Opłata legalizacyjna właściciela nieruchomości nabytej w licytacji komorniczej
Stan faktyczny
NSA rozpoznał skargę kasacyjną od wyroku WSA w Warszawie z 22.1.2020 r., VII SA/Wa 1607/19, Legalis, w sprawie ze skargi na postanowienie Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Warszawie (WINB) w przedmiocie ustalenia opłaty legalizacyjnej i skargę kasacyjną oddalił.
W sprawie tej WSA także oddalił skargę na postanowienie WINB, którym utrzymano w mocy postanowienie Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego dla m.st. Warszawy (PINB) o ustaleniu opłaty legalizacyjnej za samowolną budowę pawilonu handlowego obsługującego stację paliw.
Od powyższego wyroku skargę kasacyjną złożył skarżący, zarzucając m.in. naruszenie:
- art. 48 ust. 3 w zw. z art. 52 i art. 59f ust. 1 i 2 ustawy z 7.7.1994 r. Prawo budowlane (na datę zaskarżonego postanowienia (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1202; t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 682.; dalej: PrBud) przez przyjęcie, że to on powinien być adresatem decyzji legalizacyjnej w sytuacji, gdy nie wykonywał żadnych prac związanych ze stacją paliw, natomiast stację nabył od komornika sądowego po przysądzeniu własności;
- art. 999 § 1 i 2 w zw. z art. 1000 KPC oraz art. 30 § 4 KPA poprzez niedostrzeżenie, że nabycie nieruchomości w drodze licytacji i przysądzenia własności jest jedną z form nabycia pierwotnego, a w konsekwencji – że nabywca nie wstępuje w sytuacje prawną swoich poprzedników i nie dochodzi do następstwa prawnego.
Stanowisko NSA
NSA uznał, że skarga kasacyjna nie zawiera usprawiedliwionych podstaw. Stan faktyczny opisany w uzasadnieniu omawianego wyroku przedstawia się następująco:
W sprawie tej PINB wstrzymał roboty budowlane prowadzone bez wymaganego pozwolenia na budowę przy budowie pawilonu handlowego obsługującego stację paliw. Organ nakazał zarazem wykonanie niezbędnych zabezpieczeń, wygrodzenie terenu przed dostępem osób oraz nałożył na skarżącego obowiązek sporządzenia i przedłożenia w terminie miesiąca: zaświadczenia Prezydenta m.st. Warszawy o zgodności budowy pawilonu handlowego na działce z ustaleniami obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego albo decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, a także czterech egzemplarzy projektu budowlanego pawilonu handlowego zawierającego uzgodnienia i opinie, pozwolenia wymagane przepisami szczególnymi oraz opinię w zakresie zgodności wykonanych robót budowlanych z przepisami i warunkami technicznymi i opinię, że zabudowa nie narusza interesu osób trzecich, a także oświadczenia o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane. Po wydaniu powyższego postanowienia podejmowane były przez organ kolejne czynności, które wiązały się z uzupełnieniami przedkładanej przez skarżącego dokumentacji projektowej. Ostatecznie skarżący przedłożył wymagane cztery egzemplarze projektu budowlanego.
Wobec powyższego PINB postanowieniem wydanym na podstawie art. 49 ust. 1 pkt 3 i ust. 2 PrBud ustalił opłatę legalizacyjną. Rozstrzygnięcie to utrzymał w mocy WINB, a postanowienia te zaaprobował WSA w Warszawie w zaskarżonym wyroku oddalającym skargę. Sąd I instancji, odpierając zarzuty skargi, wskazał, że rozstrzygnięcia wydawane na podstawie art. 48 PrBud mogą być kierowane również do następców prawnych inwestorów, którzy uzyskując prawo własności nieruchomości, nabyli wszelkie prawa i obowiązki wiążące się z tą nieruchomością (art. 52 PrBud). Odnosząc się do kwestii nabycia nieruchomości, na której znajduje się legalizowany budynek, w drodze licytacji komorniczej, sąd wyjaśnił, że przepisy KPC w rozpatrywanej sprawie nie znajdują zastosowania.
W ocenie NSA zaskarżony wyrok nie narusza art. 48 ust. 3 w zw. z art. 52 i art. 59f ust. 1 i 2 PrBud.
Normalną i wynikającą wprost z przepisów prawa (art. 49 ust. 1 in fine i ust. 2 PrBud) konsekwencją przedłożenia projektu budowlanego w procedurze legalizacyjnej było ustalenie przez organ nadzoru budowlanego opłaty legalizacyjnej wobec skarżącego. Wbrew twierdzeniom skarżącego nie ma znaczenia fakt, że nie był on wykonawcą samowoli. Zgodnie z art. 52 PrBud (w brzmieniu aktualnym na datę zaskarżonego postanowienia) inwestor, właściciel lub zarządca obiektu budowlanego jest obowiązany na swój koszt dokonać czynności nakazanych w decyzji, o której mowa w art. 48, art. 49b, art. 50a oraz art. 51 PrBud. Skarżącemu przysługuje prawo użytkowania wieczystego działki, które nabył w licytacji komorniczej i które zostało mu przysądzone postanowieniem Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy. W takiej sytuacji w pełni uzasadnione – i wprost umocowane w treści art. 52 PrBud – jest kierowanie do niego rozstrzygnięć w toku postępowania legalizacyjnego prowadzonego na podstawie art. 48 PrBud. Wszakże skarżący jest właścicielem obiektów budowlanych posadowionych na działce. Można dodać, że wprawdzie inwestor także jest wymieniony w art. 52 PrBud, jednak w okolicznościach sprawy nie byłoby zasadne prowadzenie postępowania legalizacyjnego wobec poprzedniego właściciela obiektu, choćby był on wykonawcą samowoli. Poprzedni właściciel, którego majątek zlicytowano, stracił bowiem całkowicie uprawnienia do nieruchomości.
Zarzut naruszenia art. 999 § 1 i 2 KPC w zw. z art. 1000 KPC i art. 30 § 4 KPA jest nieuzasadniony. NSA nie kwestionował przedstawionych w skardze kasacyjnej reguł związanych z nabywaniem nieruchomości w drodze licytacji komorniczej, zaznaczył jednak, że fakt, iż w przypadku tego rodzaju nabycia dochodzi do nabycia pierwotnego, nie powoduje, że odpada obowiązek właściciela doprowadzenia obiektów budowlanych do stanu zgodnego z prawem. Prawo budowlane i wynikające z niego obowiązki dotyczące obiektów budowlanych nie są roszczeniami ciążącymi na nieruchomości. Są to obowiązki wynikające z ustawy, które są aktualne względem inwestora, a później także każdoczesnego właściciela, względnie zarządcy. Skarżący nabył prawo użytkowania wieczystego działki, na której znajdował się samowolnie wybudowany budynek, co zostało ustalone przez organy nadzoru budowlanego. W takiej sytuacji w oparciu o przepisy ustawy (art. 48 i 49, z uwzględnieniem art. 52 PrBud) należało przeprowadzić stosowną procedurę legalizacyjną, w toku której ustala się między innymi opłatę legalizacyjną – co też uczyniono w zaskarżonym w niniejszej sprawie postanowieniu.
Komentarz
Obowiązki związane z legalizacją budynku ciążą zasadniczo na osobie, która jest właścicielem nieruchomości w dacie wydawania decyzji w ww. przedmiocie. Tak samo obowiązek ten dotyczy osoby, która nabyła nieruchomość w drodze licytacji komorniczej. Nabycie pierwotne nieruchomości nie zwalnia z obowiązków natury administracyjnej. Prawo budowlane wykazuje tutaj autonomiczność względem reguł nabywania nieruchomości opisanych w KPC i KC.
Przepisy zmieniają się niemal co chwila
Przez 30 lat mieliśmy szybki wzrost gospodarczy w Polsce. Teraz zwolniliśmy i nie wiadomo, kiedy będzie odbicie. Biznes jest świadom długoterminowej stagflacji? To jest groźne?
Nasz biznes pamięta gorsze czasy. Lata 90. były bardzo trudne. Przemysł akurat jest cykliczny, więc przyzwyczaił się, że raz idzie dobrze, raz źle. Poza tym wielu sektorom wiedzie się bardzo dobrze. Na przykład usługi, szczególnie związane z IT, w ogóle nie widzą zastoju, tylko wzrost. Podobnie wygląda sektor energii. Wszystkie formaty odnawialnych źródeł, poczynając od energii wiatrowej poprzez fotowoltaikę po magazyny ciepła – tu wszyscy widzą rozwój. Częściowo wynika to z zastępowania brudnej energii.
Są też sektory stabilne, konsumenckie. Widać to w sieciach sklepów i u dostawców żywności. Wartościowo mają wzrost, który wynika z inflacji, ale widzą osłabienie popytu. To taka stabilność stagnacyjna, ale wielu przedsiębiorców sobie z tym radzi. Wymyśla produkty i formaty, które idą dobrze.
W polskim biznesie obserwujemy też trend, na którym nam, jako bankowi inwestycyjnemu, bardzo zależy. Chodzi o wychodzenie firm na świat. Świat z naszego punktu widzenia to Europa i Stany Zjednoczone. Reszta jest mniej istotna. Powstaje nowa kategoria „polska firma globalna”.
Możemy pomagać klientom na świecie, bo mamy tam sieć i znajomości, biura w ponad 40 krajach. Są firmy, które mają 20 proc. sprzedaży w Polsce, a 80 proc. w Europie. A firmy, które polegają na formatach internetowych, gdzie nie ma geograficznych granic, często od samego początku sprzedają w różnych krajach. Dla nich Polska to nie bieżąca koniunktura, ale bardziej kwestia stabilności przepisów, bezpiecznej siedziby. Są i globalne firmy, które mają fabryki na wszystkich kontynentach, ale siedzibę np. w Krakowie.
Przeszkadza coś tym firmom, jeśli chodzi o kwestie regulacyjne i bariery prawne w Polsce?
Jakość prawa i jego niestabilność. Jeżeli prowadzi się biznes w jednym kraju, to trzeba się przygotować, że jest, jak jest. A jeżeli prowadzi się biznes w kilkudziesięciu krajach, i w każdym się coś dzieje, to w sposób naturalny ten biznes dąży do kraju, gdzie jest bezpiecznie. Chyba nie jest w naszym interesie utrata biznesów, które ciągle są zakotwiczone w Polsce, notowane na GPW albo mające tu siedzibę. Wiele krajów robi dużo, żeby przyciągnąć przede wszystkim swoich ludzi. Przyciąganie amerykańskiego kapitału do Polski jest trudniejsze niż utrzymywanie polskiego w Polsce. Brak stabilności i jakość tworzonego prawa to straszliwa bolączka.
Jak w tym obszarze wypadamy na tle naszych sąsiadów?
Ostatnio słyszałem od radcy prawnego międzynarodowej firmy, jakie akty zmieniają się w danym roku. Średnia z ostatnich paru lat? Zmienia się 70 proc. aktów w Polsce. W zeszłym roku – 98 proc., tych dotyczących danej firmy. Nigdzie na świecie nie ma takiego wyniku, więc się wyróżniamy. Zmiany prawa są wszędzie, ale nie tak, żeby wszystko się zmieniło niemal w jednej chwili. To zdecydowanie za dużo.
A są jakieś dobre aspekty?
Są. Fundacja rodzinna, która była długo omawiana i promowana, jest bardzo dobrze oceniana. Gdy rozmawiam z przedsiębiorcami rodzinnymi, to zakładają fundacje rodzinne. To powinno dawać stabilność na wiele pokoleń, więc może wiele poprawić. Te rozwiązania są oceniane jako znacznie lepsze niż schematy podatkowe z użyciem dwóch–trzech krajów.
Jednak dochodzi u nas do nadmiernej komplikacji prawa przy próbach załatwienia bieżących problemów. Bo problemy są tu i teraz, a prawo jest na dłuższy okres. Analiza skutków prawnych i stabilność prawa jest wartością samą w sobie, a nie tylko rozwiązaniem bieżącego problemu, które może być krótkotrwałe.
Jest też ważna kwestia, czy Polska jest gospodarką rynkową. Takie pytanie stawiano głównie w kontekście Chin, które zostały w którymś momencie uznane za gospodarkę rynkową, zaakceptowane w gremiach międzynarodowych, ale okazuje się, że kurs waluty politycznie ustala bank centralny, a przedsiębiorcy działają na rozkaz państwa. Obawiam się, że przez nadmierną regulację coraz więcej obszarów w Polsce nie zależy od rynku, tylko od trendów regulacyjnych i politycznych. Ciekawe, kiedy ktoś się zacznie nad tym zastanawiać.
Z jednej strony mamy nadregulację w Polsce, ale też nie zapominajmy o UE, która dokłada swoją cegiełkę.
Regulacje europejskie dbają o utrzymanie wolnego rynku. Tu jest różnica. Większość regulacji europejskich jest po to, żeby uniemożliwić odgradzanie rynków w poszczególnych krajach. Jest też silne ustawodawstwo antytrustowe.
Ciężko dzisiaj zawrzeć transakcję między dużymi firmami, która by nie miała istotnego aspektu antymonopolowego i nie była badana przez regulatora.
To źle czy dobrze?
Jeśli cenimy gospodarkę rynkową i konkurencję, to musimy o nie dbać. Monopol prywatny jest tak samo zły jak państwowy. Większość regulacji europejskich powinna nas bronić przed jakimkolwiek monopolem. To nie zawsze jest po myśli przedsiębiorców.
Zmiany w KPC dotyczące postępowania zażaleniowego
Skład sądu
Nowelizacja wprowadza zmiany w zakresie składu sądu właściwego do rozpoznania zażalenia.
Dotąd obowiązywała ogólna reguła, że sąd rozpoznaje zażalenie w składzie trzech sędziów, a odrzucenie zażalenia następuje w składzie jednoosobowym.
Zasady te ulegną modyfikacji. Teraz regułą będzie, że sąd orzeka w składzie jednego sędziego w przypadku tzw. zażaleń pionowych, czyli zażaleń przysługujących do sądu II instancji na niektóre postanowienia sądu I instancji.
Skład jednoosobowy właściwy będzie przy tym:
- do rozpoznania zażalenia (art. 397 § 1 KPC).
- do odrzucenia zażalenia przez sąd II instancji (art. 397 § 1 w zw. z § 11 KPC),
- do odrzucenia zażalenia przez sąd I instancji (art. 395 § 1 KPC).
Odmiennie kształtować się będzie sytuacja w przypadku zażaleń poziomych (przysługujących do innego składu tego samego sądu) na pewne postanowienia sądu I i II instancji. I tak – do ich rozpoznania nadal właściwy będzie sąd w składzie trzech sędziów (art. 3941a § 12 KPC, art. 3942 § 13 KPC), podczas gdy odrzucenie takiego zażalenia następowało będzie w składzie jednoosobowym (art. 3941a § 11 KPC, art. 3942 § 12 KPC).
Zmiany dotyczą więc składu sądu, jaki jest właściwy do rozpoznania zażalenia. Skład sądu do odrzucenia zażalenia pozostaje natomiast niezmienny i dalej jest to skład jednoosobowy (zarówno w przypadku zażaleń pionowych, jak i w przypadku zażaleń poziomych).
Wyżej wymienione przepisy określające skład sądu jako trzyosobowy znajdą już zastosowanie w praktyce – ZmKPC23(3) uchyla jednocześnie obowiązujące obostrzenia covidowe, które przewidują z kolei, że w I i ii instancji sąd rozpoznaje sprawy w składzie jednego sędziego.
Zażalenia na postanowienia sądu II instancji
W ramach nowelizacji po raz kolejny rozszerzono katalog postanowień sądu II instancji, od których przysługuje zażalenie.
Przypomnijmy jeszcze, że zażalenie na postanowienie sądu II instancji przysługuje wówczas, gdy sąd ten wydaje pewne postanowienia „po raz pierwszy”, a nie wskutek rozpoznania zażalenia na postanowienie sądu I instancji.
Wcześniejsza nowelizacja wprowadzona ZmKPC23(2) dość znacząco rozszerzyła już katalog zaskarżalnych postanowień sądu II instancji. Niemniej jednak – mimo że stanowiła ona krok w dobrą stronę – nadal nie naprawiła wszystkich niedociągnięć istniejącej regulacji.
Obecna nowelizacja wprowadza w tym zakresie dwie zmiany. Od 28.9.2023 r. zażalenie będzie przysługiwało także na postanowienia sądu II instancji, których przedmiotem jest:
- wynagrodzenie mediatora i należności świadka (art. 3942 § 11 pkt 41 KPC);
- odmowa uzasadnienia orzeczenia oraz jego doręczenia (art. 3942 § 11 pkt 51 KPC).
Jeśli idzie o pierwszą z wyżej wymienionych zmian, to 1.7.2023 r. wprowadzono art. 3942 § 11 pkt 41 KPC przewidujący, że zażalenie służy na postanowienia sądu II instancji w przedmiocie wynagrodzenia biegłego. Teraz dodano – w pełni słusznie – że zażalenie przysługuje również na postanowienia tego sądu, których przedmiotem jest wynagrodzenie mediatora i należności świadka. Zbliża to standard ochrony prawnej do tego, jaki obowiązuje przed sądem I instancji (por. art. 3941a § 1 pkt 9 KPC). Niemniej jednak dalej nie przewidziano – z szerzej nieznanych względów – możliwości wniesienia zażalenia na postanowienia sądu II instancji w przedmiocie wynagrodzenia kuratora ustanowionego dla strony, podczas gdy istnieje możliwość wniesienia środka zaskarżenia na tożsame postanowienia wydane w postępowaniu I-instancyjnym.
Z kolei druga wprowadzana obecnie zmiana naprawia błąd wcześniejszej jeszcze nowelizacji KPC z 2019 r. przyjętej ustawą z 4.7.2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2019 r. poz. 1469).
W stanie prawnym obowiązującym do 7.11.2019 r. – czyli do czasu wejścia w życie wyżej wskazanej, dużej noweli z 2019 r. – postanowienia sądu II instancji odrzucające wniosek o doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem mogły być kwestionowane w drodze zażalenia do SN. W sprawach, w których przysługuje skarga kasacyjna, zażalenie przysługiwało bowiem na postanowienia sądu II instancji „kończące postępowanie w sprawie” (dawniej: art. 3941 § 2 KPC) – rozumiano tak właśnie m.in. niektóre postanowienia odmawiające uzasadnienia orzeczenia oraz jego doręczenia (te, wskutek wydania których, niemożliwe było skuteczne wniesienie skargi kasacyjnej do SN).
Wydaje się, że zmiana z 2019 r. nie była w tym zakresie intencjonalna. Ustawodawca eliminując przepis art. 3941 § 2 KPC, zmienił wówczas treść art. 3942 § 1 KPC, przewidując w nim, że zażalenie do innego składu sądu II instancji przysługuje na postanowienie tego sądu o odrzuceniu apelacji. Niemniej uszło uwadze ustawodawcy, że postanowienia sądu II instancji odrzucające apelację nie były jedynymi postanowieniami tego sądu „kończącymi postępowanie w sprawie”.
W konsekwencji od 1.7.2023 r. – na mocy ZmKPC23(2) – rozszerzono katalog zaskarżalnych postanowień sądu II instancji także na:
- postanowienia o odrzuceniu skargi o wznowienie postępowania,
- postanowienia o umorzeniu postępowania wywołanego wniesieniem apelacji, czy
- postanowienia o odrzuceniu zażalenia na postanowienie sądu II instancji (wszystkie, nie tylko te „kończące postępowanie w sprawie”).
Zapominano jednak wtedy o postanowieniach tego sądu w przedmiocie odmowy uzasadnienia orzeczenia oraz jego doręczenia.
Wprowadzając teraz ponownie możliwość zaskarżenia postanowień sądu II instancji, których przedmiotem jest odmowa uzasadnienia orzeczenia oraz jego doręczenia, ZmKPC23(3) naprawia wcześniejsze błędy w tym zakresie. Jedyna różnica polega na tym, że:
- w obecnym stanie prawnym zażalenie rozpoznawane jest nie przez SN, a przez inny skład sądu II instancji,
- zażalenie przysługuje w każdej sprawie, a nie tylko w sprawie kasacyjnej,
- zażalenie dopuszczalne jest od każdego postanowienia w przedmiocie odmowy uzasadnienia orzeczenia oraz jego doręczenia, a nie tylko od takiego postanowienia, które „kończy postępowanie w sprawie”.
Jednocześnie wprowadzone zmianą powodują, że w zakresie możliwości skarżenia postanowień w przedmiocie odmowy uzasadnienia orzeczenia oraz jego doręczenia sytuacja prawna strony występującej przed sądem II instancji nie będzie odbiegała na jej niekorzyść od sytuacji przed sądem I instancji.
Komentarz
Wprowadzone zmiany w postaci rozszerzenia katalogu postanowień sądu II instancji, które podlegają zaskarżeniu, oceniam pozytywnie. Eliminują one pewien brak symetrii pomiędzy zaskarżalnością postanowień sądów I i II instancji w danym przedmiocie, która nie znajdowała racjonalnych podstaw. Gdy zaś idzie o zmianę składu sądu w postępowaniu zażaleniowym – biorąc pod uwagę, że już sama koncepcja zażaleń poziomych – a więc tych rozpoznawanych przez inny skład tego samego sądu (czyli w praktyce: innych sędziów tego samego sądu) – budzi wątpliwości, dlatego dobrze, w mojej ocenie, że pozostawiono skład trzyosobowy dla ich rozpoznawania. Nowelizacja przewiduje wszak, że zażalenia poziome nadal będą rozpoznawane w składzie trzech sędziów.
Kamera może nagrywać operację bez zgody pacjenta
Od 6.9.2023 r. można instalować monitoring we wszystkich szpitalnych salach, w których udzielane są świadczenia zdrowotne, jeśli zarządzający placówką uzna to za konieczne. Także na bloku operacyjnym. Pacjent nie musi wyrażać wcześniej zgody na filmowanie. Jednak pomieszczenia objęte monitoringiem muszą być oznaczone. Pacjent ma też możliwość sprzeciwu. Wówczas kamera powinna zostać wyłączona. Zmianę wprowadziła nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta oraz niektórych innych ustaw.
Bezpieczeństwo kontra intymność
Jak podkreśla rzecznik praw pacjenta, przy stosowaniu monitoringu konieczne jest wyważenie: dążenia do poprawy bezpieczeństwa pacjentów, efektywności procesu leczniczego, korzyści związanych z optymalizacją procesów zarządczych z koniecznością respektowania praw pacjenta, w szczególności prawa do poszanowania intymności i godności. Nie jest to łatwe.
W ostatnich latach rzecznik wydał 15 decyzji w postępowaniach w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów, których przedmiotem było zastosowanie przez podmiot leczniczy monitoringu wizyjnego.
W 12 przypadkach uznał praktyki za naruszające zbiorowe prawa pacjentów. Za niezgodne z prawem uznano m.in. montowanie kamer w pomieszczeniach SOR-u, w pomieszczeniach sanitarnych, ale też monitorowanie pacjentów na salach operacyjnych bez ich zgody.
Po zmianie prawa dotychczasowa praktyka rzecznika i orzecznictwo sądów administracyjnych dotyczące monitoringu wizyjnego w podmiotach leczniczych może być nieaktualne. Aby zmniejszyć ryzyko nieprawidłowości, rzecznik praw pacjenta przygotował poradnik na temat kamer.
Operacja pod okiem kamer
Zgodnie z nowym brzmieniem art. 23a pomieszczenie, w którym udzielane są świadczenia zdrowotne, może być monitorowane, jeżeli jest to konieczne w procesie leczenia pacjentów lub do zapewnienia im bezpieczeństwa – w przypadku szpitali, zakładów opiekuńczo-leczniczych, zakładów pielęgnacyjno-opiekuńczych, zakładów rehabilitacji leczniczej i hospicjów. Jest to możliwe za pomocą urządzeń umożliwiających rejestrację obrazu (monitoring), ale już nie dźwięku, uwzględniając konieczność poszanowania intymności i godności pacjenta, w tym przekazywanie obrazu z monitoringu w sposób uniemożliwiający ukazywanie intymnych czynności fizjologicznych, potrzebę zastosowania monitoringu w danym pomieszczeniu oraz konieczność ochrony danych osobowych.
– Istotne zagadnienie to obowiązek takiej konfiguracji przekazywania obrazu z monitoringu, który uniemożliwi ukazywanie intymnych czynności fizjologicznych. Co zaliczamy do takiego katalogu? Co chociażby z porodem? Granica jest cienka i łatwo ją przekroczyć – mówi Adam Klimowski, dyrektor działu prawnego Jamano.
Poradnik rzecznika nie rozwiewa tych wątpliwości, zdając się na rozsądek kierownika podmiotu wykonującego działalność leczniczą, który odpowiada za wykorzystywanie monitoringu zgodnie z przepisami prawa. Rzecznik rekomenduje, by monitoring sal operacyjnych nie rejestrował wizerunku pacjenta. Pacjent i personel powinien być identyfikowany w oparciu o metadane, takie jak: numer kamery rejestrującej obraz, numer pacjenta, czas rozpoczęcia i zakończenia monitoringu.
– Nie jest jasne, kto będzie mógł mieć dostęp do nagrań i w jaki sposób będą one zabezpieczone tak, by nie dostały się w niepowołane ręce. Będzie to duże wyzwanie dla informatyków i prawników placówek medycznych – zaznacza Adam Klimowski.
Nagrania wolno przechowywać maksymalnie przez trzy miesiące, chyba że przepisy odrębne stanowią inaczej. Podmiot leczniczy przetwarza je w tym czasie tylko do celów, w których zostały zebrane. Potem musi je zniszczyć.
Jolanta Budzowska, radca prawny, wspólnik w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy
Kierownik podmiotu wykonującego działalność leczniczą zyskał bardzo daleko idące uprawnienia. Będzie mógł określić we własnym zakresie, w regulaminie organizacyjnym, sposób obserwacji każdego z pomieszczeń, w których są udzielane świadczenia zdrowotne, jeżeli uzna, że jest to konieczne w procesie leczenia pacjentów lub do zapewnienia im bezpieczeństwa. Taka decyzja powinna być uzasadniona potrzebą oraz zapewniać ochronę danych osobowych, a także uwzględnić prawo do intymności i godności pacjenta.
To jest jednak zabezpieczenie niewystarczające. Oddanie wyłącznie w ręce kierownika podmiotu leczniczego narzędzi do ingerencji w tak fundamentalne prawa pacjenta, jak prawo do godności i do intymności, oceniam jako zdecydowanie zbyt daleko idący ruch.
Jeżeli zmiana przepisów motywowana jest bezpieczeństwem pacjenta, to bardziej właściwe byłoby zapewnienie co najmniej symetrycznych uprawnień pacjentom. To pacjent jest podmiotem słabszym, w dużej mierze podporządkowanym decyzjom i działaniom świadczeniodawcy. Strefa intymności człowieka w takiej sytuacji powinna więc być poddana szczególnej ochronie.
Prezes UODO nakłada karę za utratę dostępu do dokumentacji przez administratora
Stan faktyczny
Do Urzędu Ochrony Danych Osobowych (dalej: UODO) wpłynęła informacja od podmiotu trzeciego, wskazująca na utratę dokumentacji koncesyjnej prowadzonej w formie elektronicznej przez P. Sp. z o.o. z siedzibą w W. (dalej: Administrator), która to dokumentacja powinna zawierać dane osobowe pracowników ochrony, a także osób fizycznych będących stronami umów cywilnoprawnych.
W związku z powyższym Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (dalej: Prezes UODO) zwrócił się do Administratora o udzielenie informacji, czy w wyniku ww. sytuacji dokonana została analiza incydentu pod kątem ryzyka naruszenia praw lub wolności osób fizycznych, niezbędna do oceny, czy doszło do naruszenia ochrony danych skutkującego koniecznością zawiadomienia Prezesa UODO oraz osób, których dotyczy naruszenie. W piśmie wskazano na treść art. 33 ust. 1 i 3 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO) oraz na sposób, w jaki może dokonać zgłoszenia naruszenia.
Z wyjaśnień udzielonych przez Administratora w odpowiedzi na to i na późniejsze wezwania organu nadzorczego (kierowane do niego przed wszczęciem postępowania administracyjnego w niniejszej sprawie) wynika m.in., że:
- Doszło do ataku ransomware przeprowadzonego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. W związku z tym zdarzeniem doszło do zaszyfrowania danych osobowych znajdujących się na trzech serwerach, przy czym dane te dotyczyły wszystkich pracowników spółki i osób świadczących na rzecz spółki usługi w ramach zawartych umów cywilnoprawnych.
- W wyniku przedmiotowego zdarzenia Administrator utracił dostęp do danych ww. osób należących do następujących kategorii: nazwisk, imion, dat urodzenia, numerów rachunków bankowych, adresów zamieszkania lub pobytu, numerów ewidencyjnych PESEL, adresów e-mail, danych dotyczących zarobków, numerów telefonów oraz numerów dowodów osobistych.
- Administrator zweryfikował problem, ustalił brak możliwości rozszyfrowania (dostęp do utraconych danych nie został odzyskany) i przyjął, że najkorzystniejsze będzie wstrzymanie się od ingerowania w system. Administrator korzystał więc ze sporządzonej w formie papierowej kopii danych.
- Administrator na podstawie badania przepływu danych wychodzących ustalił, że nie doszło do transferu danych poza firmowy serwer (dane nie zostały pobrane przez osobę nieupoważnioną). Z przeprowadzonego przez pracowników Administratora audytu systemu informatycznego, który (jak oświadczył Administrator) wykazał, że nie doszło do uzyskania dostępu do danych w nim przetwarzanych, nie sporządzono żadnego raportu.
Administrator wskazał również, że dostęp do dokumentacji prowadzonej w formie elektronicznej nie został utracony, a jedynie zablokowany. Uznano, że art. 33 ust. 1 RODO nie miał w tej sytuacji zastosowania.
Na tym etapie ustaleń wynikało, że doszło do naruszenia ochrony danych osobowych polegającego na przełamaniu zabezpieczeń systemu informatycznego Administratora wykorzystywanego do przetwarzania danych osobowych, a następnie zaszyfrowaniu przetwarzanych w nim danych. W konsekwencji Administrator został pozbawiony dostępu do ww. systemu oraz znajdujących się w nim danych osobowych wszystkich pracowników spółki i osób świadczących na rzecz spółki usługi w ramach zawartych umów cywilnoprawnych (tj. ich nazwisk, imion, dat urodzenia, numerów rachunków bankowych, adresów zamieszkania lub pobytu, numerów ewidencyjnych PESEL, adresów e-mail, danych dotyczących zarobków, numerów telefonów i numerów dowodów osobistych).
W związku z poczynieniem wyżej wskazanych ustaleń Prezes UODO wszczął z urzędu postępowanie administracyjne wobec Administratora w sprawie braku zgłoszenia naruszenia ochrony danych osobowych Prezesowi UODO, zgodnie z art. 33 ust. 1 RODO, oraz braku zawiadomienia o naruszeniu ochrony danych osobowych osób, których dotyczyło naruszenie, zgodnie z art. 34 ust. 1 i 2 RODO, a także w sprawie możliwości naruszenia obowiązków wynikających z przepisów RODO w związku z naruszeniem ochrony danych osobowych, w następującym zakresie: art. 5 ust. 1 lit. f, art. 5 ust. 2, art. 24 ust. 1, art. 25 ust. 1 oraz art. 32 ust. 1 i 2 RODO.
Z uzasadnienia decyzji Prezesa UODO
Prezes UODO ocenił, że Administrator nie przeprowadził prawidłowej analizy ryzyka dla procesu przetwarzania danych osobowych w formie elektronicznej (nie uzyskano odpowiedzi na przesyłane Administratorowi wezwania do złożenia wyjaśnień). Nieoszacowanie poziomu ryzyka (lub błędne jego dokonanie) uniemożliwia zastosowanie odpowiednich środków bezpieczeństwa dla danego zasobu oraz zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia naruszenia (przy czym podobne skutki może mieć niedopasowanie środków bezpieczeństwa do wniosków płynących z prawidłowej analizy ryzyka).
Niezależnie od okoliczności związanych z analizą ryzyka należy stwierdzić, że Administrator nie zastosował odpowiednich środków bezpieczeństwa. Brak odpowiednich zabezpieczeń technicznych stanowi podatność, a co za tym idzie ‒ stwarza wysokie zagrożenie w postaci zmniejszenia odporności systemu m.in. na działanie złośliwego oprogramowania. W rezultacie w analizowanej sprawie doszło do zmaterializowania się ryzyka: nastąpiło przełamanie zabezpieczeń systemu informatycznego wykorzystywanego do przetwarzania danych osobowych, a następnie dane znajdujące się w tym systemie zostały zaszyfrowane.
W niniejszej sprawie administracyjna kara pieniężna nałożona została za naruszenie art. 25 ust. 1, art. 32 ust. 1 i 2, art. 33 ust. 1 i art. 34 ust. 1 i 2 RODO na podstawie art. 83 ust. 4 lit. a RODO, natomiast za naruszenie art. 5 ust. 1 lit. f i art. 5 ust. 2 RODO ‒ na podstawie art. 83 ust. 5 lit. a RODO. Nakładając karę, Prezes UODO wziął pod uwagę następujące okoliczności:
- Naruszenie przepisów RODO, nakładających na Administratora obowiązki w zakresie zastosowania odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych w celu zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzanym danym osobowym, miało wpływ na naruszenie przede wszystkim dostępności danych szczególnej kategorii podmiotów danych (tj. pracowników i współpracowników).
- Naruszenie godziło pośrednio w interesy pracowników, których dane powinny być chronione. Należy przyjąć, że naruszenie przepisów art. 5 ust. 1 lit. f, art. 5 ust. 2, art. 25 ust. 1 oraz 32 ust. 1 i 2 RODO rozpoczęło się jeszcze przed zaistnieniem naruszenia ochrony danych osobowych. Natomiast naruszenie obowiązków wynikających z art. 33 ust. 1 i art. 34 ust. 1 i 2 RODO trwa od chwili, do której Administrator winien był wykonać swoje obowiązki informacyjne wynikające z tych przepisów. Rozważając tę przesłankę, należy również zaznaczyć, że naruszenie ochrony danych osobowych dotyczyło danych około 30 osób.
- Administrator podjął świadomą decyzję, m.in. by nie zawiadamiać o naruszeniu Prezesa UODO, a także osób, których dane dotyczą. Będąc tego świadomy, Administrator podjął jednak decyzję m.in. o rezygnacji z dokonania zgłoszenia naruszenia Prezesowi UODO i powiadomienia osób, których dane dotyczą, pomimo faktu, że Prezes UODO w pierwszej kolejności informował o obowiązkach ciążących na administratorze w związku z naruszeniem ochrony danych. Organ nadzorczy nie stwierdził jednak, by naruszenie pozostałych przepisów (tj. w szczególności art. 25 ust. 1 oraz art. 32 ust. 1 i 2 RODO) miało w przedmiotowej sprawie charakter umyślny ‒ wynikało raczej z niedbalstwa po stronie spółki.
- Administrator nie podjął działań naprawczych mających na celu usunięcie naruszenia oraz złagodzenie jego ewentualnych negatywnych skutków poza deklarowanymi próbami odzyskania dostępności danych z pomocą właściwych urzędów (przy czym nie wiadomo, czy działania te były w pełni skuteczne).
- O naruszeniu przepisów dotyczących ochrony danych osobowych stanowiących przedmiot niniejszego postępowania Prezes UODO dowiedział się od podmiotu trzeciego.
Administrator nie udzielił wyczerpujących wyjaśnień na wezwania organu nadzorczego ‒ odpowiedzi na zadawane pytania często były lakoniczne lub niespójne. Terminowość oraz sposób ich udzielania (np. wielokrotne przesyłanie dokumentów niepodpisanych przez osoby upoważnione do reprezentacji) świadczą na niekorzyść Administratora przy ocenie jego współpracy z Prezesem UODO.
Ustalając wysokość administracyjnej kary pieniężnej, Prezes UODO nie znalazł podstaw do uwzględnienia okoliczności łagodzących.
Komentarz
Pomimo licznych wyjaśnień i wskazówek organów nadzorczych co do tego, jak należy rozumieć naruszenie ochrony danych, o którym mowa w art. 33 RODO, oraz kiedy należy zgłosić takie naruszenie, Administrator w omawianej sprawie nie podjął wymaganych czynności. Uznał bowiem, że blokada założona w wyniku oprogramowania ransomware uniemożliwiająca dostęp do dokumentacji elektronicznej nie oznacza, że doszło do utracenia dostępu do tej dokumentacji. W związku z tym, że nie doszło do utraty dostępu, wywnioskowano, że według Administratora nie ma ryzyka naruszenia praw lub wolności osób fizycznych, a zatem nie zachodzi potrzeba zgłaszania naruszenia.
Taki tok rozumowania oceniam jako nieprawidłowy. Z ustaleń Prezesa UODO wynika, że w omawianej sprawie doszło do przełamania zabezpieczeń systemu, a następnie zaszyfrowania przetwarzanych w nim danych. Skoro dane osobowe, za które odpowiadał Administrator, zostały zaszyfrowane (Administrator ponadto zdecydował się na nierozszyfrowanie danych), oznacza to, że został on pozbawiony dostępu do danych szczególnej grupy podmiotów danych, jakimi są pracownicy i współpracownicy.
Rusza reforma, ale bez konkretów
Duże zmiany w powinnościach jednostek samorządu terytorialnego przynosi wchodząca właśnie w życie reforma. Najważniejsze z nich jest ustawowe wprowadzenie obowiązku stworzenia przez wszystkie gminy w Polsce do końca 2025 r. planów ogólnych. Będą to zupełnie nowe akty planowania przestrzennego. Mają zastąpić studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.
Bez rozporządzeń nie będzie wuzetek
Do stworzenia planów ogólnych gminy będą potrzebowały wsparcia urbanistów. Chociaż ustawa wchodzi w życie i prace nad nowymi dokumentami planistycznymi można by rozpocząć od przyszłego tygodnia, to w praktyce nie jest to możliwe. Wciąż nie ma aktów wykonawczych, które wskazałyby, jak plan ogólny ma dokładnie wyglądać.
Szczegółów zatem nie znają obecnie nawet specjaliści, pytań wciąż jest wiele, a czasu na stworzenie planów ogólnych coraz mniej. Ustawa wprawdzie nie zakłada kar dla gmin za nieuchwalenie w terminie planów ogólnych, ale te, które tego nie zrobią, od 2026 r. nie będą mogły wydawać decyzji o warunkach zabudowy czy uchwalać planów miejscowych.
Dr hab. Maciej J. Nowak, prof. Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie i szef Zespołu Prawno-Urbanistycznego Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN, mówi, że ważne jest przygotowanie przez gminy przemyślanego, opartego na analizach planu ogólnego, czego nie można robić na szybko, aby tylko zdążyć z jego uchwaleniem w wymaganym czasie.
Eksperci obawiają się, że nowe zasady wyznaczania w planie ogólnym gminy obszarów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową spowodują, że wiele gruntów, które dotychczas mogły być zabudowane na podstawie decyzji WZ, straci swój potencjał budowlany, a to obniży podaż gruntów przeznaczonych pod zabudowę i podniesie wartość tych, które będą nadawały się do zabudowy. Już inwestorzy mają problemy z pozyskaniem nowych terenów pod zabudowę, a będzie trudniej i drożej.
Joanna Dziedzic-Bukowska, radca prawny z Kancelarii Dziedzic-Bukowska, mówi, że do wchodzącej w życie nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym potrzebne jest uchwalenie lub dokonanie zmiany łącznie 12 rozporządzeń.
Jednym z ważniejszych aktów wykonawczych do nowelizacji jest projekt rozporządzenia w sprawie sposobu przygotowania projektu planu ogólnego gminy, który aktualnie jest konsultowany.
To w nim zawarto podstawowe kwestie związane m.in. z tworzeniem gminnego katalogu stref planistycznych, obliczaniem zapotrzebowania na nową zabudowę mieszkaniową i chłonności terenów niezabudowanych oraz z przygotowaniem samego projektu planu ogólnego. Do wydanych po 24.9.2023 r. decyzji o warunkach zabudowy powinny być stosowane nowe wskaźniki, jednak – jak zauważa mec. Dziedzic-Bukowska – także w tym przypadku nie zmieniono jeszcze odpowiedniego rozporządzenia. Ekspertka podkreśla, że procedura stworzenia projektu planu ogólnego wymaga ściśle określonych czynności i konkretnych obliczeń na podstawie wskazanych w rozporządzeniu wzorów matematycznych.
Mieszkańcy nie wpłyną na decyzje
– Nie pozwala to na jakąkolwiek dowolność zarówno w wyznaczaniu terenów pod zabudowę, jak i obszarów uzupełnienia zabudowy. Wskutek mocno doregulowanych zasad bilansowania terenów pod zabudowę mieszkańcy będą mieli dużo mniejszy wpływ na decyzje radnych.
Do tej pory zdanie mieszkańców miało duże znaczenie, ponieważ to przez nich radni są wybierani na kolejne kadencje. Po wejściu w życie nowelizacji to jednak nie od radnych, ale od wyników konkretnych obliczeń, w tym analizy chłonności terenów i zapotrzebowania na nową zabudowę, będzie zależało, czy dana działka znajdzie się w strefie z możliwością zabudowy, czy zostanie wykluczona z takiej możliwości – uważa mec. Dziedzic-Bukowska.
W przypadku wykluczenia możliwości inwestycyjnych działek, które w aktualnych studiach gminnych przeznaczone są do zainwestowania, stracą one na wartości.
W ustawie zapisano jednak, że w takim przypadku nie będzie możliwe ubieganie się od gminy o odszkodowanie planistyczne.
Niewykluczone, że mimo to po wejściu w życie planów ogólnych właściciele działek będą zwracać się do sądów o wypłacenie odszkodowania.
Obawa niezgodności z Konstytucją RP
Co ważne, brak wypłaty odszkodowania po zmniejszeniu wartości nieruchomości jest według ekspertów niezgodny z Konstytucją RP, możliwe zatem, że problem znajdzie swój finał w Trybunale Konstytucyjnym. Trzeba natomiast pamiętać, że odpowiedzialność odszkodowawcza gmin pozostanie – podobnie jak obecnie – w sytuacji wejścia w życie lub zmiany miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
Podstawa prawna: nowelizacja ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 1688)
Agnieszka Grabowska-Toś, Kancelaria Radców Prawnych Kania Stachura Toś, ekspertka Komitetu ds. Nieruchomości KIG
Najważniejszym celem tej reformy jest zlikwidowanie niekontrolowanego rozlewu zabudowy na terenach, które z różnych względów nie powinny być zabudowane.
Od lat umożliwia to obecna ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. W efekcie podstawą planowania przestrzennego są decyzje o warunkach zabudowy, w żaden sposób niepowiązane z kierunkami zagospodarowania przestrzennego wytyczonymi przez gminę w studium.
Dlatego uważam, że podstawowe rozwiązanie reformy, czyli nowy akt planowania przestrzennego, jakim będzie plan ogólny, który ma być aktem prawa miejscowego oraz podstawą wydawania decyzji o warunkach zabudowy i planów miejscowych, przy jednoczesnej likwidacji studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, ma szansę na wprowadzenie normalności w procesie planowania przestrzennego w gminach.
Podstawa przeprowadzenia na nowo przewodu w całości
Opis stanu faktycznego
Wyrokiem Sądu Rejonowego w B. z 10.3.2022 r., XI K 365/21, B.W. został uniewinniony od popełnienia dwóch czynów kwalifikowanych z art. 107 § 1 KKS w zw. z art. 9 § 3 KKS.
Apelację od powyższego wyroku wniósł oskarżyciel publiczny – Naczelnik Urzędu Celno-Skarbowego w W. Zaskarżył go w całości i zarzucił rażącą obrazę przepisów postępowania, mającą wpływ na treść wydanego w tej sprawie orzeczenia, a mianowicie art. 366 § 1 KPK, przez niewyjaśnienie wszystkich istotnych okoliczności sprawy i nieuzyskanie przez sąd odpowiedzi na pytanie, jakie było rzeczywiste przeznaczenie zatrzymanych urządzeń, a także błąd w ustaleniach faktycznych stanowiących podstawę orzeczenia, przez dowolną ocenę zgromadzonego materiału dowodowego, polegający na przyjęciu, że oskarżony B.W. 27.1.2017 r. w miejscowości S., a także 2.2.2017 r. w miejscowości T., w lokalu bez nazwy mieszczącym się na stacji paliw, pełniąc funkcję prezesa zarządu M. Sp. z o.o. oraz zajmując się sprawami gospodarczymi tej spółki, nie urządzał gier hazardowych na automatach z uwagi na okoliczność, że wszystkie urządzenia zatrzymane w miejscowości S., w sklepie oraz na stacji paliw, umożliwiały zawieranie terminowych operacji finansowych, a spółka M. Sp. z o.o. z siedzibą w B. spełniała definicję instytucji finansowej w rozumieniu art. 7a ustawy z 29.8.1997 r. Prawo bankowe (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2324; dalej: PrBank), przeto zgodnie z przywołanym art. 7a PrBank do prowadzonej przez spółkę działalności nie miały zastosowania przepisy o grach hazardowych. Skarżący wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Rejonowemu w B. do ponownego rozpoznania.
Sąd Okręgowy w B. wyrokiem z 19.9.2022 r., IV Ka 551/22, uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu w B. do ponownego rozpoznania.
Skargę w trybie przepisów rozdziału 55a KPK wniosła obrońca oskarżonego. Zaskarżyła powyższy wyrok w całości i podniosła następujące zarzuty:
- naruszenie art. 437 § 2 zdanie drugie KPK przez uchylenie wyroku sądu I instancji i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania z uwagi na konieczność przeprowadzenia na nowo przewodu w całości, mimo że taka podstawa uchylenia orzeczenia w tej sprawie nie wystąpiła,
- naruszenie zasady ne peius wobec nieusunięcia przez sąd odwoławczy uchybień stanowiących jedną z podstaw odwoławczych określonych w art. 438 pkt 1-3 KPK.
Skarżąca wniosła o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania sądowi odwoławczemu.
Pisemne odpowiedzi na skargę przedłożyli: prokurator Prokuratury Okręgowej w B. oraz Naczelnik Urzędu Celno-Skarbowego w W., zgodnie wnosząc o oddalenie skargi.
Sąd Najwyższy po rozpoznaniu skargi obrońcy oskarżonego uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w B. w postępowaniu odwoławczym.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego skarga okazała się zasadna, dlatego też SN uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w B. do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Podstawą takiego rozstrzygnięcia jest zasadność pierwszego zarzutu skargi. Już na wstępie należy zaznaczyć, że zarzut drugi, odnoszący się do niewłaściwego zastosowania przez sąd odwoławczy reguły ne peius z art. 454 § 1 KPK, jest bezprzedmiotowy. Sąd Okręgowy w B. nie orzekał na podstawie art. 454 § 1 KPK i nie uczynił z reguły ne peius podstawy rozstrzygnięcia kasatoryjnego. Sąd odwoławczy wyraźnie zaznaczył, że podstawą jego orzeczenia była konieczność przeprowadzenia na nowo przewodu w całości, w myśl art. 437 § 2 in fine KPK. W żadnym miejscu pisemnych motywów nie znajduje się jakiekolwiek odwołanie do art. 454 § 1 KPK i normy wynikającej z tego przepisu.
Uczynienie podstawą orzeczenia kasatoryjnego konieczności przeprowadzenia na nowo przewodu sądowego w całości było jednak niezasadne. W uchwale Sądu Najwyższego z 22.5.2019 r., I KZP 3/19, Legalis, stwierdzono, że „konieczność przeprowadzenia na nowo przewodu w całości, o której mowa w art. 437 § 2 zdanie drugie in fine KPK, jako powód uchylenia przez sąd odwoławczy zaskarżonego wyroku i przekazania sprawy sądowi I instancji do ponownego rozpoznania, zachodzi wówczas, gdy orzekający sąd I instancji naruszył przepisy prawa procesowego, co skutkowało, w realiach sprawy, nierzetelnością prowadzonego postępowania sądowego, uzasadniającą potrzebę powtórzenia (przeprowadzenia na nowo) wszystkich czynności procesowych składających się na przewód sądowy w sądzie I instancji”. Spójnie w orzecznictwie skargowym Sądu Najwyższego stwierdza się, że podstawy takiej nie stanowi konieczność przeprowadzenia na nowo oceny zgromadzonego materiału dowodowego (zob.m.in. wyroki Sądu Najwyższego z 15.12.2021 r., III KS 24/21, Legalis oraz z 9.3.2023 r., III KS 84/22, Legalis).
Tymczasem argumentacja sądu odwoławczego stanowiąca podstawę uchylenia wyroku sądu I instancji i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania sprowadza się do konieczności ponownej oceny dowodów, zwłaszcza w postaci eksperymentu procesowego, opinii biegłego M.T., oględzin automatów do gier. Sąd odwoławczy podkreśla tę okoliczność następująco: „wyrok został wydany z naruszeniem art. 7 KPK, bowiem ocena dowodów dokonana przez sąd meriti nie może być uznana za swobodną i pozostawać pod ochroną tego przepisu”, tak że „sąd dopuścił się obrazy przepisów postępowania w zakresie oceny materiału dowodowego” oraz „ponownie rozpoznając sprawę, sąd I instancji na nowo przeprowadzi przewód, a dokonując powtórnie rzetelnej i wszechstronnej oceny zgromadzonego materiału dowodowego, będzie miał na uwadze przedstawione wyżej uwagi i zapatrywania”. W uzasadnieniu wyroku sądu odwoławczego nie ma mowy o konieczności przeprowadzania na nowo postępowania dowodowego, chociażby uzupełniającego.
Mając na uwadze powyższe okoliczności, Sąd Najwyższy stoi na stanowisku, że w niniejszej sprawie nie została spełniona przesłanka uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania w postaci konieczności powtórzenia na nowo przewodu w całości. Konieczność ponowienia oceny dowodów wymienionych w uzasadnieniu wyroku sądu odwoławczego nie spełnia przesłanki z art. 437 § 2 in fine KPK.
Z uwagi na fakt, że adw. M.B. została wyznaczona obrońcą z urzędu oskarżonego B.W. wprost do postępowania skargowego, w orzeczeniu kończącym postępowanie skargowe należało rozstrzygnąć o kosztach jej wynagrodzenia za pomoc prawną udzieloną oskarżonemu z urzędu. Uwzględniając zawarty w skardze wniosek obrońcy z urzędu, na podstawie art. 29 ust. 1 ustawy z 26.5.1982 r. Prawo o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1184) w zw. z § 11 ust. 3 pkt 1 i § 20 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 22.10.2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie (Dz.U. z 2015 r. poz. 1800) zasądzono na jej rzecz kwotę 720 zł, w tym VAT, tytułem wynagrodzenia za sporządzenie i wniesienie skargi. Rozstrzygnięcie to uwzględnia orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, z którego wynika, że różnicowanie wynagrodzenia adwokatów z urzędu, w stosunku do wynagrodzenia, jakie otrzymaliby, gdyby byli w sprawie ustanowieni z wyboru, nie ma konstytucyjnego uzasadnienia (por. postanowienie Sądu Najwyższego z 15.12.2021 r., V KK 549/20, Legalis).
Komentarz
Sąd Najwyższy z uwagi na prawne uwarunkowania skargi z rozdziału 55a KPK nie jest uprawniony do oceny prawidłowości kontroli odwoławczej, tak jak czyni to na potrzeby kasacji. Zakres rozpoznania sprawy w postępowaniu skargowym jest z natury rzeczy bardzo ograniczony. Postępowanie to ma na celu jedynie stwierdzenie, czy uchylając wyrok sądu I instancji i przekazując sprawę do ponownego rozpoznania, sąd odwoławczy kierował się podstawami wydania wyroku kasatoryjnego wskazanymi w art. 539a § 3 KPK oraz czy takie rozstrzygnięcie było w konkretnej sprawie konieczne (zob. postanowienia Sądu Najwyższego z 11.6.2021 r., III KS 1/21, Legalis oraz z 31.5.2021 r., V KS 13/21, Legalis).
Dodatkowa ochrona pracowników kosztem firm
To efekt nowelizacji, która wchodzi w życie etapami. Od 22.9.2023 r. obowiązują zmiany w Kodeksie postępowania cywilnego. Dają zwolnionemu pracownikowi, który znajduje się pod szczególną ochroną, możliwość złożenia wniosku o zabezpieczenie jego powództwa poprzez nakazanie pracodawcy przywrócenia go do pracy do końca procesu.
Przedsiębiorcy od początku krytykowali to rozwiązanie.
Pracodawcy RP w opinii do tych zmian zwracali uwagę, że takie rozwiązanie ingeruje w autonomię stron stosunku pracy i nakłada na zatrudniającego koszty wypłaty świadczeń, które z niego (stosunku pracy) wynikają. Organizacja podkreślała, że taki stan może trwać latami, biorąc pod uwagę czas postępowań pracowniczych.
Nowe regulacje budzą też wiele wątpliwości interpretacyjnych.
Kto skorzysta
Pierwsza dotyczy kręgu beneficjentów. W przepisie jest bowiem mowa o pracownikach podlegających szczególnej ochronie przed rozwiązaniem stosunku pracy. Czyli jakich?
– Najogólniej rzecz ujmując, chodzi o osoby objęte ochroną wynikającą z przepisów prawa, zakazującą ich zwolnienia bądź pogorszenia warunków pracy i płacy. Lista pracowników szczególnie chronionych jest bardzo długa i liczy kilkadziesiąt różnych grup – komentuje adwokat Paweł Matyja.
Z kolei, jak wskazuje Katarzyna Wilczyk, starszy prawnik w kancelarii Raczkowski, założeniem ustawodawcy była chęć przyznania tego prawa działaczom związkowym czy też innym członkom przedstawicielstw pracowniczych (w tym rady pracowników czy europejskiej rady zakładowej).
– Jednakże przepis nie ogranicza tego uprawnienia tylko do nich. Oznacza to, iż pojęcie „pracownik podlegający szczególnej ochronie” powinno być rozumiane szeroko, a więc będą to także np. zatrudnieni przebywający na urlopach związanych z rodzicielstwem (np. macierzyńskim), uprawnieni do urlopu wychowawczego, którzy korzystają z obniżonego wymiaru etatu, przebywający na zwolnieniach chorobowych, urlopach wypoczynkowych, społeczni inspektorzy pracy, itp. Ten przepis zatem ma bardzo duże znaczenie dla wszystkich pracodawców, a nie tylko dla tych, u których działają związki zawodowe – wskazuje ekspertka.
Kiedy dopuszczalne
Są także wątpliwości, czy sąd w każdej sytuacji udzieli zabezpieczenia.
Mecenas Paweł Matyja uważa, że tak.
– Wynika to z literalnego brzmienia przepisu. Zgodnie z treścią artykułu, sąd na wniosek uprawnionego na każdym etapie postępowania udzieli zabezpieczenia. Wystarczy zatem wniosek, aby do tego doszło. Co prawda dalsza część przepisu sugeruje, że ustawodawca nie zakłada pełnego automatyzmu i w oczywiście bezzasadnych przypadkach sąd będzie mógł odmówić udzielenia zabezpieczenia, niemniej w praktyce w sprawach pracowniczych rzadko mamy do czynienia z takimi bezpodstawnymi roszczeniami. Przypadki odmowy, o ile się pojawią, będą incydentalne – mówi.
Zdaniem mec. Katarzyny Wilczyk, pracownik powinien uprawdopodobnić swoje roszczenie.
– Trzeba pamiętać, że to nie to samo co udowodnienie. Pracownik powinien przedstawić swoje argumenty w pozwie (np. wobec wypowiedzenia umowy) i wymienić dowody na ich poparcie. To powinno wystarczyć do uprawdopodobnienia – dodaje Katarzyna Wilczyk.
Odwołanie
Firmy pytają też, czy udzielenie zabezpieczenia przez sąd można zakwestionować na drodze procesowej. Mec. Paweł Matyja przyznaje, że w zasadzie nie wiadomo, jak należałoby rozumieć tę kwestię.
– Rzecz jasna, postanowienia o zabezpieczeniu co do zasady podlegają zaskarżeniu. Taką możliwość przewidują również omawiane przepisy. Wprost bowiem wskazują, że na postanowienie o zabezpieczeniu zażalenie przysługuje do sądu drugiej instancji. Wskazano również przesłanki żądania jego uchylenia. Niemniej obecny w przepisie zwrot, zgodnie z którym zmiana postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia jest niedopuszczalna, będzie powodował spore wątpliwości interpretacyjne – uważa ekspert.
Odpowiedzialność państwa
Języczkiem u wagi jest potencjalna odpowiedzialność Skarbu Państwa w sytuacji, gdy zwolnienie okaże się zasadne.
– Nawet jeżeli przyjmiemy, że pozwanie Skarbu Państwa jest dopuszczalne, byłoby to dość trudne. Zabezpieczenie jest udzielane nie w wyniku merytorycznego rozpoznania całości sprawy, ale uprawdopodobnienia roszczenia. Jeśli więc przyjmiemy, że sąd uznał, iż ta przesłanka została spełniona, to udzielenie zabezpieczenia samo w sobie nie było niedopuszczalne. A skoro tak, to trudno doszukać się spełnienia przesłanek odpowiedzialności Skarbu Państwa. Wszak sąd działał w granicach prawa. Kwestia ta niewątpliwie wymagałaby uregulowania na szczeblu ustawowym. Mogłoby to być rozwiązanie, które zapobiegnie bezrefleksyjnemu udzielaniu zabezpieczenia przez sądy, na które niestety pozwalają omawiane przepisy – uważa mec. Paweł Matyja.
Kwestie pracownicze
Pytania mają także sami pracownicy. Zastanawiają się np., czy w trakcie trwania zabezpieczenia mogą korzystać ze zwolnień lekarskich, urlopów wypoczynkowych i innych uprawnień wynikających ze stosunku pracy. Eksperci nie mają w tej kwestii wątpliwości.
– Pracownik, któremu sąd udzielił zabezpieczenia, powinien być traktowany przez pracodawcę jak każdy inny zatrudniony. Oznacza to, że ma prawo do korzystania z wszelkich uprawnień tj. urlopu, zwolnień od pracy wynikających z przepisów, premii (jeśli spełnia warunki) czy świadczeń z funduszu socjalnego – wylicza Katarzyna Wilczyk.
Potwierdza to mec. Matyja.
– Przepisy nie pozbawiają takich osób, w okresie udzielonego zabezpieczenia, możliwości korzystania z uprawnień pracowniczych. Byłoby to też sprzeczne z zasadami logiki i doświadczenia życiowego. Trudno przyjąć, że regulacje, które w istocie mają zabezpieczać prawa pracownika na czas trwania procesu, mają go jednocześnie tych uprawnień pozbawiać i uniemożliwiać korzystanie z przywilejów, które mają pozostali zatrudnieni – ocenia ekspert.
A co w sytuacji, gdy pracownik ma umowę o pracę na czas określony, która się rozwiązuje przed końcem procesu?
– Nakazanie dalszego zatrudniania pracownika nie oznacza, iż strony powinny zawrzeć odrębną umowę na czas trwania zabezpieczenia. W tym okresie są one nadal związane zawartymi wcześniej postanowieniami. Jeżeli data rozwiązania umowy przypada przed prawomocnym zakończeniem postępowania, to stosunek pracy się rozwiąże i pracodawca nie będzie miał obowiązku dalszego zatrudniania pracownika – tłumaczy mec. Wilczyk.
Tak samo ocenia tę kwestię Paweł Matyja.
– Nie widzę żadnych przesłanek, aby zmusić pracodawcę do dalszego zatrzymywania pracownika już po upływie okresu obowiązywania umowy. Gdyby było inaczej, firma nie miałby w zasadzie żadnej swobody w decydowaniu o tym, kogo chce zatrudniać – uważa mecenas.
Ekspert wyjaśnia też, jaka umowa powinna łączyć obie strony w czasie nakazanego zatrudnienia.
– Byłoby dobrze, gdyby na to pytanie zechciał odpowiedzieć sam ustawodawca. W mojej ocenie należałoby przyjąć, że dalsze zatrudnienie odnosi się do formy prawnej, w jakiej było zawarte, i kontynuowane do czasu wypowiedzenia – ocenia.
Podstawa prawna: nowelizacja ustawy o emeryturach pomostowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 1667).
Kolejny cios w przedsiębiorców
Już 28.9.2023 r. wchodzą w życie niektóre przepisy nowelizacji pakietu aktów prawnych (Dz.U. z 2023 r. poz. 1860), w tym ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Zmodyfikowany zostanie m.in. art. 35 odnoszący się do kosztów w sprawach prawa pracy. Efekt? Nowelizacja zakłada całkowite zwolnienie pracowników z opłat sądowych od pozwów wnoszonych w sprawach pracowniczych. Po zmianie przepisów, bez względu na wartość roszczenia, pracownik zapłaci tylko za apelację. Obecnie nie uiszcza opłat od pozwu, skargi kasacyjnej czy zażalenia jedynie w przypadkach, w których wartość roszczenia nie przewyższa 50 tys. zł. Na zmianach z całą pewnością zyskają zatrudnieni. Będą mieli bowiem możliwość pozywania pracodawców w zasadzie o dowolne kwoty, bez konsekwencji ponoszenia opłat sądowych. Mniej zadowoleni są z pewnością pracodawcy. Eksperci obawiają się znacznego wzrostu liczby spraw sądowych na wysokie kwoty i ewentualnych negatywnych konsekwencji dla bezpieczeństwa finansowego niektórych firm. Zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw.
Burmistrz miasta ukarany przez Prezesa UODO
Stan faktyczny
Burmistrz Miasta Z. (Urząd Miasta Z., dalej: Burmistrz albo administrator danych) zgłosił Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych (dalej: Prezes UODO) naruszenie ochrony danych osobowych, do którego doszło w czerwcu 2022 r.
Administrator wskazał, że naruszenie ochrony danych osobowych polegało na blokadzie przez sieć wewnętrzną dostępu do serwera przez użytkowników końcowych. Zgodnie z treścią zgłoszenia złośliwe oprogramowanie umieściło plik tekstowy w każdym folderze z informacją o okupie. Naruszenie dotyczyło około 9400 osób. Administrator wskazał, że kategorie danych osobowych, które zostały naruszone, to: nazwiska i imiona, imiona rodziców, data urodzenia, numer rachunku bankowego, adres zamieszkania lub pobytu, numer PESEL, adres e-mail, dane dotyczące zarobków i/lub posiadanego majątku, nazwisko rodowe matki, numer telefonu, wizerunek.
Prezes UODO przeprowadził postępowanie wyjaśniające w sprawie zgłoszonego naruszenia, a następnie wszczął z urzędu postępowanie administracyjne w zakresie możliwości naruszenia przez Burmistrza, jako administratora danych, obowiązków wynikających z przepisów art. 5 ust. 1 lit. f, art. 5 ust. 2, art. 24 ust. 1, art. 25 ust. 1 oraz art. 32 ust. 1 i 2 RODO.
W ramach postępowania wyjaśniającego w sprawie zgłoszonego naruszenia ochrony danych osobowych oraz postępowania administracyjnego ustalono m.in., że:
- naruszenie ochrony danych osobowych zostało spowodowane atakiem ransomware na skutek wykorzystania podatności istniejącej w systemie teleinformatycznym,
- prawdopodobnie nie doszło do utraty poufności danych osobowych, ale na dzień sporządzenia odpowiedzi administrator danych nie był w stanie tego stwierdzić,
- administrator danych początkowo nie zwracał się do operatora świadczącego usługi dostępu do Internetu z zapytaniem, czy nastąpiło nieuzasadnione pobieranie danych z Urzędu Miejskiego w Z.,
- trwały prace nad odzyskaniem danych z kopii zapasowej; administrator odzyskał około 80% danych,
- przeprowadzono analizę wszystkich procesów przetwarzania danych osobowych, w tym również procesu, w którym doszło do naruszenia,
- serwer, na którym były przetrzymywane kopie zapasowe, uległ awarii,
- na serwerze codziennie są automatycznie aktualizowane sygnatury wirusów (informatyk Urzędu Miasta Z. podjął się weryfikacji, czy nastąpiła aktualizacja).
Z uzasadnienia decyzji Prezesa UODO
W celu prawidłowego wywiązania się z obowiązków nałożonych przepisami RODO administrator danych był zobowiązany do podjęcia działań zapewniających właściwy poziom ochrony danych poprzez wdrożenie odpowiednich środków technicznych oraz organizacyjnych, a także do podjęcia działań zmierzających do optymalnej konfiguracji wykorzystywanych systemów operacyjnych przez regularne testowanie, mierzenie i ocenianie skuteczności środków technicznych i organizacyjnych mających zapewnić bezpieczeństwo przetwarzania danych w postaci testów bezpieczeństwa w zakresie infrastruktury informatycznej oraz aplikacji. Charakter i rodzaj tych działań powinny wynikać z przeprowadzonej analizy ryzyka, w której należałoby zidentyfikować podatności odnoszące się do wykorzystywanych zasobów oraz wynikające z nich zagrożenia, a następnie określić adekwatne środki bezpieczeństwa. Błędne oszacowanie poziomu ryzyka uniemożliwia zastosowanie odpowiednich środków bezpieczeństwa dla danego zasobu oraz zwiększa prawdopodobieństwo jego wystąpienia.
W niniejszej sprawie administracyjna kara pieniężna wobec Burmistrza została nałożona za naruszenie art. 25 ust. 1 oraz art. 32 ust. 1 i 2 RODO na podstawie przytoczonego wyżej art. 83 ust. 4 lit. a RODO, natomiast za naruszenie art. 5 ust. 1 lit. f i art. 5 ust. 2 RODO ‒ na podstawie art. 83 ust. 5 lit. a RODO. Jednocześnie kara nałożona na Burmistrza łącznie za naruszenie wszystkich powyższych przepisów nie przekracza wysokości kary za najpoważniejsze stwierdzone w niniejszej sprawie naruszenie, tj. art. 5 ust. 1 lit. f i art. 5 ust. 2 RODO, stosownie do art. 83 ust. 5 lit. a RODO.
Decydując o nałożeniu administracyjnej kary pieniężnej, Prezes UODO wziął pod uwagę następujące okoliczności sprawy. Stwierdzone naruszenie ma znaczną wagę i poważny charakter, stwarzało bowiem wysokie ryzyko negatywnych skutków prawnych dla dokładnie nieustalonej, potencjalnie dużej liczby osób. Administrator danych nie stwierdził co prawda naruszania poufności danych, ale z uwagi na brak możliwości wykazania przez administratora danych (zgodnie z zasadą rozliczalności) wykluczenia tego rodzaju naruszenia należy przyjąć, iż występuje ryzyko, że do utraty poufności danych mogło jednak dojść. Należy w tym miejscu wziąć pod uwagę, że złośliwe oprogramowanie może się przyczynić do naruszenia poufności danych w następstwie przysyłania w dłuższym okresie danych osobowych na zewnątrz organizacji administratora danych w postaci niewielkich paczek danych, tak aby wzrost ruchu sieciowego był niezauważalny. Natomiast do ataku ransomeware mogło dojść dopiero po przesłaniu danych osobowych na zewnątrz organizacji administratora danych. Burmistrz z uwagi na przejęte przez siebie rozwiązania nie jest w stanie wykazać (zgodnie z zasadą rozliczalności, o której mowa w art. 5 ust. 2 RODO), że nie została naruszona poufność przetwarzanych przez niego danych osobowych.
Naruszenie przez Burmistrza obowiązków zastosowania środków zabezpieczających przetwarzane dane przed ich udostępnieniem osobom nieuprawnionym pociąga za sobą nie tylko potencjalną, ale również realną możliwość wykorzystania tych danych przez podmioty trzecie bez wiedzy i wbrew woli osób, których dane dotyczą, niezgodnie z przepisami, np. w celu nawiązania stosunków prawnych lub zaciągnięcia zobowiązań w imieniu osób, których dane pozyskano. W tym miejscu wymaga podkreślenia, że Burmistrz jako organ wykonawczy samorządu terytorialnego (gminy) jest podmiotem zaufania publicznego, od którego należy oczekiwać zarówno znajomości przepisów, jak i właściwego ich stosowania, a tym samym wysokich standardów w zakresie bezpieczeństwa przetwarzanych danych.
Ponadto administrator danych utracił dostęp do danych osobowych, które przetwarzał w związku z powierzonymi mu zadaniami, przez okres od czerwca 2022 r. do sierpnia 2022 r.
Istotny wpływ na wystąpienie przedmiotowego naruszenia miało rażące niedbalstwo organu samorządu terytorialnego. Burmistrz mimo świadomości zagrożenia dla bezpieczeństwa w procesie przetwarzania danych osobowych związanego z prawdopodobieństwem przeprowadzenia ataku ransomware podejmował, w sposób nierzetelny, działania w zakresie ochrony danych osobowych. Tym samym nieumyślnie naruszył przepisy o ochronie danych osobowych ‒ art. 5 ust. 1 li. f RODO w zw. z art. 24 ust. 1, 25 ust. 1, 32 ust. 1 i 2 RODO i w konsekwencji również art. 5 ust. 2 RODO.
Wziąwszy pod uwagę ustalenia w sprawie będącej przedmiotem rozstrzygnięcia niniejszej decyzji, należy stwierdzić, że administrator dopuścił się zaniedbania skutkującego wystąpieniem naruszenia ochrony danych osobowych, do którego doszło na skutek m.in. rażącego niedbalstwa i nierzetelności organu samorządu terytorialnego. Stanowi to więc istotną okoliczność wpływającą obciążająco na wysokość administracyjnej kary pieniężnej.
Dane osobowe znajdujące się w zasobach Burmistrza, do których utracił on dostęp w następstwie ataku ransomware, nie należały do szczególnych kategorii danych osobowych, o których mowa w art. 9 RODO, jednak ich zakres (tj. nazwiska i imiona, imiona rodziców, data urodzenia, numer rachunku bankowego, adres zamieszkania lub pobytu, numer ewidencyjny PESEL, adres e-mail, dane dotyczące zarobków i/lub posiadanego majątku, nazwisko rodowe matki, numer telefonu, wizerunek) wiązał się z wysokim ryzykiem naruszenia praw lub wolności osób fizycznych dotkniętych naruszeniem.
Ustalając wysokość administracyjnej kary pieniężnej, Prezes UODO uwzględnił jako okoliczność łagodzącą, mającą wpływ na obniżenie wysokości wymierzonej kary, dobrą współpracę administratora danych z organem nadzorczym. Współpraca została podjęta i prowadzona w celu usunięcia naruszenia oraz złagodzenia jego ewentualnych negatywnych skutków (zgodnie z art. 83 ust. 2 lit. f RODO). Należy w tym miejscu wskazać, że poza prawidłowym wywiązywaniem się z ciążących na Burmistrzu obowiązków procesowych w trakcie postępowania administracyjnego, zakończonego wydaniem niniejszej decyzji, Burmistrz w pełnym zakresie zrealizował zalecenia Prezesa UODO dotyczące uzupełnienia zawiadomienia osób, których dane dotyczą, o zaistniałym naruszeniu.
Komentarz
Na przykładzie tej decyzji Prezesa UODO przedstawiono, jak można rozumieć w praktyce podejście, w którym zarządzanie ryzykiem stanowi fundament działań związanych z ochroną danych osobowych. Zarządzanie ryzykiem ma charakter ciągłego procesu wymuszającego na administratorze danych nie tylko zapewnienie zgodności z przepisami RODO poprzez jednorazowe wdrożenie organizacyjnych i technicznych środków bezpieczeństwa, ale także zapewnienie ciągłości monitorowania poziomu zagrożeń oraz rozliczalności w zakresie poziomu oraz adekwatności wprowadzonych zabezpieczeń.
Choć wybrzmiewało to już w poprzednich rozstrzygnięciach Prezesa UODO, warto podkreślić, że w zakresie stosowania odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych administratorzy danych muszą pilnować aktualizacji stosowanych środków zabezpieczających. Korzystanie bowiem z systemów informatycznych służących do przetwarzania danych osobowych po zakończeniu wsparcia technicznego przez ich producenta obniża poziom bezpieczeństwa. Brak wbudowanych oraz aktualizowanych zabezpieczeń zwiększa w szczególności ryzyko infekcji za pomocą złośliwego oprogramowania oraz ataków poprzez powstawanie nowych luk w zabezpieczeniach. Systemy te stają się bardziej podatne na cyberataki, m.in. typu ransomware, blokujące dostęp do danych oraz żądające okupu za ich odzyskanie.
Polityczny pośpiech psuje prawo
– Brak namysłu przy wydaniu rozporządzenia o zakazie importu płodów rolnych z Ukrainy spowodował poważne perturbacje polityczne dla naszego kraju. Dlatego, nawet jeśli prawo jest stanowione w wyniku impulsu politycznego, warto zawczasu zbadać skutki wprowadzenia nowych przepisów, konsultując je z ekspertami – taki przykład złej praktyki legislacyjnej podaje Maciej Berek, główny legislator Pracodawców RP. I choć skomentował zakaz wydany wiosną 2023 r., to praktyka się powtórzyła, bo od kilku dni znów obowiązuje podobny zakaz, który już spowodował retorsje ze strony Ukrainy.
Pozorne konsultacje
Jednak ogłoszony we wtorek raport Pracodawców RP nie dotyczył tylko gorących problemów międzynarodowych z ostatnich dni, ale przede wszystkim praktyk legislacyjnych polskich władz z ostatnich lat. Eksperci tej organizacji podali przykłady zarówno ustaw przemyślanych i należycie skonsultowanych, jak też prawnych bubli, powstałych wskutek pośpiechu czy też decyzji motywowanych czysto politycznie.
Jak zauważa Maciej Berek, nie da się planować działalności gospodarczej bez stabilności otoczenia prawnego. Takiej stabilności nie służą zmiany prawa dokonywane nagle i bez konsultacji z zainteresowanymi. – Czasem te konsultacje bywają pozorne. Gdy ekspert naszej lub innych organizacji intensywnie pracuje nad opinią dla rządu o projekcie ustawy i chce zdążyć w danym mu krótkim terminie, czasem dowiaduje się, że projekt właśnie przechodzi pierwsze czytanie w Sejmie – relacjonuje Berek.
Naruszenie zasad dobrej legislacji zdarza się dość często. Pracodawcy RP przebadali pod tym katem 127 ustaw przyjętych przez Sejm przez jeden tylko rok: od kwietnia 2022 do maja 2023 r. Nie były to wszystkie akty uchwalone w tym czasie przez Sejm. Zbadano jedynie te o szczególnym znaczeniu dla gospodarki, przedsiębiorczości i ochrony zdrowia. I choć wśród nich było wiele przykładów prawa dobrego, przemyślanego i właściwie skonsultowanego, to zdarzyło się też sporo legislacyjnych bubli. Okazało się, że naruszenie reguł konsultacji społecznych nastąpiło w przypadku 103 ustaw, tj. w 83 proc. przypadków. Więcej niż co trzecia ustawa naruszała zasadę stabilności prawa.
Wiele ustaw było uchwalanych w taki sposób, by ich adresaci się o tym nie dowiedzieli. W 28 proc. przypadków jest tu wykorzystywana metoda tzw. wrzutek ustawowych. Polega na doklejaniu do procedowanej już w Sejmie ustawy poprawek poselskich, które są zupełnie niezwiązane tematycznie z daną ustawą. Co piąta ustawa była „tajna”, co oznacza, że rząd – wbrew procedurze z regulaminu prac Rady Ministrów – nie ujawniał danego projektu przed jego formalnym przyjęciem i zgłoszeniem do Sejmu. Podobnie nie są ogłaszane poselskie poprawki dodawane do różnych ustaw.
Podczas prezentacji raportu o legislacji przytoczono też publikacje „Rzeczpospolitej” opisujące przypadki złego planowania prac legislacyjnych w czasie. Przypomnijmy, że wskutek zbyt późnego zgłoszenia projektów ustaw do Sejmu praktycznie nie ma już szans na uchwalenie wielu projektów o dużym znaczeniu dla gospodarki czy bezpieczeństwa państwa. Chodzi tu m.in. o prezydencki projekt dotyczący współpracy władz cywilnych i wojskowych w czasie zagrożenia wojną. Podobnie cenna byłaby ustawa zapewniająca więcej praw klientom dostawców internetu.

Tajne i jawne paragrafy
Pracodawcy RP przytaczają w swoim raporcie wiele przykładów dobrej i złej legislacji. Wśród tych pozytywnych wymienili np. nowelizację ustaw o VAT z 26 maja 2023 r. (zwanej popularnie SLIM VAT 3). Wprowadziła ona sporo uproszczeń w rozliczeniach tego podatku, a była konsultowana od sierpnia 2022 r. (przedtem odbyły się nawet tzw. prekonsultacje). Organizacje społeczne dostały 21 dni na wyrażenie swojego zdania. „Wprawdzie w ramach konsultacji uwzględniono niewielką część zgłoszonych uwag, jednak projektodawca szczegółowo wyjaśniał przyczyny nieuwzględnienia pozostałych propozycji” – czytamy w raporcie.
Za inny pozytywny przykład uznano ustawę z 26 stycznia 2023 r. o fundacji rodzinnej. Tu również umożliwiono udział stronie społecznej, a ustawa weszła w życie po trzymiesięcznym vacatio legis. Zresztą – co zauważono w raporcie – była od dawna oczekiwana przez przedsiębiorców.
Natomiast za ustawę uchwaloną z naruszeniem zasad dobrej legislacji uznano nowelizację ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Ta ustawa, zwana „wiatrakową”, miała być zliberalizowana i umożliwić odblokowanie inwestycji w zieloną energię. W trakcie prac legislacyjnych poseł partii rządzącej zgłosił poprawkę, która przewidywała wydłużenie minimalnej odległości wiatraków od domów do 700 metrów. Nie było to poprzedzone żadnymi konsultacjami i – co podkreślono w raporcie – wywróciło do góry nogami zamierzenia projektodawców.
Przykładem „tajnego” procesu legislacyjnego było ukrywanie do ostatniej chwili projektu ustawy znoszącej opłaty za przejazd autostradami. Choć wielu kierowców może być z tego zadowolonych, to jednak ta ustawa poważnie zmniejsza wpływy Krajowego Funduszu Drogowego i zaburza system finansowania dróg w Polsce.
Nie będzie mi tu prawnik nic narzucał
Dlaczego tak się dzieje? O tym opowiadali posłowie zaproszeni do debaty przez Pracodawców RP. – Często posłowie rządzącej koalicji zupełnie ignorują opinie prawników, nawet z sejmowego Biura Legislacyjnego. Zdarzało mi się słyszeć, jak rozmawiali między sobą w stylu: „no coś ty, przecież legislator nie będzie ci nic narzucał” – relacjonował Tomasz Zimoch z Polski 2050.
Z kolei Maria Janyska (PO) przytacza opinie posłów sejmowej większości, uzasadniających lekceważenie procedur pilnością uchwalenia różnych ustaw. Zauważyła, że czasem rząd pada ofiarą swojej polityki „wrzutek”. – Tak było ze sprawą opodatkowania zbiórek publicznych. Rząd dokleił te przepisy do zupełnie niezwiązanej z podatkami ustawy, a potem zorientował się, że zrobił błąd i chciał to naprawić w Senacie. Senat ustawę odrzucił i sprawa się zakończyła – opowiadała Janyska.
Wprawdzie na debacie nie pojawił się nikt z posłów PiS, ale za to Krzysztof Bosak z Konfederacji przedstawił rozumowanie, który może przyświecać rządzącym przy takich praktykach. – Staranne uchwalanie ustaw bywa powolne, a to daje czas opozycji na krytykę. Wolny proces legislacyjny obniża zatem skuteczność rządzenia. Za to legislacyjny pośpiech jest metodą walki politycznej – uważa lider Konfederacji.
– Na dłuższą metę takie praktyki naruszania norm legislacyjnych prowadzą do podważenia zaufania do państwa. Obawiam się, że tylko wybory mogą to zmienić – twierdzi Krzysztof Paszyk (PSL). Natomiast Tomasz Zimoch proponuje: te siedem zasad powinno być lekturą obowiązkową dla wszystkich posłów na początek kadencji Sejmu.
Siedem dobrych praktyk
Pracodawcy RP sformułowali siedem zasad dobrej legislacji, których powinno się przestrzegać, jeśli prawo ma mieć dobrą jakość. Zastrzegają przy tym, że jest to tylko przypomnienie istniejących już reguł ustawowych i zwyczajowych:
- przestrzeganie obowiązujących procedur (w tym Konstytucji RP oraz regulaminów Sejmu i Rady Ministrów);
- prawo oparte na dowodach, tj. z uprzednią rzetelną oceną skutków regulacji;
- stabilność prawa, choćby względna (bez niepotrzebnych zmian);
- równoważenie obciążeń regulacyjnych (nakładaniu nowych obowiązków powinno towarzyszyć usuwanie innych);
- rzetelne konsultacje publiczne, z właściwymi partnerami i z odpowiednim czasem na ich przeprowadzenie;
- transparentność procesu, czyli m.in. unikanie „wrzutek” legislacyjnych, niekonsultowanych i nienagłaśnianych publicznie;
- planowanie procesu i zarządzanie nim, tak by w odpowiednim czasie uchwalić akty prawne.