W przygotowywanym przez resort sprawiedliwości projekcie nowej ustawy o kredycie konsumenckim możliwość zastosowania sankcji kredytu darmowego (SKD) ma zostać ograniczona do najpoważniejszych naruszeń. Czy w praktyce nie będzie to ograniczało odpowiedzialności banku za niewywiązywanie się z obowiązków informacyjnych?
Skąd pomysł, że odpowiedzialność banku ma zostać ograniczona?
Jeśli za niektóre przewinienia nie będzie groziła SKD, czyli zwrot wszystkich odsetek i opłat, tylko kara nakładana przez UOKiK albo KNF, to można mieć wątpliwości…
W projekcie nie chodzi o ograniczenie odpowiedzialności banków, ale o wprowadzenie kompletnego i skutecznego systemu sankcji. Konsekwencje naruszeń powinny być adekwatne do ich rodzaju i wagi. SKD pozostanie jednym z elementów systemu, ale nie powinna być jedynym narzędziem reagowania na wszystkie nieprawidłowości. Kary nakładane przez UOKiK i KNF już dziś są elementem sprawowania nadzoru nad rynkiem. Chodzi o to, aby były one skutecznie wykorzystywane. Zdecydowanie lepiej, by system sankcyjny był kompletny.
A dziś nie jest?
SKD ma zastosowanie do kredytów konsumenckich na kwotę do 255 550 zł. Nie ma dolnego limitu kwoty kredytu. Kto dziś zajmuje się osobami, które dochodzą SKD w przypadku kredytów na niskie kwoty? Czy interes tych osób leży na sercu tym kancelariom, które prowadzą kampanię przeciwko reformie SKD? Jak wiele takich spraw jest dziś w sądach?
Zgaduję, że niewiele. Dochodzenie niewielkiego roszczenia raczej się nie opłaca.
Mamy zatem tak ułożyć system, żeby sankcja znajdowała zastosowanie tylko wówczas, gdy się to opłaca? Naszym celem są rozwiązania, które pozwolą reagować na nieprawidłowości na całym rynku.
Jeśli dochodzenie roszczenia nie opłaca się kredytobiorcy, to chyba trudno go zmusić.
Zdecydowana większość roszczeń dotyczących SKD dochodzona jest przy wykorzystaniu kancelarii. To kancelarie decydują więc o opłacalności dochodzenia roszczeń, więc często nie są zainteresowane dochodzeniem drobnych spraw. My natomiast musimy wdrożyć kompletny system sankcyjny. Należy więc zadać sobie podstawowe pytanie: dla kogo przygotowujemy system? Dla kancelarii czy dla kredytobiorców? Jaki jest, według pana, cel unijnej dyrektywy, którą transponujemy przygotowywaną przez nas ustawą?
Wyrugowanie nieprawidłowości.
Zgadzam się. Te nieprawidłowości można wyrugować tylko systemowo. Nie da się sankcjami prywatnoprawnymi typu SKD zastąpić sankcji publicznoprawnych. Skoro dyrektywa oczekuje od nas jako państwa ukształtowania jednolitego standardu ochronnego na odpowiednim poziomie na całym rynku, to nie zapewnimy tego, dopuszczając do wytoczenia dziesiątek tysięcy indywidualnych powództw. Wiemy już, jak kosztowne jest kształtowanie standardu przez pozwy indywidualne. Popatrzmy na franki. Łącznie do sądów wpłynęło już prawie 600 tys. spraw. Uważa pan, że to prawidłowa droga do wyznaczania jednolitego standardu ochrony konsumenta? Jaki jest koszt społeczny wypracowania tego standardu w ten sposób? Jak wiele napisał pan tekstów o sądach zapchanych sprawami frankowymi?
Sporo.
No właśnie! Sam pan nie raz krytykował zatory w sądach. Właśnie dlatego zależy nam na rozwiązaniach, które pozwolą temu przeciwdziałać. Nie możemy dążyć do osiągnięcia wymaganego przez dyrektywę standardu ochrony konsumenta wyłącznie za pomocą indywidualnych powództw wytaczanych w oparciu o przepisy o SKD. Nie chcemy, aby konsumenci musieli za każdym razem samodzielnie dochodzić swoich praw, a sądy rozstrzygać masowo podobne sprawy.
Jakie naruszenia będą skutkowały uruchomieniem SKD?
Najpoważniejsze – wówczas będziemy mogli wykazać proporcjonalność sankcji. Chodzi tu, co do zasady, o łamanie zakazów zawartych w ustawie (np. zakaz wiązania umów) i takie naruszenia, które przy zastosowaniu reżimu dyrektywy 93/13 doprowadziłyby do stwierdzenia braku możliwego obowiązywania umowy (np. błędna informacja o całkowitej kwocie do zapłaty).
To jest zamknięty katalog?
Docelowo katalog naruszeń będzie zamknięty. Jego ostateczny kształt jest jednak nadal przedmiotem prac. Zależy nam na tym, aby przepisy były możliwie jasne i pozwalały zarówno konsumentom, jak i kredytodawcom przewidzieć konsekwencje określonych działań.
W przypadku mniejszych naruszeń bank będzie musiał zwrócić kredytobiorcy jedynie nienależnie pobrane opłaty. Czy to nie spowoduje, że bank będzie kalkulował, które naruszenia nie będą wiązały się z uruchomieniem odstraszającej sankcji, czyli SKD?
Zwrot niesłusznie pobranej opłaty nie wyklucza uznania tego zachowania banku za zbiorowe naruszenie interesów konsumentów. UOKiK będzie mógł wtedy nałożyć karę o odstraszającym wymiarze.
Pieniądze z tej kary dostanie jednak państwo, a nie poszkodowany kredytobiorca.
Co w tym złego?
W dzisiejszym stanie prawnym, jeżeli bank nie dopełnił wobec mnie obowiązków informacyjnych, przysługuje mi darmowy kredyt. Czy to nie jest sprawiedliwość?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy wpierw odpowiedzieć na inne: o to, co jest celem unijnego prawa konsumenckiego? Czy jest nim wysoki poziom ochrony konsumenta na sprawnie funkcjonującym rynku wewnętrznym, czy też wzbogacenie konsumenta ze względu na naruszenia, jakich dopuścił się bank? W myśl przyjętej przez pana logiki im gorzej napisana umowa kredytowa, tym lepiej dla konsumenta, bo wówczas rosną szanse na zastosowanie SKD. W tak ukształtowanym stanie prawnym, jaki interes ma konsument, by troszczyć się o zgodną z prawem umowę? Żaden. To przecież prowadzi do pogorszenia standardu rynkowego, a nie jego podwyższenia.
Zatem na dzisiejszym stanie prawnym zyskują wyłącznie kancelarie, do których zgłaszają się kolei kredytobiorcy liczący na darmowy kredyt?
Nie chciałabym generalizować i oceniać jednakowo wszystkich podmiotów, które zajmują się dochodzeniem roszczeń konsumenckich. Warto jednak zwrócić uwagę na zjawisko nabywania roszczeń związanych z SKD za ułamek ich wartości – 20 czy nawet 10 proc. – a następnie dochodzenia ich na własny rachunek. Czy takie działania zasługują na nazwę „pomoc konsumentom”, czy raczej „naruszenie praw konsumenta”? Takie działanie to zwykły biznes, a nie troska o podwyższenie standardu ochrony konsumentów.
Nowe przepisy znajdą zastosowanie także do już toczących się spraw?
Nie. To rozwiązania materialnoprawne – prawo nie działa wstecz.
Zapobiegną jednak fali pozwów podobnej do tej frankowej?
Zapobiegną. Nie chodzi jednak o ograniczenie prawa do sądu. Moim celem jest to, by rynek funkcjonował sprawnie. Jeśli mamy problem systemowy, to trzeba go rozwiązać systemowo, a nie zrzucać odpowiedzialność na obywateli i sądy.
A co z sytuacjami niedookreślonymi. Czy błędnie podana RRSO uruchomi SKD?
Nie mogę jeszcze niczego na ten temat powiedzieć. Rozważamy różne warianty. Jesteśmy na ostatniej prostej.
Kiedy projekt zostanie upubliczniony i skierowany do konsultacji?
Chcielibyśmy, aby projekt trafił do konsultacji w najbliższych tygodniach. Zależy nam na tym, aby przedstawić dopracowane rozwiązania, które będą zgodne z dyrektywą i uwzględnią głosy organizacji konsumenckich oraz przedstawicieli rynku.
Nawet jeśli rząd przyjmie projekt zaproponowany przez MS, to później Sejm może go znacznie okroić. To co wyszło z parlamentu jako ustawa frankowa było zaledwie skrawkiem przygotowanych przez panią rozwiązań.
Ostateczny kształt ustawy jest zawsze wynikiem procesu legislacyjnego. Moją rolą jako ekspertki jest przygotowanie rozwiązań, które najlepiej realizują założone cele i zapewniają wysoką ochronę konsumentów. W przypadku ustawy frankowej część proponowanych rozwiązań nie znalazła się w przyjętej ustawie. Uważam na przykład, że rezygnacja z przepisów dotyczących potrącenia nie była korzystna dla konsumentów.
Cóż zatem po dobrym eksperckim projekcie, skoro nie znajduje poparcia wśród posłów rządzącej koalicji?
Do ostatniej chwili osoby, które przedstawiały się jako działające na rzecz konsumentów walczyły o to, żeby ustawa frankowa została zawetowana. Tak samo jest teraz. Przeciwko ucywilizowaniu SKD protestują ci, którzy deklarują, że ich jedynym celem jest dobro konsumentów. W rzeczywistości jednak realizują własny interes. Systemowe podejście do standardu ochrony konsumentów znacząco ograniczy potrzebę indywidualnego dochodzenia roszczeń, bo naruszeń będzie po prostu mniej.
Chciałabym również podkreślić, że jestem absolutną zwolenniczką uczestnictwa kancelarii w procesie legislacyjnym. Ich wiedza i doświadczenie, dotyczące działania wymiaru sprawiedliwości jest nieocenione. Jednocześnie jednak jestem zwolenniczką absolutnej transparencji co do reprezentowanych interesów. Jeśli ktoś ma na głowie dwa kapelusze (obrońca praw konsumentów a jednocześnie przedstawiciel rynku kancelaryjnego), to jego stanowisko powinno być oceniane w tym świetle. Interes konsumenta i kancelarii nie jest bowiem całkowicie zbieżny.
Jak przekonałaby pani przeciwników tego projektu?
A w jaki sposób przekonałby pan producenta dyliżansu, że kolej nie zaszkodzi jego działalności? Przygotowujemy przepisy, które ograniczą rynek kancelarii zarabiających na indywidualnych sprawach o SKD, bo dzięki stosowaniu nowych przepisów umowy zawierane z kredytobiorcami będą realizowały wysoki standard ochrony konsumenckiej.
Aneta Wiewiórowska-Domagalska jest pełnomocniczką ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta.
Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →