Szczególne rozwiązania dotyczące rozpoznawania spraw frankowych
Ustawa z 29.5.2026 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących zawartych z konsumentami umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do franka szwajcarskiego (Dz.U. poz. 985) – dalej ustawa frankowa – która weszła w życie 7.8.2026 r., daje sądom możliwość szybszego i sprawniejszego rozstrzygania takich sporów. Ma to służyć rozładowaniu zatorów spowodowanych przez napływ w krótkim czasie setek tysięcy pozwów w sprawach frankowych, co doprowadziło do wydłużenia czasu rozpoznawania wszelkich spraw – nie tylko frankowych – w wydziałach cywilnych sądów okręgowych i apelacyjnych, a także w Izbie Cywilnej Sądu Najwyższego.
Ustawa frankowa zawiera regulacje o charakterze procesowym, które mają na celu usprawnienie rozpoznawania tzw. spraw frankowych. Rozwiązania w niej przyjęte nie wspierają żadnej ze stron postępowania – ani kredytobiorców ani banków. Służą one wymiarowi sprawiedliwości w ten sposób, że mają skrócić czas oczekiwania na wyrok we wszelkich sprawach, nie tylko frankowych.
Zakres zastosowania ustaw
Omawiana ustawa, zgodnie ze swoim tytułem, ma zastosowanie jedynie w tzw. sprawach frankowych, związanych z kredytami waloryzowanymi (denominowanymi lub indeksowanymi) do CHF. Oznacza to, że szczególne rozwiązania w niej zawarte nie obejmują spraw związanych z umowami kredytów waloryzowanych do innych walut, np. euro, dolara amerykańskiego czy jena. Zastosowanie ustawy frankowej nie rozciągnięto także na sprawy dotyczące kredytów w PLN (opartych na WIBOR) ani sankcji kredytu darmowego.
Zakres zastosowania ustawy co do zasady obejmuje sprawy o roszczenia związane z umowami kredytu lub pożyczki hipotecznej denominowanymi lub indeksowanymi do franka szwajcarskiego. Nie dotyczy to zatem kredytów stricte walutowych, w przypadku których kwota kredytu była nie tylko wyrażona, ale i udostępniona we frankach szwajcarskich. Dodatkowe ograniczenie polega na tym, że ustawa ma zastosowanie do spraw związanych jedynie z takimi umowami kredytu waloryzowanego do CHF, które zostały zawarte z konsumentem.
Zauważyć należy, że gdy chodzi o pożyczki, zakres zastosowania ustawy frankowej został ograniczony tylko do takich, które mają charakter hipoteczny, natomiast w przypadku kredytów nie przewidziano takiego ograniczenia. Ustawa ma zatem zastosowanie do spraw związanych z wszelkimi zawartymi przez konsumentów umowami kredytu indeksowanego lub denominowanego do franka szwajcarskiego – niezależnie od celu kredytu. W praktyce kredyty frankowe były udzielane konsumentom na cele mieszkaniowe, nie zawsze jednak jednoznacznie wynika to z celu umowy. Inaczej niż w przypadku pożyczek, cel umowy kredytu waloryzowanego nie decyduje zatem o stosowaniu ustawy frankowej.
Jak już zasygnalizowano, ustawa frankowa ma zastosowanie do spraw związanych jedynie z takimi umowami kredytu waloryzowanego do franka szwajcarskiego (oraz pożyczki hipotecznej), które zostały zawarte przez bank z konsumentem. Ograniczenie podmiotowe jest jednak dalej idące. Jak wynika z art. 1 ust. 1 ustawy frankowej, jej przepisami objęte są sprawy, w których stroną jest ten konsument, który zawarł umowę kredytu. Wyłącza to z zakresu jej zastosowania sprawy z udziałem podmiotów, które nabyły roszczenia od konsumentów, w szczególności wyspecjalizowanych funduszy. Jednocześnie jednak art. 1 ust. 2 pkt 1 i 3 ustawy frankowej rozszerza zakres jej zastosowania o sprawy z udziałem osób, które ponoszą odpowiedzialność rzeczową za dług kredytobiorcy będącego konsumentem, a w przypadku śmierci tego ostatniego – na sprawy z udziałem jego spadkobierców. Co istotne, osoby wchodzące w skład grup określonych w art. 1 ust. 2 pkt 1 i 3 ustawy frankowej same nie muszą być konsumentami. Ponadto art. 1 ust. 2 pkt 2 rozszerza zakres zastosowania ustawy na sprawy z udziałem – innego niż kredytobiorca – konsumenta, który przystąpił do długu wynikającego z umowy kredytu lub poręczył za ten dług.
W art. 1 ust. 1 ustawy frankowej przewidziano, że ma ona zastosowanie nie tylko w sprawach wynikających z umów kredytu frankowego, lecz w we wszelkich sprawach z nimi związanymi. Jeżeli zatem z umowy kredytu wynika np. obowiązek ubezpieczenia po stronie kredytobiorcy, to żądanie przez niego zwrotu świadczeń także z tego tytułu – o ile były spełniane wraz z roszczeniami bezpośrednio wynikającymi z umowy kredytu – nie wyłącza zastosowania ustawy frankowej. Szerokie pojęcie roszczeń związanych z umową kredytu pozwala stosować ustawę frankową niezależnie od tego, czy przedmiotem danej sprawy są roszczenia o zasądzenie czy o ustalenie – czy też jedne i drugie (w tym dochodzone łącznie w wyniku kumulacji, także w wariancie powództwa ewentualnego).
Szczególne rozwiązania procesowe
Szczególne rozwiązania procesowe przewidziane w ustawie frankowej można podzielić na fakultatywne i obligatoryjne. Przewagę mają te pierwsze. Wynika to z tego, że szczególne rozwiązania przyjęte w omawianym akcie prawnym opierają się na założeniu, iż – ze względu na utrwalone orzecznictwo TSUE i SN – rozstrzygnięcia w sprawach frankowych są powtarzalne i przewidywalne. Mogą się jednak zdarzyć nieliczne sprawy nietypowe pod względem faktycznym lub prawnym. W ich przypadku organy sądowe (sąd, przewodniczący oraz referendarz sądowy) mogą nie skorzystać z możliwości zastosowania tych unormowań ustawy frankowej, które mają charakter fakultatywny.
W pierwszej instancji uregulowania o zastosowaniu fakultatywnym zdecydowanie dominują. W myśl art. 4 ust. 1 ustawy frankowej sąd pierwszej instancji może (ale nie musi) rozpoznać sprawę na posiedzeniu niejawnym również w przypadku, gdy strona złożyła wniosek o wysłuchanie jej na rozprawie. Gwarancyjny charakter ma art. 4 ust. 2, zgodnie z którym jeśli strona wniosek o wysłuchanie jej na rozprawie złożyła, przewodniczący, kierując sprawę do rozpoznania na posiedzeniu niejawnym, informuje o tym strony, wskazując zasadnicze powody uzasadniające rozpoznanie sprawy na posiedzeniu niejawnym, i wyznacza co najmniej dwutygodniowy termin do złożenia pism procesowych.
Stosownie do art. 6 sąd może przesłuchać świadka poza salą sądową w ramach posiedzenia zdalnego mimo złożenia sprzeciwu, o którym mowa w art. 2631 KPC. Z kolei art. 7 stanowi, że strona może być przesłuchana przez złożenie zeznań na piśmie, jeżeli nie zachodzi potrzeba odebrania przyrzeczenia i sąd tak postanowi. W takim przypadku sąd doręcza stronie listę pytań wraz z pouczeniem, że może zostać wezwana na rozprawę. Przepis art. 165 § 2 KPC. stosuje się odpowiednio. Zgodnie zaś z art. 9, w razie cofnięcia pozwu ze skutkiem prawnym przed wydaniem wyroku postanowienie o umorzeniu postępowania oraz kosztach procesu może wydać referendarz sądowy.
W art. 10 przewidziano możliwość sporządzenia uproszczonego uzasadnienie wyroku sądu pierwszej instancji (nie dotyczy to uzasadnień wyroków sądu drugiej instancji ani postanowień). Jeżeli okoliczności sprawy nie stoją temu na przeszkodzie, uzasadnienie wyroku sądu pierwszej instancji może ograniczać się do powołania się na pozew, odpowiedź na pozew lub dalsze pisma przygotowawcze, doręczone stronie przeciwnej przed zamknięciem rozprawy oraz powołania przepisów prawa, na których sąd się oparł. Inaczej jednak niż art. 357 § 6 KPC, uregulowanie art. 10 ustawy frankowej nie przewiduje odstąpienia od uzasadnienia, a jedynie sporządzenie go w uproszczonej formie. Musi to umożliwiać kontrolę apelacyjną, dlatego w art. 10 ust. 2 zastrzeżono, że w razie ograniczenia uzasadnienia faktycznego do powołania się na pozew, odpowiedź na pozew lub dalsze pisma przygotowawcze, sąd oznacza w uzasadnieniu pisma i twierdzenia, na które się powołuje.
Gdy chodzi o postępowanie drugoinstancyjne, obligatoryjny charakter ma art. 11 – stanowiący, że sąd drugiej instancji rozpoznanie apelację i zażalenia – nie tylko dewolutywne, ale i poziome – w składzie jednego sędziego. W sprawie nietypowej może jednak znaleźć zastosowanie art. 3671 § 3 KPC., w myśl którego prezes sądu może zarządzić rozpoznanie sprawy w składzie trzech sędziów, jeżeli uzna to za wskazane ze względu na szczególną zawiłość lub precedensowy charakter sprawy.
Z art. 12 wynika, że sąd drugiej instancji może rozpoznać sprawę na posiedzeniu niejawnym, mimo złożenia przez stronę wniosku o przeprowadzenie rozprawy (w postępowaniu drugoinstancyjnym nie przewidziano odpowiednika gwarancyjnego uregulowania art. 4 ust. 2). W art. 12 zawarto zaś odesłanie do odpowiedniego stosowania art. 6 i 7, a zatem także sąd drugiej instancji może przesłuchać świadka poza salą sądową w ramach posiedzenia zdalnego mimo złożenia sprzeciwu, o którym mowa w art. 2631 KPC., a stronę przesłuchać na piśmie. Z kolei art. 14 (stanowiący odpowiednik art. 9) stanowi, że w razie cofnięcia apelacji postanowienie o umorzeniu postępowania apelacyjnego oraz jego kosztach może wydać referendarz sądowy.
W postępowaniu przed Sądem Najwyższym art. 20 ustawy frankowej przewiduje możliwość ponownego przedsądu, w wyniku którego – jeżeli na skutek zmiany orzecznictwa zdezaktualizowały się podstawy kasacyjne – może dojść do odmowy przyjęcia do rozpoznania skargi kasacyjnej, która kilka lat temu została przyjęta do rozpoznania. Dotyczy to jednak tylko skarg kasacyjnych kredytodawców. W takiej sytuacji nie ma zastosowania art. 79 ust. 1 pkt 2 lit. b ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, przewidujący zwrot trzech czwartych opłaty w razie odmowy przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania.
Ustawa frankowa zawiera własne zachęty do cofania tych pozwów i środków zaskarżenia, które na skutek ukształtowania się orzecznictwa straciły szanse powodzenia. Nawet jeśli już doszło do skierowania sprawy na posiedzenie – a zatem na zasadach ogólnych żaden zwrot opłaty by nie przysługiwał – strona, która cofnie pozew lub środek zaskarżenia w ciągu 6 miesięcy od wejścia w życie ustawy frankowej (do 7.2.2027 r.) ma prawo do zwrotu połowy opłaty.
W dodanych w toku prac parlamentarnych art. 5 i 19 ustawy frankowej zagwarantowano konsumentom korzystne rozstrzygnięcia w przedmiocie kosztów postępowania w razie skorzystania przez bank z zarzutu potrącenia dopiero po wszczęciu postępowania. Jeżeli kredytodawca złożył oświadczenie o potrąceniu po wytoczeniu powództwa, a konsument nie zakwestionował zasadności potrącenia, kredytodawca ponosi koszty procesu w części, w jakiej powództwo zostało oddalone wskutek uwzględnienia potrącenia, niezależnie od wyniku sprawy. Regułę tę stosuje się odpowiednio do rozstrzygnięcia o kosztach procesu w przypadku umorzenia postępowania na skutek cofnięcia przez konsumenta pozwu na skutek złożonego przez kredytodawcę oświadczenia o potrąceniu.
Zabezpieczenie z mocy prawa
Ogromne znaczenie ma tzw. zabezpieczenie z mocy prawa. Zwalnia ono sądy z rozpoznawania wniosków o zabezpieczenie i zażaleń w postępowaniach zabezpieczających. W myśl art. 3 ust. 1 z chwilą doręczenia pozwanemu bankowi pozwu wniesionego przez konsumenta albo z chwilą doręczenia powodowemu bankowi pozwu wzajemnego wniesionego przez konsumenta, obowiązek spełniania przez konsumenta świadczeń wynikających z umowy kredytu ulega wstrzymaniu z mocy prawa do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Wstrzymanie się przez konsumenta ze spełnianiem świadczeń, o których mowa w ust. 1, nie może być uznane za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy kredytu. Z powodu niespełnienia przez konsumenta tych świadczeń pozwany kredytodawca nie może podejmować czynności związanych z niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem umowy kredytu, w szczególności rozwiązać umowy kredytu ani zgłosić lub udostępnić informacji o niespełnieniu tych świadczeń instytucjom (w tym Biuru Informacji Kredytowej) wymienionym w art. 3 ust. 3, które zgodnie z ust. 4 są obowiązane wykreślić dane konsumenta w terminie nie dłuższym niż miesiąc od dnia otrzymania powiadomienia. Stosownie do art. 3 ust. 5 ustawy frankowej wniosek o udzielenie zabezpieczenia roszczenia przez wstrzymanie obowiązku spełniania przez konsumenta świadczeń, o których mowa w ust. 1, lub zakazanie pozwanemu dokonywania czynności, o których mowa w ust. 3, a także w inny sposób prowadzący do osiągnięcia skutków przewidzianych w ust. 1, 3 i 4 przewodniczący pozostawia w aktach sprawy bez żadnych dalszych czynności. Zgodnie zaś z art. 17 ust. 3 i 4 postępowania zażaleniowe w sprawach o zabezpieczenie podlegają umorzeniu z mocy prawa bez konieczności wydawania postanowienia w tym przedmiocie.
W myśl art. 17 ust. 1 ustawa frankowa co do zasady ma zastosowanie także do spraw wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie – z tym zastrzeżeniem, że jeżeli na podstawie przepisów dotychczasowych wyznaczono do rozpoznania sprawy (apelacji) skład trzech sędziów, sąd rozpoznaje ją w takim składzie. Stosownie zaś do art. 2 ust. 1 w zakresie nieuregulowanym w ustawie frankowej stosuje się – wprost – przepisy Kodeksu postępowaniu cywilnego. Ma to uzasadnienie w tym, że sprawy frankowe mają charakter spraw cywilnych w znaczeniu materialnym w rozumieniu art. 1 KPC.
Marcin Dziurda – doktor habilitowany nauk prawnych; profesor w Katedrze Postępowania Cywilnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego; sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Autor licznych publikacji z zakresu prawa cywilnego procesowego i materialnego. W latach 2006-2012 Prezes Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Laureat nagrody Bona Lex za najlepszy akt prawny w 2006 r., nagrody Dziennika Gazety Prawnej „Złoty Paragraf” dla najlepszego radcy prawnego (2015) oraz nagrody specjalnej w konkursie „Przeglądu Sądowego”.
AI Act po zmianie terminów – jak wykorzystać dodatkowy czas
Co właściwie zostało odroczone?
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2026/1744 z 8 lipca 2026 r. w sprawie zmiany rozporządzeń (UE) 2024/1689, (UE) 2018/1139 i (UE) 2023/1230 w odniesieniu do uproszczenia wdrażania zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji (akt zbiorczy prawa cyfrowego dotyczący AI) (Dz.Urz. UE L z 2026 r., s. 1744 ) przesunęło stosowanie przepisów rozdziału III sekcji 1–3 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (akt w sprawie sztucznej inteligencji) (Dz.Urz. UE L z 2024 r., s. 1689; dalej: AI Act) dotyczących systemów wysokiego ryzyka, z wyjątkiem art. 6 ust. 5 AI Act. Dla systemów klasyfikowanych na podstawie art. 6 ust. 2 AI Act i załącznika III nową datą jest 2.12.2027 r., a dla systemów związanych z produktami, o których mowa w art. 6 ust. 1 AI Act i załączniku I – 2.8.2028 r. Zmiana wynika z art. 1 pkt 40 rozporządzenia 2026/1744, zmieniającego art. 113 AI Act.
Nie przesunięto jednak całego AI Act. Od 2.8.2026 r. stosuje się m.in. obowiązki przejrzystości z art. 50 AI Act. Równolegle zastosowanie zachowują przepisy RODO, krajowe przepisy dotyczące nadzoru nad AI – w szczególności ustawa z 3.7.2026 r. o systemach sztucznej inteligencji (Dz.U. z 2026 r. poz. 1003) – oraz regulacje sektorowe.
Najpierw proces i zastosowanie
Wdrożenia często zaczynają się od wyboru narzędzia. Biznes chce Copilota, HR testuje system do rekrutacji, sprzedaż uruchamia agenta, a dopiero później pojawia się pytanie o compliance. Tymczasem ten sam model może służyć zarówno do przygotowania roboczego podsumowania, jak i do wpływania na decyzję dotyczącą konkretnej osoby.
Dlatego pierwszym etapem powinno być zidentyfikowanie procesów i konkretnych przepływów pracy. Kto uruchamia sztuczną inteligencję? Jakie dane do niej trafiają? Do czego wykorzystywany jest wynik? Czy prowadzi do kolejnych działań automatycznych? Dopiero wtedy można prawidłowo określić rolę organizacji, kategorię ryzyka oraz wymogi RODO, poufności czy cyberbezpieczeństwa.
Tak można też znaleźć Shadow AI, czyli korzystanie z narzędzi AI poza wiedzą lub kontrolą organizacji: publiczne chatboty, prywatne konta czy automatyzacje poza oficjalnym nadzorem. Istotny przypadek użycia powinien mieć, zgodnie ze stosowaną przeze mnie metodyką, Właściciela Procesu, który odpowiada za cel biznesowy, sposób wykorzystania AI i rezultat procesu, oraz Właściciela Zasobu, który odpowiada za techniczną stronę systemu, jego konfigurację i utrzymanie.
Samo użycie systemu w obszarze z załącznika III nie zawsze kończy analizę. Art. 6 ust. 3 AI Act przewiduje możliwość uznania niektórych takich systemów za niestwarzające wysokiego ryzyka, jeśli nie stwarzają znaczącego ryzyka szkody dla zdrowia, bezpieczeństwa lub praw podstawowych i nie wpływają istotnie na wynik decyzji. Wyjątek nie obejmuje jednak profilowania osób fizycznych. Zasady te doprecyzowuje również art. 6 ust. 4 AI Act.
Klasyfikacja powinna więc dotyczyć konkretnego celu i sposobu użycia. Szczególną ostrożność warto zachować w HR. Prezes UODO w komunikacie z 16.7.2026 r. wskazującym na potrzebę uregulowania stosowania systemów AI w zatrudnieniu, zwrócił uwagę na ryzyko dyskryminacji kandydatów i pracowników. [4] Przesunięcie reżimu high-risk nie wyłącza obowiązków RODO, prawa pracy czy zakazu dyskryminacji.
Ocena szans i ryzyk – dwa silniki jednego wdrożenia
Compliance nie powinno zaczynać się wyłącznie od pytania, co może pójść źle. Najpierw warto ustalić, jaki problem ma rozwiązać AI i po czym poznamy, że wdrożenie się opłaca: czy skraca czas działania, poprawia jakość albo ogranicza powtarzalną pracę?
W książce „Wdrażanie AI w organizacji. Analiza prawna, ocena ryzyka i metodyka zapewnienia zgodności” opisuję takie podejście jako Podwójny Silnik w ramach analizy ryzyka i wpływu AI, którą nazywam z kolei ARIA – AI Risk & Impact Assessment. Jeden jego element koncentruje się na identyfikacji wartości biznesowej, drugi na ocenie ryzyk i możliwych szkód.
Dopiero zestawienie obu perspektyw daje podstawę do decyzji. Czasem trzeba z projektu zrezygnować. Częściej można zmienić workflow, ograniczyć dane lub autonomię systemu albo dodać etap weryfikacji. Wtedy compliance porządkuje innowację, zamiast ją blokować.
Przejrzystość trzeba przełożyć na proces
Jednym z obowiązków, który należy przełożyć bezpośrednio na sposób działania systemu i organizacji, jest obowiązek określony w art. 50 AI Act. Obejmuje on kilka różnych wymagań, które łatwo błędnie sprowadzić do jednego hasła „oznaczania treści AI”.
Dostawcy systemów bezpośrednio wchodzących w interakcję z człowiekiem mają zasadniczo zapewnić informację o kontakcie ze sztuczną inteligencją. Natomiast dostawcy systemów generujących lub manipulujących określone treści syntetyczne mają zapewnić ich maszynową wykrywalność. Podmioty stosujące mają odrębne obowiązki, które pojawiają się m.in. przy rozpoznawaniu emocji, kategoryzacji biometrycznej, deepfake i określonych tekstach dotyczących spraw interesu publicznego. Zakres tych obowiązków wynika z art. 50 AI Act i został dodatkowo omówiony w wytycznych Komisji Europejskiej (Guidelines on transparency obligations for providers and deployers of AI systems) z 20.7.2026 r. Dla określonych systemów objętych art. 50 ust. 2 AI Act, wprowadzonych do obrotu przed 2.8.2026 r., art. 111 ust. 4 AI Act przewiduje termin dostosowania do 2.12.2026 r.
Techniczne oznaczenie treści po stronie dostawcy nie zastępuje informacji, którą podmiot stosujący powinien przekazać człowiekowi.
Przejrzystość trzeba zatem przełożyć na interfejs i workflow, czyli przebieg pracy z wykorzystaniem AI. Chatbot powinien wyświetlić informację we właściwym momencie. Proces publikacyjny powinien rozpoznawać materiały wymagające disclosure, czyli poinformowania odbiorcy o wykorzystaniu AI w przypadkach, w których wymaga tego AI Act. Jeśli organizacja korzysta z wyjątku opartego na human review, czyli weryfikacji treści przez człowieka, lub kontroli redakcyjnej, kontrola człowieka powinna być rzeczywista.
Człowiek w pętli i kompetencje AI
Jeśli system przedstawia gotową rekomendację, a pracownik nie ma czasu, materiału źródłowego albo realnej możliwości odejścia od wyniku, jego obecność w procesie może być czysto formalna. Kierunek orzecznictwa TSUE w sprawach C-634/21, SCHUFA Holding (Scoring), oraz C-203/22, Dun & Bradstreet Austria pokazuje znaczenie rzeczywistego wpływu człowieka oraz możliwości zrozumienia i zakwestionowania wyniku zautomatyzowanego procesu.
Rolę człowieka warto więc zaprojektować. Operator powinien wiedzieć, kiedy wynik zaakceptować, zweryfikować, odrzucić lub eskalować. Przy bardziej istotnych zastosowaniach potrzebne mogą być też: tryb ręczny i możliwość szybkiego zatrzymania działania. Taki Human-in-the-Loop działa jednak tylko wtedy, gdy człowiek ma czas i wiedzę, aby z tych uprawnień skorzystać.
Warto podobnie podejść do art. 4 AI Act dotyczącego kompetencji AI. Dostawcy i podmioty stosujące nadal mają podejmować środki wspierające rozwój kompetencji osób korzystających z AI w ich imieniu. Nie muszą natomiast gwarantować określonego poziomu AI literacy każdej osobie. Takie brzmienie art. 4 AI Act wynika ze zmian wprowadzonych rozporządzeniem (UE) 2026/1744. Przemawia to za szkoleniami i instrukcjami zależnymi od roli i ryzyka.
Dostawca nie rozwiązuje za nas compliance
Komisja dysponuje uprawnieniami do egzekwowania obowiązków dostawców modeli AI ogólnego przeznaczenia (GPAI), w tym do nakładania kar. Obowiązki dostawców GPAI oraz kompetencje Komisji określają m.in. art. 53–55 i 88–94 AI Act. Zagadnienia te omawiają również wytyczne Komisji Europejskiej. Uprawnienia wykonawcze Komisji stosuje się od 2.8.2026 r. Dla organizacji korzystającej z takich modeli nie oznacza to jednak, że zgodność przychodzi razem z licencją.
Trzeba nadal ustalić, na jakich danych system pracuje, czy dostawca trenuje na danych klienta, jaka jest retencja, jak informuje o zmianach i jak bezpiecznie wyjść z usługi. Takie due diligence dostawcy warto powtarzać przy istotnych zmianach usługi. Przy rozwijaniu własnych rozwiązań lub istotnych modyfikacjach trzeba także ponownie ocenić własną rolę prawną.
Teczka Obronna – dokumentacja tworzona razem z wdrożeniem
AI compliance powinno pozwolić odtworzyć, dlaczego system dopuszczono do użycia, kto podjął decyzję, jakie ryzyka zidentyfikowano i jakie zabezpieczenia zastosowano.
W mojej metodyce taki uporządkowany materiał nazywam Teczką Obronną. Łączy ona opis procesu i celu, klasyfikację, ARIA, odpowiednie elementy DPIA (Data Protection Impact Assessment) lub FRIA (Fundamental Rights Impact Assessment), due diligence dostawcy, wyniki testów, szkolenia, logi i historię istotnych zmian. Chodzi o możliwość wykazania logicznego ciągu decyzji przy kontroli, skardze, incydencie albo sporze.
Podsumowanie
Przesunięcie części obowiązków wysokiego ryzyka daje organizacjom potrzebny czas. Najlepiej wykorzystać go w kolejności, która odpowiada logice wdrożenia: od zmapowania rzeczywistego wykorzystania AI i opisania najważniejszych workflow, przez przypisanie odpowiedzialności, klasyfikację zastosowań i równoległą ocenę korzyści oraz ryzyk, po przejrzystość, kompetencje użytkowników, realny nadzór człowieka, uporządkowanie relacji z dostawcami i budowanie materiału dowodowego.
Dobrze przygotowana organizacja powinna być w stanie odpowiedzieć: gdzie AI działa, w jakim celu, na jakich danych, kto odpowiada za proces i technologię, jaki jest wpływ na człowieka, jakie ograniczenia zostały ustawione oraz po czym poznamy, że system przestał działać zgodnie z założeniami. Wartość dodatkowego czasu będzie więc zależała od tego, czy organizacja potrafi nie tylko odpowiedzieć na te pytania, lecz także pokazać dowody stojące za podjętymi decyzjami.
Adwokat Paweł Mielniczek, doktor nauk prawnych, architekt systemów zarządzania AI. Łączy innowacje technologiczne z rygorem regulacyjnym (AI Act, RODO, NIS2). Przekłada zawiłe przepisy na konkretne rozwiązania biznesowe, udowadniając, że mądry compliance nie hamuje rozwoju, lecz buduje rynkową przewagę. Założyciel firmy doradczo-technologicznej Get Compliant. Jako AI Officer doradza organizacjom we wdrażaniu sztucznej inteligencji i optymalizacji procesów (BPO) za pomocą autonomicznych agentów AI, gwarantując ich pełne bezpieczeństwo prawne i operacyjne. Twórca autorskiej „metodyki 16 kroków” oraz innowacyjnego protokołu oceny ryzyka ARIA (AI Risk and Impact Assessment). Wiodący audytor normy ISO 42001 i redaktor Vademecum AI Officera. Z powodzeniem chronił klientów w precedensowych sytuacjach kryzysowych, w tym postępowaniach sądowych i sądowo-administracyjnych. Unikalne doświadczenie zdobywał pracując w strukturach NATO w USA, Biurze ONZ w Genewie oraz polskim UODO. Ceniony instruktor o globalnym zasięgu. Jego praktyczne kursy z obszaru prawa, zarządzania ryzykiem i AI (dostępne m.in. na platformach Coursera i Udemy) ukończyły już dziesiątki tysięcy profesjonalistów na całym świecie.
Między ochroną pracownika a odpowiedzialnością pracodawcy
Po pierwsze, nowelizacja rozbudowuje pojęcie molestowania. Molestowaniem jest „każde niepożądane zachowanie, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności pracownika i stworzenie wobec niego zastraszającej, wrogiej, poniżającej, upokarzającej lub uwłaczającej atmosfery; na zachowanie to mogą się składać fizyczne, werbalne lub pozawerbalne elementy”. Przypomnijmy, że molestowanie jest uznane za dyskryminowanie, co ma duże znaczenie praktyczne. W przypadku dyskryminacji pracownik korzysta z ułatwień procesowych przed sądem oraz ma zagwarantowaną minimalną wysokość zadośćuczynienia.
Sens nowelizacji jest taki, że każda postać krzywdy, która jest wyrządzona z pobudek dyskryminacyjnych, jest dyskryminacją.
Po drugie, osoba „nierówno” traktowana ma prawo do zadośćuczynienia w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę, a w przypadku wielokrotnego naruszenia wobec osoby zasady równego traktowania – nie niższej niż trzykrotność minimalnego wynagrodzenia za pracę. Powyższa zmiana nie dość, że podwyższa minimalną wysokość kompensacji, to przesądza także, że pracownik może dochodzić odszkodowania za ewentualne szkody, jakie poniósł na skutek dyskryminacji, co wcześniej mogło budzić wątpliwości.
Po trzecie, przepis sugeruje, że pracownik będzie mógł dochodzić roszczeń z tytułu nierównego traktowania, nawet jeśli pracodawca lub sprawca nie kierował się kryteriami dyskryminacyjnymi.
Po czwarte, Kodeks pracy doprecyzowuje formy przeciwdziałania dyskryminacji i mobbingowi. Pracodawca jest obowiązany „systematycznie przeciwdziałać naruszaniu zasady równego traktowania w zatrudnieniu w szczególności przez działania prewencyjne, wykrywanie naruszenia tej zasady oraz właściwe reagowanie na jej naruszenie, a także przez działania naprawcze i wsparcie osób dotkniętych nierównym traktowaniem”. Z uzasadnienia do projektu wynika, że pracodawca samodzielnie decyduje o formach przeciwdziałania. Jednak wymienione wyżej przykłady nie pozostawiają dużego wyboru, w szczególności w większych organizacjach. Przepis przesądza więc o potrzebie prowadzenia powtarzalnych szkoleń, monitorowania zachowań z własnej inicjatywy, a nie tylko na skutek skarg, prowadzenia czynności rozpoznawczych, wyjaśniających i dochodzeń wewnętrznych, wyciągania konsekwencji wobec sprawców oraz wspierania ofiar przez przełożonych. Kodeks stawia więc bardzo wysokie, a w przypadku małych przedsiębiorstw zdecydowanie za wysokie wymagania. Powyższe dotyczy w szczególności obowiązku wykrywania naruszeń prawa, które w modelowym ujęciu powinny być przeprowadzane przez podmioty niezależne, które trudno wyłonić w małych organizacjach. Warto zarazem pamiętać, że nieprzeciwdziałanie dyskryminacji i mobbingowi stanowi naruszenie prawa nawet wtedy, gdy do dyskryminacji lub mobbingu nie doszło. Oznacza to na przykład, że pracownik może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracodawcy. Co więcej, pracownik mobbowany lub dyskryminowany może żądać wyższego zadośćuczynienia z tego powodu, że pracodawca nie wykonywał nakazu przeciwdziałania.
Po piąte, Kodeks po nowelizacji nakazuje przeciwdziałać nie tylko dyskryminacji i mobbingowi, ale także „wszelkiemu nierównemu traktowaniu” oraz „naruszaniu godności oraz innych dóbr osobistych pracownika”. To zupełne novum. Wszelkie nierówne traktowanie oznacza każde, obiektywnie nieusprawiedliwione różnicowanie zarówno sytuacji prawnej, jak i faktycznej. Nie ma więc znaczenia, jakimi pobudkami kierował się pracodawca. W szczególności, nie muszą to być kryteria dyskryminacyjne. Zdefiniowano przy tym, że naruszanie godności oraz innych dóbr osobistych pracownika dotyczy w szczególności obszarów „zdrowia, sfery osobistej i reputacji, właściwej komunikacji w miejscu pracy, pozycji w zespole, efektów pracy oraz jej oceny, a także statusu zawodowego pracownika i jego kwalifikacji”.
Po szóste, nowelizacja upraszcza definicję mobbingu, wskazując, że stanowią go „zachowania polegające na uporczywym nękaniu pracownika”. Uporczywość nękania polega na tym, że jest ono powtarzalne, nawracające lub stałe. Kodeks wskazuje na przykłady nękania, jest nim: upokarzanie, uwłaczanie, zastraszanie, zaniżanie oceny przydatności zawodowej pracownika, nieuzasadnioną krytykę, poniżanie lub ośmieszanie, utrudnianie funkcjonowania w środowisku pracy w zakresie możliwości osiągania efektów pracy, wykonywania zadań służbowych, wykorzystania posiadanych kompetencji, komunikacji ze współpracownikami lub dostępu do koniecznych informacji, izolowanie pracownika lub eliminowanie go z zespołu. Nie ma przy tym znaczenia, czy sprawca miał w zamiarze nękać czy nie. Liczy się obiektywny stan rzeczy.
Po siódme, drastycznie podniesiono wysokość minimalnego zadośćuczynienia za mobbing. Będzie ono wynosiło co najmniej sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Po ósme, przesądzono, że pracodawca, który wypłacił pracownikowi zadośćuczynienie lub odszkodowanie z tytułu mobbingu, ma prawo dochodzić od osoby, od której pochodziły zachowania stanowiące mobbing, wyrównania poniesionej szkody w wysokości odpowiadającej stopniowi winy tej osoby i pracodawcy w powstaniu szkody. W istocie nie stanowi to żadnej nowości, albowiem takie roszczenia można było dochodzić i bez tej regulacji.
Po dziewiąte, ustawa wprowadza rozsądne ułatwienie procesowe dla pracowników. Polega ono na tym, że jeśli w toku postępowania okaże się, że nie wystąpił mobbing lub naruszenie zasady równego traktowania, to sąd z urzędu ocenia również, czy nie doszło do innego naruszenia dóbr osobistych pracownika.
Po dziesiąte, ustawa nakazuje pracodawcom zatrudniającym co najmniej 10 pracowników ustalenie „reguł, procedur oraz częstotliwości działań w obszarach przeciwdziałania naruszaniu godności oraz innych dóbr osobistych pracownika, przeciwdziałania naruszaniu zasady równego traktowania w zatrudnieniu, przeciwdziałania dyskryminacji oraz przeciwdziałania mobbingowi w regulaminie, jeżeli te reguły, procedury oraz częstotliwość działań nie są określone w układzie zbiorowym pracy lub w regulaminie pracy”. Powyższe to nic innego jak nakaz sprecyzowania czynności, jakie należy wykonać w ramach przeciwdziałania powyższym naruszeniom prawa.
Po jedenaste, obowiązek wprowadzenia polityk (regulaminów), o których mowa wyżej, powstanie w terminie 6 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy.
Podsumowując, wprowadzane zmiany w sposób drastyczny podnoszą poziom odpowiedzialności pracodawców za de facto wszelkie postaci naruszenia dóbr osobistych pracowników. Przestaje mieć znaczenie, czy sprawca kierował się kryteriami dyskryminacyjnymi czy nie. Prowadzi to w istocie do odpowiedzialności na zasadzie ryzyka, czyli niezależnie od tego, czy pracodawca przeciwdziałał czy nie. Nie umniejszając dobrym intencjom ustawodawcy, szereg z wymienionych wyżej regulacji może budzić wątpliwości z perspektywy standardów konstytucyjnych.
Prof. dr hab. Arkadiusz Sobczyk – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, radca prawny, były sędzia orzekający, wykładowca w Katedrze Prawa Pracy i Polityki Społecznej, partner zarządzający w kancelarii prawnej A. Sobczyk i Współpracownicy, Członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, Przewodniczący Zespołu ds. Opracowania Kodeksu Pracy (2016–2018); autor wielu monografii, redaktor komentarzy do Kodeksu pracy (C.H. Beck), komentarzy do ustaw szczegółowych, oraz ponad stu innych prac naukowych.
Przypuszczenie unikania opodatkowania poprzez wykorzystanie fundacji rodzinnej
Wniesienie przez fundatora do fundacji rodzinnej udziałów w spółkach kapitałowych oraz dokonanie na jej rzecz cesji wierzytelności z tytułu pożyczek udzielonych tym spółkom przez fundatora, obejmujących zarówno zwrot kapitału, jak i roszczenie o zapłatę odsetek, uzasadnia przypuszczenie, że jest to działanie o charakterze sztucznym, którego celem jest osiągnięcie korzyści podatkowej. Skoro bowiem konsekwencją opisanych czynności będzie przeniesienie spodziewanych przychodów z wierzytelności na korzystającą z podmiotowego zwolnienia od opodatkowania fundację rodzinną, zasadne jest przypuszczenie, że fundacja ta w istocie stanowi jedynie instrument służący uniknięciu lub stosownemu zmniejszeniu opodatkowania dochodów z umów pożyczek, przy wykorzystaniu sztucznego sposobu działania, ale przede wszystkim w sposób sprzeczny z przedmiotem i celem ustawy o fundacji rodzinnej, którym jest sprzyjanie gromadzeniu majątku rodzinnego, zarządzanie nim i spełnianie świadczeń na rzecz beneficjentów (art. 2 ust. 1 ustawy o fundacji rodzinnej), a nie włączanie w bieżącą działalność gospodarczą fundatorów w zamiarze wykreowania korzyści podatkowej.
Sprawa dotyczyła fundacji rodzinnej, która wystąpiła o wydanie interpretacji indywidualnej w zakresie skutków podatkowych planowanej cesji wierzytelności. Fundator zamierzał wnieść do fundacji rodzinnej udziały w spółkach kapitałowych, a następnie dokonać na jej rzecz cesji wierzytelności wynikających z pożyczek udzielonych tym spółkom. Przedmiotem cesji miały być zarówno wierzytelności obejmujące zwrot kapitału pożyczek, jak i należne odsetki. Wnioskodawca oczekiwał potwierdzenia, że przychody uzyskiwane przez fundację rodzinną z realizacji tych wierzytelności będą objęte zwolnieniem przewidzianym dla fundacji rodzinnych w podatku dochodowym od osób prawnych.
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej odmówił jednak wydania interpretacji, uznając, że istnieje uzasadnione przypuszczenie, iż opisane działania mogą stanowić element unikania opodatkowania w rozumieniu art. 119a ustawy z 29.8.1997 r. Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 622 ze zm.). Organ powołał się przy tym na opinię Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, który również dostrzegł możliwość wystąpienia przesłanek zastosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania.
Skarga fundacji została oddalona przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku. Sąd uznał, że przedstawiony model działania może prowadzić do odsunięcia w czasie powstania zobowiązania podatkowego albo do zmniejszenia jego wysokości, a fundacja rodzinna może zostać wykorzystana jako instrument służący osiągnięciu korzyści podatkowej. W konsekwencji podatnik wniósł skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, kwestionując zarówno samą ocenę organów, jak i prawidłowość procedury prowadzącej do odmowy wydania interpretacji.
Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną, podzielając stanowisko organów podatkowych oraz sądu pierwszej instancji. W ocenie NSA już sam opis planowanych czynności uzasadniał przypuszczenie, że fundacja rodzinna może zostać wykorzystana przede wszystkim do osiągnięcia korzyści podatkowej. Sąd podkreślił, że konsekwencją planowanych działań byłoby przeniesienie spodziewanych przychodów z wierzytelności na podmiot korzystający ze zwolnienia podmiotowego w CIT, co mogłoby prowadzić do korzystniejszego opodatkowania dochodów z pożyczek.
Kluczowe znaczenie miała ocena funkcji fundacji rodzinnej. NSA wskazał, że ustawowym celem tej instytucji jest gromadzenie majątku rodzinnego, zarządzanie nim oraz realizacja funkcji sukcesyjnych. Tymczasem włączenie fundacji w bieżącą działalność gospodarczą fundatora poprzez przekazanie jej wierzytelności generujących przychody mogło świadczyć o tworzeniu sztucznej struktury organizacyjnej służącej przede wszystkim zmniejszeniu obciążeń podatkowych.
Sąd wyraźnie zaakcentował, że wniesienie do fundacji rodzinnej udziałów w spółkach kapitałowych wraz z cesją wierzytelności pożyczkowych obejmujących zarówno kapitał, jak i odsetki, uzasadnia przypuszczenie działania o charakterze sztucznym, którego celem jest uzyskanie korzyści podatkowej. Tego rodzaju konstrukcja może być postrzegana jako sprzeczna zarówno z celem ustawy o fundacji rodzinnej, jak i z założeniami preferencji podatkowych przewidzianych dla tego podmiotu.
NSA podkreślił również, że na etapie postępowania interpretacyjnego nie jest konieczne definitywne wykazanie unikania opodatkowania. Wystarczające jest istnienie „uzasadnionego przypuszczenia”, że opisana czynność może stanowić element działań objętych klauzulą GAAR. Jeżeli taka przesłanka występuje, organ interpretacyjny jest zobowiązany odmówić wydania interpretacji indywidualnej.
Komentarz
Fundacja rodzinna została wprowadzona do polskiego porządku prawnego przede wszystkim jako instrument sukcesyjny, służący gromadzeniu majątku rodzinnego, zarządzaniu nim oraz zapewnieniu jego płynnego przekazywania kolejnym pokoleniom. Jednocześnie korzysta ona z określonych preferencji podatkowych, co powoduje, że struktura ta coraz częściej staje się przedmiotem zainteresowania organów podatkowych. W praktyce pojawiają się bowiem sytuacje, w których fundacja rodzinna wykorzystywana jest nie tyle do realizacji celów sukcesyjnych, ile do osiągnięcia korzystniejszych skutków podatkowych. Na gruncie takich przypadków organy podatkowe badają, czy planowane działania nie prowadzą do uzyskania korzyści podatkowej sprzecznej z celem przepisów. Istotne znaczenie mają przy tym regulacje dotyczące klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania oraz możliwość odmowy wydania interpretacji indywidualnej w przypadku wystąpienia uzasadnionego przypuszczenia, że opisywane czynności mogą stanowić element schematu unikania opodatkowania.
Wyrok NSA stanowi kolejny sygnał, że organy podatkowe oraz sądy administracyjne będą wnikliwie analizować wykorzystanie fundacji rodzinnych w strukturach, których zasadniczym efektem jest osiągnięcie korzyści podatkowych. Samo formalne działanie mieszczące się w ramach dopuszczalnych czynności fundacji rodzinnej nie przesądza jeszcze o jego akceptacji podatkowej. Istotne znaczenie ma bowiem gospodarczy cel transakcji oraz zgodność planowanych działań z funkcją, jaką ustawodawca przypisał fundacji rodzinnej. Wyrok potwierdza również, że już na etapie postępowania interpretacyjnego wystarczy uprawdopodobnienie ryzyka unikania opodatkowania, aby organ mógł odmówić wydania interpretacji indywidualnej. Dla fundatorów oznacza to konieczność szczególnie starannego projektowania struktur z wykorzystaniem fundacji rodzinnych oraz wykazania, że pełnią one rzeczywistą funkcję sukcesyjną i majątkową, a nie wyłącznie podatkową.
Zgłoszenie spadku do urzędu skarbowego
Spadkobierca z najbliższej rodziny ma sześć miesięcy na zgłoszenie spadku. Jeśli nie zdąży, straci prawo do zwolnienia z podatku. Termin liczy się jednak nie od śmierci spadkodawcy, ale od rejestracji notarialnego poświadczenia dziedziczenia, która może nastąpić kilka lat później.
Z pytaniem w tej sprawie zwrócił się jeden z czytelników. Cztery lata temu zmarł jego ojciec. Zostawił po sobie mieszkanie nad morzem. Spadkobierców jest troje: żona zmarłego (czyli matka czytelnika) i dwóch synów. Jeden z nich mieszka za granicą. Udało się go ściągnąć do Polski dopiero w listopadzie zeszłego roku. Wtedy rodzina udała się do notariusza, który sporządził poświadczenie dziedziczenia.
Liczymy od wizyty u notariusza
Czytelnik dopiero teraz dowiedział się, że spadek trzeba zgłosić w urzędzie skarbowym. I że jest na to sześć miesięcy. Czy termin już minął i musimy zapłacić podatek? – pyta.
Nie. Cały czas można skorzystać ze zwolnienia z podatku dla najbliższej rodziny (tzw. grupy zerowej), czyli m.in. małżonka oraz dzieci. Określa je art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn. Wynika z niego, że jeśli wartość odziedziczonych rzeczy przekracza 36 120 zł, warunkiem prawa do ulgi jest zgłoszenie spadku fiskusowi. Faktycznie, tak jak pisze czytelnik, jest na to sześć miesięcy.
– Ale termin liczy się od dnia zarejestrowania notarialnego poświadczenia dziedziczenia albo uprawomocnienia się orzeczenia sądu stwierdzającego nabycie spadku, a nie śmierci spadkodawcy – mówi Wojciech Jaciubek, adwokat i doradca podatkowy w kancelarii Marszałek i Partnerzy-Adwokaci. Wskazuje, że niektóre sprawy spadkowe ciągną się przez wiele lat i dopiero po ich zakończeniu wiadomo, kto tak naprawdę dziedziczy. I dopiero wtedy zgłasza nabyte rzeczy i prawa fiskusowi.
Potwierdza to Krajowa Informacja Skarbowa. Każdy spadkobierca ma sześć miesięcy na zgłoszenie swojej części spadku. Liczy się je od daty zarejestrowania poświadczenia dziedziczenia – tłumaczą konsultanci KIS.
Oznacza to, że czytelnik oraz pozostali spadkobiercy mają jeszcze trochę czasu.
– Jeśli poświadczenie dziedziczenia zarejestrowano w listopadzie, termin na złożenie zgłoszenia upłynie w maju – mówi Wojciech Jaciubek.
Tam, gdzie mieszkanie
Zgłoszenie składamy na formularzu SD-Z2. W którym urzędzie skarbowym? – Jeżeli dziedziczymy nieruchomość, właściwy jest urząd, na którego terenie jest położona. Każdy spadkobierca powinien złożyć w nim swoje zgłoszenie – wyjaśnia KIS.
I tu pojawia się kolejny dylemat. Otóż drugi syn wyjechał już za granicę i ciężko go będzie ściągnąć do Polski. Zostawił matce notarialne pełnomocnictwo do dokonywania wszelkich czynności związanych z mieszkaniem. Czy uprawnia do złożenia zgłoszenia?
– Generalnie pełnomocnik może zgłosić spadek za spadkobiercę. Wypełnia wtedy SD-Z2 na jego imię i nazwisko i podpisuje w imieniu mocodawcy. Fiskus wymaga jednak specjalnego pełnomocnictwa. Jeśli zgłoszenie będzie papierowe, potrzebne jest pełnomocnictwo na druku UPL-1P – tłumaczy Wojciech Jaciubek.
Dodaje, że można mieć wątpliwości co do obowiązku udzielania pełnomocnictwa do złożenia zgłoszenia SD-Z2 na specjalnym druku. Jest jednak ryzyko, że urząd skarbowy zakwestionuje zgłoszenie podpisane przez pełnomocnika na podstawie innego pełnomocnictwa.
Urząd może wymagać UPL-1P
Co na to Krajowa Informacja Skarbowa? Przy składaniu papierowego zgłoszenia SD-Z2 potrzebne jest pełnomocnictwo UPL-1P – odpowiadają konsultanci. Informują też, że zgłoszenie można wysłać elektronicznie, do tego wymagane jest UPL-1. Podpowiadają także inne rozwiązanie. Otóż spadkobierca, który mieszka za granicą, może przesłać SD-Z2 przez portal e-Urząd Skarbowy. Musi tylko dokonać autoryzacji, np. przez Profil Zaufany albo podając PESEL i dane z zeznań PIT. Jeśli ich nie składał, wpisuje przy autoryzacji zero – wyjaśniają konsultanci KIS.
Jeśli się spóźnimy, ulga przepadnie
Na zgłoszenie spadku po najbliższej rodzinie mamy sześć miesięcy. W wydanej w grudniu 2023 r. broszurze Ministerstwo Finansów ostrzega, że jeśli się spóźnimy choćby jeden dzień, zwolnienie przepadnie. Termin nie może być przywrócony. Nawet gdy spóźnienie nastąpiło bez winy spadkobiercy. Utrata prawa do zwolnienia przysługującego najbliższej rodzinie oznacza konieczność zapłaty podatku według zasad przewidzianych dla I grupy podatkowej.
Co wtedy, gdy złożyliśmy zgłoszenie, ale nie wykazaliśmy w nim całego odziedziczonego majątku? Trzeba zapłacić podatek od pozostałego (oczywiście jeśli minął już sześciomiesięczny termin). Nie pomoże tłumaczenie, że część majątku nie została wpisana przez notariusza do aktu poświadczenia dziedziczenia. I dlatego nie została wykazana w formularzu SD-Z2. Takie są wnioski z interpretacji fiskusa, którą opisywaliśmy w „Rzeczpospolitej” z 26 stycznia.
Jeśli wartość odziedziczonych rzeczy nie przekracza 36 120 zł, nie musimy ich zgłaszać skarbówce. Przy liczeniu limitu trzeba sumować wartość majątku nabytego od tej samej osoby w roku, w którym nastąpiło ostatnie nabycie, oraz w ciągu pięciu poprzednich lat.
Wysokość składek na ubezpieczenie społeczne w 2024 r.
GRUPA 1
Osoby, które prowadzą pozarolniczą działalność gospodarczą na podstawie ustawy z 6.3.2018 r. Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 221) lub innych przepisów szczególnych przez okres pierwszych 24 miesięcy kalendarzowych od dnia rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej, z wyłączeniem osób, które:
- prowadzą lub w okresie ostatnich 60 miesięcy kalendarzowych przed dniem
rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej prowadziły pozarolniczą działalność, - wykonują działalność gospodarczą na rzecz byłego pracodawcy, na rzecz którego przed dniem rozpoczęcia działalności gospodarczej w bieżącym lub poprzednim roku kalendarzowym wykonywały w ramach stosunku pracy lub spółdzielczego stosunku pracy czynności wchodzące w zakres wykonywanej działalności gospodarczej.
Podstawą wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne za miesiące styczeń – czerwiec 2024 r. dla tych osób jest zadeklarowana kwota, nie niższa niż 1.272,60 zł (30% kwoty minimalnego wynagrodzenia obowiązującej w okresie od 1.1.2024 r. do 30.6. 2024 r.).
Zgodnie z Rozporządzeniem Rady Ministrów z 14.9.2023 r. w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2024 r. (Dz.U. z 2023 r. poz. 189), od 1.1.2024 r. do 30.6.2024 r. minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi 4.242 zł.
Składka na ubezpieczenia społeczne wcześniej wymienionych osób nie może być niższa od kwoty:
- 248,41 zł (tj. 19,52%) – na ubezpieczenie emerytalne,
- 101,81 zł (tj. 8%) – na ubezpieczenia rentowe,
- 31,18 zł (tj. 2,45%) – na ubezpieczenie chorobowe.
Od 1.7.2024 r. do 31.12.2024 r. minimalne wynagrodzenie za pracę wynosić będzie 4.300 zł.
Podstawą wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne za miesiące lipiec – grudzień 2024 r. jest zadeklarowana kwota, nie niższa niż 1.290 zł (30% kwoty minimalnego wynagrodzenia w okresie od 1.7.2024 r. do 31.12.2024 r.).
Składka na ubezpieczenia społeczne nie może być niższa od kwoty:
- 251,81 zł (tj. 19,52%) – na ubezpieczenie emerytalne;
- 103,20 zł (tj. 8%) – na ubezpieczenia rentowe;
- 31,61 zł (tj. 2,45%) – na ubezpieczenie chorobowe.
GRUPA 2
Osoby, które prowadzą pozarolniczą działalność, tj.:
- osoby, które prowadzą działalność gospodarczą na podstawie Prawa przedsiębiorców lub innych przepisów szczególnych, niewymienione w grupie I;
- twórcy i artyści;
- osoby, które prowadzą działalność w zakresie wolnego zawodu w rozumieniu przepisów o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, a także osoby prowadzące działalność w zakresie wolnego zawodu, z której przychody są przychodami z działalności gospodarczej w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych;
- wspólnik jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz wspólnicy spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej;
- akcjonariusze prostej spółki akcyjnej;
- komplementariusz w spółce komandytowo-akcyjnej;
- osoby, które prowadzą publiczną lub niepubliczną szkołę, inną formę wychowania przedszkolnego, placówkę lub ich zespół, na podstawie przepisów o systemie oświaty
oraz osoby współpracujące z osobami prowadzącymi pozarolniczą działalność albo z osobami korzystającymi z „ulgi na start”.
Zgodnie z art. 18a ustawy z 13.10.1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1230), podstawą wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne w 2024 r. dla tych osób jest zadeklarowana kwota, nie niższa niż 4.694,40 zł (60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego).
W myśl Obwieszczenia Ministra Rodziny i Polityki Społecznej z 4.12.2023 r. w sprawie kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w roku 2024 oraz przyjętej do jej ustalenia kwoty prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia (M.P. poz. 1342), Kwota prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w 2024 r. wynosi 7.824 zł.
Za miesiące styczeń – grudzień 2024 r. składka na ubezpieczenia społeczne osób wymienionych w grupie II nie może być niższa od kwoty:
- 916,35 zł (tj. 19,52%) – na ubezpieczenie emerytalne,
- 375,55 zł (tj. 8%) – na ubezpieczenia rentowe,
- 115,01 zł (tj. 2,45%) – na ubezpieczenie chorobowe.
GRUPA 3
Osoby, które prowadzą działalność gospodarczą na mniejszą skalę (opłacają „mały ZUS Plus”).
Niższe składki na ubezpieczenia społeczne można płacić maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu kolejnych 60 miesięcy kalendarzowych prowadzenia działalności gospodarczej.
Limit przychodów
Limit przychodów z działalności gospodarczej w 2023 roku prowadzonej przez cały ten rok, nie może przekroczyć kwoty 120 tys. zł.
Jeżeli w poprzednim roku kalendarzowym przedsiębiorca rozliczał się w formie karty podatkowej i nie korzystał ze zwolnienia z podatku VAT, to przychodem jest wartość sprzedaży, która podlega opodatkowaniu tym podatkiem, bez kwoty tego podatku, czyli łączna wartość:
- odpłatnej dostawy towarów
- odpłatnego świadczenia usług na terytorium kraju
- eksportu towarów
- wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów.
Jeżeli przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą tylko przez część 2023 r., limit, którego nie może przekroczyć przychód z tej działalności, jest odpowiednio niższy. Przy obliczaniu progu przychodu należy zastosować proporcję:
- podzielić kwotę 120 000 zł przez liczbę dni kalendarzowych w poprzednim roku kalendarzowym
- pomnożyć wynik przez liczbę dni kalendarzowych, w których prowadzona była działalność w poprzednim roku kalendarzowym
- wynik równy lub wyższy niż 0,5 grosza należy zaokrąglić w górę, niższy niż 0,5 grosza – w dół.
Przedsiębiorcy, którzy korzystali z Małego ZUS Plus w 2023 r., mogą skorzystać z dodatkowych 12 miesięcy ulgi w składkach.
Te rozwiązanie dotyczy najmniejszych przedsiębiorców, których przychód w 2023 r. nie przekroczył 120 tys. zł oraz którzy:
- przynajmniej w jednym miesiącu w 2023 roku korzystali z Małego ZUS Plus
- w 2023 roku, w związku z upływem 36 miesięcy, przestali korzystać z Małego ZUS Plus.
Przedsiębiorcy, którzy wykorzystali 36 miesięcy Małego ZUS Plus w 2023 r., nie mogą skorzystać z dodatkowych ulg.
Wysokość stopy procentowej składki na ubezpieczenie wypadkowe
O wysokości stopy procentowej składki na ubezpieczenie wypadkowe obowiązującej w danym roku składkowym ZUS powiadamia do 20 kwietnia danego roku tych płatników składek, którzy przekazali informację ZUS IWA za trzy kolejne ostatnie lata kalendarzowe.
Samodzielnie ustalają wysokość stopy procentowej składki na dany rok składkowy pozostali płatnicy, którzy zgłaszają do ubezpieczenia wypadkowego:
- co najmniej 10 ubezpieczonych i nie mieli obowiązku przekazywania informacji ZUS IWA przez trzy kolejne, ostatnie lata kalendarzowe. Stopę procentową składki na to ubezpieczenie ustalają w wysokości stopy procentowej określonej dla grupy działalności, do której należą;
- nie więcej niż 9 ubezpieczonych. Stopę procentową składki na ubezpieczenie wypadkowe ustalają w wysokości 50% najwyższej stopy procentowej ustalonej na dany rok składkowy dla grup działalności.
Kwota rocznego ograniczenia podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w 2024 r. wynosi 234 720 zł.
Wynagrodzenie pełnomocnika strony z wyboru a ustanowionego w ramach prawa pomocy
Orzeczenie WSA
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku przyznał adwokatowi A.B. od Skarbu Państwa – WSA w Gdańsku kwotę 295,20 zł, zawierającą podatek od towarów i usług, tytułem wynagrodzenia za zastępstwo prawne wykonane na zasadzie prawa pomocy, obejmujące udział w postępowaniu przed sądem administracyjnym w I instancji.
Zgodnie z art. 250 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1634; dalej: PostAdmU) wyznaczony adwokat, radca prawny, doradca podatkowy albo rzecznik patentowy otrzymuje wynagrodzenie odpowiednio według zasad określonych w przepisach o opłatach za czynności adwokatów, radców prawnych, doradców podatkowych albo rzeczników patentowych w zakresie ponoszenia kosztów nieopłaconej pomocy prawnej oraz zwrotu niezbędnych i udokumentowanych wydatków. Przepisy te są zawarte m.in. w rozporządzeniu, w którym prawodawca zróżnicował wysokość wynagrodzenia adwokata, występującego w postępowaniu przed sądami administracyjnymi w innej sprawie, w zależności od tego, czy adwokat został ustanowiony pełnomocnikiem z urzędu, czy z wyboru. Zgodnie z § 21 ust. 1 pkt 1 lit. c rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 3.10.2016 r. w sprawie ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej przez adwokata z urzędu (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 2631; dalej: KosztyPomPrAdwR) opłaty wynoszą w postępowaniu przed sądami administracyjnymi w I instancji w innej sprawie 240 zł. I taką opłatę powiększoną o podatek od towarów i usług WSA w Gdańsku przyznał pełnomocnikowi. Warto zaznaczyć, że w analogicznej regulacji, ale dotyczącej adwokatów ustanowionych z wyboru, przepisy wprowadzają stawki minimalne wynoszące w postępowaniu przed sądami administracyjnymi w I instancji w tożsamych sprawach 480 zł.
Wyroki TK
W ciągu ostatnich kilku lat zapadły dwa orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego dotyczące zróżnicowania wysokości wynagrodzenia pełnomocników w zależności od tego, czy adwokat świadczył pomoc prawną jako pełnomocnik z wyboru, czy z urzędu. W jednym z nich TK uznał, że § 4 ust. 1 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 22.10.2015 r. w sprawie ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej przez adwokata z urzędu (Dz.U. z 2015 r. poz. 1801) jest niezgodny z art. 64 ust. 2 w związku z art. 31 ust. 3, art. 32 ust. 1 zd. drugie i art. 92 ust. 1 zd. pierwsze Konstytucji RP (zob. wyrok TK z 23.4.2020 r., SK 66/19, Legalis). W uzasadnieniu orzeczenia stwierdzono, że zróżnicowanie w akcie podustawowym wysokości wynagrodzenia w zależności od tego, czy adwokat świadczył pomoc prawną jako pełnomocnik z wyboru2, czy z urzędu, stanowiło niedopuszczalną w demokratycznym państwie prawa samowolę legislacyjną, w sposób nieproporcjonalny ingerującą w uprawnienia pełnomocników z urzędu do uzyskania wynagrodzenia za ich pracę. TK dokonał analizy statusu adwokatów oraz ich roli w postępowaniu, w którym występują jako podmioty powołane z urzędu i zobowiązane do zastępstwa prawnego. W jego ocenie różnicowanie ich wynagrodzenia poprzez obniżenie w stosunku do wynagrodzenia, jakie otrzymaliby, gdyby występowali w sprawie jako pełnomocnicy z wyboru, nie ma konstytucyjnego uzasadnienia.
W kolejnym wyroku TK również podważył różnicowanie pozycji pełnomocników profesjonalnych w zależności od tego, w jakiej formie świadczą pomoc prawną, i orzekł, że § 17 ust. 1 pkt 2 oraz § 17 ust. 2 pkt 3 KosztyPomPrAdwR są niezgodne z art. 64 ust. 2 w zw. z art. 31 ust. 3, art. 32 ust. 1, art. 2 i art. 92 ust. 1 zd. pierwsze Konstytucji RP przez to, że wskazane w nich stawki dla adwokatów ustanowionych obrońcami z urzędu są niższe od stawek w tych samych sprawach dla adwokatów ustanowionych obrońcami z wyboru (zob. wyrok TK z 20.12.2022 r., SK 78/21, Legalis). TK zdecydował przy tym odrębnym postanowieniem sygnalizacyjnym zwrócić uwagę Ministrowi Sprawiedliwości na konieczność zrównania regulacji w przedmiocie wynagradzania pełnomocników z urzędu z regulacjami dotyczącymi pełnomocników z wyboru.
NSA może oceniać zgodność przepisu rozporządzenia z Konstytucją RP
Na skutek zażalenia pełnomocnika NSA uchylił orzeczenie sądu I instancji. W uzasadnieniu postanowienia stwierdzono, że WSA w Gdańsku, przyznając sporne wynagrodzenie, powinien wziąć pod uwagę wyżej wskazane wyroki TK. Zdaniem NSA różnicowanie wynagrodzenia pełnomocnika strony za te same czynności w zależności od tego, czy został on ustanowiony z wyboru, czy też w ramach prawa pomocy, jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Jak zaznaczono, pierwszy z wyroków TK dotyczy nieobowiązującego już rozporządzenia, a przedmiotem rozstrzygnięcia drugiego jest inny paragraf KosztyPomPrAdwR, jednak treść uzasadnień tych wyroków można wprost odnieść do realiów faktycznych i prawnych rozpoznawanej sprawy.
W uzasadnieniu postanowienia NSA podkreślił, że sąd administracyjny uprawniony jest do oceny zgodności przepisu rozporządzenia z ustawą i Konstytucją RP i może odmówić zastosowania przepisu rozporządzenia, jeśli występuje taka niezgodność (zob. wyrok NSA z 16.1.2006 r., I OPS 4/05, Legalis). Stanowisko takie jest też prezentowane w orzecznictwie TK, który przyjął, że ocena konstytucyjności i legalności przepisu rangi podustawowej może być dokonana przez sąd rozpatrujący sprawę indywidualną, w której przepis ten może być zastosowany (zob. postanowienie TK z 13.1.1998 r., U 2/97, Legalis).
Rynek pracy otworzy się na fachowców z zagranicy
Niedawno Komisja Europejska ogłosiła wszczęcie kilku postępowań przeciwko Polsce w sprawie przekroczenia czasu implementacji unijnych dyrektyw.
To pierwszy etap postępowania, które może się skończyć nałożeniem na nasz kraj słonych kar. Jedną z nich jest dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2021/1883 z 20.10.2021 r. w sprawie warunków wjazdu i pobytu obywateli państw trzecich w celu zatrudnienia w zawodzie wymagającym wysokich kwalifikacji. Reguluje udzielanie tzw. Niebieskiej Karty UE. Ułatwia ona osiedlanie się i zatrudnianie osób spoza Unii Europejskiej, które mają wysokie kwalifikacje zawodowe. Polska miała wdrożyć te regulacje do listopada 2023 r. Powstało ryzyko, że tacy cudzoziemcy wybiorą inne kraje unijne, które zdążyły dostosować swoje przepisy do nowych wymagań.
Rząd najwidoczniej chce temu zapobiec, bo właśnie w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów zostały opublikowane założenia do projektu nowelizacji ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw.
Wdrożenie do krajowego porządku unijnej dyrektywy wiąże się przede wszystkim z przyznaniem cudzoziemcom nowych uprawnień związanych z posiadaniem tzw. Niebieskiej Karty UE. Najważniejsze z nich związane są mobilnością krótkoterminową oraz długoterminową. W efekcie takie osoby będą mogły przenieść się na preferencyjnych zasadach do drugiego państwa członkowskiego UE.
Ponadto do krajowych przepisów mają zostać wprowadzone definicje pozwalające na kompleksowe wdrożenie unijnych regulacji. Chodzi m.in. o zmianę terminu „wyższe kwalifikacje zawodowe” na taki, który pozwoli objąć nim zarówno umiejętności uzyskane w związku z ukończeniem studiów wyższych, jak i w wyniku doświadczenia zawodowego.
Wdrożone mają być także szczególne procedury w sprawie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy w celu mobilności długoterminowej posiadacza tzw. Niebieskiej Karty UE oraz ze względu na połączenie się takich osób z rodziną. Decyzje w takich sprawach mają być wydawane w terminie 30 dni.
W przepisach regulujących zezwolenie na pobyt rezydenta długoterminowego UE mają zostać wprowadzone specjalne rozwiązania pozwalające na udzielanie takiego zwolnienia na preferencyjnych zasadach posiadaczom Niebieskiej Karty UE.
Dodatkowo osoby dysponujące takim dokumentem uzyskają uprawnienie do prowadzenia działalności gospodarczej na takich samych zasadach jak obywatele polscy.
Etap legislacyjny: Założenia do projektu opublikowane w wykazie prac rządu
Sędziemu w internecie nie wszystko wypada
Ośmieszanie nazwiska, wyroków, wystąpień czy wręcz personalne ataki na konkretne osoby za ich aktywność w życiu publicznym to rzeczywistość internetowa, w której niestety czynny udział biorą także sędziowie. Czy im to przystoi? Po raz kolejny pojawił się pomysł, by Krajowa Rada Sądownictwa zajęła się tą sprawą. Ma ona przygotować kodeks etyki sędziego w mediach społecznościowych.
Zabierać głos, a nie obrażać
Takie zobowiązanie padło podczas ostatniego posiedzenia KRS. Wywołała je dyskusja o wpisie Marka Jaskulskiego, członka Rady, na temat nazwiska jednego z sędziów zabierających głos w publicznej debacie. Dla autora wypowiedzi może się to skończyć nawet dyscyplinarką. W efekcie Komisja do spraw etyki zawodowej sędziów i asesorów KRS ma przygotować projekt kodeksu etyki dla sędziów korzystających z mediów społecznościowych. Jej przewodniczącym jest sędzia Rafał Puchalski. Sędziowie to spora rzesza użytkowników internetu – spośród 10 tys. osób ponad połowa korzysta z Facebooka, Twittera itd.
Dagmara Pawełczyk-Woicka, przewodnicząca KRS, mówi, że skoro zachowania sędziów w mediach społecznościowych budzą wątpliwości i wykraczają poza ramy dobrego wychowania, to warto przygotować taki kodeks.
– To dyskusja na przyszłość. Z pewnością obecna neo-KRS nie powinna się zajmować przygotowaniem takich przepisów, choć nie wykluczam, że takie by się przydały – uważa krakowski sędzia Waldemar Żurek, wielokrotnie atakowany w internecie.
– Z pewnością już nie komisja, na której czele stoi sędzia podejrzewany o udział w tzw. aferze hejterskiej, która w 2019 r. wybuchła w środowisku sędziowskim, a polegała na dyskredytowaniu niewygodnych sędziów – dodaje inny sędzia.
Maciej Nawacki, prezes Sądu Okręgowego w Olsztynie i członek KRS, jest mocno aktywny w mediach społecznościowych. Na pytanie, czy taki nowy kodeks jest mu potrzebny, odpowiada, że nie.
– Zasady etyki sędziowskiej są w dużej części skodyfikowane. Zawierają też zasady udziału sędziów w mediach społecznościowych – uważa. I dodaje, że wystarczy ich przestrzegać i je egzekwować. – Nie potrzeba żadnych zmian – twierdzi.
Nie wszystkim jednak wszystko wydaje się jasne.
– W obecnych zasadach etyki sędziowskiej jest tylko bardzo ogólne stwierdzenie, że sędzia, który uczestniczy w tych mediach, powinien zachowywać się powściągliwie. To jest dosyć ogólna reguła. Tymczasem mamy przykłady różne, z których wprost wynika, że nie jest to powściągliwe zachowanie. Tu koronnym przykładem jest pani sędzia Krystyna Pawłowicz, która wypisuje rzeczy, które różnie można określić, ale z całą pewnością nie można im przypisać powściągliwości – mówi sędzia Michał Laskowski z Sądu Najwyższego.
Takich przykładów jest dużo więcej, choć zastrzega, że nie śledzi na bieżąco tego rodzaju działalności. Zadaje jednak pytanie, czy da się to wyczerpująco i konkretnie uregulować, bo takie sprawy to materia tak rozległa i różnorodna, że może się to okazać niemożliwe. Nie ma jednak wątpliwości, że tymi sprawami nie powinna się zajmować obecna KRS.
– Najpierw należy wybrać gremium zgodnie z prawem, a dopiero potem powierzać mu konkretne, ważne dla środowiska zadania – uważa sędzia Laskowski.
Powrót do przeszłości
Po raz pierwszy na napisanie takiego kodeksu wpadł w sierpniu 2019 r. Zbigniew Ziobro. Było to tuż po wybuchu tzw. afery hejterskiej.
– Sprawowane godności sędziego to wielki przywilej, ale też ograniczenia. Jednym z nich powinna się stać zasada szczególnej powściągliwości w korzystaniu z mediów społecznościowych – podkreślał. W kodeksie miały się znaleźć regulacje, które będą przeciwdziałać łamaniu przez sędziów zasady apolityczności. Ziobro zlecił przygotowanie kodeksu ówczesnej KRS.
Dlaczego kodeks nie powstał?
– Mieliśmy wówczas do załatwienia dużo ważniejsze sprawy – mówi Leszek Mazur, ówczesny przewodniczący KRS. Był to czas tuż po wybuchu tzw. afery hejterskiej. – Byłoby mało poważne, gdyby w czasie, gdy sprawa była w prokuraturze, zabierać się za pisanie kodeksu etyki w internecie – mówi.
Wiesław Kozielewicz, sędzia Sądu Najwyższego, prezes Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN
W mojej opinii przygotowywanie kolejnych aktów prawnych poświęconych aktywności sędziów w mediach społecznościowych nie jest potrzebne. Za technologią i tak nie nadążymy. Przecież co i rusz pojawiają się nowe możliwości udziału w dyskusji za pośrednictwem internetu. Problem dotyczy treści. Mamy zbiór zasad etyki sędziego, który każdy z nas, sprawujących urząd, musi mieć na uwadze, zabierając głos w dyskusji. Jeśli dodamy do tego orzecznictwo, bardzo bogate, bo to nie tylko orzecznictwo Izby Odpowiedzialności Zawodowej, ale i sądów powszechnych, to wszystko powinno być jasne. Kodeks plus orzecznictwo wyznaczają standardy zachowań sędziów, jeśli chodzi o ich wypowiedzi w internecie. Wszystko, co się mieści poza standardami, jest nadużyciem. A z tym należy walczyć, egzekwować. Od wprowadzenia nowych, kolejnych regulacji sytuacja się nie poprawi.
Kontrole L4 coraz częstsze
Przypomnijmy, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest ustawowo zobowiązany do kontrolowania prawidłowości orzekania o niezdolności do pracy, a także korzystania ze zwolnień lekarskich. Lekarze orzecznicy ustalają np., czy pracownik faktycznie jest chory, a zwolnienie zasadne. Sam zakład natomiast sprawdza, czy osoba przebywająca na zwolnieniu wykorzystuje je zgodnie z jego celem. Mogą to robić również płatnicy, którzy zgłaszają do ubezpieczenia chorobowego powyżej 20 ubezpieczonych.
W 2023 r. dokonano 461,2 tys. kontroli zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy. Statystyki pokazują, że to więcej niż jeszcze rok temu (w 2022 r. ZUS przeprowadził 429,9 tys. kontroli). Tym samym powoli zbliża się do statystyk sprzed pandemii. Do danych z 2019 r. jeszcze trochę brakuje, ale już bardzo blisko mu do liczb z 2018 r. (496,3 tys. kontroli) czy 2017 r. (498,2 tys.).
Ze statystyk wynika, że ZUS wykrywa też coraz więcej nadużyć. W 2023 r. wydano bowiem więcej (o blisko 21 proc.) decyzji wstrzymujących dalszą wypłatę zasiłków chorobowych (28,9 tys.) niż w 2022 r. (23,8 tys.).
Może być więcej
W niedawnym wywiadzie na łamach „Rz” ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk potwierdziła, że jednym z priorytetów nowego rządu są zmiany dotyczące wypłaty świadczeń z tytułu choroby. ZUS miałby przejąć od pracodawców wypłatę wynagrodzenia chorobowego od pierwszego dnia nieobecności pracownika w firmie. Do tej pory przez pierwsze 33 dni robił to pracodawca.
Eksperci wskazują, że taka zmiana będzie pod względem finansowym korzystna dla firm. Pojawiają się jednak obawy, że może się ona przełożyć na jeszcze częstsze kontrole ZUS.
– Ze względu na ochronę środków publicznych działania zmierzające do oceny prawidłowości korzystania z zaświadczeń lekarskich będą bardziej rozpowszechnione. Zwłaszcza że w ostatnich latach zwolnienia krótkoterminowe są coraz częstsze. Do tej pory działania kontrolne były jednak skoncentrowane na absencjach długoterminowych – uważa Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Dlatego, zdaniem eksperta, po zmianie przepisów może się to zmienić i wzmóc liczbę kontroli.
Z kolei w ocenie Oskara Sobolewskiego, eksperta emerytalnego i rynku pracy HRK Payroll Consulting, zwiększenie liczby kontroli po zmianie przepisów byłoby logiczne, jednak wszystko zależy od możliwości samego ZUS.
– Mam tutaj na myśli przede wszystkim odpowiednie zasoby ludzi. Organ musi też zweryfikować, czy będzie mu się to „kalkulować”. Wydatki na kontrole mogą bowiem przewyższać wysokość odzyskanych środków – mówi.
W programie wyborczym Lewicy, wchodzącej w skład obecnej koalicji rządzącej, znalazły się też inne pomysły dotyczące świadczeń chorobowych. Z reguły bowiem wynoszą 80 proc. podstawy wymiaru. Partia natomiast zaproponowała, aby pracownicy przebywający na L4 otrzymywali 100 proc. pensji.
Choroba jak urlop
Na razie te przedwyborcze zapowiedzi nie znalazły potwierdzenia ani w projekcie ustawy, ani nawet w umowie koalicyjnej. Mimo to już teraz mają sporo przeciwników.
Zdaniem Łukasza Kozłowskiego wprowadzenie takich rozwiązań byłoby ryzykowne.
– Dla pracowników to większa pokusa do wykorzystywania zwolnień w sposób niezgodny z ich przeznaczeniem. Statystyki dotyczące grup zawodowych uprawnionych w przeszłości do korzystania ze zwolnień lekarskich płatnych w 100 proc., takich jak np. służby mundurowe, pokazują, że liczba absencji w tej grupie była wyższa względem ogółu ubezpieczonych – zauważa ekspert.
W związku z tym zdaniem Łukasza Kozłowskiego zasadne byłoby utrzymanie obecnych regulacji.
– W przeciwnym razie postawilibyśmy niejako znak równości między chorobowym a urlopem – mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio, firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowej.
W jego ocenie wyjściem z sytuacji byłoby z kolei wykluczenie z pełnego wynagrodzenia krótkotrwałych zwolnień.
– Proponuję zwiększenie świadczenia chorobowego do 100 proc. z zastrzeżeniem, że za trzy do pięciu dni pracownik dostaje tylko 50 proc. pensji – mówi.
Jego zdaniem planowane zmiany przepisów nie wpłyną niestety w żaden sposób na zmniejszenie wykorzystywania zwolnień lekarskich w sposób niezgodny z ich przeznaczeniem, a to na tym najbardziej powinno zależeć państwu.
