Tarcza 4.0: ochrona inwestycji strategicznych czy grup interesów?
Niedawno Sejm przyjął poprawki do ustawy z 2015 r. o kontroli niektórych inwestycji (UKNI 2015). Na pierwszy rzut oka ustawa wpisuje się światowy trend regulacyjny ochrony wrażliwych branż i infrastruktur przed zagranicznymi przejęciami. Mechanizmy tego rodzaju przyjęły choćby wszystkie państwa G7 i Chiny. Również Unia Europejska stopniowo koordynuje krajowe reżimy kontrolne. Kontekst, sposób przeprowadzenia i treść proponowanej nowelizacji budzą jednak wątpliwości, czy ich celem jest ochrona interesu publicznego, czy prywatyzacja i faworyzowanie określonych grup interesów.
UKNI 2015
Celem regulacyjnym pierwotnej wersji UKNI 2015 była ochrona porządku publicznego oraz bezpieczeństwa publicznego przed szeroko zdefiniowanym nabyciem, bezpośrednim lub pośrednim, istotnego uczestnictwa lub pozycji dominującej w przedsiębiorstwach podlegających ochronie.
Mimo odwołań do traktatów europejskich, ustawa była krytykowana za naruszanie unijnych swobód przedsiębiorczości i przepływu kapitału. Według Biura Analiz Sejmowych UKNI 2015 nie spełniała wymogów proporcjonalności i przyznawała administracji arbitralną swobodę decyzyjną. Biuro zgłosiło również wątpliwości co do zgodności mechanizmu ze wspólną polityką handlową UE. Również konfederacja Lewiatan skrytykowała ustawę, argumentując że będzie ona szkodliwa dla biznesu i odstraszy kapitał zagranicznych. Autorzy UKNI odrzucali głosy krytyczne, przywołując m.in. podobne ustawy austriackie i niemieckie; podkreślano choćby, że Austria pod mechanizmem kontroli inwestycji wrażliwych zaliczyła inwestycje choćby w przedszkola. Ostatecznie pierwotny projekt nieznacznie zmieniono.
W pierwotnej wersji ochroną miano objąć 12 obszarów w sektorach: energetycznym, chemicznym i telekomunikacyjnym (następnie rozszerzoną do 15). Przedsiębiorstwa prowadzące działalność w tych obszarach mogły być objęte mechanizmem kontroli mocą rozporządzenia wydawanego na podstawie ogólnych wytycznych UKNI, takich jak udział w rynku czy skala prowadzonej działalności. W związku m.in. ze wspomnianą wyżej krytyką ze strony sejmowych służb prawnych kryteria rozszerzono w sposób faktycznie nawiązujący do deklarowanego ratio legis o „rzeczywiste i wystarczająco poważne zagrożenia dla fundamentalnych interesów społeczeństwa” związane z działalnością gospodarczą podmiotu podlegającego ochronie, niezbędność zastosowania środka, a także możliwości wprowadzenia środka mniej restrykcyjnego.
Zamiast inwestycji w podmiot objęty ochroną , działanie takie podlega wcześniejszemu zgłoszeniu i kontroli. Kontrola administracyjna obejmuje w szczególności historię działalności i doświadczenie zawodowe, relacje kapitałowe z innymi przedsiębiorstwami, sytuację gospodarczą i finansową oraz długoterminowe plany odnośnie do danej inwestycji. Po powiadomieniu o planowanej transakcji administracja ma 90 dni na przeprowadzenie kontroli (w przypadku uchylenia decyzji przez sąd termin 90 dni biegnie jednak ponownie).
Transakcja może zostać zrealizowana tylko wtedy, gdy nie wzbudzi sprzeciwu administracji. Podstawy do sprzeciwu, poza brakami formalnymi, mogą obejmować ochronę praw człowieka, bezpieczeństwa obywateli i środowiska lub pokrycie niezbędnych potrzeb w zakresie ochrony zdrowia i życia ludności. Inwestycja może być również zablokowana w celu zapobieżenia „działalności albo zjawiskom społecznym lub politycznym, które mogą zakłócić stosunki zagraniczne Rzeczypospolitej Polskiej”; z perspektywy czasu brzmi to dziwnie choćby w kontekście sławetnej ustawy z 2018 r. o znieważaniu narodu polskiego. Ponadto kontrola inwestycji zagranicznych może uwzględniać „założenia polityki państwa w obszarach życia społecznego lub gospodarczego”. W odpowiedzi na krytykę tego wszechobejmującego kryterium doprecyzowano, że podstawą zakazu inwestycji nie może być interes gospodarczy państwa.
Brak zawiadomienia nt. zaangażowania kapitałowego w podmiot chroniony może skutkować m.in. nieważnością transakcji, zakazem wykonywania praw udziałowych lub nieważnością uchwał podejmowanych przez organy spółki. Realizacja inwestycji bez zawiadomienia może podlegać karze grzywny w wysokości 100 mln złotych albo pięciu lat pozbawienia wolności. Podmiotowy zakres odpowiedzialności rozciąga się od sprzedających do kupujących, od samych przedsiębiorców do ich przedstawicieli i członków organów spółki.
Nowelizacja 2020
Wskazane powyżej klauzule ogólne kontroli inwestycji napływających prawdopodobnie nie wzbudziłyby większych kontrowersji, gdyby polityczny klimat nacjonalistycznego wzmożenia, ambitne plany dyskryminacyjnego opodatkowania inwestorów zagranicznych, a wreszcie zapowiedzi renacjonalizacji gospodarki i ograniczenia obecności kapitału zagranicznego. Szerszy kontekst prawny to również systematyczne ograniczanie niezależności sądownictwa i podważanie praworządności w Polsce. Właśnie w takich okolicznościach Sejm, zgodnie z praktyką legislacyjną ostatnich kadencji, uchwalił w ubiegłym tygodniu nowelizację ustawy (UKNI 2020): w pośpiechu i bez faktycznych konsultacji. Już sam tytuł ustawy jest mylący: sądząc po nazwie, tarcza 4.0 powinna dotyczyć pomocy kredytowej dla przedsiębiorców, którzy ucierpieli w związku z pandemią Covid-19. W praktyce większość (kolejnej) tarczy znowu rewiduje dziesiątki innych ustaw o fundamentalnym znaczeniu, w tym kodeksy wykroczeń i postępowania karnego (sic!), kodeks postępowania cywilnego, ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i prawnych, prawo energetyczne i budowlane, zamówienia publiczne.
Koncentrując się bezpośrednio na postanowieniach dotyczących kontroli inwestycji, niektóre fragmenty są niezrozumiałe lub mogą odzwierciedlać pośpiech legislacyjny. Dla przykładu UKNI 2020 wybiórczo powiela niektóre definicje legalne zawarte w UKNI 2015, co okazjonalne prowadzi zamieszania terminologicznego. Choćby pojęcie „znaczące uczestnictwo” zostało niepotrzebnie wprowadzone jako dodatkowa określenie „istotnego uczestnictwa” (por. art. 3(4) i 12c(1)).
Znacznie ważniejsze jest natomiast rozszerzenie zakresu mechanizmu kontroli. Zrozumiałe jest, że rząd potwierdził swoje uprawnienia – na mocy prawa UE – do ochrony krajowych sektorów medycznego i farmaceutycznego. Jednak UKNI 2020 obejmuje również wytwarzanie, przesyłanie i dystrybucję ciepła, przeładunek w portach śródlądowych, a nawet przetwarzanie mięsa, mleka, zbóż oraz owoców i warzyw. Zastanawiając się nad pewnością prawną reżimu inwestycyjnego, dość zauważyć, że ten ostatni przepis został przyjęty tuż po ujawnieniu przez rząd zamiaru utworzenia państwowej sieci sklepów spożywczych.
Inwestycje w przedsiębiorstwa objęte ochroną będą podlegać kontroli, jeżeli przychody ze sprzedaży i usług w Polsce przekroczą 10 mln euro w którymkolwiek z ostatnich dwóch lat obrotowych. Z jednej strony, nie musi to koniecznie chronić np. startupów rozwijających wrażliwe technologie. Z drugiej strony, UKNI 2020 może pośrednio obejmować szeroki zakres spółek o zróżnicowanym portfelu inwestycyjnym tylko incydentalnie objętych zakresem ustawy.
Można by również oczekiwać, że immanentnym elementem reakcji na Covid-19 będzie niezwłoczny charakter działań kontrolnych. O ile jednak mocą UKNI 2015 ustanowiono 90-dniowy okres przeglądu inwestycji, UKNI 2020 wydłuża go do 120 dni. Dalej dodano szersze podstawy sprzeciwu wobec transakcji, w tym niższy próg potencjalnego (sic!) zagrożenia dla porządku, bezpieczeństwa publicznego lub zdrowia publicznego. Jeszcze bardziej arbitralna wydaje się przesłanka negatywnego wpływu na projekty i programy leżące w interesie Unii Europejskiej. Zważywszy zaś na aktualne relacje Warszawa–Bruksela przepis świadczy o swoistym poczuciu humoru autorów ustawy.
Transakcje i poprzedzające je decyzje organów spółek dokonane bez obowiązkowego zgłoszenia będą nieważne. Sankcje osobiste (grzywny i kara pozbawienia wolności) mogą być nakładane na osoby zobowiązane do zawiadomienia organów o planowanej transakcji, przedstawicieli zainteresowanych osób prawnych, osoby „prowadzące sprawy” spółki zależnej i członków organów decyzyjnych podmiotów chronionych.
Czas pokaże, czy UKNI 2020 wejdzie w życie, a jeżeli tak, to w jaki sposób będzie przebiegało jej wdrożenie. Niepokojące jest natomiast, że przepisy ustawy w kontekście aktualnych problemów prawnych i politycznych mogą nie tylko utrudnić pożądane inwestycje, ale powodować też takie zamieszania, że podejrzane inwestycje pozostaną niezauważone.
Autor jest prof. SGH dr hab., Of Counsel Queritius
Koszty uzyskania przychodów z działalności detektywistycznej
Stan faktyczny
Podatnik prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą i w jej ramach świadczy usługi detektywistyczne. Polegają one głównie na zdobywaniu określonych dowodów (dokumentacja zdjęciowa, nagrywanie filmów, stwierdzanie miejsca pobytu osób itp.). Podatnik i jego pracownicy bądź zleceniobiorcy (dalej jako śledzący) muszą tak działać, aby nie zostali rozpoznani przez osoby, które śledzą. Zachowanie i wygląd śledzących nie może odbiegać od zachowania wymaganego w danej sytuacji. Wymaga to ponoszenia różnorodnych wydatków na maskowanie się, które można podzielić na trzy grupy.
- Ubrania
W związku z koniecznością maskowania się podatnik kupuje ubrania różniące się stylizacją i kolorystyką. Różnorodność ma na celu zminimalizowanie ryzyka rozpoznania przez osoby obserwowane. Gdy śledzi się daną osobę w ciągu kilkunastu godzin, a niekiedy przez kilka tygodni pod rząd, ryzyko rozpoznania jest dość duże, a przebieranie się śledzącego powoduje, iż rozpoznanie jest mniej prawdopodobne. Gdyby osoba obserwowana rozpoznała śledzącego, praca detektywa straciłaby sens (osoba obserwowana zachowuje się inaczej, unika pewnych zachowań). Przykładowo, jakby osoba obserwowana widziała, iż od miesiąca chodzi za nią osoba w tej samej żółtej kurtce i w czerwonych spodniach, od razu nabrałaby podejrzeń. Dlatego też osoba obserwująca musi mieć kilka kompletów odzieży, czasem w ciągu dnia kilka razy musi się przebrać. Niekiedy konieczne jest nabycie ubrań charakterystycznych dla danego zawodu lub sytuacji (strój kominiarza, stroje narciarskie, stroje sportowe, stroje robotników drogowych, garnitury, smokingi). Przykładowo, wykonując obserwacje na placach budowy, gdzie wszyscy obecni są ubrani w odzież roboczą, śledzący nie może pojawić się w zwykłym ubraniu. Obserwując osobę np. na balu karnawałowym, na którym obowiązuje strój wieczorowy, śledzący nie może przyjść w brudnych i podartych dżinsach.
Ubrania są kupowane w także w sklepach z odzieżą używaną. W firmie nie funkcjonuje regulamin (ścisła procedura) przydziału i gospodarowania zakupioną i wydawaną odzieżą. Ubrania nie są przekazywane na własność śledzącego, który może je wykorzystywać jedynie w trakcie wykonywania zadania.
- Bilety wstępu
Czasem śledzenie wymaga zakupu biletów wstępu (np. do kina, teatru, parku rozrywki, muzeum). Wydatki te nie służą rozrywce, a jedynie umożliwiają wykonanie zadania. Wejście za osobą obserwowaną do takich miejsc powoduje, że można zdobyć dowód, którego nie uzyskałoby się bez zakupu biletu wstępu. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której osoba obserwowana wchodzi np. kina, a osoba obserwująca zostaje przed kinem, nie mogąc jej obserwować. Należy brać pod uwagę, że w kinie może dojść do zdobycia istotnych dowodów, a także, że osoba obserwowana może opuścić kino innym wyjściem, co przyczyni się do utraty kontaktu operacyjnego.
- Wydatki gastronomiczne
Śledzenie osoby w restauracji i siedzenie tam kilka godzin bez konsumpcji wzbudziłby podejrzenia, zarówno obsługi, która mogłaby wyprosić śledzącego z lokalu, jak też osób obserwowanych. Część ponoszonych wydatków jest kalkulowana w cenie usługi. Jednakże czasem trudno przewidzieć, jaki wydatek będzie potrzebny. Wówczas taki wydatek nie jest wliczony w cenę i jego poniesienie stanowi dodatkowy koszt wykonania usług.
Podatnik złożył wniosek o wydanie interpretacji podatkowej, pytając, czy powyższe wydatki może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.
Stan prawny
„Kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów” (art. 22 ust. 1 PDOFizU).
Do kosztów uzyskania przychodów nie można zaliczyć „kosztów reprezentacji, w szczególności poniesionych na usługi gastronomiczne, zakup żywności oraz napojów, w tym alkoholowych” (art. 23 ust. 2 pkt 23 PDOFizU).
Stanowisko organu interpretującego
Organ interpretujący uznał, że wszystkie powyższe wydatki mogą być zaliczone do kosztów podatkowych. Organ wskazał, że kosztami podatkowymi są wszelkie racjonalnie uzasadnione wydatki związane z prowadzoną działalnością, których celem jest osiągnięcie przychodu, zabezpieczenie lub zachowanie źródła przychodów. O tym, co jest celowe i potrzebne w prowadzonej działalności, decyduje przedsiębiorca, a nie organ podatkowy, jednakże na podatniku spoczywa obowiązek wykazania związku przyczynowo-skutkowego między wydatkiem a działalnością gospodarczą. Podatnik musi więc wykazać, czy wydatek mógł potencjalnie przyczynić się do osiągnięcia przychodu, bez względu na to, czy ów skutek się ziścił. Wystąpienie tego związku należy oceniać ad casum.
Często determinantem decydującym o kwalifikacji kosztu jest specyfika prowadzonej działalności. Usługi detektywistyczne mają szczególny charakter, uzasadniający zaliczenie wydatków na ubranie do kosztów podatkowych. Ważne jest tu też to, że odzież pozostaje własnością podatnika.
Jeśli chodzi o bilety wstępu i wydatki gastronomiczne, to podatnik także wykazał ich związek z osiągnięciem przychodu. Należy dodać, że w podanych okolicznościach nie można wydatków tych zaliczyć do wydatków na reprezentację, co – w myśl art. 23 ust. 2 pkt 23 PDOFizU – przekreślałoby ich kosztowy charakter.
Komentarz
Nader rzadko fiskus aprobuje wydatki o zabarwieniu osobistym jako koszty podatkowe. Z reguły orzecznictwo, także sądów administracyjnych, dotyczące takich wydatków, jest surowe. Jednak daleko idąca specyfika działalności detektywistycznej została trafnie dostrzeżona przez organ interpretujący. Taka nieczęsta hojność kosztowa fiskusa mogłaby zwiększyć zainteresowanie świadczeniem usług detektywistycznych i spowodować nawet (puśćmy tu wodze wyobraźni), że liczba śledzących przewyższy liczbę śledzonych. Aby temu przeciwdziałać, dodajmy ważną okoliczność. Interpretacja podatkowa chroni podatnika tylko wtedy, jeśli późniejsze zdarzenia, kontrolowane po jakimś czasie przez organ podatkowy, będą zgodne z ich opisem we wniosku o interpretację. Jeśli więc przykładowo, organ podatkowy po jakimś czasie stwierdzi, że podatnik-detektyw ubierał i żywił siebie oraz rodzinę bez związku z prowadzoną działalnością, to interpretacja na nic mu się nie przyda.
Interpretacja podatkowa Dyrektora KIS z 27.5.2020 r. Nr 0112-KDIL2-2.4011.235.2020.1.AA, Legalis
Renta rodzinna po zmarłym byłym małżonku mimo braku prawa do alimentów
Opis stanu faktycznego
Sprawa dotyczyła postępowania zainicjowanego przez H.K. przeciwko Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych o prawo do renty rodzinnej. H.K. złożyła wniosek o rentę rodzinną po zmarłym J.K. – byłym mężu – załączając do wniosku: wyrok o rozwiązaniu małżeństwa z winy J.K. oraz wyrok oddalający jej powództwo o alimenty od J.K. Organ rentowy decyzją odmówił H.K. prawa do renty rodzinnej po zmarłym byłym mężu J.K., ponieważ wnioskodawczyni nie spełniała warunków do otrzymania renty określonych w art. 70 EmRentyFUSU, albowiem nie miała alimentów ze strony J.K. ustalonych wyrokiem sądowym lub ugodą sądową. Odwołanie do Sądu Okręgowego złożyła H.K. wnosząc o zmianę zaskarżonej decyzji i ustalenie prawa do dochodzonego świadczenia.
Stanowisko SO
Sąd Okręgowy oddalił odwołanie. Wskazał, że H.K. i J.K. zawarli związek małżeński, następnie pozostawali w separacji i nie prowadzili wspólnego gospodarstwa domowego. J.K. wyprowadził się w 2011 r. i od tej pory nie utrzymywali ze sobą kontaktów. Nie łożył też na utrzymanie wnioskodawczyni. Ubezpieczona nie miała prawa do alimentów ze strony małżonka ustalonych wyrokiem lub ugodą sądową. Małżonkowie nie porozumieli się także co do dobrowolnego płacenia alimentów przez J.K. na małżonkę. Sąd Okręgowy w związku z tym orzekł, że w myśl art. 67 ust. 1 oraz art. 70 ust. 1 i 2 EmRentyFUSU, do renty rodzinnej uprawnieni są członkowie rodziny m.in. małżonek (wdowa i wdowiec), przy czym małżonka rozwiedziona lub wdowa, która do dnia śmierci męża nie pozostawała z nim we wspólności małżeńskiej, ma prawo do renty rodzinnej, jeżeli oprócz spełnienia innych warunków określonych w tym przepisie miała w dniu śmierci męża prawo do alimentów z jego strony ustalone wyrokiem lub ugodą sądową (art. 70 ust. 3 EmRentyFUSU). Na podstawie zebranego materiału dowodowego, SO zważył, że H.K. nie była uprawniona w chwili śmierci męża do alimentów z jego strony ani na podstawie wyroku bądź ugody sądowej, ani też na podstawie zgodnego porozumienia pomiędzy małżonkami o sposobie realizacji obowiązku alimentacyjnego bez występowania na drogę sądową i wobec powyższego nie spełnia przesłanek do przyznania jej prawa do spornego świadczenia.
H.K. wniosła apelację, wskazując m.in. na naruszenie art. 70 ust. 3 EmRentyFUSU poprzez jego błędną interpretację polegająca na uznaniu, że aby uzyskać prawo do renty rodzinnej po zmarłym małżonku, rozwiedziona małżonka musi mieć zasądzone alimenty wyrokiem sądu bądź musi istnieć porozumienie pomiędzy byłymi małżonkami w zakresie płatności takich świadczeń, ponieważ przepis ten został uznany za niezgodny z konstytucją. Wskazała także na naruszenie art. 5 KC w zw. z art. 8 KP poprzez błędne przyjęcie, że w niniejszej sprawie nie mają zastosowania zasady współżycia społecznego, podczas gdy wnioskodawczyni powołuje się na spełnienie przesłanek do nabycia prawa do renty rodzinnej i odmowa przyznania jej świadczenia godzi w podstawowe zasady sprawiedliwości społecznej, które powinny być brane pod uwagę przy wydawaniu każdego orzeczenia sądowego.
Stanowisko SA
Sąd Apelacyjny oddalił apelację H.K. jako bezzasadną. Powołane przez Sąd Okręgowy przepisy w sposób nie budzący wątpliwości określają warunki do nabycia prawa do renty rodzinnej dla wdowy i małżonki rozwiedzionej. Zgodnie z tymi regulacjami, nawet w sytuacji, kiedy między rozwiedzionymi małżonkami istniała po rozwodzie i trwała aż do śmierci byłego małżonka rzeczywista więź materialna i duchowa, była żona może domagać się przyznania renty rodzinnej po nim tylko wówczas, gdy w chwili jego śmierci miała ustalone wyrokiem lub ugodą sądową prawo do alimentów. Orzeczenie rozwodu zatem wyklucza prawo małżonki rozwiedzionej do renty rodzinnej na podstawie art. 70 ust. 3 EmRentyFUSU, chyba że miała ona w dniu śmierci męża prawo do alimentów z jego strony ustalone wyrokiem lub ugodą sądową. Odnosząc się do zarzutu skarżącej wskazał, że punktem wyjścia dla rozważań jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 13.5.2014 r. (SK 61/13, Legalis) zgodnie z którym art. 70 ust. 3 EmRentyFUSU jest niezgodny z art. 67 ust. 1 w związku z art. 32 ust. 1 Konst w zakresie, w jakim uprawnienie małżonki rozwiedzionej do uzyskania renty rodzinnej uzależnia od wymogu posiadania w dniu śmierci męża prawa do alimentów z jego strony, ustalonych wyłącznie wyrokiem lub ugodą sądową. Wyrok TK oznacza, że ubezpieczona może dochodzić roszczenia udowadniając, że pomimo braku poświadczenia prawa do alimentów jakimkolwiek dokumentem, taka alimentacja faktycznie miała miejsce. Zgodnie z przyjętą praktyką potwierdzeniem prawa do alimentów może być umowa zawarta pomiędzy małżonkami również w sposób dorozumiany, o istnieniu której może świadczyć fakt, że alimenty były w rzeczywistości uiszczane przez byłego małżonka do dnia jego śmierci na rzecz osoby uprawnionej. Taka okoliczność nie zaistniała jednak w rozpoznawanej sprawie. Natomiast okoliczność, że wnioskodawczyni nie została uznana za winną rozkładu pożycia nie ma żadnego znaczenia prawnego przy ustalaniu praw do renty rodzinnej.
Przechodząc natomiast do zarzutu naruszenia art. 5 KC wskazać należy, że do złagodzenia rygorów prawa ubezpieczeń społecznych nie stosuje się ani art. 5 KC, ani art. 8 KP. Przepisy te mają bowiem charakter przepisów prawa publicznego. Rygoryzm prawa publicznego nie może być łagodzony konstrukcją nadużycia prawa podmiotowego.
KOMENTARZ
W niniejszej sprawie nie był spornym fakt, że zmarły były małżonek nie tylko nie był formalnie zobowiązany do uiszczania świadczeń alimentacyjnych z uwagi na oddalenie powództwa w sprawie alimentacyjnej, ale również nie przekazywał ubezpieczonej dobrowolnie żadnych kwot tytułem alimentów. Z regulacji art. 70 ust. 3 EmRentyFUSU interpretowanej w zgodzie z wskazanym wyżej wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, wypływa następująca konkluzja: rozwiedziona małżonka może żądać renty rodzinnej po zmarłym byłym małżonku, nawet jeśli brak było formalnego stwierdzenia obowiązku alimentacyjnego, tylko jednak wtedy, gdy możliwe jest ustalenie, że świadczenia o charakterze alimentacyjnym faktycznie były na jej rzecz wypłacane. Oznacza to konieczność dokładnego zbadania okoliczności faktycznych sprawy celem niebudzącego wątpliwości ustalenia jak kształtowały się kwestie majątkowe po rozwodzie.
Na uwagę zasługuje również argumentacja prawna Sądu Apelacyjnego dotycząca niemożności uwzględnienia zarzutu naruszenia art. 5 KC w zw. z art. 8 KP. Jak słusznie wskazano, zarzut taki w sprawie z zakresu ubezpieczeń społecznych musiałby być odniesiony do czynności organu rentowego, który nie korzysta przecież w procesie wydawania decyzji ze swoich praw podmiotowych, lecz realizuje ustawowe kompetencje organu władzy publicznej. Ze swej istoty prawo podmiotowe przysługuje osobie fizycznej, jak również prawnej, ale nie organowi administracji, który tym samym nie jest zdolny ich nadużyć.
Wyrok SA w Lublinie z 16.1.2020 r., III AUa 915/18, Legalis
Jak odpowiada wobec wierzyciela małżonek dłużnika
Zagadnienie prawne
Sąd Najwyższy rozpoznawał zagadnienie prawne przedstawione przez Sąd Apelacyjny: „Czy przyznanie w art. 41 KRO wierzycielowi, którego osobistym dłużnikiem jest jeden z małżonków, możliwości żądania zaspokojenia z majątku wspólnego powoduje, że drugi z małżonków staje się dłużnikiem w znaczeniu prawa materialnego, z ograniczeniem jego odpowiedzialności do majątku objętego wspólnością majątkową, czy też obowiązkiem takiego małżonka jest jedynie znoszenie egzekucji z majątku wspólnego?”
Stan faktyczny
Powodowa spółka wniosła o zasądzenie od pozwanego kwoty X z ograniczeniem odpowiedzialności pozwanego do majątku objętego wspólnością majątkową jego i jego małżonki.
Sąd Okręgowy uwzględnił to powództwo w całości. Ustalił, że pozwany i jego żona ustanowili w swoim związku rozdzielność majątkową, o czym jednak nie powiadomili powoda, nie mogą więc powołać się wobec niego na dokonaną umownie zmianę ustroju majątkowego. Po ustanowieniu rozdzielności każde z nich zarejestrowało odrębną działalność gospodarczą związaną z produkcją roślinną. Żona pozwanego nie wykonała dwóch umów, które zawarła z powodem w związku z czym powód obciążył ją karami umownymi, a następnie na drodze sądowej uzyskał prawomocne wyroki zasądzające od dłużniczki obie kwoty wraz odsetkami i kosztami procesu. Postępowanie egzekucyjne prowadzone przeciwko żonie pozwanego okazało się bezskuteczne, gdyż większość nieruchomości – według wpisów w księgach wieczystych – stanowiła wspólność majątkową małżeńską. W związku z tym powód, nie dysponujący dokumentami umożliwiającymi mu ubieganie się o opatrzenie wyroków wydanych przeciwko pozwanemu klauzulą wykonalności przeciwko jej mężowi na podstawie art. 787 KPC, wytoczył niniejsze powództwo, aby uzyskać możliwość skierowania egzekucji do majątku wspólnego małżonków.
Sąd Okręgowy przede wszystkim rozważył, czy powód jest legitymowany do wystąpienia z tego rodzaju powództwem, skoro nie zawarł z pozwanym umowy, z której wynikało dochodzone roszczenie o zapłatę kar umownych. Zaznaczył, że na temat pozycji prawnej małżonka dłużnika w stosunku do wierzyciela, ocenianej w świetle art. 41 § 1 KRO, w nauce i orzecznictwie formułowane są rozbieżne poglądy.
Pozwany zaskarżył wyrok Sądu Okręgowego apelacją. Rozpoznający sprawę Sąd Apelacyjny powziął poważne wątpliwości dotyczące legitymacji materialnoprawnej pozwanego.
Rozważania Sądu Najwyższego
Przedmiotem zagadnienia prawnego, które przedstawił Sąd Apelacyjny jest wyjaśnienie, czy art. 41 § 1 KRO stanowi podstawę uzasadniającą uznanie również małżonka dłużnika, ponoszącego za dług odpowiedzialność w granicach majątku wspólnego, za dłużnika w stosunku do wierzyciela.
Zagadnienie to nie ma, zdaniem Sądu pytającego, charakteru wyłącznie teoretycznego, gdyż – w wypadku przypisania małżonkowi dłużnika statusu dłużnika – przekłada się na możliwość wytoczenia przeciwko niemu przez wierzyciela powództwa, natomiast gdyby opowiedzieć się za przyznaniem małżonkowi dłużnika jedynie pozycji dłużnika egzekwowanego, niebędącego osobą zobowiązaną wobec wierzyciela do świadczenia, które mogłoby stanowić podstawę powództwa, pozbawia się wierzyciela tej możliwości. Przysługiwałaby mu jedynie droga przewidziana w art. 787 KPC, umożliwiająca uzyskanie tytułu uprawniającego do prowadzenia egzekucji z majątku wspólnego w postępowaniu klauzulowym, wymagająca jednak wykazania dokumentem, że małżonek dłużnika wyraził zgodę na zaciągnięcie zobowiązania.
Przedstawiony problem był przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego. Temu samemu problemowi poświęcona została także uchwała z 11.4.2019 r. (III CZP 106/18, Legalis), podjęta już po wystąpieniu przez Sąd Apelacyjny z pytaniem w niniejszej sprawie. W uchwale tej Sąd Najwyższy uznał, że prawo wierzyciela do zaspokojenia się z majątku wspólnego małżonków na podstawie art. 41 § 1 KRO może zostać zrealizowane także przez wniesienie powództwa przeciwko małżonkowi dłużnika o zobowiązanie go do spełnienia świadczenia wynikającego z czynności prawnej, której stroną małżonek dłużnika nie był, niezależnie od tego, czy świadczenie to objęte jest tytułem egzekucyjnym wydanym uprzednio przeciwko samemu dłużnikowi. Powołana uchwała przyłączyła się więc do linii orzeczniczej opowiadającej się za możliwością wniesienia powództwa o spełnienie świadczenia nie tylko przeciwko osobistemu dłużnikowi wierzyciela, ale także przeciwko jego małżonkowi, określanemu często mianem dłużnika egzekwowanego. Sąd Najwyższy podkreślił, że art. 41 § 1 KRO ma na celu ochronę wierzyciela mającego za dłużnika osobę pozostającą w ustroju małżeńskiej wspólności majątkowej, realizowaną w drodze przyznania mu w pewnych wypadkach uprawnienie do prowadzenia egzekucji z całego majątku wspólnego małżonków. Przepis ten nie czyni jednak z małżonka dłużnika osoby współodpowiedzialnej osobiście za wykonanie zaciągniętego przez dłużnika zobowiązania. Zgoda udzielona na zaciągniecie zobowiązania przez współmałżonka nakłada na niego jedynie obowiązek tolerowania egzekucji zaakceptowanego zobowiązania z majątku wspólnego. Taki stan Sąd Najwyższy opisał jako oddzielenie w zobowiązaniu długu od odpowiedzialności, którą małżonek dłużnika ponosi tylko ze wspólnej masy majątkowej.
Z uwagi jednak na odmienne ujęcie wątpliwości w zagadnieniu prawnym przedstawionym w tej sprawie przez Sąd Apelacyjny, odnoszącym się wprost do statusu prawnego małżonka dłużnika, czyli problemu, którego rozstrzygnięcie nie było konieczne w uchwale z 11.4.2019 r., zachodziły podstawy do udzielenia odpowiedzi.
Artykuł 41 § 1 KRO wyznacza skutki zaciągnięcia zobowiązania przez jednego małżonka za zgodą drugiego. Stroną zawierającą umowę z wierzycielem jest wówczas małżonek – dłużnik. Wierzyciel może jednak żądać zaspokojenia z majątku wspólnego małżonków. Zgoda, o której mowa w omawianym przepisie, nie wpływa na ważność czynności, z której wynika zaciągnięte zobowiązanie (jak to ma miejsce w wypadku zgody małżonka, o której mowa w art. 37 § 1 KRO), może więc zostać udzielona bez zachowania wymagań przewidzianych w art. 63 § 2 KC. Udzielając zgody małżonek dłużnika nie staje się stroną umowy, której zawarcie zaakceptował, uruchamia jednak ustawowy mechanizm, przewidziany w art. 41 § 1 KRO, który zwiększa szanse wierzyciela na zaspokojenie jego roszczeń wynikających z zawartej umowy, gdyż – w razie gdyby nie doszło do jej prawidłowego wykonania – umożliwia mu sięgnięcie do całego majątku wspólnego małżonków. Nieuzyskanie zgody małżonka dłużnika na zaciągnięcie zobowiązania nie zamyka wprawdzie wierzycielowi całkowicie dostępu do majątku wspólnego, znacznie jednak ogranicza jego zakres – tylko do składników wymienionych w art. 41 § 2 KRO. Skutkiem zaaprobowania przez małżonka dłużnika dokonanej przez dłużnika zobowiązującej czynności prawnej jest więc zwiększenie zakresu obowiązków ciążących na dłużniku i na jego małżonku. Oboje małżonkowie nie mogą od tej pory skutecznie sprzeciwić się skierowaniu przez wierzyciela egzekucji do niewymienionej w art. 41 § 2 KRO części ich majątku wspólnego. W ten sposób małżonek dłużnika nie jest więc wprawdzie zobowiązany do spełnienia świadczenia wynikającego z umowy zawartej z wierzycielem przez dłużnika i w tym sensie nie jest dłużnikiem z łączącej ich umowy. Ciąży na nim jednak własne zobowiązanie, wynikające z art. 41 § 1 KRO, mające za przedmiot ścierpienie rozszerzonej egzekucji z majątku wspólnego. Znoszenie jakiegoś stanu (pati) jest jednym tradycyjnie rozróżnianych rodzajów świadczenia polegającego na zaniechaniu (art. 353 § 2 KC). W tym więc sensie obowiązek znoszenia ewentualnej egzekucji stanowi własny obowiązek (dług) małżonka dłużnika, którego materialnoprawną podstawą jest art. 41 § 1 KRO. Rozmiar tego długu (zakres w jakim małżonek dłużnika musi ścierpieć egzekucję) jest identyczny z wielkością egzekwowanego długu dłużnika.
Skorzystanie przez wierzyciela z przyznanego mu uprawnienia do zaspokojenia się z majątku wspólnego wymaga jednak uzyskania przez niego tytułu umożliwiającego prowadzenie egzekucji z tego majątku, której znoszenie stanowi świadczenie małżonka dłużnika. Tytuł wykonawczy wydany przeciwko dłużnikowi umożliwia egzekucję zasadniczo w zakresie przewidzianym w art. 42 § 2 KRO, co wynika z art. 7761 § 1 KPC (por. jednak art. 8912§ 1, art. 9103 i art. 9231 KPC). Aby możliwe było sięgnięcie do pozostałych składników majątku wspólnego niezbędne jest uzyskanie przez wierzyciela tytułu przeciwko obojgu małżonkom, co jest możliwe na dwóch drogach:
– wytoczenia powództwa przeciwko obojgu małżonkom (razem lub osobno), z tym, że w stosunku do małżonka dłużnika, który nie jest dłużnikiem w zakresie obowiązku spełnienia świadczenia z umowy, z ograniczeniem jego odpowiedzialności do majątku wspólnego. Podstawą materialnoprawną powództwa jest w tym wypadku art. 41 § 1 KRO w zw. z art. 319 KPC; jest to jedyna dostępna droga, gdy wierzyciel nie dysponuje dowodem z dokumentu wykazującym udzielenie przez małżonka dłużnika zgody na zaciągniecie zobowiązania przez dłużnika;
– wytoczenia powództwa tylko przeciwko dłużnikowi, a po uzyskaniu przeciwko niemu tytułu wykonawczego, skorzystanie z uproszczonego postępowania o nadanie klauzuli wykonalności także przeciwko małżonkowi dłużnika – wymagające od wierzyciela przedstawienia dokumentu dowodzącego udzielenia przez małżonka dłużnika zgody na zaciągnięcie zobowiązania.
Uchwała SN z 8.11.2019 r., III CZP 36/19, Legalis
Zakres obowiązku gminy finansowania oświetlenia ulic, placów i dróg publicznych znajdujących się na jej terenie – analiza uzasadnienia uchwały SN
Wykładnia przepisów dokonana przez Sąd Najwyższy
Przepis art. 18 ust. 1 pkt 2 PrEnerg97 (Dz.U. z 1997 r. Nr 54, poz. 348) stanowił, że do zadań własnych gminy należało planowanie i organizacja oświetlenia miejsc publicznych oraz finansowanie oświetlenia ulic, placów i dróg znajdujących się na terenie gminy, z wyłączeniem autostrad. Przepis art. art. 18 ust. 3 PrEnerg97 przewidywał, że wydatki na realizację zadań, o których mowa w ust. 1 pkt 2, w zakresie oświetlenia ulic, placów i dróg nie stanowiących mienia komunalnego pokrywane były z budżetu państwa. Z dniem 1.1.1999 r. dodano w art. 18 ust. 1 pkt 3 PrEnerg97, z którego wynikało, że do zadań własnych gminy zaliczono finansowanie oświetlenia ulic, placów i dróg, znajdujących się na terenie gminy, w odniesieniu do których gmina jest zarządcą, z zastrzeżeniem ust. 3a. Jednocześnie dodano w art. 18 ust. 3a PrEnerg97, według którego środki na finansowanie oświetlenia dróg publicznych krajowych, wojewódzkich i powiatowych w granicach miast na prawach powiatu, pokrywane były z budżetu państwa (Dz.U. z 1998 r. Nr 162, poz. 1126). Przepis art. 18 ust. 3 PrEnerg97 otrzymał brzmienie, zgodnie z którym środki na finansowanie oświetlenia dróg publicznych, dla których gmina nie była zarządcą, pokrywane były z budżetu państwa (Dz.U. z 1998 r. Nr 106, poz. 668). Kolejne zmiany zostały wprowadzone z dniem 1.1.2004 r. przez art. 61 DochSamTerytU. Polegały one na uchyleniu art. 18 ust. 3a PrEnerg97 oraz nadaniu art. 18 ust. 3 PrEnerg97 brzmienia, według którego przepisy ust. 1 pkt 2 i 3 nie miały zastosowania jedynie do autostrad i dróg ekspresowych w rozumieniu przepisów o autostradach płatnych. Finansowanie oświetlenia pozostałych dróg – w tym krajowych szybkiego ruchu (o kategorii GP) – zostało przerzucone na gminy, na terenie których te drogi są położone. Wynikało to ze zmienionego art. 18 ust. 1 pkt 3 PrEnerg97, któremu nadano brzmienie, zgodnie z którym do obowiązków gmin należało finansowanie oświetlenia ulic, placów i dróg, znajdujących się na terenie gminy, z wyłączeniem jedynie określonych w art. 18 ust. 3 autostrad i dróg ekspresowych w rozumieniu przepisów o autostradach płatnych. Uregulowanie to, w brzmieniu praktycznie niezmienionym, obowiązywało do 2.8.2015 r. Oznaczało to, że w okresie od 1.1.2004 r. do 2.8.2015 r. na podstawie art. 18 ust. 1 pkt 3 w zw. z art. 18 ust. 3 PrEnerg na gminy był nałożony obowiązek finansowania oświetlenia wszystkich znajdujących się na ich terenie dróg publicznych, także należących do Skarbu Państwa (zarządzanych przez państwo) dróg krajowych, z wyłączeniem jedynie autostrad i dróg ekspresowych w rozumieniu przepisów o autostradach płatnych.
Przyczyny i cele zmian wprowadzonych z 1.1.2004 r. zostały szczegółowo opisane w uzasadnieniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 31.5.2005 r. (K 27/04, OTK-A 2005, Nr 5, poz. 54).
Jednakże 3.8.2015 r. przepis art. 18 ust. 3 PrEnerg12 został uchylony. Było to możliwe dzięki jednoczesnemu ograniczeniu zakresu zastosowania art. 18 ust. 1 pkt 3 PrEnerg, który stanowi obecnie, że do zdań własnych gmin należy jedynie finansowanie oświetlenia znajdujących się na terenie gminy m.in. dróg gminnych, dróg powiatowych i dróg wojewódzkich, dróg krajowych, innych niż autostrady i drogi ekspresowe w rozumieniu DrPublU przebiegających w granicach terenu zabudowy, części dróg krajowych, innych niż autostrady i drogi ekspresowe w rozumieniu ustawy z 27.10.1994 r. o autostradach płatnych oraz o Krajowym Funduszu Drogowym, wymagających odrębnego oświetlenia: przeznaczonych do ruchu pieszych lub rowerów, stanowiących dodatkowe jezdnie obsługujące ruch z terenów przyległych do pasa drogowego drogi krajowej. Nastąpiło zatem wyraźne ograniczenie zadań gmin w zakresie finansowania dróg krajowych, innych niż autostrady i drogi ekspresowe, co do zasady tylko do ich odcinków przebiegających w granicach terenu zabudowy.
Zagadnienie prawne dotyczy stanu prawnego obowiązującego przed 3.8.2015 r.
W sprawie, w związku z którą zostało przedstawione zagadnienie prawne, sporny odcinek drogi był zaprojektowany według wymagań dla drogi ekspresowej (S). Gdyby nadano jej taką kategorię, zgodnie z art. 18 ust. 3 PrEnerg gmina nie ponosiłaby kosztów jej oświetlenia w żadnej części. Ostatecznie jednak temu odcinkowi drogi nadano kategorię GP, co stanowiło decyzję Skarbu Państwa (zarządcy drogi), na którą gmina nie miała wpływu. Uzasadnia to wątpliwość, czy gmina powinna ponosić koszty oświetlenia tej drogi w całości, czy tylko w części, obliczonej przy założeniu, że standardy oświetlenia byłyby takie jak dla drogi szybkiego ruchu (GP), czyli najwyższej kategorii dróg, których koszty oświetlenia spoczywały na gminach zgodnie z art. 18 ust. 1 pkt 3 w zw. z ust. 3 PrEnerg w brzmieniu obowiązującym przed 3.8.2015 r.
Sąd Najwyższy wskazał, że w niniejszej sprawie nie chodzi o zmiany legislacyjne, wprowadzane przez państwo w ramach imperium, lecz o takie działania prawne i faktyczne Skarbu Państwa – GDDKiA, w wyniku których doszło do zaprojektowania i wykonania urządzeń oświetleniowych o parametrach wyższych niż minimalne przewidziane w przepisach, co przekładało się na wyższe koszty oświetlenia, do których ponoszenia była obowiązana gmina. Zagadnienie prawne dotyczy zatem zwiększenia wydatków gminy na skutek decyzji właścicielskiej Skarbu Państwa (dominium), który jako zarządca drogi zlecił zaprojektowanie i wykonanie oświetlenia według standardów wyższych niż minimalne wynikające z odpowiednich przepisów.
Wykładnia językowa art. 18 ust. 1 pkt 3 i ust. 3 PrEnerg w brzmieniu obowiązującym przed 3.8.2015 r. prowadzi do wniosku, że do obowiązków gminy należało finansowanie wszystkich dróg publicznych znajdujących się na jej terenie, z wyjątkiem jedynie autostrad i dróg ekspresowych w rozumieniu przepisów o autostradach płatnych (art. 18 ust. 3 PrEnerg). Wymienione przepisy nie przewidywały wprost możliwości ponoszenia przez gminy kosztów oświetlenia dróg szybkiego ruchu (GP) jedynie w części. Jest przy tym poza sporem, że zaprojektowanie i wykonanie oświetlenia drogi według podwyższonych standardów było nie tylko prawnie dopuszczalne, ale zwiększało bezpieczeństwo ruchu. Dodatkowo przemawia to za przyjęciem, że gmina w stanie prawnym przed dniem 3 sierpnia 2015 r. miała obowiązek finansowania w całości oświetlenia znajdujących się na ich terenie dróg szybkiego ruchu (GP), także wtedy, gdy standardy ich oświetlenia były wyższe od minimalnych wynikających z odpowiednich przepisów.
Należy jednak wziąć pod uwagę, że art. 18 ust. 3 PrEnerg wyłączał w całości obowiązek finansowania przez gminy oświetlenia autostrad i dróg ekspresowych w rozumieniu przepisów o autostradach płatnych. Nie wynikało to jedynie z charakteru ruchu na takich drogach, gdyż także w przypadku innych dróg krajowych (w szczególności kategorii GP), w odniesieniu do których obowiązek finansowania oświetlenia spoczywał na gminach, ruch często ma charakter w przeważającej mierze tranzytowy, zatem nie zaspokaja potrzeb wspólnoty samorządowej (por. art. 7 ust. 1 SamGminU).
Wprowadzenie z 1.1.2004 r. rozwiązania, według którego gminy finansowały oświetlenie niektórych dróg krajowych zarządzanych przez Skarb Państwa wynikało z wejścia w życie DochSamTerytU, która zwiększyła udział gmin w przychodach z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych oraz podatku dochodowego od osób. Zamieszczone w art. 18 ust. 3 PrEnerg wyłączenie dotyczące autostrad i dróg ekspresowych wynikało zapewne z przyjęcia założenia, że koszty ich oświetlenia są zbyt wysokie, biorąc pod uwagę wielkość przekazywanego gminom udziału we wpływach z PIT i CIT. Nie bez znaczenia jest też okoliczność, że wyłączenie wynikające z art. 18 ust. 3 PrEnerg dotyczyło dróg o najwyższym standardzie, z założenia płatnych (verba legis: „autostrad i dróg ekspresowych w rozumieniu przepisów o autostradach płatnych”), zatem to opłaty za korzystanie z nich powinny pokrywać zwiększone koszty oświetlenia zaprojektowanego i wykonanego według podwyższonych standardów. Także z tego punktu widzenia nie byłoby racjonalne obciążenie tymi kosztami gmin. Jeżeli więc zarządca drogi (Skarb Państwa) zlecił zaprojektowanie i wykonanie oświetlenia według standardów dotyczących dróg ekspresowych (S), wynikające z tego zwiększone koszty oświetlenia nie powinny obciążać gminy, nawet gdy ostatecznie taka droga została zaliczona do kategorii GP.
Istotne argumenty przemawiają zatem za przyjęciem wykładni funkcjonalnej art. 18 ust. 1 pkt 3 w zw. z ust. 3 PrEnerg w brzmieniu obowiązującym od 1.1.2004 r. do 2.8.2015 r. Prowadzi ona do wniosku, że nałożony na gminy obowiązek finansowania oświetlenia dróg publicznych znajdujących się na jej terenie nie obejmował tych dróg, których standard i koszty oświetlenia były zgodne z kryteriami obowiązującym dla dróg o najwyższej kategorii, czyli autostrad i dróg ekspresowych. Nałożenie na gminy obowiązku finansowania oświetlenia położonych na terenie gminy dróg krajowych dotyczyło jedynie takich ich kategorii, których koszty oświetlenia są relatywnie niskie (GP), nie objęto zaś tym obowiązkiem dróg o standardzie autostrad (A) i dróg ekspresowych (S). Przy takim założeniu art. 18 ust. 1 pkt 3 w zw. z ust. 3 PrEnerg w brzmieniu obowiązującym przed 3.8.2015 r. należy interpretować w taki sposób, że gminy miały obowiązek ponoszenia kosztów oświetlenia dróg krajowych tylko w takim zakresie, w jakim nie przekraczało to standardów przewidzianych dla dróg szybkiego ruchu (GP), a więc najwyższej kategorii, których koszty oświetlenia obciążały gminy. Gmin nie mogą zatem obciążać ponadstandardowe koszty oświetlenia zaprojektowanego jak dla drogi ekspresowej (S).
Uchwała SN z 13.3.2020 r., III CZP 66/19, Legalis
Jednoimienne idą na dno
Najpoważniejszymi problemami szpitali jednoimiennych są niejasna przyszłość i odejścia personelu. Pod znakiem zapytania stoi powrót tych jednostek do normalnej pracy po epidemii.
Ratuj się, kto może!
Na łamach „Rzeczpospolitej” z 12 maja („Bez słuchania lekarzy nie wyleczmy choroby!”) przewidywaliśmy, że rezultatami decyzji Ministerstwa Zdrowia będą odejścia personelu i paraliż szpitali jednoimiennych. Postulowaliśmy pilną reorganizację działania tych szpitali. Ta nie nastąpiła, a nasze przewidywania niestety okazały się trafne.
Wśród personelu szpitali jednoimiennych panuje nastrój, jak w załodze „Titanica” po zderzeniu z górą lodową. Ratowaniu czego się da towarzyszy panika. Dalsze losy wielu szpitali pozostają niewiadomą. Przyczyną katastrofy nie jest sama epidemia, lecz decyzje polityków. Resort zdrowia do walki z chorobą skierował w całości największe szpitale w regionach, ignorując, że przed epidemią każdego miesiąca szpitale te realizowały tysiące zabiegów specjalistycznych.
Pacjentów pozbawiono dostępu do opieki medycznej, a lekarzy specjalności nieprzydatnych w leczeniu Covid-19 skazano na depresyjną bezczynność. Oddziały specjalistyczne (m.in. chirurgii, ortopedii, okulistyki, laryngologii, ginekologii i położnictwa) nie wykonują praktycznie żadnych zabiegów, a kosztowny sprzęt stoi nieużywany. Pacjenci z koronawirusem okazują się najdroższymi pacjentami na świecie. Nadto lekarze rezydenci odbywający szkolenia specjalizacyjne pod okiem specjalistów nie wykonują procedur związanych z tym szkoleniem.
Problemy te ilustruje przykład oddziału położniczo-ginekologicznego (nominalnie 70 łóżek, obecnie 20) w szpitalu jednoimiennym MEGREZ w Tychach (woj. śląskie). Większość przebywających na tym oddziale pacjentek trafiła tu z innych oddziałów, gdzie chwilowo zabrakło miejsc. Nie są to pacjentki wymagające opieki ginekologiczno-położniczej, w większości pensjonariuszki DPS-ów. Na oddziale przed epidemią hospitalizowano ok. 350–400 pacjentek, odbierano ok. 120–130 porodów, wykonywano ok. 50 operacji (w tym onkologicznych). Obecnie przyjęć w miesiącu jest zaledwie kilka, choć przecież kobiety nie przestały nagle rodzić, a pacjenci chorować.
Pozostający w gotowości lekarze zabiegowcy nie operują i sporadycznie występują w roli opiekunów. Mowa tu o tych lekarzach, którzy nie zrezygnowali jeszcze z pracy. Większość personelu odeszła. Dopięcie grafików dyżurów na kolejny miesiąc okazuje często niemożliwe. Ordynatorzy niemogący zapewnić funkcjonowania oddziałów rozważają rezygnacje. Licznym oddziałom specjalistycznym grozi zamknięcie. Tymczasem zbudowanie sprawnego zespołu specjalistów wymaga wieloletniej pracy dyrekcji, ordynatorów i lekarzy. To, co budowano latami, doprowadzono do upadku w ciągu zaledwie dwóch miesięcy.
Dwa rodzaje klęski
Deklaracja Ministerstwa Zdrowia dotycząca likwidacji szpitali jednoimiennych to przyznanie, że przyjęty model walki z epidemią okazał się nietrafiony. Na specjalistycznych oddziałach w szpitalach jednoimiennych, nawet w województwach o największym wzroście zakażeń, od początku epidemii sytuacja jest taka sama: pojawiają się nieliczne hospitalizacje specjalistyczne. Niebawem zaś oddziały te nie będą realizowały żadnych świadczeń, bo nie będzie miał kto tam pracować. Pomimo ogólnych deklaracji ministerstwa przyszłość wielu tych jednostek jest niejasna. Nie wiadomo, czy upadające oddziały specjalistyczne będą mogły w ogóle powrócić do normalnej pracy po „odkształceniu”, skoro już teraz doświadczają poważnych braków kadrowych.
Niekompetentne zarządzanie odbiło się zresztą na wszystkich szpitalach, nie tylko jednoimiennych. Jednostki, które przejęły pacjentów wcześniej obsługiwanych przez obecne szpitale jednoimienne, mają swoje problemy: niedofinansowanie, braki środków ochrony osobistej i widoczny, szczególnie w ostatnich dniach, nadmiar pacjentów. Szpitale te, często zmuszane do ograniczania przyjęć, przejmują ciężar leczenia pacjentów, którzy normalnie trafiliby do obecnych szpitali jednoimiennych.
Ostatnie miesiące funkcjonowania ochrony zdrowia to historia podwójnej klęski: niedoboru i urodzaju. Koszty finansowe, społeczne i emocjonalne przyjętej strategii są nazbyt wysokie.
W wielu krajach Europy nie przyjęto scentralizowanego modelu walki z epidemią i utworzono specjalistyczne oddziały zakaźne w ramach istniejących szpitali, działających w całości w zwykłym trybie. Uniknięto więc chaosu i problemów kadrowych, stwarzanych przez nagłe decyzje o „przekształceniu” i „odkształceniu” szpitali.
Mleko się rozlało
Popełnione błędy są nieodwracalne. Można jednak minimalizować ich koszty. Pacjenci i personel oczekują od Ministerstwa Zdrowia jasnego komunikatu o przyszłości szpitali jednoimiennych i odpowiedzi na następujące pytania:
1. Czy przygotowano systemowy plan powrotu do normalnego funkcjonowania jednostek jednoimiennych? W oparciu o jakie kryteria ma zapaść decyzja o „odkształceniu” szpitali jednoimiennych?
2. Jak planuje się zabezpieczyć świadczenie specjalistycznych usług medycznych w regionach z działającymi szpitalami jednoimiennymi?
3. Czy przygotowano systemowe rozwiązania na wypadek ponownego wzrostu zachorowań na Covid-19? Czy w takiej sytuacji „odkształcone” szpitale zostaną ponownie „przekształcone” w jednoimienne? Czy przewidywana jest rezygnacja z modelu jednostek jednoimiennych i zmiana strategii walki z chorobą w kierunku utworzenia specjalnych oddziałów zakaźnych w ramach dużych jednostek wojewódzkich?
Bez konstruktywnej odpowiedzi na te pytania oddziałom specjalistycznym w szpitalach jednoimiennych grozi zamknięcie. Obecnie borykają się one z poważnymi problemami, a po „odkształceniu” szpitali mogą nie być w stanie realizować kontraktów z NFZ na poziomie sprzed epidemii. W tym świetle naiwnie brzmi deklaracja ministra Szumowskiego, że szpitale jednoimienne są gwarantem skutecznej walki z epidemią i są przygotowane na przyjęcie większej liczby pacjentów w razie jej drugiej fazy. Z punktu widzenia personelu tych szpitali to zaklinanie rzeczywistości. Szpitale te są praktycznie niezatapialnymi „Titanicami”, które właśnie idą na dno.
Dr n. med. Adam Dyrda – ordynator Oddziału Położnictwa i Ginekologii Szpitala MEGREZ (obecnie jednoimiennego) w Tychach, przewodniczący Sądu Lekarskiego Okręgowej Izby Lekarskiej w Katowicach.
Obowiązek zapewnienia pracownikowi bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Dochodzenie przez sędziego jednorazowego odszkodowania z tytułu wypadku w drodze do/z pracy
Pracownik – sędzia SO, opuszczając budynek sądu po zakończonym dniu pracy potknął się na nierównościach schodów sąsiadujących z terenem sądu, znajdujących się pod zarządem władz miasta. Wskutek tego wypadku doznał złamania kości śródręcza, którego zasadnicze leczenie trwało blisko 2,5 roku. W karcie wypadku zdarzenie zostało uznane przez pracodawcę za wypadek w drodze do pracy. Po zakończeniu leczenia pracownik wniósł o podjęcie czynności zmierzających do wypłaty mu świadczeń należnych z tego tytułu. Pracodawca odmówił jednak wypłaty jednorazowego odszkodowania z tytułu długotrwałego uszczerbku na zdrowiu w następstwie wypadku w drodze z pracy.
Sądy I, jak i II instancji uznały roszczenie pracownika za niedopuszczalne. Pracownik wniósł jednak skargę kasacyjną, w której wskazywał m.in. podstawy swoich żądań, takie jak: zasada niezawisłości sędziów znajdująca się w Konstytucji RP, przepisy ustawy o ustroju sądów powszechnych, z których wynikają uprawnienia sędziów do świadczeń związanych z wypadkami przy pracy i chorobami zawodowymi, karta praw podstawowych UE czy art. 8 KP. Równocześnie zarzucał, że pracodawca ignorował zgłoszenia pracowników dotyczące złego stanu schodów i dopuszczał się zaniedbań w ich utrzymaniu (choć zostało ustalone, że schody te nie należą do terenu sądu, w którym pracował). Sąd Najwyższy nie podzielił jednak argumentacji przedstawionej w skardze kasacyjnej w całości.
Komentarz
W związku z mnogością podstaw roszczeń, na jakie powoływał się pracownik, SN odniósł się w omawianym wyroku po krótce do każdej z nich. Jednak najistotniejsze w naszej ocenie kwestie, które zostały poddane pod rozwagę SN w wyniku zarzutów pracownika, są następujące.
Po pierwsze, powołał się on m.in. na wynikający z Karty praw podstawowych oraz przepisów Kodeksu pracy ogólny obowiązek zapewnienia pracownikom bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, a także dodatkowo status sędziego, podlegający w ocenie powoda szczególnej ochronie. Z tych praw wywodził, że ochrona wypadkowa sędziego wynikająca z art. 94a PrUSP powinna się rozciągać na zdarzenia nagłe, wywołane przyczyną zewnętrzną, powstałe nie tylko w związku z pracą (wypadek przy pracy), ale także w drodze między miejscem pracy, a miejscem zamieszkania (wypadek w drodze do pracy).
Jak jednak słusznie zauważył SN, a także sądy powszechne rozpatrujące tę sprawę w obydwu instancjach, prawo o ustroju sądów powszechnych nie premiuje jednorazowym odszkodowaniem wypadków w drodze do pracy. Podobnie jest w przypadku „zwykłych” pracowników. Prawo do takiego odszkodowania przysługuje bowiem ubezpieczonemu, tylko w sytuacji, gdy doznał stałego lub długotrwałego uszczerbku na zdrowiu wskutek wypadku przy pracy lub choroby zawodowej (art. 11 ustawy z 30.10.2002 r. o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych, t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1205 ze zm.; dalej jako: WypadkiU). Zakres ten nie obejmuje zatem sytuacji, gdy do wypadku doszło w drodze do lub z pracy. Z wypadkiem w drodze do pracy wiąże się natomiast m.in. prawo do wynagrodzenia chorobowego i zasiłku chorobowego w wysokości 100% podstawy wymiaru.
Po drugie, słusznie zostało podkreślone przez SN, że status sędziego, zasady demokratycznego państwa prawa, ochrony pracy, równości obywateli wobec prawa, ani też prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy oraz prawo do zabezpieczenia społecznego, nie pozwalają na przyznawanie jakimkolwiek grupom zawodowym korzystniejszych praw, niż to wynika z obowiązujących przepisów. Zatem z takich ogólnych zasad nie można wywodzić prawa sędziów, jak i pracowników do jednorazowego odszkodowania za wypadek w drodze do pracy.
Wreszcie, SN zwrócił także uwagę na zakres obowiązku pracodawcy w zakresie zapewniania pracownikom bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Jak słusznie potwierdza omawiane orzeczenie, zakres ten ogranicza się do warunków pracy, a zatem nie obejmuje zdarzeń powstałych poza miejscem świadczenia pracy, czy też szerzej poza zakładem pracy, na drodze z pracy do domu.
Aplikacja notarialna: konieczność zdania z wynikiem pozytywnym dwóch kolokwiów, aby ukończyć aplikację
Stan faktyczny
Skarżąca K.N., przez swojego pełnomocnika, wniosła do TK skargę konstytucyjną o stwierdzenie, że § 1 zd. ostatnie oraz § 6 pkt 1 zd. 1 uchwały Krajowej Rady Notarialnej Nr VII/48/2009 z 18.9.2009 r. w sprawie programu aplikacji notarialnej są niezgodne z: art. 2, 7, 31 ust. 3, art. 65 ust. 1 i art. 70 ust. 1 Konstytucji RP.
Rada Izby Notarialnej w lipcu 2012 r. odmówiła skarżącej wydania zaświadczenia o odbyciu aplikacji notarialnej. Jako powód w uchwale wskazano, że skarżąca nie zdała kolokwium przeprowadzanego po drugim roku aplikacji. Rada w uzasadnieniu uchwały wskazała, że – zgodnie z uchwałą Nr VII/48/2009 – aplikanci składają dwa kolokwia w trakcie odbywania aplikacji notarialnej, a wykonanie przez aplikanta obowiązków objętych programem nauczania uprawnia go uzyskania zaświadczenia o odbyciu aplikacji. Warunkiem uzyskania takiego zaświadczenia jest złożenie z wynikiem pozytywnym wszystkich kolokwiów przeprowadzonych w czasie trwania aplikacji, zaś uzyskanie oceny negatywnej powoduje uznanie, że aplikant nie wykonał wszystkich obowiązków objętych programem aplikacji i uniemożliwia wydanie takiego zaświadczenia.
Skarżąca złożyła zażalenie, z kolei Krajowa Izba Notarialna utrzymała w mocy zaskarżoną uchwałę, powołując się na przedmiotową uchwałę Nr VII/48/2009, z której wynika, że aplikanci mają obowiązek złożenia dwóch kolokwiów, które należy zdać z wynikiem pozytywnym. W wyniku tych działań K.N. złożyła skargę do WSA, który w styczniu 2013 r. uchylił uchwały Krajowej Izby Notarialnej. W uzasadnieniu WSA wskazał, że kwestia możliwości przeprowadzania kolokwium i sprawdzianów w trakcie odbywania aplikacji notarialnej „… została wprowadzona mocą rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 22.12.2015 r. w sprawie organizacji aplikacji notarialnej (Dz.U. z 2005 r. Nr 258, poz. 2169 ze zm.) (…) Zgodnie z § 13 rozporządzenia rada izby notarialnej może dla sprawdzenia stopnia opanowania przez aplikantów notarialnych dziedzin prawa, z których prowadzone jest szkolenie, przeprowadzać kolokwia i sprawdziany. (…) w rozporządzeniu (…) nie został wprowadzony obowiązek organizowania kolokwium, a co za tym idzie nie ma w ogóle mowy o konieczności zdania (zaliczenia) przez aplikanta notarialnego ewentualnego kolokwium lub sprawdzianu. (…) Jednakże Krajowa Rada Notarialna w uchwale nr 48 (…) wprowadziła do programu aplikacji notarialnej obowiązek „złożenia dwóch kolokwiów” (por. § 6.1 uchwały), co oznacza, że de facto dokonała zmiany warunków odbywania aplikacji notarialnej, o których stanowi akt rangi ustawowej…”. Wojewódzki Sąd Administracyjny ponadto stwierdził, że wprowadzenie dodatkowego warunku odbycia aplikacji, w formie złożenia z pozytywnym wynikiem dwóch kolokwiów, co jest nieznane prawu powszechnie obowiązującemu, które nie określa negatywnych konsekwencji niezdania kolokwiów, stanowi wykroczenie organów samorządu notarialnego poza przyznane kompetencje.
W wyniku powyższego Krajowa Izba Notarialna złożyła skargę kasacyjną do NSA, który z kolei wyrokiem z października 2013 r. uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. W uzasadnieniu NSA podkreślił, że: „… odmowa wydania zaświadczenia potwierdzającego odbycie aplikacji notarialnej nie stanowi żadnej swoistej, wprowadzonej bezpodstawnie przez samorząd notarialny sankcji za niezaliczenie kolokwium. Jest natomiast oczywistą, całkowicie prawnie uzasadnioną odmową potwierdzenia faktu, który nie zaistniał, bo aplikant w istocie aplikacji nie odbył, ponieważ nie wypełnił wszystkich obowiązków objętych programem aplikacji”. Po ponownym rozpoznaniu sprawy WSA w grudniu 2014 r. oddalił skargę skarżącej – sąd ten jedynie powtórzył wykładnię prawa dokonaną w tej sprawie przez NSA. Po rozpoznaniu skargi kasacyjnej skarżącej K.N. Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z grudnia 2016 r. oddalił tę skargę uznając, że treść skargi w istocie stanowi „(…) polemikę z wykładnią prawa dokonaną przez Naczelny Sąd Administracyjny w powołanym wyroku, co w świetle ar t. 190 in fine PostAdmU uznać należy za niedopuszczalne”.
Ocena TK
Trybunał Konstytucyjny musiał rozważyć problem konstytucyjny, czy kwestionowane przepisy uchwały z 2009 r. w sposób nieproporcjonalny ograniczają wolność wyboru zawodu i prawo do nauki. W uzasadnieniu do wyroku TK wskazał, że gwarancje wynikające z art. 70 ust. 1 Konstytucji RP mają za zadanie stworzenie takich zasad odbywania aplikacji notarialnej, które nie będą miały charakteru arbitralnego ani dyskryminującego. W związku z tym gwarancje te, realizowane w ramach aplikacji notarialnej, podlegają ograniczeniom związanym z charakterem i formą prowadzenia szkolenia przygotowującego do wykonywania zawodu zaufania publicznego – muszą zatem istnieć odpowiednie mechanizmy weryfikacji efektów tego przygotowania, odnoszące się do ich indywidualnych osiągnięć.
Trybunał podkreślił, że: „Specyficzny charakter aplikacji sprawia, że uprawnienia przyznane organom samorządu zawodowego należy rozpatrywać w ścisłym powiązaniu z jej celem”, natomiast „w języku polskim sformułowanie »składać egzamin (kolokwium)« lub »złożyć egzamin (kolokwium)« oznacza nie tylko sam fakt przystąpienia do określonego sprawdzianu wiedzy, ale również jego zaliczenie na ocenę pozytywną”. Z kolei uprawnienie Krajowej Izby Notarialnej do ustalania programu aplikacji notarialnej oraz nadzoru nad szkoleniem aplikantów (art. 40 § 1 pkt 9 w zw. z art. 79 PrNot), a w związku z tym ustanawianie kolokwium i sprawdzianów mających na celu monitorowanie i egzekwowanie zdobytej w trakcie odbywania aplikacji wiedzy teoretycznej i praktycznej, TK uznał za przydatne do osiągnięcia zamierzonego celu.
Dodatkowo, TK wypowiedział się odnośnie do obowiązku złożenia przez aplikantów dwóch kolokwiów w trakcie odbywania aplikacji uznając, że: „Możliwość dokonywania selekcji aplikantów dopuszczonych do egzaminu zawodowego pod względem ich merytorycznej przydatności do wykonywania zawodu notariuszy jest niezbędna do tego, aby już na etapie kształcenia wykluczać z tego grona osoby, które nie są w stanie sprostać wysokim wymaganiom stawianym osobom wykonującym szczególny zawód zaufania publicznego, jakim jest notariat. Problem nie leży zatem w samym istnieniu mechanizmu weryfikującego wiedzę aplikantów (in casu: dwa kolokwia w trakcie aplikacji) oraz ewentualnej odmowie wydania zaświadczenia o odbyciu aplikacji (w razie nieuzyskania pozytywnego wyniku z co najmniej jednego z tych kolokwiów), ale w tym, aby tego rodzaju rozstrzygnięcia organów samorządu notarialnego nie były arbitralne, a opierały się na obiektywnych kryteriach”. Zgodnie ze stanowiskiem TK, kolokwia nie miały charakteru nieobiektywnego ani arbitralnego.
Jeśli zaś chodzi o ewentualne ograniczenie prawa do nauki, co kwestionowała skarżąca, Trybunał jednoznacznie ocenił, że odmowa wydania zaświadczenia o odbyciu aplikacji notarialnej w przypadku, gdy aplikant nie uzyskał oceny pozytywnej z kolokwium, nie jest na tyle dotkliwa, aby móc uznać, że uregulowanie te jest niekonstytucyjne i ogranicza prawa jednostki do nauki. Nieuzyskanie zaświadczenia nie zamyka jednostce prawa do nauki – nie wyklucza prawa kształcenia się do wykonywania innego zawodu prawniczego, jak np. adwokat, radca prawny, itp.
Wyrok TK z 29.4.2020 r., SK 24/19, Legalis
Kolejne umowy o pracę na czas określony
Stan faktyczny
Spory toczyły się pracownikami służby zdrowia zatrudnionymi przez wspólnotę Madrytu a tą wspólnotą w przedmiocie uznania tych pracowników za członków stałego personelu, do których stosuje się zasady trwałości oraz nieusuwalności. W chwili wnoszenia skarg wszyscy ci pracownicy byli zatrudnieni przez tę wspólnotę przez co najmniej 12 kolejnych lat, niektórzy z nich byli powoływani ponad dwustukrotnie i wykonywali zadania wchodzące w zakres zwykłej działalności personelu korzystającego ze stałego statusu.
Pytania prejudycjalne
– Czy klauzulę 5 Porozumienia ramowego w sprawie pracy na czas określony zawartego w dniu 18.3.1999 r. (dalej jako: Porozumienie ramowe) i stanowiące załącznik do dyrektywy Rady 1999/70/WE z 28.6.1999 r. dotyczącej Porozumienia ramowego w sprawie pracy na czas określony, zawartego przez Europejską Unię Konfederacji Przemysłowych i Pracodawców (UNICE), Europejskie Centrum Przedsiębiorstw Publicznych (CEEP) oraz Europejską Konfederację Związków Zawodowych (ETUC) (Dz.Urz. L Nr 175 z 1999 r., s. 43) należy interpretować w ten sposób, że pojęcie „kolejne umowy o pracę lub stosunki pracy zawierane na czas określony” w rozumieniu tej klauzuli obejmuje sytuację, w której pracownik zatrudniony na podstawie stosunku pracy na czas określony – mianowicie do chwili ostatecznego obsadzenia wakującego stanowiska, na którym został zatrudniony – zajmował w ramach kilku powołań to samo stanowisko pracy nieprzerwanie przez szereg lat oraz w sposób stały i ciągły wykonywał te same obowiązki, przy czym ustawiczne utrzymywanie tego pracownika na tym wakującym stanowisku było konsekwencją niedochowania przez pracodawcę ustawowego obowiązku przeprowadzenia w wyznaczonym terminie postępowania w sprawie naboru mającego na celu obsadzenie tego wakującego stanowiska w sposób ostateczny, a jego stosunek pracy był z tego względu w sposób dorozumiany przedłużany z roku na rok?
– Czy pewne środki przewidziane przez prawo hiszpańskie można uznać za stanowiące odpowiednie środki do celów zapobiegania nadużyciom wynikającym z wykorzystywania kolejnych umów o pracę lub stosunków pracy zawieranych na czas określony w rozumieniu klauzuli 5 Porozumienia ramowego i w stosownym przypadku karania takich nadużyć?
– Czy klauzulę 5 Porozumienia ramowego należy interpretować w ten sposób, że stoi ona na przeszkodzie ustawodawstwu i orzecznictwu krajowemu, na mocy których kolejne odnowienie stosunków pracy zawieranych na czas określony uważa się za uzasadnione „obiektywnymi powodami” w rozumieniu pkt 1 lit. a) tej klauzuli jedynie na tej podstawie, że odnowienie to odpowiada podstawom zatrudnienia wskazanym w tym ustawodawstwie, czyli względom konieczności, pilności lub celowi realizacji programów o charakterze tymczasowym, koniunkturalnym lub nadzwyczajnym?
– Czy unijne prawo należy interpretować w ten sposób, że nakłada ono na sąd krajowy rozpatrujący spór pomiędzy pracownikiem a pracodawcą publicznym obowiązek odstąpienia od stosowania uregulowania krajowego, które jest niezgodne z klauzulą 5 pkt 1 Porozumienia ramowego?
Stanowisko TS
Pojęcie „kolejne umowy o pracę lub stosunki pracy zawierane na czas określony”
Trybunał przypomniał, że klauzula 5 pkt 1 Porozumienia ramowego zobowiązuje państwa członkowskie, w celu zapobiegania nadużyciom wynikającym z wykorzystywania kolejnych umów o pracę lub stosunków pracy zawieranych na czas określony, do wprowadzenia w sposób skuteczny i wiążący, o ile w ich prawie krajowym nie istnieją równoważne rozwiązania prawne, jednego lub więcej spośród wymienionych tam środków (wyrok Pérez López, pkt 28).
Trybunał orzekł, że klauzulę 5 Porozumienia ramowego należy interpretować w ten sposób, że państwa członkowskie lub partnerzy społeczni nie mogą wyłączyć z pojęcia „kolejnych umów o pracę lub stosunków pracy zawieranych na czas określony” w rozumieniu tego postanowienia sytuacji, w której pracownik zatrudniony na podstawie stosunku pracy na czas określony – mianowicie do chwili ostatecznego obsadzenia wakującego stanowiska, na którym został zatrudniony – zajmował w ramach kilku powołań to samo stanowisko pracy nieprzerwanie przez szereg lat oraz w sposób stały i ciągły wykonywał te same obowiązki, przy czym ustawiczne utrzymywanie tego pracownika na tym wakującym stanowisku było konsekwencją niedochowania przez pracodawcę ustawowego obowiązku przeprowadzenia w wyznaczonym terminie postępowania w sprawie naboru mającego na celu obsadzenie tego wakującego stanowiska w sposób ostateczny, a jego stosunek pracy był z tego względu w sposób dorozumiany przedłużany z roku na rok.
Pojęcie „obiektywne powody”
Z orzecznictwa TS wynika, że pojęcie „obiektywne powody” w rozumieniu art. 5 ust. 1 lit. a) Porozumienia ramowego należy rozumieć jako dotyczące ściśle określonych i konkretnych okoliczności charakteryzujących daną działalność, a zatem mogących uzasadniać w tym szczególnym kontekście wykorzystywanie kolejnych umów o pracę na czas określony. Okoliczności te mogą w szczególności wynikać ze szczególnego charakteru zadań, dla wykonania których zawarto umowy, oraz ich swoistych cech lub w odpowiednim przypadku z realizacji zasadnych celów polityki społecznej państwa członkowskiego (wyrok Pérez López, pkt 38).
Trybunał orzekł, że klauzulę 5 Porozumienia ramowego należy interpretować w ten sposób, że stoi ona na przeszkodzie ustawodawstwu i orzecznictwu krajowemu, na mocy których kolejne odnowienie stosunków pracy zawieranych na czas określony uważa się za uzasadnione „obiektywnymi powodami” w rozumieniu pkt 1 lit. a) tej klauzuli jedynie na tej podstawie, że odnowienie to odpowiada podstawom zatrudnienia wskazanym w tym ustawodawstwie, czyli względom konieczności, pilności lub celowi realizacji programów o charakterze tymczasowym, koniunkturalnym lub nadzwyczajnym, w zakresie, w jakim takie ustawodawstwo i orzecznictwo krajowe nie zapobiega temu, aby dany pracodawca zaspokajał w praktyce za pomocą takich odnowień stałe i długookresowe potrzeby kadrowe.
Środki odpowiednie do celów zapobiegania nadużyciom
Trybunał przypomniał, że klauzula 5 pkt 1 Porozumienia ramowego zobowiązuje państwa członkowskie do wprowadzenia w sposób skuteczny i wiążący, o ile w prawie krajowym nie istnieją równoważne rozwiązania prawne, przynajmniej jednego spośród wymienionych w niej środków. Trzy środki wymienione w pkt 1 lit. a)–c) tej klauzuli dotyczą, odpowiednio, obiektywnych powodów uzasadniających odnowienie takich umów lub stosunków pracy, maksymalnej łącznej długości kolejnych umów o pracę lub stosunków pracy na czas określony oraz liczby ich odnowień.
W klauzuli 5 Porozumienia ramowego nie uregulowano konkretnych sankcji w sytuacji stwierdzenia nadużyć. Trybunał stwierdził, że kompetencja w tym zakresie przysługuje organom krajowym, które powinny przyjąć środki o charakterze sankcji, które muszą być nie tylko proporcjonalne, ale też wystarczająco skuteczne i odstraszające, aby zagwarantować pełną skuteczność norm przyjętych na podstawie Porozumienia ramowego (wyrok de Diego Porras).
Trybunał orzekł, że klauzulę 5 Porozumienia ramowego należy interpretować w ten sposób, że do sądu krajowego należy dokonanie oceny, zgodnie całością mających zastosowanie norm prawa krajowego, czy przeprowadzanie postępowań w sprawie naboru mających na celu obsadzenie w sposób ostateczny stanowisk zajmowanych tymczasowo przez pracowników zatrudnionych w ramach stosunków pracy na czas określony, przekształcenie statusu tych pracowników w „niestały personel zatrudniony na czas nieokreślony” oraz przyznanie tym pracownikom odszkodowania równoważnego odszkodowaniu wypłacanemu w przypadku niezgodnego z prawem rozwiązania stosunku pracy stanowią odpowiednie środki do zapobiegania nadużyciom wynikającym z wykorzystywania kolejnych umów o pracę lub stosunków pracy zawieranych na czas określony i w stosownym przypadku karania tych nadużyć lub też stanowią równoważne rozwiązanie prawne w rozumieniu tego postanowienia.
Nadużywanie przez pracodawcę publicznego
Trybunał uznał, że definicja pojęcia „pracowników zatrudnionych na czas określony”, zawarta w klauzuli 3 pkt 1 Porozumienia ramowego, obejmuje wszystkich pracowników, bez rozróżniania, czy pracodawca, z którym są związani, jest podmiotem publicznym, czy prywatnym, i niezależnie od kwalifikacji danej umowy w prawie krajowym.
Trybunał orzekł, że klauzulę 2, klauzulę 3 pkt 1 i klauzulę 5 Porozumienia ramowego należy interpretować w ten sposób, że w przypadku nadużywania przez pracodawcę publicznego kolejnych stosunków pracy zawieranych na czas określony okoliczność, iż dany pracownik godził się na nawiązanie lub odnowienie tych stosunków pracy, nie może z tego punktu widzenia powodować, że zachowanie tego pracodawcy traci wszelki charakter nadużycia, tak że Porozumienie ramowe nie miałoby zastosowania do sytuacji tego pracownika.
Obowiązki sądu krajowego
Trybunał stwierdził, że klauzula 5 pkt 1 Porozumienia ramowego nie jest bezwarunkowa i wystarczająco precyzyjna, aby jednostki bezpośrednio mogły się na nią powoływać przed sądem krajowym.
Trybunał orzekł, że prawo UE należy interpretować w ten sposób, że nie nakłada ono na sąd krajowy rozpatrujący spór pomiędzy pracownikiem a pracodawcą publicznym obowiązku odstąpienia od stosowania uregulowania krajowego, które jest niezgodne z klauzulą 5 pkt 1 Porozumienia ramowego.
Wyrok TSUE z 19.3.2020 r., Sánchez Ruiz, C-103/18 i C-429/18
Uwzględnienie przez sąd upływu przedawnienia z urzędu
W komentowanym orzeczeniu SO oddalił powództwo o odszkodowanie w wysokości 320 000 zł, jako przedawnione.
Powyższy wyrok SA uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, uznając, że doszło do nierozpoznania istoty sprawy z powodu przedwczesnego uznania za uzasadniony zarzutu przedawnienia, nie dając powodowi możliwości wykazania sprzeczności tego zarzutu z art. 5 KC.
Po ponownym rozpoznaniu sprawy SO oddalił powództwo. Sąd ten ustalił, że powód jako dziecko pojechał z pozwanym, który był jego sąsiadem, oraz z dziećmi i żoną pozwanego do rodziny pozwanego, gdzie doznał urazu głowy, najprawdopodobniej spadając z trzepaka. Miało to miejsce w 10.6.1993 r. Po wypadku pozwany zawiózł powoda do domu, skąd wezwano pogotowie. Na skutek urazu powód doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu w postaci niedowładu połowicznego prawostronnego, w związku z czym porusza się o kuli i ma zaburzenia mowy.
Powód uzyskał orzeczenie o ustaleniu na stałe znacznego stopnia niepełnosprawności, wymaga zaopatrzenia w środki ortopedyczne i środowiskowego systemu wsparcia w samodzielnej egzystencji oraz stałej lub długotrwałej pomocy innej osoby z uwagi na znacznie ograniczoną możliwość samodzielnej egzystencji.
Powód w wieku 15–16 lat zaczął zbierać informacje o okolicznościach, w jakich doszło do doznanego przez niego urazu głowy, jednak nie miał kontaktu z żadną osobą, która była bezpośrednim świadkiem zdarzenia.
Sąd Okręgowy wskazał, że pozwany był obowiązany do sprawowania nad powodem nadzoru, zgodnie z art. 427 KC, jednak zgromadzone w sprawie dowody nie pozwalają jednoznacznie ocenić, w jakich okolicznościach doszło do wypadku oraz czy pozwanemu można przypisać winę w nadzorze. Sąd stwierdził, że powód nie wykazał, w jakich okolicznościach doznał szkody oraz kto był za tę szkodę odpowiedzialny.
Na koniec SO wskazał, że roszczenie powoda uległo przedawnieniu najpóźniej w 2003 r., a zastosowanie art. 5 KC byłoby w okolicznościach sprawy bezpodstawne z uwagi na fakt, że od upływu terminu przedawnienia do wytoczenia powództwa minęło ponad 12 lat, tym samym przekroczenie terminu było znaczne i nieusprawiedliwione szczególnymi okolicznościami.
Sąd Apelacyjny oddalił apelację powoda. Uznał on, że w niniejszej sprawie nie ma zastosowania art. 427 KC, lecz art. 415 KC w zw. z art. 443 KC. Sąd Apelacyjny stwierdził, że powód nie wykazał przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej pozwanego, a podniesienie przez pozwanego zarzutu przedawnienia nie naruszyło art. 5 KC.
Dodatkowo SA wskazał, że nie ma podstaw do nieobciążania powoda kosztami procesu na podstawie art. 102 KPC. Sąd Apelacyjny przyznał, że powód jest w trudnej sytuacji życiowej i finansowej, jednak wniósł on powództwo oczywiście bezzasadne, a następnie, po dokładnym i wszechstronnym uzasadnieniu oddalenia powództwa przez sąd I instancji, wniósł oczywiście bezzasadną apelację.
Powyższe rozstrzygnięcie powód zaskarżył skargą kasacyjną do SN.
Sąd Najwyższy wskazał, że hipotetyczną podstawą odpowiedzialności pozwanego byłby art. 415 KC, a nie jak przyjął SO – art. 427 KC. Jednocześnie SN wskazał, że powód nie udowodnił żadnej z przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej z art. 415 KC, a to na nim spoczywał ciężar dowodu.
W dalszej kolejności SN powtórzył za sądami niższych instancji, że roszczenie powoda jest przedawnione i brak jest podstaw do zastosowania art. 5 KC w niniejszej sprawie.
Sąd Najwyższy wskazał, że o tym, czy zgłoszenie zarzutu przedawnienia jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego decydują przede wszystkim wyjątkowe okoliczności danej sprawy oraz nadmierność opóźnienia. W okolicznościach zaś niniejszej sprawy dwunastoletnie opóźnienie musi być uznane za nadmierne.
W zakresie zarzutu dotyczącego art. 102 KPC SN przychylił się do stanowiska SA. W konsekwencji powyższego SN oddalił skargę kasacyjną.
Komentarz
Komentowane orzeczenie porusza problem możliwości nieuwzględnienia przez sąd zarzutu przedawnienia roszczenia ze względu na uznanie, że zgłoszenie tego zarzutu stanowi nadużycie prawa podmiotowego (art. 5 KC). Klauzula generalna nadużycia prawa ze swej istoty nie wskazuje okoliczności, które stanowią przesłanki jej zastosowania. Istota omawianej klauzuli generalnej sprowadza się do tego, że w pewnych okolicznościach podniesienie zarzutu – w tym przypadku przedawnienia, może być uznane za nadużycie prawa. Sąd Najwyższy wielokrotnie uznawał, iż aby w danym wypadku można było przyjąć, że podniesienie zarzutu przedawnienia jest nie do pogodzenia z zasadami współżycia społecznego, musi zostać w szczególności wykazane, iż bezczynność wierzyciela w dochodzeniu roszczenia była usprawiedliwiona wyjątkowymi okolicznościami (zob. wyroki SN: z 7.6.2000 r., III CKN 522/99, Legalis; z 2.4.2003 r., I CKN 204/01, Legalis). Sąd Najwyższy w swoim bogatym orzecznictwie dotyczącym komentowanego zagadnienia stwierdził, iż z uwagi na szczególny charakter art. 5 KC, tj. użycia klauzul generalnych, sąd musi dla oceny, czy podniesiony zarzut przedawnienia nie nosi znamion nadużycia prawa, rozważyć charakter dochodzonego roszczenia, przyczyn opóźnienia i granic jego nadmierności (w zasadzie nie nadmierności) – zob. wyrok SN z 2.4.2003 r., I CKN 204/01, Legalis. W wyroku z 11.5.2007 r. (I CSK 48/07, Legalis) SN ponownie zaakcentował konieczność oceny okoliczności konkretnego wypadku, w tym czasu opóźnienia. Zwrócił także uwagę na znaczenie charakteru uszczerbku, jakiego doznał poszkodowany, oraz przyczynę opóźnienia w dochodzeniu roszczenia.
W świetle powyższych dyrektyw zastosowania klauzuli nadużycia prawa, należy podzielić stanowiska sądów powszechnych oraz SN wyrażonych na gruncie komentowanej sprawy i uznać, że podniesienie przez pozwanego zarzutu przedawnienia w niniejszym postępowaniu nie stanowiło nadużycia prawa, gdyż powód wniósł pozew dopiero po 12 latach od upływu terminu przedawnienia i nie udowodnił w toczącym się postępowaniu, że tak późne zainicjowanie postępowania było spowodowane wyjątkowymi okolicznościami.