Monitoring na sali operacyjnej jako naruszenie zbiorowych praw pacjenta
Opis okoliczności faktycznych
Rzecznik Praw Pacjenta (dalej: RPP) wszczął z urzędu postępowanie w sprawie stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów przez szpital, w toku którego wystąpił do strony o udzielenie pisemnych wyjaśnień oraz informacji m.in. w zakresie wskazania, w których pomieszczeniach należących do tej placówki medycznej zainstalowany został monitoring, a także kto nadzoruje obraz z monitoringu oraz czy na blokach operacyjnych szpitala znajdują się kamery – a jeżeli tak, to w jakim pomieszczeniu ustawione zostały monitory, na których widoczny jest obraz z kamer.
Szpital poinformował, że zrealizował system monitoringu wizyjnego. Strona wskazała, że instalacja kamer została przeprowadzona na głównych ciągach komunikacyjnych oraz w obszarach szpitala szczególnie narażonych na zabór lub dewastację mienia, a w ograniczonym zakresie – w pomieszczeniach, w których pacjenci są poddawani zabiegom medycznym o kluczowym znaczeniu dla ich życia. W załączniku szpital przekazał szczegółowy wykaz pomieszczeń objętych monitoringiem. Poinformowano o funkcjonowaniu w strukturze Szpitala Lokalnego Centrum Nadzoru (dalej: LCN). W zakresie monitoringu wydzielone zostały pomieszczenia, w których są udzielane świadczenia zdrowotne, a obraz z kamer jest rejestrowany, lecz nie jest dostępny dla pracowników LCN. Zapisy z monitoringu są archiwizowane na nośniku cyfrowym, do którego dostęp ma wyłącznie jeden upoważniony pracownik – Administrator Systemu Monitoringu. Możliwość bieżącego dostępu do monitoringu posiadali Dyrektor Szpitala, Zastępca Dyrektora ds. Lecznictwa, Zastępca Dyrektora ds. Lecznictwa Otwartego, Zastępca Dyrektora ds. Pielęgniarstwa, Kierownik Działu Bloków Operacyjnych oraz jego zastępca. RPP wystąpił do szpitala o wskazanie celu zainstalowania monitoringu na poszczególnych salach operacyjnych oraz salach wybudzeń. Szpital poinformował, że celem monitorowania pomieszczeń szpitalnych, w których są udzielane świadczenia dla hospitalizowanych pacjentów było m.in. podniesienie bezpieczeństwa pacjentów, poprawa pracy personelu oraz zwiększenie efektywności i optymalizacji wykorzystania zasobów podczas zabiegów, wymienione cele pozostają w ścisłej korelacji. Zwrócono się również do placówki medycznej o wskazanie, czy oprócz naklejek z treścią „obiekt monitorowany” pacjenci informowani są o stosowaniu kamer oraz o wskazanie, czy odbiera się od pacjentów zgody na monitoring w trakcie udzielania im świadczeń zdrowotnych.
RPP uznał praktyki stosowane przez szpital, polegające na udzielaniu świadczeń zdrowotnych na salach operacyjnych, na których zainstalowane są urządzenia monitoringu wizyjnego (kamery), bez pobierania od pacjentów zgody na monitorowanie, za naruszające zbiorowe prawa pacjentów do poszanowania intymności i godności i nakazał ich zaniechania.
Stanowisko WSA
Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę szpitala S. na decyzję Rzecznika Praw Pacjenta. W motywach wyroku stwierdził, że nie można się zgodzić z twierdzeniem szpitala, że ujawnienie okoliczności z życia intymnego pacjenta w trakcie udzielania świadczenia zdrowotnego (w tym przypadku na sali operacyjnej), może być uzasadnione potrzebami organizacji pracy podmiotu leczniczego, czy też technicznymi wymaganiami aparatury medycznej. Godność pacjenta jest wartością nadrzędną nad zasadami czy procedurami organizacyjno-technicznymi szpitala. WSA nie zgodził się ze skarżącym, że podpisanie formułki „(…) przyjmuję do wiadomości, że obiekt szpitala wraz z blokiem operacyjnym są monitorowane” oznacza automatyczną zgodę na monitorowanie.
Zdaniem sądu pierwszej instancji, takie praktyki naruszają zbiorowe prawa pacjentów zgodnie z art. 59 ust. 1 pkt 1 PrPacjRPPU. WSA uwypuklił, że zaskarżoną decyzję wydano na podstawie art. 20 ust. 1 PrPacjRPPU, zgodnie z którym pacjent ma prawo do poszanowania intymności i godności, w szczególności w czasie udzielania mu świadczeń zdrowotnych, uznając ją za trafną. To, że monitoring wpisany jest w realizację świadczeń zdrowotnych szpitala w celu zapewnienia bezpieczeństwa pacjentów, czy podniesienia jakości usług medycznych lub też wykorzystania w sytuacjach spornych (np. błędów medycznych) nie ma w niniejszej sprawie żadnego znaczenia. Nie stanowi żadnego usprawiedliwienia dla naruszenia zbiorowych prawa pacjentów. Godność pacjenta jest wartością nadrzędną nad zasadami czy procedurami organizacyjno-technicznymi szpitala. Nie można bowiem traktować pacjentów instrumentalnie „zasłaniając się” procedurami i wewnętrznymi regulacjami jednostki a w zasadzie narzucając im obligatoryjny monitoring wizyjny na sali operacyjnej.
Stanowisko NSA
Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że skarga nie została oparta na usprawiedliwionych podstawach i ją oddalił. Na wstępie NSA wskazał, że z przepisów nie wynika każdorazowy obowiązek instalowania kamer bez zgody pacjenta. Dodatkowo chybione jest pomniejszanie znaczenia relewantnej okoliczności zlokalizowania monitoringu na bloku operacyjnym szpitala. Najwięcej uwagi NSA poświęcił zarzutom naruszenia przepisów prawa materialnego, a to wadliwej wykładni art. 59 ust. 1 pkt 1 PrPacjRPPU, wadliwej wykładni art. 20 ust. 1 PrPacjRPPU oraz wadliwego zastosowanie art. 30 Konstytucji RP.
Istota sprawy sprowadza się do oceny, czy brak uzyskiwania przez szpital zgody pacjenta na zastosowanie monitoringu wizyjnego na bloku operacyjnym, a ograniczenie się do zastosowania klauzuli informacyjnej o treści ustalonej w toku postępowania przez organ, stanowił sytuację wyczerpującą pojęcie praktyki naruszającej zbiorowe prawa pacjentów. Sąd pierwszej instancji w istocie oddalając skargę szpitala udzielił twierdzącej odpowiedzi, stanowisko to w pełni podziela Naczelny Sąd Administracyjny. Przesłanki określające praktykę kwalifikowaną do naruszenia zbiorowych praw pacjenta wyznacza art. 59 ust. 1 pkt 1 PrPacjRPPU, przesłanką jest bezprawne zorganizowane działanie podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych, mające na celu pozbawienie lub ograniczenie praw pacjentów. Na system praw pacjenta składa się prawo do poszanowania godności i intymności. Prawo to ma umocowanie konstytucyjne i jest podniesione do praw podstawowych. Zgodnie bowiem z art. 30 Konstytucji RP, przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Tak też to prawo kształtuje art. 20 ust. 1 PrPacjRPPU. Na poszanowanie godności człowieka składa się szereg wartości, w tym prawo do intymności, którego przekroczeniem jest wprowadzenie takiego systemu monitorowania pacjentów, który przekracza granice wyznaczone przepisami prawa. Najistotniejszy był brak uzyskania zgody pacjenta na monitoring wizyjny w trakcie udzielanych świadczeń leczniczych na bloku operacyjnym, co NSA zakwalifikował jako naruszający prawo pacjenta do poszanowania intymności. Skoro zastosowana przez szpital klauzula informacyjna o istniejącym monitoringu wizyjnym na bloku operacyjnym szpitala nie mogła dawać podstaw o przyjęciu dorozumianej zgody pacjenta na taki monitoring w tym miejscu udzielania świadczeń leczniczych, pominięcie uzyskania takiej zgody stanowiło praktykę naruszania zbiorowych praw pacjenta w rozumieniu art. 59 ust. 1 pkt 1 PrPacjRPPU.
Komentarz
Jak wynika z wyroku NSA, prawo pacjenta do ochrony intymności i godności obejmuje nie tylko przyznanie mu prawa do poinformowania o istniejącym w jednostce leczniczej monitoringu wizyjnego, ale przede wszystkim do tego, że ma prawo do wyrażenia lub odmowy wyrażenia zgody na rejestrację. Sądy rozpoznające sprawę zgodnie uznały, że nie jest wystarczająca ogólna świadomość pacjenta (nawet wyrażona w formie pisemnej) co do istnienia systemu monitoringu. Prawo do poszanowania intymności i prawo do poszanowania godności należy rozpatrywać jako dwa odrębne prawa, choć niewątpliwie pozostające ze sobą w ścisłym związku. Prawo do poszanowania godności należy do sfery dóbr osobistych pacjenta i stanowi przedmiot ochrony w art. 23 KC. Jednocześnie na podstawie art. 24 KC ustawodawca chroni owe dobra zarówno przed ich naruszeniem, jak również przed zagrożeniem ich naruszenia. Nie można było również uznać za zasadnej argumentacji, że prawo pacjenta do intymności i godności jest zapewnione przez to, że na nagraniu nie można zidentyfikować osoby pacjenta. Jak słusznie podkreślono, poinformowanie pacjenta i uzyskanie zgody należy zaliczyć do elementarnego wymogu zachowania intymności i godności człowieka.
Problem z sądowym łączem nie zaszkodzi skarżącym
Pandemia przez długie miesiące dawała się we znaki wszystkim, ale miała też swoje plusy. Jeden to ekspresowa cyfryzacja wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza wprowadzenie zdalnych rozpraw, które przebojem wkroczyły m.in. do sądów administracyjnych. I nie ma się co ich obawiać, bo dają takie same gwarancje procesowe, jak stacjonarne, tradycyjne rozprawy. A potwierdza to pierwszy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uwzględnił zarzut dotyczący problemów technicznych na sądowych łączach i zwrócił sprawę do poprawki.
Kłótnia o lokalną daninę
Zasadniczy spór dotyczył podatku od nieruchomości za 2009 r. A zaczął się nietypowo, bo z inicjatywy prokuratora, który wystąpił do samorządowego kolegium odwoławczego (SKO) o unieważnienie dwóch jego decyzji.
Kolegium odmówiło. Wyjaśniło, że uchyliło w całości decyzje dwóch wójtów określające spółce podatek od nieruchomości za 2009 r., bo było związane wyrokami sądu administracyjnego. Dlatego orzekło o braku możliwości objęcia opodatkowaniem odcinków gazociągu spółki.
Prokurator nie złożył broni. W skargach do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach zarzucił, że SKO w swoich rozstrzygnięciach pominęło zupełnie kwestię przedawnienia zobowiązania podatkowego.
Gliwicki WSA skargi prokuratorskie uwzględnił. Zgodził się z nim, że naruszenie, które zarzucił SKO, spowodowało dalsze konsekwencje dla prowadzonego w następstwie przedawnienia zobowiązania podatkowego sporu o nadpłaty podatku od nieruchomości.
W ocenie WSA nie może bowiem korzystać z zasady poszanowania trwałości ostatecznej decyzji rozstrzygnięcia, które dotyczy przedawnionego zobowiązania podatkowego.
Żadna zasada państwa prawa nie może chronić i nie chroni takich rozstrzygnięć. Gdy więc konkretny, jednoznaczny, niebudzący wątpliwości interpretacyjnych przepis stanowi o przedawnieniu zobowiązania podatkowego, to wydanie decyzji o nim w oderwaniu od faktu jego przedawnienia musi stanowić oczywiste, kwalifikowane, rażące naruszenie prawa.
Taki obrót sprawy nie był korzystny dla podatniczki, więc już sama zaskarżyła wyroki do NSA. A jednym z głównych argumentów okazały się okoliczności związane z przeprowadzeniem e-rozpraw przez WSA. Pełnomocnik podatniczki tłumaczył bowiem, że uniemożliwiono mu udział w rozprawach przeprowadzonych na odległość. Na dowód przedstawił zdjęcie tzw. zrzutu ekranu komputera z dnia, w którym miały być przeprowadzone rozprawy.
W ocenie spółki i jej pełnomocnika brak możliwości udziału w zdalnej rozprawie stanowił naruszenie prawa do obrony. A sąd pierwszej instancji uwzględnił skargi prokuratora, czyli de facto orzekł na niekorzyść spółki. I ostatecznie to właśnie ten zarzut okazał się skuteczny i przesądził o uchyleniu wyroków WSA oraz o zwróceniu mu spraw do ponownego rozpoznania.
Proces jednak do poprawki
Naczelny Sąd Administracyjny zgodził się ze spółką, że w spornych sprawach doszło do pozbawienia jej możliwości obrony swoich praw w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji. A świadczy o tym dowód ze zdjęcia. Jak wyjaśnił NSA, wynika z niego, że w dniu, w którym odbywały się rozprawy przed WSA, strona oczekiwała na tzw. łączach na połączenie, tj. na dopuszczenie do udziału w rozprawie. Na fotografii utrwalona jest godzina 12.04. Tymczasem z protokołów rozpraw wynika, że sprawy zostały wywołane punktualnie o 12.00 i nikt się na nie nie stawił. A to pozostaje w sprzeczności z dowodem, który przedstawiła skarżąca spółka.
Zdaniem sądu oczywiście można przypuszczać, że mogły wystąpić jakieś problemy techniczne po stronie sądu. Jak jednak podkreślił sędzia NSA Wojciech Stachurski, ich skutkami nie można obarczać strony skarżącej.
Jak podkreślił NSA, prawo do udziału w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji na rozprawie jest kluczowe dla obrony interesów skarżących. Tymczasem w spornym przypadku zostało ono naruszone, co uzasadniało uchylenie zaskarżonych wyroków WSA.
Orzeczenia są prawomocne.
Sygnatury akt: III FSK 567/22 i III FSK 594/22
Artur Nowak, radca prawny, partner w kancelarii DZP Domański Zakrzewski Palinka
Cyfryzacja postępowań przed sądami administracyjnymi, niejako efekt uboczny pandemii, stała się faktem. I zapewne możliwość zdalnego udziału w rozprawie zostanie na stałe wpisana do procedury sądowoadministracyjnej. Sporna sprawa pokazuje jednak, że zdalne orzekanie ma swoje plusy i minusy. Niemniej rozstrzygnięcie NSA potwierdza, że udział w zdalnej rozprawie daje takie same gwarancje procesowe jak tradycyjna forma. Oczywiście nie ma żadnej wątpliwości, że umożliwienie udziału w rozprawie – zarówno zdalnej, jak i tradycyjnej – to istotny element prawa do sądu i musi być respektowany. Dobrze, że NSA do tego standardu konstytucyjnego podchodzi jednakowo. Skierowanie spraw do ponownego rozpoznania tylko z powodu zarzutu niedopuszczenia do e-rozprawy przez problemy techniczne jest więc jak najbardziej słuszne.
Zasada postępowania w przypadku zbiegu negatywnych przesłanek
Opis stanu faktycznego
Wyrokiem z 21.3.2022 r., II K 173/21, Sąd Rejonowy w S. ustalając, że oskarżony J.L. dopuścił się czynu polegającego na tym, iż w nieustalonym okresie, nie później niż do stycznia 2015 r. w miejscowości K., w miejscu zamieszkania przechowywał broń palną gazową RG-89 IN 93 nr 9463 kal. 9 mm w sposób, który umożliwił dostęp do niej osobom nieuprawnionym, tj. w drewnianej szafie niespełniającej wymagań co najmniej klasy SI według normy PN-EN 14450, przez co nieumyślnie spowodował utratę tej broni, tj. występku z art. 263 § 4 KK i na podstawie art. 66 § 1 KK oraz art. 67 § 1 KK postępowanie karne wobec oskarżonego warunkowo umorzył na okres roku próby.
Orzeczenie to uprawomocniło się, bez zaskarżenia, 29.3.2022 r.
Kasację od tego wyroku złożył Prokurator Generalny, który zarzucił rażące i mające istotny wpływ na treść orzeczenia naruszenie przepisów prawa karnego materialnego i procesowego, a mianowicie art. 101 § 1 pkt 4 KK w zw. z art. 17 § 1 pkt 6 KPK.
Skarżący wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i umorzenie postępowania w oparciu o przepis art. 17 § 1 pkt 6 KPK.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu kasacji wniesionej przez Prokuratora Generalnego na korzyść oskarżonego uchylił zaskarżony wyrok i na podstawie art. 439 § 1 pkt 9 KPK w zw. z art. 17 § 1 pkt 6 KPK umorzył postępowanie w sprawie.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja jest zasadna i to w stopniu oczywistym, co umożliwiło rozpoznanie jej na posiedzeniu w trybie art. 535 § 5 KPK.
W rozpoznawanej sprawie doszło do rażącego naruszenia wskazanych w kasacji przepisów prawa materialnego, co w konsekwencji doprowadziło do wydania wyroku w zakresie odpowiedzialności karnej, mimo zaistnienia ujemnej przesłanki procesowej określonej w art. 17 § 1 pkt 6 KPK w postaci przedawnienia karalności przypisanego oskarżonemu przestępstwa. Z poczynionych w sprawie ustaleń faktycznych, co do czasu popełnienia przestępstwa, w sposób niebudzący wątpliwości wynika, że miało ono miejsce w nieustalonym okresie, nie później niż do stycznia 2015 r.
Karalność przypisanego oskarżonemu przestępstwa z art. 263 § 4 KK, które jest zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku, ustaje z upływem 5 lat od czasu jego popełnienia (art. 101 § 1 pkt 4 KK). Przedłużenie terminu przedawnienia tego czynu o kolejne 5 lat możliwe jest jedynie w przypadku wszczęcia postępowania przeciwko osobie w okresie przewidzianym w art. 101 § 1 pkt 4 KK, tj. w ciągu 5 lat od popełnienia czynu (art. 102 KK). Przepis art. 102 KK stanowi, że jeżeli w okresie, o którym mowa w art. 101 KK wszczęto postępowanie, karalność przestępstw określonych w art. 101 § 1 KK ustaje z upływem 10 lat, a w pozostałych wypadkach – z upływem 5 lat od zakończenia tego okresu. Jednocześnie w art. 2 ustawy z 15.1.2016 r. o zmianie ustawy Kodeks karny (Dz.U. z 2016 r. poz. 189), mocą której zmieniono treść art. 102 KK wskazano, że do czynów popełnionych przed dniem wejścia w życie tej ustawy stosuje się przepisy o przedawnieniu nadanym ustawą nowelizującą, chyba, że termin przedawnienia już upłynął. Stąd też w sytuacji, gdy do dnia wejścia w życie zmiany przepisów o przedawnieniu (tj. do 2.3.2016 r.) nie nastąpiło przedawnienie, kwestię przedawnienia karalności należy oceniać według art. 101 KK i art. 102 KK, w brzmieniu obowiązującym w dacie orzekania i to niezależnie od tego, czy dla oceny prawnej konkretnego zachowania konieczne jest odwołanie się do reguły kolizyjnej określonej w art. 4 § 1 KK (por. postanowienie Sądu Najwyższego z 20.10.2020 r., V KK 375/20, Legalis).
Z punktu widzenia ustalenia okresu przedawnienia karalności decydujące znaczenie ma czyn przypisany w wyroku, a nie czyn zarzucany w akcie oskarżenia (por. wyrok Sądu Najwyższego z 7.8.2018 r., IV KK 456/18). Jednocześnie, jak wielokrotnie podkreślano w orzecznictwie Sądu Najwyższego, w przypadku zbiegu negatywnych przesłanek procesowych, określonych w art. 17 § 1 pkt 1 i 2 KPK oraz art. 17 § 1 pkt 6 KPK, Sąd powinien umorzyć postępowanie z uwagi na niedopuszczalność jego dalszego prowadzenia. Zasada ta nie ma jednak zastosowania wówczas, gdy zbieg tych przesłanek zostanie stwierdzony dopiero po przeprowadzeniu dowodów i wyjaśnieniu wszystkich okoliczności faktycznych sprawy (por. postanowienie Sądu Najwyższego z 27.1.2011 r., I KZP 27/10, Legalis). Wówczas umorzenie z powodu przedawnienia karalności jest dopuszczalne, ale tylko wtedy, gdy nie ma od razu podstaw do uniewinnienia oskarżonego z braku czynu lub braku znamion czynu albo braku winy. Wskazuje się również, że umorzenie z racji przedawnienia wchodzi też zawsze w rachubę, gdyby kwestie istnienia czynu, jego znamion i odpowiedzialności wymagały dalszego dowodzenia, gdyż postępowaniu w tej materii stoi na przeszkodzie przedawnienie karalności (por. postanowienie Sądu Najwyższego z 2.7.2002 r., IV KKN 264/99, Legalis oraz postanowienie Sądu Najwyższego z 3.4.2002 r., V KKN 484/00, Legalis).
Powyższe uwagi – jak słusznie dostrzega Prokurator Generalny – w realiach niniejszej sprawy nabierają szczególnego znaczenia, zważywszy na wskazaną przez prokuratora w akcie oskarżenia datę czynu zarzucanego oskarżonemu J.L. Mając bowiem na uwadze treść art. 101 § 1 pkt 4 KK stwierdzić należy, że karalność czynu zarzucanego oskarżonemu, którego miał dopuścić się nie później niż do 11.2014 r., czyli przed 1.11.2014 r., ustawała 31.10.2019 r., co przy braku oczywistych podstaw do uniewinnienia J.L. od popełnienia czynu zarzucanego aktem oskarżenia oraz nieistnieniu okoliczności przedłużających lub wstrzymujących bieg przedawnienia karalności tego czynu, nakazywała Sądowi już w chwili wniesienia aktu oskarżenia (tj. 31.3.2021 r.) – zgodnie z treścią art. 17 § 1 pkt 6 KPK – umorzenie postępowania karnego wobec zaistnienia negatywnej przesłanki procesowej w postaci przedawnienia karalności. W tej sytuacji koniecznym jest przeprowadzenie analizy, czy okres przedawnienia karalności czynu z art. 263 § 4 KK, zarzucanego J.L., nie uległ przedłużeniu.
Słusznie dostrzegł Prokurator Generalny, że w realiach przedmiotowej sprawy, przy tak ustalonej dacie występku z art. 263 § 4 KK, nie doszło do przedłużenia lub wstrzymania biegu okresu przedawnienia karalności czynu przypisanego oskarżonemu J.L. wyrokiem Sądu Rejonowego w S. z 21.3.2022 r. Przeprowadzona analiza obowiązujących w tym zakresie uregulowań prawnych prowadzi do wniosku, że nie nastąpiło przedłużenie okresu przedawnienia czynu przypisanego oskarżonemu. Przed datą ustania karalności tego występku, wynikającą z art. 101 § 1 pkt 4 KK, a więc w ciągu 5 lat od czasu jego popełnienia, tj. przed dniem 31 stycznia 2020 r., nie nastąpiło bowiem wszczęcie postępowania przeciwko J.L. o czyn z art. 263 § 4 KK (czynność ta, jak wykazano wyżej, nastąpiła 4.2.2021 r.), jak również nie nastąpiło wszczęcie postępowania w sprawie o czyn z art. 263 § 4 KK (czynność ta została dokonana 7.10.2020 r.). Tym samym, brak było podstaw do zastosowania art. 102 KK w brzmieniu obowiązującym do zarówno przed, jak i po 2.3.2016 r.
Komentarz
Należy bez cienia wątpliwości podzielić stanowisko Prokuratora Generalnego, że w realiach przedmiotowej sprawy, przy tak ustalonej dacie występku z art. 263 § 4 KK, nie doszło do przedłużenia lub wstrzymania biegu okresu przedawnienia karalności czynu przypisanego oskarżonemu J.L. wyrokiem Sądu Rejonowego w S. z 21.3.2022 r. Przeprowadzona analiza obowiązujących w tym zakresie uregulowań prawnych prowadzi do wniosku, że nie nastąpiło przedłużenie okresu przedawnienia czynu przypisanego oskarżonemu. Przed datą ustania karalności tego występku, wynikającą z art. 101 § 1 pkt 4 KK, a więc w ciągu 5 lat od czasu jego popełnienia, tj. przed 31.1.2020 r., nie nastąpiło bowiem wszczęcie postępowania przeciwko J.L. o czyn z art. 263 § 4 KK (czynność ta, jak wykazano wyżej, nastąpiła 4.2.2021 r.), jak również nie nastąpiło wszczęcie postępowania w sprawie o czyn z art. 263 § 4 KK (czynność ta została dokonana 7.10.2020 r.). Tym samym, brak było podstaw do zastosowania art. 102 KK w brzmieniu obowiązującym do zarówno przed, jak i po 2.3.2016 r. Słusznie zatem Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu kasacji wniesionej przez Prokuratora Generalnego na korzyść oskarżonego, uchylił zaskarżony wyrok i na podstawie art. 439 § 1 pkt 9 KPK w zw. z art. 17 § 1 pkt 6 KPK umorzył postępowanie w sprawie.
Dodatkowe urlopy nie są wykorzystywane
Nowe uprawnienia dla pracowników wynikają z nowelizacji Kodeksu pracy oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 641), która weszła w życie 26.4.2023 r. Wdrożyła do polskiego prawa dwie unijne dyrektywy: w sprawie przejrzystych warunków pracy oraz work-life balance.
Mało popularne
Zgodnie z tymi przepisami dodatkowy, pięciodniowy (bezpłatny) urlop opiekuńczy jest udzielany pracownikowi w celu zapewnienia osobistej opieki lub wsparcia osobie będącej członkiem jego rodziny lub mieszkającej w tym samym gospodarstwie domowym z poważnych względów medycznych.
Dwa dni (albo 16 godzin) zwolnienia od pracy w roku przysługuje natomiast z powodu działania siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem. W tym okresie pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia w wysokości połowy pensji.
Jeszcze przed wejściem w życie wspomnianych przepisów eksperci mieli wątpliwości, czy znajdą one szersze zastosowanie. Po prawie pół roku od ich wejścia w życie zapytaliśmy przedstawicieli organizacji pracodawców, czy te obawy się potwierdziły.
– Nie obserwujemy lawinowego zainteresowania pracowników nowymi rodzajami urlopów – mówi Wioletta Żukowska-Czaplicka, ekspertka ds. społeczno-gospodarczych z Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan, potwierdza, że z przekazywanych od pracodawców informacji wynika, że zdarzają się pojedyncze wnioski o zwolnienie z pracy z powodu działania siły wyższej.
– Dodatkowy urlop opiekuńczy dotychczas nie wzbudził jednak zainteresowania – dodaje ekspert.
W podobnym tonie wypowiada się Anna Maria Dukat, ekspertka BCC ds. niepełnosprawności i polityki senioralnej.
– Pracownicy niechętnie podchodzą do bezpłatnego urlopu opiekuńczego – mówi.
Z kolei dr Maciej Berek, główny legislator Pracodawców RP, przyznaje, że dotychczasowa praktyka stosowania nowych przepisów nie miała charakteru powszechnego.
Pracodawcy nie wydają się tym faktem rozczarowani.
– Każda nagła nieobecność pracownika to wyzwanie dla pracodawcy, który musi zapewnić ciągłość funkcjonowania swojej firmy, obsługi klientów itd. W praktyce oznacza to, że inni zatrudnieni muszą obok swoich obowiązków wykonać zadania nieobecnej osoby. Jest więc to sytuacja trudna – akcentuje Maciej Berek.
Przyczyny
Eksperci wskazują na kilka powodów małego zainteresowania nowymi uprawnieniami.
– Przepisy obowiązują raptem kilka miesięcy, w tym przez okres wakacyjny, kiedy pracownicy raczej korzystają z urlopów wypoczynkowych niż z innych form usprawiedliwionej nieobecności – mówi Maciej Berek.
Jak wskazuje, także wiedza o nowych uprawnieniach może jeszcze nie być powszechna wśród pracowników.
Problemem mogą być też same przepisy. Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan zwraca uwagę, że zwolnienie od pracy z powodu działania siły wyższej wciąż budzi praktyczne wątpliwości także u pracowników.
– Cały czas pojawiają się pytania, jak rozumieć „sprawy rodzinne”, tj. czy dotyczy to tylko członków najbliższej rodziny i czy obejmuje związki partnerskie – relacjonuje.
Zdaniem Anny Marii Dukat dodatkowy urlop opiekuńczy nie cieszy się z kolei zainteresowaniem z powodu braku odpłatności.
– W ustawie zasiłkowej od dawna funkcjonuje zwolnienie od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki m.in. nad chorym dzieckiem do lat 14, a dzieckiem do lat 8 z powodu nieprzewidzianego zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły, a także opieki nad innym chorym członkiem rodziny. Z tą różnicą, że z tego tytułu przysługuje opiekunowi zasiłek w wysokości 80 proc. wynagrodzenia – wyjaśnia.
Dlatego, jak podkreśla, korzystniejsze jest rozwiązanie z ustawy zasiłkowej, które nie jest ograniczone terminem pięciu dni oraz nie zabiera w pełni przychodu. Zdaniem ekspertki to również może wpływać na małą popularność nowych przepisów.
Nieprawidłowości
Chociaż zainteresowanie dodatkowymi dniami wolnymi jest niewielkie, nie oznacza to, że w niektórych przypadkach nie jest nadużywane.
– Otrzymujemy niepokojące sygnały mówiące o większym zainteresowaniu nowymi urlopami w czasie tzw. długich weekendów. Pracownicy biorą wówczas urlop opiekuńczy lub wolne z powodu siły wyższej, aby przedłużyć sobie wypoczynek. Jest to oczywiście sprzeczne z ich celem, jednak pracodawca ma ograniczone możliwości dochodzenia faktycznej przyczyny – zaznacza Wioletta Żukowska-Czaplicka.
Dlatego, jak wskazuje, ważna jest edukacja i rzetelne przekazywanie informacji przez same firmy.
Bezużyteczne prawo holdingowe
„Reforma jest ważna ze względu na nadchodzące wielkie inwestycje” – zapowiadał minister aktywów państwowych Jacek Sasin, odnosząc się do proponowanych przez ministerstwo zmian w przepisach o grupach spółek. Weszły w życie w połowie października 2022 r.
Politycy wielokrotnie zaznaczali, że zmiany w prawie ułatwią tworzenie wielkich holdingów, a w ten sposób umożliwią rozwój i ekspansję gospodarczą największych polskich spółek, zwanych szumnie „czempionami”.
Czerwona kartka dla ministra Sasina
Ani spółki z udziałami Skarbu Państwa, ani prywatni przedsiębiorcy nie skorzystali z zachwalanej przez ministra formuły. W ciągu ostatniego roku nie zarejestrowano na gruncie nowego prawa ani jednej grupy kapitałowej.
– To czerwona kartka pokazana przez obrót gospodarczy – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Michał Romanowski, adwokat, ekspert w dziedzinie prawa handlowego z Uniwersytetu Warszawskiego, który od samego początku zwracał uwagę na niebezpieczeństwa nowych rozwiązań.
Formalne uregulowanie funkcjonowania grup kapitałowych występuje w niewielu państwach świata. Jak podkreśla prof. Romanowski, pomysł wdrożenia tzw. prawa holdingowego od początku wyglądał na zły.
– Zmienia ono ustaloną praktykę funkcjonowania grup kapitałowych, która ukształtowała się m.in. dzięki orzecznictwu Sądu Najwyższego. Nowe regulacje doprowadziły np. do zmiany utrwalonego w Polsce poglądu, że interes spółki nie jest oderwany od interesu wspólników – tłumaczy ekspert.
Interes spółki, czyli co
Profesor Romanowski zwraca też uwagę, że prawo holdingowe jest groźne, bo prokuratura lekko stawia zarzuty działania na szkodę spółki przez menedżerów i członków rad nadzorczych. Ryzyko to wzrosło jeszcze bardziej po wejściu w życie 1.10.2023 r. nowelizacji Kodeksu karnego (Dz.U. z 2022 r. poz. 2600). Zgodnie z nowymi przepisami karnymi menedżer lub członek rady nadzorczej może zostać skazany za zbrodnię niegospodarności nawet na 25 lat pozbawienia wolności.
– Praktyka dostrzegła więc wielkie zagrożenie w tym, że zarejestrowanie grupy kapitałowej spowoduje, iż osoby zarządzające spółkami będą musiały zmierzyć się z pojęciem „interesu spółki”, które nie zostało zdefiniowane. Przedsiębiorcy i tak podejmują dużo ryzykownych decyzji. Nie trzeba ich dodatkowo straszyć – zauważa prof. Romanowski.
Nadmierny formalizm
– Myślę, że istnieje ryzyko związane z formalizowaniem funkcjonowania grup kapitałowych. Nowe regulacje wprowadziły np. wiążące polecenia, które mogą być wydawane przez spółkę matkę spółce córce. Należy stwierdzić, że spółki nie chcą formalizować tego typu poleceń, które w praktyce i tak przecież są wydawane. Dlaczego? Oficjalne dokumenty mogą ułatwić podnoszenie konkretnych roszczeń przez wspólników mniejszościowych czy ostatecznego właściciela grupy spółek – tłumaczy „Rzeczpospolitej” senior associate w kancelarii CRIDO, mec. Witold Gwizdek.
Do oczywistego i niepotrzebnego ryzyka należy dorzucić jeszcze zawiłości biurokratyczne, w które spółki nie chcą wchodzić.
– Nowe przepisy ze względu na swoją biurokratyczność są niepraktyczne. Wydaje się, że właściwszą drogą niż wtłoczenie spółek w formalne ramy rejestrowanych koncernów byłoby wypracowanie lepszych koncepcji i regulacji. Na przykład dotyczących tego, jak kompensować szkodę, jeżeli spółka kierowała się w swoim działaniu interesem grupy zamiast interesem własnym. Jak się okazuje, nie ma zainteresowanych organizacją spółek zaproponowaną przez ustawodawcę. Są to po prostu przepisy nieudane – tłumaczy mec. Witold Gwizdek.
Jak mówi prof. Romanowski, w obecnej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłoby uchylenie w całości prawa holdingowego przy okazji najbliższej noweli Kodeksu spółek handlowych.
– Która jest nieunikniona po quasi-reformach Komisji Nadzoru Właścicielskiego ministra Sasina – pointuje prof. Michał Romanowski.
Podstawa prawna: ustawa z 9.2.2022 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 12.4.2022 r. poz. 807)
Awaria systemu KSeF
Awaria to zgodnie z potocznym rozumieniem stan niesprawności uniemożliwiający korzystanie z danego urządzenia lub systemu, który wystąpił w sposób nagły i niespodziewany. Awaria może dotyczyć więc także KSeF. Trzeba odróżnić ją od stanu niedostępności KSeF, pod którym to pojęciem ustawodawca przewiduje przede wszystkim prowadzenie zaplanowanych prac serwisowych. Innymi słowy niedostępność będzie planowana a informacja o niej pojawi się z wyprzedzeniem. Awaria będzie zaś zaskakiwać podatników niczym zima drogowców.
Co się więc zadzieje, gdy KSeF ulegnie awarii? Na start rozróżnić trzeba dwa rodzaje awarii. Ważna jest tu – co ciekawe – perspektywa sposobu informowania o wystąpieniu takiej awarii.
Awarie komunikowane na stronach BIP (art. 106ne ust. 1 VATU)
Awarie KSeF z zasady komunikowane będą na stronach BIP MF i w oprogramowaniu interfejsowym (art. 106ne ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1570; dalej: VATU). Zgodnie z art. 106nf ust 1 VATU, w okresie trwania awarii komunikowanej na stronach ministerialnych, podatnik ma nadal obowiązek wystawiania faktur w postaci elektronicznej zgodnie z wzorem schemy faktury ustrukturyzowanej. Tyle tylko, że faktury wystawiane w takiej formie podatnik powinien udostępniać nabywcy w sposób z nim uzgodniony. Podatnik jest także obowiązany do oznaczenia faktury kodem umożliwiającym dostęp do tej faktury w Krajowym Systemie e-Faktur, umożliwiającym weryfikację danych na niej zawartych oraz umożliwiającym zapewnienie autentyczności pochodzenia i integralności treści tej faktury. Co równie ważne, datą wystawienia takiej faktury jest data wskazana na fakturze w pozycji P_1. Datą otrzymania takiej faktury jest zaś data jej faktycznego otrzymania przez nabywcę. Chyba, że data ta jest późniejsza niż data przydzielenia numeru identyfikującego tę fakturę w Krajowym Systemie e-Faktur (wówczas za datę otrzymania tej faktury przez nabywcę uznaje się datę przydzielenia tego numeru).
Faktura wystawiana w sposób uzgodniony z kontrahentem może zaginąć. Fiskus przewidział rozwiązanie także na taki wypadek. Oto bowiem na wniosek nabywcy podatnik może udostępnić ponownie tę fakturę, jeżeli ponowne udostępnienie faktury następuje przed jej przesłaniem do KSeF. Alternatywnie podatnik może też wystawić ponownie fakturę zgodnie z danymi zawartymi na fakturze będącej w posiadaniu nabywcy, przy czym faktura wystawiona ponownie może zawierać datę wystawienia i wyraz „DUPLIKAT”.
Gdy awaria zostanie okiełznana, w terminie 7 dni roboczych od dnia zakończenia awarii, wskazanego w BIP w komunikacie o zakończeniu tej awarii, podatnik musi przesłać fakturę do KSeF w celu przydzielenia numerów identyfikujących. Jeżeli podatnik nie wypełni ww. obowiązków (a więc wystawi w okresie awarii fakturę niezgodną ze wzorem lub nie wyśle do KSeF faktury w ciągu 7 dni od uporania się z awarią), naczelnik urzędu skarbowego nakłada, w drodze decyzji, na podatnika karę pieniężną w wysokości do 100% kwoty podatku wykazanego na tej fakturze wystawionej poza Krajowym Systemem e-Faktur. W przypadku faktur bez wykazanego podatku, kara pieniężna może być nałożona w wysokości do 18,7% kwoty należności ogółem wykazanej na tej fakturze wystawionej poza Krajowym Systemem e-Faktur. Tyle dobrego, że kary te mogą być nakładane dopiero od 1.1.2025 r.
Awaria nie wyklucza korygowania faktur. Mamy tu dwa przypadki do rozpatrzenia. Po pierwsze – faktura korygująca do faktury wystawionej w czasie awarii. Zgodnie z przepisami, powinna ona zawierać numer KSeF. Oznacza to, że fakturę korygującą można wystawić dopiero po nadaniu przez system numeru KSeF (a więc w praktyce po ustaniu awarii). Po drugie – faktura korygująca wystawiona w czasie awarii (do faktury ustrukturyzowanej wystawionej w czasie sprawności KSeF). Korekty takie wystawia się zgodnie z wzorem faktury ustrukturyzowanej. Na zasadach wskazanych wyżej (również z obowiązkiem wysłania ich do KSeF w ciągu 7 dni od dnia kończącego okres awarii).
Awarie komunikowane w środkach społecznego przekazu (art. 106ne ust. 3 VATU)
Inaczej rzecz ma się w przypadku awarii komunikowanych w środkach społecznego przekazu. Tu – zgodnie z art. 106ng VATU, podatnik w okresie trwania awarii wystawia faktury w postaci papierowej lub faktury elektroniczne. Dla tego przypadku nie przewiduje się obowiązku przekazywania faktur do KSeF po ustaniu tej awarii. Nie ma też w związku z powyższym sankcji związanych z naruszeniem ww. przepisów. Inna sprawa, że z założenia to rozwiązanie może być stosowane jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych (np. zagrożenie kraju lub jego infrastruktury). Fiskus tłumaczy propozycję takiego rozwiązania „ogólną sytuacją geopolityczną Polski”. Po zakończeniu awarii komunikowanej w ww. sposób podatnik będzie z powrotem obowiązany do wystawiania e-faktur. Oby jednak sytuacji tej nie trzeba było sprawdzać w praktyce.
Komentarz
Sposób oznaczania faktur wystawianych w czasie awarii a udostępnionych nabywcy w sposób inny niż przy użyciu KSeF oraz wymagania techniczne dla tego sposobu oznaczania określi Minister Finansów w drodze rozporządzenia. Projekt już znamy. Faktura będzie oznaczana kodem weryfikującym, który stanowi unikalny ciąg znaków przedstawiony w postaci dwuwymiarowego, kwadratowego kodu graficznego QR zgodnego z normą ISO/IEC 18004:2015.
Praktyczny wniosek płynący z ww. przepisów jest jednak także taki, że podatnicy powinni zachować możliwość fakturowania „konwencjonalnego” na wypadek sytuacji nadzwyczajnych. Nie będzie taką sytuacją przypadek jakiejkolwiek awarii KSeF, o czym trzeba pamiętać. Co ważne, komunikaty o awarii mają precyzyjnie wskazywać okres jej trwania (zakończenia). Warto wiec zadbać o to, aby systemy finansowo-księgowe śledziły te komunikaty i przekazywały tę informację automatycznie.
Inna ciekawostka: faktura w czasie awarii powinna być przekazana nabywcy w sposób uzgodniony. Powinna być ona zgodna ze wzorem schemy. Wydaje się jednak możliwe przekazanie jej w formie papierowej, jeśli taka będzie wola kontrahenta. Wydaje się także, że może on nie uzgodnić innego niż ustrukturyzowany sposobu przekazania faktur. Wtedy w czasie trwania awarii nie będzie w praktyce opcji wystawiania faktury. Skoro jednak datą wystawienia takiej faktury będzie data z pola P_1, terminy fakturowania pozostaną dochowane.
Polska gospodarka traci wiele szans
Jednym z pierwszych zadań dla nowego rządu i parlamentu będzie jak najszybsze przyjęcie ustawy o zarządzaniu danymi. (UC146 – obecnie na etapie konsultacji publicznych). Bez tego niemożliwe jest bowiem należyte stosowanie unijnego rozporządzenia o zarządzaniu danymi (Data Governance Act, dalej DGA). Każdy dzień zwłoki marnuje potencjał polskiej gospodarki.
Krajowy organ nadzoru
DGA dotyczy przede wszystkim zasad udostępniania i ponownego wykorzystywania danych z sektora publicznego, objętych ochroną np. ze względu na tajemnicę przedsiębiorstwa czy prawo własności intelektualnej. Przewiduje on jednak również wprowadzenie „pośredników danych”, którzy mieliby świadczyć usługi pozwalające na wymianę danych między dwoma lub więcej podmiotami. Tacy pośrednicy musieliby jednak zostać wpisani do specjalnego rejestru, prowadzonego przez organ wskazany w prawie krajowym. Dlatego, choć teoretycznie unijne rozporządzenie powinno być stosowane (od 24.9.2023 r.) bezpośrednio, bez odpowiedniej ustawy będzie to znacznie utrudnione. Zwłaszcza że organ nadzoru miał też wspierać instytucje sektora publicznego w dzieleniu się danymi.
– Skoro nie wyznaczono właściwych organów krajowych, to nie wiadomo, kto ma prowadzić rejestr pośredników danych i nadzór nad nimi. A bez pośredników, którym dane można przekazać w sposób bezpieczny, nie może też funkcjonować altruizm danych (dobrowolne ich przekazywanie) – mówi Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii i pracownik Akademii Leona Koźmińskiego.
I dodaje, że według projektu ustawy miał się tym zajmować UOKiK, co jest dobrym rozwiązaniem, choć najlepsze byłoby utworzenie odrębnego organu do zarządzania danymi, na co zdecydowało się kilka innych państw. Jednak UOKiK również jest w stanie spojrzeć na dane z perspektywy ich wpływu na rynek.
Problem dla start-upów
A wpływ ten może być znaczny. Cały system współdzielenia danych pozwala nie tylko na usprawnienia istniejących na rynku usług, ale i na tworzenie nowych – opartych na algorytmach czy AI.
– Brak implementacji to duży problem dla polskiego biznesu. Uniemożliwia dzielenie się w sposób bezpieczny danymi sektora publicznego, ale nie tylko – tłumaczy Michał Kanownik, prezes zarządu Związku Cyfrowa Polska. – Możliwe by było rozwijanie nowych usług czy produktów, choćby związanych z danymi medycznymi, bo DGA umożliwia ich przekazywanie np. do celów badawczych – dodaje.
I wskazuje, że trudno tę sprawę przeliczyć na złotówki, bo to kwestia raczej utraconych szans, możliwości, z których nie skorzystamy. Najwięcej na tym tracą małe i średnie przedsiębiorstwa, przede wszystkim start-upy technologiczne, opracowujące np. narzędzia na bazie AI w medycynie. Większe firmy „żywią się” danymi z całego świata, więc unijne przepisy mają dla nich mniejsze znaczenie.
– Samo DGA to nie wszystko, ale jego niewdrożenie, podobnie jak wiele innych działań niepodjętych przez Ministerstwo Cyfryzacji (np. brak ustawy o ponownym przetwarzaniu danych zdrowotnych), blokuje rozwój innowacji i start-upów – wskazuje Jan Oleszczuk-Zygmuntowski. – Pokazuje to, jak bardzo rząd zlekceważył kluczowe reformy. Zignorował też nasz raport „Uwolnić potencjał danych”. Jasno wskazuje, że bez istnienia zaufanych instytucji pośredniczących takie współdzielenie będzie niemożliwe.
MC prowadzi punkt informacyjny w którym publikowany jest wykaz zasobów chronionych danych (sukcesywnie uzupełniany przez dysponentów danych) do czego obliguje Polskę DGA.
Grzegorz Sibiga, profesor Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk
Z trzech obszarów regulowanych w DGA na pewno nie będą mogli zacząć działać pośrednicy danych oraz organizacje altruizmu danych w kształcie ustalonym w tym akcie. Nie zostały bowiem ustawowo wskazane w Polsce organy, które odpowiednio przyjmują ich zgłoszenia i rejestrują je, a to pozostaje warunkiem rozpoczęcia działalności. Inaczej jest w przypadku ponownego wykorzystywania danych chronionych, ponieważ stosowanie tych przepisów nie jest uzależnione od funkcjonowania nowych organów krajowych. Wskazane w unijnym akcie: podmiot właściwy oraz punkt informacyjny mają głównie kompetencje wspierające. Te przepisy DGA, obejmujące wszystkie jednostki sektora finansów publicznych, są skutecznie stosowane od 24.9.2023 r., ale bez wsparcia wyspecjalizowanych organów i ze szczątkową procedurą wnioskową określoną w DGA. Niestety, obecnej sytuacji stosowania DGA bez ustawy krajowej w żaden sposób nie wyjaśnił minister ds. informatyzacji, a to on odpowiada za wykonanie tego aktu.
Kontrola zasadności wniosku o dobrowolne poddanie się karze
Opis stanu faktycznego
Sąd Okręgowy w W. wyrokiem z 3.8.2020 r., VIII K 4/20 skazał A.M. na karę 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne oraz z obowiązkiem potrącania z wynagrodzenia 15% wysokości wynagrodzenia w stosunku miesięcznym na cel społeczny związany z przeciwdziałaniem narkomanii, a mianowicie na Stowarzyszenie Monar oraz orzekł przepadek równowartości osiągniętej korzyści majątkowej w kwocie 120.000 zł.
Od powyższego wyroku nie została wniesiona apelacja, co oznacza, że uprawomocnił się bez ingerencji środkami odwoławczymi.
Kasację na korzyść skazanego od wyroku Sądu Okręgowego wniósł Prokurator Generalny, który zarzucił rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie przepisów prawa karnego procesowego, a mianowicie art. 387 § 1, 2 i 3 KPK, polegające na orzeczeniu poza zakresem złożonego przez oskarżonego A.M. i zaakceptowanego na rozprawie, po uprzedniej modyfikacji przez prokuratora, wniosku o dobrowolne poddanie się odpowiedzialności karnej i wymierzenie oskarżonemu na podstawie art. 56 ust. 3 ustawy z 29.7.2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1939; dalej NarkU) w zw. z art. 12 § 1 KK, w zw. z art. 60 § 4 i § 6 pkt 2 KK i art. 34 § 1 i la KK kary sekwencyjnej w postaci 6 miesięcy pozbawienia wolności oraz 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne, a ponadto z obowiązkiem potrącania z wynagrodzenia oskarżonego 15% wysokości wynagrodzenia w stosunku miesięcznym na cel społeczny związany z przeciwdziałaniem narkomanii, a mianowicie na Stowarzyszenie Monar, w sytuacji gdy zaakceptowany przez Sąd wniosek oskarżonego przewidywał jedynie potrącanie 15% wynagrodzenia, natomiast nie przewidywał równoczesnego obowiązku wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy.
Skarżący wniósł o uchylenie wyroku w zaskarżonej części w odniesieniu do oskarżonego A.M. i przekazanie sprawy w tym zakresie Sądowi Okręgowemu w W. do ponownego rozpoznania.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu kasacji wniesionej na korzyść skazanego przez Prokuratora Generalnego, uchylił wyrok w zaskarżonej części, w odniesieniu do oskarżonego A.M. i w tym zakresie przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w W. do ponownego rozpoznania.
Uzasadnienie prawne
Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja jest oczywiście zasadna, dlatego podlegała rozpoznaniu i uwzględnieniu na posiedzeniu bez udziału stron, zgodnie z art. 535 § 5 KPK.
Należy w pełni podzielić zarzut zawarty w kasacji Prokuratora Generalnego o rażącym naruszeniu przez Sąd Okręgowy przepisów prawa karnego procesowego.
W pierwszej kolejności należało wskazać, że w niniejszej sprawie obrońca oskarżonego A.M. złożył w jego imieniu wniosek o dobrowolne poddanie się karze i wymierzenie 6 miesięcy pozbawienia wolności oraz kary 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem potrącania z wynagrodzenia oskarżonego 15% jego wysokości oraz przepadek korzyści majątkowej w wysokości 120.000 zł. Prokurator wyraził zgodę na dobrowolne poddanie się karze przy zastosowaniu art. 60 § 4 KK, z zastrzeżeniem potrącania 15% wynagrodzenia, na co oskarżony i jego obrońca wyrazili zgodę. Sąd Okręgowy postanowił na podstawie art. 387 § 2 i 5 KPK uwzględnić wniosek A.M. o wydanie wyroku skazującego, albowiem zachodzą okoliczności wskazane w art. 387 § 2 KPK, uznając jednocześnie za ujawnione dowody wymienione w akcie oskarżenia.
Uzgodniony zatem wymiar kary wobec A.M. to kara 6 miesięcy pozbawienia wolności oraz kara 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem potrącania z wynagrodzenia oskarżonego 15% jego wysokości oraz przepadek korzyści majątkowej w wysokości 120.000 zł.
Sąd Okręgowy zaś wyrokiem z 3.8.2020 r. orzekł wobec oskarżonego karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, karę 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne oraz obowiązek potrącania z wynagrodzenia oskarżonego 15% jego wysokości oraz przepadek korzyści majątkowej w wysokości 120.000 zł.
Należy wskazać, że złożenie wniosku w trybie art. 387 § 1 KPK nie obliguje sądu rozpoznającego sprawę do jego automatycznego uwzględnienia. Wniosek taki podlega kontroli w zakresie spełnienia wszystkich warunków dopuszczalności. Oznacza to, że Sąd akceptujący wniosek musi weryfikować nie tylko fakty, ale także zgodność ustaleń z aktualnym stanem prawnym. W sytuacji, w której treść wniosku tychże regulacji prawnych nie respektuje, niewątpliwym obowiązkiem sądu jest, bądź to uzależnienie swojej decyzji o uwzględnieniu tego wniosku od dokonania w nim zmiany konwalidującej dostrzeżoną jego wadliwość (vide art. 387 § 3 KPK), bądź też rozpoznanie w dalszym ciągu sprawy na zasadach ogólnych (por. wyrok SN z 12.7.2023 r., I KK 509/22, Legalis; wyrok SN z 14.6.2023 r., I KK 37/23, Legalis).
W niniejszej sprawie Sąd Okręgowy na podstawie art. 387 § 2 i 5 KPK uwzględnił wniosek zarówno A.M., jego obrońcy i prokuratora, o dobrowolne poddanie się karze, jednocześnie nie stwierdzając żadnych ku temu przeciwwskazań. Skoro zatem Sąd zaakceptował ten wniosek i nie stwierdził podstaw do jego modyfikacji, powinien orzec karę taką jaka została w niniejszej sprawie ustalona tj. karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem potrącania 15% wysokości wynagrodzenia na cele społeczne oraz przepadek równowartości osiągniętej korzyści majątkowej w kwocie 120.000 zł. Sąd Okręgowy zaś orzekł karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, karę 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne oraz obowiązek potrącania z wynagrodzenia oskarżonego A.M. 15% wysokości wynagrodzenia w stosunku miesięcznym na cel społeczny i przepadek równowartości osiągniętej korzyści majątkowej w kwocie 120.000 zł.
Zatem, podzielając stanowiska prokuratora, wskazać należy, że Sąd Okręgowy dopuścił się rażącego naruszenia przepisów wskazanych zarzucie kasacji, bowiem wniosek oskarżonego A.M. nie obejmował orzeczenia kary ograniczenia wolności z równoczesnym obowiązkiem potrącania 15% wynagrodzenia oraz obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne.
Ten ostatni element rozstrzygnięcia wykraczał więc poza uzgodnienia zawarte we wnioskach stron i jednocześnie zaakceptowane przez Sąd.
Błędnie zatem postąpił Sąd Okręgowy wydając (surowszy) wyrok w tym trybie, bowiem nie był uprawniony do dodatkowego orzeczenia obowiązku wykonywania przez oskarżonego nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne (nie określając przy tym wymiaru godzin tej pracy w stosunku miesięcznym).
Z tego względu należało uchylić zaskarżony wyrok i sprawę przekazać w zaskarżonym zakresie do ponownego rozpoznania, podczas którego Sąd Okręgowy powinien uwzględniając prawidłowość wniosku o dobrowolne poddanie się karze, orzec karę w takim wymiarze jak ta wskazana przez oskarżonego i jego obrońcę oraz zaakceptowana przez prokuratora.
Komentarz
Zgodnie z art. 387 § 2 i 5 KPK Sąd może uwzględnić wniosek o wydanie wyroku skazującego, gdy okoliczności popełnienia przestępstwa i wina nie budzą wątpliwości, a cele postępowania zostaną osiągnięte mimo nieprzeprowadzenia rozprawy w całości. Uwzględnienie wniosku jest możliwe jedynie wówczas, gdy nie sprzeciwia się temu prokurator, a także pokrzywdzony należycie powiadomiony o terminie rozprawy oraz pouczony o możliwości zgłoszenia przez oskarżonego takiego wniosku. Zgodnie z art. 387 § 3 KPK Sąd może uzależnić uwzględnienie wniosku oskarżonego od dokonania w nim wskazanej przez siebie zmiany. Zgodnie z art. 387 § 5 KPK przychylając się do wniosku, Sąd może uznać za ujawnione dowody wymienione w akcie oskarżenia lub dokumenty przedłożone przez stronę.
Nie można żądać podatku od kradzieży
Oszuści polują nie tylko na zwykłe osoby, ale także na przedsiębiorców. I mogłoby się wydawać, że absurdem jest domaganie się od okradzionego podatku. Niestety, nie dla skarbówki. Na szczęście suchej nitki na jej wykładni prowadzącej do opodatkowania kradzieży nie zostawił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi.
Naciągacz w natarciu
Sprawa dotyczyła firmy z branży tekstylnej. We wniosku o interpretację wyjaśniła, że podczas targów nawiązała z nią kontakt osoba podszywająca się pod zagranicznego kontrahenta. Oszust podawał się za osobę działającą w imieniu spółki z Włoch będącej producentem i dystrybutorem tkanin. Z wniosku wynikało, że firma nie działała pochopnie. Prowadziła korespondencję mailową z osobą posługującą się pieczątkami firmowymi i podpisami przyszłego rzekomego odbiorcy. Był też kontakt telefoniczny. Dla zabezpieczenia interesów płatność została objęta ubezpieczeniem oferowanym przez jedno z towarzystw, które pozytywnie oceniło wiarygodność finansową firmy.
Ta podkreśliła również, że włoska firma była weryfikowana m.in. w systemie VIES. Dopiero gdy płatność nie przyszła na czas, okazało się, że towar zamówił oszust. Podejrzenie przestępstwa zostało zgłoszone. A od fiskusa firma oczekiwała potwierdzenia, że dostawy towarów na rzecz oszusta nie można uznać za transakcję opodatkowaną VAT.
Ku swemu zaskoczeniu dostała jednak odpowiedź, że od kradzieży jest… podatek. Fiskus tłumaczył, że choć firma najprawdopodobniej padła ofiarą oszustwa, to odkryto je po dokonaniu transakcji. Towary zostały przemieszczone do innego kraju, została zrealizowana dostawa i była faktura. W ocenie urzędników doszło zatem do wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, podlegającej opodatkowaniu VAT w Polsce.
Poszkodowana po ratunek poszła do sądu i wygrała. WSA nie zgodził się, że przeniosła prawo do rozporządzania towarem. Podkreślił, że aby doszło do dostawy towaru, po stronie dostawcy musi istnieć wola przekazania innemu władztwa nad rzeczą. Musi być to zatem transakcja, którą strona chciała sfinalizować ze znanym kontrahentem – firmą włoską. Tymczasem na skutek wprowadzenia w błąd co do kupującego nie przeniosła prawa do rozporządzania towarem na znaną na rynku i wiarygodną firmę. Wydała go oszustowi, podszywającemu się pod rzeczywiście funkcjonującą na rynku włoskim firmę, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.
Oszukany nie płaci
W ocenie WSA w demokratycznym państwie prawa nie do pomyślenia jest przekonanie, że w wyniku spornej czynności przeniesiono prawo do rozporządzania towarem na rzecz oszusta. Zaakceptowanie tego prowadziłoby do uznania, że uprawnienie to można nabyć za pomocą czynu zabronionego.
I nie ma znaczenia, że ujawnienie oszustwa nastąpiło po dokonaniu transakcji i po tym, jak towary zostały przemieszczone z Polski na terytorium innego państwa UE.
Wyrok nie jest prawomocny.
Sygnatura akt: I SA/Łd 553/23
Robert Krasnodębski, radca prawny, doradca podatkowy
Biznes prowadzi się na zasadzie ryzyka, ale nie ma takich procedur, którymi da się wyeliminować je wszystkie. I nawet najlepiej chroniona firma, która stosuje najwyższe standardy należytej staranności, może zostać okradziona czy oszukana. A kradzież czy oszustwo to przestępstwo. Państwo zaś powinno je ścigać, a nie na nim zarabiać. WSA słusznie uznał, że aby podatnik mógł rozporządzić towarem, musi tego chcieć. Nie można uznać, że wydanie go pod wpływem błędu, na rzecz osoby, która podszywa się pod weryfikowanego przez podatnika kontrahenta, to dostawa towaru opodatkowana VAT. Stanowisko fiskusa jest absurdalne i nie do pogodzenia ze standardami państwa prawa. I szkoda, że nie jest w stanie tego zrozumieć.
Podatek od nieruchomości a działalność gospodarcza i najem
Naczelny Sąd Administracyjny zajął stanowisko w sprawie najmu długoterminowego. Do sporu będącego przedmiotem rozprawy doszło pomiędzy fiskusem a spółką, która domagała się stwierdzenia nadpłaty podatku od nieruchomości za 2005 r. W 2009 r. przedsiębiorstwo złożyło do miejscowego urzędu korektę deklaracji z 2005 r. dotyczącą gruntów, które pierwotnie zostały przez nią pod względem podatkowym zakwalifikowane do gruntów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Po 4 latach od tej deklaracji spółka uznała, że popełniła błąd, kwalifikując do tej kategorii wskazane działki, stanowiące grunty po zlikwidowanej w latach 90. linii kolejowej. W opinii przedsiębiorstwa nie mogą one być wykorzystane w działalności gospodarczej ze względów technicznych. W konsekwencji takie grunty powinny podlegać opodatkowaniu jak dla gruntów pozostałych, a nie jak dla gruntów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.
W 2019 r. burmistrz odmówił stwierdzenia nadpłaty. Decyzja ta została zaskarżona do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, jednak organ ten oddalił skargę. Takie samo stanowisko zajął WSA w Bydgoszczy, na którego wokandę trafiła skarga przedsiębiorstwa na decyzję SKO. Spółka skierowała zatem sprawę do NSA, a ten uznał konkluzję WSA, że likwidacja linii kolejowej nastąpiła z przyczyn ekonomicznych, a nie ze względów technicznych, o których mowa w art. 1a ust. 1 pkt 3 ustawy z 12.1.1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 70; dalej PodLokU), za prawidłową. Mając to na uwadze, organ oddalił skargę kasacyjną jako pozbawioną usprawiedliwionych podstaw.
Dwa lata później spółka wniosła skargę o wznowienie postępowania zakończonego powyższym wyrokiem. Jako podstawę wskazano art. 272 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1634; dalej: PostAdmU) z powodu wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 24.2.2021 r., SK 39/19, Legalis), który stwierdził niekonstytucyjność art. 1a ust. 1 pkt 3 ustawy z 12.1.1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych z art. 64 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 i art. 84 Konstytucji RP w przypadku rozumienia go w ten sposób, że o związaniu gruntu, budynku lub budowli z prowadzeniem działalności gospodarczej decyduje wyłącznie posiadanie gruntu, budynku lub budowli przez przedsiębiorcę lub inny podmiot prowadzący działalność gospodarczą. Skarżąca wniosła o uwzględnienie skargi o wznowienie postępowania i uchylenie zaskarżonego orzeczenia w całości oraz przekazanie do ponownego rozpoznania przez WSA w Bydgoszczy.
W 2022 r. NSA przychylił się do wniosku przedsiębiorstwa (wyrok NSA z 16.3.2022 r., III FSK 3861/21, Legalis) na skutek czego spór znów trafił na wokandę niższej instancji. Pomimo starań spółki WSA w Bydgoszczy ponownie wydał wyrok niekorzystny dla przedsiębiorstwa (wyrok WSA z 19.7.2022 r., I SA/Bd 335/22, Legalis). Oddalając skargę, organ stwierdził, że „sama likwidacja i rozbiórka części budowli, w tym wypadku torów kolejowych, nie wyklucza możliwości wykorzystania gruntu i pozostałej infrastruktury do innych celów aniżeli transport kolejowy. Nie jest również niemożliwe przywrócenie np. nowocześniejszej linii kolejowej, w sytuacji dynamicznego rozwoju usług transportu kolejowego”. Sąd dostrzegł, że przedmiotem rozbiórki były tory stacyjne obejmujące szyny, podkłady drewniane i podkłady stalowe, ale część pozostałej infrastruktury była przedmiotem dzierżawy (użytkowania wieczystego) i sprzedaży, co koresponduje z przedmiotem działalności spółki, ujawnionym w KRS, w którym wymieniono m.in. wynajem i zarządzanie nieruchomościami własnymi lub dzierżawionymi oraz kupno i sprzedaż nieruchomości na własny rachunek.
Ponadto WSA w Bydgoszczy stwierdził, że sporne działki są związane z prowadzoną przez spółkę działalnością gospodarczą, której formą nie jest – zakwestionowane przez TK w powołanym wyżej wyroku – samo posiadanie przedmiotu opodatkowania.
Kolejny wyrok także został zaskarżony, ale i tym razem skarga została oddalona. NSA w wyroku z 12.7.2023 r., III FSK 250/23, Legalis, stwierdził, że „sąd I instancji prawidłowo zinterpretował art. 1a ust. 1 pkt 3 PodLokU w kontekście wyroku TK oraz ustalonych prawidłowo realiów faktycznych sprawy. Prawidłowo również ocenił ustalenia organów wskazujące na związek spornych gruntów z prowadzoną przez spółkę działalnością gospodarczą. Brak było bowiem podstaw do uznania, że sporne nieruchomości gruntowe nie mogą być wykorzystane do działalności gospodarczej z trwałych i obiektywnych przyczyn. Niemożność wykonywania usług w zakresie transportu kolejowego nie pozbawia tych gruntów związku z działalnością gospodarczą spółki”.
W uzasadnieniu wyroku NSA wskazał dla porządku, że: „od 2017 r. art. 1a ust. 1 pkt 1 w związku z art. 1a ust. 2a pkt 1 PodLokU nie pozwala na odnoszenie pojęcia «związane z działalnością gospodarczą» do budynków mieszkalnych oraz gruntów związanych z tymi budynkami, nawet gdyby znajdowały się w posiadaniu przedsiębiorcy, którego aktywność dotyczy wyłącznie prowadzenia działalności gospodarczej w rozumieniu art. 1a ust. 1 pkt 4 PodLokU. W konsekwencji dla zastosowania w takim przypadku do budynków mieszkalnych lub ich części najwyższej stawki opodatkowania przewidzianej w art. 5 ust. 1 pkt 2 lit. b PodLokU przesądzające i wyłączne znaczenie będzie miała okoliczność ich «zajęcia na prowadzenie działalności gospodarczej». Zdaniem rozpatrującego niniejszą sprawę składu orzekającego NSA, przesłanka «zajęcia na prowadzenie działalności gospodarczej» ma w tym kontekście autonomiczny i zakresowo węższy charakter w stosunku do pojęcia «związany z prowadzeniem działalności gospodarczej» oraz stanowi ona okoliczność faktyczną, a nie prawną”. Co za tym idzie – przez zwrot legislacyjny „zajęte na prowadzenie działalności gospodarczej” należy rozumieć okoliczność faktyczną polegającą na rzeczywistym wykorzystywaniu całości albo określonej części budynku mieszkalnego na prowadzenie działalności gospodarczej.
Natomiast za zajęte na prowadzenie działalności gospodarczej nie będą mogły być uznane te części budynku mieszkalnego, które są wykorzystywane (zajęte) na cele mieszkalne, przez co należy rozumieć trwałe zaspokajanie podstawowych potrzeb mieszkaniowych posiadacza lokalu, nawet wówczas, gdy ich oddanie przez podatnika (np. dewelopera, spółdzielnię mieszkaniową, spółkę komunalną, podmiot działający w formule społecznej agencji najmu albo społecznej inicjatywy mieszkaniowej lub innego właściciela będącego przedsiębiorcą) do korzystania osobom trzecim dla realizacji tej funkcji (zajęcie na cele mieszkalne) nastąpiło w ramach gospodarczej działalności podatnika (np. komercyjnego najmu). Istotne jest to, by w budynku (lokalu) mieszkalnym realizowany był cel polegający na zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych w przedstawionym wyżej rozumieniu. Bez znaczenia pozostaje natomiast okoliczność, czy funkcja ta (tzn. mieszkaniowa) realizowana jest przez podatnika, czy jego najemcę.
Sąd zwrócił także uwagę, że: „powtarzający się (w założeniu) krótkotrwały odpłatny najem lokali mieszkalnych (na dobę lub kilka dni), niezwiązany z zaspokajaniem potrzeb mieszkaniowych podatnika i jego rodziny lub osób trzecich, zbliżony jest w istocie do świadczenia usług hotelarskich (praktyka coraz bardziej popularna w kurortach oraz miejscowościach mających znaczenie turystyczne) i w związku z tym czynność taka skutkuje zajęciem lokalu (budynku) mieszkalnego na prowadzenie działalności gospodarczej w rozumieniu art. 5 ust. 1 pkt 2 lit. b PodLokU”.