– Polski system apteczny kurczy się w tempie, które coraz wyraźniej zagraża bezpieczeństwu lekowemu pacjentów – alarmuje Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET. Organizacja przytacza, że w ciągu ok. ośmiu ostatnich lat obowiązywania regulacji „Apteka dla Aptekarza” (AdA) z rynku zniknęło 2 435 ogólnodostępnych placówek, a pod koniec ubiegłego roku działało na nim 11 130 takich podmiotów. Przypomnijmy, że wspomniana regulacja miała chronić małe apteki i zapobiec przejmowaniu ich przez wielkie sieci. Zdaniem PharmaNET efekt jest jednak odmienny.

– Malejąca liczba aptek to nie problem branżowy, lecz realne uderzenie w pacjentów – diagnozuje organizacja. – Zamykane placówki oznaczają dłuższe dojazdy po leki, większe kolejki w pozostałych aptekach, wzrost cen, ograniczony dostęp do porady farmaceutycznej i utrudnioną ciągłość leczenia – szczególnie dla seniorów, osób przewlekle chorych oraz mieszkańców mniejszych miejscowości – dodaje.

Marcin Piskorski, prezes zarządu ZPA PharmaNET jest zdania, że tendencja spadkowa – przekładająca się na liczbę konkretnych placówek, które zniknęły z aptekarskiej mapy – to w praktyce pacjenci pozbawieni łatwego dostępu do leków i profesjonalnej pomocy farmaceuty. – Dzisiaj coraz częściej mówimy już nie o komforcie pacjentów, ale o realnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa lekowego. W mniejszych miejscowościach i na obszarach wiejskich zamknięcie jednej apteki oznacza często konieczność kilkunasto- lub kilkudziesięciokilometrowej podróży po podstawowe leki. To jest faktyczne wykluczenie zdrowotne, za które nikt nie bierze odpowiedzialności – komentuje.

Liczba maleje

Eksperci przestrzegają jednak przed uproszeniem, do którego prowadziłoby jednoznaczne zestawianie ze sobą momentu, w którym mniejsze apteki znalazły się w kłopocie z faktem wejścia w życie ustawy AdA (i przyjęcia jej późniejszej nowelizacji, której tryb uchwalenia podważył jednak Trybunał Konstytucyjny). Tego zdania jest adw. Karol Korszuń, partner Kancelarii Fairfield, mimo że podkreśla, iż „niektóre z jej przepisów – mających chronić małe apteki – działały wręcz przeciwnie”. – Mowa tu choćby o mechanizmach utrudniających dziedziczenie aptek jednoosobowych czy brak możliwości przekazania biznesu osobie bez wykształcenia farmaceutycznego – precyzuje.

Prawnik zauważa, że choć Związek Pracodawców Aptecznych słusznie dostrzega kilka innych przyczyn niż zmiana przepisów, wydaje się jednak nie zwracać uwagi na trend rynkowy, polegający na generalnym spadku liczby małych punktów handlowych czy usługowych. – To samo zjawisko dotyka też apteki, choć oczywiście możemy udawać, że działają one na innych zasadach. Są miejsca, gdzie apteki znikają i znikałyby, niezależnie od tego, czy „AdA” weszłaby w życie – diagnozuje Karol Korszuń.

Adwokat przyznaje jednak, że spadająca liczba aptek to problem dla osób starszych czy mniej mobilnych. – Trzeba znaleźć rozwiązanie, które sprawi, że świadczenie opieki farmaceutycznej będzie rentowne, a apteki zarobią na marży na lekach refundowanych – wyjaśnia specjalista. Zauważa, że dzisiaj wiele z tych placówek, zamiast skupić się na sprzedaży medykamentów ratujących zdrowie i życie, aby się utrzymać musi mieć w ofercie suplementy, kosmetyki i leki bez recepty. – Póki apteki nie będą w stanie na siebie zarobić na sprzedaży leków, póty w niektórych regionach ich nie będzie. W dużych miastach nasycenie rynku jest duże, ale problemem pozostają te mniejsze, w których brakuje farmaceutów. Aby zachęcić ich do przenosin z dużych miast, im też trzeba zaoferować dobre warunki – konkluduje.

Poszukiwanie recepty

Podobnego zdania jest radca prawny Piotr Kłodziński, prowadzący własną kancelarię prawną.

– Na ten moment rozwiązanie wydaje się oczywiste: znieśmy zakaz otwierania aptek przez sieci w gminach, gdzie nie ma żadnej apteki lub w lokalizacjach bez placówki aptecznej w promieniu pięciu km – proponuje mec. Kłodziński. – Skoro indywidualnych farmaceutów na to oczywiście nie stać, wykorzystajmy kapitał i deklarowane przez wielkie sieci chęci, aby zlikwidować te białe plamy na mapie Polski. Niech sfinansują naszym obywatelom dostęp do leków tam, gdzie jest on najbardziej potrzebny – skoro sami chcą – podkreśla. Inne, alternatywne jego zdaniem ograniczenia, mogłyby polegać na otwieraniu przez sieci aptek obowiązkowo całodobowych.

Złożona rzeczywistość

Radca prawny Joanna Jagiełło z kancelarii Wolf Theiss Polska – nie kwestionując celów wprowadzenia „AdA” – podkreśla z kolei, że obecnie polski rynek apteczny charakteryzuje się dużą niepewnością i niestabilnością prawną.

Zauważa też, że podczas gdy PharmaNET krytycznie odnosi się do wskazanych regulacji, upatrując w nich przyczyny spadku liczby placówek oraz postępującego wykluczenia zdrowotnego w mniejszych miejscowościach oraz na terenach wiejskich, Naczelna Izba Aptekarska podpiera się danymi Ministerstwa Zdrowia. A z nich wynika, że pod koniec 2024 r. apteki lub punktu aptecznego nie było na terenie 4 proc. gmin. Co kluczowe, w blisko połowie tych gmin placówki nie powstawały jednak również w ciągu ostatnich dwóch dekad. – Może to świadczyć o uwarunkowaniach ekonomicznych i demograficznych, które determinowały dostępność aptek na tych terenach na długo przed wdrożeniem przepisów „AdA” – uważa Joanna Jagiełło.

– Rzeczywistość jest z pewnością bardziej złożona, niż chciałaby to widzieć którakolwiek ze stron sporu – ocenia specjalistka. Odnosząc się do samej nowelizacji „AdA”, zauważa jednak, że zasady otwierania i prowadzenia aptek w mniejszych miejscowościach i na terenach wiejskich są tożsame z tymi obowiązującymi w miastach. – Decyzja o prowadzeniu apteki w danej lokalizacji w dużej mierze zależy od rentowności działalności na danym obszarze. Nie ulega jednak wątpliwości, że ograniczenie kręgu nabywców aptek wyłącznie do farmaceutów drastycznie zmniejszyło płynność inwestycji i obniżyło wartość rynkową istniejących placówek – wyjaśnia.

– Przed konsultowanym obecnie w Ministerstwie Zdrowia projektem nowelizacji stoi trudne zadanie przywrócenia stabilności prowadzenia działalności aptecznej przy uwzględnieniu interesów wszystkich uczestników rynku i przede wszystkim, pacjentów – konkluduje mec. Jagiełło. – A apteki, jako punkty bezpośredniej dystrybucji leków, są istotnym elementem bezpieczeństwa lekowego, którego ochrona w dobie obecnych napięć geopolitycznych jest kluczowa – przypomina.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Konkurencja na rynku

Związek Pracodawców Aptecznych podpiera się opracowaniem Instytutu Finansów Publicznych, przedstawiającym korelacje między przepisami wprowadzonymi osiem lat temu a funkcjonowaniem rynku. W raporcie przedstawiono hipotetyczne skutki ewentualnego zluzowania rynku. – Z prognozy skutków hipotetycznej deregulacji rynku aptecznego w Polsce wynika, że nawet gdyby znieść wszelkie kryteria udzielania zezwoleń na prowadzenie apteki nie doszłoby do ograniczenia konkurencji rynkowej, a rynek osiągnąłby naturalny poziom nasycenia, uwarunkowany przede wszystkim (spadającą) liczbą ludności Polski – podkreślono.

– Wszystkie te konflikty świadczą, że przepisy określane jako „AdA” wywołują liczne spory prawne i godzą w interesy różnych podmiotów z rynku aptecznego w Polsce. Społeczno-ekonomiczne skutki przyjęcia tej zasady w regulacji rynku aptecznego nie zostały dotąd dostatecznie gruntownie zbadane – wskazano w raporcie.

Jak czytamy, zgodnie z danymi z połowy ubiegłego roku, na 100 tys. ludności w Polsce przypada obecnie 30 aptek, czyli mniej niż przeciętnie w UE, trzykrotnie mniej niż w Grecji, ale trzykrotnie więcej niż w Danii, gdzie wskaźnik jest najniższy w Europie.

Efekt ustawy

W opracowaniu przedstawiono też dysproporcje na rynku i zaznaczono, że dwadzieścia największych przedsiębiorstw osiąga przychody średnio blisko 190 razy większe od 100 najmniejszych, dysponując średnio ponad 100 razy większymi aktywami. – Pierwsza setka przedsiębiorstw uszeregowanych wg wielkości obrotu osiąga przychody średnio 78,5 razy większe od ostatniej setki i dysponuje majątkiem średnio ponad 42 razy większym. Średnia wartość rzeczowych środków obrotowych 100 największych zakładów jest prawie 100 razy większa niż 100 najmniejszych – podkreślono.

– Tempo spadku jest wyraźnie wyższe w grupie małych podmiotów aptecznych (prowadzących nie więcej niż 4 apteki ogólnodostępne) i na obszarach wiejskich. Najprawdopodobniej przyczyną ich wycofania się z rynku była utrata zdolności sprostania warunkom rynkowym i efektywnego gospodarowania. „AdA” zablokowała jednak możliwość ich zastąpienia przez ekonomicznie efektywniejsze apteki sieciowe – zdiagnozowano. – Wbrew więc deklarowanym celom regulacji zmniejszyła ona bezpieczeństwo lekowe ludności, nie poprawiając sytuacji małych podmiotów aptecznych. Skutkiem „AdA” jest również spadek wartości rynkowej przedsiębiorstw aptecznych – dodano.

Przypomnijmy, że „AdA” to w istocie zmiany w prawie farmaceutycznym z połowy 2017 r., których celem było zahamowanie zjawiska konsolidacji rynku i ograniczenie możliwości tworzenia dużych sieci aptecznych. Wzmocniona zostać miała pozycja farmaceuty – jako samodzielnego właściciela – zaś sektor miał być kształtowany w oparciu o niezależne placówki. Wprowadzono też ograniczenia w wydaniu zezwoleń, posługując się kryteriami takimi jak liczba mieszkańców danego terenu i odległość jednej apteki od drugiej. Późniejsza nowelizacja, tzn. „Apteka dla Aptekarza 2.0”, miała z kolei pomóc zapanować nad przejmowaniem kontroli przez sieci apteczne nad już istniejącymi podmiotami. Trybunał Konstytucyjny, uznając, że przepisy uchwalono z naruszeniem zasad prawidłowego procesu legislacyjnego, nie oceniał ich merytorycznej poprawności.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Marek Tomków

prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej

Po raz kolejny tworzone są fałszywe raporty, mające uzasadnić absurdalne tezy dotyczące przyczyn spadku liczby aptek na rynku. A trzeba pamiętać, że przed wprowadzeniem „Apteki dla Aptekarza” upadało między 800 a 1000 placówek rocznie, zaś w tej chwili podobny los spotyka ok. 200. Przyczyny tych upadków są przede wszystkim natury ekonomicznej, ale odebrano też dużą liczbę zezwoleń z powodu stosowania nielegalnych praktyk, takich jak wywóz. leków ratujących życie czy handel substancjami do produkcji narkotyków. A to już trudno w jakikolwiek sposób powiązać z „AdA”. Dziś niestety mamy do czynienia z próbą przejmowania rynku przez duże zagraniczne sieci. Zdarza się, że to one wykupują apteki w małych miejscowościach, tylko po to, żeby je zamknąć i pozbyć się konkurencji. Bywa, że na terenie niektórych gmin nie ma nawet lekarza, więc w jaki sposób – przyjmując, że do utrzymania apteki potrzeba kilku tysięcy mieszkańców – miałyby one pozostać rentowne? W grę wchodzi demografia, ale pacjenci są też bardziej mobilni, mogą łatwiej dostać się do apteki choćby w sąsiedniej miejscowości. Nie mamy też dzisiaj jakiegokolwiek zagrożenia braku dostępności, bo jedyne, jakie widzę, to potencjalne przejęcie rynku przez wielkie podmioty z zagranicznym kapitałem. PharmaNET sam reprezentuje duże sieci, którym nic nie stało na przeszkodzie, aby przez wiele ostatnich lat otwierały się w małych miejscowościach. Jednak nigdy tego nie robiły, przez ostatnie kilkadziesiąt lat, nawet przed „AdA”.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →