Brak uczestnictwa obrońcy to nie zawsze bezwzględna przyczyna odwoławcza

Stan faktyczny

W sprawie dotyczącej działalności zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się w szczególności wprowadzaniem do obrotu środków odurzających, skazano kilka osób, w tym L.S. W trakcie postępowania przygotowawczego L.S. powoływał się na zaburzenia lękowe, w związku z którymi leczył się psychiatrycznie, twierdził też, że ma zaburzenia pamięci. W związku z tym L.S. został poddany badaniom przez biegłych lekarzy psychiatrów, którzy w wydanej pisemnej opinii nie stwierdzili u niego żadnych istotnych zakłóceń czynności psychicznych wpływających na poczytalność w chwili popełnienia zarzucanego czynu. W ocenie biegłych L.S. mógł uczestniczyć w toczącym się postępowaniu oraz prowadzić obronę w sposób samodzielny i rozsądny. W efekcie zaistniały przesłanki obrony obligatoryjnej, a ponieważ L.S. posiadał już w tym czasie dwóch obrońców z wyboru, nie wystąpiono o wyznaczenie obrońcy z urzędu. Po uzyskaniu opinii biegłych prokurator nie wystąpił do sądu z wnioskiem o wydanie postanowienia w oparciu o art. 79 § 4 KPK. Nie wydał go także z urzędu SO w K. i procedował pomimo tego, że w trakcie kilku kolejnych rozpraw obrońcy L.S. stawiali się w trakcie posiedzenia, lub opuszczali salę przed jego zakończeniem.

Bezwzględne przyczyny odwoławcze

Kasacje od prawomocnego wyroku skazującego Sądu II instancji wnieśli obrońcy kilku skazanych. Prokurator, wnosząc o ich oddalenie, wskazał jednak na istnienie bezwzględnej przyczyny odwoławczej określonej w art. 439 § 1 pkt. 10 KPK, uzasadniającej uchylenie wyroków Sądów obu instancji. Prokurator zauważył nieobecność obrońców oskarżonego L.S. we fragmentach niektórych rozpraw przed Sądem I instancji, pomimo tego, że sąd nie wydał postanowienia, o którym mowa w art. 79 § 4 zd. 1 KPK.

SN oddalił wszystkie złożone kasacje jako oczywiście bezzasadne. Jednocześnie, wskazując na precedensowy charakter podjętej w tym zakresie decyzji, uznał, że w sprawie nie zaistniała bezwzględna przyczyna odwoławcza wskazana w art. 439 § 1 pkt. 10 KPK. W uzasadnieniu postanowienia wskazano, że bezwzględne przyczyny odwoławcze są badane i uwzględnianie w toku postępowania apelacyjnego lub kasacyjnego przez sąd z urzędu, bez względu na granice zaskarżenia. Potwierdzenie zaistnienia jednej z nich obliguje SN do uwzględnienia kasacji i uchylenia zaskarżonego wyroku. Jedną z takich przesłanek jest nieuczestniczenie obrońcy w rozprawie w sytuacji istnienia obrony obligatoryjnej. SN potwierdził, że przedstawione przez prokuratora okoliczności miały miejsce na etapie postępowania prowadzonego przed Sądem I instancji.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Obrona obligatoryjna

Prawo do obrony, gwarantowane każdemu, przeciwko komu prowadzone jest postępowanie karne, ma dwa aspekty. W znaczeniu materialnym prawo to oznacza możliwość korzystania ze wszystkich prawnie dopuszczalnych środków obrony. Natomiast prawo do obrony w znaczeniu formalnym to prawo do korzystania z obrońcy wybranego lub obrońcy przyznanego z urzędu. Obrona obowiązkowa, w sytuacji zaistnienia przesłanek z art. 79 § 1 i 2 KPK, powoduje obowiązkowy udział obrońcy, zarówno z wyboru, jak i z urzędu, w rozprawie głównej, jak i apelacyjnej, a także w posiedzeniach, w których udział oskarżonego jest obowiązkowy.

SN zwrócił uwagę na zmiany normatywne w kwestii ustalenia chwili ustania obrony obligatoryjnej, w wypadku gdy jej podstawą była wątpliwość co do stanu zdrowia psychicznego oskarżonego. Przez wiele lat przepisy przewidywały trwanie obrony obligatoryjnej do czasu prawomocnego zakończenia postępowania, mimo wykluczenia przez biegłych lekarzy psychiatrów wątpliwości co do poczytalności oskarżonego. Od 2003 r. decydujące znaczenie miała treść opinii biegłych o braku warunków z art. 31 § 1 i 2 KK. Nowelizacja z 2013 r. wprowadziła zasadę, że sąd, po dokonaniu oceny opinii biegłych lekarzy psychiatrów i uznaniu, że jest ona uzasadniona, musi wydać postanowienie, że udział obrońcy oskarżonego nie jest obowiązkowy (zob. wyrok SN z 13.10.2021 r., III KK 334/21, Legalis). W efekcie aktualnie dominuje stanowisko, że obrona obligatoryjna w wypadkach wskazanych w art. 79 § 1 pkt. 3 i 4 KPK ustaje dopiero z chwilą wydania przez sąd postanowienia po tym, kiedy opinia biegłych lekarzy psychiatrów zostanie złożona do akt sprawy (zob. wyrok SN z 21.1.2021 r., IV KK 329/19, Legalis). W konsekwencji w większości orzeczeń przyjmuje się, że w razie uzyskania opinii sądowo-psychiatrycznej wskazującej na brak podstaw do kontynuowania obrony obligatoryjnej i niewydania przez sąd stosownego postanowienia, brak udziału obrońcy w rozprawie stanowi podstawę przyjęcia bezwzględnej przyczyny odwoławczej i uchylenia wyroku sądu I lub II instancji (zob. postanowienie SN z 18.5.2022 r., I KZP 10/21, Legalis).

Wykładnia prokonstytucyjna wyklucza skrajny formalizm

SN stwierdził jednak, że pogląd ten jest oparty na skrajnym formalizmie, wynikającym z przeszacowania wagi zaistniałego uchybienia. Jak podkreślono, wszelkie ograniczenia prawa do obrony, bądź ograniczenia konsekwencji jej naruszeń, muszą być dostatecznie uzasadnione innymi istotnymi wartościami konstytucyjnymi. W ocenie SN takimi wartościami mogą być zasady wynikające z art. 1, art. 2 i zwłaszcza art. 45 ust. 1 Konstytucji RP, w szczególności zaś przysługujące każdemu prawo do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.

W uzasadnieniu postanowienia podkreślono, że okoliczność stanowiąca powód uznania obrony za obowiązkową winna być rzeczywista. W orzecznictwie podkreśla się, że powstanie obrony obligatoryjnej nie jest efektem orzeczenia organu prowadzącego postępowanie, ale powiązane jest z momentem, w którym uzasadnione wątpliwości powinny były powstać u organu prowadzącego postępowanie (zob. postanowienie SN z 8.10.2024 r., III KS 49/24, Legalis). Przyjmuje się wręcz, że przepis art. 79 § 1 KPK nie uzależnia obowiązkowej obrony od stanu wiedzy sądu o okolicznościach wymienionych w tym przepisie, a już samo zaistnienie którejś z nich rodzi konieczność reprezentowania oskarżonego przez obrońcę i jego udziału w rozprawie, chociażby przed sądem okoliczność ta się nie ujawniła, również z przyczyn od tego organu niezależnych (zob. postanowienie SN z 16.7.2024 r., III KK 225/24, Legalis; wyrok SN z 31.1.2023 r., I KK 346/22, Legalis). Należy zatem uznać, że po przeanalizowaniu uzyskanej opinii sądowopsychiatrycznej negującej występowanie istotnych problemów psychicznych u oskarżonego i uznaniu jej przez sąd za uzasadnioną, wątpliwości, o których mowa w art. 79 § 1 pkt. 3 i 4 KPK, przestają istnieć, przesądzając jednocześnie o rzeczywistym zakończeniu potrzeby zapewnienia oskarżonemu obowiązkowego udziału obrońcy w rozprawie oraz w tych posiedzeniach, w których obowiązkowy jest udział samego oskarżonego. W rezultacie SN uznał, że niedochowanie obowiązku wydania postanowienia nie świadczy bezwzględnie o dalszym istnieniu obrony obowiązkowej. W takich okolicznościach brak wydania postanowienia stanowić będzie rażące naruszenie gwarancyjnego obowiązku poinformowania stron, szczególnie zainteresowanego oskarżonego i jego obrońcy o zmianie statusu świadczonej nadal obrony.

Stanowisko SN

SN zaznaczył, że w realiach badanej sprawy nie chodzi o rzeczywiste pozbawienie L.S. prawa do obrony w jakimkolwiek zakresie, mógł on bowiem bez przeszkód korzystać z pomocy ustanowionych przez siebie obrońców. Wynikający z akt sprawy sposób procedowania Sądu I instancji jednoznacznie wskazuje, że po uzyskaniu opinii sądowopsychiatrycznej dotyczącej L.S., nie postrzegał prowadzonej z wyboru obrony tego oskarżonego jako obligatoryjnej. Odstępując od wykładni językowej na rzecz wykładni prokonstytucyjnej, systemowej i celowościowej, SN uznał, że jeśli z akt sprawy wynika, że treść opinii sądowo-psychiatrycznej była sądowi znana, wyraził on akceptującą ocenę tego dowodu w uzasadnieniu wyroku, w toku całego postępowania nie traktował obrony oskarżonego jako obligatoryjnej, wówczas można przyjąć, iż sąd ten uznał, że obrona nie ma charakteru obowiązkowego. Błąd sądu polegający na braku wyraźnego rozstrzygnięcia w tym przedmiocie i zakomunikowania tej okoliczności stronom, w tym samemu oskarżonemu i jego obrońcy, stanowi uchybienie natury procesowej, które może być kwestionowane w trybie przewidzianym w art. 439 § 1 pkt. 2 KPK, przy czym uwzględnienie takiego zarzutu jest uzależnione od wykazania wpływu na treść orzeczenia. W ocenie SN reguły konstytucyjne, kładące szczególny nacisk na prawo do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki, nie pozwalają na uchylenie wyroku w sprawie, w której nie doszło do realnego naruszenia prawa do obrony i rzetelności procesu. Dotychczas przyjmowana wykładnia godzi w idee sprawiedliwego i sprawnego procesu sądowego, prowadząc do powtarzania kilkuletniego procesu sądowego, zaangażowanie organów państwa, stron i innych uczestników postępowania w imię formalizmu, który polega na nadmiernym przywiązywaniu wagi do przepisów i zewnętrznych form działania kosztem ich treści (zob. wyrok SN z 4.7.2024 r., II KS 20/24, Legalis).

Postanowienie SN z 5.6.2025 r., III KK 485/23, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Trybunał Stanu jest potrzebny. Ale nie taki

Trybunał Stanu od chwili jego przywrócenia w 1982 r. jest de facto instytucją martwą, orzekającą sporadycznie i zajmującą się głównie kwestią uchylania immunitetu swoim członkom. W III RP tylko raz wydał on wyrok skazujący i to wobec osób, które w świetle obecnie obowiązującej konstytucji i tak nie ponosiłyby już przed nim odpowiedzialności.

Nie oznacza to jednak, że jest to organ zupełnie niepotrzebny. Istnieje przede wszystkim po to, by w razie potrzeby można było pociągnąć do odpowiedzialności za złamanie prawa Prezydenta RP. Nie powinien on bowiem odpowiadać przed zwykłymi sądami, skoro decyduje o powołaniach i awansach orzekających w nich sędziów.

Dodatkowo Trybunał Stanu może też wyrokować – w ramach osobnego reżimu, innego niż odpowiedzialność karna – w sprawach łamania prawa przez inne organy władzy wykonawczej, co ma stanowić dodatkową ochronę przed nadużyciami prawa ze strony polityków.

Cechy sądu i organu politycznego

Z powyższych powodów Trybunał Stanu wydaje się być w Polsce potrzebny. Nie oznacza to jednak, że w praktyce funkcjonuje on adekwatnie do roli, jaką mu powierzono. Pole do nadużyć daje tu sama konstytucja, która z jednej strony deklaruje, że jest to organ niezależny od innych władz (art. 173), a jego członkowie są niezawiśli (art. 199 ust. 3) i posiadają immunitet (art. 200), z drugiej strony natomiast powierza wybór większości jego składu Sejmowi oraz wiąże jego kadencje z kadencją parlamentu, a w zakresie apolityczności wymaga od jego członków jedynie tego, by nie byli posłami i senatorami (art. 199 ust. 1).

Trybunał Stanu łączy więc cechy sądu i organu politycznego, co odpowiada bardziej pewnym rozwiązaniom tradycyjnym, takim jak Sąd Sejmowy funkcjonujący w I RP, niż wymaganiom współczesności.

Ten quasi-polityczny charakter Trybunału, połączony z faktycznym brakiem jego aktywności orzeczniczej, powoduje, że w praktyce ukształtował się w Polsce zwyczaj obsadzania go w znacznej części byłymi politykami lub innymi osobami aktywnymi w życiu publicznym, których poglądy polityczne są powszechnie znane. Prowadzi to jednak do sytuacji, w której Trybunał Stanu jest niezdolny do wypełniania swojej funkcji, jaką jest bezstronne rozstrzyganie spraw związanych z życiem publicznym.

Pokazała to m.in. ostatnia sprawa uchylenia immunitetu pierwszej prezes SN. Mimo że nie dotyczyła ona bezpośrednio polityki, posiedzenie w tej sprawie zdominowały emocje polityczne, od których jakikolwiek sąd, a tym bardziej Trybunał Stanu, powinien być wolny. Osoby odpowiadające przed nim muszą mieć zapewnione prawo do sądu, tj. prawo do rozpatrzenia ich sprawy przez organ niezależny, niezawisły i bezstronny. Gwarantuje im to zarówno sama konstytucja, jak i prawo międzynarodowe.

Trudno jest twierdzić, że dostateczny standard bezstronności jest zapewniony, gdy o winie polityka decydować będzie były polityk lub osoba, która jest aktywna w życiu publicznym i której poglądy polityczne są powszechnie znane.

Co istotne, zagwarantowanie odpowiedniego poziomu niezawisłości i bezstronności TS jest możliwe już w ramach obecnie obowiązującej konstytucji. Konieczna jest jedynie zmiana ustawy o Trybunale Stanu, a zwłaszcza pewnych zwyczajów politycznych.

Przede wszystkim Sejm powinien odstąpić od doboru członków Trybunału według klucza politycznego na rzecz kryteriów merytorycznych. Do optymalnej realizacji swojej funkcji Trybunał Stanu potrzebuje przede wszystkim nie osób mocno zaangażowanych w życie publiczne, lecz ekspertów od prawa konstytucyjnego, którzy będą w stanie rzetelnie ocenić, czy w danej sprawie doszło do naruszenia konstytucji lub ustawy, oraz karnistów, którzy będą potrafili prawidłowo przeprowadzić postępowanie dowodowe oraz właściwie zastosować konstrukcje prawne dotyczące ponoszenia odpowiedzialności. Mogliby to być przynajmniej w pewnej części sędziowie w stanie spoczynku orzekający niegdyś w Trybunale Konstytucyjnym oraz Sądzie Najwyższym.

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Bez zmiany konstytucji

Wszystko to można osiągnąć już teraz, nawet bez zmiany ustawy. Modyfikacja jej przepisów byłaby natomiast potrzebna do zapewnienia niezbędnych gwarancji apolityczności i niezawisłości członkom Trybunału Stanu.

Należałoby więc za jej pomocą wprowadzić wymóg ich wyboru większością kwalifikowaną, co najmniej 3/5, oraz nałożyć na nich – wzorem innych sędziów – zakaz należenia do partii politycznych oraz prowadzenia działalności publicznej podważającej zaufanie do ich bezstronności.

Z uwagi na fakt, że członkowie Trybunału Stanu pełnią swoją funkcję honorowo, a zatem na co dzień mogą pracować zawodowo w innym miejscu, wskazane byłoby, by w celu ochrony ich przed naciskami pracodawcy ustawa gwarantowała im zakaz zwolnienia z pracy bez zgody Trybunału. Oprócz tego przydatne byłoby rozszerzenie katalogu podmiotów, które mogą zgłaszać kandydatury na jego członków, o apolityczne organy takie jak Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego czy Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Przyjęcie zaproponowanych rozwiązań w znacznej mierze usunęłoby podstawowe mankamenty funkcjonowania Trybunału w obecnym kształcie. Otwarta pozostaje natomiast kwestia jego dalszych reform, które wymagałyby już zmiany konstytucji.

Warte rozważenia byłoby wydłużenie kadencji jego członków czy wprowadzenie zakazu ich reelekcji albo nawet zlikwidowanie go i przekazanie jego kompetencji prawidłowo działającemu Trybunałowi Konstytucyjnemu. Zanim jednak do tego dojdzie, konieczne jest wprowadzenie najwyższych standardów jego działania w ramach obecnie obowiązujących regulacji konstytucyjnych, co zależy wyłącznie od dobrej woli poszczególnych ugrupowań parlamentarnych.

Autor jest dr. nauk prawnych, prodziekanem ds. dydaktycznych na Wydziale Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Deregulowanie po kawałku, czyli zmiany w e-licytacjach

Rosnące zainteresowanie elektronicznymi licytacjami komorniczymi – które dziś są tylko fakultatywną opcją sposobu spieniężania zajętego majątku dłużnika – sprawiło, że Ministerstwo Sprawiedliwości zdecydowało się na uznanie tej formy za domyślną. Obecnie e-licytacje przeprowadza się na wniosek wierzyciela, po zmianach zasada się odwróci. Komornik dokona sprzedaży nieruchomości w drodze licytacji elektronicznej, chyba że przed uprawomocnieniem się opisu i oszacowania wierzyciel zażąda przeprowadzenia licytacji publicznej (czyli tradycyjnej).

Wykrojony kawałek projektu komisji

Plan reformy znalazł się w kompleksowym projekcie nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, który odwracał wiele zmian proceduralnych wprowadzanych za czasów Zbigniewa Ziobry ustawami z 2019 i 2023 roku. E-licytacja miała być domyślną formą zbycia zarówno ruchomości, jak i nieruchomości.

Projekt przewidywał również uproszczenia dotyczące wnoszenia rękojmi – w postaci tymczasowej blokady środków na karcie. Dzięki takiemu rozwiązaniu uczestnik licytacji natychmiast odzyskiwałby zamrożone na poczet wadium pieniądze, bez konieczności czekania na przelew od komornika. A mowa o 10 proc. sumy oszacowania, co w wielu przypadkach oznacza duże kwoty.

Dla samych komorników to również byłoby nie lada ułatwienie, zwłaszcza w przetargach, w których bierze udział nawet kilkuset licytantów (bo i takie się zdarzają). Wygrywa jedna osoba, a rękojmie trzeba zwracać setkom pozostałych.

Tyle tylko, że na fali deregulacyjnej gorączki z projektu nowelizacji KPC wyjęto przepisy o e-licytacji nieruchomości do odrębnego projektu, który następnie, bez konsultacji społecznych, został błyskawicznie zatwierdzony przez rząd i skierowany do parlamentu. W ostatni piątek Sejm nowelę tę uchwalił.

W efekcie zatem licytacja elektroniczna będzie zasadą przy spieniężaniu nieruchomości, ale już w przypadku ruchomości – nie (tu odbędzie się na wniosek). Mało tego, zmiany nie obejmą wszystkich nieruchomości. Część z nich, takie jak niezbudowane działki lub tereny, na których budynki nie zostały jeszcze odebrane, zbywa się w trybie uproszczonym, stosując przepisy o licytacji ruchomości. Zatem w tym przypadku e-przetarg będzie można zorganizować, jeśli wierzyciel wystąpi z wnioskiem.

Przynajmniej do czasu uchwalenia wspomnianej dużej nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, do czego jeszcze daleka droga.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Wątpliwe skutki poprawki

To nie koniec problematycznych rozwiązań. Podczas posiedzenia sejmowej komisji ds. zmian w kodyfikacjach wprowadzono poprawkę do art. 9865 § 1 KPC. Przepis ten stanowi, że „rękojmię należy złożyć na rachunek bankowy najpóźniej na dwa dni robocze przed rozpoczęciem przetargu. Za datę złożenia rękojmi przyjmuje się dzień uznania rachunku bankowego komornika. Przepisu art. 964 KPC nie stosuje się”. Poprawka wykreśla to ostatnie zdanie.

– Potencjalny licytant, który chciałby skorzystać ze zwolnienia z rękojmi w razie pozostawienia wyłączenia możliwości stosowania art. 964 KPC w e-licytacji, będzie, zgodnie z projektem w obecnym brzmieniu, w gorszej sytuacji od takiego samego licytanta w licytacji tradycyjnej – tłumaczyła zmiany posłanka Elżbieta Anna Polak z Koalicji Obywatelskiej.

Poprawkę pozytywnie oceniło Ministerstwo Sprawiedliwości. – Uważamy, że ta zmiana jest potrzebna. Obecnie mamy taką sytuację, że w e-licytacjach licytant, ale najczęściej to również jest wierzyciel, nie może skorzystać ze złożenia rękojmi. To najczęściej dotyczy wierzycieli hipotecznych i w tym sensie stawia tych wierzycieli w gorszej sytuacji, aniżeli w licytacji tradycyjnej – tłumaczył sędzia Mateusz Pietrzyk z departamentu legislacyjnego MS.

– Nie wydaje się, aby to wyłączenie w ogóle znajdowało jakieś uzasadnienie w e-licytacjach, w związku z czym to by zrównywało sytuację wierzyciela w e-licytacji i w licytacji tradycyjnej – dodawał.

Inaczej to widzi Krajowa Rada Komornicza. W jej ocenie takie rozwiązanie spowoduje, że w sytuacji, gdy jeden lub kilku potencjalnych licytantów zgłosi (na dwa dni przed licytacją) chęć przystąpienia do niej i zaliczenia swojej wierzytelności (prawa) na poczet należnej rękojmi, to komornik, najczęściej na dzień przed rozpoczęciem przetargu, będzie zmuszony weryfikować zasadność oceny licytanta do zwolnienia z całości lub części rękojmi.

– Podjęcie takich czynności w ramach sprzedaży w drodze licytacji elektronicznej, w szczególności na dzień przed rozpoczęciem przetargu, może w efekcie doprowadzić do odmowy dopuszczenia do udziału w przetargu osoby, która błędnie oceniła swoje uprawnienie do zwolnienia z całości lub części rękojmi. W świetle obowiązujących przepisów taka osoba nie będzie bowiem już miała możliwości uiszczenia w terminie całości lub części rękojmi. Zatem przepis, zamiast zagwarantowania praw, jakie przysługują w przypadku licytacji publicznej, w istocie pozbawi taką osobę prawa do udziału w przetargu, którym jest zainteresowana – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Sławomir Szynalik, prezes KRK.

Problemy interpretacyjne

Zwraca on uwagę, że instytucja zwolnienia z art. 964 KPC w praktyce nastręcza wielu problemów interpretacyjnych, również w przypadku tradycyjnej licytacji nieruchomości. – Często prawidłowe ustalenie pokrycia wierzytelności w cenie nabycia jest niemożliwe lub nader utrudnione. Powoduje to w konsekwencji konieczność zobowiązywania nabywcy do uzupełnienia ceny lub przydzielanie wierzycielowi roszczenia przeciwko nabywcy, zabezpieczonego hipoteką na sprzedanej nieruchomości – dodaje prezes Szynalik.

Dlatego, zdaniem samorządu komorniczego, dla poprawy szybkości i skuteczności egzekucji z nieruchomości należałoby postulować całkowite wyeliminowanie regulacji przewidzianej w art. 964 KPC, zarówno w licytacji publicznej, jak i elektronicznej.

– Osoba, której przysługuje prawo podlegające zaspokojeniu z sumy uzyskanej z egzekucji z nieruchomości, powinna uczestniczyć w planie podziału i w ramach tego planu uzyskać należne jej środki. W wielu przypadkach będzie też możliwe zastosowanie art. 968 § 1 KPC, zgodnie z którym nabywca może zaliczyć na poczet ceny własną wierzytelność lub jej część, jeżeli znajduje ona pokrycie w cenie nabycia – zauważa prezes Sławomir Szynalik.

Warto zauważyć, że posłowie postanowili przy okazji jeszcze bardziej skomplikować przepisy. W drugim czytaniu zgłoszono bowiem poprawkę zmieniającą brzmienie art. 10136 § 1 KPC, który dotyczy konsekwencji niesprzedania nieruchomości w trybie z wolnej ręki.

Dziś, zgodnie z tą regulacją, nieruchomość podlega sprzedaży w drodze licytacji, do której stosuje się przepisy o licytacji w egzekucji z ruchomości. Natomiast zgodnie z zaproponowanym brzmieniem, jeżeli sprzedaż nieruchomości nie nastąpi w trybie z wolnej ręki, wówczas nadal będzie podlegać sprzedaży w drodze licytacji, do której stosuje się przepisy o licytacji w egzekucji z ruchomości, z tym, że licytację przeprowadza się w drodze licytacji elektronicznej. Chyba że przed uprawomocnieniem się opisu i oszacowania wierzyciel zażąda sprzedaży w drodze licytacji publicznej.

– Poprawka jest próbą ratowania fragmentarycznej nowelizacji. Trudno zrozumieć takie podejście, zważywszy na to, że Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego przygotowała kompleksową i spójną zmianę przepisów obejmujących sprzedaż w drodze licytacji elektronicznej ruchomości i nieruchomości – mówi Rafał Fronczek, były prezes Krajowej Rady Komorniczej. Jak przypomina, do sprzedaży nieruchomości w trybie uproszczonym stosuje się przepisy o licytacji w egzekucji z ruchomości.

Potrzebne kompleksowe zmiany

– Celowe jest wprowadzenie jako zasady licytacji elektronicznej również w przypadku licytacji ruchomości. Wydaje się, że projekt przygotowany przez komisję kodyfikacyjną wymusi również przywrócenie treści art. 10136 KPC do aktualnego brzmienia, zatem lepiej poczekać na całościową nowelizację – pointuje ekspert.

Etap legislacyjny: ustawa trafi do Senatu

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Asystowanie przy zatrzymaniu za niższą stawkę oburza prawników

Resort sprawiedliwości pracuje nad zmianami w kodeksie postępowania karnego, które mają wprowadzić obowiązkowy udział obrońcy już od pierwszej czynności. Projekty rozporządzeń określających wynagrodzenie za pomoc świadczoną przez adwokatów i radców prawnych z urzędu są obecnie na etapie konsultacji międzyresortowych.

Wywołały one zaniepokojenie Ministerstwa Finansów, które zwróciło uwagę, że planowane podniesienie stawek (do 540 zł za dochodzenie i 900 zł za śledztwo), spowoduje znacznie większy niż prognozowany przez MS wzrost wydatków, jeśli wprowadzi się też nowy rodzaj czynności adwokackich z urzędu tj. asystowanie przy zatrzymaniu. Zgodnie bowiem z ogólnymi zasadami, za taką pojedynczą czynność adwokat lub radca prawny powinien dostawać 25 proc., stawki za całą sprawę – tj. 135 zł za dochodzenie i 225 zł za śledztwo.

Obraza dla pełnomocnika i obywatela

W korespondencji między MF a wiceministrem sprawiedliwości Arkadiuszem Myrchą ten drugi wskazał jednak, że obawy resortu finansów są nieuzasadnione. Stawkę za wspomniane asysty przy zatrzymaniu MS planuje bowiem określić kwotowo, odpowiednio na 90 zł za dochodzenie i 150 zł za śledztwo – a więc na 25 proc., ale obecnie obowiązujących stawek (przed podwyżką). Adwokaci i radcowie nie kryją oburzenia tą propozycją.

– Konwersacja między ministerstwami jest całkowicie oderwana od realiów rynkowych. Pokazuje ona, że resort finansów troszczy się tylko o budżet. Jeśli wprowadzamy nową instytucję, wymaganą przez unijną dyrektywę, która wiąże się z koniecznością zapłaty za pomoc prawną, to będzie to zapłata „na odwal się” – mówi adwokat Robert Pogorzelski.

– To, co proponuje Ministerstwo Sprawiedliwości w tym zakresie jest niestety próbą zapewnienia realizacji standardów rzetelnego procesu, w tym zapewnienia realizacji dyrektywy obrończej nie środkami finansowymi Skarbu Państwa, ale cudzymi – w tym przypadku adwokatów. Możemy to nazywać ładnie i dyplomatycznie oszczędnością, racjonalizacją kosztów ze strony ministerstwa lub dosadniej – finansowym dziadostwem ze strony Państwa – wskazuje z kolei Bartosz Tiutiunik, wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej.

–Państwo musi się w końcu zdecydować czy chce zapewniać obywatelowi pomoc prawną z urzędu na cywilizowanym poziomie tak na gruncie kodeksowym, jak i finansowym, czy tylko udawać, że to robi. Kwota 90 zł za pomoc prawną zatrzymanemu to kpina Państwa nie tylko z adwokata, ale również z obywatela, którego to Państwo zatrzymuje i ściga.

Szkolenia miękkie dla adwokatów i radców prawnychSprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Ile powinna wynosić stawka?

Robert Pogorzelski zaznacza, że choć asysty będą odpłatne, to dyżury w oczekiwaniu na konieczność świadczenia takiej pomocy – wciąż nie (podobnie jest przy obecnych dyżurach aresztowych w postępowaniu przyspieszonym).

– Sam pomysł, że ma być to jedna czwarta opłaty za całą sprawę, jest chybiony. Takie asysty będą się odbywać często w godzinach nocnych, wiążą się z koniecznością dojazdów i oczekiwania na możliwość spotkania z klientem. Dlatego powinno być to raczej wyceniane na więcej niż te 25 proc., nawet jeśli byłoby to wskazane kwotowo. Rynkowo adwokaci za takie dojazdy biorą 600, a nawet i 1000 zł – mówi mec. Pogorzelski.

Również Bartosz Tiutiunik przyznaje, że zaproponowane kwoty nie mają nic wspólnego z rynkowymi i nie rekompensują nakładu czasu, wiedzy i pracy wykwalifikowanego prawnika. Dodaje, że pod względem zaangażowania czasowego i merytorycznego pomoc zatrzymanemu należy porównać raczej do udziału w posiedzeniu w przedmiocie przedłużenia tymczasowego aresztowania lub rozpoznania zażalenia na zastosowanie lub przedłużenie tego środka. A za taką pomoc obowiązuje stawka w wysokości połowy, a nie jednej czwartej wynagrodzenia za całą sprawę. Byłoby to więc 180 i 300 zł przed podwyżką, a po niej – odpowiednio 270 zł i 450 zł

– Czyli trzykrotność tego co, obecnie proponuje Ministerstwo Sprawiedliwości adwokatowi za jego pracę w związku z zatrzymaniem obywatela – podsumowuje wiceprezes NRA. –Warto zwrócić uwagę, że to samo ministerstwo w związku z brakiem dostępności lekarzy sądowych proponuje zwiększenie od 1 stycznia przyszłego roku stawki za badanie przez lekarza sądowego trzyipółkrotnie – ze 100 zł do 350 zł. Nawet przy dobrej woli trudno w tym znaleźć wewnętrzną logikę i systemową spójność.

Jeszcze nie przesądzono

Jak poinformował nas resort sprawiedliwości, ostateczny kształt ustawy będzie uzależniony od przebiegu prac legislacyjnych, które jeszcze trwają. Podkreśla jednak, że wydatki z tytułu wprowadzenia instytucji tzw. obrony tymczasowej przewidzianej w rządowym projekcie (UD153) zostały oszacowane w OSR przy założeniu, że opłaty za pomoc prawną udzielaną w tych sprawach będą stanowiły określony proc. aktualnie obowiązujących opłat (w obecnej wysokości).

– W celu uzgodnienia aktualnie procedowanych projektów rozporządzeń z ministrem finansów, minister sprawiedliwości zadeklarował możliwość określenia w ramach przyszłej nowelizacji tych rozporządzeń poszczególnych opłat związanych z obroną tymczasową kwotowo (czyli jako konkretną kwotę), a nie procentowo – czytamy w odpowiedzi MS.

– Niezależnie od powyższego określenie w rozporządzeniach ministra sprawiedliwości w sprawie ponoszenia przez Skarb Państwa albo jednostki samorządu terytorialnego kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej przez adwokata/radcę prawnego z urzędu opłat za pomoc prawną z urzędu związaną z obroną tymczasową będzie przedmiotem dalszych prac legislacyjnych – konkluduje resort.

Już od pierwszej czynności

Adwokaci i radcowie prawni od lat zabiegają o wdrożenie przepisów tzw. dyrektywy obrończej z 22 października 2013 r., która powinna obowiązywać co najmniej od listopada 2016 r. Gwarantuje ona m.in. prawo do pomocy pełnomocnika już od pierwszej czynności po zatrzymaniu. Samorządy prawnicze wskazują, że taka asysta obrońcy zapobiega złym praktykom, takim jak wymuszanie wyjaśnień określonej treści, pozaprocesowe rozpytanie czy nawet przyznanie się do zarzucanych czynów bez konsultacji z prawnikiem. Skutki tych czynności ciężko później podważyć w sądzie, jeśli podejrzany podpisał protokół. Ale też obecność prawnika gwarantuje prawidłowość przeprowadzania czynności i zmniejsza ryzyko ich powtarzania w wyniku zaskarżenia, albo bezpodstawnych oskarżeń wobec funkcjonariuszy państwa.

– To kwestia podstawowych zasad państwa praworządnego i demokratycznego. Nie chodzi nawet o kwestię stawek, choć pieniądze są oczywiście ważne. Ale obecność profesjonalnego pełnomocnika, obecność obrońcy w związku z zatrzymaniem musi się stać standardem, tego wymaga prawo europejskie – mówi Tomasz Scheffler, wiceprezes Krajowej Rady Radców Prawnych.

Dodaje, że samorządy zabiegały o takie zmiany już w zeszłej kadencji i wtedy spotkało się to z odmową ze względów finansowych. Ale finanse nie mogą być usprawiedliwieniem dla odmawiania podstawowego prawa do obrony.

– Państwo musi wypełniać swoje obowiązki wobec obywateli – tłumaczy Tomasz Scheffler. – O tym prawie nie może decydować minister finansów. Jednocześnie państwo ustala minimalne wynagrodzenie, ale pełnomocnikom nie zapewnia w wielu kategoriach spraw owej minimalnej stawki za godzinę. Czujemy się oszukani, bo nie jest możliwe, by nie zdawano sobie sprawy z tej rozbieżności. Państwo musi zapewnić godziwe warunki obrony. Nie chodzi o stawki rynkowe, ale przynajmniej wynagrodzenie minimalne. Nie chcę wierzyć, że kwestia obrony praw człowieka nie jest istotna dla władzy publicznej, a tym samym chcę wierzyć, że stawki związane ze zmianami w KPK będą godziwe – podsumowuje wiceprezes KRRP.

Etap legislacyjny: konsultacje

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Ocena spełnienia przesłanki pokrzywdzenia wierzycieli

Stan faktyczny

W 2016 r. H.B. na korzystnych warunkach, jako były dzierżawca, nabył od Skarbu Państwa – Agencji Nieruchomości Rolnych grunty o łącznej powierzchni ponad 218 ha w preferencyjnej cenie 4,6 mln zł. Ówczesna sytuacja finansowa nie pozwalała nabywcy ani na zakup z własnych środków, ani na uzyskanie pożyczki od banku. Transakcja została sfinansowana z pożyczki od M.P., którego ojcu, od razu po zakupie, grunty te zostały przekazane w dzierżawę, a wkrótce później dzierżawcą został M.P. Po upływie kilku lat H.B. sprzedał M.P. te grunty za 6,2 mln zł – kwotę odpowiadającą wysokości pożyczki udzielonej sprzedającemu w 2016 r. Przy czym zarówno warunkowa umowa sprzedaży nieruchomości, jak i umowa przeniesienia ich własności, zawarte zostały pomiędzy H.B. a M.P., działającym również jako pełnomocnik H.B.

H.B. w ciągu kilku lat zadłużył się wobec „D.” sp. z o.o. na ponad 280 tys. zł. W 2017 r. H.B. złożył oświadczenie o uznaniu tego długu i zobowiązał się do jego spłaty w ustalonych ratach. Ponieważ dłużnik nie wywiązywał się ze zobowiązań, „D.” sp. z o.o. wystąpiła z powództwem o zapłatę. Spór zakończył się zawarciem ugody mediacyjnej zatwierdzonej przez sąd. W toku postępowania egzekucyjnego doszło do zbiegu z egzekucją administracyjną prowadzoną przez Naczelnika Urzędu Skarbowego w G. Okazało się bowiem, że H.B. miał zaległości publicznoprawne wobec uprzywilejowanych wierzycieli – Burmistrza N. i KRUS. Do egzekucji przyłączono także dwa banki.

Skarga pauliańska

Z uwagi na niewyegzekwowanie należności wynikającej z ugody „D.” sp. z o.o. wystąpiła ze skargą pauliańską przeciwko M.P. SO w S. uznał warunkową umowę sprzedaży gruntów rolnych oraz umowę przeniesienia ich własności za bezskuteczne wobec powódki. Sąd II instancji oddalił apelację M.P. Sądy stwierdziły, że zostały spełnione wszystkie przesłanki udzielenia wierzycielowi ochrony na podstawie art. 527 KC, czyli: przysługiwanie wierzycielowi zaskarżalnej wierzytelności w stosunku do dłużnika; dokonanie przez dłużnika czynności prawnej z osobą trzecią; pokrzywdzenie wierzyciela; uzyskanie korzyści majątkowej przez osobę trzecią; świadomość dłużnika o pokrzywdzeniu wierzyciela; działanie przez osobę trzecią w złej wierze (zob. wyrok SN z 11.7.2014 r., III CSK 247/13, Legalis). Szczególnie sporna między stronami była kwestia pokrzywdzenia wierzycieli. Sądy, przyznając rację powódce, wskazały, że H.B. wskutek czynności objętych żądaniem pozwu stał się niewypłacalny w większym stopniu. Utracił bowiem prawo własności nieruchomości rolnych o pow. 218 ha, wyzbywając się ich za cenę 6,2 mln zł, która to kwota była o 30% niższa niż przeciętna cena rynkowa. Co istotne, cena nie została bezpośrednio zapłacona zbywcy, lecz na jej poczet została zaliczona kwota pożyczki, której w 2016 r. M.P. udzielił H.B. na zakup tych gruntów.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Skarga kasacyjna

M.P. wniósł skargę kasacyjną, twierdząc, że jest ona oczywiście uzasadniona z uwagi na niewłaściwe zastosowanie art. 527 KC i art. 378 § 1 KPC. Jednocześnie skarżący powołał się na istnienie w sprawie istotnego zagadnienia prawnego, dotyczącego interpretacji przesłanki pokrzywdzenia wierzyciela, warunkującej uwzględnienie skargi pauliańskiej, a mianowicie: czy dla wykazania tej przesłanki przez stronę powodową wystarczające jest powołanie się wyłącznie na fakt zbycia przez dłużnika własności nieruchomości w zamian za uzyskanie przez dłużnika świadczenia wzajemnego nie w postaci zapłaty ceny, lecz w postaci zmniejszenia pasywów dłużnika, to jest umorzenia zobowiązania dłużnika wobec pozwanej osoby trzeciej – nabywcy nieruchomości. M.P. twierdził, że wyjaśnienia wymaga również kwestia, czy przesłankę pokrzywdzenia wierzyciela można przyjąć bez przeprowadzenia pogłębionej analizy opartej na opinii biegłego, związanej z ustaleniem realnej możliwości zaspokojenia wierzytelności powoda w sytuacji, gdyby do zaskarżonej czynności nie doszło, w szczególności przy uwzględnieniu kolejności zaspokojenia wierzytelności powoda w stosunku do zabezpieczonej hipoteką wierzytelności pozwanej osoby trzeciej oraz innych uprzywilejowanych wierzytelności, wysokości tych wierzytelności oraz wartości nieruchomości zbytej przez dłużnika.

Przesłanki wykluczające się skargi kasacyjnej

SN odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania. W uzasadnieniu postanowienia wskazano, że wewnętrznie sprzeczne jest powoływanie się na istotne zagadnienie prawne i jednocześnie oczywistą zasadność skargi kasacyjnej, w przypadku gdy obie przesłanki dotykają problematyki zastosowania tożsamych przepisów. Nie może być tak, że z jednej strony skarżący wskazuje na wątpliwości związane z rozumieniem zagadnienia „pokrzywdzenia wierzyciela”, a z drugiej zwraca uwagę na oczywiste naruszenie przepisów odnoszących się do takiego pokrzywdzenia. Jak podkreślono, skarżący, wskazując na wystąpienie istotnego zagadnienia prawnego, powinien był sformułować to zagadnienie, przedstawić argumenty prawne, prowadzące do możliwych rozbieżnych ocen powiązanych z konkretnym przepisem, a nadto przedstawić własne, umotywowane stanowisko, stanowiące próbę rozwiązania nakreślonego problemu. Tymczasem wywód M.P. ma charakter czysto polemiczny z wyrokami wydanymi przez Sądy I i II instancji. Argumentacja, którą skarżący zaproponował, skupia się na rozbieżności pomiędzy treścią niekorzystnego dla niego rozstrzygnięcia a jego własnym stanowiskiem, wspartym jednostkowymi orzeczeniami sądów powszechnych. Skarżący w istocie dąży do uzyskania od SN gotowej propozycji rozwiązania kwestii prawnych stanowiących podstawę wydanego w sprawie orzeczenia.

Pokrzywdzenie wierzyciela

SN wskazał, że przez wiele lat istniały rozbieżności w zakresie oceny, czy można mówić o spełnieniu przesłanki pokrzywdzenia wierzyciela, jeśli niezależnie od tego, czy dłużnik dokonał kwestionowanej czynności, czy też nie, wierzyciel i tak nie mógłby uzyskać zaspokojenia swojej wierzytelności. W części orzeczeń przyjmowano, że w takich okolicznościach nie można uznać, iż dłużnik stał się niewypłacalny w wyższym stopniu. Uzasadniając to stanowisko, wskazywano na brak szczególnego związku, o którym mowa w art. 527 § 2 KC, między czynnością, której uznania za bezskuteczną wobec siebie żąda wierzyciel, a niewypłacalnością dłużnika (zob. wyrok SN z 3.4.2019 r., II CSK 274/18, Legalis; wyrok SN z 20.7.2017 r., IV CSK 598/16, Legalis).

W innych orzeczenia twierdzono zaś, że definicji czynności dokonanej z pokrzywdzeniem wierzycieli ustawodawca kładzie nacisk na element obiektywny w postaci niewypłacalności dłużnika, a nie na to, w jaki sposób niewypłacalność ta wpływa na możliwość zaspokojenia się przez konkretnego wierzyciela. Dłużnik jest niewypłacalny, gdy jego majątek nie wystarcza na zaspokojenie wszystkich wierzycieli, czyli gdy pasywa przekraczają aktywa dostępne dla wierzycieli. Zwiększenie niewypłacalności polega na tym, że zwiększa się różnica między wartością aktywów i pasywów. Podkreślano przy tym, że w postępowaniu ze skargi pauliańskiej nie ma podstaw do prognozowania wyników przyszłej egzekucji i możliwości zaspokojenia konkretnego wierzyciela i jego roszczenia (zob. wyrok SN z 21.11.2024 r., II CSKP 1964/22, Legalis; wyrok SN z 19.6.2024 r., II CSKP 1761/22, Legalis).

Na skutek tych rozbieżności SN podjął uchwałę, w której stwierdził, że możliwa jest sytuacja, w której na skutek dokonania czynności prawnej zwiększa się stopień niewypłacalności dłużnika, a jednocześnie nie ma to bezpośredniego wpływu na perspektywy zaspokojenia indywidualnego wierzyciela, z uwagi na np. konieczność zaspokojenia wierzycieli uprzywilejowanych. Pomimo tego należy uznać, że przesłanka pokrzywdzenia wierzycieli zostaje spełniona, gdyż wskutek dokonania czynności prawnej dłużnik staje się niewypłacalny w wyższym stopniu niż był przed jej dokonaniem. Ocenie podlega bowiem nie pokrzywdzenie konkretnego wierzyciela, ale pokrzywdzenie ogółu wierzycieli, rozumiane zgodnie z definicją podaną w art. 527 § 2 KC. Oceniając zasadność skargi pauliańskiej, sąd nie bada możliwości zaspokojenia się wierzyciela ze zbywanej nieruchomości (zob. uchwała SN(7) z 19.3.2025 r., III CZP 9/24, Legalis).

Przyjęcie koncepcji, zgodnie z którą ocenie podlega możliwość rzeczywistego zaspokojenia się wierzyciela z przedmiotu zaskarżonej czynność, rodziłoby poważne niebezpieczeństwo nadużyć po stronie dłużnika. W szczególności mogłoby dojść do obciążania nieruchomości fikcyjnymi hipotekami, zabezpieczającymi nieistniejące wierzytelności, tylko w tym celu, aby istnienie obciążeń wykazywać w procesie pauliańskim, a następnie doprowadzić do wykreślenia hipotek, gdy powództwo zostanie oddalone. Możliwe jest również pozostawienie w księdze wieczystej hipotek zabezpieczających wierzytelności, które w rzeczywistości zostały spłacone. Wykazanie takich nadużyć w procesie pauliańskim jest zaś bardzo trudne (zob. wyrok SN z 21.11.2024 r., II CSKP 1964/22, Legalis).

Postanowienie SN z 21.8.2025 r., I CSK 2400/24, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Kuratorzy sądowi – łatwiejszy nabór, sprawniejsze funkcjonowanie

Projekt ustawy ma w głównej mierze charakter porządkowy, mający znaczenie w głównej mierze dla kuratorów delegowanych do pełnienia funkcji w urzędzie obsługującym Ministra Sprawiedliwości, czy pełniących funkcje w komisji egzaminacyjnej. Projekt jest jednak istotny dla aplikantów kuratorskich, gdyż w przypadku jego wejścia w życie może dojść do skrócenia czasu trwania aplikacji kuratorskiej i szybszego przystąpienia do egzaminu.

Proponowane ułatwienia w kształtowaniu przyszłych kadr kuratorskich

Projekt ustawy zakłada poszerzenie uprawnienia Ministra Sprawiedliwości w zwalnianiu aplikanta od odbycia części aplikacji kuratorskiej i od złożenia egzaminu kuratorskiego. Dotychczas istniała bowiem możliwość, by Minister Sprawiedliwości, na wniosek Prezesa sądu okręgowego, w szczególnie uzasadnionych wypadkach zwolnił aplikanta kuratorskiego z pozostałej do odbycia części aplikacji kuratorskiej i jednocześnie złożenia egzaminu kuratorskiego. Po dokonaniu zmian zyska on możliwość zwalniania tylko z części aplikacji kuratorskiej, tylko ze złożenia egzaminu kuratorskiego, jak również zarówno z części aplikacji kuratorskiej, jak i ze złożenia egzaminu kuratorskiego.

Projektodawca proponuje tym samym, by aplikant mógł przystąpić do egzaminu kuratorskiego nie tylko w pierwszym możliwym terminie po odbyciu aplikacji kuratorskiej, lecz także w pierwszym możliwym terminie po uzyskaniu zwolnienia z pozostałej do odbycia części aplikacji kuratorskiej.

Komisje egzaminacyjne

Jedną z proponowanych zmian jest wprowadzenie do składu komisji egzaminacyjnej egzaminu kuratorskiego w miejsce jednego przedstawiciela Krajowej Rady Kuratorów, jednego kuratora zawodowego będącego delegatem do Krajowej Rady Kuratorów. Zmiany zakładają również, iż kurator zawodowy będący członkiem komisji będzie mógł żądać zwrotu kosztów podróży i noclegów na zasadach określonych w przepisach dotyczących należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej na obszarze kraju.

Minister Sprawiedliwości decydentem polityki fiskalnej kuratorów sądowych

Dotychczasowy stan prawny zakłada, iż to Rada Ministrów w drodze rozporządzenia określa mnożniki wynagrodzenia zasadniczego kuratorów zawodowych i aplikantów kuratorskich, stawki dodatku funkcyjnego i patronackiego oraz szczegółowe warunki przyznawania dodatku patronackiego i dodatku specjalnego. Projekt ustawy zakłada z kolei przekazanie wydawania przedmiotowych rozporządzeń Ministrowi Sprawiedliwości (zmiana w art. 14 ust. 7 KurSądU).

Sektor publiczny – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Zmiany w legitymacjach służbowych

Dotychczas wzory legitymacji służbowych kuratorów i aplikantów kuratorskich są określane przez Ministra Sprawiedliwości w drodze zarządzenia; wszelkie zmiany wzoru następują również w drodze zarządzenia. Projekt ustawy zakłada z kolei wprowadzenie regulacji dotyczących legitymacji służbowych w art. 104 KurSądU poprzez wskazanie, iż legitymacje kuratorów zawodowych, społecznych oraz aplikantów kuratorskich powinny zawierać:

  1. imię (imiona) i nazwisko;
  2. wizerunek twarzy;
  3. nazwę sądu, w którym działa;
  4. numer legitymacji służbowej oraz datę jej ważności;
  5. nazwę organu, który wydał legitymację służbową;
  6. miejscowość i datę wydania legitymacji.

Ponadto Minister Sprawiedliwości, już nie w drodze zarządzenia, a w drodze rozporządzenia – wedle założeń projektu ustawy – określać będzie wzór legitymacji służbowej, a także organy właściwe do wydawania, wymiany lub zwrotu legitymacji służbowej, okoliczności uzasadniające wymianę lub zwrot legitymacji służbowej, tryb postępowania w przypadku wymiany, zwrotu lub utraty legitymacji służbowej, sposób postępowania z legitymacją służbową oraz termin ważności legitymacji służbowej. Przy wydawaniu rozporządzenia będzie musiał mieć na względzie konieczność zapewnienia możliwości identyfikacji kuratorów i aplikantów, sprawności postępowania w sprawie wydawania, wymiany i zwrotu legitymacji służbowej oraz jej właściwej ochrony przed podrobieniem, przerobieniem lub użyciem przez osobę nieuprawnioną.

Szersze kompetencje kuratorów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości

W aktualnym stanie prawnym Minister Sprawiedliwości może delegować kuratora zawodowego, za jego zgodą, do pełnienia czynności administracyjnych w urzędzie obsługującym Ministra Sprawiedliwości, związanych z nadzorem nad pracą kuratorów sądowych, na czas określony, nie dłuższy niż 2 lata, albo na czas nieokreślony. Projekt ustawy zakłada poszerzenie kompetencje kuratora delegowanego przez Ministra Sprawiedliwości do pełnienia czynności administracyjnych w urzędzie obsługującym Ministra Sprawiedliwości na czynności wykraczające poza nadzorem nad pracą kuratorów sądowych. Projektodawca wychodzi bowiem z założenia, iż nabyte doświadczenie zawodowe kuratorów może przydać się również na innych szczeblach wyżej przytoczonej pracy w urzędzie, a jego zamierzeniem jest wyeliminowanie z ustawy celowości zadania, gdyż ogranicza wykorzystanie kuratora delegowanego do pracy w urzędzie, do innych czynności administracyjnych.

Przepisy intertemporalne i wejście w życie

Projektodawca zakłada, iż ustawa wejdzie w życie co do zasady w standardowym 14-dniowym okresie vacatio legis od dnia jej ogłoszenia. Jedyny wyjątek stanowią przepisy odnoszące się do legitymacji służbowych kuratorów i aplikantów, które miałyby wejść w życie dopiero 1.4.2026 r., niemniej proces legislacyjny jeszcze trwa. Ustawa zakłada wprowadzenie również przepisów międzyczasowych, w tym stosowanie dotychczasowych przepisów do kuratorów sądowych, którzy przed dniem wejście w życie ustawy zostali delegowani do pełnienia czynności administracyjnych w urzędzie obsługującym Ministra Sprawiedliwości. Z kolei w przypadku legitymacji służbowych kuratorów i aplikantów wydanych do 31.3.2025 r., lub których ważność przedłużono na 2026 r., zachowają ważność przez okres, na który zostały wydane, maksymalnie do 31.12.2026 r. Po tym okresie utracą one swoją ważność.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

WIBOR wymaga dobrej informacji

To drugi etap tego precedensowego dla rynku kredytów złotowych postępowania. 11 czerwca br. odbyła się rozprawa przed 5-osobowym składem Trybunału Sprawiedliwości UE. Najważniejszy jednak będzie wyrok, który zwykle podziela opinię rzecznika generalnego TSUE. Rozstrzygnięcie zapadnie zapewne w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Niektórzy prawnicy spodziewają się, że orzeczenie uwzględniające oczekiwania konsumentów i ich pełnomocników, otworzy nowe wielkie pole dla procesów kredytobiorców, tym razem złotówkowych, z bankami – na wzór spraw frankowych.

Umowy ze wskaźnikiem

W omawianej sprawie do TSUE zwrócił się częstochowski Sąd Okręgowy (sędzia Marcin Borkowski). Rozpatruje on pozew kredytobiorcy, który w PKO BP S.A. w 2019 r. zaciągnął kredyt mieszkaniowy na nieco ponad 400 tys. zł na 240 miesięcy. We wrześniu 2023 r. kredytobiorca pozwał bank, zarzucając mu, że przed zawarciem umowy nie został poinformowany, w jaki sposób jest wyznaczany wskaźnik referencyjny WIBOR, mający kluczowe znaczenie dla ustalenia oprocentowania tego kredytu. Zażądał on też zapłaty ponad 10 tys. zł rat nadpłaconych w oparciu o abuzywny, w jego ocenie, WIBOR.

SO powziął szereg wątpliwości, które zawarł w pytaniach prejudycjalnych do TSUE:

Sprawa w TSUE

Pełnomocnik kredytobiorcy mec. Sebastian Frejowski wskazywał podczas rozprawy przed TSUE, że przedmiotem sporu nie jest legalność WIBOR, ale prawidłowość wykonania przez bank obowiązków informacyjnych względem konsumenta w odniesieniu do wskaźnika.

– Zatem można uznać, że po rozprawie niesporne jest to, że umowy kredytu hipotecznego oparte na WIBOR-ze są legalne i sam wskaźnik jest wskaźnikiem uczciwym, natomiast obecnie istota zarzutu sprowadza się do tego, czy bank należycie, czy nienależycie wykonał obowiązki informacyjne – spuentował przebieg rozprawy adwokat Michał Romanowski, pełnomocnik PKO BP.

Z kolei pełnomocnik rządu wskazał, że WIBOR jest wskaźnikiem certyfikowanym przez uprawniony organ administracji publicznej na mocy unijnego rozporządzenia BMR i choćby z tej racji ma przymiot uczciwości.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Co podpowiada rzecznik?

W czwartkowej opinii Laila Medina po pierwsze, proponuje Trybunałowi, aby na pierwsze trzy pytania Sądu Okręgowego w Częstochowie odpowiedział, że artykuł 1 ust. 2 dyrektywy Rady 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich należy interpretować tak, że warunek umowny uwzględniony w umowie o kredyt hipoteczny zawartej między konsumentem a bankiem, który przewiduje, że oprocentowanie mające zastosowanie do kredytu jest oprocentowaniem zmiennym opartym na wskaźniku referencyjnym WIBOR 6M, jest objęty zakresem stosowania tej dyrektywy, jeżeli przepisy krajowe nie przewidują obowiązkowego stosowania tego wskaźnika i jego określonej stawki, niezależnie od wyboru dokonanego przez strony umowy.

Po drugie, artykuł 4 ust. 2 tej dyrektywy należy interpretować tak, że pozwala on na ocenę nieuczciwego charakteru warunku uwzględnionego w umowie o kredyt hipoteczny zawartej między konsumentem a przedsiębiorcą, który to warunek przewiduje zastosowanie do tej umowy zmiennego oprocentowania opartego na wskaźniku referencyjnym WIBOR 6M, jeżeli warunek ten nie został sformułowany prostym i zrozumiałym językiem (wymóg przejrzystości).

Aby spełnić ten wymóg, przedsiębiorca musi poinformować konsumenta w sposób wystarczająco precyzyjny i dokładny o nazwie stosowanego wskaźnika referencyjnego oraz o nazwie jego administratora, a także o potencjalnych konsekwencjach dla konsumenta wynikających ze stosowania tego wskaźnika.

Sposób, w jaki kredytodawca dostarcza te informacje, pośrednio albo bezpośrednio musi powodować w rezultacie, aby informacje te w pełni ujawniały zastosowaną metodę i główne elementy powodujące wahania stawki wskaźnika i nie dawały zniekształconego obrazu charakteru wskaźnika.

Wreszcie, artykuł 3 ust. 1 dyrektywy 93/13 należy interpretować w ten sposób, że zobowiązuje on sąd krajowy do dokonania oceny, czy warunek umowny dotyczący zmiennej stopy oprocentowania opartej o WIBOR – stojąc w sprzeczności z wymogiem dobrej wiary – powoduje znaczącą nierównowagę wynikających z umowy praw i obowiązków stron ze szkodą dla konsumenta. Sąd krajowy w ogólnej ocenie nieuczciwego charakteru warunku umownego musi sprawdzić, czy kredytodawca, traktujący konsumenta w sposób sprawiedliwy i słuszny, mógł racjonalnie założyć, że konsument ten przyjąłby taki warunek w drodze negocjacji indywidualnych umowy. W tym celu należy sprawdzić, czy konsument wyraził świadomą zgodę na ryzyko wynikające ze stosowania spornego warunku umownego po otrzymaniu pełnych i dokładnych informacji.

Ocena ta nie może jednak odnosić się do wskaźnika WIBOR jako takiego, ani do metody jego ustalania – puentuje swoje stanowisko Laila Medina.

Opinia rzecznika TSUE może mieć znaczenie nie tylko dla kredytów mieszkaniowych, ale i innych umów – także pożyczek o zmiennym oprocentowaniu opartym o WIBOR.

Prof. Michał Romanowski, pełnomocnik PKO w tej sprawie, nie kryje zadowolenia, mówiąc, że opinia rzecznika jest zgodna z jego przewidywaniami. Podkreśla, że rzecznik generalny TSUE nie zakwestionował uczciwości wskaźnika WIBOR i sądy krajowe nie mogą badać tego wskaźnika oraz metody jego ustalania. – Banki powinny informować klientów o jego nazwie, administratorze WIBOR oraz konsekwencjach zastosowania takiego wskaźnika dla umowy, a do sądów krajowych należy ocena, czy klient został prawidłowo poinformowany o WIBOR i jego konsekwencjach, zgodnie z zakresem przewidzianym w rozporządzeniu BMR i właściwych przepisach krajowych – zwraca uwagę Michał Romanowski.

Zadowolony z opinii rzecznika TSUE jest też mec. Sebastian Frejowski, pełnomocnik kredytobiorcy w tej sprawie. – Oceniam tę opinię jako dobry przedbieg przed wyrokiem TSUE, przede wszystkim za rozwinięcie w niej obowiązków informacyjnych banku, które ma wypełnić wobec kredytobiorcy, aby uznać, że zostały one zrealizowane w sposób należyty – mówi Sebastian Frejowski.

Sygnatura akt: C-471/24

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Radosław Górski

radca prawny

Opinia rzecznika otwiera drogę do kontroli sądowej kredytów złotowych opartych na WIBOR i zwiększa prawdopodobieństwo całkowitej porażki sektora bankowego w sporach z konsumentami. Rzecznik potwierdził, że brak rzetelnej informacji o ryzyku i sposobie ustalania wskaźnika czyni postanowienia umowne dotyczące oprocentowania nieprzejrzystymi i nieuczciwymi. Większość umów w Polsce, moim zdaniem, nie spełnia tych standardów, co stawia banki w podobnej sytuacji jak przy kredytach frankowych.

Ocena nieuczciwego charakteru postanowień umownych w przypadku umowy, której dotyczyło pytanie prejudycjalne, zdaniem rzecznika, nie może odnosić się do wskaźnika WIBOR jako takiego ani do metody jego ustalania. Równocześnie informacja o metodzie wyznaczania tego wskaźnika musi być przekazana kredytobiorcy, ale po setkach analiz umów kredytowych znam jedynie kilka przypadków, w których banki częściowo wywiązały się z tego obowiązku.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Jędrzej Jachira

adwokat

Klauzule dotyczące oprocentowania opartego na WIBOR mogą być badane pod kątem nieuczciwości, jeśli nie zostały jasno i zrozumiale przedstawione konsumentowi. Banki powinny zatem informować o mechanizmie wskaźnika i jego wpływie na koszty kredytu. Choć opinia nie jest wiążąca dla TSUE, to daje korzystną prognozę dla kredytobiorców przed ostatecznym wyrokiem. Rzecznik generalny TSUE ponownie zwraca szczególną uwagę, jak ważne dla TSUE jest pełne poinformowanie konsumenta o tym, co istotnie wpływa na wysokość zobowiązań kredytobiorców.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Wojciech Wandzel

adwokat

Rzecznik Generalny TSUE wskazał, że wprawdzie sądy krajowe mogą badać klauzulę zmiennego oprocentowania, to nie mogą one badać metody wyznaczania wskaźnika referencyjnego WIBOR. Jest to bardzo istotne, ponieważ w postępowaniu przed SO w Częstochowie (i analogicznych postępowaniach „wiborowych”) kredytobiorca w istocie kwestionuje wskaźnik WIBOR i metodologię jego wyznaczania. Co prawda kredytobiorca czyni to, jak wynika z przebiegu rozprawy przed TSUE, pod pretekstem rzekomego niedopełnienia obowiązków informacyjnych, ale istota zarzutów kredytobiorcy i tak dotyczy wskaźnika i metodologii jego tworzenia.

Te zaś kwestie, jak wynika z opinii rzecznika, nie mogą być w ogóle przedmiotem oceny przez sąd rozpoznający sprawę, w której kredytobiorca kwestionuje umowę zawierającą klauzulę zmiennego oprocentowania.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Henryk Walczewski

sędzia z sądu frankowego

Sąd nie może badać WIBOR w sporze o kredyt hipoteczny. Stosowanie wskaźnika referencyjnego WIBOR wynika z prawa UE (rozporządzenie 2016/1011 BMR), które nakazuje wprost zasady obliczania wskaźnika, a prawem krajowym – jego administratora. Wykonując te obowiązki na terenie Polski, do umów kredytu hipotecznego stosuje się WIBOR (ustawa o kredycie hipotecznym, art. 10 ust. 1 pkt 5). Wysokość WIBOR określa jego administrator – bank – i kredytobiorca nie ma wpływu na jego wysokość. Skarżyć trzeba administratora przed sądem administracyjnym. Rozporządzenie BMR określa sposób rozpatrywania skarg na wyznaczanie wskaźnika (art. 9), dane wejściowe i metodę obliczeń (art. 11–14). Zawarcie umowy kredytu z pominięciem powyższych zasad jest prawnie niemożliwe.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Fałszywe dowody a prawo do wznowienia postępowania podatkowego

W toku postępowania wymiarowego Naczelnik Urzędu Skarbowego ustalił, że Podatnik w latach 2010–2013 prowadził w sposób zorganizowany działalność gospodarczą polegającą na zakupie pojazdów w Stanach Zjednoczonych, ich odprawie celnej w Niemczech, rejestracji w Polsce oraz finalnej sprzedaży za pośrednictwem komisu. Nie płacił jednak VAT, więc urząd naliczył podatek od towarów i usług.
Podstawowym dowodem były umowy sprzedaży pojazdów zawierające podpisy przypisane do Podatnika, a wskazujące na to, że działał on jako właściciel i sprzedawca pojazdów. Decyzja wymiarowa stała się ostateczna, ponieważ Podatnik się nie odwołał.
Po jakimś czasie Podatnik zaczął jednak dążyć do wznowienia postępowania na podstawie art. 240 § 1 pkt 1 OrdPU, wskazując, że podpisy na trzech umowach sprzedaży komisowej samochodów zostały sfałszowane. Wsparł swoje twierdzenia opinią biegłego sądowego z zakresu badań pisma i podpisów, sporządzoną w toku postępowania karnego skarbowego, w której stwierdzono, że podpisy te nie są jego autorstwa.
Natomiast samo postępowanie karne w sprawie podrobienia podpisów zakończyło się wydaniem przez prokuratora postanowienia o umorzeniu dochodzenia z powodu niewykrycia sprawcy (art. 270 § 1 KK). Postanowienie to zostało utrzymane w mocy przez sąd rejonowy, który jednoznacznie stwierdził, że podpisy nie są autentyczne.
Organy podatkowe uznały jednak, że brak jest wymaganej przesłanki wznowienia postępowania podatkowego, ponieważ – ich zdaniem – konieczne jest orzeczenie sądu karnego skazujące określoną osobę za fałszerstwo. W konsekwencji odmówiły uchylenia decyzji ostatecznej dotyczącej podatku od towarów i usług.
Sedno sporu sprowadzało się do odpowiedzi na pytanie, czy prawomocne postanowienie sądu karnego, utrzymujące w mocy postanowienie prokuratora o umorzeniu dochodzenia wobec niewykrycia sprawcy, ale zawierające jednoznaczne stwierdzenie o sfałszowaniu podpisów skarżącego, spełnia przesłankę stwierdzenia fałszywości dowodu w rozumieniu art. 240 § 1 pkt 1 OrdPU. Organy podatkowe stały bowiem na stanowisku, że konieczne jest orzeczenie sądu karnego w formie wyroku skazującego określoną osobę za popełnienie przestępstwa fałszerstwa.
Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź
W takim stanie faktycznym sprawy, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi w wyroku z 13.4.2022 r. (sygn. akt I SA/Łd 68/22) przyznał, że zaskarżona decyzja narusza art. 240 § 1 pkt 1 OrdPU poprzez błędną wykładnię tego przepisu.
W ocenie Sądu, aby mówić o stwierdzeniu fałszywości dowodu nie jest konieczne wydanie wyroku skazującego. Wystarczające jest prawomocne orzeczenie sądu, z którego wynika ponad wszelką wątpliwość, że określony dowód jest fałszywy. W rozpoznawanej sprawie taki charakter miało prawomocne postanowienie sądu rejonowego, w którym przesądzono, że podpisy na trzech umowach sprzedaży pojazdów nie są podpisami skarżącego. Fakt, że postępowanie umorzono z powodu niewykrycia sprawcy, nie niweczy znaczenia tego ustalenia.
WSA w Łodzi podkreślił, że organy podatkowe błędnie zignorowały tę okoliczność, nie analizując jej w kontekście wpływu na decyzję wymiarową. Jednocześnie wskazał, że choć sfałszowane umowy nie były jedynymi dowodami w sprawie, miały one charakter kluczowy dla ustalenia istnienia zobowiązania podatkowego. W konsekwencji, w przypadku ich wyeliminowania, brak byłoby podstaw do przypisania skarżącemu obowiązku zapłaty podatku VAT.
Do powyższego stanowiska przychylił się Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 30.7.2025 r. (sygn. akt I FSK 979/22) stwierdzając, że w aktach sprawy znajduje się opinia biegłego oraz prawomocne postanowienie sądu rejonowego, z których wynika, że dowody okazały się fałszywe.
Stąd, w opinii NSA, pomimo faktu, że fiskus zgromadził też inne dowody potwierdzające, że podatnik sprzedawał samochody, organ podatkowy musi ponownie ocenić sprawę w kontekście wyłączenia tych dokumentów, które okazały się sfałszowane.

Komentarz

Orzeczenie to wpisuje się w kierunek wykładni rozszerzającej ochronę praw podatnika w przypadkach, gdy kluczowe dla wymiaru podatku dowody zostały sfałszowane, a organ podatkowy nieprawidłowo odmówił uwzględnienia tej okoliczności.
Omawiany wyrok wyraźnie podkreśla także, iż prawo podatkowe nie może być stosowane w sposób automatyczny, gdy istnieją wątpliwości co do autentyczności kluczowych dokumentów w sprawie.
Wyrok NSA z 30.7.2025 r., I FSK 979/22, Legalis
Więcej opracowań ius.focus® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Ze zdjęciami dzieci trzeba uważać

W rozpoczętym właśnie nowym roku szkolnym uczniowie zdobędą wiedzę m.in. o tym, jak skuteczniej chronić swoje dane osobowe. Co jednak na ten temat wiedzą same szkoły (a także przedszkola czy inne podobne instytucje)? Niestety, wiele wskazuje na to, że nie za dużo.

– Jeśli chodzi o ochronę wizerunku dzieci, świadomość jest wciąż bardzo niska. Wystarczy wpisać nazwę jakiegokolwiek przedszkola na Facebooku i natychmiast zobaczymy całą masę zdjęć – mówi Jan Pieniążek, ekspert ds. prawnych Fundacji GrowSpace. – Pytanie, czy należy je upubliczniać? Można przecież ograniczyć się do udostępniania ich w zamkniętej grupie dla rodziców. Innym rozwiązaniem jest rezygnacja z wrzucania zdjęć w ogóle, albo zamazywanie twarzy – szkoła spełnia swoje cele promocyjne, a wizerunki są chronione – podkreśla ekspert.

Zainteresowanie w całej Polsce

Dowodów na to, jak poważne skutki może mieć nagranie ze szkolnych uroczystości, dostarcza niedawna sytuacja ze Starachowic, gdzie grupa dzieci z podstawówki śpiewała piosenkę o tym, że „będzie pijana na weselu w Dubaju”. Na szczęście osoba, która ujawniła to nagranie, i media, które je powieliły, zadbały o odpowiednie zamazanie obrazu. Ale nie zawsze musi tak być. Tymczasem ze względu na kontrowersyjność wydarzenia, stało się ono przedmiotem zainteresowania ogólnopolskich mediów.

Niedawno na łamach „Rzeczpospolitej” pisaliśmy o problemie tzw. sharentingu, czyli nadmiernego eksponowania wizerunku dzieci przez ich rodziców (często w celach zarobkowych). Z wizerunku swoich podopiecznych korzystają też jednak – nieraz nadmiernie – liczne instytucje (np. w ramach autopromocji), na co uwagę zwracają od dawna aktywiści walczący o prawa dziecka, Urząd Ochrony Danych Osobowych oraz rzeczniczka praw dziecka. Jak zaznacza Monika Horna-Cieślak, wizerunek, dziecko pozostaje zawsze pod ochroną prawną i nie może być traktowany jako własność żadnej instytucji. Szkoły, kluby sportowe i inne organizacje pełnią wobec dziecka szczególną rolę zaufania i zobowiązane są kierować się jego dobrem i prawem do prywatności.

Wizerunek osoby może być daną osobową w rozumieniu RODO, a w konsekwencji publikowanie zdjęć dzieci z wycieczek szkolnych, imprez sportowych itp. wymaga podstaw prawnych.

– W mojej ocenie jedyną, która wchodzi w grę, jest zgoda, w tym wypadku rodziców – tłumaczy dr hab. Arwid Mednis z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, partner w kancelarii Kobylańska Lewoszewski Mednis.

– Szkoła lub klub powinna przy tym wykonać choćby podstawową ocenę skutków przetwarzania takich zdjęć. Innymi słowy, trzeba ocenić, czy dzieci uwiecznione na fotografiach nie poniosą szkód z tytułu ich upublicznienia – dodaje.

I wskazuje, że głównym nasuwającym się zagrożeniem jest możliwość korzystania z tych zdjęć przez przestępców seksualnych. Również w celu zidentyfikowania dziecka i ustalenia, do której szkoły czy klubu chodzi.

– Na miejscu rodziców nie spieszyłbym się więc z wyrażaniem takiej zgody. Dlatego najlepiej ograniczyć się do publikowania tych zdjęć, na których nie można rozpoznać konkretnych małoletnich – podkreśla Arwid Mednis.

Niezależnie od powyższego instytucja taka musi też spełnić inne wymogi, m.in. przekazać stosowną informację m.in. na temat celu przetwarzania, podstaw prawnych itp.

Z kolei prof. Grzegorz Sibiga, adwokat i partner w kancelarii Traple Konarski Podrecki, wskazuje, że treść zgody musi wyraźnie określać, czego dotyczy.

– Nie spełnia tego warunku jednorazowa zgoda obejmująca wszystkie wydarzenia w roku szkolnym, ale też, z drugiej strony, niekoniecznie trzeba pozyskiwać zgodę oddzielnie na każde wydarzenie. Dobrze jest więc wskazać potencjalne kategorie imprez, z których zdjęcia mogą być publikowane. Rodzic, który wyraża zgody, musi bowiem wiedzieć na co się godzi – tłumaczy ekspert.

Ochrona Danych Osobowych – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Zgoda i ostrożność

Warto pamiętać o art. 81 prawa autorskiego, który przewiduje, że zgody nie wymaga publikacja wizerunku osoby m.in. stanowiącej szczegół większej całości. Przykładowo chodzi o zdjęcie grupowe uczestników wakacyjnego turnieju tenisowego – widoczna jest cała drużyna wraz z trenerami i kibicami na tle boiska.

– Jednak nawet w takich przypadkach podmiot decydujący się na rozpowszechnianie wizerunku dziecka powinien wykazać się rozwagą, poinformować dzieci i ich opiekunów o publikacji oraz wsłuchać się w głos dziecka – zwłaszcza jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że może ono czuć się niekomfortowo w związku z publikacją jego wizerunku – tłumaczy Monika Horna-Cieślak, rzeczniczka praw dziecka.

Grzegorz Sibiga wskazuje z kolei, że RODO trzeba interpretować z uwzględnieniem wspomnianych rozwiązań przewidzianych prawem autorskim.

– Moim zdaniem należy objąć ściślejszą ochroną wizerunek tej szczególnie chronionej grupy, jaką są dzieci. W tym przypadku trzeba przeprowadzić test uzasadnionego interesu administratora i każdorazowo rozważyć, czy nie ingeruje w prawa dzieci, w tym w ich prywatność, a nawet godność. Realizacja praw dzieci niweczy możliwość upublicznienia, gdy będzie przeważała nad interesem administratora – mówi prof. Sibiga.

Usunięcie zdjęcia

Choć prawo polskie przyznaje możliwość sprzeciwienia się przetwarzaniu swoich danych dopiero od osiągnięcia pełnoletności, nic nie stoi na przeszkodzie, by taką możliwość przyznać uczniowi np. w statucie szkoły.

– Uważamy, że powinno się uwzględniać rozwój dziecka i jeśli jest już w stanie podjąć decyzję w tej sprawie, to powinno mieć taką możliwość. Np. że zgodę wyraża rodzic (czego wymaga prawo), ale musi ona być jeszcze potwierdzona przez ucznia – proponuje Jan Pieniążek.

Także RPD zwraca uwagę, że kluczowe jest aktywne zaangażowanie dziecka w podejmowanie decyzji o publikacji jego wizerunku. Szkoła czy inna instytucja powinna nie tylko informować rodzica, ale również – adekwatnie do wieku i dojrzałości – rozmawiać z dzieckiem, uwzględniać jego zdanie i respektować jego sprzeciw. Natomiast po osiągnięciu pełnoletniości będzie ono mogło złożyć sprzeciw w rozumieniu RODO, oraz cofnąć zgodę wyrażoną przez rodziców.

– Być może należy też stworzyć mechanizmy, które w takiej rewizji zgód pomogą dziecku, jako że udzielono ich bez udziału, a nawet wiedzy, danej osoby – mówi Grzegorz Sibiga.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Mediacja w sprawach karnych szansą na łagodniejszy wyrok

Powiedzieć, że mediacje w sprawach karnych zdarzają się rzadko, to nic nie powiedzieć. W ostatnich latach przeprowadzano ich pomiędzy 3 a prawie 4 tys. rocznie, co stanowi średnio ok. 1,5 proc. wszystkich spraw karnych. Dlatego skierowanie do mediacji sprawy dotyczącej tragicznego wypadku na autostradzie A1 sprzed dwóch lat, zaskoczyło opinię publiczną.

Sąd przychylił się do wniosku obrońcy oskarżonego o spowodowanie wypadku, w którym zginęła trzyosobowa rodzina (grozi mu za to do ośmiu lat więzienia). Zgodę na mediację wyrazili pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych (rodziny ofiar wypadku).

Mają prawo odmówić

Jak mówi dr Paweł Czarnecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, procesualista i mediator, w praktyce w większości przypadków sąd może skierować sprawę do mediacji (z urzędu lub na wniosek jednej ze stron), nie znając stanowiska wszystkich uczestników. W praktyce prawie nie zdarza się, aby sąd lub prowadzący postępowanie przygotowawcze nie uwzględnił wniosku.

– Natomiast mediator przy pierwszym kontakcie ma obowiązek odebrać zgodę na mediację od pokrzywdzonych. Mają oni też prawo odmówić, nawet bez podania powodów. Mogą też wyrazić zgodę, ale w trakcie mediacji się z tej zgody wycofać. Jakakolwiek mediacja przymusowa nie ma bowiem sensu – tłumaczy ekspert.

Jaki skutek może przynieść skierowanie sprawy do mediacji? To w dużej mierze zależy od jej wyniku. Jak tłumaczy dr Czarnecki, mediacja w większości spraw karnych, a więc tych dotyczących przestępstw ściganych z urzędu, ma znaczenie tylko dla wymiaru kary.

Zgodnie bowiem z art. 53 § 3 KK, wymierzając karę sąd bierze także pod uwagę pozytywne wyniki przeprowadzonej mediacji pomiędzy pokrzywdzonym a sprawcą. Natomiast w art. 53 § 2b KK wprost wskazano pojednanie się z pokrzywdzonym, a także naprawienie szkody wyrządzonej przestępstwem lub zadośćuczynienie za krzywdę jako okoliczności łagodzące.

– Oznacza to, że przy ewentualnym skazaniu sąd ma obowiązek uwzględnić pozytywne wyniki przeprowadzonej mediacji między pokrzywdzonymi, w tym przypadku rodziną ofiar wypadku, a sprawcą – mówi dr Paweł Czarnecki, przyznając jednocześnie, że mediacje w sprawach o zbrodnie nie zdarzają się często.

Oprócz tego, czysto teoretycznie ugoda zawarta podczas mediacji może skutkować również nadzwyczajnym złagodzeniem kary (art. 60 § 2 pkt 1 KK), odstąpieniem od wymierzenia kary, a nawet od obligatoryjnego orzeczenia środka karnego, uwzględnieniem wniosku oskarżonego o dobrowolne poddanie się karze (art. 387 KPK).

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Taktyka procesowa

– W praktyce w wielu sprawach można powiedzieć, że powyższe skutki są tylko pobożnym życzeniem ustawodawcy. Sąd przy wymiarze kary bierze bowiem pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, w tym zachowanie oskarżonego przed, w trakcie i po popełnieniu przestępstwa. A trudno mówić np. o nadzwyczajnym złagodzeniu kary w sytuacji, gdy ktoś ucieka za granicę do kraju, z którym Polska nie ma podpisanej umowy o ekstradycję – mówi sędzia Piotr Mgłosiek z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków.

– Poza tym jeśli wziąć pod uwagę cele postępowania karnego, to zgodnie z art. 2 KPK naprawienie szkody jest dopiero na trzecim miejscu. Najważniejsze jest stwierdzenie, czy zostało popełnione przestępstwo, skazanie lub uniewinnienie, a przy skazaniu wymierzenie adekwatnej kary. W takich sprawach na jej wymiar tylko w minimalnym stopniu może wpływać naprawienie szkody, ponieważ to by oznaczało, że bogaci mogliby się wykupić od swoich win – dodaje sędzia Mgłosiek.

Dlatego, jak mówi dr Czarnecki, w tym przypadku mediacja może mieć znaczenie taktyczne.

– Ma być oznaką dobrej woli ze strony oskarżonego, a być może rzeczywistej skruchy, tego nigdy nie wiemy. W większości jednak tego typu przypadków, to jest w zasadzie moim zdaniem nadużycie procesowe. Bo nawet jeśli mediacja nie zakończy się porozumieniem, to oskarżony, choćby w mowie końcowej, może podnosić fakt, że próbował szukać porozumienia czy naprawienia szkody i sąd w wyroku będzie musiał się jakoś do tego odnieść – zaznacza dr Czarnecki.

W informacjach na temat mediacji w sprawach karnych zamieszczanych na stronach internetowych poszczególnych sądów często podkreśla się, że stanowi ona „próbę rozwiązania konfliktu pomiędzy stronami w sposób ugodowy na drodze negocjacji prowadzonych przy udziale neutralnej instytucji lub osoby. Mediacja pozwala pokrzywdzonemu i sprawcy ułożyć wzajemne relacje, co jest pożądane z punktu widzenia ich dalszego funkcjonowania w społeczeństwie”.

Często sprowadza się do określenia sposobu naprawienia szkody, a więc zobowiązania do wypłacenia odszkodowania lub zadośćuczynienia w określonej wysokości, które sąd może zasądzić na podstawie umowy mediacyjnej.

– Jeśli ugoda jest prawidłowo sporządzona, to zgodnie z art. 107 KPK stanowi tytuł wykonawczy i podlega egzekucji po zatwierdzeniu przez sąd. Ma taką samą moc, jak prawomocny wyrok. Czyli jeśli w ugodzie mediator wpisał standardowe zdanie „strony oświadczają, że zrzekają się wszelkich innych roszczeń”, to nie ma możliwości już ich zasądzenia. Jeśli zaś się nie uda, to pokrzywdzeni mogą na podstawie art. 49a KPK złożyć wniosek o orzeczenie obowiązku naprawienia szkody w postaci odszkodowania, zadośćuczynienia czy nawiązki – zaznacza dr Czarnecki.

Jak podkreśla ekspert, mediator nie sporządza protokołu. W sprawozdaniu jest on obowiązany jedynie wpisać, kto wziął udział w spotkaniu, kiedy się ono odbyło i czy zakończyło się ugodą, czy nie, oraz ewentualną ugodę załączyć. Jeśli postępowanie mediacyjne nie przyniosło pozytywnych efektów, nie wolno mu pisać o stanowiskach, przebiegu rozmów itp. To, co powiedziały poszczególne osoby, jest chronione tajemnicą mediacyjną w rozumieniu 178a KPK i mediator nie może być o to pytany w sądzie. Co więcej, pełnomocnik czy obrońca również pod rygorem odpowiedzialności dyscyplinarnej nie mogą wypowiadać się na temat przebiegu mediacji, ale stronom już tego zabronić nie można.

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2024 roku przeprowadzono 3333 mediacji, z czego 2085 zakończyło się ugodą.

– W moim przypadku dwukrotnie proponowałem stronom mediację i dwukrotnie nie były one zainteresowane. Z tego, co wiem, w naszym sądzie mediacje karne w ostatnim czasie przeprowadzono zaledwie dwie, ale one dotyczyły przestępstw gospodarczych – mówi sędzia Marcin Świerk, prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie.

– W przypadku poważnych przestępstw, jak sprawy o zabójstwo czy inne przestępstwa ze skutkiem śmiertelnym, zaproponowanie mediacji najpewniej byłoby źle odebrane przez pokrzywdzonych i podkopało zaufanie do bezstronności sądu. Co innego, gdy dzieje się to na wniosek którejś ze stron – zauważa sędzia Świerk.

Poza tym, choć w art. 23a kodeksu postępowania karnego, na podstawie którego odbywają się mediacje w sprawach karnych, nie ma żadnego ograniczenia co do rodzaju spraw, to w praktyce nie każda się do tego nadaje. – Nie wyobrażam sobie proponowania mediacji np. w sprawie dotyczącej zgwałcenia. Nawet gdyby pokrzywdzona wyraziła zgodę. W takiej sytuacji wolałbym usłyszeć, jakie oczekiwanie finansowe ma pokrzywdzona i po prostu je uwzględnić w wyroku skazującym. Poza tym zdarzało mi się odmówić mediacji na zgodny wniosek stron, widząc, że obydwu stronom nie zależy na osiągnięciu porozumienia, a na przedłużeniu postępowania, bo i takie sytuacje się zdarzają. Choć z przepisów wynika, że mediacja ma trwać miesiąc, to w praktyce często trwa dłużej – tłumaczy sędzia Mgłosiek.

– W sprawie wypadku na A1 również pełnomocnicy obydwu stron mieli dużo czasu, by wypracować pomiędzy sobą ugodę i zaprezentować ją sądowi podczas pierwszej rozprawy. Ba, mogli to zawsze zrobić na którymkolwiek z zaplanowanych terminów – dodaje.

Bariery mentalne i organizacyjne

Jak mówi dr Paweł Czarnecki, mediacje, jeśli już są inicjowane, bardzo często dotyczą natomiast pobić czy rozbojów, bójek, np. z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Barier – organizacyjnych, logistycznych i mentalnych – mediacji karnej jest wiele – brak pozytywnych doświadczeń z mediacją, zarówno ze strony organów, jak i stron, ryzyko instrumentalnego traktowania, stereotypy mediacyjne, brak procesowej możliwości zakończenia postępowania w przypadku przestępstw ściganych z urzędu, brak w ogóle wiedzy o takim sposobie zakończenia postępowania.

– Uważam, że w przypadku przestępstw umyślnych z użyciem przemocy, mediacja pomiędzy osobami, które nie są ze sobą spokrewnione, ma niewielkie szanse powodzenia. W praktyce wielu wstępujących do procesu pokrzywdzonych, w sytuacji, gdy utracili osobę najbliższą, nie życzy sobie spotkań z oskarżonym. Natomiast muszę też powiedzieć, że na szczęście mediacja wymaga zgody obu uczestników. Nie jest i nigdy nie powinna być obowiązkowa – pointuje dr Czarnecki.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź