– Jeśli obywatel mówi, że czeka na pierwszą rozprawę półtora roku, albo wyszedł właśnie po pierwszej instancji po czterech latach, to sprawiedliwość staje się fikcją. Musimy zrobić wszystko, żeby to przyspieszyć – mówił Waldemar Żurek obejmując latem ubiegłego roku stanowisko Ministra Sprawiedliwości. Sprawne sądy były też jednym z priorytetów wskazywanych przez jego poprzednika Adama Bodnara, który opracował nawet dziesięciopunktowy plan reform mający przyspieszyć pracę sądów.

Zamiast szybciej jest wolniej

Czy się udało? Z najnowszych danych resortu sprawiedliwości wynika, że w sądach zamiast szybciej jest wolniej. Średni czas trwania postępowania sądowego w I instancji w sądach okręgowych wynosił w ubiegłym roku 12,1 miesiąca i był o miesiąc dłuższy niż w 2024 r. Na orzeczenia w tych sądach trzeba czekać dłużej w niemal wszystkich kategoriach spraw. Rok do roku wydłużyły się w sądach okręgowych postępowania w sprawach cywilnych z 10,2 miesiąca do 11,9 miesiąca, w sprawach karnych z 9,1 miesiąca do 9,8 miesiąca, w sprawach gospodarczych z 12,6 miesiąca do 13,1 miesiąca. Jedynie na orzeczenie w sądzie pracy czekało się o niespełna miesiąc krócej.

Nie lepiej jest w sądach rejonowych, gdzie średni czas trwania procesu wydłużył się z 5,7 miesiąca w 2024 r. do 6,1 miesiąca. W sprawach cywilnych rozstrzyganie zajmowało 6,8 miesiąca, w sprawach karnych i wykroczeniowych 3,8 miesiąca, w sprawach prawa pracy 11,4 miesiąca, w sprawach rodzinnych i gospodarczych po 5,7 miesiąca, a w sprawach upadłościowych 7,7 miesiąca. W tej ostatniej kategorii orzekanie przebiega sprawniej, o niemal dwa miesiące.

Dane te uwzględniają postępowania nieprocesowe i procesowe. Jeżeli spojrzymy jednak wyłącznie na te ostatnie, czyli takie, które prowadzone są na rozprawie z udziałem stron, to ich prowadzenie wydłuża się nawet o kilka miesięcy. Przykładem są chociażby sprawy cywilne procesowe, w których na orzeczenia trzeba czekać blisko 15 miesięcy w sądzie okręgowym i ponad 16 miesięcy w sądzie rejonowym. Rekordowe 50 miesięcy trwa orzekanie w sprawach upadłościowych po ogłoszeniu upadłości, 36 miesięcy zaś zabiera rozstrzyganie spraw cywilnych dotyczących szkód geologicznych i górniczych.

Co ważne, spowolnienie pracy sądów trwa od lat i w konsekwencji oczekiwanie na wyrok sądu okręgowego jest już o ponad pięć miesięcy dłuższe niż w 2011 r. Oznacza to, że procesy w tych sądach trwają o 73 proc. dłużej niż 15 lat temu. Wolniej pracują też sądy rejonowe, gdzie czas trwania postępowań wydłużył się w ostatnich 15 latach z 3,9 miesiąca do 6,1 miesiąca.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Złe wieści dla biznesu

– Jestem przerażony tymi statystykami – komentuje mec. Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Im później sąd wydaje wyrok, to, co do zasady, mniejsze ma on dla nas znaczenie. Coraz dłuższe oczekiwanie na orzeczenie oznacza coraz większą stratę finansową dla przedsiębiorców dochodzących zapłaty, którzy nie mogą wyegzekwować płatności w terminie. To jest też późniejsze ustabilizowanie życia dla oskarżonych, którzy są uniewinniani i późniejsze rozpoczęcie nowego życia dla tych, którzy zostali skazani. Wreszcie, jakie znaczenie ma wyrok zapadający po latach w sądzie pracy w sytuacji, kiedy zainteresowany został zmuszony do utrzymywania się z innego źródła i już od dawna ma inną pracę? – mówi mec. Wolny.

Jego zdaniem coraz dłuższe oczekiwanie na wyrok to złe wieści także dla polskiej gospodarki i biznesu. – Państwo nie jest w stanie zagwarantować przedsiębiorcom łatwego dochodzenia roszczeń i traci na tym gospodarczo. Staje się bowiem mniej atrakcyjne do inwestowania, a klimat do prowadzenia biznesu osłabia się. A przecież są to czynniki napędzające każdą gospodarkę – wskazuje ekspert.

Na wysokie koszty społeczne i ekonomiczne coraz dłuższych procesów sądowych uwagę zwraca też adwokat Maciej Zaborowski.

– Dłuższe procesy sądowe oznaczają brak stabilności w gospodarce. Przedsiębiorcy nie mogą bowiem oczekiwać, że nieuczciwi kontrahenci zapłacą należne im pieniądze, a państwo zapewni im szybkie rozstrzygnięcie sporu – mówi adwokat.

– Jest jednak znaczne grono osób, które cieszy się z tej nieudolności państwa. Są to przestępcy – dodaje.

zdjecie

Nierozwiązany problem neosędziów

Dlaczego od lat procesy sądowe trwają coraz dłużej? Zdaniem mec. Zaborowskiego zasadniczym powodem są braki kadrowe w sądach. – Niestety nie ma komu orzekać, ponieważ sądy nie są zasilane nowymi sędziami z uwagi na ciągnący się spór wokół praworządności. Ten konflikt determinuje problem związany z wyłączaniem poszczególnych sędziów albo całych składów sędziowskich z uwagi na rzekomo wadliwe powołanie. Nawet jeśli uzyskamy prawomocny wyrok, to jest niemała szansa na podważenie go w Sądzie Najwyższym – wskazuje adwokat i podaje przykład jednej ze spraw karnych, w której reprezentuje osobę pokrzywdzoną.

– Proces idzie bardzo sprawnie i podejrzewam, że zakończy się po trzech terminach. Za stołem sędziowskim zasiada jednak sędzia powołany przy udziale tzw. neoKRS i jestem przekonany, że wyrok, który niebawem zapadnie, zostanie uchylony, a postępowanie będzie toczyło się od nowa. Dopóki nie uporamy się z problemem statusu sędziów, to problemy kadrowe w sądach będą rosły, a niestabilność orzeczeń będzie się pogłębiać – twierdzi mec. Zaborowski.

Podobnego zdania jest sędzia Bartłomiej Przymusiński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. – Rosnący czas oczekiwania na wyroki pokazuje jak ważne jest uporządkowanie sytuacji z Krajową Radą Sądownictwa, która jest sercem polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jeśli zostanie ona uzdrowiona, to będzie mogła zasilić sądy nowymi sędziami. Mam nadzieję, że prezydent będzie nominował sędziów rekomendowanych przez Radę spełniającą standardy konstytucyjne i międzynarodowe – komentuje sędzia Przymusiński.

Kryzys ustrojowy w sądownictwie jest główną przyczyną wydłużania się procesów także w ocenie mec. Wolnego. – Obie strony tego ustrojowego sporu grają przede wszystkim na siebie. Dobro wspólne i los wymiaru sprawiedliwości mało kogo już obchodzi. Niestety nie mówię tylko o politykach, ale także o sędziach, którzy w coraz większym stopniu uczestniczą w tej wyniszczającej walce. Jednym z destrukcyjnych dla sądów skutków tego konfliktu jest zawieszanie konkursów sędziowskich i w rezultacie brak napływu nowych sędziów do polskich sądów. Miało to uchronić prawo do niezależnego i bezstronnego sądu. Pytanie tylko, czy lekarstwo nie stało się gorsze od choroby. Co obywatelom po sądzie, co do którego niezależności nie ma nawet najmniejszych wątpliwości, jeśli nie mogą doczekać się wyroku? – pyta mec. Wolny.

Zapomniana cyfryzacja

Wskazuje przy tym także na brak cyfryzacji wymiaru sprawiedliwości. – Nadal nie potrafimy odejść od papieru. Zmiany następują niestety bardzo powoli, co niewątpliwie wydłuża tempo rozpatrywania spraw – zaznacza ekspert HFPC.

O problemie ślimaczącej się elektronizacji sądów mówi także sędzia Przymusiński. Jego zdaniem cyfryzacja w sądownictwie w ostatnich latach postępowała zdecydowanie za wolno, a w postępowaniach rozpoznawczych w ogóle nie była prowadzona. – Wpływ na rosnący czas trwania procesów ma też brak pomysłu na rozwiązanie problemu spraw masowych, które trwale zapychają sądy cywilne. Mam na myśli sprawy frankowe, ale także tzw. sprawy sankcji kredytu darmowego czy roszczenia z OC. Nie widzę niestety kompleksowego podejścia ustawodawcy do tych spraw – komentuje sędzia Przymusiński.

Podkreśla, że sędziowie co do zasady robią wszystko, aby wydać sprawiedliwe orzeczenie w jak najkrótszym czasie, pomimo niesprzyjających warunków, które zapewnili im politycy. – Sędziowie pracują bardzo ciężko, mają setki spraw w swoich referatach. Wielu z nas zarywa noce, aby postępowania toczyły się sprawnie. Dopóki jednak nie nastąpią znaczące zmiany ustrojowe, a cyfryzacja nie ruszy pełną parą, to nie widzę dużych szans na przyspieszenie w sądach – konkluduje Przymusiński.

Z wydłużającym się czasem trwania procesów wiąże się też wzrost rekompensat za opieszałość sądów. W ubiegłym roku zasadzono łącznie 7,5 mln zł odszkodowań z tytułu przewlekłości postępowania. To o ponad pół miliona więcej niż rok wcześniej i o blisko pięć milionów więcej niż w 2011 r. Co istotne, ponad dwukrotnie wzrosła też liczba uwzględnionych skarg na przewlekłość postępowania.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →