Ograniczenie swobody przedsiębiorczości w celu zapobiegania patologicznemu hazardowi

Stan faktyczny

Hiszpański spór pomiędzy przedsiębiorcami prowadzącymi ośrodki gier, salony gier i automaty do gier przeciwko ministerstwu finansów i gospodarki rządu wspólnoty autonomicznej Walencji (dalej: Ministerstwo) dotyczył stwierdzenia nieważności przepisów regionalnych dotyczących gier i zapobiegania hazardowi patologicznemu. Kwestionowane środki przewidują:

Stanowisko TS

Ograniczenia

Za ograniczenia swobody przedsiębiorczości w rozumieniu art. 49 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz.Urz. UE C z 2016 r. Nr 202, s. 47; dalej: TFUE) należy również uznać wszelkie przepisy, które uniemożliwiają, utrudniają lub czynią mniej atrakcyjnym wykonywanie tej swobody. W ocenie TS bezsporne jest, że rozpatrywane środki, wprowadzone i nałożone na podmioty działające w sektorze gier hazardowych na szczeblu regionalnym, mogą czynić mniej atrakcyjnym lub nawet niemożliwym korzystanie ze swobody zagwarantowanej w art. 49 TFUE. W ocenie TS rozpatrywane środki stanowią zatem ograniczenie swobody przedsiębiorczości.

Sektor publiczny – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Uzasadnienia ograniczenia

W niniejszej sprawie celem rozpatrywanych środków jest:

Z orzecznictwa TS wynika, że ze względu na szczególny charakter sytuacji związanej z grami hazardowymi takie cele są realizowane przez kwestionowane regulacje krajowe i mogą one stanowić nadrzędne względy interesu ogólnego odpowiednie do tego, by uzasadnić ograniczenia swobód podstawowych, takie jak ograniczenia będące przedmiotem postępowań głównych, o ile są one rzeczywiście realizowane przez rozpatrywane środki. Trybunał wskazał, że weryfikacja powyższego należy do sądu odsyłającego (wyrok TS z 20.12.2017 r., Global Starnet, C-322/16, Legalis, pkt 42, 43). W konsekwencji TS uznał, że ograniczenia swobody zagwarantowanej w art. 49 TFUE wynikające z rozpatrywanych środków wydają się uzasadnione w świetle ww. celów.

Proporcjonalność

Trybunał wskazał, że do sądu odsyłającego należy, przy uwzględnieniu jego wskazówek, dokonanie oceny w ramach całościowej oceny wszystkich okoliczności. W niniejszej sprawie, w przypadku trzech pierwszych rozpatrywanych środków, które dotyczą minimalnych odległości między salonami gier i ośrodkami przeznaczonymi do zakładów wzajemnych z jednej strony a niektórymi placówkami edukacyjnymi z drugiej strony oraz między pewnymi rodzajami samych ośrodków gier, ze spornych przepisów wynika, że te środki zostały przyjęte na podstawie badań wykazujących negatywne skutki nadmiernego narażenia małoletnich na gry, a także statystyk świadczących o tym, że w latach poprzedzających przyjęcie tej regulacji liczba ośrodków gier wzrosła ponad dwukrotnie, a liczba ośrodków przeznaczonych do zakładów wzajemnych aż czterokrotnie we wspólnocie autonomicznej Walencji. W ocenie TS środki te nie zostały przyjęte w sposób arbitralny, lecz opierają się na konkretnych danych.

Zdaniem TS samo istnienie innych obowiązujących środków, takich jak zakaz wstępu do ośrodków gier dotyczący małoletnich i zakaz reklamy tych ośrodków nie pozwala na wyciągnięcie wniosku, że rozpatrywane środki nie są konieczne do osiągnięcia zamierzonych celów. Ponadto, o ile ogólnym celem środków istniejących przed przyjęciem spornych środków jest również ochrona zdrowia publicznego, o tyle dotyczą one jednak różnych aspektów narażenia na gry.

Odnośnie stosowania nowych obowiązków w zakresie odległości do salonów gier, lokali zakładów wzajemnych i salonów bingo już prowadzonych w celu uzyskania odnowienia ich zezwolenia lub koncesji, co może prowadzić do zaprzestania działalności, jeżeli wymagana odległość nie jest zachowana, TS stwierdził, że okoliczność ta niekoniecznie oznacza, iż taki środek należy uznać za wykraczający poza to, co konieczne.

Co się tyczy czwartego rozpatrywanego środka, który uniemożliwia odnowienie zezwoleń na eksploatację automatów do gier kategorii B lub automatów rekreacyjnych z wygranymi zainstalowanych w ośrodkach należących do sektora horeca, TS uznał, że jest on odpowiedni do osiągnięcia zamierzonego celu bez wykraczania poza to, co jest konieczne, z zastrzeżeniem weryfikacji, której powinien dokonać sąd odsyłający. Środek ten, przyjęty podobnie jak trzy pierwsze rozpatrywane środki na podstawie badań, ma bowiem na celu uniemożliwienie małoletnim dostępu do tych maszyn w lokalizacjach, w przypadku których nie jest możliwe kontrolowanie dostępu.

W zakresie, w jakim piąty rozpatrywany środek ustanawia maksymalnie pięcioletnie moratorium na wydawanie nowych ww. zezwoleń i koncesji, TS stwierdził, że wpisuje się on w cel ochrony zdrowia publicznego i zmierza do ograniczenia koncentracji ośrodków gier po ich silnej ekspansji, szczególnie dostrzegalnej w latach poprzedzających przyjęcie tej ustawy.

Reasumując TS orzekł, że art. 49 TFUE należy interpretować w ten sposób, iż nie stoi on na przeszkodzie przepisom, które nakładają na podmioty działające w sektorze gier, po pierwsze, pewne ograniczenia dotyczące minimalnych odległości między salonami gier i ośrodkami przeznaczonymi do zakładów wzajemnych z jednej strony a niektórymi placówkami edukacyjnymi z drugiej strony oraz między pewnymi rodzajami samych ośrodków gier, po drugie, ograniczenie w czasie eksploatacji automatów do gier tak zwanej kategorii B lub automatów rekreacyjnych z wygranymi zainstalowanych w ośrodkach należących do sektora horeca, i po trzecie, moratorium na udzielanie nowych koncesji lub zezwoleń na prowadzenie ośrodków gier, o ile sąd krajowy dojdzie do wniosku, że ograniczenia te mogą być dopuszczone na podstawie odstępstw wyraźnie przewidzianych w TFUE lub uzasadnione nadrzędnymi względami interesu ogólnego, są odpowiednie do zapewnienia realizacji zamierzonych celów i nie wykraczają poza to, co jest konieczne do ich osiągnięcia.

Komentarz

W prezentowanym wyrok Trybunał dokonał niekorzystnej dla przedsiębiorstw prowadzących ośrodki gier, salony gier i automaty do gier wykładni art. 49 TFUE normującego swobodę przedsiębiorczości. Trybunał przyznał, że kwestionowane regulacje regionalne wprowadzające ograniczenia w dziedzinie gier hazardowych stanowią ograniczenie tej swobody, ale wskazał, że sąd krajowy powinien dokonać ich analizy pod katem celów, a następnie zgodnością z zasadą proporcjonalności. W uzasadnieniu niniejszego wyroku Trybunał szczegółowo wyjaśnił jakie kryteria sąd krajowy powinien wziąć pod uwagę w ramach tej oceny.

O ile Trybunał odniósł się do zaskarżonych w postępowaniu wewnętrznych regulacji wspólnoty autonomicznej Walencji, to stanowisko Trybunału ze względu na uniwersalny charakter powinno zostać uwzględnione w sporach z tego obszaru również przed polskimi sądami.

Wyrok TSUE z 16.10.2025 r., Anesar-CV, od C-718/23 do C-721/23 i C-60/24, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Koszty ogrzewania w blokach

Stan faktyczny

Spór pomiędzy przedsiębiorstwem świadczącym dostawy energii cieplnej (dalej jako: EVN), a OZ – osobą fizyczną, dotyczył roszczenia o zapłatę za dostawę energii cieplnej do mieszkania, którego właścicielem jest OZ, w przyłączonym do miejskiej sieci ciepłowniczej budynku mieszkalnym zarządzanym przez wspólnotę mieszkaniową.

OZ kwestionował, że jest zobowiązany do zapłaty kwot żądanych przez EVN, w szczególności ze względu na to, iż wzór matematyczny, o którym mowa w pkt 6.1.1 metodologii, na podstawie której dokonuje się rozliczenia energii cieplnej zużytej przez poszczególnych członków wspólnoty mieszkaniowej, jest sprzeczny z prawem Unii. Ponadto OZ twierdził, że:

Sąd odsyłający powziął wątpliwości co do wykładni art. 9 ust. 3 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/27/UE z 25.10.2012 r. w sprawie efektywności energetycznej, zmiany dyrektyw 2009/125/WE i 2010/30/UE oraz uchylenia dyrektyw 2004/8/WE i 2006/32/WE (Dz.Urz. UE L z 2012 r. Nr 315, s. 1).

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko TS

Zgodnie z art. 9 ust. 1 dyrektywy 2012/27/UE państwa członkowskie zapewniają, by odbiorcy końcowi mieli możliwość – na tyle, na ile jest to technicznie wykonalne, uzasadnione finansowo i proporcjonalne – nabycia po konkurencyjnych cenach indywidualnych liczników, które dokładnie oddają rzeczywiste zużycie energii przez odbiorcę końcowego i podają informacje o rzeczywistym czasie korzystania z energii. W rozpatrywanej sprawie, w której chodzi o budynki wielomieszkaniowe przyłączone do sieci ciepłowniczej, art. 9 ust. 3 ak. 2 dyrektywy 2012/27/UE przewiduje obowiązek zamontowania liczników zużycia indywidualnego m.in. energii cieplnej dostarczonej do każdego lokalu.

Z art. 1 w zw. z motywem 20 dyrektywy 2012/27/UE wynika, że państwa członkowskie dysponują szerokim marginesem swobody zarówno w odniesieniu do wyboru stosownych środków, aby zmniejszyć zużycie energii, jak i sposobów ich wykonania. W sytuacji takiej jak rozpatrywana, w której budynki wielomieszkaniowe są zaopatrywane z systemu ciepłowniczego lub chłodniczego, lub które posiadają własne wspólne systemy ogrzewania lub chłodzenia obsługujące takie budynki – w art. 9 ust. 3 ak. 3 dyrektywy 2012/27/UE uściślono, że państwa członkowskie mogą wprowadzić przejrzyste zasady podziału kosztów zużycia energii cieplnej lub ciepłej wody w takich budynkach, aby zapewnić przejrzystość i dokładność rozliczania indywidualnego zużycia. W stosownych przypadkach zasady takie obejmują wytyczne w sprawie sposobu podziału kosztów, po pierwsze, ciepłej wody do użytku domowego a po drugie – energii cieplej w instalacji w budynku oraz do celów ogrzewania powierzchni wspólnych, a także energii cieplnej do ogrzania mieszkań.

Odnosząc się do wątpliwości, czy państwa członkowskie mogą przewidzieć, że właściciel mieszkania w budynku mieszkalnym zarządzanym przez wspólnotę mieszkaniową jest zobowiązany pokryć koszty energii cieplnej emitowanej przez instalację wewnętrzną, w tym w przypadku gdy części wspólne budynku nie są wyposażone w grzejniki, TS wskazał, że dyrektywa 2012/27/UE nie wymaga od tych państw, aby przy stanowieniu przejrzystych zasad podziału kosztów związanych ze zużyciem energii cieplnej przewidywały warunek, aby części wspólne budynku mieszkalnego zarządzanego przez wspólnotę mieszkaniową były wyposażone w grzejniki. Zdaniem TS właściciele mieszkań nie mogą zostać zwolnieni z ponoszenia kosztów zużycia energii cieplnej emitowanej przez instalację wewnętrzną z tego tylko powodu, że części wspólne budynku nie są wyposażone w takie urządzenia grzewcze.

Co do wątpliwości, czy art. 9 ust. 3 dyrektywy 2012/27/UE stoi na przeszkodzie przepisom krajowym takim jak rozpatrywane, które przewidują, że każdy właściciel mieszkania musi ponosić koszty energii cieplnej emitowanej przez wewnętrzną instalację grzewczą proporcjonalnie do ogrzewanej kubatury mieszkań wynikającej z projektu budowlanego, TS stwierdził, że takie przepisy wydają się odpowiadać pojęciu „wytycznych”, o którym mowa w art. 9 ust. 3 ak. 3 dyrektywy 2012/27/UE.

Odnosząc się do wzoru matematycznego, na podstawie którego obliczane są koszty związane ze zużyciem energii cieplnej w budynkach zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe, TS stwierdził, że art. 9 dyrektywy 2012/27/UE nie przewiduje wymogów, które taki wzór powinien spełniać. Niemniej jednak, zgodnie z art. 9 ust. 3 ak. 3 dyrektywy 2012/27/UE państwa członkowskie mogą wprowadzić przejrzyste zasady podziału kosztów zużycia energii cieplnej lub ciepłej wody w takich budynkach, aby zapewnić przejrzystość i dokładność rozliczania indywidualnego zużycia.

Trybunał podkreślił, że wymóg przejrzystości i dokładności ma zastosowanie również do wzoru matematycznego, takiego jak wzór rozpatrywany w postępowaniu głównym, na podstawie którego oblicza się te koszty. W niniejszej sprawie, mimo że wzór matematyczny, o którym mowa w pkt 6.1.1 metodologii, opiera się na pewnych obiektywnych danych, zdaniem TS – z zastrzeżeniem ustaleń, których dokonanie należy do sądu odsyłającego – wzór ten nie uwzględnia szeregu parametrów związanych z rzeczywistym funkcjonowaniem instalacji grzewczej, której dotyczy sprawa w postępowaniu głównym. W szczególności wzór taki powinien uwzględniać specyficzne cechy budynku, takie jak izolacja cieplna budynku i systemu grzewczego, materiały użyte w tej instalacji oraz ewentualne straty ciepła. Ponadto wzór ten jest niejasny, ponieważ zawiera szereg dwuznaczności, co może podważyć przejrzysty charakter podziału kosztów związanych ze zużyciem energii cieplnej lub ciepłej wody w danym budynku.

Zgodnie z art. 10 ust. 1 dyrektywy 2012/27/UE, państwa członkowskie zapewniają, by informacje o rozliczeniach były dokładne oraz oparte na rzeczywistym zużyciu, w przypadku gdy jest to technicznie możliwe i ekonomicznie uzasadnione. W tych okolicznościach, i z zastrzeżeniem ustaleń, których dokonanie należy do sądu odsyłającego, TS uznał, że wzór matematyczny – o którym mowa w pkt 6.1.1. metodologii, na podstawie którego oblicza się koszty zużycia energii cieplnej w budynkach mieszkalnych zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe – nie pozwala na przejrzyste i dokładne rozliczenie indywidualnego zużycia w rozumieniu art. 9 ust. 3 dyrektywy 2012/27/UE.

Reasumując, TS orzekł, że art. 9 ust. 3 dyrektywy 2012/27/UE należy interpretować w ten sposób, iż nie stoi on na przeszkodzie przepisom krajowym, na mocy których właściciel mieszkania w budynku mieszkalnym zarządzanym przez wspólnotę mieszkaniową jest zobowiązany ponieść koszty wynikające z rozliczeń energii cieplnej emitowanej przez ogół przewodów grzewczych i instalacje dystrybucji i dostawy energii cieplnej do wnętrza budynku, również w przypadku, gdy klatki schodowe i korytarze w budynku nie są wyposażone w grzejniki, proporcjonalnie do ogrzewanej kubatury jego mieszkania w zakresie, w jakim zasady i parametry, na podstawie których koszty wynikające z rozliczeń indywidualnego zużycia energii cieplnej przeznaczonej do ogrzewania jego mieszkania i wody do użytku domowego, są obliczane w sposób gwarantujący przejrzystość i dokładność rozliczenia indywidualnego zużycia.

Komentarz

Co zasady, podział kosztów zużycia energii cieplnej w budynkach mających więcej niż jedno mieszkanie, zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe, powinien zapewnić przejrzystość i dokładność rozliczania indywidualnego zużycia. Oczywiste, że możliwość pełnego zindywidualizowania rachunków za ogrzewanie, w szczególności w odniesieniu do instalacji wewnętrznej, może być trudna, albo zupełnie niemożliwa. W konsekwencji z niniejszego wyroku wynika, że państwa członkowskie mogą uregulować w ustawodawstwie wewnętrznym, iż rachunki za zużycie energii cieplnej przez instalację wewnętrzną będą wystawiane każdemu właścicielowi mieszkania w budynkach proporcjonalnie do ogrzewanej kubatury jego mieszkania.

Z niniejszego wyroku wynika również, że algorytm podziału kosztów zużycia energii cieplnej w takich budynkach mieszkalnych powinien spełniać wymóg przejrzystości i dokładności w rozumieniu dyrektywy 2012/27/UE i orzecznictwa Trybunału.

O ile dyrektywa 2012/27/UE już nie obowiązuje, o tyle powyższa wykładnia ma odpowiednio zastosowanie do art. 15 dyrektywy 2023/1791/UE.

Prezentowany wyrok powinien być uwzględniony przy wykładni art. 45a Prawa energetycznego.

Wyrok TS z 23.10.2025 r., Shanov, C-760/23

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Sąd nie może orzekać na podstawie niekompletnych akt sprawy

Postępowanie w sprawie o uznanie za obywatela polskiego

Obcokrajowiec A.D. złożył wniosek o uznanie za obywatela polskiego. Uwzględnienie takiego wniosku uzależnione jest od spełnienia jednej z przesłanek wskazanych w art. 30 ustawy z 2.4.2009 r. o obywatelstwie polskim (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1989; dalej: ObPolU). Jeśli cudzoziemiec nie spełnia wymogów, o których mowa w art. 30 ObPolU, a także gdy nabycie przez niego obywatelstwa polskiego stanowi zagrożenie dla obronności lub bezpieczeństwa państwa albo ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego, wówczas cudzoziemcowi odmawia się uznania za obywatela polskiego. Wojewoda stwierdził, że A.D. spełnił przesłanki wynikające z art. 30 ust. 1 pkt. 7 ObPolU, bowiem przebywał nieprzerwanie na terytorium Polski co najmniej od roku na podstawie zezwolenia na pobyt stały, które uzyskał w związku z posiadaną Kartą Polaka. Organ odmówił jednak uwzględnienie wniosku A.D., powołując się na względy bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego. Wojewoda wskazał, że podstawą odmowy były zgromadzone w toku postępowania informacje niejawne, opatrzone klauzulą „Zastrzeżone”.

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji utrzymał w mocy zaskarżoną przez A.D. decyzję. Organ stwierdził, że dotychczasowe działanie wnioskodawcy godziło w bezpieczeństwo lub porządek publiczny w Polsce, przez co przyjęcie go w grono obywateli polskich skutkować może obniżeniem poziomu ochrony tych wartości u innych współobywateli. Organ zaznaczył, że Wojewoda wyłączył z akt sprawy dokumenty zawierające informacje niejawne, postanowienie to nie zostało zaskarżone przez wnioskodawcę. W rezultacie A.D. nie miał dostępu do tej części akt, a Wojewoda odstąpił od sporządzenia uzasadnienia decyzji w części dotyczącej dokumentów niejawnych.

Zarzuty skargi

W skardze na rozstrzygnięcie Ministra A.D. wskazał, że ma polskie korzenie i przez wiele lat aktywnie angażował się w działalność na rzecz języka i kultury polskiej lub polskiej mniejszości narodowej, potwierdzając te okoliczności stosownymi zaświadczeniami. A.D. podkreślił, że w procedurze uzyskiwania Karty Polaka odpowiednie organy sprawdziły go przez pryzmat obronności, bezpieczeństwa i ochrony porządku publicznego RP. Ocena ta była korzystna dla skarżącego i postępowanie to zakończyło się przyznaniem mu Karty Polaka. A.D. twierdził, że od tamtej pory nie nastąpiła żadna zmiana w jego życiu lub postawie, która miałaby przemawiać za odmienną oceną organów orzekających w sprawie wniosku o przyznanie obywatelstwa. Skarżący dowodził, że nigdy nie miał jakichkolwiek problemów z prawem, sumiennie i konsekwentnie przestrzegał polskiego porządku prawnego. A.D. zarzucił organom pozbawienie go możliwości obrony swoich praw w postępowaniu oraz prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia jego sprawy, z uwagi na odmowę zapoznania się z całością dokumentów zgromadzonych w sprawie. Skoro zaś nie mógł zapoznać się z treścią dokumentu niejawnego, to nie miał realnej możliwości podjęcia polemiki z zarzutami względem jego osoby.

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Orzeczenie WSA

WSA w Warszawie uchylił zaskarżoną decyzję, twierdząc, że w kontekście dokumentacji przesłanej wraz ze skargą i odpowiedzią na skargę, decyzje organów są niezrozumiałe. Zgodnie z treścią art. 36 ust. 2 ObPolU, Wojewoda przed wydaniem decyzji zwrócił się do komendanta wojewódzkiego Policji, dyrektora delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, oraz do innych organów, o udzielenie informacji, czy nabycie przez A.D. obywatelstwa polskiego nie stanowi zagrożenia dla obronności lub bezpieczeństwa państwa albo ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego. Organy przekazały Wojewodzie stosowne dokumenty. W aktach sprawy znajduje się również zaświadczenie z Krajowego Rejestru Karnego o niefigurowaniu przez skarżącego w tym rejestrze. Z treści tych pism wynika, że nabycie przez skarżącego obywatelstwa polskiego nie stanowi zagrożenia dla obronności lub bezpieczeństwa państwa albo ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego. Sąd stwierdził jednak, że w aktach sprawy brak jest wspomnianych przez organy dokumentów niejawnych. Nie zostały one także wymienione wśród załączników dołączonych do odpowiedzi na skargę. Sąd uznał, że brak tej części akt uniemożliwiał mu dokonanie merytorycznej oceny zaskarżonej decyzji.

Przed wydaniem orzeczenia sąd musi zgromadzić całość akt

NSA w uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę WSA w Warszawie do ponownego rozpoznania. W uzasadnieniu wyroku wyjaśniono, że stosownie do art. 133 § 1 zd. 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 935; dalej: PostAdmU), sąd wydaje wyrok na podstawie akt sprawy, chyba że organ nie wykonał obowiązku, o którym mowa w art. 54 § 2 PostAdmU. Podstawą orzekania sądu administracyjnego jest zatem materiał zgromadzony przez organ administracji publicznej. Orzekanie „na podstawie akt sprawy” oznacza, że sąd przy ocenie legalności zaskarżonej decyzji bierze pod uwagę okoliczności, które z tych akt wynikają i które legły u podstaw wydania rozstrzygnięcia organu. Oznacza to, że orzekanie przez sąd administracyjny możliwe jest tylko na podstawie całości akt sprawy. NSA ocenił działanie organu, który wbrew obowiązkowi wynikającemu z art. 54 § 2 PostAdmU nie przekazał do sądu administracyjnego wraz ze skargą kompletnych akt administracyjnych, jako niezrozumiałe i sprzeczne z regulacjami PostAdmU. Jeśli jednak doszło do takiego uchybienia i w dacie orzekania sąd nie dysponował kompletnymi aktami sprawy, to nie powinien orzekać w sprawie i wezwać organ do uzupełnienia akt.

W rozpoznawanej sprawie Sąd I instancji orzekł na podstawie niepełnych akt administracyjnych, obejmujących jedynie informacje jawne. WSA w Warszawie zaznaczył w wyroku, że organy obu instancji oparły swoje decyzje na materiale dowodowym objętym ochroną informacji niejawnych, pomimo tego nawet nie podjął próby uzyskania niejawnej dokumentacji od organów. Zamiast zwrócić się do organu o nadesłanie brakujących akt orzekł na podstawie akt niekompletnych. NSA zaznaczył, że przed wydaniem wyroku wezwał Ministra do nadesłania akt administracyjnych zawierających informacje niejawne i akta te zostały przekazane do Kancelarii Tajnej NSA. Ponownie rozpoznając sprawę, Sąd I instancji powinien rozpoznać sprawę na podstawie pełnych akt administracyjnych.

Wyrok NSA z 18.9.2025 r., II OSK 1925/24, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Uproszczona legalizacja samowoli

Inwestor, który, prowadząc roboty budowlane, istotnie odstąpił od ustaleń w decyzji o pozwoleniu na budowę, projektu zagospodarowania działki, projektu architektoniczno-budowlanego, czy przepisów prawa, zamiast wstrzymującego budowę postępowania administracyjnego – dostanie ostrzeżenie, czyli „żółtą kartkę”.

– Wezwanie inwestora do przywrócenia trwającej budowy do stanu zgodnego z projektem, zamiast dotychczasowych rozwiązań przewidujących wstrzymanie budowy, to chyba najbardziej doniosła zmiana w tej nowelizacji – ocenia Marcin Nosiński, radca prawny, przewodniczący komisji budownictwa BCC.

Inwestor będzie miał 60 dni od pouczenia przez nadzór budowlany na usunięcie niezgodności. Inspektorzy sprawdzą, czy roboty budowlane zostały doprowadzone do stanu zgodnego z projektem i przepisami. Jeśli tak, to sprawa się na tym zakończy. Jeśli nie, to mogą wstrzymać budowę i rozpocząć postępowanie naprawcze.

– Z punktu widzenia inwestora prowadzącego budowę to dobre narzędzie, które daje mu szansę na uniknięcie wstrzymania robót, czyli opóźnienia inwestycji, co zwykle wiąże się ze wzrostem. Będą z niego mogli skorzystać duzi inwestorzy, jak i tacy, którzy budują np. dla siebie dom – ocenia dr Agnieszka Grabowska-Toś, radczyni prawna, ekspertka Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej.

Piotr Jarzyński, prawnik z Kancelarii Prawnej Jarzyński & Wspólnicy, wiceprzewodniczący Komitetu ds. Nieruchomości KIG również pozytywnie ocenia mechanizm „żółtej kartki”, ale przestrzega przed liczeniem na to, że pomoże on uniknąć problemów na każdym etapie budowy.

– Trzeba pamiętać, że zastosowanie tego mechanizmu może być uzależnione od momentu wykrycia nieprawidłowości. Przykładowo, jeśli okaże się, że wykryto je pod koniec budowy, to doprowadzenie robót budowlanych do stanu zgodnego z prawem może pociągać za sobą konieczność rozbiórki znacznej części obiektu budowlanego. Dodatkowo, termin na realizację czynności nie będzie mógł ulec wydłużeniu na wniosek inwestora. W niektórych sytuacjach może zatem zabraknąć inwestorowi czasu na przeprowadzenie niezbędnych działań – mówi ekspert.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Ostrzeżenie zamiast blokowania budowy

Agnieszka Grabowska-Toś widzi też minusy „żółtej kartki”. – Z perspektywy sąsiada budowy, która dostała „żółtą kartkę”, ponieważ była prowadzona niezgodnie z projektem czy przepisami, przez co powstający budynek może niekorzystnie oddziaływać na jego działkę, większą szansę na ochronę swoich praw dawało wstrzymanie budowy na zasadach, jakie obecnie obowiązują. To był taki bat, który powstrzymywał lekceważących prawo inwestorów – a to nie są rzadkie przypadki – przed łamaniem prawa. Obawiam się, że bezpiecznik w postaci przyjętego w nowelizacji rozwiązania, przewidującego sprawdzenie przez nadzór, czy inwestor usunął przyczynę wydania „żółtej kartki”, nie zastąpi tego bata – ocenia ekspertka.

W przypadku istotnego odstępstwa od projektu czy warunków pozwolenia na budowę, bez uzyskania decyzji o jego zmianie, zgodnie z nowelizacją, można będzie skorzystać z uproszczonej ścieżki legalizacji samowoli budowlanej, jeżeli od zakończenia robót budowlanych upłynęło co najmniej 10 lat. W uproszczonym postępowaniu nie bada się zgodności robót budowlanych z przepisami techniczno-budowlanymi, miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego czy decyzją o warunkach zabudowy.

Zamiast tego inwestor przedstawia ekspertyzę, która ma potwierdzić, że stan techniczny budynku nie stwarza zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi oraz pozwala na bezpieczne użytkowanie obiektu zgodne z dotychczasowym lub zamierzonym sposobem użytkowania. Wielu ekspertów, na etapie projektowania, krytykowało wprowadzanie kolejnej ścieżki legalizacji samowoli budowlanych, tłumacząc, że państwo powinno egzekwować przestrzeganie prawa, wzmacniając nadzór budowlany, a nie ułatwiać jego omijanie. Zwłaszcza w sytuacji, gdy samorządy alarmują, że są bezsilne wobec inwestorów, którzy czują się bezkarni.

W uchwalonej przez Sejm nowelizacji znalazło się też doprecyzowanie przepisów, które ma rozwiązać problem, jaki sprowadziła na inwestorów zmiana prawa budowlanego w 2020 r. Chodzi o podział projektu budowlanego na trzy części. Jedną z nich jest projekt techniczny, zawierający rozwiązania konstrukcyjne, opracowania branżowe, charakterystykę energetyczną budynku, rozwiązania techniczne i materiałowe. Inwestor ma obowiązek złożyć go dopiero na etapie oddawania obiektu do użytkowania czy składania zawiadomienia o zakończeniu budowy w nadzorze budowlanym.

Miało to być dla niego uproszczeniem, a stało się utrapieniem. Niektóre inspektoraty nadzoru budowlanego przez sprawdzenie projektu technicznego po zakończeniu budowy rozumieją jego weryfikację merytoryczną, w tym np. analizowanie zastosowanych rozwiązań konstrukcyjnych. W przypadku ich zakwestionowania, inwestorzy zobowiązywani są do korygowania przyjętych rozwiązań. Od tego uzależniane jest wydanie pozwolenia na użytkowanie, a bez tego nie można np. przenosić własności lokali.

Weryfikacja projektu

– Przesądzenie w nowelizacji, że sprawdzenie przez organ nadzoru budowlanego projektu technicznego obejmuje wyłącznie spełnienie obowiązku dołączenia oświadczenia i kopii wymienionych w przepisach dokumentów jest zmianą, na którą czekają inwestorzy w tych rejonach Polski, gdzie nadzór budowlany przy odbiorze budynku dokonuje wstecznej weryfikacji projektu technicznego, nakazując na etapie, gdy jest on już ukończony, wprowadzenie istotnych zmian – uważa Agnieszka Grabowska-Toś.

Jej ocenę potwierdza Piotr Jarzyński.

– Ustawodawca zwrócił uwagę, że pracownicy organów nadzoru budowlanego nie posiadają potrzebnej wiedzy technicznej, by móc sprawdzać te projekty, a odpowiedzialność za ich prawidłowe sporządzanie spoczywa na projektantach – dodaje ekspert.

Etap legislacyjny: ustawa skierowana do Senatu

INNE ZMIANY W PRAWIE BUDOWLANYM

Co jeszcze znalazło się w nowelizacji

Katalog inwestycji niewymagających pozwolenia na budowę został poszerzony o między innymi:

  • wolnostojące, nie więcej niż dwukondygnacyjne budynki użyteczności publicznej o powierzchni użytkowej nie większej niż 200 mkw.,
  • przydomowe budowle ochronne o powierzchni użytkowej do 35 mkw.,
  • przydomowe niezadaszone tarasy naziemne o powierzchni zabudowy większej niż 35 mkw.,
  • bezodpływowe zbiorniki na wody opadowe lub roztopowe o pojemności nie większej niż 30 m sześciennych związane z produkcją rolną.

Nie będzie wymagała pozwolenia ani zgłoszenia budowa np.:

  • bezodpływowych zbiorników na wody opadowe lub roztopowe o pojemności nie większej niż 5 m sześciennych,
  • niezadaszonych przydomowych tarasów naziemnych o powierzchni zabudowy nie większej niż 35 mkw.,
  • szatni, małych trybun, ławek przy boiskach, kortach tenisowych i bieżniach,
  • masztów flagowych o wysokości do 7 m,
  • murów oporowych o wysokości do 0,80 m.
Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

KSeF to tykająca bomba fakturowa

Z początkiem lutego ma ruszyć Krajowy System e-Faktur, czyli rządowy system bieżącej rejestracji wszystkich transakcji biznesowych w Polsce. Jest pomyślany przede wszystkim jako narzędzie kontrolne dla służb skarbowych. Ale to także gigantyczna baza danych o całej polskiej gospodarce i to aktualizowana minuta po minucie. Urzędnicy skarbowi dowiedzą się z niej, kto z kim danego dnia handlował i po jakich cenach. W elektronicznych fakturach, podobnie jak w dzisiejszych, będzie też wiele innych danych, jak np. środek transportu towarów i miejsce dostawy.

Taka wiedza to jednak łakomy kąsek nie tylko dla fiskusa. Niejeden obcy wywiad chciałby się np. dowiedzieć, komu danego dnia zakłady Bumar sprzedały czołg – a w KSeF to się znajdzie. Będą też pojawiały się tam na bieżąco dane o tym, kto dostarcza Łucznikowi surowce do produkcji karabinów. A przecież obce służby będą chciały się dowiedzieć nawet tego, jaka firma w ciągu ostatnich dni zajmowała się cateringiem i sprzątaniem dla fabryki amunicji czy dostawą niszczarek dokumentów dla Łucznika czy Bumaru. Bo zazwyczaj szukają słabych punktów w sieci partnerów handlowych takich firm.

Oczywiście dane z KSeF, niekoniecznie tylko te o militarnym znaczeniu, mogą posłużyć też do nielegalnego wykorzystania przez polskie i zagraniczne wywiadownie gospodarcze. Użycie tej wiedzy może zaszkodzić niejednemu polskiemu przedsiębiorcy.

Z kolei atak na KSeF powodujący jego blokadę może sparaliżować całą gospodarkę. Zastopuje to bowiem wystawianie faktur. Są one nie tylko dokumentem dla fiskusa, ale też podstawą biznesowych rozliczeń.

Służby jeszcze nie sprawdzały

Dotychczas taka wiedza o fakturach i transakcjach była rozproszona i niedostępna w czasie rzeczywistym. Teraz zgromadzi ją KSeF. Ministerstwo Finansów zapewnia, że system ma zapewnioną obronę przed hakerami. Obsługujący go urzędnicy – a będzie ich około dwóch tysięcy – też będą podlegali kontroli. Jednak – co ustaliła „Rzeczpospolita” – dotychczas system nie został sprawdzony przez żadną z państwowych służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa i gospodarki. Nie zajmowały się tym ani Wojska Obrony Cyberprzestrzeni, ani Centrum Zwalczania Cyberprzestępczości w policji, ani też NASK, czyli instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo krajowych systemów informatycznych.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przyznaje, że dotychczas jedynie opiniowała przepisy o wystawianiu faktur przez KSeF. „Oceną cyberbezpieczeństwa tego systemu Agencja zajmie się w momencie zakończenia prac wdrożeniowych przez KAS” – napisało nam biuro prasowe ABW. Jak ustaliliśmy, takie testy zaczną się po 15 listopada, gdy zostanie uruchomiona wersja testowa systemu. Tylko testowa, jeszcze niekoniecznie uwzględniająca prawdziwe transakcje.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Ryzykowna centralizacja

Pytani przez „Rzeczpospolitą” eksperci zajmujący się bezpieczeństwem państwa alarmują: to zabawa zapałkami na beczce prochu. – Nagromadzenie w jednym miejscu tak ogromnej ilości informacji istotnych dla tego bezpieczeństwa nie budziłoby może zastrzeżeń w czasach pokoju. Jednak dziś trwa wojna hybrydowa Rosji z Polską i Europą, której istotnym frontem jest cyberprzestrzeń – przypomina Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu.

Z kolei Stanisław Żaryn, były zastępca ministra-koordynatora służb specjalnych i były pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej RP, przypomina, że w ostatnich miesiącach i tygodniach służby specjalne krajów nieprzyjaznych Polsce intensywnie testują odporność wszystkich istniejących cybersystemów.

– Nie mam żadnych wątpliwości, że zainteresują się także KSeF, zarówno aby pozyskać dane, jak też aby go sparaliżować – uważa Żaryn.

I dodaje, że nawet jeśli Ministerstwo Finansów dokłada wszelkich starań, by się przed tym zabezpieczyć, to nie ma stuprocentowo skutecznych zabezpieczeń przed hakerskimi atakami.

Eksperci zgodnie przyznają, że w łańcuchu bezpieczeństwa systemu informacji najsłabszym ogniwem bywa człowiek. Czy urzędnicy skarbowi z dostępem do KSeF zostaną należycie przygotowani do tych wyzwań? Zapytaliśmy MF o to, czy szkolenia dla nich będą ujmowały aspekt bezpieczeństwa kraju. Dotychczas nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Z nieoficjalnych rozmów z pracownikami Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) wynika, że szkolenia z używania KSeF dla urzędników już trwają, ale na razie nie dotyczą cyberbezpieczeństwa. Ograniczają się do przepisów o VAT i technicznej strony obsługi systemu.

– Jednak nawet jeśli wszystkich urzędników pracujących z KSeF „prześwietli się” w celu wystawienia certyfikatu dostępu do informacji niejawnych, to i tak nie ma gwarancji, że w tej kilkutysięcznej rzeszy nie pojawią się osoby nieuczciwe, które skuszą się na ofertę obcych służb czy nawet krajowych wywiadowni gospodarczych – ostrzega Grzegorz Małecki.

Ministerstwo Finansów: panujemy nad sytuacją

Zdaniem resortu finansów gra jednak jest warta świeczki, bo uruchomienie KSeF ma uszczelnić system podatkowy, zwłaszcza VAT. Z tytułu tego podatku w ciągu 2026 r. oczekiwany jest wpływ dodatkowych 1,65 mld zł do budżetu.

Roman Łożyński, dyrektor Centrum Informatyki Resortu Finansów (CIRF), przyznaje, że są ryzyka związane z nowym systemem, ale po 15 listopada będzie on już działał na podobnych zasadach jak docelowa, pełna wersja. Ma to pozwolić na przeprowadzenie testów bezpieczeństwa przez właściwe służby. – Jeśli podczas tych testów zostaną wykryte nieprawidłowości, będziemy pracowali nad ich usunięciem. Takie działania zostaną podjęte już teraz, jesienią, aby system był w pełni gotowy do uruchomienia 1 lutego 2026 r. – zapewnia Łożyński.

Przyznaje też, że współpraca z NASK i ABW nie ograniczy się tylko do testów KSeF przed uruchomieniem systemu, bo to te służby mają właściwe środki, by reagować na zagrożenia bezpieczeństwa.

A co z ryzykiem wycieku danych za sprawą nieuczciwych urzędników? Dostęp do KSeF ma mieć bowiem po kilka osób w każdym z ponad 400 urzędów skarbowych, a ponadto w 16 Izbach Administracji Skarbowej i oczywiście w CIRF. Roman Łożyński zapewnia, że w strukturach KAS są stale rozwijane systemy obrony przed ingerencją z zewnątrz, ale też przed nieuprawnionym wykorzystaniem danych przez pracowników i funkcjonariuszy KAS.

– Działa u nas system PAM, który będzie monitorował każde wejście do systemu przez urzędników. Każde takie użycie KSeF dla pozyskania danych będzie zostawiało ślad, dzięki któremu łatwiej będzie śledzić ewentualne nadużycia na tym polu – informuje szef CIRF.

Potencjalne straty trudno policzyć

– Co będzie większe? Wskazywane przez MF korzyści budżetowe z wdrożenia KSeF czy zagrożenie bezpieczeństwa polskiej gospodarki i państwa? – pyta retorycznie Grzegorz Małecki.

Prosty rachunek pokazuje, że dodatkowe 1,65 mld z VAT to zaledwie dwa i pół promila wszystkich planowanych na 2026 r. wpływów budżetowych. Mają one sięgnąć 647,2 mld zł. Trudno wyliczyć potencjalne straty z kradzieży danych i ataków na KSeF.

Przypomnijmy, że prace nad KSeF rozpoczęły się jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości, a dzisiejsza ekipa je kontynuuje. Pierwotnie system miał wystartować z początkiem lipca 2024 r., ale minister finansów Andrzej Domański odłożył jego uruchomienie do 1 lutego 2026 r. Okazało się bowiem, że wersja przygotowana przez poprzedników była niedopracowana pod kątem bezpieczeństwa i wydajności.

Według zapewnień MF, po naprawie błędów system może przerobić średnio 5 mln faktur na godzinę, a w szczytowych okresach ich wystawiania – nawet 20 mln.

Systemy podobne do KSeF wprowadziły już Włochy i Rumunia, a szykują się do tego m.in. Francja i Niemcy. Jednak, jak pokazują ostatnie miesiące, Polska bardziej niż inne kraje jest narażona na cyberataki. Mówił o tym przed kilkunastoma dniami wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

– Jesteśmy najbardziej atakowanym państwem w UE. Odpieramy ponad 99 proc. ataków – przyznał minister w rozmowie na antenie radia RMF.

Hakerzy atakowali już aplikację mObywatel i system „Twój e-PIT”

Obiektem ataków były różne systemy, w tym służący do szybkich płatności BLIK, systemy odpowiedzialne za wodociągi i autostrady czy aplikacja mObywatel. Tylko we wrześniu Zespół Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego działający w ramach NASK otrzymał 57 tysięcy zgłoszeń o cyberatakach.

Wcześniej, bo wiosną br. hakerzy interesowali się także systemem rozliczeń podatkowych „Twój e-PIT”. W dorocznym sezonie rozliczeń tego podatku, czyli między 15 lutego a 30 kwietnia 2025, atakowali go niemal cztery miliony razy. Jak zapewnia Ministerstwo Finansów, wszystkie te ataki zostały zneutralizowane.

Równocześnie jednak rząd planuje cięcia w funduszach na cyberbezpieczeństwo. W najnowszym projekcie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa zmniejszono z 4 mld zł do 3 mld zł wydatki w ramach 10-letniego planu realizacji ustawy.

EKSPERCI RADZĄ

Co można doszlifować w KSeF w ostatniej chwili

Czy na 80 dni przed startem KSeF coś się da w nim zmienić? Według ekspertów pytanych przez „Rzeczpospolitą”, jeśli system ma być bezpieczny, to do rozważenia byłoby albo odłożenie jego startu i generalna przebudowa albo:

  • wyłączenie z niego wrażliwych branż gospodarki takich jak sektor zbrojeniowy, paliwowy czy energetyczny;
  • rezygnacja z obowiązku podawania na fakturach niektórych danych o transakcjach;
  • objęcie danych KSeF ochroną kontrwywiadowczą i powierzenie zarządzania repozytorium tego systemu wyspecjalizowanej w bezpieczeństwie instytucji;
  • wprowadzenie zaostrzonych procedur bezpieczeństwa dla użytkowników systemu (nie tylko urzędników skarbowych, ale także dla osób, które tworzyły i będą rozwijać oprogramowanie dla KSeF).
Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Janusz Janiszewski

ekspert ds. bezpieczeństwa z forum ekspertów Ad Rem

Zgromadzenie olbrzymiej ilości danych w jednym miejscu, takie jak w przypadku KSeF, określa się jako tzw. centralny punkt awarii (single point of failure). Stwarza to szereg ryzyk, takich jak ataki hakerskie, kradzieże danych przez osoby z legalnym dostępem do systemu, ataki typu ransomware (dla okupu) czy też ataki DDoS, będące zalaniem systemu żądaniami. W konsekwencji może nastąpić jego zablokowanie. W przypadku kradzieży kluczy uwierzytelniających może dojść do tzw. phishingu, czyli przejęcia kont firmowych albo kont administracji skarbowej. To z kolei może oznaczać dostęp do systemu bez śladów włamania. Zagrożenia z tym związane mogą być różnorakie. Znajomość cen, rabatów i dostawców może spowodować szereg wyniszczających zachowań nieuczciwych firm, polegających na sztucznym zaniżaniu cen czy kopiowaniu strategii handlowej w celu osłabienia konkurentów. Z kolei zagraniczne firmy i służby specjalne mogą, dzięki poznaniu sieci powiązań biznesowych w Polsce, zidentyfikować słabe punkty polskiej gospodarki. Nie neguję wartości KSeF dla celów skutecznego poboru podatków, ale być może warto zastanowić się nad innym rozwiązaniem, w którym informacje o polskiej gospodarce nie byłyby skupione w jednym miejscu. Nie tworzyłyby wtedy potencjalnego „single point of failure”.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Rafał Berliński

ekspert w zakresie technologii w podatkach, twórca platformy podatkowej AI Ziroly

Z punktu widzenia bezpieczeństwa polskiego państwa i gospodarki przerażające jest, że tak wielka baza danych o tej gospodarce, jaką jest KSeF, dotychczas nie została przetestowana przez służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa. Obawiam się, że nawet zapowiadane zbadanie tzw. środowiska przedprodukcyjnego, symulującego działanie KSeF, też niewiele przyniesie. Jesteśmy przecież w stanie autentycznej cyberwojny z Rosją, a świadczą o tym częste ataki na różne polskie systemy informatyczne. Pamiętajmy, że to przeciwnik o nieograniczonych praktycznie zasobach finansowych, analitycznych i ludzkich. Przecież KSeF będzie zawierał dane nie tylko o zwykłych transakcjach handlowych, ale też o dostawach broni, amunicji i innych towarach strategicznych. Będą tam też dane o półproduktach i surowcach używanych do produkcji wojskowej. Nietrudno sobie wyobrazić, że po wykradzeniu dane te pozwolą określić nie tylko skalę produkcji, ale również miejsce i czas dostawy. Na podstawie takich informacji nieprzyjazne Polsce siły będą mogły dokonać fizycznych i precyzyjnych aktów sabotażu.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Jak obliczyć dopuszczalny czas trwania kontroli organu u przedsiębiorcy?

Stan faktyczny

Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska (dalej: WIOŚ) wszczął w „M.” S.A. kontrolę obejmującą przestrzeganie przepisów i decyzji administracyjnych w zakresie ochrony środowiska. „M.” S.A. wniosła sprzeciw wskazując, że dozwolony czas trwania wszystkich kontroli jej działalności przez WIOŚ w jednym roku kalendarzowym został przekroczony. Zgodnie z art. 55 ust. 1 PrPrzed, czas trwania wszystkich kontroli organu kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym nie może przekraczać, w zależności od skali działalności danego przedsiębiorcy, od 6 do 48 dni roboczych. W odniesieniu do „M.” S.A. maksymalny czas trwania kontroli to 48 dni. Organ orzekł jednak o kontynuowaniu czynności kontrolnych twierdząc, że przy obliczaniu czasu trwania kontroli w rozumieniu art. 55 ust. 1 pkt 4 PrPrzed należy uwzględnić jedynie te dni, w których czynności kontrolne były faktycznie przeprowadzone u przedsiębiorcy. „M.” S.A. wniosła zażalenie na to postanowienie dowodząc, że ustalenie czasu kontroli powinno polegać na zliczeniu wszystkich kolejnych dni roboczych od dnia wszczęcia kontroli do chwili podpisania protokołu kontroli.

Główny Inspektor Ochrony Środowiska (dalej: GIOŚ) oddalił zażalenie podzielając stanowisko organu I instancji, że pod pojęciem „dni roboczych” należy rozumieć wyłącznie dni, w których pracownicy organu rzeczywiście wykonywali czynności kontrolne w siedzibie przedsiębiorcy lub miejscu przechowywania jego dokumentacji rachunkowej dotyczącej kontrolowanego okresu. Jak wyjaśniono art. 55 ust. 1 pkt 4 PrPrzed ma chronić przedsiębiorców przed dezorganizowaniem działalności firmy. Natomiast czynności wykonywane w siedzibie organu kontrolującego, np. analiza dokumentów czy sporządzenie protokołu kontroli, nie są uciążliwe dla przedsiębiorcy. W rezultacie czasu przeznaczonego na ich realizację nie wlicza się przy ustalaniu limitów dni trwania kontroli. Na podstawie analizy akt sprawy GIOŚ ustalił, że WIOŚ na kontrole planowe z zawiadomieniem, które były faktycznie prowadzone w „M.” S.A. w 2021 r. do dnia wydania postanowienia organu I instancji, przeznaczył 13 dni roboczych.

Postępowanie przed WSA

WSA w Warszawie oddalił skargę „M.” S.A. na postanowienie GIOŚ. Zdaniem Sądu I instancji, dla prawidłowej interpretacji spornego przepisu konieczne jest posłużenie się wykładnią systemową wewnętrzną, uwzględniającą treść i znaczenie art. 51 PrPrzed. W regulacji tej jako zasadę ustanowiono przeprowadzanie kontroli w siedzibie kontrolowanego lub w miejscu wykonywania działalności gospodarczej oraz w godzinach pracy lub w czasie faktycznego wykonywania działalności gospodarczej przez kontrolowanego. Kontrola lub poszczególne czynności kontrolne, za zgodą kontrolowanego, mogą być przeprowadzane również w siedzibie organu kontroli, jeżeli może to usprawnić prowadzenie kontroli. Za zgodą przedsiębiorcy kontrola lub poszczególne czynności kontrolne mogą być przeprowadzone w sposób zdalny. W ocenie Sądu, czas kontroli liczony w dniach roboczych należy odnosić jedynie do kontroli w ścisłym rozumieniu tego pojęcia, czyli do tych czynności organów kontroli, które przeprowadzane są u przedsiębiorcy, w jego siedzibie lub we wskazanym przez niego miejscu (zob. wyrok NSA z 6.9.2018 r., II FSK 385/18, Legalis). Tak liczony czas trwania kontroli organu I instancji u skarżącej nie przekroczył 48 dni roboczych.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Nie można ograniczać się do wykładni językowej

NSA uchylił zaskarżony wyrok oraz postanowienie GIOŚ. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że znaczenie przepisu zależy nie tylko od jego językowego sformułowania, ale również od treści innych przepisów oraz całego szeregu wyznaczników pozajęzykowych, takich jak funkcje ocenianej regulacji prawnej. Reguła wykładni clara non sunt interpretanda, w myśl której przepis jasny nie wymaga wykładni, budzi coraz więcej kontrowersji. W orzecznictwie TK, SN i NSA coraz częściej podkreśla się, że jasność przepisów może zależeć od wielu czynników i zmieniać się w czasie. Może być tak, że przepis rozpatrywany w oderwaniu od innych wydaje się jasny, natomiast analizowany w związku z innymi regulacjami staje się wątpliwy (zob. uchwała NSA z 10.12.2009 r., I OPS 8/09, Legalis).

Pojęcie kontroli

W ocenie NSA wykładnia językowa art. 55 ust. 1 pkt 4 PrPrzed potwierdza stanowisko przyjęte przez organy. Z treści przepisu wynika, że wskazany tam czas nie dotyczy jednej kontroli w ciągu roku, a wszystkich kontroli organu, które nie muszą przecież następować bezpośrednio po sobie. Budowa tego przepisu nie wskazuje też na to, że muszą to być kolejno następujące po sobie dni robocze. NSA uznał, że w celu wyjaśnienia treści analizowanego przepisu konieczne jest zastosowanie wykładni systemowej. Wbrew jednak stanowisku WSA w Warszawie wykładnia ta nie pozwala na wyróżnienie kontroli „w ścisłym rozumieniu tego pojęcia”. Ustawodawca w przepisach PrPrzed odnoszących się do kontroli nie dzieli tej kontroli na kontrolę ścisłą i kontrolę pozostałą.

Co więcej przyjęcie, że wykładnia systemowa art. 55 ust. 1 pkt 4 PrPrzed ogranicza i nakazuje liczenie terminu określonego w tym przepisie jedynie do kontroli przeprowadzonych w siedzibie kontrolowanego przedsiębiorcy, pozostaje w sprzeczności z art. 56 ust. 1 i 2 PrPrzed. Ustawodawca w tym przepisie daje bowiem organom możliwość przerwania kontroli w sytuacji konieczności przeprowadzenia badań próbki lub próbki kontrolnej, jeżeli jedyną czynnością kontrolną po otrzymaniu wyniku badań próbki będzie sporządzenie protokołu kontroli. Podzielenie wykładni przyjętej przez Sąd I instancji oznaczałoby zatem, że art. 56 ust. 1 i 2 PrPrzed jest bezprzedmiotowy.

W razie niejasności decyduje cel przepisu

NSA wskazał, że celem wprowadzenia art. 55 ust. 1 pkt 4 PrPrzed była ochrona przedsiębiorcy przed niekończącymi się, permanentnymi kontrolami zakłócającymi prowadzoną przez niego działalność gospodarczą. Wbrew twierdzeniom WSA w Warszawie, nie tylko czynności podejmowane w siedzibie przedsiębiorcy lub miejscu wykonywania przez niego działalności gospodarczej, mogą utrudniać prowadzenie funkcjonowanie przedsiębiorcy. Chodzi nie tylko o umożliwienie przedsiębiorcy prowadzenia działalności gospodarczej, ale także o niestwarzanie przeszkód w jej prowadzeniu chociażby w postaci ograniczenia dostępu do prowadzonej przez przedsiębiorcę dokumentacji i posiadanych rzeczy.

Zgodnie z mającym zastosowanie w tej sprawie art. 9 ustawy z 20.7.1991 r. o Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska (t.j. Dz.U. z 2024. poz. 425), przy wykonywaniu kontroli przestrzegania wymagań ochrony środowiska inspektor uprawniony jest między innymi do wstępu przez całą dobę wraz z niezbędnym sprzętem nie tylko na teren nieruchomości, obiektu lub ich części, na których prowadzona jest działalność gospodarcza i do środków transportu, ale także na teren niezwiązany z prowadzeniem działalności gospodarczej. Inspektor uprawniony jest także do żądania pisemnych lub ustnych informacji oraz wzywania i przesłuchiwania osób w zakresie niezbędnym dla ustalenia stanu faktycznego przy jednoczesnym pouczeniu ich o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, o której mowa w Kodeksie karnym. Działania te bez wątpienia mają wpływ na funkcjonowanie kontrolowanego przedsiębiorcy.

W rezultacie NSA stwierdził, że wykładnia systemowa i celowościowa prowadzą do wniosku, iż między dniem rozpoczęcia kontroli podatkowej a dniem jej zakończenia nie mogło upłynąć więcej niż 48 następujących po sobie dni roboczych, a nie tylko tych dni roboczych, w których czynności kontrolne prowadzone były w siedzibie przedsiębiorcy lub w miejscu prowadzenia działalności gospodarczej.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Przyczyny uzasadniające ustanowienie rozdzielności majątkowej z datą wsteczną

Skarga kasacyjna

M.N. wniósł skargę kasacyjną od wyroku Sądu Okregowego w W. wydanego w sprawie przeciwko jego żonie – A.J. o ustanowienie rozdzielności majątkowej. Jako podstawę przyjęcia skargi kasacyjnej wskazano istotne zagadnienie prawne dotyczące przesłanek ustanowienia rozdzielności majątkowej z dniem wcześniejszym niż dzień wytoczenia powództwa. Skarżący twierdził, że w sprawie z jego powództwa takie przesłanki wystąpiły, jednak sądy niższych instancji nie podzieliły tego stanowiska. W uzasadnieniu skargi kasacyjnej wyjaśniono, że przed wytoczeniem sprawy rozwodowej małżonkowie od dłuższego czasu żyli w separacji faktycznej. W tym czasie M.N. gromadził oszczędności w celu sfinansowania rozwodu oraz zabezpieczenia swojej przyszłości.

Zarówno w orzecznictwie Sadu Najwyższego, jak i piśmiennictwie przyjmuje się, że uzależnienie żądania ustanowienia rozdzielności majątkowej od wystąpienia ważnych powodów ma służyć dobru rodziny. W skardze kasacyjnej podkreślono, że podział majątku nastąpi już po uzyskaniu przez jedyne dziecko małżonków pełnoletniości, a żona powoda, która nie uczestniczyła w zgromadzeniu oszczędności, nie sprawuje faktycznej opieki nad dzieckiem. Zdaniem M.N. w takich okolicznościach trudno uznać, że zaliczenie do dzielonego majątku również jego oszczędności zgromadzonych w czasie przygotowywania się do rozwodu ma służyć dobry rodziny.

Ustanowienia rozdzielności majątkowej

Art. 52 § 1 KRO daje każdemu z małżonków prawo do żądania ustanowienia przez sąd rozdzielności majątkowej, o ile uzasadniają to ważne powody. Przed wydaniem orzeczenia sąd musi poczynić ustalenia w odniesieniu do m.in.: wielkości majątku wspólnego, istnienia zadłużenia, jego rozmiarów i okoliczności powstania, wymogów prowadzonej przez małżonków lub jednego z nich działalności gospodarczej w ramach konstytucyjnie zagwarantowanej wolności, utrzymania i wychowania małoletnich dzieci stron (zob. postanowienie SN z 27.9.2024 r., I CSK 4245/23, Legalis; wyrok SN z 23.2.2001 r., II CKN 398/00, Legalis).

Istotne znaczenie mają też konflikty o charakterze osobistym, które uniemożliwiają lub znacznie utrudniają zarząd majątkiem wspólnym i zagrażają w rezultacie ekonomicznym podstawom funkcjonowania rodziny (zob. wyrok SN z 5.12.1995 r., III CRN 164/95), w szczególności inicjowane przez strony postępowania cywilnego np. o naruszenie posiadania (zob. wyrok SN z 7.6.2023 r., II CSKP 2214/22, Legalis). Jako przesłanka warunkująca w okolicznościach danej sprawy dopuszczalność zniesienia wspólności, może być brana pod uwagę kwestia dobra rodziny lub drugiego małżonka. Wzgląd na te dobra może stanowić, z powołaniem na art. 5 KC, podstawę do oddalenia powództwa (zob. wyrok SN z 4.4.2014 r., II CSK 387/13, Legalis).

Instytucja uregulowana w art. 52 KRO jest jedynie częściowym rozwiązaniem problemów prawnomajątkowych związanych z konfliktem w małżeństwie. W przeciwieństwie do rozwodu czy separacji, wina małżonka zgłaszającego roszczenie, co do zasady, nie powinna uzasadniać oddalenia jego żądania. Byłoby to bowiem sprzeczne z zastosowaniem zasady rekryminacji, której nie zawiera przepis art. 52 KRO. Przy ustalaniu i wykładni ważnych powodów w rozumieniu art. 52 § 1 KRO należy się bowiem koncentrować na sferze stosunków prawno-majątkowych małżonków (zob. postanowienie SN z 30.12.2024 r. I CSK 3057/23, Legalis).

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Dzień ustanowienia rozdzielności majątkowej

W każdym wypadku orzekając o ustanowieniu rozdzielności majątkowej sąd obowiązany jest z urzędu oznaczyć dzień jej ustanowienia (zob. postanowienie SN z 8.10.2014 r., II CZ 55/14, Legalis). Jak wynika z art. 52 § 2 KRO, w wyjątkowych wypadkach sąd może ustanowić rozdzielność majątkową z dniem wcześniejszym niż dzień wytoczenia powództwa, w szczególności, jeżeli małżonkowie żyli w rozłączeniu. W orzecznictwie przyjmuje się, że ocena, czy chwilą, z którą ma zostać ustanowiona rozdzielność majątkowa, ma być data wydania wyroku, wniesienia pozwu czy też inny dzień, w szczególności poprzedzający wytoczenie powództwa, podlega swobodnemu uznaniu sądu (zob. postanowienie SN z 18.12.2020 r., III CSK 105/20, Legalis). Niedopuszczalne jest jedynie oznaczenie chwili ustania wspólności z dniem późniejszym od daty uprawomocnienia się wyroku (zob. postanowienie SN z 23.12.2022 r., I CSK 3491/22, Legalis).

Co istotne ocena dokonywana pod kątem spełnienia przesłanek określonych w art. 52 § 1 i 2 KRO nie może być schematyczna, ale musi mieć charakter zindywidualizowany i opierać się na analizie konkretnych okoliczności danej sprawy (zob. postanowienie SN z 21.8.2020 r., V CSK 575/19, Legalis). Przy zniesieniu wspólności majątkowej z mocą wsteczną niezbędne jest uwzględnienie interesów rodziny, ale również osób trzecich, tzn. wierzycieli każdego z małżonków, nie można bowiem zawsze i automatycznie dawać pierwszeństwo ochronie interesów rodziny przed ochroną interesów wierzycieli ‎(zob. postanowienie SN z 21.3.2022 r., I CSK 1259/22, Legalis; postanowienie SN z 22.12.2020 r., III CSK 64/20, Legalis).

Stanowisko SN

SN odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania wskazując, że zagadnienia przedstawione przez skarżącego zostały sformułowane w sposób nadmiernie kazuistyczny, odzwierciedlający jedynie skonkretyzowany stan faktyczny rozstrzyganej sprawy. Zagadnienie prawne powinno być przedstawione w sposób ogólny i abstrakcyjny tak, aby umożliwić udzielenie uniwersalnej odpowiedzi, niesprowadzającej się do samej subsumpcji i rozstrzygnięcia konkretnego sporu (zob. postanowienie SN z 11.1.2024 r., I CSK 6184/22, Legalis).

W uzasadnieniu postanowienia SN stwierdził, że skarżący w swoich wywodach pomylił „ważne powody”, które stanowią przesłankę ustanowienia rozdzielności majątkowej na żądanie jednego z małżonków (art. 52 § 1 KRO) z „wyjątkowymi wypadkami”, uzasadniającymi sądowe ustanowienie rozdzielności majątkowej z dniem wcześniejszym niż dzień wytoczenia powództwa. W doktrynie i orzecznictwie przyjmuje się, że pozostawanie małżonków w separacji faktycznej najczęściej stanowi „ważny powód”, ze względu na który powinno się orzekać rozdzielność majątkową, o ile taki stan rzeczy uniemożliwia lub znacznie utrudnia małżonkom współdziałanie w zarządzie majątkiem wspólnym, pociąga za sobą naruszenie lub poważne zagrożenie interesu majątkowego jednego z małżonków lub też skutkuje trwałym zerwaniem wszystkich stosunków majątkowych i brakiem możliwości podejmowania wspólnych decyzji gospodarczych (zob. wyrok SN z 7.6.2023, II CSKP 2214/22, Legalis; postanowienie SN z 13.3.2019 r., II CSK 476/18, Legalis).

Jednak sam fakt życia w rozłączeniu małżonków nie może „z automatu” być traktowany jako wyjątkowa sytuacja, zobowiązująca sąd do ustanowienia rozdzielności majątkowej z dniem wcześniejszym niż dzień wytoczenia powództwa. Ustanowienie przez sąd rozdzielności majątkowej między małżonkami, którzy pozostawali we wspólności ustawowej lub umownej z datą wsteczną jest dopuszczalne w zasadzie tylko wtedy, gdy z powodu separacji faktycznej niemożliwe było już w tym dniu współdziałanie w zarządzie majątkiem wspólnym (zob. postanowienie SN z 27.9.2024 r., I CSK 4245/23, Legalis).

Postanowienie SN z 20.8.2025 r., I CSK 404/25, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Jawność może się okazać gwoździem do trumny

W naszym porządku prawym pojawi się wkrótce nowa ustawa o układach zbiorowych pracy i porozumieniach zbiorowych. Parlament zakończył właśnie prace nad przepisami, które czeka już tylko na podpis prezydenta. O ile pojawiły się już pierwsze komentarze dotyczące ich stosowania do układów zbiorowych, o tyle wciąż brakuje wypowiedzi praktyków odnoszących się do skutków w zakresie innych porozumień zbiorowych. Jest to dość zaskakujące, bowiem są to rozwiązania nowe, niespotykane dotychczas w polskim prawie pracy.

Zgodnie z pomysłem ustawodawcy szereg porozumień zbiorowych zawieranych przez pracodawców będzie podlegać ewidencjonowaniu w Krajowej Ewidencji Układów Zbiorowych Pracy (KEUZP) prowadzonej przez ministra właściwego do spraw pracy.

W uzasadnieniu do projektu nowej ustawy czytamy, że dotyczyć to będzie rozmaitych porozumień zawieranych z organizacjami związkowymi, w tym w szczególności porozumień o:

Ponadto zakresem ustawy będą objęte porozumienia ze związkami zawodowymi zawarte w trybie przepisów o:

a także:

Tylko porozumienia zawarte ze związkami zawodowymi

Należy zauważyć, że z przepisów nowej ustawy, które jednocześnie zmieniają kodeks pracy, wynika jasno, że nie będą podlegały zgłoszeniu do KEUZP porozumienia zbiorowe, które zawierane będą z innymi niż związki zawodowe przedstawicielami pracowników. Jeśli zatem porozumienie zawiera rada pracowników albo inne przedstawicielstwo wybrane w trybie przyjętym u danego pracodawcy, takie porozumienie nie będzie podlegało procedurze zgłoszeniowej.

Zgłoszenia elektroniczne

Zgłoszenie porozumienia zbiorowego zawartego z organizacją związkową polegać będzie na wprowadzeniu danych przez formularz systemu teleinformatycznego KEUZP, udostępniony na urzędowej stronie internetowej, a także na załączeniu cyfrowego odwzorowania treści takiego porozumienia. Zgłoszenie będzie dokonywane przez pracodawcę, chyba że przepis ustawy przewiduje wpis z urzędu przez ministra właściwego do spraw pracy.

Zgłoszenie ma być opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo w inny sposób akceptowany przez KEUZP, który umożliwia jednoznaczną identyfikację podmiotu zgłaszającego i daty zgłoszenia.

Zgłoszenie uznaje się za prawidłowo dokonane, jeśli zgłaszający otrzyma potwierdzenie z KEUZP o przyjęciu danych wraz z numerem, który zostanie nadany danemu porozumieniu automatycznie.

W razie nieprawidłowego zgłoszenia zgłaszający otrzyma z KEUZP automatycznie wygenerowaną wiadomość, że zgłoszenie zostało dokonane nieprawidłowo, lub nie zawierało wszystkich danych podlegających zgłoszeniu, lub nie było właściwie podpisane.

Rejestracja ma charakter formalny, a treść porozumienia nie podlega weryfikacji prawnej. Oznacza to, że zarejestrowane może być także porozumienie, które nie będzie zgodne z prawem pracy, jeśli zgłoszenie będzie odpowiadało wymogom formalnym KEUZP.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Wejście w życie porozumienia

Jeśli chodzi o układy zbiorowe pracy, to zgodnie z nowymi przepisami wchodzą one w życie w terminie w nich określonym, jednak nie wcześniej niż z dniem prawidłowego ich zgłoszenia do KEUZP. Postanowień układowych niezgłoszonych do KEUZP nie stosuje się (art. 16 ustawy).

Inaczej niż w przypadku układów zbiorowych pracy, przepisy nowej ustawy nie przewidują wyraźnie, że prawidłowe zgłoszenie jest warunkiem wejścia w życie porozumienia zbiorowego.

Można zatem wnioskować, że skoro nowa ustawa nie uzależnia wejścia w życie porozumienia od jego zgłoszenia, to ten warunek nie musi być spełniony, aby porozumienie stało się obowiązujące.

Przepisy przejściowe

Zgodnie z art. 51 ust. 2 nowej ustawy porozumienia i regulaminy regulujące zasady pracy zdalnej, porozumienia o stosowaniu przerywanego czasu pracy oraz o przedłużeniu okresu rozliczeniowego zawarte do dnia wejścia w życie ustawy pozostają w mocy albo są stosowane do upływu terminu obowiązywania, jeśli został w nich wskazany.

Minister właściwy do spraw pracy tworzy KEUZP w terminie 2 lat od dnia wyjścia w życie ustawy.

Następnie, w terminie 1 roku od utworzenia KEUZP, pracodawca objęty postanowieniami układu zbiorowego lub porozumienia zbiorowego podlegającego zgłoszeniu do KEUZP dokonuje zgłoszenia do tej ewidencji informacji wymaganych ustawą, z zastrzeżeniem, że informacje te są aktualne na dzień zgłoszenia.

Nie oznacza to jednak, że do tego czasu pracodawcy nie mają żadnych obowiązków notyfikacyjnych – wręcz przeciwnie. Ustawa stanowi wyraźnie, że do czasu utworzenia KEUZP obowiązek zgłaszania informacji o układach i porozumieniach zbiorowych jest realizowany przez przekazywanie drogą elektroniczną do ministra właściwego do spraw pracy, właściwie podpisanego zgłoszenia zawierającego wszystkie informacje wymagane ustawą.

Minister w ciągu 3 miesięcy przesyła zgłaszającemu drogą elektroniczną potwierdzenie dokonania prawidłowego przekazania informacji.

Dla pracodawców zawierających porozumienia zbiorowe z powyższego płyną następujące wnioski praktyczne od dnia, kiedy nowa ustawa stanie się obowiązująca:

  1. Jeśli porozumienie zbiorowe zawiera inne przedstawicielstwo pracownicze niż związek zawodowy – nie podlega ono żadnym zgłoszeniom.
  2. Jeśli stroną porozumienia jest organizacja związkowa, a porozumienie dotyczy jednej z kwestii wymienionych w pierwszej części tego opracowania – pracodawca ma obowiązek je zgłosić do ministra pracy i polityki społecznej, a po utworzeniu KEUZP do tej ewidencji.
  3. Wszystkie zgłoszenia mają mieć formę elektroniczną i muszą być opatrzone podpisem identyfikującym zgłaszającego oraz akceptowanym przez system elektroniczny KEUZP.

Nie jest jednak obecnie jasne, w jakim terminie zgłaszać ministrowi istniejące w dacie wejścia w życie ustawy porozumienia zbiorowe i jak ocenić ich aktualność (zakładać należy, że nie ma obowiązku zgłaszania porozumień, które nie są już realizowane, nawet jeśli na ich podstawie pracownicy wciąż mogą podnosić roszczenia). Kwestia ta będzie wymagać dodatkowej analizy.

Jawność porozumień dla osób trzecich

Całkowitą nowością jest przepis art. 32 ust. 2 nowej ustawy, zgodnie z którym treść cyfrowego odwzorowania układów i porozumień zbiorowych lub protokołu dodatkowego podlega udostępnieniu w trybie przepisów ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (DzU z 2022 r. poz. 902).

W uzasadnieniu projektu ustawy czytamy, że projektodawca nowych przepisów uznał, że treść układu zbiorowego pracy i porozumienia powinna być dostępna dla każdej zainteresowanej osoby, ponieważ jako swoiste źródło prawa pracy nie może być utajniona. Szeroki dostęp do treści układów i porozumień – w ocenie projektodawcy – ma przyczynić się do promowania rokowań zbiorowych i stanowić zachętę do ich podejmowania przez zapewnienie równego dostępu do informacji.

Wyrażam w tym zakresie daleko idący sceptycyzm. Wiele z porozumień zbiorowych zawieranych w trybie kodeksu pracy czy ustaw szczególnych, takich jak przykładowo porozumienia o:

zawierają treści będące ze swej definicji informacjami o charakterze poufnym, stanowiącymi tajemnicę przedsiębiorstwa pracodawcy.

Dostęp do tych informacji dla konkurentów danego pracodawcy może mieć negatywny wpływ na jego pozycję rynkową.

Z kolei dostęp do takich danych dla związków zawodowych działających u innych przedsiębiorców z całą pewnością wpłynie na ich oczekiwania i roszczenia, utrudniając prowadzenie rokowań poprzez odwoływanie się do pakietów świadczeń zaoferowanych przez inne podmioty, często w sytuacjach całkowicie nieporównywalnych.

Można wyobrazić sobie, że w przypadku wejścia w życie obowiązku ujawnienia całkowitej treści porozumienia zbiorowego opinii publicznej pracodawcy stracą zainteresowanie tym, aby pracownikom – na przykład w przypadku zwolnień grupowych – oferować cokolwiek więcej niż wynika z powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Porozumienia zbiorowe dotyczące zwolnień grupowych czy rozstrzygnięcia sporu zbiorowego mają co do zasady bardzo delikatny charakter. Często są wynikiem długotrwałych rokowań, które prowadzone są w ściśle określonych warunkach gospodarczych i społecznych. Ich treść powinna – w interesie wszystkich zainteresowanych stron – pozostać poufna.

Podsumowując, obowiązek ujawnienia treści porozumień zbiorowych w mojej ocenie spowoduje, że chęć ich zawierania spadnie, co stanowić będzie skutek odwrotny do zamierzonego przez autorów nowej ustawy. Przepisy o porozumieniach zbiorowych i układach, pomimo że miały na celu zachęcić do prowadzenia rozmów pomiędzy pracodawcami a przedstawicielami pracowników, ułatwić i odformalizować proces dochodzenia do kompromisu, przymuszają do rozwiązań zupełnie nieznanych naszej kulturze gospodarczej.

Jeśli elementem nowego systemu będzie całkowita jawność wyników tych ustaleń, w sytuacji polskiego rynku pracy może się to okazać przysłowiowym „gwoździem do trumny” koncepcji promowania porozumień zbiorowych i rokowań partnerów społecznych.

Autorka jest radcą prawnym, partnerem kierującym Praktyką Prawa Pracy w warszawskim biurze kancelarii Dentons

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

AI i pomysły Unii wpływają na firmy

Współczesny rynek pracy stoi przed szeregiem wyzwań, które wynikają zarówno z postępu technologicznego, jak i zmian społeczno-gospodarczych. Automatyzacja, rozwój sztucznej inteligencji oraz cyfryzacja procesów produkcyjnych i usługowych zmieniają strukturę zatrudnienia oraz wymagania wobec pracowników, ale też firm. Równocześnie starzenie się społeczeństw, migracje zarobkowe czy rosnące znaczenie elastycznych form pracy sprawiają, że tradycyjne modele zatrudnienia przestają być wystarczające. W efekcie zarówno pracodawcy, jak i pracownicy muszą dostosowywać się do nowych realiów.

– Dobrze byłoby, aby rządzący zechcieli ułatwić przedsiębiorcom to zadanie – mówi prof. Monika Gładoch z Rady Ochrony Pracy.

Problem w tym, że zdaniem ekspertów Rady Legislacyjnej „Rz”, skupiają się oni na kwestiach marginalnych. Jednym z takich przykładów jest promowany szeroko przez resort rodziny pilotaż skróconego tygodnia pracy, realizowany pod hasłem: „mniej godzin w firmie, ale to samo wynagrodzenie”. Niedawno poznaliśmy wyniki pierwszego naboru. Znacząca część podmiotów, które do niego zakwalifikowano należy do sektora administracji publicznej. Wyszło więc na to, że biznes ma pokrywać urzędom koszty skrócenia godzin pracy.

Zmiany w czasie pracy

Tymczasem jak wskazuje prof. Monika Gładoch, ostatnia znacząca nowelizacja dotycząca czasu pracy miała miejsce ponad 20 lat temu.

– Tutaj widzę potrzebę zmian. Powinniśmy zastanowić się, czy obecny sztywny, ośmiogodzinny czas pracy jest rzeczywiście optymalny. Śmiem twierdzić, że nie. Poza systemem zadaniowym, który jest zawężony do pracowników samodzielnych, nie mamy wielkiego wyboru. Tymczasem nie widzę przeszkód, żeby osoba, która wykona wszystkie polecenia służbowe danego dnia, wyszła z firmy wcześniej. W świetle kodeksu pracy nie może jednak tego zrobić. Ja tego nie rozumiem – mówi.

Zdaniem ekspertki, resort pracy powinien przedstawić pomysły na nowy system czasu pracy, w którym to będzie możliwe. – Takie rozwiązanie, w przeciwieństwie do skróconego tygodnia pracy, miałoby też szersze zastosowanie – dodaje.

Ale to nie wszystko. Zdaniem ekspertki, brakuje też prawnych zachęt do lepszego zarządzania niepełnoetatowymi miejscami pracy. A to naprawdę mogłoby dużo zmienić.

– W Europie Zachodniej bardzo popularna jest praktyka dzielenia się pracą. Chodzi o sytuację, w której dwie lub więcej osób partycypuje w jednym pełnoetatowym stanowisku. Takie rozwiązanie daje większą elastyczność – mówi prof. Monika Gładoch.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

AI kolejnym wyzwaniem

Równie pilną kwestią, której należałoby się przynajmniej przyjrzeć, także pod kątem prawnym, są, zdaniem ekspertów Rady Legislacyjnej, wyzwania związane ze sztuczną inteligencją. Już teraz AI przejmuje bowiem wiele prostych zadań z obszaru HR, a to dopiero początek.

– Przede wszystkim zwróciłabym uwagę na ryzyka związane z tym nowym trendem w obszarze m.in. rekrutacji czy rozwiązywania umów o pracę. Po pierwsze, będzie to zagrożenie dyskryminacją. Po drugie, możliwość naruszenia dóbr osobistych, bo te narzędzia przeszukują różne miejsca, w których cokolwiek publikujemy – mówi prof. Monika Gładoch.

Ekspertka przekonuje, że nie zamierza postulować wprowadzania ograniczeń prawnych w funkcjonowaniu AI, jednak, jej zdaniem, ustawodawca będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy obecne regulacje ochronne są wystarczające.

Radca prawny Aleksandra Minkowicz-Flanek, partner w kancelarii Dentons, obawia się z kolei, że w zawodach, w których dominują osoby wysoko wykształcone i tym samym dobrze opłacane, znaczący odsetek specjalistów wypadnie z rynku pracy. – Z perspektywy rządu zastanawiałabym się, w jaki sposób zagospodarować tych weteranów korporacji, którzy nie będą mieli zatrudnienia – dodaje.

W tym aspekcie eksperci Rady Legislacyjnej zwracali też uwagę na kwestię edukacji, w celu lepszego przygotowania się do zmieniającej się rzeczywistości.

Działania pracodawców, oprócz nowych technologii, determinować będzie też prawo europejskie. Na wdrożenie przez polskiego ustawodawcę czekają m.in. dwie dyrektywy: o jawności płac i równości wynagrodzeń oraz platformowa.

Pierwsza zobowiązuje firmy do raportowania różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn oraz zapewnienia transparentności płacowej zarówno pracownikom, jak i kandydatom do pracy.

Druga z kolei ma poprawić warunki zatrudnienia osób zarabiających za pośrednictwem platform cyfrowych, np. transportowych czy dostarczających posiłki. Zdaniem unijnego legislatora, osoby te w rzeczywistości wykonują pracę etatową i powinny mieć te same prawa oraz dostęp do podobnych świadczeń socjalnych, jakie przysługują etatowcom. W efekcie zdecydowano o wprowadzeniu domniemania prawnego istnienia stosunku pracy wobec osób zarobkujących w taki sposób.

Są dyrektywy, nie ma projektów

– Firmy mają wiele obaw związanych ze wspomnianymi regulacjami. Jednak trudno jeszcze w pełni ocenić, jak faktycznie wpłyną one na funkcjonowanie biznesów w naszym kraju. Nie pojawiły się bowiem projekty przepisów krajowych, które implementują te rozwiązania do naszego porządku prawnego – zauważa mec. Aleksandra Minkowicz-Flanek.

Zdaniem ekspertki, resort rodziny powinien skupić się właśnie na jak najszybszym pokazaniu tych propozycji partnerom społecznym. Szczególnie, że, jak podkreśla, wiele kwestii zapewne okaże się problematycznych. – Pojawiają się np. głosy, iż wprowadzenie domniemania jedynie w odniesieniu do pracowników platformowych (głównie kurierów) stanowiłoby nierówne traktowanie względem innych grup (samozatrudnionych czy pracujących na umowach cywilnoprawnych w innych branżach). Nasz ustawodawca będzie musiał to rozstrzygnąć – mówi.

Jak dodaje, z kolei w przypadku dyrektywy o jawności płac istnieje możliwość zwolnienia z obowiązku raportowania mniejszych podmiotów. – Nie wiemy jednak, czy polski ustawodawca się na taki krok zdecyduje – mówi mecenas.

Komentarze ekspertów

Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert z zakresu prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich

Rynek pracy ewoluuje. Jest to związane oczywiście ze zmieniającymi się realiami. W związku z tym przydatne będą regulacje prawne, które przystają do nowej rzeczywistości. Oczekiwałabym jednak od rządzących, aby nie krępowali pracodawców kolejnymi przepisami, które nakładają na nich nowe obowiązki. Wolałabym, aby tworzyli oni przestrzeń prawną do swobodnej realizacji celów przedsiębiorstw. Niech same strony (pracodawca i pracownik) mają możliwość samodzielnie ustalać, na drodze porozumień wewnątrzzakładowych, wzajemne prawa i obowiązki np. w zakresie czasu pracy. Ustawodawca wciąż tkwi bowiem w mylnym przekonaniu, że on wie najlepiej, czego firmom i zatrudnionym potrzeba i bez jego ingerencji nie będą w stanie się porozumieć.

Piotr Podgórski, wiceprezes zarządu Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl

Jednym z głównych wyzwań, które stoją przed firmami, i to w perspektywie krótkoterminowej, jest konieczność dostosowania swoich działań do wymogów unijnych. Wcześniej jednak polski ustawodawca powinien podejść pragmatycznie do transpozycji unijnych regulacji z zakresu prawa pracy, tak aby nie doprowadzić do nadregulacji. Przepisy dyrektyw są trudne dla przedsiębiorców, ale ich adekwatna implementacja może ograniczyć dodatkowe koszty i biurokrację, które są szczególnie bolesne dla małych firm. W odniesieniu do dyrektywy platformowej, kluczowe jest precyzyjne zdefiniowanie „kontroli algorytmicznej” i określenie wyjątków dla drobnych usług. Z kolei przy wdrożeniu dyrektywy ws. jawności płac, należy umożliwić firmom raportowanie luki płacowej w sposób dostosowany do ich rozmiaru. Wszystko to ma chronić prawa pracowników, jednocześnie zapewniając konkurencyjność polskiej gospodarki.

dr Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców BCC

Dyrektywa o jawności i równości płac, dyrektywa platformowa i związane z nią domniemanie stosunku pracy czy też postępujący wpływ AI na działalność firm to są główne wyzwania z zakresu prawa pracy, jakie przed nami stoją. Tu leżą zadania, które resort rodziny powinien realizować w porozumieniu z pracodawcami. Pilotaż, który ministerstwo wzięło na sztandary, nie jest priorytetem. Należy zadbać o to, żeby nie przeregulowywać różnych obszarów. Trzeba działać już na poziomie Brukseli, ponieważ to stamtąd przychodzi duża część legislacji, którą następnie implementujemy, dodatkowo ją „ulepszając”. I na koniec: mam poczucie, że w rządzie brakuje kogoś, kto miałby spojrzenie probiznesowe. Jest tylko ośrodek, który patrzy propracowniczo. Warto jednak brać pod uwagę perspektywę obydwu stron.

Jacek Cieplak, wiceprezes Pracodawców RP

Kodeks pracy nie przystaje do realiów współczesnego rynku. Pandemia COVID-19 dobitnie to pokazała – szczególnie w obszarze elastycznych form zatrudnienia, które wciąż są w Polsce zbyt sztywno regulowane. Od tamtej pory niewiele się zmieniło. Dziś stoimy wobec kolejnej rewolucji – tym razem napędzanej przez sztuczną inteligencję. Już teraz AI przejmuje wiele prostych zadań z obszaru HR, a to dopiero początek. Zbliżający się skok technologiczny całkowicie odmieni sposób, w jaki pracujemy i zarządzamy ludźmi. Dlatego potrzebujemy kompleksowej nowelizacji kodeksu, która dostosuje go do nadchodzących zmian i zapewni równowagę między ochroną pracownika a elastycznością ważną dla pracodawców. W proces przygotowań powinni być włączeni przedsiębiorcy, którzy tworzą miejsca pracy i najlepiej rozumieją realne potrzeby rynku.

Nadia Winiarska, ekspertka ds. zatrudnienia, Konfederacja Lewiatan

Pracodawcy mierzą się z licznymi wyzwaniami rynku pracy, a kolejne przynosi rozwój sztucznej inteligencji, digitalizacja, demografia czy regulacje unijne. Aby im sprostać, potrzebny jest dialog i ograniczenie nadmiernych regulacji. Problemem naszego ustawodawcy jest bowiem to, że jak już zidentyfikuje nadużycia, z którymi zamierza walczyć, to bardzo często środki są nieproporcjonalne do zamierzonych celów. Proponuje się bowiem rozwiązania, które dotykają zarówno uczciwych,

jak i nieuczciwych przedsiębiorców. Obserwujemy też błędne priorytety rządu – skrócenie czasu pracy nie jest dziś najpilniejszą potrzebą. Przy rosnących kosztach, automatyzacji i niedoborach kadr zwiększyłoby to obciążenia firm. Zrównoważony rozwój wymaga równowagi między aspektami społecznymi a konkurencyjnością biznesu.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Członek zarządu i jego odpowiedzialność za naruszenia spółki

Rozstrzygnięcie WSA w Warszawie

WSA w Warszawie wyrokiem z 16.11.2021 r., VI SA/Wa 1263/21, Legalis, oddalił wniesioną przez M.W. (dalej: Skarżący) skargę na decyzję Komisji Nadzoru Finansowego (dalej: KNF) z 29.1.2021 r. (dalej: Zaskarżona Decyzja), na mocy której uchylono w całości decyzję KNF z 21.1.2020 r. i wymierzono m.in.: Skarżącemu karę pieniężną w wysokości 76 000 zł wobec stwierdzenia rażącego naruszenia obowiązków informacyjnych przez spółkę A. S.A. w upadłości z siedzibą w K. (dalej: Spółka), w okresie, w którym Skarżący pełnił funkcję członka zarządu Spółki. Spółka, w związku ze sporządzeniem skonsolidowanego raportu półrocznego za I półrocze 2016 r., nienależycie wykonała obowiązek, o którym mowa w art. 56 ust. 1 pkt 2 lit. a ustawy z 29.7.2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzenia instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 592; dalej: OfertaPublU).

NSA o przedawnieniu

NSA, odnosząc się do zarzutu naruszenia art. 96 ust. 6 pkt 2 OfertaPublU, wskazał, że instytucja przedawnienia kary z art. 96 ust. 6 pkt 2 OfertaPublU została uregulowana odrębnie w art. 96 ust. 7 OfertaPublU, zgodnie z którym kara, o której mowa w art. 96 ust. 6 OfertaPublU nie może być nałożona jeżeli od wydania decyzji, o których mowa w art. 96 ust. 1, 1e lub 1f OfertaPublU, upłynęło więcej niż 12 miesięcy. Dawność została przez ustawodawcę powiązana z upływem czasu od wydania decyzji „pierwotnej” dla całej konstrukcji odpowiedzialności członka zarządu spółki, a więc od wydania decyzji nakładającej karę na emitenta z tytułu niedochowania obowiązków informacyjnych z art. 56 OfertaPublU.

Przenosząc powyższe rozważania na temat instytucji przedawnienia na grunt stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy NSA wskazał, że Zaskarżona Decyzja wydana została (29.1.2021 r.) przed upływem terminu 12-miesięcznego od wydania decyzji nakładającej karę na Spółkę (31.8.2020 r.). Zatem do przedawnienia nałożenia kary na Skarżącego nie doszło.

Podkreślenia też zdaniem NSA wymaga, że ustawodawca w art. 68 ust. 2 ustawy z 27.8.2009 r. o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1483; dalej: FinPubU) wskazuje, że „stosuje się KPA”, co zgodnie z zasadami wykładni systemowej wewnętrznej (gdzie art. 68 ust. 2 FinPubU jest przepisem szczególnym względem art. 68 ust. 1 FinPubU) oznacza zakaz stosowania do kar odesłania zawartego w art. 68 ust. 1 FinPubU, co tworzy zakaz stosowania przepisów OrdPU o przedawnieniu (wyrok NSA z 8.11.2018 r., II GSK 3815/16, Legalis).

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Odpowiedzialność członka zarządu

Zdaniem NSA nie mógł być uwzględniony także zarzut naruszenia art. 96 ust. 6 pkt 2 OfertaPublU w zw. z art. 56 ust. 1 pkt 2 lit. a OfertaPublU, poprzez przyjęcie, że Skarżący był świadomy występowania istotnych niepewności, dotyczących zdarzeń lub okoliczności, które mogą nasuwać poważne wątpliwości co do zdolności Spółki do kontynuowania działalności, a także przez to, że „naruszenia obowiązków” Skarżącego „nie miały rażącego charakteru”. NSA wyjaśnił, że faktem prawotwórczym, dającym podstawę nałożenia na osobę, która pełniła funkcję członka zarządu spółki publicznej kary z art. 96 ust. 6 pkt 2 OfertaPublU, jest wykrycie przez KNF, że miał przypadek rażącego naruszenia obowiązków emitenta z art. 96 ust. 1e OfertaPublU.

Przez naruszenie obowiązków emitenta rozumie się:

obowiązków z art. 56 OfertaPublU.

Zakres tych obowiązków obejmuje m.in.: przekazywanie do publicznej wiadomości informacji okresowych. W tym kontekście NSA zauważył, że przepisy wskazane jako podstawa zarzutu kasacyjnego to regulacje określające sprawozdawcze obowiązki członka zarządu spółki publicznej w postaci udzielenia informacji okresowej (raportu półrocznego) spółki i podania w tej formie do publicznej wiadomości (inwestorom) prawdziwych, rzetelnych, kompletnych danych, które:

W pierwszym przypadku sprawozdanie powinno kończyć się konkluzją o założeniu kontynuowania działalności, a w drugim – konkluzją o wystąpieniu istotnych wątpliwości co do możliwości kontynuowania działalności wraz ze wskazaniem powodów, z jakich taką sygnalizację uznano za zasadną.

W rozpatrywanej sprawie wykazano, że naruszenie obowiązku informacyjnego ze strony Skarżącego nastąpiło w sposób świadomy oraz że miało walor kwalifikowany, przekładając się na rażące naruszenie obowiązków emitenta, określone w art. 56 OfertaPublU. Działania emitenta manifestują się bowiem zachowaniami, w tym brakiem działania, organu zarządzającego tym podmiotem (wyrok NSA z 20.9.2019 r., II GSK 2372/17, Legalis).

W sprawie przyjęto, że skoro Skarżący był członkiem zarządu i podpisał raport za I półrocze 2016 r., to – z racji pełnionej w Spółce funkcji – obowiązany był posiadać kompletną wiedzę o sytuacji Spółki, w tym jej kondycji i ryzyku gospodarczym, związanym z jej wyjątkowo niekorzystną sytuacją finansową, stawiającą co najmniej pod znakiem zapytania, kontynuowanie przez nią działalności lub powstanie ryzyka w jej prognozowaniu. Pełniona funkcja zapewniała pełny wgląd w dane Spółki. Jak już wcześniej podnoszono, same dane, jakimi dysponował Skarżący jako członek zarządu Spółki, w dacie podpisywania raportu półrocznego, wskazywały na jednoznaczne okoliczności, rokujące nieodległe zaprzestanie działalności Spółki.

Były to istotne, a więc ponadprzeciętne okoliczności, które rodziły poważne, a więc również kwalifikowane jakościowo wątpliwości co do stabilności finansowej Spółki. Skarżący wiedział, składając raport, o realnych zagrożeniach co do kontynuacji działalności Spółki. Wiedza ta wynikała z: a) opublikowanych danych oraz z b) pogłębiającej się straty netto z działalności, a także c) wysokości zobowiązań krótkoterminowych skonsolidowanych i jednostkowych, znacznie przekraczających stan krótkoterminowych należności.

O świadomości Skarżącego o zagrożeniach kontynuacji działalności Spółki świadczyła też zależność czasowa pomiędzy złożeniem skonsolidowanego raportu półrocznego za I półrocze 2016 r., a czynnościami: przystąpienia do sporządzenia wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego (33 dni po przekazaniu raportu do publicznej wiadomości) i złożenie wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego (43 dni po przekazaniu raportu do publicznej wiadomości), a nadto – odwołanie się w samym wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego do złej sytuacji finansowej Spółki.

Upływ miesiąca spowodował zmianę wektora oceny kondycji Spółki z I półrocza 2016 r. z optymalnej, rokującej kontynuowanie działalności (w raporcie) do wybitnie pesymistycznej (we wniosku o wszczęcie postępowania sanacyjnego). Oczywistym jest, że nie przesądziły o tym żadne wydarzenia gospodarcze z miesiąca po złożeniu raportu. Sformułowanie w raporcie konkluzji o założeniu kontynuowania działalności, przy braku sygnalizacji jednoznacznie niepokojących zdarzeń gospodarczych, było naruszeniem prowadzącym do rażącego naruszenia obowiązków Spółki, za jakie ta spotkała się z karą wymierzoną decyzją z 31.8.2020 r., wydaną na podstawie art. 56 OfertaPublU.

NSA, oddalił skargę kasacyjną.

Komentarz

Na tle stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy NSA wypowiedział się na temat m.in. zasad odpowiedzialności członka zarządu spółki publicznej za naruszenie przez spółkę obowiązków informacyjnych z zakresu sprawozdawczości okresowej. Mając na uwadze stan faktyczny sprawy, jak również znajdujący do niego zastosowanie stan prawny i poglądy orzecznictwa, NSA wskazał, że z samego faktu pełnienia ww. funkcji powinna wynikać pełna wiedza o aktualnej sytuacji prawo-gospodarczej Spółki, w tym w szczególności o jej kondycji finansowej. Takiej świadomości zabrakło po stronie Skarżącego, co nie ma jednak wpływu na jego odpowiedzialność z tego tytułu.

Wyrok NSA z 4.9.2025 r., II GSK 464/22, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź