Pobyt za kratami bez wyroku musi mieć granicę czasową
Tymczasowych aresztowań jest dużo więcej i trwają one coraz dłużej. W dodatku pogorszyły się warunki przebywania w areszcie ze względu na ograniczony dostęp do obrońcy, a nawet do kontaktu z rodziną – takie wnioski płyną z raportu dotyczącego praktyki stosowania tymczasowego aresztowania w świetle Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Tytuł raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka to: O standardzie, który się nie przyjął (w Polsce). Zaprezentował go w czwartek podczas debaty w „Rzeczpospolitej” dr Piotr Kładoczny. Naszymi gośćmi byli: adwokaci Radosław Baszuk, Anna Grochowska-Wasilewska, dr Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska (wicedziekan ORA w Warszawie), Anna Jeziorna, przedsiębiorca, Jacek Socha, b. minister skarbu, dr Maciej Berek, główny legislator organizacji Pracodawcy RP, dr Piotr Kładoczny, wykładowca w Katedrze Prawa Karnego WPiA UW, wiceprezes HFPC, i dr hab. Karolina Kremens, kierowniczka Centrum Digital Justice na Uniwersytecie Wrocławskim.
Co mamy dziś?
Debatę podzieliliśmy na dwie części. W pierwszej nasi goście diagnozowali problem, a w drugiej przedstawiali propozycje zmian, które mają poprawić stosowanie tymczasowych aresztowań. Sporo miejsca poświęcono także problemowi stosowania aresztów wobec przedsiębiorców.
I od takiego właśnie głosu rozpoczęliśmy debatę. Pani Anna Jeziorna jest żoną przedsiębiorcy, który 20 lat temu trafił do aresztu.
– Kiedy dzisiaj słyszę, że standard się nie przyjął i jest jeszcze gorzej, to nie wiem, co powiedzieć – mówiła na gorąco podczas debaty. Podkreślała, że tymczasowy areszt jest dewastujący dla każdej rodziny, szczególnie jeśli są dzieci, a firma czy praca małżonka była jedynym źródłem dochodu. – Bez zakorzenienia ludzi i instytucji prawa w etyce to największy problem. Prawo po prostu nie ma sensu, bo nie da się wymyślić takich standardów i takich przepisów, które spowodują, że ludzie prawa biorący udział w tym procesie będą zmuszeni postępować etycznie – dodawała.
Adwokat Radosław Baszuk mówił, że problem tymczasowego aresztowania zna od czasów, kiedy w zawodzie stawiał pierwsze kroki. – To problem na poziomie prawa stanowionego i stosowanego, który nie ma charakteru politycznego. Decyzje o zastosowaniu tymczasowego aresztowania zapadają zbyt łatwo – uważa. I dodaje, że dużo łatwiej jest uzasadnić i obronić decyzję o zastosowaniu aresztu niż o jego odmowie. Przyczyną jest populizm penalny. Prawo jako jeden z instrumentów, które mają zapewnić nam poczucie bezpieczeństwa, jest używane instrumentalnie. Tylko na poziomie odpowiednich zmian normatywnych można zmusić wymiar sprawiedliwości do bardziej rozsądnej polityki procesowej w zakresie tymczasowych aresztowań. To nie przypadek, jak wynika z raportu, że spadek stosowania aresztów przypada na lata 2015 i 2016. Wówczas to funkcjonowała tzw. nowela lipcowa prawa karnego, wprowadzająca proces kontradyktoryjny, a w niej zobowiązanie prokuratora do przedstawienia podejrzanemu i obrońcy całości materiału dowodowego, w oparciu o który składany był wniosek o zastosowanie aresztu.
Adwokatka Anna Grochowska-Wasilewska zwracała uwagę na brak indywidualizacji uzasadnień postanowień o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. – Zgadzam się w pełni, że o wiele łatwiej jest uzasadnić postanowienie o zastosowaniu czy przedłużeniu stosowania tymczasowego aresztowania niż postanowienie nieuwzględniające wniosku. My jako obrońcy często piszemy wielostronicowe zażalenia i, jak widzimy, jest to syzyfowa praca. Bardzo często, w szczególności w sprawach karnych gospodarczych, gdzie ten stan faktyczny jest niezwykle skomplikowany, gdzie trzeba sądowi pokazać to tło biznesowe, które bardzo często jest niezrozumiałe dla sądu. A w odpowiedzi spotykamy się z jednym zdaniem uzasadnienia sądu, który wylicza po przecinku dowody i krótko stwierdza, że dowody te wskazują na duże prawdopodobieństwo popełnienia czynu – mówiła.
W tym miejscu pojawia się pytanie do dr hab. Karoliny Kremens, która przez cztery lata była asesorką prokuratorską, choć od wielu lat zajmuje się już pracą naukową: dlaczego po stronie prokuratury brakuje tego humanizmu?
– Odpowiedź jest dosyć prosta – odpowiada naukowczyni. I opisuje sposób edukacji i atmosferę, w której młodzi prokuratorzy – najpierw jako aplikanci prokuratorscy, potem jako asesorzy, a następnie już młodzi prokuratorzy – funkcjonują. – Niezależność prokuratury jest mrzonką, a niezależność prokuratora jako jednostki, zwłaszcza młodego prokuratora podlegającego jeszcze kontroli nie tylko w sądzie, ale też kontroli szefa czy zastępcy szefa prokuratury, jest jednak bardzo trudna. Wszystkie decyzje procesowe, które podejmują, są konsultowane. Nie ma tutaj miejsca na kultywowanie pewnego rodzaju niezależności, której byśmy od tych młodych ludzi oczekiwali, i myślę, że to jest ten sam klimat, w którym wzrastają także młodzi sędziowie. To prokurator składa wnioski o tymczasowe aresztowanie, ale ktoś potem to tymczasowe aresztowanie stosuje. Jest to element pewnej całości.
Jacek Socha, b. minister skarbu: Widzimy, co się dzieje i jak trudno jest prowadzić działalność gospodarczą w dzisiejszych czasach – mówił podczas debaty. Zachęcał do dialogu i wypracowania konstruktywnych zmian. Wspominał o pomyśle skonstruowania przepisu dotyczącego tymczasowego aresztowania odrębnie dla przedsiębiorców. Dziś już wie, że to raczej niemożliwe – choć problem pozostaje nierozwiązany. W sprawach gospodarczych często zarzuty są stawiane na podstawie zdarzeń, które miały miejsce wiele lat wcześniej. – Trudno się przed nimi bronić, a sam fakt tymczasowego aresztowania oznacza dla działalności klęskę – podkreślał.
Dr Maciej Berek mówił o tym, że konstytucja dopuszcza ograniczenie wolności pod określonymi warunkami. – Mówimy o pozbawieniu wolności osoby, która w świetle prawa jako tymczasowo aresztowana jest niewinna. Wobec tej osoby stosowane procedury powinny być poddane najwyższej próbie rzetelności. Konstytucja, szukając takich rozwiązań, przewidziała, że osoba postawiona do dyspozycji sądu, w ciągu 24 godzin albo jest, albo ma być zwolniona – przypominał. Z perspektywy przedsiębiorców tymczasowe aresztowanie to środek zapobiegawczy, który dotyczy potencjalnych sprawców bardzo różnych przestępstw gospodarczych, które niewątpliwie mają swoją charakterystykę, są bardzo skomplikowane, trudne w ocenie, bardzo często wspierane opinią biegłego. I to wszystko ma zostać poddane analizie w ciągu 24 godzin.
– Nierzadko odbieramy postawy sędziów stosujących areszty, zwłaszcza przed kilkoma laty, jako broniące czy gdzieś bardziej opowiadające się po stronie jednak prokuratorskiej. W sprawach stosowania aresztów spotykamy się z sytuacjami, w których sąd nie dysponuje pełną wiedzą, pełnym obrazem sprawy dla rzetelnego wydania rozstrzygnięcia o tym, czy stosować, czy nie stosować areszt, a mimo to sąd decyduje się na taki ruch – mówiła dr Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, wicedziekan ORA w Warszawie.
Dr Piotr Kładoczny przytoczył fragment raportu, w którym sami sędziowie wypowiadają się na temat powodów większej liczby wniosków aresztowych. Co się okazuje? Sami sędziowie mówią, że winna jest rutyna i przewlekłość postępowania.
Co do zmiany?
Apel o edukację wystosowała pani Anna Jeziorna. – Musimy mówić, co jest najważniejsze w prawie, w relacjach społecznych. Przepisy mogą się zmieniać, ale nasza odpowiedzialność za życie drugiego człowieka jest niezmienna – podkreśliła.
Radosław Baszuk proponuje ustawowe uregulowanie maksymalnego czasu trwania tymczasowego aresztowania bez jakichkolwiek odstępstw, wprowadzenie innej formy dozoru elektronicznego dla tymczasowo aresztowanych na czas trwania postępowania karnego w związku z koniecznością zabezpieczenia jego prawidłowego toku, która wiązałaby się z elektronicznym monitorowaniem jakiejkolwiek aktywności osoby podejrzanej.
Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska: Zgadzam się z propozycjami wprowadzenia dozoru elektronicznego zamiast stosowania tymczasowego aresztowania. Opowiadam się za zwiększeniem dostępu do obrońcy w procesie karnym, w tym dla osób pozbawionych wolności, jednoczesnym poszerzaniem wiedzy adwokatów i radców prawnych o meandrach przebiegu procesu stosowania tymczasowego aresztowania. W szkoleniu przyszłych sędziów powinni brać również udział doświadczeni adwokaci.
Anna Grochowska-Wasilewska: Powinno się wprowadzić maksymalny czas trwania tymczasowego aresztowania. Czas ten powinien zostać rozróżniony na sytuacje, gdy np. istnieje zagrożenie życia i zdrowia aresztowanego lub osadzony jest przedsiębiorcą i skutki jego izolacji mogą rzutować na przyszłość nie tylko rodziny, ale i prowadzonej firmy. Powinniśmy się zastanowić nad rozszerzeniem roszczeń odszkodowawczych dla osób niesłusznie aresztowanych.
Karolina Kremens: Podzielam pogląd, że bez zmiany przepisów prawa nie da się poprawić sytuacji. Skorzystanie z rozwiązań np. włoskich, które przewidują, że od momentu oskarżenia do rozpoczęcia postępowania sądowego musi minąć maksymalnie sześć miesięcy w przypadku drobniejszych przestępstw, to dobre rozwiązanie. Po roku lub dwóch latach w przypadku poważniejszych przestępstw, jeżeli prokurator nie skierował sprawy do sądu, to jest ona umarzana. Mamy się więc na czym wzorować.
Dr Maciej Berek: Zmiana przepisów jest potrzebna. Korekty wymagają przesłanki tymczasowego aresztowania, choćby ta dotycząca stałego miejsca pobytu. Potrzebna jest też profesjonalizacja sądu, który choć ma jedynie dyżur i nie zna całej sprawy, ma udźwignąć decyzję o zastosowania aresztu. Niezbędna jest także edukacja sędziów i prokuratorów.
Piotr Kładoczny: Mam jeszcze jeden podstawowy postulat: jawność postępowań aresztowych w postępowaniu przygotowawczym.
Jacek Socha: Powinna nastąpić korekta przesłanek stosowania aresztu, aby stosowano go np. w sprawach zagrożonych kar powyżej 8 lat więzienia. Do zmiany jest instytucja tzw. małego świadka koronnego, który nie ponosi żadnej odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań, a one mogą sstać się powodem kłopotów dla innych.
NSA o najmie z gminnego zasobu mieszkaniowego
Naczelny Sąd Administracyjny zajął stanowisko w sprawie zasad gminnego wynajmu lokali mieszkaniowych. W rozpatrywanej sprawie chodziło o zapisy przyjęte przez Radę Miasta w Gogolinie w uchwale w sprawie zasad wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu gminy. Według niektórych z nich Burmistrz zyskał uprawnienie do zawarcia umowy najmu lokalu mieszkalnego z osobami niespełniającymi warunków określonych w uchwale. Ten zapis zwrócił uwagę wojewody, który zaskarżył treść uchwały i domagał się stwierdzenia jej nieważności we wskazanym zakresie. W uzasadnieniu do skargi złożonej do WSA w Opolu, Wojewoda wskazał, że została ona podjęta z istotnym naruszeniem art. 21 ust. 1 pkt 2 i ust. 3 ustawy z 21.6.2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 725; dalej: OchrLokU). Organ stwierdził, że zgodnie z przywołanym przepisami, rada gminy uchwala zasady wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu gminy, w których określa w szczególności:
1) wysokość dochodu gospodarstwa domowego uzasadniającą oddanie w najem lub podnajem lokalu na czas nieoznaczony i najem socjalny lokalu oraz wysokość dochodu gospodarstwa domowego uzasadniającą stosowanie obniżek czynszu;
2) warunki zamieszkiwania kwalifikujące wnioskodawcę do ich poprawy;
3) kryteria wyboru osób, którym przysługuje pierwszeństwo zawarcia umowy najmu lokalu na czas nieoznaczony i umowy najmu socjalnego lokalu;
4) warunki dokonywania zamiany lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu gminy oraz zamiany pomiędzy najemcami lokali należących do tego zasobu a osobami zajmującymi lokale w innych zasobach;
5) tryb rozpatrywania i załatwiania wniosków o najem lokali zawierany na czas nieoznaczony i najem socjalny lokali oraz sposób poddania tych spraw kontroli społecznej;
6) zasady postępowania w stosunku do osób, które pozostały w lokalu opuszczonym przez najemcę lub w lokalu, w którego najem nie wstąpiły po śmierci najemcy;
6a) warunki, jakie musi spełniać lokal wskazywany dla osób niepełnosprawnych, z uwzględnieniem rzeczywistych potrzeb wynikających z rodzaju niepełnosprawności;
6b) zasady przeznaczania lokali na realizację zadań, o których mowa w art. 4 ust. 2b.
Wojewoda wskazał też na art. 4 ust. 1 OchrLokU, który określa krąg osób uprawnionych do najmu lokalu mieszkalnego z gminnego zasobu, zgodnie z którym należą do niego wszyscy członkowie wspólnoty samorządowej posiadający niezaspokojone potrzeby mieszkaniowe i jednocześnie spełniający kryteria dochodowe, określone na podstawie art. 21 ust. 3 pkt 1 OchrLokU. W ocenie organu nadzoru rada gminy nie jest upoważniona do modyfikowania w uchwale treści art. 4 ust. 1 OchrLokU i wprowadzania innego kręgu osób uprawnionych do najmu lokalu mieszkalnego z gminnego zasobu.
Wojewoda uznał też, że żądanie gminy złożenia „oświadczenia o nieposiadaniu tytułu prawnego do innego lokalu” wyraźnie wskazuje na odrzucenie innych przypadków. Tymczasem zdaniem organu nie ma przeszkód, aby okoliczność posiadania tytułu prawnego do innego lokalu lub budynku mieszkalnego była uwzględniona przy rozpatrywaniu wniosków i ocenie, czy konkretna osoba ma zaspokojone potrzeby mieszkaniowe. W ocenie organu należy stwierdzić, iż treść kwestionowanych przepisów może stanowić podstawę do wyłączenia z potencjalnego kręgu osób – mieszkańców gminy – którzy ubiegają się o wynajem od gminy lokalu mieszkalnego, tych wnioskodawców, którzy posiadają tytuł prawny do innego lokalu, a to jest niedopuszczalne.
Organ nadzoru stwierdził ponadto, że użyte przez urzędników stwierdzenie „w szczególnie uzasadnionych wyjątkowych przypadkach” jest dalece nieprecyzyjne i pozostawia możliwość dowolnej interpretacji. Natomiast normy uchwalone przez organ stanowiący jednostki samorządu terytorialnego powinny być skonstruowane w sposób jasny, precyzyjny i jednoznaczny.
WSA w Opolu zgodził się z Wojewodą i stwierdzając nieważność kwestionowanych zapisów podkreślił, że nie ulega wątpliwości, iż uchwała nie może modyfikować przepisów bezwzględnie obowiązujących. Rada Miasta wniosła jednak o kasację.
Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 24.5.2023 r., III OSK 89/22, Legalis, oddalił skargę. Skład orzekający w uzasadnieniu argumentował, że: „ustawodawca nie dopuścił możliwości przyznawania lokali mieszkalnych poza trybem (procedurą) określonym zarówno w OchrLokU, jak i uchwale określającej zasady wynajmowania lokali. Wynika to wprost z treści art. 21 ust. 1 pkt 2 oraz art. 21 ust. 3 OchrLokU nie pozwalających na określenie szczególnych przesłanek pozwalających organowi wykonawczemu na pominięcie trybu wynajmowania określonego w uchwale. Bez znaczenia pozostaje podnoszony przez skarżącą kasacyjnie gminę fakt używania zwrotu «szczególnie uzasadniony przypadek» w innych aktach rangi ustawowej jak np. w ustawie o pomocy społecznej”.
Chętnych na aplikację wciąż ubywa
Samorządy starają się uatrakcyjnić swoją ofertę szkoleniową, by przyciągnąć więcej zainteresowanych.
Egzaminy wstępne na aplikacje jak co roku odbędą się w ostatnią sobotę września (w tym wypadku 30). Są organizowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości od 2006 r., a dla komorników – od 2008 r. Jak wskazuje analiza resortu, mimo pewnych fluktuacji zainteresowanie tą drogą kariery spada od co najmniej dziesięciu lat.
