Eksperci: KSeF jest potrzebny, ale nie wszyscy są na niego gotowi

Chyba raczej na pewno, jeszcze nie wiem, okaże się, zobaczymy 1 lutego – tak na pytanie o to, czy będą wystawiać faktury tylko w KSeF, odpowiadają sprzedawcy w sklepach i na stacjach paliw.

To mniej więcej oddaje stan przygotowań polskiego biznesu do zbliżającej się dużymi krokami księgowej rewolucji. Z różnych badań wynika, że większość przedsiębiorców coś o KSeF słyszała, część się do niego szykuje, niektórzy są już prawie gotowi.

Czy zdążą? Czy urzędnicy dobrze wszystko zorganizowali? Czy w ogóle jest potrzeba wprowadzania systemu, który diametralnie zmieni życie przedsiębiorców? A może należałoby go przesunąć? Nad tym zastanawiali się eksperci Panelu Prawników „Rzeczpospolitej”.

Dobre narzędzie dla fiskusa

Na początek przypomnijmy, że KSeF to nadzorowana przez fiskusa platforma do wystawiania, odbierania i przechowywania faktur. Codziennie mają przez nią przechodzić miliony dokumentów. Ministerstwo Finansów zapewnia, że KSeF uszczelni system podatkowy, zapewni pewność obrotu gospodarczego, usprawni obieg dokumentów i pozwoli trafniej typować podmioty do kontroli. Przeciwnicy mówią o dodatkowych obciążeniach dla firm, niejasnych przepisach, ryzyku wycieku danych i totalnej inwigilacji.

Czy KSeF faktycznie jest potrzebny? Tak uważa 54 proc. naszych panelistów.

– Dzięki KSeF rząd będzie miał bardzo istotny instrument, który pozwoli na ograniczenie nadużyć podatkowych. Daje to większe prawdopodobieństwo wyższych dochodów budżetowych – mówi prof. Mariusz Popławski.

– KSeF jest na pewno potrzebny Ministerstwu Finansów, które widzi w nim olbrzymią bazę danych do analizy. Inną perspektywę mają jednak firmy, które nowego systemu co do zasady nie potrzebują. Przecież już teraz działają w gąszczu wielu przepisów i obowiązków, po co im kolejne? – wskazuje doradca podatkowy Grzegorz Gębka. Podkreśla, że KSeF ma docelowo ujednolicić i uprościć obieg dokumentów.

– Nie zrobi krzywdy przedsiębiorcom, którzy działają zgodnie z prawem. Natomiast będzie problemem dla tych, którzy naruszają przepisy, mam tu na myśli celowe i wręcz przestępcze działania – mówi Grzegorz Gębka.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Obawy dotyczące bezpieczeństwa

Z tezą, że KSeF jest potrzebny nie zgadza się 39 proc. panelistów. Obawiają się przede wszystkim o bezpieczeństwo nowego systemu.

– KSeF bierze na siebie odpowiedzialność za fakturowanie w całej gospodarce. Nie wiem, czy taka centralizacja jest dobrym pomysłem – mówi prof. Rafał Adamus. Wskazuje na ryzyko wystąpienia różnych zdarzeń: awaria, przerwa w dostawie prądu, wyciek danych.

– Uważam, że rozproszenie systemów fakturowania, w tym możliwość wystawiania faktur odręcznych, to elementy bezpieczeństwa. A przecież Polska jest w trakcie wojny w cyberprzestrzeni z innym państwem. Dlaczego KSeF nie może być systemem wtórnie przetwarzającym faktury wystawione w dowolny sposób? – pyta prof. Rafał Adamus.

– Gromadzenie tak potężnej bazy danych w rękach państwa budzi obawy o ochronę prywatności i tajemnicy przedsiębiorstwa. Awaria systemu lub masowa kradzież danych stanowić będzie niebezpieczeństwo dla interesu państwowego – wskazuje dr Michał Bieniak.

– W Polsce jest coraz więcej ataków hakerskich. A po wejściu KSeF wszystkie dane będą w jednym miejscu – zwraca uwagę Sylwia Rzepka, ekspert Stowarzyszenia Księgowych w Polsce.

Jakie są jeszcze argumenty przeciwko KSeF? – Ani sam system, ani przedsiębiorcy nie są przygotowani. Stanowi znaczące obciążenie dla małych i średnich przedsiębiorstw, generując dla nich dodatkowe obowiązki i koszty. Kłóci się to z wcześniejszymi postulatami deregulacji, stanowiąc wręcz ich zaprzeczenie – twierdzi dr Michał Bieniak.

Profesor Rafał Adamus wskazuje, że nowe zasady datowania faktur mogą spowodować w niektórych firmach problemy z płynnością finansową (szerzej pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej” z 9 grudnia 2025 r.).

zdjecie

Terminy wejścia KSeF

KSeF startuje 1 lutego 2026 r. Od tego dnia fakturować sprzedaż w nowym systemie muszą największe firmy. Czyli te, które miały w 2024 r. sprzedaż powyżej 200 mln zł (liczone razem z VAT). Ministerstwo Finansów informuje, że jest ich 4213. Pozostałe firmy muszą wystawiać faktury w KSeF od 1 kwietnia 2026 r. Za wyjątkiem najmniejszych przedsiębiorców, którzy mają sprzedaż brutto do 10 tys. zł miesięcznie. Oni mogą do końca 2026 r. fakturować na starych zasadach (elektronicznie albo w papierze).

Natomiast od 1 lutego 2026 r. przedsiębiorcy muszą odbierać w KSeF faktury zakupowe. Dotyczy to każdego, który współpracuje z dużą firmą – leasinguje samochód, korzysta z internetu i telefonu czy kupuje wyposażenie do biura w hipermarkecie. Przedsiębiorcy muszą więc nauczyć się obsługi nowe- go systemu (pisaliśmy o tym m.in. w „Rzeczpospolitej” z 5 stycznia 2026 r.).

Czy biznes jest gotowy?

„Firmy i administracja nie są odpowiednio przygotowane do wdrożenia KSeF i należałoby przesunąć termin jego wejścia w życie” – z tą tezą zgadza się 31 proc. panelistów „Rzeczpospolitej”.

– Należy wyciągnąć wnioski z ankiet przeprowadzanych wśród przedsiębiorców, zwłaszcza małych firm, których znaczna część deklaruje brak przygotowania do KSeF. Należy też wziąć pod uwagę zgłaszane ostatnio obawy dotyczące należytego zabezpieczenia danych, w tym przed atakami cybernetycznymi – wskazuje prof. Hanna Litwińczuk.

– Obawiam się o możliwości tego systemu. Czy będzie płynnie działał w ostatnim dniu miesiąca o godz. 23.50? Czy będzie dostępny 24 godziny na dobę w Bieszczadach? – pyta prof. Rafał Adamus.

Sylwia Rzepka ze Stowarzyszenia Księgowych w Polsce zwraca uwagę, że Ministerstwo Finansów dopiero w listopadzie 2025 r. udostępniło dostawcom oprogramowania kluczowe komponenty potrzebne do integracji z KSeF. – Zważywszy na tak krótki czas do przygotowania, nie jest realne, aby wszystko poprawnie zadziałało – przewiduje Sylwia Rzepka.

Z kolei 23 proc. panelistów uważa, że urzędy oraz firmy są przygotowane do KSeF i nie trzeba go przesuwać.

– Każda firma, ale również administracja, zatrudnia lub korzysta ze wsparcia informatyków. Oni są w stanie przyszykować dany podmiot do nowego systemu. Odłożenie KSeF w czasie nie spowoduje lepszego przygotowania firm i instytucji. Opóźni tylko wprowadzenie ważnego dla państwa instrumentu – tłumaczy prof. Mariusz Popławski.

Co ciekawe, aż 46 proc. ekspertów zajęło w tej sprawie stanowisko neutralne. I wskazują na różne aspekty.

– Przedsiębiorcy nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat funkcjonowania KSeF. Dzieje się tak z prostego powodu. Modelowy przedsiębiorca musi skupić się na biznesie i niekoniecznie ma czas na wdrażanie kolejnych rozwiązań czy realizację raz po raz nakładanych na niego obowiązków. Stąd też, pomimo szerokiej kampanii informacyjnej, firmy niewiele wiedzą o KSeF. Czy jego przesunięcie coś zmieni? Nie sądzę. To ogromna operacja logistyczna, która zawsze (niezależnie od tego, czy zacznie obowiązywać od 1 lutego 2026 r., czy później) będzie budziła obawy przedsiębiorców i powodowała techniczne problemy – wskazuje Grzegorz Gębka.

Czy odroczenie jest możliwe?

Czy odroczenie jest jednak w ogóle możliwe? Do startu KSeF zostały przecież niecałe dwa tygodnie. A zasady jego funkcjonowania są określone w ustawie.

– Do przesunięcia nowego systemu niezbędna jest więc zmiana ustawy. Szanse na to, że uda się do lutego przejść przez cały proces legislacyjny są minimalne. Ciężko sobie natomiast wyobrazić, że KSeF mógłby zostać przesunięty bez stosownej nowelizacji na podstawie administracyjnej decyzji. Choć z drugiej strony w naszych podatkach różne cuda już się zdarzały – podkreśla Grzegorz Gębka.

Dodaje, że jeżeli okaże się, że nowy system sprawia duże problemy, realne jest przesunięcie terminu dla mniejszych firm, czyli 1 kwietnia. Na to jest jeszcze czas.

Co na to fiskus?

– KseF wchodzi zgodnie z planem – zapewnił na piątkowym spotkaniu z prasą szef Krajowej Administracji Skarbowej Marcin Łoboda. Urzędnicy znają głosy krytyków i niedowiarków, ale są przekonani, że nowy system został dobrze przygotowany i przedsiębiorcy sobie z nim poradzą.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Promocje pod lupą UOKiK. Jak prawidłowo informować o obniżkach cen?

Obowiązek informowania o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką stanowi konsekwencję obowiązywania dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/2161 z 27.11.2019 r. zmieniającej dyrektywę Rady 93/13/EWG i dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 98/6/WE, 2005/29/WE oraz 2011/83/UE w odniesieniu do lepszego egzekwowania i unowocześnienia unijnych przepisów dotyczących ochrony konsumenta (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 328, s. 7). Dyrektywa miała na celu ukrócenie praktyk rynkowych polegających na prezentowaniu pozornych obniżek cen.

Dodany dyrektywą 2019/2161 art. 6a dyrektywy 98/6/WE wprowadził zasadę, zgodnie z którą w każdym ogłoszeniu o obniżce ceny podaje się wcześniejszą cenę stosowaną przez podmiot gospodarczy przez określony okres przed zastosowaniem obniżki ceny, a wcześniejsza cena oznacza najniższą cenę stosowaną przez podmiot gospodarczy w okresie, który nie może być krótszy niż 30 dni przed zastosowaniem obniżki ceny.

Implementacja dyrektywy Omnibus w prawie polskim

Polski ustawodawca dokonał implementacji dyrektywy Omnibus ustawą z 1.12.2022 r. o zmianie ustawy o prawach konsumenta oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2022 r. poz. 2581), która weszła w życie 1.1.2023 r.

Zmiany objęły przede wszystkim ustawę z 9.5.2014 r. o informowaniu o cenach towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 168; dalej: InfCenTiUU). W omawianym aspekcie najważniejsze znaczenie ma art. 4 ust. 1–4 InfCenTiUU, który nakłada na przedsiębiorców obowiązek podawania – obok ceny po obniżce – informacji o najniższej cenie tego towaru lub tej usługi, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. Od tej zasady ustawodawca wprowadził wyjątki. Zgodnie z art. 4 ust. 4 InfCenTiUU, w przypadku towarów, które ulegają szybkiemu zepsuciu lub mają krótki termin przydatności, obok informacji o obniżonej cenie uwidacznia się informację o cenie sprzed pierwszego zastosowania obniżki, z zastrzeżeniem, że terminy, o których mowa w art. 4 ust. 2 i 3 InfCenTiUU, nie mają zastosowania. Ponadto podkreślił, że do reklamy towaru lub usługi wraz z ceną, przepisy art. 4 ust. 1–4 InfCenTiUU stosuje się odpowiednio.

Zarówno z podanych wyżej przepisów. jak i z oficjalnych wyjaśnień Prezesa UOKiK-u wynika, że obowiązek podania najniższej ceny z 30 dni przed obniżką powstaje wszędzie tam, gdzie komunikacja cenowa wywołuje u przeciętnego konsumenta wrażenie uzyskania korzyści cenowej.

W wyjaśnieniach skierowanych do przedsiębiorców Prezes UOKiK-u podkreśla, że informacją o obniżce są komunikaty pisemne, mówione (np. w reklamie radiowej, telewizyjnej), graficzne oraz połączenie tych wariatów, np.:

Podstawowe znaczenie ma perspektywa konsumenta, a nie formalna konstrukcja cenowa przyjęta przez przedsiębiorcę. Nawet brak użycia słowa „promocja” nie wyłącza obowiązków informacyjnych, jeżeli przekaz sugeruje obniżkę ceny.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Praktyka stosowania przepisów – sprawy Zalando i Temu

Prezes UOKiK-u 12.1.2026 r. poinformował o nałożeniu kar za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na platformy sprzedażowe Zalando oraz Temu. Podkreślił, że najniższa cena z 30 dni przed obniżką stanowi obowiązkowy element informacji o obniżce i punkt odniesienia do obliczania wysokości rabatu.

W przypadku Zalando Organ ustalił, że konsumenci korzystający z polskiej wersji serwisu – nawet kilka miesięcy po wejściu w życie nowych przepisów – nie mieli możliwości rzetelnej oceny rzeczywistej skali promocji. Informacja o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką była nieobecna na różnych etapach procesu zakupowego, a także w reklamach emitowanych poza platformą.

UOKiK wspomniał, że również w toku postępowania przedsiębiorca nie wdrożył obowiązków informacyjnych w sposób prawidłowy. Urząd zwrócił uwagę na powtarzające się przypadki modyfikacji najniższej ceny z 30 dni przed obniżką, choć cena sprzedaży produktów nie uległa zmianie. Dzień po dniu oferta wydawała się atrakcyjniejsza, ponieważ przedsiębiorca zmieniał wysokość najniższej ceny z 30 dni przed obniżką. Podnosząc ją, zwiększał wysokość rabatu, choć produkt kosztował tyle samo co wcześniej, a konsument mógł mieć wrażenie większej korzyści. Zabieg ten sprawiał, że oferta wydawała się bardziej atrakcyjna, choć faktyczna cena pozostawała taka sama.

Dodatkowo Zalando prezentowało obniżki względem cen „początkowych” lub „regularnych”, a nie względem wymaganej ceny referencyjnej. Organ zakwestionował także nieprawidłowości związane z udostępnianiem filtru „okazja”.

Prezes UOKiK nałożył na Zalando karę 30 945 000 zł. Decyzja jest nieprawomocna, spółka może złożyć odwołanie do sądu. Wobec spółki prowadzone jest również postępowanie dotyczące nieudzielenia informacji w toku postępowania, co zagrożone jest karą do 3% obrotu.

Natomiast w przypadku Temu analiza UOKiK wykazał, że w polskiej wersji serwisu nie zawsze podawano informację o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką, mimo komunikowania promocji. Braki te występowały niespójnie, np. w zależności od wariantu produktu, miejsca w serwisie, wersji platformy (desktopowej i mobilnej). Zdarzało się. że informacja o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką była podana, lecz w wysokości niezgodnej z rzeczywistością. Organ wskazał m.in. na przypadki zmieniania ceny referencyjnej dzień po dniu przy niezmienionej cenie sprzedaży.

W toku postępowania przedsiębiorca zaniechał kwestionowanych praktyk i ujednolicił sposób prezentowania promocji. Nie wykluczyło to jednak nałożenia kary w wysokości 5 910 900 zł. Decyzja również ma charakter nieprawomocny i spółce przysługuje odwołanie do sądu.

Jak uniknąć błędów w okresie wyprzedaży?

Opisane przypadki potwierdzają, że najniższa cena z 30 dni przed obniżką pełni centralną funkcję informacyjną i obliczeniową, a zastąpienie jej innymi cenami referencyjnymi jest niedopuszczalne. Nawet techniczne lub graficzne elementy prezentacji cen mogą prowadzić do naruszenia przepisów, dlatego nie warto komplikować przekazu.

Z perspektywy obsługi prawnej przedsiębiorców przepisy implementujące dyrektywę Omnibus wymagają dokładnej analizy oraz uwzględniania funkcjonalnej, prokonsumenckiej wykładni omawianych aktów, jak widać konsekwentnie stosowanej przez Prezesa UOKiK-u. Sezon wyprzedaży stanowi szczególny sprawdzian dla zgodności działań marketingowych z przepisami prawa konsumenckiego. Intensyfikacja komunikacji cenowej, wielokanałowe prezentowanie promocji oraz dynamiczne zmiany ofert znacząco zwiększają ryzyko naruszeń. Do złamania przepisów może dojść nawet bez złych intencji sprzedawcy.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Brak związania zaświadczeniem o zgodności inwestycji z planem miejscowym

Stan faktyczny

WSA w Gdańsku rozpoznał sprawę ze skargi na decyzję Wojewody Pomorskiego w przedmiocie sprzeciwu w sprawie zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego i uchylił zaskarżoną decyzję i poprzedzającą ją decyzję Starosty Nowodworskiego, oraz umorzył postępowanie administracyjne.

W sprawie tej decyzją Starosty Nowodworskiego z 2012 r. udzielono Skarżącemu pozwolenia na budowę budynku zakwaterowania turystycznego. Decyzją z 2014 r. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Powiecie Nowodworskim udzielił inwestorowi pozwolenia na użytkowanie. W 2024 r. do Starosty wpłynęło zgłoszenie obejmujące zmianę sposobu użytkowania obiektu budowlanego z budynku zakwaterowania turystycznego na budynek mieszkalny jednorodzinny.

Starosta wniósł sprzeciw od powyższego zgłoszenia. W uzasadnieniu Organ wyjaśnił, iż po przeanalizowaniu treści zgłoszenia oraz sprawdzeniu jego zgodności z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wsi S. stwierdził, że zmiana sposobu użytkowania obiektu budowlanego z budynku zakwaterowania turystycznego na budynek mieszkalny jednorodzinny jest niezgodna z jego zapisami. Dopuszcza się jedynie zamierzenia w postaci obiektu mieszkalno-usługowego lub oddzielnych obiektów – mieszkalnego i usługowego, realizowanych w różnych etapach. Według interpretacji Starosty plan miejscowy przewiduje budowę jednego budynku mieszkalno-usługowego lub jednego budynku mieszkalnego i jednego budynku usługowego. Na przedmiotowej działce znajdują się już budynki mieszkalne. W związku z powyższym, zgodnie z zapisami planu miejscowego brak jest możliwości realizacji kolejnego budynku mieszkalnego na tej samej nieruchomości.

Po rozpatrzeniu odwołania Wojewoda Pomorski utrzymał w mocy zaskarżoną decyzję. W uzasadnieniu Organ odwoławczy wyjaśnił, że materialnoprawną podstawą niniejszego rozstrzygania jest art. 71 ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418; dalej: PrBud).

Wojewoda wskazał, że zmiana sposobu użytkowania obiektu budowlanego jest de facto traktowana jako powstanie obiektu o nowej funkcji, jeżeli ta zmiana wpływa na istotne warunki techniczne i bezpieczeństwo użytkowania, co ma miejsce w niniejszej sprawie. Zmiana sposobu użytkowania nie zawsze wiąże się z robotami budowlanymi, ale zawsze rodzi konsekwencje formalne i prawne.

Wojewoda odnotował również, że zgłoszenie jest niekompletne, bowiem nie dołączono ekspertyzy technicznej wykonanej przez osobę posiadającą uprawnienia budowlane bez ograniczeń w odpowiedniej specjalności, o której mowa w art. 71 ust. 2 pkt. 5 PrBud. Dokument ten należy dołączyć do zgłoszenia w związku z zaniechaniem w obiekcie budowlanym (obecnym budynku usługowym – zakwaterowania turystycznego) działalności zmieniającej warunki bezpieczeństwa pożarowego i higieniczno-sanitarne, w tym wielkość i układ obciążeń tych warunków. Starosta zasadnie jednak odstąpił od wzywania inwestora do uzupełnienia zgłoszenia w tym zakresie z uwagi na naruszenie przez zgłaszaną inwestycję ustaleń obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, co obligowało Organ do wniesienia sprzeciwu. Nałożenie na zgłaszającego obowiązku uzupełnienia zgłoszenia w wymaganym zakresie byłoby niezasadne, gdyż nawet jego uzupełnienie nie zmieniłoby rozstrzygnięcia w tym zakresie.

W sprawie skierowano skargę, kwestionując przede wszystkim to, że zamierzona zmiana sposobu użytkowania obiektu budowlanego narusza ustalenia obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wbrew zaświadczeniu Wójta Gminy, dostarczonemu zgodnie z art. 71 ust. 2 pkt. 4 PrBud.

Sektor publiczny – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Stanowisko WSA

Skarga okazała się uzasadniona.

Podstawą sprzeciwu wniesionego przez Starostę było naruszenie przez zamierzoną zmianę sposobu użytkowania obiektu budowlanego ustaleń obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Organy orzekające w sprawie ustaliły, iż zapisy tam zawarte sprzeciwiają się zlokalizowaniu na jednej działce wyłącznie budynków mieszkalnych jednorodzinnych, a dopuszczalna jest jedynie budowa jednego budynku mieszkalno-usługowego lub jednego budynku mieszkalnego i jednego budynku usługowego. Skoro na tej działce znajduje się już budynek mieszkalny, to zamierzenie skarżącego dotyczące kolejnego budynku mieszkalnego uznano za niedopuszczalne. To stanowisko Organów jest w ocenie Sądu błędne.

Skarżący dołączył do wniosku zaświadczenie Wójta Gminy o zgodności planowanego zamierzenia z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W treści decyzji obu instancji brak jakiegokolwiek ustosunkowania się do wzmiankowanego zaświadczenia.

Sąd wskazał, że organy nadzoru budowlanego nie są związane treścią zaświadczenia o zgodności inwestycji z planem miejscowym. W konsekwencji nie oznacza to, aby organy zwolnione były z wyczerpującej oceny tak istotnego dowodu w sprawie. Skoro bowiem ustawodawca w art. 71 ust. 2 pkt. 4 PrBud nałożył obowiązek przedłożenia takiego zaświadczenia wraz z wnioskiem, to orzekające w sprawie organy winny odnieść się do jego treści, czego w niniejszej sprawie nie uczyniły.

Odnosząc się następnie do podstawy wniesionego w sprawie sprzeciwu, WSA wskazał, iż stosownie do § 4 planu miejscowego ustala się, że głównymi funkcjami terenu dla obszaru objętego planem są:

  1. Funkcja mieszkaniowa;
  2. Funkcja turystyczno-rekreacyjna;
  3. Funkcja usług podstawowych;
  4. Funkcje ochronne, realizowane zgodnie z warunkami, o których mówią ustalenia szczegółowe zawarte w karcie terenu.

Bezsporne jest, iż nieruchomość, na której skarżący zamierza zrealizować zmianę sposobu użytkowania obiektu budowlanego, położona jest na obszarze karty terenu nr X. Bezsporne jest również to, że na tej nieruchomości istnieje już inny budynek o funkcji mieszkaniowej.

Zgodnie z treścią planu teren ten jest przeznaczony pod funkcję mieszkaniowo-usługową, w tym obsługę turystyki (pensjonaty, hotele, wynajem pokoi), handel i gastronomię. Dla obiektów nowych oraz modernizowanych zabudowę można realizować w postaci obiektu mieszkalno-usługowego lub oddzielnych obiektów – mieszkalnego i usługowego, realizowanych w różnych etapach.

Wbrew stanowisku orzekających w sprawie Organów, Sąd, dokonując analizy przywołanych w sprawie przepisów planu miejscowego, doszedł do wniosku, iż dopuszczalnymi na obszarze terenu planu miejscowego są zarówno funkcje mieszkaniowa, jak i usługowa (w tym obsługa turystyki). Z treści planu nie można wywieść obowiązku realizacji na jednej działce obiektu budowlanego o funkcji mieszkalno-usługowej lub oddzielnych budynków – mieszkalnego i usługowego.

Dokonana przez Organy architektoniczno-budowlane wykładnia planu miejscowego prowadzi w istocie do nałożenia na właścicieli nieruchomości położonych w danym obszarze obowiązku świadczenia usług z naruszeniem art. 31 ust. 2, art. 47, art. 64 oraz art. 65 ust. 1 i 2 Konstytucji.

Komentarz

WSA w Gdańsku rozpatrywał skargę na sprzeciw organów administracji wobec zgłoszenia zmiany sposobu użytkowania budynku z obiektu zakwaterowania turystycznego na budynek mieszkalny jednorodzinny. Starosta i Wojewoda uznali, że zmiana ta jest niezgodna z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, który w ich ocenie dopuszczał na jednej działce jedynie zabudowę mieszkaniowo-usługową albo połączenie budynku mieszkalnego i usługowego, a nie kolejny budynek o funkcji wyłącznie mieszkalnej.

WSA uchylił decyzje obu instancji i umorzył postępowanie administracyjne. Sąd wskazał, że choć organy architektoniczno-budowlane nie są formalnie związane zaświadczeniem wójta o zgodności inwestycji z planem miejscowym, to mają obowiązek merytorycznie się do niego odnieść, czego w tej sprawie nie uczyniły. Sam fakt posiadania takiego zaświadczenia wymaga jego oceny jako istotnego dowodu.

Ponadto WSA uznał, że Organy błędnie zinterpretowały zapisy planu miejscowego. Z planu wynika dopuszczalność zarówno funkcji mieszkaniowej, jak i usługowej, bez obowiązku ich łączenia na jednej działce. Przyjęta przez organy wykładnia prowadziłaby do nieuprawnionego ograniczenia prawa własności i swobody działalności gospodarczej, naruszając konstytucyjne prawa właścicieli nieruchomości.

W sprawach budowlanych kwestia wykładni zapisów planu miejscowego nierzadko ma dla nich znaczenie rozstrzygające.

Wyrok WSA w Gdańsku z 3.12.2025 r., II SA/Gd 676/25, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Odpowiedzialność członków zarządu za nielegalne gry hazardowe online

Stan faktyczny

Spór między NM i OU, działającymi w charakterze członków zarządu maltańskiej spółki prowadzącej kasyno online a TE, mieszkającym w Austrii, dotyczył zwrotu strat poniesionych w związku z uczestnictwem w grach hazardowych online oferowanych przez tę spółkę w Austrii bez koncesji wymaganej na mocy prawa tego państwa członkowskiego.

Austriacki Sąd Najwyższy, do którego NM i OU wnieśli skargę rewizyjną, uważa, że ustalenie jurysdykcji sądów austriackich wymaga przede wszystkim, aby przepis krajowy mogący służyć za podstawę powództwa TE miał zastosowanie zgodnie z rozporządzeniem (WE) Nr 864/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z 11.7.2007 r. dotyczącego prawa właściwego dla zobowiązań pozaumownych (Dz.Urz. UE L z 2007 r. Nr 199, s. 40; dalej: RzymII). W tym kontekście sąd ten powziął wątpliwości co do zakresu wyjątku przewidzianego w art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII.

Stanowisko TS

Zobowiązania pozaumowne wynikające z prawa spółek

Zgodnie z art. 1 ust. 1 RzymII rozporządzenie to stosuje się do zobowiązań pozaumownych w sprawach cywilnych i handlowych, powiązanych z prawami różnych państw. Na podstawie art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII z zakresu jego stosowania wyłączone są jednak „zobowiązania pozaumowne wynikające z prawa spółek i innych jednostek organizacyjnych, posiadających lub nieposiadających osobowość prawną, dotyczące kwestii takich, jak utworzenie – poprzez rejestrację lub w inny sposób, zdolność prawna, ustrój wewnętrzny lub rozwiązanie spółek i innych jednostek organizacyjnych, posiadających lub nieposiadających osobowość prawną, osobista odpowiedzialność organów i wspólników za zobowiązania spółki lub jednostki organizacyjnej oraz osobista odpowiedzialność audytorów wobec spółki lub wobec jej wspólników w związku z badaniem dokumentów rachunkowych”.

Rozpatrywana skarga ma na celu pociągnięcie NM i OU do odpowiedzialności z powodu zarzucanego naruszenia przez spółkę, której są członkami zarządu, nałożonego na każdą osobę przez austriackie prawo zakazu publicznego oferowania gier hazardowych bez posiadania odpowiedniej w tym celu koncesji. W związku z tym – i nie przesądzając o kwalifikacji innych powództw, które mogą zostać wytoczone przeciwko tym członkom zarządu z powodu naruszenia ciążącego na nich obowiązku wobec spółki – TS stwierdził, że pociągnięcie NM i OU do odpowiedzialności z powodu zarzucanego naruszenia ogólnego zakazu oferowania gier hazardowych online bez posiadania w tym celu koncesji nie należy do kategorii zobowiązań pozaumownych wynikających z prawa spółek w rozumieniu art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII. Takie powództwo nie dotyczy bowiem stosunku między spółką a członkami jej zarządu.

Trybunał orzekł, że art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII należy interpretować w ten sposób, iż wytoczone przeciwko członkom zarządu spółki powództwo z tytułu odpowiedzialności za czyn niedozwolony za naruszenie nałożonego przez ustawodawstwo krajowe zakazu publicznego oferowania gier hazardowych bez posiadania w tym celu koncesji nie należy do kategorii zobowiązań pozaumownych wynikających z prawa spółek w rozumieniu tego przepisu.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Miejsce szkody

Zgodnie z zasadą ogólną ustanowioną w art. 4 ust. 1 RzymII prawem właściwym dla zobowiązania pozaumownego wynikającego z czynu niedozwolonego jest prawo państwa, w którym powstaje szkoda, niezależnie od tego, w jakim państwie miało miejsce zdarzenie powodujące szkodę oraz niezależnie od tego, w jakim państwie lub państwach występują skutki pośrednie tego zdarzenia.

Z orzecznictwa TS wynika, że miejscem urzeczywistnienia się szkody jest miejsce, w którym podnoszona szkoda konkretnie wystąpi (wyrok TS z 12.5.2021 r., Vereniging van Effectenbezitters, C-709/19, Legalis, pkt 31). Trybunał wskazał, że po pierwsze, zarzucany czyn niedozwolony polega na naruszeniu interesów TE, które są prawnie chronione poprzez obowiązujący w państwie członkowskim jego zwykłego pobytu zakaz publicznego oferowania uczestnictwa w grach hazardowych online bez posiadania w tym celu koncesji. Po drugie, jak zauważył rzecznik generalny w pkt 61 i 69 opinii, podnoszona przez TE szkoda wystąpiła konkretnie w związku z jego uczestnictwem, z Austrii, w grach hazardowych online oferowanych z naruszeniem zakazu obowiązującego w tym państwie.

W tych okolicznościach TS uznał, że szkoda powstała w Austrii. Biorąc pod uwagę sam charakter gier hazardowych online, który nie pozwala na łatwą lokalizację ich prowadzenia w określonym miejscu fizycznym, Trybunał uznał, że gry te odbyły się w miejscu zwykłego pobytu gracza. Lokalizacja powstania podnoszonej szkody w miejscu zwykłego pobytu gracza, gdzie można uznać, że doszło do uczestnictwa w grach hazardowych online, jest zgodna z celem przewidywalności ponieważ TBM i jej członkowie zarządu mogli racjonalnie oczekiwać, że gdy zaoferują gry hazardowe online osobom zamieszkałym w innym państwie członkowskim, którego wymogi prawne nie były przez nich przestrzegane, osoby te będą uczestniczyć w tych grach hazardowych i w związku z tym doznają naruszenia swoich prawnie chronionych interesów.

Trybunał przypomniał, że prawo wskazane zgodnie z art. 4 ust. 1 RzymII może zostać wyłączone na rzecz prawa właściwego, zgodnie z art. 4 ust. 3 RzymII tego rozporządzenia, jeżeli ze wszystkich okoliczności sprawy wyraźnie wynika, że czyn niedozwolony pozostaje w znacznie ściślejszym związku z państwem innym niż państwo wskazane w art. 4 ust. 1 RzymII. Niemniej jednak, jako przepis stanowiący odstępstwo, powinien on podlegać ścisłej wykładni, a prawo wskazane zgodnie z art. 4 ust. 1 RzymII powinno być wyłączone jedynie wyjątkowo, a mianowicie gdy na podstawie całościowej analizy okoliczności danej sprawy czyn niedozwolony pozostaje w znacznie ściślejszym związku z państwem innym niż to, w którym wystąpiła szkoda, tak aby zagwarantować przewidywalność i pewność prawa.

Chociaż zgodnie z art. 4 ust. 3 RzymII znacznie ściślejszy związek z innym państwem może opierać się w szczególności na istniejącym wcześniej stosunku między stronami, takim jak umowa, pozostającym w związku z danym czynem niedozwolonym, to jednak TS uściślił, że istnienie takiego stosunku nie wystarcza samo w sobie do wyłączenia stosowania prawa właściwego na podstawie art. 4 ust. 1 lub 2 RzymII i nie zezwala na automatyczne stosowanie prawa właściwego dla umowy do odpowiedzialności pozaumownej, ponieważ sądowi orzekającemu w danej sprawie przysługuje pewien zakres swobodnej oceny co do istnienia znaczącego związku pomiędzy zobowiązaniem pozaumownym a państwem, którego prawo reguluje wcześniejszy stosunek między stronami.

Trybunał orzekł, że art. 4 ust. 1 RzymII należy interpretować w ten sposób, iż w ramach powództwa o odszkodowanie z tytułu strat poniesionych w związku z uczestnictwem w grach hazardowych online oferowanych przez spółkę w państwie członkowskim, w którym nie posiadała ona wymaganej koncesji, szkodę poniesioną przez gracza należy uznać za powstałą w państwie członkowskim, w którym gracz ten ma miejsce zwykłego pobytu.

Komentarz

Korzystne dla konsumentów, w tym zwłaszcza graczy online, orzeczenie Trybunału.

Z prezentowanego wyroku wynika, że po pierwsze, rozporządzenie RzymII ma zastosowanie do czynu niedozwolonego, takiego jak naruszenia zakazu publicznego oferowania gier hazardowych bez posiadania odpowiedniej w tym celu koncesji w danym państwie członkowskim, por. m.in. art. 3, 5 i 6 ustawy z 19.11.2009 r. o grach hazardowych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 595). Trybunał uznał tym samym, że art. 1 ust. 2 lit. d) RzymII, który wyłącza ze swojego zakresu zobowiązania pozaumowne „wynikające z prawa spółek”, nie dotyczy tego rodzaju odpowiedzialność członków zarządu za działania spółki. Po drugie, TS przyjął korzystną dla konsumentów, w tym jak w niniejszej sprawie graczy, wykładnię ogólnej zasady ustanowionej w art. 4 ust. 1 RzymII, która przewiduje, że prawem właściwym dla zobowiązania pozaumownego wynikającego z takiego czynu niedozwolonego jest prawo państwa, w którym powstaje „szkoda”. Trybunał uznał bowiem, że tym prawem jest prawo państwa, w którym ten gracz ma miejsce zwykłego pobytu, a nie przykładowo miejsce, w którym spółka prowadzi rachunek gracza, na którym księguje się wpłaty gracza, wygrane i przegrane, czy też miejsce, z którego spółka i członkowie jej zarządu oferowali gry hazardowe.

Ze względu na charakter prawny rozporządzenia RzymII, w tym jego bezpośredni skutek, również polskie sądy powinny stosować powyższą wykładnię Trybunału.

Wyrok TS z 15.1.2026 r., Wunner, C-77/24

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Automatyczne przyznawanie 800+ od 2027 r.

Obecny stan prawny

Świadczenie wychowawcze 800+ jest przyznawane na podstawie ustawy z 11.2.2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1576; dalej: PomWychDzU). Zgodnie z obowiązującymi przepisami świadczenie jest przyznawane na wniosek (art. 13 ust. 1 PomWychDzU) składany jedynie w formie elektronicznej do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. ZUS przyznaje to świadczenie na roczny okres, który trwa od 1 czerwca do 31 maja następnego roku kalendarzowego.

Oznacza to, że rodzice lub opiekunowie muszą co roku, w terminie od 1 lutego do 30 czerwca, ponawiać wniosek o przyznanie świadczenia. Taki stan prawny w rzeczywistości mnoży obowiązki administracyjne obywateli i koszty obsługi po stronie urzędów.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Wniosek składany jednorazowo

Projekt ustawy usprawnia proces przyznawania świadczenia wychowawczego 800+. Znosi obowiązek corocznego składania wniosków na rzecz automatycznego odnawiania tego prawa. Rodzicom lub opiekunom pozostanie jednocześnie możliwość modyfikacji danych we wniosku w razie zmiany sytuacji rodzinnej. Jeśli taka modyfikacja nie nastąpi, to wówczas wniosek będzie przedłużany na podstawie przedstawionych danych.

Jednocześnie nowelizacja pozostawia obowiązek wnioskowania o świadczenie po raz pierwszy na dane dziecko, np. w przypadku jego urodzenia lub powrotu rodziców/opiekunów z dzieckiem z zagranicy.

Projektowane rozwiązanie ma ułatwić dostęp do świadczenia dzięki automatycznemu odnowieniu prawa do świadczenia wychowawczego na podstawie danych posiadanych przez ZUS, który jest realizatorem świadczenia wychowawczego, przy jednoczesnym zachowaniu prawa do modyfikacji danych przez rodzica w przypadku zmiany sytuacji rodzinnej.

Dodatkowo, zgodnie z postulatem Rzecznika Praw Dziecka, projekt doprecyzuje także katalog osób uprawnionych do świadczenia wychowawczego, umożliwiając jego otrzymywanie osobom, które na mocy orzeczenia sądu sprawują bieżącą pieczę nad dzieckiem.

Etap legislacyjny

Obecnie projekt ustawy znajduje się na etapie prac Rady Ministrów, która zakłada jego przyjęcie w II kwartale 2026 r. Rozwiązania będą wymagały podjęcia dodatkowych prac w celu dostosowania do obsługi świadczenia systemu teleinformatycznego ZUS. Jako możliwy termin wprowadzenia nowych przepisów wskazywany jest okres świadczeniowy 2027/28, który rozpocznie się 1.6.2027 r.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Kurator dla pozwanego jest możliwy tylko w ostateczności

To sedno najnowszego orzeczenia Sądu Najwyższego, ważnego dlatego, że sąd często ustanawia kuratora, zwłaszcza dla osób pozwanych. Chodzi bowiem o to, aby sprawa mogła się toczyć, gdyż z chwilą doręczenia pisma kuratorowi doręczenie staje się skuteczne. Rolą takiego kuratora jest przede wszystkim znalezienie uczestnika postępowania, aby osobiście mógł się bronić.

Zgodnie z art. 144 KPC sędzia przewodniczący ustanawia kuratora, jeżeli wnioskodawca uprawdopodobni, że miejsce pobytu strony nie jest znane.

Ta kwestia wynikła w sprawie o zapłatę, w której sędzia sądu rejonowego zarządził doręczenie pozwanemu odpisu pozwu na adres wskazany w pozwie, ale zakończyło się ono tylko awizowaniem przesyłki. Sąd ustanowił więc dla pozwanego kuratora do reprezentowania go w sprawie, choć powód w toku procesu wskazał także inny adres pozwanego.

Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił postanowienie sądu rejonowego, nakazując mu ponowne rozpoznanie sprawy z powodu nieważności postępowania w I instancji.

Sąd okręgowy ustalił, że kurator nie wyjaśnił, jakie konkretnie czynności podjął i na który z dostępnych adresów pozwanego wysłał do niego korespondencję. Ani kurator, ani wcześniej powód nie podjęli także próby kontaktu telefonicznego z pozwanym na przedstawiony przez powoda numer telefonu komórkowego. Z akt wynika natomiast, że przy użyciu tego numeru powód prowadził korespondencję SMS-ową z pozwanym.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Orzeczenie SO zaskarżył powód do SN, ale nieskutecznie. SN wskazał, że ze względu na znaczenie ustanowienia kuratora procesowego dla ważności postępowania, jego ustanowienie może nastąpić, gdy zostały wyczerpane powszechnie dostępne technicznie środki, na podstawie których podjęte czynności poszukiwawcze nie przyniosły pozytywnych rezultatów.

– Ustanowienie kuratora z naruszeniem tych reguł (art. 144 KPC) stanowi szczególny przypadek pozbawienia strony możności działania i tym samym możliwości obrony swoich praw, co powoduje nieważność postępowania – wskazał sędzia Maciej Kowalski.

– To ważne rozstrzygnięcie. Dotyczy bowiem osobistego udziału w sprawie strony zainteresowanej i realnego jej poszukiwania. Kurator ma przede wszystkim obowiązek ją znaleźć i wtedy jego rola się kończy, ale nie zawsze się to uda, i dopiero wtedy może ją zastępować. A ponieważ chodzi o prawa strony do sądu i do obrony jej praw, nie można do jej poszukiwania podejść ot tak, ale solidnie. Obowiązek wskazania adresu drugiej strony ciąży przede wszystkim nie tylko na stronie zainteresowanej w tym wypadku powodzie, ale też na kuratorze – mówi Roman Nowosielski, adwokat.

Sygnatura akt: III CZ 214/25

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Prezydenckie weto dla ustawy wdrażającej DSA

Systemowy charakter nowelizacji i jej miejsce w porządku prawnym

Ustawa z 18.12.2025 r. o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw (druk 1757) miała charakter horyzontalny i ustrojowy. Jej zasadniczym celem nie była transpozycja przepisów UE, lecz stworzenie krajowych mechanizmów umożliwiających wykonywanie bezpośrednio rozporządzenia, zgodnie z wymogami art. 49–59 DSA. W tym sensie ustawa pełniła funkcję wykonawczą i organizacyjną, określając kompetencje organów krajowych, tryb ich działania oraz relacje pomiędzy postępowaniami administracyjnymi i sądowymi (por. art. 1 pkt 4–7 nowelizacji).

W stanie prawnym sprzed nowelizacji regulacja odpowiedzialności usługodawców internetowych opierała się przede wszystkim na wyłączeniach odpowiedzialności (tzw. safe harbour) oraz na minimalnych obowiązkach informacyjnych. Brakowało jednolitego modelu nadzoru nad platformami internetowymi, a interwencja organów publicznych w obszar moderacji treści miała charakter pośredni i rozproszony. Ustawa zmierzała do wprowadzenia spójnego systemu regulacyjnego odpowiadającego konstrukcji przyjętej w DSA.

Procedury dotyczące nielegalnych treści i decyzji platform

Jednym z centralnych elementów nowelizacji było wprowadzenie nowego rozdziału 2a (art. 11a–11u) do ustawy z 18.7.2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1513; dalej: ŚwiadUsłElektU), regulującego krajowe procedury wydawania nakazów dotyczących nielegalnych treści oraz decyzji dostawców usług hostingu w zakresie usuwania lub ograniczania dostępu do treści.

Przepisy te przewidywały możliwość wydania decyzji nakazującej podjęcie działań wobec treści uznanych za nielegalne (art. 11c–11f), a także decyzji nakazującej usunięcie ograniczeń nałożonych przez dostawcę usługi hostingu w sytuacji, gdy ograniczenia te zostały zastosowane bez podstawy prawnej lub z naruszeniem przepisów DSA (art. 11g–11j). Jednocześnie decyzje wydawane w tym trybie miały podlegać kontroli sądowej (art. 11r–11u).

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Przepisy zakwestionowane przez Prezydenta RP

Zastrzeżenia Prezydenta RP dotyczyły przyjętego w nowelizacji modelu proceduralnego, w którym rozstrzygnięcia organów administracji publicznej w sprawach dotyczących treści internetowych wywoływały bezpośrednie skutki prawne wobec dostawców usług oraz użytkowników, natomiast kontrola sądowa miała charakter następczy i była inicjowana na wniosek strony. W szczególności wskazywano na konstrukcję sprzeciwu wobec decyzji organu, który musiał zostać wniesiony w terminie 14 dni, co – w ocenie Prezydenta RP – nie odpowiada standardowi pierwotnej i efektywnej kontroli sądowej w sprawach dotyczących ograniczania wolności wypowiedzi.

Kolejnym obszarem zastrzeżeń były przepisy dotyczące instrumentów o charakterze egzekucyjnym, w tym rejestru domen internetowych prowadzonego przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (art. 11o–11q). Choć ustawodawca ukształtował ten instrument jako środek subsydiarny, możliwy do zastosowania w razie nieskuteczności innych mechanizmów, Prezydent RP zwrócił uwagę na jego potencjalny wpływ na dostęp do treści w internecie oraz na fakt, że decyzja o wpisie do rejestru podejmowana jest w ramach postępowania administracyjnego, przy następczej kontroli sądowej.

Zastrzeżenia Prezydenta RP odnosiły się również do przepisów regulujących status zaufanych podmiotów sygnalizujących, wprowadzonych w nowych rozdziałach 4a–4c ustawy. W szczególności wskazywano na możliwość finansowania tych podmiotów ze środków publicznych oraz na przyznanie im szczególnej pozycji w systemie zgłaszania treści, co – w ocenie Prezydenta RP – wymagałoby wzmocnionych gwarancji pluralizmu, transparentności i neutralności, zwłaszcza w kontekście wpływu tych podmiotów na praktykę moderowania treści przez platformy internetowe.

Rejestr domen internetowych jako instrument o charakterze subsydiarnym

Nowelizacja przewidywała możliwość prowadzenia przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej rejestru domen internetowych wykorzystywanych do rozpowszechniania nielegalnych treści (art. 11o). Zastosowanie tego instrumentu zostało uzależnione od nieskuteczności innych środków przewidzianych w ustawie, co nadawało mu charakter subsydiarny.

Rozwiązanie to wiązało się z nałożeniem określonych obowiązków na przedsiębiorców telekomunikacyjnych (art. 11p–11q), przy jednoczesnym wyłączeniu rejestru domen spod reżimu dostępu do informacji publicznej (art. 11o ust. 7).

Podział kompetencji pomiędzy organy krajowe

Ustawa wprowadzała jednoznaczny podział kompetencji pomiędzy organy administracji publicznej odpowiedzialne za wykonywanie DSA. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej miał pełnić funkcję koordynatora do spraw usług cyfrowych oraz centralnego punktu kontaktowego w rozumieniu art. 49 DSA (art. 15a–15c). W sprawach naruszeń przepisów DSA wpływających na interesy konsumentów właściwy pozostawał Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (art. 15d), natomiast w odniesieniu do platform udostępniania wideo – Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (art. 15e).

Krajowa Rada do spraw Usług Cyfrowych

Nowelizacja przewidywała również utworzenie Krajowej Rady do spraw Usług Cyfrowych jako organu opiniodawczo-doradczego (art. 15f–15g), wspierającego koordynatora do spraw usług cyfrowych w wykonywaniu zadań wynikających z DSA, w szczególności poprzez wydawanie opinii, rekomendacji oraz ocen funkcjonowania krajowego systemu nadzoru.

Certyfikacja podmiotów wspierających wykonywanie DSA

Projektowane przepisy wprowadzały do polskiego porządku prawnego instytucje certyfikowanych podmiotów pozasądowego rozstrzygania sporów, zaufanych podmiotów sygnalizujących oraz zweryfikowanych badaczy (rozdziały 4a–4c ustawy). Regulacja obejmowała zarówno tryb przyznawania statusu (art. 22a–22h), jak i możliwość jego cofnięcia oraz bieżący nadzór administracyjny.

Odpowiedzialność administracyjna i cywilna dostawców usług pośrednich

Ustawa przewidywała rozbudowany system kontroli, postępowań wyjaśniających oraz sankcji administracyjnych, w tym administracyjnych kar pieniężnych, których maksymalny poziom odpowiadał górnym progom przewidzianym w rozporządzeniu DSA (art. 22zzr ust. 5). Równolegle wprowadzono szczególny reżim odpowiedzialności cywilnej, oparty na koncentracji właściwości sądowej oraz na uwzględnianiu ustaleń wynikających z prawomocnych decyzji organów administracyjnych (art. 22zzm–22zzq).

Stanowisko Prezydenta RP i skutki weta

Prezydent RP odmówił podpisania ustawy, wskazując na istotne wątpliwości konstytucyjne związane z przyjętym modelem kontroli treści internetowych. W szczególności zakwestionował rozwiązania, w których rozstrzygnięcia dotyczące legalności treści podejmowane są w pierwszej kolejności przez organy administracji publicznej, przy jedynie następczej kontroli sądowej inicjowanej przez obywatela. W ocenie Prezydenta RP mechanizm ten nie zapewnia wystarczających gwarancji ochrony wolności słowa oraz prawa do sądu, o których mowa w art. 54 i art. 45 Konstytucji RP, a także stwarza ryzyko nadmiernej reglamentacji wypowiedzi w przestrzeni cyfrowej. Zastrzeżenia objęły również rozwiązania dotyczące statusu zaufanych podmiotów sygnalizujących, w tym możliwość ich finansowania ze środków publicznych.

Skorzystanie z prawa weta skutkuje wstrzymaniem wejścia w życie ustawy oraz przekazaniem jej ponownie do Sejmu. Do czasu ewentualnego odrzucenia weta większością kwalifikowaną albo uchwalenia nowego aktu prawnego krajowe mechanizmy wykonywania DSA pozostają niepełne, a rozporządzenie to stosowane jest bezpośrednio, przy wykorzystaniu dotychczasowych przepisów krajowych. Prezydent zapowiedział jednocześnie gotowość do współpracy przy przygotowaniu nowego projektu ustawy, który zapewni skuteczną ochronę użytkowników, w szczególności małoletnich, przy jednoczesnym zagwarantowaniu prymatu niezależnej i efektywnej kontroli sądowej w sprawach dotyczących ograniczania wolności wypowiedzi.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Więcej wolnego? Biznes na razie nie chce słyszeć o takim rozwiązaniu

Organizacja w swojej petycji zwróciła uwagę, że gdy święto przypada w sobotę, to wtedy każdy zatrudniony może w innym terminie odebrać w zamian dzień wolny. Zasada ta jednak nie obowiązuje w przypadku, jeżeli uroczystość wypadnie w niedzielę. Jak wskazuje fundacja, mimo że sytuacja jest właściwie identyczna dla większości zatrudnionych, to kodeks pracy oba przypadki traktuje zupełnie inaczej. „We wprowadzonym ponad 20 lat temu przepisie jest mowa, że uroczystość przypadająca w innym dniu wolnym niż niedziela obniża wymiar czasu pracy w danym okresie rozliczeniowym. Jak można się domyślać chodziło głównie o sytuacje, gdy ktoś musi pracować podczas święta i w przepisie po prostu zostały uwzględnione wszystkie dni będące formalnie roboczymi”- czytamy w petycji.

Niekorzystny kalendarz

Czasy i przepisy się jednak zmieniły, dlatego organizacja postuluje, żeby pracownicy mogli odbierać wolne niezależnie od tego czy święto wypada w sobotę lub niedzielę, co wydaje się po prostu, w ich ocenie, konsekwentnym rozwiązaniem.

I podaje przykład, że w 2026 r. kalendarz układa się bardzo niekorzystnie dla pracowników. Dni 3 maja i 1 listopada wypadają właśnie w niedzielę, więc święta nie wpłyną na czas, jaki trzeba będzie przepracować. Sytuacja wyglądałaby jednak zupełnie inaczej, gdyby uroczystości przypadły na sobotę, wtedy każdy zatrudniony mógłby odebrać w danym okresie rozliczeniowym dzień wolny, co często miało miejsce w ostatnich latach. „Może warto zastanowić się zatem w czym niedziela jest gorsza od soboty?” – podkreślają autorzy petycji.

Dalej twierdzą też, że w poprzednich latach przepis nie budził kontrowersji, bo od 2022 r. żadne święto nie przypadało w ostatnim dniu tygodnia. Teraz sytuacja wygląda jednak inaczej. Dlatego warto zwrócić uwagę na dosyć osobliwy zapis kodeksu pracy.

Fundacja wskazuje też, że w ostatnich latach raczej nie pojawiały się głosy, że możliwość odbioru wolnego za święto przypadające w sobotę jakoś dezorganizowała działanie firm.

„Gdyby rozszerzyć zasadę na niedzielę, to liczba dni wolnych w każdym roku byłaby zawsze taka sama, co wydaje się sprawiedliwym rozwiązaniem” – przekonuje organizacja.

Jak zaznacza, jej inicjatywa nie oznacza skracania czasu pracy. Chodzi jedynie o wprowadzenie spójnych zasad. „Tym bardziej, że zdarza się przecież, że przez parę lat żadne święto nie wypada w weekend i sytuacja, gdy pracownikom przysługuje cała pula dni wolnych nie jest dużym obciążeniem dla gospodarki”- czytamy w petycji.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Biznes sceptyczny

Fundacja przyznaje jednocześnie, że zmieniając przepisy trzeba brać też pod uwagę różne perspektywy, w tym także opinie pracodawców. Zapytaliśmy ich zatem co myślą o takim rozwiązaniu.

Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewiatan uważa, że nie powinniśmy zwiększać liczby dni wolnych, bo na razie pod kątem choćby produktywności jesteśmy w tyle za krajami Europy Zachodniej. – Obecnie oprócz wolnych (co do zasady) weekendów, są urlopy, święta właśnie i do tego średnio 12 dni na pracownika z tytułu zwolnienia chorobowego, więc ostatecznie pracujemy nieco ponad 200 dni w roku – wylicza ekspert.

W jego ocenie, na tym etapie rozwoju gospodarczego nie powinniśmy jeszcze myśleć o kolejnych wolnych.

Przypomina też o trwających testach dotyczących skrócenia czasu pracy. Chodzi o rządowy pilotaż realizowany pod hasłem: „mniej godzin w firmie, ale to samo wynagrodzenie”.

Oznacza to, że podmioty, które zdecydowały się wziąć udział w rekrutacji do projektu, mogły np. zredukować u siebie liczbę godzin pracy w jednym dniu tygodnia (aby był wolny, np. poniedziałek lub piątek) lub skrócić czas pracy w kilku dniach w tygodniu (w mniejszym wymiarze). Możliwe było też przyznanie dodatkowych dni urlopu.

Pilotaż ma odpowiedzieć na pytanie, czy firmy „stać” na skrócenie czasu pracy. To znaczy, czy są one w stanie zmniejszyć liczbę godzin do przepracowania bez uszczerbku dla efektywności i produktywności.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Katarzyna Kamecka

Polskie Towarzystwo Gospodarcze

Mam wrażenie, że w Polsce i tak mamy stosunkowo dużo dni wolnych od pracy. Konstrukcja odbioru wolnego za święto przypadające w sobotę ma w istocie zrekompensować pracownikom historyczny fakt, że ten dzień – który kiedyś był roboczym – przestał nim być. Jest to więc pokłosie zmiany społecznej. Oczywiście zdarza się, że święto wypada w niedzielę, ale takie sytuacje nie są szczególnie częste. Nie wydaje mi się, aby brak dodatkowego dnia wolnego w takim przypadku oznaczał realne pozbawienie pracowników prawa do wypoczynku. Biorąc pod uwagę to, że prawo pracy w ostatnich latach w wielu obszarach zmienia się na korzyść zatrudnionych, uważam, że pracodawcy po prostu nie zgodzą się na wprowadzenie kolejnych dni wolnych, które musiałyby być dodatkowo uwzględniane w grafikach. Zresztą przy każdym takim pomyśle jest ten sam argument – że generuje on koszty dla gospodarki. I to jest prawda. Obecna sytuacja na rynku pracy również nie sprzyja takim zmianom. Ofert jest mniej, a bezrobocie – zwłaszcza wśród ludzi młodych – rośnie. Wydaje mi się więc, że w tej chwili powinniśmy koncentrować się na innych problemach rynku pracy, zamiast na przyznawaniu kolejnych wolnych. Tym bardziej że niedawno wprowadzono wolną Wigilię. Wydaje się rozsądne, aby takie zmiany realizować stopniowo. Moim zdaniem jest jeszcze za wcześnie na zwiększanie liczby dni wolnych – warto najpierw zobaczyć, jak gospodarka poradzi sobie z już wprowadzonymi rozwiązaniami, odczekać i ewentualnie wrócić do tego tematu w przyszłości. Szczególnie, że dla pracodawców oznaczałoby dodatkowe obciążenia – zwłaszcza przy obecnych kosztach, wolnej Wigilii, dniach wolnych za oddawanie krwi czy planach skrócenia tygodnia pracy. Na tle Europy Polska i tak wypada dość korzystnie pod tym względem.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Prokurator na dyżurze pod telefonem będzie zbyt drogi

Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku w sprawie C-373/24 przesądził, że okres dyżuru pełnionego poza zwykłym czasem pracy prokuratorów należy zakwalifikować jako „czas pracy” w rozumieniu art. 2 dyrektywy 2003/88 dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy. Chodzi zarówno o dyżury pełnione poza zwykłym czasem pracy prokuratorów, który wiąże się z obowiązkową obecnością w miejscu pracy, jak i dyżury pozazakładowe, pełnione w miejscu zamieszkania.

Zdaniem TSUE w okresach dyżuru nałożone na prokuratorów ograniczenia bardzo znacząco wpływają na ich zdolność do swobodnego zarządzania w owych okresach czasem, w którym nie wymaga się od nich świadczenia pracy, oraz do poświęcenia tego czasu własnym sprawom.

Sprawa chorwacka

Wyrok zapadł co prawda w sprawie chorwackiej, jednak w praktyce ma on zastosowanie do porządków prawnych większości państw, w których zasady pracy prokuratorów zostały ukształtowane w podobny sposób.

W Polsce, w odróżnieniu od dyżurów pełnionych w jednostce, dyżury nocne czy weekendowe realizowane w domu nie są wynagradzane. Zgodnie z art. 1515 § 2 kodeksu pracy czasu dyżuru nie wlicza się do czasu pracy, jeżeli podczas dyżuru pracownik nie wykonywał pracy. W ukształtowanej praktyce pozostawianie w gotowości czy np. telefoniczne konsultacje z policjantami, którzy nie są np. pewni, jaką kwalifikację prawną należy zastosować w danym przypadku, nie jest uznawane za wykonywanie pracy.

Wyrok w sprawie chorwackiej jednoznacznie potwierdza, że prokurator jest pracownikiem i należy do niego stosować normy czasu pracy, a także że na gruncie dyrektywy w ciągu doby istnieje tylko czas pracy i czas wolny. Nie ma natomiast żadnych kategorii pośrednich.

Oznacza to, że okresy dyżurów powinny być wliczane do dobowych i tygodniowych limitów pracy. Praktyka jest zupełnie inna. Poza tym art. 99 prawa o prokuraturze stanowi że czas pracy prokuratora jest określony wymiarem jego zadań.

Zdaniem Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury, prowadzi to do sytuacji, w której rzeczywisty czas pracy nie jest w pełni ewidencjonowany w sposób zgodny z dyrektywą. Dlatego związek zaapelował do ministra sprawiedliwości o podjęcie prac legislacyjnych mających na celu dostosowanie definicji czasu pracy prokuratorów do orzeczenia TSUE, wprowadzenie rzetelnego systemu ewidencji czasu dyżurów, a także o bardziej sprawiedliwe rozłożenie obciążeń i wprowadzenie obowiązku pełnienia dyżurów (zarówno aresztowych, jak i zdarzeniowych), przez wszystkich prokuratorów.

Podczas ostatniego posiedzenia Krajowej Rady Prokuratorów, Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk zapowiedział, że będzie rozmawiał z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem na temat zmiany niektórych zapisów Regulaminu Wewnętrznego Urzędowania Powszechnych Jednostek Prokuratury, w celu dostosowania przepisów do orzeczenia TSUE. Zwłaszcza, że ministerstwo pracuje nad projektem zmian tego rozporządzenia, który ma ujrzeć światło dzienne na przełomie stycznia i lutego. Jednak, jak informuje MS, sama zmiana rozporządzenia to może być za mało i konieczna będzie gruntowna reforma przepisów i roli prokuratorów.

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Po wyroku TSUE

– Zagadnienie dotyczące dodatkowego wynagradzania prokuratorów jest dość skomplikowane i wymaga analizy szeregu zasad dotyczących wynagradzania zarówno prokuratorów, jak i sędziów. Bo problem, choć w mniejszym stopniu, dotyczy także tej grupy zawodowej. Niewątpliwie polski ustawodawca stanie przed koniecznością dokonania szeregu zmian normatywnych, które mogą oznaczać wyeliminowanie udziału prokuratora w czynnościach procesowych w tych wszystkich wypadkach, w których udział jego może ostatecznie zostać uznany za zbędny – odpowiada Ministerstwo Sprawiedliwości. Chodzi o zmianę nie tylko regulaminu urzędowania, ale także procedury karnej.

Innymi słowy, ustawodawca stoi przed dylematem – albo utrzymujemy dotychczasowe regulacje, w których prokurator dyżuruje pod telefonem i jeździ na każde zdarzenie (co będzie powodowało konieczność rekompensat finansowych za czas dyżurów i zwiększenie liczby etatów w celu ich obsadzenia), albo ograniczamy udział prokuratora do najpoważniejszych zdarzeń i cedujemy więcej obowiązków na policję (która notabene zmaga się z jeszcze większymi problemami kadrowymi niż prokuratura). Pomocne byłoby również stworzenie instytucji koronera, którego funkcje mogłyby sprawować osoby mające kompetencje medyczne i prawne. W przypadkach wielu zgonów, do których są wzywani prokuratorzy, to właśnie koronerzy mogliby dokonywać oględzin zwłok. Prace nad odpowiednią ustawą prowadzi już nawet Ministerstwo Zdrowia, ale ma być ona gotowa w przyszłym roku.

Jak informuje MS, przy utrzymaniu szeregu kosztochłonnych procesowych rozwiązań będzie z kolei istniała konieczność wprowadzenia regulacji, które dadzą podstawę do wypłaty stosownych świadczeń kompensacyjnych za odbyte dyżury.

– Aktualnie wydaje się, że konieczne będzie dokonanie zarówno jednej, jak i drugiej kategorii zmian legislacyjnych – dodaje MS.

Jednak ZZPiPP domaga się, niezależnie od zmiany przepisów, natychmiastowej zmiany praktyki prokuratorskich dyżurów.

– W mojej ocenie na gruncie obowiązujących przepisów prawa pracy oraz uwzględniając wyrok TSUE istnieje podstawa do wypłaty prokuratorom wynagrodzenia za pracę świadczoną w nadgodzinach w ramach dyżuru prokuratorskiego, w tym za samą gotowość – uważa Jacek Skała, prokurator i przewodniczący ZZPiPP.

– Znaczenie wyroku TSUE dla obowiązujących w Polsce regulacji dotyczących czasu pracy oraz pełnienia dyżurów przez prokuratorów jest obecnie przedmiotem analiz – mówi Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.

Szykują się pozwy

– Z całą pewnością prokuratorom przysługuje roszczenie o zadośćuczynienie w związku ze świadczeniem pracy w ramach dyżuru pozazakładowego w związku z naruszeniem norm wypoczynku – mówi Jacek Skała dodając, że związek przygotuje ogólnopolski wzór pozwu dla prokuratorów. – Wolelibyśmy jednak aby sprawa nie musiała oprzeć się o sądy – dodaje Jacek Skała, szef ZZPiPP.

Opinia dla Rzeczpospolitej

Michał Makowski

Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury

Można odnieść wrażenie, że w prokuraturze generalnie prawo pracy, a już zwłaszcza jego proeuropejska wykładnia, się nie przyjęło. Oprócz kwestii odpłatności za dyżury, od lat nagminnie naruszany jest art. 1515 § 2 KP zd. 2 kodeksu pracy, który wprost stanowi, że czas pełnienia dyżuru nie może naruszać prawa pracownika do odpoczynku. Niestety ze względu na błędną interpretację pojęcia zadaniowego czasu pracy lub z uwagi na braki kadrowe, w wielu jednostkach praktykowane są dyżury tygodniowe, w których prokurator ma pozostawać do dyspozycji 24 h przez siedem dni w tygodniu. Naruszenie prawa do odpoczynku zgodnie z utrwalonym orzecznictwem SN uprawnia do żądania zapłaty zadośćuczynienia na podstawie art. 111 KP oraz art. 23, art. 24 KC i art. 448 KC.

Wyrok TSUE wskazuje na niezgodność art. 1515 § 2 KP zd. 1 kodeksu pracy z prawem wspólnotowym, czego nie można bagatelizować, bowiem naruszenie prawa do odpoczynku stanowić będzie o naruszeniu przepisów o czasie pracy, co może wypełniać znamiona wykroczenia z art. 281 pkt. 5 KP, a to powinno wpływać na wyższe kwoty zadośćuczynienia ze względu na stopień winy. Pomimo że wyrok TSUE wprost nie dotyczy wynagrodzenia za dyżury, to jednak wpływa na interpretację pojęcia czasu pracy, co wiąże się pośrednio z kwestią rekompensaty majątkowej (czasu wolnego) za pełnione dyżury lub godziny nadliczbowe. Wyrok TSUE stanowi istotną wskazówkę, co do ustalenia wysokości zadośćuczynienia, skoro TS zrównał w zakresie pojęcia czasu pracy, tzw. dyżur w miejscu zamieszkania z dyżurem w miejscu pracy, to w świetle wykładni prounijnej, brakuje racjonalnych podstaw, aby art. 1515 § 3 KP nie znajdował zastosowania do dyżuru prokuratorskiego pełnionego w domu, tym bardziej gdy pracodawca organizuje dyżury z naruszeniem prawa do odpoczynku i norm czasu pracy.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr Małgorzata Szeroczyńska

Lex Super Omnia, Krajowa Rada Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym

Wyrok TSUE nie dotyczy wynagrodzeń za dyżury. Stwierdza on jedynie wprost, że czas dyżuru prokuratora, także tego pod telefonem, jest czasem pracy w świetle prawa unijnego i podlega unijnym regulacjom dotyczącym bezpieczeństwa i higieny pracy. Z tego powodu nie może on przekraczać – razem z czasem dyżuru – maksymalnego tygodniowego czasu pracy, który zgodnie z prawem unijnym wynosi 48 godzin, a także musi być tak zorganizowany, by zapewniać prokuratorowi należyte okresy odpoczynku dobowego i tygodniowego. Zresztą taka interpretacja przepisów była głoszona w nauce od lat i znalazła swój wyraz choćby w komentarzu do ustawy Prawo o prokuraturze Beck z 2021 r. W tym kontekście wyrok ten nie jest nowatorski. Jego znaczenie wynika natomiast z mocy autorytetu TSUE. Bo o ile interpretacja głoszona w nauce w większości jednostek prokuratury się nie przyjęła, to wyroku TSUE nie da się już zignorować. Nie wymaga to zmiany przepisów, choć dla uniknięcia wątpliwości dobrze by było, by reguły te wybrzmiały w regulaminie, a najlepiej w ustawie (są one przygotowywane w projekcie nowej ustawy prokuratorskiej, którą mam zaszczyt i trud współtworzyć). Najważniejsze są kwestie organizacyjne – takie ułożenie grafiku, szczególnie w małych jednostkach, by wszyscy prokuratorzy byli tak samo obciążeni. Natomiast jeszcze raz pragnę podkreślić, że z wyroku TSUE nie wynika obowiązek dodatkowego wynagradzania dyżurów prokuratorów. W przypadku prokuratora nie ma mowy o pracy w tzw. nadgodzinach i jeśli faktycznie zapewnione byłoby poszanowanie norm odpoczynku, to żadne przepisy prawa unijnego nie wymagają, by zostało to zmienione. Czym innym jest pytanie o faktyczną konieczność dokonywania oględzin zwłok przez prokuratora. Stoję na stanowisku, że miejsce prokuratora jest przed sądem. Prokurator nie jest lekarzem, nie jest od stwierdzania zgonu i oględzin zwłok, nie jest technikiem kryminalistyki, nie jest od zabezpieczania dowodów na miejscu przestępstwa. To, że się przyzwyczailiśmy, że taką rolę pełni, nie oznacza, że jest to zasadne. Jednakże zmiana tego wymaga nowelizacji KPK, co zresztą kilka miesięcy temu zostało zgłoszone MS i mam nadzieję, że jest aktywnie procedowane.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

KSeF 2.0 a nietransakcyjna wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów

Zgodnie z art. 106ga ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), podatnicy będą obowiązani wystawiać faktury ustrukturyzowane przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur. Zasadniczo, obowiązek wystawiania faktur dotyczy sprzedaży, a ta zdefiniowana jest jako odpłatna dostawa towarów i odpłatne świadczenie usług na terytorium kraju, eksport towarów oraz wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów. Choć obowiązek fakturowania wedle polskich przepisów jest szerszy (dotyczy chociażby także eksportu usług czy dostawy towarów zagranicą), w niniejszym tekście zatrzymamy się przy WDT.

Przez wewnątrzwspólnotową dostawę towarów rozumie się wywóz towarów z terytorium kraju w wykonaniu dostawy towarów na terytorium państwa członkowskiego inne niż terytorium kraju (art. 13 ust. 1 VATU w zakresie klasycznego transakcyjnego WDT). Ale zgodnie z art. 13 ust. 3 VATU, za wewnątrzwspólnotową dostawę towarów uznaje się również przemieszczenie przez podatnika lub na jego rzecz towarów należących do jego przedsiębiorstwa z terytorium kraju na terytorium państwa członkowskiego inne niż terytorium kraju, które zostały przez tego podatnika na terytorium kraju w ramach prowadzonego przez niego przedsiębiorstwa wytworzone, wydobyte, nabyte, w tym również w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, albo sprowadzone na terytorium kraju w ramach importu towarów, jeżeli mają służyć działalności gospodarczej podatnika. Mowa tu o tzw. przemieszczeniu nietransakcyjnym. Może więc istnieć przekonanie, że jakkolwiek jest to (z pewnymi wyjątkami) czynność opodatkowana to jednocześnie nie stanowi ona sprzedaży (skoro dochodzi jedynie do przemieszczenia towaru, a nie do jakiejkolwiek transakcji). Okazuje się, że semantyka może być w takim przypadku zawodna. Ma to znaczenie w kontekście obowiązkowego KSeF, który przecież już za pasem.

Czego dotyczy sprawa

Podatnik to polska spółka, zarejestrowana do celów VAT tak w Polsce, jak i w Niemczech. Podatnik działa w grupie, w której pełni funkcję producenta kontraktowego. W ramach tej funkcji, dokonuje dostaw wyrobów gotowych zasadniczo do innych producentów kontraktowych. W swojej działalności, podatnik przemieszcza także swoje wyroby do Niemiec – trafiają one tam do magazynu, są zeń pobierane w razie zaistnienia zapotrzebowania przez niemiecką spółkę-siostrę.

Podatnik nie stosuje w tym zakresie uproszczenia „przemieszczenie towarów w procedurze magazynu typu call-off stock na terytorium państwa członkowskiego inne niż terytorium kraju”. Dokonuje więc rozliczenia VAT z tytułu wywozu towarów z Polski do składu w Niemczech na zasadach ogólnych, tj. wykazuje je w swojej polskiej deklaracji VAT jako wewnątrzwspólnotową dostawę towarów w ramach własnego przedsiębiorstwa, wskazując numer identyfikacji podatkowej dla potrzeb transakcji wewnątrzwspólnotowych nadany jej w Niemczech. Dzięki temu, podatnik stosuje stawkę VAT 0% dla wewnątrzwspólnotowej dostawy Towarów, o ile warunki jej zastosowania są spełnione. Podatnik dokumentuje przemieszczenie za pomocą dokumentu wewnętrznego, który spełnia warunki do uznania za fakturę w rozumieniu przepisu art. 2 pkt 31 VATU, wskazując m.in. podatnika jako dostawcę, w tym polski numer nadany dla potrzeb transakcji wewnątrzwspólnotowych, podatnika jako nabywcę, w tym niemiecki numer nadany dla potrzeb transakcji wewnątrzwspólnotowych, wartość towarów będących przedmiotem wywozu z Polski do Niemiec w danym okresie, datę przemieszczenia, stawkę VAT 0% itd.

W obliczu nadchodzącego KSeF w swojej wersji obowiązkowej, podatnik nabrał wątpliwości odnośnie określenia, czy będzie on zobowiązany do wystawienia faktury ustrukturyzowanej przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur dokumentującej przemieszczenie towarów z Polski do Niemiec.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko organu

Dyrektor KIS wydał w sprawie interpretację indywidualną z 15.12.2025 r., 0112-KDIL1-3.4012.778.2025.1.KM, Legalis. Uznał w niej, że pomimo tego, że w przypadku nietransakcyjnego WDT przemieszczenia towarów dokonuje jeden podmiot, to posiada on dwa odmienne statusy podatnika w różnych państwach członkowskich, co oznacza, że w istocie, w tym specyficznym przypadku, WDT dokonywana jest na rzecz innego podatnika. Z powyższego wynika, że podatnik w przypadku „nietransakcyjnej” WDT występuje jednocześnie jako dokonujący dostawy i nabywca, i aby skorzystać ze stawki 0% musi posiadać właściwy i ważny numer identyfikacyjny dla transakcji wewnątrzwspólnotowych w państwie nabywcy, posiadać dowody wywiezienia towarów z kraju oraz być podatnikiem VAT-UE. Tym samym mamy do czynienia z jednym podmiotem, ale dla celów VAT posiada on odrębny status na terenie różnych państw UE.

Charakter „nietransakcyjnej” WDT wyklucza istnienie sytuacji, w której podatnik – dostawca nie posiada statusu podatnika w państwie członkowskim, do którego dokonuje przemieszczenia towarów. To przemawia również za obowiązkiem wystawienia faktury na podstawie ww. art. 106b ust. 1 pkt 1 VATU. Przyjąć bowiem należy, że „nietransakcyjna” WDT dokonywana jest na rzecz innego podatnika podatku, podatku od wartości dodanej lub podatku o podobnym charakterze. W konsekwencji, z przepisów VATU wynika zdaniem Dyrektora KIS obowiązek wystawienia faktury dla prawidłowego udokumentowania „nietransakcyjnej” WDT, a zatem podatnik, który posiada na terytorium Polski siedzibę działalności gospodarczej oraz dokonuje wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, o której mowa w art. 13 ust. 3 VATU będzie zobowiązany do wystawienia faktury ustrukturyzowanej przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur.

Komentarz

Stanowisko Dyrektora KIS na pierwszy rzut oka jest dość niezrozumiałe. Wszystko przez krajowe przepisy VATU, z których wynika obowiązek wystawienia faktury VAT dokumentującej WDT na rzecz innego podmiotu. W przemieszczeniach nietransakcyjnych nie mamy innego podmiotu, jakkolwiek Dyrektor KIS w omawianej interpretacji nieco gimnastykuje się i twierdzi, że jest inaczej. Musimy jednak pamiętać o tym, że Dyrektywa Rady 2006/112/WE z 28.11.2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE L z 2006 r. Nr 347, s. 1; dalej: VATDyr) kwestię tę reguluje nieco bardziej precyzyjnie. Zgodnie z art. 220 ust. 1 pkt 3) VATDyr, każdy podatnik upewnia się, że faktura została wystawiona przez niego, nabywcę lub usługobiorcę, lub w jego imieniu i na jego rzecz przez osobę trzecią, w przypadku dostaw towarów dokonanych na warunkach przewidzianych w art. 138 VATDyr. A w tym przepisie wymieniono m.in. dostawy towarów, polegające na przemieszczeniu towarów do innego państwa członkowskiego. Prawodawca unijny wyraźnie wskazuje na obowiązek fakturowania również w przypadku tzw. przemieszczenia towarów własnych. Podobne podejście prezentował Dyrektor KIS w interpretacjach wydawanych także bez kontekstu KSeF. Nie można więc mówić w tym zakresie o sensacji.

W świecie KSeF, sytuacja taka prowadzi do groteskowych wniosków. Co prawda system powinien nie odrzucać faktur wystawianych „na samego siebie” – w efekcie bowiem tak w „Podmiot1” jak i „Podmiot2” wskazane będą te same dane (no, prawie te same – inny będzie oczywiście kluczowy w całej historii numer VAT UE). Ciekawe także, czy w takich przypadkach podatnik ma obowiązek udostępnić nabywcy fakturę w sposób z nim uzgodniony, aby uczynić zadość wymogowi z art. 106gb ust. 4 VATU. Uzgodnienie to przecież swego rodzaju dwustronna czynność. Inna sprawa, że jeśli ktoś sam ze sobą się w czymś nie zgadza, nie powinien brać się za dokonywanie niełatwych czynności opodatkowanych VAT (a do takich wbrew pozorom nietransakcyjne WDT należy).

Co za szczęście, że projekt reformy VATDyr znany jako VAT in digital age zniesie opodatkowanie wewnątrzwspólnotowych przemieszczeń towarów i w konsekwencji konieczność posiadania rejestracji VAT w innych krajach UE w takich celach. Musimy na to jeszcze poczekać, mierząc się w międzyczasie z wyzwaniami KSeF.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź