Asesorzy zyskują nowe uprawnienia orzecznicze
- W dotychczasowym stanie prawnym asesorzy mogli rozpoznawać jedynie sprawy o zezwolenie na dokonanie czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu majątkiem dziecka lub osoby pozostającej pod opieką w postaci prostego przyjęcia lub odrzucenia spadku.
- Sędziowie orzekający w wydziałach rodzinnych i nieletnich są szczególnie obciążeni pracą, a opisywane zmiany znacząco odciążą ich referaty.
- Prace nad ustawą przebiegły bardzo sprawnie – od ich rozpoczęcia w Sejmie 3.9.2025 r. do podpisania przez Prezydenta RP 18.11.2025 r.
Szersze uprawnienia orzecznicze asesorów
Nowelizacja ustawy z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 334; dalej: PrUSP) uchyla art. 2 § 1a pkt 3 PrUSP. Oznacza to, że asesorzy zyskają uprawnienia do orzekania w sprawach wskazanych w art. 12 § 1 pkt. 3 PrUSP:
- z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego,
- dotyczących demoralizacji i czynów karalnych nieletnich,
- leczenia osób uzależnionych od alkoholu oraz od środków odurzających i psychotropowych,
- należących do sądu opiekuńczego na podstawie odrębnych ustaw.
W dotychczasowym stanie prawnym aplikanci sędziowscy nie mogli obejmować stanowisk asesorskich w wydziałach rodzinnych i nieletnich, niezależnie od ich zainteresowań. Długa i wymagająca droga zawodowa daje podstawę do tego, by poszerzyć ich zakres orzekania. Ważne jest także zasilanie wspomnianych wydziałów nową, wykwalifikowaną kadrą orzeczniczą, i tym samym odciążać referaty sędziowskie. Obecnie bowiem kadra sędziowska jest budowana w oparciu o sędziów przenoszonych z innych wydziałów lub wykonujących zawód sędziego w ramach innej ścieżki dostępu niż po ukończeniu aplikacji sędziowskiej.
Przeniesienie asesora sądowego
Prezes sądu rejonowego, w terminie roku od dnia wejścia w życie nowelizacji, będzie mógł przenieść asesora sądowego (za jego zgodą) do wydziału rodzinnego i nieletnich. Skorzystanie z takiego uprawnienia nie będzie jednak wykluczać możliwości zmiany zakresu jego obowiązków, które będą skutkować przeniesieniem go do innego wydziału.
Dzięki tej regulacji chętni asesorzy uzyskają możliwość przeniesienia do wydziałów rodzinnych i nieletnich, niezależnie od ogólnych zasad przenoszenia asesorów sądowych między wydziałami, co wzmocni je kadrowo, jeśli tylko prezes sądu uzna takie działanie za konieczne.
Tło wprowadzanych zmian
Wydziały rodzinne i nieletnich i orzekający w nich sędziowie są szczególnie obciążeni pracą. Zgodnie z informacjami zawartymi w Ocenie Skutków Regulacji, w 2024 r. sędzia załatwił średnio 1534,4 spraw. Dla porównania w wydziale cywilnym ta liczba wynosiła 596,3 spraw, zaś w wydziale karnym – 988,4.
Wzrósł także średni czas trwania postępowania w wydziałach rodzinnych i nieletnich. W 2024 r. wydłużył się on do 5 miesięcy i 6 dni, znane są jednak przypadki czasu trwania spraw nawet do trzech lat.
O ile nie jest do końca możliwe oszacowanie liczby asesorów, którzy mogliby zostać przeniesieni do wydziałów rodzinnych i nieletnich, jako że może się to odbywać wyłącznie za ich zgodą, o tyle zakłada się, że ze względu na zapaść kadrową może to być nawet 1/5 etatów asesorskich.
Etap legislacyjny
Ustawa z 9.10.2025 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych wejdzie w życie w terminie 14 dni od daty jej ogłoszenia.
Rząd chce rozwiązać problem nieuregulowanych gruntów
Chodzi o osoby mieszkające w budynkach spółdzielni mieszkaniowych, stojących na gruntach, których status prawny jest nieuregulowany. Od lat nie można dla nich ustanowić spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, założyć księgi wieczystej. Lokale takie są co prawda sprzedawane, ale po cenach niższych niż rynkowe.
W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii, zapowiedział, że resort chce rozwiązać ten problem i przygotował już projekt ustawy.
– Chcemy przywrócić spółdzielniom prawo do wystąpienia o ustanowienie użytkowania wieczystego w trybie administracyjnym oraz wprowadzić wyjątek dekretowy, który pozwoli stolicy te wnioski zrealizować. Mamy gotowy projekt ustawy, który skonsultowałem zarówno ze środowiskiem spółdzielców, jak i władzami Warszawy – mówi podsekretarz stanu w resorcie rozwoju.
– Są w nim też rozwiązania, które zniosą bariery uniemożliwiające do tej pory regulacje stanów prawnych, między innymi rozstrzygające w jakich granicach działek, samorząd będzie ustanawiał prawo użytkowania wieczystego – dodaje.
Ziemia pod mieszkania lokatorskie
Ustawa ma przyznać spółdzielniom roszczenie o ustanowienie prawa użytkowania wieczystego gruntów oraz o nieodpłatne przeniesienie własności znajdujących się na nich budynków. Roszczenie będzie wyznaczone granicami działki i posiadania. To krok w stronę oczekiwań spółdzielni, którym poprzedni rząd, próbując rozwiązać ten problem, proponował zawężenie roszczenia do gruntu niezbędnego do funkcjonowania budynku. Obecny rząd, dając prawo do wystąpienia z roszczeniem do całej działki, chce jednak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Spółdzielnia uzyska tytuł prawny do ziemi, ale będzie mogła na niej zbudować wyłącznie mieszkania lokatorskie. W ten sposób ministerstwo rozwoju, rozwiązując problem nieuregulowanych gruntów, zapewni ziemię pod tanie mieszkania na wynajem, do których budowy chce przekonać spółdzielnie.
Jak będzie wyglądać procedura?
Ścieżka administracyjna występowania z roszczeniami oznacza, że w przypadku gruntów Skarbu Państwa pierwszą instancją, do której spółdzielnia będzie mogła złożyć wniosek o ustanowienie użytkowania wieczystego ma być starosta, a drugą wojewoda. Natomiast w przypadku gruntów, należących do samorządu terytorialnego, pierwszą instancją będzie wójt, burmistrz lub prezydent, a drugą samorządowe kolegium odwoławcze.
Ustanowienie prawa do użytkowania będzie kosztować. Projekt przewiduje opłatę pierwszą oraz opłaty roczne. Ich wysokość jeszcze nie jest znana. Ustanawiający użytkowanie wieczyste będzie miał jednak prawo do zastosowania bonifikaty. Natomiast zmiana w ustawie o gospodarce nieruchomościami usunie przeszkodę do ustanowienia użytkowania z powodu zgłoszonych roszczeń poprzednich właścicieli i ich następców prawnych na podstawie dekretu z 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze miasta st. Warszawy.
Z projektowanego rozwiązania będą mogły skorzystać w ciągu sześciu miesięcy od jego wejścia w życie spółdzielnie, które złożyły wnioski o ustanowienie użytkowania wieczystego, ale sprawa nie trafiła jeszcze do sądu. W tych przypadkach, w których sprawy już się toczą przed sądami spółdzielnia nie będzie miała zamkniętej drogi do skorzystania z projektowanej ścieżki administracyjnej, ale tylko jeśli wycofa pozew. Zdaniem spółdzielni nie jest to dobre rozwiązanie.
– Jeśli ta propozycja nie zostanie zmieniona, to radykalnie obniży potencjał tego rozwiązania, ponieważ większość spraw, według mnie 90 proc. jest już w sądach i spółdzielnie raczej nie zdecydują się na ich wycofanie. Bałyby się, że jeśli nie uda im się uzyskać tytułu prawnego, to nie będą już mogły z powodu przedawnienia wrócić do sądu – Łukasz Zaprawa, pełnomocnik Unii Spółdzielców Mieszkaniowych.
– Chcieliśmy pozostawić spółdzielniom wybór. Jeśli uznają, że ścieżka sądowa jest szybsza, to mogą w niej pozostać. Poza tym, nasza propozycja otwiera nową przestrzeń do zawarcia ugody sądowej – odpowiada na te obawy minister Lewandowski.
Największy problem w Warszawie
Stolica jest tym miastem, w którym problem nieuregulowanych gruntów spółdzielni mieszkaniowych jest największy. Dotyczy on, według informacji resortu rozwoju, ok. 100 tys. mieszkań. Unia Spółdzielców Mieszkaniowych szacuje, że mieszka w nich ok. 300 tys. osób. W całej Polsce z powodu nieuregulowanego prawa do gruntu cierpi nawet milion mieszkańców.
Geneza problemu nieuregulowanych gruntów sięga PRL, kiedy to rady narodowe wydawały decyzje lokalizacyjne na podstawie których spółdzielnie budowały osiedla. Do uregulowania stanu prawnego i kwestii właścicielskich nie przywiązywano wagi. To się zemściło po zmianie ustroju.
Problem zaostrzyło orzeczenie Sądu Najwyższego z 24 maja 2013 r. (sygnatura akt: III CZP 104/125), zgodnie z którym jeśli spółdzielnia mieszkaniowa nie dysponuje własnością albo współwłasnością gruntu lub prawem do użytkowania wieczystego, to nie może ustanowić definitywnego spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu.
– Co oznacza, że nie można wyodrębnić takiego lokalu ani założyć dla niego księgi wieczystej. Osoba posiadająca prawo do lokalu spółdzielczego w budynkach usytuowanych na gruncie, do którego spółdzielni mieszkaniowej nie przysługuje tytuł prawny, jeśli chce go sprzedać może uzyskać cenę nawet o 10-20 proc. niższą, niż sprzedający takie samo mieszkanie w sąsiednim bloku, gdzie nie ma takiego problemu – wyjaśnia Łukasz Zaprawa.
To jest cena, jaką trzeba zapłacić za brak księgi wieczystej, co wyklucza też możliwość zakupu takiego lokalu na kredyt.
– Od lat próbujemy przekonać polityków, że państwo ten problem stworzyło niedoskonałym prawem i państwo powinno go rozwiązać. Co prawda, widzę zmianę nastawienia władz Warszawy. Próbują się porozumieć ze spółdzielniami, ale ustawowe rozwiązanie problemu na pewno by ten proces ułatwiło i usprawniło. Zwłaszcza jeśli rząd chce przekonać spółdzielnie, by aktywnie budowały nowe mieszkania – dodaje Łukasz Zaprawa. I dodaje, że spółdzielnie są skłonne zobowiązać się w aktach notarialnych, że na gruntach otrzymanych w użytkowanie wieczyste będą budować mieszkania lokatorskie.
Barierą są pieniądze
Do pilnej interwencji legislacyjnej w tej sprawie, zwłaszcza po orzeczeniu SN, wzywał już kilkukrotnie rzecznik praw obywatelskich.
„Niepodjęcie działań oznacza tolerowanie przez ustawodawcę sytuacji, w której grupa obywateli – nie ze swojej winy – zmuszona jest do ponoszenia niekorzystnych skutków prawnych stanów, które w dużej mierze są efektem zaniechań legislacyjnych w minionych latach. Narusza to zaufanie obywateli do państwa i stanowionego prawa, co nie może być akceptowane w praworządnym państwie” – pisał prof. Marcin Więcek w 2023 r. do ówczesnego ministra rozwoju i technologii, zaznaczając, że należy znaleźć takie rozwiązania, których skutkiem nie będzie ustanowienie barier finansowych, uniemożliwiających spółdzielniom i ich członkom poniesienie kosztów uwłaszczenia, ale które zarazem nie będą budziły wątpliwości co do zgodności z konstytucją.
Pieniądze, poza zaniechaniami legislacyjnymi, są największą przeszkodą w osiągnięciu porozumienia spółdzielni z włodarzami miast. Spółdzielnie chciałyby ustanowić swoje prawa do gruntów, jak najtaniej, a miastom nie przychodzi łatwo rezygnować z wpływów do kasy i praw do często bardzo atrakcyjnie zlokalizowanych działek.
– Nie ulega wątpliwości, że problem wymaga inicjatywy ustawodawczej. Czekamy na nią z nadzieją, że znajdą się w niej rozwiązania uwzględniające również interes miast, a raczej tych naszych mieszkańców, którzy nie mieszkają w zasobach spółdzielni mieszkaniowych. Jestem dobrej myśli, bo odnoszę wrażenie, że oczekiwania spółdzielni stały się w ostatnim czasie bardziej racjonalne, co sprzyja kompromisowi, na którym wszyscy skorzystają – podsumowuje Marek Wójcik, ekspert ds. legislacyjnych Związku Miast Polskich.
– Najwyższy czas, żeby uregulować ten problem. Tylko w warszawskiej spółdzielni Bródno dotyczy on 82 budynków. Spółdzielnia pozywa miasto, miasto spółdzielnię. Ta sprawa musi zostać wreszcie ustawowo rozwiązana – podsumowuje Adam Rymski ze stowarzyszenia Razem dla Targówka.
Zakupy na Shein mniej opłacalne
Dlaczego odzież czy elektronika użytkowa na platformach takich jak Shein czy Temu są tak tanie? Pochodzą najczęściej z Chin, gdzie do ich produkcji wykorzystuje się nisko opłacanych bądź wręcz niewolniczo wykorzystywanych pracowników. Tamtejsi producenci nie dbają o zachowanie norm jakościowych i bezpieczeństwa produktów.
Poza tym – takie towary trafiają na europejski rynek dzięki celnej „furtce”, jaką jest zwolnienie z cła dla przesyłek o wartości do 150 euro. Gdyby za te towary płacono cło, to w praktyce na europejskim rynku byłyby one znacznie droższe.
Szkodliwa luka
O szybkiej likwidacji tego właśnie zwolnienia celnego uzgodnili unijni ministrowie finansów, którzy obradowali w Brukseli 13 listopada na Radzie ECOFIN. Porozumienie polityczne w tej sprawie otwiera drogę do odpowiednich zmian legislacyjnych w przepisach UE. Prace nad tymi zmianami mają zacząć się już w najbliższych tygodniach.
Ta zmiana miała być częścią większej reformy unijnych przepisów celnych, szykowanej na 2028 r. Jednak w wyniku apeli środowisk biznesowych (także z Polski) Rada ECOFIN zdecydowała, że w sprawie małych przesyłek trzeba zadziałać szybciej.
Na decyzję ministrów finansów wpłynęła też gigantyczna skala importu z wykorzystaniem tego zwolnienia celnego. Jak zauważył Valdas Dombrovskis, unijny komisarz ds. gospodarki, tylko w 2024 r. do UE trafiło 4,5 miliarda takich przesyłek, a 91 proc. z nich pochodziło z Chin. Komisja Europejska szacuje, że aż 65 proc. z towarów importowanych tą drogą ma zaniżoną wartość w stosunku do cen rynkowych.
Równe szanse
– Zapewnimy w ten sposób równe szanse konkurencyjne dla europejskich firm i ograniczymy napływ tanich towarów – powiedziała Stephanie Lose, minister gospodarki Danii (ten kraj sprawuje obecnie prezydencję w UE).
Oprócz zniesienia zwolnienia celnego, Komisja Europejska zaproponowała już przed kilkoma miesiącami, by kraje członkowskie we własnym zakresie nakładały podatki na towary z małych przesyłek i podejmowały inne działania mające na celu powstrzymywanie zalewu tanich produktów z Chin. Wśród tych propozycji jest m.in. wprowadzenie opłaty w wysokości 2 euro za każdą taką przesyłkę. Taką opłatę mają wprowadzić w najbliższym czasie Włochy i Francja. Ponadto francuskie władze celne rozpoczęły akcję ścisłej weryfikacji zawartości małych przesyłek. W rezultacie wiele z tych towarów nie zostało dopuszczonych do obrotu ze względu na niespełnianie wymogów bezpieczeństwa konsumentów.
Zwolnienie celne dla przesyłek o wartości do 150 euro pochodzi z czasów, gdy jeszcze nie funkcjonowały wielkie platformy sprzedażowe oferujące towary z Dalekiego Wschodu. Jak wspomina Agnieszka Kisielewska, doradca podatkowy i partner w firmie doradczej Halcyon, przed rozwojem międzynarodowego handlu elektronicznego to zwolnienie było stosunkowo rzadko wykorzystywane i nie miało znaczącego wpływu na gospodarkę Unii Europejskiej.
Gdyby te same towary sprowadzano w zwykłych procedurach celnych, mogłyby podlegać cłom – zarówno zwykłym, jak też dodatkowym, przeciwdziałającym dumpingowi i subsydiom.
– Jednak w praktyce stosowanie takich dodatkowych środków musi być poprzedzone długą i skomplikowaną procedurą. Dlatego tym lepiej, że osiągnięto porozumienie w sprawie likwidacji zwolnienia dla małych przesyłek. Zresztą w tej sprawie wcześniej apelowały różne organizacje branżowe z Unii, w tym bardzo mocno polska Izba Gospodarki Elektronicznej – komentuje Agnieszka Kisielewska.
Ekspertka uważa, że na likwidacji zwolnienia dla małych przesyłek nie powinno się skończyć działanie władz Unii Europejskiej w sprawie wyrównywania ram konkurencyjnych na unijnym rynku. – Wiadomo przecież, że władze np. Chin będą się starały na różne sposoby wzmocnić pozycję swoich firm, a dotychczasowa praktyka pokazuje, że robią to na swoich zasadach – dodaje Agnieszka Kisielewska.
Zostanie zwolnienie dla prywatnych przesyłek
Walka z tanim importem z Dalekiego Wschodu powinna jednak oszczędzić inne zwolnienie z cła, które nie dotyczy obrotu biznesowego. Otóż osoba fizyczna spoza UE może przesłać innej osobie fizycznej mieszkającej w Unii w jednej przesyłce towary o wartości do 45 euro.
Jednym z warunków takiego zwolnienia jest to, by osoba otrzymująca taki towar nie musiała uiszczać za tę przesyłkę żadnych opłat, a liczba nadsyłanych towarów nie może wskazywać na przeznaczenie handlowe. W takich przesyłkach można nawet umieszczać alkohole, wyroby tytoniowe czy perfumy, o ile nie przekraczają ustalonych norm ilościowych (podobnie jak w przywozie przez podróżnych). Tymczasem planowane do likwidacji zwolnienie przesyłek o wartości do 150 euro nie obejmuje takich wyrobów.
Notariusz na razie nie rozwiedzie
W ubiegłym tygodniu rząd przyjął projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który przewiduje możliwość pozasądowego rozwiązania małżeństwa przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego. To opcja dla osób, które chcą zgodnie rozwiązać swoje małżeństwo i nie mają małoletnich dzieci. Prace nad nowelizacją trwały od maja i dopóki nie został przyjęty przez rząd, notariusze mieli nadzieję, że także oni uzyskają możliwość udzielania rozwodów pozasądowych.
– To jest kwestia przyszłości. Na ten moment zdecydowaliśmy się na kierowników urzędów stanu cywilnego i będziemy obserwować jaki będzie odbiór społeczny nowej możliwości pozasądowego rozwiązywania małżeństw. Na razie nie było dyskusji w rządzie o tym, by wprowadzić rozwody notarialne – mówi „Rzeczpospolitej” Arkadiusz Myrcha, wiceminister Myrcha.
W rządzie dyskusji nie było, ale w przestrzeni publicznej pojawiła wypowiedź ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka odbierana jako zapowiedź wprowadzenia rozwodów notarialnych. Na październikowej konferencji Rady Izby Notarialnej w Katowicach, Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego i Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości szef resortu mówił, że jest zwolennikiem przekazania notariuszom jak największej liczby czynności, które teraz zapychają sądy.
– Jednym z moich pomysłów, którym chciałbym wywołać dyskusję, jest to, żeby rozwody, także tam, gdzie są małoletnie dzieci, mogły być w przyszłości przeprowadzane przez notariuszy – mówił minister Żurek.
Odciążanie sądów
Według jego koncepcji rozwód notarialny, w przypadku małżeństw z dziećmi, musiałby być poprzedzony zawarciem aktu rodzicielskiego planu opiekuńczego, który szczegółowo regulowałby opiekę na dziećmi i kwestie ich utrzymania. Dopiero drugim krokiem miałby być sam rozwód przed notariuszem. Trzecim, o ile taka byłaby wola rozwodzących się małżonków, mógłby być podział majątku dorobkowego.
– To wymagałoby umiejętności mediowania, a notariusze ją mają – dodał minister Żurek, chwaląc rzetelność notariatu i dbałość o jakość wykonywania pracy.
W zamyśle ministra umożliwienie notariuszom przeprowadzenia rozwodów odciążyłoby sądy i ułatwiłoby obywatelom szybsze dochodzenie sprawiedliwości w innych sprawach.
Przesłane „Rz” oficjalne stanowisko ministerstwa potwierdza to, co we wcześniejszej rozmowie powiedział minister Myrcha.
„Obecnie przyjęty przez rząd projekt UDER24, wprowadzający rozwody przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego, jest elementem planowanych zmian w prawie rodzinnym i rozwodowym. W dalszej kolejności planujemy prace legislacyjne, mające na celu wprowadzenie możliwości przeprowadzania procedury rozwodu pozasądowego także przed notariuszami. Te propozycje, w przeciwieństwie do projektu UDER24 nie mają jeszcze kształtu gotowego projektu. Po przeprowadzeniu analizy, jeśli zapadnie stosowna decyzja, taka możliwość zostanie wprowadzona na drodze oddzielnej nowelizacji przepisów prawa” – pisze MS.
Przypomnijmy, że takie analizy były już prowadzone. Powierzenie pozasądowego rozwiązywania małżeństw kierownikom USC i notariuszom postulował zespół deregulacyjny SprawdzaMy Rafała Brzoski. To że ostatecznie wybór projektodawcy padł na tych pierwszych jest rezultatem rekomendacji działającej przy ministrze sprawiedliwości Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Rodzinnego (KKPR). Jej zdaniem przeprowadzanie rozwodu przez kierownika USC nada tej czynności odpowiednią rangę i wymusi namysł małżonków.
Pojawił się też argument ekonomiczny. Rozwód przed kierownikiem USC jest, według KKPR, tańszym dla obywatela rozwiązaniem nim przed notariuszem. Ten argument trudno zweryfikować, bo skoro dziś notariusze nie udzielają rozwodów, to w ich taksie nie ma takiej pozycji. Dodatkowo wynagrodzenie za czynności notarialne ustala w rozporządzeniu minister sprawiedliwości i to od niego zależałby koszt notarialnego rozwodu.
Opcja, nie obowiązek
Polska, wprowadzając możliwość rozwodu przed notariuszem, nie byłaby prekursorem takich rozwiązań. Rozwody notarialne funkcjonują w Estonii, na Litwie, w Rumunii, we Francji, Grecji i Słowenii. Przy czym jest to dodatkowa opcja, która nie zamyka drogi do sądu. Tak ma też być w Polsce jeśli chodzi o rozwody przed kierownikami USC.
„W każdym przypadku, nawet jeśli będą spełnione przesłanki dopuszczalności rozwodu pozasądowego, ale jeden z małżonków nie będzie chciał przeprowadzenia procedury rozwiązania małżeństwa przed kierownikiem USC (bądź notariuszem), będzie miał możliwość złożenia pozwu rozwodowego na dotychczasowych zasadach” – zastrzega resort w odpowiedzi przesłanej „Rz”.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Tomasz Karłowski
notariusz, prezes Rady Izby Notarialnej w Warszawie
Decyzja o rozwodzie jest zawsze trudna, emocjonalnie obciążająca i nie sprowadza się wyłącznie do formalnego zakończenia małżeństwa. Wymaga, przede wszystkim, wsparcia prawnego i merytorycznego. Często bowiem wiąże się z koniecznością przeprowadzenia podziału majątku czy uregulowaniem spraw alimentacyjnych, a do takich czynności urzędy stanu cywilnego nie mają możliwości prawnych ani kompetencji. Powierzenie notariuszom prowadzenia rozwodów pozwoliłoby obywatelom uzyskać rzetelną pomoc w jednym miejscu, dokładne zrozumienie prawnych konsekwencji oraz uregulowanie wszystkich kwestii związanych z rozstaniem.
Kancelarie notarialne gwarantują przy tym pełną dyskrecję i komfort, którego brakuje w miejscu publicznym, jakim jest urząd. Dodatkowo, takie rozwiązanie byłoby naturalnym uzupełnieniem obecnych uprawnień notariuszy, którzy od lat są gwarantami bezpiecznego obrotu prawnego w kraju, zgodnie z europejskim dążeniem do odciążania sądów w bezspornych sprawach. Dla obywateli oznaczałoby możliwość przeprowadzenia rozwodu w sposób bardziej uporządkowany i mniej stresujący, przy jednoczesnym kompleksowym uregulowaniu wszystkich spraw wynikających z rozstania.
Odpowiedzialność karna za nadużycia mobbingowe w jednostkach publicznych
Stan faktyczny i przebieg postępowania
Płk rez. Z.W., pełniący w latach 2017–2018 funkcję kierownika zakładu dydaktycznego na wojskowej uczelni wyższej, został oskarżony o to, że jako funkcjonariusz publiczny wykonujący czynności w imieniu pracodawcy – Akademii w D. – uporczywie i złośliwie naruszał prawa pracownicze podległych mu pracowników oraz umyślnie przekraczał swoje uprawnienia, działając na szkodę interesu publicznego i prywatnego. Oskarżonemu zarzucano, że wielokrotnie:
- poniżał pracowników podczas odpraw, grożąc im utratą pracy, kierując wobec nich obraźliwe uwagi, podważając ich kompetencje oraz nakazując publiczne przedstawianie cotygodniowych raportów z ich aktywności zawodowej;
- znieważył jednego z podwładnych podczas rozmowy służbowej w swoim gabinecie;
- polecał pracownikom wykonywanie czynności związanych wyłącznie z jego prywatnymi sprawami, takich jak odwożenie samochodu do serwisu, wymiana opon, odbieranie mundurów z pralni czy robienie zakupów, co stanowiło działanie dla osiągnięcia korzyści osobistej;
- naruszał przepisy dotyczące zadaniowego czasu pracy pracowników dydaktycznych, nakazując im pracę w sztywnych godzinach oraz dodatkowe zajęcia ponad pensum, a także niewłaściwie dokumentował i rozliczał ich pracę ponadwymiarową;
- nakazał pracownikowi, aby wykonał zadanie służbowe w okresie zwolnienia z pracy z powodu opieki nad chorym dzieckiem;
- wydawał polecenia przekraczające kompetencje i zakres obowiązków pracowników, nie zapewniając im odpowiedniego przeszkolenia, odzieży ochronnej ani narzędzi, m.in. nakazując wykonywanie prac na wysokości, przenoszenie wyposażenia siłowni czy opracowanie materiałów graficznych (plakatu wielkoformatowego stanowiącego baner informacyjno-reklamowy).
Całość tych działań wypełniała znamiona czynu z art. 231 § 2 KK w zbiegu z art. 218 § 1a KK.
Stanowisko Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie
Wyrokiem z 5.6.2024 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie, So.9/21, uznał oskarżonego winnym i skazał do na karę 1 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 2 lata, grzywnę w wysokości 150 stawek dziennych (wysokość stawki dziennej – 20 złotych każda) oraz orzekł nawiązkę na przez pokrzywdzonych pracowników po 1 tys. złotych na rzecz każdego z nich.
Obrońca oskarżonego złożył apelację, podnosząc liczne zarzuty dotyczące domniemanych błędów w ustaleniach faktycznych, naruszeń zasady in dubio pro reo, braków w uzasadnieniu i pominięcia dowodów.
Rozstrzygnięcie SN
Sąd Najwyższy, wyrokiem z 3.6.2025 r., I KA 3/25, Legalis, uznał jednak, że postępowanie przed Sądem I instancji zostało przeprowadzone w sposób rzetelny i kompletny. Ocena dowodów, w tym zeznań pokrzywdzonych i opinii inspektora pracy, była prawidłowa, a opisane w apelacji „niedociągnięcia” nie miały miejsca lub nie wpływały na treść wyroku. Zarzuty obrony SN określił jako gołosłowne. Ostatecznie wyrok został w całości utrzymany w mocy.
Komentarz
Z punktu widzenia praktyki orzeczenie Sądu Najwyższego stanowi bardzo wyraźne potwierdzenie, w jaki sposób należy interpretować zarówno art. 231 § 2 KK, jak i art. 218 § 1a KK w odniesieniu do relacji pracodawca–pracownik w jednostkach publicznych. W zakresie przekroczenia uprawnień SN zaakcentował, że pojęcie „korzyści osobistej” w rozumieniu art. 231 § 2 KK obejmuje nie tylko korzyści materialne, lecz także te niemajątkowe, które przekładają się na ułatwienie życia osobistego funkcjonariusza. Jeżeli przełożony nakazuje pracownikowi wykonać czynności, które nie mają żadnego związku z obowiązkami służbowymi – takie jak pranie prywatnych rzeczy, załatwianie spraw zakupowych czy dostarczanie pojazdu do serwisu – wówczas jego działanie ma charakter instrumentalnego wykorzystania swojej funkcji i prowadzi do uzyskania realnej korzyści osobistej. Nie ma przy tym znaczenia, czy czynność ta jest jednorazowa, czy powtarzalna, ani czy wywołuje wymierny koszt po stronie pracownika. Kluczowe jest to, że pracownik wykonuje ją wyłącznie z uwagi na zależność służbową, a przełożony nadużywa swojej władzy.
W odniesieniu do art. 218 § 1a KK Sąd Najwyższy potwierdził, że uporczywe naruszanie praw pracowniczych może przybierać różne formy, a ich katalog nie jest zamknięty. Uporczywość może polegać zarówno na wielokrotnym powtarzaniu tych samych naruszeń, jak i na długotrwałym utrzymywaniu się atmosfery nacisku, zastraszania czy deprecjonowania pracowników. Za naruszenie praw pracowniczych uznano nie tylko działania związane z niewłaściwym rozliczaniem czasu pracy, lecz także wymaganie świadczenia pracy podczas usprawiedliwionej nieobecności oraz stosowanie praktyk poniżających i podważających godność pracownika. Nawet jeśli pojedyncze zdarzenia mogłyby zostać uznane za incydentalne, ich nagromadzenie i powtarzalność nadają im charakter uporczywości, który wypełnia znamiona przestępstwa.
Praktyczny wniosek z komentowanego orzeczenia jest jednoznaczny: przełożeni w jednostkach publicznych, zwłaszcza w strukturach o dużej hierarchii i dyscyplinie służbowej, muszą liczyć się z realnym ryzykiem odpowiedzialności karnej za działania naruszające prawa pracowników. Organy ścigania i sądy coraz częściej sięgają po instrumenty prawa karnego w sytuacjach, w których dochodzi do systemowych lub długotrwałych nadużyć. Dla jednostek organizacyjnych oznacza to konieczność wprowadzania procedur zapobiegających nadużyciom, transparentnego rozliczania czasu pracy oraz skutecznego reagowania na sygnały o nieprawidłowościach. Wyrok ten wzmacnia sygnał, że funkcja publiczna wiąże się z obowiązkiem szczególnej troski o przestrzeganie prawa, a każde odstępstwo od tych standardów może prowadzić do odpowiedzialności karnej.
Wyrok SN z 3.6.2025 r., I KA 3/25, Legalis
Rozszerzenie solidarnej odpowiedzialności w VAT
Zgodnie z art. 105a ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), podatnik, na rzecz którego dokonano dostawy towarów, o których mowa w załączniku nr 15 do VATU (zawiera towary i usługi objęte obowiązkowym MPP), odpowiada solidarnie wraz z podmiotem dokonującym tej dostawy za jego zaległości podatkowe, w części podatku proporcjonalnie przypadającej na dostawę dokonaną na jego rzecz, jeżeli w momencie dokonania tej dostawy podatnik wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku, przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę lub jej część, nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego.
Podatnik miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę towarów lub jej część nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego, jeżeli okoliczności towarzyszące tej dostawie towarów lub warunki, na jakich została ona dokonana, odbiegały od okoliczności lub warunków zwykle występujących w obrocie tymi towarami, w szczególności jeżeli cena za dostarczone podatnikowi towary była bez uzasadnienia ekonomicznego niższa od ich wartości rynkowej.
Od tej surowej zasady istnieje kilka odstępstw. Jedno z nich dotyczy towarów, za które nabywca zapłacił przy użyciu komunikatu przelewu dla płatności podzielonej MPP. Ministerstwo Finansów szykuje w tej kwestii zmiany.
MPP nie zwolni od solidarnej odpowiedzialności
Zgodnie z procedowanym obecnie projektem przepisów, mimo zapłaty z zastosowaniem mechanizmu podzielonej płatności, nabywca będzie objęty odpowiedzialnością solidarną za zaległości podatkowe sprzedawcy. Resort finansów twierdzi, że czteroletnie funkcjonowanie MPP wykazało, że mechanizm podzielonej płatności w niektórych przypadkach jest wykorzystywany niezgodnie z pierwotnymi założeniami. Identyfikowane są przypadki, w których środki z rachunku VAT, celem ich wyprowadzenia i „oczyszczenia” rachunku, są przeznaczane na zapłatę m.in. za fikcyjne faktury. Stąd właśnie ochrona, jaką daje zastosowanie mechanizmu podzielonej płatności, ma być wyłączona m.in. w przypadku, gdy nabywca wiedział, że faktura dokumentująca czynność, za którą należność została zapłacona z zastosowaniem mechanizmu podzielonej płatności, została wystawiona przez podmiot nieistniejący, stwierdza czynności, które nie zostały dokonane albo podaje kwoty niezgodne z rzeczywistością. Będą to zatem wyłącznie sytuacje szeroko rozumianego oszustwa i nadużycia prawa.
Solidarna odpowiedzialność także dla usług…
Propozycja MF dotyczy objęcia odpowiedzialnością solidarną nabywcy usług wymienionych w załączniku nr 15 do VATU. Na dziś, tego typu odpowiedzialność jest stosowana wyłącznie do towarów wymienionych w tym załączniku. Praktyka pokazała, że również w przypadku usług wymienionych w załączniku nr 15 do VATU zachodzi potrzeba wprowadzenia takiej odpowiedzialności. Odpowiedzialność ma być stosowana w odniesieniu do usług, których wartość nie przekracza 15 000 zł. Zatem odpowiedzialność solidarna ma dotyczyć transakcji, które ze względu na wartość nie są objęte obowiązkiem zastosowania mechanizmu podzielonej płatności.
Przesłanki pozytywne, jak i negatywne odpowiedzialności mają być tak jak dotychczas przedmiotem czynności dowodowych. Znajdzie ona zastosowanie zatem wtedy, gdy usługobiorca wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę towarów lub świadczenie usług lub ich część nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego
… w tym także dla usług niematerialnych
To propozycja wywołująca najwięcej kontrowersji. Projektodawca proponuje wprowadzenie odpowiedzialności solidarnej w odniesieniu do niektórych usług niematerialnych. Chodzi konkretnie o usługi związane z oprogramowaniem, usługi związane z doradztwem w zakresie oprogramowania komputerowego, usługi zarządzania stronami internetowymi (hosting), usługi rachunkowo-księgowe, usługi doradztwa związane z prowadzeniem działalności gospodarczej i usługi zarządzania, usługi doradcze w zakresie projektów architektoniczno-budowlanych, usługi w zakresie badań naukowych i prac rozwojowych, usługi reklamowe, usługi badania rynku i opinii publicznej, pozostałe usługi profesjonalne, naukowe i techniczne, gdzie indziej niesklasyfikowane, usługi związane z zatrudnieniem, usługi związane z administracyjną obsługą biura i pozostałe usługi wspomagające prowadzenie działalności gospodarczej.
W przypadku usług niematerialnych odpowiedzialność solidarna dotyczyć ma usług bez względu na ich wartość. Zaznaczyć bowiem należy, że usługi niematerialne nie są objęte obowiązkową formą mechanizmu podzielonej płatności.
Komentarz
Lista usług niematerialnych podlegających odpowiedzialności solidarnej powstała na bazie analizy przeprowadzonej przez KAS. Wykazała ona, że nieuczciwi przedsiębiorcy stosunkowo często posługują się tzw. „pustymi fakturami”, których przedmiotem są te konkretne usługi niematerialne. O szerokim wykorzystywaniu usług niematerialnych przy wystawianiu tzw. „pustych faktur” świadczy również bogate orzecznictwo sądów administracyjnych, dotyczące wykluczenia prawa do odliczenia VAT wykazanego na fakturach dokumentujących fikcyjne usługi niematerialne.
Usługi niematerialne przeżywają na gruncie przepisów VAT swoją kolejną już młodość. Wraz z wejściem w życie 1.7.2021 r. rozporządzenia Ministra Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej z 29.6.2021 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie szczegółowego zakresu danych zawartych w deklaracjach podatkowych i w ewidencji w zakresie podatku od towarów i usług (Dz.U. z 2021 r. poz. 1179), dookreślono sposób oznaczania wybranych usług niematerialnych kodem GTU 12, w oparciu o konkretne wskazane w nich kody statystyczne PKWiU.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by odliczać podatek VAT z tytułu nabywania usług niematerialnych. Podatnicy powinni mieć jednak świadomość, że organy podatkowe mogą w takim przypadku oczekiwać od podatnika dowodów i potwierdzeń wykonania takich usług. Chodzi o różnego rodzaju raporty, zestawienia, oświadczenia i protokoły, z których jasno wynika, że usługa faktycznie została wykonana, a jej wartość odpowiada zakresowi.
Oczywiście, oczekiwanie przez fiskusa wykazywania takich dowodów nie ma wprost oparcia ani w przepisach ogólnego prawa podatkowego, ani w unormowaniach VATU, co zdarza się podnosić sądom administracyjnym (przykładowo WSA w Gliwicach w wyroku z 18.7.2019 r., I SA/Gl 448/19, Legalis). Te same sądy rozpatrują jednak później sprawy, co do których istnieje uzasadnione podejrzenie wyłudzeń podatkowych w oparciu o puste faktury, o których mowa w art. 88 ust. 3a pkt. 4 lit. a VATU – dokumentujące czynności, które nie zostały dokonane.
O kolekcjonowaniu dowodów wykonania usług niematerialnych należy więc zdecydowanie pamiętać. Teraz być może dojdzie kolejna podatkowa pułapka. Przesłanki odpowiedzialności w przypadku usług niematerialnych będą analogiczne, jak w przypadku towarów i usług wymienionych w załączniku nr 15 do ustawy o VAT.
Brak zwrotu zaliczki przy niewywiązaniu się z umowy to nie oszustwo
Stan faktyczny i przebieg postępowania
Sąd Rejonowy w Strzyżowie wyrokiem z 19.6.2024 r., II K 50/24, uznał D.O. za winnego tego, że prowadząc działalność gospodarczą pobrał od klienta – W.R. zaliczkę w wysokości 4564 zł na poczet dostarczenia i montażu zamówionego towaru w postaci paneli fotowoltaicznych, z którego to zobowiązania się nie wywiązał, jak również nie zwrócił kwoty zaliczki, to jest przestępstwa z art. 286 § 1 KK. Oskarżonemu wymierzono karę 1 roku pozbawienia wolności, a także zobowiązano go do naprawienia szkody.
Wyrok uprawomocnił się 27.6.2024 r. – żadna ze stron nie złożyła apelacji.
Od powyższego wyroku kasację na korzyść skazanego wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując, że zachowanie oskarżonego nie wyczerpało wszystkich ustawowych znamion występku oszustwa. Podnosząc ten zarzut Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i uniewinnienie D.O. od przypisanego mu czynu.
Nienależyte wykonanie zobowiązania cywilnoprawnego
SN w całości podzielił argumentację RPO i uznając kasację za „oczywiście zasadną” uchylił wyrok sądu I instancji. Sąd kasacyjny podkreślił, że przestępstwo oszustwa, należy do specyficznych przestępstw przeciwko mieniu, gdyż istotnym czynnikiem sprawczym dla niekorzystnej dyspozycji majątkowej jest fałsz. Działanie sprawcy sprowadza się do trzech sposobów wprowadzenia w błąd, wyzyskania błędu, wyzyskania niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania.
Pierwsze dwa sposoby odnoszą się do błędu pokrzywdzonego – jego wyobrażenie o rzeczywistości nie odpowiada faktom w zakresie istotnym dla podjęcia decyzji o rozporządzeniu mieniem. Sprawca albo wywołuje ten błąd, przedstawiając fałszywy obraz rzeczywistości, albo wykorzystuje sytuację, gdy pokrzywdzony z innego powodu już znajduje się w błędzie. Trzeci sposób popełnienia przestępstwa wiąże się ze szczególnymi cechami osoby dokonującej rozporządzenia mieniem. Jej niezdolność do należytego pojmowania przedsiębranego działania może mieć charakter trwały lub przejściowy.
Wszystkie inne sposoby wywołania skutku w postaci niekorzystnego rozporządzenia mieniem pozostają poza zakresem kryminalizacji przepisu art. 286 § 1 KK. Samo pobranie zaliczki i niewykonanie umowy nie mieszczą się zatem w żadnym z ustawowych sposobów popełnienia tego przestępstwa. Niewywiązanie się z umowy stanowi wyłącznie nienależyte wykonanie zobowiązania cywilnoprawnego, a nie czyn zabroniony.
Komentarz
Orzeczenie to jest nie tylko wyrazem stosowania zasady nullum crimen sine lege, zgodnie z którą żaden czyn nie może być uznany za przestępstwo, jeśli jego znamiona nie są wyraźnie określone w ustawie, ale również pokazuje, jak ważne jest utrzymanie balansu między odpowiedzialnością cywilną a karną.
Prawo karne i prawo cywilne mają różne funkcje oraz granice odpowiedzialności. Choć sam fakt pobrania zaliczki i niewywiązania się z umowy jest naganny, to jednak nie każde zachowanie naganne powinno rodzić konsekwencje karnoprawne. Takie podejście pozwala zapobiegać nadmiernemu „przenoszeniu” sporów kontraktowych na grunt prawa karnego i jasno pokazuje, że prawo karne nie służy do rozstrzygania sporów kontraktowych.
Wyrok SN z 17.6.2025 r., III KK 216/25, Legalis
Rząd planuje wzmocnić ochronę obywateli
Kluczowe rozwiązania
- Wyłączenie PrZamPubl – nie będzie ono stosowane do wydatków na infrastrukturę zapewniającą schronienie, łączność, usługi teleinformatyczne oraz systemy wykrywania, powiadamiania, ostrzegania i alarmowania.
- Finansowanie wieloletnie – jednostki sektora finansów publicznych, realizujące zadania z programu, będą mogły zaciągać zobowiązania wykraczające poza dany rok budżetowy, do wysokości 80% limitów wydatków przewidzianych dla nich w Programie.
- Nowe zasady dla miejsc doraźnego schronienia (MDS) – doprecyzowano wymogi dotyczące obowiązkowej pojemności i wielkości MDS w nowo wznoszonych budynkach.
- Nowa kategoria „miejsc przydatnych do tymczasowego ukrycia” – wprowadzono nową kategorię obiektów do ewidencji, które mają być zgłaszane przez komendantów PSP.
- Obowiązek udostępnienia ukryć – w razie ogłoszenia alarmu, właściciele „miejsc przydatnych do tymczasowego ukrycia” będą musieli udostępnić je chroniącej się ludności.
- Gwarancje częstotliwości dla SBŁP – projekt wprowadza zmiany w Prawie komunikacji elektronicznej, gwarantując operatorowi Systemu Bezpiecznej Łączności Państwowej dostęp do częstotliwości niezbędnych dla podsystemu łączności mobilnej (SBŁP-M).
- Finansowanie delegowanych funkcjonariuszy – należności funkcjonariuszy Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i SOP oddelegowanych do MSWiA lub jednostek podległych będzie wypłacać jednostka, która ich delegowała (macierzysta).
- Rozszerzenie możliwości finansowania – środki na ochronę ludności będzie można przeznaczyć także na wsparcie innych służb resortu spraw wewnętrznych (np. Policji, SG) realizujących zadania wspierające, np. zabezpieczenie ewakuacji.
- Uproszczenie programu ochrony ludności – program będzie ustalany uchwałą Rady Ministrów na 5 lat i będzie wymagał uzgodnienia tylko z MON oraz opinii Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
- Rzadsze szkolenia – zmniejszono częstotliwość obowiązkowych szkoleń dla osób wykonujących zadania ochrony ludności – będą się odbywać nie rzadziej niż raz na 2 lata.
Geneza i główne cele zmian
Celem nadrzędnym projektu jest przygotowanie państwa do skuteczniejszej ochrony ludności w sytuacjach kryzysowych. Pierwsze doświadczenia z realizacji „Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025–2026” pokazały, że dotychczasowe ramy prawne są niewystarczające.
Identyfikowano dwa główne problemy:
- Sztywność procedur – stosowanie PrZamPubl znacząco utrudnia i spowalnia osiąganie celów Programu, zwłaszcza przy budowie infrastruktury krytycznej dla bezpieczeństwa państwa.
- Sztywność finansowania – zasady budżetowe uniemożliwiały elastyczne zarządzanie środkami Programu i zaciąganie zobowiązań wieloletnich, co jest kluczowe przy skomplikowanych inwestycjach.
Nowelizacja ma na celu usunięcie tych barier poprzez:
- wyłączenie PrZamPubl dla kluczowych inwestycji w infrastrukturę ochronną,
- wprowadzenie elastycznych mechanizmów finansowych, pozwalających na zaciąganie zobowiązań wykraczających poza rok budżetowy,
- usprawnienie procedur przyjmowania 5-letniego Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej,
- doprecyzowanie wymogów technicznych dla budowli ochronnych, w tym MDS, o co postulowali projektanci i budowlańcy,
- zagwarantowanie niezbędnych częstotliwości dla państwowej łączności kryzysowej.
Koniec z przetargami na kluczową infrastrukturę
To najważniejsza zmiana w projekcie, która wyłącza stosowanie PrZamPubl przy inwestycjach w infrastrukturę schronową, systemy łączności oraz systemy ostrzegania. W uzasadnieniu powołano się na prawo unijne, w tym art. 15 ust. 3 dyrektywy Parlamentu Europejskiego I Rady 2014/24/UE z 26.2.2014 r. w sprawie zamówień publicznych, uchylająca dyrektywę 2004/18/WE (Dz.U. UE L z 2014 r. Nr 94, s. 65) oraz art. 346 TFUE. Przepisy te pozwalają na odstąpienie od procedur zamówień, gdy w grę wchodzą podstawowe interesy państwa w zakresie bezpieczeństwa, a ochrona tych interesów nie może być zagwarantowana przez mniej inwazyjne środki.
Wyłączenie nie jest jednak absolutne. Będzie dotyczyć tylko wydatków finansowanych ze środków, o których mowa w art. 155 ust. 2 pkt 3 ustawy z 5.12.2024 r. o ochronie ludności i obronie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1907; dalej: OchrCywU). Jeżeli, zamówienie będzie finansowane z różnych źródeł, wyłączenie nie będzie stosowane i procedury PrZamPubl lub inne będą obowiązywać.
Zamawiający będą musieli spełnić minimalne wymogi, takie jak publikacja ogłoszenia w BIP, zapewnienie przejrzystości, ochrona tajemnicy przedsiębiorstwa oraz stosowanie zasad wyłączenia osób po stronie zamawiającego.
Większa elastyczność finansowa
Drugim filarem zmian jest uelastycznienie finansowania, uregulowane w znowelizowanym art. 156 OchrCywU. Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej będzie przyjmowany na 5 lat uchwałą Rady Ministrów i nie będzie programem wieloletnim w rozumieniu ustawy o finansach publicznych. Kluczowy jest nowy ust. 7 w art. 156 OchrCywU, który pozwala jednostkom sektora finansów publicznych na zaciąganie zobowiązań wieloletnich do wysokości 80% limitu wydatków przewidzianych dla nich w programie. Jest to model wzorowany na programach modernizacyjnych MSWiA oraz Sił Zbrojnych RP.
Nowe zasady dla schronów i miejsc ukrycia
Nowelizacja wprowadza długo oczekiwane przez branżę budowlaną doprecyzowanie art. 94 OchrCywU. Określono, jak obliczać minimalną pojemność MDS w nowych budynkach, co było postulowane przez projektantów. Obliczenia te opierają się na wskaźnikach powierzchni użytkowej na osobę lub liczbie miejsc postojowych w garażach podziemnych.
Dodatkowo uporządkowano ewidencję obiektów, wprowadzając w art. 91a OchrCywU nową kategorię: „miejsca przydatne do tymczasowego ukrycia ludności”. Obejmuje ona obiekty, które nie są formalnie budowlami ochronnymi, ale mogą zapewnić podstawową ochronę. Co kluczowe, nowy art. 103a OchrCywU nakłada na właścicieli tych miejsc obowiązek ich udostępnienia ludności w razie ogłoszenia alarmu.
Zmiany w finansowaniu służb i gwarancje łączności
Projekt modyfikuje ustawę z 6.4.1999 r. o Policji (t.j. Dz. U. z 2025 r. poz. 636), ustawę z 12.10.1990 o Straży Granicznej (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 914), ustawę z 24.8.1991 r. o Państwowej Straży Pożarnej (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1312), ustawę z 8.12.2017 r. o Służbie Ochrony Państwa (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 34). Dotychczas funkcjonariusze oddelegowani do pracy w MSWiA lub jednostkach podległych ministrowi mieli wypłacane należności przez te jednostki. Nowe przepisy wprowadzają zasadę, że koszty te będzie ponosić jednostka macierzysta, która delegowała funkcjonariusza. Zmiana ta obejmie także funkcjonariuszy oddelegowanych jeszcze przed wejściem w życie nowelizacji.
Kluczowa jest również zmiana w ustawy z 12.7.2024 r. – Prawo komunikacji elektronicznej (Dz.U. z 2024 r. poz. 1221). Nowy art. 68a tej ustawy zobowiązuje Prezesa UKE w uzgodnieniu z MSWiA do zapewnienia odpowiednich częstotliwości dla Systemu Bezpiecznej Łączności Państwowej, w szczególności dla SBŁP-M.
Terminy wejścia w życie i przepisy przejściowe
Projekt przewiduje wejście w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia. Jest to uzasadnione ważnym interesem państwa oraz koniecznością natychmiastowej optymalizacji przepisów i wykorzystania środków przewidzianych w Programie na lata 2025-2026.
Kiedy bank nie zwróci środków przejętych przez oszustów
Jakiś czas temu Polskę zelektryzowała wiadomość o masowej kradzieży środków pieniężnych z rachunków prowadzonych przez popularny bank komercyjny. Działo się to w weekend, natomiast już w poniedziałek bank poinformował, że wszystkie środki zostały poszkodowanym klientom zwrócone.
Nieautoryzowana transakcja płatnicza
Jak się później okazało, kradzieże zostały dokonane przy wykorzystaniu metody zwanej skimmingiem, tj. kopiowania danych z paska magnetycznego karty bankomatowej. Wachlarz metod, które cyberprzestępcy stosują, aby dobrać się do pieniędzy ulokowanych na rachunkach bankowych, jest jednak znacznie szerszy. Najpopularniejsze z nich to phishing, polegający na podszywaniu się pod zaufane instytucje celem wyłudzenia danych umożliwiających logowanie się do bankowości elektronicznej. Stosowane są też techniki mniej wyrafinowane, jak ciesząca się złą sławą metoda „na wnuczka” oraz bardziej wysublimowane, takie jak instalacja złośliwego oprogramowania przechwytującego zrzuty ekranu i komunikaty wprowadzane do pamięci komputera za pomocą klawiatury.
Efekt takich zabiegów jest zazwyczaj taki sam – pieniądze znikają z konta. Ustawa określa to jako nieautoryzowaną transakcję płatniczą. Kwotę, która zniknęła, bank powinien klientowi zwrócić. Pytanie jednak, czy zawsze?
Uwierzytelnienie nie oznacza zgody
Przed udzieleniem odpowiedzi na postawione pytanie trzeba przybliżyć kilka prawniczych technikaliów i kluczowych pojęć. Po pierwsze, należy odróżnić autoryzację transakcji płatniczej od uwierzytelnienia. Uwierzytelnienie to w bankowości elektronicznej proces weryfikacji tożsamości, który odbywa się najczęściej za pomocą wskazania loginu, hasła lub odcisku palca. Obrazowo można powiedzieć, że odpowiada na pytanie: kim jesteś? Autoryzacja transakcji oznacza zaś zgodę klienta banku na jej dokonanie.
W konsekwencji trzeba zauważyć, że samo pomyślne ukończenie procesu uwierzytelnienia nie prowadzi do uznania transakcji za autoryzowaną. Transakcja będzie nieautoryzowana wtedy, gdy została dokonana bez zgody użytkownika. Wówczas kwota, na którą takiej transakcji dokonano, powinna podlegać zwrotowi. Innymi słowy, nawet jeśli oszust uwierzytelni się i dokona wypłaty z naszego rachunku, to transakcja wciąż będzie miała charakter nieautoryzowanej.
Ustawa o usługach płatniczych wyłącza natomiast odpowiedzialność banków w przypadku, w którym do nieautoryzowanej transakcji dochodzi wskutek umyślnego lub rażąco niedbałego działania klienta. W szczególności chodzi tutaj o obowiązek chronienia danych umożliwiających autoryzację użytkownika.
Zdawać by się bowiem mogło, że jeżeli bank nie ponosi winy za zniknięcie środków z rachunku, to klientowi ich zwrot się nie należy. Zwłaszcza, jeśli klient sam swoim nierozważnym działaniem doprowadził do kradzieży pieniędzy z jego własnego konta.
Wyłączenie odpowiedzialności
Niestety, w mej opinii, przepisy ustawy o usługach płatniczych są wadliwie interpretowane i stosowane przez instytucje państwowe. To w rezultacie prowadzi do niezgodnej z przepisami, a wręcz patologicznej sytuacji, w której próbuje się obciążać bank obowiązkiem zwrotu w każdym przypadku nieautoryzowanej transakcji.
Kilka przykładów z naszej praktyki. Klientka banku zamieściła na portalu aukcyjnym ogłoszenie o sprzedaży. Za pośrednictwem portalu kontaktuje się z nią przestępca podszywający się pod zainteresowanego kupca. Namawia klientkę do sparowania z systemem bankowości internetowej nowego telefonu komórkowego. Klientka – z przyczyn trudnych do wyjaśnienia – decyduje się na ten krok. Na jej telefon przychodzą wiadomości z banku konieczne do umożliwienia obsługi rachunku z innego telefonu. Zawsze zawierają – napisane wielkimi literami i opatrzone wykrzyknikiem – ostrzeżenie: „Uwaga: nadajesz dostęp do bankowości elektronicznej nowemu urządzeniu, nie przekazuj nikomu tej wiadomości, jeśli nie dokonujesz takiej czynności, natychmiast skontaktuj się z bankiem”. Klientka ostrzeżenie ignoruje. Nadaje dostęp do jej rachunku telefonowi komórkowemu trzymanemu w ręce przez oszusta. W kilka minut później traci około 30 tys. zł oszczędności.
Inny, jeszcze bardziej jaskrawy, przypadek. Do klienta banku dzwoni oszust podający się za policyjnego detektywa prowadzącego śledztwo. Oświadcza, że dane logowania klienta do systemu bankowości elektronicznej są nieodzowne dla celów prowadzonego przez rzekomego policjanta dochodzenia w sprawie przestępstwa prania brudnych pieniędzy. Klient dane udostępnia. Z jego konta wyparowuje kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Klienci natychmiast żądają od banku zwrotu, przesyłają reklamację. Bank – moim zdaniem słusznie – odmawia, wytykając klientom rażące niedbalstwo. Klienci skarżą się instytucji powołanej do ich wspierania w sporach z uczestnikami rynku finansowego. Instytucja ta oświadcza, że o odmowie zwrotu środków nie może być mowy, albowiem klienci „padli ofiarą zabiegów socjotechnicznych”. Bank, zdaniem tej instytucji, ma pieniądze natychmiast zwrócić, a potem ewentualnie procesować się o ich odzyskanie z nieostrożnym klientem.
Czym jest rażące niedbalstwo?
Opisane wyżej przypadki to zdarzenia z życia wzięte. Demonstrują, w jaki sposób przepisy słuszne i chroniące ludzi rozsądnych są stosowane w sposób szkodliwy dla obrotu gospodarczego i klientów banków. Ustawa o usługach płatniczych stanowi wprost – bank za transakcję, do której doszło wskutek rażącego niedbalstwa, nie odpowiada. Powstaje zatem pytanie – co jeszcze musiałoby się wydarzyć, aby klient mógł zostać uznany za rażąco niedbałego?
Tymczasem rażące niedbalstwo to pojęcie tradycyjne, w prawie cywilnym obecne od czasów rzymskich. Od setek lat oznacza to samo, tj. postępowanie, które w znaczący sposób odbiega od przeciętnego zachowania rozsądnego człowieka. Wracając do opisanych wyżej przypadków – czy przeciętnie rozsądny człowiek, ostrzeżony o skutkach swoich działań, na prośbę nieznajomej osoby powinien umożliwić jej korzystanie ze swojego rachunku bankowego za pomocą nowego urządzenia mobilnego? Czy przeciętnie rozsądny człowiek, przez telefon, powinien niespotkanemu wcześniej detektywowi wskazać dane logowania do bankowości elektronicznej? Odpowiedź jest jasna.
Sam fakt, że klient banku stał się ofiarą oszustwa nie powinien wyłączać obowiązku oceny – czy to przez bank, czy też instytucje państwowe, a finalnie sądy – tego, czy klient działał rozsądnie. Zabiegi socjotechniczne stosowane przez oszustów nie zwalniają z obowiązku ostrożności, myślenia i dbałości o własny majątek. Prościej – mamy obowiązek nie dać się oszukać, chyba że działania oszusta są wyjątkowo podstępne, co jednak zdarza się stosunkowo rzadko.
Ocena okoliczności oszustwa
Powiedzmy zatem wprost – bank nie zawsze odpowiada za nieautoryzowane transakcje płatnicze. Ma prawo oceny okoliczności, w jakich do takiej transakcji doszło. Jeśli dostrzeże rażące niedbalstwo po stronie klienta, nie ma obowiązku zwracać środków. Przepisy, które dają bankowi takie uprawnienie, obowiązują od lat. Niestety dotychczasowa praktyka instytucji państwowych nie była – i nadal nie jest – prawidłowa. Choć brakuje jeszcze orzeczenia Sądu Najwyższego, karta odwraca się jednak w orzecznictwie. Sądy powszechne coraz silniej akcentują obowiązek szczegółowego badania zachowania użytkownika bankowości elektronicznej i zwracają uwagę na zwykły brak rozsądku i podstawowej ostrożności. Gdyby każdy z nas pamiętał o zachowaniu chociaż minimalnej czujności, do znacznej części nieautoryzowanych transakcji po prostu by nie dochodziło.
Autor jest adwokatem w kancelarii White Owl.
Wydanie pozwolenia na budowę wbrew zapisom planu miejscowego
Stan faktyczny
NSA rozpoznał skargę kasacyjną od wyroku WSA w Warszawie z 14.3.2023 r., VII SA/Wa 2183/22, Legalis w sprawie ze skargi na decyzję Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego (GINB) w przedmiocie stwierdzenia nieważności decyzji i skargę tę oddalił.
W sprawie WSA wcześniej oddalił skargę na decyzję GINB, którą trzymano w mocy decyzję Wojewody Zachodniopomorskiego, którą z kolei stwierdzono nieważność decyzję Starosty Polickiego zatwierdzającą projekt budowlany i udzielającą pozwolenia na budowę wolnostojącego budynku usługowego dwulokalowego z funkcją mieszkalną wraz z zewnętrznymi instalacjami.
Uzasadniając oddalenie powyższej skargi WSA w Warszawie podkreślił, że kwestię sporną w niniejszej sprawie stanowi wskazane przez organy rażące naruszenie art. 35 ust. 1 pkt 1 ustawy z 7.7.1994 r. Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418; dalej: PrBud), tj. zaistniała niezgodność przedłożonego projektu budowlanego z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (m.p.z.p.), a precyzyjniej przekroczenie powierzchni zabudowy, przekroczenie ustalonej linii zabudowy od strony ul. 31aKD oraz usytuowanie budynku prostopadłe (szczytowe) do ul. 31aKD, nie zaś kalenicowe.
Odnosząc się do powyższego Sąd zauważył, że teren, na którym zaprojektowano zamierzenie inwestycyjne, objęty jest m.p.z.p. W projekcie budowlanym wskazano, że powierzchnia zabudowy budynku wynosi 213 m² i stanowi 24,4 % powierzchni całej dz. nr […] o pow. 874 m². Jak trafnie zwróciły uwagę organy nadzoru, powyższą wartość projektant błędnie wyliczył w odniesieniu do całej działki inwestycyjnej, nie uwzględniając, że leży ona na trzech oddzielnych terenach ujętych w m.p.z.p., a więc nie tylko na terenie 58U,P+MJ, ale również na terenie 31aKD i 31bKD. Przewidziana natomiast w m.p.z.p. powierzchnia zabudowy do 30% powierzchni działki odnosi się jedynie do tej jej części, która znajduje się na terenie 58U,P+MJ.
Z kolei pozostałe części działki, zlokalizowane na terenie 31aKD i 31bKD, mają zostać wykorzystane do realizacji na nich ulicy dojazdowej – drogi gminnej, a zatem tych części działki nie można zabudować. Powierzchnia działki przeznaczonej pod zabudowę na terenie elementarnym 58U,P+MJ powinna więc zostać zmniejszona o powierzchnię ulic dojazdowych 31aKD i 31bKD. Jak przy tym wynika z akt, powierzchnia dz. nr […] wynosi 874 m², zaś projekt zagospodarowania terenu wskazuje, że pas terenu przeznaczony na zajęcie pod drogę 31bKD wynosi min. 120 m², a pod drogę 31aKD – min. 100 m² (wyliczenia Wojewody). Zatem pomniejszona o powierzchnię ulic powierzchnia ww. działki wynosi 654 m². W zestawieniu z powierzchnią zabudowy budynku otrzymujemy 33%, co wskazuje na niezgodność inwestycji z m.p.z.p. W tej sytuacji, zdaniem Sądu, organy orzekające w sprawie prawidłowo uznały, że zatwierdzony decyzją Starosty projekt budowlany rażąco narusza art. 35 ust. 1 pkt 1 PrBud.
W konsekwencji Sąd podzielił pogląd organu odwoławczego, że pozostawienie w obrocie prawnym kontrolowanej w niniejszym postępowaniu decyzji, akceptowałoby próbę obejścia przepisów m.p.z.p. Jednocześnie skutki społeczno-gospodarcze naruszenia przepisów m.p.z.p. w powyższym zakresie są niemożliwe do zaakceptowania z punktu widzenia praworządnego państwa. Udzielenie pozwolenia na budowę budynku, w sytuacji gdy zabudowa ta spowoduje przekroczenie maksymalnej powierzchni zabudowy, zaburza podstawowe elementy ładu przestrzennego na przedmiotowym terenie. Podobnie posadowienie budynku o ok. 5-6 m przed nieprzekraczalną linią zabudowy (niemal dopuszczając do zetknięcia jego ściany z projektowanym pasem drogi 31aKD), doprowadzi do niemożliwości realizacji ulicy dojazdowej – drogi gminnej o parametrach przewidzianych w m.p.z.p. W ocenie Sądu, w sprawie mamy przy tym do czynienia z oczywistością naruszenia wskazanych wyżej zapisów m.p.z.p.
Wyrok WSA został zaskarżony skargą kasacyjną.
Stanowisko NSA
NSA uznał skargę kasacyjną za niezasadną.
W toku postępowania nadzwyczajnego ujawniono rażące naruszenia prawa art. 35 ust.1 pkt 1 PrBud, który stanowi, że przed wydaniem decyzji o pozwoleniu na budowę lub odrębnej decyzji o zatwierdzeniu projektu budowlanego organ administracji architektoniczno-budowlanej sprawdza zgodność projektu budowlanego z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i innymi aktami prawa miejscowego albo decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu w przypadku braku miejscowego planu, a także wymaganiami ochrony środowiska, w szczególności określonymi w decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, o której mowa w art. 71 ust. 1 ustawy z 3.10.2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1112). Pozwolenie na budowę może być wydane po uprzednim zbadaniu zgodności projektu budowlanego z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Oznacza to, że organ architektoniczno-budowlany jest zobowiązany poddać dokładnej analizie zapisy obowiązującego na danym obszarze planu miejscowego i ocenić przedłożony do zatwierdzenia projekt zagospodarowania działki lub projekt architektoniczno-budowlany pod kątem jego zgodności z ustaleniami takiego planu.
Uchwała rady gminy w sprawie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego ma charakter aktu prawa miejscowego co wynika z art. 87 ust. 2 Konstytucji RP, jest powszechnie obowiązująca na terenie danej gminy i określa sposób wykorzystania terenu, rodzaje zabudowy oraz funkcje poszczególnych obszarów. Oznacza to, że jest to źródło prawa, które reguluje konkretne kwestie dotyczące zagospodarowania przestrzennego w gminie, stając się normą prawną obowiązującą wszystkie podmioty na tym terenie. Uchwała taka, podejmowana jest w ramach upoważnienia ustawowego, udzielonego gminie do tworzenia aktów prawa miejscowego.
Ustalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego kształtują, wraz z innymi przepisami, sposób wykonywania prawa własności nieruchomości. Przepisy planu mogą zatem ograniczać właściciela w jego prawach do gruntu, w tym w sposobie jego zagospodarowania. Jednocześnie wskazać trzeba, że zasadność rozwiązań planu miejscowego nie może być przedmiotem oceny przez sąd w granicach skargi złożonej na konkretną decyzję (postanowienie) organu administracyjnego. Ważność aktów prawa miejscowego, w tym miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego nie podlega kontroli w indywidualnej sprawie, lecz w specjalnych trybach przewidzianych przez przepisy prawa (wyrok NSA z 17.7.2024 r., I OSK 2446/23, Legalis).
Dlatego też prawidłowość poszczególnych rozwiązań planistycznych, które nie zostały zakwestionowane przez organ nadzoru i obowiązują na określonym obszarze mogą podlegać kontroli jako akty prawa miejscowego przez sądy administracyjne w odpowiedniej procedurze przewidzianej w art. 101 ustawy z 8.3.1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1153). To wówczas dokonywana jest odpowiednia kontrola prawidłowości przyjętych rozwiązań planistycznych.
Uwagi te zostały poczynione albowiem w skardze kasacyjnej podniesiono zarzuty wobec miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, niespójności tego planu, które jak zaznaczono winny być wyeliminowane w drodze zmiany tego planu a postępowanie w tej sprawie winno być zawieszone.
Wiążący charakter uregulowań m.p.z.p. oznacza, że związanie dotyczy charakterystycznych parametrów inwestycji przewidzianych planem, a więc nie zwalnia organu administracji architektoniczno-budowlanej od wynikającego z art. 35 ust. 1 pkt 1 PrBud obowiązku samodzielnej oceny zgodności planowanej inwestycji z przepisami planu. Tym samym takie rozwiązania planistyczne, jakie obowiązywały w chwili wydawania decyzji o pozwoleniu na budowę wiązały organ wydający decyzję objętą postępowaniem nieważnościowym.
Komentarz
Organ uprawniony do wydania pozwolenia na budowę ma obowiązek sprawdzić zgodność projektu budowlanego z zapisami obowiązującego planu miejscowego. W razie wydania takiej decyzji niezgodnie z treścią przepisów prawa miejscowego, może to skutkować stwierdzeniem nieważności pozwolenia na budowę. Jednocześnie należy wskazać, że w ramach procedur prowadzonych w oparciu o PrBud organ nie może weryfikować poprawności rozwiązań przyjętych w m.p.z.p. Ważność uchwały bada się w odrębnej procedurze.
Wyrok NSA z 7.10.2025 r., II OSK 1780/23, Legalis