Na opinie biegłych trzeba czekać latami – takie słowa nierzadko płyną z ust prawników. Jak jest w rzeczywistości? Jak długo czeka się na wydanie opinii przez biegłego?

Niestety ocena, którą pan przytoczył, w wielu wypadkach ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Wynika to głównie z tego, że w ustawie nie ma terminu zawitego na wykonanie opinii przez biegłego. Na czas wykonania opinii wpływa zaś wiele czynników: liczba biegłych w danej dyscyplinie, złożoność tematu, zakres opinii i dostępność materiału dowodowego czy porównawczego. Średni czas oczekiwania na opinię biegłych wynosi od 30 do 90 dni w standardowych sprawach. Jeśli chodzi o opinie medyczne, to czas ich wydawania wydłuża się od 3 do 6 miesięcy, a opinie kolegialne sporządzane są w około rok. Najbardziej skomplikowanymi sprawami są kwestie błędów lekarskich. W takich przypadkach na zaopiniowanie czeka się ponad rok.

Czyżby zatem te oceny o czekaniu latami na opinie biegłych sądowych były na wyrost?

Uważam, że są one nieco przesadzone. Warto bowiem podkreślić, że okresy, które przed chwilą podałem, dotyczą czasu oczekiwania od wydania postanowienia przez sąd po sporządzenie opinii przez biegłego. Patrząc jednak od strony pełnomocników czy ich klientów należy dodać do tego także czas na przesyłanie akt i materiałów biegłemu oraz procedowanie sprawy przez sąd. Niezależnie od tego uważam, że opinie powinny być wydawane szybciej, ale nie stanie się tak bez zwiększenia liczby biegłych sądowych.

Blisko dwa lata od pierwszej zapowiedzi trzeba było czekać na ministerialny projekt ustawy o biegłych sądowych i instytucjach opiniujących. Czy warto było czekać?

Warto było czekać, bowiem jest to pierwsza od lat szansa na to, że ustawa o biegłych sądowych wreszcie wejdzie w życie. A o taki akt prawny nasze środowisko apeluje od lat. Przepisy dotyczące biegłych sądowych są „porozrzucane” po różnych aktach prawnych, i co gorsza, są one już mocno nieaktualne, nieprzystające do rzeczywistości. Cieszy mnie, że projekt jest i trafił do konsultacji. Z pewnością będziemy brać w nich aktywny udział.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Przejdźmy do konkretnych założeń zawartych w projekcie. Aby wykonywać swoją pracę biegły będzie musiał zdobyć certyfikat wydawany przez specjalną komisję i zostać wpisanym do krajowego rejestru biegłych. Co pan sądzi o tym rozwiązaniu?

Sam pomysł certyfikacji jest dobry. Na rynku jest sporo „pseudobiegłych”, którym brakuje wiedzy i kwalifikacji. Wierzę, że obowiązek zdobycia certyfikatu wyeliminuje takie osoby z grona biegłych sądowych. Jednak kwestie techniczne i szczegółowe założenia projektowanego procesu certyfikowania stoją w wielu miejscach w sprzeczności z celami ustawy. Według ministerstwa przepisy te mają przyspieszyć postępowania sądowe, zwiększyć liczbę biegłych i transparentność ich wyboru. Cele są szczytne. Mam jednak poważne wątpliwości, czy projekt w obecnym kształcie pozwoli na ich osiągnięcie.

Co ma pan na myśli?

Zgodnie z propozycjami resortu komisja certyfikacyjna będzie składała się z 15 członków. Przy czym w Polsce jest obecnie około 20 tys. biegłych sądowych, którzy będą musieli być certyfikowani co pięć lat. Szybkie szacunki wskazują, że każdy członek komisji musiałby opiniować rocznie co najmniej 267 biegłych. Uważam, że jest to niewykonalne. W konsekwencji rozwiązanie to, zamiast usprawnić wymiar sprawiedliwości może doprowadzić do jego paraliżu. Projekt przewiduje też ocenę opinii wydawanych przez biegłych. Problem w tym, że co roku sporządzanych jest w Polsce około 400 tys. opinii. Jak więc dokonać ich chociażby pobieżnej oceny? Pomysł cyklicznej certyfikacji, czy oceniania opinii biegłych jest co do zasady dobry. Nie da się jednak zrealizować tego przez 15 osób w pięcioosobowych zespołach roboczych.

Mam też zastrzeżenia do proponowanego w projekcie opracowania standardów opiniowania i czasochłonności. Podkreślmy, że metody badań stosowane przez biegłych przy sporządzaniu opinii są wypracowywane latami. W tym kontekście uważam, że narzucanie korzystania z konkretnej metody może naruszać autonomię biegłego sądowego. Mam też wątpliwość, kto miałby certyfikować i egzaminować najbardziej doświadczonych biegłych, czy też tych o niszowych specjalizacjach. Przykładem jest chociażby biegła z zakresu bezpieczeństwa stylizacji rzęs. Jest ona jedyną w Polsce osobą, która dokonuje analizy powikłań i błędów w sztuce, takich jak sklejenia lub uszkodzenia naturalnych rzęs. Nie ma kto jej certyfikować. Takich sytuacji jest znacznie więcej.

Projekt reguluje też szczegółowo zasady pracy biegłych. Będzie obowiązek uczestniczenia w szkoleniach co najmniej raz na dwa lata czy przechowywania dokumentacji przez wiele lat. Czy nowe reguły ułatwią pracę biegłym czy wręcz przeciwnie?

Te rozwiązania oceniam bardzo pozytywnie. Zarówno obowiązek ustawicznego kształcenia, aktualizowania swojej wiedzy jak i ujednolicenie zasad przechowywania dokumentacji są jak najbardziej korzystne. Dobrym rozwiązaniem jest też wprowadzenie legitymacji biegłego sądowego. Pozwoli to nam chociażby na swobodne poruszanie się po budynkach sądów. Projekt co do zasady ułatwi nam pracę nad sporządzaniem opinii. Problemem są jednak rozwiązania dotyczące certyfikacji, które, moim zdaniem, mogą spowodować efekt odwrotny od zamierzonego, czyli zmniejszenie, a nie zwiększenie liczby biegłych.

Jednym z głównych problemów biegłych są ich niskie zarobki. Obecnie jest to niewiele ponad 30 zł brutto za godzinę pracy. W projekcie resortu nie ma jednak konkretnej propozycji podwyżek. Czy jest pan tym rozczarowany?

Tak, biegli są tym rozczarowani, ponieważ tak naprawdę nic w kwestii wynagrodzeń się nie zmienia. Zgodnie z projektem minister sprawiedliwości, tak jak dotychczas, ma w rozporządzeniu określić stawki dla biegłych. Jesteśmy też zawiedzeni brakiem ustawowej waloryzacji naszych wynagrodzeń. A bez tego może dojść do sytuacji, jak chociażby w lipcu 2023 r., kiedy minimalna stawka godzinowa w Polsce była wyższa niż minimalna stawka godzinowa biegłego sądowego. Komisja kodyfikacyjna prawa karnego w jednej ze swoich opinii podkreśliła, że bez atrakcyjnego wynagrodzenia biegłych sądowych cel projektowanej ustawy może pozostać niezrealizowany. W pełni się z tym zgadzam. Wielu biegłych sądowych pracuje w poczuciu misji wobec wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli jednak są stawiane im dodatkowe wysokie wymagania i obowiązki, jak certyfikowanie czy szkolenia, to może im się po prostu odechcieć pracować za symboliczne kwoty. Bez podniesienia wynagrodzeń biegłych będzie mniej, a nie więcej.

Ile zatem powinni zarabiać biegli?

Żeby spełnić wszystkie kryteria i założenia tego projektu ustawy, do obecnych stawek biegłych należy dostawić jedno zero. Czyli około 300 zł za godzinę, plus coroczna waloryzacja.

Czy liczy pan, że resort zaproponuje takie stawki dla biegłych?

Liczę, ale nie za bardzo wierzę, że tak się stanie. Powtórzę, bez radykalnego podniesienia wynagrodzeń nowa ustawa nie zadziała, liczba biegłych się nie zwiększy, a czas oczekiwania na ich opinie się nie skróci.

Dr Krzysztof Konopka jest biegłym sądowym z zakresu kryminalistycznego badania dokumentów i pisma ręcznego, prezesem zarządu Polskiego Towarzystwa Ekspertów i Biegłych Sądowych, wykładowcą akademickim.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →