Prace nad nowelizacją ustawy o PIP nie zostały ukończone

Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu Stałego Komitetu Rady Ministrów nie przyjęto projektu nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Przypomnijmy, że zgodnie z tą propozycją inspektorzy PIP będą mogli ustalać, że zarobkujący, np. na podstawie umowy zlecenia lub B2B, tak naprawdę jest na etacie. Obecnie tylko sąd ma taką możliwość. Propozycja to efekt rewizji KPO, w której rząd zrezygnował z objęcia wszystkich kolejnych umów zlecenia składkami na ubezpieczenie społeczne niezależnie od osiąganych przychodów. Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że brak przyjęcia projektu przez stały komitet nie oznacza, że rząd zaniechał dalszego procedowania zmian. Wprost przeciwnie – najpewniej w tym tygodniu ponownie się nimi zajmie.

Zapytaliśmy zatem przedstawicieli organizacji przedsiębiorców o główne oczekiwania, jakie mają w stosunku do propozycji na końcowym etapie rządowego procesu legislacyjnego.

Katarzyna Kamecka z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego wskazuje, że pracodawcom zależałoby, na odstąpieniu od procedowania tych zmian, gdyż realizują one kamień milowy KPO, który nie był konsultowany z partnerami społecznymi.

Z kolei dr Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców BCC liczy na refleksję po stronie autorów projektu.

– Projektowane przepisy mogą bowiem zagrozić pewności prawa, wprowadzając skomplikowane mechanizmy ingerujące w dotychczasowe relacje umowne. Przekształcenie umowy może pociągnąć za sobą nieodwracalne lub trudne do odwrócenia skutki finansowe i prawne, takie jak konieczność zapłaty zaległych składek na ubezpieczenia społeczne i podatek dochodowy – mówi.

Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan przypomina też o wątpliwościach konstytucyjnych związanych z nowymi regulacjami.

Katarzyna Kamecka przyznaje jednocześnie, że odstąpienie od tych regulacji jest zapewne mało realne.

– Dlatego zależy nam, aby procedowane rozwiązanie stwarzało jak najmniejsze ryzyko dla przedsiębiorców – mówi.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Zdaniem ekspertów, stałoby się tak, gdyby rząd odpuścił konkretne zapisy projektu.

– Przede wszystkim należy zrezygnować z rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji inspektora dotyczącej przekształcenia umowy B2B w umowę o pracę. To jest w zasadzie kluczowa sprawa, która pociąga za sobą tak dramatyczne konsekwencje dla pracodawcy, że nie może się ostać – mówi Łukasz Bernatowicz.

Na podobną kwestię zwraca też uwagę Katarzyna Kamecka.

– Decyzja o przekształceniu zatrudnienia w stosunek pracy nie powinna też rodzić skutków wstecz, lecz wyłącznie na przyszłość – dodaje.

Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP idzie o krok dalej.

– Decyzja przekształceniowa powinna rodzić skutki prawne dopiero od momentu zakończenia pełnej drogi odwoławczej – ocenia.

Ponadto, zdaniem eksperta, zmiana umowy nie może mieć miejsca, gdy obie jej strony stwierdzą, że są temu przeciwne.

– Nad projektem ustawy ciąży zarzut niekonstytucyjności i ten wątek powinien być w pierwszej kolejności podjęty przez rząd – uważa z kolei Robert Lisicki.

Piotr Rogowiecki zwraca też uwagę na termin wejścia w życie ustawy.

– Nie może to być wcześniej niż 1 stycznia 2027 r. – uważa.

Jak wskazuje Katarzyna Kamecka, kluczowe dla pracodawców jest też odstąpienie od konstrukcji quasi-domniemania prawnego, zgodnie z którym w przypadku uchylenia decyzji, stwierdzony stosunek pracy i tak miałby trwać od momentu jej wydania do prawomocnego rozstrzygnięcia GIP lub sądu.

– Przepis ten jest niewspółmierny do zakresu projektowanej regulacji i zaprzecza idei postępowania odwoławczego oraz potęguje niepewność prawa – ocenia ekspertka.

Piotr Rogowiecki określa go z kolei mianem kuriozalnego.

– Należy również zapewnić ekstraordynaryjny tryb rozpatrywania spraw wynikłych z decyzji przekształceniowych przez sądy powszechne. Obecny okres 4-5 lat trwania procesów prowadzić będzie do zaistnienia chaosu na rynku pracy. Bez tych zmian projekt jest nie do zaakceptowania – dodaje Robert Lisicki.

Etap legislacyjny: przed przyjęciem przez rząd

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Samowolne korzystanie z AI zagrożeniem dla firm

Kiedyś pracownicy wykorzystali do pracy swoje prywatne telefony i laptopy, potem zaczęli korzystać z nieautoryzowanych aplikacji do udostępniania plików. W części firm zapewne cały czas tak to wygląda. Tymczasem przez AI wchodzimy w kolejny etap, czyli korzystanie z prywatnych narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, poza kontrolą firmowych systemów (z ang. shadow AI).

– Wynika to z łatwości dostępu do takich rozwiązań oraz prostoty i intuicyjności ich obsługi. Pracownicy traktują je jako naturalne narzędzia zwiększające ich efektywność – mówi radca prawny Marietta Poźniak, ekspert ds. AI z kancelarii RozwijAI.

Trend będzie narastał

Skalę tego zjawiska pokazują też dane. Matt Ausman, dyrektor ds. IT w Zebra Technologies przywołuje raport Work Trend Index z 2024 r. przygotowany przez Microsoft i LinkedIn, z którego wynika, że 75 proc. pracowników umysłowych korzystało już z AI w pracy, a aż 78 proc. z nich używało własnych narzędzi – takich jak chatboty, aplikacje do automatycznego notowania spotkań czy generatory treści.

– Skala zjawiska jest ogromna. Wielu pracowników korzysta z generatywnej sztucznej inteligencji w pracy, często w ukryciu. Sięgają po nią nawet do podstawowych czynności, takich jak redagowanie maili, aby wyglądały na bardziej profesjonalne – mówi Mirosław Białobrzewski, prezes agencji pracy Golden Serwis.

Zdaniem eksperta, nie jest to chwilowa moda, lecz stały element krajobrazu pracy.

– W mojej ocenie, dostępność darmowych, intuicyjnych narzędzi sprawi, że trend ten będzie narastał, czyniąc problem zarządzania shadow AI priorytetem – dodaje.

Obserwowane już zmiany powodują nowe rodzaje ryzyka: od kwestii bezpieczeństwa danych, przez zgodność z prawem, po wpływ na kulturę organizacyjną. Zdaniem mec. Marietty Poźniak, korzystanie z systemów AI, zwłaszcza tych darmowych, stało się tykającą bombą w miejscu pracy.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Groźba dla firmowych danych

O co konkretnie firmy muszą się martwić? Dr Paweł Szczęsny, ekspert ds. AI, zaznacza na wstępie, że poufne informacje firmy mogą być przetwarzane przez aplikacje AI w sposób bezpieczny.

– Wielu dostawców ma rozwiązania spełniające wymogi korporacyjne, które w inny sposób traktują dane swoich klientów niż osób fizycznych – mówi.

Jak wskazuje, problem pojawia się w przypadku shadow AI, kiedy firma ryzykuje, że jej informacje trafią do narzędzi o charakterze konsumenckim. Wówczas zaczynają się problemy.

– Wielu pracowników nie zdaje sobie sprawy już z pierwszej pułapki: większość regulaminów tych popularnych narzędzi zakazuje ich wykorzystania do celów komercyjnych czy służbowych, zezwalając wyłącznie na użytek prywatny – mówi mec. Marietta Poźniak.

Mirosław Białobrzewski wskazuje, że największe ryzyko to wyciek informacji, zwłaszcza danych poufnych.

– Nawet w przypadku podmiotów działających na szczeblu państwowym jest to niestety codzienność – mówi.

Jak wyjaśnia, większość darmowych modeli AI domyślnie trenuje się na wprowadzanych przez użytkowników danych.

– Oznacza to, że poufne informacje, np. tajemnice handlowe czy plany marketingowe, mogą zostać na stałe włączone do modelu i potencjalnie ujawnione w odpowiedziach dla innych użytkowników w przyszłości – podkreśla.

Mec. Marietta Poźniak podaje przykład pracownika, który wprowadził do AI raport z planami sprzedaży na przyszły rok.

– Prosząc jedynie o poprawienie literówek, sprawił, że tajny dokument stał się publicznie dostępny, nawet zanim jeszcze jego współpracownicy zdążyli się z nim zapoznać – zauważa.

Dr Paweł Szczęsny zwraca z kolei uwagę na problem wprowadzania poprzez narzędzia AI nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa firmowych systemów IT.

– Technika chowania złośliwych instrukcji dla AI na stronach internetowych, obrazach czy mailach (tzw. prompt injection) powoduje, że podłączanie prywatnego narzędzia AI do firmowych zasobów tworzy realny wektor ataku. A trudno zrobić przegląd bezpieczeństwa pod tym kątem, jeśli dział IT o nim nie wie – mówi.

Ponadto, jak zaznacza Mirosław Białobrzewski, wprowadzanie danych osobowych (klientów czy pracowników) do zewnętrznych narzędzi AI, których polityka prywatności i bezpieczeństwo nie są weryfikowane przez firmę, jest niemal pewnym naruszeniem RODO.

– To z kolei generuje ryzyko nie tylko utraty reputacji, ale również bardzo wysokich kar finansowych – dodaje.

Mec. Marietta Poźniak zauważa też, że treści wygenerowane przez AI powinny zostać bezwzględnie zweryfikowane. Niestety pracownicy często tego nie robią.

– Oparcie decyzji o nieprawdziwe dane lub podanie ich dalej w raportach czy pismach, może przynieść pracodawcy nie tylko straty wizerunkowe, ale narazić również na konsekwencje prawne i finansowe – zaznacza ekspertka.

Jak zabezpieczyć się przed zagrożeniem?

Marietta Poźniak wskazuje, że niestety pracodawcy nie nadążają za pracownikami, często nie zdając sobie sprawy, jakie zagrożenia niesie ze sobą sztuczna inteligencja. Zamiast podejmować konkretne kroki, dochodzi do nieformalnego przeniesienia odpowiedzialności za bezpieczeństwo danych firmowych na indywidualnego zatrudnionego.

– Samo zakazanie przez pracodawcę korzystania z niezatwierdzonych narzędzi AI w miejscu pracy nie jest wystarczające, gdyż pracownicy nie będą chcieli łatwo zrezygnować z czegoś, co usprawnia ich pracę i przynosi realne korzyści – zauważa mecenas.

Dlatego zdaniem Pawła Szczęsnego warto najpierw zrobić inwentaryzację i sprawdzić, gdzie pracownicy realnie korzystają ze sztucznej inteligencji.

– Natomiast następnym krokiem powinna być refleksja i potraktowanie shadow AI jako sygnału, że nie dostarczamy zatrudnionym dobrych narzędzi – uważa.

W ocenie eksperta, dla firm, które dopiero przymierzają się do wdrożenia sztucznej inteligencji, takie zachowanie daje mocną rekomendację od jakich rozwiązań warto zacząć.

– Z kolei dla przedsiębiorstwa, które ma już wdrożone systemy AI to informacja o brakach albo o różnicach w jakości pomiędzy firmowymi narzędziami w obszarze sztucznej inteligencji, a tymi dostępnymi na rynku – mówi dr Paweł Szczęsny. Jak wskazuje, dopiero potem należy postawić na jasną wewnętrzną politykę, definiującą w prosty sposób, co robimy, a czego nie robimy z narzędziami AI.

– Istotny jest też wybór i wdrożenie zatwierdzonych narzędzi oraz dostosowanie wewnętrznych procedur bezpieczeństwa do realiów świata AI i audytów pod kątem nowych typów zagrożeń – wyjaśnia dr Szczęsny.

Zdaniem Mirosława Białobrzewskiego, kluczowa może okazać się także edukacja i prowadzenie regularnych, praktycznych szkoleń z cyberbezpieczeństwa.

– Pracownicy muszą rozumieć, że ich wpisy do publicznych chatbotów nie są prywatne i mogą być wykorzystywane do trenowania modeli, co jest często nieznaną im kwestią. Świadomość to pierwszy krok do minimalizacji ryzyka – ocenia ekspert.

Zdaniem Matta Ausmana, poprzednie trendy nauczyły nas wielu rzeczy na temat właściwych działań, które należy podjąć, aby chronić dane, zaufanie i reputację, jednocześnie wspierając pracowników i zachęcając do korzystania z nowych narzędzi.

– Powinniśmy korzystać z tych doświadczeń – podsumowuje.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Brak zapłaty za usługę prawniczą – rozróżnienie pomiędzy przedsiębiorcą a konsumentem

Stan faktyczny

RU chciał utworzyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością słowackiego prawa (której miał zostać współzałożycielem, wspólnikiem i członkiem zarządu). Skontaktował się w 2022 r. z adwokatką, która została następnie wspólniczką spółki świadczącej usługi prawne (dalej: AK). Umowa o świadczenie usług prawnych została zawarta ustnie w zamian za wynagrodzenie ryczałtowe. Projekt umowy spółki oraz inne dokumenty zostały sporządzone, a następnie przesłane RU, podobnie jak faktura, która nie została zapłacona w terminie wymagalności. RU zaprzecza bowiem, jakoby zawarł umowę o świadczenie usług prawnych, a także kwestionuje istnienie porozumienia w sprawie wynagrodzenia za te usługi, ponieważ umowa spółki oraz inne dokumenty zostały mu przesłane bez uprzedniego zlecenia w tym zakresie. Uważa on ponadto, że ze względu na jego status konsumenta spór powinien podlegać przepisom prawa cywilnego, podczas gdy AK twierdzi, że to spór podlegający przepisom prawa handlowego.

Wobec tego AK wniosła do słowackiego sądu powództwo o zasądzenie od RU, zapłaty wynagrodzenia należnego za świadczenie usług prawnych oraz stałej kwoty 40 euro tytułem zwrotu kosztów związanych z odzyskiwaniem należności zgodnie ze słowackim kodeksem handlowym transponującym art. 6 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE z 16.2.2011 r. w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych (Dz.Urz. UE L z 2011 r. Nr 48, s. 1). Sąd ten powziął wątpliwości dotyczące wykładni pojęć „przedsiębiorstwo” i „transakcja handlowa” w rozumieniu dyrektywy 2011/7/UE oraz pojęcia „konsument” w rozumieniu dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29).

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko TS

Przedsiębiorstwo

Zgodnie z art. 1 ust. 2 dyrektywy 2011/7/UE ma ona zastosowanie do wszelkich płatności, które stanowią wynagrodzenie w „transakcjach handlowych”. Pojęcie to zostało zdefiniowane w art. 2 pkt 1 dyrektywy 2011/7/UE jako obejmujące „transakcje między przedsiębiorstwami lub między przedsiębiorstwami a organami publicznymi, które prowadzą do dostawy towarów lub świadczenia usług za wynagrodzeniem”. Trybunał zaznaczył, że ten ostatni przepis należy interpretować w świetle motywu 8 dyrektywy 2011/7/UE, w którym uściślono, iż z jej zakresu stosowania są wyłączone transakcje dokonywane z udziałem konsumentów (wyrok TS z 13.1.2022 r., New Media Development & Hotel Services, C-327/20, Legalis, pkt 31).

Zgodnie z art. 2 pkt 3 dyrektywy 2011/7/UE „przedsiębiorstwem” w rozumieniu tej dyrektywy jest każda organizacja inna niż organ publiczny, działająca w ramach swojej niezależnej działalności gospodarczej lub zawodowej, nawet w przypadku gdy działalność ta jest prowadzona przez jedną osobę.

W ocenie TS w niniejszej sprawie wydaje się, że RU, który jest osobą fizyczną, nie prowadził w sposób zorganizowany i ciągły niezależnej działalności gospodarczej lub zawodowej, w ramach której miała miejsce transakcja, w związku z którą skorzystał on z usług adwokatki. Nie można też przyjąć, na co wskazywał sąd odsyłający, że RU mógłby zostać uznany za przedsiębiorstwo, ponieważ skorzystał on z usług prawnych w celu wykonywania przyszłej działalności zawodowej. Wymóg, zgodnie z którym dana transakcja powinna wpisywać się w ramy niezależnej działalności gospodarczej lub zawodowej danej osoby, należy bowiem oceniać w chwili zawarcia tej transakcji (wyrok TS z 14.11.2024 r., Agenciart – Management Artístico, C-643/23, Legalis, pkt 35). W tym względzie możliwość zmiany statusu tej osoby, w szczególności ze względu na dokonaną transakcję, nie może zmienić jej statusu w chwili zawarcia transakcji (wyrok TS z 20.3.2025 r., Arce, C-365/23, Legalis, pkt 51).

Ponadto, o ile z orzecznictwa TS wynika, że związek między daną transakcją a celem działania osoby, która ją zawiera, może być jednym z elementów, które należy wziąć pod uwagę przy dokonywaniu oceny, czy dyrektywa 2011/7/UE znajduje zastosowanie w danym przypadku (wyrok TS z 15.12.2016 r., Nemec, C-256/15, Legalis, pkt 41), o tyle nie może on sam w sobie wystarczyć do uznania, że RU, zawierając sporną transakcję, działał jako „przedsiębiorstwo” w rozumieniu art. 2 pkt 3 dyrektywy 2011/7/UE.

Trybunał orzekł, że art. 1 ust. 2 w zw. z art. 2 pkt 1 i 3 dyrektywy 2011/7/UE należy interpretować w ten sposób, że okoliczność, iż osoba fizyczna skorzystała z usług adwokata w celu utworzenia spółki handlowej, w której miała zostać współzałożycielem, wspólnikiem i członkiem zarządu, nie wystarcza sama w sobie do uznania tej osoby za „przedsiębiorstwo”, a tym samym – do uznania transakcji zawartej z tym adwokatem za „handlową” w rozumieniu tych przepisów.

Konsument

W art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG zdefiniowano pojęcie „konsument” jako każdą osobę fizyczną, która w umowach objętych tą dyrektywą działa w celach niezwiązanych z handlem, przedsiębiorstwem lub zawodem. Tym samym posiadanie przez daną osobę statusu „konsumenta” należy ustalać w świetle kryterium funkcjonalnego, polegającego na ocenie, czy dany stosunek umowny wpisuje się w ramy działalności niezwiązanej z wykonywaniem zawodu. Trybunał już wyjaśnił, że pojęcie „konsumenta” w rozumieniu art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG ma charakter obiektywny i jest niezależne od konkretnego zasobu wiedzy, jaki może mieć dana osoba, czy też od posiadanych przez nią w rzeczywistości informacji (wyrok TS z 8.6.2023 r., YYY. (Pojęcie „konsumenta”), C-570/21, Legalis, pkt 30). Dyrektywa 93/13/EWG definiuje zatem umowy, do jakich ma zastosowanie, wyłącznie poprzez odniesienie do statusu kontrahentów, w zależności od tego, czy działają oni w ramach swojej działalności handlowej lub zawodowej, czy też nie (wyrok TS z 21.3.2019 r., Pouvin i Dijoux, C-590/17, Legalis, pkt 23).

W ocenie TS w niniejszej sprawie, z zastrzeżeniem weryfikacji, których powinien dokonać sąd odsyłający, żaden z dowodów przedstawionych przez ten sąd nie wskazuje, że RU prowadził w chwili zawarcia umowy o świadczenie usług prawnych niezależną działalność gospodarczą lub zawodową, w której ramy umowa ta mogłaby się wpisywać. Zdaniem TS tej oceny nie podważa okoliczność, że celem, jaki przyświecał RU, było podjęcie działalności gospodarczej. Trybunał orzekł już, że posiadanie przez zainteresowaną osobę statusu „konsumenta” w rozumieniu dyrektywy 93/13/EWG należy oceniać w chwili zawarcia danej umowy (wyrok C-365/23, pkt 49). Trybunał podkreślił, że okoliczność, iż sytuacja RU mogła ulec zmianie, nie może zmienić statusu, jaki posiadał on w dniu zawarcia spornej umowy (wyrok C-365/23, pkt 51).

Trybunał orzekł, że art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG należy interpretować w ten sposób, iż pojęcie „konsumenta” w rozumieniu tego przepisu obejmuje osobę fizyczną, która zawarła umowę o świadczenie usług prawnych w celu utworzenia spółki handlowej, w której miała zostać współzałożycielem, wspólnikiem i członkiem zarządu, pod warunkiem, że ta osoba nie prowadziła w chwili zawarcia umowy niezależnej działalności gospodarczej lub zawodowej, w której ramy umowa ta mogłaby się wpisywać.

Komentarz

Z niniejszego wyroku TS wynika, że prawnik nie może żądać, na podstawie krajowych przepisów transponujących przepisy dyrektywy 2011/7/UE, zapłaty wynagrodzenia należnego za świadczenie usług prawniczych dotyczących założenia spółki handlowej przez osobę fizyczną oraz 40 euro tytułem zwrotu kosztów związanych z odzyskiwaniem należności. Trybunał przyjął bowiem, że taką osobę fizyczną, która korzysta z usług prawnych adwokata w celu założenia spółki handlowej, w której ma ona zostać członkiem zarządu oraz jednym z założycieli i wspólników, nie można uznać, za „przedsiębiorstwo” w rozumieniu art. 2 pkt 3 dyrektywy 2011/7/UE (w polskim prawie: przedsiębiorcę zgodnie z art. 2 pkt 1) ustawy z 8.3.2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (tj. Dz. U. z 2023 r., poz. 1790; dalej: NadmOpTransHandlU). Tym samym transakcji, która prowadzi do świadczenia przez prawnika usług na rzecz takiej osoby nie można zakwalifikować jako „transakcji handlowej” (art. 2 pkt 1 dyrektywy 2011/7/UE; por. art. 4 pkt 1) NadmOpTransHandlU). Natomiast taką osobę fizyczną należy kwalifikować jako konsumenta w rozumieniu art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG (zob. art. 221 KC) i w związku z tym przysługuje mu ochrona konsumencka.

W prezentowanym wyroku Trybunał po raz kolejny odniósł się do kwestii rozróżnienia pomiędzy przedsiębiorcą czy przedsiębiorstwem a konsumentem, która stanowi przedmiot sporów również przed polskimi sądami, dlatego powinny one odpowiednio uwzględnić ten wyrok Trybunału.

Wyrok TS z 13.11.2025 r., Šiľarský, C-197/24

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Koszty procesu w sprawie o zapłatę w związku z nieważnością umowy kredytu frankowego

Opis okoliczności faktycznych

Postępowanie dotyczyło wniosku o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym w zakresie wykładni art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG oraz zasady skuteczności złożonego przez Sąd Okręgowy w sprawie z powództwa Bank Millennium S.A. przeciwko PR o zwrot kwoty kredytu wypłaconej na podstawie umowy uznanej za nieważną z uwagi na znajdujące się tam nieuczciwe warunki. W postępowaniu poprzedzającym powyższą sprawę, SO ustalił, że umowa kredytu jest nieważna z uwagi na zawarte w niej nieuczciwe warunki i zasądził od Banku na rzecz PR kwotę uiszczonych rat i obciążył bank obowiązkiem zwrotu kosztów procesu poniesionych przez konsumenta. Następnie Bank wniósł pozew przeciwko P.R., w którym domagał się zasądzenia na jego rzecz od konsumenta zwrotu kapitału kredytu z ustawowymi odsetkami za opóźnienie od dnia wniesienia pozwu do dnia zapłaty. Bank domagał się także zasądzenia od PR na jego rzecz kosztów procesu.

Stanowisko SO

Sąd odsyłający miał wątpliwości co do zgodności przewidzianego w prawie polskim systemu podziału kosztów z dyrektywą 93/13/EWG. Zgodnie z KPC podstawową zasadą regulującą podział kosztów w postępowaniach cywilnych jest zasada odpowiedzialności za wynik sprawy. Zasada ta została złagodzona szeregiem wyjątków w art. 101, 102 i art. 103 § 1 KPC. Jednakże SO wskazał, że system podziału kosztów stosowany do postępowania mającego na celu stwierdzenie nieuczciwego charakteru warunku umownego nie powinien skutkować zniechęceniem konsumenta do korzystania z praw przyznanych mu w dyrektywie 93/13/EWG. W tym względzie zauważył, że w sprawie w postępowaniu głównym PR może zostać zobowiązany do zapłaty na rzecz Banku, oprócz kapitału z odsetkami, kwoty 42 800 zł tytułem kosztów procesu. Takie obciążenie finansowe mogłoby naruszać zarówno cele dyrektywy 93/13/EWG, jak i zasadę skuteczności prawa Unii.

Ponadto, co się tyczy struktury kosztów, o ile wynagrodzenie pełnomocnika jest takie same, niezależnie od tego, czy postępowanie zostało wszczęte przez przedsiębiorcę, czy konsumenta, o tyle inaczej jest w przypadku kosztów sądowych. W postępowaniu o stwierdzenie nieważności umowy kredytu PR, gdy wytoczył powództwo przeciwko bankowi, musiał bowiem uiścić kwotę 1000 zł, podczas gdy bank od kredytobiorcy w przypadku wygranej ma roszczenie o 32 000 zł. Niemniej jednak sąd odsyłający stwierdza, że PR został należycie poinformowany o konsekwencjach nieważności umowy kredytu. Nie można zatem skutecznie utrzymywać, że obciążenie konsumenta kosztami postępowania miało dla niego nieprzewidywalny charakter. Po drugie, PR mógł uznać żądanie pozwu wystosowanego przez bank po otrzymaniu pozwu. Takie działanie doprowadziłoby do zastosowania art. 101 KPC. Ponadto PR mógł powołać się na potrącenie wierzytelności zgodnie z art. 498 § 1 KC.

Jednakże SO postawił pytanie, czy przepisy art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 nie wymagają od niego, aby obciążył przedsiębiorcę wszystkimi negatywnymi konsekwencjami zawarcia w umowie niedozwolonych postanowień umownych – gdyby umowa kredytu nie zawierała nieuczciwych warunków, to do postępowania głównego by nie doszło.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko TSUE

Zważywszy na charakter i znaczenie interesu publicznego, jakim jest ochrona konsumentów znajdujących się w słabszej pozycji względem przedsiębiorców, dyrektywa 93/13/EWG zobowiązuje państwa członkowskie do zapewnienia stosownych i skutecznych środków mających na celu zapobieganie stałemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez przedsiębiorców z konsumentami. Trybunał uznaje, że konsekwencje, jakie należy wyciągnąć ze stwierdzenia nieuczciwego charakteru warunku zawartego w umowie zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem, muszą umożliwiać osiągnięcie dwóch celów. Po pierwsze, sąd powinien czuwać nad tym, aby możliwe było przywrócenie równości stron umowy, której istnienie zostało podane w wątpliwość w wyniku stosowania nieuczciwego warunku wobec konsumenta. Po drugie, należy upewnić się, że przedsiębiorca zostanie zniechęcony do wprowadzania takich warunków w umowach oferowanych konsumentom.

TSUE wskazał, że podział kosztów postępowania sądowego przed sądami jest objęty zakresem autonomii proceduralnej państw członkowskich pod warunkiem przestrzegania zasad równoważności i skuteczności. O ile zasada skuteczności nie stoi zasadniczo na przeszkodzie temu, aby konsument ponosił pewne koszty sądowe, gdy wnosi powództwo o stwierdzenie nieuczciwego charakteru warunku umownego, o tyle należy również zauważyć, że dyrektywa 93/13/EWG przyznaje konsumentowi prawo zwrócenia się do sądu w celu stwierdzenia nieuczciwego charakteru warunku umownego i odstąpienia od jego stosowania, które to prawo musi zachować skuteczny charakter. W związku z tym system podziału kosztów nie może zniechęcać konsumenta do korzystania z tego prawa.

Uzależnienie podziału kosztów wyłącznie od kwot nienależnie zapłaconych i których zwrot orzeczono może zniechęcać konsumenta do korzystania z tego prawa ze względu na koszty, z jakimi może wiązać się wytoczenie powództwa. Artykuł 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG oraz zasada skuteczności stoją zatem na przeszkodzie uregulowaniom pozwalającym na obciążenie konsumenta częścią kosztów postępowania, stosownie do wysokości kwot nienależnie zapłaconych, które zostały mu zwrócone w wyniku stwierdzenia nieważności warunku umownego ze względu na jego nieuczciwy charakter, jeśli takie uregulowania stanowią istotną przeszkodę mogącą zniechęcić konsumentów do korzystania z przyznanego przez tę dyrektywę prawa do skutecznej kontroli sądowej potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków umownych.

W sprawie z powództwa banku poziom opłat sądowych jest znacznie wyższy i zależy bezpośrednio od kwoty roszczenia dochodzonego przez przedsiębiorcę. Automatyczne zastosowanie zasady, zgodnie z którą strona przegrywająca jest zobowiązana do pokrycia wszystkich kosztów postępowania, w tym tych opłat, może spowodować, że konsument, w przypadku gdy przegrywa sprawę w związku z takim powództwem, będzie musiał ponieść nieproporcjonalny ciężar finansowy.

Z tego względu TSUE uznał, że art. 6 ust. 1 i art.7 ust.1 dyrektywy Rady 93/13/EWG należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie uregulowaniom krajowym pozwalającym na obciążenie konsumenta kosztami postępowania, które z powodu zróżnicowania wprowadzonego przez te uregulowania przy obliczaniu kwoty tych opłat w zależności od tego, czy powód ma status konsumenta, znacznie przewyższają koszty, jakie powinien był ponieść ten konsument, gdyby przegrał sprawę w ramach wytoczonego przez niego powództwa o stwierdzenie nieuczciwego charakteru tych warunków i, w stosownym przypadku, o stwierdzenie nieważności tych warunków i umowy kredytu.

Komentarz

Trybunał rozpatrując zagadnienie rozliczenia kosztów procesu w sprawie z powództwa banku przeciwko kredytobiorcy, który uprzednio wygrał proces w sprawie nieważności umowy kredytu uznał, że w celu zachowania skuteczności (effet utile) dyrektywy 93/13/EWG i zapewnienia ochrony konsumenta, nie można obciążać konsumenta w sposób nadmierny kosztami procesu, w stosunku do kosztów, który ten poniósł w sprawie o stwierdzenie nieważności umowy. Przyjęta przez Trybunał ocena podziału kosztów w ramach postępowania mającego na celu stwierdzenie nieuczciwego charakteru warunku umownego, ma również zastosowanie w drodze analogii do sytuacji takiej jak rozpatrywana w postępowaniu głównym, w której konsument jest pozwanym w ramach powództwa o zwrot pożyczonego kapitału wytoczonego przez przedsiębiorcę.

O ile zrozumiałe jest przyjęcie przez Trybunał konieczności udzielenie konsumentowi realnej i skutecznej ochrony, o tyle niezrozumiałe jest pominięcie wagi świadomości konsumenta co do możliwości prawnych, którymi dysponuje. Kredytobiorca uzyskujący zwrot całości wpłaconych tytułem kredytu rat kapitałowo-odsetkowych, ma świadomość konsekwencji związanych z obowiązkiem dwustronnego zwrotu nienależnych (wskutek ustalenia nieważności umowy) świadczeń. Brak dobrowolnej kompensacji i ewentualne kwestionowanie faktu zwrotu bądź kwoty zwrotu na rzecz banku, łączy się z ryzykiem poniesienia konsekwencji procesowych, z których zdawać sobie musi sprawę każdy występujący z roszczeniem podmiot. Indywidualne zaś okoliczności danej sprawy rozpatrywane mogą być przez sąd krajowy w oparciu o art. 102 KPC.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 25.11.2025 r., C-746/24, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Nowy rozwód nie wszędzie uznany?

Projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wprowadzający administracyjne rozwody (w urzędach stanu cywilnego) został już przyjęty przez rząd i trafił do Sejmu. Przewiduje on możliwość rozwiązania małżeństwa (z co najmniej rocznym stażem), w Urzędzie Stanu Cywilnego. Warunkiem jest nieposiadanie wspólnych małoletnich dzieci. Kolejną przesłanką jest trwały i zupełny rozkład pożycia, co małżonkowie będą potwierdzać poprzez złożenie oświadczenia.

– W przyjętej konstrukcji, kierownik USC nie „rozwodzi”, lecz przyjmuje zgodne oświadczenia stron o rozwiązaniu małżeństwa lub odmawia ich przyjęcia, jeśli nie zostały spełnione ustawowe przesłanki. Jego rola ogranicza się do zarejestrowania oświadczeń małżonków i poczynienia odpowiedniej wzmianki do aktu małżeństwa o jego rozwiązaniu – tłumaczy dr Marcin Margoński, notariusz specjalista z zakresu obrotu międzynarodowego.

Czy brytyjski urząd uzna polski rozwód?

Jego zdaniem w niektórych krajach takie rozwody mogą nie być honorowane. O ile tego problemu nie będzie w państwach unijnych, to już w takich krajach jak Wielka Brytania, Szwajcaria czy Norwegia może on zaistnieć, bo kwestia ta jest regulowana na mocy konwencji haskiej o uznawaniu rozwodów i separacji.

– Zgodnie z art. 1 konwencji stosuje się ją do uznawania rozwodów i separacji „orzeczonych” w innym umawiającym się państwie w postępowaniu sądowym lub innym postępowaniu oficjalnie uznanym w tym państwie. Gdyby polski organ dokonywał rozwodu, a nie tylko przyjmował oświadczenia stron złożone jako actus contratius do aktu małżeństwa, wówczas nie byłoby problemu. W tej jednak koncepcji nasze rozwody administracyjne sytuują się niebezpiecznie blisko koncepcji prywatnych rozwodów konsensualnych – wyjaśnia dr Margoński.

To oznacza ryzyko, że osoba, która rozwiąże małżeństwo w USC, po wyjeździe do Wielkiej Brytanii, Szwajcarii czy Norwegii, nie będzie mogła się pobrać, bo w myśl tamtejszych przepisów będzie traktowana nadal jako pozostająca w związku. Może to spowodować taki problem dla Polaków na Wyspach, w Szwajcarii i Norwegii, jaki dziś mają Ukraińcy, którzy wzięli rozwód administracyjny w swoim kraju.

– W relacjach polsko-ukraińskich kwestia jest regulowana umową bilateralną i Polska, nie uznając tamtejszych rozwodów administracyjnych z mocy prawa, wymaga przeprowadzenia procedury uznania rozwodu administracyjnego (np. przed zawarciem nowego związku małżeńskiego). W takiej procedurze musi uczestniczyć dwoje małżonków. To prowadzi do kosmicznych sytuacji, w których np. rozwiedziona od 15 lat Ukrainka, zanim weźmie ślub w Polsce, musi odszukać byłego męża i z jego udziałem przed polskim sądem uznać wcześniejszy rozwód – tłumaczy dr Margoński.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Ministerstwo nie widzi zagrożeń

Jednak zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości sposób unormowania instytucji pozasądowego rozwiązania małżeństwa nie będzie budził wątpliwości i nie powinien rodzić problemów z uznaniem jego skutków prawnych na terytorium państw spoza UE, w tym państw-stron Konwencji haskiej o uznawaniu rozwodów i separacji. Jak podkreślają przedstawiciele resortu, rozwody pozasądowe z powodzeniem funkcjonują już w innych państwach europejskich, tj. Estonii, Francji, na Łotwie, Hiszpanii, Portugalii, Rumunii, Słowenii, Norwegii, we Włoszech czy na Ukrainie. Można je uzyskać przed kierownikiem USC, innym organem publicznym czy też w ramach czynności przed notariuszem.

– Podstawową zasadą wynikającą z konwencji jest uznanie rozwodu, jeśli został orzeczony zgodnie z prawem kraju, w którym go wydano, chyba że jest sprzeczny z porządkiem publicznym kraju, w którym ma być uznany – informuje MS.

Urzędnik będzie mógł odmówić

Ministerstwo podkreśla, że koniecznym elementem procedury pozasądowego rozwiązania małżeństwa będzie czynność organu publicznego o charakterze rejestracyjnym – tj. dołączenie wzmianki dodatkowej o konstytutywnym charakterze – dokonywana po uprzedniej ocenie określonych przesłanek ustawowych.

– Daje to podstawy do traktowania rozwodu pozasądowego, który uzależniony jest od dokonania tej właśnie wzmianki dodatkowej w akcie małżeństwa, jako „orzeczenia” w szerokim rozumieniu tego słowa i to nie tylko na gruncie przepisów unijnych, ale także na gruncie aktów prawa międzynarodowego, w tym konwencji haskiej. W ocenie MS niezasadna jest zmiana projektowanych unormowań i przyznania kierownikowi USC uprawnień do „orzekania rozwodów”.

Obaw nie podziela również prof. Magdalena Szafranek, przewodnicząca komisji kodyfikacyjnej prawa rodzinnego, która opracowała projekt. Przyznaje jednak, że wątpliwości dotyczące uznawania rozwodów pozasądowych w państwach pozaunijnych były przedmiotem dyskusji ekspertów pracujących nad przygotowaniem projektu.

Polskie tłumaczenie wprowadza w błąd

– Kluczowe znaczenie ma art. 1 konwencji o uznawaniu rozwodów i separacji i jego tłumaczenie. W przepisie tym nie posłużono się sformułowaniem odnoszącym się do „orzekania”. Co prawda, pojęcie to zostało użyte w polskim tłumaczeniu dokumentu, jednak nie będzie ono wykorzystywane przez organy innych państw – tłumaczy prof. Szafranek. Jak dodaje, z raportu do konwencji z 1970 r. (pkt 13) wynika, że nie są nią objęte tzw. rozwody umowne (kontraktowe).

– A contrario rozwody przewidziane w projektowanej ustawie będą uznawane. Najistotniejsze znaczenie ma sprawowanie funkcji kontrolnej przez państwo. Wyraża się ona w tym, że w postępowaniu rozwodowym decydującą rolę odgrywa czynnik urzędowy, a małżonkowie nie mogą samodzielnie rozwiązać małżeństwa – mówi prof. Szafranek.

Zagrożenia nie widzi także Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych – Rozwody pozasądowe wyczerpywać będą przewidziane w konwencji „inne postępowanie oficjalnie uznane w tym państwie, które jest w tym państwie prawnie skuteczne”. Należy podkreślić, że tłumaczenia aktów prawnych międzynarodowych nie zawsze oddają istotę problemu i lepiej jest sięgać do oryginalnego tekstu – mówi Katarzyna Piotrowska, prezes Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce.

Jak dodaje, w przypadku jakichkolwiek wątpliwości obywatele innych państw mogą nadal wystąpić o rozwód do sądu, o ile występuje jurysdykcja sądu polskiego. – W żadnym wypadku nie należy dokonywać w projekcie dalszych zmian językowych. Orzekanie to kompetencja wyłącznie sądu, który rozstrzyga kwestię sporną .

Także zdaniem Barbary Kielar-Tammert, radczyni prawnej prowadzącej sprawy rodzinne z elementem transgranicznym, z punktu widzenia uznawania przyszłych rozwodów administracyjnych w państwach będących stronami konwencji haskiej sytuacja wygląda stabilnie.

– Konwencja wymaga jedynie, aby rozwód był prawnie skuteczny i przeprowadzony w oficjalnym trybie przewidzianym przez prawo państwa pochodzenia. Polski rozwód „administracyjny” wpisuje się w tę definicję – wskazuje mec. Kielar-Tammert.

Co na to dr Margoński? Przede wszystkim jest zszokowany z powodu kalibru rozbieżności w polskiej wersji językowej tekstu konwencji, który wyszedł na jaw przy tej okazji.

– W angielskiej wersji jest „obtained”, w niemieckiej wersji jest „erwirkt”, a we francuskiej „qui sont acquis” – a więc „uzyskane”. Nadal kluczowe jest jednak to, że z punktu widzenia konwencji rozwodzi organ, a nie rozwodzą się strony. Bo konwencja z całą pewnością prywatnych rozwodów konsensualnych nie obejmuje. Dlatego nie podzielam optymizmu, że przyjęta w projekcie konstrukcja leży wystarczająco daleko od prywatnego rozwodu (bo kierownik USC wpisuje, a wpisać nie musi), by stron nie narażać na tego rodzaju analizy w innych państwach-stronach konwencji – tłumaczy ekspert.

TSUE nie pomoże

I podkreśla, że problem dotyczy państw, które nie podlegają jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE.

– Nie będzie więc powtórki z sytuacji, w której to TSUE zmusił Niemcy, wykładając prawo unijne, do respektowania włoskich rozwodów administracyjnych. Kognicja TSUE nie obejmuje konwencji haskiej i nie wiąże państw nieunijnych. Więc powtarzam, rozwód administracyjny nie jest najlepszym modelem rozwodu pozasądowego, w który można wyposażyć obywatela w sprawach międzynarodowych – podkreśla dr Margoński.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr Piotr Marquardt

notariusz

W pełni podzielam obawy związane z uznawaniem rozwodów w krajach, w których odbywa się to na podstawie Konwencji haskiej. Mało tego. Projekt nie przewiduje wymogu jurysdykcji polskich organów w sprawie. Według Konwencji organ wydaje zaświadczenie o udzieleniu rozwodu w ramach swojej jurysdykcji, podczas gdy USC nie muszą jej badać. Problemów w transgranicznym obrocie może być więc sporo.

Nie rozumiem, dlaczego zrezygnowano z wprowadzenia notarialnych rozwodów, które mają wszystkie zalety rozwodów administracyjnych, a nie mają wad w postaci wątpliwości co do zgodności z Konwencją haską. Oprócz tego, o czym się zapomina, nasze rozwiązanie nie rodzi skutków finansowych dla państwa, w przeciwieństwie do nakładów, jakie trzeba ponieść w związku z rozwodami administracyjnymi.

Warto przypomnieć, że projekt rozwodów pozasądowych jest częścią pakietu deregulacyjnego. To dość specyficznie rozumiana deregulacja, która ma polegać na przekazaniu zadań jednej instytucji publicznej w postaci sądów, do drugiej instytucji publicznej w postaci USC. Decydując się na taki model w ogóle nie uwzględniono czynnika czasowego. Dziś na zawarcie małżeństwa w USC w dużych miastach czeka się kilka miesięcy. Podobnie, jak nie dłużej, będzie zatem trzeba czekać na termin rozwodu. A przecież wraz ze wzrostem liczby spraw rozwodowych, co już obserwujemy, nie będzie wcale rosła liczba urzędów stanu cywilnego. Kancelarie notarialne są rozłożone znacznie gęściej. O ile w Warszawie jest 15 USC, to kancelarii notarialnych blisko 400. W moich Katowicach jest tylko jeden USC, podczas gdy kancelarii notarialnych jest blisko 40.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Zwolnienie z CIT także dla funduszy z państw trzecich

Zgodnie z art. 6 ust 1 pkt. 10a ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 279; dalej: PDOPrU, zwolnione z opodatkowania są m.in. instytucje wspólnego inwestowania, posiadające siedzibę w innym niż Polska państwie członkowskim Unii Europejskiej lub w innym państwie należącym do EOG. Z kolei zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt. 58 PDOPrU, zwolnione z CIT są dochody (przychody) instytucji wspólnego inwestowania, posiadających siedzibę w innym niż Polska państwie członkowskim UE lub w innym państwie należącym do EOG.

Tak zawężone kryteria zwolnień są zdaniem TSUE niezgodne z prawem UE. W wyroku z 10.4.2014 r., w sprawie C-190/12, Legalis, TSUE orzekł, iż nie jest zgodne z przepisami wspólnotowymi podejście, zgodnie z którym ze zwolnienia podatkowego nie mogą korzystać dywidendy wypłacane przez spółki mające siedzibę w tym państwie członkowskim na rzecz funduszu inwestycyjnego mającego siedzibę w państwie trzecim, w zakresie w jakim istnieje pomiędzy tym państwem członkowskim a rozpatrywanym państwem trzecim zobowiązanie umowne do wzajemnej pomocy administracyjnej. Z kolei w wyroku z 27.2.2025 r. w sprawie C-18/23, Legalis, TSUE uznał, że nie są zgodne z prawem UE przepisy, które przewidują, iż jedynie przedsiębiorstwo zbiorowego inwestowania zarządzane przez podmiot zewnętrzny, który prowadzi działalność na podstawie zezwolenia wydanego przez właściwe organy nadzoru nad rynkiem finansowym państwa, w którym podmiot ten ma swoją siedzibę, może korzystać ze zwolnienia z CIT w zakresie dochodów z inwestycji dokonanych przez to przedsiębiorstwo, i które w związku z tym nie przyznają takiego zwolnienia przedsiębiorstwom zbiorowego inwestowania, zarządzanym wewnętrznie, utworzonym zgodnie z przepisami innego państwa członkowskiego, w sytuacji gdy prawo pierwszego państwa członkowskiego zezwala jedynie na tworzenie przedsiębiorstw zbiorowego inwestowania, zarządzanych zewnętrznie. Stąd konieczność zmiany ww. przepisów.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Zwolnienie także dla funduszy spoza UE

Zgodnie ze znowelizowaną treścią art. 6 ust. 1 pkt. 10a PDOPrU, miejsce siedziby funduszu przestanie być kryterium zwolnienia z CIT. Skorzystają z niego także podmioty z siedzibą poza terytorium UE oraz EOG. Dla skorzystania ze zwolnienia, niezbędne jest spełnienie szeregu warunków. I tak, fundusze powinny podlegać w państwie, w którym mają siedzibę lub zarząd, opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania. Dalej, wyłącznym przedmiotem ich działalności jest zbiorowe lokowanie środków pieniężnych, zebranych w drodze publicznego proponowania nabycia ich tytułów uczestnictwa w papiery wartościowe lub instrumenty rynku pieniężnego. Po trzecie, fundusze powinny prowadzić swoją działalność na podstawie zezwolenia właściwych organów nadzoru nad rynkiem finansowym państwa, w którym mają siedzibę. Co więcej, ich działalność podlegać ma bezpośredniemu nadzorowi właściwych organów nadzoru nad rynkiem finansowym państwa, w którym mają siedzibę. Dalej, posiadają depozytariusza przechowującego aktywa tej instytucji, a wreszcie, są zarządzane przez podmioty, które prowadzą działalność na podstawie zezwolenia na zarządzanie takimi instytucjami, wydanego przez właściwe organy nadzoru nad rynkiem finansowym państwa, w którym podmioty te mają siedzibę. Jedynie w przypadku, gdy instytucje wspólnego inwestowania są wewnętrznie zarządzane – instytucje te prowadzą działalność na podstawie zezwolenia.

Zwolnienie z CIT dotyczy więc tych instytucji wspólnego inwestowania, w odniesieniu do których istnieje podstawa prawna do uzyskania przez właściwy organ Rzeczypospolitej Polskiej, w drodze automatycznej wymiany, informacji dotyczących rachunków prowadzonych przez te instytucje, jeżeli zakres przekazywanych informacji obejmuje dane określone w ustawie z 9.3.2017 r. o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1379). Ze zwolnienia skorzystają podatnicy posiadający siedzibę w państwie innym niż Rzeczpospolita Polska, prowadzący program emerytalny, w zakresie dochodów związanych z gromadzeniem oszczędności na cele emerytalne, którzy spełniają określone w ustawie warunki.

Zgodnie z treścią przepisu przejściowego znowelizowane przepisy będą miały zastosowanie do dochodów (przychodów) uzyskanych od 1.1.2026 r. Podatnicy, których rok podatkowy jest inny niż rok kalendarzowy, i rozpoczął się przed 1.1 2026 r., a zakończy się po 31.12.2025 r., stosują do końca przyjętego przez siebie roku podatkowego przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych w brzmieniu dotychczasowym.

Komentarz

Omawiane przepisy doprecyzowują warunki zwolnienia dla zagranicznych funduszy inwestycyjnych i służą dostosowaniu przepisów do tez wyroków TSUE w dwóch polskich sprawach, w których określone warunki zawarte w art. 6 ust. 1 pkt. 10a PDOPrU uznano za niezgodne z prawem wspólnotowym. Chodzi przede wszystkim o wyrok TSUE z 27.2.2025 r., C-18/23 Legalis, dotyczący formy zarządzania funduszem inwestycyjnym. W wyroku tym art. 6 ust. 1 pkt 10a lit. f PDOPrU uznano za niezgodny z prawem wspólnotowym, w zakresie w jakim warunkiem zwolnienia jest zarządzanie funduszem inwestycyjnym przez podmioty zewnętrzne. W efekcie, zagraniczne fundusze inwestycyjne, które są zarządzane wewnętrznie, powinny być zatem uprawnione do zwolnienia, podobnie jak fundusze zarządzane przez podmioty zewnętrzne.

Musimy cofnąć się także do wcześniejszego wyroku TSUE z 10.4.2014 r., C-190/12, Legalis. Tam TSUE stwierdził o niezgodności polskich przepisów, w zakresie w jakim przepisy wykluczają ze zwolnienia fundusze inwestycyjne z siedzibą w państwach trzecich. Na gruncie art. 6 ust. 1 pkt. 10a i art. 17 ust. 1 pkt. 58 PDOPrU zwolnienie przysługiwało do tej pory wyłącznie funduszom z siedzibą w państwach UE/EOG przy spełnieniu innych ustawowych warunków. Wyrok ten był podstawą licznych postępowań o stwierdzenie nadpłaty. Stąd, aby uciąć wątpliwości interpretacyjne, niezbędne były działania dostosowujące.

Warto jednak pamiętać, że nowe przepisy mogą zwiększać pole do potencjalnych nadużyć i prób korzystania ze zwolnienia przez podmioty nieuprawnione lub tworzące struktury o charakterze sztucznym. Pojawić mają się więc w nowelizacji także klauzule antyabuzywne. Zwolnienie nie będzie przysługiwało funduszom typu zamkniętego lub stosującym podobną politykę inwestycyjną, jeżeli zostanie uznane, że skorzystanie ze zwolnienia określonego w tych przepisach było sprzeczne w danych okolicznościach z przedmiotem lub celem tych przepisów, albo też skorzystanie ze zwolnienia było głównym lub jednym z głównych celów dokonania transakcji lub innej czynności albo wielu transakcji lub innych czynności, a sposób działania był sztuczny.

Tak oto na naszych oczach pojawiają się kolejne nowe rozwiązania w PDOPrU. O ile opodatkowanie instytucji finansowych podwyższonym CIT jest dość kontrowersyjne, tak opisywana w niniejszym tekście zmiana jest raczej oczekiwana.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Naruszenie zasady niedyskryminacji w zatrudnieniu

Równe traktowanie pracowników a zakaz niedyskryminacji

Przyjmuje się, że zasada niedyskryminacji jest kwalifikowaną postacią nierównego traktowania pracowników. Jest to bezprawne pozbawienie lub ograniczenie praw wynikających ze stosunku pracy albo nierównomierne traktowanie pracowników ze względu na określone kryteria dyskryminacyjne, a także przyznawanie z tych względów niektórym pracownikom mniejszych praw niż te, z których korzystają inni pracownicy, znajdujący się w takiej samej sytuacji faktycznej i prawnej (zob. wyr. SN z 19.4.2023 r., II PSKP 72/22; wyr. SN z 26.10.2022 r., II PSKP 120/21; wyr. SN z 14.1.2008 r., II PK 102/07). Jeśli jednak nierówność nie jest podyktowana zakazanymi kryteriami, wówczas można mówić tylko o naruszeniu zasady równego traktowania pracowników, a nie o naruszeniu zakazu dyskryminacji (zob. wyr. SN z 25.2.2025 r., III PSKP 21/24; post. SN z 18.10.2023 r., I PSK 103/22; wyr. SN z 24.6.2021 r., III PSKP 27/21). W orzecznictwie podkreśla się, że normatywne wyróżnienie dyskryminacji jako kwalifikowanej postaci nierównego traktowania służy przeciwdziałaniu najbardziej nagannym i szkodliwym społecznie przejawom nierównego traktowania. Wyrazem tego jest wdrożenie szczególnych rozwiązań prawnych służących zwalczaniu tego rodzaju nierówności, takich jak: konstrukcja dyskryminacji bezpośredniej i pośredniej – art. 183a § 4 KP; określenie przejawów dyskryminowania – art. 183a § 5 pkt 1 w zw. z art. 183a § 2 KP, a także szczególny rozkład ciężaru dowodu w sprawach o dyskryminację – art. 183b § 1 KP (zob. wyr. SN z 9.5.2019 r., III PK 50/18).

Ciężar dowodu

Art. 183b § 1 KP zmienia rozkład ciężaru dowodu przewidziany w art. 6 KC w zw. z art. 300 KP, według którego ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z tego faktu wywodzi skutki prawne. Art. 183b § 1 KP zwalnia pracownika z konieczności udowodnienia jego dyskryminacji. Pracownik ma obowiązek przedstawienia faktów, które uprawdopodobniają wystąpienie dyskryminacji i kryterium, które mogło stanowić podstawę bezzasadnego zróżnicowania sytuacji pracowników. Uprawdopodobnienie stanowi wyjątek od zasady, że fakty mające istotne znaczenie dla sprawy wymagają udowodnienia. Natomiast dla uwolnienia się od odpowiedzialności pracodawca musi udowodnić, że nie dyskryminuje pracownika. Pozwany pracodawca musi więc włożyć znacznie więcej wysiłku w obalenie głoszonego przez pracownika twierdzenia, trudniej jest bowiem przekreślić jego prawdopodobieństwo niż pewność. Z instytucją uprawdopodobnienia wiążą się ułatwienia dowodowe w postaci możliwości wykorzystania źródeł informacji innych niż środki dowodowe określone w KPC. Środkami uprawdopodobnienia mogą być oświadczenia osób trzecich składane na piśmie, wiadomości uzyskiwane ustnie, na przykład przesłuchanie świadków o charakterze nieformalnym, dokonane bez odebrania od nich przyrzeczenia co do mówienia prawdy (zob. wyr. SN z 7.6.2022 r., II PSKP 98/21).

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Odszkodowanie dla dyskryminowanego pracownika

Zgodnie z art. 183d KP osoba, wobec której pracodawca naruszył zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę, ustalane na podstawie odrębnych przepisów. Odszkodowanie, o którym mowa w art. 183d KP, obejmuje zarówno naprawienie szkody majątkowej, jak i krzywdy (szkody niemajątkowej), pełni zatem również funkcję zadośćuczynienia (zob. post. SN z 16.10.2024 r., II PSK 92/23; wyr. SN z 27.10.2021 r., II PSKP 63/21; wyr. SN z 6.10.2021 r., I PSKP 21/21). Przesłanką odpowiedzialności odszkodowawczej pracodawcy jest w tym przypadku jedynie naruszenie zasady niedyskryminacji, czyli bezprawność zachowania pracodawcy (zob. wyr. SN z 5.3.2024 r., II PSKP 8/23). Art. 183d KP ma zastosowanie do odszkodowania za naruszenie zasady równego traktowania – art. 112 KP (zob. uchw. SN z 24.8.2023 r., III PZP 1/23). W orzecznictwie podkreśla się, że odszkodowanie lub zadośćuczynienie pieniężne z tytułu naruszenia zasady równego traktowania w zatrudnieniu powinno być skuteczne, czyli w pełni rekompensować doznane przez pracownika krzywdę i cierpienie wyrządzone naruszeniem tej zasady przez pracodawcę, proporcjonalne do doznanej przez pracownika krzywdy oraz dolegliwe dla pracodawcy, i zarazem odstraszające go od naruszania zasady równego traktowania w zatrudnieniu (zob. wyr. SN z 27.10.2021 r., II PSKP 63/21). Wysokość należnego zadośćuczynienia ustala się przy uwzględnieniu okoliczności leżących po stronie pracodawcy, takich jak w szczególności: częstotliwość i okres praktyk dyskryminacyjnych; ich ewentualną kumulację i stopień nasilenia; charakter tych praktyk jako dyskryminacji bezpośredniej albo pośredniej; stopień zawinienia pracodawcy; jego stosunek do osoby dyskryminowanej lub grupy pracowników, a w szczególności, czy nie jest on rezultatem uprzedzeń i stereotypów, pozycję pracodawcy na rynku pracy; jego oficjalne deklaracje odnośnie do prowadzonej przezeń polityki antydyskryminacyjnej w stosunku do zatrudnionych (zob. post. SN z 10.12.2020 r., III PK 135/19; wyr. SN z 9.5.2019 r., III PK 50/18). Zapewnienie skuteczności i działania zniechęcającego pracodawcę do naruszeń zasady równego traktowania wymaga, przy określaniu wysokości odszkodowania z art. 183d KP, uwzględnienia także wielkości i statusu majątkowego pracodawcy. Minimalne odszkodowanie w sytuacji pozwanego o bardzo dużych dochodach mogłoby prowokować lekceważenie takich spraw (zob. wyr. SN z 14.4.2021 r., II PSKP 17/21).

Ani w art. 183d KP, ani w innej normie prawnej nie uregulowano zbiegu odpowiedzialności za naruszenie przepisów o zakazie dyskryminacji ze względu na zabronione kryteria z przepisami, w których uregulowane zostały sankcje za naruszenie praw pracowników. Pracownik zwolniony z pracy przez pracodawcę z naruszeniem przepisów o rozwiązywaniu umów o pracę może więc domagać się, jeśli wykaże dyskryminacyjny charakter decyzji pracodawcy, odszkodowania za niezgodne z prawem rozwiązanie stosunku pracy oraz odszkodowania za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu. O ile pierwsze z odszkodowań jest limitowane co do górnej granicy wysokości, o tyle maksymalna wysokość drugiego nie została określona przez ustawodawcę. Obowiązujące przepisy prawa pracy nie regulują też maksymalnej wysokości odszkodowań w razie zbiegu roszczeń, który ma prawną postać kumulacji świadczeń majątkowych przysługujących pracownikowi. W orzecznictwie przyjmuje się, że przy ocenie wysokości odszkodowania należnego pracownikowi na podstawie art. 183d KP, wskutek naruszenia przez pracodawcę zasady równego traktowania w zatrudnieniu, trzeba uwzględnić odszkodowania (zadośćuczynienia) zasądzone i dochodzone w toczących się między stronami innych postępowaniach sądowych dotyczących dyskryminującego traktowania pracownika w tym samym okresie (zob. wyr. SN z 11.10.2023 r., I PSKP 38/22). Nie jest przy tym wykluczone miarkowanie wysokości odszkodowań przez sąd na podstawie art. 8 KP (zob. post. SN z 24.7.2023 r., III PSK 106/22).

Ochrona pracownika

Art. 183e KP ma chronić pracownika przed negatywnymi konsekwencjami korzystania z przysługujących mu uprawnień z tytułu dyskryminacji w zatrudnieniu, które mógłby on ponieść ze strony pracodawcy. Zgodnie z tą regulacją, skorzystanie przez pracownika z uprawnień przysługujących z tytułu naruszenia przepisów prawa pracy, w tym zasady równego traktowania w zatrudnieniu, nie może być podstawą jakiegokolwiek niekorzystnego traktowania pracownika, a także nie może powodować jakichkolwiek negatywnych konsekwencji dla pracownika, zwłaszcza nie może stanowić przyczyny uzasadniającej wypowiedzenie stosunku pracy lub jego rozwiązanie bez wypowiedzenia przez pracodawcę (zob. post. SN z 5.12.2018 r., III PK 14/18). Przepis ten stosuje się odpowiednio do pracownika, który udzielił w jakiejkolwiek formie wsparcia pracownikowi korzystającemu z uprawnień przysługujących z tytułu naruszenia przepisów prawa pracy, w tym zasady równego traktowania w zatrudnieniu. Pracownik, którego prawa zostały naruszone przez pracodawcę, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę, ustalane na podstawie odrębnych przepisów. Z przepisu tego wynika zatem, że wszelkie legalne działania pracownika, podjęte w związku z naruszeniem zasady równego traktowania, nie mogą powodować żadnych negatywnych konsekwencji (zob. post. SN z 4.6.2019 r., II PK 140/18). Nie można jednak przyjąć, że każde działanie pracownika wchodzi w zakres art. 183e § 1 lub § 2 KP. W przypadku działań bezprawnych konieczne jest uwzględnienie całości okoliczności faktycznych sprawy oraz wyważenie naruszenia obowiązków z zagrożeniem interesów pracodawcy, w sytuacji gdy np. doszło do skopiowania poufnych danych spółki na prywatny komputer pracownika, co stanowi działania bezprawne, narażające interesy pracodawcy na szkodę (zob. wyr. SN z 8.3.2022 r., II PSKP 91/21).

Postanowienie SN z 16.10.2024 r., II PSK 92/23 , Legalis; wyrok SN z 5.3.2024 r., II PSKP 8/23 , Legalis; wyrok SN z 19.4.2023 r., II PSKP 72/22 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Zarządzanie ryzykiem w systemach AI w kontekście ochrony danych osobowych

Opis stanu faktycznego

Europejski Inspektor Ochrony Danych (EDPS) opublikował 11.11.2025 r. dokument pt. Guidance for Risk Management of Artificial Intelligence Systems (wytyczne dotyczące zarządzania ryzykiem w systemach sztucznej inteligencji). Celem wytycznych jest usystematyzowanie sposobu oceny i minimalizowania ryzyk związanych z wykorzystywaniem systemów sztucznej inteligencji przez instytucje Unii Europejskiej, które przetwarzają dane osobowe. Dokument obejmuje cały cykl życia systemów AI, począwszy od analizy wstępnej i planowania, poprzez pozyskiwanie oraz przygotowanie danych, proces tworzenia modelu, walidację, wdrożenie i eksploatację, a skończywszy na wycofaniu systemu. EDPS konsekwentnie podkreśla, że ryzyka związane ze sztuczną inteligencją mają charakter wielowarstwowy i obejmują zarówno aspekty techniczne, jak i prawne oraz organizacyjne, a ich wpływ może być bezpośrednio odczuwalny przez osoby fizyczne, których dane są przetwarzane przez system. Z tego względu EDPS wydając niniejsze wytyczne, wskazał, że działa jako organ nadzorczy ds. ochrony danych, a nie jako organ nadzoru rynku w rozumieniu rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (akt w sprawie sztucznej inteligencji) (Dz.Urz. UE L z 2024 r., s. 1689; dalej: AIAct), przy czym wytyczne te pozostają bez uszczerbku dla stosowania przepisów tego aktu.

Wytyczne szczególnie mocno akcentują zależność między parametrami technicznymi modelu a zgodnością przetwarzania danych osobowych. Wskazano, że błędy wynikające z nieadekwatności danych treningowych, braku interpretowalności modelu, jego przeuczenia, niestabilności statystycznej czy ograniczeń metod wyjaśnialności mogą prowadzić do naruszenia fundamentalnych zasad ochrony danych. Autorzy dokumentu skupiają swoją analizę na trudności zapewnienia rzetelności, minimalizacji, dokładności oraz przejrzystości w środowisku wykorzystującym modele statystyczne i uczenie maszynowe. Przedstawiono liczne przykłady sytuacji, w których systemy AI mogą generować ryzyko „nielosowych błędów” (systemic errors), które nie są możliwe do zaobserwowania na gruncie tradycyjnych procesów przetwarzania.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Opis stanu prawnego

W punkcie wyjścia należy wyraźnie podkreślić, że analizowany dokument EDPS odnosi się do rozporządzenia 2018/1725 obowiązującego w instytucjach, organach i agencjach Unii Europejskiej. Jest to akt prawny konstrukcyjnie i funkcjonalnie zbliżony do Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO) – zawiera analogiczne zasady przetwarzania, obowiązki administratorów i podmiotów przetwarzających oraz katalog praw osób, których dane dotyczą. Z tego względu wytyczne EDPS, choć formalnie wiążą wyłącznie instytucje unijne, mają charakter w pełni kompatybilny z zasadami wynikającymi z RODO i mogą być stosowane pomocniczo przez podmioty w państwach członkowskich, w tym w Polsce.

EDPS przedstawia interpretację zasad przetwarzania danych osobowych w ujęciu rozporządzenia 2018/1725, odnosząc je do specyfiki systemów sztucznej inteligencji, akcentując, że zasada rzetelności obejmuje również identyfikację i minimalizację biasu (uprzedzenia) w danych i algorytmach, zasada dokładności wymaga kontrolowania dryfu i walidacji wyników, zasada przejrzystości nakłada konieczność stosowania środków wyjaśnialności, a zasada minimalizacji danych wiąże się z doborem właściwych zbiorów treningowych i testowych. Inspektor wskazuje również, że zasada rozliczalności wymaga prowadzenia dokumentacji technicznej i operacyjnej, która odzwierciedla sposób działania i ewolucji systemu AI.

Równolegle do rozporządzenia 2018/1725 funkcjonuje AIAct, który wprowadza odrębną klasyfikację ryzyka opartą na wpływie systemu na bezpieczeństwo, prawa podstawowe i zdrowie użytkowników. EDPS konsekwentnie rozróżnia obie perspektywy: ryzyko wynikające z ochrony danych osobowych oraz ryzyko wynikające z zastosowania systemu AI. Ocena ryzyka systemu AI wymaga więc integracji wymogów wynikających z obu aktów prawnych, a metodologia zaprezentowana przez EDPS stanowi naturalny pomost między nimi.

Metodologia oceny ryzyka w ujęciu Wytycznych EDPS

Metodologia oceny ryzyka stanowi centralny element wytycznych EDPS i jest traktowana jako podstawowe narzędzie zapewniania zgodności systemów AI z zasadami ochrony danych. Dokument opiera się na normie ISO 31000:2018, przejmując jej strukturę obejmującą identyfikację ryzyk, ich analizę, ocenę oraz wdrażanie środków redukujących ryzyko do poziomu akceptowalnego. EDPS podkreśla, że proces ten musi mieć charakter ciągły, dostosowany do dynamicznej natury systemów AI.

Wytyczne akcentują konieczność szczegółowego rozpoznania zagrożeń wynikających z danych, modeli i środowiska ich działania. Do najistotniejszych należą ograniczona interpretowalność, błędy związane z niereprezentatywnymi danymi, dryf statystyczny oraz nieprzewidywalne zachowania modeli, mogące prowadzić do naruszeń zasad EUDPR, a pośrednio także RODO. Analiza ryzyka powinna obejmować ocenę prawdopodobieństwa oraz ciężaru potencjalnych skutków, w tym ryzyka błędnych decyzji, utraty kontroli nad danymi czy algorytmicznej dyskryminacji.

Ocena ryzyka wymaga zestawienia wyników analizy z kryteriami przyjętymi przez organizację, przy czym EDPS wskazuje na konieczność samodzielnego określenia progów akceptowalności ryzyka, niezależnie od deklaracji dostawców systemów AI. W ostatnim etapie przewidziano dobór i wdrożenie adekwatnych środków technicznych i organizacyjnych, takich jak metody interpretowalności, testy statystyczne czy mechanizmy kontroli dryfu danych. Szczególne znaczenie ma tu także ocena ryzyka rezydualnego i odpowiednie udokumentowanie procesu jego akceptacji.

W rezultacie wytyczne przedstawiają spójną metodologię oceny ryzyka, osadzoną w zasadach ochrony danych i dostosowaną do specyfiki systemów sztucznej inteligencji. W praktyce stanowi ona uzupełnienie klasycznej DPIA (oceny skutków dla ochrony danych), wskazując na konieczność bardziej szczegółowej, dynamicznej i opartej na danych technicznych analizy w przypadku systemów AI.

Komentarz

Rozwinięta metodologia oceny ryzyka zaprezentowana przez EDPS stanowi użyteczne narzędzie dla administratorów i podmiotów przetwarzających. Wytyczne te wyraźnie wskazują, że tradycyjna analiza DPIA stosowana w ramach RODO nie jest wystarczająca w przypadku systemów sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka. Systemy te wymagają stałego monitorowania działania modeli, ich walidacji oraz aktualizacji, co w praktyce oznacza konieczność wdrożenia mechanizmów nadzoru technicznego.

Dla sektora publicznego dokument EDPS może stać się podstawą budowy krajowych standardów wdrażania systemów AI w administracji. Organy administracji centralnej i samorządowej będą w najbliższych latach wykorzystywać systemy predykcyjne i generatywne na skalę istotnie szerszą niż dotychczas, co zwiększa ryzyko naruszeń zasad ochrony danych. W tym kontekście Wytyczne EDPS mogą pełnić funkcję punktu odniesienia przy ocenie należytej staranności administratorów, zwłaszcza w sprawach, w których decyzje AI mają bezpośredni wpływ na obywateli.

Z kolei w sektorze prywatnym zalecenia EDPS wpisują się w rosnące wymogi compliance związane z usługami opartymi na AI, zwłaszcza w sektorach finansowym, medycznym, HR i marketingowym. Organizacje powinny postawić na wdrożenie wewnętrznych polityk oraz procedur dotyczących walidacji modeli, monitorowania ich wyników, zarządzania jakością danych oraz kontroli biasu. W praktyce oznacza to konieczność współpracy prawników, specjalistów ds. danych i inżynierów AI, a także wdrożenie narzędzi do ciągłej analizy ryzyka.

W perspektywie nadchodzących obowiązków wynikających z AIAct wytyczne EDPS stanowią jedno z najważniejszych źródeł wskazówek interpretacyjnych zarówno dla administratorów danych, jak i dla osób odpowiedzialnych za wdrażanie systemów sztucznej inteligencji, w szczególności wysokiego ryzyka. Dokument ten, choć nie stanowi prawa, służy jako praktyczne narzędzie wykładni łączące wymagania techniczne z prawnymi, ułatwiając tworzenie zintegrowanych procedur oceny ryzyka, które wkrótce staną się obowiązkowym elementem nadzoru nad systemami AI.

Wytyczne Europejskiego Inspektora Ochrony Danych, Guidance for Risk Management of Artificial Intelligence Systems

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Obrót akcjami ma być bezpieczniejszy

Przyjęty przez Radę Ministrów projekt nowelizacji kodeksu spółek handlowych, ma wypełnić luki, jakie ujawniły się w praktyce stosowania przepisów o dematerializacji akcji. Co warte podkreślenia, większość zmian jest odpowiedzią na postulaty samych uczestników rynku. Nowe przepisy mają wzmocnić bezpieczeństwo obrotu poprzez zwiększenie obowiązków informacyjnych, jakie będą ciążyć na zarządach spółek oraz podmiotach prowadzących rejestr akcjonariuszy, a także uprawnienia nadzorcze sądów rejestrowych.

Co zmieni się po nowelizacji?

Po pierwsze, zarząd spółki będzie zobligowany do ujawnienia w Krajowym Rejestrze Sądowym informacji o tym, kto prowadzi rejestr akcjonariuszy albo rejestruje akcje spółki w depozycie papierów wartościowych.

Jak podkreślają twórcy przepisów, umożliwi to nie tylko poszerzenie źródeł niezbędnych informacji dla akcjonariuszy spółek, ale również dla podmiotów zainteresowanych wpisem do rejestru akcjonariuszy. A więc nabywców, zastawników, użytkowników akcji, którym ustawa przyznaje uprawnienie do złożenia żądania o wpis w rejestrze akcjonariuszy, czy też organów egzekucyjnych zgłaszających zajęcie praw majątkowych akcjonariusza.

Natomiast dzięki powiązaniu obowiązku rejestracji akcji z koniecznością wpisu do KRS, możliwe będzie podjęcie czynności nadzorczych przez sąd rejestrowy w przypadku zaniechania tych powinności przez osoby do tego zobowiązane. Brak wpisu w KRS pozwoli na szybką identyfikację spółek, które nie wykonują obowiązków związanych z dematerializacją akcji i podjęcie czynności nie tylko przez sąd rejestrowy, ale również inne podmioty (np. akcjonariuszy spółek). A to może się skończyć nałożeniem grzywny do 20 tys. zł.

Projekt przewiduje też rozszerzenie zakresu danych ujawnianych w rejestrze akcjonariuszy o numer PESEL lub datę urodzenia posiadacza akcji. W przypadku gdy akcjonariuszem jest np. firma, w rejestrze musi się znaleźć numer KRS.

Kurs Compliance Officer – Sprawdź aktualną ofertę kursu Sprawdź

Wpisy w rejestrze będą aktualizowane

Oprócz tego, zarządy spółek będą zobowiązane zgłaszać aktualne dane podmiotowi prowadzącemu rejestr akcjonariuszy w terminie siedmiu dni od dnia zdarzenia uzasadniającego dokonanie wpisu. Obowiązek ten dotyczy jedynie informacji, które mogą ulec zmianie na skutek uchwały uprawnionego organu spółki (np. walnego zgromadzenia o zmianie statutu spółki i jej siedziby).

– W przypadku wpisów dokonywanych na żądanie akcjonariusza, zastawnika lub użytkownika lub innej osoby mającej interes prawny nie ma konieczności nakładania obowiązku zgłaszania aktualnych danych, ponieważ sam brak wpisu implikuje negatywne konsekwencje dla wskazanych podmiotów, np. przejście akcji bez dokonania wpisu do rejestru akcjonariuszy będzie co do zasady nieskuteczne – czytamy w uzasadnieniu.

Zgoda na wykreślenie

Jak zauważa mec. Kacper Czubacki, adwokat z kancelarii Wardyński i Wspólnicy, ciekawą zmianą jest zmiana formy zgody osoby wykreślanej z rejestru akcjonariuszy.

Dziś podmiot prowadzący taki rejestr powiadamia o treści zamierzonego wpisu osobę, której uprawnienia mają być wykreślone, zmienione lub obciążone przez wpis, chyba że wyraziła ona na niego zgodę. W związku z tym, że podpis osoby wyrażającej zgodę na wpis może być sfałszowany lub podrobiony, projekt przewiduje, że oświadczenie o zgodzie powinno być złożone w formie pisemnej z podpisem notarialnie poświadczonym (albo w formie pisemnej w obecności osoby upoważnionej przez podmiot prowadzący rejestr akcjonariuszy). Natomiast oświadczenie składane w postaci elektronicznej powinno zostać opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym.

– Proponowane rozwiązanie nie tylko umożliwia identyfikację osoby składającej oświadczenie, ale również zmniejsza ryzyko przyjęcia oświadczenia od osoby nieuprawnionej – tłumaczy Ministerstwo Sprawiedliwości.

Statuty spółek do zmiany

W związku z dematerializacją akcji zniknął sens utrzymania podziału na akcje imienne i akcje na okaziciela. Po tym, jak na skutek dematerializacji akcji zniesiono księgi akcyjne i zastąpiono je rejestrami akcjonariuszy, akcje na okaziciela de facto zostały przypisane do konkretnej osoby.

– Tę zmianę oceniam pozytywnie. Słusznie wskazano w uzasadnieniu projektu, że podział na akcje imienne i na okaziciela od momentu wejścia w życie przepisów o dematerializacji akcji jest fikcyjny. W praktyce prowadziło to do problemów w spółkach ze zmianą rodzaju akcji itp. – mówi mec. Kacper Czubacki, który przypomina, że w związku z likwidacją akcji na okaziciela, wszystkie spółki akcyjne będą musiały zmienić swoje statuty. Dziś bowiem każda spółka akcyjna ma wskazane w statucie czy akcje są imienne, czy na okaziciela.

– Także w pozostałym zakresie projekt oceniam pozytywnie. Wprowadzenie np. obowiązku ujawniania w KRS podmiotu prowadzącego rejestr akcjonariuszy jest bardzo dobrym rozwiązaniem, ponieważ w praktyce jest to ważna informacja z punktu widzenia obrotu transakcyjnego – dodaje adwokat.

– Czy projektowane przepisy zwiększą bezpieczeństwo i pewność obrotu, jak przedstawiają je projektodawcy? Moim zdaniem tak – podsumowuje.

Etap legislacyjny: projekt przyjęty przez rząd

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Zuzanna Stocka

radczyni prawna w kancelarii Filipiak Babicz Legal & Tax, specjalistka w prawie spółek i obsłudze transakcyjnej procesów M&A

Projekt oceniam pozytywnie, a nawet więcej – przepisy regulujące sprawy dotyczące elektronicznego rejestru akcjonariuszy (eRA) odpowiadają na wiele pytań, z którymi praktyka musiała się już zmierzyć w bieżącej i transakcyjnej pracy ze spółkami opartymi o akcje (S.A., S.K.A., P.S.A.). Dotychczas kontakt z podmiotem prowadzącym rejestr akcjonariuszy (zwykle domem maklerskim) nierzadko musiał odbywać się za pośrednictwem lub przy udziale zarządu. A to dlatego, że dane podmiotu prowadzącego rejestr akcjonariuszy nie były publicznie ujawniane, np. w KRS. Bierność zarządu mogła wpływać (oczywiście negatywnie) na tempo rejestracji zmian. Pod tym kątem pozytywnie odbieram obowiązek ujawniania danych dotyczących podmiotu prowadzącego eRA spółki w KRS. Mało tego. W praktyce miałam już też styczność z sytuacjami, gdy podmiot prowadzący rejestr akcjonariuszy wypowiedział umowę prowadzenia rejestru. Zarząd o wypowiedzeniu wiedział, ale akcjonariusz nie. To powodowało poważne ryzyko dla obrotu akcjami. Zaniechania zarządu w tej sprawie wpływały na możliwość obrotu akcjami – w końcu to wpis w eRA wywołuje konstytutywny skutek przejścia ich własności. A umowy z podmiotem prowadzącym eRA nie było i nie było jawnej informacji o tym. Teraz ma to być ujawniane w KRS – i to jest bardzo pozytywna zmiana.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Nazwa usługi na fakturze ustrukturyzowanej ma znaczenie

Zgodnie z art. 106e ust. 1 pkt. 7 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), faktura powinna zawierać m.in. nazwę (rodzaj) towaru lub usługi, którą sprzedawca zapewnia nabywcy. To dość oczywista konstatacja, ale zarazem ważna. Faktura jest bowiem dokumentem sformalizowanym (potwierdzającym zaistnienie określonego zdarzenia gospodarczego), który powinien spełniać szereg wymogów przewidzianych przepisami prawa. Faktura powinna m.in. jednoznacznie określać imiona i nazwiska lub nazwy podatnika (sprzedawcy) i nabywcy, oraz ich adresy. Powinna także zawierać dane nabywcy towaru lub usługi i tym samym dokumentować rzeczywiste zdarzenia gospodarcze, a jako wystawca i nabywca powinni widnieć faktyczni uczestnicy transakcji. Celem faktury jest przede wszystkim udokumentowanie rzeczywistego przebiegu zdarzeń gospodarczych, zarówno pod względem przedmiotu transakcji, jak i podmiotów biorących w niej udział. Wszelkie odstępstwa od takiego rzeczywistego przebiegu rodzą ryzyko, że faktura będzie uznana za pustą. A to niebezpieczne nie tylko dla nabywcy usługi, lecz także dla wystawcy.

Wraz z nadchodzącym obowiązkowym KSEF, wielu podatników „rzeźbi” na nowo swoje faktury. Trzeba je dostosować do wymogów schemy, a także zadbać, aby wizualizacje tych faktur nie tylko dobrze wyglądały, lecz także aby spełniały wymogi z przepisów. Wbrew pozorom, nazwa sprzedawanych towarów i usług bywa newralgiczną pozycją na fakturze. Dlatego warto zwrócić uwagę na praktykę podatkową, dotykającą tego niepozornego, wydawać by się mogło, zagadnienia. Warto też wyciągać z tej praktyki stosowne wnioski.

Czego dotyczyła sprawa

Podatnik świadczy usługę sprzątania terenów zewnętrznych dla swojego kontrahenta, w wielu lokalizacjach. W przeszłości, na każdej z faktur wyszczególnione były wszystkie obiekty, na których świadczona była usługa sprzątania. Faktury takie miały więc kilkanaście odrębnych pozycji, wskazujących na świadczenie kilkunastu (choć tożsamych) usług. Nabywca usługi (być może dostosowując się do KSEF) wymaga jednak wystawienia faktury bez podziału na poszczególne obiekty; na fakturze ma być wykazywana jedna pozycja i łączna miesięczna kwota za realizację usługi.

W efekcie, podatnik powinien wystawiać faktury „po nowemu”, to znaczy zbiorczo. Postanowił więc potwierdzić, czy faktycznie ma prawo wystawiania faktury z jedną pozycją uwzględniającą zrealizowane świadczenia odzwierciedlającą wykonanie poszczególnej usługi, czy też dotychczasowy sposób fakturowania, jeśli chodzi o liczbę pozycji na fakturze, był jednak słuszny.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko Organu

Dyrektor KIS wydał w sprawie interpretację indywidualną z 17.11.2025 r., 0111-KDIB3-2.4012.640.2025.2.MGO, Legalis. Przypomniał w niej, że treść art. 106e ust. 1 VATU określa, jakie elementy powinna zawierać faktura. Są to elementy obligatoryjne, których podanie ma przede wszystkim cel fiskalny. Służą one bowiem do prawidłowego zidentyfikowania dla celów podatkowych strony podmiotowej danej transakcji, rodzaju transakcji, jak również wartości służących do określenia w kwotach bezwzględnych wysokości zobowiązania podatkowego. Podmiot zobowiązany do wystawienia faktury powinien precyzyjnie określić rodzaj „fakturowanej” czynności, tj. podać nazwę (rodzaj) towaru lub usługi. Źródłem tego obowiązku jest aktualnie art. 106e ust. 1 pkt 7 VATU. Z treści tego przepisu wynika zaś jednoznacznie, że faktura stwierdzająca dokonanie sprzedaży powinna zawierać m.in. nazwę (rodzaj) towaru lub usługi.

W konsekwencji, na fakturze dokumentującej sprzedaż powinna widnieć nazwa „usługa sprzątania zewnętrznego, odśnieżania i usuwania oblodzeń”, a nie poszczególne elementy tego świadczenia, tj. w odrębnych pozycjach każdy z obiektów, na których była świadczona usługa. Przedmiotem umowy jest bowiem jedna usługa. Ustawodawca co prawda nie zabrania umieszczania na fakturze dodatkowych informacji. Po wypełnieniu obowiązków nałożonych przez obowiązujące przepisy prawa podatkowego można zamieścić w części informacyjnej faktury także dodatkowe informacje. Skoro jednak przedmiotem sprzedaży jest jedna usługa, to wyłącznie ta jedna usługa powinna być wskazana na fakturze jako przedmiot sprzedaży. Natomiast wykaz wszystkich obiektów z adresami może być umieszczony poza elementami obowiązkowymi faktury jako elementy dodatkowe, np. w części informacyjnej faktury lub w osobnym dokumencie np. w kosztorysie. Umieszczenie dodatkowych zapisów na fakturze nie powinno naruszać jej czytelności.

Komentarz

Omawiana interpretacja pewnie przeszłaby bez głośniejszego echa, gdyby nie nadchodzące wielkimi krokami wejście w życie obowiązkowego KSEF. Faktury ustrukturyzowane oczywiście również obowiązkowo powinny zawierać nazwę sprzedawanego towaru lub usługi (w polu P 7). Wydawać by się mogło, że co jak co, ale akurat nazwa towaru czy usługi to kwestia prozaiczna. Podatnik wie przecież, co sprzedaje.

Nic bardziej mylnego, w praktyce w polu „nazwa” bardzo często wskazywane są informacje niewiele z nazwą mające wspólnego. Możemy odnaleźć tam zatem np. indeksy wewnętrzne, oznaczenia kodów towarów, nazwy robocze, skróty różnej maści, oznaczenia w obcym języku, itp.

Czasem może istnieć problem w ogóle z identyfikacją świadczenia. Dotyczy to zwłaszcza świadczeń kompleksowych. Przypomnijmy, że co do zasady, każde świadczenie powinno być dla VAT traktowane jako odrębne i niezależne, jednak w sytuacji, gdy jedna usługa obejmuje z ekonomicznego punktu widzenia kilka świadczeń, usługa ta nie powinna być sztucznie dzielona dla celów podatkowych. Zatem, z ekonomicznego punktu widzenia, usługi nie powinny być dzielone dla celów podatkowych wówczas, gdy tworzyć będą jedną usługę kompleksową obejmującą kilka świadczeń pomocniczych. Jeżeli jednak w skład świadczonej usługi wchodzić będą czynności, które nie służą wyłącznie wykonaniu czynności głównej, zasadniczej, lecz mogą mieć również charakter samoistny, to wówczas nie ma podstaw dla traktowania ich jako elementu usługi kompleksowej.

Na fakturze dokumentującej sprzedaż świadczenia kompleksowego prawidłowym jest ujęcie całego świadczenia kompleksowego w jednej pozycji faktury dokumentującej sprzedaż, a nie wykazywanie poszczególnych elementów tego świadczenia oddzielnie (tak Dyrektor KIS w interpretacji indywidualnej z 14.2.2025 r., 0114-KDIP4-2.4012.758.2024.3.WH, Legalis). Nie należy w części zasadniczej (przeznaczonej na nazwę towaru lub usługi) wskazywać szczegółowego rozbicia elementów składowych tej usługi. W tej części powinna znaleźć się wyłącznie nazwa świadczenia kompleksowego. Jeśli więc podatnik przykładowo dostarcza w ramach świadczenia kompleksowego system monitoringu, w treści faktury powinien wskazać to właśnie świadczenie (w jednej pozycji), zamiast rozbijać je na kilkadziesiąt odrębnych pozycji (np. dostawa kamery, serwera, okablowania, montaż, itp.). Nawet, jeśli kontrahent ma w tym zakresie inne oczekiwania (co się często zdarza).

I choć ww. problem to może nie jest największe wyzwanie związane z KSeF, trzeba o nim pamiętać. Skoro bowiem fiskus będzie miał nieograniczony dostęp do faktur ustrukturyzowanych, może też interesować się praktyką podatników związaną z wypełnianiem pola P 7. W moich wdrożeniowych doświadczeniach KSeF problem ten jest jak najbardziej żywotny. Rzutuje on zresztą na różne inne instytucje podatkowe. Kilkanaście pozycji na fakturze, sugerujące kilkanaście usług rodzi problemy, m.in. także co do momentu ich wykonania, a więc rozpoznania obowiązku podatkowego.

Interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 17.11.2025 r., 0111-KDIB3-2.4012.640.2025.2.MGO, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź