Od lat wielokrotnie wskazywałem publicznie, że brak spójnej i przewidywalnej strategii regulacyjnej wobec rynku kryptowalut wcześniej czy później doprowadzi do kryzysu zaufania oraz ujawni ograniczoną skuteczność obecnego modelu nadzoru. Afera wokół Zondacrypto potwierdziła te obawy. Pokazała nie tylko ryzyko związane z samym rynkiem kryptowalut, lecz także słabość polskiego modelu regulacyjnego, w którym przez lata państwo dysponowało ograniczonymi instrumentami kontroli, a wraz ze wzrostem skali rynku zabrakło konsekwentnej strategii nadzorczej.
Problemy z wypłatami środków, pytania o rezerwy i bezpieczeństwo aktywów klientów oraz śledztwo prokuratury sprawiły, że sprawa Zondacrypto stała się największym kryzysem reputacyjnym polskiego rynku kryptowalut.
Jednocześnie pokazała coś znacznie ważniejszego: państwo polskie przez lata próbowało traktować rynek kryptowalut jak marginalny eksperyment technologiczny, a nie sektor, przez który przepływają miliardy złotych i środki setek tysięcy użytkowników.
Dziś pytanie nie brzmi już, czy nadzorować rynek kryptowalut, lecz jak zrobić to skutecznie, nie niszcząc legalnego rynku oraz nie wypychając firm za granicę. Nie ma również realnej przestrzeni do całkowitego zakazu obrotu kryptowalutami (jak wynikało z treści jednego z głosowanych przez Sejm projektów ustawy) – zarówno z uwagi na obowiązujące regulacje unijne, jak i transgraniczny charakter samego rynku.
Stan obecny: trzy modele w jednym rynku
Po wejściu w życie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1114 z 31.5.2023 r. w sprawie rynków kryptoaktywów oraz zmiany rozporządzeń (UE) nr 1093/2010 i (UE) nr 1095/2010 oraz dyrektyw 2013/36/UE i (UE) 2019/1937 (Dz.Urz. UE L z 2023 r. Nr 150, s. 40; dalej: MiCA) możliwość legalnego oferowania usług związanych z kryptoaktywami zależy od modelu działalności i statusu regulacyjnego podmiotu. Sytuację komplikuje jednak fakt, że Polska nadal pozostaje opóźniona we wdrożeniu pełnego modelu licencjonowania CASP (Crypto Assets Service Provider, czyli Dostawca Usług w Zakresie Kryptoaktywów) pod nadzorem KNF-u. W efekcie rynek funkcjonuje dziś równolegle w trzech odmiennych realiach:
- stare podmioty działające w okresie przejściowym, wpisane przed 30.12.2024 r. do polskiego rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych (RDWW/VASP), które nie podlegają jeszcze pełnemu reżimowi CASP;
- firmy działające na licencjach innych państw UE, obsługujące polskich klientów w ramach jednolitego paszportu europejskiego;
- podmioty technologiczne operujące „na obrzeżach” regulacji, np. software-only, non-custodial lub B2B infrastructure.
Ten fragmentaryczny stan jest sam w sobie źródłem ryzyka – zarówno dla klientów, jak i dla wiarygodności całego sektora.
Dwa skrajne podejścia
Przez lata relacja państwa z rynkiem kryptowalut była oparta na dwóch skrajnościach. Z jednej strony, dominowała daleko posunięta ostrożność KNF, połączona z regulacyjnym paraliżem i chroniczną nieufnością wobec sektora krypto. Znajdowało to wyraz również w projektowanych rozwiązaniach legislacyjnych, których poziom restrykcyjności budził uzasadnione obawy rynku co do realnej możliwości spełnienia proponowanych wymogów regulacyjnych. Z drugiej strony, część rynku funkcjonowała w przekonaniu, że kryptowaluty powinny pozostawać poza klasycznym nadzorem finansowym i rozwijać się według zasad właściwych bardziej dla sektora technologicznego niż rynku usług finansowych.
Efekt był przewidywalny. Wiele podmiotów zaczęło przenosić działalność do innych jurysdykcji UE, przede wszystkim do Estonii, na Litwę czy na Cypr, gdzie warunki regulacyjne były bardziej przewidywalne. Pozwalało to następnie na świadczenie usług również na rynku polskim. Państwo polskie zachowało formalny dystans regulacyjny, jednocześnie ograniczając własny wpływ na rynek działający i tak głównie na rzecz polskich klientów.
Przypadek Zondacrypto pokazał konsekwencje tego modelu. Gdy pojawiły się pytania o płynność i bezpieczeństwo środków klientów, okazało się, że możliwości oddziaływania krajowego nadzoru są ograniczone.
KNF potrzebuje większych kompetencji, ale nie modelu represyjnego
Naturalną reakcją po kryzysie jest postulat „silniejszego nadzoru”. Problem polega na tym, że bardzo łatwo zamienić skuteczną regulację w administracyjne wypychanie rynku z Polski. Dlatego tak wiele firm formalnie działa poza Polską, mimo że obsługuje polskich klientów.
Rynek kryptowalut jest wyjątkowo mobilny. Giełda czy operator portfela mogą przenieść działalność do innego państwa UE znacznie szybciej niż klasyczny bank lub dom maklerski. Nadmiernie restrykcyjne podejście nie zatrzyma rynku – przeniesie go jedynie poza polską jurysdykcję.
Dlatego celem nie powinno być dokładanie zakazów, lecz stworzenie nadzoru, który daje państwu widoczność rynku.
Jakich instrumentów potrzebuje KNF?
Po pierwsze, KNF powinien mieć możliwość bieżącego monitorowania płynności i rezerw dużych podmiotów kryptowalutowych działających wobec polskich klientów. Nie chodzi o codzienną ingerencję operacyjną, a o obowiązek raportowania struktury aktywów i poziomu ryzyka.
Po drugie, konieczne są kompetencje do przeprowadzania kontroli oraz żądania dokumentów dotyczących przechowywania aktywów klientów. Kryzys Zondacrypto pokazał, że użytkownicy często nie wiedzą nawet, w jakim modelu przechowywane są ich środki.
Po trzecie, regulator powinien mieć możliwość wydawania publicznych ostrzeżeń opartych na konkretnych przesłankach dotyczących płynności lub bezpieczeństwa organizacyjnego platformy.
Po czwarte, potrzebny jest obowiązek wyraźnego rozdzielenia aktywów klientów od aktywów własnych giełdy lub operatora. To standard oczywisty w tradycyjnych finansach, ale nadal niewystarczająco transparentny w części rynku krypto.
Po piąte, KNF powinien mieć możliwość czasowego ograniczenia działalności platformy wobec nowych klientów w sytuacjach wysokiego ryzyka, ale wyłącznie na podstawie ustawowych i kontrolowalnych przesłanek.
Czego KNF robić nie powinien
Największym błędem byłoby traktowanie rynku kryptowalut jak patologii, którą należy administracyjnie zdusić. Polska pozostaje jednym z największych rynków usług związanych z kryptoaktywami w Europie Środkowo-Wschodniej – pod względem liczby użytkowników i skali obrotu. Dotyczy to nie tylko giełd i kantorów kryptowalutowych, lecz także podmiotów świadczących usługi custody, transferowe i brokerskie oraz operatorów infrastruktury płatniczej. Nadmiernie restrykcyjne podejście regulacyjne nie wyeliminuje więc rynku, lecz doprowadzi do dalszego przenoszenia działalności do innych jurysdykcji UE, przy jednoczesnej kontynuacji świadczenia usług na rzecz polskich klientów.
KNF nie powinien próbować blokować dostępu do rynku detalicznego tylko dlatego, że aktywa są ryzykowne. Ryzyko inwestycyjne nie może być podstawą zakazu działalności. W przeciwnym razie należałoby zamknąć również część rynku forex czy kontraktów CFD.
Niebezpieczne byłoby także tworzenie wymogów kapitałowych oderwanych od realiów rynku. Zbyt wysokie bariery wejścia doprowadzą wyłącznie do dominacji zagranicznych podmiotów oraz rozwoju szarej strefy.
Równie problematyczny byłby model, w którym każda innowacja technologiczna wymagałaby uprzedniej zgody regulatora. Rynek krypto rozwija się szybciej niż klasyczne procesy administracyjne. Nadmierna reglamentacja oznaczałaby praktycznie koniec krajowych projektów technologicznych.
MiCA nie rozwiąże wszystkiego
Unijne rozporządzenie MiCA porządkuje część rynku i wprowadza licencjonowanie dostawców usług kryptoaktywów. Problem polega na tym, że nadzór będzie wykonywany głównie przez państwo macierzyste podmiotu.
To oznacza, że polski nadzór nadal może mieć ograniczony wpływ na duże platformy działające formalnie z innych jurysdykcji UE.
Dlatego kluczowe jest stworzenie takich warunków regulacyjnych, aby największe podmioty chciały utrzymywać rzeczywistą obecność w Polsce, a nie jedynie obsługiwać polskich klientów z zagranicy.
Największy problem: iluzja bezpieczeństwa
Afera Zondacrypto pokazała również, że wielu klientów rynku kryptowalut błędnie postrzega tego typu usługi jako zbliżone do bankowości, mimo braku gwarancji depozytów i ochrony analogicznej do systemu bankowego.Rola państwa polega więc nie na blokowaniu technologii, lecz na wymuszaniu transparentności.
Polski rynek kryptowalut nie potrzebuje konfliktu państwa z technologią. Potrzebuje regulacji, które skutecznie chronią klientów, ale jednocześnie nie wypychają całego sektora poza granice kraju. Nie jest to wybór między nadzorem a chaosem. To wybór między regulacją rozsądną i nowoczesną a regulacją, która pozostawi rynek poza polską jurysdykcją.
Krzysztof Rożko – radca prawny, Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Krzysztof Rożko i Wspólnicy. Regularnie wyróżniany w krajowych i międzynarodowych rankingach prawniczych, tworzonych na podstawie analiz rynku, rekomendacji klientów i ocen uczestników sektora finansowego. Doceniany w szczególności w obszarze rynków kapitałowych, funduszy inwestycyjnych i doradztwa regulacyjnego.
Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →