Sąd Najwyższy o niekonstytucyjności podwyższenia kary za uporczywe nękanie
Stan faktyczny i przebieg postępowania
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza wyrokiem z 28.4.2023 r., III K 402/21, uznał Ł.L. za winnego uporczywego nękania J.R. w okresie od 26.4 do 5.8.2020 r. (art. 190a § 1 KK). Postępowanie warunkowo umorzono na 3 lata próby, orzeczono dozór kuratora, zakaz kontaktowania i zbliżania się do pokrzywdzonej oraz nawiązkę 2000 zł.
Wyrok zaskarżyli zarówno oskarżony, jak i prokurator. Oskarżony domagając się uniewinnienia zarzucił m.in. błędy w ustaleniach faktycznych, niewłaściwe zastosowanie art. 190a § 1 KK i rażąco wygórowaną nawiązkę.
Bezpodstawne zastosowanie warunkowego umorzenia
Prokurator natomiast zarzucił bezpodstawne zastosowanie warunkowego umorzenia, albowiem po nowelizacji dokonanej ustawą z 31.3.2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 568; dalej: ZmKoronawirusU20(1)) czyn z art. 190a § 1 KK zagrożony był karą do 8 lat pozbawienia wolności, co w świetle art. 66 § 2 KK wyklucza zastosowanie warunkowego umorzenia.
Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 27.10.2023 r., X Ka 683/23, zmienił wyrok w ten sposób, że wymierzył oskarżonemu karę 1 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 3 lata, dozór kuratora oraz zakaz kontaktu i zbliżania się do pokrzywdzonej.
Kasację od wyroku sądu odwoławczego wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich – na korzyść skazanego. Zarzucił:
- naruszenie prawa materialnego – zastosowanie art. 190a § 1 KK w brzmieniu nadanym nowelizacją uchwaloną z naruszeniem procedury legislacyjnej;
- naruszenie prawa procesowego – sąd odwoławczy nie zbadał z urzędu kwestii poczytalności oskarżonego, mimo wątpliwości wynikających z opinii biegłych.
RPO wniósł o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Konieczność zastosowania art. 190a KK w brzmieniu sprzed 31.3.2020 r.
Sąd Najwyższy w pełni podzielił stanowisko RPO. Uznał, że zarzut naruszenia prawa materialnego jest w pełni zasadny i ma szczególne znaczenie dla sytuacji skazanego. Przed nowelizacją możliwe było bowiem zastosowanie warunkowego umorzenia postępowania karnego, natomiast po jej wejściu w życie możliwość ta została wyłączona, co doprowadziło w postępowaniu odwoławczym do uchylenia wyroku sądu I instancji.
Sąd Najwyższy przychylił się również do zarzutów Rzecznika dotyczących rażącego naruszenia przepisów postępowania. W ustnych motywach rozstrzygnięcia podkreślono, że zestawienie treści opinii biegłych z zakresem pytań zawartych w postanowieniach o ich powołaniu prowadzi do wniosku, iż opinie te są niepełne. Odnoszą się jedynie do części wymaganych kwestii (np. chorób psychicznych czy poziomu intelektualnego sprawcy), pomijając inne, równie istotne dla oceny winy i odpowiedzialności, w tym ewentualne inne zakłócenia czynności psychicznych.
Z tych przyczyn Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę sądowi II instancji do ponownego rozpoznania, wiążąc go koniecznością zastosowania art. 190a KK w brzmieniu sprzed 31.3.2020 r.
Uzasadnienie SN
W październiku 2025 r. SN wydał pisemne uzasadnienie wyroku, w którym szeroko odniósł się m.in. do zarzutu naruszenia procedury legislacyjnej przy zaostrzaniu kary za uporczywe nękanie, przeprowadzonej w marcu 2020 r.
Sąd Najwyższy w pierwszym kroku uznał, że zarzut naruszenia procedury legislacyjnej w ogóle może być przedmiotem jego oceny, ponieważ:
- Sądy mają kompetencję do rozproszonej kontroli konstytucyjności ustaw.
SN powołał własne orzecznictwo – utrwalone od 2000 r. – które dopuszcza odmowę zastosowania przepisu ustawowego sprzecznego z Konstytucją RP. - Kontrola TK była praktycznie niedostępna.
SN podkreślił wieloletnią bezczynność Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wniosku RPO z 2020 r. dotyczącego tej ustawy (wniosek RPO do TK z 30.9.2020 r. w sprawie K 22/20.) W takiej sytuacji dopuszczalna jest rozproszona kontrola przez sądy, aby zapewnić stronie realne rozpoznanie sprawy w rozsądnym terminie.
SN uznał zatem, że ma prawo badać zgodność z Konstytucją RP trybu uchwalenia przepisu będącego podstawą rozstrzygnięcia.
Sąd Najwyższy, odwołując się także do orzecznictwa TK, przypomniał istotę zasady legalizmu (art. 7 Konstytucji RP) oraz związanie Sejmu własnym regulaminem (art. 112 Konstytucji RP). Z tych przesłanek wywiódł, że rażące naruszenie Regulaminu Sejmu może prowadzić do niezgodności procedury ustawodawczej z Konstytucją RP.
SN kilkakrotnie podkreślił, że Sejm „sam się związał” postanowieniami Regulaminu i musi ich przestrzegać. Kluczowe dla sprawy było ustalenie, że art. 13 ZmKoronawirusU20(1) zmieniał Kodeks karny, a tym samym podlegał szczególnemu trybowi legislacyjnemu z Rozdziału 4 Działu II Regulaminu Sejmu: „Postępowanie z projektami kodeksów”, który dotyczy również projektów zmian kodeksów.
SN podzielił pogląd RPO, że skoro kodeksy są aktami o szczególnej wadze systemowej, ich nowelizowanie wymaga zachowania tego trybu, tymczasem sposób procedowania nad „ustawą covidową” przypominał tryb pilny, którego konstytucyjnie nie wolno stosować do kodeksów.
W ocenie SN brak było jednocześnie podstaw do przyjęcia, że zmiany w Kodeksie karnym – w tym dotyczących przestępstwa uporczywego nękania w postaci drastycznego podwyższenia ustawowego zagrożenia z kary „do 3 lat” pozbawienia wolności do kary „od 6 miesięcy do 8 lat” pozbawienia wolności – były uzasadnione sytuacją wywołaną rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Omawiana nowelizacja była wyrazem instrumentalnego wykorzystania sytuacji związanej z chorobą COVID-19 do przeprowadzenia zmiany w kodeksie, która w normalnym, spełniającym standardy konstytucyjne procesie legislacyjnym musiałyby być podana dogłębnej analizie i refleksji, co najpewniej skutkowałoby, że nie zostałaby uchwalona albo nie zostałaby uchwalona w przyjętym ostatecznie kształcie.
W konkluzji SN przyjął, że zmiana art. 190a § 1 KK została uchwalona z naruszeniem art. 7 i 112 Konstytucji RP i odmówił zastosowania tego przepisu jako niezgodnego z Konstytucją RP.
To rzadki i doniosły przypadek, w którym SN zastosował rozproszoną kontrolę konstytucyjności i uznał zmianę w Kodeksie karnym za niekonstytucyjną z powodu wad legislacyjnych.
Wyrok SN z 17.6.2025 r., II KK 462/24, Legalis
Reforma egzaminów sędziowskich i prokuratorskich – trzeci termin dla aplikantów KSSiP
- Projekt przewiduje możliwość trzykrotnego podejścia do egzaminu sędziowskiego i prokuratorskiego przez aplikantów KSSiP.
- Nowelizacja różnicuje liczbę podejść w zależności od przyczyn wcześniejszego nieprzystąpienia lub niezdania egzaminu.
- Przepisy przejściowe obejmą także byłych aplikantów z lat 2013–2025, umożliwiając im ponowne przystąpienie do egzaminu.
Cel i uzasadnienie projektu
Celem projektu jest dostosowanie przepisów do postulatów środowiska aplikantów KSSiP, którzy od lat wskazywali na nadmierną surowość obecnych regulacji. Obowiązujący stan prawny przewiduje bowiem jedynie jedną możliwość ponownego przystąpienia do egzaminu zawodowego w przypadku jego niezdania, co w praktyce kończy ścieżkę kariery sędziowskiej lub prokuratorskiej dla osób, które nie uzyskały pozytywnego wyniku w dwóch próbach. Nowelizacja ma na celu uelastycznienie procedury egzaminacyjnej i przywrócenie równowagi pomiędzy wymogami zawodowymi a zasadą równego dostępu do zawodu.
Ustawodawca podkreśla, że proponowane rozwiązanie nie obniża wymogów merytorycznych, lecz zapewnia aplikantom dodatkową szansę, uwzględniającą losowe i życiowe przeszkody w przygotowaniu do egzaminu. Zmiana jest także wyrazem racjonalnego gospodarowania zasobami kadrowymi wymiaru sprawiedliwości, gdyż zwiększa szansę na pełniejsze wykorzystanie potencjału osób, które ukończyły proces aplikacyjny.
Zakres merytoryczny projektu
Projekt wprowadza szereg zmian w art. 33 ustawy z 23.1.2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 217; dalej: KSSiPU), rozszerzając katalog uprawnień aplikantów w zakresie przystąpienia do egzaminu sędziowskiego. Kluczowe nowości obejmują dodanie przepisów ust. 3a–3d oraz ust. 5, które szczegółowo regulują dopuszczalne liczby podejść i terminy egzaminów.
Zgodnie z projektowanymi zmianami:
- Aplikant, który nie przystąpił do egzaminu w wyznaczonym terminie i nie uzyskał zezwolenia lub odstąpił od egzaminu bez usprawiedliwienia, będzie mógł przystąpić ponownie tylko raz (nowe brzmienie art. 33 ust. 3 KSSiPU).
- Aplikant, który nie zdał egzaminu w terminie wyznaczonym, będzie mógł przystąpić do egzaminu ponownie tylko dwa razy, z zastrzeżeniem dalszych przepisów (art. 33 ust. 3a KSSiPU).
- W przypadku pierwszego niezdania egzaminu, aplikant będzie mógł przystąpić ponownie w bezpośrednio kolejnym terminie, tj. w terminie egzaminu wyznaczonym dla kolejnego rocznika (art. 33 ust. 3b KSSiPU).
- Jeśli aplikant nie przystąpi do egzaminu w tym kolejnym terminie lub odstąpi od niego bez usprawiedliwienia, zachowa prawo do jednego ponownego podejścia (art. 33 ust. 3c KSSiPU).
- Aplikant, który nie zda egzaminu po raz drugi, będzie mógł przystąpić do egzaminu po raz trzeci nie później niż w ciągu 60 miesięcy od dnia ukończenia aplikacji sędziowskiej (art. 33 ust. 3d KSSiPU).
Ponadto w art. 33 KSSiPU dodano ust. 5, który stanowi, że aplikanci, o których mowa w ust. 3c, mogą przystąpić do egzaminu nie później niż w terminie 48 miesięcy od ukończenia aplikacji. Zmiany te zapewniają spójność systemową oraz jasne określenie granic czasowych dla korzystania z uprawnienia do ponownego egzaminu.
Zasady różnicowania i dopuszczalność trzeciego podejścia
Projektowane przepisy różnicują sytuację aplikantów w zależności od przyczyn wcześniejszego nieprzystąpienia do egzaminu lub jego niezdania. Trzykrotne przystąpienie będzie możliwe wyłącznie w przypadku osób, które dwukrotnie nie zdały egzaminu, natomiast dla aplikantów, którzy nie przystąpili bez usprawiedliwienia, przewidziano ograniczenie do jednej lub dwóch prób. Surowsze potraktowanie tej grupy wynika z braku realizacji celu odbywania aplikacji, który jest finansowany ze środków publicznych i zakłada odpowiedzialne podejście do procesu kształcenia.
Dyrektor KSSiP zachowa uprawnienie do udzielania zezwolenia na przystąpienie do egzaminu w terminie późniejszym – w przypadku, gdy aplikant wykaże, że nieobecność lub przerwanie egzaminu wynikało z choroby, wypadku losowego lub innej udokumentowanej przyczyny uniemożliwiającej udział w egzaminie.
Przepisy przejściowe – aplikanci z lat 2013–2025
Nowelizacja obejmuje także przepisy o charakterze przejściowym. Na mocy art. 2 projektu, aplikanci KSSiP, którzy w latach 2013–2025 dwukrotnie nie zdali egzaminu sędziowskiego lub prokuratorskiego, będą mogli ponownie przystąpić do egzaminu jeden raz – w jednym z terminów wyznaczonych w ciągu 60 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy. Z uprawnienia tego wyłączeni zostaną aplikanci, którzy już wcześniej skorzystali z możliwości podejścia do egzaminu jako referendarze sądowi, asystenci sędziów lub asystenci prokuratorów.
Rozwiązanie to ma charakter kompensacyjny i odpowiada na postulaty osób, które ukończyły aplikację w poprzednich latach, lecz nie uzyskały pozytywnego wyniku egzaminu z przyczyn niezależnych od nich. Umożliwienie ponownego przystąpienia do egzaminu pozwoli wykorzystać ich przygotowanie zawodowe i przyczyni się do poprawy sytuacji kadrowej w sądach i prokuraturach.
Wejście w życie
Zgodnie z art. 3 projektu, ustawa wejdzie w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia, co ma zapewnić odpowiedni czas na zapoznanie się z nowymi przepisami przez adresatów regulacji. Przewidziany termin jest wystarczający, by KSSiP dostosowała harmonogram egzaminów oraz zasady organizacyjne do nowych rozwiązań.
Etap legislacyjny
Projekt ustawy o zmianie ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury został opublikowany w Rządowym Centrum Legislacji i obecnie podlega opiniowaniu.
Skarbówka mimo reformy łatwo w konta nie zajrzy
Fiskus ma coraz więcej narzędzi do prześwietlania podatników. W ich konta bankowe tak łatwo jednak nie zajrzy. Potwierdza to przełomowe orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA).
Sprawa trafiła na wokandę z inicjatywy jednego z banków, który został ukarany przez skarbówkę za odmowę udzielenia jej informacji. Chodziło o nieodpłatne sporządzenie i przekazanie danych z rachunków bankowych jednego z klientów, którym zainteresował się fiskus. Urzędnicy wskazali, że wszczęli postępowanie przygotowawcze o przestępstwo skarbowe nielegalnej reklamy gier czy zakładów. I zażądali obrotów i stanów na rachunkach wskazanego klienta banku za 2022 r. z podaniem wpływów, obciążeń i ich tytułów oraz odpowiednio ich nadawców i odbiorców. Fiskus dał na to 14 dni i zagroził, że jeśli wyciągów nie dostanie, może wlepić karę.
Konieczna precyzja
Bankowcy zasłonili się art. 105 ust. 1 pkt 2 lit. e prawa bankowego. Przypomnieli, że zgodnie z tym przepisem bank ma obowiązek udzielenia informacji stanowiących tajemnicę bankową wyłącznie na żądanie szefa Krajowej Administracji Skarbowej (KAS), naczelnika urzędu celno-skarbowego albo urzędu skarbowego, na zasadach i w trybie określonych w przepisach ustawy o KAS, m.in. w związku z toczącym się postępowaniem o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe przeciwko osobie fizycznej będącej stroną umowy zawartej z bankiem, w zakresie informacji jej dotyczących.
Bank zauważył, że z pisma fiskusa nie wynika, czy te przesłanki zostały spełnione. Dlatego poprosił, by urzędnicy skarbówki jasno i bez wątpliwości to wykazali. Bankowcy podkreślili, że prawo bankowe to regulacja szczególna w zakresie dysponowania informacjami stanowiącymi tajemnicę bankową, która nie może być interpretowana rozszerzająco.
Fiskus tłumaczyć się nie zamierzał i za brak przesłania żądanych informacji od razu nałożył na bank 8 tys. zł kary. Stwierdził, że art. 48 ust. 1 pkt 1–2 ustawy o KAS stanowi samodzielną, niezależną podstawę prawną do uzyskania stosownych informacji od banków. A stanowisko banku zmierzające do doprecyzowania żądania, ocenił jako odmowę udzielenia informacji. Fiskus podkreślił, że wyraźnie wskazywał, iż postępowanie przygotowawcze prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko osobie, bowiem nie sporządzono postanowienia o przedstawieniu zarzutów. Nie nastąpiło zatem przekształcenie się postępowania z fazy in rem w fazę in personam.
Tymczasem naczelnik w związku ze ściśle określonym postępowaniem przygotowawczym może żądać od banku szczegółowych informacji dotyczących sytuacji finansowej m.in. osób fizycznych. Zadania określone w art. 48 ustawy o KAS realizowane są poza jakimkolwiek postępowaniem.
Fiskus znalazł też wytłumaczenie na kolizję między dwoma ustawami. Wskazał na zasadę, zgodnie z którą norma późniejsza uchyla normę wcześniejszą, a art. 48 ust. 1 ustawy o KAS w obecnym brzmieniu jest późniejszy. Ponadto zagadnienie udzielania przez banki informacji organom celno-skarbowym, w systemie prawa, a ściślej bankowego, pojawiło się w związku z utworzeniem KAS. Fiskus nie miał przy tym cienia wątpliwości, że ustawodawca, kompleksowo reformując administrację celną i skarbową, na potrzeby nowo wykreowanych organów, wprowadził normy prawne służące sprawnemu zwalczaniu nadużyć w obszarach pozostających w ich właściwości.
Ta argumentacja nie nakłoniła instytucji do rezygnacji z obrony swoich tajemnic. Zaskarżył karę i wygrał. Najpierw na to, że reforma KAS dawała jej przywilej pierwszeństwa względem regulacji prawa bankowego nie zgodził się Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Opolu. Po gruntownej analizie przepisów i orzecznictwa, w tym konstytucyjnego dotyczącego prawa do prywatności, uznał, że art. 104 ust. 1 i art. 105 ust. 1 pkt 2 lit. e prawa bankowego stanowią lex specialis w stosunku do art. 48 ust. 1 ustrojowej ustawy o KAS, wyznaczającej kompetencje organów oraz tryb i zasady ich działania.
A zdaniem sądu zaniechanie prawodawcy, polegające na niedostosowaniu odpowiednich przepisów prawa bankowego do przepisów ustawy o KAS, skutkuje tym, że bank jest zobowiązany udostępniać organom KAS dane chronione tajemnicą bankową tylko wtedy, gdy spełnione są przesłanki z art. 105 ust. 1 pkt 2 lit. e prawa bankowego. W innym przypadku instytucja zobowiązana jest do przestrzegania tajemnicy bankowej.
Nic się nie zmieniło
Ostatecznie do podobnych wniosków doszedł NSA. Zwrócił uwagę na szczególną konstrukcję ochrony tajemnicy bankowej.
Jak podkreślił sędzia NSA Bogusław Woźniak, jest to wartość, która podlega szczególnej ochronie, żeby nie dochodziło do jej pochopnego uchylania. Sąd nie kwestionował, że zreformowanie aparatu skarbowego i ochrona interesu fiskalnego mają istotne znaczenie. Niemniej, same w sobie nie mogą prowadzić do uchylenia ochrony wynikającej z tajemnicy bankowej. Tymczasem również w ocenie NSA to ustawa prawo bankowe nadal określa, kiedy można uchylić tajemnicę bankową.
Wyrok jest prawomocny.
Sygnatura akt: III FSK 882/24
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Krzysztof J. Musiał
doradca podatkowy, partner w kancelarii Musiał i Partnerzy
Z dużym zadowoleniem należy przyjąć orzeczenie NSA, utrzymujące wyrok WSA w Opolu. Zwłaszcza, że zapędy fiskusa do wnikania w obszar życia prywatnego podatników zaczynają już przekraczać granice przyzwoitości i naruszają w sposób oczywisty zasadę proporcjonalności. Należy zauważyć, że banki w krajach europejskich są instytucjami zaufania publicznego objętymi nadzorem państw w tym celu. Działalność instytucji finansowych jest przedmiotem regulacji UE również w zakresie ochrony przez nie informacji swoich klientów. Owszem, państwa członkowskie zgodnie z traktatem unijnym mogą podejmować działania w celu ochrony swoich wpływów podatkowych. Jednakże te nie mogą obejmować wszystkiego, tylko to, co jest niezbędne w tym zakresie. Prawdą jest też, że ustawa o KAS daje skarbówce prawo do wglądu w rachunki bankowe obywateli, ale, co umyka urzędnikom, na zasadach uregulowanych w prawie bankowym.
Jest to oczywiste, bo administratorem tych danych jest bank, a nie KAS. Gdybyśmy przyjęli logikę KAS, to w zasadzie tajemnica banko- wa stałaby się iluzoryczna. Czy można bowiem wykluczyć, że za jakiś czas KAS nie zechce sprawdzać stanu naszego posiadania przez pryzmat tego, ile wydajemy u lekarza, np. na zabiegi medycyny estetycznej? Nie można zapominać, że tajemnica bankowa jest jedną z najsilniej strzeżonych. I tak jak wskazał NSA, przepisy ją statuujące mają podstawowe znaczenie, a inne regulacje nie mogą jej modyfikować bez jednoznacznej woli ustawodawcy.
Przebudowa obiektu budowlanego nie anuluje nakazu rozbiórki
Nakaz rozbiórki
W 2017 r. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego (dalej: PINB) stwierdził, że należąca do A.K. altana nie spełnia zwalniających od konieczności uzyskania pozwolenia na budowę wymagań określonych w ustawie z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418; dalej: PrBud), zarówno w zakresie dopuszczalnej powierzchni zabudowy, jak i wysokości. Jak ustalono, obiekt miał powierzchnię zabudowy wynoszącą 36,54 m2 (dopuszczalna powierzchnia 35 m2), łączna powierzchnia tarasu zadaszonego, tarasu niezadaszonego i wiatrołapu liczyła 25,70 m2 (dopuszczalna powierzchnia 12 m2), zaś wysokość dachu zakwalifikowanego jako dach płaski ustalono na 4,75 m (dopuszczalna wysokość do 5 m przy dachach stromych i do 4 m przy dachach płaskich). W związku z tym PINB, na podstawie art. 48 ust. 1 i 4 PrBud, nakazał A.K. rozbiórkę altany a Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego (dalej: WINB) utrzymał w mocy decyzję organu I instancji. Prawidłowość dokonanych wówczas ustaleń potwierdził WSA w Poznaniu oddalając skargę A.K. na decyzję WINB oraz NSA oddalając skargę kasacyjną od wyroku Sądu I instancji.
Wniosek o stwierdzenie wygaśnięcia decyzji
Podczas kontroli przeprowadzonej w 2021 r. pracownicy PINB stwierdzili, że altana nie została rozebrana. Właściciel nieruchomości oświadczył, że w budynku dokonano zmian i obecnie spełnia on wymagania altany działkowej, o której mowa w art. 2 pkt 9a ustawy z 13.12.2013 r. o rodzinnych ogrodach działkowych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1073; dalej: RodzOgrDzU). A.K. wyjaśnił, że zmniejszono wielkość tarasu oraz zmieniono konstrukcję dachu na dach stromy. W związku z tym A.K., zwrócił się o uchylenie nakazu rozbiórki, a następnie o stwierdzenie wygaśnięcia tej decyzji jako bezprzedmiotowej. Sprawa kilkukrotnie była rozpoznawana przez organy obu instancji, jednak ostatecznie PINB omówił stwierdzenia wygaśnięcia decyzji. Organ wyjaśnił, że zmiana stanu faktycznego po wydaniu decyzji rozbiórkowej poprzez nieznaczne przebudowanie obiektu nie prowadzi do stwierdzenia jej bezprzedmiotowości. Zmiana ta nie skutkuje bowiem brakiem obowiązku rozbiórki altany. W obrocie prawnym dalej funkcjonuje ostateczna i prawomocna decyzja o nakazie rozbiórki, która podlega wykonaniu.
WINB utrzymał zaskarżoną decyzję w mocy. W uzasadnieniu postanowienia wskazano, że coraz częściej przyjmuje się, iż egzekwowanie niewykonanej decyzji o rozbiórce obiektu, który aktualnie mógłby powstać bez konieczności uzyskania jakichkolwiek zgód administracyjnych i nie narusza innych powszechnie obowiązujących przepisów prawa, przeczy celowi istnienia służb nadzoru budowlanego. Jednak wbrew twierdzeniom właściciela wykonane roboty budowlane, w tym zmiana konstrukcji dach i usunięcie ocieplenia, nie doprowadziły altany do stanu zgodnego z przepisami RodzOgrDzU oraz PrBud. Powierzchnia tarasu nadal ponad dwukrotnie przekracza dopuszczalny metraż, zaś zamaskowanie jego części ziemią jest rozwiązaniem tymczasowym.
Orzeczenie WSA
WSA w Poznaniu oddalił skargę inwestora podkreślając, że skarżący nie wykonał w całości obowiązku rozbiórki altany. Na skutek przebudowy niektórych elementów budynku doszło jedynie do częściowej rozbiórki obiektu, która nie doprowadziła jednak do spełnienia warunków określonych art. 2 pkt 9a RodzOgrDzU. Wymiary tarasu nie uległy istotnej zmianie, jego niezadaszona część nie została rozebrana, a jedynie zamaskowana ziemią, w konsekwencji przyczyna nakazu rozbiórki nadal istnieje. Sąd podkreślił, że zmiana stanu faktycznego po wydaniu decyzji rozbiórkowej, polegająca na przebudowie obiektu budowlanego nie prowadzi do stwierdzenia bezprzedmiotowości decyzji, nie ma zatem podstawy dla stwierdzenia jej wygaśnięcia.
Zaaprobowanie poglądu odmiennego pozostawałoby w sprzeczności z wynikającą z art. 16 § 1 KPA zasadą trwałości ostatecznych decyzji administracyjnych. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że istnieje możliwość stwierdzenia wygaśnięcia decyzji rozbiórkowej, bądź jej uchylenie w trybie art. 155 KPA, w przypadku zmiany stanu prawnego po wydaniu decyzji nakazującej rozbiórkę obiektu budowlanego np. zmiany lub uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, zmiany przepisów prawa budowlanego czy przepisów techniczno-budowlanych. W tej sprawie nie nastąpiła jednak zmiana stanu prawnego, a skarżący powołuje się wyłącznie na zmianę stanu faktycznego.
Stanowisko NSA
NSA oddalił skargę kasacyjną A.K. stwierdzając, że bezprzedmiotowość decyzji zachodziłaby jedynie wówczas, gdyby wszystkie elementy stosunku administracyjnego będącego postawą takiego nakazu ustały. Nakaz rozbiórki jest konsekwencją naruszenia przepisu prawa. Nawet zmiana stanu faktycznego po wydaniu decyzji rozbiórkowej polegająca na przekształceniu budynku rekreacyjnego na obiekt, na który w aktualnym stanie prawnym nie jest wymagane pozwolenie na budowę ani zgłoszenie, nie prowadzi do stwierdzenia bezprzedmiotowości decyzji, nie skutkuje również osiągnięciem stanu zgodnego z prawem (zob. wyrok NSA z 10.9.2019 r., II OSK 2113/18, Legalis).
W uzasadnieniu wyroku wskazano, że w art. 162 § 1 pkt 1 KPA wymieniono dwa przypadki nakazujące organowi administracji stwierdzenie wygaśnięcia decyzji. Pierwszy z nich dotyczy sytuacji, gdy decyzja stała się bezprzedmiotowa i stwierdzenie wygaśnięcia takiej decyzji nakazuje przepis prawa, zaś drugi – gdy decyzja stała się bezprzedmiotowa i stwierdzenie jej wygaśnięcia leży w interesie społecznym lub w interesie strony. NSA uznał, że w realiach orzekanej sprawy nie występuje żaden z tych przypadków. Nie ma bowiem ani przepisu nakazującego wygaszenie decyzji rozbiórkowej ani też decyzja ta nie stała się bezprzedmiotowa, nie doszło bowiem do zniszczenia lub przekształcenia rzeczy, rezygnacji z uprawnień przez stronę czy też zmiany stanu faktycznego uniemożliwiającego wydanie decyzji.
W uzasadnieniu orzeczenia podkreślono, że organy prawidłowo ustaliły i w sposób wyczerpujący wykazały, że należący do A.K. budynek nie spełnia parametrów altany, której budowa nie wymaga pozwolenia. Naruszenie obowiązujących norm wyznaczających dozwoloną przepisami PrBud wielkości zabudowy powoduje, że budowa taka staje się samowolą budowlaną. Przekraczający wskazane przez ustawodawcę parametry obiekt realizowany na terenie ogrodu działkowego nie jest zwolniony od obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę i podlega wszelkim rygorom przewidzianym w PrBud, łącznie z możliwością wydania przez organ nadzoru budowlanego orzeczenia o rozbiórce.
NSA wyjaśnił, że obowiązek rozbiórki wynika z pozostającej w obrocie prawnym ostatecznej i prawomocnej decyzji, a skarżący nie wykonał nałożonego obowiązku, a jedynie dokonał przebudowy niektórych elementów budynku. W rezultacie brak jest podstaw do stwierdzenia, że decyzja nakładająca obowiązek rozbiórki altany stała się bezprzedmiotową. Skarżącemu nie przysługuje uprawnienie do rezygnacji z orzeczonego nakazu rozbiórki. O ile strona może zrezygnować z realizacji uprawnienia, którym dysponuje, o tyle realizacja nałożonego na nią przez organ obowiązku jest obwarowana przymusem państwowym.
Wyrok NSA z 29.7.2025 r., II OSK 1418/24, Legalis
Kapitał zapasowy i jego przeznaczenie w spółce
Stanowisko WSA w Lublinie
Postanowieniem z 18.6.2025 r., I SA/Lu 226/25, WSA w Lublinie odmówił wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji w sprawie ze skargi A sp. z o. o. z siedzibą w B. (dalej: Skarżąca Spółka) na decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Lublinie (dalej: Organ) z 7.3.2025 r. w przedmiocie podatku dochodowego od osób prawnych za 2016 r. (dalej: Zaskarżona Decyzja). W uzasadnieniu WSA w Lublinie wskazał, że w okolicznościach sprawy Skarżąca Spółka nie wykazała istnienia przesłanek warunkujących uwzględnienie wniosku. W tym kontekście WSA w Lublinie zauważył, że zarówno kapitał, jak i aktywa Skarżącej Spółki wielokrotnie przekraczają wysokość zobowiązania podatkowego, wynikającego z Zaskarżonej Decyzji.
W ocenie WSA w Lublinie, przymusowa egzekucja należności z pewnością uszczupli majątek Skarżącej Spółki, niemniej jednak Skarżąca Spółka nie wykazała, aby owo uszczuplenie miało się wiązać ze szczególną szkodą albo prowadziło do skutków, które trudno byłoby odwrócić. Z uwagi na powyższe, WSA w Lublinie – na podstawie art. 61 § 3 i 5 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 935; dalej: PostAdmU) – odmówił wstrzymania wykonania Zaskarżonej Decyzji.
Stanowisko Skarżącej Spółki
W zażaleniu na to postanowienie Skarżąca Spółka zarzuciła naruszenie art. 61 § 3 PostAdmU poprzez niezasadne uznanie, iż nie zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody i spowodowania trudnych do odwrócenia skutków, gdyż WSA w Lublinie:
- pominął, że Skarżąca Spółka za 2024 r. poniosła stratę w wysokości 1 098 213,62 zł, co wskazuje na jej trudną sytuację finansową;
- wziął pod uwagę wysokość aktywów obrotowych, nie biorąc jednocześnie pod uwagę wysokości zobowiązań, które w bilansie na koniec 2024 r. wynoszą łącznie 7 937 011,12 zł, co uzasadnia przyjęcie, iż wszczęcie egzekucji z Zaskarżonej Decyzji doprowadzi do wypowiedzenia umów pożyczek i kredytów, braku możliwości regulowania zobowiązań wobec pracowników i kontrahentów, co rodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody majątkowej;
- wskazał, że kapitał zapasowy Skarżącej Spółki wynosi 3 209 447,47 zł, w sytuacji gdy kapitał ten nie może być przeznaczony na zapłatę należności publicznoprawnych, a jedynie na pokrycie strat bilansowych, sfinansowanie zwrotu dopłat, wynagrodzenia za umarzane udziały, podwyższenie kapitału zakładowego, czy też wypłaty na rzecz wspólników tytułem dywidendy.
NSA wskazał w pierwszej kolejności, że w myśl art. 61 § 3 PostAdmU, po przekazaniu sądowi skargi sąd może na wniosek skarżącego wydać postanowienie o wstrzymaniu wykonania w całości lub w części aktu lub czynności, jeżeli zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. Sąd może wstrzymać wykonanie zaskarżonego aktu lub czynności, jeżeli została spełniona co najmniej jedna z ustawowych przesłanek, tj. gdy stwierdzono, że zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody albo niebezpieczeństwo spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. W świetle powyższych uwag NSA stwierdził, że użyte przez ustawodawcę nieostre pojęcia: „znaczna szkoda” lub „trudne do odwrócenia skutki” wymagają konkretyzacji w materiale dowodowym, który powinien w szczególności przedstawić wnioskodawca (postanowienie NSA z 26.9.2013 r., II FSK 2540/13, Legalis). NSA podkreślił, że samo powołanie się na ustawowe przesłanki bez wskazania, na czym one polegają w realiach konkretnej sprawy, w żaden sposób nie uzasadnia żądania wniosku. Na wnioskodawcy spoczywa obowiązek szczególnie wnikliwego uzasadnienia wniosku. Ciężar uprawdopodobnienia przesłanek wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu spoczywa na wnioskodawcy, który musi wykazać, że narażony jest na szkodę znacznych rozmiarów albo że skutki wykonania decyzji (dobrowolnego bądź przymusowego – w drodze egzekucji) będą nieodwracalne.
Przenosząc powyższe uwagi na temat ustawowych przesłanek wstrzymania wykonania decyzji administracyjnej na grunt stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy NSA wskazał, że w realiach sprawy nie można stwierdzić, aby Skarżąca Spółka wykazała możliwość wystąpienia skutków trudnych do odwrócenia albo znaczącej szkody. NSA zauważył, że dokumenty zawarte w aktach sprawy (tj. m.in. bilans sporządzony na dzień 31.12.2024 r., rachunek zysków i strat sporządzony za rok 2024 r.) świadczą, że Skarżąca Spółka – pomimo poniesionej straty – prowadzi zwykłą działalność gospodarczą i osiąga przychód, posiada aktywa o wartości 9 923 851,83 zł. Kapitał zapasowy Skarżącej Spółki wynosi 3 209 447,47 zł.
Odnosząc się zaś do kwestii przeznaczenia kapitału zapasowego, NSA zauważył, że kapitał ten (tj. fundusz zapasowy) jest – co do zasady – tworzony na pokrycie ewentualnych strat i powstaje przede wszystkim z nadwyżki ceny sprzedaży nad wartością nominalną akcji (w spółce akcyjnej) lub przez zatrzymywanie przez spółkę część zysku netto. Na podstawie art. 396 KSH, jego utworzenie jest obowiązkowe jedynie w spółkach akcyjnych. Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, a więc także Skarżąca Spółka, nie mają obowiązku tworzenia funduszy zapasowych i rezerwowych. Często tworzą je natomiast dobrowolnie. W przeciwieństwie do spółki akcyjnej, pozostałe spółki nie są ograniczone co do sposobu wykorzystania kapitału zapasowego. Nie istnieje dotyczący ich przepis, analogiczny do art. 396 § 5 KSH (postanowienie WSA w Warszawie z 9.1.2025 r., V SA/Wa 1698/24). Mając powyższe na uwadze NSA podkreślił, że zarówno sam fakt posiadania przez Skarżącą Spółkę kapitału zapasowego, jak i jego wysokość wpływają pozytywnie na ocenę jej możliwości finansowych, w tym w szczególności na jej zdolność do uzyskania pożyczki, jak i stanowią o możliwości pokrycia ewentualnych strat bilansowych.
NSA wskazał, że nie ma racji Skarżąca Spółka twierdząc, że dla oceny jej możliwości finansowych decydujące znaczenie ma wykazana w dokumentach bilansowych strata z działalności gospodarczej. Odnosząc się do powyższego NSA wyjaśnił, że strata jest wyłącznie wynikiem bilansowym, wynikiem różnicy między przychodami a kosztami działalności, które to koszty są wynikiem decyzji gospodarczych danego podmiotu. Nie stanowi automatycznie o braku środków finansowych. Jej powstanie nie oznacza więc jeszcze utraty płynności finansowej (postanowienie NSA z 5.9.2013 r., II OZ 707/13, Legalis). W sprawie nie bez znaczenia jest zdaniem NSA fakt, że Skarżąca Spółka, mimo sytuacji finansowej, na którą się powołuje (tj. poniesionej straty i jej wysokości), w dalszym ciągu prowadzi działalność gospodarczą. Nawet jednak w sytuacji zagrożenia istnienia spółki, to od jej zarządu należałoby oczekiwać podjęcia stosownych kroków, celem poprawy jej kondycji finansowej, np. decyzji o dopłatach.
Odnosząc się do twierdzeń zażalenia, NSA stwierdził, że jakiekolwiek prywatnoprawne zobowiązania (m.in.: raty kredytów, pożyczek i inne bieżące zobowiązania) nie mają pierwszeństwa przed zobowiązaniami publicznoprawnymi i nie stanowią przesłanki zastosowania ochrony tymczasowej.
Rozstrzygnięcie NSA
W świetle powyższych uwag, NSA uznał, że żądanie Skarżącej Spółki nie mogło zostać uwzględnione. Nie wykazała ona, by wykonanie Zaskarżonej Decyzji wiązało się z niebezpieczeństwem wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków, a więc zaistnieniem konsekwencji wykraczających poza normalne i ze swej istoty dolegliwe dla finansów spółki następstwa realizacji zobowiązania publicznoprawnego. W związku z tym, NSA oddalił zażalenie (na podstawie art. 184 PostAdmU w zw. z art. 197 § 2 PostAdmU).
Komentarz
Rozstrzygając sprawę NSA wypowiedział się na temat charakteru kapitału zapasowego w sp. z o.o. Jak wskazał NSA, ustawodawca w ogóle nie nałożył na ww. podmiot (sp. z o.o.) obowiązku utworzenia takiego kapitału, wobec czego ma on charakter jedynie fakultatywny. To sama sp. z o.o. (walne zgromadzenie) podejmuje decyzję zarówno w przedmiocie jego utworzenia, jak i możliwego jego przeznaczenia. Ustawodawca nie wprowadza w tym zakresie żadnych obostrzeń. Wymóg utworzenia takiego kapitału dotyczy jedynie spółki akcyjnej i wynika wprost z art. 396 KSH. Kapitał zapasowy w S.A. ma więc charakter obligatoryjny. Ustawodawca uregulował także zasady dysponowania tym kapitałem, ograniczając jego przeznaczenie jedynie do: pokrycia straty; wypłaty dla akcjonariuszy jako dywidenda, spłata umorzeniowa, cena nabycia własnych akcji; zasilenia kapitałów rezerwowych oraz podwyższenia kapitału zakładowego ze środków spółki. Świadomości powyższych różnic nie miała zdaje się Skarżąca Spółka.
Postanowienie NSA z 27.8.2025 r., II FZ 63/25, Legalis
Ograniczenie swobody przedsiębiorczości w celu zapobiegania patologicznemu hazardowi
Stan faktyczny
Hiszpański spór pomiędzy przedsiębiorcami prowadzącymi ośrodki gier, salony gier i automaty do gier przeciwko ministerstwu finansów i gospodarki rządu wspólnoty autonomicznej Walencji (dalej: Ministerstwo) dotyczył stwierdzenia nieważności przepisów regionalnych dotyczących gier i zapobiegania hazardowi patologicznemu. Kwestionowane środki przewidują:
- po pierwsze, wymóg odległości 850 m między salonami gier i lokalami przeznaczonymi do zakładów wzajemnych a niektórymi placówkami edukacyjnymi;
- po drugie, wymóg odległości 500 m między salonami gier, salonami bingo i lokalami przeznaczonymi do samych zakładów wzajemnych;
- po trzecie, ciążący na istniejących salonach gier i lokalach zakładów wzajemnych obowiązek przestrzegania pierwszego z tych wymogów w celu uzyskania odnowienia ich zezwolenia lub koncesji;
- po czwarte, zakaz odnawiania zezwoleń na eksploatację automatów do gier kategorii B lub automatów rekreacyjnych z wygranymi zainstalowanych w ośrodkach należących do sektora horeca po wejściu w życie spornych przepisów;
- po piąte, moratorium na okres najwyżej pięciu lat na wydawanie nowych zezwoleń i koncesji dla ośrodków gier i na eksploatację automatów do gier kategorii B lub automatów rekreacyjnych z wygranymi (dalej łącznie: rozpatrywane środki).
Stanowisko TS
Ograniczenia
Za ograniczenia swobody przedsiębiorczości w rozumieniu art. 49 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz.Urz. UE C z 2016 r. Nr 202, s. 47; dalej: TFUE) należy również uznać wszelkie przepisy, które uniemożliwiają, utrudniają lub czynią mniej atrakcyjnym wykonywanie tej swobody. W ocenie TS bezsporne jest, że rozpatrywane środki, wprowadzone i nałożone na podmioty działające w sektorze gier hazardowych na szczeblu regionalnym, mogą czynić mniej atrakcyjnym lub nawet niemożliwym korzystanie ze swobody zagwarantowanej w art. 49 TFUE. W ocenie TS rozpatrywane środki stanowią zatem ograniczenie swobody przedsiębiorczości.
Uzasadnienia ograniczenia
W niniejszej sprawie celem rozpatrywanych środków jest:
- po pierwsze, zmniejszenie narażenia małoletnich na oferowanie gier na ich codziennych trasach do placówek edukacyjnych, ponieważ tego rodzaju narażenie prowadziłoby do normalizacji ośrodków gier jako miejsc rozrywki w ich modelu wspólnego spędzania wolnego czasu;
- po drugie, zmniejszenie ryzyka uzależnień związanych z grami, w szczególności wśród małoletnich, biorąc pod uwagę wrażliwość psychologiczną osób na tym etapie ich życia;
- po trzecie, zwalczanie znacznego wzrostu liczby salonów gier i ośrodków przeznaczonych do zakładów wzajemnych w strukturze miejskiej wspólnoty autonomicznej Walencji;
- po czwarte, ochrona zdrowia osób znajdujących się w trudnej sytuacji społecznej, a także minimalizowanie zagrożeń społecznych i zdrowotnych związanych z grami, po piąte, zmniejszenie koncentracji przestrzennej ośrodków gier na obszarach miejskich w celu zmniejszenia ryzyka nadmiernego narażenia ludności na te gry w jej codziennym środowisku.
Z orzecznictwa TS wynika, że ze względu na szczególny charakter sytuacji związanej z grami hazardowymi takie cele są realizowane przez kwestionowane regulacje krajowe i mogą one stanowić nadrzędne względy interesu ogólnego odpowiednie do tego, by uzasadnić ograniczenia swobód podstawowych, takie jak ograniczenia będące przedmiotem postępowań głównych, o ile są one rzeczywiście realizowane przez rozpatrywane środki. Trybunał wskazał, że weryfikacja powyższego należy do sądu odsyłającego (wyrok TS z 20.12.2017 r., Global Starnet, C-322/16, Legalis, pkt 42, 43). W konsekwencji TS uznał, że ograniczenia swobody zagwarantowanej w art. 49 TFUE wynikające z rozpatrywanych środków wydają się uzasadnione w świetle ww. celów.
