Babciowe – od kiedy nowe świadczenie?
– Wypłacimy każdej mamie, każdej rodzinie, wszystkim rodzicom, którzy potrzebują pomocy na opiekę nad swoim maleństwem, 1500 zł miesięcznie – zadeklarował w Sejmie premier Donald Tusk. Według wcześniejszych zapowiedzi świadczenie ma być wypłacane co miesiąc do trzeciego roku życia dziecka. To matka mogłaby zdecydować, czy chce przeznaczyć pieniądze na żłobek, opiekunkę, czy przekazać je babci opiekującej się wnukiem.
– Nie znamy jeszcze szczegółowych zasad przyznawania nowego świadczenia. Wiadomo jednak, że za 1500 zł wracająca do pracy matka nie zdoła opłacić niani. Świadczenia starczyłoby na żłobek, ale placówek opieki poza dużymi miastami brakuje – komentuje Katarzyna Łodygowska, specjalista prawa pracy.
Z mównicy sejmowej premier Tusk obiecał, że żadne świadczenie, które zostało Polakom dane, nie zostanie odebrane. Oznacza to, że nowe babciowe będzie wypłacane obok dotychczasowego wsparcia. A lista świadczeń skierowanych do rodziców jest długa. Po narodzinach dziecka mogą złożyć wniosek o 1000 zł becikowego. Jest jeden warunek: dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie może przekroczyć 1922,00 zł netto. Część gmin wypłaca własne, samorządowe becikowe. Matki, które nie mają prawa do zasiłku macierzyńskiego, mogą przez rok co miesiąc liczyć na 1000 zł świadczenia rodzicielskiego. Do tego dochodzi świadczenie wychowawcze, tzw. 500+ (od stycznia 800+).
Osoby w gorszej sytuacji majątkowej mogą złożyć wniosek o zasiłek rodzinny wraz z dodatkami. Przyznanie prawa do zasiłku rodzinnego zależy m.in. od spełnienia kryterium dochodowego. Zasiłek rodzinny przysługuje, jeżeli przeciętny miesięczny dochód w przeliczeniu na osobę nie przekracza 674,00 zł. Gdy członkiem rodziny jest dziecko z niepełnosprawnościami, kryterium wynosi 764,00 zł. Od 2016 r. przy ustalaniu dochodu rodziny uprawniającego do zasiłku rodzinnego i dodatków obowiązuje tzw. mechanizm złotówka za złotówkę. Ale to niewysokie kwoty. Wysokość pomocy zależna jest od wieku dziecka. Do pięciu lat wynosi 95 zł, a na starsze 124 zł. 135,00 zł przysługuje na uczące lub studiujące dziecko w wieku powyżej 18. roku życia do ukończenia 24. roku życia. I jeszcze dodatki, np. wysokość dodatku do zasiłku rodzinnego z tytułu wychowywania dziecka w rodzinie wielodzietnej wynosi 95,00 zł miesięcznie.
Dużo wyższe jest świadczenie z rodzinnego kapitału opiekuńczego. Świadczenie to nie zależy od dochodu rodziny i wynosi w sumie do 12 tys. zł na drugie i każde kolejne dziecko.
Całkowity zakaz zabudowy może oznaczać przekroczenie władztwa planistycznego
Stan faktyczny
WSA w Poznaniu rozpoznał skargę na uchwałę Rady Miasta i Gminy Kórnik z 29.6.2022 r. w przedmiocie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i stwierdził nieważność § 8 oraz § 11 pkt 1 zaskarżonej uchwały. Skarga w pozostałym zakresie została oddalona.
Skarżący zarzucił uchwale m.in. niezastosowanie art. 1 ust. 2 pkt 1, 6 i 7 ustawy z 27.3.2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 977; dalej: PlanZagospU) w zw. z art. 31 ust. 3 oraz art. 32 Konstytucji RP, skutkujące naruszeniem proporcjonalności poprzez (1) opracowanie planu miejscowego dla gruntów stanowiących własność wyłącznie jednej osoby, (2) poprzez ustalenie przeznaczenia terenu stanowiącego ograniczenie dla jego prawidłowego zagospodarowania — rażąco odmienne aniżeli przeznaczenia gruntów sąsiednich oraz (3) nierespektowanie przy uchwalaniu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego prawa własności nieruchomości, na której wprowadzono zakaz lokalizacji przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko i wprowadzenie zakazu w sytuacji, gdy brak jest przyrodniczych i technicznych przeciwwskazań do prowadzenia tego rodzaju działalności; za zakazem nie przemawiają wymagania ładu przestrzennego ani potrzeby interesu publicznego, a organ nie uzasadnił, dlaczego zakazał lokalizacji tego rodzaju przedsięwzięć na wskazanym terenie, a tym samym naruszył zasadę proporcjonalności.
W uzasadnieniu skargi podniesiono, że działka objęta planem graniczy z urządzonymi drogami, wyposażonymi w infrastrukturę techniczną oraz graniczy z terenami zabudowanymi lub przeznaczonymi pod zabudowę mieszkaniową oraz działką wyłączoną z terenów objętych planami miejscowymi. Skarżący wskazał, że zapisy planu uniemożliwiają rolnikom ewentualną realizację obiektów i urządzeń związanych z produkcją rolną takich jak: szklarnie, silosy na produkty rolne, wiaty na sprzęt rolniczy, budynki służące hodowli i chowowi zwierząt. Podniesiono, iż zapisy planu ograniczają swobodę działalności gospodarczej.
Odpowiadając na skargę organ wniósł o jej oddalenie.
Stanowisko WSA
Sąd I instancji uznał skargę za zasadną.
Zgodnie z art. 1 ust. 2 pkt 1, 2 i 5 PlanZagospU w zagospodarowaniu przestrzennym uwzględnia się wymagania ładu przestrzennego, urbanistyki i architektury, walory architektoniczne i krajobrazowe oraz walory ekonomiczne przestrzeni i prawo własności. Z art. 2 ust. 1 PlanZagospU wynika, że ustalenie przeznaczenia i zasad zagospodarowania terenu dokonywane jest w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego z zachowaniem warunków określonych w ustawach, a art. 4 ust. 1 PlanZagospU wprost wskazuje, że zadaniem własnym gminy jest ustalanie przeznaczenia i zasad zagospodarowania terenu.
Przepisy te stanowią podstawę do kształtowania jednego z istotnych uprawnień organów gminy, jakim jest władztwo planistyczne, które stanowi kompetencję gminy do samodzielnego i zgodnego z jej interesami oraz zapewnieniem ładu przestrzennego, kształtowania polityki przestrzennej. Obejmuje ono samodzielne ustalenie przez radę gminy przeznaczenia terenów, rozmieszczenia inwestycji celu publicznego oraz określanie sposobów zagospodarowania i warunków zabudowy.
Skoro uchwalając plan miejscowy, rada gminy może ingerować w wykonywanie prawa własności, to taka ingerencja ma także uwzględniać zasadę proporcjonalności wynikającą z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, zgodnie z którą ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób, a same ograniczenia nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Przy czym w świetle art. 64 ust. 3 Konstytucji RP ingerencja w sferę prawa własności musi pozostawać w racjonalnej i odpowiedniej proporcji do celów, dla osiągnięcia których ustanawia się określone ograniczenia.
W przedmiotowej sprawie należy odrębnie rozważyć 2 kwestie – wprowadzenia na terenie analizowanym przeznaczenia rolnego, a następnie ograniczenia możliwości zabudowy nieruchomości, w tym poprzez uniemożliwienie realizacji inwestycji oddziałujących na środowisko oraz ograniczenia w zakresie zabudowy.
Zgodnie z art. 20 ust. 1 PlanZagospU plan miejscowy nie może naruszać ustaleń studium. Rada Miasta i Gminy uchwalając plan, nie mogła podjąć innego rozstrzygnięcia aniżeli przeznaczenie obszaru planu jako tereny rolnicze, oznaczone symbolem R, co stanowi konkretyzację zapisów studium, wiążących w ramach procedury planistycznej.
Rada przyjmując powyższe ograniczenia zasadnie zwróciła uwagę, że przyjęte ustalenia nie ograniczają możliwości prowadzenia na nieruchomościach działalności produkcyjnej w rolnictwie, ponieważ gospodarka rolna może być prowadzona, tylko jest ograniczona do wartości progowych określonych w rozporządzeniu w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko. Niewątpliwie wprowadzony zapis, dotyczący zakazu lokalizacji przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko, w rozumieniu przepisów odrębnych, z wyjątkiem inwestycji celu publicznego, został ujęty jako jedna z zasad ochrony środowiska, przyrody i krajobrazu kulturowego. Sąd zwrócił uwagę, że na terenach sąsiadujących znajduje się zabudowa mieszkaniowa, stąd niedopuszczenie możliwość zabudowy szczególnie uciążliwej przyczyni się dodatkowo do ograniczenia ewentualnych konfliktów społecznych. Dlatego też tego typu zakaz mieści się w ramach władztwa planistycznego gminy.
Odrębnym zagadnieniem pozostaje natomiast wprowadzony w § 8 oraz § 11 pkt 1 zakaz zabudowy w postaci budowy zakazu budowy budynków, wiat i budowli rolniczych, innych niż np. budowli rolniczych: płyt obornikowych, tuneli foliowych o wysokości do 4,0 m, dróg do gruntów rolnych wynika z ochrony przestrzeni i powstrzymania zabudowy. W powyższym zakresie Rada Gminy uznała, że rolniczy sposób zagospodarowania stanowi utrzymanie dotychczasowego charakteru zagospodarowania, a gospodarka rolna może być prowadzona na wiele sposobów niekoniecznie musi wiązać się z zabudową, co powoduje, że ustalony w planie zakaz ogranicza jedynie intensywność zagospodarowania.
Zdaniem Sądu kwestionowane ustalenia planu miejscowego nie zostały wystarczająco uzasadnione. W szczególności organ nie wykazał, aby tak daleko idące ograniczenie prawa własności jak całkowity zakaz nowej zabudowy (do tego bowiem sprowadzają się wprowadzone ograniczenia) było konieczne. Oczywiście elementem kształtowania zagospodarowania nieruchomości rolnych może być wyłączenie części nieruchomości rolnych spod zabudowy w celu pozostawienia ich wyłącznie pod uprawy, jednak nie może być zasadą dopuszczenie na nieruchomościach rolnych jedynie upraw bez dopuszczenia chociażby na części terenu enklaw, gdzie taka zabudowa byłaby dopuszczalna. Zakaz zabudowy na gruntach rolnych nie wynika ze szczególnych warunków zagospodarowania terenu. Czym innym jest bowiem zakaz wznoszenia budynków, a czym innym jakościowe ograniczenie możliwości zabudowy np. poprzez zakaz lokalizacji inwestycji mogących oddziaływać na środowisko oraz zakaz lokalizowania nowych przedsięwzięć związanych z określoną działalnością rolniczą.
Komentarz
Uchwalając plan miejscowy najczęściej następuje wyważanie interesów: prywatnego i publicznego, co nieuchronnie prowadzi do powstawania konfliktów interesów indywidualnych z interesem publicznym. WSA wskazał, że władztwo planistyczne gminy nie ma charakteru pełnego, niczym nieograniczonego. Granicami władztwa są konstytucyjnie chronione prawa, w tym przede wszystkim prawo własności. W szczególności z dużą rozwagą rady gmin powinny wprowadzać w planach miejscowych całkowity zakaz zabudowy.
Jak lepiej wykonywać wyroki ETPC?
Dane jasno pokazują, że problemy z realizowaniem przez Polskę rozstrzygnięć Europejskiego Trybunału Praw Człowieka narastają od lat. Liczba wyroków uznanych przez Komitet Ministrów Rady Europy za wykonane spada systematycznie od 2014 r., kiedy to wyniosła rekordowe 357. W roku ubiegłym było to jedynie 26 wyroków.
Nie wynika to bynajmniej z mniejszej liczby wydanych orzeczeń przeciw Polsce albo zakomunikowanych naszemu rządowi spraw – te też wzrosły względem 2014 r., choć tu trend nie był stały. Od dwóch lat znów rośnie natomiast liczba spraw pod nadzorem KM RE – z 89 do 125. Polska zajmuje dziś dziesiąte miejsce w Radzie Europy w liczbie niewykonanych wyroków.
Problemom tym postanowiła wyjść naprzeciw Krajowa Rada Radców Prawnych, przygotowując założenia do projektu ustawy o wzmocnieniu wykonywania wyroków ETPC w Polsce. Dotychczas kwestię tę normuje wyłącznie zarządzenie prezesa Rady Ministrów z 2007 r. (nr 73), które się nie sprawdziło.
Polityka i finanse
– Na razie nie jest tak, że „toniemy” pod ciężarem niewykonanych orzeczeń, co nie oznacza jednak, że sytuacja jest dobra – mówi Emil Śliwiński, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Jakaś część wyroków nie jest wykonywana z przyczyn politycznych – dodaje.
KRRP wskazała na sprawę Alicji Tysiąc (czyli dostęp do procedury legalnej aborcji) – niewykonanie wyroku doprowadziło zresztą do ETPC ok. 1000 podobnych skarg. Ale są również sprawy tzw. praworządnościowe, gdzie problemem jest funkcjonowanie tzw. nowej KRS i sędziów przez nią nominowanych. Inne wyroki po prostu trudno jest wykonać ze względów finansowo-organizacyjnych, można tu wskazać np. na przewlekłość postępowania sądowego.
Propozycje ustawowe
Co więc proponuje KRRP? Przede wszystkim konkretne rozdzielenie kompetencji przy wykonywaniu wyroków między poszczególnych ministrów. Ponadto miałby zostać powołany pełnomocnik rządu ds. wykonywania tych wyroków, którego zadaniem byłoby przede wszystkim koordynowanie działań ministrów działowych, a także współpraca z innymi organami państwa i Rady Europy. W założeniach wskazano też terminy na przeprowadzenie kolejnych czynności w celu wykonywania wyroku. Co do zasady proces taki miałby być zakończony w ciągu dwóch lat, a w przypadkach szczególnie trudnych – czterech lat.
Jasne wskazanie obowiązków i terminów ma też umożliwić rozliczanie z ich niedopełnienia. Propozycja zakłada, że niewypłacenie zasądzonej rekompensaty miałoby być traktowane jako naruszenie dyscypliny finansów publicznych, a nawet grozić odpowiedzialnością karną.
– Myślimy o tej odpowiedzialności jako o metodzie dyscyplinującej – mówi mec. Justyna Chrzanowska, członkini Komisji Praw Człowieka KRRP. – Znaleźliśmy się w sytuacji, w której zbyt łatwo i bez jakichkolwiek konsekwencji prawnych można oświadczyć, że się wyroku ETPC nie wykona. Nie każdy wyrok dla jego wykonania wymaga nowelizacji prawa, czasem wystarczy zmiana praktyki, i to jest zadanie dla ministrów działowych. Wynika to z poczucia bezkarności – dodaje.
I podkreśla, że wyroki ETPC kierowane są do trzech władz – wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej, zatem nie tylko do rządu. Ale to jego członkowie będą musieli przekonywać ustawodawcę o konieczności wykonania tych wyroków w określony sposób.
Propozycja KRRP przewiduje też dwie nowe skargi (wzorowane na skardze na przewlekłość) na bezczynność lub zwłokę organów odpowiedzialnych za wykonanie wyroku. Jedna dotyczyłaby aspektu indywidualnego (przywrócenie stanu zgodnego z prawem) i przysługiwała osobie, której wyrok dotyczył.
Druga – aspektu generalnego. Zatem mógłby ją złożyć każdy, kto wykazałby, że jego sytuacja jest wystrarczająco podobna do tej ocenionej już przez Trybunał jako naruszenie praw człowieka.
W obu przypadkach można by się domagać określonej sumy pieniężnej oraz podjęcia działań w celu wykonania wyroku.
Biometria tak, ale tylko wyjątkowo
Porozumienie osiągnięte w kolejnej turze trójstronnych negocjacji (tzw. trilog) Rady, PE i KE to na razie zbiór wytycznych i politycznych kierunków, w jakich ma iść regulacja. Dokładny tekst rozporządzenia ws. AI poznamy za miesiąc lub dwa, gdy zostanie dopracowany. A diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.
– Pewne kwestie zostały jednak rozstrzygnięte – np. ta dotycząca modeli generatywnych czy AI ogólnego przeznaczenia, które często są podstawą wielofunkcyjnych systemów i programów, przydatnych w różnych zadaniach, takich jak GPT, Gemini czy Anthropic – mówi Filip Konopczyński z Fundacji Panoptykon. – W ich wypadku regulacja ma działać proporcjonalnie – minimalne obowiązki dla modeli z niewielką ilością użytkowników (firmy, konsumenci), ścisłe regulacje dla tych z najsilniejszą pozycją rynkową – dodaje.
– Z dostępnych komunikatów wynika, że to, co wcześniej wypracowano, zostanie utrzymane – mówi dr Michał Nowakowski, radca prawny z Rymarz Zdort Maruta. – Chodzi o informowanie, na jakich zbiorach danych są „trenowane” modele AI, a także inne obowiązki przejrzystości. Ale w modelach, które rodzą ryzyko systemowe dla praw podstawowych, obowiązki obejmą też np. procedurę raportowania incydentów cyberbezpieczeństwa czy naruszenia praw podstawowych – podsumowuje.
Z kolei Eliza Turowicz, specjalistka w Departamencie Rynku Cyfrowego Konfederacji Lewiatan, mówi, że w ocenie przedsiębiorców nowe brzmienie zaprzecza głównemu podejściu, które przyświecało KE przy publikacji pierwszej wersji projektu, tj. podejściu na podstawie ryzyka.
– Zaproponowany sposób regulowania systemów SI ogólnego przeznaczenia nie uwzględnia faktycznego łańcucha dostaw i nakłada nieproporcjonalne wymogi, które mogą być niemożliwe bądź trudne do spełnienia dla wielu przedsiębiorstw – wskazuje ekspertka. – Może to zdławić konkurencyjność oraz innowacyjność. Przedsiębiorców niepokoi, że z powodu szybkiego tempa negocjacji trilogowych pozostaje wiele niewyjaśnionych kwestii, co może zdezorientować rynek oraz odebrać pewność prawa – dodaje.
Organizacje społeczne mogą być zaś zadowolone z tego, że AI Akt będzie zawierał obowiązek oceny wpływu systemów wysokiego ryzyka na prawa podstawowe i bezpieczeństwo ludzi, prawo do skargi na decyzje podjęte z udziałem AI czy wyjaśnienia decyzji systemu wysokiego ryzyka. Choć w pewnych wypadkach możliwość używania systemu zdalnego rozpoznawania twarzy będzie dozwolona, to tylko za zgodą sądu i do ścigania określonych przestępstw. Zwolnione z tych wymogów będą jednak służby specjalne.
Opodatkowanie składowych farm wiatrowych
Jedna z firm zwróciła się do skarbówki z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej. Przedsiębiorstwo zajmowało się działalnością gospodarczą w sektorze energii odnawialnej, polegającą na realizacji projektów parków wiatrowych na terenie Polski, od fazy deweloperskiej poprzez ich budowę, uruchomienie i eksploatację. Firma dzierżawiła grunty w celu wybudowania na nich i eksploatowania elektrowni wiatrowych oraz infrastruktury towarzyszącej. Wątpliwości podatkowe pojawiły się w kwestii dotyczącej opodatkowania poszczególnych składowych farm wiatrowych. Spółka szczegółowo przedstawiła fiskusowi elementy konstrukcyjne, w których były zbudowane instalacje i zaznaczyła, jakie jest ich znaczenie dla funkcjonowania całości. Tłumaczyła, że poszczególne elementy elektrowni wiatrowych, tj. turbina, wieża oraz fundament ujęte zostaną odrębnie w ewidencji środków trwałych i wartości niematerialnych i prawnych spółki. Dodatkowo, jako odrębne środki trwałe zostaną ujęte: platforma w wieży, winda w wieży, kabel wewnątrz wieży i turbiny. Ponadto wyróżniła inne elementy rozpoznawane jako środki trwałe, a wchodzące w skład farmy wiatrowej tj. m.in.: drogi wewnętrzne utwardzane i place manewrowe, sieć średniego napięcia składająca się z linii kablowych położonych pod ziemią służących do przesyłania wytworzonej energii z elektrowni wiatrowych i innych urządzeń, budynek sterowni, wyposażenie elektryczne budynku sterowni.
Powołując się na obowiązujące przepisy firma zapytała fiskusa o sposób opodatkowania poszczególnych składowych farmy wiatrowej. Spółka twierdziła, że elektrownie wiatrowe (traktowane jako całość) nie są budowlami w rozumieniu art. 1a ust. 1 pkt 2 ustawy z 12.1.1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 70; dalej: PodLokU). Z kolei z regulacji art. 3 pkt 3 ustawy z 7.7.1994 r. Prawa budowlanego (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 682) wynika jednoznacznie, że elektrownia wiatrowa nie jest budowlą, tylko urządzeniem technicznym, a jako budowlę należy traktować jedynie jej części budowlane, jako odrębne pod względem technicznym części przedmiotów składających się na całość użytkową.
Przedmiotem opodatkowania podatkiem od nieruchomości w postaci budowli zgodnie z art. 1a ust. 1 pkt 2 w związku z art. 2 ust. 1 pkt 3, w związku z art. 4 ust. 1 PodLokU, uznaje się zatem wyłącznie część elektrowni wiatrowej, tj. fundament oraz posadowioną na tym fundamencie wieżę, dlatego że wspólnie stanowią one część budowlaną urządzenia technicznego. Nie stanowi natomiast budowli, a przez to przedmiotu opodatkowania podatkiem od nieruchomości elektrownia wiatrowa jako całość (rozumiana jako jeden obiekt budowlany), na którą składa się fundament oraz posadowiona na tymże fundamencie wieża wraz z częścią techniczną elektrowni wiatrowej. W tym zakresie fiskus zgodził się z wnioskodawcą.
Inaczej było w stosunku do pytania dotyczącego kanalizacji kablowej. Spółka przywołała definicję obiektu liniowego wskazując, że budowlą jest kanalizacja kablowa, przy czym kable w niej zainstalowane nie stanowią obiektu budowlanego lub jego części, ani urządzenia budowlanego. Wnioskujący twierdzili, że linia kablowa umieszczona w kanalizacji kablowej nie jest ani obiektem budowlanym lub jego częścią, ani urządzeniem budowlanym i nie stanowi przedmiotu opodatkowania podatkiem od nieruchomości. Oznacza to, że obiektem budowlanym i budowlą może być tylko kanalizacja kablowa, jako infrastruktura o ile będzie w posiadaniu przedsiębiorcy. Tym samym kanalizacja kablowa stanowi budowlę, natomiast linie kablowe ułożone w kanalizacji kablowej nie stanowią obiektu budowlanego lub jego części ani urządzenia budowlanego w rozumieniu przepisów prawa budowlanego a co za tym idzie nie stanowią budowli w rozumieniu przepisów PodLokU i tym samym nie podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości.
Fiskus stwierdził jednak, że zgodnie z art. 1a ust. 1 pkt 2 w związku z art. 2 ust. 1 pkt 3, w związku z art. 4 ust. 1 PodLokU, za przedmiot opodatkowania uznaje się części budowlane elektrowni wiatrowej tj. wieża i fundament oraz instalację tj. sieć średniego napięcia wewnątrz wieży i turbiny, a z kolei sieć średniego napięcia (kable wewnątrz wieży i turbiny) stanowią budowlę w rozumieniu PodLokU i podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości. Organ podatkowy doszedł także do wniosku, że charakterystycznymi właściwościami urządzeń budowlanych są: ich związanie z obiektem budowlanym, zapewnienie użytkowania obiektu zgodnie z jego przeznaczeniem, posiadanie cech „przyłączy i urządzeń instalacyjnych”. Idąc dalej tym tropem, elektrownię wiatrową jako przedmiot opodatkowania podatkiem od nieruchomości należy uważać za obiekt budowlany, składający się z fundamentu i wieży, wraz z instalacjami tj. siecią niskiego napięcia wewnątrz wieży i turbiny zapewniającą możliwość użytkowania tego obiektu zgodnie z jego przeznaczeniem.
Strony nie były także zgodne, co do odpowiedzi na ostatnie pytanie dotyczące opodatkowania sieci średniego napięcia. O ile spółka twierdziła, że ta sieć wraz z jej częściami składowymi (kable wewnątrz wieży i turbiny) nie można uznać za budowlę, o tyle fiskus był odwrotnego zdania.
Przedsiębiorstwo skierowało sprawę do sądu, jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie w wyroku z 14.9.2023 r., I SA/Ol 232/23, Legalis oddalił skargę. W uzasadnieniu skład orzekający podał, że: „nie znajduje żadnego uzasadnienia „rozdzielenie” budowli, z sieci kablowej, gdyż są one budowlą jako całość. Dla celów opodatkowania wszystkie elementy sieci stanowią jedną całość i wartość tak ujętej całości stanowi podstawę opodatkowania, od której naliczony jest podatek”.
Więcej składek ZUS za pracowników i firmy w 2024 r.
Tak wynika z obwieszczenia ministra rodziny i polityki społecznej w sprawie kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w 2024 r. oraz przyjętej do jej ustalenia kwoty prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia (M.P. z 2023 r. poz. 1342).
Wyższy próg
Limit ten określono na poziomie 234 720 zł (obecnie wynosi 208 050 zł).
– Jest on powiązany z kwotą prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia, które w uzasadnieniu projektu ustawy budżetowej na 2024 r. wynosi 7824 zł – tłumaczy Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Ekspert ma świadomość, że budżet nie został jeszcze uchwalony. Przekonuje jednak, że kwota prognozowanego wynagrodzenia już się nie zmieni.
– Ona jest zawarta w uzasadnieniu projektu ustawy budżetowej na przyszły rok, a nie sądzę, aby nowy rząd chciał je zmieniać. To wymagałoby przemodelowania całości, a na to ani nie ma czasu, ani, podejrzewam, także woli politycznej – mówi Łukasz Kozłowski.
Jak przypomina, ta kwota w ciągu ostatnich miesięcy i tak została zmodyfikowana.
– Jeszcze w czerwcu rząd przewidywał, że prognozowane przeciętne miesięczne wynagrodzenie w 2024 r. wyniesie 7794 zł. Ostatecznie podwyższył je do 7824 zł – tłumaczy ekspert.
To oznacza nie tylko wzrost limitu 30-krotności, ale przede wszystkim składek ZUS, bo 60 proc. tej kwoty (tj. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia) jest podstawą wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne płaconych przez przedsiębiorców niekorzystających z żadnych preferencji.
Składki z biznesu
– W konsekwencji składki na ubezpieczenia społeczne w 2024 r. wyniosą 1600,32 zł (bez składki zdrowotnej i z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym) – wyjaśnia Łukasz Kozłowski.
W przyszłym roku ich wysokość będzie oscylować w granicach:
- emerytalna 916,35 zł (obecnie 812,23 zł),
- rentowa 375,55 zł (obecnie 332,88 zł),
- wypadkowa 78,40 zł (teraz 69,49 zł),
- Fundusz Pracy/Solidarnościowy 115,01 zł (obecnie 101,94 zł),
- dobrowolna chorobowa 115,01 zł (obecnie 101,94 zł).
To więcej niż teraz o 181,52 zł. Przedsiębiorcy dziś płacą bowiem 1418,48 zł ( plus składka zdrowotna, która jest zależna od formy opodatkowania).
Przypomnijmy, że wzrosną również należności do ZUS płacone przez przedsiębiorców korzystających z preferencji. Zgodnie bowiem z rozporządzeniem w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2024 r. (Dz.U. z 2023 r. poz. 1893) od 1.1.2024 r. wyniesie ono 4242 zł, a od lipca 4300 zł. W efekcie składki na ubezpieczenia społeczne płacone przez 24 miesiące od podstawy wymiaru w wysokości 30 proc. pensji minimalnej wyniosą w pierwszym półroczu 2024 r. 401,9 zł, a w drugim półroczu 408,14 zł.
KSeF 2024: numer identyfikujący fakturę w poleceniu przelewu
Zgodnie z art. 108g ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1570 ze zm., dalej: VATU, nabywca towaru lub usługi zarejestrowany jako podatnik VAT czynny, dokonujący płatności za faktury ustrukturyzowane na rzecz innego podatnika zarejestrowanego jako podatnik VAT czynny, za pośrednictwem usługi polecenia zapłaty lub polecenia przelewu lub innego instrumentu płatniczego umożliwiającego podanie tytułu transferu środków pieniężnych, jest obowiązany do podania numeru identyfikującego te faktury w Krajowym Systemie e-Faktur lub identyfikatora zbiorczego nadanego przez Krajowy System e-Faktur. Obowiązek ten dotyczy również podatnika innego niż nabywca towaru lub usługi, dokonującego płatności za faktury wystawione na rzecz tego nabywcy.
Podobna zasada dotyczyć będzie faktur wystawianych w okresie trwania niedostępności Krajowego Systemu e-Faktur lub gdy podatnik nie ma możliwości wystawienia faktury ustrukturyzowanej z innego powodu niż awaria Krajowego Systemu e-Faktur. W przypadku faktur wystawianych w czasie awarii, numeru KSeF w komunikacie przelewu nie trzeba wskazywać.
Przypomnijmy, że zgodnie z art. 2 pkt 32a VATU, o fakturze ustrukturyzowanej mówimy w odniesieniu do faktury wystawionej przy użyciu KSeF wraz z przydzielonym numerem identyfikującym tę fakturę w tym systemie. Tzw. numer KSeF to co innego niż numer faktury w rozumieniu art. 106e ust. 1 pkt 2 VATU, a więc niż kolejny numer nadany w ramach jednej lub więcej serii, który w sposób jednoznaczny identyfikuje fakturę. System KSeF służy bowiem m.in. do oznaczania faktur ustrukturyzowanych numerem identyfikującym przydzielonym w Krajowym Systemie e-Faktur oraz do powiadamiania podatników o numerze identyfikującym fakturę ustrukturyzowaną przydzielonym w Krajowym Systemie e-Faktur oraz dacie i czasie jego przydzielenia. To ważne, bo zgodnie z art. 106 na ust. 3 VATU, faktura ustrukturyzowana jest uznana za otrzymaną przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur w dniu przydzielenia w tym systemie numeru identyfikującego tę fakturę.
Podobieństwo do MPP
Opisywane rozwiązanie przypomina w swej istocie wymogi dotyczące płatności MPP. W komunikacie przelewu podatnik w takim wypadku wskazuje m.in. także numer faktury, w związku z którą dokonywana jest płatność. Nawiasem mówiąc, w tej kwestii również czekają nas zmiany. Zgodnie z nowym brzmieniem art. 108a ust. 3 pkt 3 VATU, wraz z wejściem w życie obowiązkowego KSeF podatnik płacąc w sposób podzielony powinien posługiwać się numerem faktury, w związku z którą dokonywana jest płatność, a w przypadku faktury ustrukturyzowanej – numerem identyfikujący tę fakturę w Krajowym Systemie e-Faktur.
Wejście w życie
Co ważne, opisywany obowiązek stosuje się do płatności dokonanych od 1.1.2025 r. Status podatnika, na rzecz którego dokonywana jest płatność, dotyczący jego zarejestrowania jako podatnika VAT czynnego jest ustalany na podstawie wykazu tzw. białej listy na dzień dokonywania płatności za faktury.
Omawiane przepisy pierwotnie miały pojawić się w treści ustawy z 6.3.2018 r. – Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 221; dalej: PrPrzed). Finalnie trafiły jednak do VATU, co ma plusy i minusy. Rozwiązanie pozwoli w swym założeniu na zwiększenie poprawności dokonywania płatności pomiędzy podmiotami w systemach księgowych, a także przyczyni się do usprawnienia procesów analityki KAS, a tym samym do ustawienia i przyspieszenia weryfikacji rozliczeń podatników z jednej strony, z ograniczeniem konieczności wzywania podatników do przedstawienia dodatkowych informacji o rozliczeniach z drugiej. Tak przynajmniej twierdzi pomysłodawca, dla podatników to nic innego niż kolejny dodatkowy obowiązek i źródło frustracji.
Pomysłodawca zmian twierdzi także, że dane o płatnościach w relacjach B2B, gdy sprzedawca na moment płatności jest podatnikiem VAT czynnym identyfikowane poprzez numer KSeF faktury (identyfikatora faktur wygenerowanych w KSeF) posłużą również do eliminacji zatorów płatniczych. Tę motywację też trudno zrozumieć. Trudno bowiem przypuszczać, że konieczność zamieszczenia numeru KSeF w poleceniu przelewu szczególnie zachęci do płacenia za faktury w terminie.
Co ważne, opisywany obowiązek będzie stosowany w zakresie w jakim przedsiębiorcy dysponują rachunkami wykorzystywanymi w prowadzonej działalności gospodarczej (rachunki do działalności gospodarczej lub ROR wykorzystywane przez przedsiębiorców prowadzących zasadniczo jednoosobową działalność gospodarczą). W związku z tym nakładana regulacja nie powoduje obowiązku wymiany rachunków osobistych wykorzystywanych zwłaszcza przez drobnych przedsiębiorców do działalności gospodarczej. Sposób wdrożenia technologicznie proponowanego rozwiązania pozostawia pewną swobodę bankom i SKOK. Kluczowe jest utworzenie funkcjonalności technologicznych pozwalających na wpisane numeru KSeF faktury (identyfikatora faktur wystawionych w KSeF), w tytule przelewu.
Numeru KSeF nie trzeba będzie wskazywać także przy zapłacie np. kartą czy (co oczywiste) gotówką. Nie będzie też – jak się wydaje – takiej możliwości w przypadku, gdy płatność jest dokonywana przed wystawieniem faktury przez sprzedawcę (choć taka praktyka nie jest oczywiście regułą).
Tak oto numer KSeF faktury robi coraz większą furorę. Przypomnijmy, że wbrew pierwotnym zapowiedziom ma on trafiać również do JPK. Zgodnie z zaprezentowanym projektem przepisów wykonawczych, podatnik w ewidencji sprzedaży będzie musiał wykazywać numer identyfikujący fakturę w Krajowym Systemie e-Faktur, jeżeli taki numer został nadany. Analogiczny obowiązek ewidencjonowania numeru KSeF faktury powstanie w ramach ewidencji zakupów. Tu przepisy doprecyzowują także kwestię daty – w ewidencji należy wskazać datę otrzymania faktury ustrukturyzowanej a więc zgodnie z art. 106na ust. 3 VATU datę przydzielenia fakturze numeru KSeF.
Czy AI wypaczy stosowanie prawa?
Na niedawnym posiedzeniu Komisji IT CCBE (Europejska Rada Adwokatur i Stowarzyszeń Prawnych) mówiono o wdrażaniu Data Act (rozporządzenia ws. danych) w pracy pełnomocników. Jak ta projektowana regulacja wpływa na adwokatów?
Poruszono dwa zagadnienia. Pierwsze o rekomendowaniu uwzględnienia w treści (bądź chociaż w motywach) Data Act, że jego postanowienia w żaden sposób nie uchybią tajemnicy zawodowej (adwokackiej). Różnie to jest definiowane w różnych krajach, ale chodzi o gwarancję poufności kontaktu obywatela z adwokatem. To wynika z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jak również z karty praw podstawowych (KPP). W obecnej wersji projektu Data Act nie ma takiego zastrzeżenia. Nie znaczy to, że jest niezgodny z KPP, ale ten brak może rodzić niepewność w niektórych sytuacjach, czy prawo to – jedno z podstawowych w demokracji – będzie realizowane.
A druga kwestia?
Wiąże się z po części z pierwszą, bo dotyczy ogólnej zasady z rozporządzenia ws. danych. Wynika z niej, że niezależnie od tego, czy adwokat będzie oferował swe usługi, czy korzystał z zewnętrznych, może pod tę regulację podlegać. I to jest bardzo niepokojące z perspektywy art. 14, w którym przewidziano, że w sytuacji „wyjątkowej potrzeby” czy „zagrożenia publicznego” będzie można się domagać od adwokata przekazania danych. CCBE zgłaszało konieczność doprecyzowania tych pojęć, bo są one zbyt ogólne. Z jednej strony oczywiście są potrzebne, ale z drugiej może rodzić to pokusę przedmiotowego wykorzystywania przepisów, by takie dane łatwo pozyskać w tym trybie. W obecnym kształcie projektu, bez odpowiednich zastrzeżeń, wyrażamy wątpliwość, czy to jest zgodne z kartą praw podstawowych (art. 52 ust. 1). Bo trudno tu mówić o adekwatności czy proporcjonalności działań, jeśli nie wiadomo, kiedy i na jakich warunkach będzie można je podejmować.
O jakich danych tu mówimy i kto mógłby się ich domagać?
Przepisy rozporządzenia pozwalają interpretować ten zakres bardzo szeroko, właściwie do wszystkiego, co pojawi się w przestrzeni cyfrowej. Żądać tych danych mogłyby zaś „organy sektora publicznego, instytucje, agencje lub organy UE”, wykazując „wyjątkową potrzebę skorzystania z żądanych danych”. Może będzie to doprecyzowane w przepisach krajowych, ale sam fakt, że unijne rozporządzenie stwarza możliwość tak szerokiego uregulowania tego w przepisach krajowych, jest niebezpieczny. Tym bardziej że przepisy o usługach elektronicznych w Polsce już dziś dają duże możliwości żądania różnych danych przez organy ścigania. Powstaje więc sytuacja, w której pewien obszar informacji o obywatelach, dotychczas zastrzeżony dla wąskiego grona instytucji przez to, że jest przetwarzany w formie cyfrowej, staje się dużo łatwiej dostępny dla większej ilości podmiotów. Pojawia się więc zasadnicza wątpliwość, czy są to środki adekwatne do tego, jakie mają nieść korzyści dla ochrony bezpieczeństwa obywateli. Zdobycie danych nie może być nigdy celem samym w sobie – musi być podporządkowane konkretnym potrzebom.
Kolejnym poruszanym na spotkaniu Komisji tematem było rozporządzenie o sztucznej inteligencji. Jak ono wpłynie na pracę pełnomocników?
Problem dotyczy kwestii etycznych związanych z wykorzystaniem takich narzędzi i tego, jak daleko mogą w ogóle pójść te rozwiązania oferowane przez AI. Jakie okoliczności powinny uwzględniać ewentualne regulacje? W niektórych dziedzinach prawa można wręcz matematycznie wyliczyć rozstrzygnięcia. W wypadku prawa administracyjnego może to służyć np. do wyliczania wysokości kary czy wydawania decyzji. Jednak w znaczącej większości spraw wymagane jest jednak odwołanie do pewnych zasad, których nie da się opisać i wyliczyć zero-jedynkowo. Wszystkie właściwie dziedziny prawa korzystają z klauzul generalnych, które stanowią swego rodzaju „wytrychy” zabezpieczające przed niesprawiedliwym korzystaniem z prawa. Zbyt szerokie użycie sztucznej inteligencji może utrudnić dostęp do tych zabezpieczeń i ostatecznie doprowadzić do wypaczenia zasad stosowania prawa. Pojawiają się wątpliwości, jak daleko mogą pójść takie rozwiązania. Z jednej strony mogą służyć do generowania np. umów czy innych dokumentów, zapewniając szerszy dostęp do takich usług, które mogą być jednolicie odtwarzane, ale z drugiej rodzi się pytanie, czy przy bardziej indywidualnych kwestiach, wymagających wnikliwego rozważania, analizy i uwzględnienia wyjątkowości danego przypadku, AI nie zaburzy takiej oceny.
Jakie jeszcze problemy dla adwokatów wiążą się z rozwojem AI?
Nieodmiennie kwestie dotyczące tajemnicy zawodowej. To, co dziś nazywamy sztuczną inteligencją, to nie są przecież mózgi neuronowe, ale właściwie superkomputery, które działają na podstawie danych, które do nich dostarczono. No i pojawia się wątpliwość, w jaki sposób takie dane mogą zostać przekazane na potrzeby działania tego typu urządzeń, tak aby zapewnić minimum poufności, jeśli chodzi o tajemnice zawodową. To kwestia utrzymania zaufania w relacjach z klientami, a relacje te przecież często przybierają postać konkretnych dokumentów, które mogą być następnie przetwarzane przez sztuczną inteligencję. W niektórych sytuacjach może powstać niepewność, czy faktycznie dochodzi do całkowitego zachowania tej tajemnicy. To jednak dopiero teoretyczne rozważania i raczej propozycje regulacji, które mają być przyjęte, niż konkretne rozwiązania. Natomiast sama kwestia etyki zawodowej jest w orbicie zainteresowań CCBE, więc prace nad tym trwają.
Granice akceptowalnej krytyki
Opis stanu faktycznego
Prywatnym aktem oskarżenia wniesionym przez pełnomocnika oskarżycielki prywatnej K.S. został oskarżony o to, że 19.7.2016 r. w N. na łamach gazety X. w rubryce list do redakcji oraz w piśmie skierowanym do Krajowej Rady Spółdzielczej z 26.7.2016 r. pomówił K.M. przez formułowanie nieprawdziwych twierdzeń w zakresie rozliczeń finansowych Spółdzielni Mieszkaniowej oraz samowolnych działań oskarżycielki prywatnej w zakresie dokonywania rozliczeń finansowych Spółdzielni, czym naraził pokrzywdzoną na utratę zaufania potrzebnego do zajmowanego przez nią stanowiska oraz poniżył w opinii publicznej, to jest o czyn przewidziany w art. 212 § 1 KK w zw. z art. 212 § 2 KK.
Wyrokiem z 19.10.2017 r., II K 811/16, na podstawie art. 66 § 1 KK i art. 67 § 1 KK, Sąd Rejonowy w N. warunkowo umorzył wobec K.S. postępowanie karne na okres roku próby uznając jego sprawstwo dot. pomówienia Prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w N. przez formułowanie nieprawdziwych twierdzeń w zakresie rozliczeń finansowych Spółdzielni Mieszkaniowej oraz samowolnych działań oskarżycielki prywatnej w zakresie dokonywanych rozliczeń finansowych Spółdzielni, czym naraził pokrzywdzoną na utratę zaufania potrzebnego do zajmowanego przez nią stanowiska oraz poniżył w opinii publicznej, tj. czynu wyczerpującego dyspozycję art. 212 § 1 KK w zw. z art. 212 § 2 KK.
Wyrok ten nie został zaskarżony przez żadną ze stron i uprawomocnił się 27.10.2017 r.
Kasację na korzyść K.S. wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich, który zaskarżając wyrok Sądu Rejonowego w całości zarzucił rażące i mające istotny wpływ na jego treść naruszenie prawa materialnego, mianowicie art. 212 § 1 KK w zw. z art. 212 § 2 KK, polegające na uznaniu, że przypisany oskarżonemu czyn wyczerpywał ustawowe znamiona tego przestępstwa, podczas gdy działał on w ramach swobody wypowiedzi, przysługującej mu na podstawie art. 10 EKPCz.
Wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku Sądu Rejonowego w N. i uniewinnienie K.S. od popełnienia zarzucanego mu czynu.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu, w Izbie Karnej na posiedzeniu 25.10.2023 r., kasacji wniesionej przez Rzecznika Praw Obywatelskich na korzyść od wyroku Sądu Rejonowego w N. z 19.10.2017 r., II K 811/16, uchylił zaskarżony wyrok i uniewinnił K.S. od popełnienia zarzucanego mu czynu, a kosztami postępowania obciążył oskarżycielkę prywatną K.M., z wyłączeniem wydatków związanych z rozpoznaniem kasacji, którymi obciążył Skarb Państwa.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja Rzecznika Praw Obywatelskich jest oczywiście zasadna, co umożliwiło jej uwzględnienie na posiedzeniu w trybie art. 535 § 5 KPK.
Przepis art. 212 § 1 KK przewiduje odpowiedzialność karną za pomówienie innej osoby o takie postępowania, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Przedmiotem ochrony jest zatem cześć każdej jednostki rozumiana jako jej dobre imię.
Jak słusznie zauważono w uzasadnieniu kasacji, wolność słowa, co podkreślił Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku Janowski v. Polska, „stanowi jeden z fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz jeden z podstawowych warunków jego rozwoju i samospełnienia jednostki. Na podstawie ust. 2 art. 10 Konwencji odnosi się ona nie tylko do informacji czy idei, które są akceptowane i uznawane za nieobraźliwe lub naturalne, ale również do tych, które atakują, szokują czy rażą. Takie są wymogi pluralizmu, tolerancji oraz otwartego umysłu, bez których nie możemy mówić o społeczeństwie demokratycznym. Wedle artykułu 10 Konwencji, taka wolność może być obwarowana wyjątkami, które jednak muszą być skonstruowane ściśle, a potrzeba takich restrykcji musi być określona wyraźnie” (wyrok ETPC (WI) z 21.1.1999 r. w sprawie Janowski v. Polska, 25716/94, Legalis; zob. też wyrok ETPC z 4.7.2017 r. w sprawie Kącki przeciwko Polsce, 10947/11, Legalis).
Lektura akt sprawy prowadzi do konstatacji, że treść zarzutów podniesionych przez oskarżonego K.S. w opublikowanym liście mieści się, zdaniem Sądu Najwyższego, w granicach prawa do swobodnej wypowiedzi i dozwolonej krytyki, a tym samym nie wyczerpuje znamion przypisanego mu czynu z art. 212 § KK. Przedstawiając ocenę działań podjętych przez Spółdzielnię Mieszkaniową w N. oskarżony działał przede wszystkim w interesie jej członków, a jego zamiarem nie było ugodzenie bezpośrednio w dobre imię jej Prezesa. Świadczy o tym treść jego listu opublikowanego na łamach X. w dziale list do redakcji. Prezes Spółdzielni, jako osoba, która kieruje działalnością spółdzielni oraz reprezentuje ją na zewnątrz musi liczyć się z krytyką swoich działań, stanowiącą wyraz kontroli decyzji zarządu przez członków spółdzielni. Dokonana przez K.S. w liście ocena działań zarządu spółdzielni dotyczyła tylko i wyłączne sposobu wydatkowania środków. Nie ma w nim żadnych określeń odnoszących się do kwalifikacji oskarżycielki prywatnej, jej cech osobistych, czy sfery życia prywatnego. Z jego analizy wynika, że nie był on ani agresywny ani wulgarny i jakkolwiek mógł przedstawiać oskarżycielkę prywatną w negatywnym świetle, to jednak nie zawierał tego rodzaju treści, które należałoby odczytywać jako poniżające, a tym samym wypełniające znamiona art. 212 § 1 KK. Wzywając Panią Prezes do wyjaśnień, oskarżony przedstawia konkretne wydatki Spółdzielni, kwestionując zasadność określonych inwestycji i podnosząc, że wydatki przewyższają wpływy. List opublikowany w X. stanowi wyraz prawa oskarżonego do swobody wypowiedzi, która obejmuje również prawo do wypowiedzi krytycznych wobec Prezes Spółdzielni.
Znamion przestępstwa zniesławienia nie spełniają także pytania oskarżonego sugerujące samowolność działań oskarżycielki prywatnej w zakresie rozliczeń finansowych Spółdzielni. Noszą one bowiem charakter wypowiedzi opiniującej – sposobu postrzegania przez oskarżonego działań zarządu Spółdzielni i oparte były na wskazanych przez niego okolicznościach, dotyczących sposobu wydatkowania środków finansowych. Nie były to zatem oceny dowolne, niczym niepoparte, nie zawierały również inwektyw, czy określeń uwłaczających osobistej czci oskarżycielki prywatnej.
Jak zauważył skarżący, pokrzywdzona również na łamach tego samego tygodnika odpowiedziała na zarzuty K.S., tłumacząc zasadność poszczególnych wydatków czynionych przez Spółdzielnię. Jak wynika z jej zeznań, pewnych regulacji prawnych dotyczących sprawozdań finansowych oskarżony nie rozumie, w związku z tym ich wyraźne wyjaśnienie w tej samej formie, w której K.S. wyraził swoje wątpliwości, powinno być odpowiedzią wystarczającą.
Niejako na marginesie zarzutu kasacyjnego należy dodatkowo zauważyć, że treść zaskarżonego wyroku nie odpowiada wymaganiom wynikającym z art. 413 § 2 pkt 1 KPK. Przepis ten stanowi, że wyrok powinien zawierać dokładne określenie przypisanego oskarżonemu czynu. Tymczasem w wyroku, powielając zarzut przedstawiony w prywatnym akcie oskarżenia, nie skonkretyzowano wypowiedzi oskarżonego, które miały wypełniać znamiona występku z art. 212 § 1 KK. Opis czynu ogranicza się bowiem do stwierdzenia, że oskarżony pomówił oskarżycielkę prywatną „poprzez formułowanie nieprawdziwych twierdzeń w zakresie rozliczeń finansowych Spółdzielni” oraz „samowolnych działań oskarżycielki prywatnej w zakresie dokonywanych rozliczeń finansowych Spółdzielni”. Przytoczone fragmenty opisu czynu są na tyle ogólnikowe, że powiązanie ich z konkretnymi wypowiedziami oskarżonego zawartymi w inkryminowanym liście skierowanym do prasy, może być utrudnione, a w konsekwencji nie sposób ustalić, co mogło oskarżycielkę poniżyć w opinii publicznej oraz narazić ją na utratę zaufania potrzebnego do zajmowania przez nią stanowiska. Nie sposób ich także zweryfikować w kategoriach prawda – fałsz, co przecież może mieć znaczenie na płaszczyźnie treści art. 213 KK.
Komentarz
W słusznej ocenie Sądu Najwyższego realizowanie funkcji ochronnej przepisu art. 212 § 1 KK nie może prowadzić do kryminalizacji życia społecznego, którego nieodłączną cechą jest występowanie sytuacji konfliktowych, wzbudzających emocje i powodujących wyrażanie ocen zachowania. Ich negatywny odbiór przez innych uczestników życia społecznego nie zawsze musi być oceniany w kategoriach przestępstwa (postanowienie Sądu Najwyższego z 31.3.2022 r., II KK 39/22, Legalis). Treść zarzutów podniesionych przez oskarżonego na łamach gazety X. w kontekście, w jakim je poczynił, mieściła się w granicach prawa do swobodnej wypowiedzi i dozwolonej krytyki, stąd też zachowanie K.S. nie wypełniło znamion czynu z art. 212 § 1 KK w zw. z art. 212 § 2 KK.
Za patostreaming już dziś można ścigać i karać
W ostatnich dniach opinią publiczną wstrząsnęły informacje o kolejnych patostreamerach, których zachowania przekraczają nie tylko granice dobrego smaku, ale i prawa. Już w 2019 r. do oglądania tzw. patotreści przyznawało się 37 proc. nastolatków w wieku 13–15 lat. Tymczasem, pomimo istnienia licznych narzędzi prawnych, organy ścigania zdają się pozostawać niemal bezradne wobec ich poczynań. Czy zatem nowelizacja Kodeksu karnego jest potrzebna? Zmiany proponowane w projekcie poselskim z 23.5.2023 r. mogą prowadzić do zwiększenia zamętu, zamiast być realnym wsparciem w ściganiu.
Czym właściwie jest patostreaming? Jest to pojęcie stosunkowo nowe, które w praktyce oznacza, że za pośrednictwem popularnych serwisów, takich jak np. YouTube czy Twitch, udostępnia się odbiorcom wideorelacje (lub ich powielane fragmenty), podczas których dochodzi do spożywania alkoholu lub innych substancji odurzających, awantur, zachowań autodestrukcyjnych, a niestety nierzadko również do zachowań, które mogą mieć cechy przestępstw lub wykroczeń.
Mowa tu między innymi o stosowaniu przemocy fizycznej, psychicznej, a także seksualnej, rozpijaniu małoletnich, udzielaniu substancji odurzających, przemocy wobec zwierząt, niszczeniu rzeczy czy znieważaniu osób uczestniczących w takim streamie lub postronnych. Transmisje tego rodzaju umożliwiają również interakcje ze streamującymi. Często konkretne zachowanie streamujących lub występujących w wideorelacjach osób (tzw. aktorów) uzależnione jest od przekazania przez oglądających jakiejś sumy pieniędzy.
Poselski projekt nowelizacji
O znaczącej popularności tego rodzaju treści informowali już m.in. rzecznik praw obywatelskich oraz Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w raporcie z 2019 r. Pomimo tego organy ścigania wyraźnie nie radzą sobie z tym problemem, często nie reagując lub reagując w sposób spóźniony.
23.5.2023 r. do Sejmu poprzedniej kadencji wpłynął projekt zmiany Kodeksu karnego dotyczący kryminalizacji tego zjawiska. W uzasadnieniu wskazano, że interwencja organów ścigania w tego typu sprawach napotyka na trudności związane m.in. z prawidłową kwalifikacją prawną zachowań. Projekt ten nie jest obecnie procedowany. Zapowiedzi wiceministra sprawiedliwości Piotra Ciepluchy wskazują jednak na powrót do zainteresowania problematyką patostreamingu. Pytanie zatem, czy proponowana uprzednio treść nowelizacji rzeczywiście odpowiada na istniejące potrzeby.
Projekt uwzględniał dodanie do Kodeksu karnego przepisu wprowadzającego odpowiedzialność za rozpowszechnianie treści za pośrednictwem sieci teleinformatycznej, poprzez transmisję obrazu lub dźwięku albo udostępnianie zapisu obrazu lub dźwięku, przedstawiających popełnienie konkretnych czynów zabronionych.
Pośród nich znalazło się m.in.: znęcanie nad zwierzętami lub zabicie zwierzęcia, naruszenie nietykalności cielesnej w sposób prowadzący do poniżenia lub upokorzenia innej osoby, ale także przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej pięć lat, będące umyślnymi przestępstwami przeciwko życiu lub zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece lub popełnione z użyciem przemocy. Przestępstwo to miałoby być zagrożone karą pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu.
Czyny już opisane w Kodeksie karnym
Analiza już istniejących regulacji w kontekście specyfiki patostreamów wskazuje jednak, że wiele zachowań ujętych w proponowanym przepisie wpisuje się w karane już czyny – zatem powinny być ścigane.
Rzadko kiedy zdarza się, aby osoba odpowiedzialna za prowadzenie transmisji nie podejmowała innych działań w czasie jej trwania. W obecnym stanie prawnym funkcjonują już formy współdziałania, które pozwalają przypisać odpowiedzialność karną osobom, które były zaangażowane w przestępstwo poprzez kierowanie jego popełnieniem, podżeganie do niego lub też bezpośrednie umożliwienie jego popełnienia.
Uwzględnienie tej okoliczności przy okazji analizy zachowań patostreamerów i towarzyszących im „aktorów” – a także karalnego usiłowania popełnienia przestępstwa – już teraz ułatwiłoby ściganie nie tylko sprawców czynów zabronionych, które w trakcie takich wideorelacji są popełniane, ale również innych odpowiednio zaangażowanych osób (w tym również tych, które wskazują streamującym, co mieliby robić).
Mając w pamięci, że mowa jest o sytuacjach, które są nagrywane i transmitowane, wydaje się, że wprowadzenie projektowanego przepisu nie zwiększyłoby w zasadniczy sposób możliwości ścigania takich osób. Wprowadziłoby jedynie dodatkową podstawę prawną, która niejako skonsumuje te już istniejące, ew. zwiększając zagrożenie karą.
Realne poszerzenie zakresu penalizacji pojawia się zatem w stosunku do osób, które takie wideo czy taką wideorelację jedynie udostępniają lub rozpowszechniają. Ujęcie to prowadzić może do bardzo szerokiego zastosowania tego przepisu, nawet mimo wprowadzenia klauzuli wyłączającej odpowiedzialność dla osób działających w celu obrony interesu publicznego lub zasługującego na uwzględnienie interesu prywatnego – co jest klauzulą dotkliwie uznaniową.
Co więcej, w projektowanym przepisie karalność rozpowszechniania treści zależna jest od uwidocznienia w nich popełnienia konkretnych przestępstw, co może rodzić trudności natury proceduralnej. Choć pozytywne wydaje się zamknięcie katalogu zachowań, których transmisja jest zakazana (bo ułatwia to jego odkodowanie), to w przypadku zjawiska patostreamingu wprowadzenie takiego ograniczenia może prowadzić do efektów dalekich od zamierzonych.
Mowa tu w szczególności o ograniczeniu karalności do rozpowszechniania transmisji przestępstw popełnianych umyślnie i zagrożonych karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej pięć lat, wymierzonych jednocześnie w konkretne dobra.
Takie rozróżnienie prowadzi do tego, że przepis ten nie objąłby swym działaniem czynów, do których podczas patostreamów dochodzi często, a których maksymalne zagrożenie karą pozbawienia wolności nie sięga pięciu lat. Chodzi np. o groźby, zmuszanie do określonego zachowania, rozpijanie małoletniego czy nadużycie zależności celem doprowadzenia do stosunku płciowego lub innej czynności seksualnej.
Na marginesie trzeba też zauważyć, że projekt zmiany w żaden sposób nie odnosił się do wykroczeń, które popełniane są w opisywanych warunkach nawet częściej. Nie przewidywał też analogicznej zmiany w Kodeksie wykroczeń.
Poza radarem ustawodawcy, a w konsekwencji organów ścigania, pozostałyby zatem czyny zabronione, do których transmitowania podczas patostreamów w praktyce dochodzi. Jednocześnie są to przestępstwa popełniane często w tzw. czterech ścianach. Niepenalizowanie rozpowszechniania ich transmisji, zwłaszcza przy jednoczesnym określeniu jako mniej szkodliwe społecznie – jak czyniono to w uzasadnieniu projektu – prowadzić może do skutków przeciwnych od zakładanych.
Z jednej strony – do tworzenia swego rodzaju katalogów przestępstw, których popełnianie można bezkarnie transmitować, i zwiększenia ilości tego rodzaju treści. Z drugiej – do zwiększenia przyzwolenia na takie zachowania, zwłaszcza wśród młodych odbiorców.
Korzyści sprawców
Nowością jest natomiast wprowadzenie w projektowanym przepisie odpowiedzialności za rozpowszechnianie wideorelacji, podczas których symuluje się popełnienie przestępstwa. O ile jasne jest, że cel ochrony jest tu analogiczny jak w przypadku rzeczywistych transmisji, o tyle jednak rozważyć należy, czy tego rodzaju regulacja, nawet pomimo przyjęcia klauzuli wyłączającej odpowiedzialność, nie idzie zbyt daleko.
Pozytywnie za to ocenić trzeba zaostrzenie zagrożenia karą w przypadku działania przez sprawcę w celu osiągnięcia korzyści osobistej lub majątkowej, lub osiągnięcia takich korzyści, do wysokości od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Należy jednak zauważyć, że obecnie w przypadku uczynienia sobie z przestępstwa stałego źródła dochodu Kodeks karny pozwala na zasadnicze zaostrzenie kary wobec sprawcy – fakt osiągania materialnych korzyści już teraz ma zatem istotne znaczenie.
Czy zatem regulacja dot. patostreamingu jest potrzebna? Bez wątpienia sygnalizowany problem jest istotny. Jednak projektowanie zmian prawa na szybko, pod wpływem bieżących wydarzeń, prowadzi do wprowadzania przepisów wadliwych, które nie tylko nie rozwiązują rzeczywistego problemu, ale wręcz mogą go pogłębiać.
Skoro zatem obecnie istnieją narzędzia pozwalające ścigać sprawców przestępstw transmitowanych w internecie, uwaga powinna w pierwszej kolejności zostać skupiona na skuteczności tego ścigania. To zapewni ustawodawcy czas na gruntowne przemyślenie, zaprojektowanie i skonsultowanie niewątpliwie koniecznych zmian – być może również w zakresie wprowadzenia efektywnych środków karnych uniemożliwiających sprawcom prowadzenie tego rodzaju transmisji.
Autorki są adwokatkami w Kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy.