Przyspieszenie procedur dla strategicznych inwestycji
- Regulacja wprowadza krótkie i wiążące terminy dla organów oraz sądów, nakładając sankcje finansowe za opóźnienia i zobowiązując do regularnego raportowania.
- Ustawa obejmuje zamknięty katalog inwestycji kluczowych w sześciu obszarach infrastruktury, którym przypisano szczególne ścieżki proceduralne.
- Wprowadzono specjalne zasady nabywania nieruchomości, umożliwiające wypłatę rekompensat przewyższających wartość rynkową w wybranych lokalizacjach.
Zakres inwestycji i motywy regulacji
Projekt ustawy definiuje precyzyjny katalog przedsięwzięć objętych szczególnym reżimem prawnym. Obejmują one m.in. budowę drogi krajowej nr 7 w Gdyni, rozbudowę portów zewnętrznych w Świnoujściu i Gdyni, poprawę dostępu do terminali głębokowodnych w Gdańsku, modernizację kluczowych linii kolejowych (w tym na potrzeby systemu RMR), budowę zbiornika Kamieniec Ząbkowicki na Nysie Kłodzkiej, ochronę doliny Wisły, rozbudowę największych lotnisk w kraju oraz inwestycje hydrotechniczne i kolejowe w rejonie planowanej elektrowni jądrowej na Pomorzu.
Wybór ten uzasadniono względami geopolitycznymi, gospodarczymi i społecznymi. Inwestycje mają zwiększyć mobilność sił zbrojnych, podnieść bezpieczeństwo energetyczne państwa, usprawnić łańcuchy dostaw oraz ograniczyć ryzyko powodziowe. W uzasadnieniu projektu podkreślono również konieczność skrócenia długotrwałych procedur środowiskowych, budowlanych i wywłaszczeniowych, które w praktyce istotnie spowalniają realizację dużych przedsięwzięć.
Procedury środowiskowe i sądowe – dyscyplina czasowa
Jednym z centralnych elementów ustawy jest wprowadzenie sztywnego terminu 45 dni na wydanie decyzji środowiskowej. Przekroczenie tego okresu obciąża organ administracji karą w wysokości 1000 zł za każdy dzień zwłoki, jeżeli inwestor wystąpi o jej wymierzenie. Do czasu postępowania nie wlicza się okresów wynikających z zawieszenia postępowania, procedury transgranicznej czy przyczyn leżących po stronie inwestora.
Równolegle skrócono terminy sądowe. Skargi na decyzje środowiskowe mają być rozpatrywane w ciągu 30 dni, a skargi kasacyjne – w ciągu 2 miesięcy. Wprowadzono też obowiązek kwartalnego raportowania do Prezesa Rady Ministrów o przebiegu postępowań, zarówno po stronie administracji, jak i sądów. Rozwiązania te mają przeciwdziałać przewlekłości i zapewnić bieżącą kontrolę nad procesem.
Uproszczenia budowlane, geodezyjne i konserwatorskie
Projekt przewiduje szereg uproszczeń w obszarze budownictwa i ochrony zabytków. Dla wybranych inwestycji nie będzie wymagane uzyskanie pozwolenia na budowę – wystarczające będzie zgłoszenie. Zmieniono także definicję „istotnego odstąpienia” od zatwierdzonego projektu, co pozwoli uniknąć konieczności uzyskiwania nowych decyzji w przypadku niektórych modyfikacji w trakcie realizacji.
Znacząco przyspieszono też prace geodezyjne – organy mają maksymalnie 7 dni na weryfikację zgłoszonych prac. W obszarze ochrony zabytków wprowadzono zasadę, że brak oględzin w terminie 5 dni od zawiadomienia uprawnia inwestora do kontynuowania robót, a odpowiedzialność za ewentualne zniszczenia nie obciąża inwestora. Tego rodzaju rozwiązania mają usunąć bariery proceduralne, które w przeszłości wielokrotnie blokowały inwestycje infrastrukturalne.
Specustawy sektorowe – skrócone terminy i natychmiastowa wykonalność
Projekt ustawy ingeruje również w obowiązujące specustawy, w tym drogowe, kolejowe, przeciwpowodziowe i lotniskowe. Wszędzie tam skrócono terminy wydawania kluczowych decyzji administracyjnych – w większości przypadków do 60 dni. Decyzje te mają uzyskiwać rygor natychmiastowej wykonalności, co oznacza możliwość rozpoczęcia robót jeszcze przed uprawomocnieniem się rozstrzygnięcia.
Wprowadzono też zmiany w zakresie uzgodnień między inwestorami a Lasami Państwowymi oraz zarządcami kolei. Jeżeli porozumienia dotyczące wycinki drzew lub zajęcia terenów nie zostaną zawarte w ustawowym terminie, kompetencje do rozstrzygnięcia przechodzą na wojewodę, co uniemożliwia dalszą zwłokę.
Nabywanie nieruchomości – rekompensaty powyżej wartości rynkowej
Szczególną część regulacji stanowią przepisy o nabywaniu nieruchomości na obszarach wskazanych w rozporządzeniu Rady Ministrów. Właściciele będą mogli otrzymać rekompensaty znacząco przewyższające wartość rynkową – według różnych alternatywnych metod. Obejmują one m.in. doliczenie określonego procentu wartości gruntu, wartość odtworzeniową budynków bez uwzględnienia stopnia zużycia czy ryczałtowe wyliczenie w oparciu o wskaźniki kosztu odtworzenia.
Takie rozwiązania mają zachęcić do dobrowolnej sprzedaży nieruchomości i ograniczyć konieczność stosowania trybu wywłaszczeniowego, co w praktyce skróci proces pozyskiwania terenów pod inwestycje. Jednocześnie wprowadzono mechanizmy zapobiegające sztucznemu zawyżaniu cen w lokalnych transakcjach.
Uzasadnienie i spodziewane skutki regulacji
W uzasadnieniu projektu ustawodawca wskazuje na kilka zasadniczych przesłanek: potrzebę zwiększenia bezpieczeństwa państwa w kontekście międzynarodowym, konieczność przyspieszenia odbudowy po skutkach powodzi z 2024 r., a także znaczenie gospodarcze kluczowych węzłów komunikacyjnych i energetycznych. Regulacja ma umożliwić realizację inwestycji w harmonogramach odpowiadających wymaganiom obronnym i gospodarczym, przy jednoczesnym ograniczeniu ryzyka związanego z blokowaniem przedsięwzięć na etapie administracyjnym czy sądowym.
Spodziewanym skutkiem jest zwiększenie tempa prac przygotowawczych i budowlanych, a także zmniejszenie liczby sporów i utrudnień proceduralnych. Oznacza to, że inwestycje o strategicznym znaczeniu będą mogły być oddane do użytku szybciej, co przełoży się na wzrost konkurencyjności gospodarki, bezpieczeństwo energetyczne i ochronę ludności przed skutkami klęsk żywiołowych.
Etap legislacyjny i wejście w życie
Projekt ustawy o usprawnieniu procesu inwestycyjnego w zakresie kluczowych inwestycji infrastrukturalnych został opublikowany w Rządowym Centrum Legislacji. Przepisy mają wejść w życie po upływie 14 dni od ogłoszenia. Zdaniem projektodawcy tak krótki okres vacatio legis jest wystarczający, ponieważ ustawa dotyczy przede wszystkim organów administracji publicznej i sądów, które powinny być przygotowane do stosowania nowych regulacji w trybie niezwłocznym.
Koniec psów na łańcuchach – Sejm znowelizował Ustawę o ochronie zwierząt
Najważniejsze zmiany
- Całkowity zakaz trzymania psów na uwięzi – bez względu na długość i rodzaj łańcucha,
- Wprowadzenie katalogu wyjątków, m.in. dopuszczalność trzymania psów na uwięzi podczas spacerów, transportu, zabiegów weterynaryjnych, czy na potrzeby „wejścia do sklepu”,
- Doprecyzowanie warunków utrzymywania psów, w tym wprowadzenie definicji i minimalnych standardów i wymiarów kojców.
Cele projektu
Dotychczasowe przepisy ustawy z 21.8.1997 r. o ochronie zwierząt (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1580) pozwalały na trzymanie psów na łańcuchach, pod warunkiem, że uwięź miała minimum 3 m długości, nie powodowała cierpienia, a pies nie był uwiązany dłużej niż 12 godzin na dobę. Regulacje te, mimo że miały charakter „tymczasowy”, obowiązywały aż 13 lat. Autorzy nowelizacji podkreślali, że przepisy były w praktyce martwe i trudne do egzekwowania. Nowe rozwiązania mają zapewnić realną poprawę dobrostanu psów.
Dyskusja w Sejmie
Projekt wywołał żywą debatę. Choć posłowie zgodzili się co do konieczności zakazu, spierali się o szczegółowe rozwiązania. Krytycy argumentowali, że regulacje uderzają w mieszkańców wsi, nakładając dodatkowe koszty związane z budową kojców, co może prowadzić do porzucania zwierząt i zmniejszenie liczby osób chętnych do zabierania psów ze schronisk. Najwięcej emocji wzbudziły szczegółowe wymogi dotyczące wielkości kojców i katalogu wyjątków od zakazu. Po pracach Komisji Nadzwyczajnej ds. Ochrony Zwierząt Sejm przyjął ustawę w wersji rekomendowanej przez Komisję.
Nowe obowiązki opiekunów psów
Nowelizacja oznacza wprowadzenie całkowitego zakazu trzymania psów na uwięzi poza następującymi sytuacjami:
- transportem psa;
- udziałem psa w wystawie, pokazie, konkursie, występie, treningu lub tresurze;
- przeprowadzaniem na psie zabiegu lekarsko-weterynaryjnego, profilaktycznego lub pielęgnacyjnego;
- krótkotrwałymi, poza miejscem stałego bytowania psa, w określonych warunkach wskazanych przez właściciela, w sposób niepowodujący naruszenia dobrostanu zwierzęcia;
- gdy uwięź poza miejscem stałego bytowania psa jest niezbędna dla ochrony zdrowia i życia ludzi, zwierząt lub zapobieżenia szkodom (jeżeli zastosowanie innego środka nie jest w danych okolicznościach możliwe lub uwięź jest środkiem najlepiej znoszonym przez tego psa).
Zamiast łańcuchów opiekunowie psów będą mieli obowiązek zapewnić kojec, który oprócz pomieszczenia (tzw. budy z karmą i wodą), będzie musiał być utwardzony i częściowo zadaszony, a także posiadał powierzchnię adekwatną do masy ciała psa:
- 10 m2 – w przypadku psa o masie ciała poniżej 20 kg,
- 15 m2 – w przypadku psa o masie ciała od 20 do 30 kg,
- 20 m2 – w przypadku psa o masie ciała powyżej 30 kg.
Wyłączenie niektórych obowiązków będzie dotyczyło psów wykorzystywanych do celów specjalnych oraz utrzymywanych w schronisku dla zwierząt. Ponadto każdy pies będzie musiał mieć zapewniony codzienny ruch poza kojcem, odpowiedni do jego wieku, zdrowia i potrzeb gatunkowych.
Wejście w życie
Nowelizacja zacznie obowiązywać po 12 miesiącach od dnia publikacji.
Etap legislacyjny
Ustawa została uchwalona przez Sejm i przekazana do Senatu.
Zakaz trzymania psów na łańcuchu to krok w dobrą stronę, który wpisuje się w europejskie standardy ochrony zwierząt. Wieloletnie badania pokazują, że życie na uwięzi ma poważny wpływ na psychikę i zdrowie psów, powodując m.in. agresję i choroby. Jednak skuteczność tych regulacji zależy od precyzyjnych zapisów ustawy i realnych możliwości ich egzekwowania.
Definicja „zagrożenia dla bezpieczeństwa” do uściślenia
– Przy podejmowaniu decyzji o deportacji najważniejsze jest ustalenie czy cudzoziemiec stwarza realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. To decyzja ostateczna, zarezerwowana dla osób, wobec których, mniej inwazyjne metody już zawiodły. Jeśli stosuje się ją bez odpowiednich podstaw, to według mnie jest to dowód nie na siłę, a bezradność – uważa Przemysław Leśniak, były dyrektor Departamentu Ochrony Informacji Niejawnych ABW, Biura Bezpieczeństwa Agencji Wywiadu i Biura Ochrony Informacji MSZ.
Realny wpływ
Wątpliwości wokół kwestii deportacji pojawiły się już przy okazji decyzji wydanych wobec uczestników sierpniowego koncertu białoruskiego rapera Maksa Korża (doszło wówczas do naruszenia nietykalności cielesnej ochroniarzy, znaleziono narkotyki, a w tłumie pojawiła się flaga OUN-UPA). Dyskusja odżyła zaś niedawno, gdy okazało się, że deportowany został też 21-letni Ukrainiec, który nad budynki rządowe wypuścił drona, bo – jak miał tłumaczyć – chciał pokazać dziewczynie, jak stolica wygląda z lotu ptaka.
Oceniający te sprawy prawnicy, choć w większości jasno wskazują, że bezpieczeństwo państwa jest kluczowe, to niejednokrotnie podkreślają, że wytoczone przez to państwo działa są nieadekwatne do sytuacji.
Przemysław Leśniak komentuje: – Kiedy premier Włoch Giorgia Meloni zdecydowała o deportacji imama, który w swoich kazaniach nawoływał do walki z niewiernymi, uznałem tę decyzję za właściwą, bo taki duchowny ma realny wpływ na tysiące wiernych. A jaki wpływ na kwestię bezpieczeństwa państwa ma 21-latek latający dronem? Z tego co wiemy, nie było podstaw, aby stawiać mu zarzuty szpiegostwa.
Odwrotny efekt
Zdaniem b. dyrektora departamentu w ABW, deportując osoby o nieakceptowalnych dla nas poglądach, nie wpłyniemy na zmianę tych poglądów – efekt może być odwrotny.
– Niestety w ostatnich latach decyzje deportacyjne zaczynają być powiązane z poglądami społeczeństwa. Politycy dostrzegają radykalizację społecznych nastrojów i odpowiadają na nie. A deportacja to narzędzie utrzymania bezpieczeństwa państwa i przez to powinna być narzędziem całkowicie apolitycznym – uważa ekspert.
Przypomina jednocześnie, że jest to kosztowna operacja obciążająca finansowo państwo, które decyduje się na jej stosowanie. Dlatego należy to robić w przypadkach szczególnie uzasadnionych.
Na deportacje pozwalają przepisy ustawy o cudzoziemcach, między innymi wtedy, kiedy wymagają tego „względy obronności lub bezpieczeństwa państwa”. A także, gdy chodzi o ochronę bezpieczeństwa i porządku publicznego lub o interes Polski. Prawnicy są jednak sceptyczni co do takiego kształtu regulacji.
– Moim zdaniem przepisy, na podstawie których Straż Graniczna wydaje decyzje o deportacji, pozostawiają tej służbie tak duży margines swobody administracyjnej, że wręcz możemy mówić o marginesie dowolności – uważa dr hab. Witold Klaus, profesor Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk.
– O przejrzystości przepisów trudno też mówić, jeśli nie są one jasne dla tych, którzy mają się do nich stosować, w tym przypadku – dla migrantów i migrantek – dodaje.
Ekspert przypomina, że jeśli poprzez stosowanie takich przepisów de facto dochodzi do ukarania człowieka, to państwo powinno kierować się kluczową w tej sprawie zasadą proporcjonalności.
– Oznacza to, że działania jego organów muszą być adekwatne do popełnionego czynu, o czym trudno mówić w przypadku deportacji po koncercie czy locie dronem nad Belwederem. W większości tego typu przypadków sprawy powinny zakończyć się mandatami – uważa profesor.
I przypomina, że nawet jeśli w Polsce czczenie tzw. flagi Bandery jest społecznie nieakceptowalne, to z punktu widzenia polskiego prawa – nie jest zakazane.
Otwarty katalog
Podobne zdanie na temat kluczowych przepisów mają specjaliści z kancelarii adwokackiej Piotr Sawicki i Wspólnicy. – Katalog definicji określających zachowania, które stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku państwa, jest otwarty, co pozostawia służbom duże pole manewru. Pytanie, jakie zagrożenie dla tych wartości stwarza latanie dronem nad Belwederem i czy tak ostra reakcja w podobnym przypadku jest adekwatna – komentuje mec. Piotr Sawicki.
Osoba, wobec której wydano decyzję o deportacji, oczywiście może odwołać się do niej do komendanta Straży Granicznej. Jednak – jak sygnalizuje mecenas – w praktyce i dużym uproszczeniu, oznacza to, że ponowną decyzję znów podejmuje ten sam organ. Na kontrolę innej instytucji liczyć zaś można dopiero na etapie postępowania sądowo-administracyjnego.
Według prawnika Nazara Kalinchuka, w sprawie odwołań nie powinna więc ponownie decydować Służba Graniczna, czyli główny komendant, tylko organ niepowiązany hierarchicznie, tak jak było to przed zmianą przepisów. – Wtedy szansa na merytoryczne i właściwe rozpatrzenie odwołania rosła, bo nie rozpatrywano go w tej samej strukturze organizacyjnej. Organ pierwszej instancji zapewne również bardziej szczegółowo analizowałby sytuację przed podjęciem takiej decyzji – przewiduje ekspert.
Nazar Kalinchuk zaznacza, że sama konieczność pełnienia służby wojskowej w swoim kraju nigdy nie była brana pod uwagę jako okoliczność, która mogłaby wpłynąć na decyzję o deportacji.
– Jednak w przypadku odsyłania obywateli Ukrainy, kiedy w ich kraju trwa wojna, sytuacja powinna zostać bardzo dokładnie zbadana – przyznaje. Dodaje jednak, że mimo wszystko przesłanka dotycząca zagrożenia dla bezpieczeństwa, porządku publicznego zwykle okazuje się silniejsza. Cudzoziemcowi – jak tłumaczy – nie przyznaje się szczególnego rodzaju ochrony, np. pobytu humanitarnego. A takie rozwiązania – jak wyjaśnia – mogłyby okazać się wyjściem z sytuacji, nawet jeśli decyzja o zobowiązaniu do powrotu już zapadła.
Jednocześnie mec. Sawicki zwraca uwagę, w jakiej sytuacji znajdzie się osoba, która ponownie będzie chciała przyjechać do Polski.
– Jeśli dana osoba po okresie zakazu ponownego wjazdu wróci potem do kraju, z którego została czasowo deportowana i będzie chciała ubiegać się np. o pobyt czasowy, stały lub obywatelstwo, może być na przegranej pozycji, bo urzędy wojewódzkie bardzo surowo podchodzą do tych kwestii – podkreśla. Mecenas wyraźnie zaznacza jednak, że trudno krytykować państwo podejmujące tak ostre działania, jednak doprecyzowanie przepisów, które ograniczyłyby uznaniowość organów i wprowadzenie dwuinstancyjnej kontroli, byłoby warte rozważenia.
Potrzebna sądowa kontrola decyzji
Zdaniem prof. Klausa, sam zainteresowany powinien przede wszystkim móc pozostać w Polsce do czasu wydania prawomocnego wyroku sądowego w sprawie deportacji. – Dzisiaj migranci są odsyłani w trybie natychmiastowym już w chwili, gdy zapada decyzja Straży Granicznej. Sądowa kontrola tych decyzji dałaby możliwość ugruntowania orzecznictwa w podobnych sprawach i wyznaczenia granic swobody administracyjnej, zatem i uściślenia definicji zagrożenia dla bezpieczeństwa – argumentuje ekspert.
– Obecnie, nawet jeśli sąd przyzna rację migrantowi, ten może już dawno zostać uwięziony lub po prostu stracić życie w swoim kraju – konkluduje.
Ratownicy medyczni zyskają mocniejszą ochronę
- Zmiany dotyczą zarówno zaostrzenia kar, jak i dodania nowych typów kwalifikowanych istniejących już przestępstw i wykroczeń.
- Nowelizacja jest reakcją na agresje wobec służb mundurowych, personel medyczny, ale także zwykłych obywateli biorących udział w akcjach ratowniczych.
- Wyższe kary mają odstraszać potencjalnych sprawców i budować poczucie sprawiedliwości.
Zmiany w Kodeksie karnym
W KK planowane są następujące zmiany:
- typ kwalifikowany przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej osoby, która podjęła interwencję na rzecz ochrony bezpieczeństwa ludzi lub ochrony bezpieczeństwa lub porządku publicznego (art. 217a KK) – jeśli sprawca narazi pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5,
- analogiczna zmiana w przypadku przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej z art. 222 KK,
- w przypadku skazania za przestępstwa z art. 222 KK i art. 223 KK – na wniosek pokrzywdzonego sąd orzeka podanie wyroku skazującego do publicznej wiadomości,
- uchylenie przepisu art. 231b § 2 KK, zgodnie z którym przepisu § 1 (ochrona prawna przewidziana dla funkcjonariusza publicznego dla osoby, która w obronie koniecznej odpiera zamach na jakiekolwiek cudze dobro chronione prawem, chroniąc bezpieczeństwo lub porządek publiczny) nie stosuje się, jeżeli czyn sprawcy zamachu skierowany przeciwko osobie odpierającej zamach godzi wyłącznie w cześć lub godność tej osoby,
- dodane do art. 231b KK nowego paragrafu, zgodnie z którym jeżeli czyn sprawcy zamachu skierowany przeciwko osobie odpierającej zamach godzi wyłącznie w cześć lub godność tej osoby, ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego,
Zmiany przewidują więc zaostrzenie odpowiedzialności, wprowadzenie nowych regulacji dotyczących odpowiedzialności za zamach na osobę odpierającą atak przez wprowadzenie trybu ścigania na wniosek, w przypadku naruszenia jedynie czci lub godności oraz obowiązkową (na wniosek pokrzywdzonego) publikację wyroku.
Zmiany w Kodeksie wykroczeń i Kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia
Projektowane jest wprowadzenie typów kwalifikowanych wykroczenia zakłócenia porządku publicznego z art. 51 KW.
W pierwszym przypadku wyższa kara grozi za na popełnieniu go jako wykroczenie o charakterze chuligańskim lub pod wpływem alkoholu, środka odurzającego lub innej podobnie działającej substancji lub środka. W takim przypadku sprawca podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 1000 złotych.
Taka sama sankcja grozi za popełnienie czynu w:
- zakładzie leczniczym w rozumieniu ustawy z 15.4.2011 r. o działalności leczniczej (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 450),
- w trakcie akcji medycznej w rozumieniu art. 40 ust. 1 ustawy z 8.9.2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 91),
- w siedzibie organu administracji rządowej, innego organu państwowego lub samorządu terytorialnego.
Sprawcy wykroczeń z projektowanego art. 51 § 2a KW (zakłócenie porządku w zakładzie leczniczym, w trakcie akcji medycznej, w siedzibie) oraz z art. 66b KW (niezastosowanie się do nakazu lub zakazu Policji lub Żandarmerii Wojskowej) mają podlegać postępowaniu przyspieszonemu.
Rezultat zmian
Oczekiwane skutki nowelizacji to:
- poprawa bezpieczeństwa z uwagi na prewencyjne oddziaływanie zwiększonych sankcji karnych,
- zmniejszenie liczby ataków na służby ratownicze i obywateli,
- wzmocnienie autorytetu instytucji państwowych, szacunek do prawa i organów ścigania,
- odstraszenie potencjalnych sprawców,
- wzmocnienie poczucia sprawiedliwości.
Etap legislacyjny
Projekt nowelizacji 5.9.2025 r. skierowano do I czytania na posiedzeniu Sejmu (druk nr 1636).
Ograniczenia metod płatności w e-commerce a ochrona danych osobowych
- TSUE oceni, czy automatyczne ograniczenie metod płatności stanowi decyzję w rozumieniu art. 22 ust. 1 RODO.
- Rozstrzygnięte zostanie, jak interpretować wyjątek umowny z art. 22 ust. 2 lit. a) rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO) oraz kto ponosi ciężar dowodu co do adekwatności użytych danych.
- Wynik sprawy może zmienić praktykę handlu elektronicznego w całej Unii Europejskiej i wpłynąć na architekturę procesów płatności online.
Tło sprawy
Postępowanie przed OGH zostało wszczęte na skutek pozwu Austriackiego Stowarzyszenia Informacji Konsumenckiej (Verein für Konsumenteninformation, VKI) przeciwko dużemu przedsiębiorcy prowadzącemu sprzedaż wysyłkową. Spór dotyczył praktyki polegającej na tym, że konsumenci wybierający metody płatności określane przez przedsiębiorcę jako bardziej ryzykowne – przede wszystkim płatność na fakturę oraz w ratach – byli poddawani automatycznej ocenie zdolności kredytowej.
Ocena ta opierała się na wewnętrznym scoringu oraz danych uzyskanych od zewnętrznych agencji kredytowych. W przypadku negatywnego wyniku system automatycznie ograniczał klientowi dostęp do płatności odroczonych, pozostawiając jedynie metody uznane za „bezpieczne”, takie jak karta kredytowa czy PayPal. Konsumentom nie odmawiano możliwości dokonania samego zakupu – zmieniał się jedynie dostępny katalog metod płatności.
Stanowisko sądów niższych instancji
Sądy niższej instancji skłaniały się ku ocenie, że praktyka ta nie narusza art. 22 RODO. Argumentowano, że ograniczenie metod płatności nie stanowi decyzji wywołującej skutki prawne ani w podobnie istotny sposób wpływającej na sytuację konsumenta. Klient mógł bowiem nadal zawrzeć umowę, korzystając z innych, powszechnie dostępnych metod płatności.
Podkreślono przy tym masową skalę działalności przedsiębiorcy (50–60 tys. zamówień miesięcznie, z czego ok. 90% online, średnia wartość zamówienia ok. 650 EUR). Zdaniem sądów, przy takiej liczbie transakcji ręczna ocena wiarygodności płatniczej nie byłaby możliwa w rozsądnym czasie, a konsumenci oczekują natychmiastowego potwierdzenia zakupu.
Wątpliwości OGH i pytania do TSUE
Odmienne stanowisko zajął jednak OGH, który uznał, że sprawa wymaga wykładni prawa unijnego. Sąd Najwyższy zwrócił się do TSUE z pięcioma pytaniami prejudycjalnymi:
- Czy automatyczne ograniczenie metod płatności, nawet jeśli nie prowadzi do odmowy zawarcia umowy, stanowi decyzję wywołującą skutki prawne lub w podobnie istotny sposób wpływającą na konsumenta w rozumieniu art. 22 ust. 1 RODO?
- Czy wyjątek umowny z art. 22 ust. 2 lit. a) RODO wymaga istnienia bezpośredniego związku pomiędzy celem umowy sprzedaży a zastosowaną automatyczną oceną kredytową?
- Czy dane wykorzystywane do scoringu muszą być obiektywnie odpowiednie do przewidywania ryzyka opóźnień w płatnościach?
- Kto ponosi ciężar dowodu – przedsiębiorca stosujący system czy konsument kwestionujący decyzję – w zakresie adekwatności danych i niezbędności automatycznej oceny?
- Czy „konieczność” automatyzacji oznacza, że tylko automatyczne podejmowanie decyzji jest dopuszczalne, czy wystarczy, że ręczne podejmowanie decyzji byłoby niepraktyczne ze względu na skalę działalności i oczekiwania klientów?
Znaczenie praktyczne dla rynku e-commerce
Odpowiedzi TSUE będą miały bezpośredni wpływ na działalność przedsiębiorców prowadzących sprzedaż online w całej Unii. Jeżeli Trybunał uzna, że ograniczenie metod płatności wchodzi w zakres art. 22 RODO, przedsiębiorcy będą zobowiązani do zapewnienia klientom dodatkowych uprawnień, takich jak prawo do interwencji człowieka, uzyskania wyjaśnień czy możliwości zakwestionowania decyzji.
Rozstrzygnięcie przesądzi również, jak należy rozumieć wyjątek umowny. Restrykcyjna interpretacja będzie oznaczać konieczność wykazywania przez przedsiębiorców, że scoring pozostaje w bezpośrednim związku z celem umowy i opiera się na danych obiektywnie adekwatnych do oceny ryzyka.
Kwestia ciężaru dowodu może dodatkowo zwiększyć odpowiedzialność podmiotów stosujących scoring. Jeżeli to na nich spadnie obowiązek wykazania adekwatności danych, oznaczać to będzie konieczność większej transparentności i gotowości do kontroli ze strony organów nadzorczych.
Skutki dla praktyki w Polsce
Rozstrzygnięcie TSUE będzie miało znaczenie również dla polskich przedsiębiorców i organów nadzorczych. W Polsce zakupy na fakturę lub w systemie ratalnym są również powszechną praktyką, a sklepy internetowe często stosują zautomatyzowane mechanizmy oceny wiarygodności płatniczej.
Jeżeli ograniczenie metod płatności zostanie uznane za decyzję w rozumieniu art. 22 RODO, polscy przedsiębiorcy będą musieli zapewnić klientom możliwość:
- żądania interwencji człowieka,
- uzyskania wyjaśnienia podstaw automatycznej oceny,
- zakwestionowania decyzji i żądania jej ponownej weryfikacji.
Dla Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych oznacza to konieczność wzmożonej kontroli modeli scoringowych. Organ może wymagać od przedsiębiorców nie tylko wskazania podstawy prawnej, ale też dowodów, że dane stosowane w scoringu są adekwatne i proporcjonalne.
W praktyce można spodziewać się wzrostu liczby skarg konsumentów i postępowań administracyjnych. Również sądy cywilne będą zobowiązane stosować unijną wykładnię art. 22 RODO, co może wzmocnić pozycję procesową konsumentów w sprawach dotyczących dostępu do określonych metod płatności.
Porównanie ze stanem prawnym przed rozstrzygnięciem
Dotychczasowa praktyka w Austrii – a częściowo również w innych państwach członkowskich – dopuszczała szerokie stosowanie automatycznych ograniczeń płatności, traktując je jako element swobody kontraktowej przedsiębiorcy. Jednocześnie brak było jednolitego podejścia organów nadzorczych co do tego, czy takie decyzje podlegają art. 22 RODO.
Orzeczenie TSUE może tę niepewność usunąć i wyznaczyć wspólne standardy dla całej Unii, zapewniając konsumentom spójniejszy poziom ochrony.
Perspektywa dalszych zmian
Wyrok TSUE wymusić na przedsiębiorcach zmianę procedur płatności, dostosowanie regulaminów sklepów internetowych oraz większą transparentność w zakresie stosowanych algorytmów scoringowych.
W zależności od przyjętej interpretacji przedsiębiorcy mogą zostać zobowiązani do dokumentowania adekwatności danych i wykazywania niezbędności automatyzacji. Z kolei konsumenci mogą zyskać nowe instrumenty ochrony swoich praw w sporach z przedsiębiorcami.
Podsumowanie
Pytania prejudycjalne OGH w sprawie 6Ob15/25m otwierają nowy etap w debacie nad zakresem stosowania art. 22 RODO. Rozstrzygnięcie Trybunału zadecyduje o tym, czy automatyczne ograniczanie metod płatności stanowi decyzję w rozumieniu RODO, a także określi granice wyjątku umownego i rozkład ciężaru dowodu.
Dla polskich przedsiębiorców oznacza to konieczność przygotowania się na możliwe zmiany w zakresie stosowania scoringu kredytowego, a dla Prezesa UODO – na intensyfikację działań nadzorczych w tym obszarze. Wyrok TSUE może w istotny sposób wpłynąć na kształt procesów płatności w e-commerce, wyznaczając nowe standardy ochrony konsumentów w całej Unii Europejskiej.
Zmiany w zakresie tymczasowego aresztowania w Kodeksie postępowania karnego
Praktyka przedłużania tymczasowego aresztowania ponad rozsądny czas doprowadziła do kompromitujących porażek w postępowaniu przed ETPCz. W sprawie Kauczor przeciwko Polsce ETPCz stwierdził, że nadużywanie tymczasowego aresztowania stanowi w Polsce problem systemowy, a naruszenia prawa określonego w art. 5 ust. 3 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sporządzonej w Rzymie 4.11.1950 r., zmienionej następnie Protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełnionej Protokołem nr 2 (Dz.U. z 1993 r. Nr 61, poz. 284; dalej: EKPCz) wiążą się ze złym funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości. Pomimo upływu kilkunastu lat od tych wydarzeń, praktyka aresztowa nie zmieniła się, o czym świadczą kolejne orzeczenia ETPCz, wydane w polskich sprawach. W tym zakresie polskie sądy są wyjątkowo oporne. Z wymienionych względów, za pomocą niekiedy bardzo szczegółowej regulacji, należy „wymusić” zmianę praktyki tymczasowego aresztowania, odejście od utartych stereotypów oraz zaniechanie przez sądy ochrony interesów prokuratora w postępowaniu przygotowawczym. Przedłożony projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw (Druk nr 1600) stanowi kolejną próbę naprawienia ustawowego modelu tymczasowego aresztowania oraz wadliwej praktyki stosowania tego środka. Warto więc odnieść się do kilku kwestii.
Podstawy i przesłanki tymczasowego aresztowania
Podstawą stosowania tymczasowego aresztowania powinny być dowody jawne dla podejrzanego i jego obrońcy. W tej kwestii, zasadnie proponuje się zmianę art. 249a § 1 KPK, gdyż w obowiązującym brzmieniu przepis jest niezgodny z art. 7 Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/13/UE z 22.5.2012 r. w sprawie prawa do informacji w postępowaniu karnym (Dz.Urz. UE L z 2012 r. Nr 142, s. 1), z którego wynika, że przesłanką odmówienia dostępu do części akt postępowania przygotowawczego może być poważne zagrożenie dla życia lub praw podstawowych jednostki oraz bezwzględna konieczność ochrony ważnego interesu publicznego. Dostępu do części dowodów można odmówić w wyjątkowym wypadku. Decyzja o odmowie dostępu do części akt sprawy w związku z tymczasowym aresztowaniem powinna być podjęta przez sąd, a w przeciwnym razie, oskarżonemu i jego obrońcy powinno przysługiwać prawo do zaskarżenia takiej decyzji do sądu.
Tymczasem z przepisów art. 249a i art. 250 § 2b KPK wynika, że w razie złożenia w toku postępowania przygotowawczego wniosku o zastosowanie albo przedłużenie tymczasowego aresztowania, podejrzanemu i jego obrońcy nie udostępnia się wszystkich dowodów stanowiących podstawę orzeczenia w przedmiocie tymczasowego aresztowania. O tym, że poza dowodami opisanymi we wniosku przedstawiane są sądowi także inne dowody, prokurator nie informuje podejrzanego i jego obrońcy. Decyzji nie podejmuje sąd, ale prokurator i nie podlega ona zaskarżeniu. Przepisy prawa polskiego dopuszczają zatem możliwość oparcia decyzji sądu o zastosowaniu lub przedłużeniu tymczasowego aresztowania na dowodach mających istotne znaczenie dla podjęcia takiej decyzji, które nie zostały ujawnione podejrzanemu i jego obrońcy. Omawiany projekt naprawia tę sytuację przez zmianę art. 249 § 1 KPK i skreślenie art. 250 § 2b KPK.
Okolicznością uzasadniającą obawę ucieczki lub ukrycia się podejrzanego nie może być fakt zamieszkania w innym niż Polska państwie członkowskim UE. Obowiązujące brzmienie art. 258 § 1 pkt. 1 KPK jest sprzeczne z podstawową wartością Unii Europejskiej, jaką jest swoboda przepływu osób, gdyż posiadanie stałego miejsca pobytu w innym państwie UE niż Polska mogło być uznawane za „brak stałego miejsca pobytu w kraju”. Zastosowanie tymczasowego aresztowania mogło zatem nastąpić z tego powodu, że dana osoba nie ma stałego miejsca pobytu w kraju, mając je w innym państwie Unii Europejskiej, co ma efekt dyskryminujący dla osób korzystających z jednej z podstawowych swobód unijnych.
Z tego względu zasadnie dodaje się w art. 258 § 1 pkt. 1 KPK domicyl w innym państwie członkowskim UE.
Surowa kara realnie grożąca podejrzanemu nie stanowi przesłanki tymczasowego aresztowania. Obecna treść przepisu art. 258 § 2 KPK stwarza możliwość stosowania tymczasowego aresztowania, pomimo że w sprawie nie występują realne (rzeczywiste) okoliczności uzasadniające przyjęcie obawy bezprawnego utrudniania prawidłowego toku postępowania. Tym samym, tymczasowe aresztowanie może nastąpić pomimo braku rzeczywistej potrzeby ochrony dobra publicznego w postaci prawidłowego toku postępowania. W takim wypadku, tymczasowe aresztowane nie spełnia funkcji zabezpieczającej prawidłowy tok postępowania, ale funkcję represyjną, polegającą na antycypowaniu kary pozbawienia wolności.
W projekcie zasadnie zmienia się treść przepisu art. 258 § 2 KPK. Proponuje się podniesienie górnej granicy kary pozbawienia wolności z 8 na 10 lat. Kluczowa jest jednak zmiana, że „obawy utrudniania prawidłowego toku postępowania, o których mowa w § 1 art. 258, uzasadniające stosowanie środka zapobiegawczego, mogą wynikać także z surowości grożącej oskarżonemu kary”. Z przepisu jasno będzie już wynikać, że kara realnie grożąca oskarżonemu nie stanowi przesłanki tymczasowego aresztowania, a jedynie okoliczność, za pomocą której można uzasadniać występowanie przesłanek tego środka określonych w art. 258 § 1 KPK.
Jednocześnie, w celu ograniczenia możliwości nadużywania stosowania art. 258 § 2 KPK, proponuje się dodanie art. 263 § 4c KPK zakładającego, że stosowanie tymczasowego aresztowania na podstawie art. 258 § 2 do wydania wyroku przez sąd pierwszej instancji nie może przekroczyć 12 miesięcy. Należy mieć jednak w polu widzenia, że przedłużenie wymienionego środka na okres przekraczający 12 miesięcy dopuszczalne jest jedynie w razie wystąpienia szczególnych okoliczności wymienionych w art. 263 § 4 KPK. Taką okolicznością nie jest surowość kary grożącej oskarżonemu. Zatem, z powodu surowości kary nie wolno przedłużyć tymczasowego aresztowania na okres przekraczający 12 miesięcy. Proponowany przepis art. 263 § 4c KPK niczego zatem nie zmienia. Natomiast, chcąc ograniczyć stosowanie tymczasowego aresztowania na podstawie art. 258 § 2 KPK, należy wprowadzić rozwiązanie limitujące taką możliwość do 6 lub 9 miesięcy.
Przedłużenie tymczasowego aresztowania może nastąpić jedynie w prawidłowo zorganizowanym i sprawnie prowadzonym postępowaniu przygotowawczym. Obecnie przepisy nie przewidują jednak obowiązku skontrolowania przez sąd prawidłowości postępowania przygotowawczego, a także skontrolowana przez sąd apelacyjny prawidłowości postępowania sądowego w razie przedłużenia tymczasowego aresztowania na okres przekraczający 2 lata. Co prawda, przepisy art. 263 § 2 i art. 263 § 4 KPK wymagają od sądu przedłużającego tymczasowe aresztowanie zbadania, czy w sprawie wystąpiły szczególne okoliczności, ze względu na które nie można było ukończyć postępowania przygotowawczego w terminie zastosowanego tymczasowego aresztowania, ale brakuje uregulowania, które stymulowałoby sąd do szczególnej troski o sprawność postępowania, w którym oskarżony jest tymczasowo aresztowany, a tym samym mechanizmów zapobiegających możliwości nadużywania tego środka. Z wymienionych powodów, w projekcie zasadnie nakłada się na sąd przedłużający tymczasowe aresztowanie obowiązek skontrolowania prawidłowości postępowania przygotowawczego oraz postępowania sądowego przez pryzmat jego prawidłowej organizacji, sprawności i szybkości. Sąd będzie obowiązany do zbadania, w jakim stopniu zrealizowano planowane czynności procesowe, wskazywane uprzednio we wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania i wnioskach o przedłużenie tego środka. Nadto będzie musiał zważyć okoliczności wskazane jako powody, dla których określonych czynności dotąd nie wykonano lub nie ukończono. Jeżeli uzna, że postępowanie jest wadliwie prowadzone lub jego organizacja jest nieefektywna, powinien odmówić przedłużenia tymczasowego aresztowania.
Postępowanie (posiedzenie aresztowe)
Przesłuchanie podejrzanego przez sąd. W projekcie zasadnie uchyla się art. 249 § 3a KPK. Przepis ten, a także powiązany z nim przepis art. 313 § 1a KPK, dają możliwość odstąpienia od przesłuchania podejrzanego przed zastosowaniem środka zapobiegawczego oraz dopuszczają zastosowanie tymczasowego aresztowania, pomimo niestawiennictwa obrońcy prawidłowo powiadomionego o terminie i miejscu posiedzenia. W efekcie, postanowienie o tymczasowym aresztowaniu może zostać wydane wobec osoby, której nie powiadomiono o treści zarzutu i której nie ogłoszono zarzutu. Tymczasem ocena, czy występują przesłanki do zastosowania tego środka, powinna odbywać się po wysłuchaniu podejrzanego. Przesłuchanie oskarżonego (podejrzanego) jest podstawowym warunkiem zastosowania tymczasowego aresztowania. Sąd powinien wysłuchać oskarżonego i dowiedzieć się, co ma do powiedzenia odnośnie do przedstawionego zarzutu i wniosku prokuratora o zastosowanie wymienionego środka.
Wskazać należy, że sytuacja procesowa podejrzanego, wobec którego odstąpiono od ogłoszenia postanowienia o przedstawieniu zarzutów i jego przesłuchania, jest gorsza niż podejrzanego ściganego listem gończym, bowiem w wypadku ujęcia podejrzanego ściganego listem gończym, należy go niezwłocznie doprowadzić do sądu, który wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu (art. 279 § 3 KPK). Brak obowiązku przesłuchania podejrzanego po ustaniu okoliczności określonych w art. 313 § 1a KPK powoduje, że rozwiązanie to należy uznane za sprzeczne z art. 5 ust. 3 EKPCz.
W projekcie proponuje się także uchylenie art. 250 § 3b–3h KPK i odstąpienie od możliwości prowadzenia zdalnych posiedzeń aresztowych, które nie zapewniały rzetelnego postępowania.
Ocena projektu
Wydaje się, że większość sygnalizowanych wad obowiązującej regulacji tymczasowego aresztowania wynika z niewłaściwej wykładni przepisów. Stosowanie prokonstytucyjnej i prounijnej wykładni przepisów o środkach zapobiegawczych pozwoliłoby na wyeliminowanie wielu stwierdzonych nieprawidłowości dotyczących zwłaszcza aplikowania w praktyce przepisów art. 249 § 1 KPK, art. 249a § 1 i art. 250 § 2b KPK, art. 258 § 1 i 2 KPK, art. 263 § 2, 3 i 4 KPK.
Problem w tym, że wskazane wyżej oraz postulowane w literaturze przedmiotu i orzecznictwie ETPCz działania nie zmieniły praktyki stosowania tymczasowego aresztowania. Zamiast opierać się na przepisach prawa unijnego i prokonstytucyjnej wykładni prawa, sądy polskie często opierają się na stereotypach i schematach myślowych, które korzeniami sięgają lat 50. i 60. ubiegłego wieku oraz pozaprawnej dyrektywy „ma siedzieć”. Z tych względów, przedłożony projekt zmiany przepisów o tymczasowym aresztowaniu należy ocenić, co do zasady, pozytywnie.
JERZY SKORUPKA – profesor zwyczajny doktor habilitowany nauk prawnych; sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu; zajmuje się prawem karnym procesowym, prawem karnym gospodarczym oraz filozofią i historią prawa; autor ponad 350 prac naukowych, w tym podręczników akademickich, monografii, komentarzy, artykułów i glos publikowanych w Polsce i za granicą.
Odpis dokumentu nie może być podstawą wpisu w księdze wieczystej
Ograniczony zakres kognicji sądu wieczystoksięgowego
Z art. art. 6268 § 2 KPC wynika, że sąd, rozpoznając wniosek o wpis w księdze wieczystej, bada jedynie treść i formę wniosku, dołączonych do wniosku dokumentów oraz treść księgi wieczystej w chwili jego złożenia. W postępowaniu wieczystoksięgowym sąd orzeka zatem jedynie o rejestracji albo odmowie rejestracji skutków zdarzeń prawnych odnoszących się do praw już ujawnionych lub mających podlegać ujawnieniu w księdze wieczystej. Nie jest dopuszczalne dokonanie wpisu na podstawie innych, niedołączonych do wniosku dokumentów lub na podstawie takich środków dowodowych, których nie wskazano w art. 6268 § 2 KPC (zob. postanowienie SN z 13.3.2014 r., I CSK 289/13, egalis). Art. 31 ustawy z 6.7.1982 r. o księgach wieczystych i hipotece (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 341; dalej: KWU) daje możliwość dokonania wpisu na podstawie dokumentu z podpisem notarialnie poświadczonym, jeżeli przepisy szczególne nie przewidują innej formy dokumentu. Natomiast w przypadku wpisu potrzebnego do usunięcia niezgodności między treścią księgi wieczystej a rzeczywistym stanem prawnym ustanowiono wymóg, aby ta niezgodność została wykazana orzeczeniem sądu lub innymi odpowiednimi dokumentami.
Przyjmuje się, że wskazane zasady i wymagania co do formy dokumentów stanowiących podstawę wpisu służą zagwarantowaniu bezpieczeństwa i pewności obrotu oraz wykluczeniu sytuacji, w których w księdze wieczystej dokonywane byłyby wpisy nieodzwierciedlające rzeczywistych zdarzeń prawnych (zob. postanowienie SN z 31.3.2025 r., I CSK 3727/23, Legalis). Postępowanie wieczystoksięgowe służy jedynie ujawnianiu i ewidencjonowaniu praw, a nie ich dochodzeniu (zob. postanowienie SN z 22.11.2013 r., II CSK 130/13, Legalis; uchwała SN(7) z 25.2.2016 r., III CZP 86/15, Legalis). W postępowaniu tym sąd nie może zatem rozstrzygać wprost o prawach czy roszczeniach co do nich. Co istotne postępowanie wieczystoksięgowe nie opiera się na zasadzie kontradyktoryjności, umożliwiającej weryfikację materiału dowodowego przez stronę przeciwną.
Pytanie prawne
M.P. złożył wniosek o wykreślenie z księgi wieczystej hipoteki umownej, załączając poświadczony notarialnie odpis pisemnego zezwolenia jego wierzyciela na wykreślenie tej hipoteki. SR w G. oddalił wniosek, uznając, że przedłożony dokument nie może być podstawą do dokonania wpisu w księdze wieczystej. Natomiast SO w G. stwierdził istnienie rozbieżności w orzecznictwie i przedstawił SN pytanie prawne: Czy dopuszczalny jest wpis w księdze wieczystej na podstawie odpisu dokumentu poświadczonego za zgodność z oryginałem przez notariusza?
Według jednego ze stanowisk wpis w księdze wieczystej na podstawie poświadczonych za zgodność z oryginałem przez notariusza, adwokata czy radcę prawnego, odpisów dokumentów, jest niedopuszczalny. Wynika to z ograniczenia przez ustawodawcę kognicji sądu jedynie do badania, czy przedstawione przez wnioskodawcę dokumenty uprawniają do ujawnienia prawa podmiotowego do nieruchomości. Zawężenie zakresu środków dowodowych uzasadniane jest formalizacją obrotu nieruchomościami w celu zapewnienie jego bezpieczeństwa (zob. postanowienie SN z 15.12.2021 r., III CZP 18/21, Legalis). Na poparcie tego stanowiska wskazuje się na treść art. 361 ust. 3 KWU, który wyklucza możliwość wydania z akt księgi wieczystej dokumentu, który stanowił podstawę wpisu. Opierając się na założeniu racjonalności ustawodawcy, należy więc odrzucić dopuszczalność dokonania wpisu na podstawie odpisu lub kopii dokumentu, gdyż w przeciwnym razie przepis ten byłby zbędny.
W konsekwencji przyjmuje się, że zarówno w art. 31 ust. 1 KWU, w którym jest mowa o dokumentach stanowiących podstawę wpisu, jak również w art. 6262 § 3 KPC, wskazującym dokumenty, jakie należy załączyć do wniosku o wpis, chodzi o oryginały tych dokumentów, które mogą być zastąpione ich odpisami jedynie wówczas, gdy można to wywieść z przepisu szczególnego (zob. postanowienie SN z 25.3.2019 r., I CSK 812/17, Legalis). Takimi dokumentami są np. decyzje administracyjne, spełniające wymagania określone przepisami regulującymi ich wydanie. W wypadku dokumentów urzędowych podstawę wpisu w księdze wieczystej stanowi więc oryginał tego dokumentu albo jego urzędowy odpis sporządzony zgodnie z art. 250 KPC (zob. postanowienie SN z 27.2.2020 r., I CSK 722/19, Legalis). W orzecznictwie wskazano, że podstawy wpisu w księdze wieczystej nie mogą stanowić m.in.: odpis dokumentu poświadczony za zgodność z oryginałem przez notariusza ani notarialnie poświadczona kopia (zob. postanowienie SN z 25.3.2019 r., I CSK 812/17, Legalis; postanowienie SN z 28.2.2017 r., I CSK 133/16, Legalis), czy też odpisy dokumentów o których mowa w art. 95 ust. 1 w zw. z ust. 5 ustawy z 29.8.1997 r. – Prawo bankowe (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1646), poświadczone przez pełnomocnika wnioskodawcy na podstawie art. 129 § 2 KPC (zob. postanowienie SN z 2.12.2016 r., I CSK 819/15, Legalis). Nie dopuszczono także wpisu hipoteki przymusowej na podstawie jakiegokolwiek odwzorowania tytułu wykonawczego, podstawą może być tylko oryginał. W przypadku ewentualnych trudności podczas prowadzenia przez wierzyciela egzekucji przeciwko kilku osobom albo z kilku składowych części majątku tego samego dłużnika, wierzyciel może ubiegać się o wydanie dalszego tytułu wykonawczego, na podstawie art. 793 KPC (zob. uchwała SN z 8.12.2005 r., III CZP 101/05, Legalis).
Drugi z prezentowych w orzecznictwie poglądów dopuszcza odpis dokumentu poświadczony za zgodność z oryginałem przez pełnomocnika strony lub notariusza jako podstawę wpisu w księdze wieczystej (zob. postanowienie SN z 20.11.2014 r., V CSK 9/14, Legalis). Sąd przedstawiający pytanie prawne wskazał, że przedłożenie dokumentu mającego stanowić podstawę wpisu w postaci odpisu poświadczonego zgodnie z art. 129 § 2 KPC nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa obrotu i dokonywanych wpisów, gdyż poświadczenia te mają charakter dokumentu urzędowego. W razie zaś wątpliwości co do istnienia podstawy wpisu sąd wieczystoksięgowy może z urzędu zażądać od strony składającej odpis dokumentu przedłożenia oryginału tego dokumentu. W orzecznictwie podkreśla się, że notariusz jest osobą zaufania publicznego, a jego udział w dokonywaniu czynności prawnych przybierających postać czynności notarialnych ma gwarantować m.in. bezpieczeństwo i pewność obrotu prawnego. W ten sposób w sytuacji, w której do wniosku o wpis w księdze wieczystej dołączona zostaje poświadczona za zgodność z oryginałem przez notariusza kopia dokumentu sporządzonego w formie określonej w art. 31 KWU, cel i funkcja tego przepisu zostają zachowane (zob. postanowienie SN z 5.9.2023 r., II CSKP 363/23, Legalis).
Stanowisko SN
SN stwierdził, że podstawą wpisu w księdze wieczystej nie może być odpis dokumentu poświadczonego za zgodność z oryginałem przez notariusza. Przyjęte stanowisko uzasadnia się specyfiką postępowania wieczystoksięgowego, w którym nie występuje strona przeciwna, jak też nie przeprowadza się w nim rozprawy, na której możliwa byłaby konfrontacja przedłożonego odpisu dokumentu z jego oryginałem w razie zgłoszenia takiego żądania przez stronę przeciwną lub na żądanie sądu. W tym postępowaniu na sąd nałożono obowiązek sprawdzenia z urzędu, czy żądanie wniosku znajduje usprawiedliwienie w dokumentach załączonych do wniosku i treści księgi wieczystej. W orzecznictwie podkreśla się też, że skoro wpis do księgi wieczystej wywołuje istotne skutki prawne, wynikające z art. 3 i 5 KWU, to wpisy muszą być dokonane na podstawie dokumentów, których istnienie nie budzi wątpliwości. Natomiast dopuszczenie stosowania art. 129 § 2-4 KPC w postępowaniu wieczystoksięgowym osłabiałoby gwarancje formalne chroniące przed możliwością posłużenia się w postępowaniu wieczystoksięgowym dokumentami podrobionymi.
Projekt zmian w KPK – sądowa kontrola decyzji prokuratora o odmowie udziału pełnomocnika
Najważniejsze rozwiązania przewidziane w projekcie
- kontrola sądowa – zażalenia na decyzję prokuratora rozpoznawałby sąd rejonowy właściwy dla miejsca prowadzenia postępowania,
- szybka procedura – sąd miałby obowiązek rozpoznać sprawę nie później niż w ciągu 7 dni od otrzymania zażalenia wraz z aktami,
- odroczenie skuteczności decyzji – postanowienie prokuratora stawałoby się wykonalne dopiero po jego uprawomocnieniu, z wyjątkiem sytuacji niecierpiących zwłoki, które mogłyby wymagać podjęcia natychmiastowych działań procesowych.
Uzasadnienie projektu
Obecnie, zgodnie z art. 87 § 3 KPK, prokurator może odmówić udziału pełnomocnika, jeśli uzna, że nie wymaga tego obrona interesów danej osoby. Na takie rozstrzygnięcie przysługuje jedynie zażalenie do prokuratora nadrzędnego. Projekt zakłada rozszerzenie tej procedury o dodatkową instancję – sądową.
Jak podkreślono w uzasadnieniu projektu, celem zmiany jest realizacja konstytucyjnego prawa do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP) oraz zapewnienie realnej ochrony interesów jednostki, które mogą być zagrożone arbitralnymi decyzjami prokuratora.
Projektodawcy zwracają uwagę, że decyzja o odmowie udziału pełnomocnika może dotyczyć osób zatrzymanych lub wobec których prowadzone są czynności procesowe – jeszcze przed formalnym postawieniem zarzutów. W takich sytuacjach gwarancje procesowe są ograniczone, a rola pełnomocnika może mieć kluczowe znaczenie dla ochrony praw jednostki.
Z danych Prokuratury Krajowej wynika, że prokuratorzy sięgają po możliwość odmowy udziału pełnomocnika sporadycznie, traktując ją jako wyjątek – w przypadkach, gdy jego obecność mogłaby zagrozić prawidłowemu przebiegowi postępowania, utrudnić śledztwo lub naruszyć interesy innych osób. Z tego względu resort ocenia, że proponowana zmiana nie wpłynie znacząco na czas trwania postępowań, a jednocześnie wzmocni standardy konstytucyjne i konwencyjne.
Etap legislacyjny
Planowany termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów – IV kwartał 2025 r.
Projektowana zmiana jest logicznym rozwinięciem gwarancji procesowych przewidzianych w Konstytucji. Wprowadzenie sądowej kontroli decyzji prokuratora o odmowie udziału pełnomocnika odpowiada standardom europejskim i pozwala na realne wzmocnienie prawa do obrony oraz prawa do sądu. Dotąd kontrola instancyjna była ograniczona jedynie do prokuratora nadrzędnego, co nie spełniało wymogu niezależności i bezstronności organu kontrolującego.
W praktyce wprowadzenie dodatkowej kontroli sądowej będzie wymagało sprawnej organizacji pracy sądów rejonowych. Ustawowy 7-dniowy limit to ambitne rozwiązanie, które w praktyce będzie wymagało priorytetowego traktowania tego rodzaju spraw. Jeśli jednak uda się go utrzymać, nowelizacja może rzeczywiście przyczynić się do podniesienia standardów ochrony praw procesowych w Polsce.
Praca zdalna w odwrocie. Przepisy raczej zniechęcają
Wydaje się, że praca zdalna swój okres świetności miała w czasie pandemii, kiedy taki tryb został poniekąd wymuszony przez panującą sytuację. Obecnie coraz więcej firm decyduje się na pracę stacjonarną.
Jak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie OLX Praca, wśród kandydatów zainteresowanie ofertami pracy zdalnej jest wciąż bardzo duże. Pracodawcy otrzymują na nie ponad pięć razy więcej odpowiedzi niż na propozycje pracy stacjonarnej. Jednak mimo tej popularności liczba ofert, które przewidują realizację zadań z domu, znacząco się kurczy – w ujęciu rok do roku jest ich o blisko 50 proc. mniej.
– Oferty pracy zdalnej to często zajęcie dorywcze, związane na przykład z pracami graficznymi, aktualizacją arkuszy kalkulacyjnych, czy dodawaniem produktów w sklepach internetowych. Nie wymagają one specjalistycznej wiedzy i można je wykonywać z dowolnego miejsca. Dla osób wykluczonych komunikacyjnie często to jedyna szansa na zatrudnienie. Tymczasem, jak wynika z naszych danych, liczba tego typu ofert kurczy się, co może mieć związek z coraz powszechniejszym trendem powrotu do biur. Wydaje się jednak, że stoi on w opozycji do idei tworzenia włączającego rynku pracy, ponieważ w dłuższej perspektywie może jeszcze bardziej utrudnić dostęp do niego mieszkańcom wsi czy małych i średnich miast – mówi Konrad Grygo, starszy analityk biznesowy OLX Praca.
Są nowe przepisy, ale nieskuteczne
Większej popularyzacji pracy zdalnej nie pomogły z kolei przepisy.
– Model hybrydowy dalej istnieje. I jeżeli jakaś firma decyduje się na pracę zdalną, to w takiej właśnie konfiguracji. Z tym że z reguły występuje przewaga wykonywania obowiązków stacjonarnie – mówi Katarzyna Kamecka, ekspertka Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
Przypomnijmy, że od 7 kwietnia 2023 r. obowiązują nowe regulacje dotyczące pracy zdalnej. Zgodnie z ustawową definicją polega ona na całkowitym lub częściowym wykonywaniu obowiązków w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą, w tym w mieszkaniu, m.in. z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość.
Wprowadzono też możliwość wykonywania pracy zdalnej na polecenie pracodawcy, które może być wydawane w sytuacjach wyjątkowych, np. w okresie epidemii oraz działania siły wyższej.
Wniosek o pracę zdalną firma musi uwzględnić, m.in. gdy pracownica jest w ciąży, zatrudniony wychowuje dziecko do czwartego roku życia (chyba że nie będzie to możliwe ze względu na organizację pracy lub jej rodzaj). Pracownik może też wnosić okazjonalnie o wykonywanie swoich obowiązków na odległość (w wymiarze 24 dni w roku). W takim przypadku jednak odbywa się to bez formalności ani obowiązków stosowanych do właściwej pracy zdalnej.
Katarzyna Kamecka nie jest zaskoczona, że regulacje w takim kształcie nie przyczyniły się do popularyzacji tej formuły.
– Praca zdalna z założenia jest elastyczną formą organizacji realizowanych obowiązków. Tymczasem obowiązujące przepisy to dobry przykład, jak coś w istocie prostego można niepotrzebnie skomplikować. Jest za dużo formalizmu w tych regulacjach, bowiem trzeba prowadzić np. specjalne ewidencje pracy zdalnej. To na pewno nie zachęca – mówi.
Także Nadia Winiarska, ekspertka ds. zatrudnienia Konfederacji Lewiatan uważa, że pracodawcy mogą ograniczać możliwość świadczenia pracy zdalnej ze względu na uregulowania kodeksu pracy, które nakładają na nich dodatkowe obowiązki organizacyjne oraz konieczność rozliczania kosztów.
Zdaniem Katarzyny Kameckiej rozbudowane przepisy nie mają jednak decydującego wpływu na niską popularność pracy zdalnej. Ważniejsze są inne czynniki.
Przyczyny odwrotu
Jakie? – Wydaje mi się, że to w dużej mierze kwestia efektywności. Nie jest ona niestety tak wysoka, jak pracodawcy tego oczekują. Jest z nią problem szczególnie w branżach, gdzie efektywność nie jest mierzona wymiernymi rezultatami w krótkim okresie – dodaje.
Ekspertka wskazuje też na chęć budowania integracji zespołu, co przy pracy zdalnej jest bardzo utrudnione.
– Prawda jest też taka, że jeżeli firma ma już siedzibę i za nią płaci, to ta pokusa, aby „mieć na oku” pracownika często zwycięża – uważa Katarzyna Kamecka.
Nadia Winiarska wskazuje z kolei na trudności związane z zarządzaniem rozproszonym zespołem.
– Praca zdalna może wpływać na zaangażowanie i dobrostan pracowników w różny sposób – z jednej strony pozytywnie dzięki elastyczności, z drugiej zaś mogą pojawiać się wyzwania związane z komunikacją, utrzymaniem dobrostanu pracowników oraz zachowaniem równowagi między pracą a życiem prywatnym – dodaje.
Prohibicja: ważenie praw i wolności
– Trudno się dziwić przedsiębiorcom, że nie podoba im się próba ograniczania swobody prowadzenia legalnego biznesu. To klasyczny konflikt interesów, ale rolą polityków jest ważenie racji i wybieranie rozwiązania najlepszego dla większości – ocenia radca prawny Krzysztof Koźmiński, profesor UW oraz partner zarządzający w kancelarii Jabłoński Koźmiński i Wspólnicy.
Wysyp projektów
Dyskusja na temat częściowej prohibicji, której wprowadzenie w wielu już gminach w Polsce doprowadziło do zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach w nocy, odżyła przy okazji burzliwej debaty stołecznych radnych. Zeszłotygodniowe, burzliwe obrady zakończyły się ostatecznie przyjęciem uchwały umożliwiającej wcielenie pomysłu w życie tylko w dwóch dzielnicach – w Śródmieściu i na Pradze Północ.
Własny zaś projekt w tej sprawie – ale obejmujący już całe miasto – wycofał wcześniej prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. W reakcji na taki obrót spraw, Polska 2050 zapowiedziała, że w tym tygodniu złoży w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości, tak, by zaostrzyć zakaz promocji alkoholu i kary za łamanie przepisów. Podobna deklaracja padła w imieniu Lewicy, która – jak wynika z informacji „Rynku Zdrowia” – w przepisach ma się domagać wprowadzenia ograniczeń nocnej sprzedaży na terenie całego kraju.
Według mec. Koźmińskiego, w przypadkach lokalnych ograniczeń jeszcze większe wątpliwości mogłoby wzbudzić wprowadzenie prohibicji w całym mieście. – Problemem turystycznych metropolii wydaje się bowiem to, co dzieje się głównie w centrum, więc skupianie się też np. na ich obrzeżach mogłoby mijać się z celem – argumentuje ekspert.
– Trzeba pamiętać o zasadzie proporcjonalności, a jednak w grę – oprócz wolności działalności gospodarczej, której jestem zwolennikiem – wchodzi też wolność ludzka. Skoro żyjemy w państwie liberalnym, nie powinniśmy z góry zakazywać dostępu wszystkim – dodaje.
Zmarnowana szansa
Jednak zdaniem części komentujących, przez zamieszanie wokół sytuacji w Warszawie, stolica póki co zmarnowała szansę, aby pójść tropem Krakowa, który zdecydował się właśnie na bardziej radykalny krok i objęcie nocną prohibicją całego miasta.
W efekcie liczba policyjnych interwencji gwałtownie spadła, a jak przypomniał niedawno w mediach społecznościowych prezydent miasta Aleksander Miszalski, dane służb potwierdzają, że podjęta w tej sprawie decyzja była strzałem w dziesiątkę. Do końca września trwa zresztą badanie wśród mieszkańców stolicy Małopolski, w którym ci wypowiadają się m.in. na temat poparcia wydłużenia godzin obowiązywania zakazu (obecnie to 24:00–5:30).
Podstawą prawną do wprowadzenia zakazu sprzedaży alkoholu w gminach jest właśnie ustawa o wychowaniu w trzeźwości, której zmiany chce partia Szymona Hołowni. To ona daje gminom kluczowe w tej sprawie prawo do przyjęcia uchwał, które niejednokrotnie już trafiały na wokandy.
Jak przypomina mec. Koźmiński, wątpliwości ogniskowały się wokół m.in. ich rzekomej sprzeczności z konstytucją, w tym – zasadą równości wobec prawa czy wolności działalności gospodarczej.
– Zarzuty dotyczyły m.in. wprowadzania prohibicji w jednych dzielnicach, a w innych nie. Trzeba przyznać, że faktycznie prowadzi to do wątpliwych sytuacji, w których sklepy po jednej stronie ulicy mogą sprzedawać alkohol w nocy, a po drugiej już nie. I może prowadzić to do zachwiania zasady uczciwej konkurencji, bo dla wielu z nich stanowi to istotną część zysków – komentuje mec. Koźmiński.
– Mimo tego przed sądami, w tym Naczelnym Sądem Administracyjnym, zarzuty się nie bronią, bo te liberalnie podchodzą do oceny zasadności wprowadzenia takich uchwał. Warszawa jest jednym z niewielu dużych miast w Polsce, w których takich regulacji wciąż nie wprowadzono – precyzuje.
Również dr Adrian Misiejko, prawnik z kancelarii Ziemski & Partners dostrzega oczywistą sprzeczność interesów sprzedających i mieszkańców.
– Nietrudno zatem sobie wyobrazić, że przedsiębiorcy działający na terenie gminy, których działalność została poddana ograniczeniom, mogą chcieć podważać legalność uchwał przed sądami administracyjnymi – wykazując swój interes prawny – albo kierując zawiadomienia do wojewody i licząc, że to on wniesie skargę lub wcześniej samodzielnie stwierdzi nieważność uchwały – komentuje.
Prawnik zastrzega jednak, że decydując się na taki krok rada gminy powinna trzymać się ustawowych i statutowych procedur.
– Dotyczy to zwłaszcza obowiązku uzyskania wymaganych opinii m.in. jednostek pomocniczych gminy. Zdarzało się już, że stwierdzano nieważność uchwał z powołaniem się na bardziej lub mniej oczywiste błędy w tym zakresie – dodaje.
Litewski przykład
Bardziej radykalnie na kwestię ograniczeń spogląda dr hab. Marek Wiergowski, toksykolog sądowy z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Według eksperta powinniśmy kierować się przykładem bliskich nam państw, a zwłaszcza Litwy, która już niemal dekadę temu wprowadziła zakaz nocnej sprzedaży w sklepach i na stacjach benzynowych. – I to nie tylko w czasie ciszy nocnej, ale między godziną 20 a 10 rano – zastrzega ekspert.
Jego zdaniem w szczególności handel na stacjach to pułapka dla osób uzależnionych. – Sprzedaż alkoholu na stacjach powinna być natychmiastowo i bezwzględnie zakazana, bo osoby w chorobie alkoholowej niejednokrotnie po prostu nie potrafią się powstrzymać przed zakupem, a później wyjeżdżają na drogę, zagrażając sobie i innym osobom – argumentuje.
Zapewnia, że na Litwie po pierwszych pięciu latach obowiązywania różnego rodzaju rygorów, roczne spożycie czystego, stuprocentowego alkoholu spadło z 15 do 11 litrów na osobę powyżej 15. roku życia. Podkreśla, że w Polsce ogromna liczba osób, idąc rano do pracy, kupuje „małpki”.
I konkluduje, że badający sprawy wypadków komunikacyjnych lekarze i toksykolodzy sądowi na własne oczy widzą, jakie skutki wywołuje każda, w zasadzie, ilość alkoholu.
– Dlatego nie rozumiem, dlaczego politycy – i to zarówno w Polsce, jak i za granicą – tak bardzo oponują w kwestii ograniczeń dostępności alkoholu – komentuje ekspert.
Koszty społeczne
Mec. Koźmiński również alarmuje w sprawie ogromnych kosztów społecznych i gospodarczych nadużywania alkoholu, pod wpływem którego – jak przypomina – „dochodzi do wielu wypadków drogowych, przestępstw i wykroczeń, a w ich konsekwencji – dramatów rodzinnych, interwencji służby zdrowia, a nawet śmierci”. I uważa, że kluczowy zakaz odciąża pogotowie, policję oraz inne służby państwowe i lokalne.
Zauważa jednak, że za pomocą jednego rozwiązania nie da się rozwiązać złożonego problemu. – Konsekwentna polityka antyalkoholowa ma liczne pozytywne skutki, ale trzeba pamiętać, że wprowadzanie jednego aktu prawnego nie rozwiąże całego problemu, bo nie wymusi na sprzedawcach np. przestrzegania zakazu sprzedaży niepełnoletnim etc. – podsumowuje.