Home office nie oznacza podatku
Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) po raz kolejny potwierdził, że zagraniczna spółka, która korzysta z pracy zdalnej polskich pracowników, nie musi przez to rozliczać w Polsce CIT.
Sprawa dotyczyła niemieckiej firmy konsultingowej. We wniosku o interpretację wyjaśniła, że jest osobą prawną z siedzibą na terytorium Niemiec. Zajmuje się wsparciem głównie innych firm w przeprowadzaniu procesów rekrutacyjnych i pozyskiwaniu oraz zapewnianiu rozwoju pracowników na stanowiskach menadżerskich i kierowniczych.
Czy trzeba płacić CIT w Polsce?
Swoją działalność realizuje poprzez przeprowadzanie symulacji w celu sprawdzenia umiejętności oraz predyspozycji pracowników danego klienta do wykonywania pracy pod presją, przekazując jej wyniki w formie raportu. Zdalne szkolenie i rozmowy z klientami prowadzone są przez wysoko wykwalifikowanych konsultantów znajdujących się na terytorium Niemiec. Z wniosku wynikało jednak, że spółka zatrudnia także osoby mieszkające w Polsce, które wykonują stąd swoją pracę w systemie zdalnym. Zadania realizowane w Polsce kierowane są przez liderów z Wielkiej Brytanii zazwyczaj w formie wideokonferencji. Firma szczegółowo opisała sposób pracy polskich pracowników oraz zakres ich zadań. Wskazała przy tym, że co do zasady zobowiązani są oni wykonywać pracę w miejscu zamieszkania tzw. home office.
Niemniej dzięki technologii obowiązki mogą być wykonywane z dowolnego miejsca, a spółka nie posiada zaplecza nieruchomościowego czy technicznego, związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej na terytorium Polski. Działalność wykonywana w Polsce ma charakter „pomocniczy” w zakresie realizowanych przez spółkę projektów. Zdalni pracownicy z Polski nie podejmują bowiem żadnych istotnych decyzji z zakresu kontaktów z klientem, w szczególności nie są uprawnieni do zawierania umów i określania ich warunków. Są jednak stale monitorowani i są zatrudnieni na czas nieokreślony. Spółka była przekonana, że taki model zatrudnienia pracowników z Polski nie powoduje powstania u nas jej zakładu jako przedsiębiorstwa zagranicznego. W konsekwencji nie będzie ciążył na niej obowiązek rozliczania polskiego CIT.
Działalność w Polsce i Niemczech
Inaczej do sprawy podszedł jednak fiskus. Jego zdaniem działalność spółki w Polsce pokrywa się z tą w Niemczech. W takiej sytuacji nie można więc przyjąć, że działalność polskich pracowników zdalnych jest działalnością pomocniczą. Tym samym, działalność wykonywana w Polsce w stosunku do całej prowadzonej działalności wnioskodawcy stanowi/będzie stanowić istotną i znaczącą część działalności przedsiębiorstwa jako całości, a nie będzie jedynie działalnością pomocniczą czy przygotowawczą.
Urzędnicy tłumaczyli, że czynności wykonywane przez pracowników będą stałe i regularne. I choć spółka nie zamierza wynajmować im w Polsce żadnego lokalu, to zdaniem fiskusa przekazanie do dyspozycji zatrudnionych na czas nieokreślony sprzętu komputerowego wiąże się z koniecznością powstania takiej stałej placówki, którą może być np. mieszkanie pracownika. Fiskus uznał, że skoro w sprawie mamy do czynienia z powstaniem stałej placówki, to niemiecka spółka będzie posiadała w Polsce zakład w rozumieniu ustawy o CIT i polsko-niemieckiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. W konsekwencji będzie musiała rozliczać polski CIT.
Firma zaskarżyła interpretację i wygrała. Najpierw rację – po bardzo szczegółowej analizie przepisów, w tym Modelowej Konwencji OECD – przyznał jej Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Gliwicach. Podkreślił m.in., że spółka nie będzie miała prawa do korzystania z mieszkań polskich pracowników. W konsekwencji nie dopatrzył się podstaw, aby home office pracowników stanowił stałą placówkę skarżącej.
Ponadto WSA zgodził się ze spółką, że samo przekazanie pracownikom sprzętu komputerowego tj. laptopów nie powoduje wyodrębnienia przestrzeni do jej własnej dyspozycji. W przeciwnym razie trzeba by uznać, że pracodawca może dysponować określonym obszarem w mieszkaniu pracownika. Takie rozumowanie prowadziłoby do absurdu, że pracownicy zawsze będą konstytuowali stałą placówkę wszędzie tam, gdzie zostaną przez nich wykonywane czynności służbowe, np. kiedy wezmą komputer przenośny na wakacje i wyślą służbową wiadomość z hotelu. Zwłaszcza, że z wniosku nie wynika, żeby spółka miała jakiegokolwiek prawa do dysponowania czy też rozporządzania przestrzenią mieszkalną pracowników. Sąd nie zgodził się też z fiskusem, że działalność polskich pracowników pokrywa się z główną działalnością spółki i nie ma charakteru pomocniczego. To proste zadania administracyjne, które mają charakter wspomagający.
Zdalny pracownik z Polski
Ostatecznie przegraną fiskusa przypieczętował NSA. Również stwierdził, że sporna forma działalności, tj. home office, która polega na przekazaniu pracownikom komputera, w żadnym razie nie tworzy stałej placówki. Przy czym, jak podkreślił sędzia sprawozdawca Paweł Kowalski, takie stanowisko zostało już potwierdzone w orzecznictwie NSA.
Sąd odniósł się też do kwestii czynności pomocniczej i przygotowawczej. I przypomniał, że zgodnie z umową o unikaniu podwójnego opodatkowania określenie „zakład” nie obejmuje utrzymywania stałej placówki wyłącznie w celu prowadzenia dla przedsiębiorstwa jakiejkolwiek innej działalności o charakterze przygotowawczym czy pomocniczym. W konsekwencji w spornej sprawie zdaniem NSA nie mamy do czynienia ze stałą placówką. Wyrok jest prawomocny.
Sygnatura akt: II FSK 163/23
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Artur Nowak
radca prawny, partner w kancelarii DZP Domański Zakrzewski Palinka
Komentowany wyrok zasługuje na pełną aprobatę merytoryczną. Trudno natomiast zrozumieć, dlaczego proces interpretacyjny organów podatkowych w żaden sposób nie uwzględnia oczywistych realiów współczesnego świata. Powszechność pracy zdalnej, od kilku lat będąca efektem pandemii Covid-19, przyniosła niesłychaną zmianę w stosowanym modelu pracy biurowej, co z przyczyn oczywistych musiało zostać zaakceptowane przez zarządzających biznesami. Sytuacja ta w powiązaniu z dużą łatwością podróżowania i przemieszczania się na dłuższe lub krótsze okresy spowodowała, że coraz większe grupy ludzi korzystają z dostępnej im mobilności i swobody wyboru miejsca do życia. Na ich decyzje pracodawcy w większości przypadków nie mają żadnego wpływu. W tych okolicznościach forsowanie przez władze podatkowe stanowisko, że praca zdalna pracownika, polegająca na wykonywaniu poszczególnych projektów czy zadań, w jego prywatnym mieszkaniu mogłaby utworzyć stałą placówkę jest nietrafne.
RPO kwestionuje wyrok za pismo o mobbingu – granice ochrony dóbr osobistych sędziego
Stan faktyczny
Pracownica Sądu Rejonowego, zatrudniona na stanowisku starszego sekretarza sądowego, skierowała do Zespołu ds. przeciwdziałania mobbingowi w Ministerstwie Sprawiedliwości pismo opisujące zachowania przełożonej – sędzi orzekającej w tym samym sądzie. W zgłoszeniu wskazała na nieprawidłowe traktowanie, rzekome sfałszowanie dokumentów sądowych, odnotowanie nieprawdziwych informacji w aktach oraz uczestnictwo w nagonce personalnej. W emocjonalnym tonie nazwała sędzię „oprawcą”.
Sędzia wniosła pozew o ochronę dóbr osobistych, żądając przeprosin i ochrony swojego dobrego imienia. Sąd Okręgowy w 2020 r. uznał powództwo za zasadne i nakazał pozwanej przeprosiny, uznając, że pismo przekroczyło dopuszczalne granice krytyki, a użyte określenia naruszyły godność i reputację sędzi.
Pozwana wniosła apelację, lecz Sąd Apelacyjny w 2021 r. odrzucił ją z przyczyn formalnych (brak uzupełnienia opłaty sądowej). Wyrok stał się prawomocny.
Równolegle toczyło się postępowanie karne z prywatnego aktu oskarżenia. Sąd Rejonowy w 2022 r. uznał pozwaną za winną znieważenia, jednak Sąd Okręgowy w 2023 r. uniewinnił ją, wskazując na brak zamiaru znieważenia i na kontekst ochrony przed mobbingiem. Sąd Najwyższy oddalił kasację powódki jako oczywiście bezzasadną.
W 2024 r. sąd udzielił powódce pełnomocnictwa do egzekucji obowiązku przeprosin na koszt pozwanej, co stało się podstawą do wniosku RPO o wzruszenie wyroku.
Stan prawny i argumentacja sądów
Podstawą prawną roszczenia powódki był art. 24 § 1 w zw. z art. 23 KC, zgodnie z którymi osoba, czyjej dobro osobiste zostało naruszone, może żądać zaniechania naruszeń, usunięcia ich skutków i zadośćuczynienia.
Sąd Okręgowy przyjął, że określenie „oprawca” oraz sformułowane zarzuty naruszyły dobre imię i autorytet sędzi, a użyte słowa nie znajdowały oparcia w faktach.
Zdaniem RPO sąd nie uwzględnił w wystarczającym stopniu kontekstu zgłoszenia, jego celu i adresata. Pozwana działała bowiem w ramach procedury przewidzianej zarządzeniem Ministra Sprawiedliwości z 12.6.2017 r., dotyczącej powołania Zespołu ds. przeciwdziałania mobbingowi i naruszeniom praw osób wykonujących obowiązki zawodowe w sądach powszechnych. Zespół ten przyjmował zgłoszenia pracowników i przekazywał rekomendacje właściwym organom.
Rzecznik podkreślił, że pozwana realizowała obowiązek wynikający z prawa pracy, zgodnie z którym pracodawca jest zobowiązany przeciwdziałać mobbingowi, a pracownik może zgłaszać takie przypadki przełożonym lub wyznaczonym organom.
Skarga nadzwyczajna RPO
Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył (III.7043.135.2022) wyrok cywilny w trybie skargi nadzwyczajnej. Wskazał na naruszenie:
- art. 2 Konstytucji RP – zasady demokratycznego państwa prawnego, w tym zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego;
- art. 54 ust. 1 Konstytucji RP – wolności wyrażania poglądów i rozpowszechniania informacji;
- art. 10 ust. 1-2 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sporządzonej w Rzymie 4.11.1950 r., zmienionej następnie Protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełnionej Protokołem nr 2 (Dz.U. 1993 Nr 61, poz. 284);
- oraz rażące naruszenie art. 24 § 1 KC poprzez błędną wykładnię kryteriów naruszenia dóbr osobistych.
W ocenie Rzecznika sąd błędnie zastosował tzw. test odbiorcy wybiórczego, skupiając się na negatywnym wydźwięku słów, zamiast przyjąć standard „rzetelnego przeciętnego odbiorcy”, właściwy dla oceny wypowiedzi kierowanych do profesjonalnego organu administracji.
RPO wskazał, że adresatem pisma był Zespół w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz dyrektor sądu, a więc organy uprawnione do badania przypadków mobbingu, a nie opinia publiczna. Ograniczony krąg odbiorców nie uzasadniał uznania działania pozwanej za bezprawne.
Ponadto sędzia – jako osoba pełniąca funkcję publiczną – powinna liczyć się z szerszym zakresem dopuszczalnej krytyki. W ocenie RPO sąd cywilny nie zastosował testu dobrej wiary, tj. nie zbadał, czy pozwana miała uzasadnione podstawy do formułowania zarzutów i czy działała w interesie publicznym.
Wątek unijny – legalność składu SN
W skardze nadzwyczajnej Rzecznik odniósł się także do kwestii właściwości Izby Sądu Najwyższego, powołując się na wyrok TSUE z 4.9.2025 r., R” S.A. przeciwko AW „T” sp. z o.o., C-225/22, Legalis, który – w nawiązaniu do wyroku TSUE z 21.12.2023 r., C-718/21, Legalis – potwierdził, że sądy krajowe mają obowiązek badać legalność powołania sędziów SN.
Jeżeli skład orzekający obejmuje sędziego powołanego z naruszeniem postanowienia NSA wstrzymującego wykonanie uchwały KRS z 2018 r., wydany przez niego wyrok może zostać uznany za nieistniejący (non-existent judgment). Rzecznik zaapelował więc, by skład rozpoznający skargę został ukształtowany zgodnie z wymogami prawa UE, aby uniknąć sytuacji, w której orzeczenie nie będzie mogło wywołać skutków prawnych.
Argumentacja konstytucyjna i konwencyjna
Rzecznik wskazał, że obowiązywanie zaskarżonego wyroku jest nie do pogodzenia z zasadą demokratycznego państwa prawnego. Pracownica została „ukarana” za korzystanie z ustawowego mechanizmu ochrony przed mobbingiem, co narusza zasadę zaufania do państwa i prawa.
Zgodnie z art. 943 KP, pracodawca ma obowiązek przeciwdziałać mobbingowi, a zatem pracownik powinien móc zgłaszać nieprawidłowości bez obawy przed sankcją. W przeciwnym razie system prewencji traci sens.
RPO przypomniał, że w orzecznictwie ETPC wolność wypowiedzi obejmuje także wypowiedzi, które „obrażają, oburzają lub niepokoją” (m.in. wyrok ETPC z 7.12.1976 r., Handyside p. Zjednoczonemu Królestwu, skarga nr 5493/72). W przypadku wypowiedzi o charakterze służbowym, związanych z interesem publicznym, ingerencja sądu w tę wolność wymaga szczególnie przekonującego uzasadnienia.
Możliwe kwalifikowanie sprawy jako SLAPP
Rzecznik zwrócił uwagę, że powództwo sędzi nosi cechy SLAPP (Strategic Lawsuit Against Public Participation), czyli działania prawnego mającego zniechęcić do wypowiadania się w sprawach publicznych lub do zgłaszania nieprawidłowości.
W takiej sytuacji – jak wskazał RPO – należało rozważyć zastosowanie art. 5 KC, pozwalającego odmówić ochrony prawu wykonywanemu sprzecznie z zasadami współżycia społecznego. Sąd, udzielając ochrony powódce, mógł w istocie legitymizować nadużycie prawa w celu uciszenia krytyki.
Komentarz
Sprawa ilustruje, jak wrażliwa jest granica między ochroną dóbr osobistych a wolnością wypowiedzi w kontekście relacji służbowych w instytucjach publicznych. Wskazuje, że osoby zgłaszające mobbing w ramach przewidzianych procedur powinny korzystać ze szczególnej ochrony przed działaniami odwetowymi, także w sferze cywilnoprawnej.
W praktyce sądy, rozpoznając podobne sprawy, powinny badać:
- charakter wypowiedzi (czy jest zgłoszeniem wewnętrznym, czy publicznym),
- status osoby krytykowanej (czy pełni funkcję publiczną),
- kontekst działania i cel zgłoszenia (czy służył ochronie interesu publicznego).
Zbyt rygorystyczne stosowanie testu prawdziwości wobec zgłoszeń wewnętrznych może prowadzić do tzw. efektu mrożącego, zniechęcającego pracowników do zgłaszania naruszeń.
Ewentualne uwzględnienie skargi nadzwyczajnej przez Sąd Najwyższy mogłoby wyznaczyć nowy standard w sprawach, w których kolidują ochrona reputacji funkcjonariuszy publicznych i prawo pracowników do zgłaszania nieprawidłowości.
W szerszym ujęciu sprawa jest zbieżna z kierunkiem unijnych działań na rzecz ochrony osób zgłaszających nieprawidłowości – dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z 23.10.2019 r. w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 305, s. 17) oraz ograniczania nadużyć pozwów o ochronę dóbr osobistych jako formy represji wobec krytyki (tzw. anti-SLAPP measures). Jej rozstrzygnięcie może mieć znaczenie także dla praktyki krajowych organów wymiaru sprawiedliwości, które zobowiązane są do tworzenia bezpiecznych mechanizmów sygnalizowania przypadków mobbingu i dyskryminacji.
Skarga nadzwyczajna RPO do SN, III.7043.135.2022
Właściwość zagranicznych sądów dla polskich spółek
Stan faktyczny
Spór między dwiema polskimi spółkami A i D, dotyczył jurysdykcji rumuńskich sądów do rozpoznania powództwa wniesionego przez A przeciwko D, do których wniesiono powództwo na podstawie umowy dotyczącej jurysdykcji zawartej między tą ostatnią spółką a rumuńską spółką C, która przeniosła na A wierzytelność będącą przedmiotem tego powództwa.
Rumuński sąd powziął wątpliwości co do wykładni art. 25 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 1215/2012 z 12.12.2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (Dz.Urz. UE L z 2012 r. Nr 351, s. 1; dalej: Bruksela I bis).
Stanowisko TS
Zgodnie z art. 25 ust. 1 zd. 1 Bruksela I bis „jeżeli strony niezależnie od ich miejsca zamieszkania uzgodniły, że sąd lub sądy państwa członkowskiego powinny rozstrzygać spór już wynikły albo spór przyszły mogący wyniknąć z określonego stosunku prawnego, to sąd lub sądy tego państwa mają jurysdykcję, chyba że umowa ta jest nieważna pod względem materialnym na mocy prawa danego państwa członkowskiego”. Zatem przepis ten nie wyjaśnia, czy klauzula prorogacyjna może być przeniesiona na osobę trzecią, która nie należy do kręgu stron umowy, tylko jest stroną umowy późniejszej i wstępuje w całości lub w części w prawa i obowiązki jednej ze stron pierwotnej umowy, ani czy taka osoba trzecia może powołać się na taką klauzulę wobec jednej z pierwotnych stron. Niemniej jednak art. 25 ust. 1 Bruksela I bis wymaga jednoznacznie w charakterze materialnej przesłanki ważności, aby strony „uzgodniły” sąd lub sądy państwa członkowskiego.
Trybunał podkreślił, że sąd rozpoznający sprawę ma wobec tego w pierwszej kolejności obowiązek zbadania, czy klauzula prorogacyjna była rzeczywiście przedmiotem porozumienia między pierwotnymi stronami umowy, które to porozumienie musi być wyrażone w sposób jasny i precyzyjny, przy czym wymogi formalne określone w art. 25 ust. 1 Bruksela I bis mają w tym względzie za zadanie zapewnienie, że porozumienie faktycznie zostało osiągnięte.
W niniejszej sprawie, z zastrzeżeniem ustaleń, których powinien dokonać sąd odsyłający, nie tylko D, jako dłużnik scedowanej rozpatrywanej wierzytelności odszkodowawczej, nie udzieliła wyraźnej zgody na to, by A powołała się wobec niej na rozpatrywaną klauzulę prorogacyjną, lecz również A nie wstąpiła w całość praw i obowiązków C wynikających z rozpatrywanej umowy o podwykonawstwo. C ograniczyła się do cesji rozpatrywanej wierzytelności odszkodowawczej na rzecz A. Jednakże sąd odsyłający podkreślał, że polski Sąd Najwyższy interpretuje art. 509 § 2 KC, mający zastosowanie do wszystkich umów zawartych między stronami w postępowaniu głównym, w ten sposób, że cesja wierzytelności powoduje przeniesienie nie tylko wierzytelności do majątku cesjonariusza, lecz również praw związanych z tą wierzytelnością, czyli w niniejszym przypadku z rozpatrywaną wierzytelnością odszkodowawczą, w tym prawa do powołania się na zastosowanie klauzuli jurysdykcyjnej zamieszczonej w umowie, której niewykonanie doprowadziło do powstania rozpatrywanej wierzytelności.
Zgodnie z orzecznictwem TS co do zasady, klauzula prorogacyjna zamieszczona w umowie może wywoływać skutki wyłącznie w stosunkach między stronami, które porozumiały się w przedmiocie zawarcia tej umowy. Jednakże TS uściślił, że to orzecznictwo ma na celu ochronę osób trzecich względem umowy, a nie pierwotnych stron tej umowy (wyrok TS z 18.11.2020 r., DelayFix, C-519/19, Legalis, pkt 41, 42). W zakresie bowiem, w jakim można ustalić, że pierwotne strony umowy rzeczywiście wyraziły zgodę na związanie się klauzulą prorogacyjną w odniesieniu do sporów wynikłych z umowy, w której zamieszczono tę klauzulę, te pierwotne strony nie znajdują się w sytuacji porównywalnej z sytuacją, w jakiej znajduje się osoba trzecia względem umowy, na którą została przeniesiona wierzytelność wynikająca z tej umowy, lecz która nie wyraziła zgody na tę klauzulę, wobec czego nie należy im przyznawać takiej samej ochrony jak takiej osobie trzeciej.
Z orzecznictwa TS wynika, że ograniczenie zakresu umowy prorogacyjnej wyłącznie do tych sporów, które wywodzą się ze stosunku prawnego, dla którego owa umowa została zawarta, ma na celu uniknięcie sytuacji, w której jedna ze stron byłaby zaskoczona przyznaniem jurysdykcji określonemu sądowi w odniesieniu do sporów powstających w stosunkach innych niż ten, dla którego uzgodniono przyznanie jurysdykcji (wyrok TS z 21.5.2015 r., CDC Hydrogen Peroxide, C-352/13, Legalis, pkt 68). Trybunał uznał, że w przypadku cesji wierzytelności wynikającej z umowy, w której zamieszczono klauzulę prorogacyjną, dłużnik scedowanej wierzytelności, będący pierwotnym kontrahentem cedenta, powinien co do zasady pozostać związany tą klauzulą. Niemniej jednak ten pierwotny kontrahent nie powinien również znajdować się w mniej korzystnej sytuacji ze względu na tę cesję wierzytelności. Innymi słowy, klauzulę tę należy interpretować w ten sposób, by uniknąć wszelkich sytuacji, w których ów kontrahent mógłby zostać pozwany przed sądy inne niż te, do których mogłaby wnieść sprawę druga pierwotna strona umowy na podstawie tej klauzuli.
W niniejszej sprawie C i D, jako pierwotne strony rozpatrywanej umowy o podwykonawstwo, uzgodniły w drodze rozpatrywanej klauzuli prorogacyjnej, że „sąd właściwy dla siedziby kontrahenta” będzie rozstrzygać spory powstałe w związku z tą umową, w tym w odniesieniu do rozpatrywanej wierzytelności odszkodowawczej wynikającej z tej umowy. Po pierwsze zaś, z postanowienia odsyłającego wynika, że A, jako cesjonariusz tej wierzytelności, wytoczyła powództwo przed ten sam sąd co sąd, do którego C mogłaby wnieść powództwo na podstawie tej klauzuli, gdyby ta ostatnia spółka nie przeniosła na A tej wierzytelności, wobec czego D nie wydaje się znajdować się w mniej korzystnej sytuacji ze względu na tę cesję. Po drugie, z akt sprawy nie wynika, by te pierwotne strony uzgodniły, że w przypadku cesji wierzytelności wynikającej z rozpatrywanej umowy o podwykonawstwo cesjonariusz nie może powoływać się wobec nich na ową klauzulę. W związku z tym, z zastrzeżeniem dokonania weryfikacji przez sąd odsyłający, TS uznał, że w ramach rozpatrywanego sporu A może zasadnie powołać się na tę samą klauzulę wobec D w celu dochodzenia rozpatrywanej wierzytelności odszkodowawczej.
Reasumując TS orzekł, że art. 25 ust. 1 Bruksela I bis należy interpretować w ten sposób, iż osoba trzecia jako cesjonariusz wierzytelności odszkodowawczej wynikającej z niewykonania umowy, w której zamieszczono klauzulę jurysdykcyjną, może powołać się na tę klauzulę wobec pierwotnego kontrahenta jako dłużnika tej scedowanej wierzytelności na takich samych warunkach, na jakich druga pierwotna strona umowy mogłaby się na nią powoływać wobec tego kontrahenta, w celu dochodzenia owej wierzytelności i bez zgody tego dłużnika.
Dotyczy to sytuacji, w której zgodnie z prawem krajowym właściwym dla tej umowy, stosownie do jego wykładni dokonanej w orzecznictwie krajowym, cesja wierzytelności powoduje przeniesienie nie tylko wierzytelności do majątku cesjonariusza, lecz również praw związanych z tą wierzytelnością, w tym prawa do powołania się na zastosowanie klauzuli jurysdykcyjnej zamieszczonej w tej umowie, chyba że pierwotne strony umowy uzgodniły wyraźnie brak możliwości powołania się wobec nich na tę klauzulę w przypadku cesji wynikającej z tej umowy wierzytelności na osobę trzecią.
Komentarz
W kontekście przyjętego w niniejszym wyroku stanowiska przez TS z jednej strony w związku z tym, że art. 25 rozporządzenia Bruksela I bis, stanowi odstępstwo zarówno od zasad jurysdykcji ustanowionych w tym rozporządzeniu i tym samym podlega ścisłej wykładni, ten wyrok może budzić wątpliwości. Z drugiej strony, wykładnia w nim przyjęta jest zgodna z interpretacja art. 509 § 2 KC w polskim orzecznictwie (wyrok SN z 3.9.1998 r., I CKN 822/97, Legalis) oraz przeważającym poglądem w polskiej doktrynie.
Z niniejszego wyroku wynika bowiem, że orzecznictwo krajowe na podstawie którego wobec pierwotnego kontrahenta, jako dłużnika scedowanej wierzytelności, może skutecznie powołać się na klauzulę prorogacyjną osoba trzecia względem umowy, w której klauzulę tę zamieszczono, jako cesjonariusz wierzytelności wynikającej z tej umowy, w sytuacji gdy ten pierwotny kontrahent nie wyraził zgody na to, by ta osoba trzecia powoływała się wobec niego na tę klauzulę – jest zgodne z art. 25 ust. 1 Bruksela I bis.
Wyrok TS z 23.10.2025 r., E.B. (Rozszerzenie jurysdykcji), C-682/23
Zagraniczna firma w KSeF? Jeśli ma w Polsce biuro i ludzi
Zagraniczne firmy masowo występują z wnioskami o interpretacje i pytają, czy to, co mają w Polsce, jest stałym miejscem prowadzenia działalności. Po co? Od tego zależy obowiązek wystawiania faktur w KSeF.
– Wcale się nie dziwię, że jest taki wysyp wniosków o interpretacje. Kwestia ustalenia stałego miejsca prowadzenia działalności jest bardzo złożona, zależy to od wielu czynników i budzi dużo wątpliwości – mówi Aleksandra Plichta, doradca podatkowy, partner w Crido.
Jakie są terminy wejścia w życie?
Przypomnijmy, że największe firmy, czyli te, w których sprzedaż (wraz z kwotą podatku) w 2024 r. przekroczyła 200 mln zł, muszą wystawiać faktury w KSeF już od 1 lutego 2026 r. Pozostałe mają dwa miesiące więcej na wdrożenie nowych obowiązków. A najmniejsi przedsiębiorcy (sprzedaż do 10 tys. zł miesięcznie) nie muszą wprowadzać faktur do nowego systemu do końca 2026 r.
Wyłączenie dla zagranicznych firm
Od tych obowiązków jest parę wyjątków. Jeden z nich dotyczy zagranicznych firm. Otóż nie muszą wprowadzać faktur sprzedażowych do KSeF, jeśli nie posiadają w Polsce siedziby działalności gospodarczej ani stałego miejsca jej prowadzenia (albo mają takie miejsce, ale nie uczestniczy ono w transakcji). Tak stanowi art. 106ga ust. 2 VATU (który wejdzie w życie od 1 lutego 2026 r.).
Stałe miejsce prowadzenia działalności
Jak ustalić, czy firma ma w Polsce stałe miejsce prowadzenia działalności? „Ocena, czy dany podmiot zagraniczny, zarejestrowany jako podatnik VAT czynny w Polsce posiada na terytorium kraju stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej wymaga indywidualnej oceny konkretnego stanu faktycznego” – pisze Ministerstwo Finansów w wyjaśnieniach dotyczących KSeF.
– I ma rację, każda sytuacja jest bowiem inna. Interpretacja wydana dla jednej firmy nie zabezpiecza więc drugiej – mówi Aleksandra Plichta. Tłumaczy, że na podstawie unijnych przepisów oraz orzecznictwa TSUE można przyjąć trzy podstawowe kryteria, których spełnienie oznacza posiadanie stałego miejsca prowadzenia działalności w Polsce.
– Po pierwsze, firma musi mieć odpowiednie zasoby personalne i techniczne. Oznacza to, że powinna angażować pracowników (współpracowników/podwykonawców), posiadać nieruchomości (biuro, magazyn), infrastrukturę techniczną. Po drugie, powinna mieć faktyczną kontrolę nad tymi zasobami i zdolność do samodzielnego wykonywania usług oraz podejmowania biznesowych decyzji. Po trzecie, to, co robi w Polsce, nie może być tymczasowe, musi być trwałe i w jakimś horyzoncie czasowym stałe – wyjaśnia ekspertka. Podkreśla, że te kryteria muszą być spełnione łącznie. Nie wystarczy jedno z nich, np. posiadanie w Polsce nieruchomości.
Niemiecka spółka pyta o rozliczenia w Polsce
Co na to fiskus? Spójrzmy na ostatnią interpretację. Wystąpiła o nią niemiecka spółka oferująca usługi dla branży logistycznej i e-commerce. Między innymi obsługuje zamówienia i dostarcza specjalistyczne oprogramowanie.
W Polsce jest zarejestrowana od dwóch lat jako czynny podatnik VAT. Udostępnia tu oprogramowanie dostawcom usług logistycznych, angażuje się również w zaopatrywanie ich w materiały opakowaniowe. Nie posiada w Polsce jednak żadnego oddziału. Nie ma też żadnych nieruchomości (biur, magazynów), sprzętu czy środków transportu. Nie zatrudnia w Polsce pracowników bądź współpracowników, nie udzieliła nikomu mieszkającemu na terytorium RP pełnomocnictwa do jej reprezentowania. Wszystkie decyzje związane z jej działalnością (np. zawieranie umów handlowych) zapadają w Niemczech.
Spółka współpracuje z polską firmą logistyczną. Nabywa od niej różne usługi, np. magazynowanie, pakowanie, przygotowanie do wysyłki, obsługa zwrotów. Korzysta z jej zasobów i ma prawo weryfikować, czy usługi są wykonywane zgodnie z umową. Nie może jednak bezpośrednio nadzorować podwykonawcy, np. wydawać poleceń jego pracownikom. Spółka współpracuje również z dwoma firmami dostarczającymi kartony do pakowania.
Czy posiada w Polsce stałe miejsce wykonywania działalności i musi wystawiać faktury w KSeF? Spółka twierdzi, że nie.
Fiskus o obowiązku wprowadzania faktur
Fiskus przyznał jej rację. Wskazał, że stałe miejsce prowadzenia działalności występuje wtedy, gdy mamy zaplecze personalne i techniczne. „Zaplecze to musi posiadać strukturę, która umożliwia odbiór i wykorzystanie nabywanych usług dla własnych potrzeb oraz musi charakteryzować się stałością”. Te warunki nie są w opisanej sprawie spełnione. Spółka nie ma bowiem w Polsce „odpowiednich zasobów osobowych i technicznych umożliwiających samodzielne prowadzenie działalności gospodarczej w sposób stały”.
Skarbówka dodała, że stałe miejsce może istnieć również wtedy, gdy zagraniczny podmiot korzysta z personelu oraz infrastruktury technicznej polskiego usługodawcy. Muszą być jednak dla niego dostępne tak jak własne, powinien więc sprawować nad nimi pełną kontrolę. Tak w analizowanej sprawie nie jest.
Reasumując, niemiecka spółka nie ma w Polsce stałego miejsca prowadzenia działalności. Nie będzie więc musiała wystawiać faktur w KSeF (interpretacja nr 0114-KDIP1-2.4012.497.2025.2.RST).
– Generalnie w ostatnich interpretacjach fiskus potwierdza zagranicznym firmom, że nie mają w Polsce stałego miejsca prowadzenia działalności. Pamiętajmy jednak, że w razie ewentualnej kontroli może okazać się, iż rzeczywistość jest inna i jakiś element stanu faktycznego niewskazany we wniosku o interpretację przesądza o tym, że takie miejsce jednak posiadają i powinny wystawiać faktury w KSeF – mówi Aleksandra Plichta.
Za faktury poza systemem będą sankcje
Co się stanie, jeśli firma nie wprowadzi faktury do KSeF, choć powinna? – Od 1 stycznia 2027 r. grożą jej sankcje. Dlatego warto, żeby wiedziała, jaki ma status. Kwestia miejsca stałego prowadzenia działalności jest także ważna ze względów biznesowych, strony umowy muszą bowiem wiedzieć, w jaki sposób będą między nimi przepływały faktury (np. jak ma dokumentować sprzedaż polski dostawca) – podkreśla Aleksandra Plichta. – Firmy obawiają się też, że faktura, która została wystawiona poza KSeF, choć powinna się w nim znaleźć, nie da prawa do odliczenia VAT. Fiskus na razie jednak wydaje w tej sprawie pozytywne interpretacje – dodaje ekspertka.
DOKUMENTOWANIE
Korzyści z nowego systemu
Zdaniem Ministerstwa Finansów KSeF przyniesie mnóstwo korzyści:
- możliwość uzyskania zwrotu VAT w krótszym terminie (40 dni zamiast standardowych 60 dni),
- brak konieczności samodzielnego przechowywania i archiwizacji większości faktur,
- wyeliminowanie duplikatów faktur – w KSeF faktura nie zaginie,
- mniejsze ryzyko popełnienia błędów przy wystawianiu faktur,
- możliwość szybkiej zautomatyzowanej wymiany faktur elektronicznych między firmami,
- transparentność obrotu gospodarczego,
- możliwość automatycznego importowania danych z dokumentów zakupowych do systemu finansowo-księgowego,
- wprowadzenie jednolitego formatu faktury,
- brak obowiązku dostarczania do urzędu faktur, w tym w formie JPK FA, w trakcie kontroli lub czynności sprawdzających,
- uszczelnienie systemu podatkowego,
- bezpieczeństwo i nienaruszalność danych – gwarancja, że treść faktury znajdującej się w KSeF nie zmieni się.
TERMINY
Kolejne etapy wdrożenia
Ministerstwo Finansów przedstawiło plan działań związanych z wdrożeniem KSeF 2.0.
- 1 listopada 2025 r. – uruchomiony zostanie Moduł Certyfikatów i Uprawnień (MCU), poprzez który można zawnioskować o certyfikat;
- 3 listopada 2025 r. – udostępniona zostanie wersja testowa Aplikacji Podatnika KSeF 2.0;
- 15 listopada 2025 r. – udostępniona będzie wersja przedprodukcyjna (DEMO) Aplikacji Podatnika KSeF 2.0;
- 1 stycznia 2026 r. – udostępniony zostanie produkcyjnie moduł zgłoszeń w e-US dotyczący wysyłki faktur z załącznikiem;
- 1 lutego 2026 r. – uruchomiona zostanie wersja produkcyjna systemu KSeF 2.0 wraz aplikacjami: Aplikacją Podatnika KSeF 2.0, Aplikacją mobilną KSeF 2.0 oraz aplikacją e-mikrofirma.
Rozliczenie z tytułu nieważnej umowy
Istota sporu
Pozwem z 12.3.2018 r. R.B. (dalej: Powód, Kredytobiorca) wniósł o zasądzenie od pozwanego Banku (…) S.A. z siedzibą w W. (dalej: Pozwany, Bank) na rzecz Powoda następujących kwot: 110.192,61 zł i 35.588,29 CHF z tytułu umowy kredytu nr (…) oraz 46.285,86 zł i 18.476,12 CHF z tytułu umowy kredytu nr (…), tj. wszystkich ww. kwot tytułem nienależnego świadczenia, na podstawie art. 410 KC wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia wniesienia pozwu do dnia zapłaty. Powód wniósł o ustalenie nieważności spornych umów kredytu.
Stan faktyczny sprawy
3.1.2008 r. i 16.1.2008 r. Powód złożył w Banku wnioski o udzielenie kredytów hipotecznych, na kwoty 248.785,06 zł i 413.238,50 zł, w walucie CHF, z przeznaczeniem na refinansowanie uprzednio zaciągniętego kredytu mieszkaniowego oraz sfinansowanie zakupu lokalu mieszkalnego na rynku pierwotnym. 11.3.2008 r. i 31.3.2008 r. Strony zawarły dwie umowy o kredyt hipoteczny. Sporne umowy stanowiły pierwsze umowy o kredyt, powiązane z walutą obcą i zawarte przez powoda. Po nich nie zawierał podobnych umów.
Pouczenie o ryzyku kursowym
W tym kontekście Sądy obu instancji zauważyły, że Powoda nie pouczono, iż oferowane produkty kredytowe wiążą się z ryzykiem kursowym i ryzykiem stopy procentowej. Powodowi nie wytłumaczono, jaką rolę będzie pełnił frank szwajcarski w umowach kredytu, jak również okoliczności, że wraz ze wzrostem kursu waluty CHF wzrośnie nie tylko wysokość raty kredytów, lecz także ich saldo wyrażone w walucie polskiej. Powodowi nie przedstawiono żadnych symulacji ukazujących wysokość raty i salda kredytów, w przypadku wzrostu kursu waluty indeksacji. Powód nie miał możliwości negocjowania zapisów umów – został poinformowany, że są to umowy standardowe, nienegocjowalne. Powodowi nie wytłumaczono pojęcia spread walutowy, jak również mechanizmu tworzenia tabel kursowych przez pozwany Bank.
Nieważność umowy kredytowej
SA w Warszawie podtrzymał subsumpcję odwołującą się do ochrony konsumenckiej, podkreślając, iż ww. umowy stały się nieważne, w konstrukcji bezskuteczności zawieszonej, o której mowa w uzasadnieniu uchwały SN z 7.5.2021 r., III CZP 6/21, Legalis. Stało się to wobec uzyskania statusu trwałej bezskuteczności z woli Powoda, który świadomy skutków upadku umów, podtrzymał przed SO dochodzone roszczenie zapłaty oparte na konstrukcie nieważności umów. W takich warunkach umowy upadły ze skutkiem ex tunc (od samego początku) w czasie po doręczeniu odpisu pozwu Pozwanemu. Przesądziło o tym wprowadzenie ryzyka kursowego, nieograniczonego wobec Powoda (konsumenta), bez jakichkolwiek ograniczeń lub włączenia Banku w część tego ryzyka, jako istotny element kredytu indeksowanego, wypłacanego w PLN i na potrzeby mieszkaniowe Powoda w Polsce, bez dostatecznej informacji o skutkach ekonomicznych takiego ryzyka.
Jeśli sąd krajowy uzna, iż rozpatrywana umowa kredytu nie może, zgodnie z prawem umów, nadal być prawnie wiążąca po usunięciu danych nieuczciwych warunków, a przy tym nie istnieje żaden przepis prawa krajowego o charakterze dyspozytywnym, ani przepis znajdujący zastosowanie w wypadku osiągnięcia przez strony umowy porozumienia umożliwiającego zastąpienie tych warunków, należy uznać, że powinno nastąpić przywrócenie rzeczywistej równowagi między wzajemnymi prawami i obowiązkami stron umowy, a sąd krajowy powinien podjąć, z pełnym uwzględnieniem prawa krajowego, niezbędne środki mające na celu ochronę konsumenta (por. wyrok TSUE z 16.3.2023 r., M.B. i in., C-6/22, Legalis).
Konsekwencje nieważności umowy kredytowej
SA w Warszawie przypomniał, że w sytuacji nieważności umowy rozliczenie powinno następować z zastosowaniem art. 405 KC, z wyłączeniami, o których mowa m.in. w art. 409 KC i art. 411 KC. Konstrukcja ta pozwala bowiem, niezależnie od inicjatywy podmiotów zainteresowanych, rozliczyć stosunek prawny, który w ostatecznym rozrachunku nie wiąże stron, kompleksowo w ramach jednego postępowania sądowego, eliminując zbędne równoległe przesunięcia majątkowe. Daje to oszczędność czasu, środków i zaangażowania wymiaru sprawiedliwości w rozpoznawanie kolejnych spraw. Przy czym te ostatnie argumenty nie mogą przesłaniać ustawowej formuły, która chroni obie strony nieważnej umowy przed bezpodstawnym wzbogaceniem drugiej strony.
W tym kontekście odrzucenie unormowania o bezpodstawnym wzbogaceniu (art. 405-414 KC), które służy wyrównaniu niemających podstawy prawnej przesunięć majątkowych, i które oznacza, że należy ustalać aktualny na dzień orzekania stan wzbogacenia i owo wzbogacenie może wystąpić tylko po jednej ze stron, jest nieuprawnionym poprawianiem ustawodawcy, rodzącym z jednej strony możliwe naruszenie praw konsumenta, z drugiej powodujące ab initio zagrożenie praw przedsiębiorcy.
Jak wskazał SA w Warszawie, założenie ustawodawcy, aby oddać każdemu to, co mu się należy, według ocen pozytywnego porządku prawnego, to formuła bezpodstawnego wzbogacenia, a więc w istocie procedura przywrócenia naruszonej równowagi majątkowej. Jeśli zatem świadczenia są jednorodzajowe, niezbędne jest jedynie zniweczenie bezpodstawnego wzbogacenia występującego po jednej ze stron, a odrębna ocena wzajemnych świadczeń – choćby z racji przedawnienia czy obowiązku uwzględnienia aktualności wzbogacenia – mogłaby uniemożliwić osiągnięcie tak rozumianej równowagi majątkowej.
Jak wskazał SN w wyroku z 24.10.1974 r., II CR 542/74, Legalis, wartość bezpodstawnego wzbogacenia w rozumieniu art. 405 KC jest ograniczona dwiema wielkościami – wartością tego, co bez podstawy prawnej ubyło z majątku zubożonego i wartością tego, co bez podstawy prawnej powiększyło majątek wzbogaconego. Wartości te nie muszą być równe, a w przypadku nierówności niższa kwota określa wartość bezpodstawnego wzbogacenia. Z kolei w wyroku SN z 13.5.1988 r., III CRN 83/88, Legalis, wskazano, że według art. 405 KC wzbogacony (o nienależne świadczenie – art. 410 KC) obowiązany jest do zwrotu tego, co wyszło z majątku zubożonego. Gdy wzbogacenie polega na uzyskaniu sumy pieniężnej, wzbogacony, który korzystając z tych pieniędzy uzyskał określoną korzyść, powinien zwrócić świadczenie pieniężne przeliczone zgodnie z zasadą ekwiwalentności.
Trafnie odnotował SN w postanowieniu z 9.7.2025 r., Legalis, I CSK 652/25, Legalis, iż teoria salda powinna działać w stosunku do świadczeń zwrotnych obydwu stron, czyli nie tylko w odniesieniu do roszczenia zwrotnego konsumenta w stosunku do banku, lecz także i roszczenia zwrotnego banku przeciwko konsumentowi. Jest korzystna dla konsumenta, gdyż nie naraża go na dodatkowe koszty procesu sądowego, związane z roszczeniem zwrotnym banku. Poza tym przyjęcie działania teorii salda jedynie na korzyść konsumenta prowadziłaby do komplikacji procesowych i materialnoprawnych. Brak jakichkolwiek podstaw prawnych, aby rozliczać strony nieważnej umowy, stosując różną wykładnię wobec konsumenta i przedsiębiorcy, tym bardziej, że ustawowe założenie rozliczenia jest optymalnie sprawiedliwe, korzystne dla obu stron i zapewnia równowagę i proporcjonalność wzajemnych praw i obowiązków w obliczu odpadnięcia podstawy świadczeń.
Rozstrzygnięcie SA w Warszawie
Jako że żadna ze Stron nie wskazywała, że należy odmiennie przeliczyć wzajemne nienależne świadczenia, stosownie do zasady ekwiwalentności, co notabene już prima facie wskazuje, że na kanwie ustaleń faktycznych w sprawie, tj. pozyskania przez Powoda już w dacie zawarcia umów, kwot kapitału, oznacza niewątpliwe jego większe wzbogacenie kosztem pozwanego w zakresie tych kwot. Z kolei suma dochodzonych kwot (w PLN i CHF, tych ostatnich przeliczonych wg średniego kursu tej waluty do PLN wg tabeli NBP (4,5880) z daty zamknięcia rozprawy apelacyjnej – 29.7.2025 r.), była niższa od sumy kwot pozyskanego kapitału na podstawie nieważnych umów (404 525,90 – kwota dochodzona, wobec 662 023,56 PLN – kwota pozyskanego kapitału). Zatem podstawą ustalenia bezpodstawnego wzbogacenia była kwota różnicy wypłaconych i otrzymanych kwot. Owa różnica in minus dla Powoda oznaczała, że roszczenie Powoda nie miało usprawiedliwionych podstaw.
Z ww. względów, na podstawie art. 386 § 1 KPC, SA w Warszawie oddalił powództwo.
Komentarz
Na tle stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy SA w Warszawie wypowiedział się na temat zasad wzajemnych rozliczeń pomiędzy stronami umowy kredytowej w sytuacji stwierdzenia nieważności (i nieistnienia) tej umowy wobec stwierdzenia abuzywności klauzuli waloryzacyjnej. SA w Warszawie, w ślad tak za SN, jak i TSUE wskazał, że zastosowanie w tej sytuacji znajdzie zasada salda, odnosząca się – na gruncie polskiego prawa cywilnego – do bezpodstawnego wzbogacenia, a więc różnicy pomiędzy wzajemnymi świadczeniami. Uwzględnienie ww. reguły spowodowało, że roszczenie Powoda okazało się niezasadne.
Wyrok SA w Warszawie z 8.8.2025 r., I ACa 2112/23, Legalis
Związanie sądu orzeczeniem dotyczącym stron w innej sprawie
Opis okoliczności faktycznych
Powód (stowarzyszenie, którego celami i zadaniami są m.in. ochrona oraz zbiorowe zarządzanie prawami do artystycznych wykonań) dochodził zapłaty należności przypadających mu na mocy umowy z 1.6.2011 r., określającej warunki i wysokość wynagrodzeń za korzystanie z artystycznych wykonań utworów muzycznych i słowno-muzycznych polegającego na odtwarzaniu artystycznych wykonań w obiekcie hotelowym prowadzonym przez pozwanego Z.G. za okres od października 2020 r. do grudnia 2023 r. włącznie.
Pozwany 1.1.2020 r., w skierowanym do powoda piśmie, oświadczył, że Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego decyzją z 2.3.2016 r. wyznaczył (…) do wykonywania wspólnego poboru wynagrodzeń za korzystanie z przedmiotów praw pokrewnych na polu eksploatacji odtwarzanie, w związku z czym zawarta umowa jawi się jako bezprzedmiotowa.
Prawomocnym nakazem zapłaty z 15.2.2023 r. Sąd Okręgowy nakazał pozwanemu, aby zapłacił powodowi dochodzone za okres od stycznia 2020 r. do września 2020 r. włącznie kwoty wynagrodzenia.
Stanowisko SO
Sąd Okręgowy uznał, że powództwo zasługiwało na uwzględnienie w całości i zasądził od pozwanego na rzecz powoda dochodzoną kwotę 5 309,10 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. W pierwszej kolejności Sąd zauważył, że pomiędzy stronami postępowania wcześniej toczyła się sprawa o zapłatę wynagrodzenia licencyjnego należnego powodowi za okres od stycznia 2020 r. do września 2020 r. włącznie. W sprawie tej wydano nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym uwzględniający w całości żądania pozwu, który się uprawomocnił. W razie zaś prawomocnego uwzględnienia części roszczenia o spełnienie świadczenia z tego samego stosunku prawnego w procesie dotyczącym spełnienia reszty świadczenia sąd nie może w tych samych okolicznościach prawnych i faktycznych orzec odmiennie o zasadzie odpowiedzialności pozwanego. Sprzeciwia się temu bowiem przepis art. 365 § 1 KPC, ustanawiający stan związania prawomocnym orzeczeniem nie tylko stron i sądu, który je wydał, lecz również innych sądów, zaś dla ustalenia zakresu mocy wiążącej prawomocnego orzeczenia, czyli granic prawomocności materialnej orzeczenia, mogą mieć znaczenie zawarte w uzasadnieniu orzeczenia motywy rozstrzygnięcia.
Ratio legis art. 365 § 1 KPC polega na tym, iż gwarantuje zachowanie spójności i logiki działania organów państwowych, zapobiegając funkcjonowaniu w obrocie prawnym rozstrzygnięć nie do pogodzenia w całym systemie sprawowania władzy. Prawomocność materialna wyroków wyraża nakaz przyjmowania, że w danej sytuacji stan prawny przedstawia się tak jak to wynika z zawartego w orzeczeniu rozstrzygnięcia, a więc z ostatecznego rezultatu tego rozstrzygnięcia uwzględniającego jednak stan rzeczy na datę zamknięcia rozprawy. Związanie wyrokiem sądu cywilnego oznacza brak możliwości zignorowania zarówno ustaleń faktycznych stanowiących bezpośrednio podstawę rozstrzygnięcia, jak i podstawy prawnej. Nie jest dopuszczalne odmienne ustalenie zaistnienia, przebiegu i oceny istotnych dla danego stosunku prawnego zdarzeń faktycznych w kolejnych procesach sądowych między tymi samymi stronami, chociażby przedmiot tych spraw się różnił. W konsekwencji powyższego w procesie o dalszą – ponad prawomocnie uwzględnioną – część świadczenia z tego samego stosunku prawnego, sąd nie może w niezmienionych okolicznościach odmiennie orzec o zasadzie odpowiedzialności pozwanego.
Co jednak w niniejszej sprawie najistotniejsze w procesie o świadczenie okresowe przysługujące powodowi na podstawie określonego stosunku prawnego za kolejny okres wymagalności, nie jest dopuszczalne ponowne badanie i ocenianie przez sąd zdarzeń prawnych, odnoszących się do zasady odpowiedzialności pozwanego, w takim zakresie, w jakim były one przedmiotem rozstrzygnięcia w prawomocnym wyroku wydanym w procesie między tymi samymi stronami o świadczenie należne za wcześniejsze okresy wymagalności. W ocenie Sądu roszczenie to jawi się jako wykazane także co do wysokości, gdyż powód przedłożył harmonogramy wpłat i wezwanie do zapłaty potwierdzające istnienie należności, jakie w spornym okresie winien na jego rzecz uiścić pozwany oraz wykazał, że wynagrodzenie zostało naliczone zgodnie z postanowieniami umowy.
Niezależnie od powyższego – nawet przy braku regulacji art. 365 § 1 KPC, Sąd Okręgowy wskazał, że powództwo i tak zasługiwałoby na uwzględnienie w całości. Przepis art. 86 ust. 2 i 3 ustawy z 4.2.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 24; dalej: PrAut) stanowi, że artyście wykonawcy służy prawo do wynagrodzenia za korzystanie z artystycznego wykonania lub za rozporządzanie prawami do takiego wykonania określone w umowie albo przyznane w przepisach ustawy, zaś w przypadku nadawania, reemitowania lub odtwarzania artystycznego wykonania za pomocą wprowadzonego do obrotu egzemplarza, artyście wykonawcy przysługuje prawo do stosownego wynagrodzenia. Tym samym w niniejszej sprawie to na powodzie spoczywał obowiązek wykazania faktu zawarcia umowy oraz naliczenia wynagrodzenia zgodnie z jej postanowieniami. Powód obowiązkowi temu sprostał, przedłożył bowiem umowę oraz zmieniające ją aneksy, a także harmonogramy wpłat i wezwanie do zapłaty potwierdzające istnienie należności, jakie w spornym okresie winien na jego rzecz uiścić pozwany oraz wykazał, że wynagrodzenie zostało naliczone zgodnie z postanowieniami umowy.
Pozwany podniósł zarzut braku istnienia zobowiązania na skutek wypowiedzenia umowy dokonanego 1.1.2020 r. oraz wygaśnięcia zobowiązania na skutek wyznaczenia przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na mocy decyzji z 2.3.2016 r. – (…) do wykonywania wspólnego poboru wynagrodzeń za korzystanie z przedmiotów praw pokrewnych na polu eksploatacji odtwarzanie. W kontekście argumentacji pozwanego dotyczącej decyzji wskazać należy, że postępowania administracyjne, o których mowa w art. 1071 ust. 3 PrAut, wszczęte i niezakończone przed dniem wejścia w życie ustawy z 15.6.2018 r. o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i prawami pokrewnymi (Dz.U. z 2024 r. poz. 1665) toczą się na podstawie przepisów dotychczasowych. Wziąć pod uwagę należy także, że wydanie decyzji administracyjnej w dacie późniejszej niż data zawarcia umowy cywilnoprawnej nie może wpływać na byt prawny takiej umowy.
Jednocześnie także drugi zarzut pozwanego nie okazał się zasadny, albowiem pismo z 1.1.2020 r. nie zawiera oświadczenia o wypowiedzeniu umowy. Dopuszczalne jest rozwiązanie umowy w sposób dorozumiany, aczkolwiek przyjęcie, że nastąpiło rozwiązanie umowy stron w sposób dorozumiany wymaga ustalenia, że strony przez swoje określone zachowanie ujawniły w sposób dostatecznie wyraźny wolę rozwiązania umowy. Konieczne jest zatem ustalenie i ocena, które zachowania stron wskazują na wolę rozwiązania umowy. Tymczasem w treści tego pisma pozwany polemizuje z powodem twierdząc, że wyznaczenie (…) na inkasenta wynagrodzeń spowodowało ustanie zobowiązania wynikającego z powyższej umowy, co też nie może zostać uznane za oświadczenie o jej wypowiedzeniu. Oświadczenia i argumenty pozwanego w nim wyrażone nie dostarczają podstaw do stwierdzenia, że jego wolą było zakończenie bytu zobowiązania na skutek złożenia tego pisma, wręcz przeciwnie był on przekonany, że do ustania zobowiązania powołanego umową doszło na skutek wydania decyzji administracyjnej.
Komentarz
Sąd Okręgowy na podstawie art. 365 § 1 KPC uznał za zasadne mające źródło w tej samej umowie stron roszczenia o zapłatę. W sprawie powód dochodził wynagrodzenia za dalszy okres związania umową będącą podstawą wydania już orzeczenia dla niego korzystnego. Rozważania Sądu wymagają jednak pewnego uściślenia. Art. 365 KPC zgodnie z utrwalonym stanowiskiem SN nie powoduje związania sądów ustaleniami faktycznymi lub ocenami prawnymi, które legły u podstaw wydanego wcześniej orzeczenia. Przepis ten dotyczy wyłącznie przysługiwania konkretnego roszczenia, ale nie oceny prawnej relacji zachodzącej między stronami, z której to roszczenie miałoby wynikać. SO wykracza poza te ramy uznając, że mogą mieć znaczenie zawarte w uzasadnieniu orzeczenia motywy rozstrzygnięcia oraz stan faktyczny.
Z takim stanowiskiem można polemizować. Należy bowiem pamiętać, że sąd jest związany sentencją, a nie uzasadnieniem (podstawami faktycznymi i prawnymi) wyroku innego sądu, gdyż zakresem prawomocności materialnej jest objęty tylko ostateczny wynik rozstrzygnięcia, a nie jego przesłanki. Z drugiej strony, uznanie, że kwestia prawna, która była już przedmiotem rozstrzygnięcia, kształtuje się tak, jak przyjął sąd w prawomocnym wcześniejszym wyroku, nawet jeżeli argumentacja prawna, na której opiera się to rozstrzygnięcie, jest nietrafna – może powodować ugruntowywanie nietrafnych rozstrzygnięć, a to nie powinno być wartością wyższą niż dobro wymiaru sprawiedliwości i rewizja błędów orzeczniczych.
Wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach z 6.5.2025 r., XXIV GW 147/24, Legalis
Deweloper może zapłacić więcej
W razie wątpliwości, zastrzeżenie w umowie deweloperskiej na rzecz konsumenta kary umownej za każdy dzień zwłoki nieprzewidujące prawa do odszkodowania ponad tę karę może być uznane za niedozwolone postanowienie. Zwłaszcza gdy kara została zastrzeżona w rażąco niskiej wysokości. To sedno piątkowej uchwały trzech sędziów Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.
Dwuletnie opóźnienie a kara niewielka
Kwestia ta wynikła w sprawie, której powodowie domagali się od dewelopera 125 tys. zł odszkodowania za straty, jakie ponieśli wskutek tego, że spóźnił się on o około dwa lata z wybudowaniem i przeniesieniem na nich własności mieszkania. Musieli m.in. wypowiedzieć umowę najemcom ich drugiego mieszkania, by tam przejściowo zamieszkać.
W ich ocenie w tej sprawie nie powinien mieć zastosowania art. 484 § 1 Kodeksu cywilnego, który wyklucza możliwość żądania odszkodowania przewyższającego karę umowną (chyba że strony inaczej postanowiły). Strony tej umowy deweloperskiej nie przewidziały możliwości żądania przez nabywców mieszkania odszkodowania ponad karę, która wyniosła ok. 5 tys. zł.
Kara została ustalona (na podstawie wzoru dewelopera) na bardzo niskim poziomie 0,01 proc. wpłaconych przez nabywców kwot na poczet ceny zamówionego lokalu za każdy dzień zwłoki w jego przekazaniu konsumentom. – Taka rekompensata jest w sprzeczności z art. 5 KC, czyli narusza zasady współżycia społecznego – twierdzili powodowie.
Sąd okręgowy zasadził im 40 tys. zł, a Sąd Apelacyjny w Warszawie skierował do Sądu Najwyższego następujące pytanie: Czy już samo pominięcie, w umowie deweloperskiej w postanowieniu o zastrzeżeniu od dewelopera kary umownej za każdy dzień zwłoki w zawarciu umowy przeniesienia prawa własności lokalu mieszkalnego, uprawnienia do żądania odszkodowania ponad wysokość zastrzeżonej kary umownej, stanowi niedozwolone postanowienie umowne, które istotnie ogranicza względem konsumenta odpowiedzialność przedsiębiorcy za nienależyte wykonanie zobowiązania.
Trzeba badać ryzyko konsumenta
Sędzia sądu apelacyjnego Edyta Jefimko zaprezentowała w uzasadnieniu pytania trzy możliwe podejścia do tej kwestii. Jedno z nich przewiduje, że już samo posłużenie się w umowie deweloperskiej karą limitującą odpowiedzialność kontraktową powoduje, że to postanowienie jest niedozwolone, gdyż ograniczać może odpowiedzialność dewelopera względem konsumenta za nienależyte wykonanie umowy. Możliwe jest też stanowisko, że wierzyciel jest uprawniony do dochodzenia obok kary umownej odszkodowania uzupełniającego do wysokości rzeczywiście poniesionej szkody. Można wreszcie rozważyć stanowisko pośrednie. Zgodnie z nim sam brak zastrzeżenia w umowie prawa do odszkodowania przewyższającego wysokość naliczonej kary umownej nie stanowi samodzielnie ograniczenia odpowiedzialności dewelopera względem konsumenta za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania, o ile zawarta w umowie klauzula kary nie zastrzega jej górnego limitu.
Pełnomocnik powodów adwokat Piotr Modzelewski argumentował przed SN, że w tej sprawie kara 5 tys. zł była niemal pozorna i było to raczej zabezpieczenie dla dewelopera, a nie konsumentów.
SN podjął uchwałę, że w razie wątpliwości, postanowienie umowy deweloperskiej zastrzegające na rzecz konsumenta karę umowną za każdy dzień zwłoki w zawarciu umowy przeniesienia prawa odrębnej własności lokalu mieszkalnego, które nie przewiduje uprawnienia konsumenta do żądania odszkodowania ponad wysokość zastrzeżonej kary umownej (art. 484 § 2 zd. drugie KC), uważa się za niedozwolone postanowienie umowne, w szczególności, gdy kara umowna została zastrzeżona w rażąco niskiej wysokości.
Sędzia Karol Weitz powiedział krótko w uzasadnieniu uchwały, że sam fakt zamieszczenia takiej klauzuli w umowie deweloperskiej nie wystarczy, by uznać ją za abuzywną, trzeba jeszcze stwierdzić, że kara jest rażąco zaniżona i dla konsumenta ryzykowna.
Sygnatura akt: III CZP 22/25
Stefan Jacyno
adwokat, Kancelaria Wardyński i Wspólnicy
Kary umowne mają za zadanie nie tylko zmotywować do wykonania zobowiązania w terminie, ale i uprościć procedurę dochodzenia ich zapłaty – bez dowodzenia, czy i jakie były straty. Z drugiej strony kary nie powinny być źródłem wysokiego zarobku kosztem kontrahenta, któremu się nie udało dochować terminu. Dlatego istnieją przepisy pozwalające żądać miarkowania kary rażąco wygórowanej. Ustalenie kary w umowie powoduje jednak wyłączenie możliwości dochodzenia faktycznego odszkodowania, chyba że w umowie wyraźnie się to dopuści. Zastosowanie kary rażąco niskiej i jednocześnie wyłączającej dochodzenie pełnego odszkodowania, zamiast ułatwienia dochodzenia odszkodowania, staje się tarczą ochronną dla niesolidnego kontrahenta. Przedsiębiorcy między sobą mogą tak się umawiać – co na jednym straci, zarobi na innym. Konsument takiej możliwości nie ma, stąd w pełni uzasadniona jest jego rozszerzona ochrona, by nie był pozbawiony możliwości uzyskania realnej rekompensaty.
Pismo prawnika nie musi być ani zbyt długie, ani krótkie
W orzeczeniu, które wydał SN, sędzia Dariusz Pawłyszcze wytknął w uzasadnieniu, że odpowiedź na skargę kasacyjną pozwanej zawiera trzy zdania i nie podano w niej jakichkolwiek argumentów na rzecz odrzucenia skargi, więc z tych względów brak jest podstaw do uwzględnienia wniosku o zasądzenie na rzecz pozwanej kosztów zastępstwa adwokackiego w postępowaniu kasacyjnym.
Brak wynagrodzenia
To spora sankcja zarówno dla pozwanej jak i jej pełnomocnika, gdyż nierzadko to zasądzone przez sąd wynagrodzenie za pełnomocnika wystarcza w całości lub w części na jego wynagrodzenie i nie obciąża jego klienta, który wygrał sprawę.
Zgodnie z art. 102 KPC, w przypadkach szczególnie uzasadnionych, sąd może zasądzić od strony przegrywającej na rzecz wygrywającej tylko część kosztów albo nie obciążać jej w ogóle kosztami.
Pytanie, czy tu zaszła taka szczególna sytuacja, i czy takie orzeczenie nie zachęca prawników do pisania długich i w części zbędnych pism procesowych? Czy długie pisma procesowe prawników służą podbijaniu ich honorariów lub są efektem nieumiejętności zwięzłego pisania?
Okiem praktyków
Zdaniem adwokata Dariusza Pluty, sama objętość pisma procesowego nie stanowi wystarczającego powodu do odstąpienia od zasady zwrotu kosztów procesu stronie wygrywającej. Nawet w trzech zdaniach można odnieść się do nieuzasadnionego środka zaskarżenia, a temu służy odpowiedź na kasację. Oczywiście te trzy zdania mogą być tak nonsensowne, że SN może odmówić takiemu pismu waloru odpowiedzi na kasację. Gdyby jednak wyłącznym powodem odmowy zwrotu kosztów procesu stronie wygrywającej była wyjątkowa zwięzłość odpowiedzi na kasację, to moim zdaniem nie jest to szczególnie uzasadniony przypadek, o którym mowa w art. 102 KPC.
– W praktyce bowiem problematyczna bywa obszerność pism procesowych, a nie ich zwięzłość – zauważa adwokat Pluta.
Nie ma wymogów co do objętości
– To orzeczenie SN wydaje się nazbyt restrykcyjne – ocenia z kolei Artur Grajewski, sędzia cywilny Sądu Okręgowego w Warszawie.
– Ustawa nie wymaga od pełnomocnika reprezentującego stronę w postępowaniu kasacyjnym, szczególnie strony niewnoszącej skargi, wniesienia pisma określonej objętości, aby można było zasądzić koszty postępowania na rzecz strony przez niego reprezentowanej. Przecież ów pełnomocnik musiał zapoznać się ze skargą strony przeciwnej, wytłumaczyć jej wydźwięk reprezentowanej przez niego stronie, za co ta musiała przecież zapłacić, więc nie widzę powodów do limitowania jego wynagrodzenia objętością wniesionej przez niego odpowiedzi – mówi sędzia.
– Wkład pełnomocnika w prowadzenie postępowania nie ogranicza się przecież zazwyczaj, a nawet najczęściej, do sporządzania pism procesowych. Za te pozostałe czynności również należy mu się wynagrodzenie – ocenia sędzia Grajewski.
Sygnatura akt: I CSK 4417/23
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Jerzy Naumann
adwokat
Wielu adwokatów zauważa, że nierzadkim motywem pisania długich pism są pieniądze, bo wynagrodzenie wielu prawników jest liczone od liczby stron bezsensownych tekstów produkowanych przez drukarki. To także efekt niedostatków u wielu z nich, nie tylko w mowie, ale i w piśmie. Kiedy sięgniemy do pism procesowych starszego pokolenia prawników, a tym bardziej tych zaczynających w okresie międzywojennym, to okaże się, że współczesność nie jest w stanie się z nimi równać. W tamtych czasach honorarium adwokackie nie zależało jednak od stron zapisanego papieru. Znane są wybitne wystąpienia adwokackie składające się z jednego lub ledwie kilku zdań. Oplecenie współczesnego życia nadmiarem norm prawnych i ich kazuistyką, połączone z niepohamowaną biurokratyzacją oraz brakiem samodzielności i odwagi orzeczniczej sędziów skutkuje gąszczem słów, w którym ginie prosta myśl.
KSeF 2.0: Odliczenie VAT z faktury wystawionej poza KSeF
Zgodnie z art. 106na ust. 1 i 3 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), fakturę ustrukturyzowaną uznaje się za wystawioną w dniu jej przesłania do Krajowego Systemu e-Faktur. Faktura ustrukturyzowana jest uznana za otrzymaną przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur w dniu przydzielenia w tym systemie numeru identyfikującego tę fakturę. Z kolei zgodnie z art. 86 ust. 1 VATU, w zakresie, w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych, podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. To zasada neutralności VAT w swojej czystej postaci, dzięki której podatnik prowadzący działalność opodatkowuje w istocie wyłącznie mityczną „wartość dodaną”.
Wejście w życie obowiązkowego KSeF powinno być rozpatrywane właśnie w kontekście zasady neutralności. Uzasadnione są bowiem wątpliwości odnośnie prawa do odliczenia podatku naliczonego z faktur, które co prawda powinny być wystawione w formie ustrukturyzowanej, ale z różnych względów wystawca takiej faktury nie dochowuje obowiązku w tym zakresie.
Czego dotyczy sprawa
Podatnik działa w branży chemicznej. W ramach prowadzonej działalności gospodarczej, podatnik nabywa towary i usługi od kontrahentów mających siedzibę na terytorium Polski, jak również od podmiotów mających siedzibę na terytorium UE oraz innych krajów. W przypadku gdy nabywane towary i usługi podlegają opodatkowaniu VAT w Polsce, a dostawcy są zarejestrowani w Polsce jako czynni podatnicy VAT i są zobowiązani do rozliczenia VAT należnego z tytułu dokonanych transakcji, podatnik otrzymuje od dostawców faktury.
W związku z nadchodzącym wejściem w życie przepisów o obowiązkowym Krajowym Systemie e-Faktur, od 1.2.2026 r. faktury zakupowe otrzymywane od dostawców objętych obowiązkiem wystawiania faktur ustrukturyzowanych przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur, powinny być wystawiane w tej właśnie formie. Podatnik zakłada więc, że po ww. dacie będzie on otrzymywać faktury w postaci papierowej, w postaci elektronicznej, a także te będące fakturami ustrukturyzowanymi. Przy tym, podatnik nie może wykluczyć, że niektóre faktury zakupowe – wbrew przepisom zostaną wystawione poza KSeF. Może się zdarzyć sytuacja, w której dostawca nie wystawi faktury ustrukturyzowanej, np. dlatego, że uzna, że nie posiada w Polsce stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej, a następnie okaże się, że jednak stałe miejsce posiada. Ta sytuacja może też dotyczyć okresu przejściowego, tj. od 1.2.2026 r. do 1.4.2026 r., kiedy to grupa podatników będzie korzystała ze zwolnienia z obowiązków w zakresie KSeF z uwagi na kryterium przychodowe. Wreszcie, niektórzy podatnicy mogą w ogóle nie słyszeć o KSeF albo świadomie buntować się przed stosowaniem nowych zasad i wystawiać faktury w sposób dotychczasowy. Podatnik nabrał wątpliwości, czy w takich przypadkach będzie mu przysługiwało prawo do odliczenia VAT naliczonego wynikającego z takich faktur zakupowych wystawionych wbrew obowiązkowi KSeF.
Stanowisko organu
Dyrektor KIS wydał w sprawie interpretację indywidualną z 17.10.2025 r., 0114-KDIP1-3.4012.751.2025.1.KAB. Uznał w niej, że celem faktury jest przede wszystkim udokumentowanie rzeczywistego przebiegu zdarzeń gospodarczych, zarówno pod względem przedmiotu transakcji, jak i podmiotów biorących w niej udział. O prawidłowości faktur wystawianych i otrzymywanych przez podatników powinny decydować przede wszystkim ustalenia, czy dokumenty te potwierdzają rzeczywiste transakcje handlowe między określonymi podmiotami.
Prawo do odliczenia podatku naliczonego wynikającego z faktury uzależnione jest od spełnienia warunków wynikających z przepisu art. 86 ust. 1 VATU, a także od niezaistnienia przesłanek negatywnych, określonych w art. 88 VATU, który enumeratywnie określa listę przypadków, w których podatnik został pozbawiony prawa do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Przepis ten nie wymienia przypadku, gdy podatek naliczony wynika z faktur dokumentujących nabycie towarów i usług, wystawionych wbrew obowiązkowi, bez użycia Krajowego Systemu e-Faktur jako przesłanki negatywnej, powodującej utratę prawa do odliczenia podatku naliczonego (w sytuacji, gdy faktura odzwierciedla prawdziwe zdarzenie gospodarcze).
Zatem, podatnikowi będzie przysługiwało prawo do odliczenia kwoty podatku naliczonego wynikającego z faktur zakupowych dokumentujących nabycie towarów i usług wystawionych wbrew obowiązkowi bez użycia Krajowego Systemu e-Faktur. Dla istnienia prawa do odliczenia podatku naliczonego wynikającego z faktury obok fundamentalnych przesłanek takich jak status odliczającego jako czynnego, zarejestrowanego podatnika VAT oraz związek zakupionych towarów i usług z czynnościami opodatkowanymi (u odliczającego) i faktycznie zrealizowana transakcja, również najistotniejsze jest to, by nabyta usługa lub towar podlegały opodatkowaniu i nie korzystały przy tym ze zwolnienia od tego podatku.
Komentarz
Opisana interpretacja wpisuje się w trend podobnych rozstrzygnięć wydawanych przez Dyrektora KIS w niedawnej przeszłości. Można więc uznać, że mamy do czynienia z jednolitą linią interpretacyjną. I słusznie – z zasadą neutralności nie ma co zadzierać. To fundament systemu VAT, od którego odstępstwa są prawdziwym wyjątkiem. Dobrze, że ustawodawca nie zdecydował się na wiązanie naruszeń KSeF z ograniczaniem prawa do odliczenia VAT (podobnie, jak w przypadku np. przepisów o MPP). W zamian za to, mamy do czynienia z sankcjami dla wystawców faktur, aczkolwiek w mocy dopiero od 1.1.2027 r.
No właśnie, sankcjonowanie naruszeń KSeF po stronie sprzedawców dopiero od 1.1.2027 r. pozwala zakładać, że przez pierwsze miesiące funkcjonowania w obrocie mogą istnieć faktury wystawiane wbrew obowiązkowi KSeF. Co więcej, nabywca jest często odcięty od możliwości weryfikacji, czy kontrahent ma obowiązek fakturowania ustrukturyzowanego, czy nie (zwłaszcza w okresie od 1.2.2026 r. do 31.3.2026 r.). Dobrze więc, że Dyrektor KIS nie chce przerzucać na podatników odpowiedzialności. Omawiana interpretacja nie odwołuje się zresztą do zasad należytej staranności, choć moim zdaniem warto jej dochowywać również w przypadku wątpliwości co do formy, w jakiej wystawiona jest faktura.
Z drugiej strony, omawiane podejście może też rodzić zagrożenia. Przykładowo, jeśli podatnik otrzyma poza KSeF fakturę ustrukturyzowaną (czyli wizualizację z kodem QR), może zasadniczo uznać, że prawo do odliczenia VAT mu przysługuje w momencie otrzymania takiej faktury. Jeśli jednak jest to kod QR offline, warto wstrzymać się z odliczeniem do otrzymania faktury w KSeF, gdyż tylko wraz z nadaniem jej numeru KSeF można ją uznać za otrzymaną. A otrzymanie faktury w konkretnej dacie warunkuje przecież prawo do odliczenia podatku naliczonego w czasie. Nie jest to wszystko zatem takie proste i oczywiste.
Interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 17.10.2025 r., 0114-KDIP1-3.4012.751.2025.1.KAB
Nowe zasady walki z nielegalnymi treściami w sieci – projekt wdrożenia DSA
- Nowelizacja zapewnia skuteczne stosowanie przepisów Aktu o usługach cyfrowych (DSA) w Polsce.
- Funkcję krajowego koordynatora ds. usług cyfrowych z rozszerzonymi kompetencjami kontrolnymi i sankcyjnymi będzie pełnić Prezes UKE.
- Projekt przewiduje przejrzyste procedury usuwania treści nielegalnych oraz prawo użytkowników do odwołania od decyzji platform internetowych.
Nowelizacja dostosowująca polskie prawo do Aktu o usługach cyfrowych (DSA)
Celem nowelizacji jest zapewnienie skutecznego stosowania DSA w Polsce, utworzenie krajowych mechanizmów nadzoru nad platformami internetowymi oraz wzmocnienie ochrony użytkowników przed nielegalnymi treściami, nadużyciami i arbitralnym usuwaniem materiałów przez serwisy internetowe.
Cele i założenia projektu
Zgodnie z uzasadnieniem Ministerstwa Cyfryzacji, głównym celem projektu jest zapewnienie skutecznego nadzoru i egzekwowania przepisów DSA w polskim porządku prawnym. Wdrożenie rozporządzenia wymagało stworzenia przepisów krajowych w zakresie:
- procedur przyznawania statusu zaufanego podmiotu sygnalizującego i zweryfikowanego badacza;
- zasad certyfikacji organów pozasądowego rozstrzygania sporów;
- trybu prowadzenia kontroli nad dostawcami usług pośrednich;
- określenia kar administracyjnych za naruszenia przepisów DSA;
- ustanowienia procedury blokowania i przywracania dostępu do treści w przypadkach nielegalnych działań.
Projekt przewiduje, że nadzór nad stosowaniem przepisów rozporządzenia 2022/2065 będzie sprawowany przez organy krajowe wyposażone w określone kompetencje kontrolne i sankcyjne.
Główne zmiany w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną
Uchylenie przepisów dotyczących wyłączenia odpowiedzialności usługodawców
Nowelizacja uchyla przepisy ustawy z 18.7.2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1513), które określały zasady wyłączenia odpowiedzialności usługodawców internetowych za treści przekazywane przez użytkowników. Przepisy te stanowiły implementację dyrektywy 2000/31/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 8 czerwca 2000 r. w sprawie niektórych aspektów prawnych usług społeczeństwa informacyjnego, w szczególności handlu elektronicznego w ramach rynku wewnętrznego (dyrektywa o handlu elektronicznym) (Dz.Urz. UE L z 2000 r. Nr 178, s. 1), jednak w zakresie objętym DSA utracą zastosowanie, ponieważ DSA ma charakter bezpośrednio obowiązujący.
Oznacza to, że dotychczasowe regulacje krajowe w zakresie odpowiedzialności pośredników zostaną zastąpione przez przepisy unijne, które w sposób kompleksowy regulują obowiązki platform internetowych w zakresie monitorowania i reagowania na nielegalne treści.
Wyznaczenie krajowego koordynatora ds. usług cyfrowych
Jednym z kluczowych elementów projektu UC21 jest wyznaczenie Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) jako koordynatora ds. usług cyfrowych.
Nowe kompetencje Prezesa UKE obejmą:
- nadzór nad przestrzeganiem przepisów DSA przez dostawców usług pośrednich;
- prowadzenie postępowań kontrolnych wobec platform internetowych;
- nakładanie administracyjnych kar pieniężnych;
- współpracę z koordynatorami innych państw członkowskich, Radą Usług Cyfrowych oraz Komisją Europejską.
Równocześnie Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) zostanie wskazany jako organ właściwy w sprawach dotyczących ochrony konsumentów w usługach cyfrowych.
Procedura blokowania nielegalnych treści
Projekt wprowadza krajową procedurę wydawania nakazów uniemożliwienia dostępu do treści uznanych za nielegalne. Decyzje takie będą mogły wydawać UKE lub Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) w ramach postępowania administracyjnego.
Nakazy będą dotyczyć treści stanowiących określone przestępstwa, m.in. handlu ludźmi, kradzieży tożsamości, wykorzystywania małoletnich czy oszustw internetowych. Platformy internetowe będą zobowiązane do niezwłocznego informowania organu o wykonaniu nakazu.
Od decyzji administracyjnych będzie przysługiwał sprzeciw do sądu powszechnego, a autor zakwestionowanej treści uzyska status strony postępowania.
Wprowadzono także mechanizm nakazu przywrócenia treści, jeśli organ uzna, że platforma błędnie zablokowała legalny materiał – rozwiązanie to ma zapewnić poszanowanie wolności słowa w przestrzeni cyfrowej.
Nowe uprawnienia użytkowników i mechanizmy odwoławcze
Ważną zmianą jest ustanowienie prawa użytkowników do odwołania się od decyzji platformy o usunięciu treści lub zablokowaniu konta. Skargę będzie można wnieść:
- bezpośrednio do dostawcy usług (platformy);
- do Prezesa UKE lub Przewodniczącego KRRiT – jeśli platforma nie zareaguje na skargę użytkownika.
Dodatkowo projekt wprowadza obowiązek udostępnienia łatwego mechanizmu zgłaszania nielegalnych treści na platformach, zgodnego z procedurą notice-and-action (mechanizm ten wynika bezpośrednio z DSA).
Certyfikacja i statusy podmiotów
Projekt przewiduje krajowe regulacje dotyczące certyfikacji i nadawania statusów:
- zaufanego podmiotu sygnalizującego – uprawnionego do priorytetowego zgłaszania nielegalnych treści;
- zweryfikowanego badacza – z prawem dostępu do danych platform w celach analitycznych;
- organu pozasądowego rozstrzygania sporów – posiadającego certyfikat potwierdzający niezależność i kompetencje.
Rozwiązania te mają usprawnić współpracę między administracją a sektorem prywatnym oraz przyspieszyć reakcję na naruszenia w internecie.
Administracyjne kary pieniężne i kontrole
Projekt określa szczegółowe zasady prowadzenia postępowań kontrolnych wobec dostawców usług pośrednich. Organy nadzoru (UKE, UOKiK, KRRiT) będą uprawnione do nakładania administracyjnych kar pieniężnych, których maksymalne wysokości wynikają bezpośrednio z DSA.
Kary będą stosowane w przypadkach poważnych naruszeń obowiązków, np. braku reakcji na nakaz organu, nieprowadzenia rejestrów skarg lub braku przejrzystości w reklamach.
Krajowa Rada ds. Usług Cyfrowych
Przy Prezesie UKE powstanie Krajowa Rada ds. Usług Cyfrowych, której zadaniem będzie:
- opiniowanie realizacji obowiązków dostawców usług pośrednich;
- przedstawianie wniosków dotyczących funkcjonowania systemu pozasądowego rozstrzygania sporów i zaufanych podmiotów sygnalizujących;
- formułowanie propozycji usprawnień w zakresie nadzoru i egzekwowania DSA.
W skład Rady wejdą przedstawiciele nauki, organizacji społecznych i gospodarczych.
Zmiany w innych ustawach
Nowelizacja obejmuje również dostosowanie innych ustaw, w których znajdują się odesłania do uchylanego rozdziału 3 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Zmiany te mają charakter porządkujący i zapewniają spójność systemową z nowym modelem egzekwowania przepisów DSA.
Porównanie ze stanem prawnym przed nowelizacją
Przed przyjęciem projektu UC21 obowiązujące przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną opierały się na dyrektywie 2000/31/WE i przewidywały jedynie ogólne zasady wyłączenia odpowiedzialności usługodawców oraz obowiązki informacyjne wobec użytkowników. Polska nie dysponowała jednolitym mechanizmem nadzoru nad platformami ani krajową procedurą blokowania nielegalnych treści.
Po wejściu w życie nowelizacji:
- UKE uzyska funkcję centralnego koordynatora ds. usług cyfrowych, z uprawnieniami do egzekwowania DSA;
- UOKiK i KRRiT otrzymają jasno określone kompetencje sektorowe;
- użytkownicy zyskają prawo odwołania się od decyzji platform i dostęp do krajowych procedur ochronnych;
- pojawią się nowe instytucje wspierające egzekwowanie DSA – Krajowa Rada ds. Usług Cyfrowych oraz system certyfikowanych podmiotów.
Znaczenie nowelizacji
Projekt UC21 stanowi ważny krok w dostosowaniu polskiego prawa do wymogów unijnego Aktu o usługach cyfrowych. Ujednolicenie procedur, wprowadzenie nowych mechanizmów odwoławczych i nadzorczych oraz wyznaczenie krajowych organów egzekwujących DSA mają umożliwić skuteczniejszą ochronę użytkowników internetu, walkę z nielegalnymi treściami i większą przejrzystość działania platform cyfrowych.
Dzięki nowym regulacjom Polska w pełni wdraża unijny model nadzoru nad usługami cyfrowymi, który ma zapewnić równowagę między bezpieczeństwem sieci a ochroną wolności słowa.
Rządowy projekt ustawy został skierowany do Sejmu.