Spór ze stanowiskiem sądu nie wystarczy do uchylenia wyroku

Stanowisko WSA w Gliwicach

WSA w Gliwicach wyrokiem z 19.5.2025 r., II SA/Gl 464/25, Legalis, po rozpoznaniu sprawy ze skargi J.T. (dalej: Skarżący) na decyzję SKO w przedmiocie zmiany decyzji w sprawie zezwolenia na przetwarzanie odpadów, uchylił zaskarżoną decyzję. W uzasadnieniu ww. wyroku stwierdzono, że SKO nie dokonało oceny wszystkich zarzutów, które dotyczyły istotnych do rozstrzygnięcia sprawy okoliczności, dotyczących m.in. skierowania zaskarżonej decyzji do właściwego adresata, wpływu legitymowania się tytułem prawnym do nieruchomości na rozstrzygnięcie złożonego wniosku o zmianę decyzji w sprawie zezwolenia na przetwarzanie odpadów oraz skutecznego wypowiedzenia umowy dzierżawy.

Zarzuty skargi kasacyjnej

22.7.2025 r. wniesiono skargę kasacyjną od ww. wyroku WSA w Gliwicach z 19.5.2025 r., zaskarżając ww. rozstrzygnięcie w całości i zarzucając naruszenie m.in.:

Wniesiono o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania WSA w Gliwicach.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko NSA

NSA stwierdził, że zarzut naruszenia art. 141 § 4 PostAdmU nie zawiera usprawiedliwionych podstaw. Uzasadniając ww. stanowisko NSA wskazał, że art. 141 § 4 PostAdmU jest przepisem proceduralnym, regulującym wymogi uzasadnienia, a w ramach rozpatrywania zarzutu naruszenia ww. przepisu NSA zobowiązany jest jedynie do kontroli zgodności uzasadnienia zaskarżonego wyroku z wymogami wynikającymi z ww. normy prawnej. Wadliwość uzasadnienia orzeczenia może stanowić przedmiot skutecznego zarzutu kasacyjnego z art. 141 § 4 PostAdmU, w sytuacji, gdy sporządzone jest ono w taki sposób, że niemożliwa jest kontrola instancyjna zaskarżonego wyroku (wyrok NSA z 13.2.2026 r., III OSK 1093/23, Legalis). NSA stwierdził, że uzasadnienie zaskarżonego w sprawie wyroku WSA w Gliwicach, wbrew twierdzeniom Skarżącego, zawiera wszystkie wymagane elementy, w tym przedstawienie:

Ponadto NSA wskazał, że WSA w Gliwicach odniósł się do kwestii istotnych z punktu widzenia merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy i wskazał powody, dla których uznał, że skarga zasługiwała na uwzględnienie. Treść uzasadnienia ww. wyroku czyni go więc w pełni poddającym się kontroli kasacyjnej i wprost wynika z niego rezultat i wnioski przeprowadzonej kontroli działalności administracji publicznej. Przedstawiona przez WSA w Gliwicach argumentacja jest czytelna, sprawiając, że wyrok poddaje się kontroli instancyjnej, a to wszystko czyni zarzut naruszenia art. 141 § 4 PostAdmU bezskutecznym.

Jednocześnie NSA wskazał, że brak przekonania strony o trafności rozstrzygnięcia sprawy, w tym co do przyjętego kierunku wykładni i zastosowania prawa, czy też odnośnie do oceny zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, której rezultat nie koresponduje z oczekiwaniami strony, nie oznacza wadliwości uzasadnienia wyroku, i to w stopniu mogącym mieć istotny wpływ na wynik sprawy. To, że stanowisko zajęte przez sąd administracyjny pierwszej instancji jest odmienne od prezentowanego przez wnoszącego skargę kasacyjną nie oznacza per se, że uzasadnienie wyroku zawiera wady konstrukcyjne czy też, że jest wadliwe w stopniu uzasadniającym uchylenie wydanego w sprawie rozstrzygnięcia (wyrok NSA z 19.11.2025 r., II GSK 1919/22, Legalis).

Przenosząc powyższe na grunt rozpatrywanej sprawy NSA wskazał, że w ramach zarzutu naruszenia art. 141 § 4 PostAdmU zarzucono, iż WSA w Gliwicach nie odniósł się do wszystkich okoliczności i zarzutów skargi. W tym kontekście NSA wyjaśnił, że brak odniesienia się przez wojewódzki sąd administracyjny do niektórych zarzutów lub twierdzeń zawartych w skardze sam w sobie nie stanowi uchybienia skutkującego koniecznością uchylenia zaskarżonego wyroku, albowiem jest, czy też może nim być – to jest uchybieniem stanowiącym uzasadnioną podstawę uchylenia wyroku – pominięcie zarzutów i argumentów istotnych oraz – co istotne – wykazanie w skardze kasacyjnej takiego właśnie ich charakteru, a mianowicie, że należycie je oceniając oraz prawidłowo identyfikując z ich punktu widzenia istotę spornego w sprawie zagadnienia, sąd ten mógłby jednak inaczej orzec w sprawie (wyrok NSA z 17.12.2025 r., II GSK 1073/22, Legalis).

Dalej NSA wskazał, że nie ma podstaw do uwzględnienia zarzutu naruszenia art. 133 § 1 PostAdmU i art. 134 § 1 PostAdmU. Zgodnie z art. 133 § 1 PostAdmU, sąd wydaje wyrok po zamknięciu rozprawy na podstawie akt sprawy, chyba że organ nie wykonał obowiązku, o którym mowa w art. 54 § 2 PostAdmU. Wyrok może być wydany na posiedzeniu niejawnym w postępowaniu uproszczonym albo jeżeli ustawa tak stanowi. NSA wyjaśnił, że orzekanie „na podstawie akt sprawy”, o którym stanowi art. 133 § 1 PostAdmU oznacza, że sąd przy ocenie legalności decyzji bierze pod uwagę okoliczności, które z akt tych wynikają i które stanowiły podstawę zaskarżonego aktu.

Podstawą orzekania przez wojewódzki sąd administracyjny jest zatem materiał dowodowy zgromadzony przez organ administracji publicznej w toku postępowania, na podstawie stanu faktycznego i prawnego istniejącego w dniu wydania zaskarżonego rozstrzygnięcia. Naruszenie art. 133 § 1 PostAdmU może zatem stanowić usprawiedliwioną podstawę kasacyjną wówczas, gdy sąd przyjął i wnioskował o jakimś fakcie na podstawie źródła znajdującego się poza aktami sprawy, a więc wówczas, gdy wbrew zasadzie wyrażonej na gruncie przywołanego przepisu prawa naruszył zakaz wyprowadzania oceny prawnej na podstawie faktów i dowodów niewynikających z akt sprawy, a tym samym naruszył zakaz wykraczania poza materiał dowodowy zebrany w postępowaniu zakończonym decyzją (wyrok NSA z 6.9.2024 r., I OSK 791/23, Legalis).

Z taką sytuacją nie mamy do czynienia w sprawie. Nie stanowi naruszenia ww. przepisu okoliczność, że WSA w Gliwicach dokonał odmiennej od oczekiwań strony oceny określonego dowodu czy też uznał go lub wynikające z niego okoliczności za niemające istotnego wpływu na wynik sprawy. Z kolei zgodnie z art. 134 § 1 PostAdmU, sąd rozstrzyga w granicach danej sprawy, nie będąc jednak związany zarzutami i wnioskami skargi oraz powołaną podstawą prawną, z zastrzeżeniem art. 57a PostAdmU. Dla skuteczności tego zarzutu należy wykazać, że sąd I instancji, rozpoznając skargę, dokonał oceny pod względem zgodności z prawem innej sprawy (w znaczeniu przedmiotowym i podmiotowym) lub z przekroczeniem granic danej sprawy, a także w przypadku gdy powinien był wyjść poza granice zakreślone zarzutami i wnioskami skargi oraz powołaną w niej podstawą prawną, a tego nie uczynił, natomiast zaniechanie to mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy. Nie wykazano, że do tego rodzaju naruszenia doszło w sprawie.

Ponadto, żaden z ww. przepisów nie może – jak wskazał NSA – stanowić podstawy zarzutu zmierzającego do zakwestionowania oceny prawnej, wyrażonej w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku. Nie ulega przy tym wątpliwości, że w tej sprawie WSA w Gliwicach w sposób jednoznaczny i wyczerpujący odniósł się do zarzutów skargi. Okoliczność, że strona nie podziela oceny prawnej WSA w Gliwicach wyrażonej w tym zakresie, nie oznacza, że zarzuty naruszenia art. 133 § 1 PostAdmU i art. 134 § 1 PostAdmU mogły odnieść zamierzony skutek.

Mając powyższe na uwadze, uznając, że skarga kasacyjna nie zawiera usprawiedliwionych podstaw, NSA – na podstawie art. 184 PostAdmU – oddalił ją.

Komentarz

Na tle rozpatrywanej sprawy NSA wypowiedział się w kwestii zasad prawidłowego uzasadnienia rozstrzygnięcia wojewódzkiego sądu administracyjnego, a także zasad formułowania skutecznego zarzutu skargi kasacyjnej w ww. zakresie. NSA podkreślił, że z wadliwością uzasadnienia wyroku mamy do czynienia jedynie wówczas, gdy jego treść nie pozwala na jego sądową kontrolę. NSA podkreślił też, że rozbieżność oczekiwań strony postępowania co do przebiegu postępowania i zapadłego rozstrzygnięcia nie świadczy o wadliwości konstrukcji uzasadnienia wyroku. Taka sytuacja zaistniała – jak wskazał NSA – w analizowanej sprawie.

Wyrok NSA z 28.5.2026 r., III OSK 1876/25, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Trudne dochodzenie rekompensaty za błędy prokuratorów i sędziów

Co roku z polskiego budżetu, czyli de facto z pieniędzy nas wszystkich – podatników, wypłacane są miliony złotych odszkodowań i zadośćuczynień za niesłuszne pozbawienie wolności. Z czego wynikają tak tragiczne pomyłki sądów?

Przede wszystkim te miliony w zestawieniu z możliwościami budżetu nie są ogromnymi sumami – wręcz przeciwnie. Polskie sądy nie są zbyt hojne w zasądzaniu kwot za ewidentne pomyłki szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości. Tak naprawdę nikt nie prowadzi bardzo dokładnych statystyk na temat tego, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do pomyłki sądowej. To po pierwsze. Po drugie, niewątpliwie nie powinno do nich dochodzić, bo zawsze wiążą się z ludzką krzywdą. Nie chcę ich usprawiedliwiać, ale trudno mi wskazać kraj na świecie, w którym do takich pomyłek sądowych nie dochodzi.

Pyta pani, z czego one się biorą? Wynikają z wielu czynników. Zdarzają się błędy prokuratury, błędy sądów, wadliwe opinie biegłych. Pamiętajmy, że w Polsce biegłych nikt nie egzaminuje ani nie weryfikuje ich faktycznej wiedzy i w efekcie mamy to, co mamy. Często nieprofesjonalne i wydane z błędami ekspertyzy. Powodem pomyłki może być także pogoń za sukcesem, czasem wymuszona przez przełożonych. W wielu wypadkach prokuratorzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że rzeczywiście ktoś jest sprawcą przestępstwa i że potrafili to wykryć. Na potwierdzenie przytoczę słynną sprawę „Skóry”, która w czwartek zakończyła się ostatecznie oddaleniem kasacji. Mężczyzna spędził siedem lat w więzieniu, a ostatecznie został uznany za niewinnego.

Podobnie było w sprawie Tomasza Komendy. Przez trzy lata nie można było znaleźć sprawcy lub sprawców. Były duże naciski ze strony ówczesnego ministra sprawiedliwości na zakończenie sprawy i w ten sposób padło na Komendę. Gdyby staranniej przeprowadzono postępowanie przygotowawcze i sądowe, to już wtedy można było wykazać, że nie on jest sprawcą tego przestępstwa.

Zdarzają się także samooskarżenia – ktoś chce wziąć winę na siebie, żeby uchronić inne osoby przed odpowiedzialnością karną. W efekcie ukarany zostaje ktoś, kto sprawcą nie jest, choć sąd dał mu wiarę i wydał wyrok skazujący. Przyczyn jest więc sporo i wszystko wskazuje na to, że pomyłki były, są i będą.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Czy trudno jest wywalczyć pieniądze za niesłusznie odebraną wolność?

To skomplikowane sprawy. Czym innym jest zadośćuczynienie, a czym innym odszkodowanie w takich sprawach. W przypadku walki o to ostatnie trzeba wykazać, jakie prawdopodobnie straty poniósł podejrzany, skazany czy oskarżony, bo na każdym z etapów postępowania – zatrzymania, aresztowania i skazania – może dojść do błędu. Nie ma żadnych kryteriów, które mówiłyby o tym, czym należy się kierować przy obliczaniu konkretnych kwot. Trzeba więc wyliczyć i uwiarygodnić prawdopodobną sumę, którą ktoś stracił, przebywając w zakładzie karnym czy areszcie tymczasowym zamiast na wolności. Jeżeli chodzi o zadośćuczynienie, to należy wykazać, jakie straty fizyczne i moralne poniosła dana osoba. To jednak cały czas jest kwestia umowna i każdy przypadek jest bardzo indywidualnie traktowany, zarówno przez pełnomocnika, jak i sąd.

Udało się panu wywalczyć do tej pory najwyższą kwotę odszkodowania i zadośćuczynienia – w sumie blisko 13 mln zł – dla Tomasza Komendy. Od czego zależała jej rekordowa wysokość?

W sprawie o odszkodowanie obliczyliśmy, ile Tomasz Komenda przez 18 lat mógłby zarobić, pracując. Przed pozbawieniem wolności miał stałą pracę. Pracował w myjni samochodowej i był cenionym pracownikiem. Wyliczyliśmy więc, ile wyniosłoby rewaloryzowane wynagrodzenie w tym miejscu przez 18 lat. Wyszło wówczas, jak pamiętam, ponad 811 tys. zł.

Jeżeli natomiast chodzi o kwotę zadośćuczynienia, to jej wysokość była bardzo trudna do ustalenia. Musieliśmy przeanalizować wszystkie zdarzenia, które spotkały go w więzieniu, jak był tam traktowany przez służbę więzienną i współwięźniów, w jakich warunkach przebywał. Dziś już wiemy, że był bardzo źle traktowany, wręcz tragicznie. Sam mówił, że w więzieniu karaluch miał lepiej niż on. Nawet film nie oddał tego w całości. Sam Komenda w rozmowie z nami też nie o wszystkim chciał mówić, nie chciał do tego wracać. Z tego powodu to postępowanie było szczególnie trudne.

W tej sprawie posłużyłem się pewnym wzorcem amerykańskim. Przeczytałem w internecie, że dwóch sprawców, skazanych za zabójstwo, po 12 latach pobytu w więzieniu zostało uniewinnionych. Wypłacono im po milionie dolarów odszkodowania za każdy rok pobytu w zakładzie karnym. Uznałem więc, że skoro tam pojawia się milion dol. za rok, to, zachowując proporcje, u nas powinien być to milion złotych za każdy rok. I o taką kwotę wystąpiliśmy. Nie do końca się udało, bo Tomasz Komenda nie zawsze nam pomagał swoim zachowaniem. Nie chciał wracać do więziennej przeszłości. Chciał, żeby ta sprawa się szybko zakończyła, więc nie wszystko, co chcieliśmy wykazać przed sądem, udało nam się udowodnić. W szczególności chodziło o pogorszenie jego stanu zdrowia, ale klient nie chciał się poddać szczegółowym badaniom, więc się nie udało.

Czy są takie okoliczności, których nie da się udowodnić przed sądem?

Oczywiście. Nie da się w sposób absolutny wykazać, ile pokrzywdzony by zarobił, gdyby pracował, bo przecież nie wiadomo, czy nie zostałby zwolniony albo nie przeniósłby się do gorszej, gorzej płatnej pracy itd. To, o co się wnioskuje, polega jedynie na uprawdopodobnieniu takich okoliczności. W przypadku dolegliwości fizycznych i psychicznych sukces pokrzywdzonego w dużej mierze zależy od wrażliwości sędziego, który orzeka w sprawie. Jeden może uznać, że to, o czym słyszy, było rzeczywiście bardzo poważną dolegliwością, w szczególności psychiczną. Drugi z kolei powie: sam doświadczyłem w życiu różnych historii, więc to, o czym słyszę, nie jest aż tak tragiczne.

Trzeba też pamiętać, że o odszkodowanie i zadośćuczynienie występuje się zazwyczaj w poważniejszych sprawach. Sama kwestia wznowienia postępowania po niesłusznym skazaniu, które jest konieczne do ubiegania się o pieniądze, jest bardzo skomplikowana. Najpierw trzeba postępowanie wznowić, znaleźć przyczynek dla wznowienia. To nie zawsze kończy się uniewinnieniem. Zdarzają się drobniejsze sprawy, na przykład gdy ktoś został skazany za drobną kradzież, a później okazuje się, że sprawcą był ktoś inny. Rzadko się zdarza, żeby prokuratura wystąpiła z wnioskiem o wznowienie postępowania. A nawet jeżeli to zrobi lub z takim wnioskiem wystąpi pokrzywdzony, sądy raczej niechętnie takie postępowania wznawiają.

W staraniach o odszkodowanie i zadośćuczynienie bardziej aktywny i zdeterminowany jest sam pokrzywdzony czy jego najbliżsi?

Zazwyczaj sam pokrzywdzony. Zdarza się, że rodzina go namawia i wspiera, ale ostateczny ruch należy do niego. Tak było na przykład w przypadku Tomasza Komendy. Rodzina bardzo mocno go wspierała, a ostatecznie okazało się, że nawet całkiem duże pieniądze nie przyniosły szczęścia ani jemu, ani jego rodzinie.

W ostatnich dniach media informują o kolejnym przypadku wieloletniej odsiadki osoby niewinnej. Piotr Pytel został skazany za zabójstwo na dożywocie przez niemiecki sąd, ale karę odbywał w Polsce. Czy za błąd sądu zapłaci polski czy niemiecki podatnik?

To bardzo skomplikowany przypadek. Mężczyzna odbył już ponad 20 lat kary, ale został skazany przez niemiecki sąd. Ten dwukrotnie odmówił polskiej prokuraturze wznowienia postępowania. W Polsce mężczyzna jedynie odbywał karę na zasadzie porozumienia i przepisów unijnych, które taką możliwość dopuszczają. Moim zdaniem więc nawet jeśli by chciał, przed polskim sądem nie może dochodzić swoich roszczeń za niesłuszne skazanie. Jeśli nosiłby się z takim zamiarem, to przede wszystkim musiałby wystąpić do sądu niemieckiego o wznowienie postępowania w jego sprawie. Jak jednak widać, sąd niemiecki nie bardzo chce się przyznać do pomyłki i do skazania osoby niewinnej. Nie byłaby to więc prosta sprawa.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Kryptoinwestorzy sami muszą zatroszczyć się o bezpieczeństwo

Wraz z 1 lipca kończy się okres, w którym podmioty pośredniczące w obrocie kryptowalutami, zgodnie z unijnym rozporządzeniem MiCA, mogły działać legalnie, bez zezwolenia. W skali UE zaledwie 20 proc. świadczących usługi w tej branży zdobyło licencję. Pozostałe powinny zakończyć działalność, a wcześniej zaproponować inwestorom albo zwrot pieniędzy, albo transfer kryptoaktywów do podmiotu z licencją. W Polsce zdobycie zezwolenia jest niemożliwe, bo prezydent zawetował ustawę.

Wygaszanie działalności

„Sam wpis do polskiego rejestru działalności z zakresu walut wirtualnych nie stanowi zezwolenia na prowadzenie działalności regulowanej przez MiCA i po 1 lipca nie będzie uprawniał do wykonywania działalności w zakresie walut wirtualnych, ani w Polsce, ani poza jej granicami” – wskazuje dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Katowicach w swym komunikacie.

Największe podmioty (choć nie wszystkie, czego przykładem jest światowy gigant na rynku krypto giełda Binance) uzyskały licencję w innych krajach UE, co uprawnia do prowadzenia działalności także na terenie Polski. Pozostałe muszą przestać świadczyć swe usługi. Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) w wydanym 23 czerwca komunikacie oczekuje, że podmioty, które nie uzyskały zezwolenia zlikwidują działalność (wind down) w zakresie kryptoaktywów. Mają też „natychmiast zaprzestać przyjmowania nowych klientów z UE, powstrzymać się od otwierania nowych relacji z klientami lub kont oraz zaprzestać działań marketingowych i akwizycyjnych”, a także ograniczyć świadczenie usług do działań niezbędnych do sprzedaży lub transferu kryptoaktywów, realokacji aktywów lub zamknięcia pozycji. Przechowywanie kryptoaktywów klientów może być kontynuowane tylko przez okres niezbędny do przeprowadzenia uporządkowanego wyjścia”.

Tę wykładnię przepisów w odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej” potwierdza resort finansów. „Po tej dacie (1 lipca 2026 r.; red.) podmioty, które do tej pory prowadziły działalność na rynku kryptoaktywów, a nie uzyskały zezwolenia na podstawie rozporządzenia MiCA muszą zakończyć swoją działalność. Dalsze prowadzenie działalności na terenie UE bez zezwolenia będzie złamaniem przepisów unijnych” – pisze resort.

– Proceder wypychania z Polski firm zajmujących się kryptowalutami trwa od lat. Brak przyjęcia na czas ustawy o kryptoaktywach i przykre konsekwencje tego stanu rzeczy nie są więc, niestety, zaskoczeniem. Komisja Nadzoru Finansowego i generalny inspektor informacji finansowej (GIIF) umywają ręce od odpowiedzialności za ten sektor. Co się jednak stanie z klientami firm, które jak dotąd działały legalnie? Przecież inwestor nie musi wcale chcieć wycofać swoich środków, a firma nie ma prawa go do tego zmusić. Konsumentów chronią bowiem przepisy polskie i unijne – mówi Robert Wojciechowski, prezes Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii.

Nasz rozmówca przekonuje, że Polska, nie uchwalając ustawy o rynku kryptoaktywów, doprowadziła do naruszenia nie tylko interesów firm kryptowalutowych, ale również praw konsumentów.

– Gdyby przyjąć, że po 1 lipca podmioty bez zezwolenia powinny zniknąć z rynku, to wówczas inwestorzy – klienci pozostaliby pozbawieni swoich środków i prawa do swobodnego dysponowania nimi. Trudno oszacować, o jak wielu podmiotach mówimy – jest ich jednak z pewnością niemało. Przyjmujemy więc, że brak krajowych przepisów zabrania pozyskiwania nowych klientów, ale nie nakłada obowiązku zerwania współpracy ze starymi. Prognozuję też, że sprawa swój finał znajdzie w TSUE, który nałoży na Polskę gigantyczną karę za doprowadzenie do wielkiej niepewności dla polskich inwestorów – zaznacza Wojciechowski.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Mogą być problemy z wypłatą pieniędzy

– Przekonanie niektórych firm kryptowalutowych, że po 1 lipca będą mogły bez zezwolenia świadczyć usługi dla swoich starych klientów jest błędne. Podmioty te nie są uprawnione do prowadzenia działalności na terenie UE, wyjątkiem może być pod pewnymi warunkami oparcie się o zasadę reverse solicitation (tzw. odwrócony marketing, wyjątek umożliwiający firmie spoza UE świadczenie usługi na życzenie klienta; red.). W skali całej UE ok. 80 proc. firm, które dotychczas działały w obszarze kryptoaktywów nie uzyskały zezwolenia MiCA w żadnym kraju członkowskim. Te podmioty muszą zniknąć z unijnego rynku, a wcześniej zwrócić swoim klientom zainwestowane środki – tłumaczy Jan Ziomek, adwokat, ekspert ds. rynku kryptoaktywów.

Zastrzega jednak, że odzyskanie pieniędzy w postaci złotówek albo euro może być problematyczne. – Banki oraz instytucje płatnicze ze względów regulacyjnych są bowiem zobowiązane do wypowiedzenia tym podmiotom umów rachunków, jeśli nie uzyskają zezwolenia zgodnie z rozporządzeniem MiCA. Proces wypowiadania umów trwa od kilku tygodni i powinien zakończyć się przed 1 lipca. Klienci z tego powodu mogą mieć problemy w odzyskaniu pieniędzy w walucie FIAT (np. euro albo złotówki – red.) Natomiast wciąż bez problemów powinni móc odzyskać środki w postaci kryptowalut, np. bitcoina – mówi mec. Ziomek.

Zapytane o bezpieczeństwo portfelów inwestorów MF odesłało nas do cytowanego już komunikatu ESMA. Resort wskazał również, że „klienci korzystający z usług kryptoaktywów w UE są proszeni o sprawdzenie, czy ich dostawca posiada autoryzację MiCA w rejestrze ESMA i niezwłoczne podjęcie działań w przypadku braku autoryzacji, w tym poprzez przeniesienie swoich kryptoaktywów do autoryzowanego podmiotu CASP. Klienci napotykający trudności powinni w pierwszej kolejności skontaktować się ze swoim dostawcą” – czytamy w odpowiedzi nadesłanej do „Rzeczpospolitej”.

Państwo bezsilne

Zapytaliśmy KNF, czy będzie karać, a jeśli tak, to na jakiej podstawie, podmioty działające bez zezwolenia. W odpowiedzi odesłano nas do komunikatu KNF sprzed tygodnia. Czytamy w nim, że „w związku z brakiem wejścia w życie w Polsce ustawy wdrażającej rozporządzenie MiCA, żaden krajowy organ administracji publicznej, w tym KNF, nie został dotychczas wyznaczony jako właściwy organ w odniesieniu do nadzoru nad działalnością objętą tym rozporządzeniem, z wyjątkiem działalności emitentów tokenów będących e-pieniądzem”. Rzecznik KNF wyjaśnił „Rzeczpospolitej”, że „w praktyce oznacza to, że KNF nie jest właściwa, jeśli chodzi o nadzór nad rynkiem kryptowalut, nie licencjonuje giełd kryptowalut i nie posiada wobec nich prawnych narzędzi oddziaływania”.

– KNF i GIIF nie chcą ścigać tych, którzy działają bez zezwolenia, bo prawo nie daje im podstawy do takiego działania. Obstawiam, że takie giełdy kryptowalutowe mogą być ścigane przez prokuraturę. Polskie organy zapominają albo udają, że nie wiedzą, że blockchain jest transgraniczny. Jeśli włączę VPN i zaloguję się np. w Singapurze, to nie będę już przecież podlegał pod polskie i unijne prawo. Na tej sytuacji skorzystają więc arbitrażyści regulacyjni i podmioty gotowe przenosić działalność poza realny nadzór, a nie uczciwi inwestorzy – stwierdza Robert Wojciechowski.

O to, czy wobec nieprzyjęcia na czas ustawy państwo polskie pozostanie bezsilne wobec firm działających bez zezwolenia zapytaliśmy również MF. „Brak krajowych przepisów, w tym przede wszystkim brak wyznaczonego organu nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów bardzo ogranicza możliwość reakcji państwa na niepożądane zjawiska na tym rynku. Trzykrotnie zawetowana przez prezydenta ustawa przyznawała KNF szereg narzędzi nadzorczych i kontrolnych mających na celu minimalizowanie nadużyć na rynku kryptoaktywów oraz surowe kary dla podmiotów niedostosowujących się do zasad przewidzianych w unijnym rozporządzeniu MiCA” – czytamy w nadesłanej do nas odpowiedzi.

– KNF wprost nie ma podstaw do nadzorowania dostawców usług w zakresie kryptowalut, ale jeśli taka firma będzie prowadziła działalność inwestycyjną albo płatniczą (a w praktyce zazwyczaj będą) bez wymaganego zezwolenia, to wówczas KNF będzie już miała podstawę do ścigania tego podmiotu na podstawie dotychczasowych przepisów. Po drugie, nawet jeśli taka firma dziś nie będzie ścigana, to działając nielegalnie, narazi się na brak możliwości uzyskania zezwolenia kiedykolwiek w przyszłości, bo łamiąc przepisy, nigdy nie przejdzie pozytywnie weryfikacji poprzedzającej udzielenie zezwolenia – zaznacza mec. Ziomek.

Na możliwość działania publicznych organów wskazuje też dr hab. Konrad Zacharzewski, adwokat, profesor Akademii Leona Koźmińskiego, kierownik Zakładu Prawa Handlowego i Rynku Kapitałowego ALK.

– Podmioty działające bez zezwolenia będą mogły być ścigane przez policję, prokuraturę, urzędy skarbowe i GIIF na podstawie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Jeśli te podmioty będą prowadziły doradztwo inwestycyjne albo działalność maklerską, to również KNF będzie miała w tym zakresie uprawnienia m.in. do wpisywania na listę ostrzeżeń publicznych, co już dziś robi – wylicza prawnik.

Chaosu można było uniknąć

Historia prób uregulowania rynku kryptowalut jest znacznie dłuższa niż toczący się przez ostatnie pół roku spór na linii rząd – prezydent. Rząd powinien był przyjąć stosowne regulacje jeszcze przed wejściem w życie unijnego rozporządzenia, czyli przed 30 grudnia 2024 r. Tak się jednak nie stało mimo – co warto zaznaczyć – licznych apeli samych giełd kryptowalut. Zwłoka rządzących nie przekreślała jednak szans na zapobiegnięcie problemom. MiCA przewidywała półtoraroczny okres przejściowy, w którym podmioty branży krypto mogły działać legalnie na podstawie wpisu do prowadzonego przez Izbę Administracji Krajowej rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych (tzw. licencja VASP). Terminem granicznym był 1 lipca.

Rządzącym nie udało się dojść do porozumienia z prezydentem, który trzykrotnie zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów. Twierdził, że proponuje się w niej rozwiązania dalece wykraczające poza treść unijnego rozporządzenia. W konsekwencji podmioty pośredniczące w obrocie kryptowalutami (m.in. giełdy i kantory) zostały postawione przed wyborem: albo uzyskają zezwolenie w innych krajach UE i na jego podstawie będą legalnie działały również w Polsce, albo zakończą działalność.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Dwuosobowa spółka jawna po rozstaniu wspólników

Jedna ze wspólniczek spółki jawnej wypowiedziała umowę spółki. Druga ze wspólniczek, Z., wystąpiła z pozwem o przyznanie jej prawa do przejęcia majątku spółki jawnej. Z. twierdziła, że pozwana dokonała wypowiedzenia umowy spółki i w związku z tym zaistniała podstawa do rozwiązania spółki, uprawniająca do przejęcia majątku spółki.

Art. 66 KSH stanowi, że jeżeli w spółce składającej się z dwóch wspólników po stronie jednego z nich zaistnieje powód rozwiązania spółki, sąd może przyznać drugiemu prawo do przejęcia majątku spółki z obowiązkiem rozliczenia.

Pozwana w sprawie wspólniczka, która wystąpiła ze spółki, twierdziła z kolei, że przyczyny rozwiązania spółki, powodujące złożenie przez nią wypowiedzenia, leżały po stronie powódki. Wskazywała na spowodowany przez powódkę konflikt między nimi na tle gospodarczym i rodzinnym oraz wynikający z niego brak porozumienia co do sposobu prowadzenia działalności i podejmowania kluczowych decyzji, a nadto ograniczanie pozwanej dostępu do informacji na temat spółki. Wnioskowała też o dopuszczenie dowodu z dokumentów i z zeznań świadków celem wykazania tych okoliczności.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Sąd Okręgowy w Białymstoku przyznał powódce prawo do przejęcia majątku spółki z obowiązkiem rozliczenia się z pozwaną. Sąd wskazał, że sprawa sprowadza się do ustalenia, czy wypowiedzenie umowy spółki było skuteczne. To wystarcza do stwierdzenia rozwiązania spółki, więc zbędne jest badanie przyczyn złożenia tego wypowiedzenia. Na podstawie zeznań stron SO uznał, że powódka daje rękojmię należytego prowadzenia spółki, gdyż była bardziej zaangażowana w działalność spółki, a także deklaruje spłatę pozwanej.

Pozwana w apelacji zarzucała błędną wykładnię art. 66 KSH, która ograniczyła się do stwierdzenia, że powodem rozwiązania spółki jest wyłącznie wypowiedzenie umowy spółki, a więc przyczyna formalna, a nie faktyczna, która leżała u podstaw wypowiedzenia. Zdaniem pozwanej, z ochrony na podstawie art. 66 KSH nie powinien korzystać wspólnik, który swoim zachowaniem doprowadził drugiego wspólnika do wypowiedzenia udziału w spółce.

W tej sytuacji SA w Białymstoku skierował do SN pytanie prawne: czy powodem rozwiązania spółki w rozumieniu art. 66 KSH jest wypowiedzenie udziału w dwuosobowej spółce jawnej przez jednego ze wspólników, jako samoistna, formalna przesłanka przyznania drugiemu wspólnikowi prawa do przejęcia majątku spółki, czy też pojęcie to należy odnosić także do zaistniałych po stronie tego drugiego wspólnika przyczyn leżących u podstaw wypowiedzenia?

Sędzia Małgorzata Szostak-Szydłowska wskazała w uzasadnieniu pytania, że gdy ze spółki jawnej występuje jeden z dwóch wspólników, konieczna jest likwidacja przedsiębiorstwa. Spółka jawna nie może bowiem istnieć, jeśli pozostaje w niej tylko jeden wspólnik. Art. 66 KSH przewiduje jednak wyjątek, który pozwala na dalsze prowadzenie przedsiębiorstwa, ale już w innej formie – jako jednoosobowej działalności gospodarczej wspólnika, który nie dał powodu do rozwiązania spółki.

Prawidłowe określenie podstawy prawnej roszczenia będącego przedmiotem sprawy warunkuje ustalenie, jakie okoliczności są niezbędne do oceny zasadności żądania powódki w kontekście przesłanek przejęcia majątku spółki jawnej na podstawie art. 66 KSH. Za rozstrzygnięciem tego zagadnienia przemawia również interes publiczny, polegający na zapewnieniu jednolitości orzecznictwa.

Sygnatura akt: III CZP 21/26

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Zakaz reklamy aptek do zniesienia

Ministerstwo Zdrowia przesłało projekt nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne (nr z wykazu: UD 291) do Stałego Komitetu Rady Ministrów. Chodzi o regulacje znoszące obowiązujący od 2012 r. zakaz reklamowania aptek. Zmiany przepisów wymusza na polskim rządzie wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 czerwca 2025 r.

Pierwotną wersję projektu resort zdrowia przedstawił w grudniu. Zaproponował wówczas zniesienie całkowitego zakazu reklamowania się aptek. Wciąż zabronione miało być jednak m.in. kierowanie reklamy do dzieci, stosowanie reklamy porównawczej, wykorzystywanie w reklamie wizerunku osób znanych publicznie lub autorytetów albo oferowanie pośredniej korzyści w zamian za nabycie produktu w danej aptece. W projekcie odwoływano się również do norm zawodowych wiążących farmaceutów i zakazywano ich naruszenia w reklamie. Z 50 tys. zł do 150 tys. zł miała wzrosnąć grzywna za naruszenie ograniczeń dotyczących dozwolonej reklamy.

Po konsultacjach, uzgodnieniach i opiniowaniu złagodzono proponowaną podwyżkę maksymalnej grzywny do 100 tys. zł. Z projektu zniknęły również przepisy odwołujące się do norm deontologicznych oraz zakaz naruszania dobrych obyczajów.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Propozycje legislatorów

Zastrzeżenia wobec propozycji niektórych przepisów zgłosiła działająca przy premierze Rada Legislacyjna. Wskazała m.in. na potrzebę uściślenia, które działania aptekarza są w pełni dozwolone, bo w ogóle nie są reklamą. „W prawie reklamy tego rodzaju rozróżnienie jest absolutnie kluczowe. Z projektowanego art. 94a ust. 1 Prawa farmaceutycznego wynika, że nawet działalność polegająca na informowaniu może stanowić działalność reklamową w rozumieniu tego przepisu, jeżeli ma na celu zwiększenie sprzedaży dostępnego w aptece lub punkcie aptecznym asortymentu oraz świadczonych w nich usług i realizowanych w nich świadczeń lub programów” – czytamy w piśmie legislatorów.

Według nich ustawowe wyliczenie dopuszczalnych działań informacyjnych, które nie są reklamą (tym bardziej więc nie mogą być niedozwoloną reklamą) wzmocniłoby pewność prawa i oszczędziłoby sądom wielu sporów na linii inspekcje farmaceutyczne – aptekarze.

Ministerstwo nie podzieliło tego przekonania.

– W ocenie projektodawcy definicja reklamy jest jasna. Nie jest możliwe wskazanie wszelkich dozwolonych działań, które będą stanowiły dozwoloną reklamę – odpowiada resort na uwagi Rady.

Przedstawiciele biznesu są zadowoleni.

– Cieszy nas to, że resort zdrowia nie uwzględnił wielu uwag Rady Legislacyjnej. Przykładowo, tworzenie katalogu dozwolonych form reklamy nie jest potrzebne, bo nowelizacja oparta jest na założeniu, że każda forma reklamy aptek, która nie zostanie wprost zakazana, będzie dozwolona. Dodanie do przepisów listy dozwolonych czynności reklamowych byłoby niespójne z tym założeniem i mogłoby prowadzić do niepotrzebnych wątpliwości interpretacyjnych – mówi Filip Gołba, adwokat doradzający Związkowi Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

Tak samo, choć z innych pobudek, uważa dr Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej (NRA). – Definicja reklamy została już bardzo mocno określona w orzecznictwie. Problemem nie jest więc wskazanie konkretnego katalogu działań wpisujących się w dozwoloną reklamę, ale to, jak będzie on rozumiany – mówi.

W praktyce zakaz reklamy po zeszłorocznym wyroku TSUE przestał być skutecznie egzekwowany. Sądy, powołując się na pierwszeństwo prawa unijnego przed krajowym, uchylają kary nakładane na reklamujących się aptekarzy.

– Powróciły najbardziej prymitywne praktyki, np. pacjent może wylosować talon na receptę albo dostać rabat na leki w przypadku przedstawienia paragonu zakupowego z supermarketu. Definicja reklamy musi być ogólna, żeby uniknąć takich bulwersujących praktyk – tłumaczy prezes NRA.

Projekt wymaga poprawek

Resort zdrowia apeluje do rządu o pilne rozpatrzenie nowelizacji. Przyznaje, że wbrew deklaracjom ustawy nie uchwalono w pierwszym kwartale tego roku. A dalsze opóźnienia mogą skutkować karą dla Polski za nierealizowanie wyroku TSUE.

– Komisja Europejska bardzo interesuje się projektem, już kilkakrotnie prosiła o wyjaśnienia, kiedy zostanie uchwalony przez Sejm RP – argumentuje wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk w piśmie kierującym projekt do Stałego Komitetu Rady Ministrów.

O przyspieszenie prac apelują przedstawiciele środowiska aptekarskiego.

– Nowe przepisy powinny wejść w życie jak najszybciej, żeby postawić tamę tym prymitywnym praktykom marketingowym. Czeka nas jednak długa batalia w Sejmie, bo lobby wielkich sieci jest bardzo silne i niechętne wszelkim ograniczeniom – mówi Marek Tomków.

Samorząd aptekarski dostrzega też mankamenty projektu.

– Uważamy, że placówki obrotu pozaaptecznego powinny podlegać w zakresie sprzedaży leków pod te same zakazy co apteka. Dziś otwiera się drogerie pod szyldem zbieżnym z nazwą apteki. To wprowadza pacjentów w błąd. Te sklepy oferują pełną gamę produktów, m.in. sprzętów erotycznych. Według nas powinno się wprowadzić przepis, że reklama powinna być zgodna z zasadami etyki i dobrych obyczajów. Pacjent nie może być traktowany jak portfel. Opowiadamy się również za wzmocnieniem inspekcji farmaceutycznej – stwierdza dr Tomków.

Większym entuzjastą propozycji resortu jest przedstawiciel przedsiębiorców aptecznych. – Obecny kształt projektu idzie w dobrym kierunku. Realizuje w istotnym stopniu wyrok TSUE, którym zakwestionowano zakaz reklamy aptek. Oczywiście można sobie wyobrazić poprawienie niektórych jego elementów, jednak w ocenie Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET obecny kształt projektu jest rozsądnym kompromisem – podkreśla mec. Gołba.

Etap legislacyjny: skierowano do Stałego Komitetu Rady Ministrów

Orzecznictwo

Wyrok TSUE z 19 czerwca 2025 r. w sprawie C-200/24

Trybunał stwierdził, że zawarty w art. 94a Prawa farmaceutycznego zakaz reklamowania się aptek jest niezgodny z unijnym prawem. Z uzasadnienia wyroku wynika, że polski rząd nie wykazał związku między istnieniem zakazu a zmniejszeniem spożycia leków przez polskich pacjentów. Zdaniem TSUE ta regulacja „wykracza poza to, co jest konieczne do osiągnięcia celu ochrony zdrowia publicznego, polegającego na zwalczaniu nadmiernego spożycia produktów leczniczych”.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Granica dopuszczalnej krytyki w wypowiedziach internetowych

Podstawa sporu

W omawianym orzeczeniu stroną powodową była fundacja prowadząca działalność edukacyjną, naukową i popularyzatorską, propagującą m.in. teorię inteligentnego projektu, zaś stroną pozwaną – osoba fizyczna będąca współautorem listu otwartego krytykującego przedmiotową koncepcję i działalność fundacji. Organizacja pozarządowa żądała m.in.: opublikowania na portalu społecznościowym oraz wysłania do różnorodnych podmiotów określonego oświadczenia. W jego treści krytykowano działalność strony powodowej, zarzucając jej: szerzenie pseudonauki i poglądów przeciwnych teorii ewolucji, podstępność działań oraz powiązanie z nurtem kreacjonizmu i fundamentalizmu religijnego. W liście podważano również teorię inteligentnego projektu oraz posługiwano się silnymi sformułowaniami o charakterze pejoratywnym. Autorzy listu otwartego, w tym strona pozwana, udostępnili go na stronach internetowych i portalach społecznościowych. W reakcji na to strona powodowa skierowała do nich wezwanie, którego treść odpowiadała żądaniom pozwu.

W dokonanych ustaleniach faktycznych Sąd wskazał, że teoria inteligentnego projektu jest postrzegana jako koncepcja nienaukowa, nieweryfikowalna oraz związana z nurtem kreacjonistycznym. Z kolei działalność fundacji była postrzegana przez część środowiska naukowego jako działalność antynaukowa i sprzeczna z konsensusem naukowym, dotyczącym teorii ewolucji. Sąd wziął również pod uwagę stanowiska rad naukowych polskich akademii oraz oświadczenia polskich i zagranicznych autorytetów naukowych, które m.in.: podkreślały pseudonaukowy charakter teorii inteligentnego projektu, powiązanie teorii z ruchem kreacjonistycznym czy też sprzeczność przedmiotowej teorii z założeniami fundamentów nauk przyrodniczych i metodologią naukową. Sąd ustalił również, iż strona powodowa w swoich mediach społecznościowych polemizowała ze stanowiskiem środowiska naukowego i krytykowała je.

Legitymacja procesowa bierna

Strona pozwana wskazała na niemożność przypisania jej legitymacji procesowej biernej. Podnosiła, że choć jej podpis widniał pod listem otwartym, to nie była wyłącznym autorem ani podmiotem uprawnionym do samodzielnego decydowania o jego treści, publikacji lub późniejszej modyfikacji. Sąd zważył, że strona pozwana brała udział w procesie opracowania, ostatecznej redakcji treści oraz publikacji listu otwartego. Przyjął, że legitymacja bierna w sprawach o ochronę dóbr osobistych przysługuje każdemu podmiotowi, którego działanie pozostaje w związku z zarzucanym naruszeniem dobra osobistego. Nie jest przy tym konieczne ustalenie wyłączności autorstwa wypowiedzi lub publikacji, a wystarczy wykazanie, że autor uczestniczył w rozpowszechnianiu treści ocennych naruszających dobra osobiste albo identyfikował się z ich treścią. Sąd stanął również na stanowisku, że w przypadku naruszenia dóbr osobistych przez kilka osób odpowiedzialność każdej z nich ma charakter samodzielny.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Dobra osobiste osoby prawnej

Sąd uznał, że katalog dóbr osobistych osoby prawnej ma charakter otwarty, a przy jego tworzeniu należy wziąć pod uwagę szczególną specyfikę. Podkreślił, iż dobra te odnoszą się do kryterium obiektywnego, w oderwaniu od kryterium subiektywnego przysługującego wyłącznie osobom fizycznym. Jako przykłady dóbr osobistych osoby prawnej Sąd wymienił: dobre imię, reputację, renomę, opinię publiczną, opinię handlową, markę oraz autorytet. Podkreślił przy tym, iż przy ocenie należy brać pod uwagę cel i charakter prowadzonej przez nią działalności. Podzielił on także stanowisko Sądu Najwyższego, zawarte w wyroku z 14.11.1986 r., II CR 295/86, Legalis, wskazującego m.in., że im bardziej działalność osoby prawnej związana jest z aktywnym uczestnictwem w sporach społecznych, naukowych lub światopoglądowych, tym szerszy pozostaje zakres dopuszczalnej krytyki kierowanej pod jej adresem.

Prawo do krytyki a ochrona dóbr osobistych

Sąd podkreślił, że dobra osobiste osoby prawnej nie służą ochronie przed samym faktem krytyki, kwestionowania prezentowanych poglądów czy negatywnej oceny prowadzonej działalności. Nie każda wypowiedź nieprzychylna, przesadzona, czy nawet niesprawiedliwa w subiektywnym odbiorze prowadzi automatycznie do naruszenia dóbr osoby prawnej. Niedopuszczalne jest wykorzystywanie instytucji ochrony dóbr osobistych jako instrumentu służącego do ograniczania debaty publicznej oraz tłumienia krytycznych opinii odnoszących się do kwestii istotnych społecznie i naukowo. Sąd stanął na stanowisku, że w demokratycznym państwie prawa szczególnej ochronie podlega wolność wypowiedzi odnosząca się do kwestii istotnych społecznie, w tym zwłaszcza debaty naukowej i akademickiej. Ochrona ta obejmuje również wypowiedzi ostre, prowokujące, przesadne czy polemiczne, o ile pozostają elementem rzeczowej debaty publicznej. Jednocześnie zauważono, że przyjęcie odmiennego stanowiska prowadziłoby do wywołania tzw. efektu mrożącego, polegającego na zniechęcaniu uczestników debaty publicznej do formułowania krytycznych ocen z obawy przed odpowiedzialnością cywilną. Z kolei podmioty aktywnie uczestniczące w debacie muszą liczyć się z możliwością poddania ich działalności surowej, a nawet dotkliwej krytyce. Instrumenty ochrony dóbr osobistych nie mogą prowadzić do tłumienia debaty publicznej ani pełnić funkcji swoistej cenzury wobec poglądów krytycznych.

Komentarz

Omawiane orzeczenie ma charakter doniosły, ponieważ dotyka kilku kluczowych zagadnień. Należy zgodzić się ze stanowiskiem Sądu dotyczącym legitymacji procesowej biernej. Na legitymację procesową nie wpływa bowiem to, czy opublikowana wypowiedź naruszająca dane osobowe została sformułowana przez jednego czy też wielu autorów. Ponadto Sąd trafnie wskazał, że dla przypisania odpowiedzialności wystarczające jest, aby dana osoba uczestniczyła w rozpowszechnianiu treści ocennych naruszających dobra osobiste albo identyfikowała się z ich treścią. Powyższe prowadzi do wniosku, że jeżeli określona wypowiedź zamieszczona w mediach społecznościowych narusza dobra osobiste, to odpowiedzialność za to naruszenie ponosi nie tylko jej pierwotny autor, lecz także osoba, która udostępnia ją dalej na swoim profilu. Skoro bowiem wystarczające jest samo uczestniczenie w rozpowszechnianiu informacji lub identyfikowanie się z nimi, to już czynność udostępnienia, przy spełnieniu pozostałych przesłanek odpowiedzialności, może stanowić podstawę do przypisania osobie udostępniającej odpowiedzialności odszkodowawczej, nawet wówczas, gdy nie opatrzyła ona udostępnianej treści żadnym komentarzem.

Należy podzielić również w całości rozważania sądu czynione co do katalogu dóbr osobistych osoby prawnej. Zgodnie z przepisem art. 23 KC przyjmuje się, iż dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach. Zgodnie z kolei z przepisem art. 43 KC przyjmuje się, że przepisy o ochronie dóbr osobistych osób fizycznych stosuje się odpowiednio do osób prawnych. Jedynie marginalnie należy wskazać, iż na tej samej podstawie ochronie dóbr osobistych podlegają również dobra jednostki organizacyjnej nieposiadającej osobowości prawnej, a mającym zdolność prawną, gdyż zgodnie z przepisem art. 331 § 1 KC przyjmuje się, że do jednostek organizacyjnych niebędących osobami prawnymi, którym ustawa przyznaje zdolność prawną, stosuje się odpowiednio przepisy o osobach prawnych.

Granica pomiędzy wolnością wypowiedzi, dopuszczalną krytyką a naruszeniem dóbr osobistych, w tym prawa do dobrego imienia, pozostaje płynna i każdorazowo zależy od okoliczności konkretnego stanu faktycznego. Należy jednak w całości podzielić orzeczenie Sądu co do niemożności wykorzystywania ochrony dóbr osobistych jako instrumentu eliminującego z przestrzeni publicznej poglądów polemicznych wobec działalności podmiotów uczestniczących w debacie naukowej lub światopoglądowej. Nie odbiera również od dotychczasowej linii orzeczniczej wyrażony przez Sąd pogląd, iż za dopuszczalne należy uznać wypowiedzi ostre, prowokujące, przesadne czy polemiczne, o ile pozostają elementem rzeczowej debaty publicznej, a podmiot aktywnie uczestniczący w sporach społecznych, naukowych lub światopoglądowych, powinien uwzględnić możliwość dopuszczenia się krytyki kierowanej pod jego adresem, przy czym krytyka ta ma szerszy zakres. Na zakres ten wpływ ma z kolei cel i charakter prowadzonej przez dany podmiot działalności. To do Sądu należy jednak ocena bezprawności działania krytykującego oraz ocena, czy w danym stanie faktycznym prezentowana publiczna wypowiedź mieści w granicach dopuszczalnej krytyki, czy też wykracza poza ten zakres.

Wyrok SO w Warszawie – III Wydział Cywilny z 27.2.2026 r., III C 927/21, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

SIGIIF i CRBR po nowemu – projekt nowelizacji ustawy AML z 21.5.2026 r.

Kontekst legislacyjny: co się zmieniło między październikiem 2025 r. a majem 2026 r.?

Projekt z 21.05.2026 r. stanowi dalszą i poszerzoną implementację dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1640 z 31.5.2024 r. w sprawie mechanizmów, które państwa członkowskie powinny wprowadzić w celu zapobiegania wykorzystywaniu systemu finansowego do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu, zmieniającej dyrektywę (UE) 2019/1937 oraz zmieniającej i uchylającej dyrektywę (UE) 2015/849 (Dz.Urz. UE L z 2024 r., s. 1640) oraz uzupełnia wdrożenie dyrektywy (UE) 2015/849 do ustawy z 1.03.2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 644). W porównaniu z wersją z października 2025 r. projektodawca dokonał fundamentalnej reorganizacji przepisów dotyczących dostępu do systemów teleinformatycznych AML – zamiast rozproszonych regulacji wprowadzono spójny, nowy Rozdział 6a, traktujący o systemie teleinformatycznym służącym przeciwdziałaniu praniu oraz finansowaniu terroryzmu (dalej: SIGIIF). Uregulowano także relację SIGIIF z Centralnym Rejestrem Beneficjentów Rzeczywistych (dalej: CRBR), który korzystał będzie z zasobów SIGIIF. Zmiana ta jest niezwykle istotna dla instytucji obowiązanych, które będą identyfikować i weryfikować tożsamość swoich klientów, ich beneficjentów rzeczywistych czy osób reprezentujących takich klientów.

Ponadto przesunięto termin wejścia w życie projektowanej ustawy z 1.4.2026 r. na 1.10.2026 r. (zasada ogólna), z licznymi wyjątkami rozciągniętymi aż do 1.1.2028 r.

Dwa systemy teleinformatyczne – fundamentalne rozróżnienie

Projekt precyzyjnie rozgranicza dwa systemy, które dotychczas w praktyce bywają mylone:

Rozróżnienie to ma kluczowe znaczenie praktyczne, ponieważ nowa regulacja ustanawia mechanizm automatycznej wymiany danych między oboma systemami – czego nie przewidywał projekt październikowy w tak spójnej formie.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Nowy Rozdział 6a: SIGIIF w centrum systemu AML

To najistotniejsza zmiana strukturalna projektu z 21.5.2026 r. Materia dotycząca dostępu instytucji obowiązanych i jednostek współpracujących do SIGIIF została przeniesiona z rozproszonych przepisów do nowego, spójnego Rozdziału 6a obejmującego art. 71b–71l, które regulują, m.in.:

Mechanizm powiązania SIGIIF z CRBR – automatyczna wymiana danych

To absolutnie kluczowy element nowej architektury. Projekt z 21.5.2026 r. wprowadza w art. 68a–68j projektowanej ustawy mechanizm, który eliminuje konieczność odrębnego logowania do dwóch systemów. Dostęp do danych z CRBR jest „bramkowany” przez SIGIIF.

Zasada działania

Instytucji obowiązanej udostępnia się informacje z art. 59 projektowanej ustawy, zgromadzone w CRBR po uzyskaniu przez tę instytucję dostępu do SIGIIF. Mechanizm ten działa następująco:

  1. System CRBR (system z art. 55 projektowanej ustawy) przekazuje do SIGIIF dane niezbędne do uwierzytelnienia osób działających w imieniu instytucji „w CRBR”;
  2. SIGIIF zwraca do systemu CRBR potwierdzenie danych identyfikujących instytucję obowiązaną;
  3. SIGIIF potwierdza również informacje o uprawnieniach nadanych poszczególnym osobom;
  4. Wymiana danych między CRBR a SIGIIF następuje automatycznie.

W praktyce oznacza to, że instytucja obowiązana, która posiada dostęp do SIGIIF, nie musi odrębnie weryfikować swojego statusu przy każdym zapytaniu do CRBR – system automatycznie weryfikuje status i uprawnienia. Jednocześnie, odebranie instytucji dostępu do SIGIIF automatycznie blokuje dostęp do danych z CRBR. Widzimy więc, że pierwszym i kluczowym zadaniem dla instytucji obowiązanych będzie uzyskanie dostępu do SIGIIF oraz wyznaczenie w nim osób, które będą upoważnione do korzystania z danych zgromadzonych chociażby w CRBR.

Jednocześnie, projekt przewiduje odejście od każdorazowego uwierzytelnienia poprzez publiczną infrastrukturę tożsamości (tzw. węzeł krajowy) na rzecz wewnętrznego uwierzytelniania w ramach samego CRBR – nie znamy jednak szczegółów technicznych tej zmiany.

CRBR – inne istotne zmiany

Projekt wprowadza również szereg innych zmian w zakresie funkcjonowania CRBR:

Pozostałe, istotne zmiany merytoryczne

Harmonogram składania wniosków o dostęp do SIGIIF

Instytucje obowiązane prowadzące działalność na dzień 30.09.2026 r. muszą złożyć wnioski etapami:

Wnioski praktyczne

  1. Należy przygotować się na SIGIIF już teraz. Termin złożenia wniosku o dostęp dla banków to zaledwie tydzień od wejścia projektowanej ustawy w życie. Warto już teraz zidentyfikować osoby odpowiedzialne za złożenie wniosku i zgromadzić niezbędne dane.
  2. Warto śledzić rozporządzenia wykonawcze. Kluczowe szczegóły techniczne (sposób uwierzytelniania, format korespondencji) zostaną określone dopiero w rozporządzeniach wykonawczych.
  3. Konieczna weryfikacja procesów KYC. Dostęp do CRBR zostanie „bramkowany” przez SIGIIF – bez aktywnego konta w SIGIIF instytucja nie będzie mogła weryfikować beneficjentów rzeczywistych w CRBR.
  4. Zmiana uwierzytelniania. Odejście od węzła krajowego na rzecz uwierzytelniania „w CRBR” może wymagać dostosowania wewnętrznych procedur IT i compliance.
  5. Pamiętajmy o sankcjach administracyjnych. Nieterminowe złożenie wniosku o dostęp do SIGIIF podlega karze administracyjnej. Nowa kara do 50 000 zł grozi również za brak powiadomienia o ustaniu uzasadnionego interesu w dostępie do CRBR.

Bartłomiej Gudek – adwokat w zespole White-Collar Crime kancelarii DLA Piper Giziński Kycia sp.k. Specjalizuje się w doradztwie dla podmiotów z sektora finansowego i niefinansowego w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Zainteresowany w szczególności analizą rozległych struktur kapitałowych, ustalaniem beneficjentów rzeczywistych oraz budowaniem skutecznych procedur KYC.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Więcej uprawnień dla NGO-sów w postępowaniach karnych

Ustawodawca, określając uprawnienia organizacji społecznych, które złożyły zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, jest niekonsekwentny. Mogą one złożyć zażalenie na odmowę wszczęcia postępowania. Gdy jednak postępowanie zostanie wszczęte, a następnie umorzone, możliwość zaskarżenia takiego postanowienia znika.

W doktrynie wskazuje się, że nie sposób znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd taka niespójność rozwiązań. Eksperci tłumaczą ją najczęściej przeoczeniem ustawodawcy.

Dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt nowelizacji kodeksu postępowania karnego, który poprzez zmianę brzmienia art. 306 § 1a pkt 2 przyznaje organizacjom społecznym, które złożyły zawiadomienie o przestępstwie, prawo do wnoszenia zażalenia na decyzję o umorzeniu postępowania przygotowawczego.

– Brak tego uprawnienia nie znajduje dostatecznego uzasadnienia i jest wątpliwy aksjologicznie. Niedostatki procedury karnej w omawianym obszarze są cyklicznie sygnalizowane – wskazuje MS.

Zdaniem resortu wypełnienie luki jest istotne również dlatego, że czasem osoby pokrzywdzone unikają angażowania się w proces, chcąc uniknąć kosztów i możliwej stygmatyzacji czy wtórnej wiktymizacji.

– Tu znaczenia nabiera rola organizacji społecznych, których aktywność w postaci zawiadomienia o przestępstwie staje się impulsem do wszczęcia postępowania przygotowawczego – akcentuje MS.

Gdy zawiadamia fundacja, nie ma komu zażalić decyzji

Propozycję MS pozytywnie ocenia mec. Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

–Niemożność kwestionowania postanowienia o umorzeniu postępowania w konsekwencji wyłącza jakąkolwiek kontrolę społeczną nad pracą prokuratury. Jeśli dodamy do tego treść art. 156 § 5b KPK, zgodnie z którym dostęp do akt zakończonego postępowania przygotowawczego wymaga zgody prokuratora, to okaże się, że w sprawach, w których prokuratura wszczęła postępowanie, a następnie je umorzyła, nie pozwala zajrzeć za kulisy jej pracy i ocenić jej rzetelności, niezależności, bezstronności. Tymczasem wszyscy powinniśmy być zainteresowani tym, aby praca prokuratury była weryfikowana – mówi Marcin Wolny.

Jak dodaje ekspert, w przeszłości zdarzało się, że fundacja zawiadamiała o popełnieniu przestępstwa, a odmowy wszczęcia postępowania były skutecznie zaskarżane. Jednak obecne regulacje nie pozwalają kwestionować tych postanowień prokuratury.

– Najbardziej doniosłym przykładem była sprawa niepublikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Wygraliśmy zażalenia na odmowę wszczęcia postępowania: sąd zwrócił sprawę prokuraturze, wskazując na konieczność wszczęcia postępowania i przeprowadzenia szeregu czynności dowodowych. Mimo że uzasadnienie postanowienia o umorzeniu postępowania, eufemistycznie mówiąc, było marnej jakości, to uprawomocniło się, bo nie miał go kto zażalić – przypomina mec. Wolny.

I podkreśla, że organizacje społeczne często składają zawiadomienia dotyczące np. przestępstw urzędniczych. W takich sprawach albo nie ma pokrzywdzonych, albo prawa pokrzywdzonego wykonują osoby faktycznie niezainteresowane ściganiem sprawcy przestępstwa (np. osoby z tego samego układu politycznego).

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

RPO: kierunek dobry, ale projekt wymaga doprecyzowania

Zdaniem rzecznika praw obywatelskich kierunek zmian jest słuszny, jednak projekt wymaga doprecyzowania i odpowiedniego wyważenia interesu publicznego, interesu organizacji społecznych oraz interesu indywidualnego stron postępowania przygotowawczego.

Jak wskazuje Stanisław Trociuk, zastępca RPO, z jednej strony takie rozszerzenie uprawnień organizacji społecznych wzmocni funkcjonowanie zasady legalizmu i ograniczy tzw. oportunizm faktyczny organów ścigania. Polega on na zaniechaniu ścigania, mimo że nie ma ku temu podstaw w ustawie, a wszczęcie i prowadzenie postępowania karnego są prawnie dopuszczalne i zasadne. Z drugiej zaś projektowane rozwiązanie idzie zbyt daleko.

– Po pierwsze, uprawnienie do zaskarżenia postanowienia o umorzeniu postępowania przez organizację społeczną nie zostało powiązane z jej działalnością statutową, ale wyłącznie ze złożeniem zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa – czytamy w opinii RPO, złożonej w konsultacjach.

Interes społeczny kontra interes jednostki

W rezultacie np. organizacja społeczna, która zajmuje się ochroną i pomocą w sprawach o przemoc wobec kobiet i takie cele działalności ma wpisane w statucie, będzie mogła złożyć zażalenie na postanowienie o umorzeniu postępowania w sprawie o znieważenie pomnika działacza niepodległościowego.

Rzecznik zwraca też uwagę, że gdyby taka sprawa, mimo początkowego umorzenia postępowania, trafiła ostatecznie do sądu, to taka „prokobieca” organizacja społeczna, która złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, nie mogłaby uczestniczyć w postępowaniu sądowym. Art. 90 § 1 KPK stanowi wszak, że w postępowaniu sądowym organizacja społeczna może występować jako amicus curiae, jeżeli zachodzi potrzeba ochrony interesu społecznego lub interesu indywidualnego, „objętego zadaniami statutowymi tej organizacji”.

– Samo złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa nie powinno automatycznie wystarczać do uzyskania uprawnienia do zaskarżania umorzenia. W przeciwnym razie uprawnienie to może przysługiwać podmiotom, które nie zajmują się daną kategorią spraw, nie reprezentują interesu pokrzywdzonych ani interesu społecznego, nie mają odpowiedniego doświadczenia, a ich zaangażowanie ma charakter incydentalny i medialny, nie sprzyja też celom procesowym – akcentuje Stanisław Trociuk. Jak dodaje, można sobie wyobrazić, że aktywność organizacji społecznej będzie determinowana chęcią zdobycia popularności, a „ochrona interesu społecznego” zostanie potraktowana instrumentalnie.

Dlatego, w opinii RPO, celowe byłoby powiązanie uprawnienia organizacji społecznej do wniesienia zażalenia na postanowienie o umorzeniu postępowania z celami statutowymi oraz potrzebą wykazania ochrony interesu społecznego w konkretnej sprawie.

Projektodawca nie wziął też pod uwagę, że interes pokrzywdzonego nie jest zbieżny z interesem organizacji społecznej. Dana fundacja czy stowarzyszenie może być zainteresowane dalszym prowadzeniem sprawy z uwagi na jej znaczenie społeczne lub medialne, podczas gdy osoba pokrzywdzona może chcieć jak najszybciej ją zamknąć i starać się o niej zapomnieć.

Zdaniem RPO w grę wchodzi zatem ryzyko wtórnej wiktymizacji i zwiększenia dolegliwości postępowania karnego.

– O ile w interesie społecznym leży przeciwdziałanie przemocy seksualnej i przemocy domowej, przeciwdziałanie oportunizmowi faktycznemu organów ścigania, o tyle to bardzo słuszne dążenie nie może być realizowane wbrew woli pokrzywdzonych. Nie chodzi przy tym o samo wniesienie zażalenia wbrew woli strony procesowej, ale o udostępnienie akt i informacji podmiotom zewnętrznym dla postępowania karnego (podmiotowi, któremu przysługuje prawo do środka odwoławczego siłą rzeczy automatycznie przysługuje dostęp do akt – przyp. red.). Zwłaszcza że aktach mogą znajdować się fotografie, nagrania, opinie biegłych, opinie psychiatryczne czy wiadomości o bardzo prywatnym charakterze – wskazuje RPO.

Tym bardziej więc konieczne, zdaniem rzecznika, jest uzależnienie uprawnienia organizacji społecznej do wniesienia zażalenia od uzyskania zgody pokrzywdzonego. Zaś w sprawach o tzw. przestępstwa bez ofiar wystarczyłby wymóg powiązania uprawnienia organizacji społecznej do wniesienia zażalenia na umorzenie postępowania z jej celami statutowymi.

Osobliwe argumenty prokuratorów

Krajowa Rada Prokuratorów przy prokuratorze generalnym, podnosi natomiast, że jeśli w sprawie występują strony, nie ma żadnego uzasadnienia, aby poszerzać kompetencje instytucji społecznych. Bo to same strony, jeśli zechcą, mogą skorzystać z ich pomocy np. właśnie przy sporządzeniu zażalenia.

Ale padają też argumenty osobliwe.

Otóż zdaniem KRP „można wręcz wyobrazić sobie, że grupy przestępcze będą zakładały organizacje społeczne i składały zawiadomienia, także we własnych sprawach, i to nawet będących w toku , tylko po to, żeby uzyskać wgląd w akta w przypadku ich umorzenia”.

Etap legislacyjny: konsultacje

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr Paweł Czarnecki

Uniwersytet Jagielloński

Najważniejsze uprawnienia w postępowaniu przygotowawczym powinny przysługiwać stronom. Do rozszerzenia kręgu podmiotów, które miałyby możliwość np. wnoszenia środków zaskarżenia, należy podchodzić z dużą dozą ostrożności. Owszem, można przyznać organizacjom społecznym prawo do wniesienia zażalenia w przypadku umorzenia postępowania, ale tylko wtedy, gdy są zawiadamiającymi. Zrównanie uprawnień organizacji społecznej przy odmowie wszczęcia postępowania i przy umorzeniu postępowania byłoby konsekwentne. Istota odmowy wszczęcia i istota umorzenia postępowania jest co do zasady taka sama. Prokurator nie jest zainteresowany ściganiem, tyle że na etapie odmowy wszczęcia ma mniej zgromadzonego materiału dowodowego niż w momencie gdy wydaje postanowienie o umorzeniu postępowania. Natomiast jestem kategorycznie przeciwny temu, by organizacja społeczna mogła wnieść środek zaskarżenia wbrew woli czy interesowi pokrzywdzonego.

Tak samo jak negatywnie oceniam istniejące przepisy pozwalające prokuratorowi przystępować do postępowania w przestępstwach prywatnoskargowych wbrew interesowi pokrzywdzonego. Zatem rację ma rzecznik praw obywatelskich, że należy poszerzyć uprawnienia organizacji pozarządowych zawiadamiających o przestępstwie, natomiast nie można tych drzwi otwierać zbyt szeroko, bez żadnej kontroli, bo przyniesie to więcej szkody niż pożytku.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Stop dla fikcyjnych małżeństw z obywatelami Unii

Stan faktyczny

R. (obywatel państwa trzeciego) wjechał do Irlandii na podstawie zezwolenia na pobyt dla studentów. W 2010 r., 16 dni przed wygaśnięciem tego zezwolenia, R. poślubił obywatelkę Unii, która skorzystała ze swobody pobytu w Irlandii. W 2015 r. R. nabył irlandzkie obywatelstwo. W 2018 r. R. i jego żona rozwiedli się. W 2019 r. obywatelka państwa trzeciego złożyła wniosek o zezwolenie na pobyt w Irlandii ze względu na to, że jest matką dziecka będącego irlandzkim obywatelem, którego biologicznym ojcem jest R. Wniosek ten spowodował wszczęcie postępowania mającego na celu ustalenie, czy małżeństwo zawarte w 2010 r. było małżeństwem fikcyjnym.

Rozpatrujący ten spór, irlandzki Sąd powziął wątpliwości, czy w takiej sytuacji ma zastosowanie dyrektywa 2004/38/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 29.4.2004 r. w sprawie prawa obywateli Unii i członków ich rodzin do swobodnego przemieszczania się i pobytu na terytorium państw członkowskich, zmieniająca rozporządzenie (EWG) Nr 1612/68 i uchylająca dyrektywy 64/221/EWG, 68/360/EWG, 72/194/EWG, 73/148/EWG, 75/34/EWG, 75/35/EWG, 90/364/EWG, 90/365/EWG i 93/96/EWG (Dz.Urz. UE L z 2004 r. Nr 158, s. 77).

Stanowisko TS

Beneficjent

Zgodnie z art. 3 ust. 1 dyrektywy 2004/38 zakresem stosowania tej dyrektywy oraz możliwością korzystania z praw w niej przewidzianych objęci są obywatele Unii, którzy przemieszczają się do innego państwa członkowskiego lub przebywają w państwie członkowskim innym niż państwo członkowskie, którego są obywatelami, oraz do członków ich rodziny, którzy im towarzyszą lub do nich dołączają.

W niniejszej sprawie Trybunał potwierdził, że od momentu uzyskania obywatelstwa R. przebywa w Irlandii na podstawie prawa krajowego i nie odpowiada już definicji pojęcia „beneficjenta” w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2004/38, która to nie reguluje już jego pobytu w Irlandii. Zatem w dniu wszczęcia w 2019 r. dochodzenia dotyczącego istnienia małżeństwa fikcyjnego R.S. nie był już „beneficjentem” w rozumieniu tego przepisu. Jednakże dochodzenie to dotyczyło w szczególności okresu, w którym R.S. przebywał w Irlandii na podstawie dyrektywy 2004/38. Ponadto, to dochodzenie doprowadziło do stwierdzenia, że wszelkie prawa przyznane na mocy tej dyrektywy, w tym zatem prawo pobytu, z którego R. korzystał na podstawie tej dyrektywy, uznano za cofnięte ab initio.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Nadużycie praw

Zgodnie z art. 35 dyrektywy 2004/38 państwa członkowskie mogą przyjąć niezbędne środki w celu odmowy, unieważnienia lub cofnięcia jakiegokolwiek prawa przyznanego tą dyrektywą w przypadku nadużycia praw lub oszustw, na przykład małżeństw fikcyjnych, przy czym wszelkie środki tego typu muszą być proporcjonalne i podlegać zabezpieczeniom proceduralnym przewidzianym w tej dyrektywie.

W ocenie TS z elementów językowej wykładni wynika, że art. 35 dyrektywy 2004/38 ma zastosowanie do środków przyjętych na podstawie prawa przyznanego przez tę dyrektywę w przeszłości, nawet jeśli zainteresowana osoba nie jest już w chwili przyjęcia tych środków „beneficjentem” w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2004/38. Trybunał stwierdził, że tę językową wykładnię potwierdza kontekst, w jaki wpisuje się ten przepis. Ponadto, ze względu na swój cel i skuteczność (effet utile) art. 35 ma nadal zastosowanie po takiej utracie. Trybunał podkreślił, że ten przepis stanowi wyraz ogólnej zasady zakazującej nadużywania prawa. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TS dowód istnienia praktyki stanowiącej nadużycie wymaga z jednej strony szeregu obiektywnych okoliczności, z których wynika, że pomimo formalnego poszanowania warunków przewidzianych w uregulowaniach Unii cel, jakiemu służą te uregulowania, nie został osiągnięty, a z drugiej strony – wystąpienia subiektywnego elementu w postaci woli uzyskania korzyści wynikającej z uregulowań Unii poprzez sztuczne stworzenie przesłanek wymaganych dla jej uzyskania (wyrok TS z 18.12.2014 r., McCarthy i in., C-202/13, Legalis, pkt 54). Ponieważ zaś zachowanie stanowiące nadużycie polega na sztucznym stworzeniu warunków wymaganych do uzyskania korzyści oraz na ich formalnym spełnieniu, takie zachowanie jest ze swej natury trudne do wykrycia. W praktyce, ze względu na jego ukryty charakter, jest ono często wykrywane nie w momencie jego zaistnienia, lecz na późniejszym etapie. W tych okolicznościach TS stwierdził, że cel polegający na zwalczaniu oszustw i praktyk stanowiących nadużycie wymaga interpretowania art. 35 dyrektywy 2004/38 w ten sposób, że przyznaje on państwom członkowskim uprawnienie do podjęcia niezbędnych środków w przypadku oszustw lub nadużycia praw, które miały wpływ na prawo przyznane na mocy tej dyrektywy, nawet w dniu, w którym prawo to przestało wywoływać skutki, a zainteresowana osoba nie ma już statusu „beneficjentem” w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2004/38. Przeciwna wykładnia mogłaby w rzeczywistości przynieść korzyści sprawcom oszustw lub nadużyć prawa, którym udało się ukrywać oszustwo lub nadużycie przez wystarczająco długi czas, co mogłoby podważyć ten cel.

W świetle powyższych rozważań TS uznał, że z wykładni językowej, systemowej i celowościowej art. 35 dyrektywy 2004/38 wynika, iż ten przepis ma zastosowanie do środków przyjętych na podstawie prawa przyznanego przez tę dyrektywę w przeszłości, nawet jeśli zainteresowana osoba nie jest już w chwili przyjęcia tych środków „beneficjentem” w rozumieniu art. 3 ust. 1 tej dyrektywy.

Zakres uprawnień

Trybunał wskazał, że z szerokiego sformułowania art. 35 dyrektywy 2004/38, wynika, iż prawodawca Unii przyznał państwom członkowskim pewien zakres uznania przy wykonywaniu uprawnienia do przyjęcia środków niezbędnych do odmowy, unieważnienia lub cofnięcia jakiegokolwiek prawa przyznanego przez tę dyrektywę. Wykonywanie tego uprawnienia podlega jednak, jak wynika z samej treści tego przepisu, zasadzie proporcjonalności oraz gwarancjom proceduralnym przewidzianym w art. 30 i 31 tej dyrektywy.

Z akt sprawy wynika, że stwierdzenie istnienia małżeństwa fikcyjnego mogłoby prowadzić do późniejszego cofnięcia nadania R.S. statusu obywatela Unii, a tym samym do utraty przez niego tego statusu. Trybunał wskazał, że art. 20 TFUE nie stoi na przeszkodzie temu, aby państwo członkowskie cofnęło obywatelowi Unii nabyte przez nadanie obywatelstwo tego państwa, jeżeli zostało ono uzyskane na skutek podstępu, pod warunkiem, że taka decyzja o cofnięciu obywatelstwa przestrzega zasady proporcjonalności (wyrok TS z 2.3.2010 r., Rottmann, C-135/08, Legalis, pkt 59).

Reasumując, TS orzekł, że art. 35 dyrektywy 2004/38 należy interpretować w ten sposób, iż pozwala on właściwym organom państwa członkowskiego na zbadanie i w stosownym przypadku ustalenie lub stwierdzenie, że osoba, której wcześniej przysługiwało pochodne prawo do przemieszczania się i pobytu na podstawie tej dyrektywy, popełniła oszustwo lub nadużycie praw, nawet jeśli osoba ta nabyła obywatelstwo tego państwa członkowskiego, i jeśli w chwili prowadzenia dochodzenia jej pobyt w tym państwie członkowskim nie jest już oparty na tej dyrektywie.

Komentarz

Niniejszy wyrok wywołał duże kontrowersje. Trybunał przyjął bowiem szeroką wykładnię art. 35 dyrektywy 2004/38, uznając, że ten przepis ma zastosowanie w przypadku obywatela Unii, który będąc obywatelem państw trzeciego, uprzednio korzystał z pochodnego prawa pobytu w państwie członkowskim – ze względu na status małżonka obywatelki Unii wykonującej w państwie przyjmującym prawa przemieszczania się i pobytu – a później stał się obywatelem państwa przyjmującego i nie jest już w tym państwie beneficjentem żadnego pochodnego prawa uregulowanego w tej dyrektywie. Zatem osoba, która miała status „beneficjenta” w rozumieniu w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2004/38, nawet po utracie tego statusu może nadal być objęta zakresem stosowania niektórych przepisów tej dyrektywy.

Ponadto TS uznał również, że art. 35 dyrektywy 2004/38 przyznaje państwom członkowskim „w sposób dorozumiany, lecz niewątpliwy”, uprawnienie do prowadzenia dochodzeń w celu stwierdzenia istnienia małżeństwa fikcyjnego (por. art. 36 ust. 1 pkt 3 WjazdObywUEU), a w konsekwencji  po takim stwierdzeniu cofnięcie prawa przyznanego na mocy tej dyrektywy (por. również art. 302 i 303 CudzU).

Wyrok ten ma szersze zastosowanie niż tylko przypadki fikcyjnych małżeństw i dopuszcza odmowę, unieważnienie lub cofnięcie jakiegokolwiek prawa przyznanego dyrektywą 2004/38 w przypadku nadużycia praw lub oszustwa i powinien być uwzględnionych przez polskie sądy oraz organy administracyjne.

Wyrok TS z 4.6.2026 r., Besthame, C-560/24

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Domniemanie posiadania odpadów potwierdzone przez NSA

Stan faktyczny

Spór rozpoczął się w marcu 2023 r. Wójt gminy zwrócił się do GDDKiA o niezwłoczne usunięcie odpadów z działki będącej w jej trwałym zarządzie, znajdującej się w miejscowości na terenie gminy. Z dokumentacji fotograficznej wynikało, że nieruchomość jest zanieczyszczona różnego rodzaju odpadami. GDDKiA odmówiła wykonania wezwania. W odpowiedzi wskazała, że znajdująca się tam droga nie ma statusu drogi krajowej – jest drogą lokalną stanowiącą część układu dróg gminnych. Według Dyrekcji o tym, kto jest zarządcą drogi, decyduje jej kategoria, a nie tytuł prawny do gruntu. Zdaniem GDDKiA obowiązek utrzymania czystości spoczywał zatem na wójcie jako zarządcy drogi gminnej. Ponieważ odpady nie zostały usunięte, wójt ponownie wezwał GDDKiA do działania. Dyrekcja podtrzymała swoje stanowisko, wskazując również, że brak formalnej uchwały o zaliczeniu odcinka do dróg gminnych nie przesądza o braku kompetencji gminy do zarządzania drogą.

W maju 2023 r. wójt wszczął z urzędu postępowanie administracyjne dotyczące usunięcia odpadów z miejsca nieprzeznaczonego do ich składowania. W czerwcu przeprowadzono oględziny z udziałem przedstawicieli urzędu gminy i GDDKiA, z których sporządzono dokumentację fotograficzną oraz ustalono lokalizację odpadów na mapie ewidencyjnej. Dwa miesiące później wójt wydał decyzję na podstawie art. 26 ustawy z 14.12.2012 r. o odpadach (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1587; dalej: OdpadyU). Nałożył na GDDKiA obowiązek usunięcia wszystkich zgromadzonych odpadów i przekazania ich uprawnionemu podmiotowi zajmującemu się gospodarowaniem odpadami. Organ zakwalifikował znalezione przedmioty jako odpady w rozumieniu przepisów i wyznaczył termin wykonania obowiązku.

Dyrekcja odwołała się od decyzji, a sprawa trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które utrzymało decyzję w mocy. Kolegium przypomniało, że zgodnie z art. 26 OdpadyU nakaz usunięcia odpadów może zostać skierowany do ich posiadacza. Kluczowe znaczenie miał więc art. 3 ust. 1 pkt 19 OdpadyU, definiujący pojęcie „posiadacza odpadów”. Przepis ten zawiera szczególne domniemanie prawne – przyjmuje się, że władający powierzchnią ziemi jest posiadaczem odpadów znajdujących się na nieruchomości. SKO wyjaśniło, że pojęcie „władającego powierzchnią ziemi” należy interpretować zgodnie z art. 3 pkt. 44 ustawy z 27.4.2001 r. – Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 647). Oznacza ono właściciela nieruchomości albo podmiot ujawniony jako władający gruntem w ewidencji gruntów i budynków. Ponieważ działka znajdowała się w trwałym zarządzie GDDKiA, organ uznał ją za władającego nieruchomością. Tym samym na Dyrekcji ciążył obowiązek wykazania, że posiadaczem odpadów jest inny podmiot. Kolegium podkreśliło, że obalenie domniemania wymaga przedstawienia dowodów wskazujących konkretną osobę lub podmiot, który nielegalnie umieścił odpady na nieruchomości. Nie wystarcza samo twierdzenie, że inny podmiot ma ustawowy obowiązek utrzymania czystości. GDDKiA nie wykazała, kto rzeczywiście porzucił odpady, dlatego nie zdołała uwolnić się od odpowiedzialności.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko WSA w Warszawie

Po niekorzystnym rozstrzygnięciu Dyrekcja zaskarżyła decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, ale ten oddalił skargę. Sąd uznał, że organy prawidłowo zastosowały przepisy OdpadyU. Wskazał, że odpowiedzialność za usunięcie odpadów z miejsca nieprzeznaczonego do ich składowania opiera się przede wszystkim na statusie posiadacza odpadów. Jeżeli nie można ustalić sprawcy ich porzucenia, zastosowanie znajduje ustawowe domniemanie odnoszące się do władającego nieruchomością. Sąd stwierdził również, że przepisy o utrzymaniu czystości na drogach nie zastępują regulacji zawartych w OdpadyU.

Rozstrzygnięcie NSA

GDDKiA wniosła skargę kasacyjną, ale Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 28.4.2026 r., III OSK 2961/24, Legalis, nie podzielił jej argumentów. W obszernym uzasadnieniu wyjaśnił cel art. 26 OdpadyU. Przepisy te mają umożliwiać skuteczną walkę z tzw. dzikimi wysypiskami. Z tego powodu ustawodawca wprowadził wyjątek od klasycznej zasady pełnego ustalania sprawcy. Jeżeli nie można ustalić osoby, która pozostawiła odpady, organ może oprzeć się na domniemaniu, że odpowiada za nie władający nieruchomością. Ciężar obalenia tego domniemania spoczywa właśnie na nim. NSA podkreślił, że dla skutecznego obalenia domniemania nie wystarczy wskazanie podmiotu, który ma określone obowiązki związane z utrzymaniem porządku. Konieczne jest wykazanie konkretnego sprawcy, który umieścił odpady na nieruchomości bez zgody władającego, a w omawianej sprawie takiego dowodu nie przedstawiono. Sąd odniósł się również do argumentów dotyczących drogi gminnej. Wyjaśnił, że obowiązki zarządcy mogą mieć znaczenie tylko wtedy, gdy odpady znajdują się faktycznie na drodze lub w pasie drogowym. Tymczasem z materiału dowodowego, map oraz dokumentacji fotograficznej wynikało, że odpady były położone poza drogą i poza pasem drogowym, choć nadal na działce pozostającej w trwałym zarządzie GDDKiA. NSA zwrócił uwagę, że Dyrekcja nie przedstawiła dokumentacji geodezyjnej pozwalającej wykazać przebieg granic pasa drogowego i udowodnić, że odpady znajdowały się na obszarze zarządzanym przez gminę. Nie wykazała także żadnego konkretnego podmiotu odpowiedzialnego za ich porzucenie. W tej sytuacji ustawowe domniemanie nie zostało obalone.

Wyrok NSA z 28.4.2026 r., III OSK 2961/24 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź