Digital Omnibus – projekt zmian RODO
Charakter i zakres projektowanej nowelizacji
Projekt Digital Omnibus wprowadza rozbudowany pakiet zmian do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej; RODO). Celem tej rewizji jest dostosowanie przepisów do współczesnej architektury gospodarki cyfrowej oraz intensywnego rozwoju technologii opartych na danych, w szczególności systemów sztucznej inteligencji. Zakres zmian obejmuje modyfikację przepisów – w tym art. 4, 5, 9, 12, 13, 22, 33 i 35 RODO – a także dodanie nowych regulacji w postaci art. 41a oraz art. 88a–88c. Nowelizacja ma charakter przekrojowy: od redefinicji podstawowych pojęć, przez zasady przetwarzania danych, aż po szczegółowe obowiązki dotyczące zgód użytkownika i oceny ryzyka przetwarzania. Całość projektu może być traktowana jako element szerszej tendencji harmonizacji europejskiej regulacji danych oraz zwiększenia jej operacyjności w praktyce.
Definicje, pseudonimizacja i badania naukowe
Wśród najważniejszych propozycji znajduje się doprecyzowanie definicji danych osobowych, kluczowej dla całego systemu ochrony danych. Projekt wzmacnia podejście zorientowane na kontekst – status danych ustala się z punktu widzenia konkretnego administratora, biorąc pod uwagę środki identyfikacji, które są dla niego rozsądnie prawdopodobne do użycia. Jeżeli administrator takich środków nie posiada, informacje nie powinny być dla niego traktowane jako dane osobowe, nawet jeśli inne podmioty mogłyby przeprowadzić identyfikację. Ma to na celu ograniczenie stosowania RODO w sytuacjach, w których – z perspektywy danego administratora – ryzyko dla osób fizycznych jest znikome lub czysto teoretyczne.
W art. 5 znalazło się wyraźne potwierdzenie, że dalsze przetwarzanie danych na cele archiwalne, naukowe, statystyczne lub historyczne jest zgodne z celem pierwotnym. Rozwinięciem tej zasady jest nowe rozwiązanie w art. 13, umożliwiające ograniczenie obowiązków informacyjnych w projektach badawczych, gdy ich realizacja byłaby niewspółmiernie trudna lub niemożliwa. Wymaga to jednak zastosowania transparentnych form informowania publicznego oraz wdrożenia zabezpieczeń wynikających z art. 89 ust. 1 RODO.
Bardzo istotny jest także nowy art. 41a, umożliwiający Komisji wydawanie aktów wykonawczych określających kryteria oceny, kiedy dane pseudonimizowane mogą zostać uznane za dane nieosobowe w relacji do określonych kategorii odbiorców. Rozwiązanie to ma służyć ujednoliceniu praktyki stosowania pseudonimizacji w UE i ograniczeniu sporów interpretacyjnych dotyczących realnego ryzyka reidentyfikacji.
Przetwarzanie danych szczególnych kategorii i danych biometrycznych
Projekt rozbudowuje katalog wyjątków przewidzianych w art. 9 ust. 2 RODO. Nowa litera k) umożliwia przetwarzanie danych szczególnych kategorii w kontekście tworzenia, trenowania i działania systemów lub modeli AI. Jednocześnie nakłada na administratorów obowiązek wdrożenia mechanizmów zapobiegających pozyskiwaniu takich danych oraz usuwania ich ze zbiorów treningowych lub testowych bez zbędnej zwłoki. Jeżeli usunięcie nie jest możliwe bez poniesienia nieproporcjonalnego wysiłku, administrator musi zapewnić skuteczną ochronę danych przed ujawnieniem i jakimkolwiek ponownym wykorzystaniem.
Druga nowa przesłanka – litera l) – pozwala na wykorzystanie danych biometrycznych wyłącznie do weryfikacji tożsamości osoby, pod warunkiem, że dane lub klucze kryptograficzne pozostają pod jej wyłączną kontrolą. Przepis ten tworzy wyraźne ramy dla rozwiązań biometrycznych, które minimalizują ingerencję w prywatność i współgrają z trendem projektowania technologii „privacy by design”.
Nowa podstawa przetwarzania danych w kontekście AI
Nowy art. 88c stanowi jedną z najbardziej znaczących zmian całej nowelizacji. Wprowadza on szczegółową regulację doprecyzowującą możliwość przetwarzania danych osobowych na potrzeby rozwoju i działania systemów AI w oparciu o uzasadniony interes administratora. Przetwarzanie takie musi być konieczne, proporcjonalne, oraz nie może naruszać przepisów wymagających zgody. Projekt przewiduje także wzmocnioną ochronę osób, których dane dotyczą – zwłaszcza dzieci – oraz nałożenie licznych obowiązków o charakterze technicznym i organizacyjnym.
Administrator będzie zobowiązany do minimalizowania zakresu danych już na etapie ich pozyskiwania, stosowania zabezpieczeń chroniących dane pozostałe w modelach, a także do zapewnienia przejrzystej komunikacji wobec osób, których dane dotyczą. Szczególną rolę pełni w tym przepisie bezwarunkowe prawo sprzeciwu, które stanowi realne narzędzie kontroli nad wykorzystaniem danych w rozwoju systemów AI.
Prawa jednostki i obowiązki informacyjne
Zmiana art. 12 ust. 5 RODO wzmacnia możliwości administratora w sytuacjach, gdy wnioski podmiotów danych mają charakter oczywiście bezzasadny lub nadmierny. Prawodawca unijny wprost wskazuje, że nadmierność może polegać na instrumentalnym wykorzystywaniu prawa w sposób prowadzący do nadużywania prawa wobec administratora lub generowania nieuzasadnionych obciążeń. Rozwiązanie to ma zwiększyć proporcjonalność relacji między jednostką a administratorem, przy jednoczesnym zachowaniu standardów ochrony danych.
Nowe brzmienie art. 13 umożliwia stosowanie uproszczonego obowiązku informacyjnego w przypadkach nieskomplikowanego i nieintensywnego przetwarzania danych, odbywającego się w kontekście zrozumiałej i powszechnie przyjętej relacji. Zwolnienie z obowiązku nie ma jednak zastosowania, gdy przetwarzanie wiąże się z przekazywaniem danych, automatycznym podejmowaniem decyzji lub podwyższonym ryzykiem.
Zautomatyzowane podejmowanie decyzji
Przekształcony art. 22 ust. 1-2 doprecyzowuje warunki, w jakich decyzje wywołujące skutki prawne lub w podobny sposób istotnie wpływające na osobę mogą być oparte wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu. Przepis potwierdza, że nawet jeżeli decyzja mogłaby zostać podjęta przez człowieka, nie wyklucza to spełnienia przesłanki „konieczności” dla celów umowy. Zmiana ta odzwierciedla realia nowoczesnych procesów decyzyjnych, w których automatyzacja nie jest już wyjątkiem, lecz narzędziem powszechnym i funkcjonalnie uzasadnionym.
Naruszenia danych i DPIA
Projekt znacząco modyfikuje obowiązki notyfikacyjne z art. 33 RODO. Po pierwsze, zgłoszenia wymagać będą wyłącznie naruszenia, które prawdopodobnie doprowadzą do wysokiego ryzyka. Po drugie, termin zgłoszenia przesunięto do 96 godzin, dając administratorom więcej czasu na rzetelną ocenę incydentu. Po trzecie, system zgłaszania ma być obsługiwany przez unijny jednolity punkt wejścia, co ma zapewnić większą spójność z regulacjami dotyczącymi cyberbezpieczeństwa.
W art. 35 przewidziano również harmonizację zasad DPIA w całej Unii poprzez utworzenie wspólnych list operacji wymagających i niewymagających przeprowadzenia oceny skutków, a także opracowanie unijnej metodologii DPIA. Zadania te przypadną Europejskiej Radzie Ochrony Danych, a ostateczne akty zostaną przyjęte przez Komisję.
Przetwarzanie danych na urządzeniach końcowych
Nowe art. 88a i 88b przenoszą do RODO regulacje dotyczące przechowywania i uzyskiwania dostępu do danych na urządzeniach końcowych użytkownika. Artykuł 88a ustanawia generalną zasadę konieczności uzyskania zgody, przewidując przy tym ograniczony katalog wyjątków – m.in. dla transmisji komunikacji, realizacji usługi na żądanie czy działań związanych z bezpieczeństwem. Przepis nakłada także obowiązek umożliwienia łatwej odmowy zgody oraz ogranicza możliwość ponawiania próśb o jej udzielenie w krótkich odstępach czasu.
Artykuł 88b rozwija ideę maszynowo czytelnych sygnałów zgody i sprzeciwu, które administratorzy będą zobowiązani respektować. Sygnały te mają być standaryzowane w skali unijnej, a producenci przeglądarek internetowych będą musieli zapewnić ich obsługę. Rozwiązanie to ma zwiększyć użyteczność zgód oraz odpowiedzieć na problem tzw. „cookie fatigue”, polegający na rutynowym akceptowaniu powtarzających się banerów.
Projekt Digital Omnibus można traktować jako jedną z najbardziej kompleksowych prób dostosowania RODO do współczesnej rzeczywistości technologicznej. Proponowane zmiany są zarówno techniczne, jak i systemowe, tworząc bardziej przystępne i praktyczne ramy prawne dla podmiotów działających w środowisku cyfrowym, w tym dla podmiotów przetwarzających dane w procesach AI. Ostateczny kształt reformy pozostaje przedmiotem prac legislacyjnych, jednak już dziś wiele wskazuje na to, że nowelizacja będzie miała istotny wpływ na sposób stosowania RODO w najbliższych latach.
Komisja Europejska proponuje szeroką nowelizację AIAct w celu uproszczenia wdrożenia
Pakiet uproszczeń jako odpowiedź na wyzwania we wdrażaniu AIAct
Komisja Europejska wskazuje, że doświadczenia związane z wdrażaniem już obowiązujących przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (akt w sprawie sztucznej inteligencji) (Dz.Urz. UE L z 2024 r., s. 1689; dalej: AIAct) oraz przeprowadzone konsultacje ujawniły istotne wyzwania wdrożeniowe, zwłaszcza w zakresie dostępności zharmonizowanych standardów, braku pełnej gotowości architektury nadzorczej w państwach członkowskich oraz niejednolitego rozumienia obowiązków przez podmioty zobowiązane. Cyfrowy Omnibus stanowi odpowiedź na te problemy i ma poprzez ukierunkowane środki, uproszczenia ułatwić terminowe, płynne i proporcjonalne wdrożenie przepisów AIAct.
Elastyczniejszy harmonogram stosowania obowiązków wysokiego ryzyka
Jednym z najważniejszych elementów projektu jest modyfikacja zasad dotyczących terminu rozpoczęcia stosowania obowiązków wynikających z Rozdziału III AIAct. Komisja proponuje powiązanie tych terminów z momentem oficjalnego potwierdzenia dostępności narzędzi umożliwiających wdrożenie przepisów – w szczególności norm zharmonizowanych, wspólnych specyfikacji technicznych oraz przewodników interpretacyjnych.
Po wydaniu decyzji Komisji w tym zakresie przepisy dotyczące systemów wysokiego ryzyka z Załącznika III AIAct zaczną obowiązywać po sześciu miesiącach, natomiast systemów z Załącznika I AIAct – dopiero po dwunastu. Jednocześnie określono ostateczne daty wejścia w życie, niezależne od decyzji Komisji: odpowiednio 2.12.2027 r. oraz 2.8.2028 r. Ma to zapewnić zarówno pewność prawa, jak i elastyczność dostosowaną do faktycznych możliwości rynkowych i administracyjnych państw członkowskich.
Projekt szczegółowo doprecyzowuje również zasady okresu karencji z art. 111 AIAct. Wskazuje, że wystarczy wcześniejsze wprowadzenie do obrotu jednej jednostki danego typu i modelu systemu, aby pozostałe jednostki tego samego systemu mogły być po tej dacie legalnie udostępniane bez konieczności spełnienia nowych wymogów, o ile ich projekt nie uległ istotnym zmianom.
Rozszerzenie definicji i przywilejów dla MŚP oraz włączenie kategorii SMC
Projekt wprowadza formalne definicje małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) oraz małych spółek o średniej kapitalizacji (SMC), co umożliwia jednolite stosowanie przepisów w całej Unii. Kluczowa zmiana polega na rozszerzeniu na SMC większości dotychczasowych preferencji regulacyjnych przewidzianych wyłącznie dla MŚP.
Do takich preferencji należą uproszczone wymogi dotyczące dokumentacji technicznej, możliwość stosowania redukowanej formy systemu zarządzania jakością, preferencyjne zasady w zakresie kar administracyjnych, a także ułatwienia w korzystaniu z piaskownic regulacyjnych oraz testów w warunkach rzeczywistych. Komisja wskazuje, że przedsiębiorstwa rosnące poza próg MŚP często napotykają podobne trudności w spełnianiu rozbudowanych wymogów regulacyjnych, dlatego objęcie ich analogicznymi uproszczeniami ma wspierać innowacyjność i rozwój gospodarczy. Szacowane oszczędności mają wynosić łącznie od około 297 do 433 mln EUR.
Wzmocnienie roli AI Office w nadzorze
Projekt znacząco rozszerza kompetencje AI Office, które ma stać się centralnym organem nadzoru dla systemów AI opartych na modelach ogólnego przeznaczenia (GPAI), w szczególności w sytuacji, gdy model i system pochodzą od tego samego dostawcy. AI Office będzie także odpowiedzialne za systemy AI osadzone w bardzo dużych platformach internetowych i bardzo dużych wyszukiwarkach w rozumieniu rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2065 z 19.10.2022 r. w sprawie jednolitego rynku usług cyfrowych oraz zmiany dyrektywy 2000/31/WE (akt o usługach cyfrowych) (Dz.Urz. UE L z 2022 r. Nr 277, s. 1; dalej: DSA), co prowadzi do bezpośredniego powiązania mechanizmów nadzorczych AIAct i DSA.
Komisja będzie mogła opracowywać akty wykonawcze precyzujące zakres i sposób korzystania z uprawnień kontrolnych, w tym procedur dochodzeniowych i zasad wymierzania sankcji. Projekt przewiduje również mechanizmy wymiany informacji między AI Office, organami krajowymi oraz jednostkami odpowiedzialnymi za nadzór nad realizacją DSA, z uwzględnieniem zasady ne bis in idem. Nowy model ma zapewnić efektywniejszy nadzór nad systemami AI opartymi na modelach ogólnego przeznaczenia oraz nad systemami osadzonymi w bardzo dużych platformach i wyszukiwarkach.
Podstawa prawna przetwarzania danych wrażliwych dla potrzeb wykrywania i korekty uprzedzeń
Propozycja wprowadza nowy art. 4a AIAct, stanowiący, że dostawcy i podmioty stosujące wszystkie systemy AI – zarówno wysokiego ryzyka, jak i pozostałych – mogą wyjątkowo przetwarzać szczególne kategorie danych osobowych w celu wykrywania oraz korygowania uprzedzeń (bias). Ma to umożliwić skuteczniejsze diagnozowanie i zapobieganie dyskryminacji, co uznano za istotny interes publiczny.
Podstawa ta opiera się na art. 9 ust. 2 lit. g rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej; RODO) oraz analogicznych przepisach dotyczących ochrony danych w sektorze instytucji unijnych i organów ścigania. Wprowadzenie tej regulacji ma usunąć dotychczasowe wątpliwości interpretacyjne i ujednolicić praktykę stosowania danych wrażliwych, przy jednoczesnym zapewnieniu dodatkowych zabezpieczeń przewidzianych w przepisach o ochronie danych.
Nowa architektura piaskownic regulacyjnych i testów w warunkach rzeczywistych
Proponowane zmiany w art. 57–60 AIAct obejmują przekazanie AI Office możliwości utworzenia unijnej piaskownicy regulacyjnej, która ma rozpocząć działalność od 2028 r. Piaskownica ma obejmować systemy znajdujące się w wyłącznej kompetencji nadzorczej AI Office, co pozwoli na ujednolicenie praktyk interpretacyjnych oraz ograniczenie ryzyka rozbieżności między państwami członkowskimi.
Nowelizacja poszerza również zakres systemów dopuszczonych do testów w warunkach rzeczywistych poza piaskownicami, w tym o systemy stanowiące komponenty produktów objętych prawem sektorowym. Dodatkowo przewidziano możliwość zawierania dobrowolnych porozumień między Komisją a państwami członkowskimi dotyczących testowania systemów z Sekcji B Załącznika I AIAct. Zmiany te mają zwiększyć dostępność środowisk testowych oraz przyspieszyć praktyczną weryfikację systemów wysokiego ryzyka w sytuacjach, w których testy laboratoryjne okazują się niewystarczające.
Nowy Załącznik XIV AIAct – dotyczący kodów AI i doprecyzowanie procedur oceny zgodności
Projekt wprowadza nowy Załącznik XIV AIAct, zawierający kody AIP, AIB i AIH, które pozwalają na jednoznaczną identyfikację kategorii systemów AI dla celów wyznaczania jednostek oceniających zgodność. Ma to służyć spójności całego systemu NANDO (New Approach Notified and Designated Organisations) oraz ułatwieniu przeprowadzania ocen zgodności w sytuacjach, w których ten sam system podlega zarówno AIAct, jak i regulacjom sektorowym.
Jednocześnie projekt upraszcza procedurę wyznaczania jednostek oceniających zgodność, umożliwiając im składanie jednego zintegrowanego wniosku, gdy równocześnie ubiegają się o wyznaczenie na podstawie AIAct i aktów sektorowych. Pozwoli to skrócić czas wyznaczania oraz zmniejszyć liczbę wymaganych dokumentów.
Inne zmiany o znaczeniu praktycznym
Z istotnych modyfikacji warto wskazać zniesienie obowiązku rejestracji systemów, które dostawca uznał za niewysokiego ryzyka na podstawie art. 6 ust. 3 AIAct, a także rezygnację z przyjmowania zharmonizowanego planu monitorowania po wprowadzeniu systemu na rynek. Komisja będzie w tym zakresie publikować wytyczne, co ma zapewnić większą elastyczność w projektowaniu procesów monitorowania. Ponadto przewidziano sześciomiesięczny okres przejściowy dla dostawców generatywnych systemów AI, którzy wprowadzili swoje modele przed 2.8.2026 r., aby umożliwić dostosowanie do nowych wymogów dotyczących oznaczania treści generowanej przez AI.
Podsumowanie
Cyfrowy Omnibus dotyczący AI stanowi ukierunkowaną nowelizację AIAct, mającą na celu zmniejszenie obciążeń regulacyjnych oraz dostosowanie przepisów do realnych możliwości wdrożeniowych przedsiębiorstw i państw członkowskich. Wzmocnienie roli AI Office, doprecyzowanie zasad przetwarzania danych wrażliwych, elastyczniejszy harmonogram stosowania obowiązków wysokiego ryzyka oraz reorganizacja systemu sandboxów i oceny zgodności mają zapewnić, że unijny reżim regulacyjny dotyczący sztucznej inteligencji pozostanie zarówno skuteczny, jak i możliwy do wdrożenia na dużą skalę.
Dorobek orzeczniczy w sprawach frankowych
Przedmiot skargi kasacyjnej
Skarżący zdecydował się wnieść skargę do Sądu Najwyższego celem dokonania wykładni przepisów budzących poważne wątpliwości lub wywołujących rozbieżności w orzecznictwie sądów – w trybie art. 3989 § 1 pkt. 2 KPC. Podstaw skargi kasacyjnej skarżący upatrywał w w tym zakresie w przepisach art. 3851 § 1 i 2 KC w zakresie, w jakim odnoszą się one do skutków uznania postanowień umownych za abuzywne możliwości zastąpienia takich postanowień przepisami dyspozytywnymi. Ponadto podniósł w skardze, że w sprawie występuje istotne zagadnienie prawne (w rozumieniu art. 3989 § 1 pkt. 1 KPC) w związku z koniecznością ustalenia, czy brak możliwości oszacowania kwoty, którą strona umowy kredytu będzie świadczyć w przyszłości, stanowi per se niejednoznaczności tego postanowienia umownego, a w konsekwencji, czy postanowienie takie powinno podlegać badaniu pod kątem abuzywności.
Stanowisko Sądu Najwyższego
Sąd Najwyższy, decydując się na odmowę przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania, kierował się, tym, że jej przedmiot był już w istocie wyjaśniany, gdyż wykładni w tym zakresie dokonywał już zarówno SN, jak i Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W treści uzasadnienia omawianego orzeczenia przytoczono dorobek orzeczniczy SN i Trybunału w zakresie odnoszącym się do klauzul kształtujących mechanizm indeksacji, zastrzeżony w umowie kredytu złotowego indeksowanego do waluty obcej (denominowanego w walucie obcej). Dominujący w orzecznictwie pogląd zakłada bowiem, że postanowienia umowne mieszczące się w pojęciu „głównego przedmiotu procesu” w rozumieniu art. 4 ust. 2 dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29) to podstawowe świadczenia, które w ramach danej umowy określają podstawowe świadczenia oraz charakteryzują tę umowę. Do takich zalicza się m.in.: „klauzule ryzyka walutowego”, które wiążą się z obciążeniem kredytobiorcy-konsumenta z ryzykiem zmiany kursu waluty oraz związanym z tym ryzykiem zwiększenia kosztu kredytu. Z tego też względu klauzule waloryzacyjne niewyrażane w umowie kredytu w sposób jasny i precyzyjny podlegają badaniu przez pryzmat przesłanek z art. 3851 § 1 KC, gdyż postanowienia umowy lub ogólnych warunków umów (np. regulaminu), określające zarówno zasady przeliczenia kwoty udzielonego kredytu na złotówki przy wypłacie kredytu, jak i spłacanych rat na walutę obcą, pozwalające bankowi swobodnie kształtować kurs waluty obcej, mają charakter niedozwolonych postanowień umownych.
W dalszej części uzasadnienia SN przytoczył, iż w judykaturze dominuje pogląd zakładający, że jeżeli eliminacja klauzuli abuzywnej doprowadzi do takiego ukształtowania regulacji umownej, że nie da się odtworzyć praw i obowiązków stron, to nie można przyjąć, że strony pozostają związane częścią umowy. Istnieje zatem konieczność dokonywania przez Sąd oceny, czy mowa w pozostałym zakresie jest możliwa do utrzymania, a jeżeli umowa po wyłączeniu z niej klauzul abuzywnych nie jest możliwa do utrzymania, to wiąże się to z jej nieważnością.
Sąd Najwyższy przytoczył również stanowisko, że nie jest możliwe zastąpienie stawki oprocentowania LIBOR, w przypadku eliminowania abuzywnych klauzul przeliczeniowych w kredycie indeksowanym kursem CHF jako kredytu złotowego oprocentowanego według tej stawki poprzez zastąpienie jej stawką WIBOR. Podobnie nie jest możliwa zmiana nieuczciwych warunków umów poprzez odwołanie się do kursu walut stosowanych przez NBP lub uzupełnienie klauzul abuzywnych normami zawartymi w przepisach innych ustaw, w tym art. 358 § 2 KC.
Komentarz
Przytoczone uzasadnienie do omawianego orzeczenia można uznać w istocie za kompendium wiedzy oraz drogowskaz ukazujący aktualny dorobek orzeczniczy SN oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, odnoszący się do abuzywności klauzul kształtujących mechanizm indeksacji w kredycie złotowym indeksowanym do waluty obcej (denominowany w walucie obcej).
W uzasadnieniu poruszono w istocie trzy zagadnienia kształtowane przez linię orzeczniczą, sprowadzające się do założenia, że:
- klauzule waloryzacyjne niejasne i nieprecyzyjne w umowie kredytu, które pozwalają bankowi swobodnie ustalać kurs waluty obcej przy wypłacie i spłacie kredytu, podlegają ocenie na gruncie art. 3851 § 1 KC jako niedozwolone postanowienia umowne;
- jeżeli eliminacja abuzywnych postanowień umowy kredytu doprowadzi do niemożności jego dalszego utrzymania, to powoduje to przyjęcie jego nieważności;
- nie jest możliwe zastąpienie eliminowanego jako abuzywne oprocentowania stawki poprzez zastąpienie go: inną stawką, odwołania do kursu walut stosowanych przez NBP, czy też uzupełniania postanowień niedozwolonych normami zakodowanymi w przepisach innych ustaw.
Istnieje zatem konieczność prostego, jasnego oraz weryfikowalnego określania sposobu ustalania kursu wymiany walut przez bank przy zawieraniu umów kredytów indeksowanych i denominowanych, w związku z ryzykiem niosącym ze sobą uznanie abuzywności postanowień umownych, przy niespełnianiu powyższych warunków (por. wyrok SN z 4.4.2019, III CSK 159/17, Legalis). Swobodne kształtowanie kursu waluty obcej przez bank pozostawia pole do jego arbitralnego działania (w sposób pełny lub ograniczony), obarczając kredytobiorcę nieprzewidywalnym ryzykiem, co wiąże się również z zaburzeniem równorzędności stron (por. wyrok SN z 3.2.2022, II CSKP 459/22, Legalis, lub wyrok SN z 13.5.2022, II CSKP 293/22, Legalis).
Z kolei niemożność zastąpienia postanowienia abuzywnego wiąże się z tym, że warunek umowny uznany za nieuczciwy należy – co do zasady – uznać za nigdy nieistniejący, tak by nie wywoływał on skutków wobec konsumenta. Wydanie orzeczenia powinno determinować zatem skutek w postaci przywrócenia sytuacji prawnej i faktycznej konsumenta, w jakiej znajdowałby się on w braku rzeczonego warunku. Powyższe nie może jednak prowadzić do dokonywania przez sąd zmian treści nieuczciwych warunków umownych. Sąd ustalający nieważność umowy może dokonywać eliminacji postanowień umownych ze względu na ich abuzywny charakter, a także wskazywać, czy w związku dokonanym usunięciem umowa pozostaje ważna ze względu na obowiązujące inne postanowienia umowne niedotknięte nieważnością. Sąd nie może jednak ingerować w treść postanowień niedozwolonych poprzez ich zmianę czy to poprzez ustalenie innej stawki, lub też odwołanie do innych norm prawnych zawartych w ustawach. Wykluczona jest również możliwość uzupełniania luk w umowie, powstałych po wyeliminowaniu takiego postanowienia (por. wyrok SN z 4.4.2019, III CSK 159/17, Legalis, wyrok TS z 21.12.2016, C-154/15, Legalis; wyrok SN z 9.5.2019, I CSK 242/18, Legalis).
Pomimo zatem tego, że orzeczenie odnosi się do odmowy przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania, należy uznać je za cenny wkład w dorobek judykatury. Należy również przyznać słuszność stanowisku SN prezentowanemu w treści uzasadnienia, gdyż przedmiot skargi odnosił się w istocie do kwestii, które były już poruszane w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości oraz Sądu Najwyższego. Przesłanka odnosząca się do potrzeby wykładni przepisów prawnych budzących poważne wątpliwości lub wywołujących rozbieżności w orzecznictwie sądów, wyrażona w art. 3989 § 1 pkt. 2 KPC, zachodzi w sytuacji, gdy przepis prawa (lub ich zespół) mimo że budzi poważne wątpliwości, nie doczekał się wykładni, albo niejednolita wykładnia wywołuje wyraźnie wskazane przez skarżącego rozbieżności w judykaturze w odniesieniu do identycznych lub podobnych stanów faktycznych (por. postanowienie SN z 10.10.2025 r., I CSK 2553/24, Legalis). Przy konstruowaniu skargi skarżący powinien zatem odnieść się do swoistej nowości lub ujęciu zagadnienia, które nie były dotychczas przedmiotem rozważań SN, a budzi wspomniane już wątpliwości interpretacyjne lub wskazuje na występującą niejednolitość orzeczniczą.
Postanowienie Sądu Najwyższego z 5.11.2025 r., I CSK 1037/25, Legalis
Leasing auta nadal w kosztach. Ale korzyści będzie mniej
Od 1 stycznia 2026 r. pogarszają się zasady rozliczania leasingowanych aut. Limit podatkowych kosztów wyniesie bowiem tylko 100 tys. zł, a nie 150 tys. zł (jak teraz). A co wtedy, gdy te 100 tys. zł już wykorzystaliśmy, czy nie będziemy mieli w ogóle prawa do kosztów? – pytają zaniepokojeni przedsiębiorcy. Uspokajamy – podatkowe koszty nadal będą, tyle że mniejsze.
Co zmienia się w PIT i CIT?
Chodzi o nowelizację ustaw o PIT/CIT, która ma promować ekologiczne rozwiązania w transporcie. Wynika z niej, że jeśli w leasingowanym samochodzie emisja CO2 silnika spalinowego jest równa lub wyższa niż 50 g na kilometr, przedsiębiorca rozliczy w kosztach opłaty (chodzi o część kapitałową) tylko do 100 tys. zł, a nie do 150 tys. zł, jak obecnie. Większa kwota, czyli 150 tys. zł, zostanie w kosztach wtedy, gdy emisja jest mniejsza niż 50 g na kilometr. Natomiast opłaty za pojazd elektryczny bądź napędzany wodorem nadal będą mogły być rozliczane w kosztach do 225 tys. zł.
Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” z 30 lipca w praktyce oznacza to podwyżkę podatku dla przedsiębiorców korzystających z aut spalinowych i z większości hybryd. Co gorsza, fiskus nie zgadza się na kontynuację korzystniejszych rozliczeń u tych, którzy już leasingują auto (lub zaczną to robić do końca 2025 r.). Podkreśla, że dla leasingu nie ma przepisów przejściowych, stare umowy muszą więc być rozliczane na nowych zasadach. Nie pomagają argumenty o zasadzie ochrony praw nabytych (pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej” z 4 listopada).
Ile firmy na tym stracą? Załóżmy, że przedsiębiorca leasinguje samochód spalinowy o wartości 300 tys. zł, a miesięczna rata (część kapitałowa) wynosi 5 tys. zł (dla uproszczenia nie uwzględniamy VAT). – Teraz zalicza do podatkowych kosztów połowę raty, czyli 2,5 tys. zł. Od przyszłego roku będzie to tylko 1666 zł. Jeśli jest na liniowym PIT, to wskutek zwiększenia dochodu straci co miesiąc 158 zł. Jeśli dodamy do tego składkę zdrowotną, w sumie wyjdzie 199 zł – wylicza Patryk Chmiel, doradca podatkowy, starszy konsultant w Gekko Taxens.
Koszty nadal można rozliczać
Co zrobić, jeśli leasingujemy auto i już rozliczyliśmy 100 tys. zł w kosztach? Czyli wykorzystaliśmy do końca 2025 r. nowy limit? Warianty są dwa. Pierwszy: w 2026 r. nadal rozliczamy raty w kosztach, tyle że w innej proporcji. Drugi: nie można już nic zaliczyć do kosztów. – Ten drugi wariant jest rekomendowany na szkoleniach – piszą księgowi na swoich forach.
– Ale prawidłowy jest pierwszy. Od stycznia ustalamy nową proporcję, nie ma znaczenia, że wykorzystaliśmy nowy limit już wcześniej – podkreśla Patryk Chmiel. Powołuje się na art. 23 ust. 1 pkt 47a ustawy o PIT (odpowiednio art. 16 ust. 1 pkt 49a ustawy o CIT). Przepis ten stanowi, że opłaty leasingowe nie są kosztem w wysokości przekraczającej ich część ustaloną w takiej proporcji, w jakiej kwota 150 tys. zł (od 1 stycznia 2026 r. 100 tys. zł) pozostaje do wartości samochodu.
– Ta regulacja jest wyznacznikiem zasad ustalania proporcji, jaką będziemy stosować w stosunku do części kapitałowej poszczególnych rat leasingowych. To, że do końca 2025 r. przedsiębiorca zaliczy do kosztów 100 tys. zł, nie ma wpływu na sposób kalkulacji tej proporcji od 1 stycznia 2026 r. – wskazuje Patryk Chmiel.
Nowa proporcja
Podobnego zdania jest Krajowa Informacja Skarbowa. Na pytanie o rozliczenia przedsiębiorcy, który zaliczył już 100 tys. zł do kosztów, odpowiada, że po zmianie limitu powinien wyliczyć nową proporcję i od stycznia obliczać podatkowe koszty z jej uwzględnieniem.
– Załóżmy, że przedsiębiorca leasinguje samochód za 300 tys. zł (bez uwzględniania VAT). Do końca 2025 r. rozliczył w kosztach 110 tys. zł. Rata leasingowa (część kapitałowa) wynosi 6 tys. zł miesięcznie. Od 1 stycznia 2026 r. przedsiębiorca rozlicza ją według nowej proporcji. Do kosztów zaliczy więc 2 tys. zł. Podatkowa korzyść mu się zmniejszy, bo teraz zalicza do kosztów 3 tys. zł. Ale nie przepadnie zupełnie. Nie ma znaczenia, że wcześniej rozliczył w kosztach 110 tys. zł – tłumaczy Patryk Chmiel. Dodaje, że nie byłoby takich dylematów, gdyby ustawodawca zapewnił leasingobiorcom ochronę ich praw i umożliwił stosowanie dotychczasowej proporcji do zawartych do końca 2025 r. umów.
PRZEPISY PRZEJŚCIOWE
Prawa nabyte zostają zachowane
Nowe ograniczenia stosujemy także do samochodów, które mamy na własność i są firmowymi środkami trwałymi. Ustawodawca uszanował jednak prawa tych, którzy już je rozliczają w swoim biznesie. Z przepisu przejściowego do nowelizacji wynika, że pojazdy wprowadzone do ewidencji środków trwałych przed 1 stycznia 2026 r. będą rozliczane na obecnych zasadach. Jeśli więc przedsiębiorca kupi samochód spalinowy jeszcze w tym roku i wprowadzi do ewidencji najpóźniej 31 grudnia, rozliczy w kosztach odpisy amortyzacyjne do 150 tys. zł. A jeśli go tylko zarejestruje? „Sama rejestracja samochodu przed 1 stycznia 2026 r., bez wprowadzenia do ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, nie jest zdarzeniem uprawniającym podatnika do stosowania dotychczasowych przepisów” – przestrzega Ministerstwo Finansów w wyjaśnieniach zamieszczonych w bazie Eureka (nr 666840).
To nie koniec psów na łańcuchach – Prezydent zawetował nowelizację Ustawy o ochronie zwierząt
W uchwalonej przez Sejm nowelizacji przewidywano:
- całkowity zakaz trzymania psów na uwięzi,
- wprowadzenie katalogu wyjątków, m.in. dopuszczalność trzymania psów na uwięzi podczas spacerów, transportu, zabiegów weterynaryjnych, czy na potrzeby „wejścia do sklepu”,
- doprecyzowanie warunków utrzymywania psów – w tym wprowadzenie definicji i minimalnych standardów i wymiarów kojców.
Prezydencka krytyka definicji i wymogów dla kojców
Najpoważniejsze zastrzeżenia Prezydenta dotyczą nowych definicji oraz minimalnych wymiarów kojców służących do utrzymywania psów. Zdaniem Prezydenta projektowane normy są nieproporcjonalne, nieuzasadnione naukowo, a ich spełnienie przez przeciętnego właściciela będzie „bardzo trudne, a w wielu przypadkach wręcz nierealne”.
Według głowy państwa rygorystyczne wymogi mogą doprowadzić do wzrostu liczby porzuceń lub oddawania psów do schronisk, zwłaszcza w sytuacji braku okresów przejściowych i wsparcia finansowego na dostosowanie infrastruktury.
Schroniska wyłączone z regulacji – „rozwiązanie nie do zaakceptowania”
Prezydent stanowczo sprzeciwił się wyłączeniu schronisk spod nowych standardów technicznych. Jak podkreślił, ustawodawca powinien „dążyć do zrównania obowiązków podmiotów prywatnych i publicznych” w zakresie zapewniania zwierzętom odpowiednich warunków.
Weto odwołuje się również do raportu NIK, który wskazał na liczne nieprawidłowości w gminnych systemach opieki nad zwierzętami bezdomnymi, brak realnego nadzoru oraz powierzchownie opracowywane programy przeciwdziałania bezdomności. Prezydent argumentował, że skoro państwo nie radzi sobie z kontrolą istniejących standardów, to wprowadzanie kolejnych norm technicznych – bez mechanizmów egzekucyjnych – nie przyniesie efektu.
Nieakceptowalne wyłączenie spod regulacji innych zwierząt domowych i krytyka warunków miejskich
Prezydent jednoznacznie poparł kierunek zmian, polegający na likwidacji stałego trzymania psów na uwięzi. Jednocześnie zwrócił jednak uwagę, że obowiązujące dziś przepisy – art. 9 ust. 2 ustawy z 21.8.1997 r. o ochronie zwierząt (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1580) – już zakazują stałego trzymania na uwięzi wszystkich zwierząt domowych (nie tylko psów), a nowelizacja prowadziłaby do pozbawienia pozostałych zwierząt tej ochrony, co określił jako krok wstecz.
W uzasadnieniu weta Prezydent wskazał także na problem trzymania psów w małych lokalach mieszkalnych, zwłaszcza w większej liczbie i przy braku zapewnienia regularnej aktywności. Podkreślił, że również takie praktyki mogą prowadzić do naruszenia dobrostanu zwierząt.
Pytanie o nieskuteczność egzekwowania prawa
Głowa państwa oceniła, że katalog penalizowanych zachowań w obecnym prawie jest szeroki, jednak pozostaje w dużej mierze niewykonywany. W uzasadnieniu postawiono pytanie, dlaczego – mimo jasnych przesłanek do karania za znęcanie się nad zwierzętami – wciąż spotyka się psy w rażąco złych warunkach.
W konkluzji Prezydent zaapelował do posłów o „pogłębioną analizę rzeczywistych przyczyn nieskutecznej ochrony zwierząt”, a także o wzmocnienie organów ścigania w zakresie wykrywania i karania sprawców przestępstw znęcania się nad zwierzętami.
Etap legislacyjny
W wyniku decyzji Prezydenta ustawa wraca do Sejmu, który może teraz:
- odrzucić weto większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów albo
- przyjąć argumentację Prezydenta i odstąpić od próby odrzucenia weta, co ostatecznie zakończyłoby prace nad ustawą w jej dotychczasowym kształcie.
Komentarz
Choć Prezydent akcentuje konieczność wzmocnienia organów ścigania i nieuchronności kar za przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, to w uzasadnieniu weta pominięto fundamentalną zasadę funkcjonowania prawa karnego: jego subsydiarny charakter. Oznacza to, że sankcje karne powinny być stosowane dopiero wtedy, gdy inne instrumenty – zwłaszcza administracyjne i cywilne – okazują się niewystarczające.
Zasada ta jest kluczowa w systemach prawnych państw demokratycznych, a prawo karne traktowane jest jako ultima ratio, narzędzie ostateczne, służące zwalczaniu najpoważniejszych naruszeń. W kontekście ochrony zwierząt oznacza to, że państwo powinno w pierwszej kolejności stworzyć sprawnie działający system:
- nadzoru administracyjnego,
- kontroli warunków utrzymywania zwierząt,
- procedur interwencyjnych,
- edukacji i wsparcia właścicieli,
- realnej odpowiedzialności gmin za przeciwdziałanie bezdomności.
Dopiero brak skuteczności tych mechanizmów uzasadnia sięgnięcie po instrumenty karne.
W tym sensie argument o niewystarczającym egzekwowaniu obecnych przepisów – choć trafny – nie może być rozpatrywany wyłącznie w perspektywie karania.
Warto podkreślić, że zdecydowana większość argumentów przywołanych przez Prezydenta w uzasadnieniu weta nie była nowa ani pominięta na etapie prac parlamentarnych. Wręcz przeciwnie – kwestie dotyczące:
- nieprecyzyjnych definicji,
- wymiarów i konstrukcji kojców (w tym wpływu rasy, wielkości i temperamentu psa na wymagania przestrzenne),
- wyłączenia schronisk spod przepisów o kojcach,
- skutków finansowych i organizacyjnych dla właścicieli,
- ryzyka zwiększenia liczby zwierząt trafiających do schronisk,
- trudności w egzekwowaniu nowych norm,
były szeroko dyskutowane zarówno w Komisji Nadzwyczajnej ds. ochrony zwierząt, jak i podczas debaty plenarnej.
Posłowie – co zresztą sam Prezydent odnotował – mieli pełną świadomość kontrowersji i potencjalnych trudności, a mimo to zdecydowali się przyjąć ustawę w obecnym kształcie. Oznacza to, że Parlament uznał, iż proponowane rozwiązania stanowią adekwatną odpowiedź na problem ochrony zwierząt, a ryzyka wskazywane w wecie nie przeważają nad korzyściami z wdrożenia nowych standardów.
W tym kontekście weto Prezydenta nie tylko wstrzymuje wejście w życie wypracowanych przez parlament rozwiązań, lecz także przywraca do debaty argumenty, które zostały już ocenione i odrzucone w trakcie procesu legislacyjnego.
Prace nad nowelizacją ustawy o PIP nie zostały ukończone
Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu Stałego Komitetu Rady Ministrów nie przyjęto projektu nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Przypomnijmy, że zgodnie z tą propozycją inspektorzy PIP będą mogli ustalać, że zarobkujący, np. na podstawie umowy zlecenia lub B2B, tak naprawdę jest na etacie. Obecnie tylko sąd ma taką możliwość. Propozycja to efekt rewizji KPO, w której rząd zrezygnował z objęcia wszystkich kolejnych umów zlecenia składkami na ubezpieczenie społeczne niezależnie od osiąganych przychodów. Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że brak przyjęcia projektu przez stały komitet nie oznacza, że rząd zaniechał dalszego procedowania zmian. Wprost przeciwnie – najpewniej w tym tygodniu ponownie się nimi zajmie.
Zapytaliśmy zatem przedstawicieli organizacji przedsiębiorców o główne oczekiwania, jakie mają w stosunku do propozycji na końcowym etapie rządowego procesu legislacyjnego.
Katarzyna Kamecka z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego wskazuje, że pracodawcom zależałoby, na odstąpieniu od procedowania tych zmian, gdyż realizują one kamień milowy KPO, który nie był konsultowany z partnerami społecznymi.
Z kolei dr Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców BCC liczy na refleksję po stronie autorów projektu.
– Projektowane przepisy mogą bowiem zagrozić pewności prawa, wprowadzając skomplikowane mechanizmy ingerujące w dotychczasowe relacje umowne. Przekształcenie umowy może pociągnąć za sobą nieodwracalne lub trudne do odwrócenia skutki finansowe i prawne, takie jak konieczność zapłaty zaległych składek na ubezpieczenia społeczne i podatek dochodowy – mówi.
Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan przypomina też o wątpliwościach konstytucyjnych związanych z nowymi regulacjami.
Katarzyna Kamecka przyznaje jednocześnie, że odstąpienie od tych regulacji jest zapewne mało realne.
– Dlatego zależy nam, aby procedowane rozwiązanie stwarzało jak najmniejsze ryzyko dla przedsiębiorców – mówi.
Zdaniem ekspertów, stałoby się tak, gdyby rząd odpuścił konkretne zapisy projektu.
– Przede wszystkim należy zrezygnować z rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji inspektora dotyczącej przekształcenia umowy B2B w umowę o pracę. To jest w zasadzie kluczowa sprawa, która pociąga za sobą tak dramatyczne konsekwencje dla pracodawcy, że nie może się ostać – mówi Łukasz Bernatowicz.
Na podobną kwestię zwraca też uwagę Katarzyna Kamecka.
– Decyzja o przekształceniu zatrudnienia w stosunek pracy nie powinna też rodzić skutków wstecz, lecz wyłącznie na przyszłość – dodaje.
Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP idzie o krok dalej.
– Decyzja przekształceniowa powinna rodzić skutki prawne dopiero od momentu zakończenia pełnej drogi odwoławczej – ocenia.
Ponadto, zdaniem eksperta, zmiana umowy nie może mieć miejsca, gdy obie jej strony stwierdzą, że są temu przeciwne.
– Nad projektem ustawy ciąży zarzut niekonstytucyjności i ten wątek powinien być w pierwszej kolejności podjęty przez rząd – uważa z kolei Robert Lisicki.
Piotr Rogowiecki zwraca też uwagę na termin wejścia w życie ustawy.
– Nie może to być wcześniej niż 1 stycznia 2027 r. – uważa.
Jak wskazuje Katarzyna Kamecka, kluczowe dla pracodawców jest też odstąpienie od konstrukcji quasi-domniemania prawnego, zgodnie z którym w przypadku uchylenia decyzji, stwierdzony stosunek pracy i tak miałby trwać od momentu jej wydania do prawomocnego rozstrzygnięcia GIP lub sądu.
– Przepis ten jest niewspółmierny do zakresu projektowanej regulacji i zaprzecza idei postępowania odwoławczego oraz potęguje niepewność prawa – ocenia ekspertka.
Piotr Rogowiecki określa go z kolei mianem kuriozalnego.
– Należy również zapewnić ekstraordynaryjny tryb rozpatrywania spraw wynikłych z decyzji przekształceniowych przez sądy powszechne. Obecny okres 4-5 lat trwania procesów prowadzić będzie do zaistnienia chaosu na rynku pracy. Bez tych zmian projekt jest nie do zaakceptowania – dodaje Robert Lisicki.
Etap legislacyjny: przed przyjęciem przez rząd
Samowolne korzystanie z AI zagrożeniem dla firm
Kiedyś pracownicy wykorzystali do pracy swoje prywatne telefony i laptopy, potem zaczęli korzystać z nieautoryzowanych aplikacji do udostępniania plików. W części firm zapewne cały czas tak to wygląda. Tymczasem przez AI wchodzimy w kolejny etap, czyli korzystanie z prywatnych narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, poza kontrolą firmowych systemów (z ang. shadow AI).
– Wynika to z łatwości dostępu do takich rozwiązań oraz prostoty i intuicyjności ich obsługi. Pracownicy traktują je jako naturalne narzędzia zwiększające ich efektywność – mówi radca prawny Marietta Poźniak, ekspert ds. AI z kancelarii RozwijAI.
Trend będzie narastał
Skalę tego zjawiska pokazują też dane. Matt Ausman, dyrektor ds. IT w Zebra Technologies przywołuje raport Work Trend Index z 2024 r. przygotowany przez Microsoft i LinkedIn, z którego wynika, że 75 proc. pracowników umysłowych korzystało już z AI w pracy, a aż 78 proc. z nich używało własnych narzędzi – takich jak chatboty, aplikacje do automatycznego notowania spotkań czy generatory treści.
– Skala zjawiska jest ogromna. Wielu pracowników korzysta z generatywnej sztucznej inteligencji w pracy, często w ukryciu. Sięgają po nią nawet do podstawowych czynności, takich jak redagowanie maili, aby wyglądały na bardziej profesjonalne – mówi Mirosław Białobrzewski, prezes agencji pracy Golden Serwis.
Zdaniem eksperta, nie jest to chwilowa moda, lecz stały element krajobrazu pracy.
– W mojej ocenie, dostępność darmowych, intuicyjnych narzędzi sprawi, że trend ten będzie narastał, czyniąc problem zarządzania shadow AI priorytetem – dodaje.
Obserwowane już zmiany powodują nowe rodzaje ryzyka: od kwestii bezpieczeństwa danych, przez zgodność z prawem, po wpływ na kulturę organizacyjną. Zdaniem mec. Marietty Poźniak, korzystanie z systemów AI, zwłaszcza tych darmowych, stało się tykającą bombą w miejscu pracy.
Groźba dla firmowych danych
O co konkretnie firmy muszą się martwić? Dr Paweł Szczęsny, ekspert ds. AI, zaznacza na wstępie, że poufne informacje firmy mogą być przetwarzane przez aplikacje AI w sposób bezpieczny.
– Wielu dostawców ma rozwiązania spełniające wymogi korporacyjne, które w inny sposób traktują dane swoich klientów niż osób fizycznych – mówi.
Jak wskazuje, problem pojawia się w przypadku shadow AI, kiedy firma ryzykuje, że jej informacje trafią do narzędzi o charakterze konsumenckim. Wówczas zaczynają się problemy.
– Wielu pracowników nie zdaje sobie sprawy już z pierwszej pułapki: większość regulaminów tych popularnych narzędzi zakazuje ich wykorzystania do celów komercyjnych czy służbowych, zezwalając wyłącznie na użytek prywatny – mówi mec. Marietta Poźniak.
Mirosław Białobrzewski wskazuje, że największe ryzyko to wyciek informacji, zwłaszcza danych poufnych.
– Nawet w przypadku podmiotów działających na szczeblu państwowym jest to niestety codzienność – mówi.
Jak wyjaśnia, większość darmowych modeli AI domyślnie trenuje się na wprowadzanych przez użytkowników danych.
– Oznacza to, że poufne informacje, np. tajemnice handlowe czy plany marketingowe, mogą zostać na stałe włączone do modelu i potencjalnie ujawnione w odpowiedziach dla innych użytkowników w przyszłości – podkreśla.
Mec. Marietta Poźniak podaje przykład pracownika, który wprowadził do AI raport z planami sprzedaży na przyszły rok.
– Prosząc jedynie o poprawienie literówek, sprawił, że tajny dokument stał się publicznie dostępny, nawet zanim jeszcze jego współpracownicy zdążyli się z nim zapoznać – zauważa.
Dr Paweł Szczęsny zwraca z kolei uwagę na problem wprowadzania poprzez narzędzia AI nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa firmowych systemów IT.
– Technika chowania złośliwych instrukcji dla AI na stronach internetowych, obrazach czy mailach (tzw. prompt injection) powoduje, że podłączanie prywatnego narzędzia AI do firmowych zasobów tworzy realny wektor ataku. A trudno zrobić przegląd bezpieczeństwa pod tym kątem, jeśli dział IT o nim nie wie – mówi.
Ponadto, jak zaznacza Mirosław Białobrzewski, wprowadzanie danych osobowych (klientów czy pracowników) do zewnętrznych narzędzi AI, których polityka prywatności i bezpieczeństwo nie są weryfikowane przez firmę, jest niemal pewnym naruszeniem RODO.
– To z kolei generuje ryzyko nie tylko utraty reputacji, ale również bardzo wysokich kar finansowych – dodaje.
Mec. Marietta Poźniak zauważa też, że treści wygenerowane przez AI powinny zostać bezwzględnie zweryfikowane. Niestety pracownicy często tego nie robią.
– Oparcie decyzji o nieprawdziwe dane lub podanie ich dalej w raportach czy pismach, może przynieść pracodawcy nie tylko straty wizerunkowe, ale narazić również na konsekwencje prawne i finansowe – zaznacza ekspertka.
Jak zabezpieczyć się przed zagrożeniem?
Marietta Poźniak wskazuje, że niestety pracodawcy nie nadążają za pracownikami, często nie zdając sobie sprawy, jakie zagrożenia niesie ze sobą sztuczna inteligencja. Zamiast podejmować konkretne kroki, dochodzi do nieformalnego przeniesienia odpowiedzialności za bezpieczeństwo danych firmowych na indywidualnego zatrudnionego.
– Samo zakazanie przez pracodawcę korzystania z niezatwierdzonych narzędzi AI w miejscu pracy nie jest wystarczające, gdyż pracownicy nie będą chcieli łatwo zrezygnować z czegoś, co usprawnia ich pracę i przynosi realne korzyści – zauważa mecenas.
Dlatego zdaniem Pawła Szczęsnego warto najpierw zrobić inwentaryzację i sprawdzić, gdzie pracownicy realnie korzystają ze sztucznej inteligencji.
– Natomiast następnym krokiem powinna być refleksja i potraktowanie shadow AI jako sygnału, że nie dostarczamy zatrudnionym dobrych narzędzi – uważa.
W ocenie eksperta, dla firm, które dopiero przymierzają się do wdrożenia sztucznej inteligencji, takie zachowanie daje mocną rekomendację od jakich rozwiązań warto zacząć.
– Z kolei dla przedsiębiorstwa, które ma już wdrożone systemy AI to informacja o brakach albo o różnicach w jakości pomiędzy firmowymi narzędziami w obszarze sztucznej inteligencji, a tymi dostępnymi na rynku – mówi dr Paweł Szczęsny. Jak wskazuje, dopiero potem należy postawić na jasną wewnętrzną politykę, definiującą w prosty sposób, co robimy, a czego nie robimy z narzędziami AI.
– Istotny jest też wybór i wdrożenie zatwierdzonych narzędzi oraz dostosowanie wewnętrznych procedur bezpieczeństwa do realiów świata AI i audytów pod kątem nowych typów zagrożeń – wyjaśnia dr Szczęsny.
Zdaniem Mirosława Białobrzewskiego, kluczowa może okazać się także edukacja i prowadzenie regularnych, praktycznych szkoleń z cyberbezpieczeństwa.
– Pracownicy muszą rozumieć, że ich wpisy do publicznych chatbotów nie są prywatne i mogą być wykorzystywane do trenowania modeli, co jest często nieznaną im kwestią. Świadomość to pierwszy krok do minimalizacji ryzyka – ocenia ekspert.
Zdaniem Matta Ausmana, poprzednie trendy nauczyły nas wielu rzeczy na temat właściwych działań, które należy podjąć, aby chronić dane, zaufanie i reputację, jednocześnie wspierając pracowników i zachęcając do korzystania z nowych narzędzi.
– Powinniśmy korzystać z tych doświadczeń – podsumowuje.
Brak zapłaty za usługę prawniczą – rozróżnienie pomiędzy przedsiębiorcą a konsumentem
Stan faktyczny
RU chciał utworzyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością słowackiego prawa (której miał zostać współzałożycielem, wspólnikiem i członkiem zarządu). Skontaktował się w 2022 r. z adwokatką, która została następnie wspólniczką spółki świadczącej usługi prawne (dalej: AK). Umowa o świadczenie usług prawnych została zawarta ustnie w zamian za wynagrodzenie ryczałtowe. Projekt umowy spółki oraz inne dokumenty zostały sporządzone, a następnie przesłane RU, podobnie jak faktura, która nie została zapłacona w terminie wymagalności. RU zaprzecza bowiem, jakoby zawarł umowę o świadczenie usług prawnych, a także kwestionuje istnienie porozumienia w sprawie wynagrodzenia za te usługi, ponieważ umowa spółki oraz inne dokumenty zostały mu przesłane bez uprzedniego zlecenia w tym zakresie. Uważa on ponadto, że ze względu na jego status konsumenta spór powinien podlegać przepisom prawa cywilnego, podczas gdy AK twierdzi, że to spór podlegający przepisom prawa handlowego.
Wobec tego AK wniosła do słowackiego sądu powództwo o zasądzenie od RU, zapłaty wynagrodzenia należnego za świadczenie usług prawnych oraz stałej kwoty 40 euro tytułem zwrotu kosztów związanych z odzyskiwaniem należności zgodnie ze słowackim kodeksem handlowym transponującym art. 6 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE z 16.2.2011 r. w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych (Dz.Urz. UE L z 2011 r. Nr 48, s. 1). Sąd ten powziął wątpliwości dotyczące wykładni pojęć „przedsiębiorstwo” i „transakcja handlowa” w rozumieniu dyrektywy 2011/7/UE oraz pojęcia „konsument” w rozumieniu dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29).
Stanowisko TS
Przedsiębiorstwo
Zgodnie z art. 1 ust. 2 dyrektywy 2011/7/UE ma ona zastosowanie do wszelkich płatności, które stanowią wynagrodzenie w „transakcjach handlowych”. Pojęcie to zostało zdefiniowane w art. 2 pkt 1 dyrektywy 2011/7/UE jako obejmujące „transakcje między przedsiębiorstwami lub między przedsiębiorstwami a organami publicznymi, które prowadzą do dostawy towarów lub świadczenia usług za wynagrodzeniem”. Trybunał zaznaczył, że ten ostatni przepis należy interpretować w świetle motywu 8 dyrektywy 2011/7/UE, w którym uściślono, iż z jej zakresu stosowania są wyłączone transakcje dokonywane z udziałem konsumentów (wyrok TS z 13.1.2022 r., New Media Development & Hotel Services, C-327/20, Legalis, pkt 31).
Zgodnie z art. 2 pkt 3 dyrektywy 2011/7/UE „przedsiębiorstwem” w rozumieniu tej dyrektywy jest każda organizacja inna niż organ publiczny, działająca w ramach swojej niezależnej działalności gospodarczej lub zawodowej, nawet w przypadku gdy działalność ta jest prowadzona przez jedną osobę.
W ocenie TS w niniejszej sprawie wydaje się, że RU, który jest osobą fizyczną, nie prowadził w sposób zorganizowany i ciągły niezależnej działalności gospodarczej lub zawodowej, w ramach której miała miejsce transakcja, w związku z którą skorzystał on z usług adwokatki. Nie można też przyjąć, na co wskazywał sąd odsyłający, że RU mógłby zostać uznany za przedsiębiorstwo, ponieważ skorzystał on z usług prawnych w celu wykonywania przyszłej działalności zawodowej. Wymóg, zgodnie z którym dana transakcja powinna wpisywać się w ramy niezależnej działalności gospodarczej lub zawodowej danej osoby, należy bowiem oceniać w chwili zawarcia tej transakcji (wyrok TS z 14.11.2024 r., Agenciart – Management Artístico, C-643/23, Legalis, pkt 35). W tym względzie możliwość zmiany statusu tej osoby, w szczególności ze względu na dokonaną transakcję, nie może zmienić jej statusu w chwili zawarcia transakcji (wyrok TS z 20.3.2025 r., Arce, C-365/23, Legalis, pkt 51).
Ponadto, o ile z orzecznictwa TS wynika, że związek między daną transakcją a celem działania osoby, która ją zawiera, może być jednym z elementów, które należy wziąć pod uwagę przy dokonywaniu oceny, czy dyrektywa 2011/7/UE znajduje zastosowanie w danym przypadku (wyrok TS z 15.12.2016 r., Nemec, C-256/15, Legalis, pkt 41), o tyle nie może on sam w sobie wystarczyć do uznania, że RU, zawierając sporną transakcję, działał jako „przedsiębiorstwo” w rozumieniu art. 2 pkt 3 dyrektywy 2011/7/UE.
Trybunał orzekł, że art. 1 ust. 2 w zw. z art. 2 pkt 1 i 3 dyrektywy 2011/7/UE należy interpretować w ten sposób, że okoliczność, iż osoba fizyczna skorzystała z usług adwokata w celu utworzenia spółki handlowej, w której miała zostać współzałożycielem, wspólnikiem i członkiem zarządu, nie wystarcza sama w sobie do uznania tej osoby za „przedsiębiorstwo”, a tym samym – do uznania transakcji zawartej z tym adwokatem za „handlową” w rozumieniu tych przepisów.
Konsument
W art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG zdefiniowano pojęcie „konsument” jako każdą osobę fizyczną, która w umowach objętych tą dyrektywą działa w celach niezwiązanych z handlem, przedsiębiorstwem lub zawodem. Tym samym posiadanie przez daną osobę statusu „konsumenta” należy ustalać w świetle kryterium funkcjonalnego, polegającego na ocenie, czy dany stosunek umowny wpisuje się w ramy działalności niezwiązanej z wykonywaniem zawodu. Trybunał już wyjaśnił, że pojęcie „konsumenta” w rozumieniu art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG ma charakter obiektywny i jest niezależne od konkretnego zasobu wiedzy, jaki może mieć dana osoba, czy też od posiadanych przez nią w rzeczywistości informacji (wyrok TS z 8.6.2023 r., YYY. (Pojęcie „konsumenta”), C-570/21, Legalis, pkt 30). Dyrektywa 93/13/EWG definiuje zatem umowy, do jakich ma zastosowanie, wyłącznie poprzez odniesienie do statusu kontrahentów, w zależności od tego, czy działają oni w ramach swojej działalności handlowej lub zawodowej, czy też nie (wyrok TS z 21.3.2019 r., Pouvin i Dijoux, C-590/17, Legalis, pkt 23).
W ocenie TS w niniejszej sprawie, z zastrzeżeniem weryfikacji, których powinien dokonać sąd odsyłający, żaden z dowodów przedstawionych przez ten sąd nie wskazuje, że RU prowadził w chwili zawarcia umowy o świadczenie usług prawnych niezależną działalność gospodarczą lub zawodową, w której ramy umowa ta mogłaby się wpisywać. Zdaniem TS tej oceny nie podważa okoliczność, że celem, jaki przyświecał RU, było podjęcie działalności gospodarczej. Trybunał orzekł już, że posiadanie przez zainteresowaną osobę statusu „konsumenta” w rozumieniu dyrektywy 93/13/EWG należy oceniać w chwili zawarcia danej umowy (wyrok C-365/23, pkt 49). Trybunał podkreślił, że okoliczność, iż sytuacja RU mogła ulec zmianie, nie może zmienić statusu, jaki posiadał on w dniu zawarcia spornej umowy (wyrok C-365/23, pkt 51).
Trybunał orzekł, że art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG należy interpretować w ten sposób, iż pojęcie „konsumenta” w rozumieniu tego przepisu obejmuje osobę fizyczną, która zawarła umowę o świadczenie usług prawnych w celu utworzenia spółki handlowej, w której miała zostać współzałożycielem, wspólnikiem i członkiem zarządu, pod warunkiem, że ta osoba nie prowadziła w chwili zawarcia umowy niezależnej działalności gospodarczej lub zawodowej, w której ramy umowa ta mogłaby się wpisywać.
Komentarz
Z niniejszego wyroku TS wynika, że prawnik nie może żądać, na podstawie krajowych przepisów transponujących przepisy dyrektywy 2011/7/UE, zapłaty wynagrodzenia należnego za świadczenie usług prawniczych dotyczących założenia spółki handlowej przez osobę fizyczną oraz 40 euro tytułem zwrotu kosztów związanych z odzyskiwaniem należności. Trybunał przyjął bowiem, że taką osobę fizyczną, która korzysta z usług prawnych adwokata w celu założenia spółki handlowej, w której ma ona zostać członkiem zarządu oraz jednym z założycieli i wspólników, nie można uznać, za „przedsiębiorstwo” w rozumieniu art. 2 pkt 3 dyrektywy 2011/7/UE (w polskim prawie: przedsiębiorcę zgodnie z art. 2 pkt 1) ustawy z 8.3.2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (tj. Dz. U. z 2023 r., poz. 1790; dalej: NadmOpTransHandlU). Tym samym transakcji, która prowadzi do świadczenia przez prawnika usług na rzecz takiej osoby nie można zakwalifikować jako „transakcji handlowej” (art. 2 pkt 1 dyrektywy 2011/7/UE; por. art. 4 pkt 1) NadmOpTransHandlU). Natomiast taką osobę fizyczną należy kwalifikować jako konsumenta w rozumieniu art. 2 lit. b) dyrektywy 93/13/EWG (zob. art. 221 KC) i w związku z tym przysługuje mu ochrona konsumencka.
W prezentowanym wyroku Trybunał po raz kolejny odniósł się do kwestii rozróżnienia pomiędzy przedsiębiorcą czy przedsiębiorstwem a konsumentem, która stanowi przedmiot sporów również przed polskimi sądami, dlatego powinny one odpowiednio uwzględnić ten wyrok Trybunału.
Wyrok TS z 13.11.2025 r., Šiľarský, C-197/24
Koszty procesu w sprawie o zapłatę w związku z nieważnością umowy kredytu frankowego
Opis okoliczności faktycznych
Postępowanie dotyczyło wniosku o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym w zakresie wykładni art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG oraz zasady skuteczności złożonego przez Sąd Okręgowy w sprawie z powództwa Bank Millennium S.A. przeciwko PR o zwrot kwoty kredytu wypłaconej na podstawie umowy uznanej za nieważną z uwagi na znajdujące się tam nieuczciwe warunki. W postępowaniu poprzedzającym powyższą sprawę, SO ustalił, że umowa kredytu jest nieważna z uwagi na zawarte w niej nieuczciwe warunki i zasądził od Banku na rzecz PR kwotę uiszczonych rat i obciążył bank obowiązkiem zwrotu kosztów procesu poniesionych przez konsumenta. Następnie Bank wniósł pozew przeciwko P.R., w którym domagał się zasądzenia na jego rzecz od konsumenta zwrotu kapitału kredytu z ustawowymi odsetkami za opóźnienie od dnia wniesienia pozwu do dnia zapłaty. Bank domagał się także zasądzenia od PR na jego rzecz kosztów procesu.
Stanowisko SO
Sąd odsyłający miał wątpliwości co do zgodności przewidzianego w prawie polskim systemu podziału kosztów z dyrektywą 93/13/EWG. Zgodnie z KPC podstawową zasadą regulującą podział kosztów w postępowaniach cywilnych jest zasada odpowiedzialności za wynik sprawy. Zasada ta została złagodzona szeregiem wyjątków w art. 101, 102 i art. 103 § 1 KPC. Jednakże SO wskazał, że system podziału kosztów stosowany do postępowania mającego na celu stwierdzenie nieuczciwego charakteru warunku umownego nie powinien skutkować zniechęceniem konsumenta do korzystania z praw przyznanych mu w dyrektywie 93/13/EWG. W tym względzie zauważył, że w sprawie w postępowaniu głównym PR może zostać zobowiązany do zapłaty na rzecz Banku, oprócz kapitału z odsetkami, kwoty 42 800 zł tytułem kosztów procesu. Takie obciążenie finansowe mogłoby naruszać zarówno cele dyrektywy 93/13/EWG, jak i zasadę skuteczności prawa Unii.
Ponadto, co się tyczy struktury kosztów, o ile wynagrodzenie pełnomocnika jest takie same, niezależnie od tego, czy postępowanie zostało wszczęte przez przedsiębiorcę, czy konsumenta, o tyle inaczej jest w przypadku kosztów sądowych. W postępowaniu o stwierdzenie nieważności umowy kredytu PR, gdy wytoczył powództwo przeciwko bankowi, musiał bowiem uiścić kwotę 1000 zł, podczas gdy bank od kredytobiorcy w przypadku wygranej ma roszczenie o 32 000 zł. Niemniej jednak sąd odsyłający stwierdza, że PR został należycie poinformowany o konsekwencjach nieważności umowy kredytu. Nie można zatem skutecznie utrzymywać, że obciążenie konsumenta kosztami postępowania miało dla niego nieprzewidywalny charakter. Po drugie, PR mógł uznać żądanie pozwu wystosowanego przez bank po otrzymaniu pozwu. Takie działanie doprowadziłoby do zastosowania art. 101 KPC. Ponadto PR mógł powołać się na potrącenie wierzytelności zgodnie z art. 498 § 1 KC.
Jednakże SO postawił pytanie, czy przepisy art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 nie wymagają od niego, aby obciążył przedsiębiorcę wszystkimi negatywnymi konsekwencjami zawarcia w umowie niedozwolonych postanowień umownych – gdyby umowa kredytu nie zawierała nieuczciwych warunków, to do postępowania głównego by nie doszło.
Stanowisko TSUE
Zważywszy na charakter i znaczenie interesu publicznego, jakim jest ochrona konsumentów znajdujących się w słabszej pozycji względem przedsiębiorców, dyrektywa 93/13/EWG zobowiązuje państwa członkowskie do zapewnienia stosownych i skutecznych środków mających na celu zapobieganie stałemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez przedsiębiorców z konsumentami. Trybunał uznaje, że konsekwencje, jakie należy wyciągnąć ze stwierdzenia nieuczciwego charakteru warunku zawartego w umowie zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem, muszą umożliwiać osiągnięcie dwóch celów. Po pierwsze, sąd powinien czuwać nad tym, aby możliwe było przywrócenie równości stron umowy, której istnienie zostało podane w wątpliwość w wyniku stosowania nieuczciwego warunku wobec konsumenta. Po drugie, należy upewnić się, że przedsiębiorca zostanie zniechęcony do wprowadzania takich warunków w umowach oferowanych konsumentom.
TSUE wskazał, że podział kosztów postępowania sądowego przed sądami jest objęty zakresem autonomii proceduralnej państw członkowskich pod warunkiem przestrzegania zasad równoważności i skuteczności. O ile zasada skuteczności nie stoi zasadniczo na przeszkodzie temu, aby konsument ponosił pewne koszty sądowe, gdy wnosi powództwo o stwierdzenie nieuczciwego charakteru warunku umownego, o tyle należy również zauważyć, że dyrektywa 93/13/EWG przyznaje konsumentowi prawo zwrócenia się do sądu w celu stwierdzenia nieuczciwego charakteru warunku umownego i odstąpienia od jego stosowania, które to prawo musi zachować skuteczny charakter. W związku z tym system podziału kosztów nie może zniechęcać konsumenta do korzystania z tego prawa.
Uzależnienie podziału kosztów wyłącznie od kwot nienależnie zapłaconych i których zwrot orzeczono może zniechęcać konsumenta do korzystania z tego prawa ze względu na koszty, z jakimi może wiązać się wytoczenie powództwa. Artykuł 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG oraz zasada skuteczności stoją zatem na przeszkodzie uregulowaniom pozwalającym na obciążenie konsumenta częścią kosztów postępowania, stosownie do wysokości kwot nienależnie zapłaconych, które zostały mu zwrócone w wyniku stwierdzenia nieważności warunku umownego ze względu na jego nieuczciwy charakter, jeśli takie uregulowania stanowią istotną przeszkodę mogącą zniechęcić konsumentów do korzystania z przyznanego przez tę dyrektywę prawa do skutecznej kontroli sądowej potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków umownych.
W sprawie z powództwa banku poziom opłat sądowych jest znacznie wyższy i zależy bezpośrednio od kwoty roszczenia dochodzonego przez przedsiębiorcę. Automatyczne zastosowanie zasady, zgodnie z którą strona przegrywająca jest zobowiązana do pokrycia wszystkich kosztów postępowania, w tym tych opłat, może spowodować, że konsument, w przypadku gdy przegrywa sprawę w związku z takim powództwem, będzie musiał ponieść nieproporcjonalny ciężar finansowy.
Z tego względu TSUE uznał, że art. 6 ust. 1 i art.7 ust.1 dyrektywy Rady 93/13/EWG należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie uregulowaniom krajowym pozwalającym na obciążenie konsumenta kosztami postępowania, które z powodu zróżnicowania wprowadzonego przez te uregulowania przy obliczaniu kwoty tych opłat w zależności od tego, czy powód ma status konsumenta, znacznie przewyższają koszty, jakie powinien był ponieść ten konsument, gdyby przegrał sprawę w ramach wytoczonego przez niego powództwa o stwierdzenie nieuczciwego charakteru tych warunków i, w stosownym przypadku, o stwierdzenie nieważności tych warunków i umowy kredytu.
Komentarz
Trybunał rozpatrując zagadnienie rozliczenia kosztów procesu w sprawie z powództwa banku przeciwko kredytobiorcy, który uprzednio wygrał proces w sprawie nieważności umowy kredytu uznał, że w celu zachowania skuteczności (effet utile) dyrektywy 93/13/EWG i zapewnienia ochrony konsumenta, nie można obciążać konsumenta w sposób nadmierny kosztami procesu, w stosunku do kosztów, który ten poniósł w sprawie o stwierdzenie nieważności umowy. Przyjęta przez Trybunał ocena podziału kosztów w ramach postępowania mającego na celu stwierdzenie nieuczciwego charakteru warunku umownego, ma również zastosowanie w drodze analogii do sytuacji takiej jak rozpatrywana w postępowaniu głównym, w której konsument jest pozwanym w ramach powództwa o zwrot pożyczonego kapitału wytoczonego przez przedsiębiorcę.
O ile zrozumiałe jest przyjęcie przez Trybunał konieczności udzielenie konsumentowi realnej i skutecznej ochrony, o tyle niezrozumiałe jest pominięcie wagi świadomości konsumenta co do możliwości prawnych, którymi dysponuje. Kredytobiorca uzyskujący zwrot całości wpłaconych tytułem kredytu rat kapitałowo-odsetkowych, ma świadomość konsekwencji związanych z obowiązkiem dwustronnego zwrotu nienależnych (wskutek ustalenia nieważności umowy) świadczeń. Brak dobrowolnej kompensacji i ewentualne kwestionowanie faktu zwrotu bądź kwoty zwrotu na rzecz banku, łączy się z ryzykiem poniesienia konsekwencji procesowych, z których zdawać sobie musi sprawę każdy występujący z roszczeniem podmiot. Indywidualne zaś okoliczności danej sprawy rozpatrywane mogą być przez sąd krajowy w oparciu o art. 102 KPC.
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 25.11.2025 r., C-746/24, Legalis
Nowy rozwód nie wszędzie uznany?
Projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wprowadzający administracyjne rozwody (w urzędach stanu cywilnego) został już przyjęty przez rząd i trafił do Sejmu. Przewiduje on możliwość rozwiązania małżeństwa (z co najmniej rocznym stażem), w Urzędzie Stanu Cywilnego. Warunkiem jest nieposiadanie wspólnych małoletnich dzieci. Kolejną przesłanką jest trwały i zupełny rozkład pożycia, co małżonkowie będą potwierdzać poprzez złożenie oświadczenia.
– W przyjętej konstrukcji, kierownik USC nie „rozwodzi”, lecz przyjmuje zgodne oświadczenia stron o rozwiązaniu małżeństwa lub odmawia ich przyjęcia, jeśli nie zostały spełnione ustawowe przesłanki. Jego rola ogranicza się do zarejestrowania oświadczeń małżonków i poczynienia odpowiedniej wzmianki do aktu małżeństwa o jego rozwiązaniu – tłumaczy dr Marcin Margoński, notariusz specjalista z zakresu obrotu międzynarodowego.
Czy brytyjski urząd uzna polski rozwód?
Jego zdaniem w niektórych krajach takie rozwody mogą nie być honorowane. O ile tego problemu nie będzie w państwach unijnych, to już w takich krajach jak Wielka Brytania, Szwajcaria czy Norwegia może on zaistnieć, bo kwestia ta jest regulowana na mocy konwencji haskiej o uznawaniu rozwodów i separacji.
– Zgodnie z art. 1 konwencji stosuje się ją do uznawania rozwodów i separacji „orzeczonych” w innym umawiającym się państwie w postępowaniu sądowym lub innym postępowaniu oficjalnie uznanym w tym państwie. Gdyby polski organ dokonywał rozwodu, a nie tylko przyjmował oświadczenia stron złożone jako actus contratius do aktu małżeństwa, wówczas nie byłoby problemu. W tej jednak koncepcji nasze rozwody administracyjne sytuują się niebezpiecznie blisko koncepcji prywatnych rozwodów konsensualnych – wyjaśnia dr Margoński.
To oznacza ryzyko, że osoba, która rozwiąże małżeństwo w USC, po wyjeździe do Wielkiej Brytanii, Szwajcarii czy Norwegii, nie będzie mogła się pobrać, bo w myśl tamtejszych przepisów będzie traktowana nadal jako pozostająca w związku. Może to spowodować taki problem dla Polaków na Wyspach, w Szwajcarii i Norwegii, jaki dziś mają Ukraińcy, którzy wzięli rozwód administracyjny w swoim kraju.
– W relacjach polsko-ukraińskich kwestia jest regulowana umową bilateralną i Polska, nie uznając tamtejszych rozwodów administracyjnych z mocy prawa, wymaga przeprowadzenia procedury uznania rozwodu administracyjnego (np. przed zawarciem nowego związku małżeńskiego). W takiej procedurze musi uczestniczyć dwoje małżonków. To prowadzi do kosmicznych sytuacji, w których np. rozwiedziona od 15 lat Ukrainka, zanim weźmie ślub w Polsce, musi odszukać byłego męża i z jego udziałem przed polskim sądem uznać wcześniejszy rozwód – tłumaczy dr Margoński.
Ministerstwo nie widzi zagrożeń
Jednak zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości sposób unormowania instytucji pozasądowego rozwiązania małżeństwa nie będzie budził wątpliwości i nie powinien rodzić problemów z uznaniem jego skutków prawnych na terytorium państw spoza UE, w tym państw-stron Konwencji haskiej o uznawaniu rozwodów i separacji. Jak podkreślają przedstawiciele resortu, rozwody pozasądowe z powodzeniem funkcjonują już w innych państwach europejskich, tj. Estonii, Francji, na Łotwie, Hiszpanii, Portugalii, Rumunii, Słowenii, Norwegii, we Włoszech czy na Ukrainie. Można je uzyskać przed kierownikiem USC, innym organem publicznym czy też w ramach czynności przed notariuszem.
– Podstawową zasadą wynikającą z konwencji jest uznanie rozwodu, jeśli został orzeczony zgodnie z prawem kraju, w którym go wydano, chyba że jest sprzeczny z porządkiem publicznym kraju, w którym ma być uznany – informuje MS.
Urzędnik będzie mógł odmówić
Ministerstwo podkreśla, że koniecznym elementem procedury pozasądowego rozwiązania małżeństwa będzie czynność organu publicznego o charakterze rejestracyjnym – tj. dołączenie wzmianki dodatkowej o konstytutywnym charakterze – dokonywana po uprzedniej ocenie określonych przesłanek ustawowych.
– Daje to podstawy do traktowania rozwodu pozasądowego, który uzależniony jest od dokonania tej właśnie wzmianki dodatkowej w akcie małżeństwa, jako „orzeczenia” w szerokim rozumieniu tego słowa i to nie tylko na gruncie przepisów unijnych, ale także na gruncie aktów prawa międzynarodowego, w tym konwencji haskiej. W ocenie MS niezasadna jest zmiana projektowanych unormowań i przyznania kierownikowi USC uprawnień do „orzekania rozwodów”.
Obaw nie podziela również prof. Magdalena Szafranek, przewodnicząca komisji kodyfikacyjnej prawa rodzinnego, która opracowała projekt. Przyznaje jednak, że wątpliwości dotyczące uznawania rozwodów pozasądowych w państwach pozaunijnych były przedmiotem dyskusji ekspertów pracujących nad przygotowaniem projektu.
Polskie tłumaczenie wprowadza w błąd
– Kluczowe znaczenie ma art. 1 konwencji o uznawaniu rozwodów i separacji i jego tłumaczenie. W przepisie tym nie posłużono się sformułowaniem odnoszącym się do „orzekania”. Co prawda, pojęcie to zostało użyte w polskim tłumaczeniu dokumentu, jednak nie będzie ono wykorzystywane przez organy innych państw – tłumaczy prof. Szafranek. Jak dodaje, z raportu do konwencji z 1970 r. (pkt 13) wynika, że nie są nią objęte tzw. rozwody umowne (kontraktowe).
– A contrario rozwody przewidziane w projektowanej ustawie będą uznawane. Najistotniejsze znaczenie ma sprawowanie funkcji kontrolnej przez państwo. Wyraża się ona w tym, że w postępowaniu rozwodowym decydującą rolę odgrywa czynnik urzędowy, a małżonkowie nie mogą samodzielnie rozwiązać małżeństwa – mówi prof. Szafranek.
Zagrożenia nie widzi także Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych – Rozwody pozasądowe wyczerpywać będą przewidziane w konwencji „inne postępowanie oficjalnie uznane w tym państwie, które jest w tym państwie prawnie skuteczne”. Należy podkreślić, że tłumaczenia aktów prawnych międzynarodowych nie zawsze oddają istotę problemu i lepiej jest sięgać do oryginalnego tekstu – mówi Katarzyna Piotrowska, prezes Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce.
Jak dodaje, w przypadku jakichkolwiek wątpliwości obywatele innych państw mogą nadal wystąpić o rozwód do sądu, o ile występuje jurysdykcja sądu polskiego. – W żadnym wypadku nie należy dokonywać w projekcie dalszych zmian językowych. Orzekanie to kompetencja wyłącznie sądu, który rozstrzyga kwestię sporną .
Także zdaniem Barbary Kielar-Tammert, radczyni prawnej prowadzącej sprawy rodzinne z elementem transgranicznym, z punktu widzenia uznawania przyszłych rozwodów administracyjnych w państwach będących stronami konwencji haskiej sytuacja wygląda stabilnie.
– Konwencja wymaga jedynie, aby rozwód był prawnie skuteczny i przeprowadzony w oficjalnym trybie przewidzianym przez prawo państwa pochodzenia. Polski rozwód „administracyjny” wpisuje się w tę definicję – wskazuje mec. Kielar-Tammert.
Co na to dr Margoński? Przede wszystkim jest zszokowany z powodu kalibru rozbieżności w polskiej wersji językowej tekstu konwencji, który wyszedł na jaw przy tej okazji.
– W angielskiej wersji jest „obtained”, w niemieckiej wersji jest „erwirkt”, a we francuskiej „qui sont acquis” – a więc „uzyskane”. Nadal kluczowe jest jednak to, że z punktu widzenia konwencji rozwodzi organ, a nie rozwodzą się strony. Bo konwencja z całą pewnością prywatnych rozwodów konsensualnych nie obejmuje. Dlatego nie podzielam optymizmu, że przyjęta w projekcie konstrukcja leży wystarczająco daleko od prywatnego rozwodu (bo kierownik USC wpisuje, a wpisać nie musi), by stron nie narażać na tego rodzaju analizy w innych państwach-stronach konwencji – tłumaczy ekspert.
TSUE nie pomoże
I podkreśla, że problem dotyczy państw, które nie podlegają jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE.
– Nie będzie więc powtórki z sytuacji, w której to TSUE zmusił Niemcy, wykładając prawo unijne, do respektowania włoskich rozwodów administracyjnych. Kognicja TSUE nie obejmuje konwencji haskiej i nie wiąże państw nieunijnych. Więc powtarzam, rozwód administracyjny nie jest najlepszym modelem rozwodu pozasądowego, w który można wyposażyć obywatela w sprawach międzynarodowych – podkreśla dr Margoński.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
dr Piotr Marquardt
notariusz
W pełni podzielam obawy związane z uznawaniem rozwodów w krajach, w których odbywa się to na podstawie Konwencji haskiej. Mało tego. Projekt nie przewiduje wymogu jurysdykcji polskich organów w sprawie. Według Konwencji organ wydaje zaświadczenie o udzieleniu rozwodu w ramach swojej jurysdykcji, podczas gdy USC nie muszą jej badać. Problemów w transgranicznym obrocie może być więc sporo.
Nie rozumiem, dlaczego zrezygnowano z wprowadzenia notarialnych rozwodów, które mają wszystkie zalety rozwodów administracyjnych, a nie mają wad w postaci wątpliwości co do zgodności z Konwencją haską. Oprócz tego, o czym się zapomina, nasze rozwiązanie nie rodzi skutków finansowych dla państwa, w przeciwieństwie do nakładów, jakie trzeba ponieść w związku z rozwodami administracyjnymi.
Warto przypomnieć, że projekt rozwodów pozasądowych jest częścią pakietu deregulacyjnego. To dość specyficznie rozumiana deregulacja, która ma polegać na przekazaniu zadań jednej instytucji publicznej w postaci sądów, do drugiej instytucji publicznej w postaci USC. Decydując się na taki model w ogóle nie uwzględniono czynnika czasowego. Dziś na zawarcie małżeństwa w USC w dużych miastach czeka się kilka miesięcy. Podobnie, jak nie dłużej, będzie zatem trzeba czekać na termin rozwodu. A przecież wraz ze wzrostem liczby spraw rozwodowych, co już obserwujemy, nie będzie wcale rosła liczba urzędów stanu cywilnego. Kancelarie notarialne są rozłożone znacznie gęściej. O ile w Warszawie jest 15 USC, to kancelarii notarialnych blisko 400. W moich Katowicach jest tylko jeden USC, podczas gdy kancelarii notarialnych jest blisko 40.