Proporcjonalność
Trybunał wskazał, że do sądu odsyłającego należy, przy uwzględnieniu jego wskazówek, dokonanie oceny w ramach całościowej oceny wszystkich okoliczności. W niniejszej sprawie, w przypadku trzech pierwszych rozpatrywanych środków, które dotyczą minimalnych odległości między salonami gier i ośrodkami przeznaczonymi do zakładów wzajemnych z jednej strony a niektórymi placówkami edukacyjnymi z drugiej strony oraz między pewnymi rodzajami samych ośrodków gier, ze spornych przepisów wynika, że te środki zostały przyjęte na podstawie badań wykazujących negatywne skutki nadmiernego narażenia małoletnich na gry, a także statystyk świadczących o tym, że w latach poprzedzających przyjęcie tej regulacji liczba ośrodków gier wzrosła ponad dwukrotnie, a liczba ośrodków przeznaczonych do zakładów wzajemnych aż czterokrotnie we wspólnocie autonomicznej Walencji. W ocenie TS środki te nie zostały przyjęte w sposób arbitralny, lecz opierają się na konkretnych danych.
Zdaniem TS samo istnienie innych obowiązujących środków, takich jak zakaz wstępu do ośrodków gier dotyczący małoletnich i zakaz reklamy tych ośrodków nie pozwala na wyciągnięcie wniosku, że rozpatrywane środki nie są konieczne do osiągnięcia zamierzonych celów. Ponadto, o ile ogólnym celem środków istniejących przed przyjęciem spornych środków jest również ochrona zdrowia publicznego, o tyle dotyczą one jednak różnych aspektów narażenia na gry.
Odnośnie stosowania nowych obowiązków w zakresie odległości do salonów gier, lokali zakładów wzajemnych i salonów bingo już prowadzonych w celu uzyskania odnowienia ich zezwolenia lub koncesji, co może prowadzić do zaprzestania działalności, jeżeli wymagana odległość nie jest zachowana, TS stwierdził, że okoliczność ta niekoniecznie oznacza, iż taki środek należy uznać za wykraczający poza to, co konieczne.
Co się tyczy czwartego rozpatrywanego środka, który uniemożliwia odnowienie zezwoleń na eksploatację automatów do gier kategorii B lub automatów rekreacyjnych z wygranymi zainstalowanych w ośrodkach należących do sektora horeca, TS uznał, że jest on odpowiedni do osiągnięcia zamierzonego celu bez wykraczania poza to, co jest konieczne, z zastrzeżeniem weryfikacji, której powinien dokonać sąd odsyłający. Środek ten, przyjęty podobnie jak trzy pierwsze rozpatrywane środki na podstawie badań, ma bowiem na celu uniemożliwienie małoletnim dostępu do tych maszyn w lokalizacjach, w przypadku których nie jest możliwe kontrolowanie dostępu.
W zakresie, w jakim piąty rozpatrywany środek ustanawia maksymalnie pięcioletnie moratorium na wydawanie nowych ww. zezwoleń i koncesji, TS stwierdził, że wpisuje się on w cel ochrony zdrowia publicznego i zmierza do ograniczenia koncentracji ośrodków gier po ich silnej ekspansji, szczególnie dostrzegalnej w latach poprzedzających przyjęcie tej ustawy.
Reasumując TS orzekł, że art. 49 TFUE należy interpretować w ten sposób, iż nie stoi on na przeszkodzie przepisom, które nakładają na podmioty działające w sektorze gier, po pierwsze, pewne ograniczenia dotyczące minimalnych odległości między salonami gier i ośrodkami przeznaczonymi do zakładów wzajemnych z jednej strony a niektórymi placówkami edukacyjnymi z drugiej strony oraz między pewnymi rodzajami samych ośrodków gier, po drugie, ograniczenie w czasie eksploatacji automatów do gier tak zwanej kategorii B lub automatów rekreacyjnych z wygranymi zainstalowanych w ośrodkach należących do sektora horeca, i po trzecie, moratorium na udzielanie nowych koncesji lub zezwoleń na prowadzenie ośrodków gier, o ile sąd krajowy dojdzie do wniosku, że ograniczenia te mogą być dopuszczone na podstawie odstępstw wyraźnie przewidzianych w TFUE lub uzasadnione nadrzędnymi względami interesu ogólnego, są odpowiednie do zapewnienia realizacji zamierzonych celów i nie wykraczają poza to, co jest konieczne do ich osiągnięcia.
Komentarz
W prezentowanym wyrok Trybunał dokonał niekorzystnej dla przedsiębiorstw prowadzących ośrodki gier, salony gier i automaty do gier wykładni art. 49 TFUE normującego swobodę przedsiębiorczości. Trybunał przyznał, że kwestionowane regulacje regionalne wprowadzające ograniczenia w dziedzinie gier hazardowych stanowią ograniczenie tej swobody, ale wskazał, że sąd krajowy powinien dokonać ich analizy pod katem celów, a następnie zgodnością z zasadą proporcjonalności. W uzasadnieniu niniejszego wyroku Trybunał szczegółowo wyjaśnił jakie kryteria sąd krajowy powinien wziąć pod uwagę w ramach tej oceny.
O ile Trybunał odniósł się do zaskarżonych w postępowaniu wewnętrznych regulacji wspólnoty autonomicznej Walencji, to stanowisko Trybunału ze względu na uniwersalny charakter powinno zostać uwzględnione w sporach z tego obszaru również przed polskimi sądami.
Wyrok TSUE z 16.10.2025 r., Anesar-CV, od C-718/23 do C-721/23 i C-60/24, Legalis
Koszty ogrzewania w blokach
Stan faktyczny
Spór pomiędzy przedsiębiorstwem świadczącym dostawy energii cieplnej (dalej jako: EVN), a OZ – osobą fizyczną, dotyczył roszczenia o zapłatę za dostawę energii cieplnej do mieszkania, którego właścicielem jest OZ, w przyłączonym do miejskiej sieci ciepłowniczej budynku mieszkalnym zarządzanym przez wspólnotę mieszkaniową.
OZ kwestionował, że jest zobowiązany do zapłaty kwot żądanych przez EVN, w szczególności ze względu na to, iż wzór matematyczny, o którym mowa w pkt 6.1.1 metodologii, na podstawie której dokonuje się rozliczenia energii cieplnej zużytej przez poszczególnych członków wspólnoty mieszkaniowej, jest sprzeczny z prawem Unii. Ponadto OZ twierdził, że:
- nie ma umowy na piśmie dotyczącej dostawy energii,
- kwota żądana przez EVN nie odpowiada rzeczywistemu zużyciu energii,
- liczniki są wadliwe,
- podstacja abonencka, to znaczy lokal techniczny w budynku, z którego zapewniona jest dystrybucja ogrzewania i ciepłej wody do różnych jego części, nie jest w dobrym stanie oraz nie ma regularnego ewidencjonowania zużycia energii.
Sąd odsyłający powziął wątpliwości co do wykładni art. 9 ust. 3 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/27/UE z 25.10.2012 r. w sprawie efektywności energetycznej, zmiany dyrektyw 2009/125/WE i 2010/30/UE oraz uchylenia dyrektyw 2004/8/WE i 2006/32/WE (Dz.Urz. UE L z 2012 r. Nr 315, s. 1).
Stanowisko TS
Zgodnie z art. 9 ust. 1 dyrektywy 2012/27/UE państwa członkowskie zapewniają, by odbiorcy końcowi mieli możliwość – na tyle, na ile jest to technicznie wykonalne, uzasadnione finansowo i proporcjonalne – nabycia po konkurencyjnych cenach indywidualnych liczników, które dokładnie oddają rzeczywiste zużycie energii przez odbiorcę końcowego i podają informacje o rzeczywistym czasie korzystania z energii. W rozpatrywanej sprawie, w której chodzi o budynki wielomieszkaniowe przyłączone do sieci ciepłowniczej, art. 9 ust. 3 ak. 2 dyrektywy 2012/27/UE przewiduje obowiązek zamontowania liczników zużycia indywidualnego m.in. energii cieplnej dostarczonej do każdego lokalu.
Z art. 1 w zw. z motywem 20 dyrektywy 2012/27/UE wynika, że państwa członkowskie dysponują szerokim marginesem swobody zarówno w odniesieniu do wyboru stosownych środków, aby zmniejszyć zużycie energii, jak i sposobów ich wykonania. W sytuacji takiej jak rozpatrywana, w której budynki wielomieszkaniowe są zaopatrywane z systemu ciepłowniczego lub chłodniczego, lub które posiadają własne wspólne systemy ogrzewania lub chłodzenia obsługujące takie budynki – w art. 9 ust. 3 ak. 3 dyrektywy 2012/27/UE uściślono, że państwa członkowskie mogą wprowadzić przejrzyste zasady podziału kosztów zużycia energii cieplnej lub ciepłej wody w takich budynkach, aby zapewnić przejrzystość i dokładność rozliczania indywidualnego zużycia. W stosownych przypadkach zasady takie obejmują wytyczne w sprawie sposobu podziału kosztów, po pierwsze, ciepłej wody do użytku domowego a po drugie – energii cieplej w instalacji w budynku oraz do celów ogrzewania powierzchni wspólnych, a także energii cieplnej do ogrzania mieszkań.
Odnosząc się do wątpliwości, czy państwa członkowskie mogą przewidzieć, że właściciel mieszkania w budynku mieszkalnym zarządzanym przez wspólnotę mieszkaniową jest zobowiązany pokryć koszty energii cieplnej emitowanej przez instalację wewnętrzną, w tym w przypadku gdy części wspólne budynku nie są wyposażone w grzejniki, TS wskazał, że dyrektywa 2012/27/UE nie wymaga od tych państw, aby przy stanowieniu przejrzystych zasad podziału kosztów związanych ze zużyciem energii cieplnej przewidywały warunek, aby części wspólne budynku mieszkalnego zarządzanego przez wspólnotę mieszkaniową były wyposażone w grzejniki. Zdaniem TS właściciele mieszkań nie mogą zostać zwolnieni z ponoszenia kosztów zużycia energii cieplnej emitowanej przez instalację wewnętrzną z tego tylko powodu, że części wspólne budynku nie są wyposażone w takie urządzenia grzewcze.
Co do wątpliwości, czy art. 9 ust. 3 dyrektywy 2012/27/UE stoi na przeszkodzie przepisom krajowym takim jak rozpatrywane, które przewidują, że każdy właściciel mieszkania musi ponosić koszty energii cieplnej emitowanej przez wewnętrzną instalację grzewczą proporcjonalnie do ogrzewanej kubatury mieszkań wynikającej z projektu budowlanego, TS stwierdził, że takie przepisy wydają się odpowiadać pojęciu „wytycznych”, o którym mowa w art. 9 ust. 3 ak. 3 dyrektywy 2012/27/UE.
Odnosząc się do wzoru matematycznego, na podstawie którego obliczane są koszty związane ze zużyciem energii cieplnej w budynkach zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe, TS stwierdził, że art. 9 dyrektywy 2012/27/UE nie przewiduje wymogów, które taki wzór powinien spełniać. Niemniej jednak, zgodnie z art. 9 ust. 3 ak. 3 dyrektywy 2012/27/UE państwa członkowskie mogą wprowadzić przejrzyste zasady podziału kosztów zużycia energii cieplnej lub ciepłej wody w takich budynkach, aby zapewnić przejrzystość i dokładność rozliczania indywidualnego zużycia.
Trybunał podkreślił, że wymóg przejrzystości i dokładności ma zastosowanie również do wzoru matematycznego, takiego jak wzór rozpatrywany w postępowaniu głównym, na podstawie którego oblicza się te koszty. W niniejszej sprawie, mimo że wzór matematyczny, o którym mowa w pkt 6.1.1 metodologii, opiera się na pewnych obiektywnych danych, zdaniem TS – z zastrzeżeniem ustaleń, których dokonanie należy do sądu odsyłającego – wzór ten nie uwzględnia szeregu parametrów związanych z rzeczywistym funkcjonowaniem instalacji grzewczej, której dotyczy sprawa w postępowaniu głównym. W szczególności wzór taki powinien uwzględniać specyficzne cechy budynku, takie jak izolacja cieplna budynku i systemu grzewczego, materiały użyte w tej instalacji oraz ewentualne straty ciepła. Ponadto wzór ten jest niejasny, ponieważ zawiera szereg dwuznaczności, co może podważyć przejrzysty charakter podziału kosztów związanych ze zużyciem energii cieplnej lub ciepłej wody w danym budynku.
Zgodnie z art. 10 ust. 1 dyrektywy 2012/27/UE, państwa członkowskie zapewniają, by informacje o rozliczeniach były dokładne oraz oparte na rzeczywistym zużyciu, w przypadku gdy jest to technicznie możliwe i ekonomicznie uzasadnione. W tych okolicznościach, i z zastrzeżeniem ustaleń, których dokonanie należy do sądu odsyłającego, TS uznał, że wzór matematyczny – o którym mowa w pkt 6.1.1. metodologii, na podstawie którego oblicza się koszty zużycia energii cieplnej w budynkach mieszkalnych zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe – nie pozwala na przejrzyste i dokładne rozliczenie indywidualnego zużycia w rozumieniu art. 9 ust. 3 dyrektywy 2012/27/UE.
Reasumując, TS orzekł, że art. 9 ust. 3 dyrektywy 2012/27/UE należy interpretować w ten sposób, iż nie stoi on na przeszkodzie przepisom krajowym, na mocy których właściciel mieszkania w budynku mieszkalnym zarządzanym przez wspólnotę mieszkaniową jest zobowiązany ponieść koszty wynikające z rozliczeń energii cieplnej emitowanej przez ogół przewodów grzewczych i instalacje dystrybucji i dostawy energii cieplnej do wnętrza budynku, również w przypadku, gdy klatki schodowe i korytarze w budynku nie są wyposażone w grzejniki, proporcjonalnie do ogrzewanej kubatury jego mieszkania w zakresie, w jakim zasady i parametry, na podstawie których koszty wynikające z rozliczeń indywidualnego zużycia energii cieplnej przeznaczonej do ogrzewania jego mieszkania i wody do użytku domowego, są obliczane w sposób gwarantujący przejrzystość i dokładność rozliczenia indywidualnego zużycia.
Komentarz
Co zasady, podział kosztów zużycia energii cieplnej w budynkach mających więcej niż jedno mieszkanie, zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe, powinien zapewnić przejrzystość i dokładność rozliczania indywidualnego zużycia. Oczywiste, że możliwość pełnego zindywidualizowania rachunków za ogrzewanie, w szczególności w odniesieniu do instalacji wewnętrznej, może być trudna, albo zupełnie niemożliwa. W konsekwencji z niniejszego wyroku wynika, że państwa członkowskie mogą uregulować w ustawodawstwie wewnętrznym, iż rachunki za zużycie energii cieplnej przez instalację wewnętrzną będą wystawiane każdemu właścicielowi mieszkania w budynkach proporcjonalnie do ogrzewanej kubatury jego mieszkania.
Z niniejszego wyroku wynika również, że algorytm podziału kosztów zużycia energii cieplnej w takich budynkach mieszkalnych powinien spełniać wymóg przejrzystości i dokładności w rozumieniu dyrektywy 2012/27/UE i orzecznictwa Trybunału.
O ile dyrektywa 2012/27/UE już nie obowiązuje, o tyle powyższa wykładnia ma odpowiednio zastosowanie do art. 15 dyrektywy 2023/1791/UE.
Prezentowany wyrok powinien być uwzględniony przy wykładni art. 45a Prawa energetycznego.
Wyrok TS z 23.10.2025 r., Shanov, C-760/23
Sąd nie może orzekać na podstawie niekompletnych akt sprawy
Postępowanie w sprawie o uznanie za obywatela polskiego
Obcokrajowiec A.D. złożył wniosek o uznanie za obywatela polskiego. Uwzględnienie takiego wniosku uzależnione jest od spełnienia jednej z przesłanek wskazanych w art. 30 ustawy z 2.4.2009 r. o obywatelstwie polskim (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1989; dalej: ObPolU). Jeśli cudzoziemiec nie spełnia wymogów, o których mowa w art. 30 ObPolU, a także gdy nabycie przez niego obywatelstwa polskiego stanowi zagrożenie dla obronności lub bezpieczeństwa państwa albo ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego, wówczas cudzoziemcowi odmawia się uznania za obywatela polskiego. Wojewoda stwierdził, że A.D. spełnił przesłanki wynikające z art. 30 ust. 1 pkt. 7 ObPolU, bowiem przebywał nieprzerwanie na terytorium Polski co najmniej od roku na podstawie zezwolenia na pobyt stały, które uzyskał w związku z posiadaną Kartą Polaka. Organ odmówił jednak uwzględnienie wniosku A.D., powołując się na względy bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego. Wojewoda wskazał, że podstawą odmowy były zgromadzone w toku postępowania informacje niejawne, opatrzone klauzulą „Zastrzeżone”.
Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji utrzymał w mocy zaskarżoną przez A.D. decyzję. Organ stwierdził, że dotychczasowe działanie wnioskodawcy godziło w bezpieczeństwo lub porządek publiczny w Polsce, przez co przyjęcie go w grono obywateli polskich skutkować może obniżeniem poziomu ochrony tych wartości u innych współobywateli. Organ zaznaczył, że Wojewoda wyłączył z akt sprawy dokumenty zawierające informacje niejawne, postanowienie to nie zostało zaskarżone przez wnioskodawcę. W rezultacie A.D. nie miał dostępu do tej części akt, a Wojewoda odstąpił od sporządzenia uzasadnienia decyzji w części dotyczącej dokumentów niejawnych.
Zarzuty skargi
W skardze na rozstrzygnięcie Ministra A.D. wskazał, że ma polskie korzenie i przez wiele lat aktywnie angażował się w działalność na rzecz języka i kultury polskiej lub polskiej mniejszości narodowej, potwierdzając te okoliczności stosownymi zaświadczeniami. A.D. podkreślił, że w procedurze uzyskiwania Karty Polaka odpowiednie organy sprawdziły go przez pryzmat obronności, bezpieczeństwa i ochrony porządku publicznego RP. Ocena ta była korzystna dla skarżącego i postępowanie to zakończyło się przyznaniem mu Karty Polaka. A.D. twierdził, że od tamtej pory nie nastąpiła żadna zmiana w jego życiu lub postawie, która miałaby przemawiać za odmienną oceną organów orzekających w sprawie wniosku o przyznanie obywatelstwa. Skarżący dowodził, że nigdy nie miał jakichkolwiek problemów z prawem, sumiennie i konsekwentnie przestrzegał polskiego porządku prawnego. A.D. zarzucił organom pozbawienie go możliwości obrony swoich praw w postępowaniu oraz prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia jego sprawy, z uwagi na odmowę zapoznania się z całością dokumentów zgromadzonych w sprawie. Skoro zaś nie mógł zapoznać się z treścią dokumentu niejawnego, to nie miał realnej możliwości podjęcia polemiki z zarzutami względem jego osoby.
Orzeczenie WSA
WSA w Warszawie uchylił zaskarżoną decyzję, twierdząc, że w kontekście dokumentacji przesłanej wraz ze skargą i odpowiedzią na skargę, decyzje organów są niezrozumiałe. Zgodnie z treścią art. 36 ust. 2 ObPolU, Wojewoda przed wydaniem decyzji zwrócił się do komendanta wojewódzkiego Policji, dyrektora delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, oraz do innych organów, o udzielenie informacji, czy nabycie przez A.D. obywatelstwa polskiego nie stanowi zagrożenia dla obronności lub bezpieczeństwa państwa albo ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego. Organy przekazały Wojewodzie stosowne dokumenty. W aktach sprawy znajduje się również zaświadczenie z Krajowego Rejestru Karnego o niefigurowaniu przez skarżącego w tym rejestrze. Z treści tych pism wynika, że nabycie przez skarżącego obywatelstwa polskiego nie stanowi zagrożenia dla obronności lub bezpieczeństwa państwa albo ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego. Sąd stwierdził jednak, że w aktach sprawy brak jest wspomnianych przez organy dokumentów niejawnych. Nie zostały one także wymienione wśród załączników dołączonych do odpowiedzi na skargę. Sąd uznał, że brak tej części akt uniemożliwiał mu dokonanie merytorycznej oceny zaskarżonej decyzji.
Przed wydaniem orzeczenia sąd musi zgromadzić całość akt
NSA w uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę WSA w Warszawie do ponownego rozpoznania. W uzasadnieniu wyroku wyjaśniono, że stosownie do art. 133 § 1 zd. 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 935; dalej: PostAdmU), sąd wydaje wyrok na podstawie akt sprawy, chyba że organ nie wykonał obowiązku, o którym mowa w art. 54 § 2 PostAdmU. Podstawą orzekania sądu administracyjnego jest zatem materiał zgromadzony przez organ administracji publicznej. Orzekanie „na podstawie akt sprawy” oznacza, że sąd przy ocenie legalności zaskarżonej decyzji bierze pod uwagę okoliczności, które z tych akt wynikają i które legły u podstaw wydania rozstrzygnięcia organu. Oznacza to, że orzekanie przez sąd administracyjny możliwe jest tylko na podstawie całości akt sprawy. NSA ocenił działanie organu, który wbrew obowiązkowi wynikającemu z art. 54 § 2 PostAdmU nie przekazał do sądu administracyjnego wraz ze skargą kompletnych akt administracyjnych, jako niezrozumiałe i sprzeczne z regulacjami PostAdmU. Jeśli jednak doszło do takiego uchybienia i w dacie orzekania sąd nie dysponował kompletnymi aktami sprawy, to nie powinien orzekać w sprawie i wezwać organ do uzupełnienia akt.
W rozpoznawanej sprawie Sąd I instancji orzekł na podstawie niepełnych akt administracyjnych, obejmujących jedynie informacje jawne. WSA w Warszawie zaznaczył w wyroku, że organy obu instancji oparły swoje decyzje na materiale dowodowym objętym ochroną informacji niejawnych, pomimo tego nawet nie podjął próby uzyskania niejawnej dokumentacji od organów. Zamiast zwrócić się do organu o nadesłanie brakujących akt orzekł na podstawie akt niekompletnych. NSA zaznaczył, że przed wydaniem wyroku wezwał Ministra do nadesłania akt administracyjnych zawierających informacje niejawne i akta te zostały przekazane do Kancelarii Tajnej NSA. Ponownie rozpoznając sprawę, Sąd I instancji powinien rozpoznać sprawę na podstawie pełnych akt administracyjnych.
Wyrok NSA z 18.9.2025 r., II OSK 1925/24, Legalis
Uproszczona legalizacja samowoli
Inwestor, który, prowadząc roboty budowlane, istotnie odstąpił od ustaleń w decyzji o pozwoleniu na budowę, projektu zagospodarowania działki, projektu architektoniczno-budowlanego, czy przepisów prawa, zamiast wstrzymującego budowę postępowania administracyjnego – dostanie ostrzeżenie, czyli „żółtą kartkę”.
– Wezwanie inwestora do przywrócenia trwającej budowy do stanu zgodnego z projektem, zamiast dotychczasowych rozwiązań przewidujących wstrzymanie budowy, to chyba najbardziej doniosła zmiana w tej nowelizacji – ocenia Marcin Nosiński, radca prawny, przewodniczący komisji budownictwa BCC.
Inwestor będzie miał 60 dni od pouczenia przez nadzór budowlany na usunięcie niezgodności. Inspektorzy sprawdzą, czy roboty budowlane zostały doprowadzone do stanu zgodnego z projektem i przepisami. Jeśli tak, to sprawa się na tym zakończy. Jeśli nie, to mogą wstrzymać budowę i rozpocząć postępowanie naprawcze.
– Z punktu widzenia inwestora prowadzącego budowę to dobre narzędzie, które daje mu szansę na uniknięcie wstrzymania robót, czyli opóźnienia inwestycji, co zwykle wiąże się ze wzrostem. Będą z niego mogli skorzystać duzi inwestorzy, jak i tacy, którzy budują np. dla siebie dom – ocenia dr Agnieszka Grabowska-Toś, radczyni prawna, ekspertka Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej.
Piotr Jarzyński, prawnik z Kancelarii Prawnej Jarzyński & Wspólnicy, wiceprzewodniczący Komitetu ds. Nieruchomości KIG również pozytywnie ocenia mechanizm „żółtej kartki”, ale przestrzega przed liczeniem na to, że pomoże on uniknąć problemów na każdym etapie budowy.
– Trzeba pamiętać, że zastosowanie tego mechanizmu może być uzależnione od momentu wykrycia nieprawidłowości. Przykładowo, jeśli okaże się, że wykryto je pod koniec budowy, to doprowadzenie robót budowlanych do stanu zgodnego z prawem może pociągać za sobą konieczność rozbiórki znacznej części obiektu budowlanego. Dodatkowo, termin na realizację czynności nie będzie mógł ulec wydłużeniu na wniosek inwestora. W niektórych sytuacjach może zatem zabraknąć inwestorowi czasu na przeprowadzenie niezbędnych działań – mówi ekspert.
Ostrzeżenie zamiast blokowania budowy
Agnieszka Grabowska-Toś widzi też minusy „żółtej kartki”. – Z perspektywy sąsiada budowy, która dostała „żółtą kartkę”, ponieważ była prowadzona niezgodnie z projektem czy przepisami, przez co powstający budynek może niekorzystnie oddziaływać na jego działkę, większą szansę na ochronę swoich praw dawało wstrzymanie budowy na zasadach, jakie obecnie obowiązują. To był taki bat, który powstrzymywał lekceważących prawo inwestorów – a to nie są rzadkie przypadki – przed łamaniem prawa. Obawiam się, że bezpiecznik w postaci przyjętego w nowelizacji rozwiązania, przewidującego sprawdzenie przez nadzór, czy inwestor usunął przyczynę wydania „żółtej kartki”, nie zastąpi tego bata – ocenia ekspertka.
W przypadku istotnego odstępstwa od projektu czy warunków pozwolenia na budowę, bez uzyskania decyzji o jego zmianie, zgodnie z nowelizacją, można będzie skorzystać z uproszczonej ścieżki legalizacji samowoli budowlanej, jeżeli od zakończenia robót budowlanych upłynęło co najmniej 10 lat. W uproszczonym postępowaniu nie bada się zgodności robót budowlanych z przepisami techniczno-budowlanymi, miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego czy decyzją o warunkach zabudowy.
Zamiast tego inwestor przedstawia ekspertyzę, która ma potwierdzić, że stan techniczny budynku nie stwarza zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi oraz pozwala na bezpieczne użytkowanie obiektu zgodne z dotychczasowym lub zamierzonym sposobem użytkowania. Wielu ekspertów, na etapie projektowania, krytykowało wprowadzanie kolejnej ścieżki legalizacji samowoli budowlanych, tłumacząc, że państwo powinno egzekwować przestrzeganie prawa, wzmacniając nadzór budowlany, a nie ułatwiać jego omijanie. Zwłaszcza w sytuacji, gdy samorządy alarmują, że są bezsilne wobec inwestorów, którzy czują się bezkarni.
W uchwalonej przez Sejm nowelizacji znalazło się też doprecyzowanie przepisów, które ma rozwiązać problem, jaki sprowadziła na inwestorów zmiana prawa budowlanego w 2020 r. Chodzi o podział projektu budowlanego na trzy części. Jedną z nich jest projekt techniczny, zawierający rozwiązania konstrukcyjne, opracowania branżowe, charakterystykę energetyczną budynku, rozwiązania techniczne i materiałowe. Inwestor ma obowiązek złożyć go dopiero na etapie oddawania obiektu do użytkowania czy składania zawiadomienia o zakończeniu budowy w nadzorze budowlanym.
Miało to być dla niego uproszczeniem, a stało się utrapieniem. Niektóre inspektoraty nadzoru budowlanego przez sprawdzenie projektu technicznego po zakończeniu budowy rozumieją jego weryfikację merytoryczną, w tym np. analizowanie zastosowanych rozwiązań konstrukcyjnych. W przypadku ich zakwestionowania, inwestorzy zobowiązywani są do korygowania przyjętych rozwiązań. Od tego uzależniane jest wydanie pozwolenia na użytkowanie, a bez tego nie można np. przenosić własności lokali.
Weryfikacja projektu
– Przesądzenie w nowelizacji, że sprawdzenie przez organ nadzoru budowlanego projektu technicznego obejmuje wyłącznie spełnienie obowiązku dołączenia oświadczenia i kopii wymienionych w przepisach dokumentów jest zmianą, na którą czekają inwestorzy w tych rejonach Polski, gdzie nadzór budowlany przy odbiorze budynku dokonuje wstecznej weryfikacji projektu technicznego, nakazując na etapie, gdy jest on już ukończony, wprowadzenie istotnych zmian – uważa Agnieszka Grabowska-Toś.
Jej ocenę potwierdza Piotr Jarzyński.
– Ustawodawca zwrócił uwagę, że pracownicy organów nadzoru budowlanego nie posiadają potrzebnej wiedzy technicznej, by móc sprawdzać te projekty, a odpowiedzialność za ich prawidłowe sporządzanie spoczywa na projektantach – dodaje ekspert.
Etap legislacyjny: ustawa skierowana do Senatu
INNE ZMIANY W PRAWIE BUDOWLANYM
Co jeszcze znalazło się w nowelizacji
Katalog inwestycji niewymagających pozwolenia na budowę został poszerzony o między innymi:
- wolnostojące, nie więcej niż dwukondygnacyjne budynki użyteczności publicznej o powierzchni użytkowej nie większej niż 200 mkw.,
- przydomowe budowle ochronne o powierzchni użytkowej do 35 mkw.,
- przydomowe niezadaszone tarasy naziemne o powierzchni zabudowy większej niż 35 mkw.,
- bezodpływowe zbiorniki na wody opadowe lub roztopowe o pojemności nie większej niż 30 m sześciennych związane z produkcją rolną.
Nie będzie wymagała pozwolenia ani zgłoszenia budowa np.:
- bezodpływowych zbiorników na wody opadowe lub roztopowe o pojemności nie większej niż 5 m sześciennych,
- niezadaszonych przydomowych tarasów naziemnych o powierzchni zabudowy nie większej niż 35 mkw.,
- szatni, małych trybun, ławek przy boiskach, kortach tenisowych i bieżniach,
- masztów flagowych o wysokości do 7 m,
- murów oporowych o wysokości do 0,80 m.
KSeF to tykająca bomba fakturowa
Z początkiem lutego ma ruszyć Krajowy System e-Faktur, czyli rządowy system bieżącej rejestracji wszystkich transakcji biznesowych w Polsce. Jest pomyślany przede wszystkim jako narzędzie kontrolne dla służb skarbowych. Ale to także gigantyczna baza danych o całej polskiej gospodarce i to aktualizowana minuta po minucie. Urzędnicy skarbowi dowiedzą się z niej, kto z kim danego dnia handlował i po jakich cenach. W elektronicznych fakturach, podobnie jak w dzisiejszych, będzie też wiele innych danych, jak np. środek transportu towarów i miejsce dostawy.
Taka wiedza to jednak łakomy kąsek nie tylko dla fiskusa. Niejeden obcy wywiad chciałby się np. dowiedzieć, komu danego dnia zakłady Bumar sprzedały czołg – a w KSeF to się znajdzie. Będą też pojawiały się tam na bieżąco dane o tym, kto dostarcza Łucznikowi surowce do produkcji karabinów. A przecież obce służby będą chciały się dowiedzieć nawet tego, jaka firma w ciągu ostatnich dni zajmowała się cateringiem i sprzątaniem dla fabryki amunicji czy dostawą niszczarek dokumentów dla Łucznika czy Bumaru. Bo zazwyczaj szukają słabych punktów w sieci partnerów handlowych takich firm.
Oczywiście dane z KSeF, niekoniecznie tylko te o militarnym znaczeniu, mogą posłużyć też do nielegalnego wykorzystania przez polskie i zagraniczne wywiadownie gospodarcze. Użycie tej wiedzy może zaszkodzić niejednemu polskiemu przedsiębiorcy.
Z kolei atak na KSeF powodujący jego blokadę może sparaliżować całą gospodarkę. Zastopuje to bowiem wystawianie faktur. Są one nie tylko dokumentem dla fiskusa, ale też podstawą biznesowych rozliczeń.
Służby jeszcze nie sprawdzały
Dotychczas taka wiedza o fakturach i transakcjach była rozproszona i niedostępna w czasie rzeczywistym. Teraz zgromadzi ją KSeF. Ministerstwo Finansów zapewnia, że system ma zapewnioną obronę przed hakerami. Obsługujący go urzędnicy – a będzie ich około dwóch tysięcy – też będą podlegali kontroli. Jednak – co ustaliła „Rzeczpospolita” – dotychczas system nie został sprawdzony przez żadną z państwowych służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa i gospodarki. Nie zajmowały się tym ani Wojska Obrony Cyberprzestrzeni, ani Centrum Zwalczania Cyberprzestępczości w policji, ani też NASK, czyli instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo krajowych systemów informatycznych.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przyznaje, że dotychczas jedynie opiniowała przepisy o wystawianiu faktur przez KSeF. „Oceną cyberbezpieczeństwa tego systemu Agencja zajmie się w momencie zakończenia prac wdrożeniowych przez KAS” – napisało nam biuro prasowe ABW. Jak ustaliliśmy, takie testy zaczną się po 15 listopada, gdy zostanie uruchomiona wersja testowa systemu. Tylko testowa, jeszcze niekoniecznie uwzględniająca prawdziwe transakcje.
Ryzykowna centralizacja
Pytani przez „Rzeczpospolitą” eksperci zajmujący się bezpieczeństwem państwa alarmują: to zabawa zapałkami na beczce prochu. – Nagromadzenie w jednym miejscu tak ogromnej ilości informacji istotnych dla tego bezpieczeństwa nie budziłoby może zastrzeżeń w czasach pokoju. Jednak dziś trwa wojna hybrydowa Rosji z Polską i Europą, której istotnym frontem jest cyberprzestrzeń – przypomina Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu.
Z kolei Stanisław Żaryn, były zastępca ministra-koordynatora służb specjalnych i były pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej RP, przypomina, że w ostatnich miesiącach i tygodniach służby specjalne krajów nieprzyjaznych Polsce intensywnie testują odporność wszystkich istniejących cybersystemów.
– Nie mam żadnych wątpliwości, że zainteresują się także KSeF, zarówno aby pozyskać dane, jak też aby go sparaliżować – uważa Żaryn.
I dodaje, że nawet jeśli Ministerstwo Finansów dokłada wszelkich starań, by się przed tym zabezpieczyć, to nie ma stuprocentowo skutecznych zabezpieczeń przed hakerskimi atakami.
Eksperci zgodnie przyznają, że w łańcuchu bezpieczeństwa systemu informacji najsłabszym ogniwem bywa człowiek. Czy urzędnicy skarbowi z dostępem do KSeF zostaną należycie przygotowani do tych wyzwań? Zapytaliśmy MF o to, czy szkolenia dla nich będą ujmowały aspekt bezpieczeństwa kraju. Dotychczas nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Z nieoficjalnych rozmów z pracownikami Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) wynika, że szkolenia z używania KSeF dla urzędników już trwają, ale na razie nie dotyczą cyberbezpieczeństwa. Ograniczają się do przepisów o VAT i technicznej strony obsługi systemu.
– Jednak nawet jeśli wszystkich urzędników pracujących z KSeF „prześwietli się” w celu wystawienia certyfikatu dostępu do informacji niejawnych, to i tak nie ma gwarancji, że w tej kilkutysięcznej rzeszy nie pojawią się osoby nieuczciwe, które skuszą się na ofertę obcych służb czy nawet krajowych wywiadowni gospodarczych – ostrzega Grzegorz Małecki.
Ministerstwo Finansów: panujemy nad sytuacją
Zdaniem resortu finansów gra jednak jest warta świeczki, bo uruchomienie KSeF ma uszczelnić system podatkowy, zwłaszcza VAT. Z tytułu tego podatku w ciągu 2026 r. oczekiwany jest wpływ dodatkowych 1,65 mld zł do budżetu.
Roman Łożyński, dyrektor Centrum Informatyki Resortu Finansów (CIRF), przyznaje, że są ryzyka związane z nowym systemem, ale po 15 listopada będzie on już działał na podobnych zasadach jak docelowa, pełna wersja. Ma to pozwolić na przeprowadzenie testów bezpieczeństwa przez właściwe służby. – Jeśli podczas tych testów zostaną wykryte nieprawidłowości, będziemy pracowali nad ich usunięciem. Takie działania zostaną podjęte już teraz, jesienią, aby system był w pełni gotowy do uruchomienia 1 lutego 2026 r. – zapewnia Łożyński.
Przyznaje też, że współpraca z NASK i ABW nie ograniczy się tylko do testów KSeF przed uruchomieniem systemu, bo to te służby mają właściwe środki, by reagować na zagrożenia bezpieczeństwa.
A co z ryzykiem wycieku danych za sprawą nieuczciwych urzędników? Dostęp do KSeF ma mieć bowiem po kilka osób w każdym z ponad 400 urzędów skarbowych, a ponadto w 16 Izbach Administracji Skarbowej i oczywiście w CIRF. Roman Łożyński zapewnia, że w strukturach KAS są stale rozwijane systemy obrony przed ingerencją z zewnątrz, ale też przed nieuprawnionym wykorzystaniem danych przez pracowników i funkcjonariuszy KAS.
– Działa u nas system PAM, który będzie monitorował każde wejście do systemu przez urzędników. Każde takie użycie KSeF dla pozyskania danych będzie zostawiało ślad, dzięki któremu łatwiej będzie śledzić ewentualne nadużycia na tym polu – informuje szef CIRF.
Potencjalne straty trudno policzyć
– Co będzie większe? Wskazywane przez MF korzyści budżetowe z wdrożenia KSeF czy zagrożenie bezpieczeństwa polskiej gospodarki i państwa? – pyta retorycznie Grzegorz Małecki.
Prosty rachunek pokazuje, że dodatkowe 1,65 mld z VAT to zaledwie dwa i pół promila wszystkich planowanych na 2026 r. wpływów budżetowych. Mają one sięgnąć 647,2 mld zł. Trudno wyliczyć potencjalne straty z kradzieży danych i ataków na KSeF.
Przypomnijmy, że prace nad KSeF rozpoczęły się jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości, a dzisiejsza ekipa je kontynuuje. Pierwotnie system miał wystartować z początkiem lipca 2024 r., ale minister finansów Andrzej Domański odłożył jego uruchomienie do 1 lutego 2026 r. Okazało się bowiem, że wersja przygotowana przez poprzedników była niedopracowana pod kątem bezpieczeństwa i wydajności.
Według zapewnień MF, po naprawie błędów system może przerobić średnio 5 mln faktur na godzinę, a w szczytowych okresach ich wystawiania – nawet 20 mln.
Systemy podobne do KSeF wprowadziły już Włochy i Rumunia, a szykują się do tego m.in. Francja i Niemcy. Jednak, jak pokazują ostatnie miesiące, Polska bardziej niż inne kraje jest narażona na cyberataki. Mówił o tym przed kilkunastoma dniami wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
– Jesteśmy najbardziej atakowanym państwem w UE. Odpieramy ponad 99 proc. ataków – przyznał minister w rozmowie na antenie radia RMF.
Hakerzy atakowali już aplikację mObywatel i system „Twój e-PIT”
Obiektem ataków były różne systemy, w tym służący do szybkich płatności BLIK, systemy odpowiedzialne za wodociągi i autostrady czy aplikacja mObywatel. Tylko we wrześniu Zespół Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego działający w ramach NASK otrzymał 57 tysięcy zgłoszeń o cyberatakach.
Wcześniej, bo wiosną br. hakerzy interesowali się także systemem rozliczeń podatkowych „Twój e-PIT”. W dorocznym sezonie rozliczeń tego podatku, czyli między 15 lutego a 30 kwietnia 2025, atakowali go niemal cztery miliony razy. Jak zapewnia Ministerstwo Finansów, wszystkie te ataki zostały zneutralizowane.
Równocześnie jednak rząd planuje cięcia w funduszach na cyberbezpieczeństwo. W najnowszym projekcie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa zmniejszono z 4 mld zł do 3 mld zł wydatki w ramach 10-letniego planu realizacji ustawy.
EKSPERCI RADZĄ
Co można doszlifować w KSeF w ostatniej chwili
Czy na 80 dni przed startem KSeF coś się da w nim zmienić? Według ekspertów pytanych przez „Rzeczpospolitą”, jeśli system ma być bezpieczny, to do rozważenia byłoby albo odłożenie jego startu i generalna przebudowa albo:
- wyłączenie z niego wrażliwych branż gospodarki takich jak sektor zbrojeniowy, paliwowy czy energetyczny;
- rezygnacja z obowiązku podawania na fakturach niektórych danych o transakcjach;
- objęcie danych KSeF ochroną kontrwywiadowczą i powierzenie zarządzania repozytorium tego systemu wyspecjalizowanej w bezpieczeństwie instytucji;
- wprowadzenie zaostrzonych procedur bezpieczeństwa dla użytkowników systemu (nie tylko urzędników skarbowych, ale także dla osób, które tworzyły i będą rozwijać oprogramowanie dla KSeF).
Janusz Janiszewski
ekspert ds. bezpieczeństwa z forum ekspertów Ad Rem
Zgromadzenie olbrzymiej ilości danych w jednym miejscu, takie jak w przypadku KSeF, określa się jako tzw. centralny punkt awarii (single point of failure). Stwarza to szereg ryzyk, takich jak ataki hakerskie, kradzieże danych przez osoby z legalnym dostępem do systemu, ataki typu ransomware (dla okupu) czy też ataki DDoS, będące zalaniem systemu żądaniami. W konsekwencji może nastąpić jego zablokowanie. W przypadku kradzieży kluczy uwierzytelniających może dojść do tzw. phishingu, czyli przejęcia kont firmowych albo kont administracji skarbowej. To z kolei może oznaczać dostęp do systemu bez śladów włamania. Zagrożenia z tym związane mogą być różnorakie. Znajomość cen, rabatów i dostawców może spowodować szereg wyniszczających zachowań nieuczciwych firm, polegających na sztucznym zaniżaniu cen czy kopiowaniu strategii handlowej w celu osłabienia konkurentów. Z kolei zagraniczne firmy i służby specjalne mogą, dzięki poznaniu sieci powiązań biznesowych w Polsce, zidentyfikować słabe punkty polskiej gospodarki. Nie neguję wartości KSeF dla celów skutecznego poboru podatków, ale być może warto zastanowić się nad innym rozwiązaniem, w którym informacje o polskiej gospodarce nie byłyby skupione w jednym miejscu. Nie tworzyłyby wtedy potencjalnego „single point of failure”.
Rafał Berliński
ekspert w zakresie technologii w podatkach, twórca platformy podatkowej AI Ziroly
Z punktu widzenia bezpieczeństwa polskiego państwa i gospodarki przerażające jest, że tak wielka baza danych o tej gospodarce, jaką jest KSeF, dotychczas nie została przetestowana przez służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa. Obawiam się, że nawet zapowiadane zbadanie tzw. środowiska przedprodukcyjnego, symulującego działanie KSeF, też niewiele przyniesie. Jesteśmy przecież w stanie autentycznej cyberwojny z Rosją, a świadczą o tym częste ataki na różne polskie systemy informatyczne. Pamiętajmy, że to przeciwnik o nieograniczonych praktycznie zasobach finansowych, analitycznych i ludzkich. Przecież KSeF będzie zawierał dane nie tylko o zwykłych transakcjach handlowych, ale też o dostawach broni, amunicji i innych towarach strategicznych. Będą tam też dane o półproduktach i surowcach używanych do produkcji wojskowej. Nietrudno sobie wyobrazić, że po wykradzeniu dane te pozwolą określić nie tylko skalę produkcji, ale również miejsce i czas dostawy. Na podstawie takich informacji nieprzyjazne Polsce siły będą mogły dokonać fizycznych i precyzyjnych aktów sabotażu.