Historia pojazdu w mObywatelu
Resort cyfryzacji przedstawił w czwartek projekt zmian w rozporządzeniu w sprawie zakresu danych udostępnianych w postaci elektronicznej z centralnej ewidencji pojazdów. Przewiduje on, że aby uzyskać dostęp do historii pojazdu za pośrednictwem wspomnianej aplikacji, wystarczy podać numer rejestracyjny pojazdu oraz jego numer VIN (lub też numer nadwozia, podwozia czy ramy). Nie jest zaś konieczne podawanie daty pierwszej rejestracji. Ma to wynikać z faktu, że każdy użytkownik aplikacji został już wcześniej zweryfikowany, nie ma więc konieczności podawania tak dużej liczby danych.
Ponadto zmieniono brzmienie przepisów, tak by dostosować je do unijnych wymogów. Będzie teraz mówił o użytkowniku, który „został uwierzytelniony”, a nie „uwierzytelnił się” samodzielnie. Rozporządzenie w nowym brzmieniu ma wejść w życie 27 września br. Całkowity koszt dostosowania systemu do zmian ma wynieść niemal pół miliona złotych. Jak wskazano w ocenie skutków regulacji, obecnie mamy w Polsce 31 mln samochodów, których kupnem na rynku wtórnym mogą być zainteresowaniu obywatele.
W historii pojazdu można sprawdzić takie rzeczy jak: markę, kategorię, typ, model, wariant, wersję i rodzaj pojazdu, ale też jego przeznaczenie, rok produkcji i datę pierwszej rejestracji (w kraju lub za granicą). Inne dostępne tam informacje obejmują pojemność skokową i maksymalną moc silnika, rodzaj używanego paliwa oraz jego poziomy emisji CO2, a także średnie zużycie. Poznać można też liczbę miejsc (stojących i siedzących), masę własną oraz maksymalną dopuszczalną masę przyczepy, dopuszczalną ładowność i masę całkowitą; liczbę osi, ich rozstaw oraz największy dopuszczalny nacisk, odczyt licznika przebiegu pojazdu w momencie badania technicznego, datę wydania dowodu rejestracyjnego i karty pojazdu (lub ich wtórników), a także liczbę właścicieli i posiadaczy pojazdu wraz z określeniem daty ich zmiany oraz ich statusu prawnego. Potencjalny nabywca uzyska też informacje o kradzieży pojazdu, dowie się, w jakich województwach był on rejestrowany, pozna daty i przyczyny przerejestrowania, datę dopuszczenia do ruchu, terminy badań technicznych (i czy są one aktualne), a także o umowie obowiązkowego ubezpieczenia czy numerze świadectwa homologacji.
Zakaz reformationis in peius w sprawach o odszkodowanie za wywłaszczoną nieruchomość
Stan faktyczny
Wojewoda zezwolił na realizację inwestycji drogowej, polegającej na rozbudowie i przebudowie drogi krajowej. Ponieważ decyzja ta objęła m.in. działkę należącą do M.S. i A.S., organ orzekł o ustaleniu na ich rzecz odszkodowania z tytułu przejęcia z mocy prawa na rzecz Skarbu Państwa własności nieruchomości w kwocie 66,8 tys. zł. Podstawę do ustalenia wysokości odszkodowania stanowił operat szacunkowy, w którym wskazano, że nieużytkowana i niezabudowana nieruchomość była położona na terenie zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej. Ponieważ przeznaczenie działki zgodne z celem wywłaszczenia spowodowało zwiększenie jej wartości, wartość rynkową gruntu oszacowano w oparciu o transakcje nieruchomościami o przeznaczeniu pod drogi. M.S. i A.S. wnieśli odwołanie zarzucając rażące zaniżenie wartości nieruchomości, twierdzili bowiem, że powinna ona zostać wyceniona w oparciu o nieruchomości przeznaczone pod zabudowę komercyjną. Minister Rozwoju utrzymał w mocy decyzję Wojewody uznając, że operat spełnia wszystkie wymogi formalne, opiera się na prawidłowych danych, właściwym doborze nieruchomości podobnych oraz właściwym skorygowaniu przyjętych cech rynkowych.
Orzeczenie WSA
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzje organów obu instancji. Zgodnie z art. 12 ust. 5 ustawy z 10.4.2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 162; dalej: InwDrogPublU) do ustalenia wysokości i wypłacenia odszkodowania za nieruchomości przejęte dla celów realizacji inwestycji drogowej stosuje się odpowiednio przepisy ustawy z 21.8.1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 344; dalej: GospNierU). Z art. 134 ust. 4 GospNierU wynika tzw. zasada korzyści, polegająca na tym, że jeżeli przeznaczenie nieruchomości, zgodne z celem wywłaszczenia, powoduje zwiększenie jej wartości, wartość nieruchomości dla celów odszkodowania określa się według alternatywnego sposobu użytkowania wynikającego z tego przeznaczenia. Zdaniem Sądu zasada ta podlega uszczegółowieniu w § 36 rozporządzenia Rady Ministrów z 21.9.2004 r. w sprawie wyceny nieruchomości i sporządzania operatu szacunkowego (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 555; dalej: WycenaNierR).
W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że organy błędnie szacowały wartość na podstawie § 36 ust. 4 WycenaNierR, podczas gdy zastosowanie powinien mieć § 36 ust. 3 WycenaNierR. Zastosowany przez organy przepis odnosi się wyłącznie do sytuacji gdy na realizację inwestycji drogowej została wywłaszczona lub przejęta nieruchomość, która na dzień wydania decyzji była przeznaczona pod inwestycję drogową lub zajęta w tym celu. Natomiast sporna nieruchomość znajdowała się w strefie mieszkalnej zabudowy jednorodzinnej, zatem należało zastosować regułę określoną w § 36 ust. 3 WycenaNierR, co oznacza szacowanie wartości nieruchomości z możliwością powiększenia ich wartości nie więcej niż o 50%, na podstawie badania rynku nieruchomości, czyli porównania cen transakcyjnych nieruchomości o dotychczasowym przeznaczeniu i przeznaczeniu drogowym.
Stosowanie reguł kolizyjnych
Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania WSA w Warszawie. W uzasadnieniu wyroku wyjaśniono, że § 36 ust. 4 WycenaNierR nie może być traktowany jako przepis szczególny w stosunku do art. 134 ust. 4 GospNierU. Reguła kolizyjna lex specialis derogat legi generali ma zastosowanie wyłącznie w sytuacji, gdy norma szczególna nie jest normą niższego rzędu. Nadrzędne znaczenie ma bowiem hierarchiczna reguła kolizyjna, zgodnie z którą norma hierarchicznie wyższa uchyla normę hierarchicznie niższą, niezależnie od tego, w jakim czasie obie normy zostały wydane i bez względu na to, która z nich jest bardziej ogólna. W rezultacie w razie wątpliwości co do możliwości pogodzenia przepisów ustawy i rozporządzenia, bezwzględnie należy przyznać pierwszeństwo ustawie. Koncepcja przyjęta przez Sąd I instancji narusza jednak nie tylko zasadę hierarchiczności aktów prawnych, ale również wyrażoną w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP zasadę wyłączności ustawy w zakresie możliwości wprowadzania ograniczeń co do korzystania z prawa własności. W konsekwencji § 36 ust. 3 i 4 WycenaNierR mogą być interpretowane wyłącznie w taki sposób, w którym ustalenie wartości nieruchomości dla celów odszkodowania następuje w oparciu o nieruchomości o przeznaczeniu drogowym w każdym przypadku, gdy cel wywłaszczenia powoduje zwiększenie wartości wywłaszczanej nieruchomości, chyba że taki sposób ustalenia wartości nie jest możliwy z uwagi na brak nieruchomości podobnych.
Szacowanie nieruchomości o przeznaczeniu drogowym
NSA wyjaśnił, że jeśli oszacowanie wartości nieruchomości w oparciu o nieruchomości o przeznaczeniu drogowym jest możliwe, wówczas rzeczoznawca majątkowy w celu określenia wartości nieruchomości dla potrzeb ustalenia wysokości odszkodowania za nieruchomość wywłaszczoną w celu realizacji inwestycji drogowej, powinien określić wartość nieruchomości według aktualnego sposobu jej użytkowania, czyli przeznaczenia przed wywłaszczeniem. Następnie należy określić wartość nieruchomości według alternatywnego sposobu użytkowania wynikającego z przeznaczenia zgodnego z celem wywłaszczenia, czyli przeznaczenia drogowego. Kolejnym krokiem jest porównanie tych dwóch wartości w celu ustalenia, czy przeznaczenie zgodne z celem wywłaszczenia skutkuje zwiększeniem wartości. Proces ten kończy się wskazaniem większej z tych dwóch wartości, jako wartości rynkowej nieruchomości będącej podstawą do ustalenia wysokości odszkodowania. Skoro w rozpoznawanej sprawie rzeczoznawca majątkowy ustalił, że wartość nieruchomości o przeznaczeniu drogowym jest wyższa niż nieruchomości przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną, w świetle art. 134 ust. 4 GospNierU, w operacie szacunkowym prawidłowo jako podstawę do ustalenia odszkodowania przyjęto nieruchomości drogowe.
Zakaz reformationis in peius
NSA podkreślił, że zgodnie z art. 134 § 2 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 259) sąd nie może wydać orzeczenia na niekorzyść skarżącego, chyba że stwierdzi naruszenie prawa skutkujące stwierdzeniem nieważności zaskarżonego aktu lub czynności. Naruszenie zakazu reformationis in peius może nastąpić wówczas, gdy zawarte w wyroku oceny i zalecenia mogłyby w dalszym postępowaniu administracyjnym prowadzić do wydania aktu lub podjęcia czynności pogarszającej sytuację skarżącego w stosunku do tej, która wynika z zaskarżonego aktu. Ponieważ w tej sprawie skargę złożyli wyłącznie beneficjenci decyzji odszkodowawczej, uchylenie wydanych decyzji i nakazanie szacowania wartości nieruchomości w sposób określony w § 36 ust. 3 WycenaNierR zamiast w § 36 ust. 4 WycenaNierR, czyli w oparciu o nieruchomości o niższej wartości, oznacza wydanie wyroku na niekorzyść skarżących.
Nadchodzi koniec call-off stock w VAT
Zgodnie z art. 11 ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 931; dalej: VATU), przez wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów za wynagrodzeniem rozumie się również przemieszczenie towarów przez podatnika podatku od wartości dodanej lub na jego rzecz, należących do tego podatnika, z terytorium państwa członkowskiego innego niż terytorium kraju na terytorium kraju, jeżeli towary te zostały przez tego podatnika na terytorium tego innego państwa członkowskiego w ramach prowadzonego przez niego przedsiębiorstwa wytworzone, wydobyte, nabyte, w tym również w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, albo zaimportowane, i towary te mają służyć działalności gospodarczej podatnika. To definicja tzw. nietransakcyjnego WNT. Istnieje od niej co prawda sporo wyłączeń (znajdziemy je w art. 12 VATU). Nie zmienia to jednak faktu, że często przemieszczenie towarów na terytorium kraju z innego państwa członkowskiego UE skutkuje koniecznością rozliczenia transakcji (a w konsekwencji także rejestracji VAT). Podobna zasada dotyczy zresztą przemieszczeń z kraju do innych krajów UE (nietransakcyjne WDT, o którym mowa w art. 13 ust. 1 VATU).
Panaceum na konieczność rejestracji w innym kraju UE w przypadku przemieszczeń towarów własnych jest stosowanie procedury call-off stock. Przemieszczenia towarów w procedurze magazynu typu call-off stock nie uznaje się za WNT ani WDT (zgodnie z art. 13a ust. 1 i art. 13h ust. 1 VATU). Zgodnie z art. 13b VATU (i odpowiednio art. 13i VATU), w przypadku call-off stock WNT (i odpowiednio WDT) uznaje się za dokonane w momencie przeniesienia na nabywcę prawa do rozporządzania towarami jak właściciel, o ile przeniesienie to nastąpi w terminie 12 miesięcy od dnia wprowadzenia towarów do magazynu w procedurze magazynu typu call-off stock (i przy spełnieniu szeregu sprecyzowanych w przepisach warunków). Tak rozumiany call-off stock został zharmonizowany na szczeblu UE wraz z wejściem w życie pakietu quick fix (a więc w praktyce od 1.1.2020 r.). Przyczyniło się to przynajmniej w teorii do wzrostu popularności tej instytucji (podobnie jak rozszerzenie zakresu jej stosowania również na towary handlowe). Call-off stock ma jednak także swoje słabsze strony. Ale nie czas i miejsce rozprawiać o tym.
Przemieszczenie towarów własnych: zmiany rewolucyjne
W przepisach Dyrektywy Rady 2006/112/WE z 28.11.2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE L z 2006 r. Nr 347, s. 1; dalej: VATDyr) pojawią się nowe regulacje dotyczące procedury przemieszczania własnych towarów do innego państwa członkowskiego. Aby z nowej procedury skorzystać, podatnik powinien zgłosić państwu członkowskiemu identyfikacji rozpoczęcie i zakończenie prowadzenia swojej działalności. Identyfikacja podatnika korzystającego z niniejszej procedury szczególnej w odniesieniu do przemieszczeń własnych będzie miała miejsce do celów VAT wyłącznie w państwie członkowskim identyfikacji. Co więcej, podatnik korzystający z procedury szczególnej przekazywać będzie drogą elektroniczną państwu członkowskiemu identyfikacji deklarację VAT za każdy miesiąc, niezależnie od tego, czy przemieszczenia towarów objęte niniejszą procedurą szczególną miały miejsce. Specjalna deklaracja składana będzie do końca miesiąca następującego po upływie okresu rozliczeniowego objętego tą deklaracją.
W efekcie, będziemy mieli do czynienia z nową formułą zastosowania procedury OSS. Zwolnione z obowiązku raportowania będzie wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów w państwie członkowskim, do którego towary są wysyłane lub transportowane. Co najważniejsze, w konsekwencji nowych zasad nie będzie już obowiązku rejestracji VAT w kraju przeznaczenia towarów.
Komentarz
Jakkolwiek propozycja przepisów VAT in digital age eksponuje w zakresie przemieszczanych w ramach UE towarów kres procedury call-off stock należy zastanowić się, czy zmiana nie będzie znacznie dalej idąca. Przypomnijmy, że fundamentem call-off stock jest przemieszczenie w celu dokonania dostawy towarów innemu podatnikowi (z góry znanemu), który powinien pobrać towary z magazynu w ciągu 12 miesięcy od daty przemieszczenia. Naruszenie warunków call-off stock to obowiązek rejestracji VAT i wykazania WNT przez dostawcę.
Nowa procedura ma z kolei znaleźć zastosowanie do wszystkich przemieszczeń własnych towarów dokonywanych przez podatnika zarejestrowanego na potrzeby tej procedury (za wyjątkiem dóbr kapitałowych oraz towarów, w odniesieniu do których nie istnieje pełne prawo do odliczenia VAT). Wydaje się więc, że każde przemieszczenie towarów własnych będzie rozliczane w ten sposób. Pomijając fakt, że niektóre przemieszczenia (określone w art. 12 VATU dla WNT i w art. 13 ust. 3 VATU dla WDT) nie są uznawane za czynności opodatkowane i jak się wydaje – nadal nie będą też podlegać raportowaniu. Zmiana będzie więc bardzo daleko idąca i faktycznie wykraczająca poza materię właściwą składom konsygnacyjnym. Nowe rozwiązanie zdejmie z podatników przemieszczających towary własne odium rejestracji VAT w innych krajach unijnych.
A trzeba przyznać, że obowiązek ten jest rzeczywiście irracjonalny. Nowe przepisy stanowić będą nowe otwarcie dla szeregu biznesów wykorzystujących towary w innych krajach UE. Wyobraźmy sobie taką sytuację: podatnik przemieszcza do Niemiec rusztowania celem wykonywania usług budowlanych. Rusztowania mają w założeniu powrócić do kraju po wyświadczonej usłudze, co pozwoli na uniknięcie raportowania WDT / WNT (i uchroni podatnika przed rejestracją w Niemczech). Jednak rusztowania tak spodobały się niemieckiemu kontrahentowi, że chciałby je kupić od podatnika. Podatnik nie może ich jednak sprzedać. Dziś na przeszkodzie staje VAT, gdyż taka sprzedaż wymagałaby rejestracji na VAT w Niemczech. Co kuriozalne, wcale nie po to, aby wystawić fakturę z lokalnym podatkiem. Ale by… zaraportować WNT. Nowe rozwiązania zlikwidują ten absurd i chociażby z tego tylko powodu należy ocenić je pozytywnie. Nie chodzi więc o samą w sobie likwidację call-off stock. Ale o stworzenie takich ram prawnych, w których call-off stock po prostu przestanie być potrzebne.
Syn skorzysta z ulgi przez PIT ojca
Fiskus uważnie przygląda się podatnikom, którzy korzystają z ulg i zwolnień. I gdy tylko okaże się, że nie jest spełniony jakiś warunek, odmawia. Nie odpuszcza nawet dzieciom. Na szczęście nie zawsze skutecznie. Potwierdza to przypadek, jaki zasądził niedawno Naczelny Sąd Administracyjny.
Sprawa dotyczyła chłopca, który stracił matkę. Po niej odziedziczył udział w mieszkaniu. Zostało ono sprzedane, a ponieważ transakcja, co do zasady, podlegała PIT, ojciec małoletniego wszystkie pieniądze z niej rozliczył w swoim zeznaniu i skorzystał z tzw. ulgi mieszkaniowej. To zwolnienie dla osób, które zyski z opodatkowanej sprzedaży nieruchomości przeznaczają na własne cele mieszkaniowe. A pieniądze poszły na budowę nowego domu.
Schody zaczęły się wtedy, gdy fiskus uznał, że ojciec powinien złożyć odrębny PIT w imieniu syna. Rodzic to zrobił, ale w grudniu 2018 r. wystąpił w imieniu chłopca o stwierdzenie nadpłaty. Dalej uważał bowiem, że pieniądze ze sprzedaży mieszkania spadkowego przypadające na syna korzystały ze zwolnienia z art. 21 ust. 1 pkt 131 ustawy o PIT.
To nie przekonało fiskusa ani sądu pierwszej instancji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach zauważył, że ojciec małoletniego nabył ze swoją siostrą działkę, ale nie w imieniu syna. W ocenie WSA małoletni skarżący nie ma zatem żadnego tytułu prawnego ani do działek, ani do domu, który jest na nich posadowiony. A skoro tak, to poniesienie wydatków na budowę domu z pieniędzy dziecka należy traktować jako nakład na cudzą nieruchomość. To zaś nie przekłada się na spełnienie warunków ulgi. WSA nie przekonał też argument, że w sprawie ma zastosowanie reguła z art. 7 ust. 1 ustawy o PIT, który dotyczy rozliczania przychodów małoletnich.
Rację ojcu i chłopcu przyznał dopiero NSA. A kluczowy okazał się właśnie art. 7 ust. 1 ustawy o PIT, który – poza kilkoma wyjątkami – nakazuje doliczyć dochody małoletnich do dochodów rodziców. Tymczasem NSA uznał, że pieniądze, jakie małoletni uzyskał ze sprzedaży udziału w mieszkaniu po matce, nie mieszczą się w żadnym z tych wyjątków. I owszem, chłopiec sam nie spełniał warunków do skorzystania ze spornej ulgi, jednak w tym przypadku nie miał statusu podatnika, i jego dochód należało rozliczyć przez PIT ojca. A skoro tak, to w ocenie NSA rodzic, który spełniał warunki uzyskania ulgi, mógł w całości z niej skorzystać. Wyrok jest prawomocny.
Sygnatura akt: II FSK 191/21
Wynagrodzenie godziwe – definicja pojęcia
Istota sporu
Spór dotyczył wysokości miesięcznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, zdrowotne z tytułu zatrudnienia K.B. (dalej: Ubezpieczony) od 1.2.2021 r., kiedy to zawarto kwestionowany przez ZUS aneks do umowy o pracę, na mocy którego podwyższono płacę zasadniczą z kwoty 4200 zł do 11 200 zł brutto miesięcznie. Zdaniem ZUS wyłącznym celem zwiększenia wynagrodzenia była chęć uzyskania przez Ubezpieczonego świadczeń z ubezpieczenia chorobowego w zwiększonej wysokości, wyższej niż w czasie jego zatrudnienia w (…) spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Ł. (dalej: Spółka lub Płatnik składek) od 1.10.2018 r. do 31.1.2021 r.
W prawie pracy obowiązuje zasada swobodnego kształtowania postanowień umownych, jednak bezsporne pozostaje, że wolność kontraktowa realizuje się tylko w takim zakresie, w jakim przewiduje to obowiązujące prawo. Należy bowiem pamiętać, że autonomia stron umowy w kształtowaniu jej postanowień podlega ochronie jedynie w ramach wartości uznawanych i realizowanych przez system prawa, a strony obowiązuje nie tylko respektowanie własnego interesu jednostkowego, lecz także wzgląd na interes publiczny.
Kwestią sporną w sprawie pozostawało zatem, czy zachodziły przesłanki do ustalenia, że Ubezpieczony powinien być objęty ubezpieczeniem społecznym z podstawą wymiaru składek, od jakiej Płatnik składek rozliczył składki, czy też – jak chciał tego ZUS – podstawa wymiaru składek powinna zostać obniżona. Należało zatem ustalić, czy postanowienia umowy o pracę były sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, tym samym czy były nieważne (art. 58 § 2 KC) – czy wysokość wynagrodzenia wypłacona Ubezpieczonemu za jego pracę była godziwa, to znaczy, czy wynagrodzenie to stanowiło ekwiwalentne wynagrodzenie do rodzaju, ilości i jakości pracy oraz wymaganych kwalifikacji.
Wynagrodzenie godziwe
SO stwierdził, że przewidziane w ww. aneksie do umowy o pracę wynagrodzenie za pracę przysługujące Ubezpieczonemu było adekwatne do powierzonych mu dodatkowo od 1.2.2021 r. zadań, obowiązków, kwalifikacji oraz wymiaru czasu pracy. Przyjęcie zatem przez ZUS, że w przypadku Ubezpieczonego podstawę wymiaru składek od 1.2.2021 r. stanowi kwota 4200 zł, jest stanowiskiem błędnym.
Ocena godziwości wynagrodzenia wymaga uwzględnienia okoliczności każdego konkretnego przypadku, a zwłaszcza rodzaju, ilości i jakości świadczonej pracy oraz wymaganych kwalifikacji (wyrok SN z 16.12.1999 r., I PKN 465/99, Legalis). Takie rozumienie godziwości wynagrodzenia odpowiada kryteriom ustalania wysokości wynagrodzenia z art. 78 § 1 KP, który nakazuje ustalenie wynagrodzenia za pracę tak, aby odpowiadało ono w szczególności rodzajowi wykonywanej pracy i kwalifikacjom wymaganym przy jej wykonywaniu, a także uwzględniało ilość i jakość świadczonej pracy. Do oceny ekwiwalentności wynagrodzenia należy stosować wzorzec, który w najbardziej obiektywny sposób pozwoli ustalić poziom wynagrodzenia za pracę o zbliżonym lub takim samym charakterze, który będzie uwzględniał również warunki obrotu i życia społecznego (wyrok SN z 23.1.2014 r., I UK 302/13, Legalis).
Pojęcie godziwości wynagrodzenia za pracę w prawie ubezpieczeń społecznych winno być zatem interpretowane przy uwzględnieniu wymogu ochrony interesu publicznego oraz zasady solidarności ubezpieczonych, gdyż podstawę wymiaru składki ubezpieczonego, będącego pracownikiem, stanowi wynagrodzenie godziwe, a więc należne, właściwe, odpowiednie, rzetelne, uczciwe i sprawiedliwe, zachowujące cechy ekwiwalentności do pracy.
Stanowisko SO
Odnosząc powyższe rozważania do ustalonego w sprawie stanu faktycznego, SO stwierdził, że ustalona wysokość wynagrodzenia Ubezpieczonego nie może zostać uznana za wygórowaną i stanowi wynagrodzenie godziwe oraz adekwatne do jakości i ilości pracy świadczonej przez Ubezpieczonego w zwiększonym wymiarze od 1.2.2021 r. Z ustaleń SO wynika, że początkowo Spółka była jedynie dystrybutorem w ramach sprzedaży bielizny innej spółki, dopiero w 2020 r. Płatnik składek podjął decyzję o rozszerzeniu działalności o sprzedaż i dystrybucję bielizny na własny rachunek, w związku z czym zapadła decyzja o powierzeniu Ubezpieczonemu od 1.2.2021 r. nowych obowiązków, sprowadzających się dodatkowo do nawiązania kontaktów z dostawcami zagranicznymi z Łotwy, co w konsekwencji faktycznie umożliwiło Spółce rozpoczęcie samodzielnej sprzedaży. Warto również dodać, że taki krok w strategii rozwoju Spółki zapoczątkowany został z inicjatywy samego Ubezpieczonego, co znalazło potwierdzenie w zeznaniach nie tylko jego i występującej w imieniu Płatnika składek R.B., ale i powołanych świadków. Materiał dowodowy zgromadzony w niniejszej sprawie wykazuje, że oprócz nawiązania kontaktów z nowymi dostawcami zagranicznymi z Łotwy Ubezpieczony zajmował się także usługami w zakresie doboru wzornictwa i kolorystyki oraz sprawował nadzór nad wprowadzaniem nowych modeli bielizny. Ustalenia SO wskazują, że z firmami łotewskimi Ubezpieczony kontaktował się zarówno osobiście na spotkaniach, jak i za pośrednictwem poczty elektronicznej, co obrazuje obszerna dokumentacja e-mail, znajdująca się w aktach sprawy, dotycząca prowadzonych przez niego rozmów z klientami zagranicznymi. Pozyskane przez Ubezpieczonego firmy łotewskie to: W., R., Orchidea. W ramach zakresu swoich obowiązków Ubezpieczony nadal, niezmiennie prowadził nadzór nad przedstawicielami handlowymi zatrudnionymi u Płatnika składek. Skoro Ubezpieczonego i Spółkę łączy kilkuletnia współpraca, a wcześniej nikt nie podejmował działań ukierunkowanych na pozyskanie dostawców zagranicznych, to nie może dziwić fakt podniesienia wynagrodzenia Ubezpieczonego.
Z uwagi na ww. okoliczności SO nie podziela stanowiska ZUS, którego argumentacja sprowadzała się do przedstawienia poszczególnych faktów dotyczących zatrudnienia Ubezpieczonego bez pogłębionej analizy, uwzględniającej w szczególności jego doświadczenie zawodowe, kwalifikacje, zakres obowiązków oraz zakres ich zmian w stosunku do okresu sprzed podpisania spornego aneksu. W ocenie SO praca, jaką realizował Ubezpieczony, była istotna z punktu widzenia interesów, a nawet bytu Płatnika składek, który przy tym posiadał wystarczające środki na wypłatę ustalonej kwoty wynagrodzenia. Podkreślić należy, że to na ZUS spoczywa obowiązek udowodnienia pozorności umowy lub jej sprzeczności z zasadami współżycia społecznego, w myśl art. 6 KC (wyrok SN z 15.2.2007 r., I UK 269/06, Legalis). Zdaniem SO ZUS w żaden sposób nie udowodnił, że zakwestionowany przez niego aneks do umowy o pracę był sprzeczny z zasadami współżycia społecznego.
Rozstrzygnięcie SO
Podsumowując, SO stwierdził, że na gruncie niniejszej sprawy nie może budzić wątpliwości fakt, iż postanowienia umowy o pracę ustalające nową wysokość wynagrodzenia Ubezpieczonego były ważne, gdyż nie były sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Ze zgromadzonego materiału dowodowego nie wynika, by Ubezpieczony przed podwyżką wynagrodzenia planował swoją niezdolność do pracy, a na chorobę afektywną dwubiegunową cierpiał od lat. Określone wynagrodzenie nie było wygórowane, wziąwszy pod uwagę dotychczasowe doświadczenie w firmie, i stanowiło ekwiwalent wykonywanych obowiązków o zmienionym charakterze, co wynika ze zwiększonego stopnia trudności i odpowiedzialności.
Z uwagi na powyższe SO na podstawie art. 47714 § 2 KPC zmienił decyzję ZUS, ustalając miesięczną podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne z tytułu zatrudnienia Ubezpieczonego w okresie od 1.2.2021 r. do 31.3.2022 r. na kwotę 11 200 zł miesięcznie brutto.
Komentarz
Na tle stanu faktycznego ustalonego w rozpatrywanej sprawie SO dokonał oceny okoliczności w postaci podwyższenia wysokości wynagrodzenia Ubezpieczonego i jego nowej wysokości w kontekście cechy wynagrodzenia, jaką jest jego godziwość, zarówno z punktu widzenia prawa pracy, jak i prawa ubezpieczeń społecznych. SO podkreślił, że do dokonania takiej oceny uprawniony jest i ZUS, i sąd, a także wskazał, że należy jej każdorazowo dokonywać z uwzględnieniem konkretnych okoliczności rozpatrywanej sprawy. Mając na uwadze kryteria, takie jak rodzaj wykonywanej pracy i kwalifikacje wymagane przy jej wykonywaniu, a także ilość i jakość świadczonej pracy, co w kontekście Ubezpieczonego oznacza m.in.: jego dotychczasowe doświadczenie w Spółce, innowacyjność w Spółce jego obowiązków, zakres powierzonych mu zadań, samodzielność ich realizacji, zakres odpowiedzialności, wpływ jego pracy na sytuację Spółki na rynku, a także pracę w licznych delegacjach zagranicznych, poza dobowym wymiarem czasu pracy, SO uznał, że zarówno niespełna trzykrotna podwyżka wynagrodzenia, jak i jego nowa wysokość były w pełni uzasadnione.
Deweloperzy chcą zmian we wskaźniku miejsc postojowych
Trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o ograniczeniu biurokracji i barier prawnych (druk 3502). Autorzy zmian w przepisach z komisji nadzwyczajnej ds. deregulacji chcą, aby z istniejących przepisów usunąć obowiązujący deweloperów nakaz wyznaczania przynajmniej 1,5 miejsca parkingowego na jedno mieszkanie. Obostrzenie to zostało wprowadzone na skutek wejścia w życie ustawy z 26.1.2023 r. o zmianie ustaw w celu likwidowania zbędnych barier administracyjnych i prawnych (Dz.U. z 2023 r. poz. 803). Ten akt prawny nowelizował m.in. ustawę z 5.7.2018 r. o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących (Dz.U. z 2021 r. poz. 1538).
Kluczowa dla omawianego tematu zmiana nastąpiła na skutek dodania do art. 17 punktu 4a o brzmieniu: „Dla inwestycji mieszkaniowej określa się:
- minimalny udział powierzchni terenu biologicznie czynnego wynoszący co najmniej 25% powierzchni terenu inwestycji mieszkaniowej, przy czym co najmniej 50% terenu biologicznie czynnego stanowić ma ogólnodostępny, nieogrodzony, urządzony teren wypoczynku oraz rekreacji lub sportu, o którym mowa w ust. 4;
- minimalną liczbę miejsc postojowych wynoszącą co najmniej 1,5-krotność liczby mieszkań przewidzianej do realizacji w ramach inwestycji mieszkaniowej”.
Wprowadzenie tej zmiany, zdaniem przedstawicieli branży deweloperskiej, spowodowało konieczność wstrzymania wielu inwestycji. W ich opinii takie rozwiązanie przekłada się na to, że efektywnie mniej posiadaczy aut może skorzystać z kupna miejsca postojowego. Z drugiej strony, konieczność zakupu np. 2 miejsc parkingowych przypisanych do jednego mieszkania powoduje znaczący wzrost kosztu samego lokalu. Ceny miejsca parkingowego w Warszawie, w zależności od lokalizacji inwestycji, a także umiejscowienia samego parkingu (na powierzchni ziemi albo w garażu podziemnym) wahają się od ok. 20 tys. zł nawet do ok. 80 tys. zł.
Polski Związek Firm Deweloperskich apelował o rezygnację z tego zapisu już na etapie prac nad poprzednią ustawą deregulacyjną, jednak bezskutecznie. Teraz ma nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie. Za koniecznością rezygnacji z obostrzenia opowiadają się także przedstawiciele Stowarzyszenia Architektów Polskich, Związku Miast Polskich, czy Związku Powiatów Polskich.
Na samorządowców zrzucono odpowiedzialność
Wszystkie gminy w Polsce do końca 2025 r. muszą uchwalić plany ogólne zastępujące studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. To przewiduje nowelizacja ustawy z 7.7.2023 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz.U. z 2023 r. poz. 1688).
Andrzej Bąk ze Stowarzyszenia Urbaniści Polscy uważa, że sporządzenie nowych dokumentów w wymaganym czasie nie będzie łatwe, o czym stowarzyszenie informowało w trakcie procesu legislacyjnego.
Z kolei dr inż. Tomasz Majda, prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich, mówi, że od początku procedowania ustawy dotyczącej reformy planowania przestrzennego zwracano uwagę, że jest zbyt mało urbanistów, aby stworzyć plany ogólne dla wszystkich gmin na terenie Polski.
Towarzystwo Urbanistów Polskich ma obecnie 800 członków, a gmin w Polsce jest 2477. Do wykonania planów ogólnych potrzebni są praktykujący urbaniści.
Plan ogólny jako dokument nie będzie technicznie skomplikowany, co wynika z ustawy i projektu rozporządzenia, nad którym trwają prace. Mimo to gminy mogą zwlekać z ich uchwaleniem, ponieważ na samorządowcach będzie spoczywać ogromna odpowiedzialność związana z precyzyjnym wyznaczeniem granic stref np. wielofunkcyjnych z zabudową mieszkaniową czy produkcji rolniczej. Z zapisów planów ogólnych dotyczących m.in. wyznaczenia trwałych podziałów własnościowych na obszarze całej gminy będzie trudno się wycofać, a każda zmiana będzie bardzo kosztowna.
W tej kwestii już w kwietniu wypowiadał się wiceminister rozwoju Piotr Uściński. Jak zwracał uwagę, uchwalenie plan ogólnego wiąże się z podjęciem przez radę gminy decyzji, czasem trudnych, bo trzeba będzie rozstrzygnąć sprzeczne interesy mieszkańców.
Niejednokrotnie decyzje te będą dotyczyły majątku mieszkańców, zatem wyborców radnych. W ustawie zapisano, że nie będzie podstaw do odszkodowania, jeśli nieruchomość w wyniku ustalenia planu ogólnego straci na wartości. Prezes Majda ma w tej kwestii inne zdanie.
– Nie można zapisać, że ktoś utraci prawo do zabudowy działki i nikt za to nie poniesie odpowiedzialności – podkreśla po rozmowach z prawnikami. Jak uważa, jeśli sprawy trafią do sądów, to te będą w takich wypadkach najprawdopodobniej zasądzały od gmin odszkodowania na rzecz właścicieli działek.
Stowarzyszenie Urbaniści Polscy zapowiada, że będzie organizować szkolenia zarówno dla swoich członków, jak i dla samorządów. Jak dodaje, nie ma jeszcze pełnej wiedzy o wprowadzanych zmianach, choćby z powodu braku kompletu niezbędnych rozporządzeń wykonawczych, jest więc więcej pytań i wątpliwości niż gotowych odpowiedzi, co z kolei rodzi obawy.
Rozterki mają także samorządy. W Warszawie po kilku latach przerwano prace nad studium, które wskutek reformy planistycznej obowiązywałoby zaledwie przez rok. Są gminy, które już pytają urbanistów o tworzenie planów ogólnych, a może się okazać, że samorządy czeka praca nad kolejnymi dokumentami.
Tomasz Majda zwraca uwagę, że plany ogólne mają być oparte na strategiach rozwoju gminy bardziej złożonych niż te obecne, najpierw więc należałoby opracować nowe strategie. Co prawda, znacznie wydłużyłoby to czas wejścia w życie planów ogólnych, ale opracowanie planów w zgodności ze studiami gmin, które ustawa likwiduje, a dopiero później dbanie o zgodność strategii z planami ogólnymi będzie niezgodne z logiką ustawy.
W planach ogólnych, które będą aktami prawa miejscowego, powstaną strefy planistyczne, m.in. strefa wielofunkcyjna z zabudową mieszkaniową wielorodzinną lub jednorodzinną, strefa usługowa czy produkcji rolniczej. Możliwe jest także określenie wymaganej od działki odległości do szkoły podstawowej czy obszarów zieleni publicznej.
Reforma planowania przestrzennego ma na celu ograniczenie rozprzestrzeniania zabudowy.
Czym jest informacja przetworzona?
Opis okoliczności faktycznych
M.B. (skarżący) zwrócił się do gminy G. o przesłanie na adres mailowy informacji w zakresie obecnego stanu zadłużenia gminy G. w zakresie opłat za dostarczony węgiel oraz skanów wszystkich faktur wystawionych gminie w 2022 r. przez dostawców wraz z potwierdzeniami zapłaty, a także zestawienia, ile węgla dostarczono do gminy G. w 2022 r. dla poszczególnych kotłowni. W odpowiedzi na powyższy wniosek organ wezwał stronę m.in. do wykazania szczególnej istotności dla interesu publicznego przetworzenia informacji publicznej w związku ze złożeniem wniosku o dostęp do informacji przetworzonej. Następnie organ I instancji w drodze decyzji odmówił udostępnienia wnioskowanej informacji publicznej w całości.
Stanowisko organu i SKO
Organ stwierdził, że udzielenie odpowiedzi wymaga zaangażowania intelektualnego, organizacyjnego, kadrowego potrzebnego na przygotowanie przetworzonej informacji, w tym m.in. czasu na odnalezienie, skompletowanie poszczególnych dokumentów oraz podjęcia czynności umożliwiających jej udostępnienie w sposób wskazany we wniosku, co wymaga wykonania szeregu czynności technicznych, w tym przetworzenia informacji oraz wytworzenia nowej informacji (tworzenia nowej informacji, nieistniejącej w chwili skierowania wniosku, a także opracowania wydruków z dwóch programów księgowych celem identyfikacji pozycji księgowych każdej faktury, odrębnie dla każdej kotłowni; odszukania, wypięcia z segregatorów wszystkich faktur oraz potwierdzeń zapłaty z różnych kont dla wszystkich wymienionych we wniosku kotłowni). Wyszukanie żądanej informacji wymaga dużego nakładu czasu wielu osób, głównie wydziału finansowego, oderwania ich od przypisanych kompetencji i zadań. Biorąc powyższe pod uwagę, organ uznał, że żądana informacja dotyczy informacji przetworzonej, a nie prostej. Strona nie odpowiedziała na wezwanie, nie wykazała szczególnie istotnego interesu publicznego, w związku z tym brak jest zdaniem organu I instancji podstaw do uznania, że w sprawie zachodzi kwalifikowana szczególna istotność dla interesu publicznego.
Po rozpatrzeniu odwołania SKO utrzymało w mocy zaskarżoną decyzję. W uzasadnieniu skargi strona wskazała, że przedmiotem wniosku było udzielenie informacji prostych. Istniały one w chwili złożenia wniosku, a ich udostępnienie wymagało jedynie przedsięwzięcia czynności technicznych. Realizacja wniosku nie wymagała w ocenie strony wytworzenia nowej jakościowo informacji.
Stanowisko WSA
Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił zaskarżoną decyzję oraz utrzymaną nią w mocy decyzję organu I instancji.
WSA wskazał, że w sprawie nie jest sporne, iż wniosek skarżącego został skierowany do podmiotu zobowiązanego do udzielenia informacji publicznej ani też że dotyczył takiej informacji. Sporne jest zaś, czy zasadnie została ona uznana przez organ za informację przetworzoną, czego konsekwencją było wezwanie strony do wykazania szczególnej istotności dla interesu publicznego, a wobec tego, że tej nie wykazała – wydanie decyzji o odmowie udostępnienia żądanej informacji. Zgodnie z art. 3 ust. 1 pkt 1 DostInfPubU prawo do informacji publicznej obejmuje uprawnienia do uzyskania informacji publicznej, w tym uzyskania informacji przetworzonej w takim zakresie, w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego. Ustawa rozróżnia więc informację prostą i przetworzoną. I właśnie charakter informacji, jakiej żądał skarżący, tj. czy jest to informacja prosta (jak twierdzi skarżący), czy przetworzona (jak podnosi organ), jest zasadniczym zagadnieniem spornym w przedmiotowej sprawie.
Pod pojęciem informacji prostej rozumie się informację, którą podmiot zobowiązany może udostępnić w takiej formie, w jakiej ją posiada, i nie jest to związane z koniecznością poniesienia kosztów lub znacznego nakładu pracy, trudnych do pogodzenia z bieżącym funkcjonowaniem jednostki. Natomiast informacja przetworzona w chwili złożenia wniosku nie istnieje. Jej wytworzenie wymaga przeprowadzenia przez podmiot zobowiązany pewnych czynności analitycznych, organizacyjnych i intelektualnych w oparciu o posiadane informacje proste. Pojęcie informacji przetworzonej nie posiada definicji legalnej. Można jednak założyć, że taką cechę posiadają dane publiczne proste, które wymagają dokonania obliczeń, analiz, zestawień, porównań, połączonych z zaangażowaniem w ich pozyskanie określonych środków osobowych i finansowych organu, innych niż te wykorzystywane w bieżącej działalności, i wówczas uzyskują walor informacji przetworzonej. W związku z powyższym w ocenie WSA nie ma podstaw do uznania, że żądanie przez stronę informacji, jaki jest obecny stan zadłużenia gminy G. w zakresie opłat za dostarczony węgiel, także w latach wcześniejszych, i wniosek o przesłanie skanów wszystkich faktur wystawionych gminie w 2022 r. przez dostawców wraz z potwierdzeniami zapłaty stanowi informację przetworzoną.
Co prawda organ podał, że niezbędne jest opracowanie wydruków z dwóch programów księgowych, ale trudno przyjąć, aby stanowiło to poważny nakład pracy. Sam organ wskazał, że są to wydruki. Trudno też uznać za przetworzenie informacji wypięcie z segregatorów faktur oraz potwierdzeń zapłaty. Są to czynności proste, niewymagające wysiłku intelektualnego ani zaangażowania poważnych sił i środków. Jeśli zaś chodzi o sporządzenie zestawienia ilości węgla dostarczonego do gminy dla poszczególnych kotłowni, organ w żaden sposób nie wykazał, że jest to informacja przetworzona. Stwierdził jedynie, że jest to tworzenie nowej informacji, nieistniejącej w chwili skierowania wniosku w takim kształcie i postaci, jakiej oczekuje wnioskodawca. Dodał, że wyszukanie żądanej informacji wymaga dużego nakładu czasu dla wielu osób, głównie wydziału finansowego, oderwania ich od przypisanych kompetencji i zadań. Sam fakt nieistnienia informacji w momencie składania wniosku jeszcze nie świadczy o tym, że jest to informacja przetworzona. Organ winien wykazać, jaki nakład środków i pracy, zestawień, porównań oraz analiz uzasadnia uznanie tej informacji za przetworzoną. Wskazano, że pracownicy muszą przeznaczyć wiele czasu na przygotowanie informacji. Nie wiadomo, ile to czasu i z czego to wynika. Aby więc sąd mógł skontrolować pogląd organu, że przedmiotem wniosku w zakresie zestawienia ilości węgla dostarczonego do gminy jest informacja przetworzona, organ będący adresatem wniosku winien swoje stanowisko szczegółowo uzasadnić w decyzji. Organy tego nie wykazały.
W sprzeczności z zasadą prawa do informacji publicznej pozostaje kwalifikowanie informacji publicznej jako informacji przetworzonej tylko z uwagi na fakt, że jest ona przygotowywana dla wnioskującego podmiotu przez czynności polegające na odnalezieniu odpowiednich dokumentów, sporządzeniu ich kopii, nawet jeśli są one czasochłonne i wymagają zwiększonego nakładu środków osobowych. Czynności te stanowią proste czynności kancelaryjno-biurowe o charakterze technicznym. W tej sytuacji należy wykluczyć, aby wymagały one dokonania przez organ odpowiednich operacji myślowych: analiz, obliczeń, zestawień czy wyciągów, a zatem działania intelektualnego na zbiorze informacji prostych prowadzącego do przekształcenia zbioru tych informacji w nową jakościowo informację przetworzoną.
Komentarz
Jednym z najczęstszych argumentów organów administracji żądających wylegitymowania się przez wnioskodawcę szczególnie istotnym interesem publicznym (a w konsekwencji najczęściej odmawiających udostępnienia informacji publicznej) jest powoływanie się na konieczność dokonania czynności biurowych związanych ze zwiększonym nakładem pracy pracowników w celu „wytworzenia” wnioskowanej informacji publicznej. Jak wynika z wyroku, kryterium rozróżnienia między informacją prostą a przetworzoną nie stanowi sama konieczność przedsięwzięcia dodatkowych czynności, nawet długotrwałych i angażujących, ale ich skala. Nie ma zatem możliwości niejako automatycznego kwalifikowania konkretnej czynności (np. zebrania wyciągów z segregatorów) jako prowadzącej do stworzenia informacji przetworzonej, ale konieczna jest każdorazowa weryfikacja okoliczności danej sprawy. Dokonanie bowiem takich samych czynności może z uwagi na ich zakres i intensywność być kwalifikowane odmiennie. Istotne jest również, że to na organie ciąży obowiązek udowodnienia, że skala czynności i zakłóceń organizacyjnych związanych z analizą czy gromadzeniem informacji prostych w efekcie prowadzi do powstania informacji przetworzonej.
Kawa w biurze poprawia wydajność zespołu
Kawa, soki, owoce, orzeszki – takie frykasy zapewnia swojemu personelowi spółka z branży informatycznej. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej potwierdził, że może je rozliczyć w kosztach CIT. Przekonał go argument, że napoje i przekąski poprawiają atmosferę w biurze oraz wydajność załogi.
O interpretację wystąpiła spółka akcyjna, zajmująca się tworzeniem programów komputerowych. W swojej siedzibie udostępnia różne zakąski i napoje bezalkoholowe. Są to m.in. orzeszki, paluszki, wafle ryżowe, owoce, warzywa, kawa, herbata, woda, soki. Korzysta z nich cały personel. Zarówno etatowcy, jak i zatrudnieni na zleceniach czy prowadzący własną działalność współpracownicy. Spółka podkreśla jednak, że nie ma żadnej możliwości weryfikowania, kto ile zjadł i wypił. Napoje i przekąski są wyłożone w ogólnodostępnych miejscach i można z nich korzystać w trakcie pracy oraz podczas przerw.
Czy wydatki na smakołyki można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów? Spółka twierdzi, że tak i przedstawia kilka argumentów. Wskazuje, że udostępnienie jedzenia i picia ogranicza przerwy na przygotowywanie posiłków, co pozwala personelowi skupić się na wykonywaniu powierzonych zadań. Wspólna konsumpcja sprzyja integracji, wymianie pomysłów i kreowaniu nowych rozwiązań. Wpływa na polepszenie relacji w firmie. Zapewnienie przekąsek powoduje, że personel jest dowartościowany, pracownicy i współpracownicy mają poczucie, że są istotnym ogniwem w strukturach przedsiębiorstwa. Utrwala to ich przywiązanie do firmy. Dzięki temu spółka może utrzymać kluczowy zasób ludzki, od którego kompetencji i zaangażowania uzależniona jest jej pozycja na rynku. Jest to szczególnie ważne w branży IT, gdzie mamy do czynienia z dużą rotacją personelu. W tej branży świadczenia dla załogi stanowią powszechny standard. Niezapewnianie przekąsek i napojów niewątpliwie obniżyłoby atrakcyjność spółki jako pracodawcy.
Firma dodaje, że benefity mają na celu podwyższenie standardów pracy oraz poprawę atmosfery panującej w biurze. W efekcie zwiększa się wydajność i efektywność personelu. Załoga jest bardziej zmotywowana, szybciej i lepiej pracuje. Przekłada się to na korzyści ekonomiczne.
Zdaniem spółki, w tej sprawie nie ma zastosowania przepis wyłączający z kosztów wydatki na reprezentację. Oznacza ona bowiem budowanie pozytywnego wizerunku wobec kontrahentów. Natomiast pracownicy i współpracownicy nie są kontrahentami (rozumianymi jako podmioty, do których skierowana jest oferta sprzedaży), tylko częścią firmy.
Co na to fiskus? Najwyraźniej całkowicie przekonały go argumenty spółki, bo zrezygnował z uzasadnienia interpretacji, potwierdzając tylko, że wydatki na napoje i przekąski można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.
Warto jednak wspomnieć, że skarbówka nie zawsze jest tak łaskawa w sprawie rozliczania wydatków na prowadzących własne biznesy współpracowników.
Numer interpretacji: 0111-KDIB2-1.4010.329.2023.1.AJ
Zielone cło liczone od zatruwania klimatu
W początku października zacznie obowiązywać pierwszy etap unijnego mechanizmu dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2 (ang. Carbon Border Adjustment Mechanism – CBAM). To nowe narzędzie polityki klimatycznej UE, obliczone na promowanie handlu produktami wytworzonymi z niską emisją dwutlenku węgla.
Bariera ekologiczna
Docelowo, tj. od 2025 r., CBAM ma polegać na tym, że firmy, które zdecydują się na import określonych towarów spoza UE, wytwarzanych w sposób wysoko emisyjny, będą musiały kupować specjalne certyfikaty. Ich wartość ma zależeć – w uproszczeniu mówiąc – od tego, jak wiele dwutlenku węgla dostało się do atmosfery przy produkcji danego towaru. W ten sposób import takich towarów będzie obciążony swoistym cłem, choć niepłatnym przy odprawie celnej. System CBAM nie obejmie handlu wewnątrz UE. Wyłączono z niego także kraje Europejskiego Obszaru Gospodarczego, tj. Islandię, Liechtenstein, Norwegię i Szwajcarię.
Na razie jednak wchodzą w życie tylko obowiązki statystyczne. Otóż importerzy niektórych wyrobów stalowych i aluminiowych, cementu, energii elektrycznej, a także wodoru będą musieli przedstawiać Komisji Europejskiej kwartalne raporty dotyczące importu takich towarów. Pierwszy taki raport powinien obejmować okres od 1.10.2023 r. do 31.12.2023 r. i być złożony do końca stycznia 2024 r. Importerzy powinni w nim zawrzeć m.in. dane o skali importu takich towarów, a także o emisji dwutlenku węgla „wbudowanej” w jednostkę towaru. Unijne rozporządzenie 2023/956 w sprawie CBAM przewiduje konkretnie podawanie „ton emisji ekwiwalentu dwutlenku węgla na tonę każdego rodzaju towarów” albo na każdą kilowatogodzinę prądu.
Importerzy do rejestru
Kolejnym etapem wdrażania tego systemu ma być obowiązkowa rejestracja wszystkich podmiotów zajmujących się importem towarów objętych tym reżimem. Wniosek w tej sprawie trzeba będzie złożyć do „właściwego organu”, przy czym rozporządzenie odsyła w tej sprawie do decyzji państw członkowskich.
W Polsce na razie jeszcze nie wydano przepisów, które by to określiły.
Rafał Zajączkowski, doradca podatkowy, partner associate w Deloitte
Mechanizm CBAM zakłada nałożenie specyficznego rodzaju kosztu na wybrane produkty sprowadzane spoza UE, których wytworzenie wiąże się z wysoką emisyjnością dwutlenku węgla i niektórych innych gazów cieplarnianych. Różnica w stosunku do zwykłych opłat celnych polegać będzie nie tylko na tym, że koszty CBAM nie będą ponoszone bezpośrednio podczas importu. Wyliczenie należności CBAM będzie znacznie bardziej skomplikowane niż cła, bo trzeba będzie uwzględniać między innymi skalę emisji przypadającą na importowane produkty oraz koszt specjalnych certyfikatów CBAM, których cena będzie powiązana z ceną certyfikatów ETS. Dlatego firmy sprowadzające m.in. wyroby stalowe, aluminiowe, energię elektryczną, nawozy mineralne czy cement spoza UE już dziś powinny powiadomić swoich kontrahentów o stopniowym wdrażaniu systemu i uzyskać od nich dane dot. emisyjności.