Ograniczony czas na stwierdzenie nieważności pozwolenia na budowę
Przedmiot skargi
WSA w Warszawie rozpoznając skargę na decyzję GINB z 11.2019 r. w przedmiocie stwierdzenia nieważności decyzji, uchylił zaskarżoną decyzję oraz poprzedzającą ją decyzję organu pierwszej instancji stwierdzającej nieważność pozwolenia na budowę z 1998 r. oraz orzekł o kosztach postępowania.
W prowadzonej sprawie dowodzono niezgodności wydanego pozwolenia na budowę z decyzją o warunkach zabudowy w zakresie parametrów inwestycji.
Zasadnicza część uzasadnienia wyroku WSA odnosi się do istoty postępowania nieważnościowego – i ten aspekt został omówiony poniżej.
Stanowisko WSA w Warszawie
WSA w Warszawie uznał, że kontrolowana decyzja i decyzja ją poprzedzająca były nieprawidłowe, a skarga była zasadna.
Decyzją z 5.1998 r. Kierownik Urzędu Rejonowego zatwierdził projekt budowlany i udzielił skarżącej pozwolenia na rozbudowę i nadbudowę, powołując się na ustalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania przedmiotowego terenu.
WSA zwrócił uwagę przede wszystkim na okoliczność, że sprawa dotyczy oceny ważności funkcjonującej od ponad 22 lat w obrocie prawnym decyzji, na podstawie której zrealizowana została inwestycja budowlana. Elementem sine qua non odstępstwa od zasady trwałości ostatecznych decyzji, wyrażonej w art. 16 KPA i stwierdzenia nieważności takiej decyzji jest nie samo tylko naruszenie prawa – nawet oczywiste. Niezbędnym bowiem jest – zgodnie z hipotezą art. 156 § 1 pkt 2 KPA – aby to naruszenie prawa było rażące.
O rażącym naruszeniu prawa można mówić wówczas, gdy nie tylko ma ono charakter oczywisty, jasny i bezsporny, a przepis prawa nie dopuszcza możliwości odmiennej wykładni. Stwierdzane naruszenie musi mieć także znacznie większą wagę, aniżeli status ostatecznej decyzji administracyjnej (por. np. wyrok NSA z 18.5.2020 r., I OSK 356/19, Legalis). O rażącym naruszeniu prawa w rozumieniu art. 156 § 1 pkt 2 KPA decydują łącznie trzy przesłanki: oczywistość naruszenia prawa, charakter przepisu, który został naruszony, oraz skutki, które wywołuje decyzja, uznana za rażąco naruszającą prawo.
Rażące naruszenie prawa w rozumieniu art. 156 § 1 pkt 2 KPA, stanowi kwalifikowaną postać naruszenia i nie może być interpretowane rozszerzająco. Dla określenia stopnia istotności naruszenia prawa i stwierdzenia, że wystąpiła ww. przesłanka nieważności ważne jest ustalenie, jakie skutki społeczno-gospodarcze wywołuje badana w omawianym trybie decyzja. Nie każde bowiem naruszenie prawa dyskwalifikuje decyzję w takim stopniu, iż niezbędna jest jej eliminacja tak, jak gdyby od początku nie została wydana. Zważyć przy tym trzeba (za NSA), że restrykcyjność sankcji nieważności powoduje, że powinna mieć ona zastosowanie tylko w wypadkach ściśle wskazanych przez ustawodawcę i tylko z powodu kardynalnego naruszenia przepisów. „Przyjęcie poglądu przeciwnego w znacznym stopniu ograniczałoby stabilność ostatecznych decyzji administracyjnych, zważywszy także na to, że w art. 156 § 2 KPA nie zostały ustanowione granice czasowe do stwierdzenia nieważności decyzji w oparciu o art. 156 § 1 pkt 2 KPA.” (por. wyrok TK z 12.5.2015 r., P 46/13, Legalis).
Istotą postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji jest bezsporne ustalenie kwestii, czy dana decyzja jest dotknięta jedną z wad wymienionych w art. 156 § 1 KPA W postępowaniu nadzorczym – odmiennie niż w postępowaniu toczącym się w trybie zwykłym – nie można rozpatrywać sprawy co do jej istoty. Przedmiotem postępowania nadzorczego jest bowiem decyzja, a nie sprawa. W postępowaniu nadzorczym są rozpoznawane kwestie prawne, a organ nadzoru działa wyłącznie jako organ kasacyjny.
WSA w Warszawie wskazał, że GINB przy ocenie skutków społeczno-gospodarczych kwestionowanej co do jej ważności decyzji nie wziął pod należytą uwagę upływu ponad 22 lat od jej wydania.
Zasada pewności prawa
W wyroku z 12.5.2015 r., P 46/13 TK, Legalis za niezgodny z art. 2 Konstytucji RP. uznał art. 156 § 2 KPA w zakresie, w jakim nie wyłącza dopuszczalności stwierdzenia nieważności decyzji wydanej z rażącym naruszeniem prawa, gdy od wydania decyzji upłynął znaczny upływ czasu, a była ona podstawą nabycia prawa lub ekspektatywy. W uzasadnieniu ww. wyroku Trybunał przeprowadził pogłębiony wywód prawny na temat treści i znaczenia zasady trwałości decyzji administracyjnej w czasie, a także wątpliwości interpretacyjnych, jakie łączą się z niejednorodnym pojmowaniem rażącego naruszenia prawa, o którym stanowi art. 156 § 1 pkt 2 KPA Zdaniem Trybunału, zasada praworządności nie uzasadnia rozwiązania prawnego umożliwiającego stwierdzenie nieważności decyzji administracyjnej, jeśli decyzja ta korzystała przez kilkadziesiąt lat z domniemania zgodności z prawem, wywołuje skutki polegające na nabyciu prawa lub ukształtowaniu ekspektatywy nabycia praw przez jej adresatów, a dodatkowo przesłanka stwierdzenia nieważności decyzji ma charakter niedookreślony i jej wykładnia ukształtowała się w orzecznictwie na długo po wydaniu decyzji. W sytuacji, w której występuje nagromadzenie powyższych okoliczności, zasada praworządności nie służyłaby realizacji zasady pewności prawa.
Ustawodawca nie wykonał tego orzeczenia.
Zasada ostateczności
W wyroku z 20.2.2019 r., II OSK 694/17, Legalis NSA słusznie wyjaśnił, że sytuacja taka wzbudza poważne wątpliwości z punktu widzenia wynikającej z art. 190 ust. 1 Konstytucji RP zasady ostateczności oraz powszechnie obowiązującej mocy prawnej orzeczeń Trybunału. W wyroku tym Sąd stwierdził, że „brak reakcji prawodawcy nie oznacza, że stan niekonstytucyjności przestaje istnieć. Wprost przeciwnie, to na sądach spoczywa wówczas powinność podjęcia takiego rozstrzygnięcia, które w realiach zaistniałego stanu faktycznego i prawnego będzie prowadziło do osiągnięcia w możliwie jak najwyższym stopniu stanu zgodności z obowiązującym prawem rozumianym całościowo, a zatem z uwzględnieniem aktów stojących na szczycie hierarchii źródeł prawa, do których z pewnością należy Konstytucja RP.” I dalej: „Bierność prawodawcy w tej materii krytycznie oceniana jest w doktrynie – podkreślając, że zgodne z prawem działanie organów państwa nie oznacza bezwzględnego obowiązku eliminowania z obrotu wadliwych decyzji, na podstawie których strona nabyła prawo lub ekspektatywę, po upływie znacznego okresu czasu. Ze wskazanego wyżej wyroku TK wyraźnie wynika potrzeba istnienia przedawnienia na obszarze prawa administracyjnego, w tym także przedawnienia do domagania się stwierdzenia nieważności decyzji na podstawie art. 156 § 1 pkt 2 KPA. Żądanie stwierdzenia nieważności decyzji na podstawie art. 156 § 1 pkt 2 KPA powinno znajdować swój kres w dążeniu do osiągnięcia, wynikającego z art. 2 Konstytucji RP, stanu prawności prawa oraz zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa. Z tego właśnie powodu wyrok TK z 12.5.2015 r., P 46/13, Legalis powinien być punktem odniesienia dla oceny legalności każdej indywidualnej sprawy administracyjnej.”
WSA w niniejszej sprawie podzielił ww. pogląd.
Wprawdzie ww. wyrok TK ma w omawianym zakresie charakter zakresowy, tym niemniej konsekwencją uznania za niekonstytucyjny przepisu zawartego w art. 156 § 2 KPA w zakresie dopuszczającym stwierdzenie nieważności decyzji bez jakiegokolwiek ograniczenia czasowego i niewątpliwie po upływie ponad 10 lat od jej wydania, jest konieczność brania pod uwagę w postępowaniu nadzwyczajnym czasu, jaki upłynął od wydania decyzji. Czas ten bowiem musi być oceniany w aspekcie skutków społeczno-gospodarczych kwestionowanej decyzji; nie tylko negatywnych, ale i pozytywnych. Ma również znaczenie przy ocenie, czy stwierdzane naruszenie ma obiektywnie znacznie większą wagę, aniżeli status ostatecznej decyzji administracyjnej.
Jeżeli na skutek wydanej przed 22 laty decyzji Kierownika Urzędu Rejonowego powstał większy obiekt budowlany, został on zasiedlony i służy już przez te lata jego mieszkańcom, a dodatkowo nie uniemożliwia innym osobom zagospodarowania ich nieruchomości zgodnie z ich przeznaczeniem – to zdaniem Sądu odpowiedź na pytanie, czy kwestionowana decyzji wywołała niemożliwe do zaakceptowania skutki społeczno-gospodarcze musi być negatywna. Decyzja ta przez kilkadziesiąt lat korzystała z domniemania zgodności z prawem. Wywołała skutki polegające na rozbudowaniu i nadbudowie budynku i nabyciu praw do tak powstałych lokali przez skarżącą.
Trafność takiego rozumowania potwierdzona została treścią nowego art. 37b PrBud, dodanego przez art. 1 pkt 21 ustawy z 13.2.2020 r. o zmianie ustawy – Prawo budowlane oraz niektórych innych (Dz.U. z 2020 r. poz. 471), zmieniającej Prawo budowlane z dniem 19.9.2020 r. Zgodnie z tym przepisem, nie stwierdza się nieważności decyzji o pozwoleniu na budowę, jeżeli od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło 5 lat (ust. 1), a w przypadku, o którym mowa w ust. 1, przepis art. 158 § 2 KPA stosuje się odpowiednio (ust. 2).
W tym postępowaniu nie prowadzi się postępowania dowodowego na okoliczności stanu faktycznego, ale ustala, czy nastąpiło rażące naruszenie prawa w dacie wydania ostatecznej decyzji przez organ w postępowaniu zwyczajnym.
Komentowane orzeczenie, powołując się na orzecznictwo TK dotyczące art. 156 KPA, wskazuje na konieczność ograniczenia czasowego możliwości stwierdzenia nieważności decyzji (tu: pozwolenia na budowę). Służyć to przeze wszystkim wzmocnieniu pewności prawa (przyznanego decyzją) oraz ochronie zasady trwałości decyzji. Postępowanie o stwierdzenie nieważności decyzji jest postępowaniem nadzwyczajnym.
Orzeczenie ma także duże znaczenie dla wykładni nowego przepisu PrBud, tj. art. 37b. Konieczność interpretowania przepisów dotyczących postępowania o stwierdzenie nieważności decyzji z uwzględnieniem czasu, jaki minął od dnia wydania kwestionowanej decyzji (w omawianym orzeczeniu to 22 lata) nakazuje przyjąć, że nowy przepis art. 37b PrBud powinien mieć zastosowanie nie tylko do pozwoleń na budowę wydanych po 19.9.2020 r.
Podobne stanowisko WSA w Warszawie zajął w wyroku z 15.9.2020 r., VII SA/Wa 2474/19, Legalis.
Brakuje objaśnień jak rozliczyć bitcoiny
Ci podatnicy, którzy sprzedali w 2020 r. waluty wirtualne, np. bitcoiny, mają czas do 30 kwietnia na rozliczenie dochodów. Muszą jednak pamiętać o ważnej zasadzie: deklarację składają też, gdy jedynie je kupili.
Przychody ze zbycia kryptowalut zaliczane są do kapitałów pieniężnych. Nie można ich łączyć z przychodami z działalności gospodarczej, nawet jeśli ktoś handluje nimi w prowadzonej działalności gospodarczej. Inwestor rozlicza się, składając formularz PIT-38 (część E). Co ważne, przychodów z kryptowalut nie można łączyć także z pozostałymi przychodami kapitałów pieniężnych, np. ze sprzedaży akcji, udziałów, wykonywania praw finansowych.
– W PIT-38 wykazujemy nie tylko dochód ze sprzedaży kryptowalut. Inwestor musi złożyć deklarację nawet wówczas, gdy w 2020 r. nie miał żadnych dochodów, a jedynie poniósł wydatki na nabycie wirtualnej waluty. W deklaracji wykazuje wówczas koszty – mówi Rafał Sidorowicz, doradca podatkowy, menedżer w MDDP.
Rozliczenie kosztów może jednak sprawiać w praktyce wiele problemów. Od 2019 r. kosztami uzyskania przychodów z odpłatnego zbycia waluty wirtualnej są udokumentowane wydatki bezpośrednio poniesione na jej nabycie oraz koszty związane ze zbyciem. Odpłatne zbycie waluty to wymiana kryptowaluty na prawny środek płatniczy, towar, usługę lub regulowanie nią innych zobowiązań.
– Inwestor może więc odliczyć cenę zakupu kryptowalut oraz ewentualne prowizje. Organ podatkowy zakwestionuje odliczenie innych wydatków, np. związanych ze sprzętem komputerowym, oprogramowaniem, abonamentem na giełdzie kryptowalut czy programami do analiz. Podobnie jeśli ktoś finansuje zakup pożyczką, nie może odliczyć prowizji ani odsetek – mówi Rafał Sidorowicz.
Jak dodaje, przepisy nie precyzują, jak należy udokumentować zakup. W praktyce inwestor powinien posiadać dokument, z którego wynika rodzaj, ilość, data oraz sposób i koszt nabycia kryptowalut. W praktyce uznaje się, że warunki te spełniają elektroniczne wyciągi z giełdy kryptowalut.
W PIT-38 można wykazać koszty uzyskania przychodów poniesione w latach ubiegłych i niepotrącone w poprzednim roku podatkowym.
– Przepisy nie precyzują, czy koszty można odliczyć tylko w następnym roku podatkowym, np. koszty z 2019 r. odejmowane są od przychodu tylko za 2020 r. Więcej argumentów przemawia za tym, że powinien mieć możliwość odliczenia także w kolejnych latach. Kwestia ta budzi wątpliwości, dlatego warto, by minister finansów rozważył wydanie objaśnień w tej sprawie – mówi Rafał Sidorowicz.
NFZ chce zwrotu pieniędzy od szpitali
Odrobią do końca roku
Już w marcu 2020 r. w nowelizacji rozporządzenia ws. ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej NFZ zdecydował, że mimo niemożności pełnej realizacji kontraktu będzie wypłacał placówkom co miesiąc 1/12 jego wartości. Miało im to zapewnić płynność finansową i umożliwić dostosowanie do warunków sanitarnych wymuszonych przez pandemię. Termin odrobienia ryczałtu przesuwano – ostatnio na koniec tego roku.
– Zgodnie z art. 2 uchwalonej przez Sejm 17 marca nowelizacji ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej zawarte ze szpitalami włączonymi do systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia są przedłużone do 31 grudnia 2021 r. – informuje rzecznik funduszu Sylwia Wądrzyk.
Jednak wezwania do zwrotu pieniędzy dostają już teraz. W marcu Szpital Uniwersytecki w Krakowie dowiedział się, że w ciągu kilkunastu dni ma zwrócić 7,6 mln zł z 1/12 ryczałtu dla czterech umów na zabiegi trombektomii mechanicznej (stosowanej po udarach mózgu), rehabilitacji i na prowadzenie centrum zdrowia psychicznego. Zarządzający szpitalem uważają, że NFZ zmusza ich do zwrotu pieniędzy, jakie przeznaczyli na funkcjonowanie w pandemii.
Rzeczniczka małopolskiego NFZ Aleksandra Kwiecień tłumaczyła, że umowy nie dotyczyły leczenia z Covid-19, a zakończyły się 31 grudnia 2020 r. „Po zakończeniu realizacji umów szpital ma obowiązek rozliczyć ich wykonanie” – czytamy na stronie małopolskiego oddziału funduszu.
Podobnych wezwań jest więcej. Otrzymały je też szpitale marszałkowskie z województwa lubuskiego – szpital w Gorzowie ma zwrócić 10 mln zł, Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze ponad 8 mln zł, szpital w Torzymiu – 1 mln zł, a szpital ortopedyczy w Świebodzinie – 0,5 mln zł.
– Od początku istotą 1/12 było odrobienie lub zwrot otrzymanej zaliczki. 1/12 nie dotyczy ryczałtu, bo ryczałt jest na bieżąco rozliczany bez względu na to, czy szpital wykonuje kontrakt. Ta 1/12 dotyczy tylko części świadczeń wyodrębnionych z ryczałtu – precyzuje rzeczniczka lubuskiego oddziału NFZ Joanna Branicka.
Wprowadzeni w błąd
– Dlatego my nie wstrzymywaliśmy zabiegów planowych – mówi dyrektor jednego ze szpitali w Warszawie. – Wiedzieliśmy, że NFZ nie daruje nam tej 1/12, bo musiałby zmienić co najmniej trzy ustawy – o świadczeniach zdrowotnych, działalności szpitalnej i dyscyplinie finansów publicznych. Szkoda, że wielu się na to nabrało, a resort nie wyprowadził ich z błędu – dodaje rozmówca „Rz”.
Juliusz Krzyżanowski adwokat, Baker McKenzie
W związku z pandemią wielu świadczeniodawców nie wykonało w ubiegłym roku standardowej liczby świadczeń i wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie podobnie. W wielu przypadkach brak świadczeń nie wynikał z woli lub winy podmiotu leczniczego, ale z powodu wprowadzenia lockdownu i obaw wielu pacjentów przed poddawaniem się zabiegom w trakcie pandemii. Duże znaczenie miały również zalecenia Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia ograniczenia do minimum lub zawieszenia zabiegów planowych. Jednocześnie podmioty lecznicze, pomimo faktycznego niewykonywania świadczeń, poniosły takie same albo nawet większe koszty niż w analogicznych okresach przed pandemią koronawirusa SARS-CoV-2. Na podstawie obowiązujących przepisów Narodowy Fundusz Zdrowia wypłacał tym podmiotom środki, które pozwoliły im na stałe funkcjonowanie. W związku z tym nie dysponują już one środkami, które mogłyby zwrócić do Narodowego Funduszu Zdrowia. W konsekwencji niezbędne jest, by rząd zadbał o kondycję finansową podmiotów leczniczych, jeżeli nie z własnej winy nie mogą wykonywać świadczeń.
Stan niewypłacalności dłużnika
Stan faktyczny
Dyrektor Izby Administracji Skarbowej utrzymał w mocy decyzję Naczelnika Urzędu Skarbowego w S. z (…) 11.2019 r., w której orzeczono o solidarnej odpowiedzialności podatkowej R. M. członka zarządu E. S. Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością za zaległości tej spółki w podatku dochodowym od osób prawnych w kwocie (…) zł. wraz z odsetkami za zwłokę w kwocie (…) zł. oraz za koszty postępowania egzekucyjnego w kwocie (…) zł., powstałe w związku z postępowaniem egzekucyjnym, prowadzonym na podstawie tytułu wykonawczego z (…) 2.2015 r. wystawionego przez Naczelnika Urzędu Skarbowego w S. na zaległość ww. spółki w podatku dochodowym od osób prawnych za 2013 r.
Skarżący zaskarżył ww. decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej do WSA w Szczecinie. Sąd uchylił zaskarżoną decyzję i poprzedzającą ją decyzję Naczelnika Urzędu Skarbowego w S. z (…) 11.2019 r., w części orzeczenia o solidarnej odpowiedzialności członka zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością za zaległości w podatku dochodowym od osób prawnych za 2013 r. wraz z odsetkami za zwłokę i umorzył postępowanie podatkowe w tej części. W pozostałej części Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie oddalił skargę.
Z uzasadnienia Sądu
W niniejszej sprawie Organ odwoławczy ocenił w tym kontekście wskazane przez Skarżącego należności, które, co trzeba dostrzec, nie zostały przez Skarżącego udokumentowane. Skarżący sam przyznaje, że są one sporne i objęte postępowaniem sądowym. Nie można zatem przyjąć, iż należności te, o ile faktycznie przysługują Spółce, posiadają walor pewności i realności zaspokojenia należności Skarbu Państwa. Słusznie Organ odwoławczy argumentował, iż postępowanie egzekucyjne zostało umorzone właśnie z powodu braku realnego majątku Spółki.
W konsekwencji, Sąd podzielił stanowisko Organu odwoławczego i stwierdził, że w przedmiotowej sprawie nie doszło do spełnienia przesłanki egzoneracyjnej określonej w art. 116 § 1 pkt 2 ustawy z 29.8.1997 r. Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1325; dalej: OrdPU), a zarzut naruszenia tego przepisu nie zasługuje na uwzględnienie.
Jak wynika to z pisma Sądu Rejonowego Szczecin-Centrum w S. do dnia jego sporządzenia nie został złożony wniosek o ogłoszenie upadłości spółki. (…)
Skoro od 2013 r. Skarżący pełnił funkcje członka zarządu, powinien mieć wiedzę o zaległościach Spółki, albowiem jednym z obowiązków członka zarządu jest monitorowanie zadłużenia spółki, pozwalające na zgłoszenie w odpowiednim czasie wniosku o upadłość lub wszczęcie postępowania układowego, co z kolei uwalnia go od odpowiedzialności za zaległości podatkowe spółki.
W zakresie przesłanek egzoneracyjnych – wyłączających odpowiedzialność podatkową osoby trzeciej, tj. w zakresie przesłanki właściwego czasu do zgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości, należy podnieść, że w orzecznictwie sądów administracyjnych przyjęto, iż pojęcie „właściwego czasu”, które nie zostało zdefiniowane w przepisach OrdPU, winno być oceniane z punktu widzenia przepisów regulujących postępowanie upadłościowe oraz układowe. Wskazuje się także, że „czas właściwy” do zgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości, to czas właściwy ze względu na ochronę wierzycieli.
Brak przesłanek wyłączających odpowiedzialność
Zgodnie z art. 10 ustawy z 28.2.2003 r. Prawo upadłościowe (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1228; dalej: PrUpad) upadłość ogłasza się w stosunku do dłużnika, który stał się niewypłacalny. Jak stanowi art. 11 ust. 1 i 2 PrUpad, dłużnik jest niewypłacalny, jeżeli nie wykonuje swoich wymagalnych zobowiązań, zaś dłużnika będącego osobą prawną albo jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, uważa się za niewypłacalnego także wtedy, gdy jego zobowiązania przekroczą wartość jego majątku, nawet wówczas, gdy na bieżąco te zobowiązania wykonuje. Stosownie do art. 21 ust. 1 i 2 PrUpad, dłużnik jest obowiązany, nie później niż w terminie 30 dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości, zgłosić w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości. Jeżeli dłużnikiem jest osoba prawna albo inna jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, obowiązek ten spoczywa na każdym, kto ma prawo go reprezentować sam lub łącznie z innymi osobami.
W świetle powyższego nie powinno budzić wątpliwości, że jeżeli dłużnik nie wykonuje ciążących na nim wymagalnych zobowiązań, wówczas jest niewypłacalny, co stwarza podstawę ogłoszenia w stosunku do niego upadłości. Dla określenia stanu niewypłacalności nieistotne jest, czy dłużnik nie wykonuje wszystkich swoich zobowiązań, czy też tylko niektórych z nich, jak też jaka jest przyczyna niewykonywania zobowiązań oraz ilość wierzycieli. Niewypłacalność istnieje nie tylko wtedy, gdy dłużnik nie ma środków, lecz także wtedy, gdy dłużnik nie wykonuje zobowiązań z innych przyczyn.
Organ, powołując się na art. 11 ust. 1 i art. 21 ust. 1 i 2 PrUpad prawidłowo ustalił kiedy Spółka stała się niewypłacalna i kiedy zobowiązana była złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości. Stanowisko Organu odwoławczego w tym zakresie nie jest przez Skarżącego kwestionowane. Natomiast akcentowane przez Skarżącego okoliczności – posiadanie wierzytelności dochodzonych przez Spółkę na drodze postępowania sądowego oraz posiadanie w związku z tym majątku, nie mogą mieć dla omawianej kwestii znaczenia, z uwagi na wystąpienie samoistnej przesłanki uznania Spółki za niewypłacalną, określonej w art. 11 ust. 1 PrUpad. Również bezsporną okolicznością jest, że wniosek o ogłoszenie upadłości Spółki w ogóle nie został złożony. W ocenie Sądu, brak jest podstaw do twierdzenia, że niezgłoszenie wniosku we właściwym czasie nastąpiło bez winy Skarżącego; Skarżący nie podniósł żadnych okoliczności świadczących o braku jego winy w niezgłoszeniu takiego wniosku. Tym samym nie zaistniały przesłanki wyłączające odpowiedzialność Skarżącego.
Uznać należało zatem, że nie doszło do naruszenia wskazanych w skardze przepisów a decyzja Organu odwoławczego spełnia wszelkie wymagania wskazane w art. 210 § 4 OrdPU. Uzasadnienie faktyczne decyzji zawiera wskazanie faktów, które Organ uznał za udowodnione, dowodów, którym dał wiarę oraz przyczyn, dla których innym dowodom odmówił wiarygodności, uzasadnienie prawne zaś zawiera wyjaśnienie podstawy prawnej decyzji z przytoczeniem przepisów prawa. Co istotne, Organ odwoławczy odniósł się do zarzutów skarżącego.
Niewypłacalność to taki stan finansowy dłużnika, w którym utracił on zdolność do wykonywania wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Jak wskazuje się w doktrynie prawa upadłościowego, sformułowanie „utracić zdolność” odnosi się do faktycznej zdolności płatniczej i co do zasady oznacza brak dostępnej gotówki zarówno w kasie, jak i na rachunkach bankowych, w wysokości pozwalającej na uregulowanie wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Zdolność ta może zostać przywrócona poprzez np. zbycie składników majątkowych (zamiana majątku na gotówkę) lub też w drodze zaciągnięcia nowych zobowiązań (pożyczka lub kredyt). Jak wskazano w uzasadnieniu nowelizacji PrUpad, nowe brzmienie art. 11 ust. 1 PrUpad wiąże powstanie stanu niewypłacalności z okolicznościami natury finansowej. W zakresie przesłanki płynnościowej określono, że dłużnik jest niewypłacalny, jeżeli utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Podkreślić przy tym trzeba, że utrata płynności rzutująca na niewypłacalność przedsiębiorcy jest zawsze związana z finansowym aspektem oceny kondycji dłużnika. Oznacza to, że niewypłacalny nie będzie taki podmiot, który utracił zdolność płatniczą ze względów faktycznych i pozafinansowych (np. z powodu urazu powypadkowego osoba fizyczna zapomniała kodów dostępu do rachunku bankowego).
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie w uzasadnieniu orzeczenia podkreślił, że niewypłacalność istnieje nie tylko wtedy, gdy dłużnik nie ma środków, lecz także wtedy, gdy dłużnik nie wykonuje zobowiązań z innych przyczyn. Kwestia ta podlega badaniu w postępowaniu administracyjnym (podatkowym) lub też postępowaniu sądowym, gdyż sam fakt braku zapłaty nie świadczy bowiem jeszcze o tym, że dłużnik jest niewypłacalny, a w konsekwencji, że powinno być wobec niego wszczęte postępowanie upadłościowe. Konieczny jest zły stan finansów, uniemożliwiający uregulowanie zobowiązań pieniężnych. Z punktu widzenia wierzycieli istotne jest nie to, czy dłużnik rzeczywiście nie zapłacił w terminie, lecz raczej to, że nie jest on zdolny do dokonania zapłaty.
Zawieszenie terminów procesowych w stanie zagrożenia epidemicznego
Stan faktyczny – odrzucenie skargi kasacyjnej
SN w sprawie z powództwa 4 osób przeciwko Zakładowi Ubezpieczeń S.A. o zapłatę, po rozpoznaniu zażalenia powódek na postanowienie Sądu Apelacyjnego z 23.7.2020 r. uchylił zaskarżone postanowienie, którym odrzucono spóźnioną skargę kasacyjną.
Sąd Apelacyjny odrzucając skargę kasacyjną, wyjaśnił, że pełnomocnik powódek otrzymał odpis wyroku tego Sądu z uzasadnieniem 2.3.2020 r., natomiast skargę kasacyjną nadał w urzędzie pocztowym dopiero 10.7.2020 r. Obliczając bieg 2-miesięcznego terminu do wniesienia skargi kasacyjnej Sąd Apelacyjny wziął pod uwagę przepis art. 15zzs ust. 1 pkt 1 ustawy z 2.3.2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1842; dalej: KoronawirusU), zgodnie z którym w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID bieg terminów procesowych i sądowych w postępowaniach sądowych nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres.
Wskazał, że przepis ten wszedł w życie w 31.3.2020 r., co wynikało z art. 101 ustawy z 31.3.2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 568, dalej: ZmKoronawirusU20 (1)), w którym nie został wymieniony jako mający moc wsteczną. Okres zawieszenia zakończył się – na podstawie art. 68 ust. 6 ustawy z 14.5.2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz.U. z 2020 r. poz. 875; dalej: DziałOsłSARSCoV2U lub „Tarcza 3.0”) – po upływie 7 dni od wejścia tej ustawy w życie, tj. 23.5.2020 r. Tarcza 3.0 uchyliła również m.in. art. 15zzs KoronawirusU. W rezultacie Sąd Apelacyjny obliczył, że przed okresem zawieszenia postępowania powódkom upłynęło 28 dni terminu dwumiesięcznego z art. 3985 § 1 KPC (od 2.3.2020 r. do 30.3.2020 r.), a następnie termin zaczął biec dalej od 24.5.2020 r.
W dniu wniesienia skargi kasacyjnej, tj. 10.7.2020 r. upłynęło łącznie 76 dni, co oznaczało – przy zastosowaniu art. 114 KC, nakazującego liczyć miesiąc za 30 dni – że termin dwumiesięczny (60 dni) został przekroczony.
Powódki złożyły zażalenie na to postanowienie.
Stanowisko SN
SN wskazał, że art. 15zzs ust. 1 KoronawirusU, wprowadzony nowelą z 31.3.2020 r. stanowił, iż w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID bieg terminów procesowych i sądowych w postępowaniach sądowych nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres.
SA przyjął, że przepis ten wywarł skutek w postaci zawieszenia procesowego terminu ustawowego do wniesienia skargi kasacyjnej przez powódki od chwili wejścia w życie, tj. od 31.3.2020 r. do dnia wskazanego w art. 68 ust. 6 Tarczy 3.0, tj. do 23.5.2020 r. Bieg terminu do wniesienia skargi kasacyjnej, zgodnie z art. 3985 § 1 KPC, rozpoczął się dla powódek 2.3.2020 r., a więc z chwilą doręczenia odpisu wyroku Sądu Apelacyjnego z uzasadnieniem ich pełnomocnikowi. Zdarzenie to miało więc miejsce przed wejściem w życie art. 15zzs KoronawirusU, a także przed wprowadzeniem 14.3.2020 r. stanu zagrożenia epidemicznego, który 20.3.2020 r. przeszedł płynnie w stan epidemii.
Kwestią wymagająca rozstrzygnięcia jest zakres czasowy oddziaływania art. 15zzs ust. 1 KoronawirusU a konkretnie oznaczenie początku okresu zawieszenia biegu terminów procesowych wyznaczonego przez ten przepis.
W doktrynie i orzecznictwie konkurują 2 stanowiska.
Zgodnie z jednym z nich – treść normatywna przepisu wyznacza okres zawieszenia przez odwołanie się do obiektywnych zdarzeń o początku i końcu wyznaczonym odpowiednim aktem prawnym, jakimi są stan zagrożenia epidemicznego oraz stan epidemii ogłoszony z powodu COVID. Zawieszenie biegu terminów procesowych – mimo że wprowadzone ustawą wchodzącą w życie już po odwołaniu stanu zagrożenia epidemicznego i po ogłoszeniu stanu epidemii – kształtuje więc sytuację prawną podmiotów uczestniczących w postępowaniach m.in. sądowych w odniesieniu do całego, zakończonego już stanu zagrożenia epidemicznego ogłoszonego z powodu COVID, a także co do tej części stanu epidemii, który upłynął przed wejściem w życie art. 15zzs ust. 1 KoronawirusU.
Drugi pogląd, przyjęty przez Sąd Apelacyjny, akcentuje proceduralny charakter przepisów o zawieszeniu postępowania i odwołuje się do wywiedzionej z art. XV § 1 ustawy z 17.11.1964 r. – Przepisy wprowadzające Kodeks postępowania cywilnego (Dz.U. z 1964 r. Nr 43, poz. 297 ze zm; dalej: PWKPC) zasady, że przepisy procesowe zaczynają działać we wszystkich postępowaniach od chwili wejścia w życie, o ile innego ich skutku nie przewidują przepisy szczególne. Zwolennicy tego stanowiska wskazują na niezamieszczenie w art. 101 ZmKoronawirusU20 postanowień wskazujących na wsteczny skutek przepisów o zawieszeniu biegu terminów procesowych, z czego wnioskują o ich oddziaływaniu na przyszłość od 31.3.2020 r.
Zawarte w art. 15zzs ust. 1 KoronawirusU nawiązanie do stanu zagrożenia epidemicznego, stanowiącego w dniu uchwalania ustawy już zamknięty okres z przeszłości wyjaśniają możliwością ogłoszenia takiego stanu ponownie w przyszłości. Sąd Najwyższy, oceniając argumenty przemawiające za jednym lub drugim kierunkiem wykładni uznał, że proces interpretacji musi uwzględniać przede wszystkim treść budzącego wątpliwości przepisu, którą tłumaczyć należy z uwzględnieniem trwale przyjętych reguł interpretacyjnych, nie pomijając okoliczności jego uchwalenia, oraz jego przedmiotu i celu, jakiemu miał służyć. Art. 15zzs, podobnie jak cała KoronawirusU, w której został zamieszczony w wyniku jej nowelizacji, stanowi element prawodawstwa epizodycznego, powstałego w okresie nagłego wystąpienia epidemii o globalnym zakresie. Działania prawne mające zapobiec jej negatywnym skutkom i umniejszyć konsekwencje w różnych dziedzinach życia społecznego i gospodarczego następowały w drodze wydawania szeregu aktów prawnych w trybie pilnym. Akty te wykazywały luki i przeoczenia, uzupełniane następnie w drodze pośpiesznych nowelizacji, i dalekie były od kompleksowości, spójności i precyzji.
Dość wskazać, że art. 15zzs ust. 1 KoronawirusU stanowi o zawieszeniu terminów procesowych i sądowych, co – interpretowane dosłownie jako koniunkcja – wskazywałoby objęcie tym przepisem tylko tych terminów procesowych, które wynikają z zarządzenia sądu, gdyż taką konotacje prawną ma pojęcie termin procesowy i sądowy. Tym samym przepis nie odnosiłby się do terminów procesowych ustawowych, do których należy np. będący przedmiotem niniejszego postępowania termin do wniesienia skargi kasacyjnej. Nie budzi jednak wątpliwości Sądu Apelacyjnego, ani Sądu Najwyższego, że intencją ustawodawcy było objęcie zawieszeniem wszystkich terminów procesowych (ustawowych, sądowych i umownych), co wynika z celu wprowadzonego unormowania. Była nim ochrona stron przed negatywnymi skutkami upływu terminów procesowych w okresie paniki i chaosu związanego z pojawieniem się nieznanego wirusa i powszechnego lęku przed zakażeniem. Ten cel uzasadnia nie tylko przyjęcie szerszego, niżby wynikało z brzmienia przepisu, zakresu terminów procesowych objętych jego działaniem ale także ocenę, że jego zadaniem było zapewnienie ochrony przed upływem terminów procesowych nie tylko na przyszłość ale także wstecz, gdyż problem ograniczeń w obsłudze petentów przez sądy były znaną zaszłością, nieuwzględnioną jednak wcześniej w KoronawirusU. Przemawia za tym wymienienie w przepisie stanu zagrożenia epidemicznego, który w chwili wejścia w życie art. 15zzs ust. 1 KoronawirusU już okresem zakończonym.
Niezamieszczenie wśród przepisów przejściowych postanowień dotyczących stosowania art. 15zzs ust. 1 KoronawirusU w zestawieniu z treścią tego przepisu nie stanowi dostatecznej przesłanki do przyjęcia, że odwołania do stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii mają jedynie ogólny charakter i nie pozwalają na przypisanie im roli wyznacznika czasu zawieszenia biegu terminów procesowych. Przeczy temu treść art. 15zzs ust. 10 i 11 KoronawirusU, które też nie zostały odrębnie wymienione w art. 101 ZmKoronawirusU20, tymczasem zawarte w nich odwołanie do okresu, o którym mowa w art. 15zzs ust. 1, jako tego, w którym wyłączone zostaje stosowanie przepisów o bezczynności organów i konsekwencjach zaprzestania przez nie działania, nie może być rozumiane inaczej, niż jako odniesione także do przeszłego już stanu zagrożenia epidemicznego i obowiązującego stanu epidemii.
Użyte w przepisie sformułowania są zrozumiałe, a okoliczności wprowadzenia art. 15zzs i jego cele uzasadniały ich odczytanie zgodnie z dosłownym brzmieniem. W konsekwencji okres biegu terminu dwumiesięcznego (60 dni), w którym powódki były uprawnione do wniesienia skargi kasacyjnej, należało liczyć od 2.3.2020 r. do 13.3.2020 r. (11 dni), a następnie od 24.5.2020 r. (pozostałe 49 dni), co oznacza, że termin ten kończył się w 11.7.2020 r. (8 dni maja, 30 dni czerwca, 11 dni lipca 2020 r.). Skarga wysłana w urzędzie pocztowym w 10.7.2020 r. została więc złożona w terminie.
Z tych przyczyn zaskarżone postanowienie o odrzuceniu skargi kasacyjnej jako spóźnionej należało uchylić na podstawie art. 3941 § 3 w zw. z art. 39815 § 1 KPC.
Omawiane postanowienie SN rozstrzyga problem liczenia terminów związanych z ich zawieszeniem na podstawie przepisu art. 15zzs ust. 1 KoronawirusU. Przepis ten obecnie nie obowiązuje, ale jego treść – z uwzględnieniem racjonalnej wykładni dokonanej przez SN – ma nadal znaczenie dla oceny skuteczności czynności procesowych podejmowanych w okresie zawieszenie biegu terminów.
Co najistotniejsze, termin zawieszenia liczony jest od wprowadzenia stanu zagrożenia epidemicznego (14.3.2020 r.), a nie od daty wejścia w życie ww. przepisu, tj. od 31.3.2020 r.
Uproszczenia w sądach na czas epidemii
Niejawnie, w pojedynkę
Rozprawa lub posiedzenie do tej pory jawne, prowadzone będzie przy użyciu urządzeń elektronicznych na odległość z bezpośrednim przekazem obrazu i dźwięku (posiedzenie zdalne). Już dziś tak jest w części spraw. Powodowie, wnioskodawcy, pozwani oraz ich pełnomocnicy, świadkowie oraz sędziowie nie muszą przebywać w budynku sądu.
Od posiedzenia zdalnego można odstąpić tylko gdy jawny proces jest konieczny i możliwy w budynku sądu bez zagrożenia dla zdrowia. Wymaga to zgody prezesa sądu, co już jest barierą. Nie zawsze musi być rozprawa, czasem wystarczy posiedzenie.
Na wniosek strony lub osoby wezwanej, zgłoszony co najmniej siedem dni przed terminem posiedzenia zdalnego, sąd zapewni jej udział w gmachu sądu, gdy oświadczy, że nie ma technicznych warunków udziału w posiedzeniu zdalnym.
Nowością jest że w pierwszej i drugiej instancji sąd ma orzekać jednoosobowo, ale prezes może zarządzić skład trzyosobowy, ze względu na szczególną zawiłość lub precedensowy charakter sprawy.
Adwokat Jerzy Naumann uważa, że skład trzyosobowy zwiększa szanse na bardziej wszechstronne rozważenie sprawy i bardziej sprawiedliwy wyrok.
Podobne rygory są w sądach administracyjnych. Tam można kierować sprawę na „niejawne”, ale sędziowie orzekają w trójkę.
Pytani przez nas sędziowie raczej są za jednoosobowymi składami, bo przyśpiesza to badanie spraw.
Ważne e-zmiany
Pełnomocnik w pierwszym piśmie procesowym do sądu ma podać telefon i mail do doręczeń, a jeśli nie może korzystać z systemu teleinformatycznego obsługującego postępowanie, sąd umieści pisma na portalu informacyjnym sądu, ze skutkiem klasycznego doręczenia. Wtedy pełnomocnik dołączy do pisma wnoszonego do sądu jego informatyczną wersję z cyfrowym odwzorowaniem załączników.
Ze zmian nie jest zadowolona adwokatura, która przymierza się do stworzenia własnego systemu doręczeń.
Nowela wprowadza elektroniczne licytacje nieruchomości, na wzór stosowanej już licytacji ruchomości.
– Przejrzystość przetargów pozwoli ograniczyć zmowę licytantów – wskazuje dr Jarosław Świeczkowski, komornik z Pomorza.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Rafał Dębowski adwokat pilotował nowelę z ramienia NRA
To pomysł na ulżenie sądom, a nie osobom korzystającym z sądu. Jak ma sobie poradzić osoba, która nie może wyjść z domu? Wprawdzie nowela odstępuje od natychmiastowego wejścia w życie e-doręczeń i daje adwokatom (radcom prawnym) 14 dni na przygotowanie się do zmian, ale nakłada na nas dodatkowe obowiązki biurokratyczne, mianowicie dołączania do pism wysyłanych do sądu ich informatycznych kopii. Można sobie wyobrazić wysłanie płyty w liście, ale np. projektów budowlanych nie da się na nich umieścić, nie mówiąc już o tym, w jakim formacie mają być wysłane. Jeśli sąd ma prawo wysłania pisma sądowego, to dlaczego taka osoba nie może wysłać pisma w tej samej formie, a tym bardziej adwokat?
Etap legislacyjny: trafi do Senatu.
Zmiany związane z elektronicznym zgłoszeniem urodzenia dziecka
- Zakłada się, że projektowane w EwidLU zmiany dotyczące elektronicznego zgłaszania urodzin dziecka wejdą w życie 14.1.2022 r.
Zmiany w nadawaniu PESEL
Projektowane zmiany dotyczą art. 21 EwidLU, który zawiera przepisy związane z nadawaniem lub zmianą numeru PESEL. Dzięki nowelizacji tego przepisy możliwe będzie opatrzenie powiadomienia o nadaniu numeru PESEL pieczęcią ministra właściwego do spraw informatyzacji weryfikowaną przy pomocy kwalifikowanego certyfikatu. Zgodnie z nowym brzmieniem przepisów tego artykułu powiadomienie osoby o nadaniu lub zmianie numeru PESEL, sporządzane na piśmie utrwalonym w postaci elektronicznej, na podstawie zgłoszenia, o którym mowa w art. 58a ust. 1 ustawy z 28.11.2014 r. Prawo o aktach stanu cywilnego (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 463 ze zm.; dalej: PrASC) będzie od 14.1.2022 r. opatrywane pieczęcią ministra właściwego do spraw informatyzacji weryfikowaną przy pomocy kwalifikowanego certyfikatu.
Zarejestrowanie urodzenia dziecka
Po zarejestrowaniu urodzenia dziecka osobie zgłaszającej wydawane są dokumenty: odpis skrócony aktu urodzenia, zaświadczenie o zameldowaniu oraz powiadomienie o nadaniu numeru PESEL. Aktualnie trwające prace w ramach projektu „Rozwój Systemu Rejestrów Państwowych” mają między innymi za zadanie usprawnić i przyspieszyć ten proces poprzez zapewnienie dwukierunkowej komunikacji pomiędzy e-usługą zgłoszenia urodzenia dziecka a Systemem Rejestrów Państwowych.
Istotnym elementem zapewnienia sprawnej komunikacji pomiędzy e-usługą zgłoszenia urodzenia dziecka a Systemem Rejestrów Państwowych jest właśnie wspomniane wyżej zapewnienie możliwości opatrywania wymienionych już trzech dokumentów pieczęcią ministra. Chodzi tutaj o odpis skrócony aktu urodzenia, zaświadczenie o zameldowaniu oraz powiadomienie o nadaniu numeru PESEL.
Aktualnie wydanie odpisu skróconego aktu urodzenia, zaświadczenia o zameldowaniu oraz powiadomienia o nadaniu numeru PESEL przez kierownika urzędu stanu cywilnego w postaci elektronicznej na skutek elektronicznego zgłoszenia urodzenia dziecka wymaga ich przeniesienia ze stacji roboczej SRP, na której są generowane do innej stacji roboczej posiadającej dostęp do internetu i umożliwiającej podpisanie podpisem elektronicznym. Dzięki nowelizacji przepisu art. 21 EwidLU możliwe będzie opatrywanie skróconego odpisu aktu urodzenia, zaświadczenia o zameldowaniu oraz powiadomienia o nadaniu numeru PESEL nowo narodzonemu dziecku pieczęcią ministra, co pozwoli na podpisanie i wysyłkę tych dokumentów ze stacji roboczej SRP, na której dokumenty są generowane. Zdecydowanie przyspieszy i usprawni to cały proces.
Trzeba przy tym zaznaczyć, że w odniesieniu do powiadomienia o nadaniu numeru PESEL projektowana regulacja dotyczyć będzie wyłącznie powiadomień sporządzanych na skutek elektronicznego zgłoszenia urodzenia dziecka w trybie art. 58a PrASC i to przy jednoczesnym wybraniu przez osobę zgłaszającą urodzenie dziecka elektronicznej postaci dokumentów wydawanych na skutek zgłoszenia. Numer PESEL jak i powiadomienie będą wówczas generowane automatycznie przez system po zarejestrowaniu urodzenia dziecka.
Powyższe zmiany pociągną za sobą konieczność zmian w przepisach art. 32 EwidLU, które regulują wydawanie zaświadczeń o zameldowaniu, które z kolei są kolejnym dokumentem wydawanym na skutek zgłoszenia urodzenia dziecka. Zgodnie z art. 29 EwidLU zameldowania dziecka w przypadku sporządzenia aktu urodzenia dokonuje kierownik urzędu stanu cywilnego.
Umowa o dzieło czy o świadczenie usług
Stan faktyczny
P. zawarła z S. T.-S. umowę określoną jako umowa o dzieło, w ramach której S. T.-S. zobowiązała się do udziału w panelu dyskusyjnym podczas konferencji z udziałem publiczności, przeniesienia autorskich praw majątkowych do utworu i wypowiedzi wygłoszonych w toku dyskusji oraz do udzielenia zgody na dysponowanie przez zamawiającego swoim wizerunkiem utrwalonym w jej trakcie. Dyrektor Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia stwierdził istnienie obowiązku ubezpieczenia zdrowotnego S. T.-S. z tytułu wykonywania umowy zlecenia. P., jako płatnik składek, wniosła odwołanie twierdząc, że zakwestionowana przez organ umowa, dotyczyła wyłącznie jednorazowego udziału w panelu dyskusyjnym podczas konferencji nagrywanej przez zamawiającego i publikowanej na stronie internetowej, obejmującego występ wykonawcy, który wymagał odrębnego przygotowania i sporządzenia końcowego dzieła w postaci oryginalnego i spójnego wystąpienia, które jest rezultatem o charakterze niematerialnym, oraz stanowi utwór w rozumieniu prawa autorskiego.
Prezes NFZ utrzymał w mocy rozstrzygnięcie organu I instancji uznając, że sporna umowa to umowa o świadczenie usług, do której zgodnie z art. 750 KC stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu. Organ uznał, że w spornej umowie brak jest indywidualizacji zamówionego dzieła – rezultatu, nawet jeżeli z umowy wynika, że wykonawca zobowiązany jest wykonywać umowę osobiście, to realizacja rzekomego dzieła uzależniona była nie tylko od wykonawcy, ale także od uczestnictwa innych osób. Dyskusja z udziałem publiczności, nawet utrwalona na piśmie, nośniku elektronicznym w postaci prezentacji multimedialnej czy zamieszczona na stronie internetowej, nie może być utożsamiona z dziełem, ponieważ tego rodzaju utrwalenie nie spełnia kryterium samoistności i niezależności. Również uzyskana przez odbiorców czy uczestników dyskusji wiedza na temat danego problemu nie może zostać uznana za rezultat niematerialny, bowiem nie jest ona określona i pewna w momencie zawierania umowy i zależy od subiektywnych uwarunkowań poszczególnych osób.
Zamiar stron i cel umowy
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę płatnika składek. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że już z samej treści umowy wynika, iż jest to umowa o świadczenie usług. Wprawdzie zgodnie z art. 65 § 2 KC, w umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, niż opierać się na jej dosłownym brzmieniu, to jednak umowa zawarta przez skarżącą z wykonawcą nie wywołują tego rodzaju wątpliwości. Strony w spornej umowie konsekwentnie posługuje się pojęciem usług i nie używają pojęcia „dzieło”, co uzasadnia stwierdzenie, iż strony w chwili zawierania umowy jednoznacznie traktowały ją jako dotyczącą świadczenia usług. W przypadku wykonywania czynności objętych sporną umową nie występuje żaden rezultat ucieleśniony w jakiejkolwiek postaci, pomijając wynikające z umowy utrwalanie dyskusji na elektronicznych nośnikach wizualnych i audiowizualnych. Materiały odtworzeniowe, będące skutkiem zapisu czynności determinowanych starannością działania, a nie osiągnięciem konkretnego, sprecyzowanego rezultatu, nie zastępują tego rezultatu, a więc nie tworzą dzieła. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że debaty, dyskusje panelowe czy seminaria z udziałem publiczności są wynikiem pracy wielu osób, a nie wyłącznym/samodzielnym rezultatem pracy wykonawcy umowy, nawet gdy zostały utrwalone na nośniku elektronicznym. W przypadku każdych zajęć dydaktycznych, panelowych czy seminaryjnych dobór teorii, metod edukacyjnych, sposobu przeprowadzenia wykładu/panelu/dyskusji, jest zindywidualizowany przez osobę wykładowcy/prowadzącego, ale nie zmienia to tych przedsięwzięć, a w istocie ich wykonania, w umowę rezultatu. Wkład w postaci wysiłku intelektualnego, wymaganego przy każdej pracy umysłowej, jest bowiem elementem obowiązku starannego działania, a nie dziełem.
Umowa świadczenia usług a umowa o dzieło
Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną podkreślając, że autonomia woli stron zawierających umowę nie jest nieograniczona, nie pozwala bowiem na dowolne określenie natury zawartego zobowiązania, wbrew rzeczywistej jego treści i wbrew prawu. Z zawartej pomiędzy skarżącą a wykonawcą umowy wynika, że była ona pozbawiona przedmiotowo istotnych postanowień właściwych dla umowy o dzieło – strony nie zindywidualizowały w umowie dzieła, uniemożliwiając weryfikację jego wykonania, jak również nie umówiły się z góry na określony rezultat. W rezultacie należy uznać, że wolą stron umowy było świadczenie usług, a nie wykonanie dzieła, gdyż to nie wynik, lecz określone działania były istotne dla realizacji umowy. Wykonanie umowy stanowiło ciąg czynności faktycznych poddanych reżimowi starannego działania zmierzających do przekazania uczestnikom panelu i konferencji, jako skutku tych czynności, wiadomości, opinii, poglądów ubezpieczonej na omawiany temat czy zagadnienie, jednak bez gwarancji ich przyswojenia i posługiwania się jej wypowiedziami.
Naczelny Sąd Administracyjny podkreślił, że oznaczenie dzieła służy do sprecyzowania oczekiwań zamawiającego, odpowiadających jego osobistym potrzebom, upodobaniom czy wymaganiom. Konieczność wykonania dzieła w sposób zgodny z oczekiwaniami zamawiającego rzutuje także na samodzielność wykonawcy. Będzie ona zawsze podporządkowania celowi umowy – stworzeniu dzieła o cechach oznaczonych przez zamawiającego (zob. wyrok SN z 2.9.2020 r., I UK 96/19, Legalis. Brak natomiast kryteriów określających pożądany przez zamawiającego wynik umowy prowadzi do wniosku, że przedmiotem zainteresowania zamawiającego jest wykonanie określonych czynności, a nie ich rezultat mający postać dzieła.
Sędzia w internecie ma być skromny i przyzwoity
Dr Agnieszka Wedeł-Domaradzka, autorka publikacji, przytacza też raport specjalnego sprawozdawcy ONZ ds. niezależności prawników, który podczas obrad Rady Praw Człowieka przedstawił swe rekomendacje.
Wolność online
– Brakuje wskazówek w regulacjach prawa międzynarodowego i wiedzy, czy i w jaki sposób sędziowie i prokuratorzy mogliby korzystać ze swych wolności online – głosi raport. Powinny więc to nadrobić ustawodawstwa krajowe. Wyraźnie zaznaczono, że sędziowie jak inni obywatele mają prawo wykonywać swe prawa do wolności słowa, przekonań, zrzeszania się i zgromadzeń na równych zasadach z innymi. Korzystanie z tych wolności to też szczególne obowiązki: powściągliwość w ich wykonywaniu i godne zachowanie.
Jak brzmią rekomendacje? Opracować i wdrożyć szczegółowe przepisy ws. korzystania z prawa do wolności słowa, przekonań, zrzeszania się i zgromadzeń, a także praw politycznych sędziów, ich ewentualnych ograniczeń i kryteriów, jakim mogą podlegać. Przy stowarzyszeniach sędziowskich powstać miałyby organy konsultacyjne i doradcze, by rozwiewały wątpliwości, czy działalność w sferze prywatnej jest zgodna z ich obowiązkami zawodowymi, i wydawały wytyczne – odrębnie od przepisów dyscyplinarnych. – Takie wsparcie mogłoby pomóc. Problem jednak w tym, że minister sprawiedliwości najchętniej zlikwidowałby sędziowskie stowarzyszenia. O współpracy więc raczej nie ma mowy. Świadczy o tym walka, jaką prowadzi z Iustitią – mówi „Rz” sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik SSP Iustitia.
Kolejny postulat to przeprowadzenie szkoleń w zakresie zasad etycznych odnoszących się do korzystania przez sędziów z podstawowych wolności, zarówno co do ich zawodu, jak i aktywności pozazawodowej w zakresie tradycyjnym i mediów elektronicznych.
– Takie szkolenia są potrzebne i nasze stowarzyszenie je organizuje. Tylko co z tego, skoro prominentni współpracownicy ministra sprawiedliwości w KRS swą aktywnością w mediach społecznościowych zaprzeczają istnieniu jakichkolwiek standardów i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności? Mam tu na myśli Macieja Nawackiego i Jarosława Dudzicza – dodaje sędzia Przymusiński.
Ostrożnie z mediami
Kolejny postulat to stworzenie niezależnego organu do rozstrzygania zarzutów lub skarg przeciw sędziom w związku z korzystaniem przez nich ze swobód. Raport postuluje kary dyscyplinarne: najpoważniejsze, np. usunięcie ze stanowiska, ma być możliwe tylko w przypadku najpoważniejszych uchybień. Potrzeba też kontroli nad postępowaniami dyscyplinarnymi. Sędziowie mają być ostrożni w kontaktach z mediami, a w szczególności nie komentować spraw, w których orzekają. Czujność mają zachować także, korzystając z mediów społecznościowych – pod kątem trwałości publikacji oraz możliwości jej wykorzystania bez wskazania kontekstu. – Dla mnie sprawa jest oczywista. Sędziowie powinni być powściągliwi i ważyć, co piszą lub publikują. Treści powinny być wyważone i apolityczne – mówi sędzia Dariusz Mazur, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Themis.
Dane osobowe lub zdjęcia udostępniane w mediach społecznościowych przez sędziów i prokuratorów mają być skromne i przyzwoite, a sami sędziowie powinni powstrzymywać się od wyrażania stronniczych komentarzy politycznych i nie publikować niczego, co mogłoby kolidować z godnością ich urzędu.
– Ta rekomendacja jest dość tolerancyjna. Sędziemu wolno mniej. Decydując się na jakikolwiek przejaw aktywności, sędzia musi mieć na uwadze, by nawet po latach nie szkodziła ona urzędowi, który reprezentuje – akcentuje sędzia Barbara Piwnik z SO Warszawa-Praga.
Ważne jest także, by korzystając z wolności zrzeszania się i pokojowego manifestowania, pamiętać o swoich obowiązkach oraz nie zachowywać się w sposób, który mógłby zostać uznany za niezgodny z autorytetem ich instytucji.
dr Agnieszka Wedeł-Domaradzka, Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy
W każdym państwie podejście do urzędu sędziego wygląda inaczej. Mamy kraje, w których urząd ten jest uregulowany bardzo rygorystycznie, ale są też państwa, w których podejście to jest bardzo liberalne. Wszędzie jednak stowarzyszenia sędziowskie (jeśli takie funkcjonują) są w stanie wziąć na siebie ciężar weryfikacji emocji panujących w środowisku. A te potrafią być ogromne. Stowarzyszenia są też w stanie ochronić samych sędziów. Nawet jeśli pomysł na rozwiązanie jakiegoś problemu zrodzi się w głowach kilku osób (sędziów), to poparty przez członków stowarzyszenia – w odbiorze społecznym – funkcjonuje jako głos środowiska. Ma więc większą siłę przebicia i większą szansę powodzenia w rozwiązaniu problemu.
Informacja publiczna nie zawsze jest bezpłatna
Stan faktyczny
NSA na posiedzeniu niejawnym oddalił skargi kasacyjne Stowarzyszenia nr 1 oraz Rzecznika Praw Obywatelskich (dalej: RPO) oraz Stowarzyszenia nr 2 od wyroku WSA w Opolu z 23.11.2017 r., II SA/Op 435/17, Legalis w sprawie ze skargi na czynność Burmistrza Miasta w przedmiocie ustalenia opłaty za udostępnienie informacji publicznej.
WSA w Opolu rozpoznając skargę w przedmiocie ustalenia opłaty za udostępnienie informacji publicznej stwierdził bezskuteczność zaskarżonej czynności w zakresie, w jakim przewyższa kwotę 2971,07 zł., w pozostałym zakresie skargę oddalił oraz odstąpił od zasądzenia zwrotu kosztów postępowania sądowego w całości.
Oba stowarzyszenia oraz RPO nie zgodzili się z rozstrzygnięciem, wnosząc skargi kasacyjne
W szczególności RPO w swojej skardze kasacyjnej zaskarżonemu wyrokowi zarzucił m.in.:
- naruszenie prawa materialnego, tj. art. 15 ust. 1 ustawy z 6.9.2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2176, dalej: DostInfPubU) poprzez niewłaściwe zastosowanie, przez błędne przyjęcie, że organ poniósł dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia i koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku, podczas gdy udostępnienie informacji w sposób i formie wskazanymi we wniosku nie wiązało się z żadnymi kosztami w tym zakresie, a dotyczyło sporządzenia informacji przetworzonej, której udostępnienie nie może wiązać się z nałożeniem opłaty
- naruszenie prawa materialnego, tj. art. 7 ust. 2 DostInfPubU poprzez jego niezastosowanie, przez błędne przyjęcie, że w sprawie wystąpił wyjątek od zasady bezpłatnego udostępnienia informacji publicznej, podczas gdy nie było przesłanek uzasadniających nałożenie opłaty w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej;
Argumentacja skarg kasacyjnych koncentrowała się na wskazaniu naruszenia licznych przepisów Konstytucji i DostInfPubU, do których odniósł się w uzasadnieniu wyroku NSA.
Stanowisko NSA
NSA uznał, że żadna ze skarg kasacyjnych nie zasługuje na uwzględnienie.
Sąd wskazał, że zarzuty wszystkich 3 skarg kasacyjnych zmierzają do wykazania, że w sprawie doszło do naruszenia prawa materialnego, to jest art. 15 ust. 1 DostInfPubU poprzez jego niewłaściwe zastosowanie w wyniku błędnego przyjęcia, że organ poniósł dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia i koniecznością przekształcenia informacji w sposób i w formie wskazanym we wniosku, podczas gdy udostępnienie tych informacji nie wiązało się z żadnymi kosztami. RPO w uzasadnieniu swojej skargi kasacyjnej zwrócił uwagę, że zgodnie z art. 15 ust. 1 DostInfPubU istnieją jedynie 2 przypadki umożliwiające przerzucenie kosztów zobowiązanego do udostępnienia informacji na podmiot żądający jej udostępnienia, to jest: kiedy koszty związane są ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia informacji oraz kiedy koszty związane są z koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku.
Drugi zaś przypadek dotyczący „przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku”, dotyczy zabiegu o wymiarze czysto technicznym i odnosi się jedynie do zewnętrznej formy danej informacji. Oznacza zmianę nośnika bez ingerencji w jej treść. RPO wywiódł więc, że żadna z rozpoznawanych sytuacji w sprawie nie zachodzi.
W ocenie NSA przedstawiona powyżej argumentacja nie zasługuje na uwzględnienie.
Art. 7 ust. 2 DostInfPubU wprowadza zasadę bezpłatnego dostępu do informacji publicznej. Oznacza to, że podmiot zobowiązany do udzielenia informacji publicznej nie może żądać opłaty m.in. za skorzystanie z Biuletynu Informacji Publicznej (art. 7 ust. 1 pkt 1 DostInfPubU) oraz za uczestnictwo w posiedzeniach kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów (art. 7 ust. 1 pkt 3, art. 18 DostInfPubU). Niedopuszczalne jest także pobranie opłaty w sytuacji, gdy zostaną spełnione przesłanki określone w art. 10 ust. 2 DostInfPubU, tj. w przypadku, gdy informacja publiczna może być niezwłocznie udostępniona lub jest udostępniana w formie ustnej lub pisemnej bez pisemnego wniosku. Nie powinno się także pobierać, co do zasady, dodatkowych opłat za informacje znajdujące się w zasobach elektronicznych podmiotu zobowiązanego.
Od zasady bezpłatności informacji publicznej ustawodawca przewidział jednak wyjątki. W myśl art. 15 ust. 1 DostInfPubU, jeżeli w wyniku udostępnienia informacji publicznej na wniosek podmiot obowiązany do udostępnienia ma ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku, podmiot ten może pobrać od wnioskodawcy opłatę w wysokości odpowiadającej tym kosztom. Możliwość żądania opłaty za informację publiczną dotyczy tylko udzielenia takiej informacji na wniosek zainteresowanej osoby. Wysokość przedmiotowej opłaty odpowiadać ma kosztom związanym ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku.
NSA wskazał, że przekształcanie informacji przez przeniesienie na nośnik papierowy lub elektroniczny generuje dodatkowe koszty, dlatego udostępnianie jej w taki sposób powinno łączyć się z ponoszeniem opłat. Zwrócić należy także uwagę, że często również przekształcenie informacji wiąże się z pozbawieniem jej danych chronionych odrębną ustawą, co z kolei angażuje środki materialne i osobowe podmiotu zobowiązanego do realizowania zadań innych niż te, do których został powołany (por. wyrok NSA z 7.11.2019 r., I OSK 547/18, Legalis). Nie można więc zgodzić się ze stanowiskiem RPO, że przekształcenie informacji w formę wskazaną we wniosku jest zabiegiem czysto technicznym i odnosi się jedynie do zewnętrznej formy tej informacji. Przez „formę” należy rozumieć zarówno szczególny kształt utrwalenia informacji wymagający dodatkowych starań (np. przekształcenie posiadanych dokumentów w formę cyfrową i ich obróbka), jak i szczególny zakres ich udostępnienia, np. kompilację danych pochodzących z rozproszonych zbiorów. W związku z powyższym kosztami tymi mogą być koszty osobowe (koszty pracy) lub koszty rzeczowe (wartość materiałów lub też nośników informacji). Zawsze jednak musi być to koszt wykraczający poza normalne koszty funkcjonowania podmiotu zobowiązanego. Koszty pracy mogą być brane pod uwagę wyłącznie wtedy, gdy przygotowanie informacji wymaga pracy dodatkowej, poza godzinami pracy, a koszty materiałowe muszą być dokładnie określone w indywidualnej sprawie.
Żaden przepis nie sprzeciwia się uprawnieniu odzyskania kosztu pracy związanej z udostępnieniem informacji, jeżeli wykazane zostanie, że ów koszt przekracza normalne działanie pracownika w ramach wykonywania swoich obowiązków. Kosztem dodatkowym jest zatem wydatek rzeczywiście poniesiony ponad koszt funkcjonowania urzędu związany z realizacją wskazanego we wniosku sposobu udostępnienia informacji publicznej (por. wyrok NSA z 28.3.2018 r., I OSK 1302/17, Legalis). Koszty osobowe mogą być potraktowane jako dodatkowe tylko wówczas, jeżeli konieczność zatrudnienia dodatkowej osoby do udzielenia informacji lub zapłacenia za nadgodziny pracownikowi wynika tylko ze specjalnej, szczególnej formy lub sposobu jej udzielenia wskazanej we wniosku.
W rozpoznawanej sprawie Sąd I instancji, uwzględniając podane przez Burmistrza okoliczności związane ze zgromadzeniem i udzieleniem wnioskowanej informacji, zasadnie przyjął, że szczególna forma udzielenia informacji, jak i jej zakres uzasadniały uznanie kosztów osobowych za „koszty dodatkowe”, o których mowa w art. 15 ust. 1 DostInfPubU. WSA wskazał natomiast, że w rozpoznawanej sprawie koszt pracy związanej z udostępnieniem informacji przekracza normalny koszt funkcjonowania bazy technicznej i zasobów pracowniczych organu, co uzasadnia nałożenie na stronę wnioskującą kosztów związanych ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia informacji.
Czynności związane z udzieleniem informacji związane były z przejrzeniem 4144 upomnień i 1750 tytułów wykonawczych zgromadzonych w 80 segregatorach. Jak wywiedziono w odpowiedzi na skargę przyjęto, że czas przejrzenia jednego upomnienia to 1 minuta, a czas zapoznania się z tytułem wykonawczym to 2 minuty. Zasadnie więc Sąd I instancji nie zakwestionował czasu niezbędnego do pozyskania żadnych danych oraz stawki godzinowej dla pracownika zatrudnionego na zlecenie w kwocie 20,17 zł. brutto za godzinę.
NSA wskazał, że nie można też podzielić zarzutów skargi kasacyjnej, że skoro organ miał 31 dni roboczych to powinien dokonać kwerendy dokumentacji w ramach pracy organu. Zwrócić bowiem należy uwagę, że przedstawiony czas pozyskania informacji wynosił 124 godzin, a więc gdyby pracownik organu wykonywał to w ramach czasu pracy, w ciągu 31 dni roboczych, to musiałby poświęcić na to codziennie ponad 4 godziny, czyli połowę dnia roboczego. Nie można więc twierdzić, że organ zobowiązany miał możliwość dokonania czynności związanych z udzieleniem informacji wykorzystując normalne godziny pracy urzędu. Koniecznym stało się więc poniesienie dodatkowych kosztów osobowych celem realizacji wniosku o udzielnie informacji publicznej.
NSA wskazuje na koszty przygotowania informacji publicznej, których poniesienie obciążać może wnioskującego o tę informację. Są to zarówno koszty związane z opłaceniem dodatkowej pracy związanej z przygotowaniem odpowiedzi, jak i koszty rzeczowe, związane z przygotowaniem informacji w stosownej formie.
Orzeczenie wskazuje, że nie jest zasadne wymaganie od podmiotu obowiązanego do udostępnienia informacji publicznej by „za wszelką cenę” przygotował ją w normalnych godzinach pracy jego pracowników, tj. bez angażowania dodatkowych roboczogodzin. W sprawie wykazano przy tym ponad wszelką wątpliwość jakie czynności i za jaką cenę wykonano by informację przygotować.