Nie ma rozpraw, ale prawo do sądu jest zapewnione
Absolutnie nie. Sądy administracyjne w Polsce nie zostały zamknięte, zmienił się tylko ich tryb pracy. W związku z narastającym zagrożeniem pandemią koronawirusa prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, a w ślad za nim prezesi wojewódzkich sądów administracyjnych wydali zarządzenia o zmianie organizacji pracy sądów. Głównym powodem była troska o zdrowie i życie nie tylko orzekających sędziów oraz pracowników, ale przede wszystkim obywateli, którzy w związku z toczącymi się sprawami pojawiali się w sądach. Mieliśmy coraz więcej przypadków zachorowań na koronawirusa, a z danych służb sanitarnych wynikało, że niektóre z nich wynikały z kontaktów w salach rozpraw. Niestety, okazało się, że pomimo bardzo ostrego reżimu sanitarnego wprowadzonego w sądach administracyjnych nie udało się uniknąć zakażeń.
Na razie nic nie wskazuje, żeby sytuacja epidemiczna w kraju uległa zmianie. Pandemia nie odpuszcza, zachorowań jest coraz więcej. To musiało też wpłynąć na sytuację w sądach administracyjnych.
Pomimo pandemii chcemy pracować i orzekać. A narastające zagrożenie pandemią i wzrost zachorowań mogłyby doprowadzić do coraz większego ograniczania stacjonarnej pracy sądów. Mogłoby dojść nawet do ich całkowitego zamknięcia. Zmiana organizacji pracy pozwala to ryzyko zminimalizować. Obywatele nadal mogą bez przeszkód składać skargi, a my możemy rozstrzygać ich spory z administracją. Różnica jest taka, że ich sprawy, zamiast trafiać na jawne rozprawy, trafiają na posiedzenia niejawne. Podkreślić należy, że orzekanie na posiedzeniach niejawnych jest stosowane w sądach administracyjnych coraz szerzej nie tylko w naszym kraju, u naszych zachodnich sąsiadów jest to ponad 80 proc. orzeczeń.
Czyli sądy administracyjne zajmują się obecnie sprawami bez udziału stron i ich pełnomocników?
Tak. Sprawy już zaplanowane zostały zdjęte z wokand i zarządzeniami przewodniczących wydziałów przeniesione na posiedzenia niejawne. Skarżący, ich pełnomocnicy oraz stosowne organy administracji są o tym informowane. Każdą sprawą tak jak na rozprawie jawnej zajmuje się trzyosobowy skład sądu.
Praca sądów administracyjnych, tak jak tysięcy instytucji, urzędów czy firm, była już raz ograniczona, kiedy rząd wprowadził lockdown. Czy sytuacja różni się czymś od tej z wiosny?
Po ogłoszeniu oficjalnego lockdownu sądy administracyjne też nie zostały zamknięte na głucho. Wprawdzie rozprawy zostały odwołane, a większość pracowników przeszła w tryb pracy zdalnej, jednak w sądzie odbywały się dyżury, była odbierana korespondencja, a sędziowie orzekali na posiedzeniach niejawnych. Dziś również dbamy o maksymalne bezpieczeństwo pracowników, ale i o efektywność. Dla pracowników administracji została wprowadzona praca zmianowa uzupełniona przez pracę zdalną, a sędziowie zajmują się pracą orzeczniczą. Różnica jest jednak taka, że obecnie wszystkie sprawy, które były skierowane na rozprawę, zostały przekierowane na posiedzenia niejawne bez zgody stron. Taką możliwość dał sądom ustawodawca w jednej z pierwszych tzw. tarcz antykryzysowych. W trakcie pierwszego lockdownu sądy nie korzystały z tej możliwości.
Dlaczego wtedy sądy nie korzystały z tej opcji?
Początkowo nie chcieliśmy forsować tego rozwiązania, ponieważ pojawiały się obawy, czy takie przymuszanie do rezygnacji z jawnej rozprawy nie zostanie odebrane jako ograniczenie konstytucyjnego prawa do sądu. Strony były zachęcane do wyrażania zgody na przejście w tryb niejawny, jednak gdy obie lub jedna domagały się rozprawy, sprawa była na nią kierowana. Obecnie sądy administracyjne postanowiły z danej przez ustawodawcę możliwości skierowania spraw na posiedzenia niejawne bez zgody stron skorzystać.
Co konkretnie skłoniło sądy administracyjne do takiego kroku?
Po kilku miesiącach powrotu do względnie spokojnej pracy okazało się, że szalejąca pandemia może przekreślić załatwienie spraw zaplanowanych i rozpisanych już na kolejne tygodnie. Z wokand mogłyby spaść setki spraw. Dlatego uznaliśmy, że lepszym rozwiązaniem będzie skorzystanie z opcji, którą dała sądom ustawa antycovidowa. Zwłaszcza że strony były już zawiadomione o rozprawach. Ich sprawy są nadal rozpoznawane w tych samych terminach, tylko bez ich udziału, na posiedzeniach niejawnych.
Jak zatem wygląda w praktyce taka praca?
Każdą sprawą, tak jak na jawnej rozprawie, zajmuje się trzyosobowy skład orzekający. Sędziowie odbywają narady, a potem wydają orzeczenie. Orzeczenia staramy się jak najszybciej doręczać stronom i ich pełnomocnikom. To w tej chwili priorytet w pracy sekretariatów. Ponadto informacje o orzeczeniach są publikowane na naszych stronach internetowych. Chcemy, żeby pomimo tych niedogodności wynikających z nadzwyczajnej sytuacji spowodowanej przez pandemię skarżący i ich pełnomocnicy mieli pełną wiedzę, co dzieje się w ich sprawach. To wszystko wynika z naszej troski o zagwarantowanie pełnego prawa do sądu. Zachęcam wszystkich skarżących, którzy oczekują na wyroki, do śledzenia naszej strony internetowej, na której codziennie publikowane są informacje, jakie rozstrzygnięcia zapadły na posiedzeniach niejawnych danego dnia, a także do kontaktów telefonicznych i e-mailowych z Wydziałem Informacji Sądowej lub poszczególnymi sekretariatami wydziałów. Pracownicy będą udzielać wyczerpujących informacji.
Rozumiem, że nawet w dobie koronawirusa sądy administracyjne chcą łączyć bardzo efektywną pracę z maksymalnymi środkami bezpieczeństwa. Ale czy obywatele to rozumieją? Nie buntują się?
Z czysto ludzkiego punktu widzenia mam świadomość, że polskie społeczeństwo jest przywiązane do wizji sprawy sądowej, której jednym z najistotniejszych elementów jest wizyta w sądzie. I doskonale rozumiem, że dla każdego obywatela jego sprawa ma charakter indywidualny, nierzadko emocjonalny, bo może rzutować na wiele aspektów życia. Chcą osobiście przekonać się, jak została rozstrzygnięta, kto o tym orzekł, jakie były motywy rozstrzygnięcia. Mamy jednak stan nadzwyczajny i jako prezes sądu i czynny sędzia chciałbym, żeby obywatel jak najszybciej doczekał się załatwienia jego sprawy. Postępowanie sądowoadministracyjne ze swej istoty jest postępowaniem pisemnym, opiera się na kontroli dokumentacji zgromadzonej przez organy. Na rozprawach nie prowadzimy postępowania dowodowego. Wyjątkowo strona może złożyć dowód z dokumentu, poza tym rozprawa sprowadza się do wysłuchania stanowiska stron lub ich pełnomocników. Rolą sądów administracyjnych jest kontrola legalności działań administracji, a sprowadza się to do kontroli zebranego przez organ materiału dowodowego. Są to przede wszystkim dokumenty i to na nich bazujemy. A sędziowie to profesjonaliści i tak samo zajmują się każdą sprawą, bez względu na to, czy jest kierowana na jawną rozprawę czy posiedzenie niejawne. Apeluję do skarżących, żeby zwłaszcza w tych trudnych czasach im zaufali.
W takim trybie jak warszawski WSA działają obecnie wszystkie wojewódzkie sądy administracyjne i Naczelny Sąd Administracyjny.
Tak. Zmiana trybu organizacji pracy sądów administracyjnych jest związana z wprowadzeniem w Polsce tzw. czerwonych stref. Po objęciu czerwoną strefą całego kraju weszły w ten tryb wszystkie sądy administracyjne. Oczywiście ten stan jest ściśle powiązany z decyzjami rządu i będzie trwał, dopóki będą obowiązywały czerwone strefy. Jednak sytuację monitorujemy na bieżąco. Dwa razy w miesiącu odbywają się wideokonferencje prezesów wszystkich sądów z prezesem Naczelnego Sądu Administracyjnego, podczas których wymieniamy się informacjami o pracy sądów i pomysłami na jej usprawnienie.
Czy jednak widać jakiś opór ze strony skarżących czy ich pełnomocników?
Nie mam informacji, które mogłyby być niepokojące, np. że skarżący masowo protestują przeciwko przeniesieniu ich spraw na posiedzenia niejawne. Oczywiście zdarzają się wnioski o skierowanie spraw na rozprawę, bo np. pełnomocnik zapewnia, że chciałby złożyć pismo, którego wcześniej nie złożył. Sądy nie pozostają głuche na takie prośby, ale nie oznacza to furtki do przeniesienia sprawy na rozprawę. W takich sytuacjach pełnomocnik dostaje dodatkowo odpowiedni czas na złożenie dokumentu na piśmie, a posiedzenie niejawne zostaje przesunięte. Chcę podkreślić, że wojewódzkie sądy administracyjne niezwiązane zarzutami wniesionej skargi są szczególnie wyczulone na wszelkie niuanse danej sprawy. Same z urzędu czuwają nad wszechstronnym jej rozpatrzeniem. Będą się więc też zdarzały sytuacje, że sami sędziowie zechcą o jakieś kwestie dopytać strony czy pełnomocników. Nawet jednak w tym przypadku nie oznacza to konieczności przeprowadzania rozprawy. Sądy skierują zapytania na piśmie albo skorzystają z innych systemów komunikacji.
W najbliższym czasie nie ma szans na wymuszenie na sądzie, aby sprawa trafiła z powrotem na wokandę.
Do odwołania czerwonych stref nie. Oczywiście może się zdarzyć, że strona kategorycznie zażąda odroczenia sprawy i przeprowadzenia jej na jawnej rozprawie. Decyzję w tej kwestii podejmuje przewodniczący wydziału. Po pozytywnej decyzji strona musi się jednak liczyć z tym, że w obecnej sytuacji epidemicznej może na jawną rozprawę czekać nawet kilkanaście miesięcy. Oczywiście mamy także możliwość skorzystania z systemów umożliwiających przeprowadzenie rozprawy online, które zostały sporym kosztem zakupione i zainstalowane po pierwszym lockdownie. Jednakże takie połączenie jest możliwe wyłącznie między siedzibami sądów administracyjnych. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo połączenia. Z tej możliwości korzystaliśmy w okresie pierwszego lockdownu.
Czy nie boi się pan, że takie zapewnienia nie będą przekonujące dla części skarżących?
Proszę pamiętać, że nasze działania nie wynikają ze złej woli czy wygodnictwa, ale z troski o zdrowie i życie ludzi oraz o sprawne załatwianie spraw obywateli. Wpływ skarg do WSA w Warszawie od lipca nie maleje i jest na poziomie roku ubiegłego. Cieszy jednak to, że pomimo obostrzeń sanitarnych w okresie lipiec–wrzesień w warszawskim WSA udało się załatwić ponad 6 tys. spraw. Wszystko dzięki sprawnej organizacji pracy i ogromnemu zaangażowaniu sędziów oraz pracowników sądu, za co bardzo chciałbym im podziękować. I spodziewam się, że pomimo narastającego zagrożenia koronawirusem, dzięki przejściu w nowy tryb pracy i przeniesieniu spraw z wokand na posiedzenia niejawne to tempo załatwiania spraw uda się utrzymać. Dlatego chciałbym, żeby społeczeństwo wiedziało, że nasze decyzje mają na celu sprawne i szybkie rozwiązywanie ich sporów z urzędnikami, a nie ograniczanie im prawa do sądu. A przecież jest wiele takich spraw, które nie mogą, nie powinny czekać. Ponadto nawet gdyby ktoś uznał, że jego prawo do sądu zostało ograniczone przez przeniesienie jej na posiedzenie niejawne, będzie mógł podnieść taki zarzut w skardze kasacyjnej do NSA. Pamiętajmy też, że sytuacja jest dynamiczna. A ostatnie decyzje rządu i apele o to, żeby jak najwięcej osób pracowało zdalnie, potwierdzają, że nasze działania ograniczające wizyty w sądach administracyjnych były dalekowzroczne i słuszne. Już wcześniej byliśmy przekonani, że to jedyna droga, żeby chronić zdrowie i życie, a jednocześnie nie przerywać pracy na rzecz obywateli, a decyzje rządzących tylko to potwierdzają. Weźmiemy oczywiście dodatkowo pod uwagę nowe zalecenia, ale dziś jestem spokojny, że dzięki środkom już podjętym będziemy mogli kontynuować działalność orzeczniczą.
Nadchodzi CIT od zysku spółek komandytowych
Ministerstwo Finansów „nie lubi” spółek komandytowych, doszukując się w nich jednego z ostatnich bastionów optymalizacji podatkowej lege artis. Co ważne, nie chodzi wyłącznie o wyrafinowane sposoby wykorzystywania tego rodzaju formy prawnej, jak np. przypadek Funduszu Inwestycyjnego Zamkniętego, będącego wspólnikiem spółek luksemburskich, jednocześnie będących komandytariuszami spółki komandytowej, powstałej z przekształcenia… ufff, kręci się w głowie na samą myśl.
Ministerstwo Finansów piętnuje także najprostsze wykorzystanie formy spółki komandytowej w relacjach wybitnie krajowych. Chodzi o utworzenie spółki komandytowej, w której ponoszącym odpowiedzialność komplementariuszem o śladowym procencie (promilu?) udziału w zyskach jest spółka z o.o., zaś komandytariuszem o lwim udziale w zysku (acz ograniczonej odpowiedzialności) jest osoba fizyczna. W ten oto sposób, zdaniem Ministerstwa Finansów następuje połączenie podstawowych zalet spółki osobowej i spółki kapitałowej: jednokrotne opodatkowanie dochodu po stronie komandytariusza oraz ograniczona odpowiedzialność za zobowiązania. W dobie wiecznego uszczelniania systemu podatkowego, zdaniem Ministerstwa Finansów brak jest racjonalnego uzasadnienia dla dalszego podatkowego różnicowania zasad opodatkowania komandytariusza w spółce komandytowej z zasadami dotyczącymi wspólników spółki kapitałowej.
To bardzo ciekawie wyartykułowana motywacja, idąc jej tropem chodzi Ministrowi Finansów przede wszystkim o… brak pokrzywdzenia wspólników spółek z o.o., cierpiących przez „bezczelne” wykorzystywanie dobrodziejstw spółek komandytowych. I to na wielką skalę, skoro fiskus zauważa, że działalność w formie spółki komandytowej podejmują przede wszystkim „duże” podmioty, w których komplementariuszem spółki zostaje każdorazowo spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.
Idąc tym tropem spółki komandytowe to forma optymalizacji podatkowej w białych rękawiczkach. Więc jako taka, każda spółka komandytowa jest na swój sposób patologią. Brakuje jednak Ministrowi Finansów konsekwencji. Istnieją bowiem jego zdaniem spółki komandytowe, w których powiązania między wspólnikami nie wskazują na „optymalizacyjny cel” utworzenia. Dla takich podmiotów przewidziano w nowych przepisach pewną preferencję, a konkretnie:
- dla komplementariuszy – odliczenie od podatku z udziału w zysku w spółce komandytowej iloczynu procentowego udziału w zysku i podatku należnego od dochodu samej spółki,
- dla komandytariuszy – zgodnie z nowym art. 21 ust. 1 pkt 51a ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1387 ze zm dalej jako: PDOFizU) oraz art. 22 ust. 4e ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 865 ze zm., dalej jako: PDOPrU), przewiduje się zwolnienie z opodatkowania przychodów „w godziwej wysokości”. Obejmuje ono kwotę stanowiącą 50% przychodów uzyskanych przez komandytariusza, nie więcej jednak niż 60 000 zł w roku podatkowym. Choć tu są pewne ograniczenia związane z powiązaniem komandytariusza i komplementariusza (o czym za chwilę).
Przedstawmy te preferencje na liczbach. One najlepiej pokażą, co się zmieni.
Załóżmy, że w spółce komandytowej o przychodzie 15 mln zł i dochodzie 2 mln zł komandytariuszem posiadającym 80% udziałów jest osoba fizyczna. 20% udziałów posiada komplementariusz – spółka z o.o., a komandytariusz zasiada w jej zarządzie i posiada 50% udziałów w jej kapitale.
Komandytariusz – dziś i jutro
Przy wyborze metody liniowej, w obecnym stanie prawnym komandytariusz osiągający 1 600 000 zł dochodu płacił z tego tytułu 19% podatku. W efekcie, zysk netto osoby fizycznej wynosi 1 296 000 zł.
Uwzględniając nowe zasady, najpierw 19% podatku CIT zapłaci spółka komandytowa. Następnie, komandytariusz naliczy kolejne 19% podatku od swojej części zysku (tj. właśnie od 1 296 000 zł). Opodatkowaniu mogłoby nie podlegać 50% przychody do kwoty 60 000zł, ale niestety w grę wchodzi nowy art. 21 ust. 40 PDOFizU. Komandytariusz jest członkiem zarządu komplementariusza oraz posiada w nim udziały. To pozbawia tej preferencji. W efekcie, podatek po stronie komandytariusza wyniesie 246 240 zł a zysk netto skurczy się do 1 049 760 zł, co daje spadek o dokładnie 19%. Arytmetycznie wszystko się więc zgadza, ewentualne uwzględnienie kwoty zwolnionej zmieniłoby proporcję śladowo.
Komplementariusz – dziś i jutro
Przy przyjęciu wszelkich możliwych uproszczeń, w obecnym stanie prawnym komplementariusz osiągający 400 000 zł dochodu płaci z tego tytułu 19% podatku. W efekcie, zysk netto wynosi 324 000 zł.
Uwzględniając nowe zasady, najpierw 19% podatku CIT zapłaci spółka komandytowa. Następnie, komplementariusz naliczy kolejne 19% podatku od swojej części zysku (tj. od 324 000 zł). Kwotę podatku (tu: w wysokości 61 560 zł) pomniejsza się jednak o kwotę odpowiadającą iloczynowi procentowego udziału komplementariusza w zysku (tu: 20%) i podatku należnego od dochodu tej spółki (tu: 380 000 zł). Daje to kwotę 76 000 zł. Kwota pomniejszenia nie może przekroczyć kwoty podatku, zatem komplementariusz efektywnie podatku od udziału w zysku w spółce komandytowej nie zapłaci (podobnie jak dziś działa to zgodnie z art. 22 ust. 1a PDOPrU).
Efekt fiskalny na „czystych liczbach” jest zatem dla komplementariusza teoretycznie korzystny. Dziś – płaci podatek, jutro zaś nie będzie płacić. Ale nikogo to specjalnie nie cieszy. Oczywiście dlatego, że podatek i tak będzie płacony (ale przez spółkę komandytową). Pamiętać należy także, że posiadający 50% udziałów w zysku komplementariusza komandytariusz od tego zysku również powinien zapłacić podatek. Brak preferencji dla komplementariusza skutkowałby w praktyce… trzykrotnym opodatkowaniem dochodu (na poziomie spółki komandytowej, spółki z o.o. a także udziałowca – osoby fizycznej).
Quo vadis?
Praktycy z rozczarowaniem podchodzą do opisywanych zmian. Dużo prostszą metodą mogłoby być np. ustalenie limitu udziału w zyskach spółki komandytowej przez komplementariusza – spółkę z o.o. (np. do 10%). Zaproponowany przykład zresztą to obrazuje: przy braku opodatkowania spółki komandytowej, komplementariusz – spółka z o.o. płaciłaby podatek w wysokości 76 000 zł, bez możliwości pomniejszenia o część podatku płaconego na poziomie spółki komandytowej.
Inna sprawa, że w efekcie takiego podejścia, w naszym przykładzie łączna kwota podatku na rachunku fiskusa byłaby o 40% niższa niż zgodna z nowymi regulacjami. Zatem nie tylko o walkę z optymalizacją tu chodzi. A jednak także o zwiększenie wpływu środków do budżetu państwa (gdyby ktoś miał co do tego wątpliwości).
Sąd karny nie zawsze musi sporządzać uzasadnienie na formularzu
Stan faktyczny
Wojskowy Sąd Okręgowy w W. umorzył wobec P.M. postępowanie karne z uwagi na znikomą społeczna szkodliwość czynu. Oskarżyciel posiłkowy wniósł apelację zarzucając sądowi błąd w ustaleniach faktycznych polegający na wadliwym ustaleniu, że czyn oskarżonego stanowił jedynie lekkie szturchnięcie, podczas gdy oskarżony w stanie nietrzeźwości wywołał bójkę w trakcie której uderzył pokrzywdzonego w twarz w wyniku czego G.M. doznał uszczerbku na zdrowiu, co było działaniem o społecznej szkodliwości wyższej niż znikoma. Wnoszący apelację dowodził też, że sąd dokonał błędnej oceny zeznań pokrzywdzonego i wyjaśnień oskarżonego oraz pominął zeznania części świadków.
Z uzasadnienia SN
Sąd Najwyższy oddalił apelację uznając, że brak jest podstaw do zmiany ustaleń faktycznych w zakresie przebiegu zajścia i motywacji oskarżonego, a w rezultacie do oceny kwestionowanych kwantyfikatorów stopnia społecznej szkodliwości czynu.
W uzasadnieniu wyroku wskazano, że Sąd Najwyższy jako sąd odwoławczy odstąpił w tej sprawie od sporządzania uzasadnienia wyroku na formularzu UK 2, chociaż taki obowiązek wynika z treści art. 99a § 1 KPK. Jak wyjaśniono, zastosowanie formularza, którego treść została ustalona w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości z 28.11.2019 r. w sprawie wzorów formularzy uzasadnień wyroków oraz sposobu ich wypełniania (Dz.U. z 2019 r., poz. 2349), jako dokumentu, w którym miałoby się wykazać zrealizowanie obowiązku wynikającego z art. 457 § 3 KPK w zw. z art. 433 § 1 i 2 KPK, naruszałoby prawo strony do rzetelnego procesu w kontekście art. 6 ust. 1 EKPCz. Sąd Najwyższy, odwołując się do orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka stwierdził, że jednym z wyznaczników standardu rzetelnego procesu jest wyraźne wskazanie w uzasadnieniu wyroku podstawy rozstrzygnięcia, czyli takie odniesienie się do argumentacji stron, które gwarantuje stronie możliwość stwierdzenia rzeczywistego skorzystania z prawa do apelacji. Podkreślono przy tym, że obowiązek uzasadnienia i jego zakres, także jeśli chodzi o szczegółowość, może różnić się w zależności od charakteru decyzji i okoliczności konkretnej sprawy. Oznacza to, że realizowanie obowiązku ujętego w art. 6 ust. 1 EKPCz wymaga odniesienia się w uzasadnieniu wyroku do każdego istotnego, na tle konkretnej sprawy, argumentu, zaś brak odniesienia do takiej argumentacji stanowi o naruszeniu standardu rzetelnego procesu (zob. wyrok SN z 10.4.2014 r., III KK 385/13, www.sn.pl; wyrok SN z 6.4.2011 r., V KK 368/10, Legalis; wyrok SN z 24.6.2009 r., IV KK 28/09, Legalis).
Sąd Najwyższy stwierdził, że na gruncie prawa do rzetelnego procesu, w tym procesu odwoławczego, tak w ujęciu konwencyjnym, jak i w ujęciu standardu konstytucyjnego, jakość uzasadnienia wyroku jest istotnym elementem tego prawa. Wprowadzenie formularzy uzasadnień i nakazanie obligatoryjnego korzystania z nich nie w każdej sprawie daje możliwość zrealizowania wskazanego powyżej standardu, każde uzasadnienie inne, a zwłaszcza uzasadnienie sądu odwoławczego, które ma odnosić się co do zasady do zarzutów apelacji i jej wniosków. Zdarza się, że zarzuty ujęte w części wstępnej apelacji nie przystają do argumentacji zawartej w uzasadnieniu, zarzuty są ze sobą sprzeczne, bądź uchybienia są wskazywane dopiero w uzasadnieniu apelacji.
W uzasadnieniu wskazano na stanowisko TK, zgodnie z którym w razie konfliktu normy prawa krajowego z normą prawa wspólnotowego sąd krajowy odmawia zastosowania pierwszej z nich w takim zakresie, w jakim jest obowiązany do dania pierwszeństwa normie prawa wspólnotowego (zob. postanowienie TK z 19.12.2006 r., P 37/05, Legalis). W rezultacie Sąd Najwyższy uznał, że sąd odwoławczy, w ramach obowiązku wynikającego z treści art. 457 § 3 KPK w zw. z art. 433 § 1 i 2 KPK, powinien w każdej sprawie dokonać oceny, czy może sporządzić uzasadnienie swojego wyroku na formularzu UK 2 w taki sposób, który pozwoli na rzetelne i konkretne ustosunkowanie się w toku postępowania do każdego istotnego argumentu zawartego w apelacji strony i przedstawienia takiej oceny w uzasadnieniu. W przypadku uznania, że nie jest możliwe dotrzymanie konwencyjnego standardu rzetelnego procesu, sąd jest obowiązany do zastosowania art. 91 ust. 2 Konstytucji RP i odmowy sporządzenia uzasadnienia na formularzu, którego wymóg wynika z zapisu ustawy procesowej.
Pracodawca nie może nakazać pracy podczas kwarantanny
Wielka improwizacja
– W związku z ponowną intensyfikacją pracy zdalnej znacząco rośnie liczba nieobecnych w pracy w związku z kwarantanną czy zwolnieniami lekarskimi i wielu pracodawców musi improwizować – mówi Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy w Konfederacji Lewiatan. – W wielu firmach odkurzono już starsze laptopy i inny sprzęt komputerowy albo pracownicy wykorzystują w pracy zdalnej prywatny sprzęt.
Są jednak wątpliwości, jakie są uprawnienia pracodawców i pracowników wynikające z nowych przepisów. Tym bardziej że modyfikują one dotychczasowe regulacje.
– Choć dotychczas wykonywanie pracy zdalnej przez osobę objętą kwarantanną nie było zabronione, nowo uchwalone zmiany do ustawy o Covid-19 nie pozostawiają już żadnych wątpliwości. Świadczenie pracy w formie zdalnej w trakcie kwarantanny możliwe jest za zgodą pracodawcy albo zatrudniającego – komentuje Gabriela Kozerska-Pietranek z kancelarii Dentons. – Uchwalona przez Sejm regulacja przesądza o prawidłowości dotychczasowej wykładni, ale nadal nie rozstrzyga, czy pracodawca ma prawo jednostronnie polecić pracownikowi lub osobie zatrudnionej wykonywanie pracy zdalnej w trakcie obowiązkowej kwarantanny. Literalna interpretacja tego przepisu prowadzi do wniosku, że możliwe jest jedynie wspólne uzgodnienie takiego rozwiązania. W razie odmowy pracownika posiadającego udokumentowaną decyzję o skierowaniu na kwarantannę uznanie takiego zachowania za ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych nadal może okazać się ryzykowne dla pracodawcy.
Pole konfliktu
W praktyce może się okazać, że przepis będzie rodził konflikty między pracodawcą a pracownikami. Trudno się spodziewać porozumienia, gdy skierowany na kwarantannę odmówi pracy, a przedsiębiorcy będzie zależało, by jednak w tym czasie wykonywał swoje obowiązki, gdyż potrzebuje wszystkich rąk do pracy, by przetrwać kryzys.
Problemy mogą powstać także wtedy, gdy to pracownik będzie chciał pracować zdalnie, by nie korzystać z zasiłku w wysokości 80 proc. wynagrodzenia, tylko pracować i zachować 100 proc. pensji za ten czas. Z kolei pracodawca może chcieć odmówić pracy zdalnej, by zaoszczędzić w ten sposób na wynagrodzeniu pracownika na kwarantannie.
– Pracodawca może polecić wykonywanie obowiązków z miejsca zamieszkania, a zatrudniony może odmówić tylko w ściśle określonych okolicznościach, np. ze względu na brak możliwości technicznych czy lokalowych – dodaje Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan. – Odmowa pracy zdalnej pracownika skierowanego na kwarantannę nie musi być uzasadniona, a pracodawca nie będzie miał możliwości polecenia tej pracy. Ustawa stanowi o wykonywaniu pracy zdalnej w trakcie kwarantanny także „za zgodą pracodawcy”.
Wydatki na dziesięć dni
Nieskierowany na kwarantannę też będzie miał możliwość pracy zdalnej. Chociaż przepisy są dość liberalnie skonstruowane, bo pracodawca ma możliwość zlecenia innej pracy niż ta, którą na co dzień wykonuje zatrudniony, na przeszkodzie mogą stanąć względy techniczne. Pracodawca ma bowiem obowiązek zapewnić pracownikowi sprzęt do jej wykonywania. A to już może pociągnąć za sobą niewspółmierne wydatki dla firm, tym bardziej że kwarantanna trwa obecnie tylko dziesięć dni.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Agnieszka Fedor, partner w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak
Nie jest jasne, dlaczego przepisy wprowadziły możliwość narzucenia przez pracodawcę pracy zdalnej wszystkim pracownikom. W odniesieniu do pracowników na kwarantannie przewidziano dodatkowo wyrażenie przez pracodawcę zgody na taką pracę. Z jednej strony wprowadzenie wymogu zgody pracodawcy na pracę zdalną w czasie kwarantanny daje mu większą kontrolę nad wykonywanymi zadaniami i czasem pracy i pozwala na uniknięcie sytuacji, w której pracownik mógłby samowolnie świadczyć pracę w czasie kwarantanny, a następnie żądać pełnego wynagrodzenia od pracodawcy. Z drugiej strony można się zastanawiać, czy wymóg zgody pracodawcy nie oznacza, że praca w czasie kwarantanny musi być inicjatywą pracownika. Prowadziłoby to jednak do absurdalnego wniosku, że pracownik, który musi pozostawać w izolacji, może wybrać, czy chce pracować czy nie, natomiast wszyscy inni muszą podporządkować się poleceniom pracodawcy.
Etap legislacyjny: przed publikacją w Dzienniku Ustaw
Obowiązki konsumenta w przypadku odstąpienia od umowy
Stan faktyczny
Niemiecka spółka P prowadzi internetowy serwis pośredniczący w doborze partnera „Parship”. Oferuje ona swoim użytkownikom m.in. członkostwo premium, które jest odpłatne i pozwala użytkownikom, przez okres trwania ich członkostwa, na kontakt ze wszystkimi innymi członkami „premium”, tj. z ponad 186 000 użytkownikami w Niemczech, oraz na wymianę z nimi wiadomości i zdjęć. Bezpośrednio po rejestracji każdy z nich otrzymuje automatyczną selekcję propozycji partnerów z tego samego kraju związkowego, utworzoną w oparciu o około trzydziestominutowy test osobowości dotyczący cech, przyzwyczajeń i zainteresowań istotnych z punktu widzenia zawierania znajomości.
W dniu 4.11.2018 r. E (jako konsument) zawarła z P 12-miesięczną umowę o członkostwo premium za cenę 523,95 EUR (dalej jako: rozpatrywana umowa). P pouczył E o przysługującym jej prawie do odstąpienia od umowy, a E potwierdziła P, że powinien rozpocząć spełnianie świadczenia przewidzianego przez tę umowę przed upływem terminu uprawniającego do odstąpienia od niej. W związku z tym, że E odstąpiła od rozpatrywanej umowy w dniu 8.11.2018 r., P tytułem rekompensaty obciążył ją kwotą w łącznej wysokości 392,96 EUR. E zażądała zwrotu wszystkich płatności dokonanych na rzecz P.
Pytania prejudycjalne
– Czy art. 14 ust. 3 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/83/UE z 25.10.2011 r. w sprawie praw konsumentów, zmieniającej dyrektywę Rady 93/13/EWG i dyrektywę 1999/44/WE Parlamentu Europejskiego i Rady oraz uchylającej dyrektywę Rady 85/577/EWG i dyrektywę 97/7/WE Parlamentu Europejskiego i Rady (Dz.Urz. UE L z 2011 r. Nr 304, s. 64) należy interpretować w ten sposób, że w celu określenia proporcjonalnej kwoty, jaką konsument jest zobowiązany zapłacić przedsiębiorcy, w przypadku gdy konsument ten wyraźnie zażądał, aby wykonanie zawartej umowy rozpoczęło się w trakcie biegu terminu uprawniającego do odstąpienia od umowy i od umowy tej odstępuje, należy uwzględnić cenę uzgodnioną w tej umowie za ogół świadczeń w niej przewidzianych, a należną kwotę obliczyć pro rata temporis, czy też należy uwzględnić okoliczność, że jedno ze świadczeń będących przedmiotem umowy zostało w całości spełnione na rzecz konsumenta zanim konsument odstąpił od umowy?
– Jakie kryteria należy zastosować do celów oceny, czy łączna cena jest nadmierna w rozumieniu art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE?
– Jakie konsekwencje – do celów określenia kwoty, jaką konsument jest zobowiązany zapłacić przedsiębiorcy zgodnie z art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE – należy wyciągnąć z okoliczności, że jedno ze świadczeń będących przedmiotem zawartej umowy dotyczy dostarczania treści cyfrowych, które nie są dostarczane na nośniku materialnym, której zgodnie z art. 16 lit. m) tej dyrektywy nie może dotyczyć odstąpienie od umowy przez konsumenta?
Stanowisko TS
Określenie proporcjonalnej kwoty
Zgodnie z art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE w przypadku gdy konsument, który zażądał od przedsiębiorcy rozpoczęcia wykonywania umowy przed upływem terminu uprawniającego do odstąpienia od umowy, wykonuje w tym kontekście prawo do odstąpienia od umowy, jest on zobowiązany do zapłacenia przedsiębiorcy kwoty, która jest proporcjonalna do zakresu świadczeń spełnionych do chwili, w której konsument poinformował przedsiębiorcę o skorzystaniu z prawa do odstąpienia od umowy, w porównaniu z całym zakresem umowy. W przepisie tym uściślono, że proporcjonalna kwota jest obliczana na podstawie łącznej ceny uzgodnionej w umowie. Trybunał stwierdził, że proporcjonalną kwotę, jaką konsument ma obowiązek zapłacić zgodnie z art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE, należy obliczyć uwzględniając, co do zasady, wszystkie świadczenia, które są przedmiotem umowy, a mianowicie świadczenie główne oraz świadczenia pomocnicze niezbędne do zapewnienia tego świadczenia głównego. Jeżeli bowiem strony umowy ustalają cenę za spełniane świadczenia, cena ta odpowiada co do zasady ogółowi tych świadczeń, czyli zarówno świadczeniu głównemu, jak i świadczeniom pomocniczym. Jedynie w przypadku gdy umowa wyraźnie przewiduje, że jedno lub kilka świadczeń będzie w całości spełniane wraz z rozpoczęciem wykonania umowy, w sposób odrębny, po cenie, którą należy uiścić oddzielnie, konsument może skutecznie zdecydować, czy chce wyraźnie zażądać, zgodnie z art. 7 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE, aby przedsiębiorca rozpoczął świadczenie usług w okresie wykonywania prawa do odstąpienia od umowy. Jedynie zatem w takim przypadku przy obliczaniu kwoty należnej przedsiębiorcy, na podstawie art. 14 ust. 3 tej dyrektywy, należy uwzględnić całość ceny przewidzianej za takie świadczenie.
Trybunał orzekł, że art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE należy interpretować w ten sposób, że w celu określenia proporcjonalnej kwoty, jaką konsument jest zobowiązany zapłacić przedsiębiorcy, w przypadku gdy ten konsument wyraźnie zażądał, aby wykonanie zawartej umowy rozpoczęło się w trakcie biegu terminu uprawniającego do odstąpienia od umowy, i od umowy tej odstępuje, należy co do zasady uwzględnić cenę uzgodnioną w tej umowie za ogół świadczeń będących jej przedmiotem, a należną kwotę obliczyć pro rata temporis. Jedynie w przypadku gdy zawarta umowa wyraźnie przewiduje, że jedno lub kilka świadczeń będzie w całości spełniane wraz z rozpoczęciem wykonania umowy, w sposób odrębny, po cenie, którą należy uiścić oddzielnie, przy obliczaniu kwoty należnej przedsiębiorcy na podstawie art. 14 ust. 3 tej dyrektywy należy uwzględnić całość ceny przewidzianej za takie świadczenie.
Kryteria oceny
Zgodnie z art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE jeżeli łączna cena jest nadmierna, proporcjonalna kwota obliczana jest na podstawie wartości rynkowej spełnionych świadczeń. Trybunał wskazał, że ten przepis należy interpretować w związku z motywem 50 dyrektywy 2011/83/UE, który stanowi, że wartość rynkową należy określać poprzez porównanie z ceną równoważnej usługi świadczonej przez innych przedsiębiorców w chwili zawarcia umowy.
Trybunał orzekł, że art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE w związku z motywem 50 tej dyrektywy należy interpretować w ten sposób, że do celów oceny, czy łączna cena jest nadmierna w rozumieniu tego przepisu, należy uwzględnić cenę usługi oferowanej przez danego przedsiębiorcę innym konsumentom na tych samych warunkach, jak również cenę równoważnej usługi świadczonej przez innych przedsiębiorców w chwili zawarcia umowy.
Dostarczanie treści cyfrowych
W art. 2 pkt 11 dyrektywy 2011/83/UE zdefiniowano „treści cyfrowe” jako oznaczające dane wytwarzane i dostarczane w formie cyfrowej. Motyw 19 tej dyrektywy stanowi, że treści cyfrowe oznaczają dane wytwarzane i dostarczane w formie cyfrowej, takie jak: programy komputerowe, aplikacje, gry, muzyka, nagrania wizualne lub teksty, bez względu na to, czy dostęp do nich osiąga się poprzez pobieranie, czy poprzez odbiór danych przesyłanych strumieniowo, na trwałym nośniku, czy przy użyciu jakichkolwiek innych środków.
Artykuł 16 lit. m) dyrektywy 2011/83/UE, który stanowi wyjątek od prawa do odstąpienia od umowy, jako przepis prawa Unii, który ogranicza prawa przyznane w celu zapewnienia ochrony konsumentów, podlega wykładni ścisłej [wyrok TS z 14.5.2020 r., NK (Projekt domu jednorodzinnego), C‑208/19, EU:C:2020:382, pkt 40, 56]. W tych okolicznościach TS stwierdził, że usługi takiej jak usługa świadczona przez internetowy serwis pośredniczący w doborze partnera w postępowaniu głównym, która pozwala konsumentowi na tworzenie, przetwarzanie lub przechowywanie danych w formie cyfrowej lub na dostęp do nich oraz na udostępnianie lub jakąkolwiek inną interakcję z danymi w formie cyfrowej, które są zamieszczane lub tworzone przez konsumenta lub innych użytkowników tej usługi, nie można jako takiej uznać za takie dostarczanie „treści cyfrowych” w rozumieniu art. 16 lit. m) w zw. z art. 2 ust. 11 i w świetle motywu 19 dyrektywy 2011/83/UE. Podobnie zdaniem TS nie można uznać, że sporządzenie, w ramach internetowego serwisu pośredniczącego w doborze partnera, raportu z oceny osobowości jest objęte wyjątkiem przewidzianym w art. 16 lit. m) w zw. z art. 2 ust. 11 dyrektywy 2011/83/UE.
Trybunał orzekł, że art. 16 lit. m) w zw. z art. 2 ust. 11 dyrektywy 2011/83/UE należy interpretować w ten sposób, że sporządzenie przez internetowy serwis pośredniczący w doborze partnera raportu z oceny osobowości na podstawie testu osobowości utworzonego przez ten serwis nie stanowi dostarczania „treści cyfrowych” w rozumieniu tego przepisu.
W niniejszym wyroku TS dokonał wykładni art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE. Przepis ten dotyczy specyficznego przypadku, gdy konsument, który zażądał od przedsiębiorcy rozpoczęcia wykonywania umowy przed upływem terminu uprawniającego do odstąpienia od umowy, wykonuje prawo do odstąpienia od umowy, wówczas jest on zobowiązany do zapłacenia przedsiębiorcy kwoty, która jest proporcjonalna do zakresu świadczeń spełnionych do chwili, w której konsument poinformował przedsiębiorcę o skorzystaniu z prawa do odstąpienia od umowy, w porównaniu z całym zakresem umowy. W ocenie TS celem określenia proporcjonalnej kwoty, jaką konsument jest zobowiązany zapłacić przedsiębiorcy, w przypadku gdy ten konsument zażądał, aby wykonanie zawartej umowy rozpoczęło się w trakcie biegu terminu uprawniającego do odstąpienia od umowy, i od umowy tej odstępuje, powinno uwzględnić cenę uzgodnioną w tej umowie za ogół świadczeń będących jej przedmiotem, a należną kwotę obliczyć pro rata temporis. Ponadto analizując art. 14 ust. 3 dyrektywy 2011/83/UE Trybunał uznał, że do celów oceny, czy łączna cena jest ewentualnie nadmierna, istotne są wszystkie okoliczności mające związek z wartością rynkową świadczonej usługi, a mianowicie porównanie zarówno z ceną żądaną przez danego przedsiębiorcę od innych konsumentów na tych samych warunkach, jak i z ceną równoważnej usługi świadczonej przez innych przedsiębiorców.
Wymóg odpowiedniego podpisania pełnomocnictwa przekazywanego drogą elektroniczną
Z uzasadnienia WSA w Warszawie
Zaskarżonym postanowieniem Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił skargę spółki G. S.K.A. w P. (dalej: Skarżąca), w uzasadnieniu wskazując, że pełnomocnik Skarżącej został wezwany, w terminie 7 dni, pod rygorem odrzucenia skargi, do nadesłania pełnomocnictwa podpisanego kwalifikowanym podpisem elektronicznym. W wezwaniu wskazano, że nadesłane do Sądu, przy piśmie z 4.9.2019 r. wniesionym w formie dokumentu elektronicznego, pełnomocnictwo nie zostało opatrzone podpisem elektronicznym. Takim podpisem podpisane zostało jedynie pismo przewodnie, w którego załączeniu nie wymieniono pełnomocnictwa, co nie spełnia wymagań z art. 46 § 2b ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j.: Dz.U. z 2019 r. poz. 2325, dalej: PostAdmU). Powyższe wezwanie zostało doręczone pełnomocnikowi Skarżącej 20.11.2019 r. Nie usunął on jednak braku formalnego skargi poprzez nadesłanie pełnomocnictwa podpisanego kwalifikowanym podpisem elektronicznym, w związku z czym Sąd postanowił o odrzuceniu skargi.
Zażalenie Spółki
Na powyższe postanowienie Spółka wniosła zażalenie, zarzucając naruszenie art. 58 § 1 pkt 3 PostAdmU w zw. z art. 168 ustawy z 29.8.1997 r. Ordynacja podatkowa (t.j.: Dz.U. z 2020 r. poz. 1325) poprzez niewłaściwe zastosowanie, polegające na bezzasadnym odrzuceniu skargi, mimo złożenia przez Spółkę kompletu dokumentów, w tym pełnomocnictwa uprawniającego do reprezentowania strony w postępowaniu sądowoadministracyjnym, podpisanych kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Pełnomocnik Spółki wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia w całości, zaś w uzasadnieniu wskazał, że skarga wraz ze wszystkimi załącznikami (odpis, pełnomocnictwo wraz z dowodem uiszczenia opłaty skarbowej, odpis z KRS) została zapisana w jednym pliku, który następnie jako całość został podpisany kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Pełnomocnik zauważył, że aby w ogóle możliwe było nadanie pisma za pomocą środków elektronicznych, w tym platformy ePUAP, konieczne jest podpisanie dokumentu, co może on udowodnić przy pomocy UPP.
Z uzasadnienia NSA
NSA uznał, że zażalenie zasługiwało na uwzględnienie, a odrzucenie skargi było błędne.
W pierwszej kolejności NSA przywołał pogląd zaprezentowany w postanowieniu NSA z 16.6.2002 r. (II OZ 275/20, CBOSA), zgodnie z którym „stanowisko (…), że elektroniczne podpisanie pisma głównego sporządzonego w formularzu platformy e-PUAP skutkuje podpisaniem jedynie tekstu tego pisma, a nie skutkuje podpisaniem załączonych do niego plików jest błędne. Zaprzecza mu nie tylko treść dokumentu elektronicznego (…), treść UPP, ale też oficjalne zasady funkcjonowania (instrukcje i podręczniki dla platformy e-PUAP) i podpisywania pism w platformie e-PUAP oraz mechanizmy wizualizacji dla użytkowania platformy e-PUAP”. Innymi słowy NSA opowiedział się za stanowiskiem, że elektroniczne podpisanie pisma głównego sporządzonego w formularzu platformy e-PUAP skutkuje podpisaniem tekstu tego pisma oraz załączonych do niego plików.
Dla uzasadnienia powyższego NSA zauważył, że w dokumencie pomocy zamieszczonym na stronie internetowej www.epuap.gov.pl (w zakładce: Pomoc > Instrukcje i podręczniki > Załatwianie sprawy), w punkcie 3. „Wypełnienie i wysyłanie wniosku”, w kilku krokach opisana została droga do prawidłowego sporządzenia, podpisania i wysłania pisma za pośrednictwem platformy e-PUAP. W Kroku 3 dotyczącym wprost przedmiotu niniejszej sprawy wskazuje się, że: „Z rozwijanej listy użytkownik może wybrać Rodzaj pisma [5], jakie chce złożyć do urzędu. Może to być wniosek, skarga, oświadczenie etc. Następnie wypełnia pola wymagane, tj.: Tytuł pisma [6] oraz uzupełnia jego Treść [7]. Użytkownik może również pobrać załączniki z dysku i wysłać je wraz z wypełnionym formularzem do urzędu. Jeśli chce dodać załącznik klika na symbol zielonego plusa [8], następnie wybiera ścieżkę do miejsca, w którym umieszczony jest wybrany plik a na końcu wpisuje Opis załącznika”. Na końcu opisu Kroku 3 (w ramce z wykrzyknikiem) umieszczono następującą informację i zasadę: „Aby dokument miał moc prawną powinien być podpisany przed wysłaniem. Jest to sytuacja analogiczna jak w przypadku korespondencji drogą tradycyjną – na wnioskach, które składamy w urzędach osobiście, również składamy podpisy. Podpis odnosi się do całej treści formularza wraz z załączonymi do niego plikami”. Ta reguła została powtórzona także w zakładce: Pomoc > Instrukcje i podręczniki > Zakładanie konta użytkownika i załatwianie sprawy, w punkcie „Jak wysłać pismo”.
Przedstawiony powyższej sposób wnoszenia dokumentu elektronicznego i składania podpisu przez platformę e-PUAP jest również – jak podkreślił NSA – zgodny z PostAdmU. W art. 12b § 1 i § 2 PostAdmU mowa jest bowiem o wnoszeniu do sądu administracyjnego dokumentów elektronicznych, a warunek formy pisemnej uważa się za zachowany, jeżeli dokument elektroniczny został podpisany w sposób, o którym mowa w art. 46 § 2a. Natomiast art. 46 § 2a PostAdmU odnosi się wyłącznie do pism stron wnoszonych w formie dokumentu elektronicznego. Tak więc podpisanie wymaganym podpisem dokumentu elektronicznego wnoszonego przez platformę e-PUAP, wewnątrz którego przekazywane są inne dokumenty, np. załączniki, skutkuje podpisaniem całego dokumentu elektronicznego, tj. treści formularza wraz z załączonymi do niego plikami. Wykładni tej nie przeczy również treść art. 46 § 2b PostAdmU, zgodnie z którym zasady podpisywania przewidziane w § 2a dotyczą także załączników wnoszonych w formie dokumentu elektronicznego. Z przepisu tego wynika bowiem jedynie, że jeżeli strona chce wnieść do sądu załącznik w formie odrębnego dokumentu elektronicznego to ten dokument powinien być również podpisany przez stronę albo jej przedstawiciela ustawowego lub pełnomocnika kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym. Istotne jest zatem odpowiednie podpisanie przekazywanego dokumentu elektronicznego. Formalistyczna wykładnia art. 46 § 2b PostAdmU, co do wymogu podpisania podpisem elektronicznym odrębnie każdego dokumentu (pliku) w przesyłanym jednym dokumencie elektronicznym przeczy celowi wprowadzenia informatyzacji postępowania sądowoadministracyjnego oraz oficjalnym zasadom funkcjonowania i podpisywania pism w platformie e-PUAP.
Pełnomocnictwo podpisane kwalifikowanym podpisem elektronicznym
Przenosząc powyższe na grunt rozpatrywanej sprawy, NSA wskazał, że Skarżący przesłał za pośrednictwem platformy e-PUAP jeden dokument elektroniczny zawierający pismo przewodnie i załączone do niego pliki, który został podpisany kwalifikowanym podpisem elektronicznym. W związku z tym niezasadne było wzywanie Skarżącego do usunięcia braku formalnego poprzez nadesłanie pełnomocnictwa podpisanego kwalifikowanym podpisem elektronicznym, skoro takie znajdowało się już w aktach. Spornego braku Sąd I instancji dopatruje się w tym, że załącznik zawierający pełnomocnictwo nie jest wymieniony z nazwy w załączonych plikach. Jednakże niewątpliwie znajduje się on w aktach sprawy, które Sąd założył po wpłynięciu skargi (podobnie jak odpis KRS Spółki, który też nie był wymieniony z nazwy jako osobny załącznik). Jeżeli zatem pełnomocnictwo zostało przesłane razem ze skargą prawidłowo podpisanym pismem, to sam fakt niewymienienia pełnomocnictwa w spisie załączników nie powoduje braku formalnego skargi wymagającego uzupełnienia pod rygorem odrzucenia. Skoro pełnomocnictwo Sąd I instancji sam do akt dołączył razem ze skargą i resztą dokumentów, to taka wykładnia jest dla Strony krzywdząca i prowadzi do niedopuszczalnego ograniczenia prawa do sądu.
Z powyższych względów, NSA – na podstawie art. 185 § 1 w zw. z art. 197 § 1 i 2 PostAdmU uchylił zaskarżone postanowienie.
Możliwość elektronicznego korespondowania tak z urzędami administracji publicznej, jak i sądami, w tym także w ramach postępowania administracyjnego czy sądowoadministracyjnego nabiera coraz większego znaczenia we współczesnym, zdigitalizowanym świecie, zaś w dobie pandemii COVID-19 i związanej z nią pracy zdalnej dużej części instytucji publicznych i podmiotów gospodarczych stała się szczególnie ważna. Wielokrotnie to dzięki regulacjom przewidującym nadanie pisma za pomocą środków elektronicznych, w tym platformy ePUAP, możliwe jest sprawne i skuteczne prowadzenie postępowania administracyjnego lub sądowoadministracyjnego. W takim przypadku bardzo istotne jest odpowiednie, tj. zgodne z wymogami prawnymi, podpisanie przekazywanego dokumentu elektronicznego. Konieczne jest podpisanie takiego dokumentu kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym. Na to zagadnienie zwrócił uwagę NSA w analizowanym rozstrzygnięciu i stwierdził, iż elektroniczne podpisanie pisma głównego sporządzonego w formularzu platformy e-PUAP skutkuje podpisaniem tekstu tego pisma oraz załączonych do niego plików, w tym dokumentu pełnomocnictwa.
Posłowie nakładają CIT na 40 tys. firm rodzinnych
Sejmowa większość przychyliła się do argumentacji wiceministra finansów Jana Sarnowskiego, który twierdził, że spółki komandytowe działają w strukturach hybrydowych w połączeniu ze spółkami z o.o. i w ten sposób stosują agresywną optymalizację podatkową. Poseł sprawozdawca Andrzej Szlachta (PiS) posunął się nawet do twierdzenia, że optymalizację stosuje nawet 80 proc. działających w Polsce spółek komandytowych. Odczytał to stwierdzenie z kartki, nie podając źródła tych danych.
Norweska opcja
Ministerstwo Finansów w uzasadnieniu projektu ustawy powoływało się na przykłady z fachowej literatury podatkowej, wskazujące na fiskalne nadużywanie spółki komandytowej. Nie zacytowano natomiast pomysłu, przedstawionego na łamach „Przeglądu Podatkowego” jeszcze w 2013 r., nawiązującego do rozwiązań wprowadzonych w latach 80. w Norwegii. Tamtejsze władze dostrzegły wówczas optymalizacje z użyciem struktur, o których wspominał ostatnio Jan Sarnowski.
Uczestnicząca w nich spółka z o.o. jako komplementariusz spółki komandytowej unika niemal całego podatku dochodowego ze względu na bardzo mały (rzędu 0,01 proc.) udział w zyskach. W Norwegii wprowadzono minimalny próg udziału komplementariusza na poziomie 10 proc. Przy takim warunku stosowanie owych „hybryd” staje się nieopłacalne. Dochód spółki z o.o. (znacznie większy niż przy minimalnym udziale) jest wtedy opodatkowany podwójnie: pierwszy raz na poziomie tejże spółki z o.o. (komplementariusza sp. k.), a następnie przy wypłacie dywidendy do udziałowców tej spółki.
Sejm zaakceptował jednak inne rozwiązanie: spółka komandytowa, niezależnie od tego, kto i jakie ma w niej udziały, będzie od stycznia 2021 r. podatnikiem CIT, a jej udziałowcy zapłacą dodatkowo PIT od swojego udziału w jej zyskach. Wprowadzono też rozwiązanie pozwalające na opcjonalne odłożenie opodatkowania CIT do maja przyszłego roku.
Równocześnie Sejm uchwalił nowelę do ustawy o CIT, wprowadzającą tzw. estoński model podatku. Polega on na tym, że zyski spółki z o.o. są wolne od podatku, jeśli zostaną przeznaczone na inwestycje. Rozwiązanie to krytykowano jednak ze względu na dużą liczbę warunków dotyczących m.in. poziomu tych inwestycji. Wiceminister Sarnowski zapowiadał, że w kolejnych latach te ulgi mają być rozszerzane m.in. na spółdzielnie.
Ulgi Covid na dłużej
Posłowie przegłosowali też zgłoszoną w ostatniej chwili poprawkę przedłużającą ulgę dla darowizn przeznaczonych na zwalczanie epidemii koronawirusa. Według wprowadzonych wiosną przepisów od podstawy opodatkowania można było, do końca września, odliczyć nawet 200 proc. darowizny m.in. dla szpitali, Agencji Rezerw Materiałowych czy domów pomocy społecznej.
Według przegłosowanej poprawki ulgi w PIT i CIT mają obowiązywać do końca miesiąca, w którym zostanie odwołany stan epidemii ogłoszony z powodu Covid-19. W przypadku darowizn dokonanych między 1 października a 31 grudnia 2021 r. będzie można odliczyć dwukrotność jej kwoty. Gdy podatnik uczyni darowiznę między 1 stycznia a 31 marca 2021 r., odliczenie wyniesie 150 proc. darowanej kwoty, a później – kwota odpowiadająca wartości darowizny.
Błażej Kuźniacki adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego
Zamiast dodatkowo opodatkowywać spółki komandytowe, można osiągnąć cel zamierzony przez resort finansów poprzez reformę kodeksu spółek handlowych. Tak stało się w Norwegii w 1985 r., gdy starano się przeciwdziałać tworzeniu struktur, w których niemal całe prawo do udziału w zyskach lub stratach przenosi się do komandytariuszy, a tylko ułamek procenta do komplementariusza, którym jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Można by to osiągnąć poprzez wprowadzenie warunku, że komplementariuszem mogłaby zostać osoba fizyczna lub prawna, która posiada co najmniej 10 proc. udziału w zyskach i stratach tej spółki. Takie rozwiązanie pozwoliłoby na zachowanie jednokrotnego opodatkowania zysków wypracowanych przez spółkę komandytową w sytuacjach, w których komplementariusz nie ma marginalnego udziału w zysku, a z drugiej realnie zabezpieczyło interesy wierzycieli.
Etap legislacyjny: ustawa przekazana do Senatu
Fundusz Medyczny od listopada 2020 r.
Subfundusz infrastruktury strategicznej
Zgodnie z art. 12–13 FundMedU, o środki subfunduszu infrastruktury strategicznej będą mogły się ubiegać projekty strategiczne, realizowane w ramach programów inwestycyjnych, skupione na realizacji zadań: budowie, przebudowie, modernizacji lub doposażeniu infrastruktury strategicznej podmiotów ochrony zdrowia. Wyłonienie przyszłego beneficjenta nastąpi w drodze konkursu organizowanego i prowadzonego przez ministra właściwego do spraw zdrowia. Wśród wnioskujących kandydatów mogą się znaleźć – podmiot leczniczy zakwalifikowany do systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej na poziomach: onkologicznym, pediatrycznym, pulmonologicznym i ogólnopolskim oraz uczelnia medyczna, w imieniu podmiotu leczniczego spełniającego ww. warunki, dla którego uczelnia ta jest podmiotem tworzącym. Informacja o ogłoszeniu konkursu będzie widoczna na stronie internetowej urzędu obsługującego ministra właściwego do spraw zdrowia oraz w Biuletynie Informacji Publicznej tego urzędu, co najmniej 30 dni przed jego rozpoczęciem.
Subfundusz modernizacji podmiotów leczniczych
Środki subfunduszu modernizacji podmiotów leczniczych będą rozdystrybuowane na modernizację, przebudowę lub doposażenie podmiotów leczniczych – jak wskazuje się w uzasadnieniu do rządowego projektu FundMedU (druk nr 457) – regulacje FundMedU w tym zakresie stanowią przejaw identyfikacji elementów najbardziej wymagających poprawy. Mocą nowych przepisów lokowanie finansów będzie ogniskowane w infrastrukturze budowlanej i technicznej szpitali, szczególnie w mniejszych miejscowościach, celem podniesienia jakości świadczonych przez nie usług medycznych, bezpieczeństwa pacjentów czy komfortu leczenia. Za konieczne uznano także powzięcie inwestycji mających dostosować podmioty lecznicze do wymogów przestrzennych, sanitarnych oraz instalacyjnych, jak również koncentrację infrastruktury i kadr wysokospecjalistycznych (dotyczyć to powinno przede wszystkim szpitali klinicznych, niektórych wojewódzkich oraz centrów klinicznych o uznanym międzynarodowym dorobku naukowym i usługowym).
Projekt programu inwestycyjnego, zawierający zadania powyższe, w brzmieniu art. 19 FundMedU, opracowywać będzie Minister Zdrowia. Po przedstawieniu projektu Radzie Ministrów, o dofinansowanie w ramach tego programu będą mogą starać się podmioty lecznicze udzielające świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
Subfundusz profilaktyki
Profilaktyka w założeniu legislatora, jako sfera prewencyjna mająca niwelować przyczyny zachorowania, powinna górować nad medycyną naprawczą. Zakłada się jej dwutorowy przebieg – z jej jednej strony, musi ona być ukierunkowana na unicestwienie czynnika ryzyka determinującego wystąpienia danego zachorowania, edukację w zakresie zdrowego stylu życia, szczepień ochronnych, poradnictwa genetycznego, czy zdrowia psychicznego (profilaktyka pierwotna), z drugiej akcentuje się konieczność podejmowania działań w przedmiocie powstrzymania lub odwrócenia rozwoju choroby lub dolegliwości poprzez wczesną diagnostykę, udział w badaniach przesiewowych i prędkie wdrożenie skutecznego leczenia (profilaktyka wtórna). W tym celu, w drodze ustawy ukonstytuowano, że środki z subfunduszu rozwoju profilaktyki winny być wydatkowane na wzmocnienie roli lekarzy oraz położnych podstawowej opieki zdrowotnej w zwiększaniu zgłaszalności kobiet i mężczyzn na badania w programach zdrowotnych oraz profilaktyki zdrowotnej, jak również za konieczne uznano zintensyfikowanie nakładów na wsparcie jednostek samorządu terytorialnego w upowszechnianiu profilaktyki w obszarach priorytetowych. Dostrzegając istotne znaczenie profilaktyki, zaproponowano kładzenie nacisku na prowadzenie działań promocyjnych i przesiewowych takich jak np. okresowe badania u zdrowych dzieci i dorosłych, ocenę zagrożeń w miejscu pracy, środowisku zamieszkania, szkole, poradnictwo w zakresie uzależnień, działania profilaktyczne przeciw chorobom zakaźnym i nowotworowym.
Subfundusz terapeutyczno-innowacyjny
Subfundusz terapeutyczno – innowacyjny ma służyć finansowaniu bezlimitowych świadczeń szpitalnych i specjalistycznych dla dzieci oraz pokrywaniu kosztów świadczeń opieki zdrowotnej udzielanych świadczeniobiorcom poza granicami kraju (art. 31-32 FundMedU). Zgodnie z założeniami, będzie on także skoncentrowany na opłacaniu refundacji technologii lekowej o wysokim poziomie innowacyjności. Rząd zakłada w tym zakresie nacisk na działania Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która ma podjąć się monitorowania nowo rejestrowanych technologii lekowych stosowanych w onkologii lub chorobach rzadkich i następnie, dokonywać oceny innowacyjności takich terapii. Wynikiem tych działań byłoby sporządzenie dla Ministra Zdrowia wykazu innowacyjnych technologii lekowych udostępnianych kolejnie w Biuletynie Informacji Publicznej oraz na stronie internetowej ministra, a co zaś byłoby dalszą podstawą do złożenia wniosku przez podmioty odpowiedzialne (których technologie lekowe znalazłyby się na listach) o objęcie refundacją i ustalenie urzędowej ceny zbytu technologii lekowej o wysokim poziomie innowacyjności. Przyspieszenie procesu refundacyjnego jest dedykowane szczególnie chorobom nowotworowym oraz rzadkim, gdyż w tym obszarze zauważa się występowanie najwięcej niezaspokojonych potrzeb medycznych i najbardziej ograniczony dostęp do leków innowacyjnych.
Przychody Funduszu
Fundusz zasilany będzie wpłatami z budżetu państwa przekazywanymi przez ministra właściwego do spraw zdrowia, w wysokości określonej corocznie w ustawie budżetowej na dany rok budżetowy, nie niższej niż 4 mld zł, jak również odsetkami od zgromadzonych środków (art. 8 FundMedU).
Ustawodawca przewidział również przeznaczenie na fundusz wpłat z tytułu wydawania opinii przez wojewodę albo ministra właściwego do spraw zdrowia. Na gruncie ustawy z 27.8.2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1398 ze zm.; dalej jako: ŚOZŚrPubU), podmioty te są uprawnione do wydawania opinii o celowości inwestycji polegającej na utworzeniu na obszarze województwa nowego podmiotu leczniczego, nowych jednostek lub komórek organizacyjnych zakładu leczniczego podmiotu leczniczego lub innej inwestycji dotyczącej wykonywania działalności leczniczej polegającej na udzielaniu świadczeń zdrowotnych. Wydanie opinii poprzedzone jest złożeniem wniosku okraszonym opłatą (sprecyzowaną w art. 95e ust. 6 ŚOZŚrPubU), a która stanowiąc dochód z budżetu państwa, wzbogacać będzie jednocześnie stan finansowy funduszu. Na jego poczet składane będą mogły być również dobrowolne wpłaty, darowizny i zapisy.
Cukier krzepi fiskusa, czyli rzecz o tzw. podatku cukrowym
Od 1.1.2021 r. wchodzą w życie przepisy ustawy z 14.2.2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów (Dz.U. z 2020 r. poz. 1492, dalej jako: PromZdrKonU). Wprowadzają one w istocie dwa nowe podatki. Nie dajmy się zwieść nomenklaturze: choć to „opłaty” i tak stosuje się do nich przepisy ustawy z 29.08.1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U 2019 poz. 900 ze zm., dalej: OrdPU).
Dlaczego dwa?
Po pierwsze, chodzi o opłatę za zezwolenie na obrót hurtowy napojami alkoholowymi – w przypadku zaopatrywania detalistów w napoje w opakowaniach jednostkowych do 300 ml. Po drugie – o opłatę od wprowadzania na rynek wybranych napojów. Używane powszechnie w publicystyce dla obydwu ww. kategorii określenie „podatek cukrowy” jest więc niezbyt adekwatne. Tylko jedna z wymienionych trzech kategorii wyrobów podlega opłacie ze względu na zawarty cukier. Niemniej, dobrze się ten slogan przyjął (niczym np. „estoński CIT”) więc purystą językowym nie będzie również autor tego opracowania i hasło „podatku cukrowego” oraz i inne uproszczone hasła zaadoptuje. Dowód poniżej.
Podatek od „małpek”
Chodzi o dodatkową opłatę związaną z obrotem napojami alkoholowymi sprzedawanymi w opakowaniach jednostkowych do 300 ml. Nie ma znaczenia ilość alkoholu w danym napoju. Opłata dotyczy więc m.in. zarówno wódki sprzedawanej w tzw. „piersiówkach” jak i różnego rodzaju kolorowych gotowych drinków a w skrajnym przypadku nawet piwa (choć ono akurat dziwnym zbiegiem okoliczności w opakowaniach poniżej 300 ml raczej nie występuje).
Zmiany dotyczą ustawy z 26.10.1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2019 r. poz. 2277 ze zm., dalej jako: AlkU). Zgodnie z tym aktem prawnym, obrót hurtowy w kraju napojami alkoholowymi może być prowadzony wyłącznie na podstawie zezwolenia wydanego przez ministra właściwego do spraw gospodarki (art. 9 ust. 1 i 2 AlkU). Wydanie zezwolenia wymaga wniesienia stosownych opłat, których wysokość różni się w zależności m.in. od rodzaju napoju alkoholowego i wolumenu sprzedaży.
PromZdrKonU nie wprowadza w tym zakresie zmian. Ustanawia za to dodatkową opłatę w wysokości 25 PLN za każdy pełny litr 100% alkoholu w opakowaniu jednostkowym do 300 ml. Przykładowo więc wprowadzenie do obrotu:
- pięciu butelek 200 ml wódki 40% alkoholu to dodatkowy koszt 10 PLN – 2 PLN na butelce;
- czterech butelek 250 ml kolorowego drinka 5% alkoholu to dodatkowy koszt 1,25 PLN – 0,31 PLN na butelce.
Obowiązek uiszczania opłaty dotyczy przede wszystkim podmiotów dokonujących dostawy alkoholi na rzecz przedsiębiorców posiadających zezwolenie na sprzedaż detaliczną napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży. Nie obejmie więc dostaw np. na rzecz punktów gastronomicznych czy hoteli.
Obowiązek względem opłaty powstaje w momencie zaopatrzenia nabywców w napoje alkoholowe. Natomiast rozliczenie z naczelnikiem urzędu skarbowego, tj. złożenie stosownej informacji (całkiem skomplikowanej co do informacji w niej zawartych) oraz sama zapłata ma miejsce raz na pół roku, do końca miesiąca następującego po danym półroczu.
Podatek od napojów słodzonych, z kofeiną i tauryną
Tym razem przenosimy się na grunt ustawy z 11.9.2015 r. o zdrowiu publicznym (Dz.U. z 2019 r. poz. 2365 ze zm., dalej jako: ZdrPublU). Dodatkowa opłata dotyczyć będzie zgodnie z art. 12a ZdrPublU wprowadzania na rynek krajowy napojów z dodatkiem:
- cukrów będących monosacharydami lub disacharydami oraz środków spożywczych zawierających te substancje oraz substancji słodzących określonych w przepisach unijnych
- kofeiny lub tauryny.
Chodzi konkretnie o napoje oraz syropy będące środkiem spożywczym, ujęte w PKWiU 10.32 (soki z owoców i warzyw) i PKWiU 10.89 (pozostałe produkty spożywcze gdzie indziej niesklasyfikowane) oraz w PKWiU 11 (napoje), o ile wspomniane wyżej substancje znalazły się w ww. wyrobach w sposób nienaturalny.
Wyłączone z opłaty są zaś wyroby medyczne, suplementy diety, żywność specjalnego przeznaczenia medycznego i do żywienia niemowląt i małych dzieci, wyroby mleczne (w których na pierwszym miejscu w wykazie składników znajduje się mleko albo jego przetwory). Do tego wyroby, w których udział masowy soków wynosi nie mniej niż 20% składu surowcowego oraz roztwory węglowodanowo-elektrolitowe – o ile zawartość cukrów jest w tych wyrobach mniejsza lub równa 5 g w przeliczeniu na 100 ml napoju. A co ciekawe także… napoje alkoholowe.
Opłata od napojów słodzonych wyniesie co do zasady 0,50 PLN za zawartość cukrów w ilości równej lub mniejszej niż 5 g w 100 ml napoju (lub za zawartość w jakiejkolwiek ilości co najmniej jednej substancji słodzącej) oraz 0,05 zł za każdy gram cukrów powyżej 5 g w 100 ml napoju – w przeliczeniu na litr napoju, nie więcej niż 1,2 PLN na litr. Tym samym, opłata od puszki 330 ml popularnego napoju gazowanego o smaku pomarańczowym, w którym znajdziemy 12,9g cukru na 100 ml wyniesie dodatkowe 0,29 PLN [(0,5 PLN + 0,05 PLN x 7)/3]. Od litrowej butelki, wyniesie już 0,85 PLN.
W przypadku napojów wzbogaconych o kofeinę lub taurynę, opłata wynosi 0,10 PLN za każdy litr. Co ważne, kofeinę zawierają nie tylko tzw. napoje energetyzujące ale także „standardowe” napoje gazowane.
Obowiązki raportowe (podobnie jak w poprzednim przypadku – niełatwe, trzeba będzie informować m.in. o numerach faktur i numerach partii towaru) i w zakresie uiszczania opłat realizowane będą na bazie miesięcznej, do 25 dnia miesiąca następującego po.
Wątpliwości budzi jednak definicja czynności objętej opłatą, tj. „wprowadzenia na rynek krajowy napojów”. Abstrahując od producentów i podmiotów zamawiających napoje, chodzi przede wszystkim o hurtowników – podmioty dokonujące sprzedaży „do pierwszego punktu, w którym prowadzona jest sprzedaż detaliczna”. A sprzedaż detaliczna ma miejsce w przypadku konsumenckiej sprzedaży zarówno w lokalu przedsiębiorstwa jak i poza lokalem – także w przypadku, gdy towarzyszy mu świadczenie odrębnych usług. Innymi słowy, opłata może też dotknąć m.in. lokale gastronomiczne, hotele czy dyskoteki (co w czasach COVID-19 brzmi jak ponura prognoza).
Kto zapłaci?
Jest oczywiste, że jakkolwiek ww. podatki obciążają hurtowników, jej finalny koszt przeniesiony będzie na konsumentów. Taki jest cel nowych przepisów, wynikający już z pierwszego akapitu uzasadnienia do PromZdrKonU. Uzasadnienia swoją drogą niezwykłego w swojej formie, całkowicie aksjologicznego i stroniącego od analizy samych przepisów. Czasami odwołującego się do zupełnie nieoczywistych kazusów (jak np. do wyników badania „Lidzbark Warmiński bez wad postawy” – kto nie wierzy niechaj sprawdzi) lub zaskakujących (co nie znaczy że nietrafnych) argumentów, np. o… wzmożonym śmieceniu małymi butelkami.
Nawet najbardziej wyrafinowane analizy nie pozwalają jednak nie oprzeć się wrażeniu, że pod płaszczykiem promowania prozdrowotnych postaw fiskus szuka kolejnych dochodów (choć uczciwie przyznajmy, że dzieli się z nimi z samorządami oraz NFZ).
Podatek od rodzinnych rozliczeń
Wystąpiła o nią kobieta, która razem z mężem przez kilkanaście lat mieszkała w budynku należącym do jego ojca. Podstawą korzystania z nieruchomości była umowa użyczenia. Małżeństwo sporo w dom zainwestowało (za zgodą właściciela). Zrobiło nadbudowę piętra, a także przeprowadziło generalny remont. Wykonane prace to m.in. wymiana instalacji elektrycznej i wodno-kanalizacyjnej, ocieplenie budynku, zrobienie zabudowy meblowej, położenie kafelków, paneli podłogowych, kostki brukowej na zewnątrz.
Budynek miał być przekazany małżeństwu w drodze darowizny. Ustalenia rodzinne jednak zmieniono i obecnie mieszka w nim siostra męża ze swoim partnerem. To ona jest teraz właścicielką budynku. Małżeństwo dostało od siostry i jej partnera zwrot poniesionych kosztów rozbudowy i remontu. Razem wyszło 90 tys. zł.
Zmiana życiowych planów i ustaleń
Czy od tej kwoty trzeba zapłacić podatek? Kobieta twierdzi, że nie.
Argumentuje, że nie uzyskała żadnego przysporzenia majątkowego. Otrzymane pieniądze to tylko zwrot poniesionych wydatków, nie ma tu żadnej dopłaty. Rozliczenia z siostrą męża były efektem zmiany planów życiowych i rodzinnych ustaleń. Wszystko odbyło się w zgodzie, a celem rozliczenia pieniężnego było zrekompensowanie nakładów na budynek.
Co na to fiskus? Najpierw przypomniał o zasadzie powszechności opodatkowania. Polega na tym, że każdy dochód podlega PIT. Wyjątki to zwolnienia z podatku. Przykładowo odszkodowania lub zadośćuczynienia otrzymanych na podstawie wyroku lub ugody sądowej.
Żaden przepis ustawy o PIT nie zwalnia jednak z daniny kwoty zwrotu nakładów poniesionych na nieruchomość, która wynika z ustaleń rodzinnych.
Zdaniem skarbówki nie ma wątpliwości, że taki zwrot nakładów jest przychodem małżeństwa. Otrzymali bowiem przysporzenie w postaci określonej kwoty pieniężnej. Uzyskali więc realną korzyść majątkową.
Jak ją zakwalifikować? Fiskus uznał, że jest to przychód z tzw. innych źródeł. Tak wynika z art. 20 ust. 1 ustawy o PIT. Przepis ten wymienia niektóre rodzaje przychodów. Jest to jednak katalog otwarty i mieszczą się w nim też inne. Takie jak zwrot nakładów poniesionych na rozbudowę/adaptację budynku.
Czy ten przychód można obniżyć o koszty jego uzyskania? Tak. Pod warunkiem że są z tym przychodem związane. A także zostały udokumentowane.
Na koszty potrzebne dokumenty
Problem w tym, że małżonkowie mają dowody tylko na część wydatków. Niektóre prace wykonali bowiem własnym sumptem. Inne przeprowadzali fachowcy, z którymi nie zawierali stosownych umów, a zapłatę przekazywali w gotówce.
Podsumowując, małżeństwo ma dowody na zakupy materiałów budowlanych na 72 tys. zł. Podkreśla, że różnica to koszt robocizny.
Jak wyliczyć dochód, czyli podstawę opodatkowania? Od przychodu, czyli 90 tys. zł, odjąć koszty w kwocie 72 tys. zł. Wychodzi 18 tys. zł. Od tego dochodu trzeba zapłacić podatek. Jaki? Według skali, którą podaje art. 27 ust. 1 ustawy o PIT.
W zależności więc od wysokości innych dochodów (czyli tego, czy znajdują się w pierwszym czy drugim progu skali) małżonkowie zapłacą 17 albo 32 proc. podatku.
Fiskus na koniec przypomniał, że w polskim systemie obowiązuje zasada samoopodatkowania. Na podatniku spoczywa obowiązek zachowania się zgodnie z przepisami. Skarbówka może to zweryfikować na kontroli.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Grzegorz Gębka doradca podatkowy w kancelarii GTA
Fiskus ma rację, że obowiązuje zasada powszechności opodatkowania i każda korzyść majątkowa podlega PIT. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że opisana interpretacja jest krzywdząca dla małżonków, którzy, jak sami zapewniają, nic nie zarobili na całej operacji. Zainwestowali w dom, a potem dostali zwrot nakładów. Wyszli więc na zero. Ponieważ jednak na część wydatków nie mieli faktur (o które czasami w branży budowlanej wcale niełatwo), skarbówka wyliczyła dochód. I chce podatku. Czy można było inaczej zaplanować rodzinne rozliczenie? Wydaje się, że tak. Korzystniejsza mogłaby być np. umowa darowizny. W najbliższej rodzinie jest zwolniona z daniny na podstawie ustawy o podatku od spadków i darowizn, nie podlega też pod ustawę o PIT.
Numer interpretacji: 0115-KDWT.4011.45.2020.8. MŚ