Ubezskutecznienie wyroku alimentacyjnego skargą pauliańską

Stan faktyczny

G.L. oraz B.L. zawarli z bankiem umowę pożyczki lombardowej na kwotę 17 000 000 zł oraz umowę pożyczki na kwotę 3 200 000 zł. Bank wypowiedział umowy i w 2013 r. wystawił przeciwko dłużnikom bankowe tytuły egzekucyjne, a następnie wszczął postępowanie egzekucyjne. W 2015 r. bank zbył powyższe wierzytelności na rzecz funduszu inwestycyjnego.

28.12.2012 r. G.L. zawarł z A.D. umowę w formie aktu notarialnego. G.L. zobowiązał się w umowie m.in. do uiszczania na rzecz małoletniego dziecka ze związku G.L. i A.D., alimentów w kwocie po 15 000 zł miesięcznie. Następnie A.D. wniosła przeciwko G.L. pozew o alimenty na rzecz małoletniej córki H. W pozwie A.D. żądała alimentów po 15 000 zł miesięcznie, tak jak w umowie alimentacyjnej. Dłużnik uznał to powództwo w całości. Sąd Rejonowy nie uwzględnił uznania powództwa, przeprowadził postępowanie dowodowe i wyrokiem z 24.6.2014 r. zasądził od dłużnika na rzecz jego małoletniej córki alimenty w kwocie po 4 400 zł miesięcznie za okres do 1.12.2013 r. oraz po 6 700 zł miesięcznie za okres po tej dacie i na przyszłość (wynagrodzenie zasadnicze GL wyniosło w listopadzie i grudniu 2012 r. kwotę 68 000 zł miesięcznie, zaś w styczniu, wrześniu, październiku i listopadzie 2013 r. kwotę 35 000 zł miesięcznie). Fundusz (nabywca wierzytelności banku) wniósł, w oparciu o art. 527 KC, o uznanie bezskuteczności umowy z 28.12.2012 r. o ustaleniu obowiązku alimentacyjnego ponad kwotę 800 zł miesięcznie z tytułu alimentów na rzecz dziecka. Zażądał również ubezskutecznienia wytoczenia powództwa przez A.L., uznania powództwa przez G.L., a także złożenia przez A.L. wniosku o nadanie klauzuli wykonalności wyrokowi Sądu Rejonowego. Nadto Fundusz domagał się uznania bezskuteczności, ponad kwotę 800 zł miesięcznie, wyroku Sądu Rejonowego z 24.6.2014 r., zasądzającego od dłużnika G.L. na rzecz jego małoletniej córki H.L. alimenty w kwocie po 6 700 zł miesięcznie, lecz następnie cofnął to żądanie.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Orzeczenia SO i SA

SO umorzył postępowanie w zakresie cofniętego roszczenia, a w pozostałej części oddalił powództwo. Po rozpoznaniu apelacji powoda, SA zmienił zaskarżony wyrok w punkcie drugim i trzecim w części ten sposób, że uznał za bezskuteczną wobec powoda umowę ustalenia obowiązku alimentacyjnego z 28.12.2012 r. w zakresie dotyczącym określenia pieniężnego zobowiązania dłużnika G.L. wobec małoletniej córki H.L. ponad kwotę 4 400 zł miesięcznie za okres od 27.5.2013 r. do 30.11.2013 r. oraz ponad kwotę 6 700 zł miesięcznie za okres od 1.12.2013 r., oraz za każdy kolejny miesiąc. SA wskazał, że córka G.L. uzyskała korzyść, ale tylko w zakresie kwot przekraczających wysokość alimentów ustalonych następnie na jej rzecz prawomocnym orzeczeniem sądu z 24.6.2014 r. Dodatkowo podkreślił, że w jego ocenie art. 527 KC nie znajduje zastosowania wobec czynności wytoczenia powództwa. Nie uwzględnił również żądania ubezskutecznienia czynności uznania powództwa przez G.L., a to z tego względu, że sąd, który zasądził alimenty, wydał wyrok nie z uznania, ale przeprowadził postępowanie dowodowe i m.in. w oparciu o dokonane w nim ustalenia orzekł o alimentach. Powód wywiódł skargę kasacyjną od wyroku SA.

Wyrok SN

SN oddalił skargę kasacyjną powoda. W uzasadnieniu podzielił pogląd wyrażony przez SA. W pierwszej kolejności przypomniał zasadność dopuszczalności ubezskutecznienia na drodze skargi pauliańskiej ugody sądowej dotyczącej alimentów. Ugoda sądowa, chociaż ma charakter mieszany – procesowy i materialny – niewątpliwie jest czynnością prawną. Następnie dodał, że zasadniczo dopuszczalne jest również zaskarżenie na podstawie art. 527 KC czynności dłużnika polegającej na uznaniu powództwa o zapłatę. Przytoczył orzecznictwo, w myśl którego uznanie powództwa to dyspozytywna czynność procesowa, która w istocie polega na rezygnacji z obrony procesowej przed żądaniem powoda. Co za tym idzie, czynność ta zawiera zarówno elementy oświadczenia wiedzy, jak i woli, ponieważ wiąże się z przyznaniem okoliczności faktycznych, na których opiera się pozew, oraz wyrażeniem zgody na wydanie wyroku uwzględniającego roszczenie powoda w całości lub w uznanej części. Następnie uwypuklił, że zgodnie z art. 213 § 1 KPC, sąd rozpoznający sprawę jest zasadniczo – z zastrzeżeniem wyjątków wskazanych w ww. przepisie – związany uznaniem powództwa. W takim przypadku sąd wydaje tzw. wyrok z uznania – nie gromadzi materiału dowodowego, nie dokonuje ustaleń faktycznych i nie wyrokuje stosownie do tych ustaleń i adekwatnych unormowań prawa materialnego. Następnie Sąd Najwyższy wyeksponował odmienność stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy. W toku postępowania, w którym ustalono wysokość alimentów na rzecz córki G.L., nie został wydany tzw. wyrok z uznania. SR nie uwzględnił uznania powództwa przez G.L., jednak zainicjował postępowanie dowodowe, dokonał oceny zgromadzonych dowodów, a następnie na ich podstawie ustalił stan faktyczny i wydał wyrok, w którym wprawdzie ustalił alimenty na rzecz córki G.L., jednak dokonał tego niezależnie od uznania powództwa przez G.L.. Wobec tego SN stwierdził, że fundusz domaga się w istocie ubezskutecznienia wyroku sądowego (wyroku, w którym ustalono wysokość alimentów na rzecz córki G.L.), co nie jest możliwie po myśli art. 527 KC, który odnosi się wyłącznie do czynności materialnoprawnych.

Komentarz

Omawiany wyrok SN rozstrzyga kolejne zagadnienie związane z praktyką stosowania actio Pauliana. W uzasadnieniu słusznie – w szczególności z uwagi na brzmienie art. 527 § 1 KC – przyjęto, że niedopuszczalne jest skierowanie skargi pauliańskiej przeciwko wyrokowi sądu powszechnego, bowiem orzeczenie to nie mieści się w desygnatach pojęcia „czynności prawnej dłużnika”. Niemniej, trzeba zwrócić uwagę, że skutkiem powyższego zapatrywania jest stan, w którym ochrona wierzyciela przed ustaleniem zbyt wysokiej, „sztucznej” wysokości świadczeń alimentacyjnych, do których pokrywania zobowiązany będzie jego dłużnik, uzależniona jest od rzetelności prowadzenia postępowania sądowego kończącego się ustaleniem wysokości świadczeń alimentacyjnych (w którym to postępowaniu, w razie działania z chęcią pokrzywdzenia wierzyciela, zarówno domagający się alimentów, jak i zobowiązany, będą dążyć do zmaksymalizowania ich wysokości). Innymi słowy, chociaż z uwagi na obecne brzmienie przepisów trudno nie zgodzić się z kierunkiem rozstrzygnięcia SN, to powyższe eksponuje trudną sytuację wierzyciela (związaną z przyznaniem alimentom pierwszeństwa w egzekucji), którego dłużnik zobowiązany jest do świadczenia alimentów na podstawie wyroku sądu, który nie został wydany z tzw. uznania, a który to został formalnie poprzedzony przeprowadzeniem postępowania dowodowego, dokonaniem na jego podstawie ustaleń faktycznych i oceną merytoryczną sądu.

Wyrok SN z 8.4.2025 r., II CSKP 185/23, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Ustawa o sztucznej inteligencji wciąż w fazie projektu

Ustawa o AI – projektowany zakres regulacji i kontekst unijny

Rządowy projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji (nr druku: UC71) ma za zadanie uregulowanie krajowego stosowania przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (Dz.Urz. UE L z 2024 r. s. 1689; dalej: AI Act). Ustawa ma charakter wykonawczy i wdrożeniowy – jej głównym celem jest ustanowienie struktury organizacyjnej służącej do krajowego egzekwowania unijnego prawa. Przepisy projektowanej ustawy mają obejmować wyznaczenie organów właściwych, ustalenie procedur nadzorczych oraz uregulowanie obowiązków po stronie podmiotów rozwijających i stosujących AI.

W tym miejscu należy jednak wskazać, że proces legislacyjny uległ istotnemu opóźnieniu. Choć AI Act zaczął obowiązywać 1.8.2024 r., a większość jego przepisów, w tym dotyczących systemów wysokiego ryzyka oraz mechanizmów sankcyjnych, ma zacząć być stosowana od 2.8.2025 r., Polska nie przyjęła jeszcze ustawy wykonawczej. Projekt nadal znajduje się na etapie przygotowawczym, a jego formalne wniesienie do Sejmu – według stanu na lipiec 2025 r. – nie nastąpiło. Oznacza to, że istnieje realne ryzyko, iż krajowy system nadzoru nad AI nie zostanie uruchomiony w pełnym zakresie przed wejściem w życie kluczowych przepisów AI Act.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Powołanie Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRiBSI)

Projekt przewiduje utworzenie krajowej struktury wdrożeniowej i nadzorczej, której centralnym elementem ma być Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRiBSI). Komisja ta, jako krajowy organ nadzoru rynku w rozumieniu art. 74 ust. 8 AI Act, zostanie wyposażona nie tylko w kompetencje doradczo-opiniodawcze, lecz także w szereg uprawnień wykonawczych. Do jej zadań należeć będzie m.in. prowadzenie postępowań administracyjnych, wydawanie decyzji i postanowień w indywidualnych sprawach, nakładanie sankcji administracyjnych za naruszenia przepisów oraz koordynacja nadzoru nad systemami sztucznej inteligencji w Polsce. KRiBSI będzie również obsługiwać krajowy punkt kontaktowy, do którego obywatele i podmioty będą mogli kierować zgłoszenia dotyczące naruszeń przepisów AI Act. Ponadto Komisja uzyska kompetencje do opracowywania wytycznych i zaleceń dotyczących stosowania przepisów ustawy, wspierania interpretacji prawa, promowania dobrych praktyk oraz koordynowania testowania innowacyjnych rozwiązań w ramach piaskownic regulacyjnych.

System rozproszonego nadzoru i rola organów sektorowych

W projekcie ustawy przyjęto model rozproszonego nadzoru, oparty na strukturze istniejących organów administracji publicznej. Oznacza to, że nie zostanie utworzony nowy centralny urząd dedykowany wyłącznie nadzorowi nad AI. Zamiast tego odpowiedzialność za egzekwowanie przepisów AI Act ma zostać powierzona organom już funkcjonującym, których kompetencje zostaną rozszerzone o kwestie związane z oceną zgodności, kontrolą i sankcjami wobec systemów AI.

Rozwiązanie to wpisuje się w szerszą tendencję decentralizacji nadzoru technologicznego, jednak – jak zauważa się w analizach legislacyjnych – wymaga nie tylko zmian kompetencyjnych, lecz także istotnego wzmocnienia zasobowego. W przypadku opóźnień we wdrażaniu ustawy oraz braku wystarczającego przygotowania organów sektorowych, może dojść do luki nadzorczej, w której funkcjonujące na rynku systemy AI nie będą podlegały realnej kontroli ani egzekucji zgodności z unijnymi przepisami.

Obowiązki dostawców i użytkowników systemów AI

Projekt przewiduje nałożenie szeregu obowiązków na podmioty dostarczające oraz wdrażające systemy sztucznej inteligencji, w szczególności zaklasyfikowane jako systemy wysokiego ryzyka. Obowiązki te obejmują m.in. konieczność rejestracji w unijnym rejestrze, prowadzenie dokumentacji technicznej, zapewnienie nadzoru człowieka nad systemem, a także monitorowanie skutków jego działania po wdrożeniu. Systemy te muszą zostać zaprojektowane w sposób przejrzysty, możliwy do audytu oraz zapewniający identyfikowalność podejmowanych decyzji.

W projekcie przewidziano również odpowiedzialność po stronie użytkowników – nie tylko w zakresie operacyjnego nadzoru nad systemami, lecz także w odniesieniu do zapewnienia odpowiednich kwalifikacji i przeszkolenia personelu korzystającego z AI. Ustawodawca zakłada, że zgodność systemu z przepisami nie kończy się w momencie jego wdrożenia, lecz wymaga bieżącego zarządzania ryzykiem oraz odpowiedzialnego modelowania procesów decyzyjnych.

Powiązania z systemem ochrony danych osobowych

W kontekście ochrony danych osobowych projektowana ustawa wyraźnie przewiduje ścisłą współpracę z Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Systemy AI bardzo często operują na danych osobowych, nierzadko w sposób zautomatyzowany i oparty na profilowaniu. W świetle rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L 2016 Nr 119, s. 1; dalej: RODO), działania te muszą być poddane szczególnej kontroli, zwłaszcza gdy mogą prowadzić do skutków prawnych lub istotnie wpływać na sytuację osoby fizycznej.

Z tego względu ustawa zakłada obowiązek współdziałania między organami AI a Prezesem UODO, w tym konsultowanie projektów wdrożeń systemów wysokiego ryzyka, które mogą rodzić istotne ryzyko naruszenia prywatności. Ma to zapewnić spójność działań nadzorczych oraz zagwarantować, że zgodność z AI Act nie będzie interpretowana w oderwaniu od istniejących regulacji o ochronie danych.

Sankcje, środki nadzorcze i luka w egzekucji

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje opóźnienie w implementacji przepisów wykonawczych przewidzianych w AI Act. Choć rozporządzenie unijne określa, że przepisy dotyczące systemów wysokiego ryzyka i związanych z nimi sankcji mają być stosowane od 2.8.2025 r., Polska – według stanu na lipiec 2025 r. – nie zakończyła prac nad ustawą krajową. W praktyce oznacza to, że system egzekwowania przepisów, w tym mechanizmy kontrolne i sankcyjne, nie będą gotowe na czas.

Projekt ustawy w obecnym brzmieniu zawiera ogólne odniesienie do sankcji administracyjnych i mechanizmów nadzorczych, jednak ich praktyczne zastosowanie będzie możliwe dopiero po uchwaleniu i wejściu w życie ustawy. Do tego czasu, mimo formalnego obowiązywania AI Act, polskie organy nadzorcze mogą nie dysponować narzędziami do jego egzekwowania. To istotne wyzwanie nie tylko z punktu widzenia efektywności prawa, lecz także ochrony praw obywateli wobec technologii wykorzystywanej przez administrację, pracodawców, czy instytucje finansowe.

Wnioski i perspektywy

Projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji to krok w kierunku uregulowania jednego z najbardziej dynamicznych obszarów współczesnego prawa technologicznego. Niemniej jednak opóźnienia legislacyjne oraz strukturalne wyzwania związane z rozproszonym modelem nadzoru mogą utrudnić skuteczne wdrożenie unijnych standardów w Polsce. Jeżeli ustawa nie zostanie uchwalona i wdrożona przed 2.8.2025 r., realna egzekucja przepisów AI Act może być utrudniona lub niemożliwa, co narazi Polskę na ryzyko niewypełnienia obowiązków wynikających z prawa UE.

Dla sektora publicznego i prywatnego oznacza to konieczność samodzielnego przygotowania się na nowe regulacje – poprzez analizę ryzyk, aktualizację wewnętrznych procedur, przeszkolenie personelu oraz ocenę stosowanych narzędzi AI. W przeciwnym razie, zarówno dostawcy, jak i użytkownicy systemów sztucznej inteligencji mogą zostać zaskoczeni nie tylko nowymi wymogami, lecz także ryzykiem sankcji, gdy krajowy nadzór zostanie ostatecznie ustanowiony.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Karne wydatki mogą być kosztem

Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) wydał ważny wyrok dotyczący prawa do kosztów podatkowych. Po raz kolejny uznał, że kary umowne za nieterminową realizację usług są automatycznie wyrzucone z kosztów uzyskania przychodu firmy, która musi je zapłacić.

Przegrany wyścig

Spór dotyczył kontraktu na usługi serwisowe dla systemu informatycznego. We wniosku o interpretację świadcząca je spółka wyjaśniła, że realizacja usługi była obwarowana terminami. Dotyczyły one czasu reakcji i rozwiązania problemów. Co istotne, umówiła się z kontrahentem, że zapłaci karę umowną za opóźnienia w realizacji usługi. Zgodnie z umową był to 1 proc. miesięcznego wynagrodzenia brutto za każdą godzinę opóźnienia w stosunku do terminów dla czasu reakcji oraz czasu rozwiązania.

Niestety, okazało się, że zamawiający dopatrzył się takich opóźnień. Ustalił, że od 1 grudnia 2017 r. do 31 lipca 2020 r. w przypadku aż 289 zgłoszeń czas reakcji wydłużył się w sumie o ponad 18 tys. godzin. Zamawiający postanowił skorzystać z opcji przewidzianej w umowie. Podliczył spółkę za opóźnienia i zażądał od niej ponad 3,3 mln zł kar umownych.

Spółka starała się kwestionować zasadność ich naliczenia. Broniła się, że w trakcie trwania umowy korzystała z systemu obsługi zgłoszeń zamawiającego, który dawał ograniczone możliwości w zakresie poprawnej klasyfikacji zgłoszeń. Chodziło o priorytet, faktyczną datę rozwiązania i przyczyny problemu. Spółka przekonywała, że przyczyny wielu błędów były niezależne od niej. Problemy wynikały z bardzo dużej złożoności systemu i wolumenu przetwarzanych danych, a także m.in. awarii na poziomie macierzy dyskowych. W przypadku problemów na poziomie infrastruktury liczba przekazywanych zgłoszeń była niemożliwa do obsłużenia przez dostępny zespół serwisowy. Wnioskodawca nie odpowiadał za przyczynę problemu, której konsekwencją była bardzo duża liczba zgłoszeń wymaganych do obsłużenia w krótkim czasie.

Ta argumentacja częściowo przekonała zamawiającego, ale zupełnie rachunku za opóźnienia nie wyzerowała. Ostatecznie kontrahenci porozumieli się co do rozwiązania problemu na przyszłość, a co do samych kar umownych, to zgodzili się na 900 tys. zł. Ale pojawił się problem podatkowy. Spółka zapytała więc fiskusa, czy kara umowna za opóźnienie w świadczeniu usług i realizacji zgłoszeń zgodnie z przyjętymi terminami zapłacona przez nią na rzecz kontrahenta stanowi koszt uzyskania przychodu?

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Naciąganie wyjątku

Fiskus kategorycznie zaprzeczył. Zasłonił się art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT, zgodnie z którym nie uważa się za koszty kar umownych i odszkodowań z tytułu wad dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoki w dostarczeniu towaru wolnego od wad albo zwłoki w usunięciu wad towarów albo wykonanych robót i usług.

W ocenie urzędników wszelkie odszkodowania i kary umowne z wymienionych w tym przepisie tytułów nie mogą zostać zaliczone do kosztów. I to niezależnie, czy są one skutkiem szkody powstałej w następstwie winy czy nie. Wystarczającą przesłanką wyrzucenia wydatku z kosztów w tym przypadku jest wystąpienie odpowiedzialności zobowiązanego za opóźnienie czy zwłokę, która może wynikać z ustawy lub ze stosunku obligacyjnego łączącego strony.

Podatniczka zaskarżyła interpretację, ale w pierwszej instancji przegrała. Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie zgodził się z fiskusem, że sporne należności nie mogą być kosztem skarżącej. Nie miał bowiem wątpliwości, że inna wykładnia prowadziłaby do bezpodstawnego obciążania Skarbu Państwa kosztami związanymi z nieterminowym wykonaniem umów przez firmy, co jest związane z ryzykiem prowadzonej działalności gospodarczej. Jak tłumaczył WSA, skoro prawodawca wprost wyłączył możliwość zaliczenia spornych kar w ciężar kosztów na mocy konkretnego przepisu, tj. art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT, to nie jest dopuszczalne podatkowe ich rozliczanie w oparciu o ogólną zasadę z art. 15 ust. 1 ustawy.

Ostatecznie do diametralnie innych wniosków doszedł jednak NSA. Nie zgodził się, że pojęcie wady należy interpretować szeroko według znaczenia potocznego i kary umowne za opóźnienia w realizacji usług są objęte wyjątkiem z art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT.

Ugruntowana linia

NSA podtrzymał swoją dotychczasową linię orzeczniczą, że na gruncie art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT wyłączeniem objęte są tylko te kary umowne, które są w nim wyraźnie wymienione. W ocenie sądu przepis ten należy interpretować ściśle. I skoro jest w nim odwołanie do kar umownych z tytułu wad towarów czy usług, to należy wykładać je zgodnie z kodeksem cywilnym.

Dlatego gdy chodzi o kary w opóźnieniu w wykonaniu usługi czy realizacji dostawy, to, skoro nie są one wymienione w spornej regulacji, nie są też z automatu wyłączone z kosztów. W konsekwencji, jak tłumaczyła sędzia NSA Aleksandra Wrzesińska-Nowacka, należy je oceniać pod kątem możliwości zaliczenia do kosztów na zasadach ogólnych. Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: II FSK 1357/22

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Maciej Kordalewski

doradca podatkowy, partner w KPI TAX Sp. z o.o.

Komentowana sprawa potwierdza długotrwałe problemy interpretacyjne dotyczące kar umownych w kontekście kosztów uzyskania przychodów. Przepisy regulujące tę materię wielokrotnie już demonstrowały, że generują znaczące rozbieżności w orzecznictwie i praktyce organów podatkowych. Naczelny Sąd Administracyjny słusznie podkreślił, że art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT nie stanowi automatycznego wyłączenia kar umownych z kosztów podatkowych. Każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny przez pryzmat ogólnej definicji kosztu uzyskania przychodów z art. 15 ust. 1 ustawy o CIT, uwzględniającej przede wszystkim związek przyczynowo-skutkowy z osiąganymi przychodami. Praktyka pokazuje jednak, że organy podatkowe stosują art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT nadmiernie ekstensywnie. A to prowadzi zaś do nieuzasadnionego ograniczania prawa podatników do zaliczania uzasadnionych wydatków do kosztów. Dlatego ustawodawca powinien rozważyć precyzyjniejsze uregulowanie tej kwestii, aby wyeliminować obecne niepewności prawne i zapewnić jednolitość interpretacji.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Publikacja protestów wyborczych a dane osobowe – interwencja Prezesa UODO

Stan faktyczny

Pismem z 4.7.2025 r., DKN.5101.195.2025, Prezes UODO zwrócił się do Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego o wyjaśnienia dotyczące publikacji na stronie internetowej SN oraz w serwisie społecznościowym X treści protestów wyborczych, sporządzanych odręcznie przez obywateli. W szczególności zaniepokojenie Organu nadzorczego wzbudziło:

Prezes UODO, powołując się na art. 58 ust. 1 lit. a) i e) rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO), zwrócił się do SN z żądaniem udzielenia odpowiedzi w terminie 14 dni na następujące pytania:

  1. Z jakich powodów na stronie internetowej Sądu opublikowano dokumenty stanowiące zanonimizowaną treść protestów wyborczych, które były sporządzane odręcznie przez obywateli RP, biorąc pod uwagę możliwość identyfikacji osoby na podstawie charakteru pisma?
  2. Czy opracowano i wdrożono procedurę anonimizacji treści dokumentów publikowanych na stronie internetowej oraz w mediach społecznościowych, a jeśli tak – czy uwzględnia ona zasady uniemożliwiające rozpoznanie autora protestu?
  3. Czy w opracowywaniu procedury anonimizacji uczestniczył Inspektor Ochrony Danych, lub czy została ona przez niego zaopiniowana?
  4. Jakie zasady zawarte są w przyjętej procedurze anonimizacji, w szczególności dotyczące okoliczności, sposobu oraz katalogu danych podlegających ukryciu?
  5. Jakie zasady obowiązują w zakresie udostępniania treści zawierających dane osobowe na stronach internetowych oraz w mediach społecznościowych administratora?

Organ oczekuje także dowodów potwierdzających skuteczne zabezpieczenia zapobiegające identyfikacji osób fizycznych.

Stan prawny

Podstawą interwencji Prezesa UODO jest art. 58 ust. 1 lit. a) i e) RODO, który przyznaje organowi nadzorczemu uprawnienie do nakazania administratorowi udzielenia wszelkich informacji niezbędnych do realizacji jego zadań oraz prowadzenia postępowań wyjaśniających. Kluczowe znaczenie mają tu również definicje „danych osobowych” oraz „identyfikowalności osoby fizycznej” (art. 4 pkt 1 RODO).

W świetle orzecznictwa TSUE (np. wyrok z 20.12.2017 r., C-434/16, Nowak, Legalis; z 19.10.2016 r., C-582/14, Breyer, Legalis) oraz krajowych interpretacji, dane umożliwiające zidentyfikowanie osoby bezpośrednio lub pośrednio, nawet w sposób nieoczywisty (np. po charakterze pisma, kontekście treści czy innych cechach dokumentu), uznawane są za dane osobowe.

W tym kontekście protesty wyborcze, mimo że formalnie zanonimizowane (tj. bez wskazania imienia i nazwiska), mogą nadal stanowić dane osobowe, jeżeli możliwe jest ustalenie tożsamości autora dokumentu – np. przez znajomość jego charakteru pisma lub treści pozwalające na jego powiązanie z konkretną sytuacją życiową.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Podsumowanie

Pismo Prezesa UODO w sprawie publikacji protestów wyborczych przez Sąd Najwyższy wpisuje się w szerszy trend zaostrzania standardów anonimizacji dokumentów udostępnianych publicznie. Organy publiczne, w tym sądy, powinny zrewidować swoje praktyki pod kątem ryzyka niezamierzonego ujawnienia danych osobowych w dokumentach pozornie zanonimizowanych. Niewystarczająca anonimizacja może skutkować naruszeniem przepisów RODO i pociągnięciem do odpowiedzialności administratora danych.

Komentarz

Sprawa podniesiona przez Prezesa UODO unaocznia istotny problem związany z publikacją dokumentów procesowych w internecie i mediach społecznościowych, w szczególności w kontekście ich ręcznego charakteru. Nawet w przypadku anonimizacji formalnej (usunięcia danych bezpośrednio identyfikujących), możliwe jest, że cechy indywidualne pisma lub specyfika treści umożliwią identyfikację osoby fizycznej, co oznacza, że dokument nadal podlega reżimowi RODO.

Prezes UODO zasadnie wskazuje na konieczność zapewnienia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych w celu zanonimizowania treści w sposób uniemożliwiający identyfikację osoby, np. przez zastosowanie transkrypcji, rezygnację z publikowania skanów odręcznych dokumentów lub ich cyfrowe „oczyszczenie”. Szczególnie niepokojąca z punktu widzenia ochrony danych wydaje się być publikacja fotografii akt sądowych na platformach społecznościowych, gdzie kontrola nad dalszym rozpowszechnianiem treści jest ograniczona.

Jeśli SN nie wdrożył odpowiedniej procedury anonimizacji lub nie uzyskał opinii Inspektora Ochrony Danych, może narazić się na zarzut naruszenia zasad przetwarzania danych osobowych, w tym zasady minimalizacji i ograniczenia celu (art. 5 ust. 1 lit. b) i c) RODO).

Sprawa ta może również mieć szersze znaczenie dla sądów powszechnych, organów administracji publicznej i innych instytucji publikujących dokumenty pochodzące od obywateli – w tym petycje, skargi, wnioski czy interwencje – które zawierają treści tworzone odręcznie. W każdym z tych przypadków kluczowe będzie ustalenie, czy zastosowane środki techniczne i organizacyjne rzeczywiście eliminują możliwość identyfikacji osoby fizycznej.

Pismo Prezesa UODO z 4.7.2025 r., DKN.5101.195.2025

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Prawo musi sprzyjać megaprojektom

Decyzja urzędnika niskiej rangi w sprawie małego motyla może zablokować wielką inwestycję popieraną przez rząd. To nie fikcja, to prawdziwe przypadki. Na podobne przeszkody zwracają uwagę członkowie Rady Legislacyjnej „Rz”. Wskazują, że nadmiar przepisów, często sprzecznych ze sobą, a także braki fachowej kadry urzędniczej są barierami dla wielkich inwestycji o znaczeniu dla całego kraju. Bo budowa elektrowni jądrowej, portów lotniczych czy kolei dużych prędkości to nie tylko fantazje, ale wręcz konieczność, jeśli Polska chce pozostać w gronie rozwiniętych państw Europy i świata.

Chaos prawny

Członkowie Rady dostrzegają, że dotychczas rządzący próbowali usprawniać różne procedury budowlane czy środowiskowe, tworząc specjalne ustawy dotyczące konkretnych inwestycji. Mamy zatem takie akty o elektrowni jądrowej, Centralnym Porcie Komunikacyjnym oraz kilka innych.

Jednak Rada zgodnie wskazuje, że stworzyło to chaos prawny, bo dla każdego takiego przedsięwzięcia stworzono nieco inne procedury i warunki wydawania decyzji. Dlatego członkowie Rady sugerują, by stworzyć raczej jedną ramową ustawę, która uprości i ujednolici tryb postępowania dla inwestycji o znaczeniu strategicznym. Powinna ona przewidywać wydawanie zintegrowanych pozwoleń dla inwestorów, dotyczących równocześnie spraw budowlanych, środowiskowych i wielu innych.

Eksperci przestrzegają jednak, że sama taka ustawa nie musi rozwiązać problemów z realizacją wielkich inwestycji, jeśli będzie źle skonstruowana lub opacznie stosowana. Jako przykład podają podobną ustawę obowiązującą od trzech dekad w Niemczech.

– Pod rządami tej ustawy budowa lotniska w Berlin-Brandenburg przedłużyła się wielokrotnie, a koszt był znacząco wyższy. Za to inwestycja Tesli w Brandenburgii powstała w 2,5 roku, czyli szybciej niż wiele innych. Tu pomogła sprawność podejmowania decyzji oraz zainteresowanie rządu kanclerz Angeli Merkel – zauważa dr Paweł Kuglarz z Instytutu Allerhanda.

Sugeruje on, że polska ramowa ustawa inwestycyjna mogłaby rozwiązać wiele pojawiających się dziś biurokratycznych problemów, w tym bezwład decyzyjny niektórych organów.

– Wiele inwestycji odwleka się w czasie z powodu niewydawania decyzji przez Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska – mówi dr Kuglarz.

W dyskusji członków Rady wziął też udział Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rz”. Przytoczył on przykład z USA, gdzie też stworzono specjalne prawo, które miało ułatwić budowę fabryki chipów. – Do tej ustawy włączono cały bagaż przepisów socjalnych i równościowych, w wyniku czego procedury wcale się nie uprościły, a inwestycji to zaszkodziło – wspominał Szułdrzyński.

Dobre praktyki

Usprawnieniu złożonego procesu inwestycyjnego mogłoby pomóc też powołanie centralnej instytucji, korzystającej z wiedzy i doświadczenia osób, które już budowały autostrady czy elektrownie. Jest o tym przekonany Marcin Krakowiak, radca prawny i partner w DZP, szef Praktyki Infrastruktury i Energetyki w tej kancelarii. Jego zdaniem taka instytucja do spraw projektów transformacyjnych powinna wykorzystać zasoby już istniejących agend państwowych, jak np. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.

– Agencja dzieliłaby się tymi doświadczeniami z innymi podmiotami, a to pozwoliłoby na upowszechnienie wzorców dla urzędników i całej strony publicznej inwestycji – twierdzi ekspert.

Przyspieszeniu procesu inwestycyjnego, zresztą nie tylko w przypadku wielkich inwestycji, mogłoby służyć też opracowanie kodeksu dobrych praktyk, związanych z realizacją kompleksowych przedsięwzięć. – Warto powołać zespół ekspertów, który by na jego podstawie wspomagał różne organy w podejmowaniu decyzji. Być może taką rolę należałoby przyznać ośrodkom naukowo-badawczym, w których już mamy takich ekspertów – twierdzi dr Paweł Kuglarz.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Rewizja przepisów

Aby usprawnić realizację wielkich projektów (a także tych mniejszych), potrzebne są też zmiany w już istniejących ustawach. Członkowie Rady wskazują tu m.in. przepisy dotyczące ochrony przyrody. Wprawdzie ich cel jest słuszny, ale często bywają one źle rozumiane. Zauważają, że wiele inwestycji zajmuje setki lub wręcz tysiące hektarów, ale gdy na ledwie kilku tych hektarach jest siedlisko chronionego motyla czy chomika – inspektor ochrony środowiska potrafi zablokować całą inwestycję.

– Cenna byłaby też rewizja przepisów dotyczących udziału organizacji społecznych w procedurach związanych z ekologią. Nie można oczywiście odmawiać im udziału, ale niech będą to organizacje reprezentatywne – postuluje Marcin Krakowiak.

Wśród innych pomysłów na usprawnienie inwestycji Rada wskazuje też na zmiany w przepisach o zamówieniach publicznych. Jej eksperci postulują przyznanie Urzędowi Zamówień Publicznych większej niż dziś niezależności. Pojawiła się też propozycja, by urząd ten mógł wydawać wiążące interpretacje przepisów o zamówieniach publicznych. Takie indywidualne interpretacje, podobnie jak w prawie podatkowym, odnosiłyby się do konkretnej sytuacji danego inwestora i zapewniałyby mu pewność, że prawo nie zostanie zastosowane ze szkodą dla niego.

Członkowie Rady podkreślają też, że przyszłe przepisy i praktyka powinny się skupiać na promowaniu polskich firm w kontraktach na krajowe inwestycje, także te największe. Dziś krajowe firmy są głównie podwykonawcami zagranicznych gigantów. Wiedzą wprawdzie, jak budować, ale same nie mają na tyle własnego kapitału i zdolności finansowej, by móc realizować inwestycje o wartości wielu miliardów złotych. Tworzenie takich „narodowych czempionów” zdolnych być głównymi wykonawcami wielkich inwestycji wymaga jednak lat ich rozwoju i to w warunkach sprzyjających zdobywaniu doświadczeń i akumulacji kapitału.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Piotr Podgórski

członek zarządu Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl

Trzeba powiedzieć stanowcze „nie” praktyce uchwalania specustaw dotyczących pojedynczych dużych projektów inwestycyjnych. Powoduje to chaos w systemie prawnym, polegający na niepotrzebnym mnożeniu różnych procedur, co prowadzi do fragmentacji i erozji prawa. Potrzebna jest jedna ramowa ustawa o realizacji inwestycji o znaczeniu strategicznym, która kompleksowo regulowałaby całość spraw związanych z wielkimi przedsięwzięciami. Cenne byłoby też wprowadzenie dla takich przypadków zintegrowanych pozwoleń inwestycyjnych zamiast licznych zgód środowiskowych, pozwoleń budowlanych itp. To znacząco usprawniłoby proces inwestycyjno-budowlany. Postuluję, aby również w innych sprawach, dotyczących nie tylko wielkich projektów, stosować tzw. milczącą zgodę w przypadku braku podjęcia decyzji w terminie określonym przepisami prawa.

Oprócz rozwiązań prawnych konieczne są też intensywne szkolenia dla urzędników zaangażowanych w proces inwestycyjny, a także cyfryzacja całego tego procesu.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Marek Kowalski

przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich

Konieczna jest zmiana pozycji ustrojowej prezesa Urzędu Zamówień Publicznych – zresztą nie tylko z przyczyn związanych z wielkimi inwestycjami. Dziś reprezentuje on wyłącznie stronę zamawiającą, co nie sprzyja polskim wykonawcom. A przecież z realizacji zamówienia publicznego powinni być zadowoleni wszyscy, nie tylko państwo. Stanowisko Prezesa UZP powinno być kadencyjne, a większa rola powinna przypaść Radzie Zamówień Publicznych. Grupuje ona osoby z dużym doświadczeniem, które w praktyce nie jest w pełni wykorzystywane.

Wszelkie zmiany w prawie i praktyce powinny dążyć do wzmocnienia polskich firm budowlanych. Dziś bowiem mają know-how, ale żadna z nich nie dysponuje takim potencjałem finansowym, by zrealizować inwestycje powyżej 1 mld zł. To da się osiągnąć stopniowo, zapewniając coraz większy udział rodzimych przedsiębiorców w realizacji dużych projektów inwestycyjnych. Jednym ze sposobów na to byłoby stosowanie kryterium śladu węglowego. Budowa w Polsce z wykorzystaniem rodzimych firm i surowców oznacza krótsze łańcuchy dostaw i mniej kosztów transportu, a zatem mniejszy ślad węglowy.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr Łukasz Bernatowicz

prezes Związku Pracodawców BCC

Aby w trakcie realizacji wielkich projektów inwestorzy nie byli nieprzyjemnie zaskakiwani biurokratycznymi przeszkodami, należy zmienić dzisiejsze prawo budowlane, które nie przystaje do wielkich projektów. Takie przedsięwzięcia przekraczają swoim zasięgiem granice gmin, powiatów, a nawet województw. Realizacja takich inwestycji wymaga doprowadzenia wody, energii elektrycznej czy budowy dróg. Dlatego cenne byłyby zintegrowane pozwolenia, a także planowanie w skali makro. Można by w polskim prawie wykorzystać elementy standardowych warunków kontraktowych FIDIC. Warto stosować też politykę wspierania polskich inwestorów, by przy tej okazji wykreować rodzimych czempionów rynku budowlanego.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Jacek Cieplak

wiceprezes Pracodawców RP

Kluczowe jest uproszczenie procedur legislacyjnych i administracyjnych w taki sposób, aby możliwe było szybkie i sprawne realizowanie wielkich projektów inwestycyjnych. Obecny model, oparty na specustawach dotyczących poszczególnych inwestycji, nie zdaje egzaminu. Potrzebujemy ogólnych przepisów, które będą skutecznie wspierać realizację różnych typów przedsięwzięć – niezależnie od tego, czy chodzi o elektrownie jądrowe, lotniska czy infrastrukturę drogową. Takie rozwiązania pozwolą znacząco przyspieszyć procesy i zwiększyć udział polskich przedsiębiorców w realizacji kluczowych inwestycji.

Zmiany powinny jednak wykraczać poza samą legislację. Potrzebujemy spójnej, długofalowej strategii państwa w zakresie megaprojektów – odpornej na zmiany polityczne i wspieranej szerokim konsensusem. Dobrym miejscem do jej wypracowania jest Rada Dialogu Społecznego, która łączy rząd, pracodawców i związki zawodowe.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Rentierzy mieszkań tracą zwolnienie z VAT

Zgodnie z art. 113 ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), zwalnia się od podatku sprzedaż dokonywaną przez podatnika posiadającego siedzibę działalności gospodarczej na terytorium kraju, u którego wartość sprzedaży nie przekroczyła w poprzednim ani bieżącym roku podatkowym kwoty 200 tys. zł. W świetle art. 113 ust. 2 VATU, do wartości sprzedaży nie wlicza się m. in. odpłatnej dostawy towarów i odpłatnego świadczenia usług, zwolnionych od podatku na podstawie art. 43 ust. 1 VATU, z wyjątkiem m.in. transakcji związanych z nieruchomościami, jeżeli czynności te nie mają charakteru transakcji pomocniczych. Z kolei zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt. 36 VATU, zwalnia się z VAT najem lokali na cele mieszkaniowe.

Ww. przepisy tworzą ciekawą zbitkę norm prawnych, idealną dla celów dydaktyki młodych adeptów prawa podatkowego. Mamy tu kilka fundamentalnych kwestii do ustalenia. Po pierwsze – czy najem kilku mieszkań może stanowić działalność gospodarczą opodatkowaną VAT? A jeśli tak, to czy sam w sobie może korzystać ze zwolnienia z VAT? Dalej, jeśli tak, to czy wartość takich czynności wchodzi do limitu zwolnienia 200 tys. zł (kryterium pomocniczości)? A jeśli tak – czy wpływa na status podatnika VAT świadczącego jeszcze inne usługi? Dużo pytań, a odpowiedzi przynosi tzw. samo życie. Niejeden podatnik przekonał się o tym na własnej skórze, niektórzy zdążyli jeszcze zapisać się w przepastnych archiwach interpretacji indywidualnych Dyrektora KIS. Spójrzmy więc na taką oto historię.

Czego dotyczyła sprawa?

Wnioskodawca sam siebie przedstawił we wniosku jako ojca czwórki dzieci, posiadacza kilku nieruchomości i podobnej liczby kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich, za które zostały owe nieruchomości zakupione. Lokale są przeznaczone na cele mieszkaniowe i są wynajmowane osobom prywatnym. Przychody z najmu prywatnego, osiągnięte w 2023 r., wyniosły po stronie wnioskodawcy ponad 280 tys. zł. Zostały one rzecz jasna opodatkowane, w sposób zryczałtowany.

Co ważne, wnioskodawca prowadzi także jednoosobową działalność gospodarczą jako programista. Z działalności tej przychody w 2023 r. wynosiły po stronie wnioskodawcy nieco ponad 150 tys. zł. W związku z tym nie posługujemy się tu określeniem „podatnik” – wnioskodawca korzysta bowiem ze zwolnienia z art. 113 ust. 1 VATU (obrót niższy niż 200 tys. zł rocznie).

Urząd Skarbowy „połączył” jednak zdaniem wnioskodawcy przychody wnioskodawcy z najmu mieszkań oraz przychody z usług IT i nakazał rejestrację do VAT i wyliczenie podatku VAT. Póki co chyba jednak w sposób nieformalny, bowiem wnioskodawca postanowił, świadomy praw i obowiązków, wystąpić do Dyrektora KIS z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej. Wnioskodawca chciałby potwierdzić, czy w związku z opisaną sytuacją powinien od 2023 r. zarejestrować się jako czynny podatnik VAT z jednoosobowej działalności gospodarczej.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko Organu

Dyrektor KIS wydał w sprawie interpretację indywidualną z 1.7.2025 r., 0113-KDIPT1-1.4012.442.2025.4.ŻR, Legalis. Uznał w niej, że po pierwsze, działalność w zakresie najmu stanowi działalność gospodarczą. Po drugie, że najmu nieruchomości nie można uznać za działalność świadczoną pomocniczo. Jest to bowiem – obok działalności związanej z oprogramowaniem – drugi pełnoprawny rodzaj wykonywanej przez podatnika działalności gospodarczej. Transakcje pomocnicze to takie, które nie są związane z zasadniczą działalnością podatnika, a przychody z ich tytułu nie są bezpośrednim, stałym i koniecznym uzupełnieniem tej działalności. Tak więc, aby ocenić, czy dana czynność może być uznana za pomocniczą, należy wziąć pod uwagę przede wszystkim to, czy stanowi ona uzupełnienie zasadniczej działalności gospodarczej podatnika. Jeżeli dana działalność stanowi stały i niezbędny element wbudowany w funkcjonowanie przedsiębiorstwa podatnika, to transakcje takie nie mogą być uznane za pomocnicze.

A skoro tak, zwolnienie z VAT wynikające z art. 113 VATU jest związane bezpośrednio z podmiotem prowadzącym działalność gospodarczą, która w standardowych warunkach podlegałaby opodatkowaniu. Zwolnienie to odnosi się do konkretnego limitu wynikającego ze sprzedaży danego podatnika. A skoro tak, to również sprzedaż z tej działalności powinna być wliczana do limitu, o którym mowa w art. 113 ust. 1 VATU. W efekcie, usługi najmu nieruchomości, stanowiące odpłatne świadczenie usług w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, każdorazowo podlegają wliczeniu do wartości sprzedaży.

Komentarz

Spójrzmy na liczby. Podatnik (w pełni zasługujący na ten status) już w 2022 r. osiągnął z usług IT nieco ponad 100 tys. zł obrotu, zaś z najmu nieruchomości – ponad 230 tys. zł. Skoro tak, to podatnik utracił prawo do korzystania ze zwolnienia, o którym mowa w art. 113 ust. 1 VATU już w tym okresie, bo prawo do zwolnienia utraciło moc, począwszy od czynności, która spowodowała przekroczenie kwoty 200 tys. zł. Oznacza to, że podatnik powinien rozliczać VAT de facto już w 2022 r. (w zakresie części czynności), z całą pewnością za cały 2023 r., a zapewne także za 2024 r., jeśli struktura sprzedaży podatnika pozostała mniej więcej proporcjonalnie podobna. Oczywiście, opodatkowanie dotyczy wyłącznie czynności z zakresu programowania – jeśli chodzi o najem prywatny, nadal możliwe do zastosowania pozostaje zwolnienie z art. 43 ust. 1 pkt. 36 VATU (bo jest to zwolnienie przedmiotowe). Nie zmienia to faktu, że po stronie pozostałych czynności, podatnik musi liczyć się z koniecznością wstecznej rejestracji, zapłaty zaległości i odsetek, a być może także skutków KKS. Nie wiadomo także, czy uzyska on kwotę VAT od swoich kontrahentów, być może będzie musiał „dopłacić” go z własnej kieszeni.

Sytuacja jakich wiele w ostatnim czasie. Dużo mówi się i pisze o skutkach Dyrektywy DAC7. W tego typu przypadkach jednak organy podatkowe stosują inne zupełnie metody badawcze. Wystarczy powiązać dane wynikające ze składanych deklaracji w zakresie podatku dochodowego albo przepływy na rachunku bankowym. Bohater niniejszej opowieści nie jest w tym zakresie jedyny, w praktyce spotykamy bowiem takie przypadki coraz częściej. Nie pomaga w tym przypadku potoczne rozumienie najmu prywatnego – fakt opodatkowania najmu podatkiem zryczałtowanym wcale nie oznacza brak konotacji na gruncie VAT. Wygląda na to, że ta swoista pułapka zastawiona na podatników w ramach tzw. Polskiego Ładu działa (chodzi o przymus opodatkowania najmu mieszkaniowego ryczałtem).

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Podatnik oświadczył, iż nie toczy się ani nie toczyło się postępowanie podatkowe kontrola podatkowa ani kontrola celno-skarbowa, co z zasady uzasadnia wystąpienie z wnioskiem interpretacyjnym. Ale z drugiej strony, interakcja z urzędem już nastąpiła. Zapewne dość nieformalna, względnie w ramach czynności sprawdzających. Urząd, jeśli wierzyć słowu pisanemu, postanowił wstrzymać się z podejmowaniem względem podatnika kroków do momentu uzyskania interpretacji. Wygląda na to, że urzędnicy wiedzieli co robią, a ich cierpliwość może wyłącznie popłacić (co można wymiernie wyliczyć poprzez kalkulację odsetek).

Interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 1.7.2025 r., 0113-KDIPT1-1.4012.442.2025.4.ŻR, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Nie będzie wymogu szybkiego ujawniania oferowanej płacy

To efekt nowelizacji kodeksu pracy (Dz.U. 2025 poz. 807), która została opublikowana w ubiegłym tygodniu w Dzienniku Ustaw. Wejdzie ona w życie 24 grudnia br.

To tylko teoria

Przypomnijmy, że poselska propozycja zmian pierwotnie zawierała przepisy dotyczące obowiązku publikowania informacji na temat oferowanych na danym stanowisku zarobków w postaci widełek (najniższej i najwyższej możliwej do otrzymania kwoty). Ponadto zatrudnieni mieli też zyskać prawo do informacji na temat swojego indywidualnego poziomu wynagrodzenia oraz średnich poziomów pensji (w podziale na płeć) w grupie osób wykonujących taką samą pracę lub pracę o tej samej wartości.

Parlament mocno okroił

Jednak w trakcie prac w parlamencie przepisy zostały znacząco okrojone do kwestii związanych z udostępnianiem informacji o pensjach osobom ubiegającym się o zatrudnienie. Efekt?

Kandydat do pracy będzie musiał otrzymać od pracodawcy informację o początkowej wysokości wynagrodzenia lub jego przedziale z wyprzedzeniem umożliwiającym zapoznanie się z nim. Obowiązek ten trzeba będzie spełnić:

Eksperci przyznawali, że taka konstrukcja przepisów niewiele zmieni w porównaniu ze stanem obecnym.

Katarzyna Zwierz-Wilkocka, radca prawny, senior associate w kancelarii DZP przyznała w wywiadzie z „Rzeczpospolitą”, że przyjęta regulacja w tym zakresie – wbrew pierwotnym zapowiedziom – nie nakłada obowiązku publikowania widełek wynagrodzenia w ogłoszeniu o pracę. Pracodawca będzie miał więc możliwość zadecydować, kiedy poda kandydatowi informacje dotyczące zarobków.

– W praktyce może więc to zrobić na dowolnym etapie procesu rekrutacyjnego, najpóźniej przed nawiązaniem stosunku pracy – a więc tak, jak to było dotychczas – mówiła.

Kandydaci chcą znać warunki

Pomimo braku wspomnianego obowiązku firmy powinny rozważyć podawanie takich informacji możliwie jak najwcześniej. Z badania przeprowadzonego przez agencję zatrudnienia Hays Poland wynika, że 38 proc. specjalistów i menedżerów przyznaje, że w ogłoszeniach pracodawców najbardziej brakuje im właśnie danych o wynagrodzeniu. Dla 94 proc. kandydatów czasem jest to jednoznaczne nawet z rezygnacją z aplikowania i udziału w procesie rekrutacyjnym.

– Pomimo zmian zachodzących na rynku oraz w świadomości pracodawców, firmy wciąż mają obawy, aby w swoich ofertach pracy ujawniać informację o wynagrodzeniu. Tymczasem decyzja o pominięciu tej informacji nierzadko skutkuje wydłużeniem procesu i negatywnymi doświadczeniami rekrutacyjnymi kandydatów – zauważa Justyna Chmielewska, director w Hays Poland.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Dla kobiet i dla mężczyzn

Z nowych przepisów wynika jeszcze inna ważna zmiana, o której mówi się znacznie mniej. Zgodnie z nią pracodawca powinien zapewnić, aby ogłoszenia o naborze na stanowisko oraz nazwy stanowisk były neutralne pod względem płci, a proces rekrutacyjny przebiegał w sposób niedyskryminujący. Kwestię tę reguluje art. 183ca § 3 KP.

– Gdyby obecnie istniejące regulacje kodeksu pracy były respektowane, to taki przepis w ogóle nie byłby potrzebny. Wszakże już dzisiaj zapisane jest w art. 183a KP, że pracownicy powinni być równo traktowani na etapie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych, w szczególności bez względu na płeć. Czyli nie powinna ona odgrywać znaczenia m.in. na etapie rekrutacji do pracy – mówi Marcin Frąckowiak, radca prawny z kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Jest rzeczywistość i będą przepisy

Jak przyznaje, to jednak teoria, gdyż w praktyce roi się od ogłoszeń, które jasno wskazują, jakiej płci kandydata oczekuje pracodawca.

– Można to sprawdzić czytając ogłoszenia o pracę zawarte w jednym z portali internetowych: „asystentka zarządu”, „sekretarka biura zarządu”, „asystentka dyrekcji” – to tylko niektóre przykłady. Nietrudno więc domyślić się, że mężczyzna byłby z góry skreślony, gdyby wysłał aplikację na któreś z tych stanowisk – dodaje

Jak wskazuje, po nowelizacji ogłoszenie o pracę nie powinno już określać płci. Prawidłową formą będzie więc np. ogłoszenie, iż pracodawca „zatrudni pracownika do obsługi sekretariatu”.

Chodzi o brak dyskryminacji

– Podobnie rzecz ma wyglądać w kwestii nazw stanowisk, które funkcjonują u pracodawcy. Także one powinny być neutralne pod względem płci. Wykazy stanowisk zawarte np. w tabelach zaszeregowania, stanowiących najczęściej załączniki do regulaminów wynagradzania, trzeba będzie więc zaktualizować – mówi mec. Frąckowiak.

Zwraca jednocześnie uwagę, że przepis wskazuje, iż proces rekrutacji ma przebiegać w sposób niedyskryminujący, co de facto stanowi przypomnienie o już funkcjonującym prawie.

– Kandydat nie powinien więc być oceniany ze względu na kryteria dyskryminujące, takie jak płeć – dodaje.

Nadal jednak pracodawca będzie mógł uwolnić się od zarzutu dyskryminacji.

– Stanie się tak, jeśli udowodni, że kierował się obiektywnymi powodami (vide art. 183b § 1 zdanie ostatnie) stosując dane kryterium, na pozór dyskryminujące (jak płeć kandydata do pracy) – mówi mec. Frąckowiak.

Ekspert przywołuje w tym miejscu postanowienie Sądu Najwyższego z 11 kwietnia 2012 r. (sygn. I PK 224/11), wydane na kanwie sprawy, w której uznano, iż nie doszło do dyskryminacji, bowiem powód, jako mężczyzna nie mógł wykonywać pracy polegającej na pomocy kobietom przy przymiarce sukien ślubnych, ich dopasowywaniu (łącznie z bielizną).

– To jest przykład uzasadnionej sytuacji, w której pracodawcy mogło zależeć na zatrudnieniu osoby określonej płci. Trzeba jednak przypominać, że takie uzasadnione sytuacje były i będą rzadkością. W zdecydowanej większości płeć nie powinna odgrywać żadnego znaczenia i o tym ma właśnie przypominać nowo wprowadzony art. 183ca § 3 kodeksu pracy – podsumowuje Marcin Frąckowiak.

Podstawa prawna: ustawa z 4 czerwca 2025 r. o zmianie ustawy – Kodeks pracy (Dz.U. z 2025 r. poz. 807)

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Jak powinniśmy walczyć z nielegalnym hazardem w sieci?

W debacie „Rzeczpospolitej” pt. „Jak walczyć z nielegalnym hazardem w sieci” eksperci podkreślali, że bez gruntownej reformy prawa, edukacji społecznej i międzynarodowej współpracy walka z szarą strefą pozostanie iluzoryczna. W dyskusji udział wzięli: Henryk Kowalczyk, poseł na Sejm RP, Olgierd Cieślik, były prezes Totalizatora Sportowego, oraz Zdzisław Kostrubała, prezes stowarzyszenia Graj Legalnie.

Wyzwanie dla państwa

Na początku debaty Tomasz Pietryga, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, zarysował problem nielegalnego hazardu online jako jednego z najpoważniejszych wyzwań społecznych, gospodarczych i legislacyjnych ostatnich lat. – Nielegalny hazard jest poważnym problemem społecznym. W Polsce trwa dyskusja, jak walczyć z tym niepokojącym zjawiskiem, które ma też swoje skutki ekonomiczne – zaznaczył.

Poseł Henryk Kowalczyk przypomniał, że obecna ustawa hazardowa powstała jako odpowiedź na tzw. aferę hazardową sprzed kilkunastu lat. Według niego, choć jej zapisy uporządkowały sytuację w kasynach stacjonarnych i automatowych, to kompletnie nie przewidziały dynamiki rozwoju internetu.

– Te regulacje nie są najgorsze, z wyjątkiem hazardu w internecie. Nie mamy jeszcze odpowiednich narzędzi, aby skutecznie temu przeciwdziałać, właściwie bez przerwy gonimy króliczka – mówił poseł.

Podobną diagnozę przedstawił Olgierd Cieślik, który przypomniał, że nowelizacja ustawy w 2017 roku znacznie zredukowała szarą strefę w zakładach bukmacherskich, osiągając legalizację dochodzącą do 80 proc. tego rynku.

– Jeśli chodzi o gaming, czyli kasyna internetowe, to poziom legalności wynosi 60 proc., ale od dwóch lat ta walka się zatrzymała. Państwo nie nadąża za zwinnością i szybkością reagowania szarej strefy, która bezkarnie szuka luk prawnych, działa szybko, bez obciążeń – zauważył Olgierd Cieślik.

Najbardziej jednoznaczny głos krytyki płynął jednak od Zdzisława Kostrubały, który określił obowiązujące mechanizmy jako całkowicie nieskuteczne. – Przepisy są anachroniczne. Narzędzia, jak rejestr domen, blokady płatności czy system kar, które miały przeciwdziałać nielegalnemu hazardowi, są łatwe do obejścia, nieaktualne technologicznie i często fikcyjne w działaniu – mówił ekspert.

Na to wszystko nakłada się luka egzekucyjna i bezkarność operatorów.

Zdzisław Kostrubała zwrócił uwagę, że przez ostatnie cztery lata nie nałożono ani jednej kary na zagraniczne podmioty prowadzące nielegalny hazard w Polsce. Karane są wyłącznie legalnie działające firmy. To, jego zdaniem, legitymizuje w oczach graczy działalność nielegalnych operatorów i potęguje wrażenie ich bezkarności.

Poseł Kowalczyk dodał, że jest to wyścig technologiczny, który państwo przegrywa. Konieczne jest stałe nowelizowanie przepisów. – Nie możemy być kilka lat za nielegalnymi operatorami. Powinniśmy być najwyżej kilka miesięcy w tyle – podkreślał poseł.

zdjecie

Ważna gra o świadomość

W opinii wszystkich panelistów brak wiedzy i świadomości graczy to jeden z kluczowych czynników podtrzymujących szarą strefę. Henryk Kowalczyk postulował wręcz wprowadzenie do szkół średnich edukacji matematycznej w kontekście hazardu. – Każdy, kto gra, powinien mieć świadomość, że statystycznie – przy większej liczbie powtórzeń – przegrywa. Taka wiedza powinna być przekazywana wraz z rachunkiem prawdopodobieństwa.

Zdzisław Kostrubała zauważył, że znaczna część graczy nawet nie wie, iż korzysta z nielegalnych serwisów, ponieważ te domeny swobodnie funkcjonują w przestrzeni publicznej. – Nielegalne kasyna są uwiarygadniane przez polskie metody płatności, influencerów, znane marki. Gracze myślą, że grają legalnie, a są w szarej strefie – stwierdził.

Olgierd Cieślik wskazał, że w walce z tym zjawiskiem pomocne mogą być dobre praktyki europejskie, np. program BeGambleAware w Wielkiej Brytanii czy systemy z Norwegii i Szwecji.

– Edukacja połączona z polityką społeczną potrafi zmniejszyć udział graczy w szarej strefie – zauważył były prezes Totalizatora Sportowego.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

A co z gospodarką?

Zdzisław Kostrubała przedstawił konkretne dane: codziennie z Polski wypływa do nielegalnych operatorów 180 mln zł. W skali roku to 65 mld zł – ogromna suma, nieopodatkowana, nieinwestowana, często trafiająca do organizacji przestępczych.

Przypomniał też, że brytyjski portal śledczy ujawnił, iż jedna z popularnych firm hazardowych w Europie jest powiązana z Grupą Wagnera – strukturą militarną związaną z rosyjskim wywiadem.

Według Olgierda Cieślika w 2024 r. nielegalny obrót w hazardzie online w Polsce sięgnął 65 mld zł. Oznacza to 2,5 mld zł marży brutto dla operatorów offshore – to pieniądze, które nie pracują w Polsce.

Henryk Kowalczyk zaznaczył, że wpływy z legalnego hazardu stanowią realne źródło dochodu dla państwa, zaś te pozyskiwane przez zagranicznych operatorów funkcjonujących poza systemem podatkowym są bezpowrotnie tracone. – To są miliardy złotych, które mogłyby wspierać polskie finanse publiczne – podkreślał poseł.

Hazard w szarej strefie przynosi także poważne konsekwencje społeczne. – Nielegalni operatorzy stosują coraz bardziej subtelne techniki, by wciągać ludzi do gry i prowadzić do uzależnienia. To skutkuje tragediami rodzinnymi, rozpadem relacji, degradacją całych gospodarstw domowych – mówił Kowalczyk.

W ocenie posła uzależnienia powstałe w wyniku niekontrolowanego dostępu do hazardu online to problem systemowy, który – jeśli nie zostanie rozwiązany – pociągnie za sobą długofalowe skutki społeczne i zdrowotne.

Potrzeba działań ponadnarodowych

W debacie poruszono także potencjał współpracy międzynarodowej. Henryk Kowalczyk przyznał, że bez synchronizacji działań z krajami Unii Europejskiej walka z nielegalnym hazardem jest skazana na porażkę.

Jednak, jak zaznaczył Zdzisław Kostrubała, problem leży także w UE. – Najwięcej nielegalnych podmiotów operujących w Polsce pochodzi z Malty, kraju członkowskiego UE. Próby harmonizacji prawa hazardowego były już podejmowane, ale były blokowane przez interesy lobby.

Według Kostrubały rozwiązaniem jest zmiana modelu rynku. – Monopol sprzyja szarej strefie. Przykład zakładów wzajemnych pokazał, że po otwarciu rynku legalni operatorzy wyparli nielegalnych. W kasynach online może być podobnie.

Straty budżetowe i konsekwencje społeczne

Zdzisław Kostrubała zwrócił uwagę na wyjątkową sytuację Polski w europejskim krajobrazie regulacyjnym. Jak podkreślił, jesteśmy dzisiaj ostatnim państwem Unii Europejskiej, w którym utrzymuje się monopol na kasyna online. Nie chodzi tu o liberalizację na oślep, ale o stworzenie bezpiecznej, kontrolowanej przestrzeni dla legalnej konkurencji – takiej, która będzie działać według polskiego prawa i w interesie polskiego gracza.

Zaznaczył, że przykład zakładów wzajemnych dowodzi skuteczności otwarcia rynku. Jeszcze przed wprowadzeniem systemu licencyjnego cały segment rynku należał do szarej strefy. Dziś funkcjonuje na nim 18 legalnych operatorów, a nielegalny udział spadł do kilkunastu procent. Według danych Ministerstwa Finansów – nawet do 12 proc.

To wyjście z patowej sytuacji. Gracz zyskuje wybór, państwo – kontrolę i wpływy, a nielegalni operatorzy stają się mniej atrakcyjni. Tak długo, jak będziemy bronić monopolu w imię nieaktualnych argumentów, będziemy przegrywać tę wojnę. Potrzebna jest nowelizacja ustawy i międzynarodowa ofensywa – zaznaczył Kostrubała.

Olgierd Cieślik, podsumowując debatę, podkreślił konieczność działań wielopoziomowych. Jego zdaniem skuteczność państwa w walce z nielegalnym hazardem będzie zależeć od tego, na ile uda się połączyć reformy krajowe ze współpracą międzynarodową i porozumieniem różnych interesariuszy – od fintechów po instytucje nadzorcze.

– Najefektywniej będzie wykorzystać to, co już mamy, czyli nowelizację ustawy hazardowej, która nie tylko uwzględni rozwój technologii i potrzeby graczy, ale przede wszystkim stworzy ramy dla rynku zróżnicowanego, atrakcyjnego i legalnego. Jednocześnie niezbędna jest ofensywa międzynarodowa: współdzielenie baz domen zakazanych, globalna blokada przepływów finansowych, współpraca z dostawcami internetu i mediów społecznościowych – podkreślał Cieślik.

Wskazał także, że bez systemowej współpracy z tzw. krajami hazardowymi, które udzielają licencji podmiotom kierującym ofertę do Polaków, skuteczność działań będzie ograniczona.

Zdaniem eksperta potrzebujemy nie tylko prawa, ale też presji dyplomatycznej wobec krajów, które tolerują eksport szarej strefy hazardowej do innych państw Unii Europejskiej. To wspólna odpowiedzialność.

Wniosek był jednoznaczny: dalsze trwanie w obecnym stanie prawnym to ciche przyzwolenie na wzrost szarej strefy i utratę kontroli nad rynkiem. Potrzebne są: nowelizacja ustawy hazardowej, różnorodność legalnej oferty, zaawansowane narzędzia technologiczne i budowanie świadomości społecznej.

Materiał powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem na Rzecz Likwidacji Szarej Strefy Gier i Zakładów Wzajemnych „Graj Legalnie”.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Wojciech Król

poseł na Sejm (PO)

Nielegalny hazard online to dziś jedno z największych wyzwań regulacyjnych i fiskalnych w Polsce. Mamy do czynienia z czarnym rynkiem, który generuje już ponad kilkadziesiąt miliardów złotych rocznego obrotu, co przekłada się na realne straty dla budżetu państwa, sięgające nawet 5,8 mld zł z tytułu nieodprowadzonego podatku od gier. To są środki, które mogłyby zasilić system ochrony zdrowia, edukację czy inwestycje infrastrukturalne. Zamiast tego trafiają do podmiotów zarejestrowanych w rajach podatkowych – często całkowicie poza jurysdykcją polskiego państwa.

Dziś potrzebujemy nie tylko silniejszej egzekucji istniejącego prawa – np. skuteczniejszego blokowania płatności, IP czy reklam nielegalnych serwisów – ale przede wszystkim zmiany filozofii podejścia do rynku hazardu online. Polska powinna rozważyć przejście na model licencyjny, który z powodzeniem funkcjonuje w większości krajów Unii Europejskiej. Umożliwiłoby to realny nadzór nad wszystkimi podmiotami działającymi na rynku, zwiększyłoby wpływy budżetowe oraz zapewniło wyższy poziom ochrony graczy – w tym niepełnoletnich.

Walka z nielegalnym hazardem online musi być także prowadzona na poziomie międzynarodowym. Potrzebujemy lepszej współpracy organów nadzorczych i instytucji finansowych, jak również jasnych wytycznych i kampanii edukacyjnych dla obywateli. Nielegalny hazard to nie tylko strata dla budżetu – to również ryzyko prania pieniędzy, finansowania działalności przestępczej, a nawet zagrożeń geopolitycznych, gdy mówimy o operatorach związanych z kapitałem rosyjskim czy zlokalizowanych w państwach o ograniczonym nadzorze finansowym.

Dziś nie możemy sobie pozwolić na bierność. Potrzebujemy otwartej debaty, odwagi regulacyjnej i współpracy między rządem, sektorem legalnych operatorów, organizacjami branżowymi i instytucjami międzynarodowymi. Tylko w ten sposób odzyskamy kontrolę nad rynkiem hazardu online i zagwarantujemy bezpieczeństwo naszych obywateli.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Wniosek nie decyduje o rodzaju ubezwłasnowolnienia

Stan faktyczny

L.M. wystąpiła o orzeczenie całkowitego ubezwłasnowolnienia E.M. Sąd ustalił, że E.M. choruje na schizofrenię paranoidalną, wielokrotnie przebywała w różnych szpitalach psychiatrycznych, gdzie była umieszczana wbrew swojej woli. Pomimo stosowanego leczenia farmakologicznego u E.M. występują różne nasilone objawy chorobowe, funkcjonuje dzięki pomocy rodziców pozostając na ich utrzymaniu. Pomimo tych ustaleń Sąd I instancji oddalił wniosek stwierdzając, że L.M. nie wykazała celowości ubezwłasnowolnienia uczestniczki, której interesy są obecnie w wystarczającym stopniu chronione, a jej sytuacja życiowa ustabilizowana. E.M. jest zdolna, przy pomocy rodziny, do dbania o swoje sprawy, pozostaje pod opieką lekarza psychiatry i pod nadzorem rodziny przyjmuje leki. Sąd podkreślił, że przesłanką ubezwłasnowolnienia jest wyłącznie interes chorego, a nie jego otoczenia, dlatego na ocenę wniosku nie mają wpływu obawy L.M., że E.M. przerwie terapię farmakologiczną, a wówczas rodzice nie będą w stanie zapewnić jej opieki bez wsparcia odpowiednich instytucji. Sąd II instancji zmienił jednak zaskarżone postanowienie w ten sposób, że ubezwłasnowolnił częściowo E.M.

Pytanie prawne

Prokurator wniósł skargę kasacyjną zarzucając przekroczenie granic orzekania wyznaczonych treścią wniosku i orzeczenie o innym niż zgłoszone przez wnioskodawcę żądaniu. SN uznał, że w sprawie występuje zagadnienie prawne wymagające rozstrzygnięcia przez skład 7 sędziów: czy sąd rozpoznając wniosek o ubezwłasnowolnienie jest związany zakresem tego wniosku co do rodzaju ubezwłasnowolnienia?

W uzasadnieniu pytania prawnego wskazano, że zasadą jest zakaz wyrokowania co do przedmiotu, który nie był objęty żądaniem, bądź zasądzania ponad żądanie. Zakaz ten jest stosowany także w postępowaniu nieprocesowym. Ustawodawca w odniesieniu do niektórych postępowań wprowadza wyjątki dając sądowi uprawnienie do działania z urzędu w celu ochrony szczególnych praw osoby, której dotyczy postępowanie, np.: w sprawach opiekuńczych (art. 570 i art. 577 KPC), w sprawach o uznanie za zmarłego i stwierdzenie zgonu (art. 534 KPC, art. 541 §1 zd. 2 KPC, art. 543 KPC) czy też w sprawach o stwierdzenie nabycia spadku ‎(art. 677 §1 KPC, art. 678 KPC). Z uwagi na brak wyraźnego przepisu szczególnego pozwalającego sądowi na orzekanie o ubezwłasnowolnieniu całkowitym lub częściowym, mimo braku takiego żądania, omawiane zagadnienie prawne różnie jest rozstrzygane w orzecznictwie i doktrynie. Zasadniczo prezentowane są trzy koncepcje: o braku związania sądu zakresem wniosku co do rodzaju ubezwłasnowolnienia; o całkowitym związaniu sądu zakresem wniosku; o dopuszczalności orzeczenia ubezwłasnowolnienia częściowego mimo żądania ubezwłasnowolnienia całkowitego, wykluczając przy tym sytuację odwrotną.

SN podkreślił, że w toku postępowania o ubezwłasnowolnienie ochronie podlegają szczególnie doniosłe prawa osoby, której postępowanie to dotyczy, takie jak: życie, zdrowie i godność. Ubezwłasnowolnienie ma zapewnić zainteresowanemu możliwość funkcjonowania w rodzinie i społeczeństwie przy zapewnieniu koniecznej pomocy ze strony opiekuna. Jednocześnie jednak konieczne jest zagwarantowanie ochrony interesów innych osób, z którymi osoba spełniająca przesłanki ubezwłasnowolnienia może dokonywać różnorodne czynności prawne.

Szkolenia z zakresu KC i KPC – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko SN

SN uznał, że rozpoznający wniosek o ubezwłasnowolnienie sąd nie jest związany zakresem tego wniosku co do rodzaju ubezwłasnowolnienia. W uzasadnieniu uchwały wskazano, że w odróżnieniu od treści przepisów materialnoprawnych, odnoszących się do przesłanek ubezwłasnowolnienia (art. 13 i 16 KC), przepisy związane z postępowaniem w sprawach o ubezwłasnowolnienie, co do zasady nie nawiązują do rodzajów ubezwłasnowolnienia. Ustawodawca nie rozróżnił, ze względu na rodzaj ubezwłasnowolnienia, m.in.: właściwości rzeczowej czy miejscowej sądów, katalogu osób uprawnionych do zgłoszenia wniosku o ubezwłasnowolnienie czy kręgu uczestników postępowania w sprawach o ubezwłasnowolnienie. Rodzaj ubezwłasnowolnienia nie determinuje również celu i sposobu wysłuchania osoby, której dotyczy wniosek czy postępowania dowodowego w tych sprawach. Dla rozstrzygnięcia spornego zagadnienia prawnego istotne znaczenie ma również fakt, że brak konieczności określenia rodzaju ubezwłasnowolnienia we wniosku o ubezwłasnowolnienie nie wpływa negatywnie na zakres gwarancji procesowych przyznanych osobie, której dotyczy wniosek. W uzasadnieniu uchwały wskazano, że jako jedyny wyjątek w przepisach procesowych może być postrzegany art. 559 KPC, zgodnie z którym sąd uchyli ubezwłasnowolnienie, gdy ustaną przyczyny, dla których je orzeczono, przy czym uchylenie może nastąpić także z urzędu. W razie zaś poprawy stanu psychicznego ubezwłasnowolnionego sąd może zmienić ubezwłasnowolnienie całkowite na częściowe, a w razie pogorszenia się tego stanu – zmienić ubezwłasnowolnienie częściowe na całkowite. Ustawodawca nie przesądził jednak, czy zmiana taka nastąpić może również z urzędu, czy też wymaga wniosku osoby uprawnionej.

Rodzaju ubezwłasnowolnienia nie jest elementem żądania

Zgodnie z art. 321 § 1 KPC sąd nie może wyrokować co do przedmiotu, który nie był objęty żądaniem, ani zasądzać ponad żądanie. Na podstawie art. 13 § 2 KPC przepis ten znajduje zastosowanie także w postępowaniu nieprocesowym (zob. postanowienie SN z 20.9.2022 r., II CSKP 101/22, Legalis; uchwała SN z 19.10.2017 r., III CZP 49/17, Legalis). W obowiązujących przepisach nie ma żadnej regulacji, w której jednoznacznie uznano by za dopuszczalne orzeczenie ubezwłasnowolnienia całkowitego albo częściowego pomimo braku stosownego żądania. SN stwierdził jednak, że wskazanie rodzaju ubezwłasnowolnienia nie należy do treści wniosku i nie jest elementem żądania. W kontekście art. 321 § 1 KPC sąd odnosi się więc do żądania ubezwłasnowolnienia, a nie do żądania określonego rodzaju ubezwłasnowolnienia.

W uzasadnieniu podkreślono, że stanowisko przyjęte w uchwale realizuje podstawowe cele spraw o ubezwłasnowolnienie. Stosowanie przepisów o ubezwłasnowolnieniu wymaga jak najpełniejszego uwzględnienia woli osoby zainteresowanej, bowiem kluczowe znaczenie ma w tym przypadku zapewnienie jej dobra i ochrony. Każdorazowo powinien zostać uwzględniony stopień rozeznania tej osoby, przede wszystkim na podstawie ustalenia stopnia jej niepełnosprawności intelektualnej, o ile taka występuje, i jej skutków. Przy uwzględnieniu tych okoliczności konieczne jest respektowanie konstytucyjnie strzeżonej wartości, czyli godności człowieka. Z art. 30 Konstytucji RP wynika bowiem nakaz tworzenia i stosowania prawa przez wszystkie organy władzy publicznej w zakresie ich kompetencji w taki sposób, by uwzględniać gwarancje stworzenia warunków właściwego funkcjonowania osoby w społeczeństwie oraz stworzenia jej możliwości samorealizacji (zob. postanowienie SN z 18.3.2021 r., V CSKP 235/21, Legalis).

Uchwała SN (7) z 13.3.2025 r., III CZP 41/24, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Zakaz praktyk pseudomedycznych

  • Projekt ustawy z 6.6.2025 r. o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta oraz ustawy o systemie powiadamiania ratunkowego (nr UD207) został skierowany do konsultacji publicznych.
  • Rzecznik Praw Pacjenta otrzyma dodatkowe kompetencje służące przeciwdziałaniu praktykom pseudomedycznym.
  • Wzrośnie wysokość kar finansowych dla podmiotów stosujących praktyki niezgodne z przepisami.

Nowe zadania Rzecznika Praw Pacjenta

Zgodnie z projektowaną nowelizacją, Rzecznik Praw Pacjenta zostanie wyposażony w dodatkowe kompetencje w zakresie przeciwdziałania praktykom pseudomedycznym. Rozszerzenie katalogu zadań następuje zarówno w treści art. 1 ustawy z 6.11.2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 581; dalej: PrPacjRPPU), jak i art. 47 PrPacjRPPU, który określa zadania Rzecznika. Będzie on mógł prowadzić postępowania w sprawach praktyk pseudomedycznych oraz upowszechniać orzecznictwo w tym zakresie, w tym przez publikację decyzji administracyjnych na stronie internetowej urzędu, z zachowaniem ochrony danych wrażliwych.

Nowelizacja przewiduje również doprecyzowanie uprawnień procesowych Rzecznika, który zyska możliwość wszczynania postępowań sądowych także w sprawach dotyczących śmierci pacjenta wskutek świadczeń zdrowotnych lub ich braku. Wzmacnia się również skuteczność żądań kierowanych przez Rzecznika – podmiot, który nie zrealizuje ich w terminie, może zostać ukarany karą pieniężną.

Zakaz praktyk pseudomedycznych

Ważną zmianą jest dodanie Rozdziału 13c do PrPacjRPPU, w którym wprowadzono zakaz tzw. praktyk pseudomedycznych. Projekt precyzyjnie definiuje te praktyki jako działania nieuprawnione, które mają na celu poprawę zdrowia, lecz są podejmowane przez osoby niewykonujące zawodu medycznego, polegające na oferowaniu metod niebędących świadczeniami zdrowotnymi, którym przypisuje się takie właściwości.

Za praktyki pseudomedyczne uznane zostaną także działania dezinformujące – promowanie niezweryfikowanych metod jako skutecznych, rozpowszechnianie informacji o szkodliwości metod opartych na aktualnej wiedzy medycznej, czy też wykonywanie działalności leczniczej bez rejestracji. Zakaz ma charakter bezwzględny i powszechny, a jego naruszenie pociągać będzie za sobą odpowiedzialność administracyjną. Jednocześnie w Rozdziale 13c wprowadzono trzy wyjątki. Jego przepisów nie stosuje się do:

  1. eksperymentów medycznych, przeprowadzanych na podstawie przepisów ustawy z 5.12.1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1287);
  2. badań klinicznych, przeprowadzanych na podstawie przepisów ustawy z 9.3.2023 r. o badaniach klinicznych produktów leczniczych stosowanych u ludzi (Dz.U. z 2023 r. poz. 605);
  3. innych działań medycznych, wynikających z przepisów odrębnych, regulujących zasady ich wykonywania.
Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Uprawnienia nadzorcze i środki zapobiegawcze

Rzecznik uzyska nowe narzędzia przeciwdziałania zagrożeniom dla zdrowia pacjentów w postępowaniu administracyjnym. Będzie mógł publikować informacje o podejrzanych praktykach już w toku postępowania, a w przypadku ryzyka dla zdrowia lub życia – wydać decyzję nakazującą natychmiastowe zaniechanie określonych działań. Decyzje te będą natychmiast wykonalne i wyłączone spod niektórych zasad ogólnych KPA. Zgodnie z dodanym do PrPacjRPPU art. 64a. ust. 3: „Jeżeli w toku postępowania w sprawie stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów zostanie uprawdopodobnione, że dalsze stosowanie zarzucanej praktyki może spowodować zagrożenie życia lub zdrowia pacjentów, Rzecznik przed zakończeniem postępowania w sprawie stosowania tych praktyk może, w drodze decyzji, zobowiązać podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych albo organizatora strajku do zaniechania określonych zachowań w celu zapobieżenia tym zagrożeniom”. Natomiast w art. 64a ust. 4. projektu zmian zapisano, że do decyzji, o których mowa w art. 64a ust. 3, nie stosuje się przepisów art. 10 i art. 81 KPA.

Co więcej, Rzecznik zyska możliwość nakładania obowiązku usunięcia skutków stosowania zakazanych praktyk oraz publikowania decyzji – w całości lub w części – na koszt podmiotu, który dopuścił się naruszeń.

Sankcje i odpowiedzialność osobista

Projekt przewiduje znaczący wzrost dolegliwości finansowych dla podmiotów stosujących praktyki niezgodne z przepisami. Rzecznik będzie mógł nałożyć kary do 1 mln zł w przypadku niezaniechania działań uznanych za praktyki pseudomedyczne lub naruszające zbiorowe prawa pacjenta oraz za stwierdzenie ponownego podjęcia takich praktyk. Co istotne, kary te mogą być nakładane wielokrotnie, aż do momentu skutecznego usunięcia skutków tych działań. Zgodnie z projektowanym art. 68 ust. 3: „Kara pieniężna, o której mowa w art. 68 ust. 2, może być nakładana wielokrotnie do czasu zaniechania stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjenta albo praktyk pseudomedycznych lub podjęcia działań niezbędnych do usunięcia skutków stosowania tych praktyk”.

Możliwe będzie również ukaranie osób pełniących funkcje kierownicze, m.in. właścicieli firm lub członków organów zarządzających, jeżeli dopuściły się naruszeń zakazów. Wysokość tej sankcji może sięgnąć dwudziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia.

Zmiany w ustawie o systemie powiadamiania ratunkowego

Projekt przewiduje również zmianę art. 10 ust. 14 ustawy z 22.11.2013 r. o systemie powiadamiania ratunkowego (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 748). Na jego mocy dane przetwarzane w systemie będą udostępniane również Rzecznikowi Praw Pacjenta – obok sądu, prokuratury i Policji – co wzmocni skuteczność interwencji w nagłych przypadkach. Chodzi o informacje dotyczące treści zgłoszeń alarmowych, w tym nagrań rozmów telefonicznych obejmujących całość zgłoszenia alarmowego, danych osób zgłaszających i innych osób wskazanych w trakcie przyjmowania zgłoszenia, pozycji geograficznych, informacji o miejscu zdarzenia i jego rodzaju oraz skróconego opisu zdarzenia.

Projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta z 6.6.2025 r. stanowi wyraźną odpowiedź ustawodawcy na dezinformację medyczną (rosnącą, ponieważ łatwo rozpowszechniać ją w mediach społecznościowych) i nieuprawnione udzielanie porad zdrowotnych przez osoby nieposiadające wymaganych kwalifikacji. Wprowadzenie zakazu praktyk pseudomedycznych, wzmocnienie roli Rzecznika Praw Pacjenta oraz rozbudowany system sankcji to krok w stronę systemowej ochrony pacjentów przed zagrożeniami płynącymi z alternatywnych i niesprawdzonych metod leczenia.

Etap legislacyjny

Projekt jest obecnie na etapie opiniowania. Prośba o zgłoszenie ewentualnych uwag została skierowana do 122 podmiotów. Ustawa ma wejść w życie po upływie trzech miesięcy od dnia ogłoszenia. Jednak do postępowań prowadzonych przez Rzecznika Praw Pacjenta w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów, czy w przedmiocie nałożenia kar pieniężnych, wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy, stosowane mają być przepisy dotychczasowe.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź