Z każdym dniem rośnie liczba osób poszkodowanych w aferze Zondacrypto. Według szacunków dostępu do ulokowanych na giełdzie środków nie ma ok. 30 tys. osób, których straty sięgają 350 mln zł. Śledztwo w sprawie oszustwa i prania brudnych pieniędzy prowadzi prokuratura, jednak niezależnie od pociągnięcia osób decyzyjnych do odpowiedzialności karnej, z punktu widzenia pokrzywdzonych najważniejsze jest naprawienie szkody. A to nie będzie łatwe.

Trzeba zabezpieczyć cyfrowe dowody

– W pierwszej kolejności należy zabezpieczyć ślady i dowody. Najważniejsze informacje dla śledztwa znajdują się w infrastrukturze teleinformatycznej, z której korzysta giełda. Dlatego trzeba zabezpieczyć serwery na których działała giełda. W tym celu niezbędne będzie skorzystanie z międzynarodowej pomocy prawnej, ponieważ urządzenia nie znajdują się na terenie Polski – mówi „Rzeczpospolitej” jeden ze śledczych zajmujący się cyberprzestępstwami.

Niezależnie od prowadzonego postępowania karnego, klienci Zondacrypto mogą też próbować dochodzić roszczeń na drodze cywilnej. Choć właściciel giełdy, spółka BB Trade Estonia OÜ ma swoją siedzibę nad Dźwiną i działa według tamtejszego prawa, to na podstawie unijnego rozporządzenia Bruksela I bis pozew można złożyć także przed polskim sądem. Taką możliwość mają tylko konsumenci, a więc osoby fizyczne, które nie korzystały z tej giełdy w celach prowadzenia działalności gospodarczej. Dotyczy to jednak większości klientów.

Choć formalne możliwości istnieją, to szanse na odzyskanie pieniędzy zależą od kondycji finansowej spółki. A ta, biorąc pod uwagę ostatnie doniesienia o tym, że pracownicy Zondacrypto otrzymują wypowiedzenia oraz propozycje rozwiązania umów, nie jest najlepsza.

– Jeśli dojdzie do upadłości spółki, to w pierwszej kolejności zaspokajane są koszty postępowania upadłościowego czy właśnie roszczenia pracowników. Klienci rozliczani są później, więc tutaj kluczowe jest również to, jakim majątkiem będzie dysponować spółka, a w zasadzie – co i komu uda się zabezpieczyć. Pytanie też, czy ta upadłość będzie w ogóle przeprowadzona w Polsce – mówi Patryk Gorgol, radca prawny specjalizujący się w prawie gospodarczym.

Jeżeli rozpocznie się postępowanie upadłościowe, to klienci na zwrot środków, które będą podlegać podziałowi, mogą poczekać nawet parę lat, bo postępowanie takie zatrzyma działanie nie tylko sądu, ale i komornika.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Odpowiedzialność państwa

Część ekspertów wskazuje, że klienci, którzy stracili swoje środki w Zondacrypto mogliby wystąpić z roszczeniem wobec Skarbu Państwa na podstawie art. 417 kodeksu cywilnego. Przepis ten mówi o odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa za niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej.

Chodzi o niewdrożenie przepisów unijnego rozporządzenia o rynkach kryptoaktywów (MiCA), które obowiązuje od końca grudnia 2024 r. Przygotowana przez rząd i przyjęta przez Sejm ustawa została dwukrotnie zawetowana przez prezydenta.

– Owszem zaletą Skarbu Państwa jest to, że jest co do zasady wypłacalny. Jednak trzeba byłoby odpowiedzieć na pytanie: czy gdyby ustawa została przyjęta wcześniej, to klienci Zondacrypto odzyskaliby swoje środki? Pomijając już fakt, że takie postępowanie trwałoby latami, to wykazanie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy zaniechaniem legislacyjnym a zaistniałą szkodą byłoby niezwykle trudne, jeśli w ogóle taki związek występuje – zauważa mec. Gorgol.

Podobnie uważa prof. Witold Srokosz, z Katedry Prawa Finansowego Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. – Związek przyczynowy pomiędzy nieuchwaleniem na czas ustawy, która umożliwia stosowanie rozporządzenia MiCA, a upadkiem giełdy, której operatorem jest spółka zarejestrowana w innym państwie jest trudny do uchwycenia. Trzeba też pamiętać, że BitBay, jak się przed rebrandingiem nazywało Zondacrypto, jest wpisana na listę ostrzeżeń publicznych KNF z powodu naruszenia art. 150 ustawy o usługach płatniczych (ostatecznie postępowanie wyjaśniające zostało umorzone). I właśnie ze względu na działania regulatora rynku spółka wyniosła się z Polski. Więc ta giełda ma długą tradycję naruszania prawa – dodaje prof. Srokosz.

Jak przypomina prof. Srokosz, Zondacrypto nie ma wydanego zezwolenia dla dostawców usług w zakresie kryptoaktywów na podstawie rozporządzenia MiCA.

– A przecież w Estonii, która to rozporządzenie wdrożyła, mogła o wydanie takiego zezwolenia wystąpić. To również pokazuje, że nawet uchwalenie ustawy w pierwotnie planowanym terminie nie musiało zapobiegać obecnej sytuacji z giełdą Zondacrypto – zastrzega.

Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił w całości powództwo przeciwko Skarbowi Państwa złożone w ramach pozwu grupowego przez ponad 200 osób poszkodowanych w aferze Amber Gold uznając, że bezpośrednią przyczyną szkody po stronie inwestorów były ich suwerenne decyzje.

– Jeśli natomiast chodzi o dochodzenie roszczeń bezpośrednio od estońskiej spółki, to decyzja, czy warto poświęcać czas i ponosić koszty w celu odzyskania powierzonych spółce środków, zależy od indywidualnej sytuacji danego klienta. W szczególności od tego, ile środków dana osoba na giełdzie straciła – podsumowuje prof. Witold Srokosz.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →