ZUS sprawdza, czy składka zgadza się z podatkiem
Zawiadamiamy o wszczęciu postępowania administracyjnego i prosimy o wyjaśnienie rozbieżności między dochodem z rocznego rozliczenia składki zdrowotnej a wykazanym w zeznaniu PIT. Wielu przedsiębiorców dostało w ostatnich dniach pisma o tej treści z ZUS.
– Przestrzegaliśmy od początku, że takie rozbieżności będą – mówi Beata Boruszkowska, prezes Krajowej Izby Biur Rachunkowych. Przypomina, że Polski Ład diametralnie zmienił zasady rozliczania składki zdrowotnej. Od 1.1.2022 r. przedsiębiorcy na skali oraz liniowym PIT liczą ją od dochodu z działalności gospodarczej. Dochód będący podstawą wymiaru składki zdrowotnej w wielu firmach różni się jednak od dochodu podatkowego.
Przez remanent albo zawieszenie
– Rozbieżności występują przede wszystkim u przedsiębiorców, którzy prowadzą podatkową księgę przychodów i rozchodów i sporządzają na początek oraz koniec roku remanent towarów. Zdarza się, że dochód podatkowy różni się u nich od składkowego o kilkaset tysięcy zł. Rozbieżności są także u tych, którzy sprzedawali środki trwałe bądź mieli przez parę miesięcy zawieszoną działalność – mówi Magdalena Michałowska ze Stowarzyszenia Współpracujących Biur Rachunkowych.
Przypomina też, że przy ustalaniu składkowego dochodu uwzględniamy przychody zwolnione przez Polski Ład z PIT, które nie mają wpływu na dochód podatkowy (chodzi o ulgę dla rodziców mających czwórkę lub więcej dzieci, seniorów oraz wracających z zagranicy).
Czego ZUS oczekuje od przedsiębiorców? – Wyjaśnienia, skąd się wzięły rozbieżności. Przy okazji jednak chce, aby przedsiębiorca dostarczył mu faktury czy księgę przychodów i rozchodów. A nawet rachunek zysków i strat sporządzany przez firmy prowadzące pełną księgowość, który przecież nie przekłada się wprost na dochód podatkowy – mówi Magdalena Michałowska.
Beata Boruszkowska podkreśla, że przedsiębiorcy nie muszą prowadzić ewidencji na potrzeby składki zdrowotnej. Często jednak ją sporządzają, właśnie dlatego, że dochód składkowy różni się od podatkowego. Taka ewidencja przydaje się w razie kontroli, bo nie trzeba analizować dokumentów z całego roku.
Nie warto ignorować
Jak zareagować na pismo ZUS? – Grzecznie odpisać, wskazując przyczyny rozbieżności między dochodem z zeznania PIT a roczną deklaracją w sprawie składki zdrowotnej. Czasami wystarczą zwykłe wyjaśnienia, niekiedy jednak ZUS nalega, aby przekazać mu księgi. Są problemy z przesłaniem ich przez portal ZUS PUE, dlatego w ostateczności trzeba je wydrukować i zanieść do oddziału – tłumaczy Magdalena Michałowska. Dodaje, że nie ma sensu ignorować wezwania, zresztą jest w nim informacja o karze za brak reakcji.
– Kontrole z ZUS dopiero się zaczynają, można się spodziewać, że problemów będzie coraz więcej. Oczywiście oznacza to sporo dodatkowej pracy dla księgowych – podkreśla Beata Boruszkowska.
Przypomnijmy, że roczne rozliczenie składki zdrowotnej przedsiębiorcy robili po raz pierwszy, to nowy obowiązek, wprowadzony przez Polski Ład. Sporządzali je w deklaracjach ZUS DRA (dla prowadzących działalność jednoosobowo) lub RCA (dla opłacających też składki za inne osoby). Tych samych, w których wykazywali składkę za kwiecień. Do tych deklaracji została dołożona część o rocznym rozliczeniu. Przedsiębiorcy wykazywali w niej roczną składkę i porównywali ją z sumą miesięcznych. Jeśli roczna była wyższa, dopłacali różnicę. Jeśli niższa, dostali zwrot.
To przejdzie do historii
Roczne rozliczenie składki zdrowotnej przysparzało wiele problemów, o których na bieżąco informowaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej”.
– Na pewno przejdzie do historii jako jeden z trudniejszych okresów dla biur rachunkowych – podsumowuje Beata Boruszkowska.
Izabela Leśniewska, doradca podatkowy w kancelarii Alo-2
Jeśli z danych przekazanych przez Krajową Administrację Skarbową wynika, że dochód przedsiębiorcy z zeznania PIT jest inny niż z rocznej deklaracji w sprawie składki zdrowotnej, ZUS wszczyna postępowanie administracyjne. Pismo w tej sprawie wygląda groźnie, ale na razie obywa się bez większych sporów z urzędnikami. Jeśli rozbieżności wynikają z różnego sposobu liczenia dochodu podatkowego i składkowego, i wyjaśnienia przedsiębiorcy są satysfakcjonujące, ZUS umarza postępowanie. Oczywiście wtedy, gdy popełniono jakiś błąd w rozliczeniach, trzeba je skorygować.
ZUS zresztą zabrał się nie tylko za sprawdzanie składki zdrowotnej. Rozpoczęły się też kontrole w sprawie świadczeń i ulg przyznawanych w czasie epidemii koronawirusa. I jedno jest pewne – przedsiębiorcy i księgowi nie mogą narzekać na nudę.
Wpływ odporności psychicznej pracownika na roszczenie z tytułu mobbingu
Opis okoliczności faktycznych
Powódka K.K. wniosła o zasądzenie od A. S.A. Oddziału w S. kwoty 45 000 zł tytułem zadośćuczynienia z tytułu mobbingu i kwoty 5000 zł odszkodowania za nierówne i dyskryminujące traktowanie, wraz z ustawowymi odsetkami. K.K. została zatrudniona u pozwanej 18.11.1997 r. na podstawie umowy o pracę. Do jej obowiązków należało numerowanie półtuszy. Praca była fizycznie lekka. Na stanowisku tym nie było potrzeby pochylania się. Na hali panował hałas uniemożliwiający zwykłą rozmowę. Pracownicy wykonywali obowiązki w zatyczkach. Dobra sytuacja powódki w miejscu pracy uległa zmianie na początku 2008 r. wraz z zatrudnieniem pracownic na równorzędnych stanowiskach. Pracownice te nawiązały bliskie relacje z brygadzistami, co umożliwiło im dokonywanie wyboru stanowisk pracy w danym dniu. Miały więcej przerw w czasie pracy. Powódka była zaś kierowana do innych działów, a po zgłoszeniu sprzeciwu brygadziście słyszała od niego polecenie, że ma „zasuwać do pracy i nie marudzić”. W 2008 r. została kilkanaście razy oddelegowana do pracy w innym dziale, w którym panowały odmienne warunki pracy. Kilka razy zdarzyło się, że powódka straciła przytomność w miejscu pracy. Pomocy udzieliła jej koleżanka. Kiedy zgłaszała brygadziście złe samopoczucie, ten oznajmiał, że go to nie interesuje, a powódka ma nie udawać i iść do pracy. Powódka płakała w miejscu pracy. Zakończenie stosunku pracy nastąpiło bez zachowania okresu wypowiedzenia z powodu długotrwałej absencji chorobowej. W związku z pogorszeniem się stanu zdrowia psychicznego K.K. rozpoczęła w październiku 2008 r. leczenie psychiatryczne. Obecnie u powódki występuje dystymia, czyli przewlekle utrzymujące się zaburzenia nastroju typu depresyjnego.
