Biznes szykuje się na reformę Państwowej Inspekcji Pracy
Przypomnijmy, że resort pracy skierował niedawno do konsultacji projekt nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, który rozszerza kompetencje jej inspektorów. Będą oni mogli ustalać, że zarobkujący np. na podstawie umowy zlecenia lub B2B, tak naprawdę jest na etacie. Obecnie tylko sąd ma taką możliwość.
Biznes od początku mocno krytykuje zarówno sam pomysł, jak też poszczególne regulacje. Ale nie tylko on. Minister finansów i gospodarki w swoim stanowisku ostrzega m.in. przed nadmiarowymi obciążeniami związanymi choćby z koniecznością przeglądu umów. Chodzi o działania zapobiegawcze mające na celu uniknięcie potencjalnych sankcji.
Zapytaliśmy organizacje pracodawców, czy już się przygotowują do wejścia w życie nowych regulacji (przypomnijmy, że resort pracy ustalił ten moment na 1 stycznia 2026 r. i twardo się tego trzyma).
Duże firmy robią przegląd
– Decyzje o przeprowadzeniu audytu w sprawie zasadności zatrudnienia cywilnoprawnego podejmują przede wszystkim duże firmy. Wiąże się to bowiem z wysokimi kosztami, których mniejsze podmioty nie są w stanie ponieść. Duzi przedsiębiorcy mają określone środki w budżecie, aby sprawdzać sprawdzać, czy stosowane formy zatrudnienia znajdują oparcie w literze prawa. Dla mniejszych pracodawców i zleceniodawców, w szczególności pod koniec roku, wygospodarowanie takich pieniędzy jest bardzo trudne. Tym bardziej, że rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej, w tym podwyżka płacy minimalnej od nowego roku, nie sprzyjają takim decyzjom – mówi Katarzyna Kamecka z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan przyznaje, że z rozmów z firmami wynika, iż właśnie te większe podjęły się analizy umów cywilnych i generalnie zasad prowadzenia współpracy.
– Natomiast większość firm po prostu śledzi rozwój sytuacji związany z projektem ustawy. Myślę że wciąż z niedowierzaniem przyjmują one propozycję, aby przyznać inspektorom pracy kompetencje do dokonywania władczych rozstrzygnięć w zakresie stosunków zobowiązaniowych. Kontrowersje są tym większe, iż decyzja o wpisaniu takich rozwiązań do KPO była podejmowana samodzielnie przez rząd, bez konsultacji społecznych – podkreśla ekspert.
Wioletta Żukowska-Czaplicka, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich wskazuje z kolei, że przegląd umów to jedna kwestia. I na pewno firmy, które interesują się tymi zmianami prawnymi już to robią.
Branże w niepewności
– Problemem są podmioty, które może coś słyszały o nowych kompetencjach PIP, ale żyją w przekonaniu, że inspekcja do nich jednak nie przyjdzie. Wierzą w zapewnienia Głównego Inspektora Pracy, że kontrole dotkną przede wszystkim branże ochrony i sprzątania, a ominą lekarzy i informatyków. Problem w tym, że nie wynika to bynajmniej z projektowanych przepisów, a w przyszłości wszystko będzie zależne wyłącznie od decyzji PIP – mówi.
Ekspertka FPP przyznaje jednocześnie, że dziwi się nieco branżom, które ze względu na wspomniane deklaracje niedostatecznie interesują się nowymi przepisami. Chodzi przykładowo o takie sektory jak transport, edukacja, beauty, gastronomia, turystyka czy nawet rolnictwo.
– Słysząc zapowiedzi o 200 kontrolach, które PIP zamierza przeprowadzić w przyszłym roku, można mieć nadzieję, że inspekcja akurat do nas nie trafi, ale chyba nie o to chodzi w tworzeniu i egzekwowaniu prawa – zaznacza Wioletta Żukowska-Czaplicka.
IT i lekarze
Są jednak branże, które pomimo deklaracji o braku zainteresowania nimi ze strony inspekcji obawiają się kontroli i już liczą ewentualne koszty.
– Zwróciłbym szczególną uwagę na sektor IT, w którym mówimy o ok. 250 tys. programistów, świadczących usługi w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej. Charakteryzuje się on działaniem w oparciu o projekty, o różnym czasie trwania i intensywności, czego nasze prawo pracy nie dostrzega. W świetle wyliczeń firmy Vialto Partners w przypadku osoby, której faktura opiewa na 15 tys. zł (skala podatkowa) koszt przekształcenia takiej umowy w stosunek pracy za okres 5 lat wstecz wyniesie ok. 450 960 zł (nie uwzględniając kwestii odsetek i rozliczenia podatku VAT) – mówi Robert Lisicki.
Zdaniem eksperta, przy tak drastycznej zmianie warunków, programiści mogą wybrać współpracę z firmami w innych krajach, a polskie podmioty staną przed trudnymi decyzjami odnośnie do dalszego funkcjonowania na naszym rynku.
Z kolei wyliczeń przygotowanych przez Łukasza Kozłowskiego z FPP wynika, że najbardziej dotknięta zmianami może zostać ochrona zdrowia, gdzie 74,2 proc. lekarzy specjalistów pracuje na kontraktach. Ich przymusowe „uetatyzowienie” (z uwagi na ograniczenia dotyczące czasu pracy oraz świadczenia jej w kilku placówkach jednocześnie) może znacząco obniżyć podaż pracy w tym sektorze, a to w konsekwencji spowodowałoby zmniejszenie liczby świadczeń udzielanych pacjentom. W ocenie eksperta FPP, oznaczałoby to daleko idące pogłębienie istniejącego już kryzysu w ochronie zdrowia, związanego z malejącą dostępnością do opieki zdrowotnej oraz wydłużającymi się kolejkami oczekujących chorych.
Etap legislacyjny: przed Radą Ministrów
Nieważność umowy kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego
Rozstrzygnięcie SN
SN, na posiedzeniu niejawnym 10.9.2025 r., w sprawie z powództwa G.B. i M.B. (dalej: Powodowie, Kredytobiorcy) przeciwko S. spółce akcyjnej w W. (dalej: Spółka, Bank, Skarżący kasacyjnie) o zapłatę i ustalenie, na skutek skargi kasacyjnej Spółki od wyroku SA w Warszawie z 27.3.2023 r., V ACa 1726/22 odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania.
Abuzywność klauzul umowy kredytowej
Skarżąca kasacyjnie zwróciła uwagę na potrzebę wykładni art. 3851 § 1 i 2 KC (wywołujących rozbieżności w orzecznictwie SN), dotyczącej tego, które postanowienia charakterystyczne dla umów kredytu indeksowanych do franka szwajcarskiego są abuzywne, w przypadku stwierdzenia przez sąd, że uprawnienie banku do ustalania kursu franka szwajcarskiego narusza rażąco interesy konsumenta i jest niezgodne z dobrymi obyczajami, tj.:
- czy abuzywna jest wówczas wyłącznie klauzula kursowa określająca sposób ustalenia wartości franka szwajcarskiego,
- czy też wszystkie postanowienia dotyczące indeksacji kredytu, tj. klauzula kursowa i klauzula ryzyka walutowego, stanowiąca, że wysokość zobowiązań z umowy kredytu zależna jest od zmiennej na przestrzeni obowiązywania umowy wartości waluty obcej?
Odnosząc się do powyższego SN wyjaśnił, że problemy, sformułowane przez Skarżącą kasacyjnie, można uznać za wyjaśnione i aktualnie nie istnieje już potrzeba wykładni ww. przepisów.
Stanowisko SN
Po pierwsze SN wskazał, że w judykaturze SN dominuje pogląd, że klauzule kształtujące mechanizm indeksacji, zastrzeżone w umowie kredytu złotowego indeksowanego do waluty obcej (denominowanego w walucie obcej), określają główne świadczenie kredytobiorcy (np. wyrok SN z 3.2.2022 r., II CSKP 459/22, Legalis). Za takie uznawane są zarówno klauzule indeksacyjne (waloryzacyjne), jak i postanowienia odnoszące się do ustalonego w walucie obcej mechanizmu waloryzacji świadczeń (określane niekiedy jako „klauzule ryzyka walutowego”), które wiążą się z obciążeniem kredytobiorcy – konsumenta ryzykiem zmiany kursu waluty i związanym z tym ryzykiem zwiększenia kosztu kredytu.
Po drugie SN podkreślił, że klauzule waloryzacyjne, które nie zostały wyrażone w umowie kredytu w sposób jasny i precyzyjny, podlegają badaniu pod kątem spełnienia przesłanek z art. 3851 § 1 KC.
Po trzecie SN wyjaśnił, że postanowienia umowy (regulaminu), określające zarówno zasady przeliczenia kwoty udzielonego kredytu na złotówki przy wypłacie kredytu, jak i spłacanych rat na walutę obcą, pozwalające bankowi swobodnie kształtować kurs waluty obcej, mają charakter niedozwolonych postanowień umownych. Kształtują one bowiem prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy. Powyższe polega na uzależnieniu wysokości świadczenia banku oraz wysokości świadczenia konsumenta od swobodnej decyzji banku. Zarówno przeliczenie kwoty kredytu na złotówki w chwili jego wypłaty, jak i przeliczenie odwrotne w chwili wymagalności poszczególnych spłacanych rat, służy bowiem określeniu wysokości świadczenia konsumenta. Takie postanowienia, które uprawniają bank do jednostronnego ustalenia kursów walut, są nie transparentne i pozostawiają pole do arbitralnego działania banku. W ten sposób obarczają kredytobiorcę nieprzewidywalnym ryzykiem oraz naruszają równorzędność stron.
Po czwarte – jak przypomniał SN – abuzywne klauzule indeksacyjne są od początku, z mocy samego prawa, dotknięte bezskutecznością na korzyść kredytobiorcy, chyba że następczo udzieli on świadomej i wolnej zgody na te klauzule – w ten sposób przywróci ich skuteczność z mocą wsteczną (uchwała siedmiu sędziów SN z 7.5.2021 r., III CZP 6/21, Legalis, poz. 56).
Po piąte SN wskazał, że jeżeli eliminacja niedozwolonego postanowienia umownego doprowadzi do takiej deformacji regulacji umownej, że na podstawie pozostałej jej treści nie da się odtworzyć treści praw i obowiązków stron, to nie można przyjąć, iż strony pozostają związane pozostałą częścią umowy. Wyeliminowanie z łączącej strony umowy abuzywnych postanowień umownych powoduje konieczność dokonania oceny, czy umowa w pozostałym zakresie jest możliwa do utrzymania.
Po szóste SN przypomniał, że wyeliminowanie ryzyka kursowego, charakterystycznego dla umowy kredytu indeksowanego do waluty obcej i uzasadniającego powiązanie stawki oprocentowania ze stawką LIBOR, jest równoznaczne z tak daleko idącym przekształceniem umowy, że należy ją uznać za umowę o odmiennej istocie i charakterze, choćby nadal chodziło tu tylko o inny podtyp czy wariant umowy kredytu. W praktyce oznacza to więc, że po wyeliminowaniu tego rodzaju klauzul utrzymanie umowy o charakterze zamierzonym przez strony nie jest możliwe, co przemawia za opowiedzeniem się za jej nieważnością (wyrok SN z 11.12.2019 r., V CSK 382/18, Legalis).
Po siódme SN zauważył, że TSUE w wyroku z 26.3.2019 r., C-70/17 i C-179/17, Abanca Corporación Bancaria SA i Bankia SA, pkt 54, Legalis, wykluczył, aby sąd krajowy mógł zmieniać treść nieuczciwych warunków zawartych w umowach. Wbrew zatem twierdzeniom Pozwanego, nie byłoby uprawnione zastąpienie przez sąd postanowień niedozwolonych innymi postanowieniami, polegającymi, np. na odwołaniu się do kursu walut stosowanego przez NBP.
Po ósme, SN na marginesie wskazał, że abuzywności klauzul, znajdujących się w umowie kredytu, zwartej przez strony nie wyeliminowało wprowadzenie w 2011 r. art. 69 ust. 3 ustawy z 29.8.1997 r. Prawo bankowe (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1646), w wyniku czego kredytobiorcy uzyskali – w ramach umowy o kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska – (i) możliwość dokonywania spłat rat kapitałowo-odsetkowych oraz (ii) dokonania przedterminowej spłaty pełnej lub częściowej kwoty kredytu bezpośrednio w walucie obcej. Ta nowelizacja miała na celu wyeliminowanie tzw. spreadów bankowych, a nie zmianę istoty umowy kredytowej.
Po dziewiąte SN stwierdził, że w razie stwierdzenia abuzywności klauzuli ryzyka walutowego i klauzul przeliczeniowych utrzymanie umowy nie jest możliwe z prawnego punktu widzenia. Umowa nie może nadal obowiązywać bez takich warunków z tego powodu, iż ich usunięcie spowodowałoby zmianę charakteru głównego przedmiotu umowy (wyrok SN z 11.12.2019 r., V CSK 382/18, Legalis).
Po dziesiąte SN wypowiedział się na temat zakresu obowiązków informacyjnych banków, związanych z ryzykiem kredytowym. SN wskazał, że w orzecznictwie przyjęto, że w celu zrealizowania przez bank obowiązków informacyjnych co do ryzyka walutowego i kursowego, które wiąże się dla konsumenta z zawarciem umów kredytowych indeksowanych do waluty obcej (denominowanych w walucie obcej) nie jest wystarczające wskazanie w umowie, że ryzyko związane ze zmianą kursu waluty ponosi kredytobiorca oraz odebranie od niego oświadczenia, zawartego we wniosku o udzielenie kredytu, o standardowej treści, że został poinformowany o ponoszeniu ryzyka wynikającego ze zmiany kursu waluty, przyjął do wiadomości i akceptuje to ryzyko.
Istnieje obowiązek ostrzegawczy instytucji finansowej, która oferując kredyt powiązany z walutą obcą kredytobiorcy, niejednokrotnie takiemu, który nie ma zdolności kredytowej do zaciągnięcia kredytu złotowego. Powinna ona dołożyć szczególnej staranności w zakresie wyraźnego wskazania zagrożeń wiążących się z takim produktem finansowym. Zachowanie informacyjne banku powinno polegać na poinformowaniu klienta o zakresie ryzyka kursowego w sposób jednoznaczny i zrozumiale unaoczniający konsumentowi, który z reguły posiada elementarną znajomość rynku finansowego, że zaciągnięcie tego rodzaju kredytu jest bardzo ryzykowne, a efektem może być obowiązek zwrotu kwoty wielokrotnie wyższej od pożyczonej mimo dokonywania regularnych spłat (wyrok SN z 27.11.2019 r., II CSK 483/18, Legalis).
Komentarz
Z uwagi na niedawną popularność i powszechność zawierania umów o kredyt hipoteczny indeksowany do franka szwajcarskiego, a także następnie zaistniałe zmiany kursowe, dużym zainteresowaniem cieszy się instytucja nieważności przedmiotowej umowy kredytowej. Na ten temat wypowiedział się SN – bazując na dotychczasowym bogatym dorobku SN – w analizowanym rozstrzygnięciu. Podsumowując ww. rozważania można krótko wskazać, że stwierdzenie abuzywności klauzul umownych związanych z ryzykiem walutowym niejednokrotnie może prowadzić do nieważności całej umowy jako pozbawionej postanowień określających jej główne elementy, tj. świadczenia jej stron. To z kolei prowadzi do konieczności rozliczenia umownych obowiązków stron, z czego powinny sobie zdawać sprawę obie strony takiej umowy.
Postanowienie SN z 10.9.2025 r., I CSK 731/25, Legalis
Trudno unieważnić intercyzę
Dla ważności intercyzy nie ma znaczenia, że ostatecznie biznes jednego z małżonków nie przyniósł strat, bo został zamknięty, a działalność drugiego zaczęła generować spore zyski. Przy podziale po rozwodzie majątku dorobkowego sądy nie doliczyły znaczących dochodów męża uzyskanych po podpisaniu intercyzy, która według zapewnień żony miała jedynie chronić majątek wspólny przed jej ewentualnymi długami.
Ochrona majątku wspólnego
Sąd Najwyższy rozstrzygał sprawę o podział majątku wspólnego. Małżonkowie zawarli umowę rozdzielności majątkowej dwa tygodnie po tym, jak tuż po urodzeniu zmarła ich druga córka i matka popadła w depresję żałobną. Żona podpisała intercyzę, być może za namową męża, w każdym razie notariusz pouczył małżonków o jej skutkach, informując, że każde z nich będzie odtąd kroczyć oddzieloną drogą finansową. Celem intercyzy miało być wyeliminowanie ryzyka obciążenia majątku wspólnego małżonków ewentualnymi długami wynikającymi z działalności gospodarczej żony, która prowadziła sklepik z odzieżą używaną. Mąż w tym czasie zamierzał założyć firmę firmę transportową, co mu się udało dwa lata później. W niedługim czasie działalność ta zaczęła przynosić znaczące dochody.
Minęły kolejne dwa lata, małżonkowie rozwiedli się, nie mogąc dojść do porozumienia co do podziału majątku wspólnego. Spór sądowy skupił się na wspomnianej intercyzie. Kobieta domagała się bowiem uznania tej umowy za nieważną. Po pierwsze, dlatego, że z powodu rodzinnej tragedii zamknęła swój sklepik i zniknęło ryzyko powstania długów, więc odpadła przyczyna ustanowienia rozdzielności. Po drugie – zawarcie umowy rozdzielności majątkowej nastąpiło w okolicznościach objętych art. 58 § 2 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym czynność prawna sprzeczna z zasadami współżycia społecznego jest nieważna.
Sąd rejonowy przyznał kobiecie kilka składników z majątku wspólnego, w tym ich mieszkanie, ale nie podważył umowy rozdzielności majątkowej i w konsekwencji nie zaliczył do majątku wspólnego mienia uzyskanego przez męża między zawarciem tej umowy a rozwodem. Dla byłego męża zasadził zaś od byłej żony 76 tys. zł spłaty. Sąd II instancji utrzymał ten werdykt, zmniejszając tylko nieznacznie kwotę, do której spłacenia została zobowiązana żona.
Umowa rozdzielności
Kobieta odwołała się do Sądu Najwyższego, ale ten nie podzielił jej stanowiska, wskazując, że zakresu ryzyka związanego z prowadzoną działalnością gospodarczą nie da się z reguły przewidzieć. SN podtrzymał też stanowisko sądu okręgowego, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie potwierdza, aby były mąż postępował w sposób niegodziwy względem skarżącej.
Odnosząc się zaś do zarzutów byłej żony, że niższe instancje sądowe wobec dwóch różnych opinii biegłych, co do jej kondycji psychicznej w czasie zawierania intercyzy, nie powołały trzeciego biegłego, jak też nie przesłuchały byłego męża, sędzia Monika Koba, przewodnicząca składu orzekającego wskazała w konkluzji uzasadnienia, że skarga kasacyjna jest instrumentem kontroli prawidłowości stosowania prawa przez sądy, a nie kontroli ustaleń faktycznych przyjętych za podstawę zaskarżonego orzeczenia.
Sygnatura akt: I CSK 2533/24
Anisa Gnacikowska
adwokat
Celem zawierania przez małżonków umowy rozdzielności majątkowej jest często chęć uniknięcia ryzyka związanego z działalnością gospodarczą jednego z nich. Dopóki jest między nimi zgoda, to dochody idą także na zaspokajanie potrzeb rodziny. Problem zaczyna się przy rozwodzie i podziale majątku dorobkowego, gdyż dochody z firmy jednego z małżonków nie wchodzą do majątku wspólnego. Umów jednak należy dotrzymywać, dlatego warto, by przed tak ważną decyzją jak intercyza, małżonek skonsultował się z profesjonalnym prawnikiem. Chociaż obowiązuje zasada lojalności i uczciwości małżeńskiej, to zdarzają się sytuacje, że osoba proponująca taką umowę ma inne plany życiowe, stąd potrzeba rozwagi. Te zasady, ale także zwyczajna ostrożność, nakazują też tak poważnych decyzji nie podejmować w czasie trudnych, traumatycznych wydarzeń.
Projektowane zmiany w przepisach o środkach zaskarżenia w postępowaniu cywilnym
Dłuższe terminy na wniesienie środków zaskarżenia
Najbardziej znamienną z projektowanych zmian jest wydłużenie terminów do wniesienia środków zaskarżenia. Obecny dwutygodniowy termin na wniesienie apelacji i tygodniowy termin na wniesienie zażalenia swym rodowodem sięgają lat 30. ubiegłego wieku. Projektodawca zauważył, że nie przystają one do współczesnych realiów obrotu i stopnia skomplikowania znacznej części spraw rozstrzyganych w postępowaniu cywilnym. Ponadto są one krótsze od terminów obowiązujących w niektórych innych europejskich krajach. Dlatego nowelizacja zakłada wydłużenie terminu do złożenia apelacji do miesiąca, a terminu do złożenia zażalenia – do dwóch tygodni. Wpływu na długość terminu do wniesienia apelacji nie będzie zaś miało to, czy doszło do przedłużenia terminu do sporządzenia pisemnego uzasadnienia wyroku. Obecnie przedłużenie terminu do sporządzenia pisemnego uzasadnienia wyroku wydłuża termin do wniesienia apelacji do trzech tygodni.
W projekcie nie zapomniano o stronie przeciwnej wobec skarżącego. Termin na wniesienie odpowiedzi na apelację zostanie wydłużony do miesiąca, a termin na wniesienie odpowiedzi na zażalenie – do dwóch tygodni.
Oprócz wydłużenia terminów do wniesienia apelacji i zażalenia, projekt przewiduje wydłużenie terminu do wniesienia skargi na orzeczenie referendarza sądowego. Obecny tygodniowy termin ma zostać zastąpiony dwutygodniowym.
Weryfikacja środków zaskarżenia przez sąd I instancji
Przed zmianą wprowadzoną w 2019 r. sprawdzenie środka zaskarżenia pod kątem wymogów formalnych, a także doręczenie jego odpisu stronie przeciwnej należały do zadań sądu I instancji. Dopiero po tych czynnościach sąd I instancji przekazywał środek zaskarżenia wraz z aktami sądowi II instancji. W 2019 r. postanowiono, że weryfikacją formalną środka zaskarżenia oraz jego doręczeniem stronie przeciwnej zajmie się sąd II instancji. W 2023 r. uznano, że sąd I instancji może jedynie badać, czy środek zaskarżenia nie jest spóźniony lub z mocy prawa niedopuszczalny. Projektowana zmiana przywróci rozkład zadań sądów obu instancji sprzed nowelizacji z 2019 r. Braki formalne i fiskalne będzie sprawdzać sąd I instancji, który również będzie wzywać do ich uzupełnienia. On także doręczy odpis środka zaskarżenia stronie przeciwnej.
Ograniczenie zażaleń poziomych
W przeszłości tzw. zażalenia poziome, czyli do innego składu tego samego sądu, były wyjątkiem odnoszącym się do wybranych orzeczeń sądu II instancji. W 2019 r. zażaleniami poziomymi objęto szeroki katalog orzeczeń sądu I instancji, dotyczących m.in. odmowy zwolnienia od kosztów sądowych, odmowy uzasadnienia orzeczenia oraz jego doręczenia, oddalenia wniosku o wyłączenie sędziego czy odrzucenia zażalenia. Projekt zakłada zniesienie zażaleń poziomych w postępowaniu przed sądem I instancji. W ich miejsce służyć będzie zażalenie do sądu II instancji.
Powrót do kolegialności w sądzie II instancji
W czasie pandemii COVID-19 wprowadzono zasadę, w myśl której sądy obu instancji rozpoznawały sprawy w składzie jednego sędziego. Rozwiązanie to zostało zakwestionowane przez Sąd Najwyższy, który uznał, że ogranicza ono konstytucyjne prawo do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy i prowadzi do nieważności postępowania (uchwała SN z 26.4.2023 r., III PZP 6/22, Legalis). Następnie zasada orzekania przez sąd w postępowaniu apelacyjnym oraz zażaleniowym w składzie jednego sędziego została wprowadzona do Kodeksu postępowania cywilnego (art. 3671 § 1 KPC oraz art. 397 § 1 KPC). Projekt zakłada powrót do kolegialnego, trzyosobowego składu sądu rozpoznającego środki zaskarżenia. Ma to przywrócić postępowaniu cywilnemu właściwy standard rzetelności w aspekcie sposobu rozpoznawania środków zaskarżenia
Rozpoznanie apelacji na posiedzeniu niejawnym
W obecnym stanie prawnym zawarty w apelacji lub odpowiedzi na apelację wniosek strony o przeprowadzenie rozprawy uniemożliwia rozpoznanie sprawy na posiedzeniu niejawnym, chyba że cofnięto pozew lub apelację albo zachodzi nieważność postępowania. Przygotowywana nowelizacja zakłada, że wniosek strony o przeprowadzenie rozprawy nie będzie dla sądu wiążący. Jeśli sąd II instancji uzna, że wyznaczenie rozprawy nie jest konieczne do przeprowadzenia dowodu, będzie mógł rozstrzygnąć sprawę na posiedzeniu niejawnym. Wiążący charakter wniosku strony o przeprowadzenie rozprawy apelacyjnej zostanie utrzymany jedynie w przypadku, gdy wyrok sądu I instancji zapadł bez przeprowadzenia rozprawy.
Instancyjne wyłączenie sędziego
W 2019 r. ustawodawca postanowił, że w przypadku uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania sądowi I instancji, sąd ten rozpoznaje sprawę w tym samym składzie. Rozwiązanie to uzasadniano tym, że skutki błędów w postaci dodatkowego nakładu pracy powinien ponosić ten sędzia, który je popełnił. Miało to motywować sędziów do starannego prowadzenia postępowania. Autor obecnie procedowanej nowelizacji uznał to wyjaśnienie za nieprzekonujące. W uzasadnieniu projektu zauważono, że sędzia, którego pogląd na sprawę został odrzucony przez sąd II instancji, przy ponownym rozpoznawaniu sprawy może przyjąć postawę obronną, co odbije się na rzetelności postępowania w sprawie. Dlatego projekt zakłada powrót do zasady, że w wypadku uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania, sąd rozpoznaje ją w innym składzie.
Nie wszystko wlicza się do stażu
Zmiany w Kodeksie pracy, które definiują staż pracy na nowo, wejdą w życie 1 stycznia 2026 r. dla sektora publicznego. Z kolei w przypadku firm prywatnych nowe przepisy zaczną obowiązywać od 1.5.2026 r.
Zmiany w tym obszarze zapowiadała na początku swojej kadencji w rozmowie z „Rz” nr 29/2024 minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Przyznawała wówczas, że problemem jest niedostateczna lub w ogóle niepodejmowana walka z takimi patologiami rynku pracy, jak uśmieciowienie zatrudnienia. „Jedną z konsekwencji takiego stanu jest staż pracy osób, które przez 10–20 lat pracowały na umowę zlecenia albo były na jednoosobowej działalności gospodarczej. Państwo traktuje je jak osoby, które nic nie robiły” – mówiła szefowa resortu.
Długość urlopu, dodatki i nagrody
W efekcie, po zmianach, do stażu wliczane będą okresy m.in. zarobkowania na zleceniu czy własnej działalności gospodarczej. Jakie to ma znaczenie?
Przypomnijmy, że staż pracy ma wpływ m.in. na długość urlopu, wysokość dodatku za wysługę lat czy uprawnienie do nagrody jubileuszowej. Nie ma natomiast znaczenia w kontekście emerytalnym.
Pytania i odpowiedzi
Katarzyna Wilczyk, starszy prawnik w kancelarii Raczkowski wyjaśniała w „Rz” nr 251/2025 ,kto i na jakich zasadach może skorzystać z nowego rozwiązania. Poniżej rozwiewa natomiast kolejne wątpliwości związane z nowymi regulacjami.
- Co w przypadku, jeżeli u pracodawcy zatrudniony jest obecnie pracownik, który wcześniej wykonywał u niego umowę zlecenie (np. student) bądź świadczył usługi będąc na działalności gospodarczej? Czy od takich osób też należy wymagać zaświadczenia z ZUS do zaliczenia wspomnianych okresów stażu?
Okres wykonywania umowy zlecenia zawartej ze studentem, od której nie odprowadzano składek na ubezpieczenia społeczne, należy wykazać innymi dokumentami niż zaświadczenie z ZUS (np. umową zlecenia, oświadczeniem zleceniodawcy itp.). Organ rentowy nie wyda zaświadczenia, gdyż za ten czas zleceniodawca nie opłacał należności składkowych. W pozostałych przypadkach (tj. gdy były opłacane składki czy to na podstawie np. umowy zlecenia czy działalności gospodarczej zawartych z obecnym pracodawcą) konieczne jest przedstawienie zaświadczenia z ZUS. Oznacza to, iż nawet jeśli dana umowa cywilnoprawna była zawarta z obecnym pracodawcą, to nadal pracownik musi wykazać inicjatywę i złożyć odpowiednie potwierdzenie pochodzące z organu rentowego. Pracodawca nie może też automatycznie uwzględnić w stażu pracy innych wskazanych w nowych przepisach okresów.
- Co w przypadku lat pracy przed reformą ZUS tj. przed 1999. Czy ZUS też wystawi takie zaświadczenie?
Organ rentowy wyda zaświadczenie w oparciu o dane posiadane w systemie. A dysponuje informacjami na temat historii zatrudnienia od stycznia 1999 r. Z informacji Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, iż ZUS nie będzie korzystać z dodatkowych dokumentów przy wystawianiu zaświadczenia, ani nie zamierza prowadzić żadnych dodatkowych postępowań. Będzie posługiwał się tym, czym dysponuje. Ministerstwo wskazuje także, iż okres stażu pracy, który nie będzie wykazany w zaświadczeniu ZUS, pracownik będzie mógł potwierdzić i udokumentować bezpośrednio swojemu pracodawcy, przy użyciu dokumentów, które posiada.
- Co w przypadku, kiedy zleceniodawca nie posiada już dokumentów, bo umowy cywilnoprawne trzyma się krócej niż akta pracownicze?
Pracownik może udowodnić dany okres nie tylko dokumentami od zleceniodawcy, ale również takimi, które sam posiada (np. umowy zlecenia, potwierdzenia przelewów, wystawione rachunki itp.).
- Czy umowa o dzieło będzie również wliczana do stażu pracy?
Nie. Umowa o dzieło to specyficzny typ umowy, której efektem jest konkretny, z góry określony rezultat, nie dotyczy ona powtarzalnych czynności, zakłada brak kierownictwa.
- Co z osobami, które przez wiele lat łączyły umowę o pracę i zlecenia – jak będzie liczony ich staż?
W przypadku nakładania się okresów umowy zlecenia na okres umowy o pracę, do zatrudnienia wlicza się jeden z nich.
- Czy pracodawca może odmówić uznania danego okresu, jeśli budzi wątpliwości?
Z informacji resortu rodziny wynika, że tak. Pracodawca dokonuje zaliczenia okresów na podstawie dokumentów przedłożonych przez pracownika i ma prawo ich nie uznać, jeśli budzą uzasadnione wątpliwości. Spory z zakresu prawa pracy rozstrzyga sąd pracy.
Podstawa prawna: ustawa z 26 września 2025 r. o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2025 r. poz. 1423)
NOWELIZACJA KODEKSU PRACY
Do stażu wliczą się okresy:
- służby w Policji, Urzędzie Ochrony Państwa, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Służbie Wywiadu Wojskowego, Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, Biurze Ochrony Rządu, Służbie Ochrony Państwa, Służbie Więziennej, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Straży Marszałkowskiej i Służbie Celno-Skarbowej,
- prowadzenia pozarolniczej działalności oraz współpracy z osobą prowadzącą biznes,
- zawieszenia działalności gospodarczej w celu sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem, za który zostały opłacone składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe,
- wykonywania pracy na podstawie umowy agencyjnej lub umowy zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług,
- korzystania z ulgi na start,
- pozostawania członkiem rolniczej spółdzielni produkcyjnej i spółdzielni kółek rolniczych,
- pracy zarobkowej (innej niż zatrudnienie) wykonywanej za granicą.
Home office nie oznacza podatku
Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) po raz kolejny potwierdził, że zagraniczna spółka, która korzysta z pracy zdalnej polskich pracowników, nie musi przez to rozliczać w Polsce CIT.
Sprawa dotyczyła niemieckiej firmy konsultingowej. We wniosku o interpretację wyjaśniła, że jest osobą prawną z siedzibą na terytorium Niemiec. Zajmuje się wsparciem głównie innych firm w przeprowadzaniu procesów rekrutacyjnych i pozyskiwaniu oraz zapewnianiu rozwoju pracowników na stanowiskach menadżerskich i kierowniczych.
Czy trzeba płacić CIT w Polsce?
Swoją działalność realizuje poprzez przeprowadzanie symulacji w celu sprawdzenia umiejętności oraz predyspozycji pracowników danego klienta do wykonywania pracy pod presją, przekazując jej wyniki w formie raportu. Zdalne szkolenie i rozmowy z klientami prowadzone są przez wysoko wykwalifikowanych konsultantów znajdujących się na terytorium Niemiec. Z wniosku wynikało jednak, że spółka zatrudnia także osoby mieszkające w Polsce, które wykonują stąd swoją pracę w systemie zdalnym. Zadania realizowane w Polsce kierowane są przez liderów z Wielkiej Brytanii zazwyczaj w formie wideokonferencji. Firma szczegółowo opisała sposób pracy polskich pracowników oraz zakres ich zadań. Wskazała przy tym, że co do zasady zobowiązani są oni wykonywać pracę w miejscu zamieszkania tzw. home office.
Niemniej dzięki technologii obowiązki mogą być wykonywane z dowolnego miejsca, a spółka nie posiada zaplecza nieruchomościowego czy technicznego, związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej na terytorium Polski. Działalność wykonywana w Polsce ma charakter „pomocniczy” w zakresie realizowanych przez spółkę projektów. Zdalni pracownicy z Polski nie podejmują bowiem żadnych istotnych decyzji z zakresu kontaktów z klientem, w szczególności nie są uprawnieni do zawierania umów i określania ich warunków. Są jednak stale monitorowani i są zatrudnieni na czas nieokreślony. Spółka była przekonana, że taki model zatrudnienia pracowników z Polski nie powoduje powstania u nas jej zakładu jako przedsiębiorstwa zagranicznego. W konsekwencji nie będzie ciążył na niej obowiązek rozliczania polskiego CIT.
Działalność w Polsce i Niemczech
Inaczej do sprawy podszedł jednak fiskus. Jego zdaniem działalność spółki w Polsce pokrywa się z tą w Niemczech. W takiej sytuacji nie można więc przyjąć, że działalność polskich pracowników zdalnych jest działalnością pomocniczą. Tym samym, działalność wykonywana w Polsce w stosunku do całej prowadzonej działalności wnioskodawcy stanowi/będzie stanowić istotną i znaczącą część działalności przedsiębiorstwa jako całości, a nie będzie jedynie działalnością pomocniczą czy przygotowawczą.
Urzędnicy tłumaczyli, że czynności wykonywane przez pracowników będą stałe i regularne. I choć spółka nie zamierza wynajmować im w Polsce żadnego lokalu, to zdaniem fiskusa przekazanie do dyspozycji zatrudnionych na czas nieokreślony sprzętu komputerowego wiąże się z koniecznością powstania takiej stałej placówki, którą może być np. mieszkanie pracownika. Fiskus uznał, że skoro w sprawie mamy do czynienia z powstaniem stałej placówki, to niemiecka spółka będzie posiadała w Polsce zakład w rozumieniu ustawy o CIT i polsko-niemieckiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. W konsekwencji będzie musiała rozliczać polski CIT.
Firma zaskarżyła interpretację i wygrała. Najpierw rację – po bardzo szczegółowej analizie przepisów, w tym Modelowej Konwencji OECD – przyznał jej Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Gliwicach. Podkreślił m.in., że spółka nie będzie miała prawa do korzystania z mieszkań polskich pracowników. W konsekwencji nie dopatrzył się podstaw, aby home office pracowników stanowił stałą placówkę skarżącej.
Ponadto WSA zgodził się ze spółką, że samo przekazanie pracownikom sprzętu komputerowego tj. laptopów nie powoduje wyodrębnienia przestrzeni do jej własnej dyspozycji. W przeciwnym razie trzeba by uznać, że pracodawca może dysponować określonym obszarem w mieszkaniu pracownika. Takie rozumowanie prowadziłoby do absurdu, że pracownicy zawsze będą konstytuowali stałą placówkę wszędzie tam, gdzie zostaną przez nich wykonywane czynności służbowe, np. kiedy wezmą komputer przenośny na wakacje i wyślą służbową wiadomość z hotelu. Zwłaszcza, że z wniosku nie wynika, żeby spółka miała jakiegokolwiek prawa do dysponowania czy też rozporządzania przestrzenią mieszkalną pracowników. Sąd nie zgodził się też z fiskusem, że działalność polskich pracowników pokrywa się z główną działalnością spółki i nie ma charakteru pomocniczego. To proste zadania administracyjne, które mają charakter wspomagający.
Zdalny pracownik z Polski
Ostatecznie przegraną fiskusa przypieczętował NSA. Również stwierdził, że sporna forma działalności, tj. home office, która polega na przekazaniu pracownikom komputera, w żadnym razie nie tworzy stałej placówki. Przy czym, jak podkreślił sędzia sprawozdawca Paweł Kowalski, takie stanowisko zostało już potwierdzone w orzecznictwie NSA.
Sąd odniósł się też do kwestii czynności pomocniczej i przygotowawczej. I przypomniał, że zgodnie z umową o unikaniu podwójnego opodatkowania określenie „zakład” nie obejmuje utrzymywania stałej placówki wyłącznie w celu prowadzenia dla przedsiębiorstwa jakiejkolwiek innej działalności o charakterze przygotowawczym czy pomocniczym. W konsekwencji w spornej sprawie zdaniem NSA nie mamy do czynienia ze stałą placówką. Wyrok jest prawomocny.
Sygnatura akt: II FSK 163/23
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Artur Nowak
radca prawny, partner w kancelarii DZP Domański Zakrzewski Palinka
Komentowany wyrok zasługuje na pełną aprobatę merytoryczną. Trudno natomiast zrozumieć, dlaczego proces interpretacyjny organów podatkowych w żaden sposób nie uwzględnia oczywistych realiów współczesnego świata. Powszechność pracy zdalnej, od kilku lat będąca efektem pandemii Covid-19, przyniosła niesłychaną zmianę w stosowanym modelu pracy biurowej, co z przyczyn oczywistych musiało zostać zaakceptowane przez zarządzających biznesami. Sytuacja ta w powiązaniu z dużą łatwością podróżowania i przemieszczania się na dłuższe lub krótsze okresy spowodowała, że coraz większe grupy ludzi korzystają z dostępnej im mobilności i swobody wyboru miejsca do życia. Na ich decyzje pracodawcy w większości przypadków nie mają żadnego wpływu. W tych okolicznościach forsowanie przez władze podatkowe stanowisko, że praca zdalna pracownika, polegająca na wykonywaniu poszczególnych projektów czy zadań, w jego prywatnym mieszkaniu mogłaby utworzyć stałą placówkę jest nietrafne.
RPO kwestionuje wyrok za pismo o mobbingu – granice ochrony dóbr osobistych sędziego
Stan faktyczny
Pracownica Sądu Rejonowego, zatrudniona na stanowisku starszego sekretarza sądowego, skierowała do Zespołu ds. przeciwdziałania mobbingowi w Ministerstwie Sprawiedliwości pismo opisujące zachowania przełożonej – sędzi orzekającej w tym samym sądzie. W zgłoszeniu wskazała na nieprawidłowe traktowanie, rzekome sfałszowanie dokumentów sądowych, odnotowanie nieprawdziwych informacji w aktach oraz uczestnictwo w nagonce personalnej. W emocjonalnym tonie nazwała sędzię „oprawcą”.
Sędzia wniosła pozew o ochronę dóbr osobistych, żądając przeprosin i ochrony swojego dobrego imienia. Sąd Okręgowy w 2020 r. uznał powództwo za zasadne i nakazał pozwanej przeprosiny, uznając, że pismo przekroczyło dopuszczalne granice krytyki, a użyte określenia naruszyły godność i reputację sędzi.
Pozwana wniosła apelację, lecz Sąd Apelacyjny w 2021 r. odrzucił ją z przyczyn formalnych (brak uzupełnienia opłaty sądowej). Wyrok stał się prawomocny.
Równolegle toczyło się postępowanie karne z prywatnego aktu oskarżenia. Sąd Rejonowy w 2022 r. uznał pozwaną za winną znieważenia, jednak Sąd Okręgowy w 2023 r. uniewinnił ją, wskazując na brak zamiaru znieważenia i na kontekst ochrony przed mobbingiem. Sąd Najwyższy oddalił kasację powódki jako oczywiście bezzasadną.
W 2024 r. sąd udzielił powódce pełnomocnictwa do egzekucji obowiązku przeprosin na koszt pozwanej, co stało się podstawą do wniosku RPO o wzruszenie wyroku.
Stan prawny i argumentacja sądów
Podstawą prawną roszczenia powódki był art. 24 § 1 w zw. z art. 23 KC, zgodnie z którymi osoba, czyjej dobro osobiste zostało naruszone, może żądać zaniechania naruszeń, usunięcia ich skutków i zadośćuczynienia.
Sąd Okręgowy przyjął, że określenie „oprawca” oraz sformułowane zarzuty naruszyły dobre imię i autorytet sędzi, a użyte słowa nie znajdowały oparcia w faktach.
Zdaniem RPO sąd nie uwzględnił w wystarczającym stopniu kontekstu zgłoszenia, jego celu i adresata. Pozwana działała bowiem w ramach procedury przewidzianej zarządzeniem Ministra Sprawiedliwości z 12.6.2017 r., dotyczącej powołania Zespołu ds. przeciwdziałania mobbingowi i naruszeniom praw osób wykonujących obowiązki zawodowe w sądach powszechnych. Zespół ten przyjmował zgłoszenia pracowników i przekazywał rekomendacje właściwym organom.
Rzecznik podkreślił, że pozwana realizowała obowiązek wynikający z prawa pracy, zgodnie z którym pracodawca jest zobowiązany przeciwdziałać mobbingowi, a pracownik może zgłaszać takie przypadki przełożonym lub wyznaczonym organom.
Skarga nadzwyczajna RPO
Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył (III.7043.135.2022) wyrok cywilny w trybie skargi nadzwyczajnej. Wskazał na naruszenie:
- art. 2 Konstytucji RP – zasady demokratycznego państwa prawnego, w tym zaufania do państwa i bezpieczeństwa prawnego;
- art. 54 ust. 1 Konstytucji RP – wolności wyrażania poglądów i rozpowszechniania informacji;
- art. 10 ust. 1-2 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sporządzonej w Rzymie 4.11.1950 r., zmienionej następnie Protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełnionej Protokołem nr 2 (Dz.U. 1993 Nr 61, poz. 284);
- oraz rażące naruszenie art. 24 § 1 KC poprzez błędną wykładnię kryteriów naruszenia dóbr osobistych.
W ocenie Rzecznika sąd błędnie zastosował tzw. test odbiorcy wybiórczego, skupiając się na negatywnym wydźwięku słów, zamiast przyjąć standard „rzetelnego przeciętnego odbiorcy”, właściwy dla oceny wypowiedzi kierowanych do profesjonalnego organu administracji.
RPO wskazał, że adresatem pisma był Zespół w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz dyrektor sądu, a więc organy uprawnione do badania przypadków mobbingu, a nie opinia publiczna. Ograniczony krąg odbiorców nie uzasadniał uznania działania pozwanej za bezprawne.
Ponadto sędzia – jako osoba pełniąca funkcję publiczną – powinna liczyć się z szerszym zakresem dopuszczalnej krytyki. W ocenie RPO sąd cywilny nie zastosował testu dobrej wiary, tj. nie zbadał, czy pozwana miała uzasadnione podstawy do formułowania zarzutów i czy działała w interesie publicznym.
Wątek unijny – legalność składu SN
W skardze nadzwyczajnej Rzecznik odniósł się także do kwestii właściwości Izby Sądu Najwyższego, powołując się na wyrok TSUE z 4.9.2025 r., R” S.A. przeciwko AW „T” sp. z o.o., C-225/22, Legalis, który – w nawiązaniu do wyroku TSUE z 21.12.2023 r., C-718/21, Legalis – potwierdził, że sądy krajowe mają obowiązek badać legalność powołania sędziów SN.
Jeżeli skład orzekający obejmuje sędziego powołanego z naruszeniem postanowienia NSA wstrzymującego wykonanie uchwały KRS z 2018 r., wydany przez niego wyrok może zostać uznany za nieistniejący (non-existent judgment). Rzecznik zaapelował więc, by skład rozpoznający skargę został ukształtowany zgodnie z wymogami prawa UE, aby uniknąć sytuacji, w której orzeczenie nie będzie mogło wywołać skutków prawnych.
Argumentacja konstytucyjna i konwencyjna
Rzecznik wskazał, że obowiązywanie zaskarżonego wyroku jest nie do pogodzenia z zasadą demokratycznego państwa prawnego. Pracownica została „ukarana” za korzystanie z ustawowego mechanizmu ochrony przed mobbingiem, co narusza zasadę zaufania do państwa i prawa.
Zgodnie z art. 943 KP, pracodawca ma obowiązek przeciwdziałać mobbingowi, a zatem pracownik powinien móc zgłaszać nieprawidłowości bez obawy przed sankcją. W przeciwnym razie system prewencji traci sens.
RPO przypomniał, że w orzecznictwie ETPC wolność wypowiedzi obejmuje także wypowiedzi, które „obrażają, oburzają lub niepokoją” (m.in. wyrok ETPC z 7.12.1976 r., Handyside p. Zjednoczonemu Królestwu, skarga nr 5493/72). W przypadku wypowiedzi o charakterze służbowym, związanych z interesem publicznym, ingerencja sądu w tę wolność wymaga szczególnie przekonującego uzasadnienia.
Możliwe kwalifikowanie sprawy jako SLAPP
Rzecznik zwrócił uwagę, że powództwo sędzi nosi cechy SLAPP (Strategic Lawsuit Against Public Participation), czyli działania prawnego mającego zniechęcić do wypowiadania się w sprawach publicznych lub do zgłaszania nieprawidłowości.
W takiej sytuacji – jak wskazał RPO – należało rozważyć zastosowanie art. 5 KC, pozwalającego odmówić ochrony prawu wykonywanemu sprzecznie z zasadami współżycia społecznego. Sąd, udzielając ochrony powódce, mógł w istocie legitymizować nadużycie prawa w celu uciszenia krytyki.
Komentarz
Sprawa ilustruje, jak wrażliwa jest granica między ochroną dóbr osobistych a wolnością wypowiedzi w kontekście relacji służbowych w instytucjach publicznych. Wskazuje, że osoby zgłaszające mobbing w ramach przewidzianych procedur powinny korzystać ze szczególnej ochrony przed działaniami odwetowymi, także w sferze cywilnoprawnej.
W praktyce sądy, rozpoznając podobne sprawy, powinny badać:
- charakter wypowiedzi (czy jest zgłoszeniem wewnętrznym, czy publicznym),
- status osoby krytykowanej (czy pełni funkcję publiczną),
- kontekst działania i cel zgłoszenia (czy służył ochronie interesu publicznego).
Zbyt rygorystyczne stosowanie testu prawdziwości wobec zgłoszeń wewnętrznych może prowadzić do tzw. efektu mrożącego, zniechęcającego pracowników do zgłaszania naruszeń.
Ewentualne uwzględnienie skargi nadzwyczajnej przez Sąd Najwyższy mogłoby wyznaczyć nowy standard w sprawach, w których kolidują ochrona reputacji funkcjonariuszy publicznych i prawo pracowników do zgłaszania nieprawidłowości.
W szerszym ujęciu sprawa jest zbieżna z kierunkiem unijnych działań na rzecz ochrony osób zgłaszających nieprawidłowości – dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z 23.10.2019 r. w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 305, s. 17) oraz ograniczania nadużyć pozwów o ochronę dóbr osobistych jako formy represji wobec krytyki (tzw. anti-SLAPP measures). Jej rozstrzygnięcie może mieć znaczenie także dla praktyki krajowych organów wymiaru sprawiedliwości, które zobowiązane są do tworzenia bezpiecznych mechanizmów sygnalizowania przypadków mobbingu i dyskryminacji.
Skarga nadzwyczajna RPO do SN, III.7043.135.2022
Właściwość zagranicznych sądów dla polskich spółek
Stan faktyczny
Spór między dwiema polskimi spółkami A i D, dotyczył jurysdykcji rumuńskich sądów do rozpoznania powództwa wniesionego przez A przeciwko D, do których wniesiono powództwo na podstawie umowy dotyczącej jurysdykcji zawartej między tą ostatnią spółką a rumuńską spółką C, która przeniosła na A wierzytelność będącą przedmiotem tego powództwa.
Rumuński sąd powziął wątpliwości co do wykładni art. 25 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 1215/2012 z 12.12.2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (Dz.Urz. UE L z 2012 r. Nr 351, s. 1; dalej: Bruksela I bis).
Stanowisko TS
Zgodnie z art. 25 ust. 1 zd. 1 Bruksela I bis „jeżeli strony niezależnie od ich miejsca zamieszkania uzgodniły, że sąd lub sądy państwa członkowskiego powinny rozstrzygać spór już wynikły albo spór przyszły mogący wyniknąć z określonego stosunku prawnego, to sąd lub sądy tego państwa mają jurysdykcję, chyba że umowa ta jest nieważna pod względem materialnym na mocy prawa danego państwa członkowskiego”. Zatem przepis ten nie wyjaśnia, czy klauzula prorogacyjna może być przeniesiona na osobę trzecią, która nie należy do kręgu stron umowy, tylko jest stroną umowy późniejszej i wstępuje w całości lub w części w prawa i obowiązki jednej ze stron pierwotnej umowy, ani czy taka osoba trzecia może powołać się na taką klauzulę wobec jednej z pierwotnych stron. Niemniej jednak art. 25 ust. 1 Bruksela I bis wymaga jednoznacznie w charakterze materialnej przesłanki ważności, aby strony „uzgodniły” sąd lub sądy państwa członkowskiego.
Trybunał podkreślił, że sąd rozpoznający sprawę ma wobec tego w pierwszej kolejności obowiązek zbadania, czy klauzula prorogacyjna była rzeczywiście przedmiotem porozumienia między pierwotnymi stronami umowy, które to porozumienie musi być wyrażone w sposób jasny i precyzyjny, przy czym wymogi formalne określone w art. 25 ust. 1 Bruksela I bis mają w tym względzie za zadanie zapewnienie, że porozumienie faktycznie zostało osiągnięte.
W niniejszej sprawie, z zastrzeżeniem ustaleń, których powinien dokonać sąd odsyłający, nie tylko D, jako dłużnik scedowanej rozpatrywanej wierzytelności odszkodowawczej, nie udzieliła wyraźnej zgody na to, by A powołała się wobec niej na rozpatrywaną klauzulę prorogacyjną, lecz również A nie wstąpiła w całość praw i obowiązków C wynikających z rozpatrywanej umowy o podwykonawstwo. C ograniczyła się do cesji rozpatrywanej wierzytelności odszkodowawczej na rzecz A. Jednakże sąd odsyłający podkreślał, że polski Sąd Najwyższy interpretuje art. 509 § 2 KC, mający zastosowanie do wszystkich umów zawartych między stronami w postępowaniu głównym, w ten sposób, że cesja wierzytelności powoduje przeniesienie nie tylko wierzytelności do majątku cesjonariusza, lecz również praw związanych z tą wierzytelnością, czyli w niniejszym przypadku z rozpatrywaną wierzytelnością odszkodowawczą, w tym prawa do powołania się na zastosowanie klauzuli jurysdykcyjnej zamieszczonej w umowie, której niewykonanie doprowadziło do powstania rozpatrywanej wierzytelności.
Zgodnie z orzecznictwem TS co do zasady, klauzula prorogacyjna zamieszczona w umowie może wywoływać skutki wyłącznie w stosunkach między stronami, które porozumiały się w przedmiocie zawarcia tej umowy. Jednakże TS uściślił, że to orzecznictwo ma na celu ochronę osób trzecich względem umowy, a nie pierwotnych stron tej umowy (wyrok TS z 18.11.2020 r., DelayFix, C-519/19, Legalis, pkt 41, 42). W zakresie bowiem, w jakim można ustalić, że pierwotne strony umowy rzeczywiście wyraziły zgodę na związanie się klauzulą prorogacyjną w odniesieniu do sporów wynikłych z umowy, w której zamieszczono tę klauzulę, te pierwotne strony nie znajdują się w sytuacji porównywalnej z sytuacją, w jakiej znajduje się osoba trzecia względem umowy, na którą została przeniesiona wierzytelność wynikająca z tej umowy, lecz która nie wyraziła zgody na tę klauzulę, wobec czego nie należy im przyznawać takiej samej ochrony jak takiej osobie trzeciej.
Z orzecznictwa TS wynika, że ograniczenie zakresu umowy prorogacyjnej wyłącznie do tych sporów, które wywodzą się ze stosunku prawnego, dla którego owa umowa została zawarta, ma na celu uniknięcie sytuacji, w której jedna ze stron byłaby zaskoczona przyznaniem jurysdykcji określonemu sądowi w odniesieniu do sporów powstających w stosunkach innych niż ten, dla którego uzgodniono przyznanie jurysdykcji (wyrok TS z 21.5.2015 r., CDC Hydrogen Peroxide, C-352/13, Legalis, pkt 68). Trybunał uznał, że w przypadku cesji wierzytelności wynikającej z umowy, w której zamieszczono klauzulę prorogacyjną, dłużnik scedowanej wierzytelności, będący pierwotnym kontrahentem cedenta, powinien co do zasady pozostać związany tą klauzulą. Niemniej jednak ten pierwotny kontrahent nie powinien również znajdować się w mniej korzystnej sytuacji ze względu na tę cesję wierzytelności. Innymi słowy, klauzulę tę należy interpretować w ten sposób, by uniknąć wszelkich sytuacji, w których ów kontrahent mógłby zostać pozwany przed sądy inne niż te, do których mogłaby wnieść sprawę druga pierwotna strona umowy na podstawie tej klauzuli.
W niniejszej sprawie C i D, jako pierwotne strony rozpatrywanej umowy o podwykonawstwo, uzgodniły w drodze rozpatrywanej klauzuli prorogacyjnej, że „sąd właściwy dla siedziby kontrahenta” będzie rozstrzygać spory powstałe w związku z tą umową, w tym w odniesieniu do rozpatrywanej wierzytelności odszkodowawczej wynikającej z tej umowy. Po pierwsze zaś, z postanowienia odsyłającego wynika, że A, jako cesjonariusz tej wierzytelności, wytoczyła powództwo przed ten sam sąd co sąd, do którego C mogłaby wnieść powództwo na podstawie tej klauzuli, gdyby ta ostatnia spółka nie przeniosła na A tej wierzytelności, wobec czego D nie wydaje się znajdować się w mniej korzystnej sytuacji ze względu na tę cesję. Po drugie, z akt sprawy nie wynika, by te pierwotne strony uzgodniły, że w przypadku cesji wierzytelności wynikającej z rozpatrywanej umowy o podwykonawstwo cesjonariusz nie może powoływać się wobec nich na ową klauzulę. W związku z tym, z zastrzeżeniem dokonania weryfikacji przez sąd odsyłający, TS uznał, że w ramach rozpatrywanego sporu A może zasadnie powołać się na tę samą klauzulę wobec D w celu dochodzenia rozpatrywanej wierzytelności odszkodowawczej.
Reasumując TS orzekł, że art. 25 ust. 1 Bruksela I bis należy interpretować w ten sposób, iż osoba trzecia jako cesjonariusz wierzytelności odszkodowawczej wynikającej z niewykonania umowy, w której zamieszczono klauzulę jurysdykcyjną, może powołać się na tę klauzulę wobec pierwotnego kontrahenta jako dłużnika tej scedowanej wierzytelności na takich samych warunkach, na jakich druga pierwotna strona umowy mogłaby się na nią powoływać wobec tego kontrahenta, w celu dochodzenia owej wierzytelności i bez zgody tego dłużnika.
Dotyczy to sytuacji, w której zgodnie z prawem krajowym właściwym dla tej umowy, stosownie do jego wykładni dokonanej w orzecznictwie krajowym, cesja wierzytelności powoduje przeniesienie nie tylko wierzytelności do majątku cesjonariusza, lecz również praw związanych z tą wierzytelnością, w tym prawa do powołania się na zastosowanie klauzuli jurysdykcyjnej zamieszczonej w tej umowie, chyba że pierwotne strony umowy uzgodniły wyraźnie brak możliwości powołania się wobec nich na tę klauzulę w przypadku cesji wynikającej z tej umowy wierzytelności na osobę trzecią.
Komentarz
W kontekście przyjętego w niniejszym wyroku stanowiska przez TS z jednej strony w związku z tym, że art. 25 rozporządzenia Bruksela I bis, stanowi odstępstwo zarówno od zasad jurysdykcji ustanowionych w tym rozporządzeniu i tym samym podlega ścisłej wykładni, ten wyrok może budzić wątpliwości. Z drugiej strony, wykładnia w nim przyjęta jest zgodna z interpretacja art. 509 § 2 KC w polskim orzecznictwie (wyrok SN z 3.9.1998 r., I CKN 822/97, Legalis) oraz przeważającym poglądem w polskiej doktrynie.
Z niniejszego wyroku wynika bowiem, że orzecznictwo krajowe na podstawie którego wobec pierwotnego kontrahenta, jako dłużnika scedowanej wierzytelności, może skutecznie powołać się na klauzulę prorogacyjną osoba trzecia względem umowy, w której klauzulę tę zamieszczono, jako cesjonariusz wierzytelności wynikającej z tej umowy, w sytuacji gdy ten pierwotny kontrahent nie wyraził zgody na to, by ta osoba trzecia powoływała się wobec niego na tę klauzulę – jest zgodne z art. 25 ust. 1 Bruksela I bis.
Wyrok TS z 23.10.2025 r., E.B. (Rozszerzenie jurysdykcji), C-682/23
Zagraniczna firma w KSeF? Jeśli ma w Polsce biuro i ludzi
Zagraniczne firmy masowo występują z wnioskami o interpretacje i pytają, czy to, co mają w Polsce, jest stałym miejscem prowadzenia działalności. Po co? Od tego zależy obowiązek wystawiania faktur w KSeF.
– Wcale się nie dziwię, że jest taki wysyp wniosków o interpretacje. Kwestia ustalenia stałego miejsca prowadzenia działalności jest bardzo złożona, zależy to od wielu czynników i budzi dużo wątpliwości – mówi Aleksandra Plichta, doradca podatkowy, partner w Crido.
Jakie są terminy wejścia w życie?
Przypomnijmy, że największe firmy, czyli te, w których sprzedaż (wraz z kwotą podatku) w 2024 r. przekroczyła 200 mln zł, muszą wystawiać faktury w KSeF już od 1 lutego 2026 r. Pozostałe mają dwa miesiące więcej na wdrożenie nowych obowiązków. A najmniejsi przedsiębiorcy (sprzedaż do 10 tys. zł miesięcznie) nie muszą wprowadzać faktur do nowego systemu do końca 2026 r.
Wyłączenie dla zagranicznych firm
Od tych obowiązków jest parę wyjątków. Jeden z nich dotyczy zagranicznych firm. Otóż nie muszą wprowadzać faktur sprzedażowych do KSeF, jeśli nie posiadają w Polsce siedziby działalności gospodarczej ani stałego miejsca jej prowadzenia (albo mają takie miejsce, ale nie uczestniczy ono w transakcji). Tak stanowi art. 106ga ust. 2 VATU (który wejdzie w życie od 1 lutego 2026 r.).
Stałe miejsce prowadzenia działalności
Jak ustalić, czy firma ma w Polsce stałe miejsce prowadzenia działalności? „Ocena, czy dany podmiot zagraniczny, zarejestrowany jako podatnik VAT czynny w Polsce posiada na terytorium kraju stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej wymaga indywidualnej oceny konkretnego stanu faktycznego” – pisze Ministerstwo Finansów w wyjaśnieniach dotyczących KSeF.
– I ma rację, każda sytuacja jest bowiem inna. Interpretacja wydana dla jednej firmy nie zabezpiecza więc drugiej – mówi Aleksandra Plichta. Tłumaczy, że na podstawie unijnych przepisów oraz orzecznictwa TSUE można przyjąć trzy podstawowe kryteria, których spełnienie oznacza posiadanie stałego miejsca prowadzenia działalności w Polsce.
– Po pierwsze, firma musi mieć odpowiednie zasoby personalne i techniczne. Oznacza to, że powinna angażować pracowników (współpracowników/podwykonawców), posiadać nieruchomości (biuro, magazyn), infrastrukturę techniczną. Po drugie, powinna mieć faktyczną kontrolę nad tymi zasobami i zdolność do samodzielnego wykonywania usług oraz podejmowania biznesowych decyzji. Po trzecie, to, co robi w Polsce, nie może być tymczasowe, musi być trwałe i w jakimś horyzoncie czasowym stałe – wyjaśnia ekspertka. Podkreśla, że te kryteria muszą być spełnione łącznie. Nie wystarczy jedno z nich, np. posiadanie w Polsce nieruchomości.
Niemiecka spółka pyta o rozliczenia w Polsce
Co na to fiskus? Spójrzmy na ostatnią interpretację. Wystąpiła o nią niemiecka spółka oferująca usługi dla branży logistycznej i e-commerce. Między innymi obsługuje zamówienia i dostarcza specjalistyczne oprogramowanie.
W Polsce jest zarejestrowana od dwóch lat jako czynny podatnik VAT. Udostępnia tu oprogramowanie dostawcom usług logistycznych, angażuje się również w zaopatrywanie ich w materiały opakowaniowe. Nie posiada w Polsce jednak żadnego oddziału. Nie ma też żadnych nieruchomości (biur, magazynów), sprzętu czy środków transportu. Nie zatrudnia w Polsce pracowników bądź współpracowników, nie udzieliła nikomu mieszkającemu na terytorium RP pełnomocnictwa do jej reprezentowania. Wszystkie decyzje związane z jej działalnością (np. zawieranie umów handlowych) zapadają w Niemczech.
Spółka współpracuje z polską firmą logistyczną. Nabywa od niej różne usługi, np. magazynowanie, pakowanie, przygotowanie do wysyłki, obsługa zwrotów. Korzysta z jej zasobów i ma prawo weryfikować, czy usługi są wykonywane zgodnie z umową. Nie może jednak bezpośrednio nadzorować podwykonawcy, np. wydawać poleceń jego pracownikom. Spółka współpracuje również z dwoma firmami dostarczającymi kartony do pakowania.
Czy posiada w Polsce stałe miejsce wykonywania działalności i musi wystawiać faktury w KSeF? Spółka twierdzi, że nie.
Fiskus o obowiązku wprowadzania faktur
Fiskus przyznał jej rację. Wskazał, że stałe miejsce prowadzenia działalności występuje wtedy, gdy mamy zaplecze personalne i techniczne. „Zaplecze to musi posiadać strukturę, która umożliwia odbiór i wykorzystanie nabywanych usług dla własnych potrzeb oraz musi charakteryzować się stałością”. Te warunki nie są w opisanej sprawie spełnione. Spółka nie ma bowiem w Polsce „odpowiednich zasobów osobowych i technicznych umożliwiających samodzielne prowadzenie działalności gospodarczej w sposób stały”.
Skarbówka dodała, że stałe miejsce może istnieć również wtedy, gdy zagraniczny podmiot korzysta z personelu oraz infrastruktury technicznej polskiego usługodawcy. Muszą być jednak dla niego dostępne tak jak własne, powinien więc sprawować nad nimi pełną kontrolę. Tak w analizowanej sprawie nie jest.
Reasumując, niemiecka spółka nie ma w Polsce stałego miejsca prowadzenia działalności. Nie będzie więc musiała wystawiać faktur w KSeF (interpretacja nr 0114-KDIP1-2.4012.497.2025.2.RST).
– Generalnie w ostatnich interpretacjach fiskus potwierdza zagranicznym firmom, że nie mają w Polsce stałego miejsca prowadzenia działalności. Pamiętajmy jednak, że w razie ewentualnej kontroli może okazać się, iż rzeczywistość jest inna i jakiś element stanu faktycznego niewskazany we wniosku o interpretację przesądza o tym, że takie miejsce jednak posiadają i powinny wystawiać faktury w KSeF – mówi Aleksandra Plichta.
Za faktury poza systemem będą sankcje
Co się stanie, jeśli firma nie wprowadzi faktury do KSeF, choć powinna? – Od 1 stycznia 2027 r. grożą jej sankcje. Dlatego warto, żeby wiedziała, jaki ma status. Kwestia miejsca stałego prowadzenia działalności jest także ważna ze względów biznesowych, strony umowy muszą bowiem wiedzieć, w jaki sposób będą między nimi przepływały faktury (np. jak ma dokumentować sprzedaż polski dostawca) – podkreśla Aleksandra Plichta. – Firmy obawiają się też, że faktura, która została wystawiona poza KSeF, choć powinna się w nim znaleźć, nie da prawa do odliczenia VAT. Fiskus na razie jednak wydaje w tej sprawie pozytywne interpretacje – dodaje ekspertka.
DOKUMENTOWANIE
Korzyści z nowego systemu
Zdaniem Ministerstwa Finansów KSeF przyniesie mnóstwo korzyści:
- możliwość uzyskania zwrotu VAT w krótszym terminie (40 dni zamiast standardowych 60 dni),
- brak konieczności samodzielnego przechowywania i archiwizacji większości faktur,
- wyeliminowanie duplikatów faktur – w KSeF faktura nie zaginie,
- mniejsze ryzyko popełnienia błędów przy wystawianiu faktur,
- możliwość szybkiej zautomatyzowanej wymiany faktur elektronicznych między firmami,
- transparentność obrotu gospodarczego,
- możliwość automatycznego importowania danych z dokumentów zakupowych do systemu finansowo-księgowego,
- wprowadzenie jednolitego formatu faktury,
- brak obowiązku dostarczania do urzędu faktur, w tym w formie JPK FA, w trakcie kontroli lub czynności sprawdzających,
- uszczelnienie systemu podatkowego,
- bezpieczeństwo i nienaruszalność danych – gwarancja, że treść faktury znajdującej się w KSeF nie zmieni się.
TERMINY
Kolejne etapy wdrożenia
Ministerstwo Finansów przedstawiło plan działań związanych z wdrożeniem KSeF 2.0.
- 1 listopada 2025 r. – uruchomiony zostanie Moduł Certyfikatów i Uprawnień (MCU), poprzez który można zawnioskować o certyfikat;
- 3 listopada 2025 r. – udostępniona zostanie wersja testowa Aplikacji Podatnika KSeF 2.0;
- 15 listopada 2025 r. – udostępniona będzie wersja przedprodukcyjna (DEMO) Aplikacji Podatnika KSeF 2.0;
- 1 stycznia 2026 r. – udostępniony zostanie produkcyjnie moduł zgłoszeń w e-US dotyczący wysyłki faktur z załącznikiem;
- 1 lutego 2026 r. – uruchomiona zostanie wersja produkcyjna systemu KSeF 2.0 wraz aplikacjami: Aplikacją Podatnika KSeF 2.0, Aplikacją mobilną KSeF 2.0 oraz aplikacją e-mikrofirma.
Rozliczenie z tytułu nieważnej umowy
Istota sporu
Pozwem z 12.3.2018 r. R.B. (dalej: Powód, Kredytobiorca) wniósł o zasądzenie od pozwanego Banku (…) S.A. z siedzibą w W. (dalej: Pozwany, Bank) na rzecz Powoda następujących kwot: 110.192,61 zł i 35.588,29 CHF z tytułu umowy kredytu nr (…) oraz 46.285,86 zł i 18.476,12 CHF z tytułu umowy kredytu nr (…), tj. wszystkich ww. kwot tytułem nienależnego świadczenia, na podstawie art. 410 KC wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia wniesienia pozwu do dnia zapłaty. Powód wniósł o ustalenie nieważności spornych umów kredytu.
Stan faktyczny sprawy
3.1.2008 r. i 16.1.2008 r. Powód złożył w Banku wnioski o udzielenie kredytów hipotecznych, na kwoty 248.785,06 zł i 413.238,50 zł, w walucie CHF, z przeznaczeniem na refinansowanie uprzednio zaciągniętego kredytu mieszkaniowego oraz sfinansowanie zakupu lokalu mieszkalnego na rynku pierwotnym. 11.3.2008 r. i 31.3.2008 r. Strony zawarły dwie umowy o kredyt hipoteczny. Sporne umowy stanowiły pierwsze umowy o kredyt, powiązane z walutą obcą i zawarte przez powoda. Po nich nie zawierał podobnych umów.
Pouczenie o ryzyku kursowym
W tym kontekście Sądy obu instancji zauważyły, że Powoda nie pouczono, iż oferowane produkty kredytowe wiążą się z ryzykiem kursowym i ryzykiem stopy procentowej. Powodowi nie wytłumaczono, jaką rolę będzie pełnił frank szwajcarski w umowach kredytu, jak również okoliczności, że wraz ze wzrostem kursu waluty CHF wzrośnie nie tylko wysokość raty kredytów, lecz także ich saldo wyrażone w walucie polskiej. Powodowi nie przedstawiono żadnych symulacji ukazujących wysokość raty i salda kredytów, w przypadku wzrostu kursu waluty indeksacji. Powód nie miał możliwości negocjowania zapisów umów – został poinformowany, że są to umowy standardowe, nienegocjowalne. Powodowi nie wytłumaczono pojęcia spread walutowy, jak również mechanizmu tworzenia tabel kursowych przez pozwany Bank.
Nieważność umowy kredytowej
SA w Warszawie podtrzymał subsumpcję odwołującą się do ochrony konsumenckiej, podkreślając, iż ww. umowy stały się nieważne, w konstrukcji bezskuteczności zawieszonej, o której mowa w uzasadnieniu uchwały SN z 7.5.2021 r., III CZP 6/21, Legalis. Stało się to wobec uzyskania statusu trwałej bezskuteczności z woli Powoda, który świadomy skutków upadku umów, podtrzymał przed SO dochodzone roszczenie zapłaty oparte na konstrukcie nieważności umów. W takich warunkach umowy upadły ze skutkiem ex tunc (od samego początku) w czasie po doręczeniu odpisu pozwu Pozwanemu. Przesądziło o tym wprowadzenie ryzyka kursowego, nieograniczonego wobec Powoda (konsumenta), bez jakichkolwiek ograniczeń lub włączenia Banku w część tego ryzyka, jako istotny element kredytu indeksowanego, wypłacanego w PLN i na potrzeby mieszkaniowe Powoda w Polsce, bez dostatecznej informacji o skutkach ekonomicznych takiego ryzyka.
Jeśli sąd krajowy uzna, iż rozpatrywana umowa kredytu nie może, zgodnie z prawem umów, nadal być prawnie wiążąca po usunięciu danych nieuczciwych warunków, a przy tym nie istnieje żaden przepis prawa krajowego o charakterze dyspozytywnym, ani przepis znajdujący zastosowanie w wypadku osiągnięcia przez strony umowy porozumienia umożliwiającego zastąpienie tych warunków, należy uznać, że powinno nastąpić przywrócenie rzeczywistej równowagi między wzajemnymi prawami i obowiązkami stron umowy, a sąd krajowy powinien podjąć, z pełnym uwzględnieniem prawa krajowego, niezbędne środki mające na celu ochronę konsumenta (por. wyrok TSUE z 16.3.2023 r., M.B. i in., C-6/22, Legalis).
Konsekwencje nieważności umowy kredytowej
SA w Warszawie przypomniał, że w sytuacji nieważności umowy rozliczenie powinno następować z zastosowaniem art. 405 KC, z wyłączeniami, o których mowa m.in. w art. 409 KC i art. 411 KC. Konstrukcja ta pozwala bowiem, niezależnie od inicjatywy podmiotów zainteresowanych, rozliczyć stosunek prawny, który w ostatecznym rozrachunku nie wiąże stron, kompleksowo w ramach jednego postępowania sądowego, eliminując zbędne równoległe przesunięcia majątkowe. Daje to oszczędność czasu, środków i zaangażowania wymiaru sprawiedliwości w rozpoznawanie kolejnych spraw. Przy czym te ostatnie argumenty nie mogą przesłaniać ustawowej formuły, która chroni obie strony nieważnej umowy przed bezpodstawnym wzbogaceniem drugiej strony.
W tym kontekście odrzucenie unormowania o bezpodstawnym wzbogaceniu (art. 405-414 KC), które służy wyrównaniu niemających podstawy prawnej przesunięć majątkowych, i które oznacza, że należy ustalać aktualny na dzień orzekania stan wzbogacenia i owo wzbogacenie może wystąpić tylko po jednej ze stron, jest nieuprawnionym poprawianiem ustawodawcy, rodzącym z jednej strony możliwe naruszenie praw konsumenta, z drugiej powodujące ab initio zagrożenie praw przedsiębiorcy.
Jak wskazał SA w Warszawie, założenie ustawodawcy, aby oddać każdemu to, co mu się należy, według ocen pozytywnego porządku prawnego, to formuła bezpodstawnego wzbogacenia, a więc w istocie procedura przywrócenia naruszonej równowagi majątkowej. Jeśli zatem świadczenia są jednorodzajowe, niezbędne jest jedynie zniweczenie bezpodstawnego wzbogacenia występującego po jednej ze stron, a odrębna ocena wzajemnych świadczeń – choćby z racji przedawnienia czy obowiązku uwzględnienia aktualności wzbogacenia – mogłaby uniemożliwić osiągnięcie tak rozumianej równowagi majątkowej.
Jak wskazał SN w wyroku z 24.10.1974 r., II CR 542/74, Legalis, wartość bezpodstawnego wzbogacenia w rozumieniu art. 405 KC jest ograniczona dwiema wielkościami – wartością tego, co bez podstawy prawnej ubyło z majątku zubożonego i wartością tego, co bez podstawy prawnej powiększyło majątek wzbogaconego. Wartości te nie muszą być równe, a w przypadku nierówności niższa kwota określa wartość bezpodstawnego wzbogacenia. Z kolei w wyroku SN z 13.5.1988 r., III CRN 83/88, Legalis, wskazano, że według art. 405 KC wzbogacony (o nienależne świadczenie – art. 410 KC) obowiązany jest do zwrotu tego, co wyszło z majątku zubożonego. Gdy wzbogacenie polega na uzyskaniu sumy pieniężnej, wzbogacony, który korzystając z tych pieniędzy uzyskał określoną korzyść, powinien zwrócić świadczenie pieniężne przeliczone zgodnie z zasadą ekwiwalentności.
Trafnie odnotował SN w postanowieniu z 9.7.2025 r., Legalis, I CSK 652/25, Legalis, iż teoria salda powinna działać w stosunku do świadczeń zwrotnych obydwu stron, czyli nie tylko w odniesieniu do roszczenia zwrotnego konsumenta w stosunku do banku, lecz także i roszczenia zwrotnego banku przeciwko konsumentowi. Jest korzystna dla konsumenta, gdyż nie naraża go na dodatkowe koszty procesu sądowego, związane z roszczeniem zwrotnym banku. Poza tym przyjęcie działania teorii salda jedynie na korzyść konsumenta prowadziłaby do komplikacji procesowych i materialnoprawnych. Brak jakichkolwiek podstaw prawnych, aby rozliczać strony nieważnej umowy, stosując różną wykładnię wobec konsumenta i przedsiębiorcy, tym bardziej, że ustawowe założenie rozliczenia jest optymalnie sprawiedliwe, korzystne dla obu stron i zapewnia równowagę i proporcjonalność wzajemnych praw i obowiązków w obliczu odpadnięcia podstawy świadczeń.
Rozstrzygnięcie SA w Warszawie
Jako że żadna ze Stron nie wskazywała, że należy odmiennie przeliczyć wzajemne nienależne świadczenia, stosownie do zasady ekwiwalentności, co notabene już prima facie wskazuje, że na kanwie ustaleń faktycznych w sprawie, tj. pozyskania przez Powoda już w dacie zawarcia umów, kwot kapitału, oznacza niewątpliwe jego większe wzbogacenie kosztem pozwanego w zakresie tych kwot. Z kolei suma dochodzonych kwot (w PLN i CHF, tych ostatnich przeliczonych wg średniego kursu tej waluty do PLN wg tabeli NBP (4,5880) z daty zamknięcia rozprawy apelacyjnej – 29.7.2025 r.), była niższa od sumy kwot pozyskanego kapitału na podstawie nieważnych umów (404 525,90 – kwota dochodzona, wobec 662 023,56 PLN – kwota pozyskanego kapitału). Zatem podstawą ustalenia bezpodstawnego wzbogacenia była kwota różnicy wypłaconych i otrzymanych kwot. Owa różnica in minus dla Powoda oznaczała, że roszczenie Powoda nie miało usprawiedliwionych podstaw.
Z ww. względów, na podstawie art. 386 § 1 KPC, SA w Warszawie oddalił powództwo.
Komentarz
Na tle stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy SA w Warszawie wypowiedział się na temat zasad wzajemnych rozliczeń pomiędzy stronami umowy kredytowej w sytuacji stwierdzenia nieważności (i nieistnienia) tej umowy wobec stwierdzenia abuzywności klauzuli waloryzacyjnej. SA w Warszawie, w ślad tak za SN, jak i TSUE wskazał, że zastosowanie w tej sytuacji znajdzie zasada salda, odnosząca się – na gruncie polskiego prawa cywilnego – do bezpodstawnego wzbogacenia, a więc różnicy pomiędzy wzajemnymi świadczeniami. Uwzględnienie ww. reguły spowodowało, że roszczenie Powoda okazało się niezasadne.
Wyrok SA w Warszawie z 8.8.2025 r., I ACa 2112/23, Legalis