Mediacja w sprawach budowlanych – krok w dobrym kierunku
Obowiązek dla sądu, nie dla stron
Zgodnie z nowym art. 4583a § 1 KPC w sprawach z umów o roboty budowlane oraz ze ściśle związanych z procesem budowlanym umów służących wykonaniu robót budowlanych sąd przed posiedzeniem przygotowawczym albo pierwszym posiedzeniem wyznaczonym na rozprawę kieruje strony do mediacji. Jak zatem wynika wprost z przytoczonej regulacji, ustawodawca wprowadza rozwiązanie, które obowiązek w zakresie mediacji nakłada na sąd, a nie na strony. Strony nie są zobligowane przystąpić i uczestniczyć w mediacji. Tym samym nie ma mowy o jakimkolwiek przymuszaniu stron do uczestniczenia w tej formie rozwiązywania sporu. Nowe rozwiązanie należy zatem traktować jako pokazanie stronom szansy na poznanie instytucji mediacji i korzyści, jakie może przynieść.
I tak zadecydują strony
Wbrew częstym obawom, jakie wywołują wszelkie formy mediacji, zawierające pierwiastek obligatoryjności, zachowana jest zasada dobrowolności. Zaproponowana formuła nie pozbawia stron prawa do sprzeciwienia się mediacji. I tutaj ważna uwaga. Podstawą sprzeciwu pozostaje art. 1838 § 2 KPC. Przepis ten wyraźnie ustanawia nie tylko tygodniowy termin jego wniesienia, lecz także i początkowy moment biegu terminu, sytuowany na dzień ogłoszenia lub doręczenia postanowienia o skierowaniu do mediacji. Nie można więc uznać za skuteczny sprzeciw zamieszczony już w pozwie, skoro nie zaczął biec jeszcze termin na jego złożenie. Warto zauważyć, że nie istnieje żaden przepis, który przewidywałby zamieszczenie sprzeciwu wobec mediacji już w treści pozwu, niejako ze skutkiem na przyszłość, w szczególności brzmienie wspomnianego art. 187 § 1 pkt. 3 KPC nie uprawnia do takiego wniosku. Z powyższym wiąże się drobna językowo, ale niebagatelna w konsekwencjach zmiana przepisu art. 103 § 3 KPC, w którym poprzez dodanie pkt 11 „oczywiście nieuzasadnioną odmowę” poddania się mediacji zastępuje odmowa „bez uzasadnionej przyczyny”. Korekta wymusza teraz wyraźnie ocenę powodu sprzeciwienia się mediacji, zarazem stanowi solidniejszą, łatwiejszą do zastosowania podstawę obciążenia strony sprzeciwiającej się mediacji, surową przecież aktualnie sankcją kosztową.
Obowiązkowe kierowanie w każdej sprawie?
Czy sąd będzie miał obowiązek kierować do mediacji w każdej sprawie budowlanej? Nie. Nowa regulacja wyłącza obowiązkowe kierowanie do mediacji w sprawach podlegających rozpoznaniu w postępowaniu upominawczym, elektronicznym postępowaniu upominawczym albo postępowaniu nakazowym w fazie do wydania nakazu zapłaty. Jest to rozwiązanie słuszne i systemowo, i merytorycznie. Jak wiadomo, istota tych postępowań sprowadza się do tego, że pierwsza faza ograniczona do badania na posiedzeniu niejawnym pozwu i załączonych dokumentów toczy się – można powiedzieć – bez faktycznego udziału pozwanego, który odpis pozwu (a w założeniu wiedzę o wszczęciu postępowania z jego udziałem) uzyskuje dopiero wraz z doręczeniem mu nakazu zapłaty. Trudno wyobrazić sobie, by na tym etapie tak skonstruowanego postępowania sąd miał kierować strony do mediacji. Nie bez znaczenia pozostaje też uzasadnienie tych postępowań odrębnych, którym jest wzgląd na szybkość rozpoznania i rozstrzygnięcia sporu. Zatem tam, gdzie chodzi o brak zapłaty, ustawodawca nakazuje w pierwszej kolejności tę zapłatę nakazać. Dopiero w drugiej fazie, gdy pojawia się stanowisko pozwanego zawarte w sprzeciwie albo zarzutach, wraca obowiązek skierowania do mediacji przy jednoczesnym podjęciu czynności zmierzających do przygotowania posiedzenia przygotowawczego albo rozprawy. To wyłączenie zasadniczo pozostaje w zgodzie z rozwiązaniem przyjętym w ogólnych przepisach o mediacji – art. 1838 § 3 KPC również wyklucza (fakultatywne) kierowanie do mediacji w postępowaniu nakazowym i upominawczym, chyba że doszło do skutecznego wniesienia zarzutów. Z uwagi na to, że w sprawach o roszczenia pieniężne sądy ustawowo badają, czy zachodzą przesłanki do wydania nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym, znaczna liczba sporów jest przynajmniej czasowo wyłączona spod zakresu obowiązkowego kierowania do mediacji. To wyłączenie można zatem nazwać przedmiotowym.
Sąd nie będzie obowiązkowo kierował do mediacji oczywiście także wówczas, gdy wyłączone będzie stosowanie przepisów o postępowaniu odrębnym w sprawach gospodarczych. Nowa regulacja w żaden sposób nie uchyla przecież dotychczasowych kodeksowych rozwiązań. Na mocy przepisu art. 4581 § 1 zd. drugie KPC dotyczyć to będzie sytuacji, gdy jedną ze stron umowy jest konsument, a na podstawie art. 4586 § 1 KPC przypadku, gdy strona, która nie jest przedsiębiorcą (np. poręczyciel długu przedsiębiorcy), lub jest przedsiębiorcą będącym osobą fizyczną, wystąpi z wnioskiem o pominięcie przy rozpoznawaniu sprawy przepisów o postępowaniu odrębnym (a więc i w zakresie obowiązkowego kierowania do mediacji). W każdym z tych przypadków mediacja może być jednak prowadzona według przepisów ogólnych.
Można się natomiast zastanawiać nad potencjalnymi „wyłączeniami zdroworozsądkowymi”. Załóżmy, że zgodnie z przepisem art. 187 § 1 pkt. 3 KPC powód w pozwie oświadczy, że strony podjęły próbę mediacji, która nie zakończyła się ugodą. Czy także wówczas sąd ma obowiązkowo skierować do mediacji? Rzecz jasna, stanowisko stron, w tym ich wiedza i sytuacja w okresie pomiędzy próbą mediacyjną a wytoczeniem powództwa, może ulec weryfikacji, zwłaszcza jeśli ten czas jest dłuższy. Jednak zasadniczo skierowanie w takim przypadku do mediacji, która właśnie się zakończyła, może być oceniane jako nieracjonalne i podważyć zaufanie do sądu, ale przede wszystkim zdeprecjonować samą instytucję mediacji, wówczas gdy próba pojednania, choć nie okazała się skuteczna, była prowadzona z rzeczywistym zamiarem znalezienia porozumienia. Z kolei istnieje obawa, że odstępowanie przez sądy od skierowania do mediacji z uwagi na złożone w pozwie oświadczenie o jej podjęciu przed wytoczeniem powództwa może zintensyfikować praktykę, w której strony będą decydować się na stawienie się przed mediatorem nie w celu dążenia do zawarcia ugody, a jedynie po to, by czyniąc zadość wymaganiom z art. 187 § 1 pkt. 3 KPC, „ominąć” przepis art. 4853a § 1 KPC. Natomiast z pewnością sąd nie powinien odstępować od skierowania do mediacji tylko na tej podstawie, że „próba” pozasądowego sposobu rozwiązania sporu przybrała postać wystosowania wezwania do spełnienia świadczenia.
Podjęcie mediacji nie przedłuży postępowania
I wreszcie nowa regulacja jest procesowo ekonomiczna: kierując do mediacji, sąd równocześnie podejmuje czynności zmierzające do przygotowania posiedzenia przygotowawczego albo rozprawy, co powinno zminimalizować obawy o przedłużenie postępowania na skutek mediacji. Nawet jeśli strony nie dojdą do ugodowego zakończenia sporu w mediacji, trafią z powrotem przed sąd w zasadzie w tym samym momencie, w którym znalazłyby się, nie korzystając z próby mediacyjnej.
Ponadto redakcja przepisu nakazuje przyjąć, że zamysłem ustawodawcy było realizowanie nałożonego na sąd obowiązku na początkowym etapie postępowania. Sprawia to, że przystąpienie stron do mediacji w odpowiedzi na postanowienie sądu, a tym bardziej zawarcie ugody, stanowczo wpłynie na skrócenie czasu rozpoznania sprawy.
Podsumowanie
Czy wprowadzenie obowiązku kierowania przez sąd do mediacji w sprawach budowlanych zwiększy ich liczbę i poprawi wskaźniki, a przede wszystkim przyczyni się do częstszego korzystania z mediacji? Pozostaje wierzyć, że tak, ale wiele zależy od gotowości do promediacyjnej interpretacji przepisów przez sędziów i potraktowania przez występujących w tego rodzaju sprawach w zasadzie zawsze pełnomocników stron nowego rozwiązania nie jako dodatkowej trudności, lecz jako szansy dla ich mandantów. Pełnomocnicy świadomi nie tylko prawnej i faktycznej złożoności sporów budowlanych, lecz także realiów i wieloaspektowości współpracy w sektorze budowlanym i wzajemnych gospodarczych powiązań, a także konsekwencji prawomocnego wyroku, z pewnością z tej szansy dla swoich klientów skorzystają, przekonując ich do udziału w mediacji.
Z drugiej strony istnieje obawa, że praktyki sprzeciwiania się mediacji bez faktycznie uzasadnionej przyczyny, czy uwzględnianie przez sąd oświadczeń o sprzeciwie formułowanych już w pozwie mogą sprawić, że nowa regulacja okaże się iluzoryczna. A to może zahamować dalsze kroki ustawodawcy w kierunku upowszechniania mediacji w obrany sposób.
Na koniec trzeba zaznaczyć, że udana, zakończona ugodą mediacja, do której przedsiębiorcy zostali obligatoryjnie skierowani przez sąd we wszczętym już postępowaniu, może doprowadzić do sytuacji, że następnym razem, w przypadku kolejnego sporu rozważą – poznawszy jej zalety i korzyści z niej płynące – skorzystanie z tego rozwiązania jeszcze przed decyzją o wniesieniu pozwu. Nowa regulacja ma więc w takim znaczeniu również rolę edukacyjną. I w tym należy upatrywać dalekosiężnych celów wprowadzonego rozwiązania.
Prof. UAM dr hab. Joanna Mucha – Zakład Postępowania Cywilnego WPiA UAM, Kierownik Centrum Wsparcia Mediacji przy Wydziale Prawa i Administracji UAM
Stowarzyszeń z automatu nie można wykluczać ze sprawy
Problem sprowadzał się do tego, kto może brać udział w procesach sądowych dotyczących samorządowych uchwał o ustaleniu lokalizacji inwestycji mieszkaniowej i towarzyszących podjętych na wniosek inwestora. Konkretnie, czy można do nich dopuścić organizacje społeczne oraz np. właścicieli sąsiednich nieruchomości.
W spornym przypadku chodziło o uchwałę radnych Wrocławia podjętą pod koniec grudnia 2023 r. Podstawą jej wydania były m.in. przepisy ustawy z 5 lipca 2018 r. o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, czyli tzw. specustawy mieszkaniowej.
Skargę na nią wniósł właściciel nieruchomości sąsiadujących z terenem inwestycji. Zaś trzy podmioty złożyły wnioski o dopuszczenie do udziału w tej sprawie. Były to dwa stowarzyszenia domagające się udziału w postępowaniu jako organizacje społeczne, działające w sprawie innych osób. A także spółka, która wniosła o dopuszczenie w charakterze uczestnika, powołując się na swój interes prawny wywiedziony z przysługującego jej prawa użytkowania wieczystego nieruchomości przeznaczonej pod inwestycję.
Schody zaczęły się, gdy Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) we Wrocławiu zielonego światła chcącym przedstawić swoje racje w sprawie nie dał. Oparł się na wąskim rozumieniu pojęcia „postępowania administracyjnego” z art. 33 § 2 ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. I wyjaśnił, że regulacja ta nie może być stosowana w postępowaniu sądowoadministracyjnym przy rozpoznawaniu spraw z innego rodzaju skarg niż te na decyzje administracyjne i postanowienia podejmowane w postępowaniu administracyjnym. Jak tłumaczył WSA, zaskarżona uchwała nie została wydana w tym postępowaniu i nie miały do niej zastosowania przepisy KPA. W jego ocenie przymiot strony w postępowaniu o ustalenie lokalizacji inwestycji mieszkaniowej, z uwagi na indywidualny charakter skargi do sądu administracyjnego, ma wobec tego tylko skarżący.
To, że nie jest to jednak takie oczywiste, okazało się, gdy spór trafił do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). Przypomniał, że uczestnicy postępowania to ci, którzy mogą brać udział w procesie sądowoadministracyjnym obok stron, czyli skarżącego oraz organu. Sama problematyka uczestników postępowania sądowoadministracyjnego została uregulowana zaś w art. 33 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Przy czym, jak podkreślił sąd, jego § 2 stanowi o tzw. uczestnikach postępowania na wniosek. Dopuszczenie ich do udziału w postępowaniu przed sądem administracyjnym uzależnione zostało bowiem od złożenia wniosku z wykazaniem wystąpienia przesłanek, określonych w tym przepisie. Jedną z nich jest brak udziału we wcześniej prowadzonym postępowaniu administracyjnym.
NSA zauważył, że powyższa regulacja w orzecznictwie nie jest traktowana jednolicie. Dominujący nurt jest taki, że nie ma możliwości zastosowania art. 33 § 2 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi w sprawach ze skarg na akt prawa miejscowego, czy akty nadzoru nad działalnością organów jednostek samorządu terytorialnego. A to dlatego, że ich wydanie nie jest poprzedzone postępowaniem uregulowanym przepisami KPA. Niemniej, jak podkreślił sąd, można też znaleźć orzeczenia, przeciwne. Argumentem jest zaś to, że termin „postępowanie administracyjne” w szerokim rozumieniu obejmuje wszelkie postępowania administracyjne poddawane kontroli sądowoadministracyjnej, a nie wyłącznie postępowania regulowane KPA.
W tej sytuacji NSA doszedł do przekonania, że konieczne jest podjęcie uchwały. A konkretnie wyjaśnienie, czy art. 33 § 2 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi daje podstawę dopuszczenia do udziału w postępowaniu sądowym wywołanym skargą na uchwałę rady gminy innego podmiotu niż wnoszący na nią skargę?
Uchwała podjęta w poniedziałek przez siedmioosobowy skład NSA okazała się iście salomonową. Sąd opowiedział się za szerokim podejściem do problemu, ale jednocześnie istotnie zawęził swoje stanowisko. Co do zasady potwierdził bowiem, że sporny przepis może być podstawą dopuszczenia do udziału w postępowaniu sądowym zarówno np. właścicieli sąsiednich nieruchomości, jak i organizacji społecznych. Jednak po pierwsze ograniczył tę możliwość tylko do postępowań wywołanych skargą na uchwałę o zezwoleniu na realizację inwestycji mieszkaniowej i towarzyszących podjętą na podstawie specustawy mieszkaniowej.
Po drugie wskazał też na dodatkowe warunki. I tak w przypadku osoby, która nie brała udziału w postępowaniu poprzedzającym podjęcie uchwały, jak np. sąsiad inwestycji, NSA uznał, że dopuszczenie możliwe jest, jeżeli wynik postępowania sądowego dotyczy jej interesu prawnego. Z kolei w przypadku organizacji społecznej, która nie powołuje się na własny interes prawny, lecz zgłasza udział w sprawie innej osoby, dopuścił taką możliwość pod warunkiem, że sprawa ta dotyczy jej statutowej działalności.
Sygnatura akt: II OPS 1/25
Komisja Europejska po raz pierwszy stwierdziła naruszenie przepisów DSA
Stan faktyczny
X, znany wcześniej jako Twitter, został 25.4.2023 r. wyznaczony jako bardzo duża platforma internetowa (VLOP) w myśl rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2065 z 19.10.2022 r. w sprawie jednolitego rynku usług cyfrowych oraz zmiany dyrektywy 2000/31/WE (akt o usługach cyfrowych) (Dz.Urz. UE L z 2022 Nr 77 s.1; dalej: DSA). Wyznaczenie to nastąpiło po zgłoszeniu Komisji Europejskiej, że platforma dociera w Unii Europejskiej do ponad 45 mln aktywnych użytkowników miesięcznie. Uzyskanie statusu VLOP skutkowało objęciem X szczególnym reżimem regulacyjnym przewidzianym w DSA, obejmującym m.in. rozszerzone obowiązki w zakresie przejrzystości, projektowania interfejsów użytkownika oraz współpracy z badaczami.
W dniu 18.12.2023 r. Komisja Europejska wszczęła formalne postępowanie wobec X w celu oceny, czy platforma narusza przepisy ww. rozporządzenia. Postępowanie miało szeroki zakres i obejmowało m.in. kwestie rozpowszechniania nielegalnych treści, skuteczności środków podejmowanych w celu przeciwdziałania manipulacji informacjami, a także stosowanie zwodniczych interfejsów użytkownika, przejrzystość reklamy oraz dostęp badaczy do danych.
Po przeprowadzeniu czynności sprawdzających, w tym analizy dokumentów przekazanych przez przedsiębiorstwo, Komisja w lipcu 2024 r. przyjęła wstępne ustalenia dotyczące trzech obszarów: projektu interfejsu związanego z tzw. „niebieskim znakiem kontrolnym”, funkcjonowania repozytorium reklam oraz dostępu naukowców do danych publicznych. Te właśnie zagadnienia stały się przedmiotem rozstrzygnięcia zawartego w decyzji z 5.12.2025 r.
Decyzja ta kończy część postępowania odnoszącą się do obowiązków przejrzystości, przy jednoczesnym kontynuowaniu przez Komisję dochodzenia w innych obszarach objętych postępowaniem wszczętym w 2023 r.
Stan prawny
Podstawą rozstrzygnięcia Komisji były przepisy aktu o usługach cyfrowych, w szczególności:
– art. 25 ust. 1 DSA, który zakazuje projektowania, organizowania lub obsługi interfejsów internetowych w sposób wprowadzający użytkowników w błąd, manipulujący ich zachowaniami lub w inny istotny sposób ograniczający zdolność do podejmowania wolnych i świadomych decyzji;
– art. 39 DSA, nakładający na bardzo duże platformy internetowe obowiązek prowadzenia publicznie dostępnego, rzetelnego i możliwego do przeszukiwania repozytorium reklam;
– art. 40 ust. 12 DSA, zobowiązujący VLOP do zapewnienia naukowcom skutecznego dostępu do danych publicznych platformy w celu prowadzenia badań nad ryzykami systemowymi.
Komisja, jako organ właściwy do nadzorowania i egzekwowania przepisów DSA wobec bardzo dużych platform internetowych, była uprawniona do wydania decyzji stwierdzającej naruszenie przepisów oraz do nałożenia kary pieniężnej w wysokości do 6% całkowitego światowego rocznego obrotu dostawcy usług.
Ustalenia Komisji i argumentacja
W odniesieniu do art. 25 ust. 1 DSA Komisja uznała, że sposób stosowania przez X tzw. „niebieskiego znaku kontrolnego” w odniesieniu do „zweryfikowanych kont” miał charakter wprowadzający użytkowników w błąd. Status „zweryfikowany” mógł być uzyskany przez każdą osobę po uiszczeniu opłaty abonamentowej, bez znaczącej weryfikacji tożsamości użytkownika przez platformę. W ocenie Komisji taki model utrudniał użytkownikom ocenę autentyczności kont i treści, z którymi wchodzili w interakcje, oraz zwiększał ryzyko oszustw, w tym podszywania się pod inne osoby lub podmioty.
Komisja wskazała jednocześnie, że akt o usługach cyfrowych nie nakłada na platformy internetowe ogólnego obowiązku weryfikowania tożsamości użytkowników. Podkreśliła jednak, że przepisy DSA wyraźnie zakazują fałszywego sugerowania, iż taka weryfikacja została przeprowadzona, jeżeli w rzeczywistości nie miała ona miejsca.
W zakresie art. 39 DSA Komisja stwierdziła, że repozytorium reklam prowadzone przez X nie spełniało wymogów przejrzystości i dostępności. Repozytorium zawierało rozwiązania projektowe i bariery techniczne, w tym nadmierne opóźnienia w przetwarzaniu danych, które podważały jego użyteczność. Ponadto repozytorium nie obejmowało kluczowych informacji, takich jak treść i temat reklamy oraz podmiot prawny finansujący jej emisję. Zdaniem Komisji brak tych danych uniemożliwiał naukowcom i społeczeństwu obywatelskiemu skuteczną kontrolę oraz analizę potencjalnych zagrożeń związanych z reklamą internetową.
Odnosząc się do art. 40 ust. 12 DSA, Komisja uznała, że X nie zapewnił naukowcom skutecznego dostępu do danych publicznych platformy. Warunki świadczenia usług zakazywały uprawnionym badaczom niezależnego dostępu do danych publicznych, w tym poprzez scrapowanie. Jednocześnie procedury dostępu do interfejsu API wprowadzały dodatkowe bariery, które w praktyce podważały możliwość prowadzenia badań nad różnymi rodzajami ryzyka systemowego w Unii Europejskiej.
Komisja wskazała, że wysokość nałożonej grzywny – 120 mln euro – została ustalona z uwzględnieniem charakteru stwierdzonych naruszeń, ich znaczenia dla użytkowników z UE oraz czasu trwania uchybień.
Rozstrzygnięcie i dalsze kroki
Komisja Europejska nałożyła na X grzywnę w wysokości 120 mln euro oraz zobowiązała platformę do podjęcia konkretnych działań naprawczych zmierzających do usunięcia stwierdzonych naruszeń aktu o usługach cyfrowych. Decyzja stwierdzaj nieprzestrzeganie przepisów i łączy sankcję finansową z obowiązkiem przywrócenia zgodności z DSA.
W zakresie naruszenia art. 25 ust. 1 DSA, dotyczącego stosowania zwodniczych praktyk projektowych związanych z tzw. „niebieskimi znakami kontrolnymi”, X ma 60 dni roboczych na poinformowanie Komisji o konkretnych środkach, które zamierza wdrożyć w celu zakończenia tego naruszenia. Obowiązek ten obejmuje przedstawienie rozwiązań, które mają położyć kres praktyce uznanej przez Komisję za wprowadzającą użytkowników w błąd.
W odniesieniu do naruszeń art. 39 oraz art. 40 ust. 12 DSA, dotyczących odpowiednio przejrzystości repozytorium reklam oraz dostępu naukowców do danych publicznych platformy, Komisja przyznała X dłuższy termin. Platforma ma 90 dni roboczych na przedłożenie planu działania określającego niezbędne środki zaradcze, które mają zapewnić zgodność z tymi przepisami. Plan ten powinien odnosić się zarówno do zmian technicznych i organizacyjnych, jak i do sposobu usunięcia barier utrudniających realizację obowiązków przejrzystości i współpracy z badaczami.
Przedłożony przez X plan działania zostanie następnie poddany ocenie Rady ds. Usług Cyfrowych, która w terminie jednego miesiąca od jego otrzymania wyda opinię. Po zapoznaniu się z tą opinią Komisja przyjmie ostateczną decyzję, w której określi rozsądny termin wdrożenia zaproponowanych środków. Decyzja ta będzie stanowiła podstawę dalszego nadzoru nad wykonaniem obowiązków nałożonych na platformę.
Komisja wskazała jednocześnie, że niewykonanie decyzji stwierdzającej nieprzestrzeganie przepisów lub brak realizacji przyjętych środków naprawczych może skutkować nałożeniem na X okresowych kar pieniężnych. Komisja zapowiedziała dalszą współpracę z platformą w celu zapewnienia wykonania decyzji oraz osiągnięcia zgodności z przepisami aktu o usługach cyfrowych.
Komentarz
Decyzja Komisji z 5.12.2025 r. stanowi pierwszy praktyczny przykład zastosowania pełnego mechanizmu egzekwowania aktu o usługach cyfrowych, obejmującego stwierdzenie naruszenia, nałożenie kary finansowej oraz zobowiązanie do wdrożenia środków naprawczych. Z treści decyzji wynika, że Komisja koncentruje się nie tylko na formalnym istnieniu wymaganych mechanizmów, lecz także na ich rzeczywistej skuteczności z perspektywy użytkowników, badaczy oraz społeczeństwa.
Rozstrzygnięcie to może wskazywać stopniowy kierunek interpretacyjny w odniesieniu do obowiązków bardzo dużych platform internetowych, w szczególności w zakresie projektowania interfejsów użytkownika oraz relacji między warunkami świadczenia usług a obowiązkami publicznoprawnymi wynikającymi z DSA. Jednocześnie decyzja potwierdza gotowość Komisji do korzystania z instrumentów sankcyjnych przewidzianych w akcie, co może mieć znaczenie dla dalszej praktyki stosowania DSA w postępowaniach prowadzonych wobec innych platform internetowych.
Decyzja Komisji Europejskiej z 5.12.2025 r. w sprawie X (naruszenie DSA)
Ochrona zwierząt futerkowych, z wyjątkiem królików
- Nowelizacja wprowadza ustawowy zakaz chowu i hodowli zwierząt futerkowych w celach komercyjnych, z wyjątkiem królików, obejmujący w szczególności pozyskiwanie futer oraz innych części zwierząt.
- Przepisy ustanawiają szczególny reżim sankcyjny, umożliwiający orzekanie przez sąd zakazu posiadania zwierząt w razie naruszenia ustawowego zakazu.
- Ustawa przewiduje długi okres przejściowy do 31.12.2033 r., rozbudowany system odszkodowań finansowanych ze środków publicznych oraz szczególną ochronę pracowników dotkniętych likwidacją ferm futerkowych.
Cel ustawy
Celem ustawy jest całkowite wyeliminowanie chowu i hodowli zwierząt futerkowych prowadzonej w celach komercyjnych, jako działalności nie dającej się pogodzić z wymogami dobrostanu zwierząt oraz standardami ochrony humanitarnej. Ustawodawca przyjął założenie, że specyfika hodowli klatkowej zwierząt futerkowych, w szczególności norek, lisów i jenotów, uniemożliwia zapewnienie im warunków odpowiadających ich potrzebom gatunkowym, co skutkuje trwałym i systemowym naruszaniem zasad ochrony zwierząt.
Jednocześnie ustawa zmierza do:
- zapewnienia jednolitego i jednoznacznego standardu ochrony zwierząt futerkowych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
- wyeliminowania rozbieżności interpretacyjnych dotyczących dopuszczalności prowadzenia ferm futerkowych;
- stworzenia mechanizmów umożliwiających stopniowe wygaszenie działalności gospodarczej prowadzonej w tym obszarze;
- zagwarantowania ochrony interesów ekonomicznych podmiotów oraz pracowników dotkniętych zmianą prawa.
Zakres zmian
Nowelizacja obejmuje w szczególności:
- wprowadzenie do ustawy z 21.8.1997 r. o ochronie zwierząt (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1580; dalej: OchrZwU) ustawowego zakazu chowu i hodowli zwierząt futerkowych w celach komercyjnych;
- rozszerzenie katalogu środków karnych i wykroczeniowych poprzez umożliwienie orzekania zakazu posiadania zwierząt;
- ustanowienie szczególnych przepisów przejściowych umożliwiających czasowe kontynuowanie działalności do 31.12.2033 r.;
- uregulowanie zasad i wysokości odszkodowań przysługujących podmiotom oraz rolnikom rezygnującym z działalności;
- określenie trybu administracyjnego przyznawania i wypłaty odszkodowań przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa;
- wprowadzenie szczególnego systemu odpraw pieniężnych dla pracowników zwalnianych w związku z likwidacją ferm futerkowych.
Szczegółowy opis zmian
1. Wprowadzenie zakazu chowu i hodowli zwierząt futerkowych.
Ustawa wprowadza do art. 12 OchrZwU bezwzględny zakaz chowu i hodowli w celach komercyjnych zwierząt futerkowych, o których mowa w art. 2 pkt 4 ustawy z 10.12.2020 r. o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich (Dz.U. z 2021 r. poz. 36), z wyłączeniem królika. Zakaz ten obejmuje wszelkie formy działalności gospodarczej lub rolniczej, których celem jest utrzymywanie zwierząt futerkowych w szczególności w celu pozyskiwania z nich futer, skór lub innych części zwierząt, niezależnie od skali prowadzonej działalności oraz formy prawnej podmiotu.
Równolegle ustawodawca wprowadza zakaz podejmowania działalności regulowanej polegającej na utrzymywaniu zwierząt futerkowych w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 11.3.2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1075). Rozwiązanie to ma charakter uszczelniający i zmierza do wyeliminowania możliwości obejścia zakazu poprzez zmianę kwalifikacji prawnej prowadzonej działalności lub jej formalne przekształcenie.
2. Odpowiedzialność za naruszenie zakazu i środki represyjne.
Nowelizacja wzmacnia reżim sankcyjny związany z ochroną zwierząt futerkowych. W przypadku ukarania sprawcy za wykroczenie polegające na naruszeniu zakazu chowu lub hodowli zwierząt futerkowych sąd uzyskuje uprawnienie do orzeczenia dodatkowego środka karnego w postaci zakazu posiadania wszelkich zwierząt albo określonej kategorii zwierząt na okres od roku do 5 lat.
Środek ten ma charakter fakultatywny, jednak jego wprowadzenie znacząco rozszerza katalog instrumentów oddziaływania sądu, umożliwiając skuteczne przeciwdziałanie powrotowi do działalności sprzecznej z ustawą oraz ograniczenie ryzyka dalszych naruszeń dobrostanu zwierząt.
3. Przepisy przejściowe – czasowe dopuszczenie kontynuowania działalności.
Ustawa przewiduje szczególny, wieloletni okres przejściowy dla podmiotów i rolników, którzy w dniu wejścia w życie ustawy prowadzili działalność polegającą na chowie lub hodowli zwierząt futerkowych w celach komercyjnych. Podmioty te mogą kontynuować działalność na podstawie przepisów dotychczasowych do 31.12.2033 r.
Rozwiązanie to ma na celu zapewnienie stabilności ekonomicznej podmiotów funkcjonujących w oparciu o dotychczasowy stan prawny oraz umożliwienie stopniowego wygaszenia działalności, z uwzględnieniem cyklu inwestycyjnego, amortyzacji infrastruktury oraz sytuacji pracowników.
4. Roszczenie odszkodowawcze wobec Skarbu Państwa.
Ustawodawca wprowadza szczególną podstawę prawną roszczenia odszkodowawczego wobec Skarbu Państwa, przysługującego podmiotom i rolnikom zobowiązanym do zakończenia działalności w związku z wprowadzeniem ustawowego zakazu. Odszkodowanie obejmuje wyrównanie rzeczywistej straty majątkowej, bez uwzględnienia utraconych korzyści, co oznacza, że nie kompensuje ono potencjalnych zysków, które mogłyby zostać osiągnięte w przyszłości.
Mechanizm odszkodowawczy ma charakter degresywny i został skonstruowany jako instrument zachęcający do wcześniejszego zakończenia działalności. Wysokość odszkodowania ustalana jest jako procent średniego rocznego przychodu z działalności prowadzonej w latach 2020–2024 i wynosi odpowiednio od 25% do 5%, w zależności od roku, w którym działalność zostanie zakończona.
5. Szczegółowe zasady ustalania i wypłaty odszkodowania.
Ustawa precyzyjnie określa tryb ubiegania się o odszkodowanie. Świadczenie to przyznawane jest na pisemny wniosek wnioskodawcy składany do Prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Wniosek musi zawierać m.in. dane identyfikujące wnioskodawcę, informacje o osiąganych przychodach, datę zakończenia działalności oraz numer rachunku bankowego.
Prezes Agencji jest uprawniony do przeprowadzania kontroli lub zlecania ich przeprowadzenia w celu weryfikacji prawdziwości danych zawartych we wniosku. Decyzja w sprawie odszkodowania wydawana jest w terminie 6 miesięcy od dnia złożenia kompletnego wniosku i ma charakter decyzji ostatecznej, przy czym ustawodawca zapewnia wnioskodawcy możliwość dochodzenia roszczeń na drodze sądowej przed sądem powszechnym.
6. Skutki podatkowe otrzymania odszkodowania.
Ustawa wprowadza jednoznaczne rozstrzygnięcie w zakresie skutków podatkowych otrzymanego odszkodowania, stanowiąc, że przychód z tego tytułu nie podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych ani podatkiem dochodowym od osób prawnych. Rozwiązanie to ma na celu zapewnienie pełnej kompensacyjnej funkcji świadczenia odszkodowawczego.
7. Ochrona pracowników zatrudnionych w fermach futerkowych.
Nowelizacja przewiduje szczególne instrumenty ochrony pracowników, z którymi rozwiązano stosunek pracy w związku z zakończeniem działalności polegającej na chowie lub hodowli zwierząt futerkowych. Pracownikom tym przysługuje odprawa pieniężna w wysokości dwunastomiesięcznego wynagrodzenia, ustalana według zasad obowiązujących przy obliczaniu ekwiwalentu pieniężnego za urlop wypoczynkowy.
Wypłacone odprawy podlegają zwrotowi przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, co oznacza, że ciężar finansowy świadczeń pracowniczych został przeniesiony z pracodawców na system ubezpieczeń społecznych. Ustawa określa również moment ustalania stanu zatrudnienia, co ma kluczowe znaczenie dla zapobiegania nadużyciom.
8. Przedawnienie roszczeń i sukcesja prawna.
Roszczenie o odszkodowanie przedawnia się z upływem roku od dnia zakończenia działalności objętej zakazem. Jednocześnie ustawodawca przewiduje możliwość przejścia roszczenia na następców prawnych wnioskodawcy, co zabezpiecza interesy majątkowe w przypadku śmierci osoby prowadzącej działalność.
Etap legislacyjny i wejście w życie
Ustawa została ogłoszona w Dzienniku Ustaw 4.12.2025 r. i wejdzie w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.
Duże firmy zmuszą małe do wystawiania faktur w KSeF
Spółka, z którą współpracuję, sugeruje, abym wystawiał jej faktury w KSeF, chociaż nie będę miał takiego obowiązku i wcale się do tego nie palę – opowiada czytelnik. Obawia się, że jak się nie zgodzi, kontrahent może zrezygnować z jego usług. Takich dylematów będzie coraz więcej – wróżą eksperci.
– Duże firmy będą wymuszać na małych wystawianie faktur w KSeF, bo będzie im łatwiej je rozliczać – mówi Izabela Leśniewska, doradca podatkowy w kancelarii Alo-2.
Terminy
Przypomnijmy, że KSeF wchodzi 1 lutego 2026 r. Od tego dnia muszą wprowadzać do niego faktury (tzw. ustrukturyzowane) największe firmy. Czyli te, w których sprzedaż (wraz z kwotą podatku) w 2024 r. przekroczyła 200 mln zł. Pozostałe mają dwa miesiące więcej na wdrożenie nowych obowiązków. Najmniejsi przedsiębiorcy, z miesięczną sprzedażą do 10 tys. zł (z podatkiem), nie muszą wprowadzać faktur do KSeF do końca 2026 r. I jak mówią eksperci, wielu z tych najmniejszych, w ogóle się rewolucją w fakturowaniu nie interesuje. Mogą być jednak niemile zaskoczeni, gdy okaże się, że muszą raportować sprzedaż w nowym systemie już od lutego.
– Wiele firm chce pozmieniać warunki kontraktów i dopasować je do nowych zasad dokumentowania transakcji – mówi Michał Wykurz, doradca podatkowy, starszy menedżer w Sendero Tax & Legal.
– Przyjmijmy, że spółka ma np. 100 wykonawców, którzy wystawiają jej faktury do 10 tys. zł. Teraz część wysyła je mailem, część przynosi do księgowości w papierze. Od 1 lutego niektórzy będą wystawiać faktury w KSeF (bo chcą albo mają też inną sprzedaż i przekraczają limit). Spółka będzie więc dostawać dokumenty zakupowe na trzy sposoby: mailem, w papierze i w KSeF. I nic w tym dziwnego, że będzie chciała narzucić wszystkim wykonawcom KSeF. Przecież dużo wygodniej jest mieć faktury w jednym miejscu – tłumaczy Izabela Leśniewska.
Nowe zasady
– Duże firmy mogą wymuszać na małych wystawianie faktur w KSeF – potwierdza Janusz Menkina, właściciel biura rachunkowego. Podkreśla jednak, że zmiana zasad przekazywania dokumentów powinna mieć odzwierciedlenie w umowie.
– Załóżmy, że teraz jest w niej zapis „usługa powinna być udokumentowana wystawioną zgodnie z przepisami fakturą”. Jeśli przedsiębiorca ma sprzedaż do 10 tys. zł miesięcznie, to w 2026 r. faktura papierowa bądź przesłana mailem nadal będzie zgodna z przepisami. Jeśli odbiorca chce fakturę w KSeF, powinien zmienić umowę – wskazuje Michał Wykurz.
– Oczywiście dostawca nie musi się na to zgodzić – mówi Janusz Menkina.
Eksperci podkreślają jednak, że w wielu relacjach biznesowych duża firma ma pozycję dominującą. – I narzuca małej różne rozwiązania. Ci, którzy ich nie akceptują, wypadają z gry. Takie są rynkowe realia – mówi Michał Wykurz.
– Podobnie było parę lat temu, gdy weszła biała lista VAT i duzi zmuszali małych do zakładania firmowych rachunków bankowych (bo prywatnych na niej nie było) – przypomina Izabela Leśniewska.
Nie taki KSeF straszny
Zdaniem ekspertów, choć wielu małych przedsiębiorców jest ciągle na etapie faktur papierowych (tzw. wykluczeni cyfrowo), to nie muszą się aż tak bardzo KSeF obawiać. – Powinni sobie z nowym systemem poradzić, bezpłatne narzędzia udostępnione przez Ministerstwo Finansów, czyli e-mikrofirma i Aplikacja Podatnika, są łatwe w obsłudze – mówi Janusz Menkina.
– Najmniejsze firmy i tak będą musiały do KSeF wchodzić po faktury zakupowe – dodaje Izabela Leśniewska.
Przypomnijmy też, że od obowiązku wystawiania faktur w KSeF jest parę wyjątków, np. dla zagranicznych przedsiębiorstw, które nie posiadają w Polsce siedziby ani stałego miejsca prowadzenia działalności. – Oznacza to, że nawet jak duża firma wymusi na swoich wykonawcach wystawianie dokumentów w nowym systemie, to i tak faktury dokumentujące zagraniczne zakupy będzie dostawać w tradycyjny sposób – mówi Michał Wykurz.
FAKTURA POZA KSEF
Można odliczyć VAT i rozliczyć koszty
Czy od 1 lutego 2026 r. fakturę zakupową wystawioną poza KSeF będzie można rozliczyć w biznesie? To pytanie zadaje wielu przedsiębiorców obawiających się, że mimo wejścia nowego systemu, nadal będą dostawać dokumenty mailem bądź w papierze. Czy można z nich odliczyć VAT? Tak, jeśli kupujemy towary bądź usługi na potrzeby działalności. Odpowiedź jest pozytywna nie tylko wtedy, gdy sprzedawca wystawia fakturę poza KSeF zgodnie z przepisami (bo nie przekracza limitu). Ale także wtedy, gdy robi to wbrew ustawowym obowiązkom. Potwierdzenie znajdziemy w interpretacjach. Fiskus przyznaje w nich, że prawo do odliczenia jest jedną z fundamentalnych zasad VAT. Wszelkie ograniczenia mogą wynikać jedynie z przepisów. W polskich regulacjach nie ma jednak zakazu odliczania VAT z faktur wystawionych – wbrew obowiązkowi – poza KSeF (np. interpretacja nr 0114-KDIP1-3.4012.739.2025.1.AMA).
Potwierdziło to też Ministerstwo Finansów w wyjaśnieniach dla „Rzeczpospolitej”. Przyznało również, że wydatek udokumentowany fakturą poza KSeF można rozliczyć w kosztach PIT/CIT. „Jeśli podatnik otrzyma fakturę wystawioną poza systemem, będzie mógł odliczyć VAT, jeżeli spełnione są pozostałe, materialne przesłanki prawa do odliczenia (…) faktura – niezależnie od formy – stanowi podstawowy dowód potwierdzający poniesienie kosztu, który może być uznany za koszt uzyskania przychodu, o ile został on poniesiony w celu osiągnięcia lub zabezpieczenia przychodów” – czytamy w wyjaśnieniach Ministerstwa Finansów. Jednocześnie resort zaleca, aby sprawdzać, dlaczego kontrahent nie wystawia faktur w nowym systemie (szerzej pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej” z 21 listopada).
Sukcesja bez mitów. Jak firmy rodzinne mogą trwać pokolenia
Uczestnicy debaty poświęconej sukcesji zgodzili się co do jednego: jeśli sukcesję zaczyna się planować w kryzysie albo „na ostatnią chwilę”, szanse na powodzenie dramatycznie maleją.
Rozmowa dotyczyła nie tylko narzędzi prawnych, takich jak fundacja rodzinna, ale przede wszystkim praktycznych i psychologicznych aspektów przekazywania biznesu kolejnym pokoleniom. Uczestnicy próbowali też zmierzyć się z popularnym mitem „trzeciego pokolenia”, zgodnie z którym pierwsze buduje, drugie konsoliduje, a trzecie trwoni.
Ekosystem rodzinno-biznesowy
Mec. Beata Krzyżagórska-Żurek, doradzająca firmom rodzinnym adwokat w kancelarii Krzyżagórska Łoboda i Partnerzy, już na początku podkreśliła, że firma rodzinna nie jest zwykłym przedsiębiorstwem, które można analizować wyłącznie przez pryzmat wskaźników finansowych. – To złożony ekosystem, w którym nakładają się na siebie role zawodowe, relacje właścicielskie oraz silne emocje rodzinne – zauważyła.
Jej zdaniem jednym z głównych źródeł dysfunkcji jest brak świadomego rozdzielenia tych płaszczyzn. Zdarza się, że decyzje operacyjne zapadają przy rodzinnym stole, podczas gdy ważne rozstrzygnięcia strategiczne w ogóle nie znajdują swojego miejsca. – Bez zmapowania ról i kompetencji trudno mówić o efektywnym zarządzaniu – podkreśliła.
Proponuje ona myślenie o firmie rodzinnej w kategoriach trzech wyraźnie odseparowanych przestrzeni:
- właścicielskiej – gdzie projektowany jest strategiczny kształt firmy rodzinnej i rodziny biznesowej i definiowane są ich wartości,
- zarządczej oraz nadzorczej – gdzie podejmowane są bieżące decyzje biznesowe i realizowany jest nadzór nad nimi,
- rodzinnej – w której mieszczą się więzi emocjonalne, tradycja, wartości rodziny.
Dopiero na takim szkielecie można budować tzw. ład rodzinny: fora dyskusyjne, zasady reprezentacji, katalog praw i obowiązków członków rodziny.
– Kluczowe pytania brzmią: jakie mamy wartości, jaką misję, dlaczego w ogóle chcemy być razem jako rodzina biznesowa, a nie rozproszyć majątek między niespokrewnionych inwestorów – mówiła mecenas. Jej zdaniem dopiero odpowiedź na te pytania pozwala sensownie dobrać narzędzia prawne, a nie odwrotnie.
Inaczej rozkłada akcenty Henryk Orfinger, współtwórca i prezes firmy Dr Irena Eris, który przypomniał, że polska przedsiębiorczość prywatna ma ledwie trzy dekady. – My byliśmy pierwszym pokoleniem biznesu, samotnymi wilkami, którzy w latach 90. próbowali coś zbudować. O sukcesji nikt nie myślał – przyznał.
Zwrócił uwagę, że sukcesja wygląda inaczej w małych, a inaczej w dużych firmach. W niewielkich biznesach dzieci często po prostu dołączają do pracy rodziców, uczą się wszystkiego od środka i naturalnie przejmują stery. – Widziałem wiele takich małych firm rodzinnych, liczących po kilkanaście, kilkadziesiąt osób, gdzie sukcesja odbyła się niemal bezboleśnie – mówił.
W dużych przedsiębiorstwach sytuacja jest jednak zupełnie inna. – W mojej ocenie dzieci nie powinny od razu wchodzić do rodzinnego biznesu. Najpierw muszą nauczyć się pracy i odpowiedzialności na zewnątrz. Potem dopiero można rozmawiać o ich roli w firmie – argumentował.
Choć nie kwestionuje roli ładu rodzinnego, uważa, że nie może on przesłaniać priorytetu biznesowego. – Bez zadbania o siłę i stabilność firmy nie ma sensu mówić o sukcesji. Co z tego, że stworzymy skomplikowane struktury, jeśli za chwilę nie będzie czego przekazywać? – pytał retorycznie.
Rodzina ważniejsza niż biznes
Z takim podejściem polemizował Bogusław Kowalski, twórca i wieloletni właściciel Grupy Graal, który sprzedał już firmę, ale nadal myśli o sukcesji. – Dla mnie podmiotem jest rodzina, a firma jest tylko jednym z aktywów. Można ją sprzedać, tak jak ja sprzedałem, ale sukcesja i tak będzie trwała – przekonywał.
Kowalski zwrócił uwagę, że w rodzinach wielodzietnych (sam ma sześcioro dzieci) planowanie sukcesji jest szczególnie wymagające. – Im więcej dzieci, tym większa pokusa dzielenia majątku i tym łatwiej doprowadzić do rozdrobnienia. A celem sukcesji powinno być utrzymanie majątku w całości, razem z odpowiedzialnością za utrzymanie rodziny – mówił, nawiązując do historycznych instytucji ordynacji rodowych.
Jego zdaniem majątek może w równym stopniu cementować, jak i niszczyć rodzinę. – To wartości i spójność postaw trzymają rodzinę razem, nie same pieniądze. Dobrze skonstruowana fundacja rodzinna może te wartości wzmacniać, chociaż nie da się ich zadekretować – podkreślił.
Wskazał przy tym, że statut fundacji rodzinnej może zawierać nie tylko zasady korzystania z majątku, ale także odwołania do katalogu wartości i pożądanych postaw. – Kto łamie te wartości, może narazić się na ograniczenie korzyści z fundacji. To nie jest kara, raczej mechanizm, który skłania do refleksji: czy opłaca mi się zachować niegodziwie – tłumaczył.
Relacje i zaufanie
Wątek znaczenia relacji rodzinnych rozwinął Grzegorz Putka, prezes Piekarni Cukierni Putka. Opowiedział, jak w jego rodzinie budowano więzi: kilka razy w roku spotykała się szeroka, 30-osobowa rodzina, kuzyni mieszkali blisko siebie i spędzali razem dzieciństwo. – Dzięki temu, mimo różnic charakterów i poglądów, mamy do siebie zaufanie. Wiemy, że dobro firmy i rodziny jest dla nas wszystkich ważne – mówił.
Podkreślił, że konflikt między członkami rodziny jest dla biznesu jednym z największych zagrożeń. – Żadne, nawet najbardziej wyrafinowane konstrukcje prawne nie ochronią firmy, jeśli rodzina jest skłócona – stwierdził.
Jego zdaniem rozmowę o zasadach sukcesji trzeba zacząć odpowiednio wcześnie, zanim konkretne osoby zaczną pełnić określone funkcje, a nawet gdy dzieci będą już w takim wieku, że widoczne będą predyspozycje poszczególnych przedstawicieli kolejnego pokolenia. – W takim momencie rozmowa przestaje dotyczyć zasad, a zaczyna dotyczyć ludzi, w tym naszych dzieci. To wtedy robi się naprawdę trudne – ocenił.
Konstytucja rodzinna
Ciekawym narzędziem, które pojawiło się w tej rodzinie, była tzw. konstytucja rodzinna. Powstała jeszcze przed formalnym przeprowadzeniem sukcesji właścicielskiej. – To dokument, który nie ma mocy prawnej, jak umowa spółki, ale opisuje nasze wspólne ustalenia: jak wspieramy się w edukacji, zdrowiu, jak wybieramy prezesa, jakie są zasady zbywania udziałów, co dzieje się, gdy ktoś chce z firmy wyjść – relacjonował Putka.
Na bazie tej konstytucji dopiero tworzono wiążące dokumenty prawne: umowy spółek, testamenty, porozumienia między wspólnikami. – Konstytucja rodzinna jest raczej zobowiązaniem moralnym, ale stanowi znakomity punkt odniesienia, gdy trzeba przełożyć wartości na konkretne zapisy – oceniała mec. Krzyżagórska-Żurek.
W przypadku rodziny Putków formalny proces sukcesji – konsultacje, praca z doradcami, przygotowanie konstrukcji prawnych – trwał około półtora roku. Jednak, jak przyznał Grzegorz Putka, do sukcesji przygotowywali się znacznie dłużej – pracując w firmie, stopniowo przejmując odpowiedzialność operacyjną, ucząc się zarządzania.
Cztery etapy rozwoju
Perspektywę bardziej systemową przedstawił Paweł Baranowski, ekspert ds. rekrutacji i oceny kompetencji z firmy Russell Reynolds, który od lat współpracuje z rodzinami biznesowymi w Polsce i na świecie. Wyróżnił on cztery główne etapy rozwoju firm rodzinnych:
- etap właścicielski – dominuje założyciel, „wojownik”, który znalazł niszę, zbudował firmę i podejmuje niemal wszystkie decyzje;
- etap profesjonalizacji zarządczej – pojawiają się pierwsi profesjonalni menedżerowie, biznes staje się zbyt złożony, by prowadzić go jednoosobowo;
- etap rozdzielenia własności od zarządzania – powstaje rada nadzorcza, w której zasiadają członkowie rodziny, a zarząd ma charakter w pełni profesjonalny;
- etap family office – rodzina zarządza już nie jednym, lecz wieloma aktywami: przedsiębiorstwami, nieruchomościami, inwestycjami finansowymi, a także działalnością filantropijną i edukacyjną.
Na każdym z tych etapów inne jest znaczenie sukcesji i inne są potrzeby kompetencyjne. Baranowski podkreślił, że członkowie rodziny mogą pełnić trzy podstawowe role:
- właściciela (beneficjenta);
- członka rady nadzorczej;
- członka zarządu (w tym prezesa).
– To trzy zupełnie różne role, wymagające innych predyspozycji, wiedzy i przygotowania. Błędem jest sprowadzanie sukcesji wyłącznie do obsadzenia stanowiska prezesa dzieckiem nestora – zaznaczył.
Sukcesja wewnętrzna czy zewnętrzna?
W tym miejscu pojawił się ciekawy spór definicyjny. Paweł Baranowski mówił o sukcesji wewnętrznej (gdy główne role obejmuje członek rodziny) i zewnętrznej (gdy zarządzanie przejmuje profesjonalny menedżer spoza rodziny). Henryk Orfinger zakwestionował to rozróżnienie. – Sukcesja jest zawsze wewnętrzna, bo dotyczy przekazania majątku i władzy w rodzinie. To, że zatrudniamy menedżera zewnętrznego, jest elementem systemu zarządzania, ale nie sukcesją – argumentował.
Mec. Krzyżagórska-Żurek stanęła tu po stronie szerszego rozumienia sukcesji. – W rodzinie istnieje wiele ról: właścicielska, nadzorcza, zarządcza. Sukcesją jest przekazanie którejkolwiek z nich: czy to fotela prezesa, czy funkcji przewodniczącego rady nadzorczej, czy roli strażnika wartości rodzinnych – przekonywała.
Zarówno ona, jak i Baranowski zwracali uwagę, że nie każdy członek rodziny musi, a nawet powinien, być menedżerem. Często lepiej, by został dobrze przygotowanym właścicielem lub członkiem rady nadzorczej, a zarządzanie firmą powierzono specjaliście z rynku.
Proces dziedziczenia
Moderatorka Ewa Szadkowska, wicenaczelna „Rzeczpospolitej” i szefowa działu Prawo, zadała jedno z najbardziej drażliwych pytań: co w sytuacji, gdy ktoś z młodszego pokolenia bardzo chce przejąć stery, ale nie ma ku temu odpowiednich kompetencji? Kto i jak ma to powiedzieć?
Paweł Baranowski przyznał, że to jedne z najtrudniejszych procesów, z jakimi pracuje. – Zdarza się, że rodzice proszą nas o obiektywną ocenę i wsparcie rozwojowe dla dzieci w wieku około 20 lat. Czasem wyniki pokazują jasno: ta osoba może być szczęśliwa i spełniona, ale nie w roli prezesa firmy rodzinnej – opowiadał.
W dojrzałych rodzinach biznesowych buduje się wówczas długoterminowe programy rozwoju, które umożliwiają odnalezienie innej roli: np. w obszarze innowacji, projektów społecznych, nadzoru właścicielskiego. Baranowski zwrócił uwagę, że w rodzinach piątej czy szóstej generacji takie programy są czasem planowane na pięć–dziesięć lat z góry.
Mec. Krzyżagórska-Żurek dodała, że jej dewiza brzmi: „dziecko zawsze do czegoś się nadaje, trzeba tylko znaleźć odpowiednie miejsce”. – Sukcesja to nie tylko fotel prezesa, to też rola filantropa, kuratora projektów kulturalnych, członka rady fundacji rodzinnej – wyliczała. Odnosząc się do wypowiedzi Pawła Baranowskiego, wskazała, że w wielu rodzinach przedsiębiorczych są przewidziane sformalizowane procesy (trwające często nawet i kilkanaście lat), w ramach których dokonywana jest ocena umiejętności i możliwości dziecka i tego, jaka konkretnie rola może mu być powierzona.
Wszyscy uczestnicy debaty byli zgodni, że narzucanie dzieciom z góry określonej ścieżki kariery – czy to w biznesie, czy w profesji – jest ryzykowne. – Jestem przeciwnikiem wyznaczania dziecku roli: „ty będziesz prawnikiem”, „ty zostaniesz prezesem”. Dziecko chce spełnić oczekiwania rodziców, często kosztem siebie – mówił Bogusław Kowalski.
Grzegorz Putka dodał, że w jego rodzinie nikt nikogo nie namawiał do pracy w firmie, choć oczywiście mówiono o niej z dumą i zapraszano do udziału. – Różnica między „jesteś tu mile widziany” a „masz obowiązek tu pracować” czy nawet „chciałbym, żebyś przejął po mnie prowadzenie tego biznesu” jest fundamentalna. W pierwszym przypadku dziecko przychodzi z własnej woli, z ciekawością i motywacją – podkreślił.
W tym kontekście Paweł Baranowski zaznaczył, że pierwszym pytaniem w sukcesji powinno być nie „kto?”, lecz „po co?”. – Zbyt często rodziny zaczynają rozmowę od wskazania osoby, zamiast najpierw uzgodnić cele, zasady, zakres odpowiedzialności – mówił.
Fundacja rodzinna
Od chwili wejścia w życie ustawy o fundacji rodzinnej to właśnie ten instrument jest najczęściej przywoływany w kontekście sukcesji. Mec. Krzyżagórska-Żurek, która brała udział w pracach legislacyjnych, nie kryła entuzjazmu. – Z perspektywy 30 lat praktyki mogę powiedzieć, że to narzędzie niemal idealne. Pozwala utrzymać majątek w całości, rozdzielić zarządzanie od własności, zaplanować wsparcie kilku pokoleń – wyliczała.
Zwróciła jednak uwagę, że fundacja nie jest jedynym możliwym rozwiązaniem. Podobne funkcje mogą pełnić spółki holdingowe, fundusze inwestycyjne zamknięte czy struktury zagraniczne. – Fundacja rodzinna jest ważnym narzędziem, ale nie można jej mitologizować. Bez przemyślanej wizji rodziny i majątku żaden „garnitur prawny” nie będzie dobrze leżał – obrazowo podsumowała.
Bogusław Kowalski wskazał, że jeszcze zanim pojawiła się polska ustawa, rozważał założenie fundacji za granicą, mimo niekorzystnych konsekwencji podatkowych. – Czasem podwójne opodatkowanie jest ceną, którą warto zapłacić za utrzymanie majątku w całości – mówił. Dlatego w jego ocenie dobrze się stało, że podobne narzędzie pojawiło się także w polskim prawie.
Henryk Orfinger patrzy na fundację rodzinną z większym dystansem. Przyznał, że intensywnie zabiegał o wprowadzenie tej instytucji do polskiego prawa, ale zastrzegł, że późniejsze modyfikacje nie były zgodne z pierwotnymi założeniami. – Uważam, że błędem było dopuszczenie działalności gospodarczej fundacji oraz wprowadzenie preferencji podatkowej – stwierdził.
Jego zdaniem fundacja powinna mieć warunki podatkowe neutralne, ani lepsze, ani gorsze niż zwykły biznes. – Obecne preferencje otworzyły drogę do spekulacji i agresywnej optymalizacji. W efekcie fundacje zaczęły być postrzegane jako wehikuły podatkowe, a nie narzędzia sukcesji – ocenił.
Zwrócił też uwagę na praktyczne konsekwencje. – W sądach pojawia się coraz więcej spraw dotyczących rzekomego obchodzenia prawa podatkowego przy wykorzystaniu fundacji rodzinnych. Często dotyczą one ludzi, którzy po prostu porządkują strukturę majątku – mówił.
Grzegorz Putka przyznał z kolei, że preferencje podatkowe mają również efekt pozytywny. – Wielu przedsiębiorców właśnie dzięki nim w ogóle zainteresowało się fundacją. A to w długim terminie zwiększa szanse na pozostanie majątku w Polsce i jego lepszą organizację – argumentował. Zaznaczył jednocześnie, że obecne przepisy są w wielu miejscach nieprecyzyjne, a praktyka organów podatkowych – nieprzewidywalna.
Dodatkowym problemem jest kolizja fundacji z innymi rozwiązaniami, takimi jak estoński CIT. – Paradoksalnie, jeśli ktoś wybrał ten model opodatkowania, dziś często nie może skorzystać z fundacji, choć z punktu widzenia logiki sukcesyjnej byłoby to uzasadnione – zwrócił uwagę Putka.
Trzyletni przegląd
Uczestnicy debaty zgodzili się, że zapowiadany trzyletni przegląd ustawy o fundacji rodzinnej jest konieczny. W ich ocenie wymaga doprecyzowania m.in. kwestii podatkowych, rozszerzenia katalogu beneficjentów, którzy mogą korzystać ze zwolnienia podatkowego (obecnie jest to tylko zerowa grupa podatkowa), zakresu dopuszczalnej działalności gospodarczej oraz relacji z innymi przepisami.
– Pytanie nie brzmi: „czy zmieniać?”, tylko „jak i kiedy?” – zauważyła mec. Krzyżagórska-Żurek. Przypomniała, że państwo umawiało się z obywatelami na ocenę funkcjonowania ustawy po trzech latach. – Zmienianie reguł wcześniej podważa zaufanie tych, którzy działali w dobrej wierze – podkreśliła.
Henryk Orfinger z kolei obawia się, że przegląd ustawy wywoła kolejną falę kontrowersji. – Nikt do tej pory nie przeanalizował systemowo statutów tysięcy fundacji, które już powstały. Obawiam się, że poprawienie wizerunku tej instytucji będzie bardzo trudne – stwierdził.
Doradztwo 3.0
W końcowej części debaty powrócił temat jakości doradztwa na rzecz firm rodzinnych. Uczestnicy zgodzili się, że sukcesja nie może być projektem prowadzonym wyłącznie przez doradców podatkowych. – Obowiązkiem doradcy podatkowego jest wskazanie skutków finansowych. Natomiast decyzja o tym, jak ma wyglądać rodzina i firma za 30–50 lat, wymaga zupełnie innej perspektywy – podkreśliła mec. Krzyżagórska-Żurek.
Zaapelowała o rozwój „doradztwa 3.0” – łączącego kompetencje prawne, podatkowe, biznesowe i psychologiczne, a opartego na etyce i długoterminowym myśleniu. – W mojej praktyce nie spotkałam się z sukcesją, której jedynym celem byłaby optymizacja podatkowa. Tam, gdzie motyw podatkowy zaczyna dominować, najczęściej cały projekt się sypie – dodała.
Paweł Baranowski zwrócił uwagę, że sukcesja to przede wszystkim proces rozmowy – o wartościach, oczekiwaniach, gotowości do rezygnowania z części władzy czy korzyści. – Narzędzia prawne są ważne, ale zawsze są tylko formą. Treść tworzy rodzina – podsumował.
Sukcesja jako maraton
Debata pokazała, że skuteczna sukcesja to maraton rozpisany na dekady, a nie sprint podejmowany w obliczu kryzysu. Uczestnicy konsekwentnie odchodzili od prostych schematów – w rodzaju „trzecie pokolenie zawsze trwoni majątek” – na rzecz bardziej zniuansowanego obrazu: z jednej strony pełnego ryzyk, z drugiej – możliwości.
Powtarzającym się motywem była konieczność zaczynania prac dużo wcześniej, niż wydaje się to naturalne. W idealnym scenariuszu:
- najpierw rodziną kieruje pytanie „po co?”, a dopiero potem „kto?”;
- następnie powstaje konstytucja rodzinna, strategia właścicieli lub inny dokument spisujący zasady i wartości;
- na tej bazie dobiera się strukturę prawną (fundacja, holding, inne narzędzia);
- wreszcie buduje się programy rozwoju dla członków rodziny, przygotowujące ich do konkretnych ról.
Dobrze skonstruowana sukcesja nie polega więc na szukaniu „magicznej formuły”, lecz na żmudnej pracy: rozmowie, planowaniu, edukacji i stopniowym przekazywaniu odpowiedzialności. Fundacja rodzinna może być w tym procesie ważnym sojusznikiem, ale – jak zauważyła mec. Krzyżagórska-Żurek – nie zastąpi ona ani zaufania, ani uczciwej rozmowy o wartościach.
Mit trzeciego pokolenia nie musi się spełnić. Może zostać po prostu… zaplanowany na niepowodzenie – zanim będzie miał szansę zmaterializować się w rzeczywistości.
notowała Kinga Pawlikowska
Elektroniczna rejestracja pojazdów i zniesienie legalizacji tablic
- Nowelizacja wprowadza możliwość składania wniosków o rejestrację pojazdów z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej oraz usług publicznych udostępnianych przez ministra właściwego do spraw informatyzacji.
- Ustawa eliminuje obowiązek legalizacji tablic rejestracyjnych w przypadku rejestracji pojazdu z zachowaniem dotychczasowego numeru rejestracyjnego.
- Przepisy rozszerzają i porządkują zasady korzystania z danych zgromadzonych w Centralnej Ewidencji Pojazdów oraz w ewidencjach pojazdów innych państw członkowskich Unii Europejskiej.
Cel ustawy
Celem ustawy jest usprawnienie procedur rejestracyjnych poprzez:
- ograniczenie liczby dokumentów wymaganych przy rejestracji pojazdu w sytuacjach, w których niezbędne dane są już dostępne w systemach teleinformatycznych administracji publicznej;
- zwiększenie wykorzystania danych zgromadzonych w Centralnej Ewidencji Pojazdów jako podstawy dokonywania czynności rejestracyjnych;
- doprecyzowanie i ujednolicenie obowiązków właścicieli pojazdów w zakresie terminów rejestracyjnych, w szczególności w przypadkach nabycia pojazdu w drodze spadku lub czasowego wycofania pojazdu z ruchu;rejestracja pojazdówn.iu
- rozwój transgranicznej wymiany danych o pojazdach pomiędzy państwami członkowskimi Unii Europejskiej w celu weryfikacji danych pojazdu przed jego rejestracją.
Ustawodawca wskazuje, że przyjęte rozwiązania mają również na celu odciążenie organów rejestrujących oraz ograniczenie obrotu dokumentami w postaci papierowej, co wpisuje się w kierunki cyfryzacji administracji publicznej.
Zakres zmian
Ustawa wprowadza zmiany w szczególności w przepisach ustawy z 20.6.1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1251; dalej: PrDrog) regulujących:
- tryb i formę składania wniosków o rejestrację pojazdów (art. 73 PrDrog);
- katalog dokumentów wymaganych przy rejestracji pojazdu (art. 72 PrDrog);
- zasady i terminy realizacji obowiązku rejestracji pojazdu (art. 73aa PrDrog);
- warunki zachowania dotychczasowego numeru rejestracyjnego i tablic rejestracyjnych;
- czasową rejestrację pojazdów, w tym właściwość organów rejestrujących (art. 74 PrDrog);
- dostęp, zakres oraz wymianę danych zgromadzonych w Centralnej Ewidencji Pojazdów oraz Centralnej Ewidencji Kierowców (art. 80a–80rb PrDrog).
Szczegółowy opis zmian
Elektroniczne składanie wniosków o rejestrację pojazdu
Ustawa umożliwia składanie wniosków o rejestrację pojazdu za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w tym poprzez usługę udostępnioną przez ministra właściwego do spraw informatyzacji oraz z wykorzystaniem aplikacji mObywatel.
Przewidziano również alternatywną procedurę polegającą na sporządzeniu wniosku w postaci elektronicznej przez organ rejestrujący na podstawie danych przekazanych przez wnioskodawcę, złożonych dokumentów lub danych dostępnych w Centralnej Ewidencji Pojazdów, a następnie podpisaniu go przez wnioskodawcę przy użyciu urządzenia odwzorowującego podpis własnoręczny (art. 73 ust. 1aa-1al PrDrog). Rozwiązanie to adresowane jest do osób nieposiadających profilu zaufanego ani kwalifikowanego podpisu elektronicznego.
Zniesienie obowiązku legalizacji tablic rejestracyjnych
W przypadku rejestracji pojazdu z zachowaniem dotychczasowego numeru rejestracyjnego właściciel pojazdu nie będzie zobowiązany do legalizacji tablic rejestracyjnych.
Warunkiem skorzystania z tego rozwiązania jest złożenie przez właściciela oświadczenia, pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń, że posiada tablice rejestracyjne utrzymane w należytym stanie i czytelne oraz że znak legalizacyjny nie jest uszkodzony. W razie niespełnienia tych warunków organ rejestrujący wyda nowe tablice rejestracyjne (art. 73 ust. 1a PrDrog).
Zmiany w terminach rejestracyjnych
Ustawa wydłuża z 30 do 60 dni termin na złożenie wniosku o rejestrację pojazdu nabytego w drodze spadku, liczony od dnia uprawomocnienia się prawomocnego orzeczenia sądu o stwierdzeniu nabycia spadku albo sporządzenia aktu poświadczenia dziedziczenia (art. 73aa ust. 2 PrDrog).
Doprecyzowano również zasady biegu terminu rejestracyjnego w przypadku pojazdów czasowo wycofanych z ruchu oraz wprowadzono dodatkowe wyłączenia z obowiązku rejestracji pojazdu, m.in. w przypadku kradzieży pojazdu lub jego trwałej i zupełnej utraty posiadania bez zmiany prawa własności.
Wymiana danych z ewidencjami państw UE
Wprowadzono podstawy prawne do transgranicznej wymiany danych o pojazdach pomiędzy organami rejestrującymi państw członkowskich UE.
Jak wynika z art. 72a ust. 1 PrDrog: „W przypadku gdy pojazd wcześniej zarejestrowany w innym państwie członkowskim jest rejestrowany po raz pierwszy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, organ rejestrujący za pośrednictwem Krajowego Punktu Kontaktowego, o którym mowa w art. 80k ust. 1, pobiera dane pojazdu z bazy danych państwa członkowskiego, w którym pojazd był wcześniej zarejestrowany, jeżeli dane te są dostępne”.
Jednocześnie organy innych państw członkowskich UE będą mogły pobierać dane pojazdów zarejestrowanych w Polsce z Centralnej Ewidencji Pojazdów.
Potwierdzanie przystosowania pojazdu do ciągnięcia przyczepy
Nowelizacja zmienia brzmienie pierwszego zdania art. 71 ust. 4 PrDrog na: „Zespół pojazdów składający się z pojazdu samochodowego o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 t i przyczepy albo autobusu i przyczepy może być dopuszczony do ruchu po uzyskaniu odpowiedniej adnotacji w dowodzie rejestracyjnym pojazdu silnikowego, dokonanej na podstawie informacji zawartej w jednym z dokumentów, o którym mowa w art. 72 ust. 1 pkt 3, albo na podstawie przeprowadzonego badania technicznego”.
Umożliwia w ten sposób dokonanie adnotacji w dowodzie rejestracyjnym potwierdzającej przystosowanie pojazdu do ciągnięcia przyczepy bez konieczności przeprowadzania dodatkowego badania technicznego, jeżeli informacja o takim przystosowaniu wynika z dokumentów homologacyjnych pojazdu.
Czasowa rejestracja pojazdów
Doprecyzowano właściwość organów rejestrujących w zakresie czasowej rejestracji pojazdów, w szczególności w przypadkach, gdy właściciel pojazdu nie posiada miejsca zamieszkania lub siedziby na terytorium RP.
Zgodnie z dodanym art. 74 ust. 1b PrDrog: „W przypadku, o którym mowa w ust. 2 pkt 2 lit. a albo c, gdy właściciel pojazdu nie ma miejsca stałego zamieszkania (siedziby) lub czasowego zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, czasowej rejestracji dokonuje organ rejestrujący właściwy ze względu na miejsce zakupu pojazdu lub jego odbioru na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”.
Etap legislacyjny i wejście w życie
Ustawa została ogłoszona w Dzienniku Ustaw 9.12.2025 r. Co do zasady wejdzie w życie po upływie 6 miesięcy od dnia ogłoszenia, tj. 10.6.2026 r. Wybrane przepisy, w tym dotyczące administracyjnych kar pieniężnych oraz udostępniania danych sądom, wejdą w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia. Przepisy wymagające dostosowania systemów teleinformatycznych rejestracji pojazdów oraz Centralnej Ewidencji Pojazdów zaczną obowiązywać z dniem 18.1.2027 r.
Oświadczenie frankowicza o potrąceniu wierzytelności i jego skutki
Stan faktyczny
W 2006 r. ML (konsumentka) zawarła z mBank S.A. umowę kredytu indeksowanego do CHF. W 2017 r. ML skierowała do mBanku wniosek o zawezwanie do próby ugodowej i zażądała zwrotu kwot, które jej zdaniem zapłaciła nienależnie z uwagi na zawarte w tej umowie nieuczciwe warunki. W grudniu2021 r. mBank wniósł do Sądu Okręgowego w Warszawie (sąd odsyłający) pozew, w którym domaga się zasądzenia od ML zwrotu kapitału kredytu, powiększonej o ustawowe odsetki za opóźnienie. W odpowiedzi ML wniosła o oddalenie powództwa i podniosła zarzut przedawnienia dochodzonej wierzytelności. Niezależnie od tego złożyła ona oświadczenie o potrąceniu.
Sąd odsyłający uznał, że sporna umowa zawiera nieuczciwe warunki i nie może dalej bez nich obowiązywać. Zatem umowa ta powinna zostać uznana za nieważną, a strony są zobowiązane do wzajemnego zwrotu świadczeń spełnionych na jej podstawie. Ponadto sąd stwierdził, że zgodnie z art. 118 KC trzyletni termin przedawnienia mający zastosowanie do wierzytelności mBanku upłynął w dniu 31.12.2020 r. W związku z tym w dniu wytoczenia powództwa, czyli 16.12.2021 r., wierzytelność mBanku była przedawniona i sąd jest zobowiązany oddalić powództwo. Jednakże zgodnie z polskim orzecznictwem złożenie oświadczenia o potrąceniu zgodnie z art. 499 KC zawiera w sobie zrzeczenie się zarzutu przedawnienia w rozumieniu art. 117 § 2 KC. Zdaniem sądu odsyłającego takie stanowisko prowadzi do uznania, że złożenie oświadczenia o potrąceniu, nawet w ramach obrony, jest równoznaczne ze zrzeczeniem się zarzutu przedawnienia. W związku z tym sąd odsyłający powziął wątpliwości co do zgodności takiego polskiego orzecznictwa z art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29).
Stanowisko TS
Trybunał stwierdził, że w niniejszej sprawie uzależnienie możliwości skorzystania z zarzutu przedawnienia od powstrzymania się od złożenia jakiegokolwiek oświadczenia o potrąceniu sprowadza się w rzeczywistości do ograniczenia możliwości skorzystania przez konsumenta z uprawnienia procesowego przewidzianego w polskich przepisach, a mianowicie prawa do dochodzenia wzajemnej wierzytelności wynikającej z uznania danej umowy kredytu za nieważną. Takie ograniczenie może, w ramach powództwa wytoczonego przez przedsiębiorcę przeciwko konsumentowi, stanowić przeszkodę mogącą uniemożliwić konsumentowi skuteczne korzystanie z przysługujących mu praw procesowych lub zniechęcić go do tego, z naruszeniem orzecznictwa TS.
Ponadto TS uznał, że rozpatrywane polskie orzecznictwo może również podważać skutek zniechęcający, jaki art. 6 ust. 1 w zw. z art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG ma w zamierzeniu wywoływać w razie uznania, że umowy zawierane między konsumentami a przedsiębiorcami zawierają nieuczciwe warunki (wyrok TS z 14.12.2023 r., Getin Noble Bank (Termin przedawnienia roszczeń restytucyjnych), C-28/22, Legalis, pkt 74). Zdaniem TS przywołane polskie orzecznictwo wydaje się prowadzić do tego, że przedsiębiorca może odzyskać przedawnioną wierzytelność z tego tylko powodu, że konsument, podnoszący zarzut przedawnienia, skorzystał ze środka proceduralnego przyznanego mu przez prawo krajowe, a mianowicie złożenia oświadczenia o potrąceniu. Orzecznictwo to może zatem pozbawić skuteczności mechanizm wprowadzony poprzez dyrektywę 93/13/EWG w celu zapobiegania stosowaniu nieuczciwych warunków w stosunkach umownych między przedsiębiorcami a konsumentami, ponieważ skutkuje ono zneutralizowaniem skutków prawnych związanych z unieważnieniem danej umowy i umożliwia przedsiębiorcy czerpanie korzyści z jego własnego niezgodnego z prawem zachowania, które leży u podstaw tego stwierdzenia nieważności.
Trybunał stwierdził, że nie można domniemywać zrzeczenia się zarzutu przedawnienia wyłącznie na podstawie orzecznictwa krajowego, zgodnie z którym czynność procesowa, taka jak oświadczenie o potrąceniu, stanowi dorozumianą wolę zrzeczenia się tego zarzutu, bez sprawdzenia, czy konsument wyraził tę wolę w sposób swobodny i świadomy. Zdaniem TS taka sama wykładnia ma zastosowanie tym bardziej w sytuacji takiej jak rozpatrywana w postępowaniu głównym, w której konsument w ramach dokonanej jednocześnie innej czynności procesowej wyraźnie wyraził przeciwną wolę skorzystania z przedawnienia.
Polski rząd podkreślił, że art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG i zasada skuteczności wymagają, aby konsument był w stanie skutecznie dochodzić praw przyznanych mu przez tę dyrektywę, przy czym wykonanie określonego prawa procesowego nie może być automatycznie utożsamiane z dorozumianym zrzeczeniem się innego. Trybunał uznał, że orzecznictwo krajowe, które wywodzi dorozumiane zrzeczenie się zarzutu przedawnienia z samego tylko złożenia oświadczenia o potrąceniu bez sprawdzenia woli konsumenta, narusza ten wymóg. Oceny tej nie podważa okoliczność, że ML była reprezentowana przez adwokata, który ze względu na swoją rolę powinien znać rozpatrywane polskie orzecznictwo, ponieważ okoliczność ta nie ma co do zasady wpływu na ochronę przyznaną konsumentom przez dyrektywę 93/13/EWG (wyrok TS z 11.3.2020 r., Lintner, C-511/17, Legalis, pkt 40).
Trybunał podkreślił, że zasada wykładni zgodnej prawa krajowego z prawem Unii wymaga, by sądy krajowe czyniły wszystko, co leży w zakresie ich kompetencji, uwzględniając wszystkie przepisy prawa krajowego i stosując uznane w porządku krajowym metody wykładni, by zapewnić pełną skuteczność rozpatrywanej dyrektywy i dokonać rozstrzygnięcia zgodnego z realizowanymi przez nią celami. Wymóg dokonywania takiej wykładni zgodnej obejmuje w szczególności obowiązek zmiany, w stosownych przypadkach, przez sądy krajowe utrwalonego orzecznictwa, jeżeli opiera się ono na wykładni prawa krajowego, której nie da się pogodzić z celami dyrektywy. Zdaniem TS sąd krajowy nie może zatem ważnie stwierdzić, iż nie może dokonać wykładni przepisu prawa krajowego zgodnie z prawem Unii jedynie ze względu na to, że do tej pory niezmiennie interpretowano ten przepis w sposób niezgodny z prawem Unii.
W niniejszej sprawie TS wskazał, że do sądu odsyłającego należy upewnienie się, iż przepisy prawa krajowego nie mogą być interpretowane w sposób uniemożliwiający konsumentowi skuteczne powoływanie się na zarzut przedawnienia dotyczący wierzytelności, na którą powołuje się bank, lub zniechęcający go do powołania się na ów zarzut z tego tylko powodu, że konsument ten złożył oświadczenie o potrąceniu. W związku z tym do tego sądu należy w razie potrzeby odstąpienie z własnej inicjatywy od stosowania rozpatrywanego polskiego orzecznictwa, jeżeli nie wydaje się ono zgodne z art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG.
Trybunał orzekł, że art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG w związku z zasadą skuteczności należy interpretować w ten sposób, iż w kontekście uznania za nieważną w całości umowy kredytu hipotecznego zawartej między konsumentem a bankiem ze względu na to, że ta umowa zawiera nieuczciwy warunek, bez którego owa umowa nie może dalej obowiązywać, stoi on na przeszkodzie orzecznictwu krajowemu, zgodnie z którym złożenie przez tego konsumenta oświadczenia o potrąceniu jego wierzytelności z wierzytelnością banku pociąga za sobą dorozumiane zrzeczenie się zarzutu przedawnienia dotyczącego wierzytelności, na którą powołuje się ten bank.
Komentarz
Ważny wyrok nie tylko dla frankowiczów, ale i wszystkich konsumentów.
Z niniejszego wyroku wynika, że frankowicze otrzymujący pozew banku o zwrot kapitału w związku z nieważnością umowy frankowej (art. 3851 § 1 KC) w celu dochodzenia swoich praw mogą powołać się na wszelkie dostępne prawem środki, w tym podnosząc zarzut przedawnienia i potrącenia. Trybunał uznał bowiem, że polskie orzecznictwo, zgodnie z którym oświadczenie konsumenta o potrąceniu (art. 499 KC) powoduje automatycznie zrzeczenie się zarzutu przedawnienia (art. 117 § 2 KC) – jest sprzeczne z art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG i zasadą skuteczności.
Co istotne, w tym wyroku Trybunał po raz kolejny potwierdził obowiązek stosowania przez sądy krajowe państw członkowskich, w tym oczywiście i polskie sądy, zasady wykładni zgodnej prawa krajowego z prawem Unii. A z zasady tej wynika również możliwość, adekwatnie do sytuacji, odstąpienia przez taki sąd od stosowania krajowego orzecznictwa niezgodnego z prawem Unii. Oznacza to, że polski sąd powinien rozważyć niestosowane polskiego orzecznictwa, jeżeli nie jest ono zgodne z art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG w związku z zasadą skuteczności, bez konieczności zadawania pytania prejudycjalnego, czy oczekiwania na zmiany legislacyjne w polskim prawie.
Wyrok TS z 11.12.2025 r., Kuszycka, C-767/24
Zmiany w cyberbezpieczeństwie – projekt ustawy wdrażającej dyrektywę NIS 2
- Projekt ustawy wdraża do polskiego porządku prawnego dyrektywę 2022/2555/UE, ustanawiając nowe ramy funkcjonowania krajowego systemu cyberbezpieczeństwa.
- Nowelizacja znacząco rozszerza katalog sektorów i podmiotów objętych obowiązkami w zakresie cyberbezpieczeństwa, w tym o podmioty z obszaru produkcji, żywności, chemikaliów, poczty, przestrzeni kosmicznej oraz zarządzania usługami ICT.
- Projekt wprowadza nowe obowiązki organizacyjne, sprawozdawcze i nadzorcze, w tym obowiązek zgłaszania incydentów, tworzenia zespołów reagowania oraz zwiększoną odpowiedzialność osób zarządzających.
Cel projektu ustawy
Celem projektu ustawy jest zapewnienie wysokiego wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej poprzez dostosowanie krajowych regulacji do standardów wynikających z dyrektywy 2022/2555/UE. Projekt zmierza do zwiększenia odporności państwa, gospodarki i społeczeństwa na zagrożenia cybernetyczne, a także do wzmocnienia zdolności zapobiegania incydentom, ich wykrywania, reagowania oraz minimalizowania ich skutków.
Projektodawca zakłada, że realizacja tych celów wymaga odejścia od selektywnego modelu ochrony cyberbezpieczeństwa na rzecz podejścia systemowego, obejmującego szeroki krąg podmiotów kluczowych i ważnych, których działalność ma istotne znaczenie dla ciągłości funkcjonowania państwa, bezpieczeństwa obywateli oraz stabilności rynku wewnętrznego.
Zakres projektowanych zmian
Projekt ustawy obejmuje zmiany w ustawie z 5.7.2018 r. o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1077) oraz w szeregu ustaw powiązanych. Proponowane regulacje dotyczą w szczególności:
- rozszerzenia katalogu sektorów i podmiotów objętych krajowym systemem cyberbezpieczeństwa;
- wprowadzenia nowej klasyfikacji podmiotów jako podmiotów kluczowych i podmiotów ważnych;
- określenia nowych obowiązków w zakresie zarządzania ryzykiem cyberbezpieczeństwa;
- wzmocnienia systemu zgłaszania i obsługi incydentów;
- rozbudowy struktur reagowania na incydenty, w tym zespołów CSIRT;
- zwiększenia odpowiedzialności kadry kierowniczej;
- dostosowania przepisów krajowych do regulacji unijnych, w tym zapewnienia spójności z innymi aktami prawa UE.
Szczegółowy opis projektowanych zmian
1. Rozszerzenie katalogu sektorów i podmiotów objętych regulacją.
Projekt ustawy znacząco rozszerza zakres podmiotowy krajowego systemu cyberbezpieczeństwa. Oprócz dotychczasowych sektorów objętych regulacją, do systemu włączone zostają nowe sektory gospodarki i administracji, w tym w szczególności: sektor zbiorowego odprowadzania ścieków, zarządzanie usługami ICT, przestrzeń kosmiczna, usługi pocztowe i kurierskie, produkcja przemysłowa, produkcja i dystrybucja chemikaliów oraz produkcja i dystrybucja żywności.
Rozszerzenie to wynika z uznania, że zakłócenia w funkcjonowaniu tych sektorów mogą mieć poważne skutki społeczne, gospodarcze i środowiskowe, a ich odporność cybernetyczna ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa państwa.
2. Nowa klasyfikacja podmiotów – podmioty kluczowe i podmioty ważne.
Projekt wprowadza rozróżnienie pomiędzy podmiotami kluczowymi oraz podmiotami ważnymi, zgodnie z terminologią dyrektywy 2022/2555/UE. Kryteria kwalifikacji do poszczególnych kategorii uwzględniają m.in. wielkość podmiotu, charakter prowadzonej działalności oraz znaczenie świadczonych usług dla interesu publicznego.
Zróżnicowanie to znajduje odzwierciedlenie w zakresie obowiązków oraz intensywności nadzoru sprawowanego przez właściwe organy.
3. Obowiązki w zakresie zarządzania ryzykiem cyberbezpieczeństwa.
Projekt ustawy nakłada na podmioty objęte regulacją obowiązek wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych służących zarządzaniu ryzykiem cyberbezpieczeństwa. Obejmuje to w szczególności:
- analizę i ocenę ryzyka;
- wdrażanie polityk bezpieczeństwa informacji;
- zapewnienie ciągłości działania;
- bezpieczeństwo łańcucha dostaw;
- szkolenia personelu;
- stosowanie środków kryptograficznych i zabezpieczeń technicznych.
4. Obowiązek zgłaszania incydentów cyberbezpieczeństwa.
Projekt precyzuje obowiązek zgłaszania incydentów cyberbezpieczeństwa właściwym zespołom CSIRT. Wprowadzono wieloetapowy model raportowania, obejmujący zgłoszenie wstępne, zgłoszenie szczegółowe oraz raport końcowy, co ma zapewnić szybkie reagowanie oraz skuteczną analizę zdarzeń.
5. Wzmocnienie struktur reagowania – zespoły CSIRT.
Projekt przewiduje rozwój i wzmocnienie krajowych i sektorowych zespołów reagowania na incydenty cyberbezpieczeństwa. Zakłada się zarówno doposażenie techniczne tych zespołów, jak i rozwój kompetencji kadrowych, co ma zwiększyć zdolność państwa do reagowania na zagrożenia o dużej skali.
6. Odpowiedzialność kadry zarządzającej.
Jednym z kluczowych elementów projektu jest zwiększenie odpowiedzialności osób zarządzających podmiotami objętymi krajowym systemem cyberbezpieczeństwa. Kadra kierownicza będzie zobowiązana do zatwierdzania i nadzorowania wdrażania środków zarządzania ryzykiem cyberbezpieczeństwa oraz do odbywania szkoleń w tym zakresie.
7. Sankcje i środki nadzorcze.
Projekt przewiduje rozbudowany katalog sankcji administracyjnych za naruszenie obowiązków wynikających z ustawy, w tym kary pieniężne, środki naprawcze oraz uprawnienia kontrolne właściwych organów.
Skutki projektowanych zmian
Projektowane regulacje będą miały istotne skutki organizacyjne i finansowe dla podmiotów objętych nowymi obowiązkami, w szczególności w zakresie konieczności inwestycji w infrastrukturę teleinformatyczną, systemy bezpieczeństwa oraz kompetencje kadrowe. Jednocześnie projektodawca wskazuje na długofalowe korzyści w postaci zwiększenia odporności systemów oraz ograniczenia ryzyk związanych z incydentami cybernetycznymi.
Etap legislacyjny
Projekt ustawy był przedmiotem pierwszego czytania na posiedzeniu Sejmu 5.12.2025 r. i został skierowany do dalszych prac w Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.
Nabywca płaci VAT za sprzedawcę?
Wydany 11 grudnia wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczył sprawy bułgarskiej, choć może mieć skutki także dla polskich podatników. Rozstrzyga bowiem kwestię odpowiedzialności za cudze zobowiązania podatkowe.
Sprawa dotyczyła firmy Vaniz, działającej w branży transportowej. W trakcie swojej działalności kupowała ona m.in. samochody ciężarowe od firmy Stars International EOOD. Vaniz zapłaciła należność z tych faktur i potraktowała VAT w nich zawarty jako podatek naliczony w swoim rozliczeniu. Jednak firma Stars ogłosiła upadłość i przestała istnieć, przy czym okazało się, że nie rozliczyła z urzędem skarbowym VAT od sprzedaży pojazdów firmie Vaniz. Bułgarskie władze podatkowe domagały się zapłaty tego podatku od Vaniz, powołując się na tamtejsze przepisy o odpowiedzialności solidarnej za nieuiszczony podatek. Według tamtejszej ustawy o VAT, jeżeli odbiorca dostawy podlegającej opodatkowaniu wiedział lub powinien był wiedzieć, że podatek związany z wystawionymi mu fakturami nie zostanie zapłacony, to odpowiada solidarnie z dostawcą za zapłatę tego podatku.
Wyrok może mieć znaczenie także dla podatników w naszym kraju. Polski przepis art. 105a VATU przypomina bowiem nieco bułgarski. Nabywca odpowiada solidarnie z dostawcą za jego zaległości podatkowe, jeśli „w momencie dokonania dostawy podatnik wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę lub jej część nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego”.
Trybunał: zależy, czy fiskus ustali, co wiedział podatnik
Bułgarski sąd administracyjny, rozpatrujący spór firmy Vaniz z władzami skarbowymi, zadał pytanie luksemburskiemu Trybunałowi o to, czy takie przepisy są zgodne z unijną dyrektywą o VAT (2006/112/WE). Jej art. 205 daje bowiem możliwość wyznaczenia innej osoby, oprócz zobowiązanej do zapłaty podatku, jako solidarnie odpowiedzialnej za jego zapłatę.
TSUE uznał, że kraj członkowski może wprowadzać przepisy nakładające solidarną odpowiedzialność za zapłatę VAT, który był należny od podmiotu, który przestał istnieć. Jednak takiej zapłaty można się domagać tylko wtedy, gdy właściwe organy podczas postępowania ustalą, że podatnik, korzystając z prawa do odliczenia, wiedział lub powinien był wiedzieć, że jego kontrahent nie zapłaci tego podatku.
Jeszcze przed wyrokiem rzecznik generalna TSUE – Juliane Kokott napisała w swojej opinii, że „na wojnie, w miłości i w walce z oszustwami w zakresie VAT wszystko jest dozwolone, niemniej jednak obowiązki władzy państwowej wynikające z zasad państwa prawa muszą być również przestrzegane wobec ewentualnych oszustów”.
Eksperci: sędziowie umyli ręce
Jednak w opinii ekspertów pytanych przez „Rzeczpospolitą”, wyrok nie wskazał wyraźnej granicy działania władz, którą sugerowała rzecznik generalna. Jak uważa Łukasz Karpiesiuk, doradca podatkowy, partner w SSW, Trybunał w swoim wyroku zdaje się uciekać od dokładniejszej analizy problemu. Sędziowie przyznali bowiem, że nabywca może odpowiadać za zobowiązania VAT sprzedawcy, gdy wiedział lub powinien był wiedzieć o tym, że sprzedawca nie zapłaci podatku, bo już nie istnieje.
– A przecież w praktyce, jak słusznie zauważyła Juliane Kokott, trzeba odróżniać sytuacje, gdy VAT w ogóle nie jest deklarowany, od sytuacji, gdy nie zostaje zapłacony. Innymi słowy, inaczej należy traktować sytuacje oszustw podatkowych i świadomego uczestnictwa w nich, a inaczej przypadki, w których niezapłacenie podatku przez dostawcę wynika z innych przyczyn – wskazuje Karpiesiuk.
Także Jakub Warnieło, doradca podatkowy w MDDP, twierdzi, że w czwartkowym wyroku zabrakło odniesienia do ważnej okoliczności: czy w danej sytuacji doszło do złamania prawa i czy nabywca mógł wiedzieć o ewentualnym oszustwie lub nadużyciu prawa związanym z brakiem zapłaty podatku przez sprzedawcę.
– W ten sposób TSUE wydaje się przerzucać odpowiedzialność za zweryfikowanie prawidłowości rozliczeń sprzedawcy na nabywcę. Nabywca nie może przecież za każdym razem weryfikować wypłacalności sprzedawcy i stanu jego rozliczeń z urzędem skarbowym. Nie powinien też odpowiadać za zobowiązania podmiotu, który już nie istnieje, gdyż nie istnieje główny dług – uważa Warnieło. Dodaje, że wyrok poszedł w nieco innym kierunku, niż sugerowała to rzecznik generalna.
– Z jej opinii wynikało, że jakkolwiek władze mogą stosować wiele środków zwalczania oszustw i nadużyć w VAT, to jednak powinny być one proporcjonalne do okoliczności sprawy – przypomina ekspert.
– W ten sposób, niestety, Trybunał stracił okazję do dokładniejszego zdefiniowania zakresu odpowiedzialności nabywcy w sytuacji, gdy sprzedawca zbankrutował i zostawił po sobie niezapłacone podatki. Taki wyrok może dać jeszcze mocniejszą podstawę polskim sądom do orzekania o odpowiedzialności osób trzecich za VAT – konkluduje Łukasz Karpiesiuk.
Sygnatura akt: C-121/24