Stanowisko SR
W powyżej ustalonym stanie faktycznym sąd rejonowy zasądził od pozwanej na rzecz powódki dochodzoną kwotę tytułem zadośćuczynienia i oddalił powództwo co do odszkodowania. K.K. wykazała szereg działań ze strony pracodawcy świadczących o stosowanym wobec niej mobbingu. W wyniku mobbingu doszło u niej do rozstroju zdrowia pozostającego w bezpośrednim związku przyczynowym z sytuacją w miejscu pracy, co potwierdza opinia biegłych. Kwota przyznanego zadośćuczynienia odpowiada zaś całokształtowi krzywdy, której doświadczyła powódka. Zjawisko mobbingu trwało przez okres 7 miesięcy, a skutkiem nieprawidłowego zachowania pracodawcy jest uszczerbek na zdrowiu i trwająca do dnia dzisiejszego niezdolność do pracy powódki. Odnośnie do dyskryminacji powódka nie wskazała na jakąkolwiek zakazaną przesłankę dyskryminacyjną. Można było jedynie wnioskować, że chodzi o wiek pracownic. Niezależnie od tego, porównując wynagrodzenia, sąd rejonowy nie stwierdził niedozwolonego zróżnicowania wynagrodzenia na niekorzyść powódki.
Stanowisko SO
Na skutek apelacji pozwanej sąd okręgowy zmienił zaskarżone orzeczenie w ten sposób, że oddalił powództwo w zakresie roszczenia o zadośćuczynienie za mobbing. Sąd Najwyższy uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Zdaniem SN sąd okręgowy nie wziął pod uwagę całokształtu działań przełożonych i dokonał subsumcji w oderwaniu od okoliczności, które w sposób obiektywny, krótko po przyjściu do pracy nowych, młodych pracownic, spowodowały rozstrój zdrowia psychicznego powódki.
Po ponownym rozpoznaniu sprawy SO zmienił wyrok w ten sposób, że zasądził na rzecz powódki 10 000 zł i oddalił powództwo w pozostałym zakresie. Sąd odwoławczy uznał za celowe uzupełnienie materiału dowodowego. Biegła definitywnie wykluczyła związek dystomii z sytuacją w pracy. Według biegłych z zakresu psychiatrii obecny stan psychiczny nie jest u powódki przeszkodą w podjęciu pracy na dotychczas zajmowanym stanowisku lub zgodnej z posiadanymi kwalifikacjami. Aktualne zaburzenia chorobowe u powódki podtrzymywane są przez niedojrzałe mechanizmy radzenia sobie ze stresem. Sąd okręgowy doszedł do przekonania, że zasądzone odszkodowanie w wysokości 45 000 zł jest nadmiernie wygórowane. SR bezkrytycznie ocenił materiał dowodowy. Nie znalazły bowiem potwierdzenia w zgromadzonym w sprawie materiale dowodowym, w szczególności w zapisach dokumentacji medycznej, sugerowane przez powódkę fakty omdleń, co oznacza, że mobbing nie szedł tak daleko. Sąd uznał również, że nie można mówić o znacznym negatywnym nacechowaniu owych oddelegowań; poza tym z przeprowadzonych oględzin wynika wręcz, że praca w hali uboju była pracą najcięższą fizycznie i najbardziej dolegliwą ze względu na panujący hałas.
Stanowisko SN
Sąd Najwyższy uznał, że skarga kasacyjna zasługuje na uwzględnienie, aczkolwiek nie ze wszystkimi zarzutami skarżącej można się zgodzić.
Przesłanki mobbingu są zwrotami niedookreślonymi, których abstrakcyjne zdefiniowanie jest w gruncie rzeczy niemożliwe, a ich wyjaśnienie następuje przez odniesienie do całokształtu występujących w sprawie konkretnych okoliczności faktycznych. Odnośnie do wysokości zadośćuczynienia ‒ zdrowie ludzkie jest dobrem o szczególnie wysokiej wartości, w związku z czym zadośćuczynienie z tytułu uszczerbku na zdrowiu powinno być odpowiednio duże. Nietrafne byłoby też posługiwanie się przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia jedynie określonymi jednostkami przeliczeniowymi w postaci najniższego czy średniego wynagrodzenia pracowniczego. Powołanie się przy ustalaniu zadośćuczynienia na potrzebę utrzymania jego wysokości w rozsądnych granicach, odpowiadających aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa, nie może bowiem prowadzić do podważenia kompensacyjnej funkcji zadośćuczynienia. Korygowanie przez sąd wyższej instancji wysokości zasądzonego zadośćuczynienia uzasadnione jest jedynie wtedy, gdy przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności sprawy mających wpływ na jego wysokość jest ono niewspółmiernie nieodpowiednie do doznanej krzywdy, tj. albo rażąco wygórowane, albo rażąco niskie, bądź zostało określone z oczywistym naruszeniem kryteriów jego ustalania.
Wracając na grunt niniejszej sprawy, Sąd Najwyższy stwierdził, że SO wprawdzie uzupełnił materiał dowodowy i ujawnił nowe okoliczności, dokonał jednak niewłaściwej subsumcji prawa materialnego do ustalonego stanu faktycznego, a w konsekwencji wydał nieprawidłowe rozstrzygnięcie. SO zdaje się jednak minimalizować naganność zaistniałych faktów, np. tego, że w innych działach zakładu występował wprawdzie mniejszy hałas, ale panowały niskie temperatury. Ze sformułowanej przez biegłych lekarzy tezy dowodowej oraz z pisemnych motywów wyroku można również wyprowadzić wniosek, że sąd okręgowy zdaje się poszukiwać – jako punktu odniesienia w ocenie zachowań mobbingowych – wzorca pracownika o silnej osobowości, zdolnego skutecznie zaradzić zaistniałej trudnej dla niego sytuacji. Jest to błędne założenie. Większość ludzi ma bowiem trudności z przyjęciem właściwej postawy wobec praktyk mobbingowych. Gdyby przewidziane w art. 943 § 3 KP świadczenie miało przysługiwać tylko pracownikom, którzy potrafili poradzić sobie ze zjawiskiem mobbingu, cytowany przepis byłby martwy. Tymczasem unormowana w nim instytucja zadośćuczynienia ma zastosowanie właśnie wobec tych osób, które nie potrafiły skutecznie przeciwstawić się nękaniu ich w miejscu pracy. Człowiek o stalowych nerwach, na którym próby szykanowania go przez współpracowników i przełożonych nie robią wrażenia i który potrafi efektywnie przeciwdziałać tym zachowaniom, wprawdzie jest obiektem mobbingu, ale nie jego ofiarą. Osoba taka z reguły nie doznaje rozstroju zdrowia z powodu niekorzystnej dla niej atmosfery w zakładzie pracy. Skarżąca próbowała zaś przeciwstawić się nękaniu jej przez przełożonych i koleżanki, a kiedy próby te spełzły na niczym, popadła w depresję. Akcentowana przez sąd niedostateczna umiejętność radzenia sobie w sytuacjach stresowych nie może implikować obniżenia należnego powódce zadośćuczynienia. Zasądzone zadośćuczynienie jest świadczeniem, które w aktualnych realiach cenowych nie ma dla skarżącej większej wartości, a jest wręcz symboliczne.
Komentarz
Rozbieżność między stanowiskami sądu rejonowego, sądu okręgowego i Sądu Najwyższego była znacząca. Pomijając oddalenie powództwa przez SO, dalsze rozstrzygnięcia determinowane były sporem co do wysokości zadośćuczynienia. Głównym elementem zakwestionowanym przez SN był fakt nieumiejętności powódki radzenia sobie ze stresem. W ocenie SO był to główny argument przemawiający za znacznym obniżeniem wysokości zadośćuczynienia. SN stwierdził jednak, że wypacza to samą instytucję mobbingu, przewidzianą właśnie dla osób mniej odpornych, które nie są w stanie skutecznie przeciwstawić się nękaniu. Charakter człowieka nie może powodować obniżenia zadośćuczynienia, bo właśnie on determinuje samą zasadność roszczenia.
30 wyroków to dla fiskusa za mało
Wyroki sądów nie są źródłem powszechnie obowiązującego prawa, nie mogą więc być wiążące dla urzędników. To można przeczytać w najnowszej interpretacji fiskusa w sprawie opodatkowania zaliczek na poczet zysku wypłacanych komplementariuszowi. Spółka komandytowa we wniosku powołała 30 korzystnych dla podatników orzeczeń, to jednak skarbówce nie wystarczyło.
– Spór w sprawie rozliczania zaliczek na poczet zysku trwa już trzy lata. Fiskus wiele razy przegrywał w sądach, ciągle jednak twierdzi, że spółka komandytowa musi na bieżąco potrącać 19-proc. podatek, a zwolnienie z PIT można zastosować dopiero po zakończeniu roku – mówi Paweł Nocznicki, doradca podatkowy, menedżer w kancelarii Stone & Feather.
Przypomnijmy, że od 1.1.2021 r. spółki komandytowe stały się podatnikami CIT (moment zmiany statusu spółki można było przesunąć na 1 maja). Muszą więc płacić podatek od swoich dochodów. Oprócz tego trzeba też odprowadzić daninę od zysku wspólników. W wielu spółkach jest on wypłacany w formie zaliczek w trakcie roku.
Podatek na bieżąco…
Jak rozliczyć taką zaliczkę? Fiskus od początku surowo podchodzi do sprawy. Przede wszystkim twierdzi, że spółka komandytowa, pełniąca funkcję płatnika, musi potrącić od niej podatek i odprowadzić go do urzędu. Ponadto uważa, że w trakcie roku nie można zastosować ulgi. Chodzi o przepis pozwalający na obniżenie (proporcjonalnie) podatku komplementariusza o CIT od dochodu spółki. Zdaniem skarbówki to obniżenie można zastosować dopiero po zakończeniu roku. Wtedy będzie znana wysokość CIT należnego od dochodu spółki.
– Takie podejście powoduje, że komplementariusze kredytują fiskusa, nawet przez ponad rok. Dopiero bowiem po obliczeniu rocznego CIT spółki mogą skorzystać ze zwolnienia i odzyskać nadpłacony podatek – wskazuje Paweł Nocznicki. Dodaje, że pod wpływem obowiązujących od 1.1.2021 r. przepisów w wielu spółkach zmodyfikowano strukturę wspólników.
– Komplementariuszami zostały osoby mające kluczowy wpływ na prowadzenie spółki, a co za tym idzie – ze znaczącym udziałem w zysku. Przysługujące im zwolnienie z podatku miało w pewnym sensie rekompensować brak ograniczenia odpowiedzialności za długi spółki. Działania skarbówki ograniczają ten efekt – podkreśla ekspert.
… czy dopiero za rok
Po stronie podatników stanęły sądy, które wskazują, że przepisy nie nakładają obowiązku pobierania podatku przy zaliczkowej wypłacie zysku komplementariuszowi. Skoro bowiem do obliczenia podatku od przychodu komplementariusza konieczne jest poznanie wysokości CIT spółki, to zobowiązanie podatkowe powstanie dopiero po zakończeniu roku. Dopiero wtedy spółka będzie mogła zrealizować swój obowiązek.
Fiskus nie zmienia jednak zdania. Pokazuje to najnowsza interpretacja dotycząca spółki komandytowej zajmującej się opieką zdrowotną. W trakcie roku wypłaca wspólnikom zaliczki na poczet zysku. Twierdzi, że nie musi pobierać PIT i na poparcie swoich racji powołuje 30 wyroków sądowych. Nasze stanowisko jest zgodne z ugruntowaną linią orzeczniczą sądów administracyjnych – podkreśla.
Wyroki dotyczą konkretnych, indywidualnych spraw w określonych stanach faktycznych – odpowiedział fiskus. I stwierdził, że spółka musi pobrać 19-proc. podatek, bez żadnych pomniejszeń (interpretacja nr 0113-KDIPT2-3.4011.567.2023.1.JŚ).
– Skarbówka ewidentnie przeciąga sprawę, licząc chyba, że podatnicy nie będą ryzykować długotrwałego sporu, a może mając nadzieję na zmianę linii orzeczniczej (co wydaje się mało prawdopodobne) – mówi Paweł Nocznicki. Przypomina też, że zdarzało się już, np. w sprawie wymiany udziałów w spółkach, że seria pozytywnych dla podatników wyroków sądowych prowadziła do niekorzystnej dla nich zmiany przepisów.
PIT dopiero wtedy, gdy znany jest CIT
Wypłacając komplementariuszowi w trakcie roku podatkowego zaliczki na poczet zysku, spółka nie ma obowiązku pobierania zryczałtowanego podatku dochodowego. Ta teza jest konsekwentnie powoływana w orzeczeniach (np. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, I SA/Wr 338/22. Sądy piszą, że w sprawie spółek komandytowych ukształtowała się jednolita linia orzecznicza. Powołują się też na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, II FSK 2048/18, dotyczący rozliczeń w spółce komandytowo-akcyjnej, gdzie zasady są takie same jak w spółce komandytowej. Stwierdzono w nim, że płatnik jest zobowiązany do pobrania podatku tylko wtedy, gdy można skalkulować jego wysokość. Jeśli wypłaca zaliczki na poczet zysku, to nie jest jeszcze znana kwota rocznego CIT spółki, czyli jedna ze składowych niezbędnych do wyliczenia zryczałtowanego podatku. Wobec tego płatnik nie ma obowiązku pobierania go na bieżąco. Wypłatę zysku komplementariuszowi rozliczy dopiero po zakończeniu roku, kiedy będzie znana wysokość podatku spółki.
Czy skorzystanie z ChatGPT może wiązać się z karą?
Prawnicy piszący o AI często wskazują na trudności w stosowaniu regulacji prawnych do wytworów sztucznej inteligencji ze względu przede wszystkim na ich specyfikę. Jednym z istotnych zagadnień z tego zakresu tematycznego, a rzadziej podejmowanym, jest kwestia aplikacji i regulacji prawa karnego.
Zwrócić należy uwagę na problem możliwości przypisania odpowiedzialności karnej za plagiat osobie prezentującej jako tekst własnego autorstwa wytwór sztucznej inteligencji.
Czy zatem przykładowo student, który przedstawił na uczelni pracę dyplomową, w której z powodu swojego wyczerpania intelektualnego do jednego z rozdziałów przygotowywanej przez siebie dysertacji skopiował kilka stron tekstu stworzonego przez ChatGPT, może ponosić odpowiedzialność karną za przestępstwo z art. 115 ust. 1 ustawy z 4.2.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych?
Karalne na gruncie powołanego przepisu zachowanie ma dwie formy. Sprawca może bowiem w odniesieniu do całości lub części cudzego utworu (artystycznego wykonania):
- przywłaszczyć sobie autorstwo albo
- wprowadzić w błąd co do jego autorstwa.
Wśród znawców problematyki prawa autorskiego dominujące jest przekonanie, że dzieło stworzone autonomicznie przez algorytm komputerowy nie korzysta z ochrony prawa autorskiego jako niemogące być uznane za utwór w rozumieniu art. 1 prawa autorskiego. Nie ma przy tym znaczenia ewentualna jego oryginalność. Autorem utworu podlegającego ochronie prawa autorskiego może być bowiem tylko człowiek. Przypomnijmy, że argument ten podnoszony był m.in. przy ocenie istnienia praw autorskich do selfie wykonanego w 2011 r. przez sympatyczną indonezyjską małpkę Naruto.
Teza o wymogu autorstwa utworu przez człowieka ma istotne znaczenie dla kwestii przypisania odpowiedzialności karnej za przestępstwo plagiatu. Wynika to z tego, że zachowanie karalne na gruncie art. 115 ust. 1 prawa autorskiego odnosi się do „cudzego utworu” bądź „cudzego artystycznego wykonania”. Abstrahując od zapisu ustawowego, możemy oczywiście powiedzieć, że w razie włączenia do stworzonego przez człowieka utworu fragmentu wygenerowanego przez AI mamy do czynienia z wprowadzeniem w błąd co do autorstwa tego utworu stworzonego generalnie przez istotę ludzką. Patrząc na taką sytuację z perspektywy regulacji prawa karnego, musimy jednak uznać, że brak jest dostatecznych podstaw do przypisania przestępstwa plagiatu. Przywłaszczenie autorstwa bądź wprowadzenie w błąd co do autorstwa musi bowiem dotyczyć „cudzego utworu”, tj. „zewnętrznego” wobec autora, do którego prawa autorskie osobiste przysługują innemu podmiotowi. Nie obejmuje to wytworu niebędącego utworem.
Zastrzec przy tym należy, że w praktyce nie da się wykluczyć sytuacji, w której wygenerowany przez AI tekst będzie obejmował fragmenty identyczne z podlegającymi ochronie autorsko-prawnej fragmentami tekstu, na których został wcześniej wytrenowany w procesie uczenia się. W takim wypadku bezprawne wykorzystanie tego chronionego prawem autorskim fragmentu tekstu będzie stanowiło naruszenie praw autorskich do niego. „Przepuszczenie go” przez AI nic w tej ocenie nie zmienia. Wydaje się jednak, że trudno byłoby przypisać osobie, która wykorzystała taki fragment tekstu, odpowiedzialność karną za plagiat.
Mamy bowiem w tym wypadku do czynienia z przestępstwem umyślnym. Jeżeli zatem taka osoba byłaby przekonana (choćby to jej subiektywne postrzeganie rzeczywistości nie było usprawiedliwione!), że jest on oryginalnym wytworem algorytmu sztucznej inteligencji, to taki błąd wyłącza możliwość przyjęcia umyślności, wymaganej do skazania sprawcy.
Ustawa o prawie autorskim nie przewiduje zaś podstawy odpowiedzialności karnej za „nieumyślny plagiat”.
Brak możliwości przypisania odpowiedzialności karnej za plagiat nie oznacza, że osoba, która decyduje się przedstawić jako swoje dzieło intelektualne tekst wygenerowany przez AI, nie może odpowiadać karnie za inne przestępstwo. Jedynie przykładowo wskażmy, że może to być przestępstwo wyłudzenia poświadczenia nieprawdy (art. 272 KK), gdy w celu uzyskania tytułu zawodowego magistra przedstawiła na uczelni pracę dyplomową co najmniej „wzbogaconą” tekstem napisanym przez ChatGPT.
Janusz Raglewski jest dr. hab., prof. UJ w Katedrze Prawa Karnego UJ oraz adwokatem
Joanna Raglewska jest dr. Zakład Prawa Karnego Wykonawczego UJ.
Brak uchwały SN miesza w sprawach frankowych
Kwestia tych pytań odżyła po dwóch latach za sprawą niedawnego niekorzystnego dla frankowiczów wyroku składu SN, w którym uzasadnił (w ocenie wielu prawników w oderwaniu od obecnej linii orzeczniczej) tym, że wyroki SN w sprawach frankowych są niejednolite, gdyż nie wydano uchwały całej Izby Cywilnej, a każda sprawa jest inna.
Sądy same dają radę
– Sądy cywilne doskonale radzą sobie z rozstrzyganiem spraw frankowych, bez odpowiedzi na pytania pierwszej prezes SN, kierując się orzecznictwem TSUE, który rozstrzygnął już większość kwestii, jakich dotyczą te pytania, i które mają odzwierciedlenie w utrwalonej linii orzeczniczej SN – wskazuje Marcin Szymański, adwokat. – Rozstrzygnięcia TSUE dotyczące dyrektywy 93/13 mają moc wiążącą, we wszystkich sprawach o prawa konsumentów, a do rozstrzygnięcia pozostała np. kwestia rozliczenia stron nieważnej umowy kredytu, np. przedawnienia roszczeń banku i okresu przysługiwania odsetek. One też znajdą rozstrzygnięcie w orzecznictwie TSUE.
Doktor Mariusz Korpalski, radca prawny, inaczej patrzy na problem:
– Z pytań prezes Manowskiej zdezaktualizowało się pierwsze: o uzupełnianie umów, i szóste: o wynagrodzenie za kapitał, bo TSUE wprost się wypowiedział. Pytania drugie i trzecie, o wybór sądu między nieważnością a odfrankowieniem, są aktualne, TSUE wskazał, że obie sankcje są zgodne z prawem UE. SN w zdecydowanej większości przyjmuje nieważność, ale orzeczenia wskazujące na odfrankowienie też się ciągle zdarzają. Na pytanie czwarte, o tzw. teorię salda, SN już odpowiedział w uchwale siedmiu sędziów, co ucięło dyskusję.
– Pozostaje pytanie piąte, o przedawnienie roszczeń banku: jeżeli roszczenie wynika z zastosowania prawa UE, to czy jego przedawnienie biegnie tak samo jak roszczenia wynikającego z prawa krajowego? Dlatego w TSUE są dwie sprawy w tej kwestii – wskazuje mec. Korpalski.
Henryk Walczewski, sędzia frankowy, wskazuje, że indywidualnej ocenie sądu podlegają praktyczne skutki umów kredytu walutowego, czy nie naruszają dobrych obyczajów i interesów konsumenta w stopniu rażącym. Sąd może zwolnić z umownych klauzul kursowych i w umowach zawartych po 9 stycznia 2009 r. z mocy prawa zastąpi je średni kurs NBP (art. 358 § 2 KC). Inne umowy powinny być nadal wykonywane bez postanowień uchylonych przez sąd. Art. 3851 § 2 KC nie przewiduje dalej idących sankcji, np. nieważności. Uchwała Izby Cywilnej jest pożądana, ale nie zastąpi ona pilnej legislacji.
Banki za uchwałą
Wojciech Wandzel, adwokat, występujący po stronie banków, uważa, że uchwała jest potrzebna, bo orzecznictwo także sądów powszechnych nie jest jednolite. SA we Wrocławiu np. w wielu najnowszych wyrokach nie zgodził się z tzw. teorią dwóch kondykcji. A TSUE nie rozstrzygnął wszystkich wątpliwości na gruncie umów kredytu walutowego, skoro interpretacja prawa krajowego nie należy do TSUE, ale do sądów polskich.
prof. Joanna Misztal-Konecka, prezes Izby Cywilnej SN
Wyrok SN z 19.9.2023 r., II CSKP 1627/22, ale także inne rozstrzygnięcia potwierdzają, że w kwestii kredytów frankowych nie udało się osiągnąć jednolitości stanowiska wśród sędziów, w szczególności co do skutków abuzywności klauzul indeksacyjnych w umowach (ich nieważności).
Mogę ponownie wyrazić żal, że nie doszło do zajęcia stanowiska przez pełny skład Izby Cywilnej SN w odpowiedzi na pytania pierwszej prezes SN, co pozwoliłoby uniknąć braku jednolitości stanowisk.
Odpowiedzi TSUE na pytania prejudycjalne dotyczące kredytów frankowych nie mogą zastąpić stanowiska SN, gdyż formalnie nie wiążą sędziów poza sprawą, w której zadano pytanie, i są udzielane w sposób ogólny, który nie zawsze łatwo przełożyć na rozstrzygnięcia w konkretnych sprawach.
Nielimitowany urlop nie zawsze się sprawdzi
Nielimitowany urlop wypoczynkowy to marzenie wielu pracowników. Okazuje się, że są w Polsce firmy, które takie rozwiązania proponują, m.in. z branży IT.
Nowy benefit
– Pracodawcy coraz częściej decydują się na taki benefit, chociaż cały czas to rozwiązanie w Polsce nie jest jeszcze zbyt popularne – mówi Katarzyna Wilczyk, starszy prawnik w kancelarii Raczkowski.
Jak wyjaśnia, praktyka pokazuje, że taka możliwość niekoniecznie przekłada się na znacząco wyższą absencję w pracy.
Eksperta przyznaje także, że prawo do nielimitowanych urlopów ma sporo zalet, ale jak pokazują doświadczenia niektórych pracodawców (głównie zagranicznych), ma też pewne wady. Nie sprawdzi się zatem wszędzie.
– Plusem tego rozwiązania jest m.in. komfort pracowników. Nie muszą się bowiem martwić, czy w nadzwyczajnych sytuacjach będą mieli jeszcze wolne do wykorzystania. Zapewnia też równowagę między życiem prywatnym a pracą. Ten benefit może mieć także znaczenie przy budowaniu wizerunku przyjaznego miejsca pracy– wymienia ekspertka.
Są też i wady. Katarzyna Wilczyk zwraca uwagę, że jak pokazują niektóre przypadki, brak limitów budzi niepewność, ile wolnego pracownik może wykorzystać, a czasami wręcz poczucie niesprawiedliwości, gdy kolega lub koleżanka z zespołu ciągle jest na urlopie, a ich pracę trzeba wykonać.
Obecne przepisy
Niemniej na podstawie obowiązujących regulacji prawnych można bez problemu się na takie rozwiązanie zdecydować.
– Zgodnie z Kodeksem pracy pracownicy w zależności od stażu mają do wykorzystania 20 lub 26 dni urlopu wypoczynkowego. Pracodawcy mogą jednak wydłużyć ten czas. Prawo tego nie zabrania, gdyż nie wprowadza się granicy urlopu wypoczynkowego, a jedynie minimalny okres. Ponadto jest to rozwiązanie na korzyść pracowników, zatem dopuszczalne. Wymaga jedynie uregulowania w wewnętrznych procedurach firmy czy w umowach o pracę – wyjaśnia Katarzyna Wilczyk.
Ekspertka zwraca jednocześnie uwagę, że nielimitowany urlop wypoczynkowy i zadaniowy czas pracy to nie to samo. Czym się różnią?
– Oczywiście przy systemie zadaniowym pracownik ma pewną swobodę co do godzin pracy, jednak nie jest ona zupełna. Musi bowiem być dostępny dla pracodawcy w określonych dniach i wykonywać ustalone zadania. Z efektów jest bowiem rozliczany – wskazuje ekspertka.
Podkreśla przy tym, że Kodeks pracy wprowadza ograniczenia również w tym systemie i trzeba ich przestrzegać.
– Mam na myśli m.in. kwestie dobowego lub tygodniowego odpoczynku czy pracy w godzinach nadliczbowych –mówi. I wskazuje, że biorąc urlop wypoczynkowy, pracownik ma pełną swobodę dysponowania swoim czasem. Nie musi być wówczas dostępny dla pracodawcy.
Prawo nie nadąża za życiem
To zresztą nie jedyny pomysł pracodawców. Coraz powszechniejsze stają się np. tzw. urlopy menstruacyjne (tj. dodatkowy dzień wolny dla kobiet doświadczających dolegliwości związanych z bolesną menstruacją) czy skrócony tydzień pracy.
Zdaniem Katarzyny Wilczyk k.p. nie zawsze jednak idzie za zmianami w podejściu do czasu pracy, jakie zaszły w ciągu ostatnich lat.
– Te przepisy powstały bardzo dawno. Wówczas podstawą była praca w sztywnych godzinach i w dużej mierze fizyczna. Wyzwania współczesności zmieniły bardzo dużo –mówi.
Jak wskazuje, nie odbiło się to na przepisach.
– Problem rodzi np. obowiązek ewidencjonowania każdej minuty pracy czy zapewnienie odpoczynków dobowych i tygodniowych, gdy pracownik sam ustala sobie godziny pracy i jeszcze wykonuje swoje zadania z domu – wylicza.
Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. rynku pracy Pracodawców RP
Nielimitowany urlop wypoczynkowy to dla mnie oksymoron. Pracownik nie dostanie przecież rocznego wolnego. Rozumiem, że jest to jednak informacja dla zatrudnionego, że może liczyć na więcej, niż wynikałoby to z Kodeksu pracy. Firmy mają oczywiście prawo do oferowania takich benefitów. Szczególnie do prywatnej opieki medycznej czy karty sportowej zatrudnieni są już raczej przyzwyczajeni. Tego typu propozycje będą pojawiać się raczej w branżach, w których jest duża walka o pracownika i brakuje specjalistów, np. w sektorze IT. Dodatkowo będą to przedsiębiorstwa, które mają odpowiednie zaplecze kadrowe oraz kulturę organizacyjną. Takie rozwiązanie może też rodzić komplikacje. Przykładowo co ma zrobić pracodawca, do którego przyjdzie kilku pracowników i poprosi w tym samym czasie o dłuższy urlop. Nie może przecież różnicować ich sytuacji, bo narazi się na zarzut nierównego traktowania.
Kodeks karny straszakiem w korporacyjnych sporach
To konsekwencja nowelizacji prawa karnego, która weszła w życie 1.10.2023 r. Eksperci są zgodni – nowe rozwiązanie jest groźne, bo może być instrumentalnie wykorzystywane przeciwko członkom zarządów firm.
Nie ma szkody…
Kontrowersyjna zmiana dotyczy art. 296 KK, który sankcjonuje przestępstwa nazywane „niegospodarnością” oraz „niegospodarnością bezszkodową”. Pierwsze z nich to wyrządzenie spółce przez członków zarządu znacznej szkody majątkowej (art. 296 § 1 KK). Jest ono zagrożone karą od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Karane jest również (pozbawieniem wolności do lat trzech) sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody majątkowej (art. 296 § 1a KK).
Do tej pory w tym drugim przypadku uprawnienie do inicjowania postępowania karnego miał tylko pokrzywdzony, czyli sama spółka. Teraz, w myśl art. 296 § 4a KK, z wnioskiem o ściganie menedżerów będzie mógł wystąpić każdy akcjonariusz, wspólnik lub udziałowiec.
– W wyniku zmiany regulacji strony sporów korporacyjnych zyskają nowe narzędzie do walki i z pewnością liczba zawiadomień o możliwości popełnieniu przestępstwa z art. 296 § 1a KK wzrośnie – uważa Arkadiusz Górski adwokat kierujący zespołem White Collar Crime w kancelarii JDP.
Jego zdaniem nie można wykluczyć sytuacji, w której jedna ze zwaśnionych stron celowo kupi choćby jedną akcję spółki po to, aby takie postępowanie móc zainicjować.
Prawnicy mają też inne zastrzeżenia do przepisu.
– Wprowadzone uprawnienie jest przede wszystkim niespójne z innymi regulacjami kodeksowymi. Z jednej strony podmiotem pokrzywdzonym przestępstwem z art. 296 § 1a KK nadal pozostaje dana jednostka organizacyjna, a nie jej udziałowiec, akcjonariusz czy wspólnik. Z drugiej strony natomiast uprawnienie do inicjowania postępowania karnego nadano podmiotowi, który nie odniósł żadnej szkody. Z istoty samego przestępstwa nie mógł takiej szkody odnieść – zauważają mecenasi Kamil Sowirka i Tomasz Konopka z kancelarii SKS.
Projektodawcy zmian w przepisach argumentowali, że „regulacja taka przyczyni się zarówno do uproszczenia postępowania w przedmiocie sformułowania przez uprawniony podmiot woli ścigania, jak i zapewni ochronę i podmiotowość w tym zakresie wszystkim podmiotom choćby pośrednio narażonym na skutki wyrządzenia pokrzywdzonemu znacznej szkody majątkowej”.
Eksperci wskazują jednak, że nie ma związku między nowelizacją przepisu a uproszczeniem postępowania.
– Zmiana nie upraszcza postępowania w przedmiocie sformułowania wniosku o ściganie, a rozszerza krąg podmiotów, które taki wniosek mogą złożyć. Nie powoduje więc, że akcjonariusz albo udziałowiec uzyskają status pokrzywdzonego, z którym wiążą się konkretne uprawnienia procesowe – tłumaczy mec. Arkadiusz Górski.
… ale jest prokurator
Wręcz przeciwnie, zmiany zapewne doprowadzą do spowolnienia i utrudnienia postępowań. Według mecenasów Kamila Sowirki i Tomasza Konopki skutkiem nowelizacji może być wzrost liczby prowadzonych spraw w prokuraturze, co wpłynie na sprawność innych prowadzonych postępowań. – Może to się więc odbyć ze szkodą dla faktycznych pokrzywdzonych – podkreślają.
Z kolei mec. Łukasz Pilarczyk z kancelarii Filipiak Babicz wyjaśnia, że nowe brzmienie przepisu implikuje również szereg problemów praktycznych. – Co jeśli wspólnik złoży wniosek o ściganie, a potem sprzeda udziały i przestanie być wspólnikiem? Czy jego wniosek w tej sytuacji jest nadal aktualny? I czy nabywca udziałów może cofnąć wniosek złożony przez ich poprzedniego właściciela? Na te i wiele innych pytań ustawodawca nie odpowiada – podkreśla prawnik.
– Trudno znaleźć sensowne uzasadnienie dla zastosowania takiego rozwiązania. Może ono zostać uznane za naruszające zasadę subsydiarności prawa karnego – pointuje mec. Pilarczyk.
Podstawa prawna: nowela KPC i innych ustaw (Dz.U. z 13.9.2023 r., poz. 1860), nowela z 7.7.2022 r. (Dz.U. z 2022 r. poz. 2060)
Recydywa w zakresie przestępstw komunikacyjnych
Opis stanu faktycznego
Sąd Rejonowy w P. wyrokiem z 26.5.2022 r., II K 330/20, uznał W.B. za winnego czynu z art. 178a § 1 i 4 KK, polegającego na prowadzeniu, 25.4.2020 r. w P., na drodze publicznej pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości, będąc wcześniej prawomocnie skazanym za taki sam czyn – i za to na podstawie art. 178a § 4 KK wymierzył mu karę 10 miesięcy pozbawienia wolności, a na podstawie art. 42 § 3 KK orzekł wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.
Powyższy wyrok uprawomocnił się bez zaskarżenia 3.6.2022 r.
Kasację nadzwyczajną od tego wyroku na korzyść skazanego W.B. wniósł Prokurator Generalny, który zarzucił rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie przepisów prawa karnego procesowego, a mianowicie art. 366 § 1 KPK i art. 410 KPK.
W konkluzji Prokurator Generalny wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu w P.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu kasacji Prokuratora Generalnego wniesionej na korzyść skazanego, uchylił zaskarżony wyrok i sprawę przekazał Sądowi Rejonowemu w P. do ponownego rozpoznania.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja Prokuratora Generalnego okazała się oczywiście zasadna, co skutkowało jej uwzględnieniem w całości w trybie opisanym w art. 535 § 5 KPK.
Trafnie podniósł skarżący, że warunkiem odpowiedzialności za przestępstwo z art. 178a § 4 KK jest uprzednia prawomocna karalność sprawcy za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego albo za jedno z przestępstw określonych w art. 173 KK, art. 174 KK, art. 177 KK lub art. 355 § 2 KK, popełnionych w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, albo dopuszczenie się prowadzenia pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych orzeczonego w związku ze skazaniem za przestępstwo.
W orzecznictwie Sądu Najwyższego podkreśla się, że dla przypisania odpowiedzialności sprawcy, na podstawie art. 178a § 4 KK, za czyn popełniony w warunkach „recydywy w zakresie przestępstw komunikacyjnych” niezbędne jest dokonanie poprawnych ustaleń co do uprzedniej jego karalności w zakresie typów wskazanych w tym przepisie, opartych w razie potrzeby także na analizie akt postępowań wykonawczych w sprawach, w których zapadły wyroki skazujące go za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego albo za przestępstwa określone w art. 173 KK, art. 174 KK, art. 177 KK lub art. 355 § 2 KK, popełnione w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego (por. wyroki Sądu Najwyższego: z 5.7.2022 r., V KK 212/22, Legalis; z 30.12.2020 r., V KK 504/20, Legalis).
Sąd Rejonowy w P. zaskarżonym wyrokiem przypisał W.B. popełnienie przestępstwa z art. 178a § 1 i § 4 KK, wskazując w opisie, że oskarżony był wcześniej prawomocnie skazany za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. Sąd ten zaliczył na rozprawie na podstawie art. 405 § 2 i § 3 KPK w poczet materiału dowodowego między innymi kartę karną aktualną na 20.4.2022 r. Z danych o karalności uzyskanych na etapie postępowania sądowego wynikało, że oskarżony był wielokrotnie skazany z art. 178a § 1 KK:
- wyrokiem Sądu Rejonowego w P. z 10.11.2021 r., II K 673/20, prawomocnym 18.11.2021 r. – za czyn z art. 178a § 1 i § 4 KK (który na mocy wyroku Sądu Najwyższego z 5.7.2022 r., V KK 212/22, Legalis, został uchylony, a sprawę przekazano temu sądowi rejonowemu do ponownego rozpoznania);
- wyrokiem Sądu Rejonowego w P. z 15.11.2021 r., II K 605/21, prawomocnym 1.12.2021 r. – za czyn z art. 178a § 1 KK;
- wyrokiem Sądu Rejonowego w P. z 9.11.2021 r., II K 537/20, prawomocnym 8.12.2021 r. – za czyn z art. 178a § 1 KK.
W przedmiotowej sprawie Sąd Rejonowy w P. w sentencji wyroku zaniechał wskazania, który konkretnie wyrok stał się podstawą zaostrzenia odpowiedzialności karnej na podstawie art. 178a § 4 KK. Tymczasem wymienione w karcie karnej wyroki zapadły i uprawomocniły się już po dacie popełnienia czynu przypisanego oskarżonemu w kwestionowanym obecnie orzeczeniu, a więc po 25.4.2020 r. W tej zaś sytuacji nie mogły wpływać na zaostrzenie kwalifikacji prawnej przestępstwa przez przyjęcie, że oskarżony dopuścił się czynu z art. 178a § 4 KK, a to wobec tego, iż nie można przyjąć, aby był on uprzednio (w dacie popełnienia inkryminowanego czynu) prawomocnie skazany za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. Można wnioskować (jak to czyni skarżący), że Sąd Rejonowy w P. oparł się na wyroku tegoż sądu z 22.12.2014 r. w sprawie II K 542/14 – na którym opierał się także wyrok Sądu Rejonowego w P. z 10.11.2021 r. w sprawie II K 673/20, którym skazano oskarżonego za czyn z art. 178a § 1 i 4 KK, a więc przy przyjęciu, że doszło do ponownego skazania osoby prowadzącej pojazd mechaniczny w warunkach z art. 42 § 3 KK. Tymczasem powyższe rozstrzygnięcie w dacie orzekania przez sąd meriti, tj. 26.5.2022 r., uległo już zatarciu z mocy prawa – dlatego też doszło do uchylenia wyroku tego sądu z 10.11.2021 r. na mocy wyroku Sądu Najwyższego z 5.7.2022 r. w sprawie V KK 212/22, Legalis. Przestępstwo przypisane wyrokiem Sądu Rejonowego w P. z 22.12.2014 r., II K 542/14, za czyn z art. 178a § 4 KK, uległo bowiem zatarciu 20.2.2021 r. – a więc jeszcze przed datą orzekania w niniejszej sprawie.
Zgodnie z mającym zastosowanie w niniejszej sprawie art. 76 KK w przypadku orzeczenia kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania zatarcie skazania następuje po upływie 6 miesięcy od zakończenia okresu próby, ale zawsze dopiero – o ile orzeczono – po wykonaniu, darowaniu lub przedawnieniu wykonania grzywny lub środka karnego, przepadku lub środka kompensacyjnego albo wykonaniu środka zabezpieczającego. Podobnie Sąd Najwyższy wskazał w sprawie V KK 212/22, Legalis dotyczącej W.B., że trzyletni okres próby w sprawie II K 542/14 powinien upłynąć 30.12.2017 r.
Środki karne wykonano: 6.2.2015 r. w postaci podania wyroku do publicznej wiadomości; 23.11.2015 r. w postaci świadczenia pieniężnego; 22.8.2016 r. dotyczący zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Oznacza to, że z uwagi na treść art. 76 KK zatarcie skazania za przestępstwo przypisane wyrokiem Sądu Rejonowego w P. z 22.12.2014 r. w sprawie II K 542/14 powinno nastąpić 30.6.2018 r.
Dodatkowo należy zauważyć, że wyrokiem Sądu Rejonowego w W. z 27.4.2017 r. W.B. został uznany za winnego popełnienia czynu z art. 244 KK, za który wymierzono mu karę 8 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin miesięcznie, którą skazany wykonał 20.2.2018 r. Zgodnie z art. 108 KK, jeżeli skazany po rozpoczęciu, lecz przed upływem okresu wymaganego do zatarcia skazania ponownie popełnił przestępstwo, dopuszczalne jest tylko jednoczesne zatarcie wszystkich skazań. Skoro zatem zatarcie skazania za przestępstwo z art. 244 KK nastąpiło 20.2.2021 r. (tj. z upływem 3 lat od wykonania kary – vide art. 107 § 4 KK), to także przestępstwo przypisane wyrokiem Sądu Rejonowego w P. z 22.12.2014 r., II K 542/14, za czyn z art. 178a § 4 KK uległo zatarciu 20.2.2021 r.
W związku z powyższym brak było w niniejszej sprawie podstaw do przyjęcia zaostrzonej odpowiedzialności W.B., określonej w art. 178a § 4 KK, bowiem w dacie orzekania, tj. 26.5.2022 r., uprzednie skazanie uległo już zatarciu. W tym momencie czasowym mimo wielokrotnej karalności za czyn z art. 178a § 1 KK trzy wyroki skazujące za takie przestępstwo jeszcze się nie uprawomocniły, a poprzednie skazania właśnie uległy zatarciu.
Komentarz
Na tle rozpoznawanej sprawy jawi się bezsporne twierdzenie, że Prokurator Generalny trafnie wskazał, iż Sąd Rejonowy w P. dopuścił się rażącego i mającego istotny wpływ na treść wyroku naruszenia przepisów prawa karnego procesowego, a mianowicie art. 366 § 1 KPK i art. 410 KPK, bowiem nie wyjaśnił wszystkich istotnych okoliczności sprawy, w następstwie czego doszło do niezasadnego przyjęcia, że W.B. był wcześniej skazany za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości wyrokiem Sądu Rejonowego w P. z 22.12.2014 r. Skutkowało to rażąco błędnym uznaniem, że W.B. dopuścił się czynu stypizowanego w art. 178a § 4 KK, podczas gdy przywołany wyżej wyrok w dacie orzekania przez sąd uległ już zatarciu z mocy prawa, co implikować powinno skazanie go za czyn z art. 178a § 1 KK.
Kodeks karny surowszy, a zarazem łagodniejszy
W imię ochrony obywateli ma być surowiej – mówi Ministerstwo Sprawiedliwości, uzasadniając zaostrzenie kar. To populizm – mówią eksperci kontestujący nowelizację.
Tematów jest wiele, bo i zmian ponad 400. Co jest najważniejsze? Co najgorętsze? Chyba kradzież.
Przepołowione kradzież i paserstwo
Od 1.10.2023 r. wykroczeniem jest kradzież przedmiotu o wartości do 800 zł czy paserstwo na taką wartość (do tej pory granicą było 500 zł). Grozi za nie kara aresztu (do 30 dni), ograniczenia wolności (prace społecznie użyteczne) albo grzywna do 5 tys zł. Kradzież rzeczy wartej powyżej 800 zł to zaś przestępstwo zagrożone karą do pięciu lat więzienia.
Ta zmiana od początku budziła duże wątpliwości – głównie przedstawicieli handlu. Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu, tuż przed jej wejściem w życie mówi „Rz”, że to zła zmiana.
– W wyniku drobnych kradzieży każdy sklep rokrocznie traci aż 1,5 proc. wartości obrotu. To równowartość kilku lub kilkunastu palet towaru. Podniesienie progu przestępstwa kradzieży z 500 zł do 800 zł spowoduje, że handlowcy będą ponosić jeszcze większe straty – uważa. I dodaje, że pojawią się nowe produkty na liście kradzionych artykułów bez zagrożenia sprawą karną. – Spodziewamy się, że zachęci to złodziei do kolejnych rabunków – mówi.
To nie jedyny problem. Sądy muszą teraz przejrzeć wyroki złodziei, którzy ukradli mienie o wartości pomiędzy 500 a 800 zł i odpowiadali do tej pory za przestępstwo, odsiedzieli miesiąc i teraz trzeba będzie ich wypuścić na wolność. Powód? Artykuł 4 KK, który stanowi, że jeżeli w czasie orzekania obowiązuje inna ustawa niż w czasie popełnienia przestępstwa, stosuje się ustawę łagodniejszą dla sprawcy.
Czy resort brał to pod uwagę, podwyższając próg? Zapytaliśmy o to Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości.
– Oczywiście – zapewnia i przypomina, że w 2013 r. za rządów PO także podwyższano próg i na wolność wyszło 2 tys. skazanych (w tej liczbie pijani rowerzyści) – odpowiada. O jakiej skali mówimy dziś?
– Dużo mniejszej niż wówczas – twierdzi wiceminister. Zastrzega, że nie ma mowy o bezkarności i automatyzmie w działaniu sądów. – W dodatku chodzi o końcowy etap wykonywania kary, bywa, że kilka dni. Każda sprawa ma być zbadana indywidualnie przez sąd, a skazany musi się liczyć z zamianą kary pozbawienia wolności np. na grzywnę do 5 tys. zł lub 40 godzin prac społeczno-użytecznych – dodaje Warchoł.
Sędziowie mówią: nie
Podniesiona zostaje także górna granica kary pozbawienia wolności – z 15 do 30 lat – oraz znika osobna kara 25 lat więzienia.
Takie uelastycznienie umożliwi sądom wymierzanie kary np. 18 lat pozbawienia wolności, jeśli uznają taki wymiar za odpowiedni – twierdzi MS.
Co na to sędziowie?
– To fałszywy argument – uważa sędzia Jakub Kościerzyński z SR w Bydgoszczy. I wyjaśnia, że gdyby rzeczywiście chodziło o uelastycznienie procesu wymierzania kary, to zmieniłaby się jedynie część ogólna Kodeksu karnego. Wprowadzono by karę od 1 miesiąca do 30 lat więzienia i wówczas moglibyśmy mówić o uelastycznieniu. Wówczas też w zupełności wystarczyłoby 25 lat jako górna granica. – Tymczasem to w części szczególnej podwyższono górne zagrożenie za wiele przestępstw, np. do lat 20 czy 30. Dlatego konieczna była zmiana katalogu kar – dodaje sędzia.
Bez nadziei
Pojawia się też nowa instytucja – bezwzględne dożywocie.
– Człowiek, którego pozbawiamy nadziei, staje się nieobliczalny. W zakładach karnych pracują ludzie. Są tam nie po to, by znęcać się nad skazanymi, tylko by swoją pracą mogli na nich wpływać i umożliwiać spłacenie pewnego rodzaju długu, jaki zaciągnęli, popełniając przestępstwo, oraz powrót do społeczeństwa. Wprowadzenie tej populistycznej kary jest wyrazem pogardy wobec pracowników ZK i całego społeczeństwa. Tego typu kara łamie bowiem przyjęte przez państwo zobowiązania do poszanowania praw człowieka – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Monika Płatek z Uniwersytetu Warszawskiego.
Podstawa prawna: nowela k.p.c. i innych ustaw Dz.U. z 13.9.2023 r., poz. 1860, nowela z 7.7.2022 r., Dz.U. poz. 2060.
Prawo karne po zmianach
- rozbój: do 15 lat więzienia; z użyciem broni: do 20 lat,
- spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu: do 20 lat pozbawienia wolności,
- handel ludźmi czy porwanie dla okupu: od 3 do 20 lat więzienia; ze szczególnym udręczeniem: od 5 do 25 lat,
- przyjęcie korzyści majątkowej na ponad 200 tys. zł: do 15 lat więzienia,
- łapówka o wartości przekraczającej milion zł: do 20 lat,
- zgwałcenie dziecka: od 5 do 30 lat więzienia lub dożywocie,
- przyjęcie zlecenia zabójstwa oraz przygotowanie do niego: od 2 do 15 lat więzienia,
- wymuszenie mienia przez szantaż: od roku do 10 lat pozbawienia wolności,
- uchylanie się od naprawienia szkody wyrządzonej przestępstwem: od 3 miesięcy do 5 lat więzienia,
- kradzież tablic rejestracyjnych: do 5 lat więzienia,
- wypadek śmiertelny spowodowany przez pijanego lub odurzonego narkotykami kierowcę: od 5 do 16 lat więzienia.
Prawo do bycia zapomnianym nie zadziała na blockchainie
Blockchain, czyli łańcuch bloków, to technologia opierająca się liście rekordów (czyli właśnie bloków) zabezpieczonych kryptograficznie oraz na rozproszonej bazie danych, zapisanej na wielu komputerach (węzłach). Choć umożliwia ona zawieranie tzw. inteligentnych kontraktów, czyli cyfrowych umów niemożliwych do zmiany przez jedną stronę bez zgody pozostałych, to jednocześnie uniemożliwia skorzystanie z jednego praw przyznanych przez RODO, tj. prawa do bycia zapomnianym.
– Założeniem blockchainu jest, że dane na nim będą niezmienne. Obejście tego wymaga stworzenia tzw. odgałęzienia (fork) co jest bardzo kosztowne – wskazuje adwokat Katarzyna Szczudlik z kancelarii SSW Pragmatic Solutions. – Szczególnie problematyczne są publiczne blockchainy, np. te, na których opierają się kryptowaluty, gdyż zmiana wymagałaby uzyskania zgody większości uczestników łańcucha (może ich być np. 50 tys.). Inaczej rzecz się ma, z prywatnymi blockchainami, np. tworzonymi przez banki. Kontrole nad nimi ma jeden podmiot, liczba deweloperów jest ograniczona i można wysłać do nich żądanie usunięcia danych – dodaje.
– Technologie często wyprzedzają prawo, a niektóre wręcz prawu się wymykają – mówi z kolei radca prawny Ewa Kurowska-Tober z kancelarii DLA Piper. – Możemy tu stwierdzić, że skoro usunięcie danych nie jest możliwe, blockchain nie spełnia standardów ochrony danych osobowych i nie powinien być używany albo trzeba poszukać innego rozwiązania – wskazuje. I dodaje, że raczej u informatyków niż prawników.
Łukasz Jarecki, prawnik z kancelarii Grant Thornton, wskazuje, że są pewne możliwości skorzystania z prawa do bycia zapomnianym na blockchainie. Propozycja wysunięta przez francuski organ nadzorczy zakłada np. zniszczenie klucza prywatnego. W ten sposób dostęp do danych zaszyfrowanych kluczem publicznym byłby niemożliwy.
– Dlatego trzeba tu przyjąć bardziej zdroworozsądkowe podejście i traktować usunięcie nie jak całkowite skasowanie, ale uniemożliwienie zidentyfikowania danej osoby – tłumaczy. – Wciąż pozostaje inne ograniczenie: trudno będzie zmusić wszystkich uczestników sieci, posiadających kopię danych do ich „usunięcia”. Każdy z uczestników łańcucha jest bowiem administratorem zapisanych na nim danych. I po otrzmanu wniosku o usunięcie danych powinien nie tylko sam je skasować, ale też przekazać to żądanie innym administratorom.
Katarzyna Szczudlik wskazuje natomiast, że choć dane na blockchainie mogą nie wystarczyć do identyfikacji konkretnej osoby przez przeciętnego internautę, to niektóre podmioty łączą je z danymi z innych źródeł i mogą dokonać identyfikacji.
– W konkretnych przypadkach dane te mogą być danymi osobowymi – wyjaśnia ekspertka. –Dołączenie do blockchainu nie oznacza też zrzeczenia ię prawa do bycia zapomnianym. Jest ono niezbywalne i żaden konsensus nie może go pozbawić.