prawa materialnego, wiążą go natomiast zarzuty dotyczące naruszenia prawa procesowego; w granicach zaskarżenia bierze jednak z urzędu pod uwagę nieważność postępowania (zob. uchwała SN[7] z 31.1.2008 r., III CZP 49/07, Legalis). SN stwierdził, że art. 321 KPC jest niewątpliwie przepisem postępowania cywilnego, zatem ewentualny zarzut jego naruszenia byłby zarzutem naruszenia prawa procesowego. Jednak w apelacji złożonej przez Bank „A”. zarzut taki nie został sformułowany. Oznacza to, że SA w W. mógłby wziąć pod uwagę naruszenie tego przepisu jedynie, gdyby powodowało to nieważność postępowania. Co istotne naruszenie art. 321 § 1 KPC nie powoduje nieważności postępowania samo w sobie, a tylko wówczas, gdy spełniona jest jedna z przesłanek określonych w art. 379 KPC (zob. wyrok SN z 24.4.2024 r., III USKP 61/23, Legalis). W okolicznościach tej sprawy SN nie stwierdził spełnienia takich przesłanek, a w rezultacie uznał, że SA w W. dopuścił się naruszenia art. 378 § 1 KPC, biorąc z urzędu pod uwagę naruszenie prawa procesowego, które nie było przedmiotem zarzutu apelacyjnego.

Podstawa faktyczna roszczenia

Za niezasadne uznano również przyjęcie przez SA w W., że SO w W. dopuścił się naruszenia art. 321 KPC. SN stwierdził, że w orzecznictwie jednolicie przyjmuje się, iż sąd rozpoznający sprawę jest związany określoną przez powoda podstawą faktyczną powództwa. Oznacza to, że sąd nie może orzec o innym roszczeniu niż wynikające z faktów przedstawionych przez powoda dla uzasadnienia wniesionego żądania. Sąd nie jest jednak związany wskazaną przez powoda podstawą prawną roszczenia. Powodowie domagali się naprawienia szkody a także stwierdzenia nieważności umowy kredytu, przy czym jako część tej szkody wskazali kwoty zapłacone na poczet nieważnej umowy. Zatem zapłata tych kwot stała się elementem podstawy faktycznej roszczenia, a ostateczną wysokość zapłaconej kwoty ustalono na podstawie opinii biegłego, który to dowód przeprowadzono na wniosek powoda. W konsekwencji SN stwierdził, że przedstawione przez powoda fakty, czyli zawarcie nieważnej umowy i spełnienie świadczenia na jej poczet, Sąd I instancji mógł ocenić nie tylko pod kątem podstawy prawnej wskazywanej przez powoda, czyli czynu niedozwolonego, ale również przepisów o nienależnym świadczeniu, które stały się ostatecznie podstawą zasądzenia roszczenia.

W orzecznictwie SN wyrażono pogląd, że art. 321 KPC narusza taka zmiana podstawy prawnej powództwa, która wymaga zupełnie innego rozumienia okoliczności faktycznych stanowiących podstawę powództwa (zob. wyrok SN z 8.5.2019 r., V CSK 207/18, Legalis; wyrok SN z 22.3.2012 r., IV CSK 345/11, Legalis). SN w składzie orzekającym w tej sprawie stwierdził jednak, że przez podstawę faktyczną roszczenia należy rozumieć zespół faktów, na które powołuje się powód, uzasadniając swoje żądanie. Fakty te podlegają ustaleniu, a nie „rozumieniu”, przez sąd. W rezultacie sąd nie orzeka ponad żądanie, jeżeli fakty, na które powołuje się powód, są wystarczające dla uznania powództwa za zasadne. W uzasadnieniu wyroku wyjaśniono, że do naruszenia art. 321 § 1 KPC dochodzi wówczas, gdy dla uzasadnienia roszczenia konieczne jest odwołanie się do faktów, na które strona by się nie powoływała, zaś sąd o ich zaistnieniu dowiedziałby się z innych źródeł. Chodzi tu o fakty, które m.in.: zostały przywołane przez pozwanego, a powód nie objął ich swoimi twierdzeniami, sąd dowiedziałby się o nich przy okazji przeprowadzania dowodów na inną okoliczność, miałby o nich informację z urzędu lub należałyby one do faktów powszechnie znanych. Żadna z tych sytuacji nie wystąpiła jednak w tej sprawie.

Wyrok SN z 26.3.2026 r., II CSKP 713/24, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Koniec raportowania importu usług zwolnionych z VAT

Art. 17 ust. 1 pkt 4 i 5 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU) stanowią jeden z ostatnich bastionów odwrotnego obciążenia VAT (reverse charge) w polskim porządku prawnym. W skrócie i bez wchodzenia w zbędne (choć bardzo ważne) szczegóły, stosuje się odwrotne obciążenie do dostaw towarów na terenie kraju od zagranicznego podmiotu niebędącego podatnikiem VAT (typowe np. dla dostaw z instalacją lub montażem) albo do nabycia usług z zasady w ramach importu usług (pod tym pojęciem zgodnie z art. 2 pkt 9 VATU rozumie się zresztą świadczenie usług, z tytułu wykonania których podatnikiem jest usługobiorca, o którym mowa w art. 17 ust. 1 pkt 4 VATU, gdyby ktoś miał wątpliwości). Transakcje takie są również wykazywane w odpowiednich pozycjach deklaracji z ewidencją JPK V7.

Obecnie, dla uznania za podatnika, w związku z nabyciem towaru lub usługi w rozumieniu powyższych przepisów, nie ma znaczenia fakt, że nabywane świadczenie korzysta ze zwolnienia z VAT. Oznacza to, że w przypadku dokonania nabycia towaru lub usługi objętej zwolnieniem (czy to przedmiotowym, czy podmiotowym), po spełnieniu pozostałych warunków określonych w art. 17 ust. 1 pkt 4 i 5 VATU nabywca zostaje uznany za podatnika, co wiąże się z konsekwencjami polegającymi na odpowiednim rozliczeniu takiej transakcji. Rozliczenie polega zasadniczo wyłącznie na wykazaniu podstawy opodatkowania w podatku VAT w składanych deklaracjach. Skoro zaś nabywana usługa lub nabywany towar korzysta ze zwolnienia od podatku VAT, należny podatek VAT nie powstaje. Mamy więc zabieg czysto techniczny, który w dodatku nie ma większego znaczenia praktycznego (bo np. import usług zwolnionych nie wchodzi do kalkulacji współczynnika proporcji).

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Co się zmieni?

Ministerstwo Finansów postanowiło uprościć życie podatnikom nabywającym towary lub usługi zwolnione od zagranicznych dostawców. Zmiana legislacyjna ma na celu wyeliminowanie obowiązku wykazywania podstawy opodatkowania w VAT w przypadku nabycia towarów i usług korzystających ze zwolnienia z VAT. W przypadku zwolnienia z VAT, przepisów art. 17 ust. 1 pkt 4 i 5  VATU ma się po prostu nie stosować.

Co to oznacza w praktyce? Przykładowo, dotychczas podatnik VAT, nabywając usługę zwolnioną od podatku miał obowiązek rozliczenia w Polsce importu usług. Rozliczenie tej usługi po stronie nabywcy polegało na wykazaniu wyłącznie podstawy opodatkowania, tj. bez naliczania VAT należnego z tytułu nabycia tego świadczenia. Po zmianie, nabywca w ogóle nie będzie uznawany za podatnika i, w konsekwencji, nie będzie miał obowiązku rozliczenia tej usługi jako importu usług. Oznacza to, że tego rodzaju nabycia nie będą musiały być wykazywane w deklaracjach składanych przez podatnika.

W ten oto sposób, projektowana zmiana likwiduje zbędne obowiązki, które do tej pory ciążyły na podatnikach.

Mam pewne obawy co do konstrukcji rozwiązania. Propozycja Ministerstwa Finansów czytana dosłownie oznacza bowiem, że zakup towarów i usług zwolnionych z VAT na warunkach wskazanych w art. 17 ust. 1 pkt 4 i 5  VATU oznacza, że przepisów tych „nie stosuje się”. W uzasadnieniu Ministerstwo Finansów wskazuje także, że zmiana wprowadzana w art. 17 VATU nie wpływa w żaden sposób na wyłączenie wskazanych czynności z opodatkowania VAT. W efekcie, czynności te nadal podlegają opodatkowaniu VAT, jako zwolnione od VAT. Ale po stronie podatnika dokonującego takich czynności (usługodawcy, dostawcy towarów). Zatem po stronie podatnika zagranicznego. Resort zauważa, że może mieć znaczenie m.in. w zakresie braku konieczności rozliczania podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC). Dla stosowania wyłączenia od PCC neutralny jest bowiem fakt, która ze stron czynności cywilnoprawnej z tytułu jej dokonania korzysta ze zwolnienia od VAT. Jasne. Gorzej, że idąc tym tropem podatnikiem z tytułu takich transakcji nie jest już polski nabywca. W efekcie, pozostaje nim zagraniczny dostawca.

Jest to o tyle frapujące, że przykładowo w przypadku świadczenia usług, miejscem ich opodatkowania jest zgodnie z art. 28b VATU Polska. Jeśli więc dziś przykładowo podmiot z Włoch udziela zwolnionej z VAT pożyczki polskiemu podatnikowi to miejscem świadczenia jest Polska, ale podatnikiem jest pożyczkobiorca. To ulegnie zmianie, podatnikiem nie będzie już pożyczkobiorca ale pożyczkodawca. Gdzie będzie on raportował swoją czynność opodatkowaną VAT (choć zwolnioną)? Zakładamy, że wyłącznie we Włoszech. Polski podatnik zrobiłby tak samo, do tego służy z zasady pozycja P 11 w ewidencji z deklaracją JPK V7 (choć nie zawsze).

Zmiana jest więc jednak fundamentalna. Nie ogranicza się bowiem do likwidacji obowiązku wykazywania w deklaracji podstawy opodatkowania w VAT w przypadku nabycia towarów i usług korzystających ze zwolnienia od podatku. To jest raczej zawężenie definicji podatnika VAT poprzez wykluczenie z definicji podatnika podmiotu dokonującego nabycia towarów i usług z VAT zwolnionych. Podatnikiem (choć zwolnionym) zostanie w tym momencie sprzedawca i nie do końca wiadomo w jaki sposób czynność ta (choć nadal zwolniona z VAT) powinna być w Polsce przez niego wykazywana. Czy jest to jednak problem polskiego nabywcy? Nieszczególnie, więc może to ja niepotrzebnie szukam dziury w całym.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Blok grozi zawaleniem, ale nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności

Chodzi o blok z wielkiej płyty z 44 mieszkaniami przy ul. Hirszfelda na warszawskim Ursynowie. To budynek Spółdzielni Mieszkaniowo-Budowlanej „Imielin”. W internecie krążą zdjęcia i filmy pokazujące ściany ze szczelinami, do których można wsunąć dłoń. Instytut Techniki Budowlanej (ITB) ustalił przyczynę ich powstania.

– Pojawiające się zjawiska pęcznienia lub skurczu gruntów wywołują nierównomierne osiadanie budynku. Budowa w sąsiedztwie tunelu drogi ekspresowej S2, występujące zmiany klimatyczne, coraz częstsze okresy przesuszeń, ale również inne czynniki antropogeniczne mogą wpłynąć na intensywność tego procesu. Badania geotechniczne wykazały, że problem ten występuje właśnie w obszarze uszkodzonej konstrukcji klatki schodowej. Dla uspokojenia mieszkańców innych budynków z wielkiej płyty na Ursynowie czy w innych miejscach w Polsce powiem, że jest to problem incydentalny. Stykam się z nim drugi raz w swojej pracy, a zajmuję się wielką płytą już od 30 lat – mówi dr inż. Jarosław Szulc, kierownik Pracowni Konstrukcji Budowlanych ITB.

Co robiła spółdzielnia?

Szczeliny nie powstały wczoraj.

– Pierwsze skargi mieszkańców trafiły do spółdzielni w 2009 r., a według mojej wiedzy, dopiero mniej więcej dwa lata temu spółdzielnia postanowiła coś z tym problemem zrobić. Z relacji mieszkańców wynika, że długo byli lekceważeni. Rozgłos sprawił, że Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego (PINB), który wiosną dał spółdzielni rok na remont, nagle kazał odciąć gaz i nakazał opuszczenie budynku – zauważa Maciej Antosiuk, radny dzielnicy Ursynów.

Prezes spółdzielni, Rafał Januszkiewicz zapewnia, że problemu nie lekceważono. Spółdzielnia, zgodnie z zaleceniami ekspertów, wzmocniła ściany, ale nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu. W związku z tym w latach 2024–25 wykonano kolejne ekspertyzy, które w odmienny sposób identyfikowały problem i jego rozwiązanie. Spółdzielnia wykonała zalecenia jednej z nich – ITB.

– Żaden z rzeczoznawców nie wskazywał wówczas na realne ryzyko nagłego pogorszenia się warunków bezpieczeństwa budynku. Po stwierdzeniu postępującego charakteru pracy elementów konstrukcyjnych budynku, wiosną 2026 r. zarówno eksperci, jak i nadzór budowlany nakazali spółdzielni wykonać remont w ciągu roku. Ponieważ jest to bardzo skomplikowany i kosztowny zakres prac, wymagający dodatkowo sporządzenia projektu i uzyskania pozwolenia na budowę, rozpoczęliśmy poszukiwania podmiotów mogących zapewnić wykonanie naprawy w sposób kompleksowy, rzetelny i skuteczny. Nakaz opróżnienia budynku zastał nas w trakcie negocjacji z zainteresowanymi firmami – tłumaczy prezes Januszkiewicz.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Nowe szczeliny na ścianach budynku

Spółdzielnię i mieszkańców postanowienie nadzoru zaskoczyło. Wcześniejsze decyzje PINB i wykonana kilka miesięcy temu ekspertyza ITB pozwalały myśleć, że sytuacja jest poważna, ale nie beznadziejna.

Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego dla m.st. Warszawy, Oksana Krak, wyjaśnia „Rzeczpospolitej”, że 26 czerwca 2026 r., podczas kolejnej kontroli, stwierdzono, że istniejące rysy uległy powiększeniu i pojawiły się nowe. Dodatkowo w jednym z mieszkań doszło do rozsunięcia elementów prefabrykowanych ścian. To wówczas inspektorzy stwierdzili, że „budynek bezpośrednio zagraża zawaleniem”. W związku z tym jeszcze tego samego dnia PINB wydał decyzję zakazującą jego użytkowania do momentu usunięcia wad.

Spółdzielnia zapewniła mieszkańcom hotel, a przez media społecznościowe przetacza się burzliwa dyskusja, jak mogło dojść do tej sytuacji i kto jest temu winny.

– Nie możemy mówić o katastrofie, bo ona z definicji jest zdarzeniem nagłym i gwałtownym, a tu, jak wynika z doniesień, mamy do czynienia z postępującą przez lata degradacją budynku. W spółdzielniach, które ja znam do udziału w corocznym przeglądzie technicznym zaprasza się przedstawicieli budynków, którzy mogą zgłaszać do protokołu potrzebne naprawy czy remonty. Pytanie, czy takie zgłoszenia były? – zastanawia się Hanna Milewska-Wilk, ekspertka od spółdzielczości mieszkaniowej Instytutu Rozwoju Miast i Regionów.

Coroczne kontrole

– Prawo budowlane w art. 62 nakłada na właściciela lub zarządcę obowiązek przeprowadzania kontroli obiektu budowlanego, w tym corocznej kontroli okresowej – wyjaśnia Piotr Jarzyński, prawnik z Kancelarii Prawnej Jarzyński & Wspólnicy, wiceprzewodniczący Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej.

– Osoba, która ją przeprowadza, powinna w protokole umieścić informację o koniecznych do przeprowadzenia naprawach. Jeśli dotyczą one uszkodzeń oraz braków, które mogłyby spowodować zagrożenie życia lub zdrowia ludzi, a w szczególności katastrofę budowlaną, to kopię protokołu należy bezzwłocznie przesłać do organu nadzoru budowlanego. Ten z kolei zobowiązany jest do bezzwłocznego przeprowadzenia kontroli obiektu budowlanego w celu potwierdzenia usunięcia stwierdzonych uszkodzeń oraz uzupełnienia braków. Właściciel, zarządca lub użytkownik obiektu budowlanego są obowiązani w czasie lub bezpośrednio po przeprowadzonej kontroli usunąć stwierdzone uszkodzenia oraz uzupełnić braki – dodaje, zastanawiając się, czy w przypadku tego budynku kontrole zostały przeprowadzone rzetelnie, czy sporządzono protokoły i zawiadomiono nadzór budowlany. – Jeśli tak, to czy nadzór budowlany sprawdził, czy wykonano potrzebne prace. Nie mamy do czynienia z katastrofą budowlaną, a ludzie muszą się wyprowadzić ze swoich mieszkań, bo stan budynku stanowi dla nich zagrożenie, które może być wynikiem albo długoletnich zaniedbań albo nieprawidłowości przy sporządzaniu dokumentów – zaznacza ekspert.

Nieprzeprowadzenie wymaganych prawem budowlanym kontroli czy niewysłanie protokołu do nadzoru budowlanego może być ukarane grzywną. Kto nie usuwa niebezpiecznych dla ludzi uszkodzeń podlega karze aresztu albo karze ograniczenia wolności, albo karze grzywny.

Zapłacą członkowie spółdzielni

Prezes Januszkiewicz zapewnia, że wszystkie przeglądy i zalecenia były wykonywane. Przed spółdzielnią najtrudniejsze zadanie – doprowadzenie budynku do stanu, który pozwoli na powrót mieszkańców. Poza znalezieniem wykonawcy wyzwaniem jest sfinansowanie remontu.

– Spodziewany koszt to z pewnością kwota siedmiocyfrowa. Źródła finansowania to fundusz remontowy, potencjalna dotacja w postaci premii remontowej oraz kwota z polisy ubezpieczeniowej. Rozmawiamy z naszym towarzystwem ubezpieczeniowym, zgłosiliśmy szkodę, otrzymaliśmy zapewnienie wsparcia, ale nawet zakładając jak najdalej idące zrozumienie i chęć pomocy, to kwoty z ubezpieczenia nie będą mocno znaczące w kontekście kosztów całkowitych. Aktualnie rozważamy ubieganie się o pożyczkę z premią remontową z BGK – wylicza prezes spółdzielni.

Hanna Milewska-Wilk radzi mieszkańcom, by przejrzeli swoje polisy ubezpieczenia mieszkania.

– Na pewno można z nich pokryć część kosztów remontu, ponieważ to nie jest tak, że całość jest po stronie spółdzielni. Ona odpowiada za konstrukcję i części wspólne, ale spółdzielnia nie ma swoich pieniędzy, z których mogłaby pokryć remont, nie mówiąc o kupnie nowych mieszkań, co postulują niektórzy komentatorzy w mediach społecznościowych. Ten wydatek musieliby pokryć członkowie spółdzielni – wskazuje ekspertka.

– Dodatkowym ograniczeniem jest wydzielenie w 2008 r. funduszy remontowych i przypisanie ich do konkretnego budynku. To oznacza, że remont tego budynku trzeba pokryć z jego funduszu remontowego, a to z pewnością oznacza konieczność znacznego podniesienia wpłat. Na szczęście spółdzielnie mogą się teraz starać o preferencyjny kredyt na remont – zaznacza.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Komornicy więcej ściągają z emerytur niż z pensji

Najnowsze dane o skuteczności egzekucji komorniczych za ubiegły rok pokazują, że po spadku skuteczności w 2024 r., nastąpił wzrost do rekordowego poziomu z 2023 r. Wyegzekwowano 22,1 proc. kwot zgłoszonych do egzekucji, co przekłada się na prawie 14,4 mld zł.

Największy udział w łącznej sumie kwot wyegzekwowanych, z pominięciem wpłat dłużników (na wykresie – kategoria „inne”), mają środki wyegzekwowane z rachunku bankowego, a następnie z rent i emerytur.

– Jeszcze w 2023 r. największy udział miały kwoty wyegzekwowane z wynagrodzenia za pracę – przypomina Rafał Fronczek, były prezes Krajowej Rady Komorniczej.

W ub. r. po raz pierwszy doszło do bezprecedensowej sytuacji, w której suma kwot uzyskanych z egzekucji rent i emerytur (2,373 mld zł) była większa niż to, co komornikom udało się zająć z wynagrodzenia za pracę (2,361 mld zł). Biorąc pod uwagę, że liczba emerytów w społeczeństwie jest o 1/3 niższa niż pracowników, a wysokość pobieranych przez nich świadczeń w porównaniu do zarobków aktywnych zawodowo Polaków nieporównywalnie niższa, dane te mogą wręcz szokować.

– W przypadku egzekucji z wynagrodzenia za pracę od 2020 r. dochodzi do znaczącego spadku kwot wyegzekwowanych. Do 2019 r. widoczny był powolny trend wzrostowy, natomiast w 2020 r. odnotowano spadek o blisko 1 mld zł, a udział kwot wyegzekwowanych tym sposobem w całości sum odzyskanych spadł z poziomu 31 proc. do poziomu 21 proc. Od tego czasu nadal systematycznie spada i w 2025 r. udział ten wyniósł już tylko 16,4 proc. – wylicza Rafał Fronczek.

Pracownik lepiej chroniony niż emeryt

Co więcej, można spodziewać się, że ten trend będzie narastał. Wszystko dlatego, że w przypadku egzekucji z wynagrodzenia za pracę – za wyjątkiem egzekucji alimentów – wolna od zajęcia jest kwota w wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę netto. W 2025 r. oznaczało to ok. 3,5 tys. zł (płaca minimalna wynosiła wówczas 4666 zł brutto). W tym roku, przy płacy minimalnej na poziomie 4806 zł, kwota wolna od egzekucji wzrosła do ok. 3,6 tys. zł.

Tymczasem w przypadku rent i emerytur wolne od egzekucji jest tylko 75 proc. minimalnego świadczenia, co w 2025 r. stanowiło ok. 1331 zł (w tym roku ok. 1395 zł). Całą nadwyżkę komornik może zająć na poczet dochodzonej wierzytelności.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Eksperci postulują zmianę przepisów

Eksperci mówią wprost – ochrona dłużników poszła zbyt daleko, w dodatku są nią objęte nie te grupy, co trzeba.

– Zwolnienie z egzekucji minimalnego wynagrodzenia w całości jest błędem. Bez nowelizacji przepisów, polegającej na możliwości egzekucji jakiejś części minimalnego wynagrodzenia, będzie to tragedia, bo w stosunku do coraz większej liczby dłużników egzekucja będzie całkowicie bezskuteczna. A przecież czym innym jest minimalne wynagrodzenie, a czym innym minimum socjalne. To właśnie minimum socjalne powinno podlegać ochronie, a nie minimalne wynagrodzenie – mówi prof. Andrzej Marciniak z Uniwersytetu Łódzkiego, specjalizujący się w postępowaniu egzekucyjnym.

Jak dodaje, takie same limity obowiązują przy egzekucji administracyjnej, co powoduje ogromne problemy ze ściąganiem grzywien, mandatów, różnego rodzaju kar administracyjnych czy podatków lokalnych i innych opłat publicznoprawnych.

– Krajowa Rada Komornicza od lat wskazuje, że ochrona dłużników poszła za daleko i obejmuje nie te grupy, co trzeba. Wraz ze wzrostem płacy minimalnej coraz więcej osób będzie wpadało pod próg kwoty wolnej od zajęcia, a emerytury rosną znacznie wolniej. W związku z tym dysproporcja pomiędzy kwotami uzyskiwanymi od emerytów a sumami wyegzekwowanymi od pracujących dłużników będzie z każdym rokiem rosnąć – mówi Przemysław Małecki, rzecznik KRK.

Do Sejmu na przestrzeni ostatnich lat trafiało już kilka petycji w sprawie zmiany przepisów i zmniejszenia kwoty wolnej od zajęcia z wynagrodzenia za pracę (np. do 85 proc. płacy minimalnej). Za każdym razem i Ministerstwo Sprawiedliwości, i Ministerstwo Finansów popierały te propozycje, ale przeciwne było Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej (niezależnie od tego, kto rządził).

zdjecie

Śladowa egzekucja z ruchomości

Dane Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują też, że praktycznie śladowe znaczenie odgrywa egzekucja ruchomości, która przyniosła niespełna 28,7 mln zł, co stanowi 0,2 proc. łącznie wyegzekwowanych wierzytelności. Jeszcze w 2013 r. licytacja ruchomości przynosiła 108 mln zł.

Gdyby nie fakt, że od marca 2019 r. funkcjonuje portal o e-licytacji, licytacja ruchomości przyniosłaby jeszcze mniej pieniędzy. Jak zauważa dr Grzegorz Julke z Uniwersytetu Gdańskiego, jest to kolejny przejaw tego, że ochrona dłużnika poszła zbyt daleko. – To konsekwencja zmiany art. 829 kodeksu postępowania cywilnego, który praktycznie wyłącza bardzo dużą liczbę ruchomości spod egzekucji – wskazuje dr Julke.

Jak dodaje Przemysław Małecki z KRK, do tego dochodzą ograniczenia wynikające z tzw. lex ciągnik, czyli art. 845 § 2 KPC, który uniemożliwia zajęcie ruchomości „jeżeli z ujawnionych w sprawie okoliczności wynika, że nie stanowią one własności dłużnika”. W praktyce wystarczy, że dłużnik oświadczy do protokołu, że dana rzecz należy do osoby trzeciej, co ta osoba potwierdzi, by komornik nie mógł dokonać zajęcia.

– To też jest powód tego, że dziś egzekucja z ruchomości jest praktycznie martwa. W ramach kontroli sądowej komornicy muszą dostarczyć akta pięciu spraw, w których dokonali sprzedaży ruchomości w sprawdzanym okresie. I jest z tym problem, bo często nie mają ani jednego takiego przypadku, albo mają np. jeden – dodaje Przemysław Małecki.

Coraz więcej odzyskanych długów

Każdego roku rośnie jednak suma kwot wyegzekwowanych przez komorników sądowych – w ciągu ostatnich 15 lat wzrosła ona niemal trzykrotnie: z 5,8 mld zł w 2011 r. do 14,4 mld zł w 2025 r. Jednocześnie dane KRK opracowane przez dra Lecha Kujawskiego z Katedry Ekonometrii Uniwersytetu Gdańskiego pokazują, że coraz mniej spraw wpływa do egzekucji. – Przeciętna wielkość kancelarii komorniczej (mierzona wpływem nowych spraw) spadła o 13,25 proc., a przeciętny wpływ spraw zaobserwowany w minionym roku był najniższym w ostatnich 15 latach – czytamy w raporcie.

– W 2025 r. zaobserwowano nieznaczny spadek koncentracji wpływu spraw w dużych kancelariach. W 2024 r. do 30 proc. największych kancelarii trafiło 57,80 proc. ogólnego wpływu spraw, natomiast w 2025 r. do 30 proc. największych kancelarii wpłynęło 56,89 proc., co świadczy o pierwszym od pięciu lat zaobserwowanym spadku koncentracji wpływu spraw w jednostkach dużych – wskazuje dr Kujawski.

Z raportu wynika również, że skuteczność egzekucji spraw z wyboru wierzyciela była niższa od ogólnie notowanej skuteczności oraz od skuteczności egzekucji lokalnej, tj. egzekucji spraw pochodzących z rewiru działania danej kancelarii komorniczej. W 2025 r. skuteczność egzekucji lokalnej wyniosła 28,86 proc., natomiast skuteczność egzekucji spraw z wyboru wierzyciela 25,85 proc.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Wydatki urzędów od dziś są jawne

Centralny Rejestr Umów (CRU) to ogólnodostępna baza, w której jednostki sektora finansów publicznych mają publikować informacje o zawieranych umowach. Rejestr, który od 1 lipca dostępny jest dla każdego obywatela pod adresem rejestrumow.gov.pl, ma zwiększyć jawność wydatków publicznych, ułatwić kontrolę społeczną nad administracją, a także ograniczyć ryzyko nadużyć i niegospodarności.

– Centralny Rejestr Umów jest przełomem dla jawności wydatków państwa, pomimo pewnych jego mankamentów – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Krzysztof Izdebski, prawnik i ekspert Fundacji im. Stefana Batorego.

– Rejestr nie będzie tylko narzędziem do sprawdzania pojedynczych kontraktów i ustalania, kto, ile i za co zarobił. Może stać się źródłem wiedzy o finansach publicznych i rynku zakupowym państwa. Dane te można wykorzystywać do poprawiania polityki zakupowej, badania konkurencyjności i diagnozowania wydatków. Jeżeli będą z niego korzystać urzędy, może być dobrym narzędziem diagnostycznym – dodaje.

Bez składania wniosku

Po uruchomieniu CRU każdy obywatel będzie mógł sprawdzić informacje o umowach bez składania wniosku o dostęp do informacji publicznej. W rejestrze znajdą się m.in. dane o umowach zawieranych przez ministerstwa, urzędy, samorządy, szpitale, ośrodki pomocy społecznej, szkoły i przedszkola czy instytucje kultury jak np. muzea czy biblioteki. Baza pokaże numer umowy, datę jej zawarcia, okres obowiązywania, strony, przedmiot, wartość, informację o finansowaniu ze środków UE oraz status umowy i datę zakończenia. W praktyce będzie więc można ustalić, kto, z kim, na co i za ile zawarł umowę.

CRU reguluje ustawa o finansach publicznych. Zgodnie z jej przepisami funkcjonowanie systemu teleinformatycznego zapewnia minister finansów i gospodarki, ale za udostępnianie informacji o umowach odpowiadają już kierownicy jednostek sektora finansów publicznych. Przepisy mają godzić szeroką jawność z ograniczeniem nadmiernych obowiązków administracji. Dlatego z jednej strony zniesiono próg kwotowy, a z drugiej poza CRU pozostawiono umowy ustne, zrezygnowano z sankcji karnych i nie wprowadzono obowiązku aktualizowania faktycznie poniesionych wydatków.

– Dostęp do informacji publicznej jest jednym z podstawowych instrumentów kontroli państwa. Mam jednak wątpliwość, czy rejestr ten jest narzędziem dobrze dobranym do celu, który ma realizować – mówi „Rz” radczyni prawna dr hab. Marlena Sakowska-Baryła, prof. UŁ i partnerka w SBC Kancelarii Radców Prawnych. Zaznacza, że CRU nie tworzy jawności od zera, bo i dziś umowy dotyczące wydatkowania środków publicznych podlegają udostępnianiu.

– Wynika to z dotychczasowej praktyki i orzecznictwa sądów administracyjnych. Rejestr przede wszystkim automatyzuje i centralizuje dostęp do informacji, które w wielu przypadkach można było już uzyskać – dodaje.

Ekspertka zwraca uwagę, że obecna wersja przepisów o CRU po ich zaktualizowaniu przez resort finansów jest dużo lepsza od pierwotnych propozycji, które obejmowały szerszy zakres umów (umowy dochodowe, a nawet niektóre umowy o pracę). Zastrzega jednak, że nadal kluczowe pozostaje pytanie, czy wzrost jawności będzie proporcjonalny do kosztów organizacyjnych i finansowych ponoszonych przez jednostki sektora publicznego.

Sektor publiczny – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Poza rejestrem

Obowiązek raportowania do CRU ma objąć – według szacunków MF – nawet ok. 60–70 tys. podmiotów. Nie oznacza to jednak, że w rejestrze znajdą się informacje o wszystkich umowach zawieranych w szeroko rozumianym sektorze publicznym. Poza CRU pozostaną m.in. spółki Skarbu Państwa i spółki komunalne, ponieważ jako spółki prawa handlowego nie należą do jednostek sektora finansów publicznych. Obowiązek nie obejmie także instytutów badawczych, placówek zagranicznych oraz jednostek związanych z bezpieczeństwem państwa, w tym służb i jednostek podległych MON.

Wyłączenie spółek Skarbu Państwa i komunalnych okazuje się też jednym z najpoważniejszych mankamentów nowego rejestru. – Jeżeli spojrzymy na to, gdzie w ostatnich latach najczęściej dochodziło do tzw. afer, kontrowersji i sporów o wydatkowanie środków, to zazwyczaj nie był to dyrektor szkoły czy przedszkola, ale właśnie spółki, które pozostają poza tym mechanizmem. W efekcie rejestr może objąć bardzo dużo drobnych, formalnych i mało kontrowersyjnych wydatków, a jednocześnie ominąć obszary, które z punktu widzenia kontroli publicznych pieniędzy są najciekawsze – zaznacza Sakowska-Baryła.

Brak progu

Urzędnicy, z którymi rozmawiała „Rz”, wskazują, że CRU oznacza dla administracji przede wszystkim duże obciążenie organizacyjne. Ich zdaniem problemem jest brak progu kwotowego, bo do rejestru trzeba będzie wpisywać także drobne umowy, co wymusi przebudowę obiegu dokumentów, zaangażowanie pracowników i dołożenie kolejnych czynności, które nie przyspieszą ani zawierania, ani rozliczania umów.

To, że CRU nie przewiduje progu kwotowego, oznacza, że do rejestru mają trafiać informacje także o najdrobniejszych umowach cywilnoprawnych – już od 0,01 zł. To istotna zmiana wobec wcześniejszych planów, które zakładały ujawnianie dopiero umów od 10 tys. zł. – Od początku mówiliśmy, że próg kwotowy powinien być wyższy, a rozsądną propozycją był obowiązek wpisywania do rejestru transakcji powyżej 10 tys. zł. Granica 10 tys. zł wydaje się rozsądna także dlatego, że odpowiada mniej więcej poziomowi miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. To mógłby być racjonalny punkt odniesienia – zwraca uwagę ekspert ds. legislacyjnych Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

– Nie kwestionujemy potrzeby jawności, ale przy obecnym progu jest to rozwiązanie nadmiarowe. Nie przyspiesza ani przygotowywania umów, ani ich podpisywania, ani późniejszego rozliczania. Przeciwnie, dokłada kolejne czynności – dodaje.

Ekspert z ZMP zastrzega, że ostateczną ocenę przyniesie praktyka. – Rejestr może przynieść korzyści, ale trzeba je zawsze zestawić z kosztami i nakładami pracy. Żeby dobrze jeździć na nartach, nie trzeba kupować całego stoku narciarskiego. Podobnie z przejrzystością – nie trzeba angażować ludzi w czynności administracyjne do poziomu, który przestaje być racjonalny – podsumowuje Wójcik.

Obawy małych gmin

Nieco inaczej akcenty rozkłada Mariusz Marszał, ekspert ds. legislacyjnych ze Związku Gmin Wiejskich RP, który choć zgadza się z tym, że CRU będzie dla samorządów dodatkowym obciążeniem organizacyjnym, to jednak nie uważa tego za problem niemożliwy do opanowania.

– Pracownicy z czasem nauczą się obsługi systemu, choć w części gmin konieczne może być zatrudnienie dodatkowych osób, zwłaszcza tam, gdzie nie działa Centrum Usług Wspólnych. Największą trudnością techniczną może być to, że obowiązek obejmie nie tylko urzędy gmin, lecz także mniejsze jednostki organizacyjne jak np. szkoły – podkreśla ekspert. Zwraca też uwagę, że do tego dojdą typowe problemy nowego systemu – autoryzacja, kumulowanie wpisów pod koniec miesiąca, konieczność uporządkowania obiegu informacji i pierwsze błędy wynikające z wdrożenia.

Poważniejsza obawa dotyczy jednak nie samego wpisywania umów, lecz późniejszej interpretacji danych. – Skoro będzie to rejestr centralny, zgromadzone informacje mogą być analizowane przez Ministerstwo Finansów za pomocą uśrednionych wskaźników i algorytmów. Grozić to może prostym wnioskiem, że małe gminy są mniej efektywne w wydatkowaniu środków publicznych, bez uwzględnienia specyfiki ich działania. Inaczej wygląda bowiem koszt inwestycji w mieście, a inaczej na obszarze wiejskim – np. przy budowie kolektora kanalizacyjnego, gdzie liczba odbiorców na kilometr sieci jest zupełnie inna. Porównywanie takich danych bez kontekstu może prowadzić do fałszywych ocen – ostrzega Marszał.

Związek Gmin Wiejskich RP zwraca też uwagę, że dane z rejestru mogą w przyszłości służyć jako argument za konsolidacją małych gmin, zmianami granic administracyjnych albo wzmacnianiem miast kosztem obszarów wiejskich.

Kopalnia wiedzy

Centralny Rejestr Umów jest przede wszystkim nadrabianiem zaległości wobec państw, które od lat stosują podobne rozwiązania – uważa Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. – Dobrze się stało, że zamiast rozproszonych rejestrów prowadzonych osobno przez każdą instytucję powstaje jedno centralne miejsce, w którym będzie można analizować wydatki publiczne – mówi „Rz”. Podkreśla też, że rejestr nie tylko pozwoli sprawdzać, kto, z kim i za ile zawiera umowy, ale także umożliwi samym urzędom porównywać własne wydatki z innymi jednostkami.

– Może to wprowadzić większą dyscyplinę wewnętrzną, ułatwić bieżącą kontrolę i pokazać, że publiczne budżety nie są nieograniczone – dodaje.

Najważniejsze będzie jednak to, czy dane z rejestru da się łatwo pobierać i analizować, stąd apel Watchdog Polska do rządu, by system miał dobre API, pozwalające na masowe pobieranie informacji i tworzenie zestawień, map czy analiz dostawców. W rejestrze nie będzie skanów umów, lecz dane tekstowe, m.in. o stronach umowy, kwotach i podstawowych informacjach o kontraktach, dlatego kluczowe będzie ich techniczne udostępnienie w formie nadającej się do dalszego przetwarzania. – To będzie kopalnia wiedzy – podsumowuje ekspert.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Karol Ciechoński

ekspert ds. e-administracji z Fundacji Sprawne Państwo

To, czy CRU spełni pokładane w nim nadzieje, w znacznej mierze zależy od tego, w jakim stopniu obowiązek będzie realizowany i jakości wprowadzanych danych w samym systemie. Kwestia rozstrzygnięcia, czy dana umowa kosztowa podlega pod CRU wbrew pozorom nie jest taka jednoznaczna i może budzić wątpliwości. Wyłączona jest forma ustna umów, czyli zakupy bezpośrednie lub telefoniczne. Już teraz podmioty publiczne widzą w tym pewną furtkę do uniknięcia CRU. Obowiązkowi podlegać będą za to zamówienia mailowe czy internetowe, ale to, czy faktycznie znajdą się w CRU, zależeć będzie od wprowadzenia wewnętrznych mechanizmów zabezpieczających to w poszczególnych instytucjach. Rozliczenia wydatków pracowniczych w ramach procedury refundacji kosztów także są wyłączone z CRU. Tych wyjątków trochę jest, tym samym w CRU nie znajdziemy wszystkich „wydatków” instytucji publicznej. Te większe wydatki, związane z PrZamPubl zapewne trafią do CRU, ale im mniejsza umowa wydatkowa, tym to prawdopodobieństwo może maleć. Z CRU wyłączone są spółki prawa handlowego (samorządowe i państwowe) co w mojej ocenie też jest jednak znaczącym ograniczeniem.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Jak dokumentować działalność badawczo-rozwojową na potrzeby ulgi B+R

Stan faktyczny

Postępowanie przed organami podatkowymi 

Spółka z o.o. w korekcie zeznania CIT-8 za 2019 r. wykazała odliczenie z tytułu ulgi na działalność badawczo-rozwojową, o której mowa w art. 18d ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 554; dalej: PDOPrU). Jednocześnie złożony został wniosek o stwierdzenie nadpłaty, w którym spółka wskazała, że w 2019 r. prowadziła prace badawczo-rozwojowe polegające na opracowywaniu, w odpowiedzi na zlecenie klienta, projektów poprzez indywidualne projektowanie, dostosowywanie części składowych oraz każdorazowe opracowywanie procesu produkcyjnego. W przedłożonych dokumentach i wyjaśnieniach, spółka opisała realizowane prace projektowe, wskazując na stworzone (zdaniem spółki) innowacje produktowe w 2019 r. Spółka przedstawiła też uzasadnienie spełnienia poszczególnych przesłanek działalności badawczo-rozwojowej, o której mowa w art. 4a pkt 26 PDOPrU (działalność B+R). Powoływała się również na występowanie tzw. niepewności badawczej, nowatorski charakter opracowywanych rozwiązań oraz innowacyjność.

Naczelnik Urzędu Skarbowego w P. (dalej: NUS, Organ) odmówił stwierdzenia nadpłaty. NUS wskazał, że spółka nie wykazała, że realizowane przez nią prace stanowią działalność B+R. W szczególności, Organ zwrócił uwagę na brak określonych informacji w przedłożonej dokumentacji, które wspierałyby argumentację spółki za uznaniem jej działalności za B+R. Od decyzji NUS wniesiono odwołanie do Dyrektora Izby Administracji Skarbowej (DIAS), który nie zgodził się z podatnikiem i utrzymał decyzję Organu w mocy.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Postępowanie przed WSA w Poznaniu

Na decyzję DIAS wniesiono skargę do WSA w Poznaniu, zarzucając jej m.in. naruszenie przepisów ustawy z 29.8.1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 622) przez utrzymanie w mocy decyzji wydanej na podstawie niepełnego postępowania dowodowego co do spełnienia cech działalności B+R.

Sąd w wyroku z 10.02.2026, I SA/Po 683/25, Legalis, oddalił skargę. Zdaniem Sądu, postępowanie dowodowe przeprowadzone przez organy odpowiadało przepisom prawa. Na wstępie Sąd podkreślił, że w postępowaniu nadpłatowym to w znacznej mierze od podatnika zależy zakres dokumentów i wyjaśnień przekazanych organowi na poparcie jego stanowiska. Sąd wskazał, że do wniosku o stwierdzenie nadpłaty spółka nie załączyła żadnych dowodów. Dopiero w toku postępowania przedłożyła dokumenty mające potwierdzać prowadzenie prac B+R, w tym: raport techniczny w formie broszury informacyjnej, poglądowo przedstawiający działalność B+R, ewidencję kosztów działalności B+R prowadzoną elektronicznie w arkuszu kalkulacyjnym, przykładowe umowy o pracę, karty wynagrodzeń, listy materiałów, poglądowe rysunki techniczne z modelowania konstrukcji oraz procedurę gromadzenia danych finansowych.

Dokumentacja pracownicza osób biorących udział w działaniach B+R nie zawierała zapisów precyzujących ich aktywność w zakresie prac rozwojowych. Sąd odniósł się również do opisów poszczególnych projektów przedstawionych przez spółkę, wskazując, że były one niewystarczające do wykazania poszczególnych cech działalności B+R.

Podsumowując dokumentację i wyjaśnienia spółki, Sąd zauważył, że wskazywały one w głównej mierze na profesjonalne i technicznie zaawansowane dostosowanie produktów do potrzeb konkretnych klientów, a nie prowadzenie prac rozwojowych w rozumieniu przepisów o uldze B+R.

Komentarz

Wyrok WSA w Poznaniu to istotna wskazówka dla podatników prowadzących działalność B+R i rozliczających (bądź zamierzających rozliczyć) preferencje podatkowe z nią związane w zakresie właściwego dokumentowania prowadzonych prac B+R.

Przepisy regulujące ulgę B+R (czy inne instrumenty podatkowe związane z działalnością B+R, jak chociażby ulgę na innowacyjnych pracowników z art. 18db PDOPrU czy preferencję IP Box z art. 24d–24e PDOPrU), nie odnoszą się do kwestii dokumentowania działalności B+R. W treści art. 18e PDOPrU ustawodawca wskazał tylko, że poniesione koszty kwalifikowane, w przypadku stosowania odliczenia z tytułu ulgi B+R, powinny zostać wykazane w zeznaniu podatkowym.

Jednak dokumentowanie działalności B+R to istotny element procesu rozliczania preferencji podatkowych – niezależnie od mechanizmów ich rozliczania, podatnik powinien we właściwy sposób dokumentować i na żądanie organu udowodnić spełnienie przesłanek działalności B+R.

Przesłanki działalności B+R wynikają z definicji legalnej tej działalności, zawartej w art. 4a pkt 26–28 PDOPrU. Zgodnie z jego treścią, ilekroć w ustawie jest mowa o działalności badawczo-rozwojowej – oznacza to działalność twórczą obejmującą badania naukowe lub prace rozwojowe, podejmowaną w sposób systematyczny w celu zwiększenia zasobów wiedzy oraz wykorzystania zasobów wiedzy do tworzenia nowych zastosowań. Definiując rodzaje działalności B+R, ustawodawca odnosi się do definicji zawartych w art. 4 ust. 2 i 3 ustawy z 20.7.2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1571).

Definicja działalności B+R wskazuje, jakie kryteria powinny spełnić dane prace, by uznać je za badawczo-rozwojowe. Przy czym z uwagi na fakt, że zastosowane zostały pojęcia nieostre, kryteria te mogą być interpretowane różnie w zależności od branży czy zakresu działalności podatnika, a co z tym związane – odmiennego udokumentowania.

Tym niemniej, z analizy orzeczenia poznańskiego WSA możliwe jest wywnioskowanie jaki rodzaj dokumentacji będzie niewystarczający. W przedmiotowej sprawie podatnik przedłożył dokumentację w zakresie kosztów kwalifikowanych oraz dokumentację pracowniczą, wraz z opisem poszczególnych projektów. Co jednak istotne, dokumentacja pracownicza nie regulowała kwestii realizacji prac B+R. Jest to pierwsza wskazówka, że może być to postanowienie umowne istotne z perspektywy organów podatkowych, jako wskazujące na prowadzenie takiej działalności przez podatnika (lecz samodzielnie niewystarczające dla jednoznacznej kwalifikacji).

Drugi rodzaj dowodów to opisy realizowanych prac projektowych. W sprawie został zakwestionowany charakter prac, w szczególności z uwagi na ich realizację na zlecenie klienta. Na podstawie materiału dowodowego, zarówno organy podatkowe, jak i Sąd uznały, że w istocie prace nie prowadziły do opracowania nowych technologii czy istotnie nowych rozwiązań. Wskazywane przez spółkę ulepszenia techniczne, optymalizacje czy zmiany konstrukcyjne, w istocie były to zadania mieszczące się w standardowej działalności spółki. Zakwestionowano również nowatorskie wykorzystanie dostępnych technologii czy narzędzi. Wskazano także na brak dokumentacji z przebiegu testów: rozważanych wariantów, parametrów, analiz itd. Innymi słowy, dokumentacja miała głównie charakter opisowy, kosztowy i techniczny, ale nie odtwarzała procesu badawczo-rozwojowego.

Powyższe zarzuty wskazują kierunek, który powinna uwzględniać dokumentacja działalności B+R. Istotny jest nie tylko opis prac i zakres wykorzystanych zasobów, lecz również udowodnienie, że realizowane prace nie stanowią działalności typowej dla danej branży oraz wykazanie spełnienia poszczególnych przesłanek działalności B+R – adresując poszczególne kryteria.

Analizowany wyrok, choć wydany w indywidualnej sprawie, jest nowością dla podatników co do sposobu i zakresu dokumentowania działalności B+R. Przepisy nie wskazują bowiem, jaką dokumentację powinni posiadać rozliczając ulgę B+R. Również praktyka organów podatkowych jest w tym zakresie ograniczona. Omawiany wyrok jest więc kamieniem milowym w budowaniu praktyki rozliczania ulgi B+R, ponieważ wskazuje on jaki zakres informacji i dokumentów jest oczekiwany ze strony organów podatkowych, co niewątpliwie pozwoli podatnikom ocenić czy zgromadzona przez nich dokumentacja adresowałaby podniesione kwestie.

Trzeba jednak zauważyć, że zakres wymaganych dokumentów i informacji jest dość szeroki. Nie odnoszą się do tego oficjalne dokumenty, takie jak np. objaśnienia podatkowe. Na ten moment to kwestia pozaustawowa, podyktowana interpretacją organów podatkowych – wykraczającą nawet poza zakres dokumentów wymaganych przy rozliczaniu instrumentów dotacyjnych (np. rysunki z poszczególnych etapów prac). Praktyka organów podatkowych (jak i sądów) niejednokrotnie ulega zmianom, co w przypadku dokumentowania działalności B+R jest istotnym ryzykiem dla podatników. Stąd należy postulować doprecyzowanie tej kwestii ze strony Ministerstwa Finansów (np. poprzez objaśnienia podatkowe), bądź jej uregulowanie.

Wyrok WSA w Poznaniu z 10.2.2026 r., I SA/Po 683/25 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Skład VAT

Przepisy Dyrektywy Rady 2006/112/WE z 28.11.2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE L z 2006 r. Nr 347, s. 1; dalej: VATDyr) umożliwiają państwom członkowskim na wprowadzenie różnych rozwiązań ustanawiających zwolnienia z VAT transakcji w obrocie międzynarodowym. Jednym z nich jest procedura tzw. składu VAT. W uproszczeniu pozwala ona na odroczenie (albo wręcz wyeliminowanie) obowiązku zapłaty podatku należnego w przypadku towarów objętych tą procedurą. Polska jest o krok od wprowadzenia tej instytucji do porządku prawnego (podobnie, jak uczyniła to mniej więcej połowa państw UE). Zastanówmy się więc, na czym ma polegać nowa instytucja, i kto może na niej skorzystać.

Podstawowe definicje

Skład VAT to zgodnie z propozycją miejsce na terytorium kraju, wskazane w zezwoleniu na prowadzenie składu VAT, do którego określone towary są wprowadzane, w którym są składowane i z którego są wyprowadzane. Z kolei podmiotem prowadzącym skład VAT jest podmiot, któremu wydano zezwolenie na prowadzenie składu VAT. Podmiot ten musi spełniać określone warunki. Przede wszystkim, posiada on siedzibę w UE, jest aktywnym podatnikiem VAT od co najmniej 12 miesięcy, nie zalega on z wpłatami publicznoprawnymi w momencie składania wniosku i 2 lata przed, wreszcie nie jest wobec niego prowadzone postępowanie egzekucyjne, likwidacyjne, upadłościowe lub restrukturyzacyjne. Osoby reprezentujące podatnika nie mogą być prawomocnie skazane za szereg przestępstw. Sam podatnik powinien też posiadać tytuł prawny do miejsca prowadzenia składu VAT, z odpowiednim zapleczem technicznym.

Procedura składu VAT to składowanie towarów, dla których prowadzący skład VAT wystawił dokument potwierdzający ich wprowadzenie do składu VAT, i obrót tymi towarami, zgodnie z warunkami określonymi w niniejszym rozdziale.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Jakie towary?

Nie każde towary mogą być objęte procedurą składu. Będą one określone precyzyjnie w załączniku 17 do VATU. Na ten moment projektodawca zakłada, że procedura dotyczyć może towarów takich jak:

Co równie ważne, na towarach objętych procedurą składu VAT mogą być wykonywane wyłącznie czynności, w wyniku których nie nastąpi zmiana klasyfikacji towaru według Nomenklatury scalonej (CN) lub klasyfikacji wydanych na podstawie przepisów o statystyce publicznej. Procedura składu może trwać do 24 miesięcy.

Podstawowe skutki

Istotą składów VAT jest możliwość stosowania stawki 0% VAT do określonych czynności dokonywanych w ramach tej procedury. Chodzi tu o dostawę towarów obejmowanych procedurą składu VAT (o ile obydwie strony transakcji mają zezwolenie) lub już objętych tą procedurą (o ile towary nie są wyprowadzane ze składu), WNT (o ile warunki spełnia nabywca), a także usług świadczonych w składzie VAT, które są bezpośrednio związane z towarami objętymi procedurą składu VAT (takich jak np. magazynowanie, sortowanie, przeładunek, pakowanie, utrzymanie towarów we właściwym stanie, warunkach lub temperaturze, niezbędna konserwacja towarów, pobieranie próbek, przeprowadzanie badań technicznych).

Ze składu można też dokonywać WDT lub eksportu towarów. Przepisy nakładają za to zakaz prowadzenia sprzedaży detalicznej ze składu VAT oraz zużycia towarów w składzie VAT (składy VAT mają charakter handlowy, a nie produkcyjno-usługowy).

Kiedy podatek?

W momencie zakończenia procedury składu VAT. Podatnikiem staje się podmiot stosujący tę procedurę w momencie jej zakończenia. Obowiązek podatkowy powstanie wówczas w momencie zakończenia procedury składu VAT. W konsekwencji, zakończenie procedury składu VAT powoduje powstanie obowiązku zapłaty należnego podatku VAT. W odniesieniu do pozostałych zdarzeń wewnątrz składu VAT znajdują zastosowanie zasady ogólne – z uwzględnieniem stosowania stawki 0% VAT.

Podatnik, któremu przypadł w udziale zaszczyt zakończenia procedury składu, zobowiązany jest do obliczania i wpłacania podatku na rachunek urzędu skarbowego w terminie 5 dni od dnia zakończenia procedury składu VAT (co nie dotyczy eksportu ze składu albo WDT, skoro tu nadal mamy stawkę 0% VAT). Co jednak ważne, kwota podatku, zapłacona z tytułu zakończenia procedury składu VAT, zwiększa u podatnika kwotę podatku naliczonego, w rozliczeniu za okres rozliczeniowy, w którym powstał obowiązek podatkowy z tytułu zakończenia procedury składu VAT. To niezbędne dla zachowania neutralności VAT.

Komentarz

To już kolejne podejście MF do tematu. Już w 2023 r. zaprezentowano założenia do wprowadzenia składu VAT do polskiego porządku. Co ciekawe, wówczas skład VAT miał być nierozerwalnie związany ze składem celnym.

Czemu służy procedura składu VAT? W założeniu, może być ona swego rodzaju zachętą inwestycyjną. Skład VAT może bowiem stanowić istotne uproszczenie rozliczenia i poboru VAT, szczególnie w przypadku podmiotów prowadzących działalność w obszarze międzynarodowego obrotu towarowego. Wyobraźmy sobie taką sytuację: producent chemikaliów sprzedaje je spółce dystrybucyjnej z grupy, która zajmuje się wyłącznie sprzedażą zagraniczną. Spółka dystrybucyjna dziś jest w nieefektywnej pozycji VAT – płaci go w cenie i akumuluje nadwyżkę, po której zwrot musi każdorazowo występować i czekać 40 dni. Zastosowanie procedury składu sprawi, że sprzedaż nie będzie już opodatkowana 23% VAT ale 0% VAT, co pozwoli dystrybutorowi na uniknięcie finansowania VAT.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

NSA o wyjątkach od zakazu pogarszania sytuacji strony w postępowaniu odwoławczym

Zakaz pogarszania sytuacji strony w praktyce

Naczelny Sąd Administracyjny rozstrzygnął w sprawie dotyczącej granic działania organu odwoławczego oraz jednej z podstawowych zasad postępowania administracyjnego – zakazu pogarszania sytuacji strony odwołującej się, określanego łacińską formułą reformationis in peius.

Początek sprawy sięga lat 80., kiedy Naczelnik Gminy w Oleśnicy zatwierdził podział nieruchomości należącej do osoby prywatnej. Jedna z wydzielonych działek o powierzchni 462 m² została przejęta na rzecz Skarbu Państwa pod drogę. W decyzji wskazano, że przejęcie następuje bez odszkodowania na podstawie art. 12 ustawy z 29.4.1985 r. o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości (t.j. Dz.U. Nr 30, poz. 127; dalej: GospGruntU). Po wielu latach, w 2008 r., były właściciel wystąpił o wypłatę odszkodowania za przejętą nieruchomość. W odpowiedzi Starosta Oleśnicki wydał w 2010 r. decyzję odmowną, powołując się przy tym przede wszystkim na art. 129 ust. 1 i ust. 5 pkt 1, art. 134 i art. 233 ustawy z 21.8.1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 399) oraz na art. 12 ust. 5 GospGruntU. Starosta uznał, że kwestia odszkodowania została już wcześniej rozliczona, a ponadto nie stwierdził należności związanych z wyłączeniem gruntów z produkcji rolnej i leśnej.

W 2019 r. następczyni prawna właściciela wystąpiła do Wojewody Dolnośląskiego o stwierdzenie nieważności decyzji starosty z 2010 r. Wskazała przy tym na ważną okoliczność – Samorządowe Kolegium Odwoławcze we Wrocławiu stwierdziło wcześniej nieważność części decyzji z 1988 r., tej właśnie części, która przewidywała przejęcie działki pod drogę bez odszkodowania. Kobieta argumentowała, że Trybunał Konstytucyjny już w 1990 r. zakwestionował zgodność z Konstytucją przepisu pozwalającego pomniejszać odszkodowanie o określone należności. Jej zdaniem decyzja Starosty została skierowana do niewłaściwego podmiotu, czyli do gminy, która nie była stroną sprawy. Wojewoda Dolnośląski częściowo podzielił te argumenty. W 2022 r., stwierdził, że decyzja starosty została wydana z naruszeniem prawa, ale nie uznał, że zachodzi przesłanka nieważności z art. 156 § 1 pkt. 2 KPA. Zdaniem Wojewody decyzja z 2010 r. miała podstawę prawną, a materiał dowodowy pozwalał przyjąć, że poprzedni właściciel zgodził się na bezpłatne przejęcie gruntu. Wojewoda dostrzegł natomiast inną wadę – stwierdził, że decyzję skierowano do podmiotu niebędącego stroną postępowania. Ponieważ od wydania decyzji upłynęło już ponad 10 lat, nie można było stwierdzić jej nieważności, a jedynie wydanie z naruszeniem prawa.

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Kobieta odwołała się od tej decyzji, ale sprawy potoczyły się nie po jej myśli – Minister Rozwoju i Technologii wydał w 2023 r. decyzję jeszcze mniej dla niej korzystną. Uchylił decyzję Wojewody i całkowicie odmówił stwierdzenia nieważności decyzji Starosty. Minister zgodził się z Wojewodą, że nie ma podstaw do zastosowania art. 156 § 1 pkt. 2 KPA, ale jednocześnie uznał, że nie zachodzi również wada z art. 156 § 1 pkt. 4 KPA. Według Ministra decyzja Starosty nie została skierowana do niewłaściwego podmiotu, ponieważ adresatem rozstrzygnięcia pozostawał były właściciel, a samo wskazanie gminy nie oznaczało jeszcze skierowania decyzji do osoby niebędącej stroną.

Kobieta zaskarżyła decyzję Ministra do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Jednym z głównych zarzutów było naruszenie art. 139 KPA. Przepis ten ustanawia zakaz wydawania przez organ odwoławczy decyzji na niekorzyść strony odwołującej się. Wyjątek jest dopuszczalny tylko wtedy, gdy decyzja pierwszoinstancyjna rażąco narusza prawo albo rażąco narusza interes społeczny. Skarżąca twierdziła, że minister nie miał prawa pogorszyć jej sytuacji procesowej. WSA nie zgodził się z tym stanowiskiem i oddalił skargę. Uznał, że Minister mógł wydać decyzję mniej korzystną, ponieważ – w jego ocenie – decyzja Wojewody sama naruszała prawo w stopniu rażącym. Sąd przyjął więc, że zachodził wyjątek od zakazu określonego w art. 139 KPA.

Nie można pogorszyć sytuacji strony bez spełnienia ustawowych przesłanek

Kobieta wniosła skargę kasacyjną do NSA. Zarzuciła m.in. błędną wykładnię art. 139 KPA oraz nieprawidłowe przyjęcie, że decyzja wojewody rażąco naruszała prawo. Podniosła także zarzuty dotyczące oceny materiału dowodowego i prawa do odszkodowania za wywłaszczoną nieruchomość.

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 19.5.2026 r., I OSK 1740/24, Legalis, skoncentrował się przede wszystkim na problemie zakazu reformationis in peius. Przypomniał, że zgodnie z art. 139 KPA organ odwoławczy nie może wydać decyzji na niekorzyść strony odwołującej się, chyba że decyzja I instancji rażąco narusza prawo lub interes społeczny. Sąd wyjaśnił znaczenie pojęcia „niekorzyści”. Nie chodzi o subiektywne odczucia strony, a o obiektywne pogorszenie jej sytuacji prawnej, o którym można mówić, gdy decyzja organu odwoławczego rzeczywiście zmienia zakres praw lub obowiązków strony w porównaniu z rozstrzygnięciem organu I instancji. NSA zaakcentował, że wyjątki od zakazu pogarszania sytuacji strony należy interpretować bardzo ściśle. Jeżeli organ odwoławczy chce wydać decyzję mniej korzystną, musi szczegółowo wykazać w uzasadnieniu, że zachodzi rażące naruszenie prawa lub interesu społecznego. Nie wystarczy samo przekonanie organu, że decyzja I instancji była błędna. Konieczne jest wykazanie naruszenia o szczególnie dużym ciężarze gatunkowym.

W ocenie NSA Minister tego obowiązku nie wypełnił, a jego decyzja w ocenie organu była niewątpliwie mniej korzystna dla kobiety niż decyzja Wojewody. Sąd zauważył, że Wojewoda przynajmniej stwierdził wydanie decyzji z 2010 r. z naruszeniem prawa, natomiast Minister całkowicie odmówił takiego stwierdzenia. Mimo to w uzasadnieniu decyzji Ministra nie znalazło się żadne wyjaśnienie, dlaczego dopuszczalne było odstąpienie od zakazu wynikającego z art. 139 KPA. Organ nie wskazał, że decyzja Wojewody rażąco naruszała prawo, ani nie uzasadnił, na czym miałoby polegać takie naruszenie. NSA zwrócił uwagę, że takich braków nie można naprawiać później, np. w odpowiedzi na skargę do sądu. Nie może ich również uzupełniać sam sąd administracyjny. Rolą sądu jest kontrola legalności działania organu, a nie tworzenie za organ uzasadnienia decyzji. Jeżeli organ nie wyjaśnił przesłanek zastosowania wyjątku od art. 139 KPA, decyzja podlega uchyleniu. Mając to na uwadze, NSA uchylił zarówno wyrok WSA w Warszawie, jak i decyzję Ministra Rozwoju i Technologii. Sprawa wróci do ponownego rozpoznania przez organ odwoławczy.

Wyrok NSA z 19.5.2026 r., I OSK 1740/24 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Podział działki a opłata adiacencka po nowemu

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 11.3.2026 r., I OSK 577/23, Legalis, rozstrzygał spór pomiędzy spółką komandytową a organami administracji samorządowej o to, czy po podziale nieruchomości rzeczywiście doszło do wzrostu jej wartości, a także jak należy rozumieć pojęcie „możliwości samodzielnego zagospodarowania działek” z art. 98a ust. 1b ustawy z 21.8.1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 399; dalej GospNierU).

Postępowanie rozpoczęło się od wydania decyzji administracyjnej ustalającej opłatę adiacencką po podziale nieruchomości. Decyzja ta nie była po myśli właścicieli, zatem skierowali ją do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które jednak utrzymało ją w mocy. Następnie sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu, jednak i ten oddalił skargę. Spółka wniosła więc skargę kasacyjną do NSA.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Wzrost wartości nieruchomości po podziale

Skarżąca twierdziła przede wszystkim, że organy błędnie przyjęły wzrost wartości nieruchomości po podziale. Zarzucała naruszenie art. 98a GospNierU poprzez niewłaściwe zastosowanie przepisów dotyczących opłaty adiacenckiej. W jej ocenie materiał dowodowy nie potwierdzał, aby podział zwiększył wartość gruntu. Dodatkowo wskazywała, że jedna z wydzielonych działek nie mogła być samodzielnie zagospodarowana, a więc nie spełniała przesłanki z art. 98a ust. 1b GospNierU. Podnosiła również zarzuty dotyczące operatu szacunkowego sporządzonego przez rzeczoznawcę majątkowego. Zdaniem spółki przyjęto niewłaściwe nieruchomości porównawcze, a sam operat był wadliwy.

Dla NSA w przypadku rozpatrywanego sporu kluczowe znaczenie w sprawie miał art. 98a GospNierU. Zgodnie z tym przepisem opłatę adiacencką można ustalić wtedy, gdy wartość nieruchomości wzrosła wskutek jej podziału. Wzrost wartości musi zostać wykazany operatem szacunkowym sporządzonym przez rzeczoznawcę majątkowego. NSA przypomniał, że opłata adiacencka jest szczególną formą udziału gminy w korzyściach wynikających ze wzrostu wartości nieruchomości po podziale ewidencyjnym.

Sąd uznał, że podstawowym dowodem w sprawie był właśnie operat szacunkowy. Zgodnie z art. 146 ust. 1a GospNierU wycena nieruchomości należy do rzeczoznawców majątkowych, ponieważ wymaga wiedzy specjalistycznej. Jednocześnie operat szacunkowy podlega ocenie organów administracji na podstawie art. 80 KPA. Organy mają obowiązek sprawdzić, czy dokument został sporządzony przez osobę uprawnioną, czy zawiera wymagane elementy, jest logiczny, kompletny i zgodny z przepisami. Nie mogą jednak samodzielnie zastępować rzeczoznawcy w ocenie specjalistycznych kwestii wyceny.

NSA zgodził się z oceną sądu I instancji, że operat został sporządzony prawidłowo. Rzeczoznawca zastosował podejście porównawcze oraz metodę porównywania parami z uwzględnieniem czynników korygujących. Działki przyjęte do porównania spełniały wymóg „nieruchomości podobnych” z art. 4 pkt 16 GospNierU. Sąd wyjaśnił, że podobieństwo nieruchomości nie oznacza identyczności wszystkich parametrów. Wystarczy istnienie wspólnych istotnych cech rynkowych wpływających na wartość nieruchomości.

Jak podważyć operat szacunkowy?

NSA podkreślił też, że jeśli strona chce skutecznie podważyć operat szacunkowy, powinna przedstawić tzw. kontroperat albo skorzystać z procedury przewidzianej w art. 157 ust. 1 GospNierU, czyli zwrócić się o ocenę operatu do organizacji zawodowej rzeczoznawców majątkowych. W tej sprawie skarżąca tego nie zrobiła. Ograniczyła się jedynie do polemiki z wnioskami rzeczoznawcy. Zdaniem NSA nie było więc podstaw do kwestionowania operatu ani do sporządzania kolejnej wyceny.

Najważniejszy fragment wyroku dotyczył jednak interpretacji art. 98a ust. 1b GospNierU. Przepis stanowi, że wartość nieruchomości po podziale ustala się jako sumę wartości działek możliwych do samodzielnego zagospodarowania. Skarżąca twierdziła, że jedna z działek nie mogła być samodzielnie wykorzystana, ponieważ miała niekorzystny kształt i ograniczoną możliwość samodzielnej sprzedaży. NSA odrzucił jednakże tę argumentację. Sąd wyjaśnił, że „możliwość samodzielnego zagospodarowania” nie oznacza tego samego co możliwość samodzielnego obrotu rynkowego lub samodzielnej zabudowy każdej działki. Chodzi o zachowanie możliwości inwestycyjnych po podziale nieruchomości. Nawet jeśli działka ma ograniczoną atrakcyjność handlową z powodu kształtu lub położenia, nadal może posiadać potencjał inwestycyjny. Takie ograniczenia wpływają jedynie na jej wartość rynkową i powinny zostać uwzględnione przez rzeczoznawcę przy wycenie. NSA uznał, że w tej sprawie obie działki zachowały możliwość inwestycyjnego wykorzystania, a obniżona możliwość samodzielnego obrotu została już uwzględniona w operacie szacunkowym.

Ostatecznie NSA uznał, że wszystkie zarzuty skargi kasacyjnej są niezasadne. Sąd potwierdził prawidłowość operatu szacunkowego, legalność działań organów administracji i trafność wyroku WSA w Poznaniu. Skarga kasacyjna została oddalona.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź