Eksces w ramach obrony koniecznej
Opis okoliczności faktycznych
Sprawa dotyczyła K.K. córki A. i M. oskarżonej o to, że działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia swojego ojca A.K. zadała mu pięć uderzeń nożem w tułów oraz jedno uderzenie nożem w prawe ramię, powodując uszkodzenie żeber, opłucnej ściennej i płucnej prawej po prawej stronie, miąższu prawego płuca z powstaniem odmy opłucnowej prawostronnej z krwiakiem, a także z uszkodzeniem wątroby, które to obrażenia spowodowały zgon pokrzywdzonego, będący skutkiem wykrwawienia się oraz szybko narastającej niewydolności oddechowej – czyn z art. 148 § 1 KK.
Stanowisko oskarżonej
Oskarżona przyznała się do zarzucanego jej czynu. Wyjaśniła, że od kiedy pamięta, jej ojciec znęcał się nad nią, matką i bratem. Był uzależniony od alkoholu. Stosował wobec nich agresję fizyczną oraz wyzywał. Najgorzej traktował matkę, gdy wracał do domu, był agresywny, wyzywał ją, bił po twarz i ciele, miała połamane żebra i krwiaki wokół oczu. W dniu oskarżona była na urodzinach kuzyna, gdzie wypiła 4-5 piw. Gdy wróciła, ojciec przybył do domu pobudzony, mówił sam do siebie. Wyszła z córką do dużego pokoju, ale usłyszała, jak matka krzyczy z kuchni, zostawiła dziecko i poszła do matki. Tam zobaczyła, że matka stoi z uniesionymi rękami, ojciec znajdował się obok zlewu. Stanęła za nim i zobaczyła, że trzyma nóż. Gdy zaczął biec w stronę matki, która krzyknęła „ratuj”, oskarżona chcąc zatrzymać ojca, otworzyła szufladę ze sztućcami i wyciągnęła nóż. Nie pamięta który. Nie pamięta również, czy uderzyła ojca z przodu i ile razy raniła go nożem. Tłumaczyła, że wszystko działo się bardzo szybko i nie potrafiła wyjaśnić, jak to się stało, że krew znalazła się na drzwiach od łazienki. Mówiła, że gdy uderzała ojca, nie czuła do niego nienawiści, nie chciała go zabić, chciała tylko ochronić matkę. Dodała, że bardzo żałuje tego, co zrobiła.
Wywiad środowiskowy potwierdził, że oskarżona jest dobrą matką, nie awanturuje się, nie leczy się odwykowo.
Stanowisko oskarżyciela
Oskarżyciel publiczny w mowie końcowej zwracał uwagę, że rozważał przyjęcie obrony koniecznej, ale nie zastosował tej instytucji, albowiem uderzenia zostały zadane wówczas, kiedy A.K. leżał na ziemi.
Stanowisko SO
Sąd Okręgowy po rozpoznaniu sprawy przyjął, że K.K. broniąc matkę przed atakiem A.K. przekroczyła granice obrony koniecznej w ten sposób, że sześciokrotnie uderzyła go nożem w tułów i w prawe ramię, powodując uszkodzenie żeber, opłucnej ściennej po prawej stronie, miąższu prawego płuca z powstaniem odmy opłucnowej prawostronnej z krwiakiem, a także uszkodzeniem wątroby, które to obrażenia spowodowały zgon. Uznał oskarżoną za winną czynu wyczerpującego dyspozycję art. 148 § 1 KK w zw. z art. 25 § 2 KK, na podstawie art. 148 § 1 KK i art. 25 § 2 KK odstąpił od wymierzenia kary. Zebrany w sprawie materiał dowodowy pozwolił przyjąć, że oskarżona zabiła swojego ojca, broniąc matki, kiedy ten ją zaatakował. Punktem wyjścia w przedmiotowej sprawie na pewno było zachowanie zmarłego A.K. Z zebranego w sprawie materiału dowodowego wynika, że A.K. był osobą nadużywającą alkoholu, co potwierdzili nie tylko członkowie rodziny, ale również osoby postronne. Z zeznań członków rodziny wynika jednoznacznie, że A.K. znęcał się nad nimi, główną jednak agresję kierował w stosunku do matki oskarżonej M.W. – nadużywał alkoholu, pod wpływem którego był agresywny. Kiedy dzieci stawały w obronie matki, używał siły fizycznej wobec własnych dzieci.
Sąd dał wiarę wyjaśnieniom oskarżonej, że zaatakowała ojca, kiedy ten miał nóż w ręku. Sama podawała, że ojciec stosował wobec matki przemoc, ale nigdy nie było ataków z nożem. Oskarżona mogła być przyzwyczajona do tego, że ojciec bije matkę, ale nie do tego, że atakuje ją nożem. Skoro reakcja ojca była nietypowa, to i jej reakcja była nietypowa. Gdyby ojciec nie miał noża, nie miałaby powodu, by atakować silniejszego od siebie, ważącego 120 kilogramów ojca nożem.
Za pełną i jasną Sąd uznał opinię lekarską co do obrażeń doznanych przez A.K., obrażeń doznanych przez M.W., opinię psychiatryczną, daktyloskopijną, z zakresu badań chemicznych, badań noży, żadna z opinii znajdujących się w aktach sprawy nie była kwestionowana przez strony.
W ocenie Sądu stanowisko oskarżyciela jest błędne, gdyż jedynie M.W. widziała jedno uderzenie nożem, kiedy jej partner leżał na ziemi. Sąd przyjął, że oskarżona działała w obronie koniecznej broniąc swojej matki. Obrona ta traktowana jest jako prawo do obrony swoich dóbr przed nieusprawiedliwioną ingerencją osób trzecich. Obrona konieczna to odpieranie bezpośredniego, bezprawnego zamachu na jakiekolwiek dobro chronione prawem. Przez zamach należy rozumieć wyłącznie zachowanie człowieka, które w określonym układzie sytuacyjnym stwarza niebezpieczeństwo dla dobra prawnego. Zamach może przyjąć formę działania i zaniechania, jest to zachowanie sprzeczne z normą prawną. Istotną cechą zamachu jest znamię bezpośredniości, czyli zaakcentowanie faktu, że można odpierać jedynie taki zamach, który z wysokim prawdopodobieństwem, w braku przeciwakcji naruszy określone, zidentyfikowane i zindywidualizowane dobro prawne.
Niewątpliwie oskarżona odpierała bezprawny, bezpośredni zamach na dobro prawne, jakim jest życie i zdrowie matki. Jednakże Sąd przyjął, że przekroczyła granice obrony koniecznej. Oskarżona zadała uderzenia w newralgiczne części ciała, a uderzeń było aż pięć. Jednocześnie jedno, co Sąd chce podkreślić, jedno z uderzeń było zadane, kiedy ojciec leżał już na ziemi, a zatem nie było potrzeby zadania już ciosu. Sąd zwrócił na to uwagę, ponieważ oskarżyciel publiczny w mowie końcowej wskazał, że rozważał przyjęcie obrony koniecznej, ale nie zastosował tej instytucji, albowiem uderzenia zostały zadane wówczas, kiedy A.K. leżał na ziemi. Tymczasem w ocenie Sądu stanowisko to jest błędne, gdyż jedynie M.W. widziała, jedno uderzenie nożem, kiedy jej partner leżał na ziemi.
Z uwagi na fakt, że oskarżona zadała zbyt dużą ilość ciosów, a także jedno z nich zadane zostało, kiedy pokrzywdzony leżał już na ziemi (eksces intensywny, gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, a zatem wystąpił nadmiar obrony) i nie było już potrzeby atakować go (eksces ekstensywny), w grę wchodzi zastosowanie art. 25 § 2 KK, stanowiący o przekroczeniu granic obrony koniecznej. Sąd nie przyjął, że oskarżona działała pod wpływem silnego wzburzenia, bo wielokrotnie była świadkiem awantur wywoływanych przez ojca. Stanęła w obronie matki, brutalnie zaatakowanej przez upojonego alkoholem ojca. Siostra A.K., wybaczyła jego córce, podkreślając, że oskarżona miała ciężkie życie z ojcem, sama, na skutek jego nagannego zachowania, zerwała z nim relacje. Dlatego też Sąd postanowił odstąpić w tym zakresie od wymierzenia kary, uznając, że ukaranie oskarżonej byłoby niesprawiedliwie społecznie, podobnie jak osadzanie i wymierzanie jej długoletniej kary pozbawienie wolności.
Komentarz
Trudność orzecznicza w sprawach przekroczenia granic obrony koniecznej polega na ustaleniu warunków obrony i związku przyczynowego w sposób, który pozwoli zrozumieć zachowanie sprawcy, intensywność ekscesu i jego zasadność. Niezbędne jest wstępne stwierdzenie, że ekscedent działał w ramach ogólnych przedmiotowych warunków obrony koniecznej. Jak się słusznie wskazuje w orzecznictwie – tam gdzie w ogóle nie ma warunków obrony koniecznej, nie może powstać problem przekroczenia jej granic. Sąd stanął przed zadaniem ustalenia zborności temporalnej obrony i zamachu. Istotnym faktem był cios zadany pokrzywdzonemu, gdy ten już leżał. Sąd uznał, że materiał dowodowy pozwala przyjąć, że wystąpił jeden taki cios, a dynamiczne okoliczności usprawiedliwiają ten eksces oskarżonej. Sąd nie odniósł się do ewentualnego działania z zemsty, ale uznać należy, że wobec zeznań oskarżonej, która nie nienawidziła ojca, była przyzwyczajona do takiego funkcjonowania rodziny oraz faktu, że ojciec pierwszy raz zastosował nóż – spójne jest przyjęcie, że w istocie oskarżona działała jedynie pod wpływem chwili i chęci obrony matki, a nie motywowana chęcią zemsty za wieloletnie traktowanie.
Wyrok Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim z 3.7.2025 r., III K 35/25, Legalis
Zasady odbywania staży na otwartym rynku pracy po nowemu
- Projekt zakłada uchylenie ustawy z 17.7.2009 r. o praktykach absolwenckich (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1244; dalej: PrAbsolwentU) i wprowadzenie nowej, jednolitej regulacji dotyczącej staży na otwartym rynku pracy.
- Ustawa wprowadza umowę nazwaną – umowę o staż – z obowiązkiem określenia programu, celów i wyznaczenia opiekuna stażysty.
- Stażyści otrzymają wynagrodzenie nie niższe niż 35% przeciętnego wynagrodzenia, zostaną objęci ubezpieczeniem społecznym i zyskają prawo do dni wolnych.
Opis projektowanych zmian
Uchylenie ustawy o praktykach absolwenckich
Projekt przewiduje uchylenie PrAbsolwentU. W konsekwencji zlikwidowana zostanie możliwość oferowania nieodpłatnych praktyk absolwenckich. Nowa regulacja zastępuje praktyki absolwenckie stażami w rozumieniu projektowanej ustawy o stażach. Przeniesiono jednak do projektu przepisy umożliwiające dofinansowanie z Funduszu Pracy kosztów pracy ponoszonych przez pracodawców przyjmujących na praktykę osoby niepełnoletnie, które realizują obowiązek nauki.
Zakres stosowania ustawy
Ustawa będzie miała zastosowanie do staży i praktyk organizowanych na otwartym rynku pracy. Wyłączono z niej:
- staże stanowiące element formalnych programów kształcenia (szkolnictwo zawodowe, praktyki studenckie);
- staże organizowane przez powiatowe urzędy pracy na podstawie ustawy z 20.3.2025 r. o rynku pracy i służbach zatrudnienia (Dz.U. z 2025 r. poz. 620);
- staże wymagane do uzyskania dostępu do zawodów regulowanych (np. lekarz, architekt).
Projektodawca podkreśla, że w tych obszarach funkcjonują już szczegółowe regulacje zapewniające odpowiednie standardy jakości. Dodatkowo wprowadzenie obowiązkowej odpłatności dla praktyk edukacyjnych mogłoby spowodować ograniczenie ich dostępności i obniżyć poziom przygotowania absolwentów.
Definicja i charakter stażu
Staż został zdefiniowany jako czasowo ograniczona praktyka zawodowa, zawierająca istotny komponent edukacyjno-szkoleniowy, podejmowana w celu zdobycia praktycznych umiejętności i zwiększenia szans na zatrudnienie.
Projekt wskazuje, że przyjmowanie na staż osób posiadających już pełne umiejętności i doświadczenie zawodowe wymagane do wykonywania danego zawodu stanowiłoby nadużycie i prowadziłoby do zastępowania stosunku pracy stażem.
Umowa o staż
Projekt ustanawia nową umowę nazwaną – umowę o staż. Uregulowane w ustawie zostaną:
- okres obowiązywania i wypowiedzenia umowy;
- obowiązek sporządzenia programu stażu z określeniem celów i zadań;
- konieczność wyznaczenia opiekuna/mentora odpowiedzialnego za monitorowanie postępów i wspieranie stażysty.
Umowa będzie zawierana w formie pisemnej. Maksymalny okres jej obowiązywania wyniesie 6 miesięcy, a zawarcie kolejnej umowy z tym samym podmiotem będzie możliwe tylko w ramach tego limitu.
Wypowiedzenie umowy:
- dla staży do 3 miesięcy – okres wypowiedzenia: 7 dni;
- dla staży od 3 do 6 miesięcy – okres wypowiedzenia: 14 dni.
Wynagrodzenie stażysty
Organizator stażu będzie zobowiązany do wypłaty świadczenia pieniężnego. Projekt określa:
- minimalną wysokość – 35% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, obliczanego zgodnie z art. 20 pkt. 2 ustawy z 17.12.1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1631), publikowanego w Monitorze Polskim;
- maksymalną wysokość – nie więcej niż przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej.
W przypadku niepełnego wymiaru godzin świadczenie będzie ustalane proporcjonalnie.
Projektodawca wskazuje, że wysokość świadczenia – niższa niż minimalne wynagrodzenie za pracę – odzwierciedla mniejszą intensywność i odpowiedzialność stażysty oraz edukacyjny charakter stażu, jednocześnie pozostając na poziomie porównywalnym z praktykami finansowanymi ze środków Funduszu Pracy.
Ochrona socjalna i ubezpieczenia
Do stażystów stosowane będą przepisy ustawy z 13.10.1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 350), odnoszące się do zleceniobiorców. Stażyści będą podlegać obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym i zdrowotnym.
Czas pracy i warunki odbywania stażu
Czas pracy stażysty nie będzie mógł przekraczać 8 godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin w pięciodniowym tygodniu pracy, w okresie rozliczeniowym do 4 miesięcy, z zastrzeżeniem art. 135–138, 143 i 144 KP.
Staż nie będzie mógł obejmować prac szczególnie niebezpiecznych w rozumieniu art. 23715 KP. Organizator stażu będzie ponadto zobowiązany do zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków oraz odpowiednich środków ochrony indywidualnej.
Prawa stażysty
Projekt przewiduje:
- prawo do dni wolnych: 1 dzień wolny za każdy przepracowany miesiąc w trakcie pierwszych 3 miesięcy oraz 2 dni wolne za każdy miesiąc w kolejnych 3 miesiącach;
- prawo do zaświadczenia o ukończeniu stażu i zdobytych umiejętnościach (wystawiane w ciągu 7 dni od zakończenia stażu).
Ograniczenia dla organizatorów
Projekt wprowadza limit liczby stażystów – nie więcej niż liczba pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze czasu pracy. Osoby samozatrudnione będą mogły przyjąć tylko jednego stażystę.
Organizatorzy staży zostaną zobowiązani do:
- zamieszczania w ogłoszeniach o naborze szczegółowych informacji o warunkach, zadaniach, wynagrodzeniu i komponentach edukacyjnych;
- przekazywania organom kontroli danych dotyczących organizowanych staży.
Kontrola i nadzór
Projekt przewiduje możliwość kontroli legalności staży przez Państwową Inspekcję Pracy.
Powiązanie z regulacjami unijnymi
Projekt ustawy realizuje zalecenie Komisji Europejskiej z 20.3.2024 r. w sprawie wzmocnionych ram jakości staży. Dokument ten:
- wprowadza obowiązek pisemnej umowy;
- zapewnia wynagrodzenie uwzględniające zadania i intensywność pracy;
- ogranicza czas trwania stażu do 6 miesięcy;
- nakłada obowiązek wyznaczenia opiekuna;
- ustanawia mechanizmy zgłaszania nadużyć.
Projektodawca podkreśla, że wcześniejsze zalecenie Rady z 10.3.2014 r. dopuszczało niższe standardy jakości i nie doprowadziło do poprawy warunków odbywania staży. Nowa regulacja ma zatem charakter naprawczy i dostosowujący system polski do wymogów unijnych.
Etap legislacyjny
Projekt ustawy o stażach został opublikowany w Wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów. Organem odpowiedzialnym za jego przygotowanie jest Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Planowany termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów to IV kwartał 2025 r.
Firma nie zwolni wcześniej seniora? Kluczowa uchwała SN
Sprawa dotyczyła mężczyzny, który podpisał z firmą umowę o pracę na okres jednego roku. Ustalono, że swoje obowiązki będzie wykonywał w pełnym wymiarze czasu pracy. Jednak kilka miesięcy przed jej zakończeniem pracodawca wypowiedział wspomnianą umowę z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Jako przyczynę podał zmniejszenie liczby zmian pracowniczych w firmie, spowodowane spadkiem zamówień.
Rozbieżności w orzecznictwie
Problem w tym, że mężczyźnie brakowało nieco ponad trzy lata do osiągnięcia wieku emerytalnego (powszechny wiek emerytalny to 60 lat w przypadku kobiet i 65 lat dla mężczyzn). A zgodnie z art. 39 kodeksu pracy pracodawca nie może wypowiedzieć umowy o pracę osobie, której brakuje nie więcej niż cztery lata do osiągnięcia wieku emerytalnego, jeżeli okres zatrudnienia umożliwia mu uzyskanie prawa do emerytury z osiągnięciem tego wieku.
Sprawa trafiła do sądu, gdyż wypowiedzenie zakwestionował mężczyzna. Sąd I instancji przyznał mu rację. Przy rozstrzygnięciu zastosował wspomniany art. 39 KP. Dokonując wykładni tego przepisu, powołał się na wyrok Sądu Najwyższego z 18 grudnia 2014 r. (sygn. akt II PK 50/14). Zgodnie z nim pracownik zatrudniony na podstawie umowy o pracę na czas określony podlega ochronie przedemerytalnej, nawet jeżeli umowa wygasa przed osiągnięciem wieku emerytalnego. SN stwierdził zatem, że ochrona zatrudnienia z art. 39 KP zakazuje wypowiedzenia umowy w takiej sytuacji.
W konsekwencji sąd rozpatrujący sprawę zwolnionego mężczyzny uznał, że był on objęty ochroną przedemerytalną i zasądził na jego rzecz odszkodowanie. Apelację złożył pracodawca, który powołał się z kolei na wyrok SN z 27 lipca 2011 r. (II PK20/11). W tym orzeczeniu przedstawiono całkowicie odmienne stanowisko od wcześniej przywołanego. SN uznał bowiem, że przewidziany w art. 39 KP zakaz wcześniejszego wypowiedzenia umowy nie dotyczy stosunków pracy, zawartych na czas określony, które uległyby rozwiązaniu z upływem okresu ich trwania przed osiągnięciem przez pracownika wieku emerytalnego.
Sąd Okręgowy w Katowicach zdecydował, że skieruje do SN zagadnienie prawne w tym zakresie. Chciał wiedzieć, czy zakaz wypowiedzenia z art. 39 KP dotyczy zatrudnienia na podstawie umowy o pracę na czas określony także wówczas, gdy zawarto ją na okres, który upływa przed osiągnięciem przez pracownika wieku emerytalnego?
Zdaniem SO oba kierunki wykładni zdają się być uprawnione, natomiast sam skłania się bardziej do interpretacji zawartej w wyroku z 18 grudnia 2014 r. ze względu na powszechny charakter zakazu z art. 39 KP. Taka wykładnia jest też, zdaniem sądu, akceptowalna społecznie. Nawet jeżeli umowa czasowa ulegnie rozwiązaniu przed osiągnięciem wieku emerytalnego, to taki pracownik w czasie jej trwania ma zapewnioną trwałość zatrudnienia i pewność pozyskiwania środków na utrzymanie. Zdaniem SO, jest to szczególnie istotne w okresie przedemerytalnym, kiedy szanse na znalezienie innego zatrudnienia maleją.
Na korzyść zatrudnionych
We wtorkowej uchwale skład siedmiu sędziów orzekł na korzyść pracowników w wieku senioralnym.
Uznał, że wynikający z art. 39 KP zakaz wypowiedzenia dotyczy także umowy zawartej na czas określony, w tym także takiej, której okres obowiązywania upływa przed osiągnięciem przez pracownika wieku emerytalnego. Do uchwały zostały jednak złożone dwa zdania odrębne.
– Wydawało się, że art. 39 KP nie ma już praktycznego zastosowania, ze względu na obecną sytuację na rynku pracy. A jednak cały czas zdarzają się przypadki, w których jest wykorzystany – mówił sędzia przewodniczący Zbigniew Korzeniowski.
Z kolei sędzia sprawozdawca Agnieszka Żywicka podkreślała, że ochrona z art. 39 KP dotyczy każdego typu umowy o pracę. Zwracała jednocześnie uwagę na brak uzasadnionych podstaw do zawężającej wykładni tego przepisu. – Ochrona pracowników byłaby wówczas iluzoryczna – wskazywała.
Jak podkreśliła, takie podejście nie może być traktowane jako ograniczenie swobody umów po stronie pracodawcy. Ci ostatni krytycznie oceniają jednak rozstrzygnięcie.
– SN zastosował wykładnię rozszerzającą. Przyznał tym samym pracownikom w wieku przedemerytalnym na umowach terminowych niemal ochronę bezwzględną. Na pewno pracodawcy będą mieli na uwadze takie podejście SN w kontekście zatrudniania seniorów – mówi Katarzyna Kamecka, ekspertka Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
Jej zdaniem starsi pracownicy niekoniecznie skorzystają na rozstrzygnięciu. – Firmy chcąc uniknąć kłopotów, mogą z nimi zawierać np. krótsze umowy. Mając wybór mogą też stawiać na młodszych kandydatów do pracy – dodaje.
Sygnatura akt: III PZP 6/24
Lepsza ochrona małoletnich przed dostępem do pornografii w Internecie
Geneza i cele nowelizacji
Pierwotne rozwiązania zakładały utworzenie jawnego rejestru nazw domen umożliwiających dostęp do treści pornograficznych oraz nałożenie szerokiego obowiązku weryfikacji wieku na wszystkich „świadczeniodawców komunikacji interpersonalnej”. Po konsultacjach z Rzecznikiem Praw Obywatelskich i przedstawicielami branży cyfrowej przedstawiono zmieniony projekt.
Kluczowe zmiany:
- zachowanie ochrony prywatności użytkowników przez wyłączenia podmiotowe podmiotów podlegających przepisom,
- usprawnienie i przyspieszenie procedur administracyjnych związanych z rejestrem,
- zapewnienie proporcjonalności sankcji oraz racjonalne wykorzystanie wpływów z kar,
- zagwarantowanie interoperacyjności mechanizmów weryfikacji wieku z europejskimi i krajowymi systemami elektronicznymi.
Wyłączenia podmiotowe regulacji
Z projektu wynika, że przepisów ustawy nie stosuje się do usługodawców świadczących usługi komunikacji interpersonalnej, niewykorzystujących numerów zgodnie z ustawą z 12.7.2024 r. – Prawo komunikacji elektronicznej (Dz.U. z 2024 r. poz. 1221). Oznacza to, że z zakresu ustawy wyłączono komunikatory umożliwiające wymianę prywatnych wiadomości między użytkownikami, np. jak WhatsApp, Messenger, Telegram czy Discord.
To wyłączenie podyktowane jest założeniem nieingerowania w prywatną korespondencję użytkowników, która nie jest objęta zakresem projektowanej ustawy. W praktyce oznacza to, że regulacja nie będzie dotyczyć komunikacji jeden-na-jeden ani grupowych czatów w komunikatorach internetowych.
Ważną cechą projektu jest jego eksterytorialność – ustawa ma zastosowanie do usługodawców świadczących usługi elektroniczne usługobiorcom znajdującym się na terytorium Polski, niezależnie od miejsca prowadzenia działalności przez usługodawcę. Oznacza to, że regulacja obejmie również podmioty z państw członkowskich UE i państw trzecich, które oferują swoje usługi polskim użytkownikom.
Rejestr domen o ograniczonym dostępie
Zamiast jawnego katalogu wprowadzono rejestr chroniony uprawnieniami administracyjnymi. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) ma 3 dni robocze na decyzję o wpisie lub skreśleniu domeny od daty zgłoszenia. Dostęp do listy będzie możliwy jedynie dla upoważnionych organów i partnerów technologicznych.
Vacatio legis
Nowa wersja przewiduje 24 miesiące vacatio legis od dnia ogłoszenia ustawy. Okres ten pozwoli dostawcom usług internetowych na przygotowanie i przetestowanie systemów weryfikacji wieku zgodnych z europejskim portfelem tożsamości cyfrowej oraz krajowymi standardami interoperacyjności.
Mechanizmy weryfikacji wieku
Projekt doprecyzowuje rekomendowane metody weryfikacji wieku:
- biometryczna ocena wieku na podstawie analizy twarzy,
- weryfikacja wieku przez operatorów sieci komórkowych,
- integracja z cyfrowym portfelem tożsamości (eIDAS).
Jednocześnie zakazano metod opartych wyłącznie na samodeklaracji, szacowaniu wieku czy nadmiernym przetwarzaniu wrażliwych danych biometrycznych.
Procedura powiadamiania i sprzeciwu abonenta
Przed wpisem domeny do rejestru Prezes UKE wysyła powiadomienie na wskazany przez właściciela domeny adres e-mail, zakreślając termin 2 dni na złożenie wyjaśnień lub sprzeciwu. Sprzeciw musi zostać rozpatrzony w ciągu 14 dni, a wynik procedury przekazywany jest abonentowi z uzasadnieniem.
Przeznaczenie wpływów z kar administracyjnych
Środki z nałożonych kar, do 1 000 000 zł za naruszenie przepisów, trafią do Funduszu Szerokopasmowego, a nie jak w poprzednim projekcie – do ogólnego budżetu państwa. Fundusz będzie finansować programy edukacji cyfrowej i profilaktyki uzależnień od treści internetowych wśród dzieci i młodzieży.
Ochrona danych osobowych
Ustaw zobowiązuje usługodawców do stosowania zasady minimalizacji danych osobowych zgodnej z art. 5 ust. 1 lit. c ustawy z 10.5.2018 r. o ochronie danych osobowych (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 1781). Oznacza to, że podczas procesu weryfikacji wieku mogą być przetwarzane wyłącznie dane niezbędne do jednoznacznego ustalenia pełnoletności użytkownika.
W przypadku wątpliwości co do zgodności stosowanych metod weryfikacji wieku z przepisami o ochronie danych osobowych, Prezes UKE jest zobowiązany niezwłocznie zawiadomić o tym Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
Interoperacyjność systemów
Systemy weryfikacji muszą być zgodne z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2065 z 19.10.2022 r. w sprawie jednolitego rynku usług cyfrowych oraz zmiany dyrektywy 2000/31/WE (Dz.Urz. UE L z 2022 r. Nr 277, s.1) oraz rekomendacjami brytyjskiego Ofcom, umożliwiając współdziałanie z innymi rozwiązaniami cyfrowymi i portfelami tożsamości.
Zakres podmiotowy i przedmiotowy
Zmiany dotyczą:
- dostawców treści pornograficznych (serwisy streamingowe, platformy wideo itp.),
- operatorów internetowych (ISP), odpowiedzialnych za blokowanie rejestrowanych domen.
Wyłączenie komunikatorów i prywatnych wiadomości oznacza, że nowe wymogi nie będą wpływać na usługi społecznościowe i aplikacje do komunikacji.
Procedura wdrożenia i nadzoru
- Prowadzenie rejestru – Prezes UKE tworzy i prowadzi rejestr stron pornograficznych.
- Decyzje administracyjne – UKE ma 3 dni na wpis lub skreślenie domeny.
- Dostosowanie systemów – dostawcy usług i ISP mają 24 miesiące na implementację.
- Kontrola i egzekucja – Prezes UKE nadzoruje wykonanie obowiązków; w razie naruszeń może nałożyć kary do 1 mln zł.
Systemy weryfikacji muszą:
- ograniczać przetwarzane dane do niezbędnego minimum,
- korzystać z zatwierdzonych metod biometrycznych lub zaufanych operatorów sieci,
- zapewniać szyfrowanie i tymczasowe przechowywanie danych wyłącznie na potrzeby procesu weryfikacji.
Skutki dla rynku i użytkowników
- Dostawcy treści pornograficznych będą musieli zainwestować w rozwiązania weryfikacyjne i zaktualizować regulaminy.
- Operatorzy internetowi zyskają jasne procedury blokowania, ale poniosą koszty technicznej realizacji.
- Użytkownicy nie odczują zmian w prywatnych komunikatorach ani mediach społecznościowych, a ochrona prywatności zostanie wzmocniona.
Finansowanie i przeznaczenie wpływów
Wpływy z kar administracyjnych trafią do Funduszu Szerokopasmowego, który sfinansuje:
- programy edukacji cyfrowej w szkołach,
- kampanie profilaktyczne dotyczące uzależnienia od treści internetowych,
- wsparcie dla organizacji pozarządowych działających na rzecz bezpiecznego internetu.
KSeF 2.0: potwierdzenie transakcji jako panaceum na brak wydawania faktur?
Zgodnie z art. 106gb ust. 5 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), podatnik jest obowiązany do oznaczenia faktury ustrukturyzowanej kodem umożliwiającym dostęp do tej faktury w Krajowym Systemie e-Faktur oraz umożliwiającym weryfikację danych zawartych na tej fakturze, w przypadku użycia tej faktury poza Krajowym Systemem e-Faktur. Wniosek z tego taki, że zasadniczo można posługiwać się fakturami (ich wizualizacjami) poza KSeF, ale nie wcześniej, niż sama faktura zostanie do KSeF wystawiona. Jeśli fakturze został już nadany numer KSeF, sprzedawca może wydać nabywcy fakturę w postaci zwizualizowanej np. wydruk tej faktury lub plik pdf drogą elektroniczną, rzecz jasna z kodem QR (faktury offline odłóżmy na chwilę na bok).
Często wydanie wizualizacji faktury online może być trudne, zwłaszcza przez podatników dokonujących sprzedaży masowej (np. sklepy wielkopowierzchniowe) albo w okolicznościach uciążliwych (np. w hotelach czy na stacjach benzynowych). Może bowiem okazać się, że faktura online nie jest jeszcze skutecznie wystawiona do KSeF. W takich właśnie sytuacjach, wydanie wizualizacji może być jednak często oczekiwane (np. przez pracownika w podróży służbowej) – gdy nabywcą jest jednak podatnik, który zobowiązany jest do odbioru faktur w KSeF.
„Potwierdzenie transakcji”
W opublikowanym niedawno podręczniku Ministerstwo Finansów wskazuje, że w okolicznościach, w których nabywcą jest podatnik zobowiązany do odbioru w KSeF ale faktura nie jest jeszcze do KSeF wysłana (nie został nadany numer KSeF), podatnik może wydać nie wizualizację faktury ustrukturyzowanej (bo jeszcze takiej faktury nie ma), ale także „potwierdzenie transakcji”. Chodzi o potwierdzenie, że w KSeF będzie wystawiona faktura o danej treści handlowej.
Wydanie potwierdzenia transakcji nie będzie zdaniem Ministerstwa Finansów regulowane przepisami z uwagi na fakt, że nie wiąże się z żadnymi konkretnymi obowiązkami dla podatników. Wprowadzenie tego rozwiązania jest raczej odpowiedzią na potrzeby rynku, a korzystanie z niego jest w pełni dobrowolne. Wydanie potwierdzenia transakcji zabezpieczy interes nabywcy w sytuacjach, gdy wystawiona faktura, nie posiada jeszcze numeru KSeF. Potwierdzenie transakcji z uwagi na swój zakres elementów nie będzie fakturą w rozumieniu art. 2 pkt 32 VATU. Dokument ten powinien posiadać nazwę „potwierdzenie transakcji” oraz dane dotyczące sprzedawcy i nabywcy, nadany przez sprzedawcę numer faktury, kwotę należności ogółem, a także – co ciekawe – dwa kody QR/linki, z czego pierwszy zapewnia dostęp do faktury i weryfikację danych z faktury, a drugi pozwala na weryfikację wystawcy faktury. Nad pierwszym kodem QR zamieszcza się napis „sprawdź fakturę w KSeF”, a nad drugim kodem QR „zweryfikuj wystawcę faktury”. Pod kodami QR/linkami nie zamieszcza się natomiast żadnych napisów (np. „OFFLINE” czy „CERTYFIKAT”), niezależnie od trybu, w którym jest wystawiana faktura, której to potwierdzenie transakcji dotyczy.
Komentarz
Trudno rozszyfrować co Ministerstwo Finansów pod pojęciem „potwierdzenia transakcji” ma na myśli. Z jednej strony wskazuje, że instytucja ta jest czysto dobrowolna i nie wynika w istocie z jakichkolwiek przepisów (bo też podręcznik nie jest źródłem prawa). Z drugiej jednak, wskazuje jakie elementy powinny się w treści takiego potwierdzenia znaleźć (a jakie nie). W szczególności, ciekawe są oczekiwania względem kodów QR, które są przecież elementami ściśle określonymi przez przepisy. Wyczuwalna jest tu więc pewna daleko idąca niekonsekwencja autorów podręcznika.
Musimy pamiętać o tym, że „potwierdzenie transakcji” może spełniać swoją rolę jedynie w przypadku sprzedaży na rzecz podmiotów, które powinny otrzymywać faktury ustrukturyzowane w KSeF (a więc podatników VAT). W przypadku, gdy np. pracownik firmy IT udaje się w podróż służbową i prosi w hotelu o fakturę „na firmę”, to właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia. Nie dajmy się zwieść, że o fakturę prosi pracownik (osoba fizyczna) – nabywcą jest formalnie pracodawca (a więc podatnik VAT), więc nie ma podstaw, aby wydać fakturę poza KSeF, jeśli numer KSeF nie jest jeszcze nadany.
„Potwierdzenie transakcji” ma tu więc sens jako dokument potwierdzający, że dany wydatek miał miejsce. Jednocześnie, przynosząc do pracodawcy ów dokument, pracownik znacząco upraszcza rozliczenie delegacji. Obecność kodów QR może przy okazji uprościć odnalezienie właściwej faktury… i wszystko pięknie, ale skoro takie potwierdzenie transakcji nie zostało określone w żadnych przepisach ani nie nakłada na podatników żadnych nowych obowiązków, nie mamy żadnej gwarancji co do tego, że instytucja taka będzie w praktyce funkcjonować, a jeśli tak, to że dokładnie w takiej formie. Dlatego zastanawiając się w jaki sposób rozliczane będą np. wydatki służbowe, nie ma co liczyć, że przykładowo wszystkie hotele czy restauracje zdecydują się na wprowadzenie takiego rozwiązania.
Wyrok w sprawie wykorzystania AI przy sporządzaniu pism procesowych
Stan faktyczny
Sprawa dotyczyła sprzeciwu wobec nakazu zapłaty (ingiunzione di pagamento) wydanego wobec strony skarżącej na podstawie szeregu przedsądowych wezwań z lat 2018-2023, obejmujących należności publicznoprawne o łącznej wartości kilkunastu tysięcy euro.
Skarżąca, działając przez pełnomocnika, zakwestionowała zasadność obowiązku zapłaty, podnosząc liczne zarzuty. Wskazywała m.in. na przedawnienie roszczeń, brak skutecznych doręczeń tytułów wykonawczych, brak wskazania sposobu obliczenia odsetek, nieistnienie zobowiązania z powodu wad formalnych, a także domniemane umorzenie należności w drodze tzw. milczącej zgody przewidzianej we włoskiej ustawie nr 228/2012.
Strony pozwane przedstawiły natomiast dokumenty doręczeń zarówno elektronicznych, jak i tradycyjnych (listy polecone), a także dowody przerwania biegu przedawnienia. Wskazały, że część należności była już wcześniej przedmiotem odrębnych działań windykacyjnych, które nie zostały zakwestionowane przez stronę skarżącą, co dodatkowo potwierdzało zasadność roszczeń.
Stan prawny
Podstawą prawną rozstrzygnięcia był włoski kodeks postępowania cywilnego (Codice di procedura civile, dalej: CPC). Kluczowe znaczenie miał art. 24 dekretu legislacyjnego nr 46/1999, przewidujący 40-dniowy termin na zaskarżenie wezwania do zapłaty oraz art. 96 CPC, regulujący odpowiedzialność za nadużycie prawa procesowego i przewidujący możliwość nałożenia sankcji finansowych za działanie w złej wierze lub w rażącym niedbalstwie.
Sąd odwołał się również do art. 30 dekretu prezydenckiego nr 602/1973, który ustanawia ustawowo określony mechanizm naliczania odsetek od należności publicznoprawnych. Argumentacja skarżącej o braku wskazania kryteriów obliczenia odsetek została uznana za oczywiście bezzasadną, gdyż stawki odsetkowe są corocznie publikowane w drodze decyzji ministra finansów i stanowią element powszechnie dostępnego prawa.
Argumentacja sądu
Sąd oddalił wszystkie zarzuty skarżącej jako spóźnione bądź nieuzasadnione. W szczególności wskazał, że:
- Nieterminowość skargi – większość podniesionych zastrzeżeń dotyczyła treści wezwań do zapłaty, które należało zaskarżyć w terminie 40 dni od doręczenia. Skoro skarżąca tego nie uczyniła, jej zarzuty nie mogły być rozpoznane merytorycznie.
- Brak konkretnej argumentacji – w aktach sprawy znajdowały się dowody prawidłowego doręczenia wszystkich tytułów wykonawczych, tymczasem skarżąca nie wykazała żadnych konkretnych uchybień, poprzestając na ogólnych twierdzeniach.
- Brak podstaw do powoływania się na milczącą zgodę – organ wierzycielski przedstawił dowód, że wniosek o umorzenie został rozpatrzony i oddalony, co wykluczało możliwość powstania skutków prawnych w drodze domniemanej zgody.
Najważniejszym elementem uzasadnienia była jednak ocena sposobu sporządzenia skargi. Sąd wyraźnie zaznaczył, że dokument został przygotowany przy wsparciu sztucznej inteligencji. W ocenie sądu treść pisma stanowiła „coacervo di citazioni normative e giurisprudenziali astratte, prive di ordine logico e in larga parte inconferenti”, czyli zbiór przypadkowych cytatów z przepisów i orzecznictwa, pozbawionych logicznego porządku i w znacznej mierze irrelewantnych wobec przedmiotu sporu.
Takie działanie zostało uznane za przejaw rażącego niedbalstwa procesowego, a być może również złej wiary. W konsekwencji, na podstawie art. 96 CPC, sąd nałożył na stronę skarżącą sankcje finansowe w wysokości 500 euro na rzecz każdej ze stron przeciwnych oraz 500 euro na rzecz Funduszu penitencjarnego (cassa delle ammende).
Komentarz
Wyrok sądu w Turynie ma znaczenie wykraczające poza włoski system prawny. Dotyka bowiem problematyki coraz bardziej aktualnej również w Polsce – stosowania sztucznej inteligencji w praktyce prawniczej.
Z perspektywy polskiego prawa procesowego orzeczenie to może być odczytywane jako ostrzeżenie. Polskie sądy dysponują bowiem narzędziami pozwalającymi selekcjonować i pomijać bezzasadne dowody oraz twierdzenia, a w razie nadużycia uprawnień procesowych sięgać po środki sankcyjne, w tym obciążenie strony dodatkowymi kosztami postępowania. Pełnomocnicy są z kolei zobowiązani do działania w sposób rzetelny i zgodny z etyką zawodową, co oznacza, że nie mogą opierać swojej pracy na mechanicznych, nieweryfikowanych treściach generowanych przez systemy sztucznej inteligencji.
Choć polskie przepisy nie przewidują sankcji finansowych wprost odpowiadających włoskiemu rozwiązaniu, sądy coraz częściej odwołują się do koncepcji nadużycia prawa procesowego. Nie można więc wykluczyć, że także w Polsce pojawią się orzeczenia, w których użycie AI bez należytej kontroli merytorycznej zostanie potraktowane jako przejaw nierzetelnego działania pełnomocnika, prowadzący do negatywnych konsekwencji procesowych.
Z praktycznego punktu widzenia orzeczenie to przypomina, że AI w kancelarii czy w pracy pełnomocnika może być jedynie narzędziem wspierającym, nigdy substytutem analizy prawniczej. W przeciwnym razie ryzyko dla strony procesowej staje się podwójne, z jednej strony przegrana sprawa wskutek nieprzekonującej argumentacji, z drugiej – możliwość nałożenia dodatkowych sankcji finansowych za nielojalne prowadzenie procesu.
Dla polskich prawników oznacza to konieczność rozwijania kompetencji w zakresie tzw. AI literacy, a więc umiejętności świadomego i odpowiedzialnego korzystania z narzędzi generatywnych. Sędziowie coraz częściej będą bowiem badać nie tylko meritum sprawy, lecz także jakość i spójność przedstawianych pism. Dokument sporządzony przy udziale AI, pozbawiony nadzoru i zawierający ogólniki lub przypadkowe cytaty, może zostać uznany nie tylko za nieprzydatny, ale wręcz szkodliwy dla interesów strony.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają rekomendacje Krajowej Izby Radców Prawnych z maja 2025 r., wskazujące obowiązki profesjonalnych pełnomocników korzystających z narzędzi sztucznej inteligencji. Należą do nich: pełna odpowiedzialność za treść i skutki dokumentów wygenerowanych przy użyciu AI, dbałość o zachowanie tajemnicy zawodowej i ochronę danych osobowych, stosowanie zasady nadzoru człowieka nad AI oraz świadomość ograniczeń tych narzędzi. Włoskie orzeczenie pokazuje, że rekomendacje te należy traktować nie jako luźne wskazówki, lecz jako standard zawodowy, którego naruszenie może rodzić dotkliwe konsekwencje procesowe i finansowe.
W szerszym ujęciu europejskim warto zauważyć, że regulacje takie jak AI Act podkreślają potrzebę przejrzystości i odpowiedzialności w korzystaniu z narzędzi sztucznej inteligencji, zwłaszcza w sektorach wrażliwych. Choć akt ten nie odnosi się bezpośrednio do praktyki prawniczej, etyka zawodów zaufania publicznego coraz wyraźniej dostosowuje się do tych ram. Wyrok sądu w Turynie można zatem odczytywać jako zapowiedź harmonizacji standardów dotyczących odpowiedzialnego korzystania z AI w całej Europie.
Podsumowanie
Wyrok Włoskiego sądu w Turynie z 16.9.2025 r. stanowi ważny przykład, w którym sąd bezpośrednio odniósł się do wykorzystania sztucznej inteligencji przy sporządzaniu pism procesowych. Orzeczenie nie kwestionuje samej dopuszczalności korzystania z AI, ale wyraźnie wskazuje, że brak kontroli merytorycznej nad treścią generowaną przez tego rodzaju narzędzia może zostać uznany za rażące niedbalstwo procesowe.
Na gruncie polskiego prawa sprawa ta powinna być traktowana jako poważne ostrzeżenie. Choć nie istnieją przepisy wprost analogiczne do art. 96 CPC, sądy dysponują instrumentami przeciwdziałania nadużyciom procesowym, a pełnomocnicy odpowiadają za rzetelność swoich działań. Szczególnego znaczenia nabierają w tym kontekście rekomendacje KIRP z 2025 r., akcentujące obowiązek nadzoru człowieka nad AI, ochrony tajemnicy zawodowej oraz pełnej odpowiedzialności za treść dokumentów.
Praktyczny wniosek dla polskich prawników jest jednoznaczny: sztuczna inteligencja powinna być traktowana wyłącznie jako wsparcie, a nie zastępstwo analizy prawniczej. Niewłaściwe korzystanie z technologii może nie tylko obniżyć szanse procesowe strony, lecz także skutkować dodatkowymi kosztami i sankcjami. W szerszej perspektywie wyrok ten staje się ważnym elementem europejskiej dyskusji nad etycznymi standardami i odpowiedzialnym wdrażaniem AI w zawodach zaufania publicznego.
Wyrok Sądu Pracy w Turynie z 6.9.2025 r., R.G.L. n. 1018/2025
TSUE doprecyzował pojęcie pseudonimizacji
- Trybunał wyrokiem z 4.9.2025 r., C-413/23 P, Legalis, potwierdził, że opinie i poglądy jednostki stanowią dane osobowe jako wyraz jej indywidualnego sposobu myślenia.
- Pseudonimizacja nie zawsze usuwa charakter danych osobowych – jej skuteczność zależy od kontekstu i dostępności dodatkowych informacji.
- Obowiązek informacyjny administratora ocenia się w relacji z osobą, której dane dotyczą i na etapie ich zbierania, niezależnie od dalszego przekazywania danych podmiotom trzecim.
Tło sprawy – restrukturyzacja Banco Popular Español i rola Deloitte
Sprawa, w której zapadł komentowany wyrok, dotyczyła głośnej restrukturyzacji hiszpańskiego banku Banco Popular Español, przeprowadzonej w czerwcu 2017 r. na podstawie unijnych przepisów o restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków. W związku z pogarszającą się sytuacją finansową banku, Single Resolution Board (dalej: SRB) – centralny organ odpowiedzialny za zarządzanie procesami restrukturyzacyjnymi w strefie euro – przyjął decyzję o przejęciu instytucji i jej sprzedaży.
W ramach tego procesu SRB opracował także wstępną decyzję dotyczącą ewentualnej kompensacji dla byłych akcjonariuszy i wierzycieli Banco Popular. Decyzja ta zapadła bez uprzedniego wysłuchania zainteresowanych stron, co zostało później skorygowane przez organizację specjalnej procedury konsultacyjnej. Akcjonariusze i wierzyciele mogli w jej ramach zgłaszać swoje komentarze i uwagi do działań SRB oraz do treści wstępnej decyzji.
Aby móc ocenić skutki restrukturyzacji i jej wpływ na sytuację poszczególnych grup interesariuszy, SRB powierzył Deloitte zadanie przygotowania szczegółowej wyceny. W tym celu część komentarzy złożonych przez akcjonariuszy i wierzycieli została przekazana Deloitte. Przekazanie odbyło się w formie pseudonimizowanej – dane zostały pozbawione bezpośrednich identyfikatorów, ale SRB wciąż dysponował kluczem pozwalającym na ich ponowne powiązanie z konkretnymi osobami.
To właśnie to przekazanie danych stało się źródłem sporu. Wielu uczestników procedury konsultacyjnej złożyło skargi do Europejskiego Inspektora Ochrony Danych (dalej: EDPS), zarzucając, że SRB nie poinformowała ich o planowanym przekazaniu ich danych Deloitte.
Postępowanie przed EDPS i Sądem UE
EDPS uznał racje skarżących i stwierdził, że SRB naruszyła przepisy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1725 z 23.10.2018 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych przez instytucje, organy i jednostki organizacyjne Unii i swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia rozporządzenia (WE) nr 45/2001 i decyzji nr 1247/2002/WE z 21.11.2018 r. (Dz.Urz. UE L 2018 Nr 295, s. 39; dalej: Rozporządzenie 2018/1725), które stanowi odpowiednik rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L 2016 Nr 119, s. 1; dalej: RODO), ale stosowany do instytucji i organów UE. Inspektor wskazał, że Deloitte należy traktować jako odbiorcę danych osobowych akcjonariuszy i wierzycieli, a zatem SRB powinna była dopełnić obowiązku informacyjnego wobec osób, których dane dotyczą.
SRB nie zgodziła się z tym stanowiskiem i wniosła skargę do Sądu UE, kwestionując interpretację EDPS. Sąd przyznał SRB częściowo rację i uchylił decyzję EDPS. W szczególności uznał, że ocena, czy przekazane komentarze stanowią dane osobowe, wymaga analizy ich treści, celu i skutków, a także że istotne jest, czy Deloitte mogło na ich podstawie zidentyfikować autorów.
EDPS odwołał się od tego rozstrzygnięcia, kierując sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE.
Rozstrzygnięcie TSUE – opinie jako dane osobowe
W swoim wyroku TSUE zakwestionował stanowisko Sądu UE w kilku kluczowych punktach.
Po pierwsze, Trybunał stwierdził, że Sąd UE błędnie wymagał od EDPS badania treści, celu i skutków komentarzy, aby ustalić, czy stanowią one dane osobowe. Zdaniem TSUE wystarczyło stwierdzić, że komentarze wyrażały osobiste opinie i poglądy autorów.
Trybunał podkreślił, że osobiste opinie są wyrazem sposobu myślenia jednostki, a zatem z samej natury rzeczy pozostają z nią nierozerwalnie powiązane. Nie ma więc potrzeby prowadzenia dodatkowej analizy, by wykazać ich związek z konkretną osobą.
Pseudonimizacja – skuteczność zależna od kontekstu
Po drugie, Trybunał zgodził się z Sądem UE co do tego, że pseudonimizacja nie oznacza automatycznie, iż dane zawsze muszą być traktowane jako dane osobowe wobec każdego podmiotu i w każdej sytuacji.
TSUE wskazał, że ocena, czy dane pseudonimizowane są danymi osobowymi, zależy od konkretnego kontekstu przetwarzania. Należy ustalić, czy podmiot dysponujący danymi ma rzeczywistą możliwość zidentyfikowania osoby, której dane dotyczą.
Przykładowo:
- dla SRB, które posiadało klucz umożliwiający ponowne powiązanie danych z osobami, dane pozostawały danymi osobowymi,
- dla Deloitte, które nie miało dostępu do takich dodatkowych informacji, dane mogły już nie być traktowane jako dane osobowe.
Trybunał przypomniał także swoje wcześniejsze orzecznictwo, w tym wyrok TSUE z 19.10.2016 r., Breyer, C-582/14, Legalis, gdzie uznano, że możliwość identyfikacji musi być oceniana z punktu widzenia dostępnych środków i realnych możliwości, a nie czysto teoretycznych scenariuszy.
Obowiązek informacyjny – punkt widzenia administratora
Po trzecie, TSUE odniósł się do kwestii obowiązku informacyjnego. Sąd UE stwierdził, że EDPS powinien badać, czy dane stanowiły dane osobowe z perspektywy Deloitte. Trybunał stanowczo odrzucił tę tezę.
Zdaniem TSUE obowiązek informacyjny wynika z relacji między administratorem a osobą, której dane dotyczą. Oceniając jego zakres, należy patrzeć z perspektywy administratora, który zbiera dane, a nie odbiorcy, do którego dane zostaną później przekazane.
Trybunał doprecyzował, że:
- obowiązek informacyjny należy oceniać w chwili zbierania danych,
- decydująca jest sytuacja prawna i faktyczna administratora,
- dalsze pseudonimizowanie i przekazywanie danych innym podmiotom nie zwalnia administratora z wcześniejszych obowiązków wobec osób, których dane dotyczą.
Znaczenie praktyczne – konsekwencje dla administratorów
Orzeczenie TSUE ma szerokie konsekwencje dla praktyki stosowania prawa ochrony danych osobowych w instytucjach UE, ale także – pośrednio – w ramach RODO:
- Rozszerzone rozumienie danych osobowych.
Opinie, komentarze czy inne formy wyrażania poglądów należy traktować jako dane osobowe, nawet jeśli nie zawierają one elementów identyfikujących wprost. - Pseudonimizacja jako środek względny.
Pseudonimizacja może skutecznie ograniczyć możliwość identyfikacji w stosunku do jednych podmiotów, ale nie wobec innych. Administratorzy i odbiorcy danych muszą każdorazowo badać, czy w danym przypadku identyfikacja osoby jest możliwa. - Administrator jako centrum obowiązków.
Obowiązek informacyjny ciąży na administratorze w chwili zbierania danych i nie może być uchylony poprzez ich pseudonimizację przed przekazaniem podmiotom trzecim. - Znaczenie dla stosowania RODO.
Choć sprawa dotyczyła Rozporządzenia 2018/1725, wyrok ma szersze znaczenie także dla praktyki krajowych organów nadzorczych i sądów stosujących RODO, ponieważ oba akty posługują się tą samą definicją danych osobowych i regulują analogiczne obowiązki administratora.
Podsumowanie – sprawa wraca do Sądu UE
Wyrok TSUE przesądza, że w relacji między administratorem a osobą, której dane dotyczą, kluczowy jest moment zbierania danych i perspektywa administratora. Opinie jednostki traktowane są jako dane osobowe, a pseudonimizacja nie zawsze pozbawia danych tego charakteru.
Sprawa została przekazana do ponownego rozpoznania przez Sąd UE, który będzie musiał ocenić działania SRB w świetle wykładni dokonanej przez TSUE. Ostateczne rozstrzygnięcie w zakresie odpowiedzialności SRB jeszcze nie zapadło, ale kierunek interpretacyjny został jednoznacznie wytyczony.
Mały świadek koronny wymaga reformy
Mały świadek koronny to osoba, która w zamian za złagodzenie grożącej kary za popełnione przestępstwo współpracuje z organami ścigania. Instytucja ta potocznie nazywana jest „sześćdziesiątką”. To bowiem art. 60 kodeksu karnego reguluje jej funkcjonowanie.
Zgodnie z paragrafem trzecim tego artykułu „na wniosek prokuratora sąd stosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet może warunkowo zawiesić jej wykonanie w stosunku do sprawcy współdziałającego z innymi osobami w popełnieniu przestępstwa, jeżeli ujawni on wobec organu powołanego do ścigania przestępstw informacje dotyczące osób uczestniczących w popełnieniu przestępstwa oraz istotne okoliczności jego popełnienia”.
Instytucję tę stosuje się przede wszystkim w sprawach przestępczości zorganizowanej. Celem jej wprowadzenia w latach 90. była właśnie pomoc w zwalczaniu działalności wyjątkowo aktywnych wówczas zorganizowanych grup przestępczych. Choć prawnicy zwracali uwagę na problemy ze stosowaniem tego rozwiązania, to w wyniku nowelizacji z 2022 r. nastąpił zwrot – według wielu – w jeszcze gorszym kierunku.
To bowiem w ramach tamtej nowelizacji ustanowiono, że jedynie na wniosek prokuratora sąd może zastosować instytucję małego świadka koronnego. Oznacza to, że nawet jeśli sąd stwierdzi, że sprawca współpracował z organami ścigania, ale prokurator nie złożył stosownego wniosku, to do nadzwyczajnego złagodzenia kary w tym wypadku dojść nie może.
Potrzebne zmiany
Krytycznie przepisy te ocenia rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek, który twierdzi, że w ich wyniku swoboda sędziowska w obszarze decydowania o wymiarze kary zostaje podporządkowana wnioskowi prokuratora.
– Przenosi to na prokuratora decyzję o możliwości zastosowania przez sąd tej instytucji, co budzi wątpliwości z punktu widzenia zasady podziału władzy – wskazuje prof. Wiącek.
W tej sprawie RPO zwrócił się właśnie do ministra sprawiedliwości wzywając go ponownie do rozważenia zmiany przepisów. Jeszcze nie wiemy, czy rzecznik doczekał się w tej sprawie odpowiedzi. Jednak podnoszonym przez niego problemem zajęła się już Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego. Opracowany przez tę komisję obszerny projekt kodeksu karnego modyfikuje bowiem przepisy w ten sposób, że decyzja o zastosowaniu nadzwyczajnego złagodzenia kary w takim przypadku będzie należała do gestii sądu.
Zgodnie z proponowanym przez komisję zmianami, sąd będzie stosował nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet może warunkowo zawiesić jej wykonanie w stosunku do sprawcy współdziałającego z innymi osobami w popełnieniu przestępstwa, jeżeli ujawni on wobec organu powołanego do ścigania przestępstw informacje dotyczące osób uczestniczących w popełnieniu przestępstwa oraz istotne okoliczności jego popełnienia.
– Ograniczenie decyzyjności sądu na etapie postępowania jurysdykcyjnego, a zwłaszcza w procesie wymiaru kary stanowiskiem prokuratora, wzbudza zasadnicze zastrzeżenia na płaszczyźnie konstytucyjnej. W następstwie zmiany możliwe będzie zastosowanie wobec sprawcy nadzwyczajnego złagodzenia kary lub orzeczenie kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania zarówno na wniosek prokuratora, jak i z urzędu, gdy sąd dojdzie do przekonania o materializacji przesłanek, o jakich mowa w art. 60 § 3 KK – argumentuje komisja kodyfikacyjna.
Gotowy projekt
Propozycję komisji kodyfikacyjnej pozytywnie ocenia dr Marek Bielski z Katedry Prawa Karnego UJ. – Uważam, że projektowana zmiana przywróci sądowi pełną kognicję w zakresie rozstrzygania o tym, czy spełnione są przesłanki do stosowania instytucji tzw. małego świadka koronnego, uniezależniając ocenę w tym zakresie od często arbitralnych decyzji prokuratora – komentuje dr Bielski.
Jak mówi, prawo prokuratora do składania wiążącego sąd wniosku o zastosowanie tzw. małego świadka koronnego jest niekonstytucyjnym ograniczeniem władzy sądowniczej w zakresie sprawowania wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych. – Wyłącznie sąd powinien być organem, który decyduje o tym, czy uzasadnione jest zastosowanie tej instytucji. Jeśli do tych zmian dojdzie, to mimo braku swoistej umowy i współpracy z prokuratorem na etapie postępowania przygotowawczego sprawca będzie mógł liczyć na to, że sąd obiektywnie oceni znaczenie złożonych przez niego wyjaśnień pod kątem możliwości skorzystania z nadzwyczajnego złagodzenia kary. W rezultacie instytucja ta powinna być częściej stosowana – wskazuje dr Bielski.
Komisyjny projekt obszernie reformujący kodeks karny, który miał zmienić też stosowanie instytucji tzw. małego świadka koronnego trafił do resortu sprawiedliwości przed ponad rokiem. Dotychczas jednak nie doczekał się uchwalenia.
Księgi wieczyste pod większą kontrolą
- Projekt zakłada wprowadzenie obowiązku uwierzytelnionej weryfikacji użytkowników systemu teleinformatycznego ksiąg wieczystych, co oznacza konieczność potwierdzania tożsamości osoby fizycznej przed przeglądaniem treści księgi.
- Minister Sprawiedliwości jako administrator danych zyska ustawowe uprawnienia do przetwarzania i gromadzenia danych osobowych użytkowników przeglądających księgi oraz do udzielania organom państwa informacji o osobach wyszukujących określoną księgę wieczystą.
- Centralna Informacja Ksiąg Wieczystych zostanie zobowiązana do udostępniania treści ksiąg jedynie po wykazaniu tożsamości użytkownika, co doprecyzuje i uszczelni obecny system dostępu do rejestru.
Opis projektowanych zmian
Przyczyny i potrzeba nowelizacji
Projektodawca wskazał, że podstawą przygotowania nowelizacji jest „konieczność zwiększenia ochrony danych osobowych osób fizycznych, których dane ujawnione są w księgach wieczystych”. Aktualny stan prawny umożliwia bowiem nieograniczone przeglądanie ksiąg wieczystych w systemie teleinformatycznym wyłącznie po podaniu numeru księgi, bez potrzeby wnoszenia opłaty ani ujawniania danych przeglądającego.
Jak podkreślono, księgi wieczyste zawierają dane wrażliwe, takie jak:
- imiona i nazwiska właścicieli nieruchomości;
- informacje o obciążeniach kredytowych;
- dane dotyczące stosunków rodzinnych i majątkowych.
Ujawnianie numerów ksiąg wieczystych stanowi przetwarzanie danych osobowych. Może to prowadzić m.in. do:
- kradzieży tożsamości;
- ujawnienia adresów, numerów PESEL i zadłużeń;
- naruszenia prywatności właścicieli nieruchomości.
Projektodawca zwrócił uwagę, że dane gromadzone w księgach są w praktyce wykorzystywane przez różne grupy podmiotów – firmy windykacyjne, deweloperów oraz osoby prywatne zainteresowane zakupem nieruchomości. Szczególne zagrożenie stanowi działalność prywatnych portali internetowych, w tym zarejestrowanych poza Unią Europejską, które odpłatnie oferują dostęp do numerów ksiąg wieczystych nieruchomości w Polsce. Tego rodzaju działalność została określona jako „pozaprawna”, polegająca na kopiowaniu danych z publicznie dostępnych rejestrów i ich bezprawnym przetwarzaniu w celach komercyjnych.
Uwierzytelniona weryfikacja użytkowników
Aby przeciwdziałać masowemu pobieraniu danych i nieuprawnionemu ich wykorzystywaniu, projekt przewiduje wprowadzenie mechanizmu uwierzytelnionej weryfikacji użytkowników systemu elektronicznych ksiąg wieczystych.
Wskazano, że:
- użytkownik będzie musiał logować się do systemu przy składaniu wniosku o dostęp do księgi wieczystej;
- proces uwierzytelnienia przebiegać będzie za pośrednictwem Krajowego Węzła Identyfikacji Elektronicznej;
- wykorzystany zostanie środek identyfikacji elektronicznej wydany w systemie przyłączonym do węzła;
- weryfikacji będzie podlegać osoba fizyczna korzystająca z systemu.
Minister Sprawiedliwości, jako administrator danych, uzyska uprawnienie do przetwarzania i gromadzenia danych osobowych użytkowników przeglądających księgi wieczyste.
Udostępnianie informacji organom ścigania
Projekt przewiduje także ustanowienie mechanizmu przekazywania informacji o osobach korzystających z systemu. Minister Sprawiedliwości będzie zobowiązany do udzielania informacji „o osobach wyszukujących księgę wieczystą” na wniosek:
- sądu;
- prokuratora;
- policji;
- innego organu prowadzącego czynności śledczo-dochodzeniowe w ramach ustawowych kompetencji.
Nowe rozwiązanie ma zapewnić skuteczność nadzoru nad wykorzystaniem danych z ksiąg wieczystych oraz umożliwić ściganie przypadków ich bezprawnego pozyskiwania i komercyjnego obrotu.
Doprecyzowanie przepisów o Centralnej Informacji
Projektodawca zaproponował także zmianę dotyczącą funkcjonowania Centralnej Informacji Ksiąg Wieczystych. Chodzi o jednoznaczne przesądzenie, że Centralna Informacja umożliwiać będzie przeglądanie ksiąg wieczystych za pośrednictwem systemu teleinformatycznego wyłącznie po wykazaniu tożsamości użytkownika.
Jak wskazano, ma to usunąć wątpliwości interpretacyjne i „uszczelnić” mechanizm jawności rejestru, łącząc formalną dostępność ksiąg z techniczną koniecznością identyfikacji osoby zainteresowanej.
Skutki planowanych rozwiązań
Z przedstawionych założeń wynika, że skutki regulacji będą następujące:
- dla osób fizycznych – zwiększenie poziomu ochrony prywatności i danych osobowych;
- dla administratora systemu (Ministra Sprawiedliwości) – uzyskanie kompetencji do gromadzenia danych o użytkownikach i ich udostępniania organom państwa;
- dla organów ścigania – możliwość identyfikacji osób wyszukujących określone księgi wieczyste i wykorzystania tych informacji w postępowaniach;
- dla podmiotów komercyjnych – ograniczenie możliwości masowego pobierania danych i dalszego ich wykorzystywania w celach gospodarczych;
- dla systemu prawa – wzmocnienie jawności ksiąg wieczystych poprzez połączenie jej z obowiązkiem uwierzytelnienia.
Projektodawca podkreślił, że proponowane rozwiązania są konieczne dla „wzmocnienia ochrony danych osobowych” i mają charakter reakcji na realne zagrożenia wynikające z cyfryzacji rejestrów publicznych.
Etap legislacyjny
Projekt ustawy o zmianie ustawy o księgach wieczystych i hipotece został przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Dokument opublikowano w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów. Planowany termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów to IV kwartał 2025 r.
Racjonalne zasady wynagradzania bez fikcji
Zmiany wynikające z unijnej Dyrektywy 2023/970, wdrażane w Polsce od 2026 r., mają na celu eliminację nierówności płacowych. Równość wynagrodzeń to prawo pracownika do otrzymania takiej samej wypłaty za taką samą pracę lub pracę o równej wartości. Przestrzegać tych zasad mają przedsiębiorcy.
Czy powinni kierować się nimi także tworzący prawo w Polsce? Czy fakt, że jedna osoba świadczy pracę, a druga wykonując niemal identyczne obowiązki, świadczy usługi, może stanowić kryterium uzasadniające dla rażącego zróżnicowania ich wynagrodzeń przez ustawodawcę? Uczciwie stanowiący prawo czy przygotowujący jego projekty nie powinien tego robić ani akceptować.
Przykładem takiej nierówności są regulacje zarówno obowiązujące, jak i zawarte w przyjętym w ostatni piątek projekcie tzw. ustawy okołobudżetowej na 2026 r. Zgodnie z projektem w 2026 r. podstawę wymiaru wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami ma stanowić kwota 4535,89 zł (w 2025 – 4403,78 zł ). Skąd się wzięła nowa wartość? Z uzasadnienia wynika, że proponuje się „odmrożenie podstawy wymiaru i przyjęcie jako podstawy wymiaru kwoty 4535,89 zł, odpowiadającej kwocie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w czwartym kwartale 2016 r. zwiększonej o wskaźnik 103,0 proc.”. Podwyższenie odpowiada wysokości średniorocznego wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej, określonego w projekcie ustawy budżetowej na 2026 r. W art. 2 projektu określono, że w 2026 r. podstawę ustalenia maksymalnej wysokości wynagrodzenia miesięcznego, osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi, stanowi kwota 6116,35 zł (w 2025 r. – 5938,20 zł). Wzrost również o 3 proc. Dlaczego przedstawione w projekcie regulacje naruszają zasady dotyczące równości wynagrodzeń?
Jak było przed 9 czerwca 2016 r.
Zasady wynagradzania, zarówno w spółkach z udziałem Skarbu Państwa czy jednostek samorządu, a także innych podmiotów publicznych (przedsiębiorstw państwowych, agencji państwowych, państwowych i samorządowych jednostek organizacyjnych posiadających osobowość prawną), przed 9 czerwca 2016 r., wynikały z jednej ustawy o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi ( dalej: u.w.p.p.). Z różnych względów uznano za celowe rozdzielenie zasad wynagradzania menedżerów kierujących podmiotami w dwóch sferach:
1) finansowanej bezpośrednio z budżetu państwa czy jednostki samorządu,
2) finansowanej w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.
Ustalając odrębne zasady wynagradzania, przyjęto jako jednolitą regulację, że punktem odniesienia będzie w obu sferach „przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w czwartym kwartale roku poprzedniego, ogłoszonego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego”. Uznano, że wynagrodzenia menedżerów powinny wzrastać proporcjonalnie do wzrostu wynagrodzeń pracowników. Idea jak najbardziej słuszna.
We wrześniu 2016 r., kiedy wchodziła w życie ustawa z 9 czerwca 2016 r. o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami (dalej: u.z.w.), żywiono przekonanie, że wprowadzane przepisy uporządkują zasady wynagradzania członków zarządu i rad nadzorczych w spółkach z udziałem Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Wysokość wynagrodzeń została uzależniona od wielkości spółki. Postanowiono mierzyć ją poziomem obrotów ze sprzedaży, sumą aktywów i średniorocznym zatrudnieniem w osobach. Kryteria te od początku budziły kontrowersje wśród ekonomistów. Trudno uznać, że wielkość zatrudnienia liczona w osobach motywuje do poprawy efektywności działalności w spółce. Najprawdopodobniej żaden zarząd nie podejmie decyzji o zmniejszeniu zatrudnienia, jeżeli miałoby to skutkować obniżeniem poziomu ich wynagrodzeń.
W przepisach u.z.w., przewidziano możliwość wprowadzenia odstępstw od jej podstawowych zasad, wyłącznie w odniesieniu do członków zarządu, w dwóch przypadkach.
Po pierwsze, możliwe jest skorzystanie z postanowień art. 4 ust. 3 i ustalenie przez zgromadzenie wspólników wynagrodzenia członków zarządu na dowolnym poziomie, jeżeli przemawiają za tym wyjątkowe okoliczności dotyczące spółki albo rynku, na którym ona działa. Ustawodawca wymienił przykładowe sytuacje, które do tego uprawniają. Użyty w ustawie zwrot „w szczególności” oznacza tzw. katalog otwarty, a podane przesłanki to tylko przykłady sytuacji pozwalających na wprowadzenie innych zasad wynagradzania. Głosując na zgromadzeniu wspólników za wprowadzeniem niezgodnych z ustawą zasad jednostka samorządu czy właściwy minister został zobowiązany do sporządzenia pisemnego uzasadnienia dla odstępstwa i jego publikacji w Biuletynie Informacji Publicznej.
Po drugie, odmienne regulacje mogły zostać wprowadzone w spółkach publicznych (wprowadzenie innej kwoty wynagrodzenia wymaga uprzedniego przeprowadzenia porównania proponowanego wynagrodzenia z wysokością wynagrodzeń członków zarządu spółek publicznych o podobnej skali lub przedmiocie działalności, a wyniki tego porównania należy przedstawić w uzasadnieniu uchwały) oraz w podmiotach, których przeważający przedmiot działalności gospodarczej polega na zarządzaniu aktywami podmiotów trzecich.
„Zamrażarka wynagrodzeń”, czyli co?
Już w 2017 r. rządzący „przestraszyli się” skutków wprowadzonej regulacji. Mogła ona spowodować istotny wzrost kosztów wynagrodzeń kierujących podmiotami publicznymi, a także zarządzających spółkami. Przepisami ustawy z 8 grudnia 2017 r. o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na 2018 r., został „zamrożony” automatyczny wzrost wysokości wynagrodzeń zarówno w spółkach, jak i podmiotach publicznych. W dość kontrowersyjny sposób w ustawie okołobudżetowej wprowadzono regulacje, które określały, że w 2018 r. podstawę wymiaru, stanowi przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w czwartym kwartale 2016 r., a nie 2017 r., jakby to wynikało z przepisów obu ustaw. Wiele spółek, ale zapewne też i podmiotów publicznych, nie zauważyło tej zmiany, wypłaciło wyższe wynagrodzenia i naruszyło obowiązujące przepisy, co wielokrotnie zauważał NIK w swoich wystąpieniach pokontrolnych.
Rozwiązanie to jest nadal powielane w odniesieniu do spółek z udziałem Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego (z uwagi na termin wejścia w życie ustawy okołobudżetowej na 2024 r. „zamrażarka” nie obowiązywała w styczniu 2024 r.) w kolejnych tzw. ustawach okołobudżetowych.
Uprzywilejowanie podmiotów publicznych
W przypadku podmiotów publicznych, w których zasady wynagradzania określano na podstawie u.w.p.p., już od 2021 r. podstawę do ustalenia maksymalnej wysokości wynagrodzenia miesięcznego „odmrożono” wskazując, że stanowi ją przeciętne miesięczne wynagrodzenie w czwartym kwartale 2019 r. (kwota 5367,71 zł). Zmianę tę stosowano w kolejnym roku „waloryzując wynagrodzenia” poprzez wskazanie jako podstawy wymiaru wynagrodzenia w czwartym kwartale 2020 r. (kwota 5655,43 zł). Ten poziom był utrzymywany w kolejnych latach.
W projekcie ustawy okołobudżetowej na 2025 r., jako podstawę dla ustalania wynagrodzeń w podmiotach publicznych, wskazano 5938,20 zł. W spółkach z udziałem Skarbu Państwa i jednostek samorządu nadal utrzymano kwotę 4403,78 zł. Różnica w podstawie zaczęła wynosić prawie 35 proc. – 1534,42 zł. W ramach opiniowania projektu zwrócono uwagę, że brak waloryzacji podstawy naliczenia wynagrodzeń w spółkach spowoduje, że członkowi zarządu w spółkach może zostać przyznane wynagrodzenie na poziomie niższym niż płaca minimalna. Wynagrodzenie członków zarządu w małych spółkach, zgodnie z u.z.w., musi się mieścić w przedziale od 1–3 krotności podstawy wymiaru, czyli od 4403,78 zł do 13 211,34 zł, w sytuacji gdy płaca minimalna 1 stycznia 2025 r. miała wynosić 4666 zł. Minister Finansów odnosząc się do tej uwagi stwierdził, że wynagrodzenie menedżerów w spółkach może wynosić od 1–3 krotności kwoty bazowej, a zatem Skarb Państwa i jednostki samorządu mają możliwość ustalenia wynagrodzenia bez naruszenia przepisów o płacy minimalnej.
Przedstawiony projekt przewiduje, że w 2026 r. np. kierujący Centrum Łukasiewicza i instytutów działających w ramach Sieci Badawczej Łukasiewicz będą mogli otrzymać wynagrodzenie maksymalne na poziomie 61 163,50 zł (mają prawo do dziesięciokrotności podstawy), a kierownicy samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej 36 698,10 zł (sześciokrotność podstawy). Takie kwoty, w przypadku spółek podlegających przepisom u.z.w., będą mogli otrzymać członkowie zarządu spółek (odpowiednio 13,5 krotności podstawy lub ponad 8 krotność podstawy), w których zostały spełnione, w co najmniej jednym z dwóch ostatnich lat obrotowych, dwa z trzech poniższych kryteriów:
1) zatrudnienie w osobach – średnioroczne na poziomie powyżej 1251
2) obrót netto ze sprzedaży w euro na poziomie powyżej 250 mln euro (czyli ponad 1 mld zł),
3) suma aktywów w euro wyższa niż 250 mln euro (czyli ponad 1 mld zł).
Do 12 września 2025 r., oprócz ministerstw, tylko Stobrawskie Centrum Medyczne sp. z o.o. zdecydowało się na przedstawienie uwag w tym zakresie pokazując, że zarządzający szpitalem, funkcjonującym w formule spółki z o.o., o rocznym obrocie około 60 mln zł i zatrudniając 250 osób, może w 2026 r. liczyć na maksymalne wynagrodzenie na poziomie 22 679,45 zł, a kierujący SPZOZ-em, niezależnie od jego wielkości, będzie mógł otrzymać 36 698,10 zł (tj. o 61,8 proc. więcej). Czy to jest racjonalne? Między 2017 a 2026 r. w podmiotach, które finansowane są ze środków publicznych ma nastąpić wzrost wynagrodzeń osób kierujących nimi o blisko 39 proc., a członkowie zarządu spółek i rad nadzorczych w nich otrzymają po 10 latach braku waloryzacji wzrost o 3 proc.
Gdzie tu sprawiedliwość i równe traktowanie? Trudno się nie oburzać. Ci pierwsi są zatrudnieni na podstawie umów o pracę, a o finansowanie prowadzonej działalności nie muszą się martwić, bo są finansowani bezpośrednio z budżetów (państwa lub jednostki samorządu). Członkowie zarządu w spółkach świadczą usługi zarządzania i w większości przypadków o zapewnienie środków na finansowanie kosztów działalności muszą się martwić sami. Czy nie jest to jawne akceptowanie nierówności wynagrodzeń?
Sytuacja w spółkach
Czy utrzymywanie od 1 stycznia 2018 r. tej samej podstawy dla ustalania wynagrodzeń członków zarządu w spółkach faktycznie spowodowało brak wzrostu wynagrodzeń? Nic podobnego. Zarówno minister skarbu państwa (obecnie minister aktywów państwowych), jak i bardzo wiele gmin, już od kilku lat wykorzystują możliwość ustalenia innych zasad wynagradzania w spółkach z ich udziałem. Skalę tego zjawiska trudno jednak zweryfikować z uwagi na problem z odszukaniem w BIP jednostek samorządu uchwał o zasadach wynagradzania, uzasadnień do nich oraz brak informacji o faktycznie przyznawanych kwotach wynagrodzeń.
Ministerstwo Finansów rozpoczynając w 2025 roku prace legislacyjne nad projektem budżetu na rok 2026 oraz przepisami kolejnej ustawy na rok 2026 nie skorzystało z prostej możliwości przeprowadzenia badania ankietowego w ministerstwach i jednostkach samorządu terytorialnego, by ustalić jak wygląda stan faktyczny i czy utrzymywanie „zamrażarki wynagrodzeń” nie jest przypadkiem w odniesieniu do członków zarządu utrzymywaniem… fikcji.
Ministerstwa na ustosunkowanie się do projektu ustawy okołobudżetowej na 2026 r. otrzymały siedem dni. Jedynie minister aktywów państwowych zgłosił uwagi do tej propozycji stwierdzając, że „nie przyczyni się do dostosowania stawki bazowej do warunków rynkowych, co będzie skutkować brakiem urealnienia wynagrodzeń zarządów i rad nadzorczych do poziomu wynagrodzeń otrzymywanych w gospodarce”.
Zaproponował rozważenie częściowego urealnienia wynagrodzeń w spółkach poprzez ustalenie, że w 2026 r. podstawę wymiaru stanowi przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w czwartym kwartale 2020 r. (5655,43 zł). Spowodowałoby to wzrost wynagrodzeń członków zarządu i rad nadzorczych o 28,4 proc.
Co będzie dalej?
Ciekawe, czy ktoś jeszcze odważy się zwrócić uwagę na ten problem. Projekt w niezmienionym kształcie został przyjęty przez Radę Ministrów.
Według prognoz wzrost wynagrodzeń w 2025 r. ma być stabilny i wynieść około 7–8 proc. nominalnie. Wzrost płac w sektorze przedsiębiorstw w lipcu 2025 r. wyniósł 7,6 proc., a przeciętne wynagrodzenie 8904,55 zł. Zaproponowane w ustawie kwoty wskaźników bazowych istotnie odbiegają od tych wartości. Nie rozumiem dlaczego projektowany wzrost odnosi się do wskaźnika wzrostu planowanego na 2026 r. – 3 proc., a nie prognozowanego na 2025 r. – 8 proc.
W Polsce rozmowy o wynagrodzeniach zawsze były tematem wstydliwym i poufnym. W 2026 r. wchodzą w życie przepisy o jawności wynagrodzeń. Zobowiązują przedsiębiorców do określonych działań. Czy Ministerstwo Finansów też powinno ich przestrzegać?
Nierówność zasad wynagradzania w zależności od statusu formalno-prawnego podmiotu jest obecnie z całą pewnością rażąca, a proponowane w ustawie okołobudżetowej na 2026 r. regulacje utrzymują ją na niezmienionym poziomie. Może należy przestać akceptować fikcję i wprowadzić racjonalne zasady wynagradzania zarówno w odniesieniu do podmiotów publicznych (przedsiębiorstw publicznych), jak i spółek z udziałem Skarbu Państwa i jednostek samorządu, uszczelniając jednocześnie możliwość stosowania odstępstw w sposób dowolny i niekontrolowany.
Autorka jest specjalistką w zakresie nadzoru właścicielskiego w jednostkach samorządu.