Tak wynika ze wspólnej propozycji NSZZ „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych.
Tak jak co roku, w Radzie Dialogu Społecznego ruszyły negocjacje płacowe. Partnerzy społeczni będą starali się dojść do porozumienia w kwestii wysokości pensji minimalnej na przyszły rok, podwyżek w budżetówce i waloryzacji świadczeń emerytalnych i rentowych.
Ze wspólnej propozycji związków zawodowych wynika, że w państwowej sferze budżetowej, wzrost wynosić by miał nie mniej niż 15 proc.
– Od dawna mówimy, że skala zaniedbań w polityce płacowej państwa jest dziś tak duża, iż realna poprawa sytuacji pracowników sektora budżetowego wymaga wzrostu wynagrodzeń o co najmniej 15 proc. – mówi Norbert Kusiak, dyrektor Wydziału Polityki Gospodarczej OPZZ.
Tylko taki poziom podwyżek, zdaniem związków, pozwoli choćby częściowo ograniczyć utratę konkurencyjności sektora publicznego wobec rynku prywatnego.
– W naszej ocenie odkładanie tej decyzji oznacza pogłębianie problemów kadrowych i osłabianie jakości usług publicznych. Nasza propozycja jest jednocześnie wyraźnym sygnałem alarmowym, że dotychczasowy model wynagradzania w sferze budżetowej wyczerpał się i wymaga pilnej zmiany – dodaje.
Jak przypomina, jednym z rozwiązań, które proponuje od wielu lat, jest też wyłączenie wszystkich dodatków z płacy minimalnej.
– To z pewnością poprawiłoby sytuację pracowników sfery budżetowej, ponieważ obecny system jest po prostu demotywujący. Tymczasem w okresie ogromnej niestabilności geopolitycznej państwo opiera się właśnie na pracownikach sektora publicznego. W sytuacji zagrożenia czy konfliktu to oni znajdują się na pierwszej linii. Państwo powinno więc tych pracowników dostrzegać, doceniać i odpowiednio wynagradzać – podsumowuje Norbert Kusiak.
Z kolei pensja minimalna powinna, ich zdaniem, wzrosnąć od stycznia 2027 r. o 8,2 proc. (tj. nie mniej niż 394 zł). W efekcie nie może być niższa niż 5200 zł brutto.
– W naszej propozycji przekraczamy granicę 5 tys. zł. Jest ona z pewnością także pewną barierą psychologiczną dla rynku – przyznaje Norbert Kusiak.
Dlaczego tyle?
– Uważamy przede wszystkim, że poziom inflacji (2,5 proc.) prognozowany przez rząd na kolejny rok jest zaniżony i mało realistyczny. Sami rządzący przyznają, iż nie uwzględnili w szacunkach np. makroekonomicznych skutków wysokich cen paliw związanych z wojną na Bliskim Wschodzie. A poziom inflacji jest traktowany jako punkt odniesienia zarówno do wzrostu wynagrodzeń minimalnych, jak i pensji w sferze budżetowej – mówi Norbert Kusiak.
Oznacza to, że minimalny próg wzrostu płacy minimalnej w kolejnym roku miałby odpowiadać prognozowanemu poziomowi inflacji, czyli właśnie 2,5 proc.
– Gdyby przyjąć tę propozycję, to ustawowe minimum wyniosłoby 4927 zł. Na to się nie godzimy – mówi związkowiec. Jak wskazuje, oznacza to bowiem pogorszenie relacji płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia.
– Dziś wynosi ona blisko 51 proc., natomiast przy zastosowaniu wskaźnika wynikającego z ustawy o płacy minimalnej nastąpiłby jej spadek o około 1,5 punktu procentowego. Z kolei nasza propozycja zabezpiecza tę relację na poziomie około 52 proc. – mówi związkowiec.
Jak tłumaczy, jest to istotne zarówno dla gospodarki, jak i dla budżetów gospodarstw domowych oraz samych pracowników.
– Pamiętajmy, że rosną koszty utrzymania. Natomiast programy przygotowywane przez rząd nie są w stanie realnie zabezpieczyć gospodarstw domowych przed wzrostem wydatków. Dlatego uważamy, że jest to adekwatna odpowiedź zarówno na sytuację rynkową, jak i oczekiwania pracowników – mówi.
Natomiast waloryzacja rent i emerytur, w ocenie związkowców, nie powinna być niższa niż średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów zwiększony o co najmniej 50 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia za pracę w 2026 r.
Jak ustaliliśmy, nad swoją propozycją pracodawcy cały czas pracują. Na końcu swoje stanowisko przedstawi też rząd.
Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →