Cyfrowa reforma Krajowego Rejestru Sądowego
- Zgodnie z ZmKRSU25 publikacje w Monitorze Sądowym i Gospodarczym zostaną zniesione. Wpis w KRS będzie skuteczny z chwilą dokonania, bez obowiązku ogłoszenia.
- Postępowania rejestrowe będą prowadzone wyłącznie elektronicznie. Akta rejestrowe i wnioski w rejestrze stowarzyszeń, fundacji i samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SPZOZ) będą obsługiwane w systemie teleinformatycznym.
- ZmKRSU25 zakłada także zniknięcie papierowych formularzy i obowiązków gmin – nie będą już prowadzić czynności związanych z udostępnianiem druków i informowaniem o opłatach rejestrowych.
Cel regulacji i kontekst wprowadzenia ustawy
ZmKRSU25 stanowi ważny etap cyfryzacji wymiaru sprawiedliwości i modernizacji postępowań rejestrowych w Polsce. Jej głównym założeniem jest umożliwienie dostępu do danych z KRS za pośrednictwem usług teleinformatycznych, co stanowi odpowiedź na rosnące potrzeby administracji publicznej i przedsiębiorców w zakresie automatyzacji obiegu informacji gospodarczych.
Regulacja wpisuje się w szerszy proces elektronizacji usług publicznych oraz implementacji rozwiązań zgodnych z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1024 z 20.6.2019 r. w sprawie otwartych danych i ponownego wykorzystywania informacji sektora publicznego (Dz.Urz. UE L 2019 r. Nr 172, s. 56). Celem ustawodawcy było również dostosowanie przepisów krajowych do wymogów interoperacyjności systemów teleinformatycznych oraz zapewnienie bezpieczeństwa danych gromadzonych w rejestrach sądowych.
Dostęp do danych z KRS za pośrednictwem usług sieciowych
Najważniejszym elementem reformy jest umożliwienie udostępniania informacji z KRS przez Centralną Informację za pomocą interfejsów sieciowych (API). O dostęp taki mogą wnioskować:
- podmioty publiczne w rozumieniu art. 2 ust. 1 ustawy z 17.2.2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1557);
- podmioty prywatne, które realizują zadania publiczne na podstawie przepisów szczególnych lub zlecenia podmiotu publicznego.
Uzyskanie dostępu będzie wymagało zgody Ministra Sprawiedliwości, który będzie oceniał spełnienie wymogów technicznych i bezpieczeństwa, w tym:
- stosowanie systemów umożliwiających identyfikację użytkownika pobierającego dane, zakresu informacji i czasu pobrania;
- wdrożenie zabezpieczeń zapewniających poufność, integralność i autentyczność danych;
- utrzymywanie odpowiednich warunków technicznych po stronie Centralnej Informacji KRS.
W przypadku naruszenia tych wymogów Minister Sprawiedliwości będzie uprawniony do cofnięcia zgody.
Wprowadzono również nowy przepis karny – art. 60a ustawy z 20.8.1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 869; dalej: KRSU) przewidujący odpowiedzialność za bezprawne pozyskanie informacji z KRS za pośrednictwem usług sieciowych – zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2.
Zgodnie z ZmKRSU25 wniosek o wyrażenie zgody na udostępnienie informacji z KRS za pośrednictwem usług sieciowych zawiera:
- oznaczenie wnioskodawcy;
- oznaczenie podmiotu, którego dotyczy wniosek;
- wskazanie zadań, o których mowa w dodanym art. 4 ust. 4e pkt 1 KRSU, z przywołaniem przepisów, z których wynikają te zadania lub kompetencja do ich powierzenia lub zlecenia;
- uzasadnienie spełnienia przesłanki niezbędności, o której mowa w art. 4 ust. 4e pkt 1 KRSU;
- oświadczenie wnioskodawcy o posiadaniu i stosowaniu urządzenia lub systemu teleinformatycznego umożliwiającego identyfikację osoby uzyskującej informacje z KRS, zakresu informacji i daty ich uzyskania oraz o wdrożeniu zabezpieczeń technicznych i organizacyjnych, adekwatnych do oszacowanego ryzyka, zapewniających poufność, integralność, dostępność i autentyczność przetwarzanych danych; o wykorzystywaniu dostępu wyłącznie w celu określonym w ustawie oraz zabezpieczeniu uzyskanych informacji;
- wskazanie osoby umocowanej do rozwiązywania technicznych problemów w zakresie uzyskiwania informacji z KRS za pośrednictwem usług sieciowych;
- uzasadnienie uprawnienia do występowania w imieniu grupy podmiotów – jeśli wnioskodawca składa wniosek w imieniu grupy podmiotów.
Zniesienie obowiązku ogłaszania wpisów w Monitorze Sądowym i Gospodarczym
ZmKRSU25 likwiduje obowiązek publikacji w MSiG wpisów dokonanych w KRS. Dotychczasowa praktyka wymagała ogłaszania każdej zmiany rejestrowej w tym publikatorze, co generowało istotne koszty i opóźnienia. Wpis w KRS będzie odtąd jedynym źródłem informacji o stanie prawnym podmiotów wpisanych do rejestru.
Zniesienie tego obowiązku oznacza:
- redukcję kosztów ponoszonych przez przedsiębiorców, którzy nie będą już obciążani opłatami za publikacje;
- odciążenie Ministerstwa Sprawiedliwości z nadmiaru ogłoszeń (dotychczas ok. 75% ogłoszeń w MSiG stanowiły wzmianki o dokumentach finansowych);
- uproszczenie systemu domniemań prawnych – wpis w rejestrze będzie wystarczającą podstawą prawną do powoływania się na dane w obrocie gospodarczym.
Wprowadzono także przepisy przejściowe – w przypadku rozbieżności między wpisem a ogłoszeniem opublikowanym przed wejściem ustawy w życie, moc wiążącą zachowuje wpis w KRS.
Elektronizacja rejestru stowarzyszeń i fundacji
Nowelizacja wprowadza obowiązek prowadzenia akt rejestrowych stowarzyszeń, fundacji, organizacji społecznych i SPZOZ wyłącznie w systemie teleinformatycznym, analogicznie do już funkcjonującego rozwiązania w rejestrze przedsiębiorców. Wszystkie wnioski, pisma i dokumenty będą składane elektronicznie, co eliminuje:
- błędy w wypełnianiu papierowych formularzy;
- konieczność drukowania akt elektronicznych przez sądy;
- opóźnienia wynikające z obiegu dokumentów papierowych.
Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują, że po wprowadzeniu fakultatywnego systemu elektronicznego (2021–2023) liczba błędnie złożonych wniosków w rejestrze stowarzyszeń wynosiła ponad 30%, wobec 11–12% w rejestrze przedsiębiorców. Nowelizacja ma doprowadzić do znaczącego obniżenia tego wskaźnika i zwiększenia efektywności postępowań.
Rezygnacja z obowiązków gmin dotyczących obsługi KRS
ZmKRSU25 uchyla art. 2 ust. 2 i 3 KRSU, które zobowiązywały gminy do zapewniania papierowych formularzy, informacji o opłatach i właściwości sądów rejestrowych. Obowiązki te miały charakter historyczny i były pozostałością po okresie, w którym rejestracja spółek odbywała się wyłącznie w formie papierowej. Od 2021 r. wszystkie wnioski przedsiębiorców są składane elektronicznie, a informacje o opłatach dostępne są bezpośrednio w systemie teleinformatycznym KRS.
Zmiany w ustawach powiązanych
Nowelizacja wprowadza przepisy dostosowawcze w innych ustawach, m.in.:
- w ustawie z 16.9.1982 r. – Prawo spółdzielcze (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 593) – uchylono obowiązek ogłoszeń rejestrowych;
- w ustawie z 22.12.1995 r. o wydawaniu Monitora Sądowego i Gospodarczego (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1395) – dostosowano zasady odpłatności publikacji;
- w ustawie z 9.9.2000 r. o podatku od czynności cywilnoprawnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 295) – usunięto odesłania do obowiązku ogłoszeń;
- w ustawie z 4.3.2005 r. o europejskim zgrupowaniu interesów gospodarczych i spółce europejskiej (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 259), ustawie z 29.7.2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 722), ustawie z 27.4.2006 r. o spółdzielniach socjalnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 178) – ujednolicono termin przekazywania danych do Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej w miejsce publikacji krajowych.
Skutki legislacyjne i praktyczne
Reforma ma na celu:
- zwiększenie transparentności i dostępności danych gospodarczych poprzez natychmiastowe ujawnienie wpisów w systemie teleinformatycznym;
- poprawę bezpieczeństwa prawnego obrotu, dzięki jednoznacznemu określeniu chwili skuteczności wpisu;
- obniżenie kosztów dla przedsiębiorców i fundacji;
- uproszczenie pracy sądów rejestrowych poprzez eliminację papierowego obiegu dokumentów;
- umożliwienie integracji KRS z innymi rejestrami publicznymi poprzez interfejsy API.
Wejście w życie ustawy i vacatio legis
Zgodnie z art. 11 ZmKRSU25, wchodzi ona w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia, z wyjątkiem przepisów dotyczących pełnej elektronizacji rejestru stowarzyszeń i fundacji (art. 1 pkt 3 i 7 ZmKRSU25 oraz art. 10 pkt 2 ZmKRSU25), które obowiązywać będą od 1.4.2027 r. Tak długie vacatio legis ma zapewnić czas na przygotowanie infrastruktury teleinformatycznej oraz przeszkolenie personelu sądowego. Reforma wzmacnia bezpieczeństwo obrotu gospodarczego i dostosowuje polskie prawo do standardów europejskich w zakresie zarządzania danymi publicznymi.
SN o wycenie nakładów osobistych na majątek wspólny
Podział majątku wspólnego, zwykle po rozwodzie, i ustalenie jego wartości po latach nie należy do łatwych. Problem ten pojawił się w sprawie, w której lokal mieszkalny i nieruchomość z budynkiem mieszkalnym sąd przyznał mężowi, zasądzając na rzecz żony spłatę 250 tys. zł. Wyrok ten został w niewielkim tylko zakresie zmieniony w drugiej instancji.
Kobieta nie pogodziła się z tym werdyktem, w szczególności zgłosiła zastrzeżenia wobec waloryzacji nakładów byłego męża na wspólny majątek. W szczególności chodziło o ustalenie ich procentowej wysokości w ogólnych kosztach wybudowanego przez małżonków domu i ich waloryzacji bez wskazania wskaźnika, według którego dokonano przeliczenia oraz uzasadnienia, dlaczego taki sposób procentowego wyliczenia został zastosowany.
W skardze do Sądu Najwyższego była małżonka wskazywała, że istnieją poważne rozbieżności w praktyce sądów co do możliwości i sposobu waloryzacji nakładów z majątku osobistego na majątek wspólny, a sądy, przynajmniej w jej regionie, od lat stosują „nominalne rozliczenie”. Sumują wartość wszystkich składników majątkowych, określają sposób ich podziału, a następnie w stosunku do wysokości udziału małżonków, wyliczają wysokość spłaty, nie stosując przy rozliczeniu nakładów z osobistego majątku małżonków waloryzacji. A w tej sprawie, jej zdaniem, sądy ustaliły wysokość spłaty dla żony, stosując swoistą waloryzację nakładów męża. To zaś zmniejszyło sumę należną kobiecie.
Spór w praktyce dotyczył art. 45 kodeksu rodzinnego, zgodnie z którym każdy z małżonków może żądać zwrotu wydatków i nakładów, które poczynił ze swojego majątku osobistego na majątek wspólny, poza nakładami zużytymi w celu zaspokojenia potrzeb rodziny.
Sąd Najwyższy przychylił się do stanowiska adwokata Wiktora Uryszka, że nakłady małżonka z majątku osobistego na majątek wspólny należy rozliczyć, ustalając stosunek ułamkowy (procentowy) ich wartości do wartości w chwili nabycia i na tej podstawie dokonać podziału majątku dorobkowego. I tak właśnie, zdaniem SN, postąpiły sądy niższej instancji.
– Z uzasadnienia sądu okręgowego wynika, że w tej sprawie stosował właśnie tę zasadę, a nie dokonywał waloryzacji nakładów – wskazał w konkluzji uzasadnienia orzeczenia sędzia Roman Trzaskowski.
Co się tyczy klasycznej waloryzacji, to art. 3581 § 3 kodeksu cywilnego stanowi, że w razie istotnej zmiany siły nabywczej pieniądza po powstaniu zobowiązania, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, zmienić wysokość lub sposób spełnienia świadczenia pieniężnego, chociażby były ustalone w orzeczeniu lub umowie.
W praktyce stosowany przy podziale majątku wspólnego małżeńskiego mechanizm jest prostszy.
Sygnatura akt: I CSK 3285/24
Anisa Gnacikowska, adwokat
Stosunki majątkowe między małżonkami powstają zwykle w długim okresie, w tym czasie naturalnie zmienia się siła nabywcza pieniądza i wartość rzeczy, które małżonkowie nabyli do majątku wspólnego. Skoro jeden czy drugi małżonek poczynił inwestycje na majątek wspólny i wartość jego wzrasta, to dlaczego miałby być rozliczany według wartości nominalnej w chwili jego nabycia? Niezależnie, jak ten mechanizm nazywamy, czasem waloryzacją nie jest waloryzacja w rozumieniu art. 3581 § 3 kodeksu cywilnego stosowana przy zobowiązaniach, co pozwala na uczciwe i dość proste rozliczenie, aby małżonek, który więcej inwestował dostał przy podziale odpowiednio więcej.
Dzieci w sieci, a państwo w obowiązku
Fundacja „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa” opublikowała ostatnio bardzo pożyteczny i interesujący poradnik – „Higiena cyfrowa w szkole i przedszkolu”, którego celem jest pomoc w mądrym i skutecznym uczeniu najmłodszych zdrowych zasad korzystania z technologii.
Już na wstępie poradnika przytoczone zostały dane z marcowego raportu „Internet dzieci”, który opracowały: Fundacja „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, Państwowa Komisja ds. Przeciwdziałania Krzywdzeniu Seksualnemu małoletnich do lat piętnastu (PKDP), Polskie Badania Internetu i Gemius, w oparciu o dane z Mediapanel, który monitoruje aktywność użytkowników bezpośrednio z ich urządzeń. Wynika z nich między innymi, że 58% dzieci w wieku od 7 do 12 lat korzysta z mediów społecznościowych dostępnych od 13. roku życia, oraz że najwięcej czasu przed urządzeniami elektronicznymi spędzają nie w szkole czy przedszkolu, ale w domu. Liczba urządzeń elektronicznych włączonych przez dzieci i młodzież zaczyna rosnąć około godz. 14.00, by osiągnąć szczyt około 20.00.
Intensywność aktywności w sieci w godzinach wieczornych wskazuje na to, że za nadmierną ekspozycję na treści ekranowe są odpowiedzialni rodzice. Jednak problemu nie można pozostawić w domu. Przekaz oferowany przez firmy technologiczne jest tak atrakcyjny, że w walce z nimi opiekunowie są często bezsilni. Jak podaje Fundacja Panoptykon, cytując badania z 2021 r., użytkownicy YouTube trafiali na szkodliwe treści w 71% dzięki algorytmicznej rekomendacji. Jednostka w walce z technologiczną maszyną jest bezsilna. Za treści dostępne w sieci nie można winić rodziców. Ich starania, poprzez większą czujność, stosowania blokad, choć ważne, bez pomocy państwa i szkoły są skazane na klęskę. A im częściej dzieci i młodzież korzystają ze smartfonów, tabletów czy laptopów, tym mają większą szansę na spotkanie się z dezinformacją, hejtem i manipulacją.
Tylko państwo, a nawet szerzej – organizacje państw – są w stanie narzucić dużym korporacjom ograniczenia, a w systemie oświaty wprowadzić taki model edukacji, który realnie będzie wspierać w nauce dobrego korzystania z tego, co oferuje świat cyfrowy. Już obowiązujące i planowane przepisy mają pomóc w organizacji i egzekucji zasad higieny cyfrowej.
Rodziców, szkołę, firmy technologiczne i państwo zobowiązują do ochrony najmłodszych m.in. Konstytucja RP, ustawa z 14.12.2016 r. – Prawo oświatowe (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1043; dalej: PrOśw), ustawa z 13.5.2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1802; dalej: PrzestSekU), KRO, KC, KK oraz rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2065 z 19.10.2022 r. w sprawie jednolitego rynku usług cyfrowych oraz zmiany dyrektywy 2000/31/WE (akt o usługach cyfrowych) (Dz.Urz. UE L z 2022 r. Nr 277, s. 1; dalej DSA) i rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (akt w sprawie sztucznej inteligencji) (Dz.Urz. UE L z 2024 r. Nr 131, s. 1689; dalej: AIAct).
Obowiązki rodziców
Choć, jak wynika z powyższych przykładów, wychowanie dziecka w świecie stałego dostępu do sieci przestało być wyłącznie zadaniem rodziców, zacznijmy od ich obowiązków prawnych zapisanych w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Art. 95 § 1 KRO stanowi, że władza rodzicielska obejmuje obowiązek i prawo rodziców do wykonywania pieczy nad dzieckiem, a w szczególności do troski o jego rozwój fizyczny, psychiczny i duchowy. W dobie powszechnej cyfryzacji oznacza to zarówno ochronę dziecka przed zagrożeniami online (takimi jak hejt, pornografia, treści przemocowe czy nadużywanie urządzeń), jak i wspieranie go w nabywaniu kompetencji cyfrowych.
Z kolei art. 96 KRO nakłada na rodziców obowiązek zapewnienia dziecku należytej opieki. W praktyce obejmuje to ustalanie zasad korzystania z Internetu i urządzeń elektronicznych, reagowanie na sygnały wskazujące na krzywdzenie w sieci, a także zapewnienie dziecku dostępu do bezpiecznych treści. Obowiązek ten wiąże się również z koniecznością odpowiedniego dostosowania narzędzi cyfrowych do wieku dziecka, kontrolowania jego aktywności w sposób nienaruszający jego godności i prywatności oraz edukowania go w zakresie bezpiecznego korzystania z nowych technologii.
Istotną rolę odgrywa także art. 48 Konstytucji RP, który potwierdza prawa rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami, co obejmuje również nadzór nad aktywnością online. Przepis ten nakłada jednocześnie na rodziców odpowiedzialność za prawidłową kontrolę rodzicielską, ponieważ ogranicza władze publiczne w ingerowaniu w relację rodzic–dziecko.
Konstytucyjne podstawy ochrony dziecka w środowisku cyfrowym
Państwo ma obowiązek wsparcia rodziców w wychowaniu dzieci już na podstawie ustawy zasadniczej. Art. 72 Konstytucji RP zobowiązuje wszystkie organy władzy publicznej do ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją, również w środowisku cyfrowym. Przepis ten nakłada więc na państwo obowiązek, by reagowało na zagrożenia w środowisku online. Jest zobowiązane do prewencji, podejmowania działań zapobiegających cyberprzemocy, ochrony przed szkodliwymi treściami, reagowania na nadużycia komercyjne kierowane do dzieci i edukowania dzieci w zakresie bezpiecznego korzystania z technologii.
Równocześnie art. 70 Konstytucji RP, gwarantując prawo do nauki, obejmuje także edukację adekwatną do wyzwań współczesności – w tym do funkcjonowania w świecie technologii. Wymaga to od państwa nie tylko „niewtrącania się”, lecz także podejmowania pozytywnych działań: tworzenia programów, standardów i instytucjonalnego wsparcia.
Art. 47 i 51 Konstytucji RP zapewniają prawo do prywatności oraz ochrony danych osobowych – fundamentów bezpiecznego korzystania z usług cyfrowych. Ochronę zdrowia, w tym psychicznego, wzmacnia art. 68 Konstytucji RP, a ogólne zasady bezpieczeństwa, proporcjonalności i działania państwa na rzecz dobra wspólnego wynikają z art. 5 i 31 Konstytucji RP. Państwo ma chronić przed przemocą psychiczną i emocjonalną (np. cyberbullyingiem), wyzyskiem i manipulacją (np. dark patterns, nieuczciwe praktyki handlowe) oraz demoralizacją (np. dostęp do treści nieodpowiednich lub szkodliwych).
Obowiązki wynikające z Prawa oświatowego
Prawo oświatowe precyzuje zakres zadań szkoły, które wprost obejmują kompetencje cyfrowe i higienę cyfrową. Zgodnie z art. 1 PrOśw, system oświaty zapewnia m.in.:
- prawo do wychowania i opieki odpowiednich do wieku i rozwoju dziecka (art. 1 pkt 1 PrOśw),
- utrzymywanie bezpiecznych i higienicznych warunków nauki i wychowania (art. 1 pkt 14 PrOśw),
- upowszechnianie wiedzy o bezpieczeństwie oraz kształtowanie właściwych postaw wobec zagrożeń, w tym związanych z technologiami informacyjno-komunikacyjnymi (art. 1 pkt 21 PrOśw),
- kształtowanie umiejętności sprawnego korzystania z technologii informacyjno-komunikacyjnych (art. 1 pkt 22 PrOśw).
Ponadto art. 99 PrOśw nakłada na szkoły obowiązek określenia zasad korzystania z urządzeń elektronicznych w statucie szkoły, co oznacza konieczność wprowadzenia zasad higieny cyfrowej na poziomie szkolnej polityki wewnętrznej.
Standardy ochrony małoletnich
Higienie cyfrowej sprzyjają również przepisy PrzestSekU, określając jakie zachowania są bezpieczne, a jakie niedozwolone. Ustawa zobowiązuje szkoły do wdrożenia procedur chroniących uczniów przed „treściami szkodliwymi i zagrożeniami w sieci Internet oraz utrwalonymi w innej formie”, a także zasad reagowania na ujawnione przypadki krzywdzenia, również w przestrzeni cyfrowej. (art. 22c ust. 1 pkt PrzestSekU).
Reguły korzystania z urządzeń elektronicznych muszą być jasne, jawne i zrozumiałe zarówno dla uczniów, jak i rodziców, a ich realizacja powinna być wsparta szkoleniami kadry oraz edukacją dzieci. Szczególnie istotne jest to, że przemoc rówieśnicza w przestrzeni cyfrowej – obejmująca m.in. nękanie, groźby, podszywanie się pod inne osoby, publikację wizerunku czy przerabianie zdjęć, także przy użyciu narzędzi AI – musi zostać wprost wskazana w szkolnych zasadach jako zachowanie niedozwolone. Dzięki temu szkoły mają jasną podstawę do reagowania na wszystkie formy przemocy internetowej, które coraz częściej dotykają najmłodszych.
Podsumowując, bezpieczeństwo cyfrowe dzieci nie jest tylko zadaniem rodziców. To obowiązek prawny państwa, szkoły i instytucji publicznych, a także organizacji międzynarodowych (w przypadku Unii Europejskiej poprzez takie regulacje jak DSA czy AI Act) i last but not least – firm technologicznych. Dopiero współdziałanie tych podmiotów może skutecznie chronić najmłodszych przed technologicznymi zagrożeniami. Narzędzia prawne już są, choć zważywszy na dynamikę zmian w świecie nowych technologii, powinny zostać udoskonalone, zwłaszcza w aspekcie kontroli cyfrowych gigantów.
Wątpliwa modyfikacja reformy PIP
Zgodnie z rządową propozycją inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) będą mogli ustalać, że zarobkujący, np. na podstawie umowy zlecenia lub B2B, tak naprawdę jest na etacie. Obecnie tylko sąd ma taką możliwość.
Projekt ustawy jest krytykowany – głównie przez biznes – od momentu, kiedy został upubliczniony. W efekcie odpowiedzialny za opracowanie reformy resort rodziny i pracy stara się ją modyfikować. Niedawno poznaliśmy trzecią wersję regulacji. Problem w tym, że ona też nie spełnia oczekiwań przedsiębiorców.
Zdaniem Katarzyny Kameckiej z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego zaproponowane zmiany to raczej pudrowanie złych rozwiązań.
– Trzecia wersja projektu nie odnosi się do istoty problemu i głównych zastrzeżeń pracodawców, tj. przyznania okręgowym inspektorom pracy kompetencji do dokonywania władczych, często arbitralnych, rozstrzygnięć w zakresie przekwalifikowywania umów cywilnoprawnych czy B2B w umowy o pracę. Poczynione przez rząd modyfikacje nie wpływają na kluczowe elementy przyszłych rozwiązań – mówi z kolei Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan. Natomiast w ocenie Wioletty Żukowskiej-Czaplickiej, ekspertki Federacji Przedsiębiorców Polskich, zamiast szukać systemowych rozwiązań, w kolejnych wersjach wprowadzane są przepisy, które jedynie komplikują sytuację prawną pracowników i pracodawców – podobnie jak to wcześniej miało miejsce w przypadku Polskiego Ładu.
– Nie możemy pozwolić, by tamten scenariusz chaosu i niepewności prawnej powtórzył się teraz w tak fundamentalnym obszarze, jak rynek pracy – akcentuje Żukowska-Czaplicka.
Zdaniem ekspertów poprawki nie wpływają też na kwestię konstytucyjności przepisów.
– Główne, niezgodne z ustawą zasadniczą rozwiązania, takie jak rygor natychmiastowej wykonalności decyzji PIP o przekształceniu umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, zostały utrzymane – mówi Wioletta Żukowska-Czaplicka.
Zbyt duża uznaniowość
Przypomnijmy, że po wejściu w życie reformy decyzja administracyjna o stwierdzeniu istnienia stosunku pracy uzyska rygor natychmiastowej wykonalności, rodząc skutki, jakie przepisy wiążą z nawiązaniem stosunku pracy. Chodzi m.in. o obowiązki w zakresie podatków i składek na ubezpieczenia społeczne, powstałe od dnia jej wydania. W najnowszej wersji projektu znalazł się przepis, zgodnie z którym natychmiastowa wykonalność decyzji przekształceniowej może być uchylona. Kiedy? Jeżeli główny inspektor pracy (GIP) lub sąd uznają, że mogłaby ona spowodować istotne i nieodwracalne skutki dla pracodawcy lub osoby, której praw i obowiązków dotyczy.
– Zaproponowane przesłanki uchylenia rygoru natychmiastowej wykonalności są bardzo nieostre. W efekcie pozostawiona zostanie duża przestrzeń na uznanie urzędnicze. Wydaje mi się, że za każdym razem przekształcenie obecnych umów cywilnoprawnych w stosunki pracy będzie dla pracodawców istotne i z reguły nieodwracalne, szczególnie w kontekście finansowym – mówi Katarzyna Kamecka.
Zdaniem Wioletty Żukowskiej-Czaplickiej zaproponowane zmiany w praktyce jedynie rozszerzają zakres uznaniowości na poziomie decyzji administracyjnej.
Także Robert Lisicki zastanawia się, co w takich sprawach ma wpływać na ocenę głównego inspektora pracy. – Co więcej, uchylając rygor natychmiastowej wykonalności, GIP może jednocześnie określić warunki tymczasowego wykonania decyzji, w tym w szczególności zabezpieczyć interes pracownika na czas trwania postępowania odwoławczego – zauważa ekspert. Sam jednak nie wie, na czym owo „zabezpieczenie” miałoby polegać.
Ale to nie są jedyne zmiany. W najnowszym projekcie zapisano, że okręgowy inspektor pracy może stwierdzić istnienie stosunku pracy za okres nie dłuższy niż trzy lata, licząc wstecz od dnia wszczęcia postępowania. W pierwotnej wersji nie było tu żadnego ograniczenia. Jednak i ono nie podoba się firmom.
– Czynności PIP powinny mieć skutek tylko na przyszłość, ze względu na obowiązujące regulacje prawne, dopuszczające różne podstawy współpracy, jak i ogromne skutki finansowe reklasyfikacji – twierdzi Robert Lisicki.
W nowej propozycji resort rodziny wprowadza też możliwość odpowiedzialności odszkodowawczej za błędne decyzje inspektorów.
– Zmodyfikowany przepis posługuje się pojęciem „decyzji niezgodnej z prawem”. Nie wiadomo, czy chodzi zatem o każdy przypadek uchylenia decyzji przez sąd czy liczyć się będą też jakieś dodatkowe elementy do przyznania odszkodowania – mówi Robert Lisicki.
Grzywna za odwet
Katarzyna Kamecka zwraca uwagę na obwarowanie grzywną przepisu o zakazie niekorzystnego traktowania pracownika w związku z wydaniem decyzji przekształceniowej.
– Trudno powiedzieć na jakich zasadach inspektor miałby stwierdzić, że do tego doszło, skoro mowa jest o działaniu następującym po jego rozstrzygnięciu. Plus, jeżeli faktycznie takie zachowanie miałoby miejsce, to niedoszły pracownik mógłby wystąpić do sądu z roszczeniem o nierówne traktowanie. Nie wiem, jaka w takim wypadku będzie korelacja między tymi regulacjami. Istnieje obawa, że firma byłaby podwójnie karana – twierdzi.
Robert Lisicki także zwraca uwagę, że obowiązuje już szereg przepisów w prawie pracy, które wprowadzają ochronę pracownika przed negatywnymi następstwami w związku z podjęciem przez niego określonych działań.
– Takie sytuacje wymagają często uwzględnienia szerszych okoliczności i pracownikom przysługują odpowiednie uprawnienia do dochodzenia swoich uprawnień przed sądami – mówi Lisicki.
Wioletta Żukowska-Czaplicka krytycznie reaguje również na próbę szantażu partnerów społecznych za pomocą argumentu, że wprowadzenie ustawy jest konieczne ze względu na treść kamienia milowego KPO. – Przypominamy, że w tym brzmieniu został on wprowadzony przez rząd na jego własną odpowiedzialność, bez realnych konsultacji społecznych – mówi.
W jej ocenie, jest jeszcze czas, by ten błędny kamień milowy zmienić i powrócić do rozwiązań systemowych, jakim jest stworzenie jednolitego opodatkowania i oskładkowania umów cywilnoprawnych oraz umów o pracę.
Etap legislacyjny: projekt przed przyjęciem przez rząd
Sąd Najwyższy zachęca do zawierania ugód nawet po rozprawie kasacyjnej
Stan faktyczny i przebieg postępowania
Sąd Rejonowy w Środzie Śląskiej, w sprawie z oskarżenia prywatnego wniesionej przez K.T., wyrokiem z 15.7.2024 r., II K 340/23, warunkowo umorzył postępowanie karne wobec D.S. i M.J. za publiczne (w obecności sióstr zakonnych) pomówienie księdza K.T. o molestowanie małoletnich, tj. o takie postępowanie oraz właściwości, które mogły go poniżyć w opinii publicznej oraz narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania posługi kapłańskiej. Sąd I instancji uznał oskarżonych za winnych i wymierzył im kary o charakterze wolnościowym.
Apelacje wniosły obie strony.
Wyrokiem z 23.12.2024 r., IV Ka 1192/24, Sąd Okręgowy we Wrocławiu zmienił zaskarżony wyrok i uniewinnił oskarżonych.
Pełnomocnik oskarżyciela prywatnego wniósł skargę kasacyjną. Wskazywał, że sąd odwoławczy nie odniósł się właściwie do kluczowych zarzutów apelacji, a uzasadnienie wyroku nie spełnia wymogów procesowych.
Sąd Najwyższy po analizie podniesionych zarzutów uwzględnił kasację i przekazał ją do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Stanowisko Sądu Najwyższego
Rozpoznając sprawę, Sąd Najwyższy odnosił się przede wszystkim do zarzutów podniesionych w środku zaskarżenia, tj. nienależytego rozpoznania apelacji i wydania orzeczenia w oparciu jedynie o fragmenty zgromadzonego materiału dowodowego. Istotną uwagę SN poczynił jednak niejako na marginesie, mianowicie sąd ten podkreślił możliwość zawarcia ugody. Na wcześniejszym etapie postępowania żadna ze stron nie była zainteresowana próbą pojednania – początkowo brak gotowości wykazywali oskarżeni, a w dalszej fazie postępowania inicjatywy w tym zakresie nie podejmował już oskarżyciel prywatny. Sąd Najwyższy zwrócił jednak uwagę, że nawet po etapie postępowania kasacyjnego istnieje przestrzeń do ponownego zapytania stron o gotowość podjęcia rozmów ugodowych. W realiach tej sprawy dynamika nastawienia stron ulegała zmianie, co samo w sobie wskazuje, że możliwość zawarcia ugody nie powinna być oceniana jednorazowo.
Podkreślenie przez Sąd Najwyższy roli ugody wpisuje się w szerszy trend wzmacniania elementów konsensualnych w procesie karnym. Ugoda – zwłaszcza w sprawach z oskarżenia prywatnego – pełni funkcję nie tylko procesową, ale i społeczną, pozwalając na wypracowanie rozwiązania bardziej dostosowanego do potrzeb stron niż klasyczny wyrok, który rozstrzyga spór w sposób zero-jedynkowy.
Zawarcie ugody często prowadzi do złagodzenia napięć, przywrócenia równowagi w relacjach między stronami oraz realnego zakończenia konfliktu, a nie jedynie jego formalnego rozstrzygnięcia. Dla sądu oznacza to odciążenie i skrócenie postępowania, a dla stron – szybsze, mniej stresujące i bardziej przewidywalne rozwiązanie sprawy. Możliwość pojednania nie jest jedynie dodatkiem do postępowania karnego, lecz elementem współkształtującym jego humanistyczny wymiar. W sprawach prywatnoskargowych ugoda zbliża proces do idei naprawienia szkody i odbudowy więzi społecznych, co lepiej odpowiada celom sprawiedliwości naprawczej niż sama represja.
Rola ugody nabiera szczególnego znaczenia w konfliktach dotyczących lokalnej społeczności. W takich przypadkach wyrok sądowy może formalnie zakończyć spór, ale niekoniecznie naprawić relacje międzysąsiedzkie ani przywrócić zaufanie w środowisku. Ugoda daje natomiast stronom możliwość wypracowania porozumienia, które realnie łagodzi napięcia i umożliwia odbudowę wzajemnych relacji.
Konsekwentne przypominanie przez sądy – również przez Sąd Najwyższy – znaczenia ugody pełni ważną funkcję edukacyjną. Wskazuje stronom, że prawo karne może działać nie tylko poprzez konflikt, lecz także poprzez dialog i kompromis. W praktyce często okazuje się rozwiązaniem bardziej satysfakcjonującym i trwałym niż wyrok, który rzadko zamyka emocjonalny wymiar sporu.
Asesorzy zyskują nowe uprawnienia orzecznicze
- W dotychczasowym stanie prawnym asesorzy mogli rozpoznawać jedynie sprawy o zezwolenie na dokonanie czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu majątkiem dziecka lub osoby pozostającej pod opieką w postaci prostego przyjęcia lub odrzucenia spadku.
- Sędziowie orzekający w wydziałach rodzinnych i nieletnich są szczególnie obciążeni pracą, a opisywane zmiany znacząco odciążą ich referaty.
- Prace nad ustawą przebiegły bardzo sprawnie – od ich rozpoczęcia w Sejmie 3.9.2025 r. do podpisania przez Prezydenta RP 18.11.2025 r.
Szersze uprawnienia orzecznicze asesorów
Nowelizacja ustawy z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 334; dalej: PrUSP) uchyla art. 2 § 1a pkt 3 PrUSP. Oznacza to, że asesorzy zyskają uprawnienia do orzekania w sprawach wskazanych w art. 12 § 1 pkt. 3 PrUSP:
- z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego,
- dotyczących demoralizacji i czynów karalnych nieletnich,
- leczenia osób uzależnionych od alkoholu oraz od środków odurzających i psychotropowych,
- należących do sądu opiekuńczego na podstawie odrębnych ustaw.
W dotychczasowym stanie prawnym aplikanci sędziowscy nie mogli obejmować stanowisk asesorskich w wydziałach rodzinnych i nieletnich, niezależnie od ich zainteresowań. Długa i wymagająca droga zawodowa daje podstawę do tego, by poszerzyć ich zakres orzekania. Ważne jest także zasilanie wspomnianych wydziałów nową, wykwalifikowaną kadrą orzeczniczą, i tym samym odciążać referaty sędziowskie. Obecnie bowiem kadra sędziowska jest budowana w oparciu o sędziów przenoszonych z innych wydziałów lub wykonujących zawód sędziego w ramach innej ścieżki dostępu niż po ukończeniu aplikacji sędziowskiej.
Przeniesienie asesora sądowego
Prezes sądu rejonowego, w terminie roku od dnia wejścia w życie nowelizacji, będzie mógł przenieść asesora sądowego (za jego zgodą) do wydziału rodzinnego i nieletnich. Skorzystanie z takiego uprawnienia nie będzie jednak wykluczać możliwości zmiany zakresu jego obowiązków, które będą skutkować przeniesieniem go do innego wydziału.
Dzięki tej regulacji chętni asesorzy uzyskają możliwość przeniesienia do wydziałów rodzinnych i nieletnich, niezależnie od ogólnych zasad przenoszenia asesorów sądowych między wydziałami, co wzmocni je kadrowo, jeśli tylko prezes sądu uzna takie działanie za konieczne.
Tło wprowadzanych zmian
Wydziały rodzinne i nieletnich i orzekający w nich sędziowie są szczególnie obciążeni pracą. Zgodnie z informacjami zawartymi w Ocenie Skutków Regulacji, w 2024 r. sędzia załatwił średnio 1534,4 spraw. Dla porównania w wydziale cywilnym ta liczba wynosiła 596,3 spraw, zaś w wydziale karnym – 988,4.
Wzrósł także średni czas trwania postępowania w wydziałach rodzinnych i nieletnich. W 2024 r. wydłużył się on do 5 miesięcy i 6 dni, znane są jednak przypadki czasu trwania spraw nawet do trzech lat.
O ile nie jest do końca możliwe oszacowanie liczby asesorów, którzy mogliby zostać przeniesieni do wydziałów rodzinnych i nieletnich, jako że może się to odbywać wyłącznie za ich zgodą, o tyle zakłada się, że ze względu na zapaść kadrową może to być nawet 1/5 etatów asesorskich.
Etap legislacyjny
Ustawa z 9.10.2025 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych wejdzie w życie w terminie 14 dni od daty jej ogłoszenia.
Rząd chce rozwiązać problem nieuregulowanych gruntów
Chodzi o osoby mieszkające w budynkach spółdzielni mieszkaniowych, stojących na gruntach, których status prawny jest nieuregulowany. Od lat nie można dla nich ustanowić spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, założyć księgi wieczystej. Lokale takie są co prawda sprzedawane, ale po cenach niższych niż rynkowe.
W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii, zapowiedział, że resort chce rozwiązać ten problem i przygotował już projekt ustawy.
– Chcemy przywrócić spółdzielniom prawo do wystąpienia o ustanowienie użytkowania wieczystego w trybie administracyjnym oraz wprowadzić wyjątek dekretowy, który pozwoli stolicy te wnioski zrealizować. Mamy gotowy projekt ustawy, który skonsultowałem zarówno ze środowiskiem spółdzielców, jak i władzami Warszawy – mówi podsekretarz stanu w resorcie rozwoju.
– Są w nim też rozwiązania, które zniosą bariery uniemożliwiające do tej pory regulacje stanów prawnych, między innymi rozstrzygające w jakich granicach działek, samorząd będzie ustanawiał prawo użytkowania wieczystego – dodaje.
Ziemia pod mieszkania lokatorskie
Ustawa ma przyznać spółdzielniom roszczenie o ustanowienie prawa użytkowania wieczystego gruntów oraz o nieodpłatne przeniesienie własności znajdujących się na nich budynków. Roszczenie będzie wyznaczone granicami działki i posiadania. To krok w stronę oczekiwań spółdzielni, którym poprzedni rząd, próbując rozwiązać ten problem, proponował zawężenie roszczenia do gruntu niezbędnego do funkcjonowania budynku. Obecny rząd, dając prawo do wystąpienia z roszczeniem do całej działki, chce jednak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Spółdzielnia uzyska tytuł prawny do ziemi, ale będzie mogła na niej zbudować wyłącznie mieszkania lokatorskie. W ten sposób ministerstwo rozwoju, rozwiązując problem nieuregulowanych gruntów, zapewni ziemię pod tanie mieszkania na wynajem, do których budowy chce przekonać spółdzielnie.
Jak będzie wyglądać procedura?
Ścieżka administracyjna występowania z roszczeniami oznacza, że w przypadku gruntów Skarbu Państwa pierwszą instancją, do której spółdzielnia będzie mogła złożyć wniosek o ustanowienie użytkowania wieczystego ma być starosta, a drugą wojewoda. Natomiast w przypadku gruntów, należących do samorządu terytorialnego, pierwszą instancją będzie wójt, burmistrz lub prezydent, a drugą samorządowe kolegium odwoławcze.
Ustanowienie prawa do użytkowania będzie kosztować. Projekt przewiduje opłatę pierwszą oraz opłaty roczne. Ich wysokość jeszcze nie jest znana. Ustanawiający użytkowanie wieczyste będzie miał jednak prawo do zastosowania bonifikaty. Natomiast zmiana w ustawie o gospodarce nieruchomościami usunie przeszkodę do ustanowienia użytkowania z powodu zgłoszonych roszczeń poprzednich właścicieli i ich następców prawnych na podstawie dekretu z 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze miasta st. Warszawy.
Z projektowanego rozwiązania będą mogły skorzystać w ciągu sześciu miesięcy od jego wejścia w życie spółdzielnie, które złożyły wnioski o ustanowienie użytkowania wieczystego, ale sprawa nie trafiła jeszcze do sądu. W tych przypadkach, w których sprawy już się toczą przed sądami spółdzielnia nie będzie miała zamkniętej drogi do skorzystania z projektowanej ścieżki administracyjnej, ale tylko jeśli wycofa pozew. Zdaniem spółdzielni nie jest to dobre rozwiązanie.
– Jeśli ta propozycja nie zostanie zmieniona, to radykalnie obniży potencjał tego rozwiązania, ponieważ większość spraw, według mnie 90 proc. jest już w sądach i spółdzielnie raczej nie zdecydują się na ich wycofanie. Bałyby się, że jeśli nie uda im się uzyskać tytułu prawnego, to nie będą już mogły z powodu przedawnienia wrócić do sądu – Łukasz Zaprawa, pełnomocnik Unii Spółdzielców Mieszkaniowych.
– Chcieliśmy pozostawić spółdzielniom wybór. Jeśli uznają, że ścieżka sądowa jest szybsza, to mogą w niej pozostać. Poza tym, nasza propozycja otwiera nową przestrzeń do zawarcia ugody sądowej – odpowiada na te obawy minister Lewandowski.
Największy problem w Warszawie
Stolica jest tym miastem, w którym problem nieuregulowanych gruntów spółdzielni mieszkaniowych jest największy. Dotyczy on, według informacji resortu rozwoju, ok. 100 tys. mieszkań. Unia Spółdzielców Mieszkaniowych szacuje, że mieszka w nich ok. 300 tys. osób. W całej Polsce z powodu nieuregulowanego prawa do gruntu cierpi nawet milion mieszkańców.
Geneza problemu nieuregulowanych gruntów sięga PRL, kiedy to rady narodowe wydawały decyzje lokalizacyjne na podstawie których spółdzielnie budowały osiedla. Do uregulowania stanu prawnego i kwestii właścicielskich nie przywiązywano wagi. To się zemściło po zmianie ustroju.
Problem zaostrzyło orzeczenie Sądu Najwyższego z 24 maja 2013 r. (sygnatura akt: III CZP 104/125), zgodnie z którym jeśli spółdzielnia mieszkaniowa nie dysponuje własnością albo współwłasnością gruntu lub prawem do użytkowania wieczystego, to nie może ustanowić definitywnego spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu.
– Co oznacza, że nie można wyodrębnić takiego lokalu ani założyć dla niego księgi wieczystej. Osoba posiadająca prawo do lokalu spółdzielczego w budynkach usytuowanych na gruncie, do którego spółdzielni mieszkaniowej nie przysługuje tytuł prawny, jeśli chce go sprzedać może uzyskać cenę nawet o 10-20 proc. niższą, niż sprzedający takie samo mieszkanie w sąsiednim bloku, gdzie nie ma takiego problemu – wyjaśnia Łukasz Zaprawa.
To jest cena, jaką trzeba zapłacić za brak księgi wieczystej, co wyklucza też możliwość zakupu takiego lokalu na kredyt.
– Od lat próbujemy przekonać polityków, że państwo ten problem stworzyło niedoskonałym prawem i państwo powinno go rozwiązać. Co prawda, widzę zmianę nastawienia władz Warszawy. Próbują się porozumieć ze spółdzielniami, ale ustawowe rozwiązanie problemu na pewno by ten proces ułatwiło i usprawniło. Zwłaszcza jeśli rząd chce przekonać spółdzielnie, by aktywnie budowały nowe mieszkania – dodaje Łukasz Zaprawa. I dodaje, że spółdzielnie są skłonne zobowiązać się w aktach notarialnych, że na gruntach otrzymanych w użytkowanie wieczyste będą budować mieszkania lokatorskie.
Barierą są pieniądze
Do pilnej interwencji legislacyjnej w tej sprawie, zwłaszcza po orzeczeniu SN, wzywał już kilkukrotnie rzecznik praw obywatelskich.
„Niepodjęcie działań oznacza tolerowanie przez ustawodawcę sytuacji, w której grupa obywateli – nie ze swojej winy – zmuszona jest do ponoszenia niekorzystnych skutków prawnych stanów, które w dużej mierze są efektem zaniechań legislacyjnych w minionych latach. Narusza to zaufanie obywateli do państwa i stanowionego prawa, co nie może być akceptowane w praworządnym państwie” – pisał prof. Marcin Więcek w 2023 r. do ówczesnego ministra rozwoju i technologii, zaznaczając, że należy znaleźć takie rozwiązania, których skutkiem nie będzie ustanowienie barier finansowych, uniemożliwiających spółdzielniom i ich członkom poniesienie kosztów uwłaszczenia, ale które zarazem nie będą budziły wątpliwości co do zgodności z konstytucją.
Pieniądze, poza zaniechaniami legislacyjnymi, są największą przeszkodą w osiągnięciu porozumienia spółdzielni z włodarzami miast. Spółdzielnie chciałyby ustanowić swoje prawa do gruntów, jak najtaniej, a miastom nie przychodzi łatwo rezygnować z wpływów do kasy i praw do często bardzo atrakcyjnie zlokalizowanych działek.
– Nie ulega wątpliwości, że problem wymaga inicjatywy ustawodawczej. Czekamy na nią z nadzieją, że znajdą się w niej rozwiązania uwzględniające również interes miast, a raczej tych naszych mieszkańców, którzy nie mieszkają w zasobach spółdzielni mieszkaniowych. Jestem dobrej myśli, bo odnoszę wrażenie, że oczekiwania spółdzielni stały się w ostatnim czasie bardziej racjonalne, co sprzyja kompromisowi, na którym wszyscy skorzystają – podsumowuje Marek Wójcik, ekspert ds. legislacyjnych Związku Miast Polskich.
– Najwyższy czas, żeby uregulować ten problem. Tylko w warszawskiej spółdzielni Bródno dotyczy on 82 budynków. Spółdzielnia pozywa miasto, miasto spółdzielnię. Ta sprawa musi zostać wreszcie ustawowo rozwiązana – podsumowuje Adam Rymski ze stowarzyszenia Razem dla Targówka.
Zakupy na Shein mniej opłacalne
Dlaczego odzież czy elektronika użytkowa na platformach takich jak Shein czy Temu są tak tanie? Pochodzą najczęściej z Chin, gdzie do ich produkcji wykorzystuje się nisko opłacanych bądź wręcz niewolniczo wykorzystywanych pracowników. Tamtejsi producenci nie dbają o zachowanie norm jakościowych i bezpieczeństwa produktów.
Poza tym – takie towary trafiają na europejski rynek dzięki celnej „furtce”, jaką jest zwolnienie z cła dla przesyłek o wartości do 150 euro. Gdyby za te towary płacono cło, to w praktyce na europejskim rynku byłyby one znacznie droższe.
Szkodliwa luka
O szybkiej likwidacji tego właśnie zwolnienia celnego uzgodnili unijni ministrowie finansów, którzy obradowali w Brukseli 13 listopada na Radzie ECOFIN. Porozumienie polityczne w tej sprawie otwiera drogę do odpowiednich zmian legislacyjnych w przepisach UE. Prace nad tymi zmianami mają zacząć się już w najbliższych tygodniach.
Ta zmiana miała być częścią większej reformy unijnych przepisów celnych, szykowanej na 2028 r. Jednak w wyniku apeli środowisk biznesowych (także z Polski) Rada ECOFIN zdecydowała, że w sprawie małych przesyłek trzeba zadziałać szybciej.
Na decyzję ministrów finansów wpłynęła też gigantyczna skala importu z wykorzystaniem tego zwolnienia celnego. Jak zauważył Valdas Dombrovskis, unijny komisarz ds. gospodarki, tylko w 2024 r. do UE trafiło 4,5 miliarda takich przesyłek, a 91 proc. z nich pochodziło z Chin. Komisja Europejska szacuje, że aż 65 proc. z towarów importowanych tą drogą ma zaniżoną wartość w stosunku do cen rynkowych.
Równe szanse
– Zapewnimy w ten sposób równe szanse konkurencyjne dla europejskich firm i ograniczymy napływ tanich towarów – powiedziała Stephanie Lose, minister gospodarki Danii (ten kraj sprawuje obecnie prezydencję w UE).
Oprócz zniesienia zwolnienia celnego, Komisja Europejska zaproponowała już przed kilkoma miesiącami, by kraje członkowskie we własnym zakresie nakładały podatki na towary z małych przesyłek i podejmowały inne działania mające na celu powstrzymywanie zalewu tanich produktów z Chin. Wśród tych propozycji jest m.in. wprowadzenie opłaty w wysokości 2 euro za każdą taką przesyłkę. Taką opłatę mają wprowadzić w najbliższym czasie Włochy i Francja. Ponadto francuskie władze celne rozpoczęły akcję ścisłej weryfikacji zawartości małych przesyłek. W rezultacie wiele z tych towarów nie zostało dopuszczonych do obrotu ze względu na niespełnianie wymogów bezpieczeństwa konsumentów.
Zwolnienie celne dla przesyłek o wartości do 150 euro pochodzi z czasów, gdy jeszcze nie funkcjonowały wielkie platformy sprzedażowe oferujące towary z Dalekiego Wschodu. Jak wspomina Agnieszka Kisielewska, doradca podatkowy i partner w firmie doradczej Halcyon, przed rozwojem międzynarodowego handlu elektronicznego to zwolnienie było stosunkowo rzadko wykorzystywane i nie miało znaczącego wpływu na gospodarkę Unii Europejskiej.
Gdyby te same towary sprowadzano w zwykłych procedurach celnych, mogłyby podlegać cłom – zarówno zwykłym, jak też dodatkowym, przeciwdziałającym dumpingowi i subsydiom.
– Jednak w praktyce stosowanie takich dodatkowych środków musi być poprzedzone długą i skomplikowaną procedurą. Dlatego tym lepiej, że osiągnięto porozumienie w sprawie likwidacji zwolnienia dla małych przesyłek. Zresztą w tej sprawie wcześniej apelowały różne organizacje branżowe z Unii, w tym bardzo mocno polska Izba Gospodarki Elektronicznej – komentuje Agnieszka Kisielewska.
Ekspertka uważa, że na likwidacji zwolnienia dla małych przesyłek nie powinno się skończyć działanie władz Unii Europejskiej w sprawie wyrównywania ram konkurencyjnych na unijnym rynku. – Wiadomo przecież, że władze np. Chin będą się starały na różne sposoby wzmocnić pozycję swoich firm, a dotychczasowa praktyka pokazuje, że robią to na swoich zasadach – dodaje Agnieszka Kisielewska.
Zostanie zwolnienie dla prywatnych przesyłek
Walka z tanim importem z Dalekiego Wschodu powinna jednak oszczędzić inne zwolnienie z cła, które nie dotyczy obrotu biznesowego. Otóż osoba fizyczna spoza UE może przesłać innej osobie fizycznej mieszkającej w Unii w jednej przesyłce towary o wartości do 45 euro.
Jednym z warunków takiego zwolnienia jest to, by osoba otrzymująca taki towar nie musiała uiszczać za tę przesyłkę żadnych opłat, a liczba nadsyłanych towarów nie może wskazywać na przeznaczenie handlowe. W takich przesyłkach można nawet umieszczać alkohole, wyroby tytoniowe czy perfumy, o ile nie przekraczają ustalonych norm ilościowych (podobnie jak w przywozie przez podróżnych). Tymczasem planowane do likwidacji zwolnienie przesyłek o wartości do 150 euro nie obejmuje takich wyrobów.
Notariusz na razie nie rozwiedzie
W ubiegłym tygodniu rząd przyjął projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który przewiduje możliwość pozasądowego rozwiązania małżeństwa przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego. To opcja dla osób, które chcą zgodnie rozwiązać swoje małżeństwo i nie mają małoletnich dzieci. Prace nad nowelizacją trwały od maja i dopóki nie został przyjęty przez rząd, notariusze mieli nadzieję, że także oni uzyskają możliwość udzielania rozwodów pozasądowych.
– To jest kwestia przyszłości. Na ten moment zdecydowaliśmy się na kierowników urzędów stanu cywilnego i będziemy obserwować jaki będzie odbiór społeczny nowej możliwości pozasądowego rozwiązywania małżeństw. Na razie nie było dyskusji w rządzie o tym, by wprowadzić rozwody notarialne – mówi „Rzeczpospolitej” Arkadiusz Myrcha, wiceminister Myrcha.
W rządzie dyskusji nie było, ale w przestrzeni publicznej pojawiła wypowiedź ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka odbierana jako zapowiedź wprowadzenia rozwodów notarialnych. Na październikowej konferencji Rady Izby Notarialnej w Katowicach, Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego i Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości szef resortu mówił, że jest zwolennikiem przekazania notariuszom jak największej liczby czynności, które teraz zapychają sądy.
– Jednym z moich pomysłów, którym chciałbym wywołać dyskusję, jest to, żeby rozwody, także tam, gdzie są małoletnie dzieci, mogły być w przyszłości przeprowadzane przez notariuszy – mówił minister Żurek.
Odciążanie sądów
Według jego koncepcji rozwód notarialny, w przypadku małżeństw z dziećmi, musiałby być poprzedzony zawarciem aktu rodzicielskiego planu opiekuńczego, który szczegółowo regulowałby opiekę na dziećmi i kwestie ich utrzymania. Dopiero drugim krokiem miałby być sam rozwód przed notariuszem. Trzecim, o ile taka byłaby wola rozwodzących się małżonków, mógłby być podział majątku dorobkowego.
– To wymagałoby umiejętności mediowania, a notariusze ją mają – dodał minister Żurek, chwaląc rzetelność notariatu i dbałość o jakość wykonywania pracy.
W zamyśle ministra umożliwienie notariuszom przeprowadzenia rozwodów odciążyłoby sądy i ułatwiłoby obywatelom szybsze dochodzenie sprawiedliwości w innych sprawach.
Przesłane „Rz” oficjalne stanowisko ministerstwa potwierdza to, co we wcześniejszej rozmowie powiedział minister Myrcha.
„Obecnie przyjęty przez rząd projekt UDER24, wprowadzający rozwody przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego, jest elementem planowanych zmian w prawie rodzinnym i rozwodowym. W dalszej kolejności planujemy prace legislacyjne, mające na celu wprowadzenie możliwości przeprowadzania procedury rozwodu pozasądowego także przed notariuszami. Te propozycje, w przeciwieństwie do projektu UDER24 nie mają jeszcze kształtu gotowego projektu. Po przeprowadzeniu analizy, jeśli zapadnie stosowna decyzja, taka możliwość zostanie wprowadzona na drodze oddzielnej nowelizacji przepisów prawa” – pisze MS.
Przypomnijmy, że takie analizy były już prowadzone. Powierzenie pozasądowego rozwiązywania małżeństw kierownikom USC i notariuszom postulował zespół deregulacyjny SprawdzaMy Rafała Brzoski. To że ostatecznie wybór projektodawcy padł na tych pierwszych jest rezultatem rekomendacji działającej przy ministrze sprawiedliwości Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Rodzinnego (KKPR). Jej zdaniem przeprowadzanie rozwodu przez kierownika USC nada tej czynności odpowiednią rangę i wymusi namysł małżonków.
Pojawił się też argument ekonomiczny. Rozwód przed kierownikiem USC jest, według KKPR, tańszym dla obywatela rozwiązaniem nim przed notariuszem. Ten argument trudno zweryfikować, bo skoro dziś notariusze nie udzielają rozwodów, to w ich taksie nie ma takiej pozycji. Dodatkowo wynagrodzenie za czynności notarialne ustala w rozporządzeniu minister sprawiedliwości i to od niego zależałby koszt notarialnego rozwodu.
Opcja, nie obowiązek
Polska, wprowadzając możliwość rozwodu przed notariuszem, nie byłaby prekursorem takich rozwiązań. Rozwody notarialne funkcjonują w Estonii, na Litwie, w Rumunii, we Francji, Grecji i Słowenii. Przy czym jest to dodatkowa opcja, która nie zamyka drogi do sądu. Tak ma też być w Polsce jeśli chodzi o rozwody przed kierownikami USC.
„W każdym przypadku, nawet jeśli będą spełnione przesłanki dopuszczalności rozwodu pozasądowego, ale jeden z małżonków nie będzie chciał przeprowadzenia procedury rozwiązania małżeństwa przed kierownikiem USC (bądź notariuszem), będzie miał możliwość złożenia pozwu rozwodowego na dotychczasowych zasadach” – zastrzega resort w odpowiedzi przesłanej „Rz”.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Tomasz Karłowski
notariusz, prezes Rady Izby Notarialnej w Warszawie
Decyzja o rozwodzie jest zawsze trudna, emocjonalnie obciążająca i nie sprowadza się wyłącznie do formalnego zakończenia małżeństwa. Wymaga, przede wszystkim, wsparcia prawnego i merytorycznego. Często bowiem wiąże się z koniecznością przeprowadzenia podziału majątku czy uregulowaniem spraw alimentacyjnych, a do takich czynności urzędy stanu cywilnego nie mają możliwości prawnych ani kompetencji. Powierzenie notariuszom prowadzenia rozwodów pozwoliłoby obywatelom uzyskać rzetelną pomoc w jednym miejscu, dokładne zrozumienie prawnych konsekwencji oraz uregulowanie wszystkich kwestii związanych z rozstaniem.
Kancelarie notarialne gwarantują przy tym pełną dyskrecję i komfort, którego brakuje w miejscu publicznym, jakim jest urząd. Dodatkowo, takie rozwiązanie byłoby naturalnym uzupełnieniem obecnych uprawnień notariuszy, którzy od lat są gwarantami bezpiecznego obrotu prawnego w kraju, zgodnie z europejskim dążeniem do odciążania sądów w bezspornych sprawach. Dla obywateli oznaczałoby możliwość przeprowadzenia rozwodu w sposób bardziej uporządkowany i mniej stresujący, przy jednoczesnym kompleksowym uregulowaniu wszystkich spraw wynikających z rozstania.
Odpowiedzialność karna za nadużycia mobbingowe w jednostkach publicznych
Stan faktyczny i przebieg postępowania
Płk rez. Z.W., pełniący w latach 2017–2018 funkcję kierownika zakładu dydaktycznego na wojskowej uczelni wyższej, został oskarżony o to, że jako funkcjonariusz publiczny wykonujący czynności w imieniu pracodawcy – Akademii w D. – uporczywie i złośliwie naruszał prawa pracownicze podległych mu pracowników oraz umyślnie przekraczał swoje uprawnienia, działając na szkodę interesu publicznego i prywatnego. Oskarżonemu zarzucano, że wielokrotnie:
- poniżał pracowników podczas odpraw, grożąc im utratą pracy, kierując wobec nich obraźliwe uwagi, podważając ich kompetencje oraz nakazując publiczne przedstawianie cotygodniowych raportów z ich aktywności zawodowej;
- znieważył jednego z podwładnych podczas rozmowy służbowej w swoim gabinecie;
- polecał pracownikom wykonywanie czynności związanych wyłącznie z jego prywatnymi sprawami, takich jak odwożenie samochodu do serwisu, wymiana opon, odbieranie mundurów z pralni czy robienie zakupów, co stanowiło działanie dla osiągnięcia korzyści osobistej;
- naruszał przepisy dotyczące zadaniowego czasu pracy pracowników dydaktycznych, nakazując im pracę w sztywnych godzinach oraz dodatkowe zajęcia ponad pensum, a także niewłaściwie dokumentował i rozliczał ich pracę ponadwymiarową;
- nakazał pracownikowi, aby wykonał zadanie służbowe w okresie zwolnienia z pracy z powodu opieki nad chorym dzieckiem;
- wydawał polecenia przekraczające kompetencje i zakres obowiązków pracowników, nie zapewniając im odpowiedniego przeszkolenia, odzieży ochronnej ani narzędzi, m.in. nakazując wykonywanie prac na wysokości, przenoszenie wyposażenia siłowni czy opracowanie materiałów graficznych (plakatu wielkoformatowego stanowiącego baner informacyjno-reklamowy).
Całość tych działań wypełniała znamiona czynu z art. 231 § 2 KK w zbiegu z art. 218 § 1a KK.
Stanowisko Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie
Wyrokiem z 5.6.2024 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie, So.9/21, uznał oskarżonego winnym i skazał do na karę 1 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 2 lata, grzywnę w wysokości 150 stawek dziennych (wysokość stawki dziennej – 20 złotych każda) oraz orzekł nawiązkę na przez pokrzywdzonych pracowników po 1 tys. złotych na rzecz każdego z nich.
Obrońca oskarżonego złożył apelację, podnosząc liczne zarzuty dotyczące domniemanych błędów w ustaleniach faktycznych, naruszeń zasady in dubio pro reo, braków w uzasadnieniu i pominięcia dowodów.
Rozstrzygnięcie SN
Sąd Najwyższy, wyrokiem z 3.6.2025 r., I KA 3/25, Legalis, uznał jednak, że postępowanie przed Sądem I instancji zostało przeprowadzone w sposób rzetelny i kompletny. Ocena dowodów, w tym zeznań pokrzywdzonych i opinii inspektora pracy, była prawidłowa, a opisane w apelacji „niedociągnięcia” nie miały miejsca lub nie wpływały na treść wyroku. Zarzuty obrony SN określił jako gołosłowne. Ostatecznie wyrok został w całości utrzymany w mocy.
Komentarz
Z punktu widzenia praktyki orzeczenie Sądu Najwyższego stanowi bardzo wyraźne potwierdzenie, w jaki sposób należy interpretować zarówno art. 231 § 2 KK, jak i art. 218 § 1a KK w odniesieniu do relacji pracodawca–pracownik w jednostkach publicznych. W zakresie przekroczenia uprawnień SN zaakcentował, że pojęcie „korzyści osobistej” w rozumieniu art. 231 § 2 KK obejmuje nie tylko korzyści materialne, lecz także te niemajątkowe, które przekładają się na ułatwienie życia osobistego funkcjonariusza. Jeżeli przełożony nakazuje pracownikowi wykonać czynności, które nie mają żadnego związku z obowiązkami służbowymi – takie jak pranie prywatnych rzeczy, załatwianie spraw zakupowych czy dostarczanie pojazdu do serwisu – wówczas jego działanie ma charakter instrumentalnego wykorzystania swojej funkcji i prowadzi do uzyskania realnej korzyści osobistej. Nie ma przy tym znaczenia, czy czynność ta jest jednorazowa, czy powtarzalna, ani czy wywołuje wymierny koszt po stronie pracownika. Kluczowe jest to, że pracownik wykonuje ją wyłącznie z uwagi na zależność służbową, a przełożony nadużywa swojej władzy.
W odniesieniu do art. 218 § 1a KK Sąd Najwyższy potwierdził, że uporczywe naruszanie praw pracowniczych może przybierać różne formy, a ich katalog nie jest zamknięty. Uporczywość może polegać zarówno na wielokrotnym powtarzaniu tych samych naruszeń, jak i na długotrwałym utrzymywaniu się atmosfery nacisku, zastraszania czy deprecjonowania pracowników. Za naruszenie praw pracowniczych uznano nie tylko działania związane z niewłaściwym rozliczaniem czasu pracy, lecz także wymaganie świadczenia pracy podczas usprawiedliwionej nieobecności oraz stosowanie praktyk poniżających i podważających godność pracownika. Nawet jeśli pojedyncze zdarzenia mogłyby zostać uznane za incydentalne, ich nagromadzenie i powtarzalność nadają im charakter uporczywości, który wypełnia znamiona przestępstwa.
Praktyczny wniosek z komentowanego orzeczenia jest jednoznaczny: przełożeni w jednostkach publicznych, zwłaszcza w strukturach o dużej hierarchii i dyscyplinie służbowej, muszą liczyć się z realnym ryzykiem odpowiedzialności karnej za działania naruszające prawa pracowników. Organy ścigania i sądy coraz częściej sięgają po instrumenty prawa karnego w sytuacjach, w których dochodzi do systemowych lub długotrwałych nadużyć. Dla jednostek organizacyjnych oznacza to konieczność wprowadzania procedur zapobiegających nadużyciom, transparentnego rozliczania czasu pracy oraz skutecznego reagowania na sygnały o nieprawidłowościach. Wyrok ten wzmacnia sygnał, że funkcja publiczna wiąże się z obowiązkiem szczególnej troski o przestrzeganie prawa, a każde odstępstwo od tych standardów może prowadzić do odpowiedzialności karnej.
Wyrok SN z 3.6.2025 r., I KA 3/25, Legalis