Nowe zasady postępowania z rzeczami znalezionymi od 2026 r.

Cel nowelizacji

Celem nowelizacji jest zwiększenie skuteczności poszukiwania osób uprawnionych do odbioru rzeczy znalezionych oraz zapewnienie jednolitego i racjonalnego modelu postępowania z rzeczami pozostawionymi bez opieki. Ustawodawca dąży do uproszczenia procedur administracyjnych, zwiększenia przejrzystości obowiązków znalazcy oraz dostosowania regulacji do współczesnych realiów społecznych i technologicznych.

Nowelizacja realizuje w szczególności następujące cele:

Najważniejsze zmiany w przepisach o rzeczach znalezionych

Właściwość starosty prowadzącego postępowanie

Nowelizacja jednoznacznie wskazuje, że organem właściwym do prowadzenia postępowania poszukiwawczego jest starosta właściwy ze względu na miejsce znalezienia rzeczy (nowe brzmienie art. 5 ust. 1 RzeczZnalU). Rozwiązanie to eliminuje wątpliwości interpretacyjne występujące w praktyce oraz zapewnia jednolite stosowanie przepisów.

Jednocześnie wprowadzono rozwiązanie praktyczne umożliwiające znalazcy:

Waloryzacja progu wartości znalezionych pieniędzy

Podwyższono próg kwotowy, po przekroczeniu którego znalazca ma obowiązek przekazania znalezionych pieniędzy staroście. Dotychczasowa kwota 100 zł została zastąpiona progiem wynoszącym 5% minimalnego wynagrodzenia za pracę, obowiązującego w dniu znalezienia (nowe brzmienie art. 5 ust. 3 RzeczZnalU).

Rozwiązanie to:

Postępowanie z dokumentami zawierającymi dane osobowe

Wprowadzono szczególny tryb postępowania z dokumentami zawierającymi dane osobowe (dodany do art. 5 ust. 3a RzeczZnalU). Znalazca, który nie zna osoby uprawnionej do ich odbioru, ma obowiązek przekazania dokumentu właściwemu staroście, chyba że dokument zawiera informacje o innym sposobie postępowania.

Jeżeli działania poszukiwawcze okażą się bezskuteczne, dokument podlega zniszczeniu, co ma na celu ochronę danych osobowych oraz ograniczenie ryzyka ich nieuprawnionego wykorzystania.

Rzeczy niebezpieczne oraz wymagające pozwolenia

Nowelizacja wyłącza z obowiązku przekazania staroście rzeczy, których posiadanie wymaga pozwolenia, w szczególności broni, amunicji lub materiałów wybuchowych, a także rzeczy stwarzających zagrożenie dla życia lub zdrowia (nowe brzmienie art. 6 RzeczZnalU).

W takich przypadkach znalazca obowiązany jest:

Rozwiązanie to zwiększa bezpieczeństwo publiczne oraz ogranicza ryzyko wypadków.

Sprzęt i dokumenty wojskowe

Rozszerzono katalog podmiotów właściwych do przyjęcia znalezionych przedmiotów o charakterze wojskowym (nowe brzmienie art. 5 ust. 4 RzeczZnalU). Znalazca może przekazać takie rzeczy:

Analogiczne zasady wprowadzono dla dokumentów wojskowych (dodany do art. 5 ust. 4a RzeczZnalU).

Rzeczy znalezione w miejscach publicznych

Zmodyfikowano zasady postępowania z rzeczami znalezionymi w budynkach publicznych, pomieszczeniach dostępnych dla publiczności oraz środkach transportu publicznego (nowe brzmienie art. 7 ust. 1 RzeczZnalU oraz dodane ust. 1a i 1b RzeczZnalU).

W pierwszej kolejności właściwy zarządca:

Po upływie tego terminu rzecz przekazywana jest właściwemu staroście.

Uproszczenie dokumentowania czynności

Ustawa upraszcza sposób dokumentowania przyjęcia zawiadomienia o znalezieniu rzeczy lub jej odebrania poprzez:

Rezygnacja z odrębnego poświadczenia ogranicza formalizm procedury.

Poszukiwanie osoby uprawnionej

Nowelizacja modyfikuje procedurę poszukiwania właściciela rzeczy przez starostę.

W szczególności:

Rozwiązania te zwiększają skuteczność poszukiwań oraz dostępność informacji.

Przechowywanie pieniędzy w walucie obcej

Wprowadzono możliwość przechowywania znalezionych środków pieniężnych w walucie obcej (nowe brzmienie art. 21 ust. 1 RzeczZnalU) poprzez:

Rzeczy umożliwiające dostęp oraz dokumenty

W przypadku rzeczy umożliwiających dostęp do pomieszczeń lub pojazdów (np. kluczy, kart dostępu, pilotów) oraz dokumentów zawierających dane osobowe, po bezskutecznym upływie terminu odbioru:

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Zmiany w KC

Nowelizacja modyfikuje art. 187 KC, skracając terminy odbioru rzeczy przez osobę uprawnioną.

Rzecz znaleziona staje się własnością znalazcy, jeżeli uczynił on zadość swoim obowiązkom, gdy:

Po upływie terminów:

Zmiana art. 187 KC ma charakter systemowy i służy dostosowaniu regulacji prawa cywilnego do zmodernizowanych procedur administracyjnych dotyczących rzeczy znalezionych. Skrócenie terminów odbioru rzeczy ma przyspieszyć stabilizację stanu prawnego rzeczy znalezionych oraz ograniczyć koszty ich przechowywania.

Jednocześnie ustawodawca różnicuje skutki prawne w zależności od charakteru rzeczy. Szczególna regulacja dotycząca dokumentów zawierających dane osobowe oraz rzeczy umożliwiających dostęp do pomieszczeń ma na celu ochronę bezpieczeństwa oraz prywatności.

Charakter przejściowy i stosowanie nowych przepisów

Ustawodawca przesądził, że nowe przepisy będą miały zastosowanie wyłącznie do rzeczy znalezionych po dniu wejścia ustawy w życie. Rozwiązanie to eliminuje wątpliwości intertemporalne i zapewnia jednolite stosowanie przepisów do nowych stanów faktycznych.

Przyjęte vacatio legis ma umożliwić organom administracji przygotowanie organizacyjne, dostosowanie procedur wewnętrznych oraz wdrożenie nowych obowiązków informacyjnych i cyfrowych.

Dodatkowe aspekty systemowe i znaczenie praktyczne nowelizacji

Nowelizacja stanowi odpowiedź na wieloletnie doświadczenia stosowania RzeczZnalU oraz liczne problemy praktyczne zgłaszane przez organy administracji powiatowej, Policję oraz zarządców obiektów użyteczności publicznej. Dotychczasowe przepisy były oceniane jako niewystarczająco precyzyjne, co prowadziło do rozbieżności interpretacyjnych oraz nadmiernego obciążenia organizacyjnego starostw.

W szczególności projektodawca wskazuje na potrzebę:

Wprowadzone rozwiązania wpisują się również w szerszy trend cyfryzacji administracji publicznej. Obowiązek publikacji ogłoszeń w Biuletynie Informacji Publicznej oraz udostępniania danych w portalu danych publicznych zwiększa dostępność informacji o rzeczach znalezionych i może przyczynić się do skuteczniejszego odnajdywania właścicieli.

Wejście w życie

Ustawa wchodzi w życie po upływie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia i ma zastosowanie do rzeczy znalezionych po dniu jej wejścia w życie.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Źle wybrałeś podatek i składkę? Możesz zmienić do 20 lutego

Skala PIT, ryczałt czy podatek liniowy – do 20 lutego przedsiębiorcy mogą zmienić formę opodatkowania z poprzednich lat. Każda ma swoje plusy i minusy, wybór trzeba przemyśleć, bo można sporo zyskać lub stracić.

Policz podatek i składkę

Co jest najlepsze? Po rewolucji, jaką zafundował biznesowi Polski Ład, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest łatwa. Nie wystarczy bowiem policzyć podatek, trzeba też skalkulować składkę zdrowotną, której wysokość zależy obecnie od formy opodatkowania. Każdy musi też sprawdzić, jakie przysługują mu ulgi i dopasować je do swojej życiowej sytuacji. Może np. okazać się, że w 2025 r. przedsiębiorcy bardziej opłacał się ryczałt, bo był kawalerem, a w 2026 r. lepsza jest skala, bo się ożenił (i zaoszczędzi na rozliczeniu z małżonką), na dodatek niedługo powiększy mu się rodzina (i skorzysta z ulgi na dzieci).

Kwota wolna i dużo ulg

Jakie są plusy i minusy poszczególnych form? Zacznijmy od skali PIT, bo to podstawowy sposób rozliczeń (jeśli zaczynamy działalność i chcemy się w ten sposób opodatkować, to nie musimy zawiadamiać fiskusa). Podatek wynosi 12 proc., a po przekroczeniu 120 tys. zł dochodu 32 proc. Ale można sporo zaoszczędzić na kwocie wolnej. Wynosi 30 tys. zł dochodu rocznie. I jest nieopodatkowana.

PIT liczymy od dochodu, czyli przychodu pomniejszonego o koszty jego uzyskania. Zaliczamy do nich np. wydatki na telefon, internet, samochód czy domowe biuro. Dzięki kosztom możemy znacznie obniżyć podstawę opodatkowania. Wpływają także na wysokość składki zdrowotnej. Ona także liczona jest bowiem od dochodu (wynosi 9 proc.).

Przedsiębiorca na skali ma duży wybór podatkowych preferencji. Przede wszystkim może rozliczyć się wspólnie z małżonkiem albo samotnie wychowywanym dzieckiem. Może też skorzystać z ulgi na dzieci (odpis od podatku). Nie odliczy natomiast składki zdrowotnej.

Według danych podawanych w kwietniu 2025 r. przez Ministerstwo Finansów na skali było 1 540 217 przedsiębiorców.

Stały podatek bez kwoty wolnej

Przedsiębiorcy na liniowym PIT także płacą podatek od dochodu. Mogą więc wykorzystać wydatki na działalność, które pomniejszają przychód. Podatek wynosi 19 proc. (bez progresji). Płacimy go od każdej zarobionej złotówki, bo na liniowym PIT nie ma kwoty wolnej. Od dochodu liczona jest też składka zdrowotna. Jej wysokość na liniówce to 4,9 proc.

Przedsiębiorcy korzystający z tej formy rozliczeń mają prawo do ulgi na składki zdrowotne (jej limit w 2026 r. wynosi 14,1 tys. zł). Ale nie mogą się rozliczyć z małżonkiem albo samotnie wychowywanym dzieckiem. Nie przysługuje im też ulga na dzieci.

W zeszłym roku podatek liniowy wybrało 632 357 przedsiębiorców.

Różne stawki bez kosztów

W 2026 r. z ryczałtu mogą skorzystać przedsiębiorcy, których przychody w 2025 r. nie przekroczyły 8 517 200 zł. A także ci, którzy dopiero rozpoczynają działalność. Na ryczałcie stawki podatku uzależnione są od rodzaju biznesu. Wynoszą od 2 do 17 proc. Nie ma kwoty wolnej od podatku. Płacimy go od przychodu. Ryczałtowiec nie może odliczyć kosztów działalności.

Inaczej też liczy się składkę zdrowotną. Przedsiębiorcy na ryczałcie są podzieleni na trzy grupy, w zależności od wysokości przychodów (pomniejszonych o składki na ubezpieczenia społeczne). Pierwsza do 60 tys. zł przychodu rocznie, druga pomiędzy 60 a 300 tys. zł, trzecia powyżej 300 tys. zł. W każdej składka zdrowotna jest inna.

Ile wynosi w 2026 r.? Ryczałtowiec w pierwszej grupie zapłaci miesięcznie 498,35 zł. W drugiej 830,58 zł. U przedsiębiorców z największymi przychodami składka wyniesie co miesiąc 1495,04 zł. I to jest maksymalna jej wysokość (na skali i liniowym PIT nie ma ograniczeń), co jest argumentem za ryczałtem dla najlepiej zarabiających.

A ulgi? Ryczałtowiec nie rozliczy się z małżonkiem albo samotnie wychowywanym dzieckiem. Przysługują mu inne ulgi, np. termomodernizacyjna. Może też odliczyć od przychodu połowę składki zdrowotnej. Nie ma za to prawa do odpisu na dzieci.

W 2025 r. na ryczałcie było 1 185 459 przedsiębiorców.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Karta nie dla każdego

Jest jeszcze karta podatkowa. Ale w tej formie mogą rozliczać się tylko ci, którzy są na niej od 2021 r. Nie można więc w 2026 r. przejść na kartę, co najwyżej można było z niej zrezygnować (termin był do 20 stycznia).

Kartowicze płacą stały podatek, określony w decyzji urzędu skarbowego. W stałej kwocie jest też składka zdrowotna. W tej formie rozliczają się niewielkie biznesy, np. fryzjer, krawiec, ślusarz. W zeszłym roku na karcie było niecałe 60 tys. przedsiębiorców.

Zmiany w 2026 r.

Spójrzmy jeszcze na to, co się zmieniło w 2026 r. w firmowych rozliczeniach. Po pierwsze, wprowadzono ograniczenia dla samochodów spalinowych i większości hybrydowych. Przedsiębiorcy rozliczą je w podatkowych kosztach tylko do 100 tys. zł (poprzednio limit wynosił 150 tys. zł). Jest tak zarówno wtedy, gdy auto kupią (i zaliczą do środków trwałych), jak i wezmą w leasing.

Po drugie, zwiększono limit przychodów na kasowym PIT. Przypomnijmy, że jest to rozliczanie przychodów i kosztów dopiero po otrzymaniu zapłaty od kontrahenta. Obowiązuje od 2025 r., miał pomóc firmom i ograniczyć zatory płatnicze. Ale w pierwszym rzucie zdecydowało się na niego tylko 1673 przedsiębiorców. Dlaczego tak mało? Bo kasowy PIT to duża biurokracja, przede wszystkim trzeba każdą fakturę sprawdzić z kontem bankowym. Poza tym kasowa metoda i tak nie uchroni przed podatkiem, bo po dwóch latach trzeba wykazać przychód, nawet jeśli kontrahent nam nadal nie zapłacił. Jest też kilka dodatkowych warunków, jeden z nich to limit przychodów. Ustawodawca postanowił go podwyższyć – z 1 do 2 mln zł rocznie.

Pamiętajmy, że jeśli ktoś chce zdecydować się na kasowy PIT, to musi powiadomić o tym fiskusa. Termin mija 20 lutego.

Po trzecie, pogorszyły się zasady liczenia minimalnej składki zdrowotnej dla przedsiębiorców na skali i liniowym PIT. W 2025 r. liczyli ją od 75 proc. minimalnego wynagrodzenia. W 2026 r. od 100 proc. Zapłacą więc więcej niż wychodzi z samej waloryzacji. Po podwyżce minimalna składka dla firm na skali i liniowym PIT w 2026 r. wynosi 432,54 zł miesięcznie. Tyle samo płacą kartowicze.

Czy te zmiany wpłyną na wybór formy rozliczeń? Nie można tego wykluczyć, ale wydaje się, że będą to rzadkie przypadki. Ograniczenia dotyczące samochodów uderzają w przedsiębiorców na skali i liniowym PIT, ale raczej nie jest to powód do tego, żeby od razu przechodzić na ryczałt. Kasowy PIT można zastosować w każdej formie opodatkowania (oprócz karty), generalnie może być najkorzystniejszy dla ryczałtowców, na razie zainteresowanie jest jednak bardzo małe. Wzrosła składka minimalna na skali i liniowym PIT, ale przecież na ryczałcie też została podniesiona we wszystkich trzech grupach.

Co wybrać w tym roku?

– Warto żeby każdy zastanowił się nad swoimi rozliczeniami i przeliczył, ile mu zostanie w kieszeni po odjęciu wszystkich obciążeń. To, co było najlepsze rok temu, dziś może być nieopłacalne. Właściwa decyzja może dać realne oszczędności: kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych. Forma opodatkowania nie jest na zawsze, to narzędzie, które powinno się dopasowywać do aktualnej sytuacji firmy i samego podatnika – wyjaśnia Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w inFakt.

– Na pytanie „które zasady są najlepsze?” nie ma jednak uniwersalnej odpowiedzi. Ryczałt sprawdza się u tych, którzy mają niskie koszty i przewidywalne przychody. Skala PIT jest opłacalna dla przedsiębiorców, którzy mogą korzystać z ulg, rozliczeń rodzinnych i nie przekraczają znacząco progu 120 tys. zł dochodu. Podatek liniowy wybierają często ci, którzy mają wysokie dochody i nie korzystają z ulg – tłumaczy Piotr Juszczyk.

Spójrzmy na przygotowane przez eksperta przykłady (do podawanych kosztów nie są zaliczane składki na ubezpieczenia społeczne, odliczamy je osobno).

Informatyk ma co miesiąc 20 tys. zł przychodu i 2 tys. zł kosztów. Na ryczałcie (stawka 12 proc.) zostanie mu w kieszeni około 13,1 tys. zł. Skala jest najmniej opłacalna, jego zysk będzie na poziomie 11,8 tys. zł. Rozliczenie się zmienia, jeśli informatyk ma żonę, która nie uzyskuje w ogóle dochodów. Wtedy lepiej wybrać skalę. Dzięki wspólnemu zeznaniu zostanie mu z firmy 13,3 tys. zł miesięcznie.

Lekarz ma 30 tys. zł przychodu i 3 tys. zł kosztów miesięcznie. Powinien wybrać ryczałt (stawka podatku 14 proc.), gdzie po odjęciu obciążeń zostanie mu 19,7 tys. zł. Na skali byłoby to tylko 17,1 tys. zł. Gdyby jednak jego koszty wzrosły do 5 tys. zł, ryczałt i podatek liniowy będą niemalże na tym samym poziomie (zysk około 17,7 tys. zł). Jeśli koszty rosną, rozsądniej wybrać liniowy PIT.

Księgowy ma co miesiąc 20 tys. zł przychodu i 4 tys. zł kosztów. Powinien postawić na podatek liniowy, na którym zostanie mu 10,8 tys. zł. Jest to o 240 zł więcej niż na skali oraz o 400 zł więcej niż na ryczałcie (gdzie podatek wynosi 17 proc.).

Na zmianę formy opodatkowania mamy czas do 20. dnia miesiąca następującego po uzyskaniu pierwszego przychodu. Z reguły ten pierwszy przychód jest już w styczniu, dlatego decyzję trzeba podjąć do 20 lutego. Przedsiębiorcy, którzy pierwszy przychód osiągną dopiero w grudniu, muszą poinformować skarbówkę o zmianie zasad opodatkowania do końca roku.

Nie trzeba składać zawiadomienia, jeśli zostajemy na zasadach z poprzedniego roku.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Ograniczony zakres uzupełniającego postępowania dowodowego

Uzupełniające postępowanie dowodowe

Wyrokiem z 7.8.2025 r. WSA w Warszawie, VIII SA/Wa 483/25, Legalis, oddalił sprzeciw P.G. (dalej: Skarżąca) od decyzji Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych (dalej: Organ Odwoławczy) z 21.5.2025 r., wydanej na podstawie art. 138 § 2 KPA, w przedmiocie uchylenia decyzji Dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie (dalej: Organ I instancji), odmawiającej wyrażenia zgody na wyłączenie gruntów z produkcji leśnej.

NSA wyjaśnił, że art. 138 § 2 KPA znajduje zastosowanie, gdy zachodzi konieczność przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego w zakresie przekraczającym kompetencje organu odwoławczego. Treść przesłanek, określonych w art. 138 § 2 KPA, powinna być interpretowana łącznie z art. 136 KPA, wskazującym granice postępowania wyjaśniającego przed organem odwoławczym. Zaznaczyć przy tym należy, że przeprowadzenie uzupełniającego postępowania dowodowego nie może godzić w zasadę dwuinstancyjności. Jeżeli jego zakres wskazuje, że organ odwoławczy musiałby sam przeprowadzić postępowanie wyjaśniające, odnośnie kwestii mogących mieć bezpośredni wpływ na treść decyzji, przyjęcie koncepcji, że organ odwoławczy jest władny wydać decyzję rozstrzygającą sprawę co do jej istoty, będzie prowadzić do sytuacji, w której sprawa byłaby rozstrzygana de facto w jednej instancji (wyrok NSA z 29.4.2021 r., I OSK 549/21, Legalis).

Postępowanie w wyniku sprzeciwu

NSA wskazał, że zgodnie z art. 64e PostAdmU, rozpoznając sprzeciw od decyzji, sąd ocenia jedynie istnienie przesłanek do wydania decyzji, o której mowa w art. 138 § 2 KPA. W postępowaniu zainicjowanym sprzeciwem sąd administracyjny nie bada zatem, jakie przepisy prawa materialnego i w jakim znaczeniu powinny być zastosowane w rozpoznawanej sprawie, ale ocenia jedynie, czy w świetle art. 64e PostAdmU i art. 151 PostAdmU wystąpiły tak istotne braki w ustaleniu stanu faktycznego sprawy, których nie można usunąć w trybie art. 136 KPA, co w konsekwencji prowadzi do konieczności wydania decyzji kasacyjnej na podstawie art. 138 § 2 KPA. Szczególną cechą, odróżniającą sprzeciw od skargi w postępowaniu sądowoadministracyjnym, jest właśnie ograniczony zakres kontroli sądowej decyzji, o której mowa w art. 138 § 2 KPA i jej wyjątkowy charakter, stanowiący odstępstwo od zasady merytorycznego rozpoznania i rozstrzygnięcia sprawy przez organ odwoławczy (zob. B. Adamiak, J. Borkowski, KPA. Komentarz, Warszawa 2022, s. 862-879). Sąd w ramach kontroli zgodności z prawem rozstrzygnięcia wydanego na podstawie art. 138 § 2 KPA ocenia, czy:

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Stan faktyczny

W kontekście stanu faktycznego sprawy NSA wskazał, że dotyczy ona art. 11 ust. 1 ustawy z 3.2.1995 r. o ochronie gruntów rolnych i leśnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 82; dalej: OchrGrU) w zw. z art. 4 pkt 4 OchrGrU, pozwalających na wyłączenie z produkcji gruntów leśnych, po wydaniu na wniosek właściciela decyzji zezwalających na takie wyłączenie. Podstawową przesłanką jest złożenie wniosku przez właściciela nieruchomości. Na Organie I instancji spoczywał zatem obowiązek ustalenia, czy Skarżąca była właścicielem nieruchomości. Zgodnie z art. 4 pkt 4 OchrGrU przez właściciela rozumie się również posiadacza samoistnego, zarządcę lub użytkownika wieczystego i dzierżawcę. Skarżąca wywodziła swoją legitymację procesową w postępowaniu z samoistnego posiadania nieruchomości. Koniecznym było ustalenie, czy Skarżąca, składając ww. wniosek, posiada legitymację do wszczęcia postępowania jako posiadacz samoistny. Z decyzji Organu I Instancji z 17.2.2025 r. wynika, że nie znalazł on podstaw do uznania Skarżącej za samoistnego posiadacza gruntów.

NSA wskazał, że pojęcie samoistnego posiadacza nie zostało zdefiniowane w sposób odrębny w OchrGrU. Natomiast zgodnie z art. 336 KC posiadaczem rzeczy jest zarówno ten, kto nią faktycznie włada jak właściciel (posiadacz samoistny), jak i ten, kto nią faktycznie włada jak użytkownik, zastawnik, najemca, dzierżawca lub mający inne prawo, z którym łączy się określone władztwo nad cudzą rzeczą (posiadacz zależny).

Skarżąca wskazała, że w wyroku SR w Wołominie z 13.5.2024 r. wskazano, że ww. działka stanowiła w przeszłości ogólnodostępne miejsce spacerowe. Dopiero od 2018 r. nieruchomością zaczęła zajmować się Skarżąca, tj.: uprzątnęła działkę z zanieczyszczeń i odpadów, oznaczyła nieruchomość przyklejając do drzew oznakowania, że stanowi ona teren prywatny, zajęła się kwestią ustanowienia drogi koniecznej, aby zapewnić swobodny dojazd do działki, podjęła się rozmów z sąsiadami, którzy wgrodzili się w działkę, odwiedza działkę, dba o jej stan oraz opłaca swoją część podatku od nieruchomości. W konsekwencji SR w Wołominie uznał, że Skarżąca jest posiadaczem samoistnym spornej nieruchomości.

Postępowanie dowodowe

Zdaniem NSA, Organ I instancji nie poczynił samodzielnych ustaleń w przedmiocie występowania ww. przesłanek, zaniechał próby samodzielnej i wszechstronnej oceny całokształtu materiału dowodowego, w kontekście przyznania Skarżącej przymiotu posiadacza samoistnego, nie przeprowadził żadnego postępowania wyjaśniającego w kontekście oświadczeń Skarżącej oraz ustaleń, wynikających z ww. wyroku SR w Wołominie.

NSA podkreślił, że gromadzenie materiału dowodowego należy do zadań organu I instancji, który po zakończonym postępowaniu będzie mógł wydać decyzję w tym konkretnym zakresie. Zbieranie dokumentacji przed organem odwoławczym pozbawiłoby realnie stronę prawa do rozpoznania sprawy w dwóch instancjach. W związku z tym zastosowanie art. 138 § 2 KPA do uchylenia decyzji organu I instancji i przekazanie sprawy temu organowi do ponownego rozpatrzenia, uznać należy za prawidłowe. W materiale dowodowym brakuje treści pozwalających na dokonanie oceny, czy w sprawie mamy do czynienia z legitymacją Skarżącej, wynikającą z posiadania samoistnego nieruchomości. Kwestia ta pozostaje kluczową do ustalenia albowiem uznanie, że Skarżąca nie posiada przymiotu posiadacza samoistnego względem nieruchomości – zgodnie z ww. przepisami – wyklucza możliwość zastosowania art. 11 ust. 1 OchrGrU.

W konsekwencji powyższego, kwestia ta (jako kluczowa w sprawie) nie może być sanowana przez organ II instancji w toczącym się przed nim postępowaniu, albowiem strona postępowania otrzymując decyzję organu I instancji, pozbawioną ustaleń w zakresie spełnienia przesłanek do zastosowania instytucji prawnej powoływanej w złożonym wniosku, nie będzie mogła liczyć na dwukrotne rozpoznanie sprawy w postępowaniu dwuinstancyjnym, a więc zapewniającym właściwą kontrolę instancyjną. Należy podkreślić, że organ I instancji powinien wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy, mające wpływ na prawa przysługujące Skarżącej na mocy art. 11 ust. 1 OchrGrU.

Braki w materiale dowodowym nie są kwestią podlegającą wyjaśnieniu w ramach uzupełniającego postępowania dowodowego, w trybie art. 136 KPA. Braki w materiale dowodowym są na tyle istotne, że wychodzą poza granice postępowania uzupełniającego – prowadziłoby to bowiem do naruszenia, wyrażonej w art. 15 KPA zasady dwuinstancyjności postępowania administracyjnego. Niewyjaśnienie wskazanych kwestii uzasadniało zaś zastosowanie art. 138 § 2 KPA.

Rozstrzygnięcie NSA

W ocenie NSA, WSA w Warszawie zasadnie stwierdził, że w sprawie zaszły przesłanki obligujące Organ Odwoławczy do wydania decyzji kasacyjnej. W interesie każdej strony postępowania leży aby organ I instancji w sposób dogłębny i właściwy zebrał materiał dowodowy oraz dokonał rzetelnej jego oceny, a następnie wydał decyzję w oparciu o tak przeprowadzoną analizę. Mając na uwadze powyższe, NSA uznał skargę kasacyjną za nieuzasadnioną i na podstawie art. 184 PostAdmU w zw. z art. 182 § 2a PostAdmU oddalił ją.

Komentarz

Na tle stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy NSA wypowiedział się na temat zakresu postępowania dowodowego prowadzonego przez organ I instancji, jak również zakresu ewentualnego postępowania uzupełniającego, do przeprowadzenia którego uprawniony jest organ II instancji. W tym kontekście NSA przypomniał, że postępowanie dowodowe jest co do zasady domeną organu I instancyjnego. Organ II instancji jest natomiast uprawniony jedynie do prowadzenia postępowania uzupełniającego, którego zakres jest co do zasady ograniczony i nie może dotyczyć ustalenie istnienia kluczowych dla rozstrzygnięcia sprawy okoliczności faktycznych, warunkujących przedmiot i zakres dalszego postępowania (wyrok NSA z 7.1.2009 r. I OSK 678/08, Legalis).

Wyrok NSA z 28.1.2026 r., I OSK 1945/25 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Świadczenie wychowawcze a bieżąca piecza nad dzieckiem

Stanowisko ZUS

Decyzją z 3.4.2024 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Centrum Obsługi Świadczeń dla Rodzin (dalej: ZUS), działając na podstawie ustawy z 11.2.2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1576; dalej: PomWychDzU), orzekając wobec A.S. (dalej: Strona skarżąca), po rozpatrzeniu wniosku o przyznanie świadczenia wychowawczego na okres świadczeniowy trwający od 1.6.2024 r. do 31.5.2025 r., odmówił prawa do tego świadczenia. W uzasadnieniu rozstrzygnięcia wskazano, że Strona Skarżąca nie jest uprawniona do złożenia wniosku o ww. świadczenie z uwagi na brak przynależności do kręgu osób wskazanych w art. 4 ust. 2 PomWychDzU.

Strona wniosła odwołanie do Prezesa ZUS, w którym nie zgadzała się z ww. rozstrzygnięciem, i wskazała, że jest jedynym opiekunem dziecka, które stale z nią przebywa, a o oddaniu dziecka pod pieczę Strony Skarżącej (babci) zdecydował właściwy sąd powszechny.

17.7.2025 r. Prezes ZUS, działając na podstawie art. 138 § 1 pkt. 1 ustawy z 14.6.1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1691, dalej: KPA), orzekł o utrzymaniu w mocy zaskarżonej decyzji. W uzasadnieniu podano m.in., że rozstrzygnięcie ZUS jest prawidłowe, a powierzona Stronie Skarżącej piecza nad dzieckiem, na mocy postanowienia SR w R., nie spełnia warunków PomWychDzU. Powierzona opieka/piecza nad dzieckiem ma charakter pieczy bieżącej. Ta z kolei nie jest równoważna z pieczą zastępczą.

Stan prawny

WSA w Gliwicach wskazał, że zgodnie z art. 7 KPA w toku postępowania organy administracji publicznej stoją na straży praworządności, z urzędu lub na wniosek stron podejmują wszelkie czynności niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy, mając na względzie interes społeczny i słuszny interes obywateli. Prowadzą też postępowanie w sposób budzący zaufanie jego uczestników do władzy publicznej (art. 8 § 1 KPA) i powinny działać w sprawie wnikliwie (art. 12 § 1 KPA). Przepisy te znajdują doprecyzowanie m. in. w art. 77 § 1 KPA, zgodnie z którym organ administracji publicznej jest obowiązany w sposób wyczerpujący zebrać i rozpatrzyć cały materiał dowodowy. Istotny jest także art. 80 KPA, w świetle którego organ administracji publicznej ocenia na podstawie całokształtu materiału dowodowego, czy dana okoliczność została udowodniona.

Odnosząc się do przedmiotu sprawy WSA w Gliwicach wskazał, że zgodnie z art. 4 ust. 2 PomWychDzU świadczenie wychowawcze przysługuje:

  1. matce albo ojcu, jeżeli dziecko wspólnie zamieszkuje i pozostaje na utrzymaniu matki albo ojca, z zastrzeżeniem art. 5 ust. 2a PomWychDzU,
  2. opiekunowi faktycznemu dziecka, jeżeli dziecko wspólnie zamieszkuje i pozostaje na utrzymaniu opiekuna faktycznego,
  3. opiekunowi prawnemu dziecka,
  4. dyrektorowi domu pomocy społecznej,
  5. rodzinie zastępczej, osobie prowadzącej rodzinny dom dziecka, dyrektorowi placówki opiekuńczo-wychowawczej, dyrektorowi regionalnej placówki opiekuńczo-terapeutycznej albo dyrektorowi interwencyjnego ośrodka preadopcyjnego (…).

Jednocześnie należy mieć na względzie, że „opiekun faktyczny dziecka” oznacza osobę faktycznie opiekującą się dzieckiem, jeżeli wystąpiła z wnioskiem do sądu opiekuńczego o przysposobienie dziecka (art. 2 pkt 10 PomWychDzU). Dalej WSA w Gliwicach wskazał, że w świetle art. 4 ust. 1 PomWychDzU celem świadczenia wychowawczego jest częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowywaniem dziecka, w tym z opieką nad nim i zaspokojeniem jego potrzeb życiowych. Charakter i cel świadczenia powinny mieć nadrzędne znaczenie przy ustalaniu do niego praw. Służy ono zaspokojeniu potrzeb dziecka, dbałości o jego dobro i ochronę. Skierowane jest do podmiotów, które sprawują opiekę nad dzieckiem.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Piecza zastępcza a piecza bieżąca

Przenosząc ww. ustalony stan faktyczny na grunt rozpatrywanej sprawy, WSA w Gliwicach wskazał, że pieczę nad dzieckiem powierzono Stronie Skarżącej na mocy postanowienia SR. Strona Skarżąca, sprawując pieczę bieżącą, wypełnia wszelkie obowiązki związane z wychowaniem i utrzymaniem dziecka w zastępstwie rodziców. Niewątpliwie, umieszczenie dziecka pod pieczą bieżącą Strony Skarżącej nie pozwala na to, by uznać ją za opiekuna prawnego. Strona Skarżąca nie została również ustanowiona rodziną zastępczą i w konsekwencji nie może być uznana za osobę sprawującą pieczę zastępczą. W kręgu podmiotów uprawnionych do ubiegania się o świadczenie wskazane zostały także osoby sprawujące faktyczną opiekę nad dzieckiem. Strona Skarżąca nie może być uznana również za taką osobę, gdyż prawodawca ograniczył krąg uprawnionych do świadczenia jedynie do tych osób sprawujących faktyczną opiekę nad dzieckiem, które wystąpiły z wnioskiem do sądu rodzinnego o przysposobienie dziecka.

Tym samym, w niniejszej sprawie pozbawiono opiekuna sprawującego pieczę bieżącą możliwości uzyskania przynajmniej częściowego pokrycia wydatków na utrzymanie dziecka, mimo że obowiązek zaspakajania tych potrzeb wynika z orzeczenia sądowego.

Rozstrzygniecie WSA w Gliwicach

Mając na względzie realia rozpatrywanej sprawy, WSA w Gliwicach uznał, że ww. przepisy w sposób niedostateczny chronią nie tylko prawa jednostki, ale przede wszystkim nie chronią praw dzieci, na rzecz których świadczenie jest przewidziane, prowadząc do nierównego ich traktowania. Tymczasem w art. 72 ust. 1 zd. 1 i ust. 2 Konstytucji RP wskazano, że Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Dziecko pozbawione opieki rodzicielskiej ma prawo do opieki i pomocy władz publicznych. Nie bez znaczenia pozostaje także zasada równego traktowania, wynikająca z art. 32 ust. 1 Konstytucji RP. Zgodnie zaś z art. 20 Konwencji o Prawach Dziecka, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 20.11.1989 r., a ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Polską w 1991 r. (Dz.U. z 1991 r. Nr 120, poz. 526), dziecko pozbawione czasowo lub na stałe swego środowiska rodzinnego lub gdy ze względu na swoje dobro nie może pozostawać w tym środowisku, będzie miało prawo do specjalnej ochrony i pomocy ze strony państwa. Regulacja ta oznacza, że ustawy muszą być z nią zgodne. Także rozstrzygnięcia organów nie mogą pomijać powyższych regulacji i zasad (wyrok WSA w Gliwicach z 6.11.2024 r. II SA/Gl 933/24, Legalis).

Prezes ZUS, jako organ odwoławczy, podjął próbę wyjaśnienia podstawy faktycznej i prawnej rozstrzygnięcia, jednak i on nie dostrzegł wadliwości aktu, który utrzymał w mocy, przez co należy uznać i jego rozstrzygnięcie za nieodpowiadające prawu. Wszystkie te uchybienia przepisom postępowania stwarzają podstawę do uchylenia zaskarżonego rozstrzygnięcia oraz poprzedzającego go rozstrzygnięcia ZUS (jako organu pierwszej instancji) na podstawie art. 145 § 1 pkt. 1 lit. c) PostAdmU i art. 135 PostAdmU. Ponownie rozpatrując sprawę, organy administracji uwzględnią powyższą ocenę prawną, uznając że Strona Skarżąca sprawując pieczę nad małoletnim dzieckiem (na mocy postanowienia sądu powszechnego) znajdowała się w kręgu podmiotów uprawnionych do wystąpienia z żądaniem przyznania ww. świadczenia. Jej wniosek powinien być rozpoznany wszechstronnie, z uwzględnieniem powyższych okoliczności.

Komentarz

Na tle stanu faktycznego sprawy WSA w Gliwicach wypowiedział się na temat ustawowego kręgu podmiotów uprawnionych do świadczenia wychowawczego. WSA w Gliwicach podszedł do ww. zagadnienia w sposób kompleksowy i mając na uwadze stan prawny, w tym także Konstytucję RP i akty prawa międzynarodowego, wskazał, że nie jest właściwą sytuacja, w której osoba sprawująca pieczę bieżącą nad małoletnim dzieckiem na mocy postanowienia sądu powszechnego nie jest zaliczana do ustawowego katalogu podmiotów uprawnionych do ww. świadczenia, a w konsekwencji jest go pozbawiona. Jak bowiem podkreśla się w orzecznictwie, o prawie do świadczenia wychowawczego decyduje przesłanka o charakterze faktycznym (wyrok WSA w Łodzi z 5.2.2025 r., II SA/Łd 867/25). PomWychDzU w sposób nierówny i niedostateczny chroni prawa dzieci i ich rzeczywistych opiekunów, co nie powinno mieć miejsca (wyrok WSA w Bydgoszczy z 9.1.2025 r., II SA/Bd 708/24, Legalis). Z kolei NSA w wyroku z 7.6.2023 r., I OSK 1464/22, Legalis, przesądził, że prawidłowe jest odstąpienie od językowego brzmienia art. 4 ust. 2 PomWychDzU. Wprawdzie wykładnia ta dawała jednoznaczne wyniki niedające podstaw do przyznania skarżącej opiekującej się wnukiem na podstawie orzeczenia sądu, wnioskowanego przez nią świadczenia wychowawczego, ale porównanie wyników tej wykładni z wynikami wykładni uzyskanymi na podstawie dyrektyw systemowych i celowościowych wskazywało na istotne rozbieżności w uzyskanych rezultatach, zwłaszcza w związku z koniecznością uwzględnienia celu uchwalenia tej ustawy czy praw wynikających z Konstytucji RP.

Wyrok WSA w Gliwicach z 21.1.2026 r., II SA/Gl 1161/25 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Czy ulga na robotyzację zostanie na dłużej? Jest projekt przepisów

Zgodnie z art. 52j ust. 1 ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 163; dalej: PDOFizU), podatnik prowadzący pozarolniczą działalność gospodarczą może odliczyć od podstawy obliczenia podatku, ustalonej zgodnie z art. 26 ust. 1 lub art. 30c ust. 2 PDOFizU, kwotę stanowiącą 50% kosztów uzyskania przychodów poniesionych w roku podatkowym na robotyzację, przy czym kwota odliczenia nie może przekraczać kwoty dochodu uzyskanego przez podatnika w roku podatkowym z pozarolniczej działalności gospodarczej. Za koszty uzyskania przychodów poniesione na robotyzację uznaje się koszty nabycia fabrycznie nowych robotów przemysłowych, maszyn i urządzeń peryferyjnych do robotów przemysłowych funkcjonalnie z nimi związanych oraz innych maszyn i urządzeń (w tym do interakcji pomiędzy człowiekiem a maszyną do robotów przemysłowych), a także koszty nabycia wartości niematerialnych i prawnych niezbędnych do poprawnego uruchomienia i przyjęcia do używania robotów przemysłowych, koszty nabycia usług szkoleniowych dotyczących robotów przemysłowych oraz innych środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych oraz opłaty leasingowe. Podobne zasady obowiązują na gruncie art. 38eb ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 278; dalej: PDOPrU).

Zgodnie z założeniami legislacyjnymi, ulga na robotyzację przemysłową jest skierowana do firm, które chcą usprawnić produkcję przez zastosowanie robotów przemysłowych. Roboty przemysłowe pozwolą uzupełnić braki kadrowe przy pracach ciężkich, monotonnych i wykonywanych w szkodliwych warunkach. Częściowa automatyzacja produkcji jest nie tylko tańsza, lecz także bezpieczniejsza z punktu widzenia pracowników (np. wypadki, pandemia, upały). Dzięki efektywniejszemu parkowi maszynowemu, polskie firmy zwiększają zakres swojej produkcji i zatrudniają więcej wykwalifikowanych pracowników, którym będą mogły zaoferować lepsze warunki pracy, w tym także finansowe (interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 11.1.2024 r., 0111-KDIB2-1.4010.519.2023.1.AR).

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Przepisy w ww. zakresie obowiązują od 1.1.2022 r., a więc już kilka lat. Los omawianej ulgi jest jednak niepewny, pierwotnie zaplanowano ją na pięć lat, a resort finansów zapowiedział niedawno, że z końcem 2026 r. ma ona odejść w niepamięć. Taka akcja wywołała reakcję ze strony pomysłodawców ulgi na robotyzację. Sejm proceduje bowiem właśnie projekt zmian w tym zakresie. Projekt – co nieczęste w przypadku ustaw podatkowych – poselski. Ma to znaczenie w kontekście szans na sukces jego powodzenia, ale do tego aspektu jeszcze powrócimy.

Zmiany w uldze na robotyzację

Projektodawca proponuje więc po pierwsze wykreślenie przepisu przewidującego zniesienie ulgi na robotyzację z dniem 31.12.2026 r. Skutkować to mogłoby bezterminowym, przynajmniej w założeniu, stosowaniu tej preferencji. Aby tego było jednak mało, projektodawca wpadł także na pomysł podniesienia poziomu ulgi na robotyzację z 50% na 100% wydatku, tak by ulga nie była niższa od obowiązującej ulgi B+R.

Wprowadzenie możliwości odliczenia 100% kosztów uzyskania przychodów poniesionych na robotyzację bez dodatkowych ograniczeń ma więc stanowić zachętę inwestycyjną i narzędzie wspierające transformację technologiczną polskiej gospodarki. Nowe zasady stosowania ulgi mają w założeniu mieć zastosowanie do kosztów poniesionych od 1.1.2026 r., co da podatnikom czas na przygotowanie się do korzystania z nowych regulacji. Jest tylko jedno ale – a jest nim niepewność co do wejścia rozwiązania w życie.

Komentarz

Dość łatwo jest proponować rozwiązania obniżające wpływy budżetowe, gdy samemu nie odpowiada się bezpośrednio za finanse państwa, oraz gdy można upiec na tym także polityczną pieczeń. Być może rzeczywiście proponowane wydłużenie działania ulgi na robotyzację „wywoła pozytywne skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne”. Niski wskaźnik robotyzacji w Polsce w porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej to zresztą wciąż fakt, a zwiększenie nakładów na robotyzację przez sektor prywatny przyczyni się do podniesienia wydajności, jakości produkcji i konkurencyjności przedsiębiorstw. Ułatwienie inwestycji w robotyzację może sprzyjać rozwojowi sektora technologicznego i usług z nim związanych, co przełoży się na długoterminowy wzrost gospodarczy, itp. (cytaty z uzasadnienia do przepisów).

Projektodawca sam przyznaje, że „być może poziom wskazanych zachęt jest obecnie zbyt niski, aby przyspieszyć te konieczne dla polskiej gospodarki procesy”. Zapomniał chyba jednak, że zarówno jedynie 50% preferencja kosztowa, jak i czasowość obowiązywania rozwiązania, zostały wprowadzone właśnie przez to samo środowisko, które dziś poddaje je krytyce. Jako apolityczni eksperci musimy więc całkowicie przemilczeć sporą liczbę politycznych aluzji i marketingu, wylewających się z omawianego projektu.

Również praktyka podatkowa związana z ulgą na robotyzację nie była przesadnie korzystna dla podatników. Nie można np. skorzystać z ulgi za lata poprzedzające wejście w życie omawianych przepisów. Ponadnormatywne odliczenie przysługuje tylko w odniesieniu do tych odpisów amortyzacyjnych, które stanowią koszt uzyskania przychodu w trakcie obowiązywania ulgi. Zatem, odliczenie ma zastosowanie do kosztów uzyskania przychodów poniesionych na robotyzację od początku roku podatkowego, który rozpoczął się w 2022 r., (zapewne) do końca roku podatkowego, który rozpoczął się w 2026 r. Ulga dotyczy wydatków zaliczonych do kosztów uzyskania przychodu w latach 2022-2026.

W związku z powyższym, ze względu na czasowy charakter przepisów ulgi na robotyzację, odpisy amortyzacyjne powstałe, co do zasady, po 31.12.2026 r. nie będą mogły podlegać ponadnormatywnemu odliczeniu z tytułu ulgi na robotyzację (interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 19.11.2025 r., 0111-KDIB2-1.4010.429.2025.1.ED, Legalis). Nie każde urządzenie związane z robotem jako takim mieści się w kategorii uprawniającej do rozliczenia ulgi. Przykładowo, nie jest nim urządzenie dodatkowe, sprzężone z logiką pracy robota, stanowiącej jednak urządzenie odrębne od robota i samodzielne urządzenie, zdolne do funkcjonowania niezależnie od robota (posiadające własne sterowanie, umożliwiające realizację zadań do których została zakupiona (interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 7.11.2025 r., 0111-KDIB2-1.4010.405.2025.1.AG, Legalis).

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Przepisy uderzają w małe apteki?

– Polski system apteczny kurczy się w tempie, które coraz wyraźniej zagraża bezpieczeństwu lekowemu pacjentów – alarmuje Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET. Organizacja przytacza, że w ciągu ok. ośmiu ostatnich lat obowiązywania regulacji „Apteka dla Aptekarza” (AdA) z rynku zniknęło 2 435 ogólnodostępnych placówek, a pod koniec ubiegłego roku działało na nim 11 130 takich podmiotów. Przypomnijmy, że wspomniana regulacja miała chronić małe apteki i zapobiec przejmowaniu ich przez wielkie sieci. Zdaniem PharmaNET efekt jest jednak odmienny.

– Malejąca liczba aptek to nie problem branżowy, lecz realne uderzenie w pacjentów – diagnozuje organizacja. – Zamykane placówki oznaczają dłuższe dojazdy po leki, większe kolejki w pozostałych aptekach, wzrost cen, ograniczony dostęp do porady farmaceutycznej i utrudnioną ciągłość leczenia – szczególnie dla seniorów, osób przewlekle chorych oraz mieszkańców mniejszych miejscowości – dodaje.

Marcin Piskorski, prezes zarządu ZPA PharmaNET jest zdania, że tendencja spadkowa – przekładająca się na liczbę konkretnych placówek, które zniknęły z aptekarskiej mapy – to w praktyce pacjenci pozbawieni łatwego dostępu do leków i profesjonalnej pomocy farmaceuty. – Dzisiaj coraz częściej mówimy już nie o komforcie pacjentów, ale o realnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa lekowego. W mniejszych miejscowościach i na obszarach wiejskich zamknięcie jednej apteki oznacza często konieczność kilkunasto- lub kilkudziesięciokilometrowej podróży po podstawowe leki. To jest faktyczne wykluczenie zdrowotne, za które nikt nie bierze odpowiedzialności – komentuje.

Liczba maleje

Eksperci przestrzegają jednak przed uproszeniem, do którego prowadziłoby jednoznaczne zestawianie ze sobą momentu, w którym mniejsze apteki znalazły się w kłopocie z faktem wejścia w życie ustawy AdA (i przyjęcia jej późniejszej nowelizacji, której tryb uchwalenia podważył jednak Trybunał Konstytucyjny). Tego zdania jest adw. Karol Korszuń, partner Kancelarii Fairfield, mimo że podkreśla, iż „niektóre z jej przepisów – mających chronić małe apteki – działały wręcz przeciwnie”. – Mowa tu choćby o mechanizmach utrudniających dziedziczenie aptek jednoosobowych czy brak możliwości przekazania biznesu osobie bez wykształcenia farmaceutycznego – precyzuje.

Prawnik zauważa, że choć Związek Pracodawców Aptecznych słusznie dostrzega kilka innych przyczyn niż zmiana przepisów, wydaje się jednak nie zwracać uwagi na trend rynkowy, polegający na generalnym spadku liczby małych punktów handlowych czy usługowych. – To samo zjawisko dotyka też apteki, choć oczywiście możemy udawać, że działają one na innych zasadach. Są miejsca, gdzie apteki znikają i znikałyby, niezależnie od tego, czy „AdA” weszłaby w życie – diagnozuje Karol Korszuń.

Adwokat przyznaje jednak, że spadająca liczba aptek to problem dla osób starszych czy mniej mobilnych. – Trzeba znaleźć rozwiązanie, które sprawi, że świadczenie opieki farmaceutycznej będzie rentowne, a apteki zarobią na marży na lekach refundowanych – wyjaśnia specjalista. Zauważa, że dzisiaj wiele z tych placówek, zamiast skupić się na sprzedaży medykamentów ratujących zdrowie i życie, aby się utrzymać musi mieć w ofercie suplementy, kosmetyki i leki bez recepty. – Póki apteki nie będą w stanie na siebie zarobić na sprzedaży leków, póty w niektórych regionach ich nie będzie. W dużych miastach nasycenie rynku jest duże, ale problemem pozostają te mniejsze, w których brakuje farmaceutów. Aby zachęcić ich do przenosin z dużych miast, im też trzeba zaoferować dobre warunki – konkluduje.

Poszukiwanie recepty

Podobnego zdania jest radca prawny Piotr Kłodziński, prowadzący własną kancelarię prawną.

– Na ten moment rozwiązanie wydaje się oczywiste: znieśmy zakaz otwierania aptek przez sieci w gminach, gdzie nie ma żadnej apteki lub w lokalizacjach bez placówki aptecznej w promieniu pięciu km – proponuje mec. Kłodziński. – Skoro indywidualnych farmaceutów na to oczywiście nie stać, wykorzystajmy kapitał i deklarowane przez wielkie sieci chęci, aby zlikwidować te białe plamy na mapie Polski. Niech sfinansują naszym obywatelom dostęp do leków tam, gdzie jest on najbardziej potrzebny – skoro sami chcą – podkreśla. Inne, alternatywne jego zdaniem ograniczenia, mogłyby polegać na otwieraniu przez sieci aptek obowiązkowo całodobowych.

Złożona rzeczywistość

Radca prawny Joanna Jagiełło z kancelarii Wolf Theiss Polska – nie kwestionując celów wprowadzenia „AdA” – podkreśla z kolei, że obecnie polski rynek apteczny charakteryzuje się dużą niepewnością i niestabilnością prawną.

Zauważa też, że podczas gdy PharmaNET krytycznie odnosi się do wskazanych regulacji, upatrując w nich przyczyny spadku liczby placówek oraz postępującego wykluczenia zdrowotnego w mniejszych miejscowościach oraz na terenach wiejskich, Naczelna Izba Aptekarska podpiera się danymi Ministerstwa Zdrowia. A z nich wynika, że pod koniec 2024 r. apteki lub punktu aptecznego nie było na terenie 4 proc. gmin. Co kluczowe, w blisko połowie tych gmin placówki nie powstawały jednak również w ciągu ostatnich dwóch dekad. – Może to świadczyć o uwarunkowaniach ekonomicznych i demograficznych, które determinowały dostępność aptek na tych terenach na długo przed wdrożeniem przepisów „AdA” – uważa Joanna Jagiełło.

– Rzeczywistość jest z pewnością bardziej złożona, niż chciałaby to widzieć którakolwiek ze stron sporu – ocenia specjalistka. Odnosząc się do samej nowelizacji „AdA”, zauważa jednak, że zasady otwierania i prowadzenia aptek w mniejszych miejscowościach i na terenach wiejskich są tożsame z tymi obowiązującymi w miastach. – Decyzja o prowadzeniu apteki w danej lokalizacji w dużej mierze zależy od rentowności działalności na danym obszarze. Nie ulega jednak wątpliwości, że ograniczenie kręgu nabywców aptek wyłącznie do farmaceutów drastycznie zmniejszyło płynność inwestycji i obniżyło wartość rynkową istniejących placówek – wyjaśnia.

– Przed konsultowanym obecnie w Ministerstwie Zdrowia projektem nowelizacji stoi trudne zadanie przywrócenia stabilności prowadzenia działalności aptecznej przy uwzględnieniu interesów wszystkich uczestników rynku i przede wszystkim, pacjentów – konkluduje mec. Jagiełło. – A apteki, jako punkty bezpośredniej dystrybucji leków, są istotnym elementem bezpieczeństwa lekowego, którego ochrona w dobie obecnych napięć geopolitycznych jest kluczowa – przypomina.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Konkurencja na rynku

Związek Pracodawców Aptecznych podpiera się opracowaniem Instytutu Finansów Publicznych, przedstawiającym korelacje między przepisami wprowadzonymi osiem lat temu a funkcjonowaniem rynku. W raporcie przedstawiono hipotetyczne skutki ewentualnego zluzowania rynku. – Z prognozy skutków hipotetycznej deregulacji rynku aptecznego w Polsce wynika, że nawet gdyby znieść wszelkie kryteria udzielania zezwoleń na prowadzenie apteki nie doszłoby do ograniczenia konkurencji rynkowej, a rynek osiągnąłby naturalny poziom nasycenia, uwarunkowany przede wszystkim (spadającą) liczbą ludności Polski – podkreślono.

– Wszystkie te konflikty świadczą, że przepisy określane jako „AdA” wywołują liczne spory prawne i godzą w interesy różnych podmiotów z rynku aptecznego w Polsce. Społeczno-ekonomiczne skutki przyjęcia tej zasady w regulacji rynku aptecznego nie zostały dotąd dostatecznie gruntownie zbadane – wskazano w raporcie.

Jak czytamy, zgodnie z danymi z połowy ubiegłego roku, na 100 tys. ludności w Polsce przypada obecnie 30 aptek, czyli mniej niż przeciętnie w UE, trzykrotnie mniej niż w Grecji, ale trzykrotnie więcej niż w Danii, gdzie wskaźnik jest najniższy w Europie.

Efekt ustawy

W opracowaniu przedstawiono też dysproporcje na rynku i zaznaczono, że dwadzieścia największych przedsiębiorstw osiąga przychody średnio blisko 190 razy większe od 100 najmniejszych, dysponując średnio ponad 100 razy większymi aktywami. – Pierwsza setka przedsiębiorstw uszeregowanych wg wielkości obrotu osiąga przychody średnio 78,5 razy większe od ostatniej setki i dysponuje majątkiem średnio ponad 42 razy większym. Średnia wartość rzeczowych środków obrotowych 100 największych zakładów jest prawie 100 razy większa niż 100 najmniejszych – podkreślono.

– Tempo spadku jest wyraźnie wyższe w grupie małych podmiotów aptecznych (prowadzących nie więcej niż 4 apteki ogólnodostępne) i na obszarach wiejskich. Najprawdopodobniej przyczyną ich wycofania się z rynku była utrata zdolności sprostania warunkom rynkowym i efektywnego gospodarowania. „AdA” zablokowała jednak możliwość ich zastąpienia przez ekonomicznie efektywniejsze apteki sieciowe – zdiagnozowano. – Wbrew więc deklarowanym celom regulacji zmniejszyła ona bezpieczeństwo lekowe ludności, nie poprawiając sytuacji małych podmiotów aptecznych. Skutkiem „AdA” jest również spadek wartości rynkowej przedsiębiorstw aptecznych – dodano.

Przypomnijmy, że „AdA” to w istocie zmiany w prawie farmaceutycznym z połowy 2017 r., których celem było zahamowanie zjawiska konsolidacji rynku i ograniczenie możliwości tworzenia dużych sieci aptecznych. Wzmocniona zostać miała pozycja farmaceuty – jako samodzielnego właściciela – zaś sektor miał być kształtowany w oparciu o niezależne placówki. Wprowadzono też ograniczenia w wydaniu zezwoleń, posługując się kryteriami takimi jak liczba mieszkańców danego terenu i odległość jednej apteki od drugiej. Późniejsza nowelizacja, tzn. „Apteka dla Aptekarza 2.0”, miała z kolei pomóc zapanować nad przejmowaniem kontroli przez sieci apteczne nad już istniejącymi podmiotami. Trybunał Konstytucyjny, uznając, że przepisy uchwalono z naruszeniem zasad prawidłowego procesu legislacyjnego, nie oceniał ich merytorycznej poprawności.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Marek Tomków

prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej

Po raz kolejny tworzone są fałszywe raporty, mające uzasadnić absurdalne tezy dotyczące przyczyn spadku liczby aptek na rynku. A trzeba pamiętać, że przed wprowadzeniem „Apteki dla Aptekarza” upadało między 800 a 1000 placówek rocznie, zaś w tej chwili podobny los spotyka ok. 200. Przyczyny tych upadków są przede wszystkim natury ekonomicznej, ale odebrano też dużą liczbę zezwoleń z powodu stosowania nielegalnych praktyk, takich jak wywóz. leków ratujących życie czy handel substancjami do produkcji narkotyków. A to już trudno w jakikolwiek sposób powiązać z „AdA”. Dziś niestety mamy do czynienia z próbą przejmowania rynku przez duże zagraniczne sieci. Zdarza się, że to one wykupują apteki w małych miejscowościach, tylko po to, żeby je zamknąć i pozbyć się konkurencji. Bywa, że na terenie niektórych gmin nie ma nawet lekarza, więc w jaki sposób – przyjmując, że do utrzymania apteki potrzeba kilku tysięcy mieszkańców – miałyby one pozostać rentowne? W grę wchodzi demografia, ale pacjenci są też bardziej mobilni, mogą łatwiej dostać się do apteki choćby w sąsiedniej miejscowości. Nie mamy też dzisiaj jakiegokolwiek zagrożenia braku dostępności, bo jedyne, jakie widzę, to potencjalne przejęcie rynku przez wielkie podmioty z zagranicznym kapitałem. PharmaNET sam reprezentuje duże sieci, którym nic nie stało na przeszkodzie, aby przez wiele ostatnich lat otwierały się w małych miejscowościach. Jednak nigdy tego nie robiły, przez ostatnie kilkadziesiąt lat, nawet przed „AdA”.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Zapłata za nadgodziny dla kierownika

Praca w godzinach nadliczbowych jest zjawiskiem często spotykanym na współczesnym rynku pracy. Zostajemy dłużej, „bo trzeba”, „bo projekt”, „bo klient”, „bo terminy”. Pracujemy ponad normę, bo nie chcemy zawieść zespołu, albo nie wypada wyjść punktualnie, bo inni patrzą. Kodeks pracy mówi jednak, że nadgodziny to wyjątek, a nie zasada. Mają być incydentalne, uzasadnione szczególnymi potrzebami pracodawcy.

Element rzeczywistości

Tymczasem w praktyce w wielu firmach przekształciły się w stały element systemu zarządzania. Natomiast praca w nadgodzinach kadry zarządzającej to odrębny element tej rzeczywistości. Ze względu na zakres odpowiedzialności, konieczność podejmowania decyzji oraz nadzór nad zespołem, osoby na stanowiskach kierowniczych często wykonują swoje obowiązki poza standardowym czasem pracy. I choć nadgodziny w tej grupie zawodowej bywają postrzegane jako naturalna część roli menedżerskiej, to tak do końca nie jest. Przypomniał o tym Sąd Najwyższy w niedawnym postanowieniu.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Korzystne rozstrzygnięcie

W uzasadnieniu przypomniał, że z art. 1514 KP wynika zakaz stosowania przez pracodawców takich rozwiązań organizacyjnych, które w samym swoim założeniu rodzą konieczność wykonywania pracy stale w godzinach nadliczbowych przez pracowników zajmujących kierownicze stanowiska. Praca takich osób w nadgodzinach dopuszczalna jest tylko wyjątkowo, „w razie konieczności”. Pracodawca nie może więc ustalić pracownikowi zakresu obowiązków, który nie może zostać wykonany w normalnym czasie. Nie jest zatem możliwe stosowanie takich rozwiązań organizacyjnych, które z założenia wymagałyby stałego wykonywania pracy ponad normę. Co więcej, jak podkreślił SN, osoby zatrudnione na stanowiskach kierowniczych nie mogą być pozbawione prawa do wynagrodzenia za wykonywanie obowiązków służbowych w godzinach nadliczbowych, jeżeli wadliwa organizacja pracy wymusza systematyczne przekraczanie norm czasu pracy.

Sygnatura akt: III PSK 10/25

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Łukasz Kuczkowski

radca prawny i partner zarządzający w kancelarii Raczkowski

Co do zasady kierownicy jednostek organizacyjnych nie mają prawa do dodatkowego wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych. Można podnieść, że jest ono już wpisane w ich wyższą pensję zasadniczą przysługującą z tytułu pełnionej funkcji. Jeżeli zatem zdarza się im praca powyżej normy, to jest to wkalkulowane w funkcję kierownika. Nie dotyczy to jednak przypadków, gdy wykonywanie obowiązków w godzinach nadliczbowych ma charakter stały lub bardzo częsty, wynikający z niewłaściwej organizacji po stronie pracodawcy (a nie samego kierownika) lub z liczby zadań narzuconych menedżerowi, których obiektywnie nie da się wykonać w normowanym czasie pracy i w nadgodzinach przypadających od czasu do czasu. Wtedy kierownik może żądać zapłaty za ten dodatkowy okres i ma duże szanse powodzenia w sądzie. Musi jednak wykazać złą organizację pracy po stronie pracodawcy (której nie mógł jednocześnie zmienić) lub zbyt dużą liczbę zadań do wykonania. Oczywiście nie jest to zawsze proste. Kierownik ma bowiem co do zasady szereg kompetencji pozwalających mu odpowiednio zarządzać procesem pracy. Chodzi np. o delegowanie zadań, nadzór, powiększanie zespołu itp. Za dowód pracy w godzinach nadliczbowych może służyć wszystko, co potwierdza ten fakt, np. maile, bilingi telefoniczne, zaproszenia w kalendarzach na spotkania online. Pracodawca może to oczywiście kwestionować, podnosząc niewłaściwą organizację po stronie menedżera, brak delegowania zadań, mikrozarządzanie itp. Ze względu na wysokie wynagrodzenia kierowników, roszczenia mogą sięgać dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych. Sprawa, którą kiedyś się zajmowałem, opiewała na ponad 800 tys. zł plus odsetki, właśnie z tytułu nadgodzin. Inną kwestią jest to, czy pracownik jest w ogóle kierownikiem, czyli czy zarządza ludźmi. Jeśli jest jedynie specjalistą, to mają do niego zastosowanie ogólne przepisy w tym obszarze, a więc trzeba rozliczać każdą taką nadgodzinę.

Wyrok Sądu Najwyższego nie jest w tym względzie przełomowy, gdyż linia orzecznicza dotycząca pracy w godzinach nadliczbowych jest ugruntowana od wielu lat. Jest on jednak ważnym przypomnieniem dla pracodawców w zakresie właściwej organizacji pracy, nawet na stanowiskach menedżerskich.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Więzienie za nielegalny przywóz dóbr kultury i nowe uprawnienia celników

Kluczowe zmiany

Unijna tarcza przeciwko złodziejom

Uzasadnienie projektu ustawy wskazuje na konieczność zapewnienia skutecznego stosowania rozporządzenia Rady (WE) nr 116/2009 z 18.12.2008 r. w sprawie wywozu dóbr kultury (Dz.Urz. UE L z 2009 r. Nr 39, s. 1) oraz rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/880 z 17.4.2019 r. w sprawie wprowadzania i przywozu dóbr kultury (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 151, s. 1).

Dotychczas, mimo że przepisy unijne teoretycznie obowiązywały, polskie organy celne miały związane ręce. Jak czytamy w uzasadnieniu: W obecnym stanie prawnym nie wszystkie przepisy rozporządzeń unijnych nakładające obowiązki na osoby przywożące do Polski lub wywożące z kraju dobra kultury mogą być stosowane, a przede wszystkim brak jest przepisów sankcjonujących stosowanie tych przepisów.

Brak sankcji karnych sprawiał, że zakazy te były martwe. Przemytnicy mogli liczyć na bezkarność, a Polska mogła być postrzegana jako miękkie podbrzusze Unii w kontekście nielegalnego handlu sztuką. Nowelizacja ma to zmienić, wprowadzając procedury umożliwiające realne prowadzenie postępowań w sprawach przywozu i wywozu, zgodnie ze standardami UE. Jest to element szerszej polityki ochrony dziedzictwa kulturowego ludzkości, szczególnie w kontekście niszczenia i grabieży zabytków na Bliskim Wschodzie.

Koniec z pamiątkami bez papierów

Nowelizacja dodaje do ustawy z 23.7.2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1292, dalej OchrZabU) nowe artykuły penalizujące nielegalny obrót. Ustawodawca wprowadza trzystopniowy system odpowiedzialności karnej, zależny od wagi naruszenia przepisów unijnych:

  1. Nielegalny przywóz – nowy art. 108b OchrZabU uderza w osoby, które przywożą na terytorium RP dobra kultury bez wymaganego pozwolenia. Za ten czyn grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. W przypadku mniejszej wagi sąd może poprzestać na grzywnie, jednak ma prawo orzec przepadek dobra kultury, nawet jeśli nie należy ono do sprawcy. Oznacza to, że kolekcjoner może stracić cenny obiekt, jeśli nie dopilnuje formalności na granicy.
  2. Kłamstwo w dokumentach surowiej karane – najsurowszą sankcję przewidziano za oszustwa papierkowe. Zgodnie z art. 108c OchrZabU, kto we wniosku o pozwolenie na przywóz lub w oświadczeniu importera podaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Jest to kara wyższa niż za sam nielegalny przywóz, co pokazuje, że ustawodawca szczególnie piętnuje próbę wprowadzenia w błąd organów celnych i konserwatorskich. Dotyczy to sytuacji, w których np. importer fałszuje historię pochodzenia obiektu, aby ukryć jego nielegalne źródło.
  3. Nadużycia przy targach sztuki – nowością jest art. 108d OchrZabU, dedykowany profesjonalnemu obrotowi na targach sztuki. Przepis ten penalizuje sytuację, w której dobra kultury zostały zwolnione z cła w ramach procedury odprawy czasowej, a następnie zgłoszone do innej procedury celnej wymaganego pozwolenia. Ma to zamknąć lukę, w której handlarze przywozili obiekty na wystawę, a potem sprzedawali je w Polsce, omijając rygory weryfikacji legalności pochodzenia. Za ten czyn również grozi do 2 lat więzienia.

W każdym z tych przypadków sąd może orzec przepadek przedmiotu, co w przypadku cennych dzieł sztuki może być karą bardziej dotkliwą niż sama sankcja karna. Ustawodawca przewidział jednak wentyl bezpieczeństwa, gdyż w wypadkach mniejszej wagi sprawca podlega jedynie grzywnie.

Uszczelnienie wywozu – 5 lat za wywóz bez zgody UE

Nowelizacja zaostrza również przepisy dotyczące wywozu dóbr z Polski poza Unię Europejską. Dotychczasowy art. 109 OchrZabU ustawy koncentrował się na zabytkach w rozumieniu polskim. Dodany ust. 1a w art. 109 rozszerza odpowiedzialność karną na wywóz „niebędącego zabytkiem dobra kultury” bez pozwolenia unijnego. Oznacza to, że nawet jeśli przedmiot nie jest wpisany do polskiego rejestru zabytków, ale spełnia unijne kryteria dobra kultury, jego wywóz bez zgody będzie przestępstwem. Sankcja jest tu surowsza, gdyż zakłada od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. To wyraźny sygnał, że ochrona dziedzictwa ma priorytet nad swobodą obrotu.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Procedura zatrzymaj i sprawdź – Nowe uprawnienia KAS

Aby te przepisy nie pozostały martwe, ustawa z 16.11.2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej (t.j. Dz. U. z 2025 r. poz. 1131; dalej: KASU) otrzymuje również nowelizację. Do art. 33 KASU dodaje się ust. 1a, który wprost upoważnia funkcjonariuszy do zatrzymania towarów w przypadku podejrzenia naruszenia przepisów o ochronie dóbr kultury.

Procedura wygląda następująco:

  1. Celnik na granicy typuje podejrzany przedmiot.
  2. Dokonuje zatrzymania towaru.
  3. Niezwłocznie powiadamia Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (WKZ) właściwego ze względu na miejsce kontroli.
  4. WKZ ma 3 dni robocze na dokonanie oględzin i wydanie opinii, czy przedmiot jest dobrem kultury wymagającym pozwolenia .

To rozwiązanie systemowe kończy z dylematami celników, którzy, nie posiadając wiedzy historycznej, często przepuszczali cenne obiekty. Teraz ciężar oceny merytorycznej spocznie na ekspertach z urzędów konserwatorskich. Jeśli konserwator potwierdzi, że doszło do naruszenia prawa, sprawa trafi na ścieżkę karną, a przedmiot zostanie zabezpieczony jako dowód rzeczowy.

Wpływ na rynek sztuki i turystów

Nowe przepisy uderzą przede wszystkim w nielegalny rynek antykwaryczny, ale mogą też dotknąć nieświadomych turystów. Osoby przywożące z egzotycznych wakacji antyki kupione na targu mogą nieświadomie popełnić przestępstwo z art. 108a OchrZabU, jeśli przedmioty te zostały wywiezione z kraju pochodzenia niezgodnie z tamtejszym prawem.

Dla profesjonalnych domów aukcyjnych i galerii oznacza to konieczność drobiazgowej weryfikacji proweniencji obiektów sprowadzanych spoza UE. Każdy import będzie musiał być poparty solidną dokumentacją, a ryzyko odpowiedzialności karnej kadry zarządzającej drastycznie wzrasta. Warto zauważyć, że ustawa definiuje dobro kultury szerzej niż potoczne rozumienie zabytku, odsyłając do definicji unijnych, co obejmuje np. zbiory zoologiczne, anatomiczne czy historyczne instrumenty naukowe.

Etap legislacyjny

Projektodawcy zależy na czasie. W uzasadnieniu czytamy, że projekt nowelizacji nie wymaga długiego vacatio legis i ma wejść w życie po upływie zaledwie 7 dni od dnia ogłoszenia.

Tak krótki termin argumentowany jest koniecznością jak najszybszego dostosowania przepisów krajowych do wymogów rozporządzenia 2019/880 oraz faktem, że przepisy unijne są już znane i stosowane bezpośrednio, a ustawa jedynie dodaje do nich aparat sankcyjny. Przedsiębiorcy i kolekcjonerzy mają więc niewiele czasu na audyt swoich planów importowych.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

SN o prawidłowym parkowaniu pojazdu na drodze dla pieszych

Opis stanu faktycznego i przebieg postępowania

Obwiniony M.M. został oskarżony o wykroczenie z art. 97 KW w zw. z art. 47 ust. 1 pkt. 2 ustawy – Prawo o ruchu drogowym (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1251; dalej: PrDrog). Według ustaleń wjechał pojazdem na drogę dla pieszych (chodnik), nie pozostawiając 1,5 metra szerokości przejścia.

Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ wyrokiem z 17.5.2024 r., II W 1883/23, uniewinnił obwinionego, argumentując, że skoro całkowita szerokość chodnika w miejscu zdarzenia nie była mniejsza niż 1,5 metra, to parkowanie było prawidłowe. Wyrok uprawomocnił się 19.6.2024 r. bez postępowania odwoławczego. Kasację na niekorzyść obwinionego wniósł Prokurator Generalny.

Stanowisko Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy uznał, że zaskarżony wyrok zapadł z rażącym naruszeniem prawa materialnego, gdyż Sąd Rejonowy pominął fakt nowelizacji przepisów PrDrog, która weszła w życie 21.9.2022 r. Zgodnie z aktualnym brzmieniem art. 47 ust. 1 pkt. 2 PrDrog dopuszcza się postój na drodze dla pieszych (jako całości), pod warunkiem, że szerokość chodnika (jako części wydzielonej wyłącznie dla pieszych) pozostawiona do ich dyspozycji jest nie mniejsza niż 1,5 m i nie utrudni to ruchu.

SN podkreślił, że pojęcia „chodnik” i „droga dla pieszych” nie są synonimami. Chodnik od 21.9.2022 r. jest przeznaczony wyłącznie dla pieszych, a postój pojazdu na drodze dla pieszych po 21.9.2022 r. jest dozwolony de facto jedynie na tzw. pasie buforowym – zgodnie z § 27 ust. 4 rozporządzenia z 24.6.2022 r. w sprawie przepisów techniczno-budowlanych (Dz.U. 2022 r. poz. 1518). Zgodnie z nowymi przepisami, na drogach dla pieszych – powstałych z przekształcenia dotychczasowych chodników, w szczególności tam, gdzie nie ma wyraźnego rozgraniczenia pomiędzy chodnikiem a pasem buforowym – po zaparkowaniu samochodu, dla wyłącznej dyspozycji pieszych należy pozostawić nie mniej niż 1,5 metra wolnego obszaru.

Dodatkowo, wymóg pozostawienia 1,5 m wolnej przestrzeni musi być oceniany przez pryzmat intensywności ruchu – przy dużym natężeniu może być wymagane pozostawienie jeszcze większej szerokości, aby nie utrudniać ruchu.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Wnioski dla praktyki

Warto przypomnieć, że gdy nowelizacja wchodziła w życie (we wrześniu 2022 r.), w mediach pojawiały się różne interpretacje co do możliwości parkowania na chodnikach. Ówczesne Ministerstwo Infrastruktury w oficjalnych komunikatach uspokajało kierowców, twierdząc, że nowe definicje mają charakter techniczny, a „zasady parkowania pozostają bez zmian”. Resort argumentował, że dopóki zachowane jest ustawowe 1,5 metra przejścia, kierowcy nie muszą obawiać się mandatów.

Analizowane orzeczenie SN kładzie jednak kres tej liberalnej wykładni. Sąd jednoznacznie wskazał, że zmiana nomenklatury – zastąpienie w przepisach o parkowaniu słowa „chodnik” pojęciem „droga dla pieszych” – przy jednoczesnym zdefiniowaniu chodnika jako miejsca przeznaczonego wyłącznie dla pieszych, było celowym zabiegiem ustawodawcy. Konieczne jest rozróżnianie poszczególnych elementów drogi dla pieszych, którymi są: chodnik, strefa buforowa i pas obsługujący.

Z wykładni SN płyną następujące konkluzje:

Wyrok SN z 20.08.2025 r., V KK 401/24 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Kto odpowiada za deepfake’i? Potrzeba zmian w prawie po wyroku TSUE

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zwrócił się do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z wnioskiem o podjęcie działań legislacyjnych mających na celu wzmocnienie ochrony przed tzw. deepfake’ami. Wystąpienie to stanowi odpowiedź na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2.12.2025 r. w sprawie Russmedia Digital i Inform Media Press, C-492/23, który doprecyzował zakres odpowiedzialności operatorów platform internetowych za dane osobowe publikowane przez użytkowników.

Sprawa dotyczyła rumuńskiego serwisu ogłoszeniowego, na którym anonimowy użytkownik opublikował ogłoszenie zawierające zdjęcia, numer telefonu oraz inne dane kobiety, przedstawiające ją jako osobę świadczącą usługi seksualne. Publikacja nastąpiła bez jej wiedzy i zgody. Pomimo usunięcia ogłoszenia przez operatora platformy na żądanie poszkodowanej, dane zostały wcześniej rozpowszechnione i nadal pozostawały dostępne w internecie.

Trybunał orzekł, że właściciel witryny internetowej może być uznany za administratora danych osobowych zawartych w ogłoszeniach publikowanych na jego platformie, jeżeli przetwarza dane osobowe poprzez ich przechowywanie i publiczne udostępnianie oraz zapewnia narzędzia umożliwiające publikację takich treści. W konsekwencji operator odpowiada za zgodność przetwarzania z przepisami rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO), w szczególności w zakresie realizacji zasady rozliczalności oraz obowiązku wdrażania odpowiednich środków organizacyjnych i technicznych.

Z opisu wyroku przedstawionego w wystąpieniu Prezesa UODO wynika również, że operator powinien ustalić, czy dane zawarte w ogłoszeniu dotyczą osoby publikującej treść, a w przypadku gdy odnoszą się do osoby trzeciej, czy publikujący dysponuje zgodą tej osoby na ich wykorzystanie. Jeżeli warunki te nie są spełnione, operator powinien uniemożliwić publikację takich danych.

Znaczenie wyroku dla odpowiedzialności platform internetowych

W ocenie Prezesa UODO wyrok TSUE ma istotne znaczenie dla oceny odpowiedzialności platform internetowych, w tym mediów społecznościowych, za dane osobowe publikowane przez użytkowników. Trybunał wskazał bowiem, że operatorzy platform przetwarzają dane osobowe poprzez ich przechowywanie i udostępnianie oraz zapewnianie narzędzi umożliwiających publikację treści, co oznacza, że nie pełnią wyłącznie funkcji technicznego pośrednika.

Interpretacja ta może oznaczać potrzebę rozważenia wdrożenia środków zapewniających zgodność publikacji danych osobowych z przepisami RODO, w szczególności w sytuacjach, gdy treści publikowane przez użytkowników zawierają dane osób trzecich. Kwestia ta ma szczególne znaczenie w kontekście rosnącej liczby przypadków publikacji materiałów generowanych z wykorzystaniem technologii sztucznej inteligencji, w tym deepfake’ów, które mogą przedstawiać osoby fizyczne w sposób nieprawdziwy lub wprowadzający w błąd.

Prezes UODO wskazał, że stanowisko Trybunału ma na celu zapewnienie możliwie szerokiej ochrony danych osobowych, w tym wizerunku, co ma szczególne znaczenie w kontekście przypadków wykorzystywania technologii sztucznej inteligencji do generowania fałszywych zdjęć lub nagrań, w tym z udziałem małoletnich, oraz zjawiska polegającego na wykorzystywaniu wizerunku znanych osób w fałszywych reklamach internetowych.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Obowiązujące regulacje krajowe i ich ograniczenia

Prezes UODO wskazał, że obowiązujące przepisy prawa polskiego zapewniają ochronę wizerunku oraz innych elementów tożsamości osoby fizycznej, jednak regulacje te nie odnoszą się wprost do specyfiki technologii deepfake. Ochrona taka wynika obecnie z różnych aktów prawnych, które regulują poszczególne aspekty ochrony praw jednostki.

Ustawa z 4.2.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 24), przewiduje obowiązek uzyskania zgody osoby na rozpowszechnianie jej wizerunku. Z Kodeks cywilny zapewnia ochronę dóbr osobistych, w tym wizerunku i głosu, umożliwiając dochodzenie roszczeń w przypadku ich naruszenia. W świetle przepisów RODO wizerunek oraz głos mogą stanowić dane osobowe, jeżeli umożliwiają identyfikację osoby fizycznej, co oznacza, że ich przetwarzanie podlega wymogom tego rozporządzenia.

Wykorzystanie deepfake’ów może być również rozpatrywane w kontekście przepisów Kodeksu karnego jako działanie wypełniające znamiona czynu zabronionego. Jak wskazał Prezes UODO, obowiązujące przepisy nie odnoszą się jednak wprost do technologii deepfake i nie przewidują szczególnych mechanizmów zapobiegania ich rozpowszechnianiu w internecie.

Znaczenie Aktu o usługach cyfrowych i planowanych zmian legislacyjnych

Zdaniem organu znaczenie dla przeciwdziałania rozpowszechnianiu nielegalnych treści mają przepisy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2065 z 19.10.2022 r. w sprawie jednolitego rynku usług cyfrowych oraz zmiany dyrektywy 2000/31/WE (akt o usługach cyfrowych) (Dz.Urz. UE L z 2022 r., Nr 277, s. 1; dalej: DSA), który odnosi się do obowiązków dostawców platform internetowych, w tym w zakresie zapewnienia szczególnej ochrony małoletnich w środowisku cyfrowym. Zgodnie z art. 28 ust. 1 DSA dostawcy platform internetowych są zobowiązani do zapewnienia wysokiego poziomu prywatności, bezpieczeństwa i ochrony małoletnich.

Na poziomie unijnym podejmowane są również działania mające na celu wzmocnienie ochrony użytkowników w środowisku cyfrowym, w tym poprzez wydanie przez Komisję Europejską wytycznych dotyczących zapewnienia wysokiego poziomu prywatności i bezpieczeństwa małoletnich oraz przyjęcie przez Europejską Radę Ochrony Danych oświadczenia w lutym 2025 r. dotyczącego zapewnienia wieku użytkowników w środowisku cyfrowym.

W celu zapewnienia skutecznego stosowania przepisów DSA w Polsce planowana jest nowelizacja ŚwiadUsłElektU. Z informacji przekazanych przez Ministra Cyfryzacji wynika, że projektowane przepisy mają przewidywać procedurę wydawania nakazów podjęcia działań przeciw nielegalnym treściom, polegających na uniemożliwieniu dostępu do takich treści przez dostawcę usługi.

Prezes UODO wskazał jednak, że planowana nowelizacja nie przewiduje regulacji skonstruowanych w sposób szczególny w celu przeciwdziałania deepfake’om, co oznacza, że może nie zapewniać pełnej ochrony prawa do prywatności i innych praw podstawowych w kontekście wykorzystania technologii sztucznej inteligencji.

Potrzeba dalszych działań legislacyjnych

W ocenie Prezesa UODO wyrok TSUE w sprawie Russmedia stanowi ważny punkt odniesienia dla dalszych działań legislacyjnych w zakresie odpowiedzialności platform internetowych za publikowane treści zawierające dane osobowe. Organ nadzorczy wskazał, że konieczne jest rozważenie rozwiązań legislacyjnych uwzględniających specyfikę deepfake’ów oraz zapewniających skuteczną ochronę osób, których dane są wykorzystywane bez ich wiedzy lub zgody.

Problem deepfake’ów był również przedmiotem prac sejmowej Komisji ds. Dzieci i Młodzieży, która poparła postulaty wzmocnienia ochrony prawnej w tym obszarze i przyjęła w tej sprawie dezyderat. Zwrócono uwagę na zagrożenia związane z publikacją nieprawdziwych materiałów, w szczególności w odniesieniu do małoletnich, których ochrona została uznana za szczególnie istotną również na gruncie przepisów RODO.

Na znaczenie działań legislacyjnych w tym obszarze wskazują także dane przedstawione w raporcie organizacji WeProtect, zgodnie z którymi w 2024 r. odnotowano istotny wzrost liczby materiałów przedstawiających seksualne wykorzystanie dzieci, wygenerowanych z wykorzystaniem technologii sztucznej inteligencji, a także wzrost liczby przypadków uwodzenia małoletnich w internecie.

W ocenie Prezesa UODO wyrok TSUE w sprawie Russmedia wskazuje na konieczność podjęcia działań legislacyjnych mających na celu zapewnienie skutecznej ochrony przed deepfake’ami oraz dostosowanie krajowego porządku prawnego do wyzwań związanych z rozwojem technologii cyfrowych i ich wpływem na ochronę danych osobowych oraz prywatność jednostki.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź