Reforma PIP, która daje jej inspektorom możliwość przekształcania zleceń w stosunek pracy, miała być odpowiedzią na problemy rynku i wzmocnieniem ochrony pracowników. Zamiast tego stała się źródłem konfliktu w koalicji i sprzecznych komunikatów. Brak spójnej wizji zmian sprawił, że narosło wokół niej wiele pytań. W efekcie instytucja, która miała zyskać nowe narzędzia i większy autorytet, znalazła się w centrum kontrowersji, budzących niepokój zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców.
Oliwy do ognia dolał premier Donald Tusk swoją wypowiedzią na szczycie „koalicji chętnych” w Paryżu. W jego ocenie, przesadna władza urzędników, którzy decydowaliby o kwestiach zatrudnienia, byłaby destrukcyjna dla wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy przez sporą liczbę ludzi.
– Tak wynika z mojej analizy. I dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawę uważam, z mojego punktu widzenia, za zamkniętą – powiedział premier, cytowany przez PAP.
Społeczne oczekiwania kontra polityka
Tymczasem społeczne oczekiwania odnośnie do zmian są inne. Z badania IBRiS przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że ponad 60 proc. osób zgadza się ze stwierdzeniem, że PIP powinna mieć prawo zamiany elastycznej formy zatrudnienia w umowę o pracę, jeśli uzna, że dana osoba faktycznie pracuje w firmie na etat.
– To wyraźny sygnał, że Polacy mają dość dualnego rynku pracy – podziału na tych z pełnią praw i tych, którzy wykonują etatowe obowiązki bez etatu. Takie poparcie nie bierze się znikąd – wielu zna ten problem z własnego doświadczenia – mówi Sebastian Koćwin, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Związkowiec przypomina, że rząd już wcześniej ugiął się pod presją pracodawców, rezygnując z pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych.
– Jeśli teraz wycofa się także ze wzmocnienia PIP, nie tylko utracimy szansę na ograniczenie patologii, ale też narazimy się na utratę środków z KPO. Elastyczność nie może oznaczać braku stabilności i bezpieczeństwa. To badanie pokazuje, że społeczeństwo jest gotowe na uporządkowanie rynku pracy. Pytanie, czy politycy też – mówi Koćwin.
Marcin Frąckowiak, radca prawny z kancelarii Sadkowski i Wspólnicy, taki wynik odbiera przede wszystkim jako wyraz aprobaty dla umowy o pracę jako formy zatrudnienia, w opozycji do umów cywilnoprawnych, niekoniecznie natomiast jako uznanie dla zaproponowanej reformy.
– Wiele osób nie ma bowiem wiedzy, jakie dokładnie przepisy chciałby wprowadzić resort rodziny – ocenia.
Zdaniem prawnika, wynik badania stanowi rezultat coraz większej świadomości społecznej, iż umowy cywilnoprawne w rzeczywistości dają jedynie złudzenie elastyczności, gdyż są realizowane podobnie do stosunku pracy, kosztem mniejszego zabezpieczenia społecznego – zwłaszcza w kontekście płatnych urlopów, zwolnień czy sytuacji związanej z rodzicielstwem i macierzyństwem.
Dodatkowe skutki
Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP zwraca uwagę, że gdybyśmy zapytali, czy ankietowani są za skróceniem tygodnia pracy lub wyraźnie wyższą płacą minimalną, to zapewne rezultat byłby podobny.
– Jeżeli obudowalibyśmy to pytanie wskazaniem potencjalnych zagrożeń, np. dotyczących stabilności zatrudnienia, to ten wynik mógłby być jednak inny – wyjaśnia.
Z kolei zdaniem Wioletty Żukowskiej-Czaplickiej, ekspertki Federacji Przedsiębiorców Polskich, pytanie siłą rzeczy oddaje problem w sposób uproszczony. – Nie wspomina o rygorze natychmiastowej wykonalności czy działaniu decyzji wstecz, co miałoby daleko idące skutki finansowo-podatkowe w przypadku, np. samozatrudnionych, których forma zatrudnienia zostałaby przekształcona w etat. Pytanie nie odnosi się też do kwestii woli stron. Jakby te kwestie zostały uwzględnione, to jestem pewna, że odpowiedzi byłyby zupełnie inne – ocenia ekspertka.
Podobnie odpowiedzi respondentów ocenia dr Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców BCC. Ekspert nie jest przekonany, że ankietowani mieli pełną świadomość tego, że uprawnienia zarezerwowane dotychczas jedynie dla sądów przyznano inspektorom działającym jednoosobowo. – Zakładam wreszcie, że nie wiedzieli, że skutki dotkną także pracowników zmuszonych zwracać wszelkie uzyskane zwroty czy odliczenia podatków, czy chociażby ogromne kłopoty związane z ich leasingami – mówi.
W efekcie, wyniki sondażu nie dziwią go o tyle, że nie dotyczą najbardziej bulwersujących zapisów, lecz ogólnej kompetencji inspektorów pracy.
Starsi za zmianami
Z badania IBRiS wynika także, że najbardziej przychylna nowym uprawnieniom PIP jest grupa osób w wieku 50-59 lat.
Zdaniem Piotra Rogowieckiego, to być może efekt tego, że są to ludzie w wieku przedemerytalnym, którzy doceniają ochronę przed zwolnieniem, którą daje stosunek pracy, ale już nie zlecenie.
– Grupa osób w wieku 50-59 lat najdłużej funkcjonowała na tradycyjnym rynku pracy, gdzie stosunek pracy był standardem. W naturalny sposób boją się umów cywilnoprawnych, ponieważ kojarzą się im ze sloganem „umowy śmieciowej”, podczas gdy umowa o pracę jest kojarzona ze stabilnością – mówi mec. Marcin Frąckowiak.
Badanie pokazuje też, że najwięcej osób (40 proc.) z wyższym wykształceniem zdecydowanie popiera te zmiany. Dlaczego?
– Sądzę, że po zdobyciu wyższego wykształcenia osoby te spodziewają się, iż otrzymają propozycję „adekwatną” do swoich oczekiwań, a celują w umowy o pracę, postrzeganą jako korzystniejszą względem zlecenia. Perspektywa tych osób szybko jednak ulega zmianie wraz ze wzrostem wynagrodzeń. Wówczas po dokonaniu przeliczenia i zrozumienia, jak duże jest oskładkowanie i opodatkowanie umów o pracę, szybko same przychodzą prosić o zmianę formy współpracy na kontrakt B2B – dodaje.

Co dalej z KPO?
Kategoryczna deklaracja premiera może rodzić jednak poważne konsekwencje w kontekście KPO. Gniewomir Wycichowski-Kuchta, prawnik z kancelarii DZP wskazuje, że warto przypomnieć sobie brzmienie kamienia milowego. Zakłada on wdrożenie reformy ograniczającej segmentację rynku pracy i wzmocnienie roli PIP w skutecznym egzekwowaniu przepisów.
W tym celu inspekcja miałaby otrzymać uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych zamieniających nieprawidłowo zawarte umowy cywilnoprawne w stosunek pracy.
– Skoro tak, to w obliczu „weta” premiera Donalda Tuska możliwe są wyłącznie dwa rozwiązania – mówi Gniewomir Wycichowski-Kuchta.
Po pierwsze, jak wskazuje, jeżeli w ogóle chcielibyśmy zrezygnować ze zmian w kompetencjach PIP, wówczas rządzący powinni przedstawić dla nich alternatywę i uzyskać akceptację Unii Europejskiej. Chodzi o złożenie kolejnej rewizji KPO, co jest możliwe jeszcze tylko w 2026 r.
– Pamiętać jednak należy, że procedura oceny zmiany wniosku zajmuje ok. trzech miesięcy, a wszystkie kamienie milowe muszą zostać zrealizowane do końca sierpnia – dodaje.
Ekspert zwraca też uwagę, że nie ma pewności, czy taką zgodę w ogóle otrzymamy.
– Szczególnie, że wytyczne KE do wprowadzania zmian w KPO wskazują, że nowe cele i kamienie milowe nie powinny być mniej ambitne niż wcześniej zaakceptowane reformy. Jeżeli zgody nie otrzymamy, a jednocześnie zaniechamy wdrożenia pierwotnej koncepcji, wówczas nie dostaniemy pieniędzy z KPO – mówi.
Ekspert wskazuje, że kolejna rewizja nie byłaby potrzebna, gdyby w obecnie procedowanym projekcie zaszły pewne zmiany, pozostawiając jednak kompetencję do przekształcenia stosunków w rękach PIP.
– Przykładowo projektodawcy mogliby zastanowić się nad zmodyfikowaniem przepisu, który daje inspektorowi możliwość administracyjnego przekształcenia stosunku cywilnoprawnego w umowę o pracę na podstawie decyzji – mówi Gniewomir Wycichowski-Kuchta.
W jaki sposób?
– Teoretycznie spełnienie wymagań z KPO możliwe byłoby nawet przy wprowadzeniu dodatkowych warunków do wydania decyzji, co ograniczałoby ich powszechność, np. wszczynania postępowania w sprawie ustalenia stosunku pracy na wniosek co najmniej jednej ze stron. Możliwości jest oczywiście wiele, pozostaje jednak pytanie, jak daleko resort rodziny jest w stanie się „cofnąć” i co jest akceptowalne dla premiera – wyjaśnia.
Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →