Fiskus nie zarobi na danych w chmurze
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach uwzględnił skargę spółki, która spierała się z fiskusem o tzw. podatek u źródła.
We wniosku o interpretację firma wyjaśniła, że jej działalność koncentruje się wokół sieci hurtowni materiałów budowlanych oraz marketów dom i ogród. W związku z działalnością kupuje m.in. usługi hostingu od zagranicznej spółki, która podlega obowiązkowi podatkowemu tylko od dochodów, które osiąga na terytorium Polski. Świadczenia te polegają na udostępnieniu przestrzeni dyskowej na serwerach kontrahenta na potrzeby przechowywania danych informatycznych.
Spółka tłumaczyła, że wysyłanie, przeglądanie i pobieranie danych jest możliwe poprzez przeglądarkę internetową. A serwery, które są jej udostępniane, nie są bezpośrednio wykorzystywane do wytwarzania produktów w sposób materialny. Podatniczka chciała potwierdzenia, że w przypadku wydatków na zakup usług udostępnienia przestrzeni dyskowej na serwerach nabywanych od zagranicznego kontrahenta nie ma obowiązku poboru podatku u źródła w Polsce.
Spółka podkreślała bowiem, że jej zdaniem usługi dostępu do przestrzeni dyskowej nie stanowią użytkowania urządzenia przemysłowego, bo serwery nie są przeznaczone do procesu produkcji. Służą jedynie do przechowywania danych.
Ta argumentacja nie przekonała fiskusa. Przypomniał, że w art. 21 ustawy o CIT wymienione zostały określone rodzaje należności wypłacane przez podmioty polskie za granicę, w przypadku których odbiorca zagraniczny podlega opodatkowaniu w Polsce. Obowiązanym do poboru podatku u źródła jest polski podatnik.
A w ocenie urzędników w przypadku spółki chodzi o korzystanie z urządzenia przemysłowego, czyli usługę z art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT. Jak bowiem tłumaczył fiskus, infrastruktura informatyczna zarówno w wymiarze fizycznym, jak i wirtualnym stanowi mechanizm lub zespół elementów służących do wykonywania określonych czynności. Dlatego należy ją traktować jako urządzenie przemysłowe. Spółka ma więc obowiązek pobrać podatek u źródła.
Podatniczka poszła jednak do sądu i wygrała. Kielecki WSA odwołał się m.in. do orzecznictwa. A wynika z niego, że usługa udostępnienia wirtualnej przestrzeni dyskowej, tj. przechowywania danych w chmurze, nie może być kwalifikowana jako przekazanie prawa do użytkowania urządzenia przemysłowego, bo nie jest powiązana z procesem produkcyjnym. Tymczasem spółka wręcz zaznaczyła, że serwery nie są wykorzystywane do wytwarzania towarów. WSA zgodził się ze skarżącą, że sensem spornej usługi nie jest wynajęcie – dzierżawa, leasing – serwerów, lecz jedynie umożliwienie korzystania z przestrzeni dyskowej.
Dlatego nie dopatrzył się podstaw do uznania wypłacanych przez skarżącą kwot za należności za użytkowanie lub prawo do użytkowania urządzenia przemysłowego w rozumieniu art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT. Wyrok nie jest prawomocny.
Sygnatura akt: I SA/Ke 332/23
Wysokość świadczenia (nie)zależna od potrzeb
Dwóch specjalistów ustali, jak dużego wsparcia wymaga osoba z niepełnosprawnościami. Od oceny pedagoga, doradcy zawodowego czy pracownika socjalnego zależeć będzie, czy otrzyma ona niespełna 700 zł czy blisko 3,5 tys. zł miesięcznie. To od poziomu potrzeby wsparcia uwarunkowana jest wysokość nowego świadczenia wspierającego, wprowadzanego od stycznia w miejsce świadczenia pielęgnacyjnego. Im poważniejsza niepełnosprawność, tym wyższa będzie ocena rodzaju i częstotliwości wymaganej pomocy. Tak wynika z projektu rozporządzenia w sprawie ustalania poziomu potrzeby wsparcia, który trafił do konsultacji publicznych.
Miara potrzeb
Skala ujmuje ocenę samodzielności osób z niepełnosprawnością każdego rodzaju – fizyczną, sensoryczną, intelektualną i psychiczną, ale w projektowanym kwestionariuszu pytania do wszystkich rodzajów są jednakowe. W projekcie opisano 32 czynności, które wiążą się z codziennym funkcjonowaniem, a które będą oceniane przy ustalaniu poziomu potrzeby wsparcia osoby z niepełnosprawnością, np. zmiana pozycji ciała, poruszanie się w znanym środowisku, poruszanie się w nieznanym środowisku, sięganie, chwytanie i manipulowanie przedmiotami użytkowymi, prowadzenie rozmowy, mycie i osuszanie całego ciała czy troska o własne zdrowie. Skala określa dla wszystkich czynności taką samą wagę (3,125). Można uzyskać mniej, w zależności czy osoba z niepełnosprawnościami wymaga wsparcia specjalnego, całkowitej substytucji, współpracy czy zaledwie nadzoru. Ocenie będzie też podlegać częstotliwość pomocy potrzebnej osobie z niepełnosprawnością do wykonania danej czynności.
– Oceniana jest też zdolność do pozostawania w domu samemu z uwzględnieniem potrzeb psychospołecznych, poznawczych i umiejętności unikania obrażeń. Można maksymalnie za to uzyskać, tak jak w przypadku innych czynności 3,125 pkt w stupunktowej skali. Jeśli jednak osoba z niepełnosprawnościami nie posiada takiej zdolności, wymaga stałej opieki, niezależnie od tego, czy potrafi się sama ubrać, umyć i zjeść – zauważa Alicja Loranc z Fundacji Po Mojemu w Krakowie.
Przedstawicieli osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów rażą także nieprecyzyjne sformułowania zawarte w projekcie, trudny język, a także błędy gramatyczne.
Wątpliwości budzi też fakt, że najwyższe świadczenie otrzymają jedynie osoby z najcięższymi niepełnosprawnościami sprzężonymi.
– Osoba z niepełnosprawnością intelektualną, całkowicie zależna od drugiej osoby, z trudnościami w zachowaniu i regulowaniu emocji nie ma szans na najwyższy poziom wsparcia – podkreśla Alicja Loranc.
Świadczenie wspierające ma trafiać do osób, które uzyskają przynajmniej 70 pkt. Będzie przyznawane osobie z niepełnosprawnością od 18. roku życia. Ich opiekunowie z tytułu opieki nie dostaną jednak ani złotówki.
Opiekun bez dochodu
Część opiekunów podkreśla, że błędy poczyniono, już przygotowując projekt ustawy.
– Zanim zaczniemy zastanawiać się nad rozporządzeniem i jego poprawą, należy poprawić ustawę. Nie powinno być podziału wśród rodziców i możliwości dorabiania oraz wsparcia. Obecnie ustawa mówi tylko o rodzicach dzieci do 18. roku przy pobieraniu świadczenia pielęgnacyjnego. Nowe świadczenie wspierające, kierowane do osoby z niepełnosprawnością, powinno być obok niego. Przy zastosowaniu skali przewidzianej w projekcie rozporządzenia, świadczenie wspierające w najwyższej wysokości trafi wyłącznie do osób w stanie paliatywnym. Mój syn, który jest w normie intelektualnej, ale jest osobą w pełni niesamodzielną, otrzymałby na jego podstawie może około 1500 zł. Skala oceny wsparcia jest skandaliczna – podkreśla posłanka Iwona Hartwich.
Zmiany mają wejść w życie od początku nowego roku. Na ewentualne korekty pozostało więc mało czasu.
Etap legislacyjny: konsultacje publiczne
dr hab. Paweł Kubicki, prof. SGH, kierownik Katedry Polityki Społecznej
Niezależnie od tego, jak poprawimy opisy potrzeby wsparcia; niezależnie od tego, jak rozłożymy punktację, nie przeskoczymy podstawowego problemu: tworzymy nową rzeczywistość osoby z niepełnosprawnościami, ale żyjemy w rzeczywistości starej, w której to głównie rodzic łata wszelkie niedostatki systemu. Rodzic, który jest zazwyczaj na stałe związany ze swoim niepełnosprawnym dzieckiem, także dzieckiem dorosłym. Nie ma asystencji osobistej, prawie nie ma mieszkalnictwa wspomaganego, a dostęp do świadczeń zdrowotnych i rehabilitacji jest utrudniony. Skoro brakuje tak wielu elementów nowego systemu, należy pomyśleć, czy ze zmianą w systemie świadczeń należy poczekać. Wówczas jednak zawiesimy rozwiązania, na które bardzo czekają rodzice dzieci poniżej 18. roku życia – możliwość dorobienia do świadczenia i wypłaty świadczenia w związku z opieką nad każdym niepełnosprawnym dzieckiem w rodzinie. Cokolwiek zrobi rząd, spotka się z niezadowoleniem i rozczarowaniem.
Brakuje regulacji w sprawie e-hulajnóg
Regulacje mogłyby zmusić operatorów do porządkowania pojazdów, a gminy do tworzenia miejsc parkingowych dla nich.
Bartosz Małecki z Bolt Rentals mówi, że współpraca i dialog z władzami miasta są podstawą wprowadzania hulajnóg elektrycznych do polskich miejscowości.
Jak podkreśla, w momencie podjęcia decyzji o chęci uruchomienia elektrycznych jednośladów w danym mieście firma kontaktuje się z lokalną administracją, aby wspólnie ustalić kluczowe zasady współpracy. Wtedy wyznaczane są punkty do rozstawiania pojazdów, tworzone są parkingi i określane strefy z ograniczoną prędkością.
– Ponadto naszym standardem jest rekomendowanie miastom podpisania porozumień, które określają warunki takiej współpracy – dodaje Bartosz Małecki.
Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Częstochowy, uważa, że niezbędna jest dobra współpraca operatorów hulajnóg z zarządcami dróg.
Ważne są także działania policji, przy wsparciu służb miejskich, aby na bazie istniejących przepisów poprawić bezpieczeństwo związane z użytkowaniem urządzeń transportu osobistego.
Dziś wobec osób nieprawidłowo parkujących elektryczne hulajnogi lub niewłaściwie się nimi poruszających interweniują strażnicy miejscy i policjanci.
Zgodnie z art. 47 ust. 3 prawa o ruchu drogowym postój hulajnogi elektrycznej jest dozwolony na drodze dla pieszych w miejscu do tego przeznaczonym, a gdy nie ma takiego miejsca – jak najbliżej zewnętrznej krawędzi drogi dla pieszych najbardziej oddalonej od jezdni i równolegle do tej krawędzi.
Czy przepisy należy poprawić, aby zmusić operatorów do pytania samorządów o zgodę na wprowadzenie hulajnóg? Czy obowiązkowe było wypracowanie porozumienia między operatorem a samorządem?
Włodzimierz Tutaj podkreśla, że Częstochowa nie jest zwolennikiem ograniczania działalności gospodarczej i potencjalnego zakazywania działań operatorom hulajnóg. Zwraca uwagę, że te pojazdy są ekologicznym, alternatywnym środkiem transportu miejskiego, a miastom i samorządom zależy na rozwoju bezemisyjnej komunikacji.
Gdyby jednak zmiany w prawie służyły bezpieczeństwu i porządkowi na drogach i chodnikach, to według Włodzimierza Tutaja samorządy byłyby na „tak”.
Spory z administracją da się osądzić jeszcze szybciej
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Sędziów Sądów Administracyjnych opracowało kompleksową koncepcję reformy, która ma jeszcze usprawnić i przyspieszyć dochodzenie sprawiedliwości w sporach z polskimi urzędami.
Instancyjna rewolucja
Proponowane zmiany dotyczą nie tylko tzw. procedury sądowoadministracyjnej, ale też samego ustroju sądów administracyjnych.
Prawdziwą rewolucją ma być zastąpienie obecnego dwuinstancyjnego sądownictwa administracyjnego modelem trzystopniowym. Stowarzyszenie proponuje wprowadzenie dodatkowej instancji, tj. odwoławczego sądu administracyjnego (OSA), która miałaby przejąć funkcje sądu drugiej instancji. W nowej formule OSA rozpoznawałby środki odwoławcze od orzeczeń wojewódzkich sądów administracyjnych (WSA), które pozostaną sądami pierwszej instancji. W nowej instancji mają orzekać sędziowie Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) przeniesieni do orzekania w WSA oraz sędziowie WSA z co najmniej pięcioletnim stażem.
Taki zabieg ma pozwolić na uwolnienie NSA od dzisiejsze roli rozpoznawania spraw drugoinstancyjnych. W wyniku zmian zasadniczym zadaniem tego sądu byłoby dbanie o jednolitość orzecznictwa poprzez prowadzenie postępowania pilotażowego, rozpoznawanie skarg kasacyjnych tylko w sprawach istotnych z punktu widzenia obrotu prawnego i pewności prawa oraz rozszerzenie zakresu podejmowanych przez NSA uchwał.
– Trzystopniowe orzekanie – na wzór sądów powszechnych – to bardzo odważny krok w dobrym kierunku. Wprowadzenie dodatkowej instancji odwoławczej i zmiana roli NSA, który stanie się instancją nadzwyczajną z tzw. przedsądem, który funkcjonuje w Sądzie Najwyższym, pozwoli oddzielić zwykłe postępowania dotyczące spraw ludzi od postępowań nakierowanych wyłącznie na aspekty prawne – uważa Krzysztof J. Musiał, doradca podatkowy, partner w kancelarii Musiał i Partnerzy.
Ciekawym rozwiązaniem zaproponowanym przez autorów jest kompletna zmiana w podejściu do właściwości WSA. Obecnie o tym, który z szesnastu WSA zajmie się sprawą, co do zasady decyduje adres organu. Stowarzyszenie chce, aby o właściwości WSA decydował adres skarżącego, czyli obywatela, przedsiębiorcy, podatnika.
– Nie jest tajemnicą, że różne WSA są w różnym stopniu obciążone pracą. I odwrócenie zasady ustalania właściwości sądu to bardzo dobre rozwiązanie, zwłaszcza w czysto ludzkich sprawach administracyjnych. Z pewnością spowoduje skrócenie dystansu między obywatelem a sądem. Niemniej trudno ocenić, czy i jak taki zabieg wpłynie na orzekanie w poważniejszych sporach dotyczących np. podatków, pozwoleń czy koncesji – ocenia Hubert Cichoń, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Enodo Advisors.
Kolejne ważne nowości to ugoda sądowa, mediacja wewnątrzsądowa, a także postępowanie pilotażowe.
– Każde rozwiązanie, które pozwala na polubowne załatwienie sporu, jest dobre. Zwłaszcza umożliwienie zawarcia ugody czy przeprowadzenia mediacji przed sądem administracyjnym w wielu przypadkach pozwoliłoby na uniknięcie wieloletniego postępowania sądowego. To oszczędność czasu i pieniędzy – uważa Dariusz Malinowski, doradca podatkowy, partner w KPMG.
Prof. dr hab. Zbigniew Kmieciak, sędzia NSA w stanie spoczynku, zwraca jednak uwagę, że kierowanie sprawy do postępowania pojednawczego w celu podjęcia przez strony próby ugodowej z pomocą sędziego wydaje się konstrukcją nieco oderwaną od realiów, w jakich działa polskie sądownictwo administracyjne.
Bez pośpiechu
– Niemniej same projekty mogą stać się dobrym przyczynkiem do dyskusji w sprawie zmian w sądownictwie administracyjnym. Te wymagają jednak poważnej analizy i rozwagi. A już na pewno nie warto się z nimi spieszyć – konkluduje prof. Zbigniew Kmieciak.
Sądy administracyjne trzech instancji
Kompleksowa nowelizacja przepisów o postępowaniu przed sądami administracyjnymi oraz dotyczących ich ustroju przygotowana przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Sędziów Sądów Administracyjnych zakłada przed wszystkim zmianę modelu na trzystopniowy. Ponadto projekty zakładają m.in.
- utworzenie sekcji odwoławczych w WSA z wykorzystaniem ich zasobów kadrowych i lokalowych, bez fizycznego wyodrębnienia sądu drugiej instancji,
- Odwoławczy Sąd Administracyjny ma rozpoznawać skargę odwoławczą w systemie tzw. apelacji pełnej, czyli rozstrzygnie sprawę co do istoty,
- wprowadzenie dodatkowego wymogu dla kandydatów na urząd sędziego NSA, tj. co najmniej pięcioletniego stażu orzeczniczego na stanowisku sędziego WSA,
- poszerzenie katalogu osób, które mogą ubiegać się o stanowisko sędziego WSA na postawie stażu, o doradców podatkowych,
- zwiększenie zakresu postępowania dowodowego.
Obowiązkowy KSeF a udzielenie rabatu
Zgodnie z art. 29a ust. 13 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1570; dalej: VATU) obniżenia podstawy opodatkowania, w stosunku do podstawy określonej w wystawionej fakturze z wykazanym podatkiem, dokonuje się za okres rozliczeniowy, w którym podatnik wystawił fakturę korygującą, pod warunkiem że z posiadanej przez tego podatnika dokumentacji wynika, że uzgodnił on z nabywcą towaru lub usługobiorcą warunki obniżenia podstawy opodatkowania dla dostawy towarów lub świadczenia usług określone w fakturze korygującej oraz warunki te zostały spełnione, a faktura jest zgodna z posiadaną dokumentacją. Wyżej wymieniony sposób rozliczeń obowiązuje od 1.1.2021 r., a więc od wejścia w życie przepisów ustawy z 27.11.2020 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 2419; dalej: ZmVATU20) – w ramach tzw. pakietu SLIM VAT 1. Nowe zasady miały uprościć sposób rozliczeń faktur korygujących. Jednak nie uprościły, a system oparty na uzgodnieniu i spełnieniu warunków korekty okazał się mało czytelny. Niespecjalnie pomogły też objaśnienia MF w tym zakresie.
Co zmieni obowiązkowy KSeF
O tyle więc dobrze, że wejście obowiązkowego KSeF ponownie zmieni zasady gry w kwestii faktur korygujących in minus. Zgodnie z propozycją nowelizacji art. 29a ust. 13 VATU od 1.7.2024 r. obniżenia podstawy opodatkowania, w stosunku do podstawy określonej na wystawionej fakturze z wykazanym podatkiem, dokonuje się za okres rozliczeniowy, w którym podatnik wystawił fakturę korygującą w postaci faktury ustrukturyzowanej. Zgodnie zaś z art. 29a ust. 13a VATU, jeżeli podatnik wystawił fakturę korygującą inną niż faktura ustrukturyzowana, obniżenia podstawy opodatkowania dokonuje się za okres rozliczeniowy, w którym podatnik otrzymał potwierdzenie otrzymania faktury korygującej przez nabywcę towaru lub usługi (a więc „po staremu”, w sposób typowy dla okresu sprzed SLIM VAT).
Zmienią się też zasady rozliczeń korekt in minus przez nabywców. Dziś nabywca jest obowiązany do zmniejszenia kwoty podatku naliczonego w rozliczeniu za okres, w którym warunki obniżenia podstawy opodatkowania dla dostawy towarów lub świadczenia usług lub kwoty podatku wykazanego na fakturze zostały uzgodnione z dostawcą towarów lub usługodawcą, jeżeli przed upływem tego okresu rozliczeniowego te warunki zostały spełnione. Od 1.7.2024 r. nabywca będzie zmniejszać kwotę podatku naliczonego w rozliczeniu za okres, w którym otrzymał fakturę korygującą w postaci faktury ustrukturyzowanej.
Udzielenie rabatu
Jedną z częstszych przyczyn wystawienia faktur korygujących in minus jest rabat, a więc opust i obniżka ceny udzielone po sprzedaży. Czasem rabat udzielany jest ad hoc, aby zacieśnić relacje między kontrahentami. Częściej jednak zasady i warunki udzielenia i rozliczenia rabatu są określone z góry. Charakterystyczne są np. tzw. rabaty retro, udzielane w zamian za osiągnięcie przez kontrahenta np. określonego poziomu zakupów lub sprzedaży w danym okresie rozliczeniowym. Wówczas sprzedawca zwraca nabywcy część (określony procent) ceny produktów sprzedawanych w danym okresie. Możliwe są jednak bardziej wyrafinowane rozliczenia, np. udzielenie rabatu „z góry”, w oczekiwaniu na spełnienie warunku rabatu w przyszłości (interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 18.7.2022 r., 0111-KDIB3-1.4012.273.2022.4.KO, Legalis). Praktyka zna również tzw. rabaty pośrednie, a więc udzielane przez podmiot niebędący bezpośrednim kontrahentem. Inny ciekawy wątek to rabaty rozliczane „pod płaszczykiem” usług marketingowych – ale to proceder niezgodny z praktyką podatkową i przez to niepolecany.
Obowiązkowy KSeF dotyczy również faktur korygujących. Oczywiście także tych dokumentujących udzielenie rabatu potransakcyjnego. Dziś moment rozliczenia korekty podatku zależy w dużej mierze od uzgodnienia i spełnienia warunku korekty. Od 1.7.2024 r. jedynym kryterium dla faktur ustrukturyzowanych będzie wystawienie i otrzymanie faktury korygującej. Trzeba pamiętać o definicjach z art. 106na VATU: fakturę ustrukturyzowaną uznaje się za wystawioną w dniu jej przesłania do Krajowego Systemu e-Faktur. Faktura ustrukturyzowana jest z kolei uznana za otrzymaną przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur w dniu przydzielenia w tym systemie numeru identyfikującego tę fakturę. Choć teoretycznie nie musi być to ten sam dzień, rozwiązanie zapewnia zasadniczo neutralność rozliczenia korekty.
Komentarz
W związku z obligatoryjnym stosowaniem KSeF przez większość podatników utraci na znaczeniu obowiązek posiadania dodatkowej dokumentacji potwierdzającej uzgodnienie z nabywcą towaru lub usługobiorcą warunków obniżenia podstawy opodatkowania. Rozwiązanie wprowadzone przez SLIM VAT 1 miało na celu przede wszystkim zadbanie o interes budżetu i uniknięcie sytuacji, w której korekta in minus podatku należnego wyprzedzi w czasie korektę podatku naliczonego. Od 1.7.2024 r. potwierdzenie właściwego dostarczenia korekty do nabywcy zapewni system KSeF. W uzasadnieniu do ustawy wprowadzającej KSeF Ministerstwo Finansów zaznacza, że będzie to kolejne uproszczenie zasad związanych z korygowaniem podatku należnego. Z tym „kolejnym” nie przesadzałbym. Chodzi raczej o wyrugowanie rozwiązania, które miało uprościć życie, a utrudniło je diametralnie.
Jak to będzie działać w praktyce? Wyobraźmy sobie taką sytuację. Alfa sp. z o.o. sprzedaje cement do Beta sp. z.o.o. Zgodnie z zawartą 5 lat temu ramową umową o współpracy w przypadku osiągnięcia przez Beta sp. z o.o. poziomu zakupów w wysokości 1000 ton na kwartał Alfa sp. z o.o. udzieli rabatu w wysokości 3% sprzedaży, po potwierdzeniu obrotu w zestawieniu wysyłanym drogą mailową w ciągu 5 dni od końca pierwszego miesiąca kolejnego kwartału. Załóżmy, że w czwartym kwartale 2023 r. Beta sp. z o.o. nabyła 1100 ton cementu. 4.2.2024 r. strony potwierdzają to między sobą mailowo. Alfa sp. z o.o. wystawia fakturę korygującą 5.3.2024 r. Zgodnie z obecnymi zasadami Alfa koryguje (odzyskuje) podatek należny w marcu 2024 r., a Beta koryguje (zwraca) podatek naliczony już w lutym 2024 r. Przejściowo zyskuje więc fiskus. Nowe zasady KSeF sprawiłyby, że obydwa podmioty dokonają stosownych korekt dopiero w marcu 2024 r., oczywiście o ile wystawienie faktury byłoby skuteczne.
Wyżej wymienione zasady nie dotyczą rabatów pośrednich. Te dokumentowane są notami lub innymi dokumentami księgowymi, które nie będą przecież działać w reżimie KSeF. Ciekawe, czy ustawodawca wreszcie zdecyduje się na uregulowanie rozliczeń rabatów pośrednich. Jak do tej pory są one konsekwentnie ignorowane i podatnicy muszą się opierać na praktyce. Obowiązkowy KSeF wydaje się być ku temu świetnym pretekstem.
Lepsze przepisy, to lepsze wybory w Polsce
Niedawne wybory parlamentarne w Polsce przyniosły pozytywną niespodziankę: rekordową frekwencję wynoszącą 74 procent. To ogromny progres w porównaniu z poprzednimi wyborami i dowód na to, że obywatele są (lub przynajmniej bywają) gotowi bardziej zaangażować się w proces demokratyczny. To dobry moment, by szerzej przyjrzeć się regulacjom wyborczym w naszym kraju i dokonać modyfikacji przynajmniej części z nich.
Bazarek w mediach społecznościowych
Pierwsza to cisza wyborcza. Aktualna konstrukcja prawna, zakazująca prowadzenia agitacji wyborczej tuż przed rozpoczęciem głosowania, zdecydowanie powinna ulec modyfikacji. Z jednej strony mamy dość rygorystyczne, formalne podejście do instytucji ciszy wyborczej, a z drugiej praktykę, w której wielu tej ciszy nie przestrzega i nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Tzw. bazarek w mediach społecznościowych, który w dzień elekcji rozgrzewa do czerwoności wiele kont i profili, jest najjaskrawszym przykładem ignorowania obowiązujących regulacji. Przepis o ciszy wyborczej jest zbyt archaiczny i do tego w zasadzie martwy, dlatego należałoby zastanowić się nad jego uchyleniem lub dostosowaniem jego brzmienia do współczesnych realiów, biorąc pod uwagę fakt, że jego egzekwowanie (zwłaszcza w kontekście mediów społecznościowych) jest praktycznie niemożliwe. Jestem zwolennikiem zmiany, która usunie obecną fikcję prawną. Mniej więcej połowa państw Unii Europejskiej nie jest związana ciszą wyborczą, pozostałe regulują ją na różne sposoby. Rozsądnym rozwiązaniem wydaje się na przykład dopuszczenie dystrybuowania materiałów wyborczych w mediach, ale zakaz ich eksponowania w pobliżu punktów wyborczych, by zachować powagę aktu głosowania.
Zmiany w głosowaniu
Regulacja ciszy wyborczej to tylko jedno z wyzwań organizacji wyborów, które powinny być na nowo przemyślane i uporządkowane. Od dawna mówi się także o tym, że sam akt głosowania powinien być bardziej dostępny i przyjazny obywatelom. Systemy elektroniczne, głosowanie korespondencyjne czy możliwość oddawania głosu przez pełnomocnika mogą pomóc w zwiększeniu frekwencji, zwłaszcza wśród osób starszych czy z niepełnosprawnością. Mając to na uwadze, Ośrodek Badań, Studiów i Legislacji, think tank działający przy Krajowej Rady Radców Prawnych, rozpoczął kilka tygodni temu projekt dotyczący możliwości wdrożenia w polskich wyborach głosowania przez internet. E-voting może przyczynić się nie tylko do zwiększenia frekwencji, ale także do lepszego zabezpieczenia prawidłowości głosowania (np. zmniejszenie liczby nieważnych głosów). Oczywiście trzeba też rozważyć wyzwania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa i anonimowości w tej formule oddania głosu. Wydaje się jednak, że Polska jest gotowa na innowacje, które mogą uczynić proces wyborczy bardziej dostępnym i efektywnym w przyszłości (choćby przy wykorzystaniu infrastruktury mObywatela). Pierwsze re- komendacje i wnioski eks- perci OBSiL przedstawią wkrótce.
Sondaże i debaty
Do tych dwóch kwestii, przy debacie o formule przeprowadzania wyborów w Polsce, należałoby dodać także m.in. publikowanie wyników sondaży, zwłaszcza w krótkim okresie przed elekcją, organizację debat przedwyborczych o prawdziwie debatanckim formacie czy lepsze egzekwowanie obowiązku usuwania materiałów agitacyjnych w momencie zakończenia kampanii wyborczej. Tu też można wiele zmodyfikować z korzyścią dla obywatelek i obywateli. Wszystkie te wątki powinny być przedyskutowane w kluczowym kontekście frekwencji wyborczej – by tegoroczne imponujące zaangażowanie aż trzech czwartych uprawnionych do głosowania stało się standardem, a nie odstępstwem od niechlubnej normy.
Autor jest prezesem Krajowej Rady Radców Prawnych.
Brak ławników opóźni rozpatrywanie spraw?
Z końcem 2023 r. upływa kadencja ławników wybranych na lata 2020–2023. Przed nami kadencja od 2024 do 2027. Problem w tym, że już dziś wiadomo, że brakuje ok. 35 proc. z nich. Co to oznacza? Najpewniej wybory uzupełniające. Jeśli i one nie pomogą, okaże się, że wybrani będą mieli do obsadzenia dużo więcej spraw, a to może skutkować opóźnianiem procesów. Skąd te braki? Po pierwsze, mniejsze zainteresowanie wśród obywateli, po drugie, kłopoty w radach gmin z wyborem.
To nie żarty
Jaka jest skala problemu? Sprawdziliśmy.
W Sądzie Okręgowym w Gdańsku brakuje na dziś 50 proc. ławników. W SO Warszawa-Praga zgłoszono zapotrzebowanie na 150 ławników, do tej pory wybrano 46. – Sąd Okręgowy w Warszawie potrzebuje 308 ławników, wybrano zaledwie 109 – informuje sędzia Sylwia Urbańska, rzecznik SO w Warszawie. W nieco lepszej sytuacji jest Wojciech Łukowski, prezes SO we Wrocławiu. Potrzebował 136 ławników – wybrano ich 121. Dużo gorzej jednak wygląda sytuacja w podległych mu sądach rejonowych. – W SR dla Wrocławia-Fabrycznej potrzeba ich 12 – wybrano 6, w SR dla Wrocławia-Śródmieścia ze 120 – 66, a w SR w Oleśnicy zamiast 10 mamy wybranych 4 – informuje prezes Łukowski.
Co na to sami ławnicy?
Martyna Skibniewska, przewodnicząca Stowarzyszenia Rad Ławniczych, potwierdza, że braki występują w całej Polsce. – Ważne w tym temacie są dwie sprawy – mówi. I podaje: po pierwsze, jest jeszcze szansa na wybory uzupełniające; po drugie, kwota 140 zł, którą zarabia ławnik, powinna być liczona do emerytury.
– Trzeba podjąć działania, by sądy były zabezpieczone pod względem odpowiedniej liczby ławników – uważa przewodnicząca. I proponuje wszędzie tam, gdzie nie udało się wyłonić odpowiedniej liczby ławników, wybory uzupełniające.
Doniosła rola, a nie koszt
Gdzie tkwi problem? Sami ławnicy nie mają wątpliwości.
– W dalszym ciągu utrwala się pogląd, że instytucja ławnika – sędziego społecznego – jest niepotrzebna w polskim wymiarze sprawiedliwości. Społeczeństwu nie przybliża się właściwej, konstytucyjnej i doniosłej roli czynnika społecznego obywatelskiego w sądach, a nieustannie przypomina się o ławnikach jako niepotrzebnej i kosztownej inwestycji w sądach polskich – wynika ze stanowiska Stowarzyszenia Rad Ławniczych. Efektem tych działań było zredukowanie liczby ławników z ok. 54 tys. w 1990 r. do ok. 14 tys. sędziów społecznych w 2021 r. Największą ilość sędziów społecznych zredukowano w latach 2007–2015 – ok. 40 000 osób. Dla przykładu nasi sąsiedzi Niemcy w swoim wymiarze sprawiedliwości angażują ok. 60 tys. ławników, trzykrotnie więcej od statystycznego mieszkańca niż Polska.
Może chodzi o pieniądze?
Stowarzyszenie Rad Ławniczych uważa, że nieprawdą jest to, że wysoki koszt utrzymania ławników w polskim wymiarze sprawiedliwości powoduje ich redukcje. Rachunek jest prosty 14 000 x ~130 zł x 12 = 21 840 000 plus posiedzenia rady ławniczej. Rzeczywisty roczny wydatek z budżetu państwa może oscylować w granicach 20 do 25 mln zł. Natomiast budżet Ministerstwa Sprawiedliwości to około 12 mld zł, stanowi to ok. 0,2 proc. wydatków na rekompensaty. – Wydatek jest tak mały, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie podaje danych w swoim zestawieniu o wysokości wydawanych środków budżetowych resortu.
Niezrozumiałym postępowaniem władz ustawodawczych są rekompensaty ławników Sądu Najwyższego, które wynoszą ok. 300 zł za jedno posiedzenie oraz zapłaty za udział w szkoleniu.
Ławnicy Sądu Najwyższego to w 75 proc. ludzie przypadkowi. Należy się zastanowić, czy nie korzystniej by było, żeby nabór ławników do SN dokonywać z ławników sądów powszechnych, którzy pełnili funkcję ławnika co najmniej dwie kadencje.
Od 15.4.2023 r. ławnicy mogą ponownie zasiadać w składach orzekających w sprawach cywilnych w sądach I i II instancji (w czasie pandemii ograniczono ich udział w wymierzaniu sprawiedliwości).
Awaria KSeF – jak odbierać faktury?
Zgodnie z art. 106nf ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1570; dalej: VATU) w okresie trwania awarii komunikowanej na stronach ministerialnych podatnik sprzedawca ma obowiązek wystawiania faktur w postaci elektronicznej zgodnie z wzorem faktury ustrukturyzowanej. W czasie trwania awarii nie będzie mógł on wysłać jej swojemu kontrahentowi standardową ścieżką KSeF. Z tego względu sprzedawca i nabywca powinni uzgodnić między sobą sposób wystawiania faktur w czasie awarii. Przepisy nie precyzują formy takiego uzgodnienia. Można więc przyjąć, że uzgodnienie może mieć miejsce zarówno ad hoc – gdy zaistniała awaria KSeF, a jednocześnie między kontrahentami jest duża potrzeba wystawienia faktury. Natomiast podmioty współpracujące ze sobą w sposób stały i powtarzalny z pewnością mogą też dokonać stosownego uzgodnienia z góry (np. w treści zawartej umowy o współpracy) i egzekwować je, gdy awaria nastąpi. Czy fiskus dopuszcza dorozumiane uzgodnienie? Przepisy milczą, kwestię ureguluje prawdopodobnie praktyka podatkowa. Jest jednak duża szansa, że dorozumiana forma również będzie akceptowana.
Co bardzo ważne z perspektywy prawa do odliczenia podatku naliczonego, datą otrzymania faktury przez nabywcę jest data jej faktycznego otrzymania poza KSeF w sposób uzgodniony (poza KSeF). Przypomnijmy, że zgodnie z art. 86 ust. 10b VATU prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego powstaje nie wcześniej niż w rozliczeniu za okres, w którym podatnik otrzymał fakturę. I nic się w tej kwestii w ramach obowiązkowego KSeF nie zmieni (również podczas awarii KSeF). Decyduje więc data otrzymania faktury, np. mailem (jeśli tak strony uzgodniły), chyba że data ta jest późniejsza niż data przydzielenia numeru identyfikującego tę fakturę w Krajowym Systemie e-Faktur (pamiętajmy, że sprzedawca ma obowiązek wysyłki do KSeF faktury po ustaniu awarii). A skoro o wilku mowa: sprzedawca ma obowiązek późniejszej wysyłki faktury do KSeF. Oczywiście zostanie jej nadany numer identyfikacyjny. Jeśli jednak podatnik odebrał już wcześniej fakturę poza KSeF w sposób uzgodniony, nie ciążą na nim żadne dodatkowe obowiązki ewidencyjne ani raportowe. Przepisy nie przewidują też po stronie nabywcy dodatkowych kar (przypomnijmy, że sprzedawca może być obciążony karą pieniężną w wysokości do 100% kwoty podatku wykazanego na tej fakturze wystawionej poza Krajowym Systemem e-Faktur).
Nabywca ma za to możliwość zawnioskowania do sprzedawcy o ponowne udostępnienie faktury wystawionej poza KSeF, jeśli faktura pierwotna zaginęła. To coś na kształt duplikatów faktur. Zasadniczo nie będą one potrzebne w normalnym funkcjonowaniu KSeF (tam, jak w przyrodzie, nic nie zaginie).
Awarie komunikowane w środkach społecznego przekazu (art. 106ne ust. 3 VATU)
Wyżej wymienione zasady dotyczą awarii KSeF komunikowanych na stronach Ministerstwa Finansów. Chodzi więc o (miejmy nadzieję) absolutnie dominujące w swojej częstotliwości okoliczności awarii KSeF. Pamiętajmy jednak, że mogą się też pojawić awarie komunikowane w środkach społecznego przekazu. Chodzi tu o sytuacje nadzwyczajne (takie jak zagrożenie kraju lub jego infrastruktury). Zgodnie z art. 106ng VATU podatnik w okresie trwania awarii wystawia faktury w postaci papierowej lub faktury elektroniczne. Dla tego przypadku nie przewiduje się obowiązku przekazywania faktur do KSeF po ustaniu tej awarii. Nie ma też w związku z powyższym sankcji związanych z naruszeniem ww. przepisów. A przy okazji, nie ma też konieczności uzgadniania jakiejkolwiek formy wystawiania faktur między kontrahentami. Słowem – nabywca po prostu odbiera fakturę wystawioną poza KSeF na zasadach właściwie takich jak dziś.
Może się (czysto teoretycznie) zdarzyć, że w okresie awarii komunikowanej w środkach społecznego przekazu podatnik otrzyma fakturę korygującą. Oczywiście – poza KSeF. Wówczas ważne, aby potwierdził sprzedawcy otrzymanie takiej faktury. Zgodnie z art. 29a ust. 13a VATU sprzedawca może dokonać obniżenia podstawy opodatkowania w stosunku do podstawy określonej na wystawionej fakturze z wykazanym podatkiem za okres rozliczeniowy, w którym podatnik otrzymał potwierdzenie otrzymania faktury korygującej przez nabywcę towaru lub usługi. Zgodnie z art. 86 ust. 19ab VATU nabywca towaru lub usługi jest obowiązany do zmniejszenia kwoty podatku naliczonego w rozliczeniu za okres, w którym otrzymał fakturę korygującą.
Komentarz
Analizując skutki wprowadzenia rozwiązań obowiązkowego systemu KSeF, z reguły intuicyjnie skupiamy się na sytuacji sprzedawcy – podmiotu, który wystawia fakturę w sposób ustrukturyzowany. To pewnego rodzaju błąd logiczny. Równie dużo uwagi warto poświęcić wczuwaniu się w rolę nabywcy, a wiec podmiotu otrzymującego fakturę. Przecież odebranie faktury ustrukturyzowanej to zdarzenie równie istotne z perspektywy poprawności rozliczeń VAT (i nie tylko). Nie chodzi tu tylko o techniczną możliwość odbioru faktury (co sprowadza się do nadania odpowiednich uprawnień), równie ważne są np. procedury obiegu dokumentów, ale także administracyjne przygotowanie na sytuacje jeśli nie nadzwyczajne, to jednak stanowiące odstępstwo od nowej normy. Taką sytuacją będą też awarie systemu KSeF i każdy nabywca (a więc w istocie każdy podatnik) powinien być na taką awarię przygotowany.
Warto zadbać przede wszystkim o uzgodnienie sposobu otrzymywania faktur w czasie awarii, aby nie być zaskoczonym, gdy awaria taka wystąpi. Równie ważne jest określenie sposobu księgowania faktur „awaryjnych”. Przecież podczas awarii nie będą one trafiały do podatnika z KSeF (ale w sposób uzgodniony). Pamiętajmy jednak, że takie faktury i tak trafią do KSeF (wystawca ma obowiązek tam je przesłać), a więc system finansowo-księgowy będzie je zapewne przekazywał podatnikowi także w sposób ustrukturyzowany. Istotne, aby system był na tyle „inteligentny”, aby np. nie ujmował faktury awaryjnej „wrzuconej” do KSeF po ustaniu awarii jako podstawy np. do odliczenia podatku naliczonego. Może to grozić podwójnym odliczeniem VAT z tej samej faktury, a to przepis na zaległość podatkową ze wszelkimi konsekwencjami. Ponad wszystko więc warto już dziś zastanowić się nad tym, jak będzie wyglądać biznes pod obowiązkowym KSeF i jak się przygotować również na takie niecodzienne przypadki jak awaria KSeF.
Jak naprawić wymiar sprawiedliwości?
Jedno z największych wyzwań stojących przed nowym parlamentem i rządem stanowi naprawa wymiaru sprawiedliwości. Naruszanie w ciągu ostatnich ośmiu lat podstaw praworządności stwierdzane było niejednokrotnie nie tylko przez Trybunał Praw Człowieka w Strasbourgu, ale przede wszystkim przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Wątpliwości budzi jednak to, jak miałoby wyglądać odwrócenie tego procesu, od czego zacząć. Jeśli na pierwszy ogień wziąć neo-KRS, spodziewać się należy zarówno weta prezydenta, jak i interwencji neo-TK. Próba obejścia ich uchwałą Sejmu zamiast ustawą dałaby niewiele, skoro do powołania zgodnej z wymogami praworządności nowej KRS już z pewnością potrzeba ustawy, a widoków na jej skuteczne uchwalenie nie ma. Szerzej rzecz ujmując, na skróty, działając w pośpiechu i punktowo, na pewno nie da się naprawić wymiaru sprawiedliwości. Wręcz przeciwnie, tak można jedynie pogorszyć jego stan.
Do przywrócenia praworządności konieczny jest cały pakiet ustaw uchwalonych jednocześnie, obejmujących Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa, Sąd Najwyższy, ustrój sądów powszechnych oraz prokuraturę.
Raczej trudno spodziewać się, by którakolwiek z nich nie została zawetowana przez prezydenta. To jednak nie powinno nikogo zniechęcać ani usprawiedliwiać bezczynności lub podejmowania fragmentarycznych działań skazanych na porażkę. Konieczne analizy i konsultacje wymagają staranności oraz wnikliwości, a to czasu. Problem polega więc nie na tym, że ustawy przywracające praworządność w wymiarze sprawiedliwości będą musiały zaczekać na podpis kolejnego prezydenta, lecz że niepełna pozostaje wizja szeregu kluczowych ich elementów. Brakuje też zrozumienia konieczności dokonania uzupełniających reform, by wymiar sprawiedliwości mógł działać sprawnie.
Najpierw Trybunał
Pierwszy krok powinien dotyczyć nie neo-KRS, lecz neo-TK. Po serii rozstrzygnięć sądów europejskich oczywiste jest, że do zasiadania w TK nie byli uprawnieni tzw. dublerzy, a wydane z ich udziałem rozstrzygnięcia są nieistniejące. Ale co z pozostałymi osobami wchodzącymi w skład tego gremium?
Jak przyjmuje większość ekspertów, ponieważ ich wybór odbył się według przewidzianej konstytucją procedury, dokonany został prawidłowo. Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. Niedawno na łamach „Rz” Piotr Kardas i Maciej Gutowski trafnie zauważyli, że przy powołaniu członków neo-TK nie przejmowano się przesłankami merytorycznymi ani deontologiczno-etycznymi wyboru, czym naruszono art. 194 ust. 1 Konstytucji RP. Na poparcie tego samego wniosku dodać warto kolejny argument. W orzeczeniu Euro Box Promotion z grudnia 2021 r. Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził, że „orzeczenia sądu konstytucyjnego są wiążące dla sądów powszechnych, pod warunkiem jednak, że prawo krajowe gwarantuje niezależność wspomnianego sądu konstytucyjnego w szczególności względem władzy ustawodawczej i wykonawczej, wymaganą przez te postanowienia i przepisy. Natomiast jeżeli prawo krajowe nie gwarantuje tej niezależności, owe postanowienia i przepisy prawa Unii stoją na przeszkodzie takiemu uregulowaniu krajowemu lub takiej praktyce krajowej, ponieważ taki sąd konstytucyjny nie jest w stanie zapewnić skutecznej ochrony sądowej wymaganej w art. 19 ust. 1 akapit drugi TUE”.
Podobnie jak wybór do TK czynnych działaczy PO lub innej partii znajdującej się do niedawna w opozycji wykluczałby możliwość przyjęcia, że jako sędziowie nie będą podlegali presji, ani nie będą otrzymywali z centrali swojej partii wytycznych, tak związki dużej części członków neo-TK z PiS są aż nadto oczywiste. Prawo UE nie pozwala, by inne sądy – a siłą rzeczy również wszystkie inne organy państwa – brały pod uwagę którekolwiek z rozstrzygnięć wydanych przez te osoby. Z kolei uznanie, że ich orzeczenia są sprzeczne z prawem UE, ale same powołania mogą być z nim zgodne, byłoby całkowicie nieracjonalne, skoro to przy wyborze na urząd postąpiono w sposób niegwarantujący niezależności sędziowskiej danej osoby. Sprzeczność z prawem UE nastąpiła więc już wówczas, a nie dopiero na etapie wyrokowania.
Według obowiązującej w UE zasady wykładni prawa krajowego w zgodzie z prawem UE należy także przyjąć, że konstytucyjne zasady demokratycznego państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP) oraz legalizmu (art. 7) powinny być rozumiane w zgodzie z wykładnią art. 19 TUE ze sprawy Euro Box Promotion. To z kolei uzasadnia wniosek, że wszystkie wybory członków neo-TK naruszyły również art. 2 i 7 Konstytucji RP interpretowane w zgodzie z prawem UE.
Wynika z tego wiele konsekwencji. Wszystkie przyszłe rozstrzygnięcia tego gremium – które zapewne będzie starało się wstrzymać niewygodne dla PiS działania nowego Sejmu i rządu – pozostaną sprzeczne z prawem, a tym samym nieistniejące. Dotyczy to również każdego z wcześniejszych wyroków, jak tego dotyczącego aborcji z października 2020 r. Osobom zasiadającym w neo-TK nie może też przysługiwać stan spoczynku.
Trzy sprawy do uregulowania
Z kolei spośród następstw wymagających regulacji ustawowej trzy szczególnie zasługują na uwagę.
Po pierwsze, jest to konieczność rozstrzygnięcia przez TK – który musi zostać reaktywowany według standardów wykluczających wątpliwości co do niezależności jego członków – wszystkich spraw, w których wcześniej wydane zostały orzeczenia nieistniejące, skoro dotyczące ich postępowania nigdy się skutecznie nie zakończyły.
Po drugie, aby zwiększyć liczbę postępowań kończonych przez reaktywowany TK umorzeniem i tym samym poprawić jego wydolność orzeczniczą, prawodawca powinien dokonać szczegółowej analizy wszystkich rozstrzygnięć neo-TK prowadzących do utraty mocy obowiązującej norm prawnych, a także rozstrzygnięć interpretacyjnych lub wymagających wykonania przez ustawodawcę. Bez tego nieważność wyroków neo-TK prowadziłaby do restytucji przepisów uznanych przez niego za niekonstytucyjne nawet wtedy, gdy rzeczywiście za niekonstytucyjnością przemawiają istotne względy prawne. Nie mogłyby też nastąpić skutki trafnych rozstrzygnięć interpretacyjnych ani tych rodzących konstytucyjnie uzasadniony obowiązek wykonania przez ustawodawcę. Wprowadzenie ustawowej derogacji rzeczywiście wadliwych przepisów, o których niekonstytucyjności orzekł neo-TK, a także dokonanie innych merytorycznie uzasadnionych korekt legislacyjnych sygnalizowanych przez neo-TK wyeliminowałoby ten problem.
Po trzecie, należałoby ustawowo zagwarantować trwałość wyroków i decyzji administracyjnych w sprawach indywidualnych wydanych na skutek postępowań wszczętych skargą konstytucyjną lub pytaniem prawnym sądu. To ostatnie rozwiązanie, proponowane nieco ponad rok temu przez zespół ekspertów Fundacji Batorego, uzasadnione byłoby zasadą zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa.
Zgodność z Konstytucją RP przesądzającej o tym wszystkim ustawy weryfikowałby następnie prawidłowo powołany TK, a zgodność z prawem UE – TSUE. Musiałaby ona również zmienić organizację TK – i w tym zakresie bardzo dobry punkt wyjścia stanowi projekt zespołu ekspertów Fundacji Batorego. Ważne jest też, by wprowadzała wyższe niż przed „dobrą zmianą” standardy bezstronności i niezależności sędziów TK, co z kolei wymaga większej niż jedynie zwykła większości głosów w Sejmie do wyboru na te stanowiska.
Autor jest profesorem nauk prawnych, profesorem Centrum Badań Problemów Prawnych i Ekonomicznych Komunikacji Elektronicznej i prodziekanem Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego.
Postępowanie przy wydawaniu zaświadczenia
Opis okoliczności faktycznych
R.G. zwrócił się o wydanie zaświadczenia o prawomocności aktu własności ziemi stwierdzającego nabycie z mocy prawa własności nieruchomości położonej w R. na rzecz J.G. Postanowieniem wójt gminy R. odmówił wydania zaświadczenia o ostateczności aktu własności ziemi. Organ I instancji wyjaśnił, że nie posiada w swoim zasobie rejestrów ewidencyjnych oraz innych zasobów umożliwiających potwierdzenie stanu faktycznego przedmiotowego aktu własności ziemi. Z materiałów zgromadzonych w sprawie wynika, że w sądzie rejonowym J.G. nie figuruje jako właściciel nieruchomości i nie jest prowadzony zbiór dokumentów. Starostwo powiatowe poinformowało, że nie posiada powyższego aktu własności ziemi w zasobach. Archiwum Państwowe posiada w zasobach dokumenty uwłaszczeniowe związane z wydaniem dla J.G. aktu własności ziemi. Z dokumentów tych wynika, że na drugiej stronie aktu własności ziemi widnieje zapis, że przedmiotowy dokument otrzymują: J.G., J.G. i H.L. Nie udało się ustalić, kiedy i czy została nadana klauzula ostateczności przedmiotowemu aktowi własności ziemi. W zebranej dokumentacji nie znalazły się dokumenty, które pozwoliłyby na wydanie zaświadczenia o żądanej przez wnioskodawcę treści. Wobec braku dokumentów, z przyczyn niezależnych od organu, nie można było rozpatrzeć wniosku zgodnie z żądaniem strony. Organ I instancji stwierdził, że nie jest możliwe wydanie ostateczności aktu własności ziemi o żądanej treści, ponieważ organ nie jest w stanie dokonać urzędowego potwierdzenia żądanych faktów.
Zażalenie na powyższe postanowienie wniósł R.G., wskazując, że jest spadkobiercą po zmarłym wuju J.G., który nabył własność gruntu.
Stanowisko SKO
Zaskarżonym postanowieniem Samorządowe Kolegium Odwoławcze utrzymało w mocy postanowienie wójta gminy R. o odmowie wydania zaświadczenia. SKO wskazało, że zaświadczenie wydawane przez organ stanowi oświadczenie wiedzy tego organu oparte na danych będących w jego posiadaniu, nie jest zatem dopuszczalne w trybie dotyczącym wydawania zaświadczeń dokonywanie jakichkolwiek ustaleń faktycznych i ocen prawnych, jeśli nie wynikają one z prowadzonych przez organ ewidencji, rejestrów bądź z innych danych znajdujących się w jego posiadaniu. W sytuacji gdy organ nie posiada w prowadzonych rejestrach danych, które mogłyby stanowić podstawę wydania zaświadczenia stosownie do żądania wnioskodawcy, oczywiste jest, że nie może wydać zaświadczenia żądanej treści. Dla braku możliwości potwierdzenia faktów lub stanu prawnego nie mają przy tym znaczenia przyczyny, dla których organ nie znajduje się w posiadaniu określonych danych, brak ten nie obliguje również organu do prowadzenia postępowania wyjaśniającego zmierzającego do ustalenia faktów czy stanu prawnego. Zaświadczenie z istoty swej może dotyczyć niebudzących wątpliwości danych znajdujących się w ewidencjach organu, rejestrach czy innego rodzaju zbiorach.
Stanowisko WSA
Wojewódzki sąd administracyjny po rozpoznaniu na posiedzeniu niejawnym sprawy ze skargi R.G. na postanowienie Samorządowego Kolegium Odwoławczego w przedmiocie odmowy wydania zaświadczenia o uprawomocnieniu aktu własności ziemi oddalił skargę.
Przesłanki i tryb wydawania zaświadczeń regulują przepisy działu VII KPA. Zgodnie z art. 217 § 1 KPA organ administracji publicznej wydaje zaświadczenie na żądanie osoby ubiegającej się o zaświadczenie. Jeśli wnioskodawca powoła się na interes prawny w uzyskaniu zaświadczenia, to organ zobowiązany jest wydać zaświadczenie, gdy chodzi o potwierdzenie faktów albo stanu prawnego wynikających z prowadzonej przez ten organ ewidencji, rejestrów bądź innych danych znajdujących się w jego posiadaniu (art. 218 § 1 KPA). Podstawę prawną żądania wydania zaświadczenia w rozpoznawanej sprawie stanowił art. 217 § 2 pkt 2 KPA. Skarżący wykazał interes prawny w uzyskaniu zaświadczenia. Organ administracji może przed wydaniem zaświadczenia przeprowadzić w koniecznym zakresie postępowanie wyjaśniające. KPA nie rozstrzyga, jaki charakter powinno mieć takie postępowanie. W orzecznictwie wskazuje się, że postępowanie wyjaśniające ma ograniczony zakres, spełnia bowiem tylko pomocniczą rolę przy ustalaniu treści zaświadczenia. Jego przedmiotem są okoliczności wynikające z istniejących ewidencji, rejestrów i innych danych oraz wyjaśnienia, czy dane te odnoszą się do osoby wnioskodawcy, faktów oraz stanu prawnego, którego poświadczenia domaga się zainteresowany, a także ustalenia, jakiego rodzaju ewidencja lub rejestry mogą zawierać żądane dane i ewentualnych ich dysponentów. Postępowanie wyjaśniające powinno być przeprowadzone w sposób rzetelny i kompletny. Obowiązkiem organu jest zbadanie całości zasobów posiadanych przez urząd tego organu, w tym także archiwalnych, które mogłyby wskazywać na fakty bądź stany prawne, których potwierdzenia żąda wnioskodawca. Jednocześnie podkreśla się, że postępowanie wyjaśniające może opierać się jedynie na danych zawartych w posiadanej przez organ dokumentacji, co wynika wprost z brzmienia art. 218 § 1 KPA. Zaświadczenie wydawane przez organ nie może się opierać na zbiorach danych będących w posiadaniu innych podmiotów, np. strony. Zastrzec należy, że przepisy szczególne mogą przewidywać obowiązek przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego, które nie ogranicza się do badania danych znajdujących się tylko w posiadaniu organu administracji. Przypadek ten nie ma jednak zastosowania w rozpatrywanej sprawie.
Sąd w pełni podzielił pogląd, że nie może budzić wątpliwości, że zaświadczenie wydawane przez organ stanowi oświadczenie wiedzy tego organu oparte na danych będących w jego posiadaniu, co wynika wprost z art. 218 § 1 KPA. Nie jest zatem dopuszczalne w trybie dotyczącym wydawania zaświadczeń dokonywanie jakichkolwiek ustaleń faktycznych i ocen prawnych, jeśli nie wynikają one z prowadzonych przez organ ewidencji, rejestrów bądź z innych danych znajdujących się w jego posiadaniu. Podsumowując, należy wskazać, że postępowanie w sprawach wydawania zaświadczeń stanowi rodzaj uproszczonego i w znacznym stopniu odformalizowanego postępowania o charakterze administracyjnym. Postępowanie wyjaśniające nie jest obligatoryjne i zostało zawężone do „koniecznego zakresu”, tj. takiego, które pozwoli na urzędowe potwierdzenie treści dokumentów zgromadzonych przez dany organ. Z tych względów w jego ramach nie prowadzi się postępowania dowodowego w trybie przepisów działu II (rozdziału 4) KPA.
Przenosząc powyższe uwagi na grunt rozpoznawanej sprawy, należy stwierdzić, że z dokumentów archiwalnych zgromadzonych przez organ I instancji nie wynika, że wskazany akt własności ziemi stał się ostateczny. Co więcej, na ich podstawie nie można stwierdzić, czy został w ogóle doręczony wszystkim stronom postępowania. Zaświadczenie potwierdza jedynie informacje posiadane przez organ, przy czym poświadczane informacje muszą być oczywiste i bezspornie wynikać z prowadzonych przez organ rejestrów, ewidencji czy innych będących w jego posiadaniu danych. W ramach postępowania wyjaśniającego organ nie prowadzi postępowania dowodowego, lecz potwierdza fakty albo stan prawny wynikający z prowadzonej przezeń dokumentacji znajdującej się w jego posiadaniu. Podstawą wydania zaświadczenia nie mogą być dane dostarczone przez osobę ubiegającą się o zaświadczenie w celu potwierdzenia faktów z tych danych wynikających. Poza tym brak możliwości potwierdzenia, że akt własności ziemi jest ostateczny, nie obligował organu do prowadzenia postępowania wyjaśniającego zmierzającego do ustalenia tego faktu lub stanu prawnego. Nakładanie na organ obowiązku potwierdzenia danych, którymi on nie dysponuje, powodowałoby, że jego działania należałoby uznać za niedopuszczalne, gdyż wkraczałyby one w kompetencje innych organów.
Komentarz
Wynikająca z KPA możliwość przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego w niezbędnym zakresie nie oznacza, że organ może prowadzić postępowanie dowodowe w celu wydania zaświadczenia określonej treści. Zaświadczenie może się opierać tylko i wyłącznie na podstawie materiału, którym organ już dysponuje – nie może być efektem wypracowania jego treści w oparciu o zbieranie dowodów, w tym prezentowanych przez stronę. Nie stosuje się więc art. 75 KPA, a uproszczony charakter postępowania powinien się ograniczyć do danych zawartych w posiadanych przez organ bazach i rejestrach.