U notariuszy rekordowe zainteresowanie nastąpiło w 2009 r., gdy do egzaminu przystąpiło nieco ponad 1400 osób. Już jednak w 2013 r. liczba kandydatów spadła poniżej 800 i od dziesięciu lat nie przekroczyła już tego poziomu (maksymalnie było ich 794 w 2014 r., a minimalnie – 576 w 2019 r.).
Jeśli zaś chodzi o komorników, to szczyt zainteresowania przypadł na rok 2013, gdy było 653 chętnych. Gwałtowny spadek nastąpił w 2016 r. (z ok. 600 rok wcześniej do 358 chętnych). Obecnie liczba ta już od kilku lat utrzymuje się nieco poniżej 180 – do tegorocznego egzaminu zgłosiło się146 kandydatów.
Największe zainteresowanie zawodem radcy prawnego nastąpiło w 2009 r. – wtedy do testu przystąpiło ponad 8,5 tys. kandydatów. Po gwałtownym spadku w roku następnym (do niemal 5,4 tys. osób) liczba ta wzrosła znów do 5,9 tys. w 2012 r. Od tamtego czasu widać stopniowy spadek zainteresowania – w roku ubiegłym przystąpiło już tylko 2791 osób.
Podobnie sprawa ma się z aplikacją adwokacką. Tutaj rekord chętnych padł w 2012 r. i wynosił 4275 osób, zaś po dekadzie było ich już 2173. Co prawda, w tym roku na dwie największe aplikacje zgłosiło się odpowiednio ok. 3098 i 2507 chętnych, ale to za mało, by mówić o odwróceniu spadkowego trendu.
Mniej absolwentów, więcej prawników
Opisany spadek zainteresowania aplikacjami koresponduje z malejącą liczbą absolwentów prawa. O ile w 2011 r. było ich 9736, o tyle dziesięć lat później już tylko 6647. W 2022 r. liczba absolwentów prawa spadła do nieco ponad 6 tys., a w tym roku ma ich być tylko trochę więcej niż 3 tys. (choć to jeszcze dane niekompletne).
Widać jednak, że mimo pewnych fluktuacji ilość młodych prawników wchodzących co roku na rynek również znacznie się zmniejszyła przez ostatnią dekadę. Ponadto nie tylko jest ich mniej, ale też mniejszy odsetek wybiera aplikację jako drogę kariery zawodowej (patrz wykres).
Z drugiej strony, sam rynek usług prawnych coraz bardziej się nasyca – i to w odniesieniu do każdego z czterech zawodów wymagających ukończenia aplikacji. We wszystkich tendencja jest trwała i wyraźna. I tak, o ile w 2008 r. było w Polsce ok. 9,2 tys. adwokatów (w tym ok. 2 tys. niewykonujących czynnie zawodu), o tyle w 2021 r. liczba ta wzrosła do 25,3 tys. (z czego 20,7 tys. wykonujących zawód). Dziś czynnych zawodowo adwokatów jest 21 460.
Podobnie sytuacja ma się u radców prawnych – w 2008 r. było ich ok. 26 tys. (w tym 19,2 tys. czynnych zawodowo), a w 2021 r. obie te liczby właściwie się podwoiły, sięgając odpowiednio 50 tys. i 38,9 tys. Dziś samorząd radcowski zrzesza już ponad 57 tys. radców prawnych.
Dwukrotnie wzrosła też liczba notariuszy – z 19 tys. w 2008 r. do 38 tys. w 2021 r. W roku następnym przybyło ich kolejny tysiąc. Najbardziej chyba dynamiczny wzrost nastąpił w kancelariach komorniczych – w 2008 r. było ich 661, a w 2021 r. ponad 2,2 tys. (dziś jest podobnie).

Atrakcyjność spada
– Na przestrzeni ostatnich lat obciążenia notariuszy w zakresie wykonywania obowiązków publicznych nie maleją, a trudności w wykonywaniu tej pracy są coraz większe – mówi Lech Borzemski, prezes Krajowej Rady Notarialnej. – Wymaga ona ogromnego zaangażowania czasowego oraz stałego podnoszenia kwalifikacji. Systematycznie rośnie także liczba notariuszy. Wszystko to może tłumaczyć, dlaczego ten zawód nie jest już tak atrakcyjny dla młodych ludzi.
Prezes KRN wskazuje przy tym, że organizacja aplikacji notarialnej nie ulega większym zmianom od kilku lat i nie są one planowane również w najbliższym czasie. Regulują ją bowiem przepisy prawa.
Także prezes Krajowej Rady Komorniczej Sławomir Szynalik przyznaje, że spadek zainteresowania aplikacją komorniczą jest zauważalny i pogłębia się od kilku lat. Wynika to głównie z przyczyn prawno-ekonomicznych.
– Niestety, spodziewamy się, że to zjawisko będzie postępować. Istniejący system opłat egzekucyjnych został ukształtowany w 2018 r. i nie uwzględnia ani inflacji, ani niemal podwójnego wzrostu pensji minimalnej. Brak waloryzacji opłat przy lawinowym wzroście kosztów utrzymania kancelarii powoduje, że ich przychody znacząco spadają. Część komorników, szczególnie tych rozpoczynających działalność, ma problemy z utrzymaniem kancelarii. Efektem są zwolnienia pracowników albo brak środków na zatrudnianie nowych – tłumaczy prezes KRK.
Wskazuje też, że aplikacja komornicza wymaga od aplikanta i komornika zawarcia umowy o pracę, jednak komorników, po pierwsze, przeważnie nie stać na zatrudnianie aplikantów, a po drugie, nie mają takiej potrzeby. Pracy jest bowiem coraz mniej z powodu powstawania wielu nowych kancelarii. A więc na jedną przypada średnio mniej spraw. Do obniżenia kosztów mogłaby się przyczynić elektronizacja akt – KRK złożyła nawet w tej sprawie projekt do MS.
Obecnie każdy asesor po sześciu latach od egzaminu staje przed wyborem: albo otwiera swoją kancelarię, albo rezygnuje z pracy w zawodzie.
– Nie każdy czuje się na siłach, aby prowadzić swoją działalność – mówi Sławomir Szynalik. – Chodzi o pieniądze, ale też uwarunkowania do zarządzania, prowadzenia działalności, bycia pracodawcą. Nieraz też względy rodzinne czy zdrowotne, które uniemożliwiają rezygnację z zatrudnienia na umowę o pracę. Jednak taki asesor jest wykształconym specjalistą w dziedzinie egzekucji sądowej, a dzięki temu – bardzo cennym pracownikiem. Nie można pozbawiać go uprawiania zawodu tylko dlatego, że nie chce zostać komornikiem sądowym – dodaje.
Jego zdaniem obowiązujące przepisy zniechęcają do wyboru aplikacji komorniczej, nie gwarantując młodym stabilnego zatrudnienia i pewnej drogi zawodowej.
– Dążymy do zmiany tych przepisów. KRK zależy, aby nie tylko aplikacja komornicza, ale także zawód asesora i komornika sądowego były atrakcyjne dla absolwentów prawa – podsumowuje Sławomir Szynalik.
Przyciąganie młodych
Z kolei dwa największe samorządy prawnicze podejmują kolejne działania w celu uatrakcyjnienia swoich aplikacji. Wpłynęły na to doświadczenia pandemii, nauki zdalnej i spadek zainteresowania (i zdawalności) egzaminami wstępnymi w zeszłym roku – podobnie jak wyraźnie gorszy wynik egzaminów końcowych. Przykładowo, samorząd radców prowadzi prace nad nowelizacją regulaminu aplikacji. Zmianie ulegną program, struktura i forma zajęć oraz kolokwiów.
– Zwiększamy do 60 liczbę godzin, które mogą być prowadzone zdalnie. Izby otrzymają 40 godzin tzw. rezerwy, które mogą wykorzystać na zajęcia nieobjęte programem aplikacji, ale interesujące dla słuchaczy ze względu np. na specyfikę lokalnego rynku – wylicza Włodzimierz Chróścik, prezes KRRP.
Kolejna oczekiwana zmiana to zmniejszenie liczby kolokwiów do dwóch rocznie i dopasowanie ich formy do egzaminu zawodowego. Coraz większą rolę w kształceniu aplikantów odgrywa również KIRP.
– Organizujemy ogólnopolską symulację egzaminu radcowskiego oraz zajęcia powtórkowe przed nim (fakultatywne). Oferujemy szeroką i ciągle rozbudowywaną bazę szkoleń na platformie e-KIRP. Udoskonalamy system informatyczny EWNAR, wspierając izby okręgowe i kandydatów w procesie rekrutacyjnym. Docelowo zaoferujemy aplikantom cały dedykowany moduł w tworzonym właśnie systemie CSORP. W ten sposób nie tylko odpowiadamy na potrzeby rynku, ale kształtujemy go razem z kończącymi aplikację, świetnie wykształconymi profesjonalistami – podkreśla Włodzimierz Chróścik.
Zmianami chwali się także samorząd adwokacki. Znajdują się wśród nich m.in. umożliwienie aplikantom korzystania z mLegitymacji za pomocą publicznej usługi mObywatel, a także utworzenie e-Dziennika – programu, za pomocą którego aplikanci we wszystkich izbach komunikują się w procesie szkolenia z macierzystą radą okręgową.
– Wprowadziliśmy próbny egzamin adwokacki dla aplikantów, aby mogli doskonalić swoje kompetencje, podsumować wiedzę i przetestować się w warunkach egzaminacyjnych – mówi Przemysław Rosati, prezes NRA. – Zmieniliśmy też regulamin odbywania aplikacji, uelastyczniając możliwe formy współpracy aplikanta z patronem – wskazując, że musi ona być uregulowana. Zaktualizowaliśmy założenia programowe i ramowy plan szkolenia, robimy na bieżąco przeglądy i konsultujemy je z aplikantami, aby odpowiadać na ich oczekiwania i potrzeby – dodaje.
Prezes NRA wskazuje też na reaktywację „Młodej Palestry”, w której aplikanci nie tylko publikują, ale też prowadzą to pismo – jest ono punktowane w wykazie czasopism.
– Stworzyliśmy repetytoria przed egzaminem, które cieszą się dużą popularnością, a także zajęcia monograficzne z oczekiwanych przez aplikantów przedmiotów. Wszystkie te trzy rodzaje zajęć prowadzone są z poziomu NRA, kierowane do wszystkich aplikantów w Polsce, w celu wspierania szkolenia, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach. Aplikanci mają też dostęp do materiałów szkoleniowych i programów zniżkowych na takich samych zasadach jak adwokaci – podsumowuje Przemysław Rosati.
Co z 0% VAT na żywność w 2024 r.?
Zgodnie z art. 41 ust. 1 i 2 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1570; dalej: VATU), podstawowa stawka podatku wynosi 22%. Dla towarów i usług wymienionych w załączniku nr 3 do VATU, stawka podatku wynosi 7% VAT. Obecny poziom stawek VAT w wysokości 8% i 23% ma charakter „tymczasowy”, od 1.1.2011 r. zgodnie z art. 146a i art. 146aa VATU. I tak trwa w związku z różnymi czynnikami zewnętrznymi (najpierw COVID-19, potem wojna w Ukrainie i inflacja) oraz sztuczkami legislacyjnymi (odsyłamy np. do art. 146ea VATU, utrzymującego stawki podwyższone także w 2023 r.). Jakkolwiek bowiem resort finansów nie będzie się gimnastykował, w zakresie stawek VAT mamy w ostatnim czasie do czynienia ze swoistym dualizmem pojęciowym. VAT jest bowiem punktowo obniżany a jednocześnie przekrojowo podwyższany. Wygląda to tak:
- stawki obniżone – do 31.12.2023 r. obowiązują obniżone stawki VAT z 5% do 0% VAT na podstawowe towary spożywcze wymienione w poz. 1-18 załącznika 10 do VATU (a więc m.in. mięso, pieczywo, ryby, produkty mleczarskie, warzywa, owoce, zboże, tłuszcze i oleje, przetwory z warzyw, owoców, wody i niektóre napoje). Wynika to z § 8 rozporządzenia Ministra Finansów z 2.12.2022 r. w sprawie obniżonych stawek podatku od towarów i usług w roku 2023 (Dz.U. z 2022 r. poz. 2495);
- stawki podwyższone – jako się rzekło, zgodnie z art. 146ea VATU w 2023 r. obowiązują podwyższone stawki VAT do 8% i 23%. Ten podwyższony poziom stawek VAT może być zachowany także w okresie od 1.1.2024 r. do końca roku, w którym suma wydatków na finansowanie potrzeb obronnych Rzeczypospolitej Polskiej określonych w ustawie budżetowej oraz planie finansowym Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, ewentualnie w projekcie tego planu przedstawionym do zatwierdzenia Ministrowi Obrony Narodowej, po wyłączeniu planowanych przepływów finansowych w ramach tej sumy wydatków, jest wyższa niż 3% wartości PKB (art. 146ef VATU).
Czy taka złożona sytuacja utrzyma się również w 2024 r.? Nie wiemy nic na pewno, ale pewne wnioski płyną z analizy założeń do ustawy budżetowej na nadchodzący rok.
Z tarczą czy bez tarczy?
Musimy wiedzieć, że 0% stawka VAT np. na żywność może stać się stałym zjawiskiem w państwach UE. To możliwe z uwagi na nowelizację przepisów unijnych (konkretnie przepisów Dyrektywy 2022/542 z 5.4.2022 r. w sprawie zmiany dyrektyw 2006/112/WE i (UE) 2020/285 w zakresie stawek podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE L z 2006 r. Nr 107, s. 1). Państwa członkowskie mogą stosować stawkę obniżoną niższą niż stawka minimalna 5 % oraz zwolnienie z prawem do odliczenia VAT – a więc 0% stawkę VAT. Może ona znaleźć zastosowanie do paneli słonecznych, środków spożywczych, wody, produktów farmaceutycznych, sprzętu medycznego, ale też dóbr takich jak przewóz osób i transport towarzyszących im towarów, a w końcu także do dostawy książek, gazet i czasopism na nośnikach fizycznych lub drogą elektroniczną.
Niestety, z lektury projektu założeń do ustawy budżetowej nie wynika, że tzw. tarcza zostanie zachowana. Jednocześnie, resort zakłada skokowy przyrost wpływów z VAT (choć to akurat tradycja, na która wpływ wywiera chociażby rosnąca inflacja). To wszystko pozwala snuć przypuszczenie, że 0% stawka VAT na żywność nie zostanie przedłużona w swoim obowiązywaniu na kolejny rok. Choć sam fakt braku stosownych zapisów nie oznacza także, że tarczy nie będzie. Formalnych przeszkód nie ma (nie są taką przeszkodą zwłaszcza przepisy unijne). Decydować będzie wola resortu finansów oraz oczywiście okoliczności ekonomiczne.
PKB na potrzeby obronne
Z założeń budżetowych wynika zaś, że w przyszłym roku rząd przeznaczy środki na obronność (wraz z Funduszem Wsparcia Sił Zbrojnych) w wysokości ok. 4,2% PKB. To oczywiście całkiem zrozumiałe założenie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Ale oznacza ono także, że w 2024 r. podwyższona zostanie obniżona stawka VAT (z 7% do 8%) oraz stawka VAT podstawowa (z 22% na 23%). Oczywiście, semantycznie trudno mówić o podwyżce, skoro podobne stawki obowiązują już od dwunastu lat. Jednak formalnie, utrzymanie „tymczasowo” podwyższonych stawek to nic innego niż podwyżka podatku. Jakkolwiek tego typu refleksja nie przejdzie resortowi (zwłaszcza w roku wyborczym) przez gardło. Co jest jednak trudne do zrozumienia, bo przyczyna takiej podwyżki z pewnością spotkałaby się ze zrozumieniem społecznym.
Komentarz
Rząd chwali się, że dzięki „uszczelnieniu podatków”, dochody budżetu państwa wyniosą w 2024 r. 683,6 mld zł. Prognozowane wpływy z podatku VAT mają w 2024 r. wynieść 312,6 mld zł. To skokowy wzrost o ok. 17% z (również wciąż prognozowanych) 259,6 mld zł wpływów z VAT za 2023 r. Dla porównania prognozuje się, że wpływy za 2024 r. z podatku CIT wyniosą 78,3 mld zł, z podatku PIT wyniosą 108,8 mld zł a z akcyzy wyniosą 88,8 mld zł. Rząd liczy też, że w 2024 r. nastąpi ożywienie gospodarcze, a wzrost PKB powinien osiągnąć 3%. Wpływ na to będzie miała spadająca inflacja, powrót do dodatniej dynamiki płac realnych w ujęciu całorocznym oraz polepszenie nastrojów konsumentów. Oczekuje się, że inflacja w 2023 r. wyniesie średnio 12% (do końca 2023 r. inflacja spadnie do wartości jednocyfrowej), a w następnym roku 6,6%. Głównymi czynnikami, które będą wpływały na obniżanie się inflacji będą stabilizacja cen surowców energetycznych i żywności na rynkach światowych, relatywnie niska dynamika spożycia prywatnego w bieżącym roku oraz polityka pieniężna.
A jak będzie? Na ile ww. optymistyczne założenia spotkają się z rzeczywistością? To zobaczymy za mniej więcej półtora roku.
System lojalnościowy nie zmienia statusu konsumenta
Stan faktyczny
Rumuński konsument O.Z. (osoba fizyczna, która nie prowadzi działalności gospodarczej) zawarł ze spółką LE umowę przystąpienia do systemu L. (dalej: umowa o przystąpieniu). System L. umożliwia korzystanie m.in. z atrakcyjnych warunków zakupu w postaci zwrotu kosztów zakupu, prowizji i innych korzyści promocyjnych. Ponadto „wierni klienci” mają prawo do nabywania towarów i usług od handlowców pozostających w stosunku umownym z LE. Członkowie tego systemu mogą również pełnić rolę pośredników w związku z przystąpieniem do niego innych osób. Zgodnie z umową o przystąpieniu prawem właściwym dla stosunku umownego między stronami postępowania przed sądem krajowym jest szwajcarskie prawo.
O.Z. wniósł do rumuńskiego sądu powództwo o stwierdzenie, że liczne warunki zawarte w umowie o przystąpieniu są nieuczciwe. Sąd ten powziął wątpliwości, po pierwsze, czy osobę fizyczną, która zawarła umowę o przystąpienie do systemu stworzonego przez spółkę handlową, umożliwiającą w szczególności korzystanie z pewnych korzyści finansowych w ramach nabywania towarów i usług od partnerów handlowych tej spółki, można uznać za „konsumenta” w rozumieniu art. 2 lit. b dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29) w kontekście sporu, w ramach którego osoba fizyczna powołuje się na nieuczciwy charakter, w rozumieniu tej dyrektywy, szeregu warunków zawartych w tej umowie o przystąpieniu, w szczególności warunku wskazującego szwajcarskie prawo jako prawo właściwe, zaś po drugie, czy za „konsumenta” w rozumieniu tego przepisu może zostać uznana osoba, która zawarła z przedsiębiorcą umowę o podwójnym celu, częściowo gospodarczym, a częściowo wykraczającym poza zakres tej działalności, przy czym ten cel gospodarczy nie ma przeważającego znaczenia w ogólnym kontekście umowy.
Stanowisko TS
Trybunał wskazał, że w art. 6 ust. 1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) Nr 593/2008 z 17.6.2008 r. w sprawie prawa właściwego dla zobowiązań umownych (Rzym I) (Dz.Urz. UE L z 2008 r. Nr 177, s. 6; dalej: RzymI) przewidziano, że co do zasady umowa konsumencka „podlega prawu państwa, w którym konsument ma miejsce zwykłego pobytu”. Jednak art. 6 ust. 2 RzymI zezwala co do zasady na skorzystanie z klauzuli dotyczącej wyboru prawa właściwego, z zastrzeżeniem, że ten wybór nie pozbawia konsumenta ochrony przyznanej mu na podstawie przepisów, których nie można wyłączyć w drodze umowy na mocy prawa, które w braku tego wyboru byłoby właściwe. Wobec tego TS stwierdził, że w przypadku istnienia takiej klauzuli do sądu krajowego należy zapewnienie ochrony przewidzianej w art. 6 ust. 2 RzymI i w art. 6 ust. 2 dyrektywy 93/13/EWG.
Trybunał wielokrotnie orzekał, że system ochrony wdrożony przez dyrektywę 93/13/EWG opiera się na założeniu, że konsument znajduje się na słabszej pozycji niż przedsiębiorca, zarówno pod względem siły przetargowej, jak i stopnia poinformowania, co sprowadza się do tego, że przystaje on na przedstawione przez przedsiębiorcę warunki umowne, na których treść nie może mieć wpływu (wyrok TS z 3.9.2015 r., Costea, C-110/14, Legalis). Ze względu na tę słabszą pozycję konsumenta art. 6 ust. 1 tej dyrektywy przewiduje, że nieuczciwe warunki nie są dla niego wiążące. Zgodnie z art. 6 ust. 2 dyrektywy 93/13/EWG państwa członkowskie podejmą niezbędne kroki do zapewnienia, że konsument nie utraci ochrony przyznanej mu na mocy tej samej dyrektywy „poprzez wybór prawa państwa trzeciego jako prawa obowiązującego w stosunku do danej umowy, jeśli ta ostatnia pozostaje w ścisłym związku z terytorium państw członkowskich”.
Trybunał podkreślił, że dyrektywa 93/13/EWG definiuje umowy, do jakich ma zastosowanie, poprzez odniesienie do statusu kontrahentów, w zależności od tego, czy działają oni w ramach swojej działalności zawodowej, czy też nie (wyrok TS z 21.3.2019 r., Pouvin i Dijoux, C-590/17, Legalis).
Trybunał stwierdził, że z powyższego wynika, iż jeżeli warunek wskazujący prawo państwa trzeciego jako prawo właściwe znajduje się w umowie zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem, objętej przedmiotowym zakresem stosowania dyrektywy 93/13/EWG, a konsument ma miejsce zwykłego pobytu w państwie członkowskim, sąd krajowy powinien zastosować przepisy transponujące tę dyrektywę do porządku prawnego tego państwa. Do sądu tego należy zatem ustalenie, niezależnie od istnienia takiej klauzuli, czy kontrahenta danego przedsiębiorcy można uznać za „konsumenta” w rozumieniu art. 2 lit. b dyrektywy 93/13/EWG. Zgodnie z tym przepisem pojęcie „konsument” oznacza każdą osobę fizyczną, która w umowach objętych tą dyrektywą działa w celach niezwiązanych z handlem, przedsiębiorstwem lub zawodem. Z jednolitego orzecznictwa TS wynika, że posiadanie przez daną osobę statusu „konsumenta” należy ustalać na podstawie kryterium funkcjonalnego, polegającego na ocenie, czy dany stosunek umowny wpisuje się w ramy działalności niezwiązanej z wykonywaniem danego zawodu. Trybunał wyjaśnił już, że pojęcie „konsumenta” w rozumieniu art. 2 lit. b dyrektywy 93/13/EWG ma charakter obiektywny i jest niezależne od konkretnego zasobu wiedzy, jaki może mieć dana osoba, czy też od posiadanych przez nią w rzeczywistości informacji (wyrok Pouvin i Dijoux, pkt 24).
Z orzecznictwa TS wynika, że sąd krajowy rozpoznający spór dotyczący umowy mogącej podlegać zastosowaniu dyrektywy 93/13/EWG powinien sprawdzić – biorąc pod uwagę wszystkie dowody, a w szczególności treść tej umowy – czy kredytobiorcę można zakwalifikować jako „konsumenta” w rozumieniu tej dyrektywy. W tym celu sąd krajowy powinien uwzględnić wszystkie okoliczności sprawy, w szczególności charakter towaru lub usługi będących przedmiotem danej umowy, które to okoliczności mogą wskazywać na cel nabycia tego towaru lub tej usługi (wyrok Pouvin i Dijoux, pkt 26).
Zdaniem TS w przypadku osoby fizycznej przystępującej do systemu takiego jak system L. do sądu krajowego należy ustalenie, z uwzględnieniem również charakteru usług oferowanych przez zainteresowanego przedsiębiorcę, czy ta osoba fizyczna działała w ramach swojej działalności zawodowej, czy też w celach niezwiązanych z tą działalnością. Trybunał stwierdził, że osoba fizyczna nieprowadząca działalności gospodarczej, której zamiarem jest zasadniczo – poprzez udział w systemie takim jak L. – skorzystanie z atrakcyjnych warunków w ramach nabywania towarów i usług w celach niehandlowych od partnerów operatora tego systemu, nie może utracić statusu „konsumenta” w ramach umowy z tym podmiotem z uwagi na sam fakt, że może ona korzystać z pewnych korzyści wynikających z własnych zakupów lub nabycia innych osób uczestniczących w tym systemie w następstwie jej zalecenia.
Trybunał orzekł, że art. 2 lit. b dyrektywy 93/13/EWG należy interpretować w ten sposób, iż pojęcie „konsumenta” w rozumieniu tego przepisu obejmuje swoim zakresem osobę fizyczną przystępującą do systemu wprowadzonego przez spółkę handlową i umożliwiającego w szczególności czerpanie pewnych korzyści finansowych w ramach nabycia przez tę osobę, lub przez inne osoby uczestniczące w tym systemie w następstwie jej zalecenia, towarów i usług od partnerów handlowych tej spółki, jeżeli ta osoba fizyczna działa w celach niezwiązanych z własną działalnością gospodarczą lub zawodową.
Komentarz
W niniejszej sprawie TS odniósł się po raz kolejny do nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (zob. art. 3851 KC), a precyzyjnie – klauzuli prawa właściwego dla umowy, które nie jest prawem państwa, w którym konsument ma miejsce pobytu. Trybunał uznał, że klauzula wskazująca prawo państwa trzeciego jako prawo właściwe dla umowy konsumenta z przedsiębiorcą nie może pozbawić tego konsumenta ochrony, jaką zapewnia mu dyrektywa 93/13/EWG. Zatem w takim przypadku fundamentalne jest ustalenie, czy dana osoba fizyczna posiada status konsumenta w rozumieniu art. 2 lit. b dyrektywy 93/13/EWG (por. art. 221 KC). W ocenie TS wykładnia pojęcia „konsument” w rozumieniu tego przepisu, która wykluczałaby z zakresu tego pojęcia osobę fizyczną działającą w celach niezwiązanych z działalnością zawodową lub gospodarczą ze względu na to, że czerpie ona „pewne korzyści finansowe” z uczestnictwa w danym systemie, narusza dyrektywę 93/13/EWG. Taka wykładnia prowadziłaby do uniemożliwienia zapewnienia ochrony przyznanej przez tę dyrektywę wszystkim osobom fizycznym znajdującym się w słabszej pozycji względem przedsiębiorcy i korzystającym dla celów niezwiązanych z działalnością zawodową lub gospodarczą z usług oferowanych przez tego ostatniego.
Niniejsze stanowisko Trybunału powinno być w pełni stosowane przez polskie sądy.
Należy zauważyć, że niestety Trybunał uchylił się od odpowiedzi na pytania dotyczące statusu konsumenta w przypadku umowy o podwójnym celu: konsumenckim i gospodarczym. Co do tego zagadnienia przydatne może być stanowisko TS przedstawione w wyroku z 8.6.2023 r. w sprawie YYY (Pojęcie konsumenta), C-570/21, Legalis.
Pierwsze lokum z rynku wtórnego już bez PCC
Na przełomie sierpnia i września 2023 r. zaczęły obowiązywać przepisy wynikające z ustawy z 26.5.2023 r. o zmianie ustawy o samorządzie gminnym, ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa, ustawy o gospodarce nieruchomościami, ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 1463). Na skutek nowelizacji, począwszy od 31.8.2023 r. osoby chcące kupić swoje pierwsze mieszkanie lub dom na rynku wtórnym, nie będą już musiały liczyć się z koniecznością zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych w wysokości 2% wartości transakcji. Wszystko to za sprawą dodania przez ustawodawcę pkt 17 do dotyczącego zwolnień przedmiotowych od PCC art. 9 ustawy z 9.9.2000 r. o podatku od czynności cywilnoprawnych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 170; dalej: PodCzynnCywPrU). W myśli art. 9 pkt 17 PodCzynnCywPrU zwalnia się od podatku czynności cywilnoprawne takie jak:
- sprzedaż, której przedmiotem jest prawo własności lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość;
- prawo własności budynku mieszkalnego jednorodzinnego;
- spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu dotyczące lokalu mieszkalnego albo domu jednorodzinnego;
– jeżeli kupującym jest osoba fizyczna lub osoby fizyczne, którym w dniu sprzedaży i przed tym dniem nie przysługiwało żadne z tych praw ani udział w tych prawach, chyba że udział ten nie przekracza lub nie przekraczał 50% i został nabyty w drodze dziedziczenia.
Wprowadzona nowelizacja w żaden sposób nie zmienia sytuacji osób planujących zakup nieruchomości na rynku pierwotnym. Nabycie nowego domu lub lokum bezpośrednio od dewelopera objęte jest podatkiem od towarów i usług, a nie podatkiem od czynności cywilnoprawnych.
Sądy jednoosobowe we wrześniu
To efekt właśnie opublikowanej ustawy, która w tym zakresie wejdzie w życie 28 września br. Nowelizacja ma opanować zamieszanie w sądach, jakie wywołała uchwała siedmiu sędziów Izby Pracy Sądu Najwyższego z 26 kwietnia br. Głosami czterech sędziów przeciw trzem zakwestionowała ona ze skutkiem natychmiastowym jednoosobowe sądy cywilne w instancji odwoławczej, wprowadzone na czas epidemii (zamiast wcześniej trzyosobowych), a działające, kiedy epidemia już wygasała.
Wyjątek: precedensowy charakter
W nowej ustawie dopuszczono jednak funkcjonującą wcześniej w pierwszej instancji możliwość, że prezes sądu zarządza rozpoznanie sprawy w składzie trzech sędziów, jeżeli uzna to za wskazane ze względu na szczególną zawiłość lub precedensowy charakter sprawy.
Co więcej – to nowość – składy trójkowe rozpatrywać będą sprawy, gdy wartość przedmiotu zaskarżenia choćby w jednej z apelacji przekracza milion złotych. Tu pojawiały się pytania w trakcie prac nad nowelizacją, czy ta poprzeczka nie powinna być niższa.
Na początku spór koncentrował się na tym, na ile sądy trójkowe bardziej gwarantują poprawne rozpoznanie sprawy, teraz jednak dyskusja skupia się na przepisach przejściowych i na obawie o zamieszanie, jakie powrót do mniejszych składów sędziowskich może wywołać.
Droga powrotna
Przepis przejściowy nowelizacji stanowi bowiem, że jeśli do rozpoznania sprawy wyznaczono już trzech sędziów (po uchwale SN wiele sądów tak postąpiło, by uniknąć choćby podważania wyroku sądu jednoosobowego), to dalsze jej prowadzenie przejmuje jeden sędzia wyznaczony jako sprawozdawca. Czynności już dokonane pozostają zaś w mocy.
– Dostrzegam problem z przepisem przejściowym w zakresie składów kolegialnych wyznaczonych na zarządzenie prezesa, gdyż na skutek nowelizacji – de facto – zarządzenia prezesów zostaną uchylone, co koliduje z zasadą niezmienności składów i może naruszać gwarancje prawa do rzetelnego procesu – ocenia Aneta Łazarska, sędzia wydziału odwoławczego SO w Warszawie.
– Skoro już raz sprawa została uznana za precedensową lub zawiłą, to trudno uznać za racjonalne, aby ustawodawca uchylał tego rodzaju decyzje sądowe. Przemawiają za tym także względy ekonomii procesowej, bo sędziowie zapoznawali się już nierzadko ze sprawami – dodaje sędzia Łazarska.
Jeśli prezes się zgodzi
Arkadiusz Ziarko, wiceprezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie, wskazuje, że każda szczególnie zawiła sprawa lub sprawa o precedensowym charakterze będzie mogła zostać rozpoznana w składzie trzech sędziów. W praktyce w razie takiej potrzeby z reguły wystarczy wniosek sędziego sprawozdawcy, którego oceny nie sposób nie docenić. Trudno zaś stwierdzić konieczność rozpoznawania w składzie trzech sędziów prostych, powtarzalnych spraw. W ocenie sędziego wyczekiwana od wielu miesięcy zmiana składów wieloosobowych na jednoosobowe nie stanowi zaskoczenia i nie wywoła żadnych istotnych problemów organizacyjnych.
– A sędziowie pomocniczy zwolnieni z obowiązku uczestniczenia w rozstrzyganiu spraw innych sędziów tam, gdzie to zbędne, będą mogli wykorzystać ten czas do rozstrzygania spraw ze swoich referatów – dodaje sędzia Ziarko.
Wojciech Bochenek, radca prawny, pokłada w powrocie do sądów jednoosobowych z kolei nadzieje na szybsze rozpoznawanie spraw frankowych, gdyż większość z nich trafia do drugiej instancji.
Podstawa prawna: ustawa z 7 lipca 2023 r. o zmianie kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 1860)
Wojciech Łukowski, prezes SO we Wrocławiu
Nie ma wątpliwości, że powrót do sądów jednoosobowych uprości rozpoznawanie spraw drugoinstancyjnych i w ogóle procesów. Nowela wprowadza składy jednoosobowe, więc aby mógł orzekać sąd trójkowy, potrzebna będzie zgoda prezesa. Jak przypuszczam, że prezesi będą je wydawać na wniosek sędziego sprawozdawcy. Skład trójkowy musi być na nowo wyznaczony, ale w wielu mniejszych wydziałach sądowych, w których jest mało sędziów, będzie to musiał być skład złożony z tych samych sędziów. Odpadną natomiast wątpliwości ze stosowaniem uchwały siedmiu sędziów SN i przy wyznaczaniu trójkowego składu liczyć się będzie waga sprawy. Może się np. okazać, że sprawa o mniej niż milion zł kwalifikuje się do szerszego składu.
Zażalenie na postanowienie sądu rejestrowego w sprawie wynagrodzenia likwidatora spółki osobowej
Stan faktyczny
Sąd Okręgowy (dalej: SO) wyrokiem z 19.6.2017 r. orzekł o rozwiązaniu „W.” spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Sąd Rejonowy (dalej: SR), w toku postępowania likwidacyjnego, postanowieniem z 20.8.2018 r. przyznał likwidatorowi wynagrodzenie za okres od jego ustanowienia (13.3.2018 r.) do 13.6.2018 r. w wysokości 10 500,00 zł netto (12 915,00 zł brutto) miesięcznie. Łącznie w kwocie 38 745,00 zł brutto. SO na skutek zażalenia uczestnika, uchylił to orzeczenie postanowieniem z 4.11.2019 r. i przekazał sprawę SR do ponownego rozpoznania. SR postanowieniem z 15.12.2021 r. przyznał likwidatorowi wynagrodzenie w łącznej kwocie 27 000,00 zł netto, powiększone o należny podatek od towarów i usług. Postanowienie to zaskarżył uczestnik zażaleniem skierowanym do SO.
