Dopuszczalny poziom hałasu w przypadku niezalegalizowanej zabudowy mieszkaniowej
Ochrona przed hałasem
Z art. 115a ust. 1 PrOchrŚrod wynika, że w przypadku stwierdzenia przez organ ochrony środowiska, że poza zakładem, w wyniku jego działalności, przekroczone są dopuszczalne poziomy hałasu, organ ten wydaje decyzję o dopuszczalnym poziomie hałasu w odniesieniu do rodzajów terenów chronionych przed hałasem, o których mowa w art. 113 ust. 2 pkt 1 PrOchrŚrod, na które oddziałuje zakład. Chodzi tu m.in. o tereny przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową czy na cele mieszkaniowo-usługowe. W razie braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego oceny, czy teren należy do rodzajów terenów, o których mowa w art. 113 ust. 2 pkt 1 PrOchrŚrod, właściwe organy dokonują na podstawie faktycznego zagospodarowania i wykorzystywania tego oraz sąsiednich terenów. Jeśli zaś teren może być zaliczony do kilku rodzajów terenów, o których mowa w art. 113 ust. 2 pkt 1 PrOchrŚrod, uznaje się, że dopuszczalne poziomy hałasu powinny być ustalone jak dla przeważającego rodzaju terenu.
Stan faktyczny
Od 2010 r. J.S. kierowała do Starosty wnioski o podjęcie interwencji w związku z emisją hałasu z Zakładu Przerobu Kamienia (dalej: Zakład) należącego do „P.” sp.j. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska przeprowadził pomiary emitowanego hałasu, zaś dostarczone wyniki stanowiły podstawę do wydania przez Starostę decyzji o ustaleniu dla Zakładu dopuszczalnego poziomu hałasu przenikającego do środowiska. Samorządowe Kolegium Odwoławcze w W. uchyliło tę decyzję i przekazało sprawę do ponownego rozpatrzenia. Ostatecznie trwające ponad 10 lat postępowanie zostało umorzone. Starosta wskazał, że J.S. i inni mieszkańcy protestujący przeciwko uciążliwościom związanym z funkcjonowaniem Zakładu, wykupili zabudowania po dawnym zakładzie huty. Co istotne budynki te nigdy nie posiadały przeznaczenia mieszkalnego, zaś nowi właściciele zaadaptowali je na mieszkania mając świadomość, że robią to w centrum terenu przemysłowego i wiedząc o ewentualnych uciążliwościach związanych z hałasem emitowanym z funkcjonujących tam zakładów. Poza J.S. żaden z mieszkańców nie starał się o dokonanie zmiany sposobu użytkowania budynków na mieszkaniowe, zaś w stosunku do tego należącego do J.S. w 1999 r. wydano decyzję odmowną. Starosta stwierdził, że zabudowania po dawnej hucie, które zostały nielegalnie przekształcone na obiekty mieszkaniowe, stanowią zabudowę przemysłowo-usługową w rozumieniu przepisów dotyczących ochrony przed hałasem. Ponieważ dla terenów przemysłowych, które przeważają na rozpatrywanym obszarze, nie wyznacza się dopuszczalnych poziomów hałasu, umorzono postępowanie jako bezprzedmiotowe.
SKO w W. utrzymało w mocy decyzję organu I instancji podkreślając, że działka, na której znajduje się Zakład jest objęta MPZP tylko w 37% i jest to część opisana jako tereny dróg publicznych, tak samo jak sąsiednie działki objęte MPZP. Pozostałe sąsiadujące z terenem Zakładu działki nie są objęte MPZP i posiadają przeznaczenie przemysłowo-usługowe z przewagą terenów przemysłowych. Nie można więc uznać, że przeważającą zabudową dla terenów, na które oddziałuje zakład jest zabudowa mieszkaniowa wymieniona w art. 113 ust. 2 pkt 1 PrOchrŚrod. Starosta może zaś wydać decyzję o dopuszczalnym poziomie hałasu tylko dla terenów faktycznie zagospodarowanych w sposób wskazany w art. 113 ust. 2 pkt 1 PrOchrŚrod.
Zarzuty skargi
J.S. wniosła skargę na decyzję SKO w W. dowodząc, że zadaniem organów było precyzyjne określenie terenu, na który oddziałuje zakład. Organy nie wyjaśniły jednak dlaczego ustalając sposób zagospodarowania terenu na obszarze oddziaływania hałasu wybrały takie a nie inne działki. Zdaniem skarżącej, zakwalifikowanie analizowanego obszaru do kategorii usługowo-przemysłowej zostało dokonane w oparciu o historyczne przeznaczenie i wykorzystanie terenu, które z aktualnym stanem ma niewiele wspólnego. Budynki dawnej huty zostały wykupione i są aktualnie zamieszkiwane przez byłych pracowników. J.S. podkreśliła, że w umowie sprzedaży działki, którą nabyła, zawarto klauzulę, iż nabywa ją z przeznaczeniem na cele usługowo-mieszkaniowe. W związku z tym późniejsza odmowa zmiany przeznaczenia znajdującego się na niej lokalu użytkowego na lokal mieszkalny nie powinna być przesądzająca dla oceny sposobu wykorzystania tego terenu.
W jaki sposób ustalić faktyczne zagospodarowanie i wykorzystanie terenu?
WSA we Wrocławiu oddalił skargę podkreślając, że w trakcie trwającego wiele lat postępowania wprowadzono do obrotu akty administracyjne, których nie można pominąć przy ocenie legalności decyzji organów I i II instancji. Z tego względu za bezzasadne uznano zarzuty skargi odnoszące się do nieuzasadnienia zasad i przyczyn ustalenia obszaru oddziaływania. Działki stanowiące teren oddziaływania zakładu zostały ustalone tak, jak przyjął Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska podczas przeprowadzonych w 2010 r. pomiarów poziomu hałasu. Sąd podkreślił, że dla większości obszaru objętego emisjami z zakładu nie uchwalono MPZP, zaś teren objęty takim planem nie przewiduje funkcji mieszkaniowej. Orzekające w sprawie organy dokonały oceny terenów sąsiednich względem funkcjonującego zakładu konsultując się zarówno z właściwym miejscowo organem nadzoru budowlanego, jak i administracji architektoniczno-budowlanej. Jako punkt wyjścia przyjęto faktyczne zagospodarowanie i wykorzystanie terenu, a nie jak twierdziła skarżąca wyłącznie aspekt historyczny. Nieruchomości znajdujące się w obszarze oddziaływania zakładu, zarówno wcześniej jak i obecnie, w większości stanowią obszar przemysłowo-usługowy. Co istotne przekształcenie obiektów służących jako zaplecze socjalne huty na lokale mieszkalne nastąpiło bez legalnej zmiany sposobu użytkowania tych budowli.
Sąd stwierdził, że PrOchrŚrod jest jedną z regulacji tworzących system prawa kształtujący dopuszczalne granice możliwej ingerencji właściciela nieruchomości na nieruchomości sąsiednie. Podobnie ustawa z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 524; dalej: PrBud) określa ustanowione przez ustawodawcę granice władztwa nad nieruchomością, w tym legalnej zmiany sposobu użytkowania. W konsekwencji Sąd uznał, że za faktyczne zagospodarowanie i wykorzystanie terenu w rozumieniu art. 115 PrOchrŚrod należy uznawać takie, do którego doszło bez naruszeń obowiązujących norm prawnych zawartych nie tylko w PrOchrŚrod, ale też w innych przepisach. Skoro zajmowanie przez skarżącą nieruchomości odbywa się z naruszeniem przepisów PrBud, to nie można jej uznać za zabudowę mieszkaniową, o której mowa w art. 113 ust. 2 pkt 1 PrOchrŚrod. Jak podkreślono, wydanie w takiej sytuacji decyzji ograniczającej emisję hałasu mogłoby doprowadzić do bezpodstawnego ograniczenia funkcjonowania Zakładu.
Co uprawnia do ochrony przed hałasem?
NSA oddalił skargę kasacyjną J.S. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że w przypadku braku MPZP faktyczne zagospodarowanie terenu powinno wyznaczać prawną „wrażliwość” na dopuszczalne progi emisji hałasu. W tej sprawie niemal cały teren, na którym weryfikowano potrzebę wdrożenia ochrony akustycznej, nie jest objęty MPZP, a część nim objęta to tereny dróg publicznych. Skarżąca nabyła nieruchomość na obszarze, w którym zdecydowanie dominuje zabudowa przemysłowo-usługowa. NSA podkreślił, że Zakład, któremu J.S. zarzuca ponadnormatywną emisję hałasu, działa zgodnie z prawem, a prowadzący go podmiot posiada wszystkie wymagane prawem zezwolenia. Nałożenie na niego limitów poziomu hałasu w związku z sąsiadującą zabudową mieszkaniową wiązałoby się z wprowadzeniem dodatkowych, nieobowiązujących dotychczas obostrzeń w zakresie ochrony środowiska. Zdaniem NSA byłoby to dopuszczalne jedynie wówczas, gdyby zabudowa mieszkaniowa istniała na terenie oddziaływania przed rozpoczęciem funkcjonowania Zakładu, i tylko wówczas gdyby zabudowa ta była zgodna z prawem. W tej sprawie żadna z tych okoliczności nie została wykazana.
W uzasadnieniu wyroku wyjaśniono, że z jednoznacznej treści art. 115a ust. 1 i art. 113 ust. 2 pkt 1 PrOchrŚrod wynika, że nie ma podstaw do wydania decyzji określającej limity emisji hałasu, gdy na danym terenie, mimo wydania stosownych zezwoleń, zabudowy mieszkaniowej nie ma. Podobnie jest wówczas, gdy taka zabudowa wprawdzie się na tym terenie znajduje, ale nie jest prawnie usankcjonowana przepisami MPZP lub aktami stosowania prawa takimi jak decyzja o pozwoleniu na budowę czy decyzja o zmianie przeznaczenia lokalu. Interesy osób fizycznych, które wykorzystują nieruchomość do celów mieszkaniowych bez podstawy prawnej nie mogą uzyskać wyższego standardu ochrony od interesów przedsiębiorcy, który prowadzi działalność gospodarczą na podstawie i w granicach uzyskanych zezwoleń. Skarżąca nie uzyskała decyzji pozwalającej na zmianę sposobu użytkowania lokalu użytkowego na lokal mieszkaniowy, a zatem nie było podstaw do zakwalifikowania jej działki, jako terenu faktycznie zagospodarowanego pod zabudowę mieszkaniową.
Wyrok NSA z 21.4.2026 r., III OSK 1790/23 , Legalis
Dziesięć korzyści w fundacji rodzinnej. Fiskus jest na tak
Dziesięć korzyści podatkowych to jeszcze nie powód, żeby kwestionować rozliczenia. Tak wynika z opinii zabezpieczającej, którą szef Krajowej Administracji Skarbowej wydał w sprawie fundacji rodzinnej. Taka opinia chroni przed zastosowaniem przez fiskusa klauzuli obejścia prawa (czyli przepisów pozwalających zakwestionować czynności dające podatkowe korzyści).
Przypomnijmy, że fundacje rodzinne działają w Polsce już ponad trzy lata. Cieszą się dużą popularnością, bo są dobrą formą zabezpieczenia rodzinnych interesów. Fiskus jednak bacznie się im przygląda i nieraz dawał do zrozumienia, że są wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem, czyli do unikania opodatkowania. Odmawiał też już fundacjom opinii zabezpieczających („Rzeczpospolita” z 6 lutego 2025 r.).
W tej sprawie udało się jednak przekonać skarbówkę, że w działaniach fundacji jest wszystko w porządku. Wniesiono do niej w darowiźnie 100 proc. udziałów w spółce z o.o. Ma prowadzić działalność obejmującą w szczególności przystępowanie do spółek, obrót udziałami, reinwestowanie środków uzyskanych z ich zbycia.
We wniosku o opinię wymieniono dziesięć korzyści podatkowych, które mogą przynieść działania fundacji. Przykładowo brak opodatkowania świadczeń na rzecz fundatora i beneficjentów. Są one zwolnione z podatku na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 157 ustawy o PIT. Nie trzeba też płacić PIT od dochodu ze sprzedaży udziałów oraz dywidend. Nie powstanie obowiązek zapłaty daniny solidarnościowej oraz podatku od spadków i darowizn. Sama fundacja nie zapłaci CIT od dywidend oraz od dochodu ze sprzedaży udziałów. Podatek po stronie fundacji pojawi się przy wypłacie świadczeń beneficjentom, ale wyniesie 15 proc., czyli mniej niż standardowa stawka CIT (19 proc.).
Co na to skarbówka? Podkreśliła, że samo wystąpienie korzyści podatkowych nie przesądza o tym, iż planowana czynność ma na celu unikanie opodatkowania. Konieczne jest spełnienie innych przesłanek. Po pierwsze, głównym lub jednym z głównych celów dokonania czynności powinno być osiągnięcie korzyści podatkowych. Po drugie, sposób działania musi być sztuczny. Po trzecie, uzyskanie korzyści podatkowej jest sprzeczne z przedmiotem lub celem ustawy.
Czy te przesłanki są spełnione w opisanej sprawie? Szef KAS przypomniał, że fundacja rodzinna nie powinna być wykorzystywana w sposób instrumentalny, tj. jako wehikuł inwestycyjny (transakcyjny) służący jedynie do pozyskiwania i w krótkim okresie od nabycia do dalszej sprzedaży wniesionych do niej aktywów. Z treści wniosku oraz uzyskanych od wnioskodawców w toku postępowania wyjaśnień wynika jednak, że aktualnie nie jest planowana sprzedaż udziałów po ich wniesieniu do fundacji (przynajmniej w krótkim czasie, aczkolwiek nie jest wykluczona w przyszłości), ponieważ na obecnym etapie wartość spółki rośnie, a jej działalność jest rozwijana (trwa proces ekspansji). Osiągnięcie przedstawionych we wniosku korzyści podatkowych „nie wysuwa się w okolicznościach omawianej sprawy na plan pierwszy względem istniejących w tym zakresie przesłanek ekonomicznych” – uznał szef KAS. Nie można więc stwierdzić, by głównym lub jednym z głównych celów dokonania czynności było osiągnięcie korzyści podatkowych.
Fiskus przyznał też, że w opisanej sprawie nie mamy do czynienia ze sztucznym sposobem działania. Z jej okoliczności (sprawdził m.in. losy listu intencyjnego, jaki wspólnicy spółki podpisali z inwestorem) wynika bowiem, że zasadniczym motywem wybranego modelu działania są względy ekonomiczne i gospodarcze. „Szef KAS nie ma zatem podstaw, by w sposób uzasadniony przypuszczać, że fundacja może zostać wykorzystana w sposób instrumentalny (sztuczny) do błyskawicznej sprzedaży wniesionych do niej udziałów” – czytamy w informacji o wydaniu opinii.
Szef KAS potwierdził też, że osiągnięcie korzyści podatkowych nie jest sprzeczne z celem przepisów podatkowych (ustaw o CIT oraz o PIT), ponieważ priorytetowe w tej sytuacji jest zabezpieczenie i pomnażanie majątku wniesionego do fundacji, co stanowi zasadniczy cel jej istnienia.
Reasumując, ponieważ nie są spełnione przesłanki wskazane w art. 119a § 1 ordynacji podatkowej, w opisanej sprawie nie można zastosować klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania.
Numer opinii: DKP16.8082.10.2025
Zmiany dotyczące zwolnień lekarskich nadal niejasne. Problemy będzie miał ZUS i firmy
Reforma orzecznictwa, która wchodzi w życie etapami (pierwsze ważne zmiany obowiązują już od kwietnia br.), ma na celu poprawę sytuacji związanej ze stanem zatrudnienia lekarzy orzeczników w ZUS. Jednym z rozwiązań przewidzianych w ustawie jest dopuszczenie do orzekania m.in. pielęgniarek i fizjoterapeutów. Na etapie prac pojawiały się obawy dotyczące rzetelności orzeczeń przez nich wydawanych. Czy słusznie?
Prace nad ustawą były podyktowane przede wszystkim potrzebą wprowadzenia rozwiązań, które pozwolą na zwiększenie zatrudnienia kadry orzekającej w Zakładzie. W konsekwencji utrzymującego się od kilku lat systematycznego spadku liczby lekarzy orzeczników bywa, że osoby ubezpieczone dłużej czekają na rozstrzygnięcia spraw uzależnionych od wydania orzeczenia. Powoduje to niezadowolenie, skargi i liczne pytania kierowane do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Ponieważ nie było widać realnego rozwiązania tego problemu, przygotowanie nowej ustawy stało się konieczne.
Jeśli chodzi o dopuszczenie do orzekania pielęgniarek i fizjoterapeutów, zostało ono potraktowane jako forma wsparcia dla zadań realizowanych przez lekarzy. Nawet jeśli dzięki nowym przepisom uda się zwiększyć zatrudnienie lekarzy, nie należy zakładać, że ich liczba będzie wystarczająca do obsługi wszystkich spraw.
Między innymi dlatego zdecydowano o włączeniu do systemu specjalistów w dziedzinie pielęgniarstwa i fizjoterapii. Będą oni zajmować się wyłącznie określonymi kategoriami spraw, w których posiadają odpowiednie kompetencje.
W przypadku pielęgniarek chodzi o orzekanie o niezdolności do samodzielnej egzystencji. Kluczowe znaczenie ma tutaj ustalenie, czy ze względu na stan zdrowia osoba orzekana jest zdolna do samodzielnego funkcjonowania. Nie wymaga to tak szczegółowej analizy schorzeń jak w sprawach rentowych.
Pielęgniarki wykonują podobne oceny na co dzień. Dokumentacja, którą sporządzały w placówkach systemu ochrony zdrowia była dotychczas często wykorzystywana przez lekarzy orzeczników, dlatego uznano, że mogą one samodzielnie wykonywać tego rodzaju oceny.
Z kolei fizjoterapeuci będą zajmować się sprawami związanymi z wydawaniem orzeczeń w sprawach związanych ze skierowaniem na rehabilitację w ramach prewencji rentowej prowadzonej przez ZUS. Skoro to właśnie oni realizują proces rehabilitacji, mogą również oceniać zasadność kierowania na takie świadczenia. Dzięki temu część obowiązków zostanie zdjęta z lekarzy orzeczników, których nadal brakuje.
Czy obserwują państwo zainteresowanie ze strony tych grup zawodowych?
Dariusz Lachman: Nawiązaliśmy współpracę z Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych oraz Krajową Izbą Fizjoterapeutów. Informacje o nowych możliwościach zatrudnienia zostały opublikowane zarówno przez te podmioty, jak i przez ZUS. Zainteresowanie jest spore. Oczywiście nie wszyscy kandydaci spełniają wymagania ustawowe, jednak liczba zgłoszeń jest satysfakcjonująca.
Według obecnych założeń potrzebnych będzie około 50 pielęgniarek i około 20 fizjoterapeutów w skali kraju (w przeliczeniu na pełne etaty). Tymczasem zgłosiło się już ponad 150 pielęgniarek, a w przypadku fizjoterapeutów chęć zadeklarowało ponad 80 kandydatów.
Oczywiście są to szacunki oparte na obecnej liczbie spraw. Jeśli zapotrzebowanie wzrośnie, liczba potrzebnych specjalistów również będzie większa.
Rozumiem jednak, że główne sprawy dotyczące np. rent nadal pozostaną w gestii lekarzy?
Dariusz Lachman: Tak. W sprawach rentowych nadal będą orzekać wyłącznie lekarze. I właśnie tutaj pojawia się jedna z najważniejszych zmian.
Od 1998 r. orzekać mogli wyłącznie lekarze posiadający tytuł specjalisty. Reforma przewiduje możliwość zatrudniania również lekarzy bez specjalizacji, ponieważ niedobory kadrowe są bardzo duże.
Tacy lekarze będą jednak musieli spełniać określone warunki. Jeśli nie posiadają specjalizacji, muszą mieć co najmniej pięć lat doświadczenia zawodowego. Jeśli są w trakcie specjalizacji, muszą ukończyć pierwszy moduł lub – w przypadku specjalizacji jednolitej – odbyć co najmniej trzy lata szkolenia. Będą oni mogli orzekać wyłącznie w pierwszej instancji.
Czy osoby bez specjalizacji będą w państwa ocenie wystarczająco kompetentne?
Dariusz Lachman: Jeżeli chodzi o lekarzy bez specjalizacji, przed rozpoczęciem pracy przejdą odpowiednie szkolenia. Ich działalność będzie również podlegała szczególnemu nadzorowi ze strony głównych lekarzy orzeczników i ich zastępców.
W początkowym okresie ich orzeczenia będą dokładnie monitorowane. Jeśli pojawią się problemy, współpraca może zostać zakończona. Zakładamy jednak, że odpowiednie przygotowanie pozwoli im skutecznie wykonywać powierzone zadania.
Jak długo obecnie czeka się na wydanie orzeczenia?
Dariusz Lachman: To zależy od oddziału i liczby dostępnych lekarzy orzeczników. W niektórych jednostkach procedura przebiega szybciej, w innych czas oczekiwania jest dłuższy. Średni czas oczekiwania wynosi 38 dni.
Liczymy jednak, że sytuacja poprawi się dzięki kolejnym zmianom przewidzianym w reformie. Od 1 stycznia 2027 r. możliwe będzie też przeprowadzanie e-wizyt w postępowaniu orzeczniczym. Decyzję o skorzystaniu z takiej formy badania będzie podejmował główny lekarz orzecznik po analizie dokumentacji medycznej i charakteru schorzenia. W wielu przypadkach orzeczenie będzie mogło zostać wydane na podstawie dokumentacji oraz wywiadu przeprowadzonego za pomocą środków komunikacji elektronicznej.
To przejdźmy teraz do zmiany, która – mam wrażenie – może wywołać prawdziwą rewolucję. Chodzi o sytuację, w której ubezpieczony pracuje u jednego pracodawcy, a u drugiego przebywa na zwolnieniu lekarskim Jak ZUS chce sobie z tym poradzić?
Urszula Juszczyk, dyrektor Departamentu Zasiłków ZUS: Może zacznę od pierwszego etapu reformy, który również dotyczy kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich od pracy i obowiązuje już od 13 kwietnia. Zmiany te modyfikują podejście do kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich od pracy, ale przede wszystkim doprecyzowują i rozszerzają mechanizmy kontroli. Bowiem do przepisów ustawy „przeniesiono” to, co przez ponad 25 lat ukształtowała linia orzecznicza. W przepisach pojawiły się pojęcia pracy zarobkowej, aktywności niezgodnej z celem zwolnienia, czynności incydentalnych oraz czynności dnia codziennego. Ta zmiana jest jak najbardziej pozytywna.
Co prawda są to nadal pojęcia nieostre, ale wprowadzają ogólny zarys tego, jakie czynności ubezpieczony może wykonywać w czasie orzeczonej niezdolności do pracy, a jakich nie powinien podejmować. Przede wszystkim uregulowano kwestię czynności dnia codziennego. I tak, np. wyjście do apteki czy sklepu po codzienne zakupy, nie jest już przez ZUS kwestionowane jako niewłaściwe wykorzystywanie zwolnienia lekarskiego od pracy.
Podobnie jest z czynnościami incydentalnymi, których podjęcia w okresie zwolnienia od pracy wymagały istotne okoliczności. Chodzi np. o działania ubezpieczonego, który wysłał jednego maila albo wiadomość w Librusie do rodziców uczniów. Po zmianach nie zostanie to uznane za niewłaściwie wykorzystywanie zwolnienia lekarskiego od pracy.
Natomiast zmiana, która wejdzie w życie 1 stycznia 2027 r., rodzi już dużo wątpliwości. Przepis wprost mówi, że jeżeli ubezpieczony podlega ubezpieczeniom społecznym z co najmniej dwóch tytułów, to na jego żądanie lekarz będzie mógł wystawić zwolnienie tylko dla jednego z nich. ZUS wysłał szereg zapytań do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w kwestii doprecyzowania stosowania przedmiotowych regulacji, gdyż są one niejasne. Natomiast sprawa nie dotyczy tylko ZUS-u, lecz także płatników składek. Bowiem do przeprowadzania kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień od pracy uprawiony jest ZUS, jak również płatnicy zgłaszający do ubezpieczenia chorobowego powyżej 20 ubezpieczonych.
Jakie to wątpliwości?
Urszula Juszczyk: Po pierwsze, nie zostało doprecyzowane, kto i na podstawie jakich kryteriów będzie oceniać, czy praca z danego tytułu może być wykonywana przez ubezpieczonego.
Ponadto ubezpieczony ma obowiązek poinformować drugiego płatnika o tym, że u pierwszego ma orzeczoną niezdolność do pracy. Przepisy nie przewidują jednak żadnych sankcji za jego niewykonanie ani nie określają formy, w jakiej taka informacja ma zostać przekazana. Tu pojawia się kolejny problem, tj. prawidłowego ustalenia jednego okresu zasiłkowego, bowiem drugi płatnik powinien uwzględnić okres orzeczonej niezdolności do pracy u pierwszego płatnika, przy ustalaniu jednego okresu zasiłkowego. Jednak należy podkreślić, że płatnik składek wypłacający zasiłki, u którego pracownik będzie wykonywał pracę w okresie niezdolności do pracy, z wyjątkiem informacji o wystawionym zwolnieniu od pracy z innego tytułu (o ile otrzyma ją od ubezpieczonego), nie będzie posiadał informacji o tym, że okres niezdolności do pracy wynikający z zaświadczenia lekarskiego jest czy nie jest wliczany do okresu zasiłkowego.
Problem dotyczy także świadczenia rehabilitacyjnego, które – mówiąc potocznie – jest przedłużeniem zasiłku chorobowego. Powstaje pytanie, czy również w tym przypadku powinno obowiązywać jedno świadczenie rehabilitacyjne oraz czy możliwa będzie sytuacja, w której u jednego płatnika ubezpieczony będzie pobierał jeszcze zasiłek chorobowy, a u drugiego już świadczenie rehabilitacyjne.
Jednak abstrahując od powyższych wątpliwości, należy zaznaczyć, że z drugiej strony omawiana zmiana może przynieść również korzyści. Bowiem obecnie zdarzają się sytuacje, w których pracownik nie może wykonywać jednej pracy, ale ze względu na jej charakter mógłby wykonywać inną, np. tłumacz, który nie może brać udziału w konferencji, ze względu na zapalenie krtani, ale mógłby dokonywać tłumaczenia online. W obecnych realiach rynku pracy nieobecności pracowników stanowią dla pracodawców istotny problem. Jeżeli więc pracownik, mimo zwolnienia lekarskiego, byłby zdolny do wykonywania określonych obowiązków, nowe rozwiązania mogą okazać się korzystne także dla pracodawców.
Niedawno resort rodziny ogłosił plan zmian dotyczących zasiłku opiekuńczego, w tym jego wydłużenia dla rodzin wychowujących ciężko chore dzieci. Czy z państwa praktyki wynika, że istnieje potrzeba wydłużenia tego świadczenia dla tej grupy? I co z osobami starszymi?
Urszula Juszczyk: Znamy jedynie założenia przedstawione przez panią minister w mediach. Zgodnie z tymi zapowiedziami od 1 stycznia ma zostać wydłużony zasiłek opiekuńczy do 120 dni dla rodziców dzieci chorych onkologicznie, przewlekle chorych. W mojej opinii to dobra zmiana. Trzeba pamiętać, że wymiar tego zasiłku nie był zmieniany od 1999 r. Wszyscy wiemy, że choroba onkologiczna nie jest przeziębieniem czy grypą, które mijają po kilku dniach. W takich sytuacjach rodzice często muszą sprawować długotrwałą opiekę nad dzieckiem, dlatego dodatkowe wsparcie jest jak najbardziej potrzebne.
Uważam również, że warto rozważyć wydłużenie zasiłku opiekuńczego przysługującego z tytułu opieki nad chorym członkiem rodziny, w tym nad seniorami. W ich przypadku również bardzo często mamy do czynienia nie z krótkotrwałą niedyspozycją, lecz z przewlekłymi schorzeniami wymagającymi długotrwałej opieki. Obecny wymiar zasiłku, wynoszący 14 dni, bywa w takich sytuacjach niewystarczający.
Co roku ZUS publikuje raporty dotyczące absencji chorobowej. Jedna rzecz wydaje się niezmienna – liczba zwolnień lekarskich i dni absencji stale rośnie. Wzrasta też liczba zwolnień jednodniowych. Patrząc na te dane, można odnieść wrażenie, że jesteśmy bardzo schorowanym społeczeństwem. Czy tak rzeczywiście jest? A może to nieuzasadnione zwolnienia?
Dariusz Lachman: Z mojego doświadczenia jako lekarza praktykującego wynika, że część zwolnień jednodniowych jest całkowicie uzasadniona. Często są one wystawiane na czas wykonania badań diagnostycznych, które wymagają wcześniejszego przygotowania lub zajmują znaczną część dnia. Są też schorzenia, takie jak ciężkie migreny czy stany po napadzie padaczkowym, które mogą powodować krótkotrwałą nieobecność w pracy. W takich przypadkach jednodniowe lub dwudniowe zwolnienie jest jak najbardziej uzasadnione medycznie.
Jeżeli chodzi o ogólny wzrost liczby zwolnień, moim zdaniem jest on w dużej mierze związany z funkcjonowaniem systemu ochrony zdrowia. Tam, gdzie pacjent może szybko uzyskać konsultację specjalistyczną, wykonać badania i rozpocząć leczenie, absencje zwykle są krótsze.
Jeżeli natomiast pacjent długo czeka na diagnostykę lub terapię, zwolnienia się wydłużają. Zdarza się również, że po wyczerpaniu okresu zasiłkowego konieczne jest przyznanie świadczenia rehabilitacyjnego, ponieważ proces leczenia nadal trwa.
Oczywiście zawsze istnieje pewien odsetek nadużyć i nasze kontrole to potwierdzają. Jest to jednak zjawisko obecne we wszystkich krajach. W mojej ocenie głównym powodem wzrostu liczby zwolnień pozostają problemy z dostępnością świadczeń zdrowotnych.
Urszula Juszczyk: Patrzę na tę kwestię przede wszystkim z perspektywy kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich. Rzeczywiście obserwujemy, że jednodniowe zaświadczenia lekarskie bardzo często przypadają na piątki lub poniedziałki. Potocznie mówi się o „mostkowaniu weekendu” i w praktyce takie przypadki występują.
Między 2024 a 2025 rokiem liczba jednodniowych zaświadczeń lekarskich wzrosła z około 1,7 mln do około 1,8 mln. Jednocześnie całkowita liczba zaświadczeń lekarskich wzrastała znacznie wolniej – z około 27,4 mln do 27,5 mln. Oznacza to, że dynamika wzrostu jednodniowych zwolnień jest wyraźnie większa. Moim zdaniem ich liczba jest zbyt wysoka.
W debacie publicznej pojawiają się propozycje ograniczenia wysokości świadczeń za pierwsze dni zwolnienia. Czy to mogłoby ograniczyć nieprawidłowości?
Urszula Juszczyk: Faktycznie, takie rozwiązanie pojawia się wśród propozycji ograniczenia zaświadczeń jednodniowych, m.in. pojawiały się rozwiązania zakładające obniżenie świadczenia za pierwsze dni zwolnienia lub jego wypłatę dopiero od określonego dnia orzeczonej niezdolności do pracy. W mojej opinii, takie rozwiązania mogłyby ograniczyć liczbę zwolnień wykorzystywanych niezgodnie z ich celem, które są również bardzo trudne do skontrolowania.
W górę poszybowała też liczba zwolnień związanych ze zdrowiem psychicznym. Jak państwo oceniają tę sytuację?
Dariusz Lachman: Warto podkreślić, że nie jest to wyłącznie polski problem. W maju gościliśmy w ZUS przedstawicieli systemu orzeczniczego z Belgii i oni również zwracali uwagę na wzrost liczby zwolnień psychiatrycznych. Podobne sygnały otrzymujemy także z innych krajów Unii Europejskiej.
Przyczyn tego zjawiska jest wiele. Po pierwsze, znacząco zwiększył się dostęp do opieki psychiatrycznej i nowoczesnych metod leczenia. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wizyta u psychiatry była społecznie stygmatyzowana. Dziś jest traktowana podobnie jak konsultacja u każdego innego specjalisty.
Po drugie, obserwujemy, że zwolnienia psychiatryczne bywają wystawiane również przy mniej nasilonych objawach. To jedna z przyczyn wzrostu ich liczby.
Nie można też pomijać zmian społecznych i kulturowych. Współczesne społeczeństwo inaczej reaguje na stres niż kilkadziesiąt lat temu.
Urszula Juszczyk: Moim zdaniem problem wymaga szerszej dyskusji i być może zmian systemowych.
Z jednej strony rzeczywiście wzrosła świadomość dotycząca zdrowia psychicznego i więcej osób korzysta z pomocy specjalistów. Z drugiej strony zwolnienia psychiatryczne są trudniejsze do zweryfikowania niż wiele innych rodzajów niezdolności do pracy.
W efekcie pojawiają się obawy dotyczące nadużyć. Trudno dziś jednoznacznie ocenić, jaka część wzrostu liczby zwolnień wynika z rzeczywistych problemów zdrowotnych, a jaka z łatwiejszego dostępu do tego rodzaju świadczeń.
To wszystko dosyć mocno obciąża fundusz chorobowy. Jak wygląda jego obecna sytuacja?
Urszula Juszczyk: Fundusz od wielu lat pozostaje deficytowy. Liczba zwolnień lekarskich rośnie, podobnie jak wynagrodzenia i wysokość wypłacanych świadczeń.
Jednocześnie składka na ubezpieczenie chorobowe od lat pozostaje na tym samym poziomie – 2,45 proc. W praktyce oznacza to, że wpływy z niej nie nadążają za rosnącymi wydatkami.
Ewentualne podnoszenie składki byłoby jednak rozwiązaniem bardzo niepopularnym społecznie. Natomiast potrzeba zmian ewidentnie istnieje.
Zastanawia mnie również spadek liczby rent z tytułu niezdolności do pracy. Eksperci przedstawiają różne wyjaśnienia, ale chciałabym poznać państwa opinię.
Dariusz Lachman: Liczba nowo przyznawanych rent utrzymuje się od kilku lat na zbliżonym poziomie – około 40 tys. rocznie. Spadek dotyczy natomiast ogólnej liczby osób pobierających to świadczenie.
Może to wynikać z kilku czynników. Po pierwsze, społeczeństwo się starzeje, a część osób pobierających renty przechodzi na emerytury.
Po drugie, zmienia się struktura zatrudnienia. Coraz więcej osób pracuje na podstawie umów cywilnoprawnych, co również wpływa na statystyki.
Znaczenie ma także rozwój medycyny. W wielu chorobach pojawiły się nowoczesne programy lekowe, które pozwalają pacjentom dłużej zachować aktywność zawodową.
Dobrym przykładem jest stwardnienie rozsiane. Wprowadzenie nowoczesnych terapii immunomodulujących wyraźnie zmniejszyło liczbę rent przyznawanych z tego powodu. Chorzy nadal wymagają leczenia, ale częściej pozostają aktywni zawodowo.
Kiedyś dużo mówiło się o dużej reformie orzecznictwa, obejmującej również system orzekania o niepełnosprawności i niezdolności do pracy. Obecnie funkcjonuje wiele różnych rodzajów orzeczeń wydawanych do różnych celów. Tymczasem nowelizacja, o której rozmawialiśmy w ogóle się do tego nie odnosi.
Dariusz Lachman: Założenia obecnej reformy nie odnosiły się do innych systemów orzecznictwa. Nawet na etapie prac nad projektem nie prowadzono dyskusji w tym kierunku.
Skoncentrowano się natomiast na usprawnieniu całego systemu orzecznictwa funkcjonującego wewnątrz ZUS-u, głównie ze względu na problemy, o których wspominałem wcześniej, czyli wydłużający się czas oczekiwania na orzeczenia oraz niedobór lekarzy orzeczników.
Trzeba pamiętać, że w Polsce funkcjonuje stosunkowo wiele systemów orzeczniczych. Oprócz systemu orzekania o stopniu niepełnosprawności, za który odpowiadają powiatowe i wojewódzkie zespoły do spraw orzekania o niepełnosprawności, istnieją również odrębne systemy funkcjonujące w różnych służbach i instytucjach.
Własne systemy orzecznicze posiadają między innymi wojsko, policja, Państwowa Straż Pożarna oraz inne służby podległe Ministrowi Spraw Wewnętrznych i Administracji, a także Ministrowi Sprawiedliwości.
Ponadto mamy jeszcze system funkcjonujący w KRUS-ie. Tam również obowiązują odrębne przepisy i nieco inne zasady orzekania.
W przeszłości były podejmowane próby stworzenia jednego systemu orzeczniczego. Dokładnie rzecz biorąc, w 2017 r. powołano międzyresortowy zespół do spraw opracowania systemu orzekania o niepełnosprawności oraz niezdolności do pracy, którego celem było wypracowanie rozwiązań w tym zakresie.
A czy pana zdaniem takie ujednolicenie systemu jest potrzebne?
Dariusz Lachman: To złożona kwestia. Wszystkie wymienione przeze mnie instytucje mają własne systemy orzecznicze i realizują swoje zadania zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Rzeczywiście można byłoby się zastanowić nad możliwymi rozwiązaniami. Sam pracowałem kiedyś w systemie orzecznictwa podległym MSWiA. Mogę powiedzieć, że obowiązujące tam zasady znacząco różnią się od tych stosowanych wobec pracowników cywilnych. W przypadku funkcjonariuszy ocenia się zdolność do pełnienia służby, uwzględniając jej przebieg oraz charakter wykonywanych obowiązków. Często analizowane są informacje o charakterze poufnym. Jest to więc zupełnie inny system, uwzględniający specyfikę zawodów wymagających gotowości do służby przez całą dobę.
Najbardziej zbliżone do siebie pod kątem zasad orzekania dla celów świadczeń są systemy funkcjonujące w ZUS-ie i KRUS-ie, ale rozwiązania odnośnie możliwości integracji różnych systemów – są to już decyzje podejmowane na szczeblu rządowym.
Po skreśleniu z listy radców prawnych nie jest łatwo uzyskać ponowny wpis
Stan faktyczny
W 2001 r. A.R. został wpisany na listę radców prawnych, jednak kilkanaście lat później, z powodu nieuiszczania składek członkowskich, skreślono go z listy radców prawnych. Gdy A.R. ubiegał się o ponowny wpis, Rada Okręgowej Izby Radców Prawnych odmówiła uwzględnienia jego wniosku, a Prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych utrzymało w mocy zaskarżoną uchwałę. W ocenie Organów wnioskodawca nie spełniał przesłanki polegającej na wykazywaniu się przez kandydata do zawodu radcy prawnego nieskazitelnością charakteru oraz dawaniem dotychczasowym zachowaniem rękojmi należytego wykonywania tego zawodu. Stwierdzono, że A.R. został skazany za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Z ustaleń Organu wynikało też, że wobec A.R. jako radcy prawnemu toczyło się kilka postępowań dyscyplinarnych dotyczących niewywiązywania się ze zobowiązań wobec klientów organów samorządu radcowskiego. W trzech postępowaniach A.R. został ukarany karą nagany z ostrzeżeniem lub karą pieniężną, pozostałe umorzono po skreśleniu go z listy radców prawnych. Ustalono również, że A.R., przez ok. 7 miesięcy po uprawomocnieniu się decyzji o skreśleniu z listy, posługując się tytułem zawodowym „radca prawny”, świadczył pomoc prawną i brał udział w charakterze profesjonalnego pełnomocnika w postępowaniach sądowych. Przez ponad pół roku po utracie uprawnień był zatrudniony w Urzędzie Miasta Ż. na stanowisku radcy prawnego oraz prowadził działalność gospodarczą pod nazwą „Kancelaria Radcy Prawnego A.R.”.
Minister Sprawiedliwości utrzymał w mocy uchwałę Prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych, uznając, że zachowanie A.R. podważa jego odpowiedzialność i wiarygodność, a w efekcie uniemożliwia pełnienie przez niego funkcji zaufania publicznego. Szczególnie naganny jest fakt, że po prawomocnym skreśleniu z listy A.R. świadczył pomoc prawną, posługując się tytułem „radca prawny”. Zachowanie to nie miało charakteru incydentalnego, A.R. w ciągu 7 miesięcy świadomie wprowadzał w błąd klientów, organy i sądy, przed którymi występował. Minister Sprawiedliwości podkreślił, że wnioskodawca odbył aplikację radcowską, zdał egzamin zawodowy, przez wiele lat wykonywał zawód radcy prawnego, powinien więc mieć pełną świadomość, że działanie takie jest niezgodne z prawem. Organ wziął pod uwagę przedstawione przez kandydata pozytywne opinie, jednak uznał, że A.R. z uwagi na swoje zachowania nie może być on postrzegany jako osoba wiarygodna, która gwarantuje prawidłowość świadczenia pomocy prawnej.
Zarzuty skargi
A.R. w skardze do WSA w Warszawie dowodził, że Organy w ogóle nie uwzględniły pozytywnych opinii oraz tego, że od 4 lat przed datą złożenia wniosku doszło do trwałej poprawy zachowania skarżącego, któremu obecnie nie można przypisać żadnego niewłaściwego zachowania. Organy z góry założyły, że po skreśleniu z listy A.R. świadomie posługiwał się tytułem, podczas gdy mogło do tego dojść na skutek zawiadomienia go o tym fakcie z opóźnieniem. Skarżący twierdził, że skazanie go za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu w ogóle nie powinno być brane pod uwagę, gdyż doszło już do zatarcia skazania. A.R. zarzucił też, że ocena prowadzonych wobec niego postępowań dyscyplinarnych była powierzchowna oraz podkreślił, iż w żadnym z nich nie wymierzono kary wydalenia z zawodu. Zdaniem A.R. przyjęta przez Organy wykładnia art. 24 ust. 1 pkt. 5 ustawy z 6.7.1982 r. o radcach prawnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 499; dalej: RadPrU) pozostaje w sprzeczności z konstytucyjnie gwarantowaną zasadą wolności wykonywania wyuczonego zawodu. Nie można bowiem zgodzić się z tym, że osoba, która chce wykonywać zawód radcy prawnego, w zasadzie dożywotnio zostanie pobawiona takiej możliwości z uwagi na popełnienie w przeszłości incydentalnego czynu nagannego.
Wymogi wobec przedstawicieli zawodów zaufania publicznego
WSA w Warszawie oddalił skargę A.R. W uzasadnieniu wyroku wyjaśniono, że zawód radcy prawnego wiąże się ze szczególną rolą, jaką pełnią osoby wykonujące zawody zaufania publicznego. Dokonując analizy, czy kandydat daje rękojmię prawidłowego wykonywania zawodu radcy prawnego, zarówno organ samorządu zawodowego, jak i Minister Sprawiedliwości, powinni brać pod uwagę wszystkie okoliczności składające się na wizerunek kandydata, a więc wszystkie znane im zdarzenia. Nie jest przy tym wykluczone, że jednostkowe zdarzenie będzie rzutować na ocenę tej rękojmi prawidłowego wykonywania zawodu w sposób decydujący. Sąd podzielił stanowisko Organów, że w przypadku A.R. powtarzalność działań naruszających normy etyczne obowiązujące radcę prawnego podważa jego odpowiedzialność i wiarygodność jako osoby wykonującej zawód zaufania publicznego. Sąd podkreślił, że dla oceny postawy etyczno-moralnej kandydata nie ma znaczenia fakt przedawnienia, czy zatarcia kary, ponieważ uznanie ukarania za niebyłe nie uniemożliwia dokonania oceny tych faktów pod kątem nieskazitelnego charakteru i dotychczasowego zachowania dającego rękojmię należytego wykonywania zawodu. Co więcej w przypadku skarżącego, naganne zachowania nie miały charakteru jednostkowego, było to szereg czynów, których dopuścił się w ramach prowadzonej działalności na rynku usług prawniczych.
Odbudowa nieskazitelności charakteru i rękojmi
Sąd stwierdził, że wbrew zarzutom skarżącego utrata nieskazitelności charakteru i rękojmi należytego wykonywania zawodu zaufania publicznego nie musi mieć charakteru definitywnego. Możliwa jest bowiem sytuacja, w której dojdzie do odbudowy tych przymiotów poprzez postawę etyczno-moralną danej osoby w życiu prywatnym oraz zawodowym. Sąd wyjaśnił, że przesłankę z art. 24 ust. 1 pkt. 5 RadPrU, w szczególności znaczenie pojęcia „dotychczasowego zachowania”, należy interpretować w ujęciu systemowym poprzez pryzmat regulacji wynikającej z art. 65 ust. 2c RadPrU. Zdaniem WSA w Warszawie dopiero po upływie 10 lat od dnia uprawomocnienia się orzeczenia o skreśleniu z listy radców prawnych możliwa jest realna odbudowa nieskazitelności charakteru i rękojmi prawidłowego wykonywania prawniczego zawodu zaufania publicznego. Tymczasem A.R. w chwili złożenia wniosku o ponowny wpis na listę radców prawnych wskazywał na swoją nienaganną postawę w trakcie poprzednich 4 lat.
Stanowisko NSA
NSA oddalił skargę kasacyjną A.R. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że Organy, badając spełnienie przesłanki nieskazitelnego charakteru oraz rękojmi należytego wykonywania zawodu, mają obowiązek uwzględniać całokształt dotychczasowego zachowania kandydata oraz wszystkie okoliczności składające się na jego wizerunek jako osoby zaufania publicznego. Chodzi tu o wszystkie działania i zaniechania kandydata, niezależnie od tego, czy wywoływały skutki prawne. Szczególnie doniosły charakter, z punktu widzenia oceny wiarygodności osoby ubiegającej się o ponowny wpis na listę radców prawnych, mają wcześniejsze zachowania, polegające na wykonywaniu czynności właściwych zawodowi radcy prawnego pomimo utraty uprawnień. NSA nie podzielił zarzutów skarżącego, że Organy pominęły przedstawione przez niego opinie i dokumenty świadczące o jego nienagannej postawie. Z uzasadnienia rozstrzygnięć Organów wynika, że wzięto je pod uwagę, jednak nie były one wystarczające do podważenia negatywnej oceny wynikającej z jego zachowań.
Bezpodstawne jest też twierdzenie A.R., że przyjęta przez Organy i Sąd I instancji wykładnia art. 24 ust. 1 pkt. 5 RadPrU prowadzi do dożywotniego pozbawienia go prawa wykonywania zawodu. Organy dokonały oceny aktualnej postawy skarżącego, uznając jednak, że jego wcześniejsze zachowania podważają zaufanie niezbędne do wykonywania zawodu zaufania publicznego. Ocena ta jest zgodna z art. 17 Konstytucji RP, który dopuszcza wprowadzenie szczególnych wymogów wobec osób wykonujących zawody zaufania publicznego w celu ochrony interesu publicznego. NSA za niezasadny uznał zarzut naruszenia art. 65 ust. 1 Konstytucji RP. Przepis ten nie gwarantuje bezwzględnego prawa do wykonywania zawodu niezależnie od spełnienia ustawowych przesłanek, lecz dopuszcza ustanowienie ustawowych warunków dostępu do zawodów regulowanych, których celem jest ochrona interesu publicznego oraz zapewnienie należytego poziomu wykonywania zawodu radcy prawnego.
NSA podkreślił, że ocena spełnienia przesłanki określonej w art. 24 ust. 1 pkt. 5 RadPrU ma charakter aktualny i odnosi się do stanu istniejącego w dacie rozpoznania wniosku o wpis na listę radców prawnych. Oznacza to, że nie ma ona charakteru definitywnego ani nie prowadzi do trwałego wykluczenia możliwości ubiegania się o wpis w przyszłości. W razie zmiany okoliczności faktycznych, w szczególności upływu czasu oraz wykazania przez zainteresowanego stabilnej zmiany postawy odpowiadającej standardom wymaganym od radcy prawnego jako przedstawiciela zawodu zaufania publicznego, kandydat może ponownie ubiegać się o wpis. NSA zaznaczył, że ocena dokonana w niniejszej sprawie odnosi się wyłącznie do stanu faktycznego istniejącego w dacie wydania zaskarżonej decyzji i nie przesądza o wyniku ewentualnych przyszłych postępowań w tym przedmiocie.
Wyrok NSA z 5.2.2026 r., II GSK 1703/22, Legalis
Nowy system wsparcia dla artystów – najważniejsze założenia i kontrowersje
Nowe przepisy mają objąć osoby wykonujące profesjonalną działalność artystyczną, której charakter często nie mieści się w stabilnym modelu zatrudnienia. W przypadku spełnienia kryterium dochodowego projekt ma umożliwić im uzyskanie dopłaty do składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne oraz Fundusz Pracy, a w odniesieniu do artystów zawodowych wykonujących prace w szczególnych warunkach tancerza zawodowego – także na Fundusz Emerytur Pomostowych.
Celem regulacji jest poprawa stabilności zawodowej osób wykonujących zawód artystyczny oraz ich odpowiednie włączenie do systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Skala problemu została pokazana m.in. w badaniu „Policzone i Policzeni 2024”, przygotowanym przez Uniwersytet SWPS na zlecenie Ministerstwa Kultury. Wynika z niego, że 90% artystów deklaruje nieregularność dochodów, 58% badanych nie przekracza poziomu minimalnego wynagrodzenia, 28,5% deklaruje miesięczne przychody z pracy artystycznej nie wyższe niż próg ubóstwa, a kolejne 29,5% mieści się pomiędzy progiem ubóstwa a minimalnym wynagrodzeniem.
Projekt przewiduje wsparcie dla osób wykonujących zawód artystyczny rozumiany jako „profesjonalną, wykonywaną osobiście działalność zawodową w dziedzinie kultury, prowadzoną w sposób stały, nastawioną na zewnętrzny odbiór, prowadzącą bezpośrednio lub pośrednio do powstania utworu (…) albo artystycznego wykonania utworu”. Nie chodzi więc o amatorską aktywność kulturalną.
Ryzyko związane z takim modelem pracy jest realne. Osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę co do zasady otrzymuje wynagrodzenie za wykonywanie pracy. Twórca pracujący projektowo może natomiast przez wiele miesięcy przygotowywać dzieło, spektakl, choreografię czy występ i nie otrzymać wynagrodzenia, jeżeli projekt nie dojdzie do skutku. Ten element ryzyka jest immanentnie związany z działalnością artystyczną i przekłada się na nieregularność dochodów oraz brak stabilnej ochrony ubezpieczeniowej.
50% koszty uzyskania przychodów
Dyskusja o szczególnym traktowaniu działalności twórczej nie jest nowa. Toczyła się już m.in. w 2018 r., przy okazji zmian dotyczących katalogu działalności uprawniających do stosowania 50% kosztów uzyskania przychodów. Wówczas wskazywano, że za każdym utworem stoją realne nakłady, których często nie da się łatwo udokumentować: przygotowanie, rozwój warsztatu, praca koncepcyjna, czas poświęcony na poszukiwania, próby oraz ryzyko, że efekt pracy nie przyniesie oczekiwanego przychodu.
50% koszty uzyskania przychodów były więc uzasadniane potrzebą uwzględnienia specyfiki pracy twórczej także wtedy, gdy twórca nie prowadzi działalności gospodarczej i nie może rozliczać faktycznie poniesionych wydatków tak jak przedsiębiorca. Projekt dotyczący dopłat do składek wyrasta z podobnej obserwacji: działalność twórcza ma szczególną strukturę ekonomiczną, nie zawsze daje się porównać z regularnym zatrudnieniem i nie zawsze pozwala na samodzielne finansowanie składek.
Status artysty zawodowego jako filtr dostępu
Projekt nie zakłada, że dopłata będzie przysługiwała każdej osobie deklarującej działalność artystyczną. Podstawowym warunkiem ma być uzyskanie statusu artysty zawodowego. Zgodnie z art. 26 projektu status ten może zostać przyznany osobie nieprowadzącej pozarolniczej działalności gospodarczej i niepodlegającej ubezpieczeniu społecznemu rolników, która wykonuje zawód artystyczny, posiada udokumentowany dorobek artystyczny, a wykonywanie zawodu artystycznego stanowi istotną część jej aktywności zawodowej. Osoba ta musi również w każdym roku z ostatnich 3 lat podatkowych osiągać przychody, należności lub wynagrodzenie związane z wykonywaniem zawodu artystycznego, z uwzględnieniem uzasadnionych przerw.
Próg dochodowy i spór o „dwunastokrotność”
Jednym z najbardziej komentowanych elementów projektu jest próg dochodowy. Zgodnie z art. 40 ust. 3 projektu „dopłata jest przyznawana, jeżeli średni roczny dochód artysty zawodowego z 3 lat kalendarzowych (…) nie przekroczył 125% dwunastokrotności miesięcznego minimalnego wynagrodzenia za pracę”.
W debacie pojawiły się zarzuty dotyczące pojęcia „dwunastokrotności”. Nie jest to jednak dodatkowy mnożnik, który pozwalałby artyście zarabiać wielokrotność minimalnego wynagrodzenia miesięcznie i nadal korzystać ze wsparcia. Chodzi o przeliczenie miesięcznego minimalnego wynagrodzenia na próg roczny. Projekt odwołuje się do średniego rocznego dochodu z 3 lat kalendarzowych poprzedzających okres, na który ma zostać przyznana dopłata, a punktem odniesienia jest roczna wartość minimalnego wynagrodzenia.
Istotne jest także to, że projekt posługuje się kategorią dochodu, a nie wyłącznie przychodu. Art. 4 pkt 3 szeroko definiuje „dochód” jako kwotę obejmującą różne kategorie przychodów i dochodów, nie tylko klasyczne wynagrodzenie z działalności artystycznej. Zastosowanie 50% kosztów uzyskania przychodów może więc wpływać na wysokość dochodu podatkowego, ale nie oznacza, że próg wsparcia jest liczony od całości przychodów brutto artysty.
Co ważne, projektowany system ma opierać się na dopłacie, a nie na automatycznym finansowaniu pełnej wysokości składek każdej osobie posiadającej status artysty zawodowego. Art. 39 projektu przewiduje możliwość przyznania dopłaty do składek na ubezpieczenia społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy oraz – w przypadku tancerzy zawodowych – Fundusz Emerytur Pomostowych. Z kolei art. 40 ust. 1 stanowi, że dopłata jest przyznawana na wniosek artysty zawodowego, na okres podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu, nie dłuższy niż 12 miesięcy. Postępowanie w sprawie przyznania dopłaty prowadzi ZUS (art. 41 projektu).
Jeżeli artysta ma już częściowo opłacane składki z innego tytułu, np. pracuje na część etatu w domu kultury, szkole artystycznej albo instytucji kultury, wsparcie powinno obejmować jedynie różnicę potrzebną do osiągnięcia minimalnego poziomu ochrony ubezpieczeniowej. Dopłata nie zastępuje składek już opłacanych, lecz uzupełnia je do wymaganego minimum.
Komisja Opiniująca i koszt oceny wniosku
Sporo emocji budzi także Komisja Opiniująca. Zgodnie z art. 16 projektu jej zadaniem jest „wydawanie opinii w sprawach wykonywania zawodu artystycznego oraz posiadania dorobku artystycznego”. Pojawiają się głosy, że 145 członków to za dużo. Trzeba jednak pamiętać, że projekt obejmuje bardzo różne dziedziny kultury: muzykę, sztuki wizualne, sztuki performatywne, sztuki cyrkowe, teatr, film, literaturę, taniec, twórczość audiowizualną i twórczość ludową. Rzetelna ocena dorobku wymaga udziału osób znających specyfikę tych środowisk, dlatego komisja powinna mieć wielu członków o różnorodnym doświadczeniu. Poza tym, na początkowym etapie działania systemu liczba wniosków do zaopiniowania może być bardzo wysoka.
Również koszt opiniowania powinien być oceniany w kontekście funkcji Komisji. Art. 24 ust. 2 projektu przewiduje, że członkowi Komisji przysługuje wynagrodzenie za opinię, przy czym nie może ono przekroczyć 2% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Jest to ustawowy limit maksymalny. W projekcie rozporządzenia wykonawczego do ustawy stawka ta została określona na poziomie 50 zł za opinię dla członka zespołu, koszt oceny jednego wniosku wyniesie 150 zł przy zespole trzyosobowym albo 250 zł przy pięcioosobowym. Nie są to kwoty wygórowane, jeżeli mają zapewnić fachową ocenę dorobku i ograniczyć przypadkowość decyzji. Z czasem, gdy liczba wniosków spadnie, również koszty wydawania opinii będą niższe.
Projekt przewiduje mechanizmy ograniczające ryzyko nadużyć. Samo uzyskanie statusu artysty zawodowego nie wystarcza do otrzymania dopłaty – konieczne jest spełnienie kryterium dochodowego. Art. 41 ust. 5 przewiduje, że oświadczenie o dochodach dołączane do wniosku o dopłatę jest składane pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia. Z kolei art. 42 ust. 2 stanowi, że przed przyznaniem dopłaty ZUS występuje do Szefa KAS o potwierdzenie wysokości określonych dochodów.
Projekt odpowiada na realny problem
Mimo elementów wymagających dopracowania projektowana ustawa odpowiada na realny problem społeczny. Trudno ignorować fakt, że znaczna część osób tworzących kulturę funkcjonuje dziś poza stabilnym systemem zabezpieczenia społecznego, choć wykonuje profesjonalną działalność zawodową. Tymczasem zgodnie z art. 6 Konstytucji RP państwo ma obowiązek stwarzać warunki do upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury, która stanowi „źródło tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju”.
Dopłaty do ZUS dla artystów o najniższych dochodach są w istocie rozwiązaniem relatywnie niskokosztowym. W kulturze potrzebna jest jednak także szersza reforma systemu wynagradzania. Docelowo osoby wykonujące wartościową społecznie pracę, którą sama Konstytucja RP wiąże z tożsamością narodu polskiego, powinny otrzymywać godziwe wynagrodzenie, pozwalające im samodzielnie finansować składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.
Twój księgowy albo doradca nie zapłacił VAT? Ty zapłacisz
Skarbówka chce zaostrzyć zasady solidarnej odpowiedzialności za VAT. Tłumaczy, że chodzi o walkę z fikcyjnymi fakturami. Ale eksperci przestrzegają, że nowe regulacje dotkną też uczciwych przedsiębiorców i mocno skomplikują im życie.
– Ministerstwo Finansów forsuje bardzo niebezpieczne dla podatników przepisy. Dają fiskusowi duże pole do popisu – wskazuje Marcin Jaworski, doradca podatkowy, senior menedżer w PKF Polska.
– Przedsiębiorcy będą musieli bardzo dokładnie sprawdzać kontrahentów i dokumentować transakcje. A i to może nie wystarczyć – mówi Aleksandra Plichta, doradca podatkowy, partner w Crido.
Solidarna odpowiedzialność i split payment
Nowe zasady solidarnej odpowiedzialności za podatek są w projekcie nowelizacji ustawy o VAT (nr UD314), który został przyjęty przez rząd (i o którym Ministerstwo Finansów pisze, że to przepisy „uproszczające”). Chodzi o zmianę art. 105a. Obecnie wynika z niego, że nabywca odpowiada za podatek sprzedawcy (jeśli ten go nie zapłaci), ale tylko wtedy, gdy kupuje tzw. towary wrażliwe (do 15 tys. zł). Są one wymienione w załączniku nr 15 do ustawy o VAT. Znajdziemy tam m.in. sprzęt elektroniczny, części samochodowe, rury, pręty, węgiel.
Solidarna odpowiedzialność jest wyłączona, jeśli kupujący zastosuje split payment. Jest to podział płatności za zakupy na dwie części: kwota netto idzie na zwykłe konto sprzedawcy, VAT na specjalny rachunek. Pieniędzmi z takiego rachunku nie można swobodnie dysponować, służy m.in. do zapłaty swoich podatków.
Nabywca usługi odpowie za VAT sprzedawcy
Co planuje Ministerstwo Finansów? Za VAT sprzedawcy odpowiemy także wtedy, gdy nabywamy usługi niematerialne za przynajmniej 15 tys. zł (albo gdy ich łączna wartość przekracza 50 tys. zł miesięcznie). Są wymienione w planowanym załączniku nr 16. Znajdziemy tam m.in. usługi doradcze, księgowe, reklamowe, zarządzania, badania rynku i opinii publicznej. Ich nabywca będzie musiał zapłacić VAT, jeśli „wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać”, że nie zapłaci go wykonawca.
Kiedy nabywca wie, że sprzedawca nie zapłaci VAT? – Jeśli wspólnie coś kombinują. Ale w normalnych transakcjach nabywca nie ma pojęcia, czy sprzedawca ureguluje podatek. I w ogóle go to nie interesuje, bo ta wiedza nie jest mu do niczego potrzebna. Jednak czy fiskus uwierzy, że nabywca nie wiedział o rozliczeniach sprzedawcy? Nie jestem tego pewna – mówi Aleksandra Plichta.
Czy nabywca powinien przypuszczać, że sprzedawca nie zapłaci VAT?
Kiedy skarbówka może uznać, że są „uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać”, iż sprzedawca nie zapłaci VAT? Nowy przepis stanowi, że wtedy gdy okoliczności i warunki transakcji odbiegają od zwykle występujących, w szczególności, jeśli cena jest niższa od wartości rynkowej bez uzasadnienia ekonomicznego.
– To bardzo subiektywne kryteria. Czy urzędnicy znają na tyle rynek, żeby przesądzać, że cena jest zaniżona? Nie mam wątpliwości, że podatnicy będą musieli się o to spierać ze skarbówką – mówi Marcin Jaworski.
– Wielu przedsiębiorców woli kupić taniej niż drożej. Czy fiskusowi wystarczy takie „uzasadnienie ekonomiczne”? Obawiam się, że nie – mówi Aleksandra Plichta. Dodaje, że powody obniżania cen są bardzo różne, sprzedawcy może np. zależeć na szybkiej zapłacie i dlatego daje spory rabat. Może też być tak, że kupujemy usługę niematerialną od kogoś rozwijającego dopiero biznes, który oferuje niższą cenę. – Co wtedy, gdy kontrahent nie zapłaci VAT? Skarbówka przyjdzie do nabywcy. I trzeba będzie przedstawić powody uzgodnienia niższej ceny oraz przekonać fiskusa, że jest uzasadniona ekonomicznie – podkreśla Aleksandra Plichta.
Split payment nie uratuje przed solidarną odpowiedzialnością
Druga bardzo ważna zmiana – split payment może już nie uchronić przed solidarną odpowiedzialnością. I to zarówno przy nabywaniu towarów wrażliwych, jak i niematerialnych usług. Będzie tak, jeśli fiskus uzna, że nabywca wiedział, iż faktura zapłacona z zastosowaniem mechanizmu podzielonej płatności:
- została wystawiona przez podmiot nieistniejący;
- stwierdza czynności, które nie zostały dokonane;
- podaje kwoty niezgodne z rzeczywistością;
- potwierdza czynności dokonane w warunkach nadużycia prawa.
– Split payment miał chronić przed wyłudzeniami, okazuje się jednak, że Ministerstwu Finansów nie wystarczy – mówi Marcin Jaworski. Podkreśla, że zabezpieczenie przed solidarną odpowiedzialnością będzie wymagało dużo wysiłku. – Przedsiębiorca musi zbierać wszystkie informacje o kontrahencie, np. wyciągi z KRS/CEiDG i Białej Listy, a także dokumenty potwierdzające transakcję, m.in. umowy, notatki z uzgodnień, protokoły i raporty z wykonania usług – tłumaczy ekspert.
– Ministerstwo Finansów być może chce zrobić z przedsiębiorców detektywów, którzy będą dokładnie prześwietlali kontrahentów – mówi Aleksandra Plichta. Dodaje, że aby uniknąć ryzyka solidarnej odpowiedzialności, firmy powinny przeszkolić pracowników zawierających kontrakty, np. przedstawicieli handlowych, i opracować procedury należytej staranności przy sprawdzania biznesowych partnerów.
– A na koniec urzędnik i tak może wszystko zakwestionować – podsumowuje Marcin Jaworski.
Proponowane przez Ministerstwo Finansów przepisy mają generalnie obowiązywać od 1 października 2026 r. Nowe zasady solidarnej odpowiedzialności stosować się będzie do usług, dla których obowiązek podatkowy powstał od tego dnia.
Rada Ministrów: przegląd decyzji z posiedzenia 9.6.2026 r.
Rząd przyjął następujące projekty ustaw oraz innych dokumentów:
- Projekt propozycji minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz minimalnej stawki godzinowej w 2027 r.;
- Projekt propozycji zwiększenia wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2027 r.;
- Projekt propozycji średniorocznych wskaźników wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na rok 2027 oraz informacja o prognozowanych wielkościach makroekonomicznych na rok 2027 (ID258);
- Projekt uchwały Rady Ministrów w sprawie przyjęcia strategii dotyczącej informatyzacji państwa (ID151);
- Projekt ustawy o zmianie ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych oraz ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania (UC63);
- Projekt ustawy o zmianie ustawy o publicznym transporcie zbiorowym oraz niektórych innych ustaw (UD232);
- Projekt ustawy o zmianie ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych oraz niektórych innych ustaw (UC72).
Propozycja wzrostu płacy minimalnej od 2027 r.
Zgodnie z przyjętą propozycją, od 1.1.2027 r. minimalne wynagrodzenie za pracę miałoby wynosić 4950 zł, czyli o 144 zł (3%) więcej niż w 2026 r. Propozycja zostanie przedstawiona Radzie Dialogu Społecznego.
Rząd proponuje również podwyższenie minimalnej stawki godzinowej dla określonych umów cywilnoprawnych do 32,30 zł od 1.1.2027 r. Oznaczałoby to wzrost o 0,90 zł względem stawki obowiązującej w 2026 r. Szacuje się, że ze wzrostu minimalnego wynagrodzenia skorzysta około 1,58 mln pracowników.
Rząd proponuje waloryzację emerytur i rent o co najmniej 3,48% w 2027 r.
Rada Ministrów przyjęła propozycję wskaźnika waloryzacji emerytur i rent na 2027 r. Świadczenia wzrosłyby o co najmniej 3,48%, a najniższa emerytura od marca 2027 r. przekroczyłaby 2047 zł. Szacowany koszt waloryzacji to około 16,7 mld zł.
Płace wzrosną bardziej niż inflacja
Rada Ministrów przyjęła propozycję średniorocznego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na 2027 r. na poziomie 103%, co oznacza podwyżki płac i kwot bazowych o 3%. Wzrost wynagrodzeń objąłby m.in. nauczycieli, urzędników, żołnierzy, funkcjonariuszy oraz pozostałych pracowników cywilnych budżetówki. Podwyżki mają zostać wprowadzone z wyrównaniem od 1 stycznia 2027 r. Rząd przyjął także prognozy makroekonomiczne zakładające m.in. wzrost PKB o 3,1% i inflację na poziomie 2,5%. Propozycja trafi teraz do Rady Dialogu Społecznego.
Strategia cyfryzacji państwa do 2035 r.
Rada Ministrów przyjęła strategię wyznaczającą kierunki transformacji cyfrowej Polski do 2035 r. Dokument zakłada rozwój usług publicznych dostępnych online, wzmocnienie cyberbezpieczeństwa, rozbudowę infrastruktury telekomunikacyjnej oraz lepsze wykorzystanie danych i nowoczesnych technologii, w tym sztucznej inteligencji. Strategia przewiduje także podnoszenie kompetencji cyfrowych obywateli i pracowników administracji, usprawnienie współpracy między administracją rządową i samorządową oraz wsparcie innowacyjnej gospodarki cyfrowej.
Duże spółki giełdowe mają zwiększyć udział niedostatecznie reprezentowanej płci we władzach
Rada Ministrów przyjęła projekt, który ma zwiększyć udział niedostatecznie reprezentowanej płci w zarządach i radach nadzorczych największych spółek giełdowych. Docelowo kobiety lub mężczyźni mają zajmować co najmniej jedną trzecią stanowisk w tych organach. Spółki będą zobowiązane do stosowania przejrzystych zasad wyboru kandydatów, przyjmowania polityki równowagi płci oraz corocznego raportowania struktury władz. Nowe regulacje obejmą duże spółki giełdowe zatrudniające co najmniej 250 pracowników i dostosują polskie prawo do wymogów Unii Europejskiej.
Powstaną minimalne standardy połączeń i nowe formy przewozów
Projekt ma ograniczyć wykluczenie transportowe i ułatwić mieszkańcom, zwłaszcza terenów wiejskich i mniejszych miejscowości, dojazd do pracy, szkół, placówek ochrony zdrowia oraz instytucji publicznych. Po raz pierwszy zostanie wprowadzony ogólnopolski standard dostępności transportu publicznego, określający minimalną liczbę połączeń między stolicami województw, powiatami i gminami. Marszałkowie województw będą odpowiadać za koordynację regionalnej sieci transportowej, a samorządy zyskają możliwość organizowania przejazdów na żądanie. Przewidziano także obowiązek cyfrowego udostępniania rozkładów jazdy.
Lepsza kontrola jakości żywności i ograniczenie oszustw na rynku owoców i warzyw
Projekt dostosowuje polskie prawo do nowych regulacji Unii Europejskiej dotyczących jakości owoców i warzyw oraz wzmacnia nadzór nad żywnością na wszystkich etapach obrotu. Rozszerzone zostaną uprawnienia Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, m.in. w zakresie kontroli informacji kierowanych do konsumentów w internecie i reklamach. Zaostrzone zostaną kary za oszustwa żywnościowe oraz naruszenia obowiązków dokumentacyjnych. Projekt przewiduje także usprawnienie kontroli żywności importowanej spoza UE, wprowadzenie definicji handlowca oraz nowe zasady korzystania ze znaku „Poznaj Dobrą Żywność”.
Skarga nadzwyczajna RPO skuteczna w sprawie odrzuconego zażalenia
Stan faktyczny
Referendarz sądowy wydał nakaz zapłaty, w którym nakazano A.W. zapłatę na rzecz powoda ponad 13 tys. zł wraz z odsetkami oraz ponad 2,5 tys. zł tytułem zwrotu kosztów procesu. A.W. wniósł sprzeciw, jednak Sąd Rejonowy w W. odrzucił ten środek zaskarżenia z uwagi na nieuzupełnienie jego braków formalnych. Postanowienie to, wraz ze sporządzonym z urzędu uzasadnieniem, zostało doręczone jedynie pełnomocnikowi powoda. Pomimo tego pełnomocnik pozwanego wniósł zażalenie kwestionując postanowienie i podnosząc fakt jego niedoręczenia. Po wpływie zażalenia SR w W. doręczył pełnomocnikowi A.W. odpis postanowienia.
Sąd Okręgowy w W. odrzucił zażalenie, wskazując, że zgodnie z art. 357 § 21 KPC postanowienie wydane na posiedzeniu niejawnym sąd uzasadnia tylko wtedy, gdy podlega ono zaskarżeniu, i tylko na żądanie strony zgłoszone w terminie tygodnia od dnia doręczenia postanowienia. W konsekwencji warunkiem rozpoznania przez sąd odwoławczy zażalenia jest uprzednie złożenie przez skarżącego wniosku o sporządzenie i doręczenie uzasadnienia kwestionowanego orzeczenia (zob. uchwała SN z 20.8.2021 r., III CZP 59/20, Legalis). Z uwagi na niedochowanie tego wymogu Sąd nie mógł rozpoznać merytorycznie zażalenia wniesionego przez pełnomocnika A.W.
Skarga nadzwyczajna RPO
RPO zaskarżył orzeczenie SO w W. zarzucając mu rażące naruszenie art. 373 § 1 w zw. z art. 397 § 3 w zw. z art. 357 § 2 w zw. z art. 358 KPC w brzmieniu obowiązującym do 6.11.2019 r. w zw. z art. 11 ust. 1 pkt 1 ustawy z 4.7.2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2019 r. poz. 1469; dalej: ZmKPC19), w brzmieniu obowiązującym do 30.6.2023 r. RPO stwierdził, że na skutek tych uchybień doszło do naruszenia wynikającego z art. 78 Konstytucji RP prawa pozwanego do kontroli instancyjnej wydanego przez SR w W. postanowienia o odrzuceniu sprzeciwu. RPO wskazał, że uzasadnienie kwestionowanego zażaleniem postanowienia powinno być i w rzeczywistości zostało sporządzone z urzędu, gdyż w sprawie miały zastosowanie art. 357 § 2 w zw. z art. 358 KPC w brzmieniu obowiązującym do 6.11.2019 r. Na mocy przepisu przejściowego zawartego w art. 11 ust. 1 pkt 1 ZmKPC19, w jego ówcześnie obowiązującym brzmieniu, w chwili wydania postanowienia o odrzuceniu sprzeciwu należało stosować przepisy KPC w brzmieniu sprzed nowelizacji. W rezultacie wniosek o uzasadnienie postanowienia SR w W. był zbędny. RPO wskazał, że z uwagi na dynamikę podejmowanych przez sąd i strony czynności procesowych, nałożenie się na siebie obu reżimów prawnych w toku postępowania powodowało ryzyko powstania nierozwiązywalnych sprzeczności. Aby uniknąć tych problemów art. 11 ust. 1 ZmKPC19 został zmodyfikowany ustawą z 9.3.2023 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 614).
RPO zwrócił uwagę również na uchybienia, które doprowadziły do odrzucenia samego sprzeciwu. Wydanie postanowienia SR w W. nastąpiło w związku z budzącymi liczne kontrowersje początkami stosowania tzw. e-doręczeń w czasie pandemii SARS-CoV-2. Powodem odrzucenia sprzeciwu było niewykonanie doręczonego w ten sposób wezwania do uzupełnienia braków formalnych. W ocenie RPO, z uwagi na brak jednoznacznej informacji dla adresata wezwania o tym, że publikacja w Portalu Informacyjnym stanowi tzw. e-doręczenie, wywołujące skutki procesowe, doręczenie to, w świetle orzecznictwa SN, powinno zostać uznane za nieskuteczne. RPO dowodził, że sytuacja, w której ustawodawca wprowadził e-doręczenia bez zapewnienia adekwatnej do tego infrastruktury informatycznej, nie powinna obciążać pozwanego.
Przepisy właściwe dla sprawy
SN uchylił zaskarżone postanowienie i sprawę przekazał SO w W. do ponownego rozpoznania. W uzasadnieniu postanowienia wskazano, że w pierwotnym brzmieniu art. 11 ust. 1 pkt 1 ZmKPC19 stanowił, iż sprawy, w których przed dniem wejścia w życie ZmKPC19 wydano nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, do czasu zakończenia postępowania w danej instancji podlegają rozpoznaniu zgodnie z przepisami, w brzmieniu dotychczasowym. Po zmianie obowiązującej od 1.7.2023 r., regulacja ta przewiduje, że sprawy, w których przed dniem wejścia w życie ZmKPC19 wydano nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, do czasu zakończenia postępowania w danej instancji podlegają rozpoznaniu zgodnie z przepisami części pierwszej księgi pierwszej tytułu VII działu V lub VIII KPC, w brzmieniu dotychczasowym. Ma to o tyle istotne znaczenie, że wszystkie orzeczenia w niniejszej sprawie zapadły, przed wejściem w życie znowelizowanego art. 11 ust. 1 pkt 1 ZmKPC19.
SN stwierdził, że aby w danej sprawie znalazły zastosowanie przepisy w brzmieniu sprzed ZmKPC19, nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym musiałby zostać wydany przed 7.11.2019 r., tak jak to miało miejsce w tej sprawie. Dla ustalenia przepisów właściwych dla danej sprawy na gruncie art. 11 ust. 1 pkt 1 ZmKPC19 nie ma natomiast znaczenia doręczenie pozwanemu nakazu zapłaty po tej dacie. Dlatego do zażalenia na postanowienie SR w W. o odrzuceniu sprzeciwu należało stosować przepisy KPC w brzmieniu sprzed nowelizacji, czyli obowiązującym do 6.11.2019 r. Ponieważ SO w W. zastosował art. 373 § 1 w zw. z art. 397 § 3 w zw. z art. 357 § 21 KPC w brzmieniu obowiązującym od 7.11.2019 r. do 30.6.2023 r., SN uznał, że doszło do naruszenia prawa pozwanego prawa do kontroli instancyjnej wydanego przez SR w W. postanowienia.
Konstytucyjna gwarancja dwuinstancyjności postępowania
SN stwierdził, że zaskarżone postanowienie wydane na skutek wadliwego działania SO w W. pozbawiło pozwanego prawa do merytorycznej kontroli instancyjnej wniesionego środka odwoławczego, dlatego uwzględnił skargę nadzwyczajną RPO. Zgodnie z art. 78 Konstytucji RP, każda ze stron ma prawo do zaskarżenia orzeczeń i decyzji wydanych w I instancji, natomiast wyjątki od tej zasady oraz tryb zaskarżania określa ustawa. W uzasadnieniu wyroku wyjaśniono, że art. 78 Konstytucji RP sprzyja realizacji prawa do sądu przez to, że nakłada na ustawodawcę obowiązek ustanowienia unormowań, które umożliwiają wyeliminowanie uchybień, pomyłek i arbitralności orzeczeń wydanych przez sąd I instancji. SN podkreślił, że konstytucyjna gwarancja zaskarżalności pełni wiele funkcji. Przede wszystkim przyczynia się do podwyższenia standardu rzetelności postępowań przed organami państwa, przez wymuszenie istnienia systemu kontroli rozstrzygnięć. Ponadto zwiększa zaufanie do aparatu państwowego oraz oddziałuje prewencyjnie na rozstrzygnięcia organów niższego szczebla (zob. postanowienie SN z 21.9.2021 r., I NSNc 78/20, Legalis).
Wyrok SN z 10.3.2026 r., II NSNc 270/24, Legalis
Nowe zasady dla radców prawnych: ochrona tytułu, grupowe OC i zdalne działania samorządu
- Ustawa porządkuje zasady przetwarzania danych osobowych przez organy samorządu radców prawnych oraz określa okresy przechowywania danych.
- Nowelizacja wprowadza ochronę prawną oznaczeń „kancelaria radcy prawnego” i „kancelaria radców prawnych”, a także zaostrza sankcje za nieuprawnione posługiwanie się tytułem zawodowym radcy prawnego.
- Zmiany obejmują również nowe zasady obowiązkowego ubezpieczenia OC, możliwość zdalnego działania organów samorządu oraz modyfikację postępowań dyscyplinarnych.
Cel i ratio legis zmian
Jak wskazano w uzasadnieniu projektu, celem nowelizacji jest usprawnienie funkcjonowania samorządu zawodowego radców prawnych, dostosowanie przepisów do aktualnych potrzeb praktyki oraz usunięcie problemów interpretacyjnych, które ujawniły się podczas stosowania ustawy z 6.7.1982 r. o radcach prawnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 499; dalej: RadPrU). Projektodawca podkreśla również konieczność dalszego dostosowania regulacji do wymogów wynikających z przepisów dotyczących ochrony danych osobowych.
Nowelizacja ma także zapewnić większą efektywność działania organów samorządu, zwiększyć poziom ochrony wykonywania zawodu radcy prawnego oraz wzmocnić zaufanie do samorządu zawodowego jako instytucji sprawującej pieczę nad wykonywaniem zawodu zaufania publicznego.
Ochrona danych osobowych i tajemnicy zawodowej
Istotna część zmian dotyczy przetwarzania danych osobowych przez organy samorządu radców prawnych. Ustawa doprecyzowuje zasady retencji danych oraz określa okresy ich przechowywania.
Przewidziano, że dane osobowe zgromadzone w postępowaniach prowadzonych przez organy samorządu będą co do zasady przechowywane przez 10 lat od zakończenia postępowania. Dłuższy, 15-letni okres przechowywania ma dotyczyć danych związanych z postępowaniami dyscyplinarnymi oraz wykonywaniem nadzoru nad tymi postępowaniami.
Jednocześnie ustawa jednoznacznie wskazuje, że administratorem danych osobowych przetwarzanych przez organy krajowe samorządu jest Krajowa Izba Radców Prawnych, natomiast w odniesieniu do organów działających na szczeblu okręgowym funkcję administratora będą pełnić okręgowe izby radców prawnych.
Nowelizacja rozszerza także ochronę tajemnicy zawodowej. Obowiązek zachowania tajemnicy nie będzie ustawał również wtedy, gdy z żądaniem ujawnienia informacji uzyskanych podczas świadczenia pomocy prawnej wystąpi organ nadzorczy właściwy w sprawach ochrony danych osobowych.
Ochrona oznaczeń kancelarii i tytułu zawodowego
Ustawodawca zdecydował się na objęcie ochroną prawną oznaczeń „kancelaria radcy prawnego” oraz „kancelaria radców prawnych”.
Posługiwanie się tymi oznaczeniami będzie dopuszczalne wyłącznie przez podmioty wskazane w RadPrU. Rozwiązanie ma przeciwdziałać sytuacjom, w których osoby nieuprawnione wykorzystują oznaczenia mogące sugerować wykonywanie zawodu radcy prawnego.
Nowelizacja przewiduje również istotne zaostrzenie odpowiedzialności za bezprawne używanie tytułu zawodowego „radca prawny” lub chronionych oznaczeń kancelarii. W takich przypadkach możliwe będzie orzeczenie:
- grzywny od 5 000 zł do 200 000 zł;
- kary ograniczenia wolności;
- obu tych kar łącznie.
Rozwiązanie to ma zwiększyć skuteczność ochrony zawodu radcy prawnego oraz ograniczyć ryzyko wprowadzania klientów w błąd.
Ochrona radców prawnych i strój urzędowy
Nowelizacja rozszerza ochronę prawną przysługującą radcom prawnym podczas wykonywania czynności zawodowych lub w związku z ich wykonywaniem.
Po wejściu w życie nowych przepisów radca prawny będzie korzystał z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych na zasadach określonych w Kodeksie karnym.
Jednocześnie po raz pierwszy w ustawie wprost określono strój urzędowy radcy prawnego. Będzie nim toga z żabotem oraz wypustką koloru ciemnoniebieskiego. Ustawa przewiduje również wydanie rozporządzenia określającego szczegółowy wzór stroju urzędowego.
Nowe zasady stwierdzania niezdolności do wykonywania zawodu
Zmianie ulegają przepisy dotyczące stwierdzania niezdolności radcy prawnego do wykonywania zawodu.
Rada okręgowej izby radców prawnych będzie mogła podjąć uchwałę o niezdolności do wykonywania zawodu po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego oraz na podstawie orzeczenia lekarskiego.
Nowe przepisy przewidują dodatkowe gwarancje proceduralne, w tym:
- obowiązek wysłuchania radcy prawnego lub jego pełnomocnika;
- możliwość ustanowienia pełnomocnika z urzędu;
- możliwość żądania przeprowadzenia badań lekarskich;
- prawo do wystąpienia o zmianę lub uchylenie uchwały w przypadku zmiany okoliczności.
Projektodawca zrezygnował również z dotychczasowego odwoływania się do pojęcia trwałej niezdolności do wykonywania zawodu.
Grupowe ubezpieczenie OC radców prawnych
Jedną z najważniejszych zmian jest ustawowe uregulowanie zasad obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej radców prawnych.
Nowelizacja przewiduje, że Krajowa Izba Radców Prawnych będzie zawierała umowę ubezpieczenia na rzecz radców prawnych wykonujących zawód. Rozwiązanie to ma zapewnić korzystniejsze warunki ubezpieczenia oraz usprawnić nadzór nad realizacją obowiązku ubezpieczeniowego.
Jednocześnie radca prawny będzie mógł zrezygnować z uczestnictwa w grupowym systemie ubezpieczenia pod warunkiem przedstawienia dowodu zawarcia indywidualnej polisy spełniającej wymagania ustawowe.
Aplikanci radcowscy i aplikanci adwokaccy
Nowelizacja usuwa również problem dotyczący statusu aplikanta radcowskiego po wpisie na listę radców prawnych, ale przed złożeniem ślubowania.
Przyjęto, że skreślenie z listy aplikantów nastąpi dopiero po uzyskaniu prawa wykonywania zawodu radcy prawnego, które powstaje z chwilą złożenia ślubowania.
Ponadto ustawa jednoznacznie przewiduje, że aplikant adwokacki może zastępować radcę prawnego na takich samych zasadach jak aplikant radcowski.
Zdalne posiedzenia i uchwały organów samorządu
W ustawie wprowadzono stałe rozwiązania umożliwiające funkcjonowanie organów samorządu radców prawnych przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej.
Organy samorządu będą mogły:
- odbywać posiedzenia zdalne lub hybrydowe;
- podejmować uchwały na odległość;
- podejmować uchwały w trybie obiegowym.
Przepisy wymagają jednocześnie zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, integralności i poufności danych wykorzystywanych podczas takich posiedzeń.
Zmiany w postępowaniach dyscyplinarnych
Nowelizacja modyfikuje również przepisy dotyczące odpowiedzialności dyscyplinarnej radców prawnych.
Przede wszystkim doprecyzowano, że kasacja do Sądu Najwyższego przysługuje od prawomocnych orzeczeń kończących postępowanie wydanych przez Wyższy Sąd Dyscyplinarny w II instancji.
Jednocześnie ustawodawca zrezygnował z zasady automatycznego wstrzymywania wykonania prawomocnego orzeczenia dyscyplinarnego wskutek wniesienia kasacji. Oznacza to, że prawomocne orzeczenia będą co do zasady wykonalne natychmiast, natomiast ewentualne wstrzymanie ich wykonania będzie mogło nastąpić na zasadach wynikających z przepisów postępowania karnego.
Etap legislacyjny
Ustawa z 15.5.2026 r. o zmianie ustawy o radcach prawnych została podpisana przez Prezydenta RP 2.6.2026 r. i przewiduje wejście w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia. Podstawowym celem nowych regulacji jest usprawnienie funkcjonowania samorządu zawodowego radców prawnych, zwiększenie ochrony wykonywania zawodu oraz dostosowanie przepisów do współczesnych wymagań organizacyjnych i technologicznych.
O tarczę trzeba się troszczyć
27 maja 2026 r. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił żołnierza Karola S., którego prokuratura oskarżyła o przekroczenie uprawnień oraz narażenie osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zgodnie ze zgromadzonym materiałem dowodowym, miał on oddać 12 strzałów z broni służbowej w rejonie granicy z Białorusią, gdzie przebywali migranci oraz funkcjonariusze i żołnierze.
Adekwatnie do zagrożenia
Od początku postępowania 25-latek konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Jak powiedział sędzia Radosław Hunek: „sąd absolutnie nie zgodził się z aktem oskarżenia”. Zdaniem sądu każdy żołnierz ma konstytucyjny i ustawowy obowiązek obrony granic ojczyzny, a na podstawie art. 11 ustawy o obronie Ojczyzny siły zbrojne w takich sytuacjach mają prawo stosowania środków przymusu bezpośredniego, użycia broni i innego uzbrojenia „w sposób adekwatny do zagrożenia”.
Odnosząc się do tych słów sądu, przypomnieć należy brzmienie art. 26 ust. 1 Konstytucji RP, zgodnie z którym Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic.
Wskazane w tym przepisie cele sił zbrojnych są bezpośrednio powiązane z wymienionym w art. 5 ustawy zasadniczej celem samej państwowości polskiej, jakim jest strzeżenie niepodległości i nienaruszalności terytorium naszego kraju. Konkretyzacja konstytucyjnego obowiązku znalazła odzwierciedlenie we wspomnianym art. 11 ust. 1 ustawy z 11 marca 2022 r. o obronie Ojczyzny, który potwierdza, że siły zbrojne stoją na straży suwerenności i niepodległości państwa oraz jego bezpieczeństwa i pokoju.
Nałożone obowiązki
Naturalną konsekwencją wskazanych założeń jest oddanie w ręce żołnierzy narzędzi pozwalających na wywiązanie się z nałożonego obowiązku. Zgodnie bowiem z dyspozycją przepisu art. 11 ust. 4 ustawy, siły zbrojne, realizując zadania konstytucyjne, w zakresie ochrony niepodległości państwa, niepodzielności jego terytorium oraz zapewnienia bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic, mają prawo stosowania środków przymusu bezpośredniego, użycia broni i innego uzbrojenia, z uwzględnieniem konieczności i celu wykonania tych zadań, w sposób adekwatny do zagrożenia oraz w granicach zasad określonych w wiążących Rzeczpospolitą Polską ratyfikowanych umowach międzynarodowych oraz międzynarodowym prawie zwyczajowym.
Dyspozycja zakodowana w treści art. 11a ust. 1 pkt. 6 ustawy o obronie Ojczyzny jednoznacznie przesądza o tym, że żołnierze sił zbrojnych stojący na straży nienaruszalności granic RP mają prawo stosowania środków przymusu bezpośredniego, użycia broni i innego uzbrojenia w celu odparcia bezpośredniego, bezprawnego zamachu na nienaruszalność granicy państwowej przez osobę, która wymusza przekroczenie granicy państwowej przy użyciu pojazdu, broni palnej lub innego niebezpiecznego przedmiotu albo działa w inny sposób bezpośrednio zagrażający życiu, zdrowiu lub wolności żołnierza lub innej osoby lub wspólnie z inną osobą, która posługuje się taką bronią, przedmiotem lub sposobem.
Organ procesowy dokonujący prawnokarnej oceny działania żołnierzy sił zbrojnych musi także pamiętać, że oprócz konieczności wywiązania się z nałożonych na nich obowiązków prawnych, o których była wyżej mowa, muszą oni pozostać wierni złożonej przysiędze wojskowej, podczas której uroczyście przysięgają bronić polskich granic nawet za cenę życia i krwi własnej.
Wracając do wyroku sądu w Lublinie, należy wskazać, iż słusznie uznał on, że żołnierze oddelegowani do pomocy Straży Granicznej w ochronie granicy nie tracą całkowicie statusu żołnierza. Gdyby tak było mogliby używać broni tylko w celu zaalarmowania lub wezwania pomocy. Zdaniem sądu, „idąc tym tokiem myślenia, można by powiedzieć – żartując trochę tragicznie – że powinni wydać im broń hukową i pistolety sygnałowe z racami”. Dodał, że żołnierzom oddelegowanym do służby przy granicy przysługują uprawnienia funkcjonariusza SG np. sprawdzanie dokumentów, przeszukanie bagażu, ale to nie powoduje, że tracą swoje uprawnienia, co do użycia broni.
Gdyby odrzucić argumentację sądu, trudno byłoby sobie wyobrazić, w jaki sposób żołnierze sił zbrojnych mogliby wywiązać się z nałożonych na nich obowiązków. Czy żołnierzowi chcącemu skutecznie obronić siebie lub innego żołnierza przed bezprawnym i bezpośrednim atakiem uzbrojonego w nóż lub dzidę napastnika wystarczyłaby broń hukowa i wołanie o pomoc? Nawet jeżeli żołnierze WP kierowani są do wsparcia działań Straży Granicznej, nadal pozostają żołnierzami i zachowują swój status.
Warto jeszcze przypomnieć, że siłami zbrojnymi są przede wszystkim obywatele RP spełniający swój obowiązek służby wojskowej, jak i wchodzący w skład sił zbrojnych poprzez realizację wolności wyboru i wykonywania zawodu.
W kontekście tym należy przypomnieć, że już w art. XI Konstytucji 3 maja zapisano m.in. „wojsko nic innego nie jest, tylko wyciągnięta siła obronna i porządna z ogólnej siły Narodu”.
Kierując do sądu akt oskarżenia prokuratura wskazała, że 25 marca 2024 r. przy granicy z Białorusią w rejonie Dubicz Cerkiewnych doszło do nielegalnego przekroczenia granicy przez migrantów. Za pomocą samochodowego lewarka rozgięli oni przęsła stalowej bariery i przeszli na stronę polską, niosąc drabiny, które miały posłużyć do pokonania kolejnej przeszkody, czyli zwojów drutu ostrzowego – concertiny.
W czasie biegu oskarżony, znajdując się od ok. 210 metrów do ok. 164 metrów od tego miejsca, przyjmując za każdym razem postawę strzelecką, oddał łącznie 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej w kierunku znajdującej się na tej drodze grupy osób złożonej z migrantów, funkcjonariuszy SG i żołnierzy. Według prokuratury spośród tych 12 strzałów – trzy pociski rykoszetowały po uderzeniach w słup betonowy, ziemię i zwoje drutu kolczastego. Pozostałe dziewięć przeszło obok grupy. W tym czasie migranci cofali się na stronę białoruską, rzucając gałęziami i kamieniami w stronę funkcjonariuszy i żołnierzy, na co ci reagowali rozpylaniem gazu łzawiącego.
Powołany przez prokuraturę biegły z zakresu badań broni i balistyki stwierdził, że pociski wystrzelone w czasie dziewięciu strzałów, które nie rykoszetowały, miały energię wystarczającą do spowodowania zranienia lub śmierci człowieka, zależnie od miejsca trafienia, na całym torze lotu.
Wyrok uniewinniający Karola S., jak wspomniano, dotyczył także narażenia osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W zakresie tym sąd podniósł, iż uznani za pokrzywdzonych funkcjonariusze SG oraz żołnierze zeznali, że nie czuli żadnego zagrożenia i nie żądali ścigania oskarżonego.
Jak rozumieć „bezpośredniość”
W świetle ustaleń sądu przypomnieć należy, że narażenie człowieka na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu powinno być bezpośrednie, co oznacza, że w sytuacji przez sprawcę już stworzonej, a więc bez dalszych działań z jego strony, istnieje duże prawdopodobieństwo nastąpienia w najbliższym czasie wymienionych w art. 160 KK skutków.
W wyroku z 4 października 2007 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie (sygn. akt II AKa 132/07) określił „bezpośredniość” jako niebezpieczeństwo natychmiastowe, realne, konkretnie istniejące w sytuacji już stworzonej przez sprawcę bez jego dalszych możliwych działań.
Według poglądu Sądu Apelacyjnego w Katowicach wyrażonego w wyroku z 20 marca 2003 r. (sygn. akt II AKa 18/03) w pojęciu „bezpośrednie” nie mieszczą się takie wypadki, w których niebezpieczeństwo wprawdzie istnieje, ale jego realizacja zależy od ewentualnych dalszych działań sprawcy bądź innych osób.
W ocenie sądu oskarżony był bardzo dobrze wyszkolonym żołnierzem i miał bardzo dobre wyniki ze strzelania, a strzały, które oddał wówczas przy granicy z Białorusią, nie były wycelowane w osoby, tj. w funkcjonariuszy SG, żołnierzy i migrantów. Sąd przyznał także rację oskarżonemu, który stwierdził, że gdyby chciał, żeby ktoś zginął, to by zginął.
Sąd słusznie przypomniał, że do agresji ze strony osób nielegalnie przekraczających granicę dochodziło wówczas często, a miesiąc później od tego zdarzenia – w tym samym miejscu – zginął żołnierz ugodzony nożem.
Sąd stwierdził, że nie jest tak, że człowiek broniący swojego kraju, ma w takiej sytuacji salwować się ucieczką, dzwonić po wsparcie. Żołnierz po to został wysłany na granicę żeby chronić jej nienaruszalności. W związku z powyższym w zachowaniu szeregowego sąd nie dopatrzył się naruszenia żadnych uprawnień. Karol S. podczas procesu wyjaśniał, że do zauważonych migrantów krzyknął „Wojsko Polskie, stój”, następnie „Wojsko Polskie, stój, bo strzelam”, po czym oddał strzały – w jego ocenie – w kierunku bezpiecznym, tj. pod lekkim kątem w powietrze, aby zaalarmować sąsiednie posterunki. Wskazał, że były to strzały alarmowe i ostrzegawcze.
W kontekście oceny inkryminowanych zdarzeń bezwzględnie należy pamiętać, że imigranci dopuszczali się przestępstwa polegającego na nielegalnym przekroczeniu granicy (art. 264 KK), a ich działaniom towarzyszył wysoki stopień agresji. Z całą mocą trzeba podkreślić, że karnoprawna ocena zachowań żołnierzy oraz funkcjonariuszy innych służb strzegących granicy polsko-białoruskiej powinna uwzględniać specyficzne warunki, w jakich wykonują oni swoje obowiązki służbowe. Służba na granicy polsko-białoruskiej, zwłaszcza w obecnej sytuacji związanej z kryzysem migracyjnym, wywołuje u żołnierzy znaczne obciążenie psychiczne i fizyczne, prowadząc do zwiększonego stresu. Warunki służby, trudne do zniesienia długotrwałe przebywanie w nieprzyjaznym otoczeniu, a także sytuacje prowokacyjne, mogą prowadzić do problemów zdrowotnych i psychicznych.
Przykładem może być tragiczna śmierć Mateusza Sitka, który został ugodzony nożem w okolicę klatki piersiowej na granicy polsko-białoruskiej w okolicach Dubicz Cerkiewnych. Zdarzenie to musiało odcisnąć głębokie piętno na jego kolegach, zwłaszcza tych, którzy byli tego świadkami.
U żołnierzy i funkcjonariuszy pełniących służbę na granicy polsko-białoruskiej może wystąpić zespół stresu pourazowego PTSD, który powoduje trudności z koncentracją, drażliwość czy niekontrolowane wybuchy gniewu. Osoba cierpiąca na PTSD zmienia postrzeganie zarówno siebie, jak i świata, może odczuwać silne poczucie winy, wstydu oraz żalu.
Dlatego tak ważne jest, aby żołnierze i funkcjonariusze broniący polskiej granicy nie czuli się bezsilni wobec migrantów, którzy ich atakują oraz państwa, które permanentnie sprawdza, czy nie złamali prawa. Państwo, oprócz wyszkolenia i właściwego uzbrojenia, musi zapewnić im bezpieczeństwo prawne w postaci jasnych przepisów pozwalających na skuteczną obronę polskiej granicy.
Działania organów wymiaru sprawiedliwości nie mogą być nakierowane na wywoływanie „efektu mrożącego” wobec żołnierzy i innych funkcjonariuszy, którzy będą zmuszeni wybierać pomiędzy sumiennym wykonywaniem swoich zadań, ochroną własnego życia lub zdrowia a obawą przed ewentualną odpowiedzialnością karną. Żołnierz musi mieć komfort podczas wykonywania swojej czasami ekstremalnie trudnej służby. Nie ma on czasu na analizowanie przepisów i swojej ewentualnej sytuacji procesowej. Zazwyczaj sekundy decydują o życiu jego lub jego kolegów. Bywa i tak, że musi zadbać o życie i zdrowie kobiet lub dzieci, które przez mężczyzn forsujących granicę używane są jako swoiste „żywe tarcze”.
Winno być tarczą
Na koniec warto przytoczyć fragmenty wspomnianego już art. XI Konstytucji 3 maja, zatytułowanego „Siła zbrojna narodowa”, który był podwaliną nowego porządku w zakresie wojskowości: „(…) Naród winien wojsku swemu nagrodę i poważanie za to, iż się poświęca jedynie dla jego obrony. Wojsko winno narodowi strzeżenia granic i spokojności powszechnej, słowem winno być jego najsilniejszą tarczą”.
Autor jest doktorem prawa i prokuratorem Prokuratury Regionalnej w Krakowie, przyjacielem Fundacji „Sprzymierzenie z GROM”.