Sąd Okręgowy postanowieniem z 22.4.2022 r. uznał się za niewłaściwy i przekazał zażalenie do rozpoznania Sądowi Rejonowemu.
Sąd Rejonowy przystępując do rozpoznania zażalenia, powziął wątpliwości, którym dał wyraz w zagadnieniach prawnych przedstawionych Sądowi Najwyższemu.
Zagadnienie prawne
- Czy do rozpoznania środka odwoławczego na postanowienie sądu rejestrowego określające wysokość wynagrodzenia likwidatora spółki osobowej, ustanowionego przez sąd, właściwy jest inny skład sądu pierwszej instancji, czy sąd drugiej instancji?
- Czy dopuszczalnym jest określanie przez sąd wynagrodzenia likwidatora w sposób częściowy (za poszczególne okresy), czy też wynagrodzenie powinno zostać określone za pełny okres pełnienia funkcji likwidatora?
- Czy postanowienie w przedmiocie określenia wynagrodzenia likwidatora jest postanowieniem co do istoty sprawy i czy wpływ na to zagadnienie ma sposób określenia wynagrodzenia w sposób częściowy lub całościowy?
Stanowisko Sądu Najwyższego
Sąd Najwyższy podjął uchwałę o treści:
Na postanowienie sądu rejestrowego w przedmiocie wynagrodzenia likwidatora spółki komandytowej, ustanowionego przez sąd, przysługuje zażalenie do sądu drugiej instancji.
SN na wstępie swoich rozważań, odniósł się do kwestii możliwości rozstrzygnięcia zagadnienia prawnego, przedstawionego przez SR, w postępowaniu zażaleniowym. Powołał się na normę prawną zawartą w art. 390 § 1 KPC, zgodnie z która, jeżeli przy rozpoznawaniu apelacji powstanie zagadnienie prawne budzące poważne wątpliwości, sąd może przedstawić to zagadnienie do rozstrzygnięcia Sądowi Najwyższemu, odraczając rozpoznanie sprawy. Wskazał, że przepis ten ma odpowiednie zastosowanie w postępowaniu zażaleniowym (art. 397 § 3 KPC). SN wskazał, że Sąd Rejonowy, który na mocy art. 200 § 2 KPC jest związany postanowieniem Sądu Okręgowego o przekazaniu zażalenia do rozpoznania, był uprawniony do przedstawienia Sądowi Najwyższemu zagadnień prawnych. Waga tego rozstrzygnięcia jest tym bardziej istotna, że dotyczy kwestii właściwości sądu, do którego należy rozpoznanie wniesionego środka odwoławczego. Ma to istotne znaczenie dla oceny ważności postępowania wywołanego wniesieniem środka zaskarżenia. SN przywołał w uzasadnieniu orzecznictwo tego sądu, zgodnie z którym przedmiotem zagadnienia prawnego może być jedynie taka poważna wątpliwość prawna, której wyjaśnienie w formie uchwały jest niezbędne do rozstrzygnięcia sprawy przez sąd drugiej instancji. Nadto utrwalony jest pogląd, że podjęcie uchwały rozstrzygającej zagadnienie prawne stanowi – ze względu na jej wiążący charakter (art. 390 § 2 KPC) – wyjątek od zasady samodzielnego rozstrzygania sprawy przez sąd właściwy. Dlatego wskazuje się na potrzebę ścisłej wykładni przesłanek stosowania art. 390 KPC. Sąd kierujący zagadnienie prawne, powinien szczegółowo wyjaśnić, na czym polegają jego wątpliwości i dlaczego uważa je za poważne. Obowiązany jest również wykazać, że wątpliwości te pozostają w związku przyczynowym z rozstrzygnięciem środka odwoławczego. Czynności te, które podlegają ocenie podczas kwalifikacji zagadnienia prawnego do rozstrzygnięcia przez SN, powinien dokonać w pierwszej kolejności sąd przedstawiający zagadnienie prawne. Jest to o tyle ważne, że w przypadku braku stanowiska sądu pytającego, skutkiem rozstrzygnięcia zagadnienia prawnego przez SN byłoby narzucenie temu sądowi wykładni określonych przepisów, w zakresie których sąd ten nie wyraził żadnego stanowiska. Prowadzi to do zbytniego wyłomu dokonywanego przez instytucję pytań prawnych w zasadzie sędziowskiego podlegania w zakresie orzekania Konstytucji RP i ustawom.
Przechodząc do rozważań w zakresie wątpliwości przedstawionych w zagadnieniach prawnych (zawartych w trzech pytaniach), SN wskazał, że zmierzają one zasadniczo do odpowiedzi na pytanie pierwsze tj., czy właściwym do rozpoznania środka odwoławczego na postanowienie sądu rejestrowego określającego wysokość wynagrodzenia likwidatora spółki osobowej, ustanowionego przez ten sąd, jest inny skład sadu pierwszej instancji, czy sąd drugiej instancji. Wynika to z konieczności rozważenia przez SR – pomimo związania postanowieniem o przekazaniu sprawy – czy postępowanie, w którym zostanie rozpoznany środek odwoławczy nie będzie dotknięte nieważnością. Zatem istota zagadnienia został ujęta w pytaniu pierwszym. Wynika to z założenia, że postanowienie określające wynagrodzenie likwidatora spółki z ograniczoną odpowiedzialnością podlega zaskarżeniu oraz że właściwym do tego środkiem jest zażalenie. Założenie to jest trafne i znajduje oparcie w orzecznictwie Sądu Najwyższego, a dokładnie w uchwale SN z 20.11.2008 r., III CZP 111/08, Legalis, przyjął, że na postanowienie sądu rejestrowego w przedmiocie wynagrodzenia likwidatora spółki jawnej, ustanowionego przez sąd, przysługuje zażalenie. W uzasadnieniu wskazano, że wobec braku przepisów regulujących kwestię wynagrodzenia tego likwidatora, lukę wypełniającą ten brak należy uzupełnić przez odpowiednie zastosowanie – w drodze analogii – obecnego art. 166 ust. 4 ustawy z 28.2.2003 r. Prawo upadłościowe (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1520; dalej: PrUpad). Przewiduje on dopuszczalność zażalenia na postanowienie sądu w przedmiocie wynagrodzenia syndyka, nadzorcy sądowego oraz zarządcy. Podobieństwo statusu syndyka i wykonywanych przez niego czynności oraz statusu likwidatora i jego zadań, sprzeciwia się przyjęciu odmiennego rozwiązania kwestii dopuszczalności zażalenia na postanowienia określające należne tym osobom wynagrodzenia. W uchwale tej SN, krytycznie odniósł się do stanowiska wyrażonego we wcześniejszej uchwale z 15.1.1998 r., IIII CZP 58/97, Legalis. Stwierdzała ona, że na postanowienie określające wysokość wynagrodzenia likwidatora, ustanowionego przez sąd w wyroku orzekającym rozwiązanie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, nie przysługuje środek odwoławczy. Powodem braku akceptacji tego stanowiska był fakt, że uchwała ta została podjęta w innym, nieaktualnym kontekście prawnym. SN wskazał, że aprobuje stanowisko zaprezentowane w uchwale z 20.11.2008 r., III CZP 111/08, Legalis. Wskazał, że nie jest możliwe zaakceptowanie stanowiska zawartego we wcześniejszej uchwale, ponieważ w niej sąd nie dostrzegł luki w zakresie regulacji odnoszących się do wynagrodzenia likwidatora i nie podjął próby jej wypełnienia, mimo tego, że na gruncie istniejącego wówczas stanu prawnego istniały do tego podstawy. SN wskazał tez, że przyjęte jest w orzecznictwie stosowanie analogiae legis w zagadnieniach procesowych dotyczących dopuszczalności wniesienia środka zaskarżenia.
SN wskazał jednocześnie, że odpowiedź na pytanie pierwsze usuwa zasadnicze wątpliwości Sądu Rejonowego, bez potrzeby odpowiedzi na kolejne dwa pytania.
Komentarz
Podsumowując, należy wskazać, że obecnie brak jest regulacji kwestii poruszonej w uchwale, czyli tego który sąd jest właściwy do rozpoznania zażalenia na postanowienie w przedmiocie wynagrodzenia likwidatora spółki. Sąd Najwyższy wskazał, że rozwiązania problemu, należy poszukiwać w drodze analogii w przepisach prawa upadłościowego. Jeżeli właściwym do rozpoznania zażalenia na postanowienie określające wynagrodzenie syndyka jest sąd drugiej instancji (art. 222 ust. 1a PrUpad), to rozwiązanie to należy zastosować do postanowienia dotyczącego wynagrodzenia likwidatora. Uchwała jest ważna, ponieważ rozstrzyga istotną wątpliwość procesową w zakresie zasad zaskarżania zażaleniem postanowienia w przedmiocie wynagrodzenia likwidatora, co do której brak regulacji.
Sprzedaż odziedziczonych działek a pozarolnicza działalność gospodarcza
Z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej do fiskusa zwrócił się podatnik, który w 2017 r. otrzymał od rodziców w drodze darowizny nieruchomość stanowiącą działkę rolną. Przedmiotowa nieruchomość w latach 2017–2021 była w dzierżawie. Dzierżawca pobierał dopłaty bezpośrednie do gruntów, a właścicielowi płacił czynsz w kwocie 4800 zł rocznie plus podatek rolny. Na podstawie aneksu do umowy dzierżawy zawartego w połowie 2021 r., powierzchnia działki została zmniejszona do 1,62 ha, a czynsz odpowiednio pomniejszony. Właściciel nieruchomości wystąpił o decyzję o warunkach zabudowy, a następnie dokonał podziału nieruchomości na 35 działek wraz z dwiema drogami wewnętrznymi, mającymi na celu zapewnienie wydzielonym działkom dostępu do drogi publicznej. Część działek została przekazana nieodpłatnie na rzecz gminy celem poszerzenia przylegającej drogi gminnej. Właściciel nie doprowadził ani nie zamierzał doprowadzić do wydzielonych działek urządzeń infrastruktury technicznej ani też nie planował wykonać ogrodzenia. W 2021 r. sprzedał 3 działki bez warunków zabudowy. W 2022 r. po uzyskaniu warunków zabudowy, mężczyzna chciał sprzedać kolejne działki przy pomocy biura nieruchomości, a uzyskane środki przeznaczyć na własne cele mieszkaniowe i wtedy pojawiły się wątpliwości podatkowe.
Mężczyzna przyznał, że prowadzi działalność gospodarczą związaną z budową rurociągów przemysłowych i sieci rozdzielczych. Planował sprzedać 16 działek, przy czym planowanych do sprzedaży było jeszcze 7 działek. Podatnik oznajmił też, że jest współwłaścicielem domu jednorodzinnego, na który został zaciągnięty kredyt hipoteczny i że realizuje tam własne cele mieszkaniowe, zamieszkując w nim na stałe.
Kwotę ze sprzedaży działek chciał przeznaczyć na spłatę kredytu na dom, w którym aktualnie mieszka oraz przeprowadzenie wymaganych prac remontowo-wykończeniowych. Pozostałą kwotę ze sprzedaży działek planował przeznaczyć według ulgi mieszkaniowej na zakup mieszkania lub działki budowlanej wraz z budową domu mieszkalnego na potrzeby własne, w którym będzie mieszkał trzy lub więcej dni w tygodniu. Celem zakupu drugiej nieruchomości (lokalu mieszkalnego lub działki) miała być możliwość zamieszkania przez wybrane dni tygodnia w innym regionie i możliwość wykonywania zleceń w tym regionie.
W związku z powyższym mężczyzna zadał skarbówce pytania:
- Czy kwotę ze sprzedaży działek może wykorzystać w ramach ulgi mieszkaniowej na spłatę kredytu hipotecznego na dom jednorodzinny, w którym aktualnie mieszka oraz remont i rozbudowę tego domu?
- Czy pozostałą kwotę jaka pozostanie po sprzedaży działek, będzie mógł przeznaczyć na zakup mieszkania na potrzeby własne lub działki budowlanej wraz z budową domu na potrzeby własne?
Interpretacja fiskusa była negatywna. Organ uznał, że mężczyzna dokona sprzedaży w ramach działalności gospodarczej, a to przesądza o braku prawa do skorzystania z ulgi. Skarbówka dodała przy tym, że „prowadzenie działalności gospodarczej jest kategorią obiektywną, niezależnie od tego, jak działalność tę ocenia sam prowadzący ją podmiot i jak ją nazywa oraz, czy dopełnia ciążących na nim obowiązków z działalnością tą związanych. Zdaniem organu interpretacyjnego, w przedstawionej we wniosku sytuacji mamy do czynienia ze schematem określonych zachowań, których celem jest sprzedaż nieruchomości (działek gruntu) z zyskiem”.
Mężczyzna nie zgodził się z taką opinią i zaskarżył ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie. Ten uznał, że spór sprowadza się do rozstrzygnięcia zagadnienia, czy planowana przez skarżącego sprzedaż działek, w okolicznościach opisanych we wniosku, będzie podlegała opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych w ramach pozarolniczej działalności gospodarczej – art. 10 ust. 1 pkt 3 ustawy z 26.7.2021 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2647; dalej: PDOFizU), jak uznał to organ interpretacyjny, czy do przychodów z odpłatnego zbycia nieruchomości (art. 10 ust. 1 pkt 8 PDOFizU), jak uważa skarżący. Po przeanalizowaniu okoliczności sprawy, skład orzekający stanął po stronie fiskusa.
Sprawa ostatecznie trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w wyroku z 16.5.2023 r., II FSK 21/23, Legalis, orzekł na korzyść mężczyzny. Organ zauważył, że na postawie ww. przepisów trudno wyinterpretować w sposób jednoznaczny, gdzie przebiega granica między tym, co stanowi obrót nieprofesjonalny, a tym co należy rozpoznawać jako czynności związane z prowadzeniem pozarolniczej działalności gospodarczej. Wskazując na orzecznictwo NSA stwierdził, że: „brak jest podstaw kwalifikowania do pozarolniczej działalności gospodarczej w rozumieniu art. 5a pkt 6 PDOFizU, podejmowanych przez podatnika czynności mieszczących się w zwykłym zarządzie własnym majątkiem, tzn. mających na celu prawidłowe gospodarowanie tym majątkiem oraz zaspokajanie potrzeb rodziny. Działań z zachowaniem – normalnych w takich przypadkach – reguł gospodarności nie należy z gruntu utożsamiać z działalnością gospodarczą”.
Samorządy mogą przejąć drogi
W środę wchodzi w życie ustawa mająca ułatwić gminom nabywanie własności nieruchomości zajętych pod ogólnodostępne drogi o utwardzonej powierzchni i pozostające w ich władaniu od co najmniej 20 lat, które dotychczas nie były zaliczone do dróg publicznych.
Zastępca burmistrza Zakopanego Tomasz Filar mówi, że miasto pozytywnie ocenia te przepisy, bo są odpowiedzią na realne problemy gmin. Jak wyjaśnia, często nawet przy próbach dokonania prac remontowych czy odśnieżenia pojawiały się wątpliwości, czy można w ten sposób wydawać samorządowe fundusze. Tego nie rozumieli jednak użytkownicy dróg. Na terenie Zakopanego jest co najmniej dziesięć dróg, które spełniają kryteria ustawy. Jeszcze we wrześniu miasto chce złożyć wnioski o uregulowanie stanu prawnego dwóch z nich.
Z kolei gmina Nozdrzec systematycznie podejmuje działania w celu uregulowania stanu prawnego dróg, m.in. poprzez komunalizację lub zasiedzenie, a mimo to w swoim zasobie posiada ok. 67 ha powierzchni dróg o niejasnym statusie.
Według dr Agnieszki Grabowskiej-Toś z Kancelarii Radców Prawnych Kania Stachura Toś, ekspertki Komitetu ds. Nieruchomości KIG, nie zawsze łatwo będzie stwierdzić, czy konkretna droga spełnia wszystkie warunki zawarte w ustawie. Problematyczne będzie także udowodnienie, że gmina władała taką drogą i np. utrzymywała ją i modernizowała.
Zgodnie z nowym prawem wójt, burmistrz lub prezydent miasta wniosek o wydanie decyzji o nabyciu nieruchomości może złożyć najpóźniej do końca 2035 r. Trudno jednak ocenić, ile takich wniosków zostanie złożonych, biorąc pod uwagę obecną sytuację finansową gmin i to, że jeśli znany jest dotychczasowy właściciel, użytkownik wieczysty lub osoba, której przysługuje ograniczone prawo rzeczowe do nieruchomości, przejście na gminę prawa własności następuje za odszkodowaniem.
Mecenas Grabowska-Toś podkreśla, że Związek Powiatów Polskich bezskutecznie postulował, aby nabycie przez gminę prawa własności tych nieruchomości odbywało się bez odszkodowania, tak jak zasiedzenie w dobrej wierze.
Prawo do wypłaty przez gminę odszkodowania za nieruchomości o nieuregulowanym stanie prawnym wygaśnie po upływie sześciu lat.
Podstawa prawna: Ustawa o szczególnych rozwiązaniach dotyczących regulacji stanu prawnego niektórych dróg ogólnodostępnych (Dz.U. z 2023 r. poz. 1722)